OSTRZEŻENIE Tomasz Koziej

5
OSTRZEŻENIE
WSTĘP
Książka, którą oddaję do rąk Czytelników
przeznaczona jest przede wszystkim dla rdzennych
Polaków, którzy pomimo tak tragicznej sytuacji w
naszym kraju, gdzie naród polski jest okradany i z
zimną krwią wydzierana jest jego własność, gdzie
gospodarka celowo jest niszczona i z dnia na dzień w
coraz większym stopniu za bezcen odsprzedawana
obcym (a tak naprawdę tym z („wybranego
narodu”), gdzie nasza kultura narodowa jest
wyszydzana, wypaczana i na siłę wprowadzane są
wątki z obcej nam nieznanej kultury żydowskiej, gdzie
nasza wiara katolicka jest zohydzana i celowo
judeizowana, i gdzie, już wydawałoby się, że nie
istnieje żaden autorytet, który dałby nadzieję do
dalszej walki o suwerenną Polskę, nie stracili jeszcze
nadziei, że prawdziwa Polska wciąż istnieje.
Chciałbym, żeby Czytelnicy przeczytali tę książkę od
początku do końca bardzo dokładnie, ponieważ jest to
warunek peł-nego zrozumienia zawartych w niej myśli,
uszeregowanych tak by w końcowym efekcie
uwidocznić pełny obraz dziejowej konspiracji żydomasońskiej
przeciwko Bogu, naturze i wszystkim
narodom nieżydowskim; by miał jasny i ukształtowany
pogląd na te wszystkie zachodzące w szybkim tempie na
naszych oczach wydarzenia, co powoduje
zdezorientowanie nawet wśród najbar-dziej
świadomych i utratę poczucia zagrożenia kryjącego się
za działalnością „możnych tego świata”.
____________________
PRZEDMOWA
Książka ta jest zbiorem faktów historycznych z
zachodzących wydarzeń światowych, a w
szczególności dotyczących Polski, które miały miejsce
na przestrzeni stuleci aż do czasów obecnych, jak
również komentarzy i artykułów prasowych
ukazujących się w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie,
w prasie polonijnej oraz w jęz. angielskim, a
dotyczących prowadzonej od wieków konspiracji żydomasońskiej
wobec ludzkości. Treść przedstawiona jest
chronologicznie w formie skryptów.
Bardzo niewielki procent ludzi w skali światowej
wiedziało o tej konspiracji, czy też wyczuwało, że taka
konspiracja istnieje. Ogromna ich większość nie
wiedziała o niej. Ludzie do tej pory nie orientowali się,
o co toczyła, i nadal toczy się gra na tym świecie.
Wojny, rewolucje, powstania, tworzenie różnego
rodzaju organizacji, stowarzyszeń, religii, systemów,
partii − rzekomo zwalczających się − miało na celu
podporządkowanie sobie, przez Żydów, innych nacji
tzw. pogan i ich zniewolenie. Oraz zaprowadzenie tzw.
„nowego porządku światowego”.
Przykładem może być ostatnie 50 lat, gdzie żydomasoneria
stworzyła dwa rzekomo zwalczające się
systemy. Kapitalizm zachodni i komunizm wschodni
(Wschód-Zachód), wprowadzając tym samym zupełne
zamieszanie w orientacji politycznej wśród
społeczeństw − pozorując „zimną wojnę”. Była to
wielka reżyseria żydo-masoneri − „politycznego
teatru” XX wieku. Wszystko jest utrzymywane w
tajemnicy przed narodami na tym świecie.
Historia jakiej się uczyliśmy i uczymy się nadal, jest
po prostu sztucznym tworem, kompletnie
odbiegającym od rzeczywistości. Celowo wypaczona, z
której usunięte zostało wszystko to, co skierowałoby
podejrzenia o jakąkolwiek konspirację prowadzoną
przez naród żydowski wobec innych narodów.
Fałszowana, w zależności od sytuacji w danym czasie i
wykorzystywana w celu manipulowania nami oraz
użycia nas, dla realizacji swoich dalekosiężnych celów.
Środki masowego przekazu są używane do
kształtowania opini i poglądów jakie są im wy-godne w
danej chwili i pomocne do realizacji „nowego
porządku światowego!” Pomocnym narzędziem w ich
rękach jest fakt, że opanowali niemalże wszystkie
dziedziny życia − massmedia, fi-nanse, szkolnictwo,
kulturę i sztukę, etc.
Wywołana wojna z Irakiem w 1991 r., była skutkiem
faktu, że prezydent Saddam Hussein zdemaskował
spisek żydowsko-masoński przeciwko nie-Żydom.
Było to dużym zaskoczeniem dla samych Żydów,
dlatego w kołach syjonistyczno-masońskich zapadła
decyzja o wywołaniu wojny w tym kraju. Liczyli, że
poprzez wojnę i całkowitą blokadę tego kraju zniszczą
S. Husseina i jego naród.
To zapoczątkowało między innymi proces wzrostu
świadomości wśród innych nacji oraz wzrost
zrozumienia powagi sytuacji światowej. Do tej pory
większość z ludzi skupiała swoją uwagę na
ewentualnym zagrożeniu danego narodu. Istniała
świadomość wroga narodowego ale nie istniało pojęcie
wroga światowego.
6
6
W książce tej jest często poruszany temat masonerii
jako organizacji o najdłuższym stażu, za którą
żydostwo ukrywając się siało spustoszenie wśród
narodów tego świata. Zapewne niewielki procent
czytelników jest zorientowanych w tym temacie.
Masoneria, w języku angielskim zwana
„freemasonery”, czyli „wolnomularstwo”. Obecna
propaganda żydowska na całym świecie podaje różne
daty jej powstania − XIV, XV, XVI, XVII wieku − jest
to niezgodne z prawdą. Żydzi celowo wprowadzają
ludzi w błąd, żeby nikt nie domyślił się od kiedy ta
organizacja istnieje, od czego powstała i do czego
zmierza.
Scharakteryzuję jej zalążki i cele. Z różnych
książek i archiwalnych dokumentów wynika
niezbicie że wolnomularstwo powstało jeszcze
przed narodzeniem Chrystusa. Celem jego jest
zdominowanie, przez Żydów, innych nacji −
„gojów” − na całym świecie i podporządkowanie
ich sobie. Jest to ścisła realizacja żydowskiego
programu, który zawarty jest w Talmudzie.
W Talmudzie czytamy: „nie-Żydzi to bydło tylko w
ludzkiej postaci. Są stworzeni przez Boga na usługi
Żydom. Są gojami. Naród żydowski to naród
królewski, do którego należy cały świat i jego
bogactwa na nim”.
Zalążki wolnomularstwa datują się (jak głosi
legenda) od czasów Króla Salomona. Główny architekt
budowli tej świątyni, (a była to pierwsza świątynia
masońska) Hiram Abbif, ówczesny Król Tyru i były
mistrz, po ukończeniu jej budowy, jako pierwszy
ujawnił Salomonowi tajne hasło masońskie, nazwę tej
organizacji. Oto wypowiedziane przez niego słowa
„Mach Hach Bone”, co po angielsku znaczy „Grand
Masonic World”. Hasłem tym posługują się do dnia
dzisiejszego.
Czy tak było naprawdę?
Ze Starego Testamentu wynika że Żydzi od czasów
rzekomej ucieczki z niewoli egipskiej mieli coś w
rodzaju swojej organizacji, która później po klęsce
Judei w Babilonii (niewola babilońska) przybrała
konkretną nazwę „Sanhedryn”. Był to i nadal jest
mózg żydostwa, w skład którego wchodzi 71 rabinów,
którzy są zakonspirowani i zarządzają z ukrycia. Nawet
sami Żydzi nie wiedzą których, natomiast wiernie
wykonują ich polecenia.
Żydzi skupieni w swoich stowarzyszeniach czy
organizacjach podlegając sanhedrynowi byli
wykonawcami jego poleceń i służyli jako narzędzie do
eksterminacji narodów nieży-dowskich. To
prawdopodobnie były pierwsze zalążki późniejszej
masonerii.
Wszystko wskazuje na to, że korzenie masonerii
biorą się z żydostwa. Główne założenia masonerii
opierają się na żydowskiej księdze „kabały”.
Po ukrzyżowaniu Chrystusa, który ujawnił ludzkości
całą prawdę o żydach i ich szatańskim spisku przeciw
innym narodom, Żydzi postanowili zmienić swój
kierunek działania i tą tajną organizację skierować do
walki z chrześcijaństwem. Żydzi w stosunku do innych
narodów, które przyjęły chrześcijaństwo, byli
procentowo niewielką siłą. Bali się walczyć jawnie i
przeszli do podziemia. Nałożyli sobie rygor przestrzegania
jeszcze większej tajności w działaniu tej organizacji
już o profilu masońskim.
Dopiero w XVI wieku, gdy ich populacja powiększyła
się zaczęli stanowić poważną siłę. Loże masońskie
zaczęły działać jaw-nie, szczególnie w Europie
Zachodniej w takich krajach jak Anglia, Francja,
Niemcy, Włochy i Hiszpania. (Oczywiście nie
ujawniając swoich celów do jakich dążą). Oficjalnie
masoni głoszą wolność, tolerancję, pokój, itd.
Wszystko jest jednym wielkim „kłamstwem”. Kto zna
dobrze Żydów i lichwę żydowską, wie że żaden z nich
nigdy nie powie prawdy, żyje on z kłamstwa, podstępu
i ludzkiej krzywdy. Są to ludzie, którzy mają w sobie
coś z diabła. Oto słowa Chrystusa − Ew. Św. Jana 8,44
− który powiedział do Żydów: −„wy z ojca diabła
jesteście i pożądania ojca waszego czynić chcecie”.
Tak, wygląda − przedstawiona w wielkim skrócie
− początkowa historia masonerii. Szczegółowy
program i jej działalność przedstawione są w
dalszej części książki.
Przestrzegam czytelników przed straszliwą
konspiracją żydowską z „Sanhedrynem” na czele.
W książce, spotkacie się z różnymi określeniami
jak „Nieznani Naczelnicy”, „Mędrcy Syjonu”,
„Nieznani Przywódcy” − jest to nic innego jak
„Sanhedryn”.
Nie mniej niebezpieczna jest, niżej stojąca od
Sanhedrynu masoneria z jej odrębnymi lożami czy
kastami. Wymienię najważniejsze z nich: „Rada
7
7
33 stopnia wtajemniczenia”, jest to najwyższa
hierarchia w masonerii. Podlegają tej radzie
organizacje masońskie jak: Klub „Bilderberg”,
„Illuminati”, „Różokrzy-żowcy” (dawniej
„Prieure de Sion”), „Rotary Klub”, i wiele
innych. Zakony: „Zakon Rycerzy Maltańskich”,
„Zakon Templariuszy”, „Za-kon Obrońców Św.
Grobu”, i wiele innych.
Następnie organizacje: „ONZ”, „NATO”,
„Międzynarodowy Fundusz Walutowy”, „Bank
Światowy”, „EWG”, „Światowa Organizacja
Zdrowia”, „Czerwony Krzyż”, „Trójstronna
Komisja” (Trilateral Commission) i wiele innych
mniej znaczących − są to organizacje stworzone i
kontrolowane przez żydo-masonerię.
Nazwy określające grupy jak: „Globaliści”,
„Kapitaliści”, „Komuniści”, „Syjoniści”,
„Liberałowie” (bardzo niebezpieczna grupa
ludzi), „Naturyści” itd.
Za wyżej wymienionymi nazwami, kryją się
konspiratorzy żydowskiego spisku. Trzeba się ich
wystrzegać i być świadomym zagrożenia, jakie
niesie ich działalność.
Tomasz Koziej
________________
ŻYDZI I ICH KONSPIRACYJNE PLANY
Podbój świata
Ostatnimi czasy coraz więcej i częściej mówi się o
planach i dążeniach żydowskich. Zmierzają one do
podboju całego świata i podporządkowania
wszystkich narodów władzy narodu żydowskiego.
Równocześnie czynione są próby zaprzeczenia
temu, próby mało przekonywujące, niepoważne.
Jak więc jest w istocie..?
Otóż stwierdzić należy z naciskiem, że plany
podboju całego świata przez Żydów i
podporządkowanie ich władzy wszystkich
narodów świata nie są żadną nowością. Znane są
już one nie od dziś, nie od wczoraj, ani nawet od
stu, czy dwustu lat, ale od lat tysięcy. A pierwsze
wskazówki i dowody istnienia i nurtowania wśród
żydostwa znajdują się w żydowskich księgach
świętych.
Rzecz zrozumiała, że cytaty, wzięte z ksiąg
Mojżesza i innych żydowskich ksiąg świętych,
miały pewne znaczenie i moc obowiązującą wobec
Żydów dopóty, dopóki nie sprzeniewierzyli się oni
Bożemu posłannictwu, kiedy nie tylko odrzucili
naukę Jezusa, jako zapowiedzianego im Mesjasza,
ale nawet okrutnie go zamordowali. Wówczas
wielkie przyrzeczenia i zapowiedzi Boskie,
zawarte w księgach Mojżesza i innych, straciły
swoje znaczenie i swoją obowiązującą moc.
Dlatego też dalsze powoływanie się na nie jest
karygodnym z ich strony nadużyciem, za które też
Bóg spuszcza na nich od czasu do czasu srogie
kary, jakich prawie od dwóch tysięcy lat,
społeczeństwa narodów nieżydowskich są
świadkami.
Zauważyć należy, że Jezus Chrystus, jako
Mesjasz, spełnił wszystko, co przepowiedzieli
Prorocy. Żydzi nie uznali w Nim wysłannika
Bożego, i nie uznają Go do dziś. Wierzą uparcie,
że zapowiedziany im Mesjasz będzie potężnym
królem, mającym za zadanie zaprowadzić na
całym świecie królestwo mesjańskie, będące
właściwie królestwem żydowskim. W królestwie tym
Żydzi, jako „naród wybrany”, będą warstwą panującą
a reszta narodów ma być ich niewolnikami.
Jezus Chrystus nie ziszczał tych ściśle
materialistycznych nadziei i oczekiwań żydowskich.
Nie był wojownikiem i potężnym władcą ziemskim.
Dlatego został przez Żydów odtrącony, i
zamordowany. − Za co? − Za to, że głosił hasło:
„Miłujcie nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie
tym, którzy was nienawidzą i módlcie się za
prześladujących i oczerniających was”.
Tak wzniosłe hasło nauki Chrystusowej było
czymś niepojętym dla Żydów, narodu na wskroś
zmaterializowanego i dyszącego straszliwą
zemstą do innych narodów. Nie dość na tym. Było
ono także kamieniem obrazy dla Żydów,
oczekujących Me-sjasza, jako pogromcy narodów
nieżydowskich, mściciela krzywd rzeczywistych i
urojonych, odnowiciela królestwa Izraelskiego i
budowniczego nowego potężnego państwa
żydowskiego na całym świecie. O tak
pojmowanym Mesjaszu, Żydzi mówią bardzo
wiele w całym szeregu różnych, pseudoproroczych
8
8
pism.
Najciekawsze i najbardziej charakterystyczne we
wszystkim − z tych pism − jest to, że prawie
jednogłośnie przedstawiają one czasy przyjścia
Mesjasza, jako epokę powszechnych walk,
zaburzeń, wojen i przewrotów rewolucyjnych, a
samego Mesjasza, jako mściciela i pogromcę
narodów nieżydowskich oraz twórcę
wszechświatowego państwa żydowskiego, w
którym Ży-dzi będą narodem panującym nad
pozostałymi. Równocześnie Żydzi sądzą, że na
nadejście czasów mesjańskich nie powinni
cierpliwie wyczekiwać z założonymi rękoma, lecz
przeciwnie, powinni dążyć wszelkimi siłami do
przyśpieszenia ich nadejścia. W tym też celu Żydzi
już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
wywołali cały szereg wojen i zamieszek w
państwie rzymskim, które miały po pierwsze:
osłabić i zniweczyć państwo rzymskie, co zresztą
w końcu V wieku osiągneli; po drugie: zniszczyć
chrześcijaństwo, jako twór znienawidzonego i
zamordowanego przez nich Jezusa Chrystusa,
czego jednak nie udało się im przeprowadzić, gdyż
chrystianizm szczęśliwie zniósł i przezwyciężył
wszelkie z ich strony prześladowania i zadawane
mu rany, by wreszcie w wiekach średnich ku
niesłychanej wściekłości Żydów, dojść do
wspaniałego rozkwitu. Wówczas to kościół
wprowadził, do życia społecznego wiernych,
zazdrości godną harmonię i jednocześnie
doskonalił ich duchowo w myśl zasad i wskazań
nauki Chrystusowej.
Wspaniały rozkwit chrześcijaństwa oraz powstanie i
rozwój całego szeregu nowych państw w świecie,
opartych o kulturę i cywilizację chrześcijańską, w
najwyższym stopniu niepokoiło żydostwo, które w tym
czasie, po klęskach, jakie nań spadały wraz z upadkiem
państwa rzymskiego, leczyło zadane mu rany,
równocześnie przebudowując się wewnętrznie, według
zasad i wskazań Talmudu, który też swoimi
niezliczonymi nakazami i zakazami, niczym żelaznymi
obręczami, ściskał i zamykał coraz bardziej
wyznawców, czyniąc je społeczeństwem niesłychanie
zwartym i posłusznym woli i rozkazom jego „nieznanych
naczelników”.
Wobec takiego stanu rzeczy należało zmienić metody
dzia-łania i przystosować się do nowych warunków,
skierowując ży-dostwo na nowe tory rozwoju. Na
rozkaz „nieznanych naczelników” narodu żydowskiego,
dzieła tego podjęli się: Mojżesz Maj-monides i
współcześni mu kabaliści. Na czym polegała ich praca?
Na ponownym nawiązaniu ścisłej łączności pomiędzy
żydostwem , a światem chrześcijańskim, łączności, która
wsku-tek ogarnięcia Żydów przez Talmud, została w
średniowieczu zerwana i pozbawiła przez to samo
Żydów bezpośredniego wpły-wu na ogół państw
chrześcijańskich, tworząc jednocześnie wśród nich dla
Żydów faktyczne ghetto już na długi czas przed jego
prawnym powstaniem.
Podczas gdy Majmonides dziełami swymi oddziaływał
głównie na inteligencję żydowską, kabaliści
pracowali nad żydowskimi masami. Pod wpływem
ich wspólnego, pozornie niez-godnego z sobą wysiłku,
pękły wreszcie niepotrzebne już orga-nizacyjne okowy
Talmudu. Społeczność żydowska już wówczas była tak
wytresowana, że bez żadnych trudności,
dostosowywała się posłusznie do wskazówek i poleceń
swoich „niezna-nych naczelników”.
Odtąd też rozpoczyna się nowy okres
przygotowawczy Żydów do przyśpieszenia
nadejścia czasów mesjańskich, okres w którym
kolejno mamy reformację, ten wytwór ducha i
mózgu żydowskiego. Spowodowała ona rozłam w
dotychczas jednolitym chrześcijaństwie
zachodnim i wstrząsnęła potężnie jego
podwalinami. Szereg poreformacyjnych ruchów
rewolucyjnych, opartych o podłoża sekciarskie i
wojny religijne, w których inspirowaniu i
kierownictwie udział Żydów, został już niezbicie
dowiedziony.
W pierwszych latach poreformacyjnych {mniej więcej
pomię-dzy 1517-1540} Żydzi do tego stopnia wierzyli
w swoje zwycięstwo nad Kościołem katolickim, że
nawet publicznie określali już czas, w którym „Izrael
zostanie wywyższony i zapanuje nad światem”.
Jednocześnie zapowiadali nadejście Mesjasza raz na
rok 1529 , innym razem na rok 1530, 1531, 1533,
1534, przy czym dodawali, że nastąpi to nie później jak
do roku 1540, mia-nowicie jeszcze przed upływem
5300 r. według kalendarza żydowskiego.
Jednak te żydowskie nadzieje i rachuby zawiodły na
całej linii. Zamiast bowiem Mesjasza, pojawiły się
antysemickie pisma Marcina Lutra, który wreszcie
przejrzał, do czego go Żydzi użyli i używać nadal
zamierzali. Gwałtownie przeciwko nim wystąpił.
Wystąpienie Lutra przeciwko Żydom musiało na nich
podziałać jak grom z jasnego nieba, tym więcej, że
9
9
było ono niesłychanie gwałtowne:
Oto co Marcin Luter pisał w owym czasie:
«Nigdy nie było pod słońcem narodu krwi
żądniejszego i mściwszego, niż ci, którym się
zdaje, że są narodem przez Boga wybranym,
aby obowiązani byli i musieli mordować
pogan.
Największą rzeczą, jakiej spodziewają się
od swego Mesjasza, jest to, że powinien swym
mieczem wymordować i zatracić cały świat.
Żyd, to jest serce żydowskie, jest drewnianokamienno-diabelsko-stalowo
twarde, niczym
niewzruszalne… gdy przyjdzie Mesjasz, to on
ma zabrać całemu światu złoto i srebro i
pomiędzy nich rozdzielić…” „Pod ich boźnice
i szkoły należy podkładać ogień, a kto może,
niech dorzuca do niego smoły i siarki. Kto
dorzuciłby do tego piekielnego ognia,
uczyniłby dobrze. A czego nie chwyci się
ogień, potrzeba posypać grubo ziemią, ażeby
żaden człowiek nigdy nie zobaczył kamyka lub
żużla z tego. Tak samo potrzeba połamać i
zniszczyć ich domy, a ich samych jak
cyganów pozamykać pod dachem lub w
chlewie, aby wiedzieli, że nie są panami
świata. Potrzeba Żydom odebrać urzędową
opiekę i zamknąć przed nimi drogi, bo nic na
wsi nie mają do szukania. Potrzeba im
zakazać wszelkiej lichwy i odebrać im wszelki
majątek, klejnoty, złoto i srebro, bo wszystko,
co posiadają ukradli swoim rozbojem
lichwiarskim, bo w inny sposób żyć nie
umieją… Bogacą się naszym potem i naszą
krwawicą, my stajemy się coraz biedniejsi
wskutek ich wyzysku. Wysysają nas jak
pijawki, jak zmora leżą nam na piersiach te
próżniacze szelmy i leniwce; te brzuchacze
piją i żrą i dobre czasy spędzają w naszym
domu, za to wszystko bluźnią jeszcze Panu
Je-zusowi, kościołom, i nam wszystkim grożą
i życzą śmierci i wszelkiego nieszczęścia.»
Rzecz zrozumiała, że następstwa wystąpienia
Marcina Lutra przeciwko Żydom były dla nich
opłakane: nastały znowu czasy strasznych
pogromów.
Zaznaczyć należy tutaj, że niemal cały wiek
XVI i pierwsza połowa wieku XVII były okresem
niezliczonych prób żydow-skich wywołania w
Europie powszechnej zawieruchy, która miała w
zakończeniu oddać władzę nad narodami
europejskimi w ich ręce. Czasy te są także
okresem pojawienia się wśród Żydów całego
szeregu fałszywych „mesjaszów”, którzy na
polecenie „nieznanych naczelników” podniecali
ciemne masy żydowskie i zachęcali je do
ponoszenia coraz to nowszych ofiar na rzecz
maniackich planów podboju całego świata przez
„naród wybrany”.
Ale te wszystkie wysiłki się nie udały: żydostwo
znowu spotkał sromotny zawód. Mimo to nie
zrezygnowało ono ze swoich tajemnych planów.
Po krótkim zaleczeniu otrzymanych ran
przystąpiło do ponownej reorganizacji
wewnętrznej, mającej na celu przygotowanie się
do świeżej akcji. I znowu mamy przygotowania na
dwa fronty: na zachodzie, głównie inteligencji
żydow-skiej wykreśla nowe drogi postępowania i
penetrowania w głąb społeczeństw rdzennych −
Mojżesz Mendelssohn; na wschodzie zaś
przygotowuje i tresuje ciemne, fanatyczne masy
żydowskie do wydatnego poparcia wysiłków
„nieznanych przełożonych” − Izrael z
Międzyborza, a po jego śmierci Dob Beer z
Międzyrzecza, organizując je w związki
chassydzkie, które nawiązują tra-dycją do
dawnych historycznych związków chassydzkich,
znanych w czasach rzymskich ze swej
rewolucyjnej działalności.
Jednocześnie „nieznani przełożeni” światowego
żydostwa do-chodzą do wniosku, że bez oparcia
się o jakoweś „terytorium”, które by na stałe było w
niepodzielnym władaniu Żydów, nie uda im się
opanować pod swoją władzę narodów
europejskich. A że wówczas najwięcej Żydów było
już skupionych na ziemiach polskich i że
wszystkie czynniki społeczne były na ich usługi,
oraz że Polacy ze wszystkich narodów
europejskich najłagodniej traktowali ich, przeto
„nieznani naczelnicy” przeznaczyli ówczesną
Polskę na ziemię obiecaną dla Żydów w Europie i
polecili Jakubowi Frankowi założyć na jej
terytorium coś w rodzaju niepodległego państwa
żydowskiego, na wzór dawnych zakonów
rycerskich. Zresztą nie było wówczas
podatniejszego terenu w świecie na założenie
królestwa żydowskiego nad Polskę, której
szlachta, „czego wam właśnie trzeba, − mówił
Frank do Żydów − jest dobra, jej królowie dla was
zaś byli zawsze jeszcze lepsi, niż ona. Gdy
wypędzonych z ziem zachodnich przodków
naszych przyjęła szlachta polska na swoją ziemię,
wnet poznali w tej ziemi nową, obiecaną”.
Udała się nowa akcja żydowska na zachodzie
Europy, głównie we Francji, gdzie Żydzi w imię
rzekomej wolności, równości i braterstwa
10
10
wszystkich ludzi, rozpalili pochodnię rewolucji,
która jednak nie spełniła także w całej pełni ich
rachub, bo poprzestała tylko na Francji, resztę
Europy pozostawiając we względnym spokoju.
Przynisła jedynie ona od razu Żydom wielkie
korzyści najpierw we Francji w postaci
równouprawnienia oraz utorowała ścieżki dla
nadania im równouprawnienia w całej Europie.
Tym samym przyczyniła się niesłychanie do
wzrostu ich potęgi i znaczenia w świecie w ciągu
XIX i XX wieku.
Ten wzrost znaczenia i potęgi Żydów w świecie
przypomniał im marzenia mesjańskie, t. j. od
tysięcy lat snute skrycie plany opanowania pod
swoją władzę całego świata. I znowu Żydzi w
ciągu XIX wieku rozpoczęli zręcznie siać
niepokoje między narodami rdzennymi i pobudzać
je do co raz to nowych wojen, które przyniosły
żydostwu olbrzymie korzyści, wzmacniając
wydatnie zarówno gospodarczo, politycznie i
kulturalnie. Dzięki właśnie tej powszechnej
niezgodzie narodów-gospodarzy, Żydzi umacniali
w ich krajach swoje stanowisko, zdobyli
równouprawnienie, ba, nawet przywileje, i chwycili
w swoje ręce rządy nad światem. Kapitał
zrabowany podstępnie narodom rdzennym dał im
do tego siłę. Opanowawszy następnie przy
pomocy wolnomularstwa ruch nacjonalistyczny
XIX stulecia i zakaziwszy go materialistycznym,
handlarsko-przemysłowym światopoglądem i
kabalistyczną filozofią, Żydzi uczynili europejską
myśl nacjonalistyczną narzędziem własnych
celów.
Dla żydowskich celów bowiem wywołano w
Europie w 1848 roku ruchy „wolnościowe”,
rewolucje oraz wojny: austriacko-pruską w 1866 r.
i francusko-pruską w 1870 r. dla żydowskich
handlarzy diamentów prowadzili Anglicy wojnę z
Boerami; dla handlarzy opium, głównie Żydów,
zbombardowano bezbronne miasta chińskie; dla
wzmocnienia pozycji Żydów w Rosji, celem
łatwiejszego przygotowania przez nich późniejszej
rewolucji bolszewickiej, pchnięto Rosję w 1904
roku do wojny z Japonią, a w dziesięć lat potem −
dla umocnienia pozycji Żydów w całym świecie i
przygotowania gruntu już pod jawne ich
panowanie nad narodami nieżydowskimi,
sprowokowano wojnę wszechświatową, która co
prawda, nie spełniła wszystkich marzeń Izraela:
następstwami swymi nie wszędzie zmu-siła
narody rdzenne do oddania władzy w ręce
żydowskie lub ich pachołków, przyniosła jednak
olbrzymie korzyści finansjerze żydowskiej. Wojnę
bowiem wygrała nie koalicja
francusko−angielsko−włosko−amerykańska, tylko
żydowscy kapitaliści.
Dla ścisłości zauważyć należy, że do drugiej
połowy XIX wieku, mianowicie do czasu, dopóki
żydostwo nie wzmogło się potężnie na siłach i nie
doszło niemal wszędzie do wielkich wpływów i
wielkiego znaczenia, jego przywódcy w sposób
bardzo oględny i niewyraźny mówili o planach i
dążnościach Żydów do opanowania całego świata
pod swoją władzę. W roku 1859 zostało to już
wypowiedziane jasno i wyraźnie na cmentarzu w
Pradze przy mogile wielkiego mędrca
syjońskiego, ra-bina Symeona-ben-Juhudy,
wobec zgromadzonych tam z całego świata
najbardziej wpływowych rabinów i mędrców
syjońskich, kierujących losami żydostwa, przez
znakomitego mędrca syjońskiego rabina
Reichhorna. Reichhorn powiedział wówczas, co
następuje:
«Bracia! Nasi Ojcowie zawarli związek,
wymagający od wszystkich wbrańców
pokolenia Izraelskiego, aby się zbierali
przynaj-mniej raz w każdym stuleciu przy
mogile wielkiego mistrza Kalady,
błogosławionego Rabbi Symeona-benJehuda,
którego nauka nadaje wybranym
potęge na ziemi i władzę nad wszystkimi
rodzajami Izraelskiego potomstwa.
Tysiące lat już ciągnie się walka narodu
Izraela o wszechwładzę, która była obiecaną
Abrahamowi, a która wydartą mu została
przez Krzyż.
Nasi uczeni przez całe setki lat z
niezrażającą ich niczym wytrwałością,
prowadzą święty bój; lud nasz stopniowo
podnosi się z upadku. Potęga jego wzmaga
się i rozszerza. Do nas należy ten bóg ziemski,
którego z taką niechęcią i smutkiem ulał nam
Aaron na puszczy… ów złoty cielec, któremu
się teraz wszyscy kłaniają i którego wszyscy
ubóstwiają.
Gdy raz więc złoto ziemskie stanie się
wyłącznie naszą własno-ścią, władza przejdzie
w nasze ręce, a wtedy spełni się owa obietnica
zapowiedziana Abrahamowi… Złoto! To pełnia
władzy na ziemi; ona jest siłą, rozkoszą i
wynagrodzeniem; tym wszystkim, czego się
człowiek lęka, a czego pragnie! Oto jest
tajemnica Kabały, oto najgłębsza nauka o
duchu, który rządzi światem, oto jest cała
przyszłość.
Osiemnaście wieków należały do wrogów
11
11
naszych, lecz następne będą już należały do
nas!
Po dziesiąty już raz schodzą się na tym
cmentarzu ci, którzy w czasie tysiącletniej
walki ludu Izraela z Krzyżem, w każdej nowej
generacji wtajemniczeni bywają w ten związek
skryty, mający na celu naradzanie się nad
sposobami, dającymi możność korzystania z
błędów wrogów naszych. Każdym razem nowy
Sanhedryn zapowiedział coraz gwałtowniejszą
walkę z tymiż wrogami, ale w żadnym stuleciu
nie przyszliśmy do takiej potęgi, do tak
świetnego powodzenia, jak w obecnych
czasach.
Możemy więc słusznie pochlebiać sobie, że
to, do czego dążymy, jest już bardzo bliskim,
a przyszłość nasza jest zapewniona… Minęły
bowiem na szczęście owe czarne i smutne
chwile, w jakich Żydzi byli tak strasznie
prześladowani. Postęp cywilizacji w narodach
chrześcijańskich jest dla nas najlepszą tarczą
obronną i nie przeszkadza w niczym naszym
dążeniom.
Rozpatrzmy się tylko i rozbierzmy uważnie
środki materialne, jakimi pokolenie żydowskie
władać może, i tak: w Paryżu, Londynie,
Wiedniu, Hamburgu, Neapolu, Rzymie,
Amsterdamie, u wszystkich Rotszyldów i w
wielu innych większych miastach, a zatem w
całej Europie, Żydzi są posiadaczami kilku
miliardów franków, a przy tym w każdej
mniejszej miejscowości są także Żydzi, którzy
trzymają w swym ręku całkowity obrót monety
krążącej, a ożywiającej przemysł, handel i
rolnictwo tejże miejscowości oraz przyległej
okolicy.
Dzisiaj panujący królowie i książęta są
zadłużeni po uszy na utrzymanie ogromnych
armii wojska. Giełda reguluje te długi; jeżeli
więc zapanujemy na giełdzie, zbliżymy się
znacznie do władzy w państwie. Potrzeba
zatem ułatwić pożyczki dla rządów, abyśmy
coraz bardziej i więcej trzymali je w naszych
rękach. Za kapitały, dawane przez nas, trzeba
o ile możności, brać w zastaw koleje żelazne,
administrację podatków, lasy, fabryki i
wszelkie nieruchomości.
Ziemiowładztwo pozostanie zawsze
żelaznym, długowiecznym majątkiem każdego
kraju. Stąd wypada, iż potrzeba o ile możności
nabywać posiadłości ziemskie, a im bardziej
potrafimy wpłynąć na podział większych
majątków, tym łatwiej dostają się one do
naszych rąk.
Pod pretekstem ulg dla klas ubogich,
potrzeba cały ciężar podatków rządowych i
gminnych zwalić na posiadaczy ziemi, a skoro
tylko będziemy jej właścicielami, cała praca
robotników chrześcijańskich dostarczy nam
dochodów nadzwyczaj korzystnych.
Praca jest niewolniczą sługą spekulacji,
eksploatacja zaś jej i z tego pochodzące
wpływy, są sługami rozumu… a któż może
zaprzeczyć Żydom, że nie posiadają rozumu,
przebiegłości i chytrości?
Lud nasz jest ambitny, chciwy, skłonny do
niepohamowanej pychy i miłujący rozkosze.
Gdzie światło, tam cień; nie bez racji nasz Bóg
nadał swemu wybranemu ludowi żywotność
węża, chytrość lisa, sokoli rzut oka, pamięć
psa, pracowitość mrówki, stowarzyszanie się i
solidarność − dobra. Byliśmy w niewoli
babilońskiej, a staliśmy się potęgą. Świątynia
nasza upadła, a tysiące innych świątyń
podźwignęliśmy. Tysiąc osiemset lat byliśmy
w niewoli, a dzisiaj przerośliśmy czołem nad
wszystkie te ludy, które nami pogardziły.
Powiadają, że mnóstwo Żydów przystępuje
do chrztu. To wcale nie szkodzi. Ochrzczeni
posłużą nam właśnie i będą dla nas
stopniami, po jakich wejdziemy na drogi
nowoodkryte, obecnie jeszcze nam nieznane;
albowiem neofici trzymają się zawsze nas i
mimo chrztu ich ciała, duch i umysł zostają
prawie zawsze żydowskimi.
Nadejdzie czas, − za sto lat najpóźniej − że
nie Żydzi będą przechodzili na wiarę
chrześcijańską, lecz w skutku połączeń
fizycznych, chrześcijanie będą się starali
zostać Żydami, ale wówczas Izrael z pogardą
ich odepchnie.
Naturalnym dla Żydów wrogiem jest
Kościół chrześcijański, powinniśmy zatem ze
wszystkich sił naszych wszczepiać weń
wolnomyślność, sceptycyzm, niewiarę,
schizmę, a podniecać wszelkie kłótnie i swary
między rozmaitymi sektami chrześcijańskimi.
W logicznym porządku rzeczy, zacznijmy od
księży, głośmy przeciwko nim otwartą wojnę,
otaczając ich podejrzeniami i drwinkami,
śledząc pilnie i wyjawiając skandal
prywatnego ich życia.
Powinniśmy się starać pozyskać wpływ na
młodzież. Pretekst postępu cywilizacji,
pociąga za sobą równouprawnienie
wszystkich religii, a zatem wystarczy
12
12
najzupełniej do wykreślenia nauki religii z
programu chrześcijańskich szkół. Żydzi zaś
potrafią utrzymać katedry nauczycielskie we
wszystkich tychże chrześcijańskich szkołach i
zakładach wychowania. Wypłynie stąd, że
religijne wykształcenie pozostać musi w
zakresie domowego wychowania, a ponieważ
na to nie starczy dosyć czasu w największej
części rodzin chrześcijańskich, rzecz
naturalna, że duch religijny stopniowo upadać
będzie, aż do zupełnego zatracenia.
Wywłaszczenie Kościoła z posiadłości
ziemskich sprawi to, iż w krótkim bardzo
czasie posiadłości te, jako należące do
rządów, przejdą w nasze ręce za pożyczki,
jakich tymże rządom czynić nie przestaniemy,
a wszystkie te okoliczności wyjdą na naszą
korzyść i potęgę, do której dążymy.
Wszelki handel połączony ze spekulacją i
wypływającymi z nich korzyściami, nie
powinien wychodzić z rąk naszych, boć to
przecież − że tak powiem − jest wrodzonym
prawem Żydów. Najpierw powinniśmy
zawładnąć handlem spirytusu, masła, ziarna i
wełny, a wtedy będziemy posiadali w naszych
rękach rolnictwo i całe gospodarstwo
wiejskie. My potrafimy dostarczyć zawsze
ziarna dla wszystkich, lecz jeżeliby powstały
jakieś nieukontentowania między ludem, −
wypływające z drożyzny i z niej pochodzącej
nędzy − z łatwością możemy zwalić winę na
rządy i wzniecić jakieś zamieszanie, bo każda
rewolucja, każde wstrząśnienie, przysparza
nam kapitału i zbliża do wytknięcia tego celu.
Wszelkie posady rządowe muszą nam być
dostępnymi, a skoro tylko je otrzymamy,
przebiegłość i pochlebstwa żydowskich
faktorów z rozmaitych klas i postaci
dopomogą nam dojść tam, gdzie są
prawdziwe wpływy i prawdziwa potęga.
Rozumie się, że mowa jest o takich posadach
tylko, które przynoszą ze sobą zaszczyty,
władzę, przywileje i z tego wszystkiego
wypływające zyski, albowiem te posady,
których udziałem jest wiedza i praca, a mierne
wynagrodzenie, mogą zostawać przy
chrześcijanach. Prawnictwo jest dla nas
bardzo ważną rzeczą. Adwokatura to wielki
krok naprzód, bo fach ten, prowadzący do
najwyższych szczebli godności, najwięcej
idzie w parze z chytrością i krętactwem, jakie
są w nas od dzieciństwa wpajane i uważane za
zalety, a które tak potężnie mogą dopomóc
nam wznieść się do władzy i do wywierania
wpływu na stosunki naszych naturalnych, a
śmiertelnych nieprzyjaciół… chrześcijan.
I czemuż nie mogliby być ministrami
oświaty publicznej, kiedy tyle razy byli już
ministrami skarbu?… − Żydzi muszą również
stanąć wszędzie jako prawodawcy, aby znieść
prawa Goimów {niewiernych grzeszników},
wymierzone przeciw dzieciom Izraela. My zaś
z naszej strony, zostańmy wiernymi na wieki
prawom, przekazanym nam przez ojców
naszych, to jest: przechowaniu w sercach
naszych nieprzebłagalnej nienawiści dla
wrogów i nieprzyjaciół Izraela…
Zresztą już nie potrzebujemy praw dla
obrony naszej, bo takowe z tzw. postępem
cywilizacji zostały prawie wszędzie w Europie
już nam nadane. W obecnej więc chwili
powinniśmy się starać o nabycie takich
jeszcze praw, które wyłącznie mogą być
korzystnymi dla naszego ludu, jak na
przykład: łagodne prawo o bankructwie,
uchwalone w celu humanitarnym, stałoby się
w naszym ręku bogatszą kopalnią złota,
aniżeli niegdyś owe nieprzebrane kopalnie
Kalifornii.
Żydzi powinni stanąć na czele wszystkich
towarzystw spekulacyjnych, nie narażając się
jednakże na żadne niebezpieczeństwo, które
by mogło powstać z nadużycia praw
krajowych, jakie przez swą przebiegłość
powinni zręcznie omijać, i dlatego powinni się
oddawać takim tylko naukom, które idą w
parze z chytrością i przebiegłością im
wrodzonymi, a które z tego powodu są dla
nich łatwiejszymi. Najporęczniejszym jest dla
Żydów kierować się na doktorów prawa i
medycyny, kompozytorów muzyki, autorów w
roz-maitych przedmiotach ekonomicznych, a
to z przyczyny, że wszystkie te powołania i
zajęcia nierozłączne są ze spekulacją. Co do
sztuk pięknych nasi wynajdą rozmaite
sposoby na dobre przyjęcie debiutanta i
chociażby ten był zwykłą marnością, potrafią
otoczyć go pewnym kadzidłem pochlebstw i
zachęty.
W naukach znowu medycyna i ekonomia
polityczna należą do naszego plemienia.
Doktór medycyny dopuszczalnym bywa do
najskrytszych tajemnic rodzinnych… w jego
rękach jest życie naszych wrogów. O
doktorach prawa, już wspomnianym było… W
ekonomi zaś politycznej bardzo łatwo jest
13
13
zamącić głowę i wykazać, że białe jest
czarnym, a czarne białym.
Powinniśmy popierać starania chrześcijan
o zastąpieniu aktu ślubnego, odbywanego w
kościele, prostym kontraktem przed
urzędnikiem cywilnym, bo wówczas ujrzeć
będzie można żony i ich córy zdążające do
naszego obozu, gdzie złoto przyciągać je
będzie.
Jeżeli złoto jest pierwszą potęgą tego
świata, to niezawodnie drugą jest prasa, lecz
cóż ona może znaczyć bez współudziału
pierwszej? Wszystkie zatem wyżej
przytoczone zasady, rady i myśli wówczas
dopiero się zrealizują, gdy prasa będzie nam
podwładną. Nasi więc powinni i muszą objąć
kierownictwo prasy codziennej w każdym
kraju. Jesteśmy chytrzy, zręczni i władamy
groszem, potrzeba zatem za pomocą wielkich
dzienników politycznych kształcić i kierować
opinię publiczną, według naszych wyłącznie
interesów; krytykować dzieła i scenę i
uzyskać wpływy na publiczność, czyli na
proletariat.
Takimi drogami postępując krok za
krokiem, odeprzemy chrześcijan od
wszelkiego wpływu i podyktujemy światu to
wszystko, w co ma wierzyć, co szanować,
czym pogardzać i co przeklinać. Powtórzmy
żałobny płacz Izraela i skargę na ucisk, który
tak długo nas dławił!… Wtedy pojedyńczo
występować będą nasi nieprzyjaciele,
atakując dążności nasze; lecz masy głupie i
ciemne będą po naszej stronie.
My zaś, dzierżąc prasę w naszych dłoniach,
będziemy mogli zmienić prawość w
nieprawość; bezcześć podnieść do
prawdziwej czci, będziemy mogli wstrząsnąć
nietykalną dotąd instytucją rodziny i rozbić jej
członków na oddzielne cząstki… będziemy
mogli wykorzenić to wszystko, w co
dotychczas wrogowie nasi wierzyli…
będziemy mogli zrujnować kredyt, podburzyć
drażniące namiętności, wydać wszystkiemu i
wszystkim wojnę otwartą, narzucić sławę lub
pogrążyć w otchłań bezcześci kogo i co tylko
chcemy…!
Wszystko to, niechaj wyrytym zostanie w
pamięci każdego Izraelity…!!!
Potęga nasza rozwinie się w olbrzymie
drzewo, którego konarami będą: szczęście,
bogactwo, potęga i rozkosz używania.
Każdy więc Izraelita powinien nieść pomoc
drugim. Skoro tylko jeden kroczy naprzód,
niechaj ciągnie i innych za sobą, a jeżeli mu
się noga poślizgnie, niechaj wszyscy biegną
mu na pomoc. Jeżeli który z naszych jest
pociągnięty przez sąd chrześcijański za
przekroczenia praw kraju w jakim
zamieszkuje, inni Żydzi powinni mu
dopomagać, lecz tylko w takim razie, jeżeli
obwiniony postępował zgodnie z prawami,
jakimi się rządził lud izraelski.
Lud nasz jest zachowawczym,
konserwatywnym, pielęgnującym i
ochraniającym obrządki religijne i ustawy od
początkowych źródeł ich pochodzenia. Silnie
on stoi przy prastarym; lecz w interesie
naszym trzeba się starać przyjąć udział, a
nawet przyjąć kierownictwo w reformach,
które stoją na porządku dziennym, to jest:
polepszeniu bytu materialnego klas
roboczych i ubogich. Powinniśmy więc
przyjąć udział w tym ruchu, ale tylko pozornie;
bo w rzeczy samej starania nasze powinny
dążyć do skierowania całego prądu tychże
reform, czyli podziału pracy − na drogę
polityczną.
Masy same przez się głupie i ślepe dają się
zawsze powodować i prowadzić krzykaczom −
a któż lepiej i głośniej od Żyda hałasować i
blagą omamiać potrafi?… Dlatego też nasi
wiodą rej w prasie i na trybunach we
wszystkich chrześcijańskich narodach.
Im więcej gromad i zebrań, tym więcej
powodów do niezadowolenia, a lenistwa do
pracy, z czego koniecznie musi nastąpić
zubożenie ładu i poddanie go tym, którzy
władają groszem, czyli dźwignią do
pomnożenia proletariatu. Wszelki ruch,
mający na celu zmianę, wzbogaca nas,
rujnując drobne majątki, które muszą brnąć w
długi.
Kruchość podstawy podnosi nasze wpływy
i naszą potęgę i dlatego popierać wypada
wszelkie niezadowolenia, wypływające stąd
wstrząśnienia, bo te przysparzają nam
bogactw i przyśpieszają chwile dojścia do
naszego jedynego celu… to jest do
panowania na ziemi.»
Tak mówił mędrzec żydowski, rabin Reichhorn.
Mowa jego odsłania nam już całą duszę
żydowską i kreśli cały program narodu
żydowskiego, dlatego też zasługuje ona na
poznanie, jako najlepsze studium psychologi tego
14
14
narodu.
Ale na zjeździe praskim nie tylko został
wyraźnie sprecyzowany plan podboju świata
przez Żydów, ale także postanowiono powołać do
życia jawną organizację żydowską, która by zajęła
się praktycznym wcielaniem go w życie i która by
równocześnie opiekowała się Żydami na całym
świecie, udzielając im potrzebnych rad, pomocy i
wskazówek, jak mają postępować. Tak więc
powstał w Paryżu w 1860 roku, a więc w rok po
zjeździe praskim, Wszechświatowy Związek
Żydowski {Allian-ce Israelite Universelle},
założony przez Adolfa Cremieux’ego.
Że „Wszechświatowemu Związkowi
żydowskiemu” „nieznani przełożeni” poruczyli
zadanie praktycznego wcielania w życie programu
podboju świata przez Żydów, świadczy o tym
najlepiej manifest, jaki Adolf Cremieux ogłosił przy
założeniu tegoż „Związku”. W manifeście tym
czytamy:
«Wszyscy Żydzi za jednego i każdy za
wszystkich; nauka żydowska powinna
zapanować na całym świecie; największy nasz
wróg, chrześcijaństwo − rozkłada się, trafione
w głowę ; naszą narodowością jest religia
ojców naszych i nie uznajemy innej, nasza
sprawa jest wielka i święta, jej pomyślne
zakończenie jest zapewnione, sieć pajęcza,
którą Izrael zarzucił na całą kulę świata,
powiększa się i rozszerza z dniem każdym, a
proroctwo naszych ksiąg świętych nareszcie
się spełnia, bliski jest czas, w którym
Jeruzalem stanie się domem modlitwy
wszystkich narodów i ludów, tam flaga
jedynego boga żydowskiego powiewać
będzie, i zatknięta zostanie na najdalszych
krańcach świata, umiejmy wykorzystać
nadarzające się sposobności, nasza potęga
jest ogromna, uczmy się używać jej ku chwale
zwycięstwa naszej sprawy. Czego mamy się
obawiać? Niedalekim jest dzień, w którym
wszystkie bogactwa, wszystkie skarby ziemi
będą w rękach dzieci Izraela.»
Na zebraniach zaś Związku Cremieux głosił:
«Musi powstać nowe państwo mesjańskie,
nowe Jeruzalem musi wznieść się w miejsce
cesarzy i papieży.»
Powyższe tłumacząc na język prostszy,
bardziej zrozumiały, wyrazić należy następująco:
«Nadszedł już czas na rozpoczęcie
bezwzględnego niszczenia wszystkich
dotychczasowych odrębnych państw i
królestw, na zniesienie wszystkich religii, ma
się rozumieć za wyjątkiem talmudowej
(żydowskiej), i na ustanowienie na całym
świecie jednego państwa żydowskiego, w
którym naród żydowski będzie żywiołem
panującym i w którym będzie obowiązywała
tylko jedna, jedyna religia, mianowicie
żydowska.»
Ale przytoczony powyżej tekst mowy mędrca
syjońskiego Reichhorna, odsłaniający ostateczny
cel dążeń narodu żydow-skiego, dość jednak
ogólnie mówi o sposobach, za pomocą któ-rych
cel ten (podbój świata przez Żydów) ma być
osiągnięty. Te jednak zostały już wypowiedziane
dokładnie w pięć lat po tym, mianowicie w 1864
roku, przez innego mędrca syjońskiego,
niejakiego Maurice (Mośka) Joly’ego, rzekomo
Francuza, a w istocie marrana (Żyda
hiszpańskiego), którego przodkowie kie-dyś
ochrzcili się dla interesu lub z konieczności
życiowych, spokrewnionego z wielu domami
szlachty francuskiej różnego autoramentu
(pokroju) i pochodzenia, nie wyłączając żydowskiego.

Joly, podobnie jak i jego przyjaciel Adolf
Cremieux, mason najwyższych stopni, mimo
chrześcijaństwa, które wyznawał pozornie, a więc
oszukańczo, był Żydem z krwi, kości i wiary. On to
właśnie w 1864 roku napisał głośną swego czasu
książ-kę, pt. „Dialogues aux Enfers entre
Macchiavel et Montesquieu ou la poltique de
Macchiavel aux XIX sieele par un
contemporaine” (Rozmowy Makiawela i
Monteskiusza w piekle, albo polityka makiawelska
w XIX wieku, przez współczesnego), skierowaną
rzekomo przeciwko rządom Napoleona III we
Francji, z którymi jako czynny polityk był w
zatargu, a w istocie będąc technicznym doradcą
uzurpatorów żydowskich, wskazującym im środ-ki
i sposoby, za pomocą których można będzie
osiągnąć i utrzy-mać władzę w swym ręku nad
narodami rdzennymi nawet wbrew ich woli.
Sztuczka, mistyfikacja (oszustwo) Żyda Mośka
Joly’ego udała się znakomicie. Francuzi w książce
jego widzieli najwyż-szego gatunku polityczny
pamflet (utwór złośliwy) całym swym ostrzem
skierowany przeciwko rządom Napoleona III i za
to samo uważał ją także rząd cesarski, a
tymczaseem Żydzi śmieli się w kułak, że im tak
15
15
łatwo udało się wywieść w pole głupich „gojów” i
jawnie pouczać swych współwyznawców o tym, w
jaki sposób i jakimi środkami, „nieznani
naczelnicy” Izraela, zamierzają osiągnąć i
utrzymać władzę „narodu wybranego” nad całym
światem. Nie dość na tym. Doszło nawet do tego,
że wielu Francuzów, jak i cudzoziemców uważało
i uważa jeszcze do dziś dnia Maurice (Mośka)
Joly’ego za wielkiego patriotę francuskiego,
kochającego gorąco (tak!) swój kraj − (jaki? czy
Pale-stynę?), który na próżno, z narażeniem się
cesarzowi, − siedział nawet w więzieniu za swoją
prawdomówność (??) i akcję polityczną! (co za
wzruszające bohaterstwo!) Ostrzegał naród
francuski przed rządami Napoleona III, które
prowadziły Francję do nieuchronnej klęski, co też
nastąpiło w 1870 roku. Tak mó-wił w 1927 roku w
Paryżu na jednym ze swoich wykładów Jean
Izoulet, profesor College de France, o rzekomych
zasługach dla Francji Maurice (Mośka) Joly’ego.
Ale piewca „patriotycznych czynów” Joly’ego
zapomniał widocznie przez „roztargnienie” dodać,
że zarówno Maurice Joly, jak i Adolf Cremieux,
Rotszyld francuski, słynny baron Hirsch, Józef
Reinach, Victor Saint-Paul, Hippolyte Rodrigues,
Jules Oppert (Blowitz) i inni Żydzi przygotowywali
Francji za czasów Napoleona III zgubę, pchając ją
z jednej strony do wojny z Prusakami, wojny, do
prowadzenia której nie była zupełnie
przygotowana, z drugiej zaś strony dokładnie
informując Prusaków o zasobach skarbu
francuskiego, o stanie kraju i jego obrony, o
nastrojach ludności itp. sprawach.
Wprawdzie niesłychanie ciekawe materiały
dowodowe, świad-czące niezbicie o tych
haniebnych czynach Żydów francuskich i
niefrancuskich, których cała masa pętała się
wówczas po Francji, za sprawą Adolfa
Cremieux’ego w dziwny sposób znik-nęły z
francuskiego ministerium spraw zagranicznych,
niemniej jednak o tym wszystkim wiadomym jest
dość dobrze prawdziwym patriotom francuskim.
Ale wracam do tematu.
Zarówno mowa rabina Reichhorna, jak i
„Rozmowy Makiawela z Monteskiuszem w piele”
Joly’ego były jeszcze niedoskonałym żydowskim
programem podboju świata. Ten został należycie
odtworzony i wypracowany, po prostu z
drobiazgową ścisłością dopiero w tzw.
„Protokołach Mędrców Syjonu”, które duchowo,
ideologicznie i stylistycznie łączą się ściśle z
mową rabina Reichhorna i „Rozmowami” Joly’ego,
jako że wypływają z jednego i tego samego źródła
i środowiska, mianowicie − ży-dowskiego. Są więc
bezsprzecznym tworem ducha i mózgu żydowskiego,
czego w żaden sposób zaprzeczyć
nikt nie jest w stanie choć podjęto takie próby.
„Wykłady Mędrca Syjonu” zawierają najnowszy
plan, jaki nam jest znany, podboju świata przez
Żydów.
Mówię „najnowszy plan dlatego”, że zdaniem
moim już od niepamiętnych czasów istnieje wśród
Żydów olbrzymi, gigantyczny wprost, rzekłbym,
maniacki plan podboju całego świata przez „naród
wybrany”. Plan ten, który można by nazwać
olbrzymim, przewrotnym spiskiem Żydów,
wymierzonym przeciwko wszystkim narodom
świata, prawdopodobnie zrodził się już w głowach
pierwszych naczelników plemienia izraelskiego… Z
biegiem czasu zmieniano go stale i
przystosowywano do wymogów chwili życia
bieżącego, czyniąc go tym samym zawszę
praktycznym, zawsze aktualnym. Nawet całe
dotychczasowe dzieje żydostwa są niczym innym,
jak tylko łańcuchem całego szeregu wypadków z
góry opracowanych i przewidzianych w tym planie
przez nieznanych nam, tajemniczych naczelników
żydostwa, którzy też są jego właściwym mózgiem
i władcą.
„Nieznani naczelnicy” nie są nawet znani
samym Żydom, którzy wiedzą tylko to, że tacy
istnieją i że ich nakazom i rozkazom należy być
bezwzględnie posłusznym. Z pośród kogo oni się
rekrutują, kto ich wybiera, czy mianuje
kierownikami i władcami życia zbiorowego
wszystkich Żydów − to jest tajemnicą, którą
dotychczas na próżno starano się zgłębić i
poznać. Wiadomo tylko, że władza i potęga tych
„nieznanych naczelników” − Żydów − jest
nieograniczona; że przed nimi korzyli się nawet
najpotężniejsi królowie żydowscy, jakimi byli
bezsprzecz-nie Dawid i Salomon; że dzisiaj
słuchają ich poleceń i rozkazów także
najwpływowsi i najpotężniejsi finansiści żydowscy,
trzęsący życiem ekonomicznym całego świata.
Przypuszczać tylko można, że są to członkowie
jakiejś tajnej sekty, czy, jak kto woli związku,
założonego z najwybitniejszych i
najwartościowszych głów żydowskich, które też
od niepamiętnych czasów wykreślają drogi życia
„narodu wybranego”.
Wprawdzie nie zawsze wszystko działo się i
dzieje w myśl planów i zamierzeń tych tajnych
kierowników żydostwa, bo narody rdzenne
niejednokrotnie potargały już i w niwecz obróciły
misternie snute plany i projekty żydowskie,
niemniej jednak jest faktem, że nie jedną
kombinację Żydzi zrealizowali w pełnych stu
16
16
procentach. Weźmy dla przykładu żydowską
diasporę. Czym ona jest w istocie? Środkiem
wiodącym Żydów do celu, wymarzonego i
wytkniętego już przed tysiącami lat, a mianowicie
− do opanowania przez Żydów całego świata i
podporządkowania wszystkich narodów władzy i
mocy „narodu wybranego”.
Gdzie należy szukać początków diaspory
żydowskiej, odpowiedzieć trudno. Skłonny jestem
postawić tezę, że właściwie już wędrówka
Abrahama i jego następców ma w sobie wiele
cech późniejszego rozproszenia żydowskiego. Bo
czemże wła-ściwie żyją Żydzi w diasporze?
Pasożytnictwem. Jaką zaś rolę spełniają wśród
narodów rdzennych? Destrukcyjną, niszczącą
szybko ich zdrowe organizmy życia zbiorowego i
indywidualnego. Taką zresztą rolę odgrywali już
kiedyś, przed tysiącami lat. Brak miejsca nie
pozwala mi o tym mówić szerzej. A są to rzeczy
niesłychanie ciekawe i ważne. Ich znajomość
znakomicie ułatwia nam zrozumienie i poznanie
duszy wspóczesnego Ży-da, która bez wielkich
zmian pozostała taką, jaką była kiedyś przed
tysiącami lat.
Za pierwszą historyczną diasporę żydowską,
będącą umyślnym wdarciem się żydostwa do
wnętrza obcego sobie społe-czeństwa dla celów
pasożytniczych i rozkładczych jego zdrowego
organizmu, uważam tzw. „niewolę egipską”. Od
kiedy i jak długo ona trwała określić trudno.
Uczeni co do czasu jej trwa-nia nie są z sobą
zgodni. Faktem jest jednak ustalonym ponad
wszelką wątpliwość, że Żydzi przez kilka wieków
przebywali w Egipcie i że odegrali w jego dziejach
rolę zagadkową, według wszelkich
prawdopodobieństw, niesłychanie szkodliwą dla
pań-stwa i narodu egipskiego.
Wiemy, że z Egiptu Żydzi udali się ponownie
do Palestyny, którą przed kilku wiekami
dobrowolnie opuścili. Udali się głów-nie dlatego, że
widzieli w ponownym jej zamieszkaniu − niezły
interes dla siebie. − Właśnie w tym czasie doszła
ponownie do wielkiego rozkwitu i znaczenia
Mezopotamia. A że to samo działo się i w Egipcie,
przeto Palestyna, jako ziemia, położona pomiędzy
tymi dwoma ogniskami ówczesnej cywilizacji, mianowicie
pomiędzy Egiptem i Mezopotamią,
posiadała wielką wartość, jako kraj tranzytowy,
staje się po prostu krainą zło-tem płynącą, bo
wzmożony ruch handlowo-tranzytowy pomiędzy
Egiptem a Mezopotamią i innymi państwami i
innymi krajami Azji przynosił jej mieszkańcom
olbrzymie zyski i znaczenie na zewnątrz.
Wszystko to zostało dobrze ocenione przez
Żydów, mających wszędzie, jak za naszych
czasów, swoich lu-dzi, którzy donosili im o
wszystkim, co się gdziekolwiek działo.
Pozostawiwszy więc część swoich ziomków dla
kontynuowa-nia dalszego rozkładu państwa
egipskiego, drogą siania w nim fermentu i
eksploatowania jego bogactw, Żydzi pod wodzą
genialnego prawodawcy swego i reformatora
Mojżesza, emigrują z Egiptu i po wielu latach, w
czasie których zdobywali i wyrzynali kolejne
miasta. A po wyczerpaniu się zapasów
mordowano następne. (Ks. Mojżeszowe prawo),
wchodzą do Palestyny. Palestynę zamieszkiwali
wówczas Kananejczycy, których Żydzi w
większości wycięli, a resztę zamienili na
niewolników, pracują-cych na ich korzyść.
Izraelici biblijni byli ludźmi o niesłychanie
dzikich obyczajach i niskiej kulturze zarówno
duchowej, jak i materialnej. A ponieważ
Kananeńczycy posiadali dość wysoką kulturę,
przeto Żydzi przyswoili ją sobie wraz z ich
obyczajami, legendami i opowieściami, które
później sztucznym węzłem powiązali z dziejami
swoich przodków. W jakim celu to uczynili,
domyślić się łatwo, skoro zważy się, że wszystko
to zostało powiązane i ujęte w jednolitą całość
dopiero po ześrodkowaniu kultu religijnego Żydów
w Jerozolimie, tj. po roku 621 przed Chrystusem,
a więc w czasie, kiedy już cele i dążenia żydostwa
zostały wyraźnie sformułowane, kiedy już
„wybraństwo” Żydów i myśl zupełnego
opanowania pod swoją władzę całego świata i
uczynienia zeń rzekomo królestwa Bożego na
ziemi, dostatecznie przeniknęły do szerokich mas
narodu żydowskiego i stały się ich kanonem i
niezłomną wiarą, że to kiedyś nastąpić musi. Tym
planom i dążeniom żydowskim, w których
spełnienie od niepamiętnych czasów wierzą z
sekciarskim uporem z pokolenia na pokolenie
wszyscy Żydzi, zarówno zasymilowani, jak i
postępowi ateiści, zarówno liberalni, jak i
ortodoksyjni chassydzi, trzeba było dać pewne
uzasadnienie, pewną dekorację, które by
motywowały je. I do tego właśnie służą różne
opowieści i legendy, zaczerpnięte z zamierzchłych
dziejów dawnych narodów, zręcznie przy tym
powiązane w jedną całość i przystosowane do
historii Izraela.
W przeprowadzeniu swoich planów jak też i w
utrzymaniu w karbach posłuszeństwa mas
żydowskich „nieznani naczelnicy” Izraela, oprócz
tajemnych sekt i związków, istniejących juź wśród
Żydów w czasie ich pobytu w Egipcie, posługiwali
się tzw. sędziami, jednostkami wybitnymi, później
17
17
prorokami, ludźmi wychowanymi w specjalnych
szkołach prorockich. Prorocy speł-niali przeważnie
rozkazy „nieznanych naczelników” głosząc i
przygotowując wypadki, które, według tajnych
planów, wydarzyć się powinny. Wprawdzie były
wśród proroków jednostki naprawdę od Boga
natchnione, ale takich było mało i przeważnie
prześladowano je, ogół bowiem proroków, a było
ich bardzo wielu, ulegał zawsze „nieznanym
naczelnikom” i speł-niał ich rozkazy. Mówi o tym
nawet bardzo ostrożny i powścią-gliwy w słowach
historyk żydowski Graetz. Pisze on w swej
„Historii Żydów”, że prorok Jezajasz, wiedząc, iż
państwo judzkie nie sprosta walce z Assyrią, do
której parli „nieznani naczelnicy”, chciał się ich
planom przeciwstawić, „chciał przeciw temu
podnieść swój potężny głos, lecz nie było mu
wolno. Naczelnicy rządu zamknęli prorokowi
usta!” (H. Graetz. Historia Żydów, tom 1, str.170).
Na ogół biorąc, opór proroków przeciwko
dążeniom „nieznanych naczelników” Izraela,
którym we wszystkim ulegali wszyscy królowie
żydowscy, był rzadki. Wszyscy prawie im wysługiwali
się. Jako przykład podaję fakt
przygotowania tzw. „niewoli babilońskiej” przez
proroka Ezechiela, za którego sprawą Żydzi
zawiązali spisek w Jerozolimie przeciwko królowi
Nebukaduczarowi, za co zostali potem przez
niego uprowadzeni do Babilonu. W Babilonie
Jezajasz II przepowiada upadek państwa
nowobabilońskiego, któremu zgubę już gotują
„nieznani naczelnicy” Izraela w porozumieniu z
Persami.
Po zdobyciu Babilonu przez Persów nie
wszyscy Żydzi wracają do Palestyny. Wraca ich
niewielka garstka. Reszta na rozkaz „nieznanych
naczelników” pozostaje w rosnącej w coraz
większą potęgę Persji, w celu siania w niej
zamętu i eksploato-wania jej bogactw oraz
przygotowania z kolei upadku tego państwa.
Ponieważ wówczas masy żydowskie zaczęły
powoli wyłamywać się z pod władzy „nieznanych
naczelników” i zachodziła obawa, aby „święte
nasienie” nie wynarodowiło się wśród obcych
społeczeństw, rodzi się więc w Babilonie pomysł
ogrodzenia Zakonu, pomysł, którego realizacja
oddzieliła duchowym murem Żydów od innych
narodów. Na rozkaz „niezna-nych naczelników”
ogrodzenie to przeprowadzili wśród Żydów
Ezdrasz i Nehemiasz.
Po powrocie Żydów do Palestyny z „niewoli
babilońskiej” proroków wśród nich już nie
spotykamy. Okazali się przeżytkiem. Zastąpiono
więc ich „znawcami” Zakonu (Soferim). Oni też
tworzyli najwyższą radę, składającą się z 71
członków, nazywającą się później Synhedrionem,
która na zewnątrz kierowała życiem religijnoduchowym
żydostwa.
Wkrótce potem przychodzi najazd na Azję
Aleksandra Macedońskiego, najazd, na którego
przyjęcie Żydzi są już przygotowani, któremu
drogi sami zresztą wykreślali i przygotowywali i
który miał zapoczątkować w ich dziejach nowy
okres, mianowicie okres żydowskiej ekspansji w
głąb państw i narodów, tworzących olbrzymie
imperium macedońskie, okres ży-dowskiej
diaspory, zakrojonej już na skalę całego
ówczesnego świata cywilizowanego.
Od tego też czasu widzimy, jak Żydzi niczym
ohydne, natrę-tne i wstrętne karaluchy, rozchodzą
się do wszystkich państw śródziemnomorskich,
dążąc wyraźnie do rozkładu moralnego ich
społeczeństw i do osiągnięcia w nich potężnych
wpływów, a nawet władzy…
Tak więc zaczęła się na wielką skalę zakrojona
diaspora ży-dowska, diaspora, połączona z
niesłychanie męczeńskimi scenami i prawdziwą
tragedią mas żydowskich, którym kazano dla
maniackiego celu − dążności do opanowania
całego świata pod władzę Żydów − składać
tysiące, ofiar ze swoich najlepszych synów, ojców,
braci, sióstr i matek. Bo jeśli jakieś państwa czy
narody nie chciały dobrowolnie zgodzić się na
swobodną penetrację Żydów do ich wnętrza,
wówczas drogą krwa-wych wojen, buntów i
prowakacji zmuszano ich do tego. Przecież tylko
dzięki prowakacji Palestyna stała się za
Pompeniusza autonomiczną prowincją rzymską, a
tysiące Żydów, jako niewolników, uprowadzono do
Rzymu, w którym Żydzi, osie-dliwszy się, szybko
osiągneli wielki wpływ na losy państwa rzymskiego.
Uwidoczniło się to już za czasów Cezara, który w
ambitnych dążeniach swych opierał się na
Żydach, atakujących już wówczas coraz wyraźniej
państwo rzymskie od wewnątrz.
Ponieważ istnienie Palestyny, jako
autonomicznej prowincji rzymskiej utrudniało
Żydom penetrację w głąb innych prowin-cji
cesarstwa rzymskiego, przeto znowu drogą
prowokacji Żydzi osiągneli to, że Palestynę
pozbawiono autonomi i uczyniono ją zwykłą
prowincją rzymską. To ostatnie ogromnie ułatwiło
Żydom rozlanie się po całym imperium rzymskim i
dążenie do owładnięcia jego rządami drogą
wpływów gospodarczych, politycznych i
kulturalnych. Jednocześnie Żydzi od wewnątrz
rozkładają moralnie państwo rzymskie i osłabiają
jego siłę i spoistość drogą nieustannych spisków i
18
18
buntów; od zewnątrz zaś podburzają przeciwko
niemu sąsiednie narody, głównie Partów, wśród
których posiadali wielkie wpływy, a z którymi
Rzym był też w ustawicznej wojnie.
Nie koniec na tym. Na polecenie „nieznanych
naczelników” rewolucjoniści żydowscy, tzw. zeloci,
rozpoczynają w tym czasie głosić wszędzie coraz
gwałtowniej hasła mesjańskie wśród Żydów.
Wywołuje to nienawiść religijną, antysemityzm
oraz bunty Żydów przeciwko Rzymowi. Dochodzi
do zburzenia Jerozolimy, co zresztą leżało w
programie „nieznanych naczelników”, którzy w ten
sposób chcieli w masach żydowskich wzbu-dzić
bezgraniczną nienawiść do Rzymu i chęć zemsty
za zniszczenie świątyni. I cel ten osiągnęli. Odtąd
też zguba państwa rzymskiego stała się już
nieunikniona, bo rozproszone po ca-łym imperium
rzymskim masy żydowskie dyszą nienawiścią do
Rzymu i pracują nad jego upadkiem. One też
organizują potem szereg krwawych powstań w
Egipcie, w Cyrenaju, na Cyprze i w Palestynie,
podczas których krwiożerczość żydowska objawiła
się w sposób niesłychany: Żydzi pili kipiącą krew
mordowanych przez siebie Greków i Rzymian lub
żywcem darli z nich skórę.
Powstania te i bunty potężnie wstrząsnęły
imperium rzymskim. A że osłabiano je
równocześnie przez paraliżowanie jego życia
gospodarczego i politycznego, przez rozstrajanie
obyczajów obywateli i przez osadzenie na tronie
cesarskim zjudeizowanych lub judeizujących
cesarzy, nic dziwnego, że Rzym upadł.
Wprawdzie Rzym mogło uratować jeszcze od
upadku chrześcijaństwo, ale Żydzi intrygami
swymi udaremnili wcześniejsze uznanie religii
chrześcijańskiej za religię panującą, państwo-wą.
A tylko tą drogą można było imperium uratować.
Gdy zaś to nastąpiło i zanosiło się na uzdrowienie
państwa, wówczas ukazał się w chrześcijaństwie
arianizm, dziecko mózgu judejskiego, który
ostatecznie udaremnił możność ocalenia Rzymu.
Tak więc, osłabiony duchowo i organizacyjnie
Rzym uległ naporowi barbarzyństwa, a jego
spuściznę i cywilizację uratowało od całkowitej
zagłady tylko chrześcijaństwo, przeciwko któremu
też natychmiast obróciła się cała nienawiść
żydostwa. A było i jest za co nienawidzieć.
Chrześcijaństwo bowiem, głosząc także
mesjanizm i królestwo Boże, ale nie z tego świata,
odebrało Żydom wszystkich pozelitów
(zwolenników Żydów po-śród pogan),
wynoszących miliony, którzy byli całkowicie posłuszni
Żydom i służyli ich celom politycznym.
Chrześcijaństwo więc zniweczyło wówczas plany
opanowania pod władzę „narodu wybranego”
całego świata, co już Żydom wydawało się wtedy
być rzeczą pewną.
Odtąd rozpoczyna się nieubłagana walka
Żydów z chrześcijaństwem i narodami
chrześcijańskimi, walka, która w ciągu ostatnich
15 wieków toczy się ze zmiennym szczęściem.
Przyniosła ona wprawdzie Żydom wiele strat i
klęsk, ale przyniosła także wiele zdobyczy i
triumfów. Powiem nawet, że poniesione straty i
klęski nie tylko są powetowane przez zdobycze i
triumfy Żydów, ale nawet rokują im pewne
zwycięstwo, o ile wszystkie narody nie wystąpią
zgodnie do mądrej, konsekwentnej i nieubłagalnej
walki z nimi.
Jak ta walka jest konieczna i dlaczego ją
należy podjąć jak najwcześniej mówią o tym
najlepiej „Wykłady Mędrców Syjonu”, które z
niesłychanym wprost realizmem, odkrywają nam
plany, cele i dążenia żydowskie oraz pouczają, co
nas czeka w przyszłości, gdy władza nad nami
dostanie się w ręce mściwego, krwiożerczego
Izraela. Czytajmy więc „Wykłady Mędrców
Syjonu” i zastanawiajmy się głęboko nad ich
treścią!!!
„Protokoły Mędrców Syjonu” – Bolesław
Rudzki – 1937 r.
___________________
ZBRODNICZE PLEMIĘ
Motto.
«…Kapitalizm, masoneria i bolszewizm
zmierzają zgodnie do przemiany ludzi w
zorganizowane zwierzęta, używające jak
najszerzej życia, dla których jedyną absolutną
„prawdą” jest byt doczesny…»
Ks Northumberland.
«Koniec wielkiego kapitalizmu europejskiego
jest nieunikniony. I nie wiem, czy warto nad jego
losami płakać. Miał on wielkie zasługi w dziedzinie
materialnej, stworzył w Europie okres
największego dobrobytu, jaki świat widział.
Jednocześnie jednak podkopał te podstawy
moralne, na których opiera się cywilizacja
europejska: rozkłada obyczaje, niszczy rodzinę,
wypłukuje z dusz ludzkich wszelkie wyższe,
szlachetniejsze porywy, osłabia instynkty wiążące
jednostkę z całością społeczną, na miejsce
trwałych więzów naturalnych, usiłuje wytworzyć
sztuczne, nie mające żadnej wartości, wreszcie
niszczy w duszach zdolności do silnej wiary w
19
19
cokolwiek, prócz wiary w pieniądz i użycie…»
Roman Dmowski.
«Gdyby nienawiść i wstręt okazywał Żydom
jeden tylko naród, byłoby to zrozumiałe. Jednakże
Żydzi na tę nienawiść narażeni byli zawsze i od
wszystkich narodów, wśród których żyli. Ponieważ
wrogowie Żydów należeli do najróżniejszych
narodów, narody te żyły w krajach bardzo od
siebie odległych, wyznawały religie inne, miały
inną kulturę i inne prawa, przeto przyczyny
antysemityzmu tkwią w Żydach, a nie w narodach,
wśród których żyją…»
Baruch Lazaire „La antisemitisme”.
W tym sformułowaniu Barucha Lazaire tkwi
głęboka myśl. „Przyzwyczajeni byliśmy do
bezkrytycznego przyjmowania sądów obiegowych,
potocznych o znaczeniu słowa „antysemityzm”.
Nad utrwaleniem tej opini pracuje wytrwale
światowa lewica żydowska, powtarzają ją do
znudzenia historycy żydowscy, przyjmują ją
bezkrytycznie czytelnicy podręczników, książek,
opracowań, gazet. „Tymczasem interpretacja,
wyjaśniająca tę kategorię jako nienawiść do rasy
żydowskiej jest błędna”. Antysemityzm jest
pojęciem takim, jak antykomunizm.
Być antykomunistą nie oznacza wcale, że
nienawidzi się każdego człowieka, który tkwi
formalnie w strukturze komunistycznej. Jest to
tylko wyraz postawy wobec pewnej idei, wrogiej
człowieczeństwu, wolności i godności człowieka.
Tak samo antysemityzm nie jest stosunkiem
otoczenia do każdego bez wyjątku Żyda, ale do
idei, których ten Żyd jest nośnikiem. Szczególnie
Polacy mogą poszczycić się tym, że w
Rzeczypospolitej nigdy nie było nienawiści
rasowej, a dowodem tego może być cała nasza
historia (zresztą Żydzi nie są wcale rasą − vide:
Moryc Iudt „Żydzi jako rasa fizyczna” 1902 r.).
Celem tej pracy jest odkłamanie stosunków
polsko-żydow-skich i pokazanie roli, jaką odegrali
Żydzi w przełomowych chwilach naszych dziejów.
Panuje wśród nas stereotyp Berka Joselewicza
czy Jankiela z „Pana Tadeusza”, tymczasem
rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Dawna przedrozbiorowa Rzeczpospolita była z
dzisiejszego punktu widzenia państwem
wyjątkowym w Europie. Brak jaskrawego
feudalizmu na ziemiach polskich, silne poczucie
na-rodowe już od XIII − XIV wieku olbrzymie
przywileje obywateli − przede wszystko słynne
„neminem captivabimus nisi iure victum” z
1430 r. − rękojmia osobistej wolności, 1573 r. Konfederacja
Warszawska, potwierdzająca całkowitą i
faktyczną wolność religijną wszystkich obywateli
wówczas, gdy w Europie szalały wojny religijne,
wreszcie zasada unijna, całkowicie polski wytwór
ustrojowy, prawdziwie chrześcijański, zakładający
łączenie na zasadzie dobrowolności i autonomi, a
nie wchłaniania i redukcji, to są elementy różniące
całkowicie kul-turę polską od innych cywilizacji
chrześcijańskiej.
Bardzo ważną cechą była duma z posiadanej
wolności i skłonność do dzielenia się nią z
każdym, kto pragnął być poddanym polskiego
króla. Nic więc dziwnego, że gwałtowny wzrost
terytorialny odbywał się drogą pokojowych, a nie
wojennych podbojów, a wojen napastniczych nie
prowadziliśmy. Mowę polską przyjmowali
stopniowo wszyscy ludzie wolni, zamieszkujący
Rzeczpospolitą − od Litwinów i Rusinów, aż po
Ormian i Tatarów − a w miastach szybko
postępowała polonizacja napływowych Niemców.
Stopniowo mowa i kultura polska przekraczały
granice polityczne do tego stopnia, że język polski
stał się językiem urzędowym kancelarii chana
krymskiego, a na dworze moskiewskim w XVII w.
kultura polska była tym, czym francuska dla
Europy XVIII wieku. Ba, jeszcze na początku XIX
w. − Odessa − która nigdy nie była miastem
polskim, mó-wiła po polsku.
Nic więc dziwnego, że do polski i polskości
lgnęły kraje przy-ległe. Unie z Litwą, Mazowszem,
Prusami Królewskimi, Inflantami, Kurlandię − były
wynikiem nie tylko obaw przed pruskim czy
moskiewskim podbojem, lecz przede wszystkim
dążeniem do zachowania i rozszerzania swobód,
samorządu i zapewnienia tolerancji, a właściwie
wolności religijnej.
Była jeszcze jedna rzecz, o której często dziś
zapominamy, czy zgoła nie wiemy nic − nasz
stosunek do Żydów. Stanowili oni w
Rzeczypospolitej znaczny liczebnie i ekonomicznie
żywioł, całkowicie odrębny obyczajowo, religijnie i
politycznie. Ich na-pływ do Polski rozpoczął się już
od XIII wieku, po licznych pogromach na
zachodzie i wypędzeniu ich z Francji, Anglii,
Hiszpani, Portugalii czy Niemiec. Podczas gdy w
Europie ponad sto razy spalono uroczyście
Talmud, my kierowaliśmy się dosłowną miłością
bliźniego. Ciągneli więc masowo do Polski, gdzie
uzyskali odrębność prawną, podatkową i
sądowniczą. Szybko też narodziło się pojęcie w
szerszej opini europejskiej, a także wśród Żydów,
że Polska to „asilium judeorum” − czyli azyl dla
Ży-dów.
I nie było w tym żadnej przesady. Pierwszy akt
20
20
prawny, ustalający ich byt, to „Statuta
Judeorum” z 1264 roku, wydany przez księcia
kaliskiego, Bolesława Pobożnego. Przywilej ten
pozwalał ściągać Żydom lichwę, choć
chrześcijanom było to za-kazane (jako
ciekawostkę warto podać 31-wszy punkt
przywileju:
«Według ustaw papieskich imieniem Ojca
naszego świętego srogo rozkazujemy, aby na
potym żadni żydowie, którzy są w państwie
naszem, nie byli winowani, żeby używać mieli
krwi ludzkiej, gdyż według rozkazania zakonu
od wszelkiej krwi wstrzymywają się wszyscy
żydowie. Ale jeżeli który Żyd o zabicie którego
dziecięcia chrześcijańskiego będzie obwinion,
ma być pokonan trzema chrześcijany i trzema
Żydy ; a gdy będzie pokonan, tedy tylko ma
być karan winą, która zwykła naśladować za
takim uczynkiem dopuszczonym…).»
„Statuta Iudeorum” rozszerzony został przez
Kazimierza Wielkiego w 1334 roku na całe
państwo, a następnie potwierdzał go każdy
kolejny władca, ostatni raz w 1765 roku Stanisław
August.
Od XVI wieku działał na ziemiach
Rzeczypospolitej tzw. Con-gressus Iudaicus
(sejm żydowski), oraz sejmiki ziemskie, tzw.
waady. W ich kompetencji leżała całość
problematyki wewnętrznej społeczności żydowskiej
− administracja, oświata, podatki, zagadnienia
gospodarcze i religijne oraz sądownictwo.
Dopuszczano Żydów do wysokich godności,
często nawet bez formalnego przejścia na wiarę
chrześcijańską (np. w XVI wieku Salomon
Ezofowicz był podskarbim litewskim, a jego brat
Michał − podskarbim koronnym). W 1534 roku
wydrukowano w Polsce pierwszą rzecz w języku
jidysz.
Konstytucja z roku 1567 głosiła „Żydzi zaś
obojga płci, nawróceni do wiary chrześcijańskiej,
otrzymują przywileje szlacheckie wraz z ich
potomstwem”.
Wydawało się więc, że ten bezpaństwowy,
wszędzie prześladowany naród znalazł wreszcie
miejsce, gdzie będzie się mógł normalnie
rozwijać. Stworzono mu w tym celu wszelkie
możli-we warunki, a nawet wyróżniono go (punkt
10-ty „Statuta Indeorum” mówił, że «Jeżeli
chrześcijanin Żyda zabije, słusznym sądem
niech będzie karan i wszystkie dobra jego
ruchome i nieruchome w naszą moc niech
przepadną» − tymczasem majątek Ży-da
mordercy nie ulegał konfiskacie!)
Ludność żydowska w Polsce nie asymilowała
się jednak, przeciwnie, dzięki uzyskanym
przywilejom, szczelnie odgrodziła się od
społeczności polskiej i zamknęła się zgodnie z
przepisami Talmudu w swej szerokiej autonomi.
Wprawdzie brak asymilacji i odgradzanie się
Żydów od „gojów” (pogan) nie był naganny, ale
zawierał na przyszłość niebezpieczeństwo
odśrodkowych działań.
Mimo rozszerzania przywilejów i autonomi
narastała stopniowo w Rzeczypospolitej
powszechna niechęć do przybyszów, którzy
tymczasem całkowicie zadomowili się i ściągali
masowo swoich ziomków.
Niechęć ta nie była irracjonalna, wewnętrzna,
gdyż nie dopuszczono by do stworzenia „państwa
w państwie” − państwa żydowskiego w państwie
polskim. Powstawała ona w trakcie poznawania
przybyszów, ich etyki, religii, uczynków, kultu pieniądza
i zdobywania go za wszelką cenę, ale
przede wszystkim spowodowana była stosunkiem
Żydów do chrystianizmu.
Talmud:
„Szukać u Żyda poczucia prawa i uczciwości
znaczy to samo, co szukać dziewictwa u starej
…nierządnicy”
Manawi al-Maulid.
Czym jest właściwie Talmud? Graetz w „Historii
Żydów” Warszawa 1929 r. (t.v. str.27) mówi
wprost: „Talmud stał się wyłącznym autorytetem
w łonie żydostwa i wyparł niemal Biblię z
świadomości narodu”. W „Wielkiej Literaturze
Powszechnej” Warszawa 1930 r. (T.I. str. 331)
inny Żyd mówi: „Talmud jest właściwie kodeksem
kanonicznym, karnym i cywilnym, zbiorem ustaw
dotyczących życia obrzędowego, rodzinnego i
osobistego”.
Jest to definicja kapitalna, bowiem według słów
rabinów, w Talmudzie „na każdy moment życia
jest przepis”.
Oto niektóre z tych „przepisów”:
«Najlepszego z gojów zabij» (Soferim XV &
10).
«Jeżeli goj zabił goja lub Żyda, to odpowiada,
a jeżeli Żyd zabił goja, to nie odpowiada»
(Tosefta, Aboda Zara VIII, 5).
«Majętności gojów są jako pustynia, kto je
pierwszy zajął, pierwszy ma do nich prawo»
(Baba Batra 546).
«Jeżeli nieŻyd, któremu Żyd był dłużny, umarł,
a spadkobiercy jego o tym długu nie wiedzą, Żyd
21
21
płacić nie potrzebuje» (Choszen Hamiszpat &
283 art. 1).
«Można powiedzieć, wszelki ślub, który
uczynię, niechaj będzie unieważniony, lecz
powinien on pamiętać podczas ślubu» (Miszna,
Nedarim III, 1).
Modlitwa Szefot:
„Wylej twoją zawziętość na gojów, którzy cię nie
znają, na królestwa, które imienia twego nie
używają, oni bowiem połknęli Jakuba i spustoszyli
jego siedzibę. Wylej na nich twoją złość, a żar
twojego gniewu niech ich dosięgnie. Prześladuj
ich swoim gniewem i wyniszcz ich pod niebem
Bożym”.
Dla pobożnych Żydów Talmud jest księgą
świętą i „uczył Żydów życzliwości i uczynności dla
narodów współzamieszkałych” jak twierdzi
Samson R. Hirsch. Talmud według Hirscha jest
je-dynym źródłem, z którego żydostwo wypłynęło,
jest gruntem, na którym żydostwo istnieje i jest
duszą żywiącą, która żydostwo kształtuje i
utrzymuje.
Zastanawia nas fakt, dlaczego Talmud nie jest
dostępny dla szerokich rzesz czytelników,
dlaczego nie jest tłumaczony, roz-powszechniany,
oceniany − tak jak to się dzieje z Biblią…
Odpowiedź znajduje się prawdopodobnie w
samym Talmudzie, „Traktacie Sanhendryn”
(59a): „goj studiujący zakon winien jest śmierci”!
Do dziś aktualne są słowa świętego Justyna (II
wiek po Chry-stusie). „Zamiast żałować
zabójstwa, popełnionego na Chrystu-sie,
nienawidzicie nas, którzy przez Niego wierzymy w
Boga, Oj-ca wszystkich stworzeń, zabijacie nas, o
ile macie tylko sposobność, ciągle przeklinacie
Chrystusa i Jego wyznawców, pod-czas gdy my
modlimy się za was i za wszystkich ludzi”. („Cialogus
cum Tryphone Iudaeo”, roz. 133).
Żydzi w dawnej Polsce:
Nie znaczy to, że chrześcijanie w Polsce nie mieli
rozeznania co do natury żydowskiej. Punkt 24-ty,
„Statuta Iudeorum” mówił: „Chcemy, aby żaden w
domu żydowskim nie stawał”. Kazimierz Wielki,
obok wydawanych przywilejów ostrzegał
jednocześnie ludność chrześcijańską (1343 rok),
że są oni „prawdzi-wymi nieprzyjaciółmi naszej
wiary chrześcijańskiej” i dalej, że „cel żydowskiej
przewrotności do tego zmierza, aby dobra i majętności
chrześcijan zawsze uszczuplać i
wydrzeć”. „Nie chcemy, aby ktokolwiek był w
domu Żyda gościem”.
Władysław Jagiełło w Statucie Krakowskim z
roku 1420, mó-wi o nich następująco: „Przewrotna
perfidia żydowska zawsze była i jest przeciwna i
wroga dla chrześcijan i nie tylko co do wiary i co
do ciała, ale także najsilniej zmierza do
rozdrapywania posiadłości i przywłaszczenia
majętności”.
W roku 1423, nawet zakazał, „aby Żydzi
pieniędzy chrześcijanom nie pożyczali na kartę i
prowizję pod przepadkiem”. Dalej poszedł
Zygmunt I w roku 1538, mówiąc „Postanawiamy,
aby nienaruszenie zachowywano, że Żydzi nie
powinni być i nie mogą być wyznaczeni na
jakiekolwiek cła, uważamy to za niegodne i
przeciwne prawu Bożemu, aby tego rodzaju ludzie
mogli wśród chrześcijan używać jakichkolwiek
zaszczytów lub sprawować urzędy”.
Zygmunt I w 1527 roku, na prośbę mieszczan
warszawskich wypędził Żydów z przyszłej stolicy
Polski, co zostało utrzymane w mocy aż do
rozbiorów. Ale wypędzono ich nie tylko z
Warszawy. W roku 1407 z Krakowa, w 1547 z
Rawy, za zabójstwo dziecka, a następnie z
Pułtuska. W roku 1572 Zygmunt II August skazał
Żydów na karę 100.000 zł za fałszowanie monety
bitej m. in. z kradzionych sreber kościelnych. W
roku 1566 wygnani zostali z Urzędowa, w roku
1578 z Kościana, w roku 1600 z Bochni za
świętokradztwo, a także z Sącza, Biecza i Ujścia.
W roku 1610 wygnano ich za zabicie dziecka ze
Staszowa.
W szybkim tempie narastała więc kwestia
żydowska. Seba-stian Klonowicz (1551-1602)
sędzia w Lublinie do spraw żydo-wskich w swym
dziele „Victoria Deorum” (cyt. za T. Jeske-Choińskim
„Historia Żydów w Polsce” 1919 r. str.
119) mówi o nich następująco:
„Żyd lichwą ciąży wielkim miastom, dziwnemi
siły dobija się podług zysku. Przedaje wszystko:
handluje wodą, handluje powietrzem, handluje
pokojem, frymarczy przedajnym prawem. A
wszędzie, gdzie się z handlem wciśnie, przymili
się panującym, aby zarzucić sieci zwykłego sobie
obłowu. Szarpią go i obdzierają urzędnicy, ale on
ich nawzajem, bo nikt, celnik nawet, nie ustrzeże
się jego fortelów − tak wszystkich nawet nagle
może oślepić złoto. Otóż to Abrahama podobno
jedyne potomstwo, naśladujące święte i
sprawiedliwe obyczaje przodków”.
Żyd stając do zawodu z chrześcijańskimi
kupcami, których obowiązywała tak ściśle
wówczas przestrzegana etyka, byli w stanie
przetrzymać wszelką konkurencję i wyjść z niej
22
22
zwycięsko.
Trafnie ocenił to W. Sombart („Żydzi i życie
gospodarcze” Wa-wa. 1913 r. str. 240):
(Gdy w Europie przyjmował się powoli zwyczaj
pożyczania pieniędzy na procent, inne było
położenie pobożnego chrześcijanina i pobożnego
Żyda). „Kiedy pobożny chrześcijanin, trapiony na
łożu śmierci wyrzutami sumienia, żałuje, że
zajmował się lichwą” i przed zgonem jeszcze
gotów jest wyzbyć się swego majątku, jako
zdobytego w nieuczciwy sposób i ciążącego na
jego duszy; „pobożny Żyd pod koniec swego życia
przygląda się z uśmiechem pełnym skrzyniom i
kufrom, gdzie leżą cekiny, wyłudzone od ubogich
chrześcijan lub mahometan. Widok ten raduje
pobożne serce, bo każdy grosz procentu był
prawie ofiarą, składaną Bogu”.
Chrześcijanin chcąc bogacić się, tak jak Żyd,
musi iść na przekór swej etyce, ale Żyd zbiera
lichwę „w imię Boże”. Im pobożniejszy Żyd, im
lepiej znał swe pisma religijne (Talmud), tym
więcej czerpał podniety dla zysków z nauk swej
wiary. Szybko opanowywali handel krajowy i
uważali, że nikt nie ma takiego prawa, jak oni
zajmowania się nim. Miasta stawały się jedynym
rynkiem zbytu przemysłu rolnego, a Żydzi stali się
jedynymi pośrednikami pomiędzy miastem a
szlachtą, reprezentującą polską wieś i rolnictwo.
Ponieważ byli właściwie jedynymi odbiorcami
towarów wiejskich, pozostawali w bezustannej
styczności z dworem, i stawali się z czasem
powiernikami szlachty, gdyż ta oddawała im
pacht, czy też inne zajęcia. Powstało stąd
sarkastyczne wyrażenie, że „szlachcic bez Żyda
obejść się nie może”.
Głos w sprawie żydowskiej zabierali papieże.
Oto fragmenty Bulli Piusa V z 26. II. 1567
roku. „Hebraeorum Gens”:
«Naród żydowski, natchniony Boskiemi
słowami, uczestniczący w niebieskich
tajemnicach, później wskutek swojej
niewierności wzgardzony i zaniedbany,
zasłużył na odrzucenie (…)
Lecz pobożność chrześcijańska, litując się
nad tem fatalnem jego położeniem pozwoliła
mu dosyć w ludzki sposób przebywać u
siebie, aby patrząc na niego, pamięć męki
Pańskiej u wiernych przewijała się częściej
przed oczyma, a zarazem, aby przykładami,
nauką, upomnieniami, zachęcić raczej do
wymiany zdań i zbawienia, które ma nastąpić
dla resztek Izraela, jak przepowiedzieli
Prorocy, od czego oddalałby się ten naród
coraz więcej, gdyby wyrzucony został z
siedzib chrześcijańskich, do tych narodów,
które nie znają Chrystusa.
Niegodziwość jednak tego narodu
uzbrojona najgorszymi wszelkiego rodzaju
sposobami do tego doszła, iż zagraża
wspólnemu naszemu dobru. Sile jednak tak
wielkiej choroby należy zapobiec szybkim
środkiem zaradczym.
Albowiem jeśli dopuścimy tak liczne
rodzaje lichwy, przez którą Żydzi wszędzie
niszczyli majątki biednych chrześcijan,
uważamy, że dostatecznie jasną jest rzeczą, iż
oni przechowują złodziei, bandytów i są ich
wspólnikami, starają się przez nich rzeczy
pochwycone i skradzione, nie tylko świeckie,
ale i do służby Bożej służące, aby nie były
rozeznane, na jakiś czas ukryć, albo przenieść
na inne miejsce albo wogóle przerobić.
Bardzo wielu również Żydów pod pozorem
załatwiania różnych interesów, chodząc do
domów uczciwych kobiet, sprowadza liczne
do domów nierządu; co zaś ze wszystkiego
najzgubniejszym jest, to że oddani
przepowiadaniom rzeczy przyszłych, czarom,
magicznym zabobonom i oszustwom,
naprowadzają do szatańskiego kuglarstwa
bardzo wielu nieostrożnych i słabych, którzy
wierzą w przepowiadanie rzeczy przyszłych,
wyjawianie kradzieży, skarbów, i rzeczy
ukrytych, że nadto można poznać wiele
rzeczy, których badanie nawet niedozwolone
jest wielu śmiertelnikom.
Wreszcie poznaliśmy dostatecznie i
zbadali, jak nienawistnie odnosi się ten
przewrotny rodzaj do Imienia Chrystusa, jak
jest nieprzyjaznym dla wszystkich, którzy
zaliczają się do tego imienia, jakimi wreszcie
podstępami czychają na ich życie (…)»
Bulla Klemensa VIII z 3. IV. 1593 r.
(fragmenty), „Cum Haebreorum Malitia”:
«Kiedy złość żydowska wymyśla od dnia
do dnia nowe zdrady i jawnie ogłasza w
zgubnych dziełach, bezbożnych książkach,
zupełnie potępionych, napisanych zaś już to
w starożytności, już też świeżo. My za
przykładem poprzedników naszych (…)
potępiających bezbożny Talmud i pokrewne
dzieła, zakazujemy na wieki, aby Żydzi w
żaden sposób nie odważyli się, nie próbowali
czytać, mieć, albo przechowywać, kupować
lub sprzedawać albo rozszerzać jakiejkolwiek
23
23
książki i kodeksy bezbożnego Talmudu często
potępianego i zabronionego przez naszych
poprzedników, tak samo komentarze, traktaty,
dzieła i pisma czy to w języku hebrajskim, czy
w jakim innym dotąd napisane czy
tłumaczone, wydane, drukowane (…)
zawierające ubocznie czy wprost herezje (…)
lub też obelgi i bezbożnictwo i bluźnierstwa
przeciw Bogu (…) i przeciw wiernym
Chrystusowym (…) w których to książkach
podane są bezwstydne i rozpustne
opowiadania (…)»
Tymczasem Żydzi wzrastali ekonomicznie i
liczebnie, a wszelkie próby prawnego ograniczenia
ich metod zdobywania majątku upadały.
Przyczyną tego stanu rzeczy było stanowisko
Sejmów i Sejmików ziemsko-szlacheckich, które
w tych sprawach były dziwne, egoistyczne i
interes prywatny (swych związków z Żydami)
stawiały ponad dobro publiczne, ponad dobro
skrępowanego mieszczanina polskiego czy
wyzyskiwanego chłopa. Ale przecież nic nie dzieje
się samo przez się. Otóż kapitalnym źródłem do
studiowania wpływu Żydów na stosunki polityczne
w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej może być
artykuł Izzaka Lewina pt. „Udział Żydów w
wyborach sejmowych w dawnej Polsce” −
opublikowany w „Miesięczniku Żydowskim”, Wawa
1932 r., styczeń, strony 46-65. „…niepodobna
mówić o stosunkach polsko-żydowskich w dawnej
Rzeczypospolitej, a pominąć sztadlanów.
(Sztadlan − urzędnik d/s przekupstwa, wybierany
przez kahał raz na kilka lat). Doszło bowiem do
tego, że rozpowszechniło się w Polsce
mniemanie: „Kto o Żydach dobrze mówi, jest już
przekupiony; kto na nich wygaduje − chce nim
dopiero zostać. Pierwszych i drugich było sporo. A
wskutek tego wydatki nieustannie rosły”.
„…Na wybór posłów poniekąd i pośrednio na
obrady sejmu wpływali niekiedy − Żydzi (…) W
dobie saskiej, kiedy zresztą na kilkadziesiąt
zwołanych sejmów doszło do skutku zaledwie 5,
postronne te wpływy wzięły już całkiem górę. Co
więcej nawet bezpośrednio brali udział w
obradach sejmowych ludzie wcale do tego
nieuprawnieni (…) W takich warunkach nie wyda
się już dziwne liberum veto, wstrzymywanie
activitatis i inne zwyczaje, które wyryły swe
piętno na dawnym sejmie polskim. Czyż więc przy
tym procederze trudno było zainteresowanym
osobom postronnym znaleźć sobie odpowiedni
wpływ?
Podobnie łatwo można było wpłynąć i na wybór
posłów, dając im zobowiązujące instrukcje, do
których spełnienia zobowiązywali się posłowie pod
przysięgą.
Wiedzieli o tym dobrze Żydzi polscy, że
instrukcje poselskie ważyły mocno na sali obrad
sejmowych (…) Wiedzieli dalej, że każdy poseł
może odegrać ważną rolę i że należy wytężyć siły,
aby na sejm pojechali deputaci, dobrze wobec
Żydów usposobieni. Wszczynali tedy energiczne
starania w tym kierunku i brali w ten sposób
czynny udział w wyborach sejmowych”. W czym
się te starania objawiały było dotychczas
tajemnicą kilku, niewyczerpanych zresztą zapisek
w starych pinaksach {protokołach} hebrajskich
(…)
„Droga to zresztą była jedyna, która wiodła do
celu. Jeżeli chciało się istotnie przychylnie
usposobić dla jakiejś sprawy posłów czy innych
dygnitarzy w dawnej Polsce, to najbardziej i
najniezawodniej można to było uskutecznić −
podarunkami. Ten argument przemawiał do
przekonania, był więc stale w użyciu i wykazywał
tendencje do ciągłego wzrostu na wadze i
pojemności”.
Dalej pisze Lewin o sztadlanach, że „byli oni
pomostem, przez który przedostawały się
dezyderaty żydowskie na zewnątrz: z drugiej zaś
strony komunikowali Żydom, co ich ze strony
włodarzy państwa czeka. Oni byli tymi, którzy w
imieniu Żydów nawiązywali kontakt z
najrozmaitszymi czynnikami polskimi. Sztadlanem
był, krótko mówiąc, każdy, kto występował na
zewnątrz w imieniu Żydów. Jasne jest, że na
sejmikach szlacheckich bronili interesów
żydowskich − sztadlani”.
Na potwierdzenie tych wywodów Lewin
przytacza kilka pinaksów − protokołów
hebrajskich z XVII w.
Uchwała delegatów kahałów: brzeskiego,
grodzkiego i pińskiego z 1623 r. Brześć
Litewski.
„Odnośnie do wszystkich trzech gmin
naczelnych, winni są przełożeni tychże gmin,
powinni stać na straży podczas zbierania się
sejmików przed sejmem, dowiadywać się i
uważać, żeby (…) nie ustanowiły czego nowego,
co by nam było bolesnym kolcem. Wydatki, jakie
powstaną, zapłaci każda gmina z jej okręgiem
(…) A jeżeli się okaże, że jakaś gmina nie stała
na straży i nie stanowiła swych sztadlanów na
sejmikach, zostanie ona ukarana grzywną stu
czerwonych złotych…”
24
24
Pinaks z 1628 r.
„Na trzy albo na cztery tygodnie przed
sejmikiem powinni przełożeni krajowi w każdej
wielkiej rezydencji rozsyłać pisemne wezwania, do
przybywających w pobliżu zebrania się sejmiku
mężów, by czuwali, ażeby broń Boże nie
postanowiono czegoś nowego i by zaradzili,
czemu się jeszcze da zaradzić, Posłom zaś do
sejmu, którzy zostaną wybrani, należy złożyć
podarunki i prosić ich, aby nam byli na sejmie
przychylni”.
Pinaks gm. poznańskiej z 1646 r. − w
sprawie obniżki podatków, płaconych przez
Żydów.
„Wszyscy sztadlani, zarówno z gminy naszej,
jak i z okręgu, czynili heroiczne wysiłki, by tę
rzecz unicestwić. I Pan Bóg im dopomógł, że
starania ich zostały uwieńczone z pomyślnym
skutkiem. Ale ich dobrodziejstwo nie jest
kompletne: postanowili (na sejmie), aby ściągnąć
podymne − 45 kwot podymnego − i nie pomogły
żadne skarby, by unicestwić podymne”.
Natomiast zjazd gmin żydowskich w Chomsku
w roku 1691 uchwalił, że wśród delegatów na
Sejm powinni znajdować się przynajmniej dwaj,
którzy by potrafili stanąć w pałacu króla i
dygnitarzy, pozostali zaś mają być mądrzy,
roztropni i światli.
Musimy prz tym pamiętać, że wiek XVII − to
okres nieustannych wojen obronnych,
prowadzonych przez Rzeczypospolitą ze
Szwedami, Moskwą, Turcją, Tatarami,
Siedmiogrodem, Kozakami. Gdy wydatki stale
rosły, skarb świecił pustką, kraj w czasie Potopu
został zruinowany. I właśnie w tym czasie Żydzi
potrafili osiągnąć obniżanie podatków − i tak
niezbyt wysokich. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że
jednocześnie szlachta potrafiła cały ciężar
podatkowy przerzucić na chłopów i polskie
mieszczaństwo − które prawa głosu w sejmie nie
miało – to jawi nam się podstawowa przyczyna
upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej. Szlachta,
zainteresowana w powiększaniu majątków drogą
handlu, w którym pośrednikami byli Żydzi,
wyniszcza-jący tego samego szlachcica lichwą.
Przekupna szlachta, nie potrafiła zdobyć się na
reformę ustroju państwa, ani polityczną, ani
ekonomiczną. Przecież to w 1652 r. po raz
pierwszy w Sejmie zagrzmiało złowrogie „liberum
veto”, choć dopuszczone było już 150 lat
przedtem. Gdzie wkradła się korupcja, upadały
stosunki publiczne.
W 1658 roku na Sejmie próbowano zająć się
sprawą Żydów za ich masowe sprzyjanie
Szwedom w czasie Potopu. {W 1656 r. Stefan
Czarniecki za otwartą zdradę kazał ich wyciąć w
San-domierzu}. Sejm ten zdołał jedynie wypędzić
za zdradę arian polskich, ale próby wypędzenia
Żydów nie dały wyniku. Zadziałali sztadlani…
Uczciwa opinia publiczna była właściwie
bezbronna, mogła swe obawy wyrażać jedynie −
słowem.
Ks. Stefan Żuchowski w swej pracy „Proces
kryminalny” (…) o niewinne dziecię (…) okrutnie od
Żydów zamordowane (1713 r.) pisał:
„Ledwie nie z całej Europy rugowani do nas
jako do raju przyszli, bo to już w przysłowie
poszło: Polska jest czyścem dla księży,
piekłem dla wieśniaków, rajem dla Żydów. Ale
te jaszczurki czas by i Polakom z zanadrza
wyrzucić…”
O. Gaudenty Pikulski „Złość żydowska” Lwów
1758 r.
„… Jeśli według zdania cudzoziemca Polska
jest piekłem wieśniaków − to Żydzi ze stroju i
funkcji swojej, jak czarni diabli w tym piekle na
arandach i karczmach dopiekają ubogich
wieśniaków… (str. 457).
Jedyną właściwie siłą która wówczas
dostrzegała w całej pełni niebezpieczeństwo
żydowskie, i brała lud chrześcijański pod swą
moralną opiekę, był Kościół katolicki.
Uchwały Synodów i Listy pasterskie (które
podaje w swej pracy ks. dr Morawski „Stanowisko
Kościoła wobec niebezpieczeństwa żydowskiego
w dawnej Polsce”) są w swej wymowie
wstrząsające.
Synod prowincjonalny w Piotrkowie −
Episkopatu Polski w 1542 r.
− … W memoriale do Zygmunta Starego
zwracał się z prośbą, „aby pomnąć na wielkie
szkody i straty, jakie dzieją się Kościołowi i
chrześcijańskiej ludności w całym państwie
polskim z powodu przyjmowania na jego
terytorium tak wielkiej liczby przewrotnych i
bezbożnych Żydów, wypędzonych z są-siednich i
innych krajów, zamknął całkowicie dostęp i
napływ Żydów do Polski, zmniejszył i ograniczył
25
25
ich liczbę w całym państwie”.
Synod warszawski w 1561 r.
− … Prosił Zygmunta Augusta „by Żydów nie
naznaczano na urzędy publiczne, kierownicze i do
poboru cła, jak się to dzieje, niestety, w wielu
miejscowościach Polski”.
Synod chełmski w 1604 r.
„Obrzydliwa przewrotność Żydów zarówno w
diecezji chełmskiej, jak i całej Rzeczypospolitej
doszła już do tego zuchwalstwa i bezczelności, że
Żydzi górują nad chrześcijanami nie tylko
wszelkiego rodzaju handlem, ale nadto panują
nad ludem chrześcijańskim, nad nim się coraz
bardziej srożą i znęcają, zajmując podstępnie w
posiadanie czy to w dzierżawę majątki i dobra
ziemskie. Wobec takiej przewrotności żydowskiej
wszyscy wierni katolicy, pomni na
odpowiedzialność przed Bogiem na sądzie,
powinni zerwać wszelkie stosunki z Żydami, nie
popierać ich wcale i ze wszystkich sił powściągać
ich niegodziwość”.
Synod poznański w 1642 r.
„Nie można już dalej tolerować wzmagającego
się z dniem każdym zuchwalstwa Żydów, którzy
nie tylko przez zajmowanie się handlem i
rzemiosłem pozbawiają chrześcijan środków do
życia ale nadto okazują się najbardziej
nienawistnymi wrogami religii chrześcijańskiej,
gdyż z pogardy dla praw kościelnych poniżają
niedzielę i święta katolickie, wykonując w te dni
zakazane prace i handel”.
Synod płocki w 1643 r.
„Słuszną jest rzeczą i zgodną ze świętymi
kanonami, ażeby chrześcijanie całkowicie zerwali
z Żydami”.
Synod wileński w 1685 r.
„Żydzi z pogardy i nienawiści do religii
chrześcijańskiej sze-rzą wszędzie zepsucie,
bezbożność, i zgorszenie wśród chrześcijan”.
„… Niewiasty chrześcijańskie, będące (…)
karmicielkami dzieci żydowskich, uwodzone są
przez Żydów, za umówioną cenę pieniężną do
strasznych zbrodni, do pijaństwa i rozpusty, i o
zgrozo, do wydawania im własnych dzieci,
zabijanych następnie okrutnie przez Żydów dla
celów rytualnych, jak to już niejednokrotnie w
poprzednich czasach zdarzało się,o czem poucza
historia”.
Synod poznański w 1720 r.
„Przewrotny naród żydowski, prastarą
nienawiścią do Zbawiciela Naszego i zawsze
najwięcej wrogo usposobiony do chrześcijaństwa, im
bardziej krępowany jest prawem kanonicznym i
prawem cywilnym, tym więcej rości sobie urojenia,
że mu wszystko wolno, opierając się na protekcjach,
pogardza wszystkim i nie pozostawia niczego
nienaruszonym. Nie tylko niesprawiedliwą lichwą
doprowadza ludność do zubożenia, lecz okrada
chytrze skarb państwa na cłach wszelkiego rodzaju,
miesza się do sprzedaży kosztowności, do handlu
mięsem i artykułami spożywczymi, napojami
alkoholowymi, do arend i dzierżawienia browarów,
gorzelni gospod i zajazdów, karczem a nawet
niekiedy i do posiadłości ziemskich. Utrudniają
katolikom sposób do życia i przywłaszczają sobie
nad nimi władzę…
„… Żydzi, ten wróg największy, cieszą się wielką
protekcją możnych…”
Synod przemyski w 1723 r.
„Żydzi ten gad jadowity, ci wygnańcy
palestyńscy, którzy już zalali całą Ruś i szerzą się
z krzywdy i wyzysku chrześcijan, pełni pychy,
nienawiści i chytrości, stawiają sobie za główny
cel swej przewrotnej działalności: podstęp zbrodnie
i wszelkiego rodzaju występki, bluźnierstwa,
zniewagi i wyszydzanie Tajemnic Wiary naszej św.
Jakże nad wyraz bolesną jest rzeczą, iż wielu
spośród polskich magnatów i szlachty popiera
Żydów, dając im łatwiejszy do siebie dostęp,
aniżeli katolikom, łudząc się nadzieją przy-szłych
zysków i pożyczek pieniężnych od Żydów, a nie
bacząc na to, że pieniądze w tak nieuczciwy
sposób nabyte, prędko utracą i ściągną na siebie i
na swoje potomstwo karę Bożą i utratę
błogosławieństwa Bożego”.
Synod płocki w 1733 r.
„Przewrotne żydostwo, ten naród nienawistny
Bogu, szerzy-ciel i roznosiciel wszelkiego
zepsucia i rozkładu moralnego, herezji (…)
zalewa z niebywałą szybkością całą Polskę (…)
wzrastają na siłach i korzenie swoje coraz głębiej
zapuszczają z uszczerbkiem wielkim i szkodą dla
chrześcijan i katolików, wśród których żyją,
panoszą się i rozpościerają”.
Synod chełmiński w 1745 r.
„Naród żydowski, przewrotny i nienawistny
Bogu (…) jest zepsutego umysłu i zatwardziałego
26
26
serca, a całem jego dążeniem jest, by majątki i
wszelkie dobra chrześcijan rujnować, niszczyć,
uszczuplać i niweczyć”.
Synod kijowski w 1762 r.
„Należy ubolewać nad bezczelnością i
zuchwalstwem Żydów, którzy, korzystając z
protekcji możnych panów, liczących na zyski,
szerzą się po całej Polsce, dopuszczają się
bezkarnie różnych występków, oszustwa, zdrad,
krzywd i wszelkiego rodzaju nienawiści i
naigrywania się z chrześcijan, lichwy, zabobonów,
czarów, świętokradztwa, bluźnierstw przeciwko
Panu Bogu i wierze chrześcijańskiej, naruszenia
świąt katolickich i praw tak kościelnych jak i
państwowych”.
Synod lwowski w 1762 r.
„Naród żydowski pod protekcją możnych
rozszerza się i wszelkich wysiłków używa,
zmierzając do ruiny i zniszczenia chrześcijan”.
List pasterski Biskupa łuckiego, Szymona
Rupniewskiego z 1722 r.
„Współżycie Żydów z chrześcijanami mogłoby
jeszcze być znośniejsze, gdyby Żydzi (…)
zachowywali przynajmniej prawa kościelne i
państwowe, obowiązujące w kraju, w którym
przebywają. Ale oni praw tych nie przestrzegają,
przeciwnie, nawet mają je w największej
pogardzie i wbrew nim postępują.
Żydzi w Polsce już się pozbyli prawie zupełnie
piętna niewolniczego narodu i występują jako
wolni i panujący w naszym kraju, w którym założyli
sobie jakoby nowy raj, nową ziemię obiecaną,
zamiast tamtej pierwszej, którą za karę niegdyś
utracili.
Nie dosyć na tem, że Żydzi w Polsce swoje
obrządki i nabożeństwa publiczne odprawiają i
wszelką sobie wolność przyznawają, ale i nad
chrześcijanami ośmielają się rozciągać swo-je
zwierzchnictwo i władzę, a również odbierają im
środki zarobkowania i sposób do życia i
utrzymania, zajmują się handlem, kupiectwem,
rzemiosłem i wszelkiego rodzaju przemy-słem.
Skutki tego nad wyraz opłakane już dziś są
widoczne, bo oto Żydzi swoją zapobiegliwością,
chytrością, podstępem i przebiegłością bogacą
się, korzystają z wszelkich przywilejów wolności i
opieki, a tymczasem chrześcijanie, prawdziwi
czciciele i wyznawcy Boga, wystawieni są na
wygnanie i pośmiewisko ze strony tychże Żydów,
a pozbawieni opieki i pomocy niszczeją i ubożeją
coraz bardziej.
I należy ubolewać nie tyle nad tą niesfornością
i samowolą Żydów w Polsce, ile raczej nad
ślepotą Katolików Polskich, którzy okazują Żydom
swoją przychylność i biorą ich pod własną
protekcję”.
List pasterski Biskupa żmudzkiego,
Jozafata Michała Karpa z 1737 r.
„Nie ma na świecie drugiego narodu, któryby
tak był przewrotnym i zabobonnym, tak wrogim i
nienawistnym wierze chrześcijańskiej, jak naród
żydowski, którego głównym i jedynym dążeniem
jest zawsze to, by podstępnie przez kradzieże,
oszukaństwa i truciznę wyniszczali i rozpraszali
wszelkie dobra, majątki, bogactwa chrześcijan. I
jakże bolesnem, a jednocześnie poniżającym jest
to, że w Polsce jest wielu takich, którzy Żydów
popierają, pozwalają im na wszystko,
wydzierżawiają im cła publiczne, karczmy itp., a
nawet dobra ziemskie, poddając jednocześnie
pod ich władzę ludność chrześcijańską…”
Doszło wreszcie do tego, że głos w obronie
chrześcijan w Polsce zabrał Ojciec Święty,
Benedykt XIV.
Bulla Ojca Św. Benedykta XIV do Prymasa,
Arcybiskupów i Biskupów Królestwa
Polskiego w kwestii żydowskiej w Polsce roku
1751 dnia 14 czerwca.
§ 1.) Zawsze Wiara Chrześcijańska przeciwko
niewiernym Żydom nie naruszona została, lub
okoliczność czasów na to pozwoliła, ażeby w
miastach i miasteczkach tego królestwa jak
Chrześcijanie tak i Żydzi razem mieszkali. Te
wszystkie dowody jasno pokazują, jak wielką
chwałę Naród Polski zasłużył sobie stąd, że św.
Wiarę od Przodków swoich przed tylu wiekami
przyjętą nienaruszoną starał się zachować.
§ 2.) Na żadną z tych spraw, któreśmy
dotychczas wyrazili, nie możemy narzekać, prócz
niniejszej, na którą słusznie uskarżać się musimy,
tak dalece, że nam z płaczem zawołać należy nad
Polskę: zmieniony jest najlepszy twój kolor.
Zaiste, dowiedzieliśmy się (…) że tak wielka
liczba Żydów rozmnożyła się w Polsce, iż niektóre
miejscowości, miasta i miasteczka (…) są teraz
zruinowane i wielką liczbą Żydów napełnione tak
dalece, że w nich mało co znajduje się
Chrześcijan. Nadto, wszystkie z jakimkolwiek
zyskiem kupiectwa i handle, jak trunków a nawet i
wina Żydom w tem Królestwie są dozwolone;
tymże o publiczne dochody starannie zlecona.
27
27
Arendy, karczmy, pola i wsie w dzierżawę
powierzone, przez co nad chrześcijańskimi
wieśniakami mając zwierzchność, nie tylko
nieludzką władzą i rozkazem przymuszają ich do
pracy, podróży i pańszczyzny, ale też im co
gorsza i kary naznaczają, a częstokroć i rózgami
karzą. Zaczem idzie, że nieszczęśliwi wieśniacy,
pod władzę Żyda zostając, jako poddani Pana
słuchać go muszą. Chociaż zaś Żydzi sami
poddanych karać nie mogą, ale ta rzecz do
administratora chrześcijanina należy, ten jednak
musi Żyda arendarza słuchać, a z bojaźni przed
nim, ażeby administracji nie utracił, tyrańskie
rozkazy wypełniać.
§ 3.) Oprócz zaś publicznych dochodów
karczem, pola i arendy (…) Żydzi trzymają z
krzywdą chrześcijan, z czego tyle i tak wielkie
następstwa wynikają w stosunku do chrześcijan,
że większą jeszcze szkodę i zgubę aniżeli wyżej
wymienione sprowadzić mogą.
To się nam najgorszą rzeczą wydaje, że w
domach niektórych panów Żydzi są komisarzami i
w jednym domu z chrześcijanami mieszkają, nad
nimi mając władzę (…) Ponieważ zaś Żydzi po
większej części kupiectwem się zajmują, gdy
handlem znaczną sumę pieniędzy nazbierają, z
wielką lichwą i wyniszczeniem pożyczają ubogim
chrześcijanom. Chociaż zaś i oni od chrześcijan
biorą na procent znaczne pieniądze do kahałów i
synagogi swojej, każdy jednak osądzić może, że
dlatego to czy-nią, ażeby odebrawszy od
chrześcijan znaczne pieniądze, nie tylko przez
zarobek na handlu i różnych towarach oddać
mogli procent i sami dla siebie oprócz tego jaki
pożytek uzyskać, ale też i dlatego, ażeby przez ten
czas ilu wierzycieli mają, tyle swoich synagog mieli
protektorów i obrońców.
§ 7.) Od Duchownych ludzi, jako słuszną i
sprawiedliwą jest rzeczą, najpierwej zaczynając,
którzy przez przykładne ży-cie innym powinni
drogę zbawienną pokazać i przykładem in-nym
przyświecać. Tak się bowiem w miłosierdziu
Boskim spodziewamy, że dobry przykład
Duchownych ludzi, błądzących laików na prostą
drogę naprowadzi. Co łatwiej i bezpieczniej
rozkazać innym będziecie mogli, jeżeli ani
Waszych dóbr, ani uprawnień Żydom nie
powierzycie, żadnej sprawy w pożyczaniu albo
dawaniu pieniędzy z nimi mieć nie będziecie,
jednym słowem (…) od wszelakich stosunków z
nimi wolnymi będziecie.
§ 9.) To wam zaś niezawodnie obiecujemy, że
gdy tego potrzeba wymagać będzie skutecznie tę
sprawę wypełniać chcemy razem z tymi
Duchownymi, którzy do Waszej zwierzchności
należą, za których powagą i wraz złączoną mocą,
może przyjść do tego, że ze Szlachetnego
Królestwa Polskiego ta zakała i hańba usunięta
zostanie (…)
W chwili, gdy zrozumienie sprawy żydowskiej
zaczęło głębiej przenikać do szerokiego ogółu,
zjawiły się na widowni dwie rzeczy, które
przeszkadzały społeczeństwu w rozwinięciu
starań o odżydzenie i unarodowienie handlu i
placówek zajmowanych wyłącznie przez Żydów.
Do pierwszej z tych rzeczy należał ruch
frankistów, który wywołał w społeczeństwie
polskim złudzenie w możliwą chrystianizację
Żydów. Tolerowano więc wiele dowiedzionych
nadużyć, aby nie drażnić i nie odpychać od siebie
żywiołu żydowskiego. Na drugą rzecz złożyły się
przyczyny natury politycznej. Za Sasów (których
elokcje były zresztą przez Żydów finansowane)
stan polityczny Rzeczypospolitej był opłakany.
Sejmy były zrywane, sąsiednie mocarstwa,
chciwe na ziemie polskie, wtrącały się ciągle do
spraw we-wnętrznych kraju, krępując wszelkie
szlachetniejsze poczyna nia i nie dopuszczając do
odrodzenia się narodu.
O ile jednak stan polityczny Polski w XVIII w.
jest na ogół lepiej znany, to ruch frankistów dla
wielu ludzi jest najwyżej hasłem, pod które nie
potrafią dopasować ani faktów, ani dat nawet.
Zajmijmy się więc bliżej tym zagadnieniem.
Ruch Frankistów
5. XII. 1755 roku przybył do Polski z Turcji
chacham Frenk Jakoff Jossyf, przywódca
religijnego odłamu Żydów, wywodzą-cego się z
sekty tzw. Donmah, która w II połowie XVII w.
przyjęła islam. Frenk, zwany w Polsce Jakubem
Lejbą Frankiem Dobruckim, przygotowywał się
wraz ze swymi wyznawcami do przyjęcia chrztu
(ciekawą jest rzeczą, że nie przeszkadzali mu w
tym miejscowi rabini, nie został obrzucony tzw.
„wielkim Cheremeh”, czyli klątwą).
Pierwsze chrzty rozpoczęły się w 1759 r., a
podczas chrztu samego Franka był obecny król
August III.
Natomiast, ogółem według regestrów
prezydenta Witthofa, przyjęło chrzest 24 tys.
frankistów, z których większość otrzymała
szlachectwo i polskie nazwiska (zresztą sztuczne:
28
28
np. Do-browolscy − bo z dobrej woli, Jakubowscy
− bo od Jakuba, Ma-jewscy − bo w maju itp.). Ale
już wkrótce bo w lipcu 1760 roku Frank został
aresztowany za poligamię, tajemne obrzędy
donmahów itp. i osadzony w twierdzy w
Częstochowie. Uwięzienie nie uniemożliwiało mu
kontaktów z wyznawcami (obecnie już pozornymi
chrześcijanami), był przez nich odwiedzany,
wydawał instrukcje, polecenia, słowem prowadził
szeroką akcję religijno-polityczną. Uwolniły go
dopiero rosyjskie wojska gen. Bibikowa, po
pierwszym rozbiorze Polski, w styczniu 1773 roku,
a sam Frank udał się do Brna Morawskiego.
Tymczasem jego wyznawcy, pozornie
zasymilowani, przyjęci do herbów, wrastali w
społeczeństwo polskie, opanowując głównie
wolne zawody i wchodząc w tworzącą się
wówczas inteligencję. Kierowali się oczywiście
wskazówkami, które zostawił im Frank w postaci
„Biblii bałamutnej”, napisanej w czasie jego
pobytu w Częstochowie.
Już pierwsza odezwa Franka do wyznawców, z
1755 r. jest wiele mówiąca (cyt. za A.
Krzyżanowskim „Dawna Polska” Wa-wa 1844 r.
str. 51-53).
«…Nie tylko przez taką ludność, ale także
przez niesłychane swobody i rozkosze ludu
żydowskiego w Polsce, ja bym ten kraj nazwał
prędzej żydowskim, niż polskim, judzką nie
polską ziemią, bo te miliony mieszczan i
chłopów dla Żydów jedynie żyją, na nich w
pocie czoła pracują i sam Bóg po Palestynie
Polskę musiał dla Żydów na nową ziemię
obiecaną, a Kraków na nową Jerozolimę
przeznaczyć”.
„… szlachta polska, czego wam właśnie
potrzeba, jest dobra i głupia. Jej królowie nie
byli nigdy od niej mędrsi, dla was zaś byli
zawsze jeszcze lepsi niż ona…»
Co zaś mówi Frank, syn rabina w „Biblii
bałamutnej” − (fra-gmenty cytuje A.Kraushar w
pracy pt. „Frank i Frankiści polscy” Kraków
1895 r.):
«Potrzeba przede wszystkim przedostać się
do społeczeństwa obcego, choćby
obwarowanego jako forteca i wtedy dopiero
można je pokonać.»
/T. II str. 332 /
«… do rzeczy, do której my staramy się
przyjść, bez chrztu, w którym jesteśmy,
przystąpić nie można.»
/T. I str. 428 /
«powiadam wam, kto się nie pomiesza z
narodami, daremna praca jego.»
/T. I str. 425 /
«musimy krążyć ze słodkimi słowy i
oszukaństwem, póki wszystko nie przyjdzie
do rąk naszych.»
/T. II str. 80 /
W tych wypowiedziach zawarty jest wystarczająco
jasno nakreślony cel pozornego chrztu i metody
postępowania, nie wymagające komentarza…
Żydzi w Polsce Porozbiorowej
Tymczasem Rzeczpospolita konała. Po ostatnim
rozbiorze ta część Polski, która dostała się w
posiadanie Rosji, skazana była na największe
zażydzenie, bowiem od pierwszych chwil Austria i
Prusy starały się na wszelki sposób pozbyć
ludności żydowskiej z zaborów, które im przypadły.
Popierały otwarcie emigrację Żydów na wschód.
Maria Teresa, cesarzowa austriacka, siłą
gromadziła uboższych Żydów z Galicji na granicy
Królestwa Polskiego i wprost przepychała ich do
Polski. Tych samych środków chwyciła się i
Rosja, pozbywając się większości Żydów z
rdzennych ziem rosyjskich. Znana jest linia
demarkacyjna osiedlenia Żydów, wykreślona
przez hrabiego Ignatiewa, pokrywająca się mniej
więcej ze wschodnią granicą Polski z 1772 roku.
Od począdku XIX wieku społeczeństwo polskie
uwierzyło w asymilację. Przebaczono Żydom ich
odrębność, obłudę i wrogość w stosunku do
Polski. Tłumaczono sobie, że Żydzi rozpoczynają
nowy okres życia, wydobywają się z
przestarzałego konserwatyzmu, więc trudno
wymagać, aby od razu wyzbyli się swoich
przeróżnych wad i nałogów nabytych drogą
atowizmu. Wyobrażano sobie, że przeistoczenie
duszy żydowskiej wymaga życia kilku pokoleń. W
nadziei, że taka przemiana nastąpi, czekano
cierpliwie lepszej przyszłości, która może uczynić
z Żydów wiernych obywateli polskich.
Taką wielką próbą stało się powstanie
listopadowe, które było nadzieją odrodzenia się
29
29
Polski i odzyskania niepodległości. Niestety, Żydzi
okazali się konsekwentnie antypolskimi. Jak podaje
Otto Spazier w „Historii powstania Narodu
Polskiego w r. 1830 i 1831” (T. I str. 305) po
powstaniu listopadowym „car Mikołaj hojnie łaską
swoją wszystkich Żydów obsypywał, szczególnie
Żydów w Królestwie, którzy mu się nie mało na
szkodę powstańców przysłużyli”.
Skutkiem olbrzymiej klęski, prócz poległych, była
emigracja 50 tys. najbardziej wartościowych
obywateli, władze carskie skonfiskowały w
Królestwie ponad 400.000 morgów ziemi, na
Litwie, Ukrainie, Podolu i Wołyniu ponad 3,2 mln.
morgów, znacznie osłabiając i tak już
nadszarpnięty żywioł polski. Z ziem litewskich i
ruskich wysiedlono ponad 54 tys. drobnej
szlachty. W samej Warszawie zginęło około 35
tys. ludzi, w ca-łym powstaniu straty ludnościowe
wyniosły 326.000 ludzi.
Miejsce rodzimej, polskiej inteligencji zaczynało
być dostępne dla frankistów.
Wraz z Wiosną Ludów 1848 r. Polacy znowu
podjęli walkę o wolność, tym razem głównie w
Poznańskiem. I tym razem Żydzi odegrali
niechlubną rolę. Zacytujemy, co o tych
wydarzeniach mówili współcześni (Pisma Józefa
Suppińskiego, wyd. III Wa-wa 1848 r. T. I str.
320):
„W roku 1848, gdy chodziło o dojście, jaka
narodowość przeważała w Poznaniu, Żydzi (…)
zapisali się wszyscy jako Niemcy. Ta ich podłość
przeważyła na stronę narodowości niemieckiej.
Po odniesionym triumfie poniewierali Polaków na
ulicach, rzucali na nich kamieniami, pluli im w
oczy itd. Przy wszystkich narodowych sprawach
Żydzi występują jako wrogowie kraju, ile razy
strona przeciwna mocniejsza się wydaje.
Cymbalista Pana Tadeusza jest meteorem w
Polsce lub tylko poezją… Niemcy, przybywający
do naszego kraju (mówię tu o Galicji) przyswajają
sobie nasz język, silą się by nim mówić przez
grzeczność dla osób z któremi rozmawiają − Żydzi
niemieccy wydają się wczoraj przybyłem
plemieniem, a przybyłem by wyssać krew i zatruć
organizm społeczny”.
(Tom V str. 242) „… Żydzi przeszli Prusaków w
zawziętości ścigania żywiołu polskiego.
Powstańcy polscy, schwytani przez władze
tamtejsze, doznawali od nich wszelkiego poniżenia;
prowadzonych przez ulice obrzucali kamieniami,
opluwali, bili laskami po rękach w tyle
skrępowanych itp.
Żydzi galicyjscy po roku 1848 stali na zewnątrz
życia politycznego, a w życiu społecznem
poślednie tylko zajmowali miejsce.
Z pierwszym dniem ruchu Polacy powitali
braćmi jednej matki, wezwali do uczestnictwa tych
samych praw, ale i tych samych trudów a Żydzi
przyjęli pierwsze, do drugiego natomiast nie
poczuli obowiązku, a nie poczuli go dlatego
właśnie, że tamto przyszło gotowe. Oni stanęli po
stronie, gdzie jest siła”.
Można do tego dodać to, co zaleca Talmud
Babiloński: „przyłączaj się do tego, któremu się
szczęście uśmiecha”.
O powstaniu w 1848 r. w Poznańskiem mówi
także historyk Wacław Sobieski („Dzieje Polski”
T. II Wa − wa 1924 str. 117): „… Żydzi ławą
stanęli po stronie Niemców”, „…wśród represji rej
wodzili Żydzi. Generał niemiecki H. Brand pisze:
wychodzili nieraz Żydzi milami naprzeciw wojsku
pruskiemu, i podżegali je to przeciwko temu, to
przeciwko owemu. Mogę dać stanowcze
zapewnienie, że gdyby nie oni, sprawa byłaby tu
załatwiona bez owego znamienia zemsty,
okrucieństwa, które nam Polacy z zupełnem
prawem, chociaż niejednokrotnie z przesadą
zarzucają”.
Żywioł żydowski ciągle się wzmacniał, zarówno
ekonomicznie, jak i liczebnie, zasiedlając głównie
miasta i miasteczka. W końcu XVI w. było ich w
Polsce około 100.000 (3,5% ludności), w 1667 r.
ok. 200.000, a po I rozbiorze (w 1793 r. tuż przed
II rozbiorem) już 900.000, czyli 10,2% ludności!
Nic więc dziwnego; że wyzysk ekonomiczny
narastał, szczególnie przy poparciu Żydów dla
władz okupacyjnych w poszczególnych
rozbiorach.
„Przegląd rzeczy polskich” − wrzesień 1858
r., wydawany w Paryżu pisał: „wzbogaceni Żydzi
warszawscy, nieprzyjaźni narodowości polskiej, a
jej wrogom przychylni, jak pijawki wysysają z
krajowców mienie”. Natomiast „Gazeta
Warszawska”, tak-że z 1858 r. w numerach z 1.
13. IX. i 14. VIII., pisała co następuje:
„Wskutek skupienia wszelkiego rodzaju
wytężeń spekulacyjnych, przyszło dziś do tego, że
Żydzi owładnęli cały handel w kraju i spekulacjami
swemi niezawodnie przemysł wewnętrz-ny
podkopują. Nie byłoby końca, gdybyśmy zgubny
wpływ ich na stosunki przemysłowe i handlowe
wszechstronnie wykazywać chcieli. Dość
powiedzieć, że ludzie ci, nie poczuwający się do
obowiązków jakichś przynajmniej względem
społeczeństwa, które zawsze dla nich jest celem,
wyzyskują tylko kraj i jego mieszkańców do
najwyższego możliwie stopnia nie troszcząc się
30
30
wcale o dobrobyt jego. Kto się pragnie naocznie o
tem przekonać, niech przejdzie kolejno uczonych i
nauczonych Żydów naszych, a nie znajdzie ni
jednego prawie, któryby się troszczył naprawdę o
wzrost i udoskonalenie rolnictwa i przemysłu, o o-
światę mieszkańców lub o książki i pisma polskie,
choć każdy oświeceńszy z nich niemieckie
skupuje…” „nikt, kto sam z bliska i naocznie się
nie przypatrzył, nie zdoła sobie wyobrazić nawet,
jak dalece materialny byt i moralność podupada,
gdzie Żyd jest dzierżawcą. A jednak nie odstrasza
to wielu pomiędzy Panów naszych od
wypuszczenia Żydom dóbr w dzierżawę”.
(14. VIII) „Synowie Izraela sieczą, jak dawniej
tak i obecnie, po wszystkich niemal karczmach
miejskich, żywią siebie i bardzo liczne zwykle
potomstwo z wyszynku wódki i drobnego
kramarstwa, opłacając się podwójnie Jaśnie Panu
włości za prawo wyłącznego wyszynkowania
napojów upajających, a rządowi podatkiem
dochodowym, musi naturalnie Żyd karczmarz
całego dowcipu, pomysłu i przebiegłości używać,
aby nie tylko wszelkim opłatom podołać, ale i
wyjść na swoje. Jedynym to środkiem rozpijania
ludu wiejskiego i nikt nad życie nie potrafi go
używać, jak tylko Żyd. Dlatego też uwiecznia się
pijaństwo po wsiach (…) W najmniejszej wiosce
kilka karczem, gdzie usłużny Żyd umie zawsze
wywabiać ostatni grosz na śmierdzącą wódkę z
kieszeni włościan miejscowych lub
przyjeżdżających (…) W ślad za pijaństwem idzie
ogromna demoralizacja, wzrastająca codziennie i
to w taki sposób, że najobojętniejszy na losy kraju
zatrwożyć się musi. Obok pijaństwa rujnuje lud
lichwa, którą każdy karczmarz się bawi, i nie sto,
ale dwieście blisko od stu pobiera procentów (…)
Straszniejsze są jeszcze skutki wpływu
żydowskiego na moralność ludu, między których
rozliczne zagęszczają się niecnoty i występki,
których w swojej ciemnocie i naiwności za takie
nawet nie poczytują. W ogólności Żydzi, którzy
dziś wielką bardzo są plagą kraju, mimo całej
przebiegłości swojej, mimo zręczności i giętkości
umysłowej, tworzą teraz jak i przed laty masę
ciemną i przesądną (…) Sądzą dziś jeszcze w
zarozumiałości swojej, że są owym wybranym
narodem Jehowy, któremu kiedyś ostatecznie
oddane będzie (rzekomo) panowanie nad
światem”.
Podczas gdy Polacy tracili majątki w
powstaniach, bądź na pracę konspiracyjną, gdy
byli zsyłani na Sybir, na wieczną tułaczkę, ginęli
wreszcie z bronią w ręku lub rozstrzeliwani −
Żydzi natomiast w Polsce robili to, co nazywa się
dzisiaj w podręcznikach ekonomi akumulacją i
koncentracją kapitału. Na miejsca, opróżnione
przez polską inteligencję wchodzili wychrzczeni
Żydzi, skupowali majątki ziemskie, wielu z nich
otrzymywało je od władz carskich za „zasługi”. A
były to przecież majątki polskie, brutalnie
skonfiskowane za opór stawiany mocarstwom
rozbiorowym.
Jednocześnie, zgodnie ze swą naturą,
oddziaływalii paraliżująco na walkę samoobronną
Polaków, przez donosy i zdrady, a z drugiej strony
podburzali do rewolucji. Nie zapomnieli przecież
wskazówek swego duchowego przywódcy,
chachama Frenka: „Musi być krwi przelewanie na
świecie i podczas tego zamieszania odbierzemy
zgubę naszą, za którą się teraz uganiamy.
Podobnież, gdy woda mętna, wtenczas dobrze
ryby łowić. Tak też, gdy się świat krwią zaleje,
będziemy mogli złowić rzecz, która do nas
należy…” (A. Kraushar. „Frank i Frankiści polscy”
T. I str. 80).
Rozpoczęły się przygotowania do wybuchu,
najbardziej tragicznego dla nas zrywu w XIX
wieku. Leopold Kronenberg, który według M.
Berga („Zapiski o powstaniu polskim 1863 i 1864
r.” T. I str. 80) był „wodzem i kierownikiem całego
ruchu żydowskiego w kraju”, założył przy pomocy
innych neofitów: Ludwika Wołowskiego, Leona
Kaplińskiego, Z. Chęcińskiego, B.
Szymanowskiego i wielu innych „Gazetę Polską”,
nieoficjalny organ „Białych”. Ale sekretarz
Kronenberga, neofita Karol Majewski był
łącznikiem między „Białymi” i „Czerwonymi” i
wypracował sobie także duże wpływy wśród
studentów. Podsuwał on zręczne pomysły swym
rozmówcom, „aby coś się działo”. (cyt. za ZLS −
Przyborowski) w „Historii dwóch lat 1861-1862”
(T. III str. 482) przytacza jeden z nich: „niech na
Białorusi lub gdziekolwiek bądź chłopi zarżną z
pięciu szlachciców, a wtedy kwestia ta sama się
rozwiąże”. Inni Żydzi − Jurgens i (frankista)
Zwierzchow-ski przygotowywali grunt, twierdząc,
że naród polski „chcąc dosłużyć się ojczyzny,
wypławić się naprzód musi w krwi własnej
potokach”. (cyt. ZLS − Przyborowski) „Historia…”
T. I str. 189. Gdy już wszystko wrzało, „Czerwoni”
przygotowywali powstanie, Jurgens i Kronenberg
(który wyłożył na ten cel milion złotych rubli)
uspokajali „Białych”, że powstania nie będzie.
Na zebraniu przywódców „Białych”, które
odbyło się zresztą w mieszkaniu Kronenberga,
sam gospodarz zgłosił wniosek, aby w ręce
margrabiego Wielopolskiego wydać wszystkich
sław-nych działaczy „Czerwonych”, dążących do
31
31
walki zbrojnej przeciwko Rosji. Wniosek upadł, ale
doniósł o tym „Czerwonym” sekretarz
Kronenberga, neofita Majewski. Żydzi osiągnęli w
tym momeńcie zamierzony cel − rozbicia w
ostatniej chwili społeczeństwa. „Gdy woda mętna,
wtenczas dobrze ryby łowić” − uczył Frank.
„Czerwoni” działali. Na zjeździe komisarzy
wojewódzkich w Skierniewicach uchwalono
natychmiast rozpocząć powstanie. Głównym
inspiratorem był frankista Józef Piotrowski,
pochodzący z rodziny „tych Żydów, którzy wraz z
Frankiem dla osiągnięcia równouprawnienia
przyjęli powierzchownie tylko chrystianizm i
zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując
zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj żydowski”
(M. Berg „Pamiętniki o polskich spiskach i
powstaniach 1831 − 1862” T. I str. 184).
Jednocześnie neofita Grzegorz Peretz powiadomił
rząd rosyjski o przewidywanym terminie wybuchu.
Na czoło kierowników wysunęli się frankiści i
neofici: Karol Majewski, Józef Piotrowski, a także
Żydzi niechrzczeni. Powstanie oczywiście nie
udało się, a propaganda o szybkiej pomocy Anglii
i Francji była tylko zasłoną dymną, w celu
większego wysiłku i wypławienia „w krwi własnej
potokach”. Do dziś lansuje się legendę, że Żydzi
polscy w powstaniu styczniowym okazali się
lojalnymi obywatelami polskimi. Teza ta nie ma
nic wspólnego z prawdą. Ostatni bohaterski
dyktator Powstania, Romuald Traugut (toczy się
obecnie jego proces beatyfikacyjny) zdradzony
został 10. IV. 1864 roku władzom carskim przez
Żyda Artura Goldmana, pracującego w
skarbowości powstańczej. Żyd Tugendbold
(sekretarz płk. Łapińskiego) zdradził Moskalom
szlaki przerzutowe broni i amunicji zakupywanej w
Anglii przez Rząd Narodowy. Bertold Herman,
szpieg rosyjski, Żyd z Krakowa został
zasztyletowany w Warszawie w Hotelu
Europejskim, gdyż zdemaskowano go jako tego,
który miał wydać cały Rząd Narodowy. Tragiczna
jest rola żandarmerii powstańczej, licznie
obsadzonej przez neofitów − przez jej działalność
po raz pierwszy na zieme polskie wkroczył
terroryzm… Później neofici szpiegowali emigrację
we Francji.
Skutki Powstania Styczniowego były potworne
− do 1866 r. zesłano do Rosji i na Syberię
250.000 ludzi, skonfiskowano resztę tych
majątków, które przetrwały Powstanie
Listopadowe. Polacy, szczególnie na Ukrainie,
Podolu i Wołyniu utracili własność ziemską i
zdeklasowali się. I znów powstało wolne miejsce,
które można było nasycić neofitami.
Kronenberg, który był tak hojny i pełen
inicjatywy, uciekł za granicę, ale … wrócił po roku,
odznaczony został przez władze carskie orderem
św. Włodzimierza i otrzymał dziedziczne
szlachectwo. „Dobrze” się zasłużył. Tymczasem
praca nad zdobyciem Polski nie ustała, przecież
Frank nazwał ją „judzką ziemią”.
Jak ta praca wyglądała, uzmysłowić nam może
„Okólnik kierowników politycznych kół żydowskich
XI.1898 r. do Żydów polskich” (cyt. za L. Viel’em
„Le Juif secretaire” str. 173).
„Bracia i współwyznawcy! Trzeba, aby kraj
został naszem królestwem (…) Starajcie się
potrochu usunąć Polaków ze wszystkich
ważniejszych stanowisk i skupić w waszych
rękach wszystkie nici władzy społecznej.
Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać
się waszą własnością, związek izraelski dostarczy
wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto
na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje
się lepiej, niż przypuścić było można. Dla
doprowadzenia do skutku planu wyrwania
stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi
wielcy i bogatsi zapisali się na znaczne sumy. Da
baron Hirsz, dadzą Rotszyldzi, Bleichroderowie i
Mendelschonowie i inni dadzą (…)”
„Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich
usiłowań, ażeby doprowadzić do skutku to, co
zamierzamy (…)”.
Działania ich były wielostronne. Oprócz
powiększania własności, przenikania do
inteligencji, zakładanych wówczas partii
politycznych i organizacji społecznych, prowadzili
jednocześnie akcję wynaradawiania, potężniejszą
nawet niż sami rozbiorcy.
Oddajmy głos im samym.
Jaffe na wiecu w Poznaniu w 1901 roku
powiedział (cyt. za Biesiadą Literacką, 1901 z 21.
III. str. 259):
„Zwracam uwagę na stanowisko, jakie my
Żydzi zajmujemy na pruskim wschodzie (…) Kiedy
ten kraj przyłączono do Prus, wtedy to ojcowie
nasi przyjęli na swe barki wielką część
kulturalnego dzieła. Jeżeli miasta poznańskie
stały się głównie warowniami niemczyzny, to
właśnie ojcowie nasi spełnili w tym kierunku
dobrą, a może najlepszą część pracy. Tysiącami
polonizowali się chrześcijańscy Niemcy, lecz
żaden Żyd tego nie zrobił i nie zerwał owego
związku z niemiecką ideą”.
„… Stoimy też na szmacie ziemi, którą
pomogliśmy zniemczyć, a na to dziś głównie
kładziemy nacisk…”
Rabin Bloch, poseł w parlamencie austriackim
32
32
mówił o podobnej akcji w zaborze austriackim
(1890):
„Nawet w Polsce, gdzieśmy zostali przyjęci
gościnnie, gdzie królowie i książęta świadczyli
nam łaski i dobrodziejstwa, nie przestaliśmy
wiernie trzymać się niemieckiej mowy. Byliśmy
męczennikami języka Niemców, sprowadziliśmy
na siebie odrazę i niedowierzanie narodów…”
Wolf Żabotyński w Broszurze „Polaki i Jewreje”
Odessa 1921 r. podobnie:
„Żydzi w wielu miastach, gdzie nie ma rdzennej
rosyjskiej ludności, są jedynymi przedstawicielami
rosyjskiej kutury, tj. ściśle mówiąc, wszyscy bez
wyjątku kraj rusyfikują”.
Nic dodać nic ująć. Jest to ocena wstrząsająca,
a wystawili ją sobie sami Żydzi w przekonaniu, że
Polska już się nie odrodzi.
Tymczasem handel żydowski wykazywał już
cechy monopolu, Polacy byli w absolutnej
mniejszości w przemyśle, rzemiośle, i wolnych
zawodach. Ludność żydowska zwiększała się
szybciej, niż polska, powstawało więc pytanie,
kiedy się zrówna ilość Żydów z liczbą Polaków, a
kiedy ich prześcignie.! W 1905 r. wybuchła w
Rosji rewolucja, która objęła swym zasięgiem
również ziemie polskie. Powszechne stało się
dążenie do uzyskania przez Kongresówkę
autonomi. Jednocześnie i Żydzi wysunęli
roszczenia, aby utworzyć prowincję pod nazwą
Judeopolonia, nadając im rozgłos na naradach u
rabina Jcchoka Goldberga w Landwarowie pod
Wilnem w 1905 r.
Rewolucja 1905-1906 upadła. Jej rezultatem
na ziemiach polskich, jak podaje S.Didier („Rola
neofitów w dziejach Polski” str.121) była ruina
własności polskiej:
„Komitet statystyczny miasta Warszawy
wykazał, że wypadki w 1905 r. zburzyły i
zniszczyły w Królestwie około 2,000 mniejszych
zakładów przemysłowych, należących do
Polaków. Cofnięty został o dziesiątki lat wstecz
swojski, dopiero kiełkujący przemysł. Lud roboczy
zubożał. Wielcy kapitaliści żydowscy drwili zaś
sobie z tej „pseudo-antykapitalistycznej rewolucji”.
Ale był to bardzo korzystny grunt pod
przygotowanie Judeopoloni. W 1911 r. poeta i
pisarz Antoni Lange (ojciec znanego ekonomisty
Oskara Lange, Żyd) wydał pracę pod tytułem „O
sprzecznościach sprawy żydowskiej” w której
dowodził, że powinno nastąpić wzajemne
zasymilowanie obu żywiołów − polskiego i
żydowskiego. W ten sposób naród polski stanie
się narodem półsemickim, co przyczynić się miało
do stworzenia nowej rasy, nowego człowieka i
nowego Boga«. Żydzi zaczęli powszechnie żądać
przyznania ich językom (jidysz i hebrajskiemu)
oficjalnego statusu − jako językom urzędowym.
Co to miało oznaczać, nie jest żadną tajemnicą −
otóż kandydaci na wszystkie funkcje publiczne,
urzędy i wszelkiego rodzaju stanowiska, musieliby
posługiwać się biegle w mowie i piśmie wszystkimi
trzema językami (Żydów było wówczas w
Kongresówce 14,64%), co praktycznie potrafili
jedynie Żydzi, a więc oni zostaliby legalnie
warstwą rządzącą, a Polacy zepchnięci zostaliby
w ten sposób do roli „bydła roboczego”.
Tę grę przejrzeli wówczas nawet najwięksi
ówcześni przyjaciele Żydów, przeistaczając się w
ich gorliwych przeciwników − Aleksander
Świętochowski i Andrzej Niemojewski. Wówczas
w 1912 r. Roman Dmowski (wielki patriota Polski)
rzuca słynne hasło „bojkotu ekonomicznego”
Żydów, a jego stronnictwo, Narodowa
Demokracja nawołuje „kupuj u swego”, co zyskało
im wieczny przydomek «antysemitów». Do walki
samoobronnej przystąpił cały naród, czując
śmiertelne zagrożenie. Echo tej sprawy wróciło
już w czasie I wojny światowej, gdy Dmowski
rozmawiał w Ameryce z przedstawicielami
światowego żydostwa − Brandeisem i Frankfurtem
− na temat przyszłości Polski. Żydzi tłumaczyli
Dmowskiemu, że zamiast bojkotu ekonomicznego
woleliby… pogrom ludności żydowskiej! Rozumieli
bowiem dobrze, że bojkot podrywał ich pozycję
ekonomiczną, a pogrom mógł być wykorzystany
jako pretekst do światowego lamentu nad
uciskiem Żydów i mógł przczynić się do ich
znacznego umocnienia się. Oczywiście polski
ruch narodowy był antyżydowski, ale nie był
wytworem rasistowskich urojeń, walka
ekonomiczna z Żydami była po prostu
nieuchronną polityczną koniecznoścą, ale nigdy
nie zeszła na pozycję eksterminacyjne czy
ludobójcze.
Próby budowy Judeopolonii
Tymczasem rozpoczęła się I wojna światowa,
wymarzona przez Mickiewicza wojna narodów,
która miała przynieść Polsce niepodległość. Nie
ustały jednocześnie plany żydowskie utworzenia
Judeopolonii. Karol Kautsky, słynny żydowski
ekonomista − marksista wydał na początku wojny
w Berlinie pracę „Rasse und Judentum” (Rasa i
żydostwo), w której oficjalnie zaproponował
utworzenie niedużej Judeopoloni pod opieką
Niemiec. W tym samym czasie Rotterdamie 80
rabinów wystąpiło z odezwą, w której twierdzli:
33
33
„Niemcy są prawdziwą twierdzą judaizmu.
Jeżeli będą one rozbite i zruinowane pod
względem ekonomicznym, w takim razie żydostwo
międzynarodowe straci to, co zdobyło w ciągu
całego stulecia”. (cyt. za: Feliks Koneczny
„Cywilizacja żydowska” Londyn str. 354).
Żydzi z całą mocą poparli państwa centralne,
przede wszystkim Niemcy, natomiast Polacy
opowiedzieli się po stronie państw alianckich
{Entanty} rozumiejąc, że podstawowym
warunkiem odzyskania niepodległości jest rozbicie
potęgi Niemiec. Z tego powodu sprzeciwili się
stanowczo dążeniom Polski do odzyskania
wolności, początkowo była to akcja
propagandowa w światowej prasie żydowskiej i
przez Żydów kontrolowanej, później konkretna
akcja polityczna (na Konferencji Pokojowej w
Wersalu w 1919 r.).
22. XI. 1915 r. „Jewrejskaja Ziźń” nr. 21 pisała:
„… Nie możemy sobie wyobrazić większego
nieszczęścia dla Żydów i całej Europy nad
niekontrolowaną przez nikogo gospodarką
Polaków gdziekolwiek w czasie najbliższym.
Uznajemy zasadę samodzielności narodów.
Wszelako niepodległość Polski byłaby jaskrawym
naruszeniem tej idei…”
„Lecte Najer” z VI.1918 wychodząca w Wilnie:
„… Gdyby była mowa o zmianie granic, to
moglibyśmy się zgodzić na rozmaite rozwiązanie,
byle nie polskie. Gdyby wystąpiła tendencja
oddania Wilna Polsce, wówczas musielibyśmy
zmobilizować całe żydostwo do obrony naszej
Jerozolimy…”
Nawet wówczas, gdy Żydzi zdecydowanie,
jawnie i solidarnie walczyli przeciwko
odbudowaniu Polski, Polacy występowali
pojednawczo, spokojnie, prosząco…
Przykładem tego stanowiska może być np.
artykuł − A. Chołoniewskiego w „Głosie Narodu”
(nr. 227-8 ,XII 1918 r.)
„… tym sposobem fakt, żeśmy w ciągu stuleci
pogodzili się z Żydami humanitarnie, że nie
paliliśmy ich na stosach i nie wypędzaliśmy ich,
jak to czyniły inne narody, a co umożliwiło im
liczniejsze osiedlanie się w naszym kraju, ten fakt
miałby się teraz przeciwko nam zwrócić…”
Sprawa żydowska w Polsce była też rozumiana
poza nią, choć rzadko ukazywały się takie artykuły,
jak np. ten („Victoire” marzec 1919) podpisany
przez Gustawa Herve: … syjoniści w Paryżu
upominają się dla Żydów polskich o to żeby
Polacy uznali ich za narodowość odrębną i żeby
Żydzi w tym charakterze utworzyli coś w rodzaju
państwa w państwie, państwa żydowskiego w
państwie polskim, państwa żydowskiego ze swoim
językiem żargonowym, nauką w żargonie,
państwem przemawiającym w imieniu dwu
milionów Żydów, mieszkających wśród 25
milionów Polaków. Niechże Żydzi pozwolą
Francuzowi − namiętnemu filosemicie −
przestrzec ich, że nie ma w Europie ani jednego
narodu i ani we Francji, ani w Anglii, ani w
Niemczech, któryby przyjął to, czego oni żądają
od Polski…”
Tak, chodziło o budowę Judeopolonii, której
kierownictwo skupione byłoby w rękach Żydów. A
znane było przecież stanowisko Żydów względem
Polski i Polaków w czasie wojny. Znane było
również ich stanowisko wobec Niemców. Adam
Cho-łoniewski tak je scharakteryzowal („Głos
Narodu” nr 227-8, XII 1918 r.) „… pobyt
niemieckich hord w Polsce stał się jednem
nieustannem pasmem gwałtów i zniszczenia.
Zburzono i zrównano z ziemią fabryki. Z dymem
puszczano kościoły, dwory i pałace. Spalono
tysiące siół. Rabowano i kradziono. Nimieccy
oficerowie, jak pospolici złodzieje, kobietom
polskim zdzierali z palców pierścionki. Szerzono
mord i pożogę. Wieszano i rozstrzeliwano.
Dziesiątki tysięcy Polaków szły do straszliwych
obozów koncentracyjnych, gdzie wśród
nieopisanych cierpień nie zabrakło wybitnych
polityków i pisarzy. Z rąk niemieckich nie
ucierpiała nic tylko jedna kategoria mieszkańców
Polski: Żydzi. To byli „swoi”, którzy z radością
wybiegali przeciwko zwycięzcy i tysiącem cennych
usług umieli uczynić się potrzebnymi (…) Znacząc
drogę swego pochodu lasem szubienic, na
których zawisły tysiące Polaków, dotarła armia
austroniemiecka w lipcu 1915 r. do Lwowa. W
ulice miasta wjechał triumfalnie Fryderyk
Habsburg. Wielotysięcznym szpalerem głów i
olbrzymim pod niebo bijącem „hosanna” witało
żydostwo Lwowa zasypując kwiatami automobil, w
którym przybywał wróg i kat Polski…”
Tymczasem w grudniu 1918 r. rozpoczął się
Kongres Wersalski, który miał zadecydować
ostatecznie o politycznej przyszłości ziem
polskich, Roman Dmowski tak scharakteryzował
panującą na nim atmosferę: „kahał zapanował na
konferencji”.
Jednocześnie Żydzi rozpoczęli fantastyczną
kampanię prasową przeciwko Polsce. Oskarżali
nas o najbardziej potworne zbrodnie, o masowe
pogromy ludności żydowskiej, o rzezie ko-biet i
dzieci, organizowali w Europie wiece i
demonstracje w obronie rzekomo uciskanych
Żydów, nie cofając się przed najbardziej
34
34
niedorzecznymi zarzutami. Wszystko to było
patrzebne, aby wywrzeć nacisk na wyniki
Konferencji Wersalskiej i ujarzmić Polskę
politycznie.
Aby oddać atmosferę tamtych wydarzeń,
wystarczy przytoczyć ówczesne publikacje
prasowe. W „Gazecie Niedzielnej” nr. 39 z 1919
roku ukazała się korespondencja J. A. Danielaka
z Trenton (USA): „… Co się tyczy Żydów, to
wszyscy byli za Niemcami, a nawet teraz, kiedy
Polska na Kongresie Pokojowym potrzebowała
sympatii innych narodów, a zwłaszcza sym-patii
naszego amerykańskiego narodu, to Żydzi
wytężyli wszy-stkie swoje siły w Ameryce, aby
Niemcom dopomóc a Polsce zaszkodzić. Nosili w
pochodach tablice z napisami, że Polska Żydom
się należy, a nie Polakom, bo Polacy nie umieją
sie rządzić, źe w Polsce jest anarchia i są wielkie
pogromy niewinnych Żydów, że Polacy morduja
nielitościwie, rabują ich sklepy, bezczeszczą ich
żony i córki, zabijają dzieci i starców, że Polacy
więcej się na nich zbrodni w Polsce dopuścili,
aniżeli Niemcy w czasie tej wielkiej wojny na
wszystkich ludach przez siebie podbitych.
Po takich pochodach zbierali się w wielkich
salach na wiece, na które każdy mógł iść. A co się
tyczy Amerykanów, to bardzo ich nawet
zapraszali, aby wysłuchali ich rabinów i innych
mówców, którzy potępiali Polaków − zbrodniarzy.
Mieli na takich wiecach wynajęte Żydówki −
płaczki, które w czasie głoszonych mów
wybuchały wielkim płaczem nad pomordowanymi
przez gojów Żydami, tak, że i niektórzy naiwni
Amerykanie z rozczulenia często się popłakali. A
w końcu wieców uchwalali rezolucje, potępiające
Polaków i takową posyłali do rządu
amerykańskiego i na Konferencję Pokojową, aby
w najważniejszej chwili dla narodu polskiego
zaszkodzić mu w odebraniu polskich ziem,
zrabowanych w dawniejszych czasach przez
Niemców…”
Jeszcze lepiej scharakteryzowała to „Zgoda”
wychodząca w Chicago, z dnia 7. VIII. 1919 r.
„… Nawet piekło nie mogłoby się zdobyć na
bardziej zaciętego, nienawistnego i bardziej
nieubłaganego wroga, jakim jest Żyd dla Polski…”
W Wersalu jednak, dzięki konsekwentnej,
logicznej i patriotycznej polityce prowadzonej przez
Romana Dmowskiego i Igna-cego Paderewskiego,
delegatów z ramienia Polski, nie doszło do
utworzenia Judeopoloni. Ale narzucono Polsce
tzw. „traktat” o mniejszościach, przyznający
Żydom specjalne prawa i możliwość ingerencji
państw zachodnich w sprawy wewnętrzne
naszego kraju. Był to traktat jednostronny, nie
obowiązujący ani w USA, ani we Francji, ani w W.
Brytani, ani w Niemczech. Nie można było jego
mocą objąć ludności polskiej, zamieszkałej w
Niemczech, chociaż to też była mniejszość. Po
latach, żargonowa gazeta żydowska „Hajnt” z 23.
XI. 1928 r. nr. 274 wydawana przez ojca
późniejszego kata Polski Jakuba Bermana)
oceniła ten fakt następująco:
„… Otóż w tej właśnie sprawie Żydom wypadło,
ma się rozumieć, tylko instyktownie, zupełnie
nieświadomie, uczynić „kawał” żydowski (…)
„Kawałów żydowskich” było na świecie bardzo,
bardzo dużo, poczynając od „Dziesięciu”
przykazań naszego nauczyciela Mojżesza, a
kończąc kawałami czasów naszych.
„… Myśmy − jak mam to rzec? −
podpowiedzieli światu interpretację, która była
bardziej odpowiednia do naszych potrzeb. Myśmy
wnieśli różnicę między „narodem” a „państwem”,
prawie żeśmy niejako te dwa pojęcia sobie
przeciwstawili…”
Zupełnie inaczej oceniła to niezależna prasa
francuska. „La Libre Parole” z dn. 31. VII. 1919 r.
tak skomentowała narzucony Polsce traktat o
mniejszościach: „… Władza tajemna rzą-dząca
Ligą Narodów, nie zwróciwszy uwagi gapiów i nie
wzruszywszy nicponiów, narzuciła Polsce ciężkie
brzemię pomocy dla szczęścia i bezpieczeństwa
3,000,000 mil. pasożytów, toczących jej organizm
wyczerpany (…) popierając nad Wisłą separatyzm
i nacjonalizm żydowski, kierownicy z Londynu i
Nowego Jorku tak właśnie postępują, aby
zabezpieczyć swe kraje od napływu żydostwa
(…)”
W dalszym ciągu trwały oskarżenia przeciwko
Polsce w prasie żydowskiej. „L’Humanite”,
wówczas organ masonerii (dziś dziennik
Francuskiej Partii Komunistycznej), w dniu 6. IX.
1919 roku zamieścił „apel do ludzkości” w którym
między innymi czytamy:
„… Okropne wydarzenia w Pińsku, Lidzie i
Wilnie dodały do roczników tragicznych historii
żydowskiej jeszcze jedną stronicę pełną łez i
krwi…”
Tego było już za dużo. W „Gazecie
Warszawskiej” nr. 284 z 17. X. 1919 roku
wydrukowana została odpowiedź Władysława
Reymonta, której „L’Humanite” na swych łamach
umieścić nie chciało:
„Żydzi wytoczyli kampanię prasową przeciwko
H. Gibsonowi, posłowi Stanów Zjednoczonych w
Polsce, oskarżając go jako antysemitę za to, że
podpisał razem z płk. Walterem C. Bailey’em,
naczelnikiem amerykańskiej misji Czerwonego
Krzyża w Polsce, oraz z dr. Borysem Bogenem,
35
35
tłumaczem, raport adresowany z Wilna do rządu
Stanów Zjednoczonych, zawierający następujące
ustępy:
1.) „Dnia 5 maja nie było w Wilnie
rozruchów antysemickich, wbrew
wiadomościom, pochodzącym z Kowna, w
niedzielę Wielkanocną, gdy wojsko polskie
wkroczyło do miasta, poległa pewna ilość
Żydów, bądź to podczas walk ulicznych, bądź
też wskutek tego, że wielu żołnierzy padło od
strzałów, które były dane z domów
zamieszkanych wyłącznie przez Żydów”.
3.) „Od czasu zajęcia miasta przez Polaków
nic się tu nie wydarzyło nigdy takiego, coby
bodaj z daleka mogło się wydawać
pogromem, ani nawet nic takiego, coby było
podobne do mordu popeł-nionego z
premedytacją…”
O tych samych wydarzeniach w Wilnie pisał J.
Piłsudski do Ignacego Paderewskiego wiosną
1919 roku (cyt. za: Leon Wasilewski „Józef
Piłsudski, jakim go znałem” str. 182):
„Gdym na drugi dzień świąt przyjechał do
Wilna, przez parę dni widziałem całe miasto
płaczące ze wzruszenia i radości (…). Znacznie
gorzej było z Żydami, którzy przy panowaniu −
bolszewickiem byli warstwą rządzącą. Z wielkim
trudem wstrzymywałem pogrom, który wisiał w
powietrzu, z powodu tego, że ludność cywilna
żydowska strzelała z okien i dachów i rzucała z
tamtąd granaty ręczne”.
Antypolska kampania w prasie kontrolowanej
przez Żydów wywołała w końcu ostre wystąpienie
samych Polaków. Oto „List otwarty do narodów
koalicji w sprawie polskiej”, wydrukowany przez
wszystkie pisma polskie w dniu 28 IX 1919 roku:
„W sprawie rzekomych w polsce »pogromów«
ograniczymy się do sprostowania dwu faktów
najgłośniejszych:
1.) Po oswobodzeniu Wilna gruchnęła po
prasie niemieckiej wiadomość, że w Wilnie 5
maja wojska polskie urządziły pogrom,
którego ofiarą padło 2,000 tys. Żydów. Faktem
jest stwierdzonym w „New York Herald”
(wydanie paryskie) przez amerykańskiego
korespondenta, który był w dniu tym w Wilnie,
że ani wówczas, ani w ogóle nie było w Wilnie
wcale pogromu (…) Takich fikcji
pogromowych stworzono cały szereg…
2.) W osławionym »pogromie lwowskim«,
który Żydzi przedstawili światu jako potworną
masakrę bezbronnych tłumów (przemil-czając
jednocześnie masowe naprawdę rzezie Żydów
na Ukrainie), faktycznie Żydzi byli uzbrojeni i
strzelali do wojska polskiego (…)
Faktem jest, że Żydzi w ciągu wieków
prześladowani i wypędzani z różnych państw
Europy, znajdowali jedynie niemal bezpieczne
schronienie w Polsce. Czy słuszną tedy jest
rzeczą, by ci, co przez swoją nietolerancję Żydów
się wyzbyli, dziś rozciągali swoją kontrolę nad
stopniem tolerancji tych, co im dali u siebie
przytułek? (…)
List podpisali prawie wszyscy rektorzy
uniwersytetów polskich, redaktorzy pism, oraz
liczni politycy i działacze społeczni.
„Zbrodnicze Plemię” − Autor, Jan Polak.
Wrocław − Warszawa.
___________________
POCZĄTKI OSIEDLANIA SIĘ ŻYDÓW W
POLSCE
Handlarze niewolników
W okresie, gdy rządzili w Polsce Sasi,
dokonała się w życiu wewnętrznym Polski
przemiana, współcześnie nie zauważona, ale
która na dalsze życie Polski wywarła niemały
wpływ, mianowicie ugruntowanie się roli Żydów.
Żydzi obecni byli w Polsce mniej więcej od
początku jej dzie-jów. Zdaje się, że zjawiali się −
jako handlarze niewolników − już w Polsce
pogańskiej, Mieszko Stary w XII wieku używał
Żydów jako pracowników w mennicy i wydawał
pieniądze (brak-teaty) z napisami w hebrajskim
alfabecie. Od rozmaitych władców Polski lub
polskich dzielnic (a także i Litwy), otrzymywali
Żydzi w różnych czasach przywileje, dzięki którym
mogli się w Polsce (i na Litwie) osiedlać i
zdobywać sobie pozycję gospodarczą, czasem
nawet znaczną. Okolicznością, która ułatwiła
wyrośnięcie w Polsce dużej społeczności
żydowskiej, był polski duch tolerancji: pozwalano
w Polsce Żydom się osiedlać nie tylko z powodów
gospodarczych, ale także i dlatego, że chciano ich
uratować przed prześladowaniami w innych
krajach. Tak jak wyznawcom rozmaitych sekt
protestanckich, tak i Żydom udzielano w Polsce
gościny, bo chciano im przyjść z pomocą jako
ludziom cierpiącym prześladowanie. Przybywali oni
do Pol-ski w wielkich masach zwłaszcza w wieku
XVI i XVII. Stopniowo, na okres kilku stuleci,
Polska stała się głównym skupieniem żydowskim
w świecie i miejscem przetrwania żydowskiej
kultury. Zastąpiła w tym Hiszpanię, która w
średniowieczu aż po wiek XV tę rolę spełniała, ale
36
36
skąd w roku 1492 Żydzi zostali wygnani. O ile
Hiszpania wydała takie żydowskie postacie jak
filozof Majmonides (1135-1204), o tyle na ziemi
polskiej narodził się i rozrósł, prócz zjawienia się
szeregu wybitnych przywódców talmudycznych,
taki prąd religijny i filozoficzny jak chasydyzm
(jego nowoczesnym przedstawicielem jest
lwowianin Marcin Buber, profesor uniwersytetów
berlińskiego i jerozolimskiego). Także i syjonizm,
choć zrodzony nie w Polsce, miał w niej później
główną podstawę ludnościową i wydał liczną
grupę przywódców, w Polsce urodzonych, takich
jak np. Chaim Weizman, długoletni prezes
światowej organizacji syjonistycznej i pierwszy
prezydent republiki izraelskiej, urodzony w Motolu
pod Pińskiem.
Główna masa Żydów przybyła do Polski z
Niemiec. Żydzi w Polsce w średniowieczu
posługiwali się językiem polskim. Ale później,
Żydzi niemieccy przywieźli do Polski mowę swoją,
tak zwany „jidysz” (dawniej nazywany w Polsce
„żargonem”), będący dialektem niemieckim,
pisanym hebrajskimi literami. Był to język nie tylko
potoczny, ale i literacki Żydów w Polsce do mniej
więcej połowy XX wieku, a w niektórych krajach,
np. w skupieniach żydowskich w Stanach
Zjednoczonych, używany jest po dziś dzień.
W osiemnastym wieku, a zwłaszcza w czasach
saskich, Żydzi stali się w Polsce ogromną potęgą,
zwłaszcza gospodarczą, lecz także i polityczną.
Polscy historycy jakoś nie zainteresowali się
historią Żydów w Polsce; żaden z wybitniejszych,
polskich badaczy historycznych nie badał
archiwów instytucji żydowskich w Polsce (w
języku hebrajskim i „jidysz”), mimo że z
pewnością zawierały one wiele wiadomości,
dotyczących stosunków w Polsce, np. popierania
lub zwalczania interwencją żydowską, często przy
pomocy łapówek, takich czy innych decyzji
państwowych polskich. Dzisiaj archiwa te po
większej części już nie istnieją: Jeśli coś o ich
treści wiemy − to głównie dzięki dociekaniom
historyków żydowskich, którzy je badali. Należą
do nich zwłaszcza H.Graetz („Geschichte der
Juden”) i Dubnow („History of the Jews in Russia
and Poland”).
Żydzi stali się w Polsce wielką potęgą
gospodarczą. Wynikło to stąd, że w dużym
stopniu zajęli miejsce mieszczan. Polityka
szlachecka, także i magnacka, od dawna
ograniczała uprawnienia gospodarcze mieszczan,
utrudniając operacje handlowe mieszczańskie, a
zwłaszcza prowadzony przez mieszczan handel
zagraniczny. Miasta polskie już od dłuższego czasu
staczały się ku gospodarczej ruinie. W mniejszych
miastach mieszkańcy po prostu schłopieli: w
coraz większym stopniu zaczynali żyć z rolnictwa,
z uprawiania przylegającej do miasta ziemi.
(Oczywiście, żyli także i z rzemiosła, ale rzemiosła
małej, nie przemysłowej skali.) W większych
miastach zakazy sprawiały, że nie mogły tam
wyrosnąć większe fortuny handlowe. Natomiast
szlachta korzystała z przywileju sprowadzania
towarów zagranicznych na własne potrzeby bez
cła. Ale sama prowadzić handlu nie mogła i nie
umiała. Posługiwała się, jako swoimi agentami,
Żydami. A Żydzi tymi ograniczeniami co
mieszczanie nie byli objęci. „Każdy szlachcic ma
swojego Żyda” − mówił zwrot przysłowiowy:
„Domami magnackimi rządzą Żydzi” − cytuje
Konopczyński opinię Fyderyka Wielkiego o
Polsce:
Pisałem przed laty, że w omawianych tu
czasach wytworzyła się w Polsce „swoista
symbioza szlachecko-żydowska, w której stroną,
mającą prawa formalne była szlachta, lecz stroną
inspirującą sposób korzystania z tych praw byli
Żydzi”.
Stopniowo zaczęły wyrastać wielkie majątki
żydowskie, dzięki poparciu szlacheckiemu, a
zwłaszcza magnackiemu. Żydzi stali się w Polsce
wielką potęgą gospodarczą, zajmując to miejsce,
jakie w innych krajach zajmowali mieszczanie.
Zdobyli sobie w Polsce wielkie przywileje.
Posiadali w Polsce rozległy samorząd. Składał się
on z kahałów (gmin żydowskich) oraz z
organizacji ogólnokrajowej w postaci „sejmu
żydowskiego”, czyli „waadu”, osobnego w Koronie
i osobnego w Litwie, który załatwiał sprawy
wspólne całej społeczności żydowskiej, a więc
kultu religijnego, dobroczynności, oświaty, spraw
gospodarczych (np. prawa o procentach i prawa o
upadłościach), sporów między kahałami, oraz miał
władzę sądową, a także reprezentował ogół
Żydów wobec państwa polskiego. Żydzi sądzeni
byli w sprawach cywilnych i karnych przez sądy
żydowskie (chyba, że chodziło o spór Żyda z
Polakiem). Podatków − zwanych pogłównym i
podymnym − nie wpłacali wprost do urzędów
polskich: naznaczane one były ryczałtowo na całą
ludność żydowską w Polsce, a uiszczał je wobec
władz polskich waad, który rozkładał je między
ludność żydowską i kontrolował ich pobór przez
kahały. Dawało to waadowi i w ogóle
samorządowi żydowskiemu wielką niezależność −
i uniemożliwiało ingerencję władz polskich w
wewnętrzne sprawy żydowskie.
Szczególną funkcją kahałów i waadu było
37
37
udzielanie przez nie tak zwanej „chazaki”. Polacy
o chazace nie wiedzieli. Był to monopol
eksploatowania poszczególnych Polaków, lub
polskich instytucji (np. klasztorów), udzielany
(sprzedawany) przez samorząd żydowski
poszczególnym Żydom. Jeśli chazaka na takiego
a takiego Polaka udzielona była przez kahał, lub
waad określonemu Żydowi, żaden inny Żyd nie
miał prawa handlowania i prowadzenia interesów
z tym Polakiem; dany Żyd np. oferował temu
Polakowi szczególnie niską cenę za jego wytwory
(zboże, bydło itd.), ale żaden inny Żyd nie miał
prawa zaproponować mu ceny wyższej lub nawet
takiej samej.
Przy kahałach znajdowali się specjalni
urzędnicy, tak zwani „sztadlanowie”, których
zadaniem było utrzymywanie stosunków z
polskimi dygnitarzami, a także sejmikami i
sejmami i załatwianie interesów społeczności
żydowskiej, zwykle przy pomocy „podarunków”, to
znaczy łapówek.
Mieszczanie nie mieli takiej jak Żydzi
organizacji ogólnokrajowej; stanu
zorganizowanego, obejmującego cały kraj, po
pro-stu nie tworzyli. Pruski badacz polskich spraw
wewnętrznych, który jako młody człowiek pisał o
tych sprawach na podstawie danych pruskich
(później jako marszałek w wojsku pruskim, był
zwycięzcą w wojnie Prus z Francją w latach 1870-
71), Helmuth von Moltke, napisał w roku 1832, że
w przedrozbiorowej Polsce „Żydzi stanowili obok
szlachty najbardziej powa-żany i najbardziej
pływowy stan w kraju”. Sam H. Graetz − żydowski
historyk − napisał, że samorząd żydowski
w Polsce stanowił „państwo w państwie”.
Potęga samorządu żydowskiego w Polsce
przyczyniła się w wysokim stopniu do
zdezorganizowania polskiego aparatu
państwowego, a więc do osłabienia Polski w
przededniu rozbiorów. Żydzi w Polsce nie tylko
dbali o interesy bezpośrednie swojej społeczności,
ale także usiłowali osiągnąć daleko idące cele
polityczne. Na przykład „dwaj Żydzi nadworni” −
Augusta Mocnego − Lehman i Meyer, w roku
1721 zakręcili się między Dreznem i Berlinem,
obwożąc augustowski plan rozbioru Polski; już
była na to zgoda saska, zgoda pruska, podobno
też i cesarzowa Karolowa (…austriacka) maczała
w tym ręce. Oparł się znów sam jeden protektor
Rzeczypospolitej, Piotr Wielki, gło-sząc, że cały
plan przeciwny jest Bogu, sumieniu i uczciwości.
Poczem zaraz (…) odsłonił car intrygę
niemiecko−żydowską Polakom. (Władysław
Konopczyński „Fryderyk Wielki a Polska”).
− „Czyż dziwna, że po takich doświadczeniach
nie tylko zdrajcy magnaci, ale i setki przeciętnie
uczciwej, a ciemnej jak noc szlachty uznały w
carze opiekuna wolności i całości Polski, skoro ów
mógł nas zdusić i ograbić, a nie uczynił tego sam i
przeniewierczego króla od tego powstrzymał”.
Konopczyński pisze dalej, że w przededniu swojej
elekcji w 1697 roku, August Mocny „zadłużył się u
nadwornego Żyda Bernarda Lehmanna, a później
był już od niego uzależniony”.
Żydzi odegrali ogromną rolę w operacji
finansowej króla pruskiego Fryderyka II
(Wielkiego) fałszowania polskich pieniędzy.
Fryderyk Wielki wszedł w zdobytej przez siebie na
pewien czas Saksonii w posiadanie stempli
mennicy królewskiej polskiej, „gdzie August III i
Bruhl fabrykowali od kilku lat nielegalnie i niezbyt
rzetelnie − polskie tynfy, szóstki i trojaki”
(Konopczyński). Przy pomocy tych stempli król
Fryderyk zaczął wyrabiać polskie monety,
wyglądające jak prawdziwe, lecz zawierające
zmniejszoną ilość szlachetnego kruszcu. Te
fałszywe monety przemycał potem do Polski,
wymieniając na prawdziwe. Jak bezprzykładnym
to było bezprawiem i pogwałceniem przyjętej
powszechnie etyki postępowania
międzynarodowego, możemy zrozumieć
wyobrażając sobie, jakby to było, gdyby dzisiaj np.
Niemcy, lub Anglia lub Francja zaczęły
fabrykować w swoich zakładach drukarskich i
rzucać na rynek międzynarodowy, fałszywe
amerykańskie dolary. Konopczyński pisze o tym
procederze:
„W lipcu (1753) roku zawarto kontrakty z
Żydami Efraimem i Francklem o prowadzenie
mennic we Wrocławiu, Aurich i Kliwii, w kwietniu
1755 roku umowy z Mojżeszem i Abrahamem
Francklami w sprawie dostawy srebra do
mennic, po czym wkrótce zaczęto bić w Królewcu
i Wrocławiu tynfy siódmej próby, wartości ledwo
pół − pięta trojaka, gorsze od saskich i
brandeburskich o 33 procent. W październiku
tegoż roku kontrakt z paru dalszymi spółkami
żydowskimi pod firmą Moses Gumpertz et
consortes, Moses Isaac und Daniel Itzig.
Nazwiska firmantów mówią jasno, jaki to gatunek
ludzi miał ściągać kruszce z zagranicy, a
rozmieszczenie mennic wskazuje kierunki
eksportu. Ze strony rządu pruskiego firmował
umowy nikt mniejszy, jak (…) Jan Filip Graumann,
naczelny dyrektor mennic państwowych. (…) W
krytycznym wrześniu 1757 roku Fryderyk
zdecydował się bić pieniądz dla zagranicy poniżej
50 procent nominalnej ceny. Później, do roku 1760
38
38
wybijano z grzywny srebra zamiast normalnych 12
− 13 talarów − 19, 20, 31, 33, na koniec 40
talarów.
Zarazę ekonomiczną szeroko roznosili po
Polsce ajenci (żydowscy) których głównym zresztą
zadaniem było ściągnięcie dobrej, starej monety
do Prus (…) Pod patronatem Reimera w Gdańsku
operowali królewsko − pruscy Schutzjuden
(Żydzi pod ochroną) Aleksander Moses i Moses
Pinkus Schlesinger. (…) Ten nordycko-semicki
polip o niezliczonych główkach i mackach
dostarczył skarbowi Fryderyka 20 milionów
talarów, tyle samo, ile wpłacił sprzymierzeniec Pitt
Starszy − a ile wyssano z Polski, jak zrujnowano
wszystkie warstwy ludności (boć zarabiali i
przedsiębiorcy, i pośrednicy, i różni miłośnicy
fałszer-stwa), o tym w przybliżeniu tylko napisał w
Pamiętnikach ostatni król polski: że strata
społeczna wyniosła 200.000.000 złotych (25
milionów talarów)” (Konopczyński). Była to na owe
czasy suma olbrzymia. Dodać należy, że świat
ówczesny wiedział o machinacji fałszerskiej
Fryderyka Wielkiego, choć jej nie pochwalał.
Znajomość tego faktu stwierdziła także i
cesarzowa rosyjska, Katarzyna, mówiąc do
Diderota, który wspomniał z odrazą o Fryderyku
jako fałszerzu pieniędzy: „Ach, i ja dostałam sporo
tych falsyfikatów”.
Konopczyński oblicza na innym miejscu, że
Polska straciła na operacjach fałszerskich
Fryderyka Wielkiego, bezpośrednio i pośrednio,
wcześniej i później 200.000.000 milionów złotych
polskich. „Za takie pieniądze − dodaje − można
było utrzymać przez dwa lata sześćdziesiąt
tysięcy doborowego wojska, i podyktować taki lub
inny pokój Europie”.
Tak więc operacje fałszerskie przeprowadził
Fryderyk Wielki i rząd pruski. Ale uczestniczyła w
tych operacjach społeczność żydowska w Polsce,
zajmując się rozprowadzaniem fałszywej monety
po Polsce.
Potęga żydowska w Polsce pod rządami
saskimi stała się tak wielka, że wzbudziło to
zaniepokojenie także i poza Polską. Papież
Benedykt XIV wydał w dniu 14 czerwca 1751
roku, czyli na 12 lat przed śmiercią króla Augusta
III Sasa, a na 21 lat przed pierwszym rozbiorem
Polski, encyklikę, zwaną od pierwszych słów „A
quo primum”, zwróconą do „Prymasa, arcybiskupów
i biskupów Królestwa Polskiego”, wzywającą
ich do przedsięwzięcia kroków, zmierzających do
zmniejszenia ucisku ubogich Polaków przez
bogatych Żydów, oraz położenia tamy
nienaturalnie wielkiemu wpływowi politycznemu
Żydów na życie polskiego państwa.
Później, w okresie zaborów, Żydzi w Polsce
byli narzędziem państw zaborczych, używanym
przez nie dla przeciwstawienia się polskości.
Szczególnie w większych miastach skupiona została
pod rządami zaborczymi tak liczna masa
żydowskiej ludności, że polskość tych miast
zaczęła się znajdować pod znakiem zapytania.
W Warszawie, stolicy Polski, w roku 1781, a
więc jeszcze w Polsce niepodległej, Żydzi
stanowili 4 i pół procent ludności. Ale w roku
1810, po 12 latach rządów pruskich i tylko 3
latach wznowionej polskiej wolności (w Księstwie
Warszawskim było ich już w Warszawie 14
procent. Pod rządami rosyjskimi, w latach 1859,
1882 i 1897, czyli po 28, 51 i 66 latach rządów
rosyjskich, ludność żydowska w Warszawie
wynosiła 24,3 proc., 33,4 proc. i 33 proc. Nawet w
roku 1931, po 13 latach niepodległości Polski,
spis ludności wykazał 30 proc. Żydów, czyli blisko
jedną trzecią ogółu ludności. W drugim co do
wielkości polskim mieście, Łodzi, było 5,7 proc.
Żydów w roku 1793, w przedrozbiorowej Polsce
niepodległej, ale pod rządami rosyjskimi w roku
1856, 1897 i 1910 − 12,2, 31,8 i 40,7 procent.
Nawet w Polsce odrodzonej, w roku 1931, Łódź
miała ich wciąż jeszcze 35 proc. Miasta takie jak
Białystok i Pińsk miały w chwili odzyskania przez
Polskę niepodległości żydowską większość. W
Wilnie, wedle rosyjskiego spisu ludności z roku
1897, Żydzi stanowili 45 proc. Obok nich było
wtedy w Wilnie 54,6 proc. chrześcijan, w
przytłaczającej większości katolików − Polaków.
Wedle spisu z roku 1931 miasto Wilno miało 28
proc. Żydów, 66 proc. Polaków (65 proc.
katolików), 0,81 proc. Litwinów, oraz 4 proc.
Rosjan, Białorusinów i innych).
W ostatnich przed upadkiem rosyjskiego
caratu wyborach w roku 1912 do dumy
(rosyjskiego parlamentu) w Warszawie i w Łodzi,
dwóch największych polskich miastach, wybrani
zostali głosami żydowskimi, wespół z niewielką
ilością głosów polskich, posłowie, którzy nie
należeli w Dumie do Koła Polskiego, ale do
stronnictw rosyjskich.
W Warszawie obrany został polski komunista
Jagiełło, który w Dumie należał do rosyjskiego
połączonego stronnictwa bolszewików i
minszewików. W łodzi obrany został żydowski
liberał, Żyd o języku ojczystym jidysz, dr Bomasz,
który w Dumie należał do rosyjskiego liberalnego
stronnictwa „kadetów” {kon-stytucyjnych
demokratów}. Tym właśnie sposobem wybory te
zademonstrowały, że Warszawa i Łódź nie są już
39
39
politycznie miastami polskimi, lecz są organiczną
częścią imperium rosyjskiego.
To polska Żydówka, działaczka SocjalDemokracji
Królestwa Polskiego i Litwy, Róża
Luksemburg (później działaczka rewolucyjna w
Niemczech, zamordowana w roku 1919 przez
bojówkę nacjonalistyczną niemiecką) wystąpiła z
programem, że Polski niepodległej ma w ogóle
nie być i że Polacy powinni się zlać z Rosjanami
oraz Niemcami.
Duży odłam Żydów polskich sprzeciwiał się
odbudowaniu niepodległej Polski w latach 1918 − 19.
Gwałtowną akcję prze-ciwpolską prowadziły
żydowskie grupy nacisku w czasie rokowań
wersalskich. Autorem tak zwanej „linii Curzona”,
która miała odciąć od Polski − i ostatecznie odcięła −
Lwów i Wilno, był polski Żyd Ludwik BernsteinNamierowski,
znany w Anglii jako Louis Namier, syn
żydowsko-ziemiańskiej rodziny w Polsce, w czasie
wojny doradca rządu brytyjskiego w sprawach
wschodnio-europejskich, a nienawistny wróg Polski.
„Tysiąc Lat Historii Polskiego Narodu” −
Jędrzej Giertych. Londyn 1986 r.
____________________
W OBRONIE MOJEGO KRAJU
Przedstawiam kilka najbardziej istotnych
cytatów z książki pt. „In Defence of my
Country” (autor Jędrzej Giertych 1981 r.), a
dotyczące sprawy żydowskiej.
List pasterski Arcybiskupa Andrzeja
Szeptyckiego, Metropolity Halickiego, Arcybiskupa
Lwowskiego, który został ogło-szony na Ukrainie
w 1940 roku i dotyczył ogromnego zagro-żenia dla
całej Europy, ze strony polskiego żydostwa.
Arcybiskup pisze w tym dokumencie, „że
semici z Polski są najbardziej niebezpieczni, i
w odróżnieniu od Żydów z innych krajów
Europejskich, powinni być w pierwszej
kolejności unicestwieni”.
Należy też nadmienić (jak pisze J. Giertych),
że Arcybiskup był zwolennikiem Adolfa Hitlera; w
grudniu 1941 roku wystosował do niego coś w
rodzaju „memorandum”. Oto cytat:
«Jego ekselencja Adolf Hitler, ma całkowitą
rację, dążąc do ustanowienia Nowego
Porządku w Europie: stworzenia normalnego
bytu dla wszystkich Europejczyków po
wyeliminowaniu ciągle konspirującej masy
żydowskiej.»
* * *
Jędrzej Giertych ujawnia, że oficjalnie w
środkach masowego przekazu podawano, że w
okresie międzywojennym, to znaczy do wybuchu
II wojny, kraj nasz zamieszkiwało około 3,500,000
Żydów. Natomiast prawdziwe dane cyfrowe nigdy
nie były znane. Większość miast bowiem; a do
tych zaliczamy między innymi: Łódź, Warszawa,
Białystok, Lwów, Lublin, Zamość, Wilno, miały 50%
populacji, narodowości żydowskiej. Należy z tego
wnioskować, że cała populacja żydowska była
znacznie wyższa od oficjalnie podawanej.
* * *
Liga Narodów − Organizacją żydowską!
Autor twierdzi również że powstała w okresie
międzywojennym „Liga Narodów” była na wskroś
organizacją żydowską. A oficjalna wersja głosiła,
że jej głównym zadaniem było niedopuszczenie
do kolejnego konfliktu zbrojnego, zrobienia
wszyst-kiego, co jest możliwe w celu zachowania
stabilizacji i pokoju w Europie…
Natomiast Hitlerowskie Niemcy, nie należały do
tej organizacji, gdyż Adolf Hitler uważał, że ta
organizacja ma cele inne, jak głosi oficjalnie, że
jest to żydowski międzynarodowy „gang”,
podszywający się pod różne nacje.
* * *
Kazimierz Kowalski i antysemicki Ruch
Narodowy.
Do wielkich orędowników ruchu narodowego w
okresie międzywojennym, należał Roman
Dmowski, stał on na czele Polskiego Stronnictwa
Narodowego. Bardzo znanym i aktywnym
działaczem był również Kazimierz Kowalski. W
sierpniu 1939 r. ukazała się broszurka pióra tegoż
właśnie narodowca, nosząca tytuł „Naród w
walce”, Autor ujawnia w niej cele i zamiary
żydowskiej konspiracji. Demaskuje oblicza ludzi,
podszywają-cych się pod polskich patriotów.
Stwierdza jasno, że Polską rzą-dzi żydomasoneria,
do której należą czołowi
przedstawiciele rządu z Rydzem-Śmigłym i
ministrem spraw zagranicznych Jó-zefem
Beckiem na czele.
Okazuje się, że tzw. >>Bereza Kartuzka<<, to
było miejsce, gdzie więziono, a w wielu
przypadkach likwidowano prawdziwych patriotów i
narodowców. Kazimierz Kowalski podaje jako
przykład wspaniałego Polaka W.Korfantego.
− W 1922 r. polski parlament proponuje
Piłsudskiemu, utworzenie rządu z Wojciechem
40
40
Korfantym jako premierem. Piłsudski
kategorycznie odmawia i tworzy rząd z ludzi
zupełnie narodowi nieznanych. Typuje swoich
zaufanych żydo-masonów. W. Korfanty
protestuje, organizuje wiece próbuje ostrzec
społeczeństwo. W 1930 r. zostaje więc
aresztowany, torturowany i przebywa w więzieniu
do 1934 r. Po wyjściu skazany na „banicję”,
opuszcza kraj. Wraca ponownie w kwietniu 1939
r. już za rządów Rydza-Śmigłego. Natychmiast
niemal zostaje ponownie aresztowany, osadzony
w Berezie i po 83 dniach pobytu na skutek
podania specjalnego rodzaju trucizny umiera.
* * *
Giertych ujawnia również dokument Adolfa
Hitlera, instruujący swoją armię, co do
postępowania jej wobec ludności polskiej.
Obecnie panuje ogólne stwierdzenie
rozpowszechniane przez propagandę, że Hitler
wszczynając wojnę, pragnął wyeliminować
wszystkie inne rasy, a z „germańskiej” uczynić coś
w rodzaju „nadludzi”, czyli rasy nadrzędnej. Co
jest nieprawdą. Taka wersja jest tworzona i
nagłaśniana w większości przez żydowskich
pisarzy…, którzy w perfidny sposób, dowolnie
przeinaczają fakty.
W 1939 r. 25 listopada Adolf Hitler wydaje
oficjalny dokument, a dotyczący sposobu
postępowania wobec ludności Polski; do
„wszystkich wyższych dowódców wojskowych w
swojej armii”. Dokument nosi nazwę: «Sposób
postępowania wobec populacji na byłych
polskich terytoriach, z punktu widzenia
każdego». Wyraźnie jest w nim zaznaczone, że
najbardziej wartościowi są przedstawiciele
warstwy robotniczej oraz chłopskiej. Naukowcy,
księża czyli tzw. inteligencja to w 80%-tach ukryci
Żydzi i powinno się ich wyeliminować. Za przykład
takiej eksterminacji autor podaje, wyaresztowanie
profesorów Uniwersytetu Jagielońskiego w
Krakowie i ich likwidacji.
Kiedy czytamy zestaw nazwisk tych
prominentów nauki, okazuje się że większość z
nich to ludzie pochodzenia semickiego. Należy
więc wyciągnąć jednoznaczny wniosek i
stwierdzić, że opanowanie Europy, czy też
świata przez Adolfa Hitlera, miało na celu
uwolnienie ludzkości od żydowskiej
dominacji.
Był to jeden z przykładów odwracania lub
zatajania faktów przez propagandę żydowską.
Autor przytacza następny przykład, odwracania
faktów historycznych przez tą samą propagandę.
Pod koniec wojny Hitlera z Aliantami, kiedy
Alianci organizowali masowe naloty, aby złamać
naród niemiecki − Giertych pisze, że Roosevelt
(Rosenfeld) wydał odpowiednie polecenia
stwierdzające, że należy unicestwić nację
germańską. Wtedy to zastosowano taktykę
nalotów dywanowych na bezbronną ludność
cywilną. Przypomnijmy tylko niektóre fakty.
Podczas nalotu alianckiego na Drezno we
wrześniu 1944 r. zginęlo 200,000 tys.
mieszkańców, podczas nalotu na Wiesbaden
około 82,000 tys. na Wrocław w końcowej fazie
wojny, zgi-nęło około 40,000 tys. (przypominam:
że miasto to przed II wojną należało do Niemiec i
dopiero układ w Poczdamie, przyznał je z
powrotem Polsce).
* * *
Osobny rozdział dotyczy wpływów żydowskich,
w różnych wojnach, począwszy od okresu
średniowiecza.
W 1290 r. w Anglii dokonano wielu pogromów
semickiej rasy. Byli oni tam bezlitośnie tępieni, a
w konsekwencji niewielka ich liczba została
specjalnym dekretem, wydalona z tego kraju.
Podobnie było w Niemczech czy w Szwajcarii
gdzie w XIV w. odbywały się masowe czystki tej
rasy. W 1648 r. szczególnie brutalnie eliminowano
Żydów na Ukrainie. Szwadrony kozackie
oczyszczały wioska, po wiosce, dokonując
licznych masakr, na tym „narodzie wybranym”. Ci
Żydzi, którzy szczególnie krzywdzili miejscową
ludność, byli paleni na stosach, bądź krzyżowani,
jako oprawcy, którzy w ten sam sposób postąpili z
Jezusem.
Podobne sceny miały miejsce w XVII w. w
ówczesnej Litwie. Traktowano ich jako największą
zarazę i tępiono bezlitościwie. Natomiast w Polsce
żydostwo, cieszyło się ogromnymi przywilejami i
miało całkowitą swobodę działania.
Tak więc, gdy w wielu krajach europejskich,
Żydzi byli dyskryminowani i prześladowani, w
Polsce przyjmowano ich z otwartymi ramionami.
Nie wolno również pominąć faktu, a mianowicie:
przyjęcia około 600,000 tys. Żydów z Rosji w
latach 1919-21. za rządów J. Piłsudskiego. Po
przewrocie majowym w 1926 r. wszyscy oni
otrzymali polskie obywatelstwo.
Kościół katolicki, odegrał też swoją odpowiednią
rolę, a mianowicie podczas II wojny światowej
wielu Żydów, znajdowało schronienie na
plebaniach, gdzie zamieniano im metryki
urodzenia i dawano polsko brzmiące nazwiska. J.
Giertych pisze: że w Otwocku, Płudach czy w
41
41
Warszawie w pośpiechu przerabiano tysiące
metryk, wydając inne dokumenty.
Dochodzimy do końca II wojny światowej i
okresu tzw. „Pol-ski Ludowej”. Kim byli w
rzeczywistości władcy tego kraju, rze-komo
oddani przedstawiciele klasy robotniczej. A oto
jedni z nich: Jakub Berman, od 1947 r. zastępca
premiera, tzw. (szara eminencja). Urodzony w
Warszawie w rodzinie żydowskiej. Jego ojciec był
wydawcą znanej (ze szczególnego atakowania
innych nacji) syjonistycznej gazety „Haint”. Brat
Adolf, urodzony w 1906 roku, przywódca
żydowskich bojówek. Później wyemigrował do
Izraela, został członkiem parlamentu tego kra-ju.
Do kolekcji dochodzi następny, Roman
Zambrowski urodzony w 1909 r. w Warszawie,
syn rabina. W okresie krwawych rządów
bierutowskich, piastował on funkcję marszałka
Sejmu. Hilary Minc urodzony w 1905 r. w
Warszawie, syn bogatego handlowca
żydowskiego. Studiował prawo i ekonomię. Od
1945 r. szef departamentu planowania.
Kolejni Żydzi:
1) Eugeniusz Szyr − urodzony w 1915 r.
wicepremier od 1947 r.
2) Artur Starewicz − sekretarz Komitetu
Centralnego Partii.
3) Zygmunt Modzelewski − urodzony w 1900 r.
minister spraw zagranicznych, w latach 1947-51,
członek Rady Państwa.
4) Stanisław Skrzeszewski − urodzony w 1901
r. minister edukacji, ambasador w Paryżu i w
latach 1951-56 minister spraw zagranicznych.
5) Marian Naszkowski − zastępca ministra
spraw zagranicznych.
6) Juliusz Katz-Suchy i Henryk Birecki −
delegaci do ONZ.
7) Stefan Staszewski (Schaff) − urodzony w
1913 r. czołowy propagandzista partyjny.
8) Jerzy Borejsza − urodzony w 1905 r.
czołowy dziennikarz i propagandzista
komunistycznej prasy.
Najwięksi jednak żydowscy zbrodniarze i
oprawcy, znajdowali się w służbie
bezpieczeństwa. Do nich zaliczany: pułk. Józef
Różański, puł. Józef Światło który później „zbiegł”
na zachód, a obecnie mieszka w USA. Dalej,
pułk. Anatol Feigin i generał Mietkowski. Nie tylko
szefowie poszczególnych departamentów byli
semickiego pochodzenia, ale praktycznie 90%
całej kadry UB to Żydzi.
Tysiące prawdziwych Polaków, patriotów,
zostało w bestialski sposób zlikwidowanych przez
tych semickich oprawców.
„IN DEFENCE OF MY COUNTRY” − Jędrzej
Giertych, Lon-dyn 1981 r.
___________________
PLEWY I PERŁY
Afera Lady Parnes
W pierwszym zeszycie monumentalnego, a raczej
„momentalnie” monumentalnego wydawnictwa:
„Żydzi w Polsce Odrodzonej” (redakcja: dr
Schiper, dr Tartakower, radca Hafftka)
znajdujemy na samym wstępie występ prezesa dr
Ozjasza Thona. Ponieważ dzieło poświęcone jest
„społecznej, gospodarczej, kulturalnej i oświatowej
działalności Żydów w Polsce” i „drukowane na
pięknym bezdrzewnym papierze”, a zapowiada się
jako „standard work” żydostwa polskiego, to poseł
dr O. Thon kończy swoje przedsłowie takim
akordem:
«Żydzi polscy już nieraz nadawali ton w
żydostwie światowym. Była chwila, kiedy
genjusz narodu żydowskiego doszedł właśnie
do pełni rozkwitu w dziedzinie swej
specyficznej nauki w Polsce. Mam wrażenie,
że rozwój wypadków idzie teraz w tym
kierunku, że w Polsce powstanie jeden z
głównych duchowych ośrodków ducha
żydowskiego.»
Może to nie powiedziane ze zniewalającą
skromnością, ale duży procent prawdy w tym
jednak jest. Trzeba atoli bardzo uważać na zespół
tych, którzy wedle rabbe Thona ton mają nadawać
w żydostwie świata. Niektórzy bowiem
prawdopodobnie najbardziej stanowczo do tego
nadawania tonu się nie nadają, przynajmniej
obecnie, to jest w teraźniejszej teraźniejszości.
Może będą nadawali się w przyszłości, w tej
przyszłości fantastycznej, o której dr Gerszon
Lewin mówi, że „gdy narody przekują miecze na
lemiesze, będzie mieszkał wilk z baranem, a
lampart z koźlęciem będzie leżał, w te oto
błogosławione czasy zniesione będą wszelkie
święta z wyjątkiem Hamana, święta zwyciężenia,
gdy nowych Hamanów wtedy nawet nie
zabraknie”… Otóż i Hamanów mogłoby w tej
utopijnej, idyllicznej, szczęsnej przyszłości nawet
42
42
zabraknąć (wbrew wróżbie dr G. Lewina), gdyby
właśnie nie ci liczni Lewinowie i synowie z
pokolenia Lewi, którzy w zbyt dużym procencie
tak moralnością, jak i mentalnością swoją właśnie
nie nadają się do nadawania w żydostwie świata
tego tonu, o którym mówi rabbi Thon.
Teraz świeżutko o dwóch takich Lewinach było
dużo detali w prasie zagranicznej, swojskiej.
Jeden to ten doktor (praw?), Izaak Lewin, zbiegły
bankier berliński, który klientów ocyganił na 5
milionów marek, poczem zbiegł do …Rio de
Janeiro, a potem wypłynął jako profesor ekonomii
pod nazwiskiem Norman na katedrze
uniwersyteckiej w Cambridge pod Bostonem;
przedtem oczywiście sfałszował dokumenty i
dyplomy i to… katolickiego uniwersytetu we
Fryburgu. Dzielny Lewi został aresztowany
podczas wykładu o… sytuacji gospodarczej w pań-
stwach południowej Ameryki.
Dość dużo znowu gadania i pisaniny bywało
ostatnio o innym Lewinie, naszym swojskim,
rodzimym Mojżeszu, pochodzącym z Mińska. Ten
znowuż zrobił majątek szybko, poczem zajął się
organizowaniem grupy sanatorów, którzy mieli
sanować interesy „pana Pless”, jak pisują Żydki
w „Poranniaku”.
Stanowczo nie nadawał się do „nadawania
tonu” w Gdańsku obywatel Aron Noiman, który
wraz z Mendlą Merin zdołał, jak dotychczas
ustalono, sześć dziewcząt z Piotrkowskiego wywieźć
do lupanarów w Buenos Aires, za co świeżo
aresztowan. Jeszcze mniej młody p. Chaskiel
Lindenbaum, który rodzonej rodzicielce swojej
Rywce Lindenbaum, zwanej seniorką stręczycielek,
pomagał w procederze zbierania żywego
towaru ludzkiego do salonów przy ulicach Piwnej i
Wołyńskiej. Oczywiście tego Lindenbauma nie
należy mieszać z innym Lindenbaumem, który
zwiał „nagłą śmiercią”, zostawiając moc wierzycieli,
przedtem pracował kilka lat w branży filmowej, a
był do tego stopnia członkiem żydowskiej loży
wolnomularskiej „Bnai Brith”, że ta loża objęła na
siebie misję mediatorską z wierzycielami…
Nie nadawałaby się do nadawania tonu w
Europie − duża banda, dla której zboczony malarz
Czarnecki fałszował artystycznie ligitymacje, a to
obligacje premiowej pożyczki budowlanej, losy
loterii państwowej itp., a których to falsyfikatów
kolportażem zajmowali się pp. Abram Leipzygier,
Leiba Rabinowicz, Szlama Chumek, Spajzman,
Mordka Rapp i ich familje, obecnie wszyscy za
kratą. Z fałszywą legitymacją radcy ministerialnego
M. Librowicza aresztowano znów
sleepingowego międzynarodowego działacza p.
Rosenbauma.
Również dalej nie nadaje się do nadawania
tonu w Europie duża organizacja szmuglerów
niemieckich haftów i koronek z Drezna i Bremy z
panami Szmulem Pryncem (sic), Prendkiem,
Blochem, i Kottem na czele, którą sąd okręgowy w
Kaliszu ska-zał nie w pełnym komplecie na dwa
lata kryminału, poczem sąd apelacyjny na razie
uniewinnił, aż do wznowienia dalszych
szmuglerskich poczynań i wyczynów.
Czyż dalej nadają się do nadawania tonu
żydostwu światowemu panowie Henoch Stajn et
Comp., oraz bracia Silberman, właściciele firm
Soplica (sic), i „Polonia”, i Polonez (sic) przy ul.
Senatorskiej, którzy jako rzetelny Vermouth
Cinzano z Turynu sprzedawali przez długie czasy
jakieś świństwo z jabłek i cukru, podrabiając
etykiety?…
Z dziennikarskiego świata znów nie nadawałby
się na nadawanie tonu w Europie „kolega”
Cederbaum z Wilna, który „nawiązywał” stosunki
z młodemi dziewczynami, dawał im dobrze płatne
posady w Gdańsku, aresztowany został jako
pozostający w kontakcie z handlarzami żywym
towarem w Gdańsku. Nie bardzo to się tak znowu
spisał „kolega” Machonbaum, pseudo-nim
Machon (dlaczego nie MacMahon?), założyciel
pierwszej mocarstwowej szkoły reporterów w
„Palais Wertheim” (Aleje Ujazdowskie), w której
wedle nakreślonego planu 700 kandydatów,
płacąc rocznie 700 złotych miało po 700 dniach z
gotowymi dyplomami zająć wszystkie 700 miejsc
wolnych w prasie, zarabiając 700 złotych, gdyby
nie fatalna interwencja władz, które położyły
ciężką dłoń na ramieniu lekkiego p.
Machonbauma!
Jak widzimy z tego krótkiego przeglądu
jednego tygodnia styczniowego w Polsce roku
1932, wszyscy ci współobywatele to byli ludzie,
którzy zbyt przejęli się talmudyczną wspominaną
wielokrotnie w dziele Nachalnika a maksymą
brzmiącą: „Gazet kusy muter”, co znaczy: grabić
gojim jest dozwolone. Natomiast całkiem
zlekceważyli sobie ci panowie rodacy „Zasady
Religijne” pana Kopelmana (nauczyciela szkół
handlowych w Warszawie), gdzie wyraźnie
przecież w komentarzu do 8 przykazania czytamy:
„Ósme przykazanie zakazuje nam
przywłaszczania sobie cudzej własności
jakimkolwiek bądź sposobem. Powinniśmy też
wstrzymywać się od oszustwa, podstępu,
łudzenia, kłamstwa, lichwy, fałszywej wagi i
miary”.
A więc jednak: wstrzymywać się!
43
43
Tymczasem nie zdołała się wstrzymać od
tego pewna dama polska, której nazwisko
zdradziła wiedeńska „Arbeiter-Zeitung” z 20
grudnia 1932 r., a o której cały artykuł p.t. „Habe
die Ehre”, nie wymieniając nazwiska (wyznania
rasy), dał w żydowskiej „Weltbuhne” berliński p.
Paul Elbogen, pisząc tylko stale: „die Frau des
polnischen Attaches”…
Lady Marjanna Parnes, jadąc z Wiednia do
Czechosłowacji szmuglowała na sobie: 198
szylingów austriackich, 2,800 franków
szwajcarskich, 680 dolarów, 700 guldenów
holenderskich, 14 dolarów kanadyjskich, 24
funtów angielskich etc. Lady Marjanna Parnes
starała się na stacji granicznej Gmund przy rewizji
przekupić urzędniczkę-gojkę sumą 1.000
szylingów austriackich. Lady Parnes została
aresztowana. Mąż Lady Parnes, długoletni szef
wydziału prasowego przy polskim poselstwie w
Wiedniu został wydalony ze służby.
Paul Elbogen poświęca cały artykuł cnocie i
hartowi urzędniczki proletarjuszki z urzędu
celnego w Gmund.
Mąż Lady Parnes, tempore belli, był
najzajadlejszym oszczercą narodowego obozu i
Komitetu w Szwajcarji. W nagrodę za to nędzny
skryba został podporą poselstwa przy Siehmanie
(„Szarotka”) i przy Baderze (kreacja Radziwiłłów).
Czy rabbi dr Ozjasz Thon obstaje nadal przy
swojej tezie o „nadawaniu tonu żydostwu
światowemu”?…
Moryce w… St. Moritz.
Miesiąc temu przyniosła prasa wiadomość, że
baron Leopold Popper w Wiedniu kupił zbroję
„polskiego króla Jagiełły” za 60,000 tys. dolarów i
umieścił ją w swoim zamku Unterberg, pod
Wiedniem.
Przyszły potem szczegóły przeoczone przez
naszą prasę. W wiedeńskim sądzie egzekucyjnym
odbyła się licytacja tej zbroi, pochodzącej z XVI
wieku, roboty słynnych płatnerzy norymberskich
Seitenhofa i Hopnera. Zbroję znaleziono na
jednym z zamków, czy dworów litewskich w roku
1928 i nabył ją wiedeński handlarz starożytności
Dornheim na spółkę z baronem Popperem
(mężem śpiewaczki Jeritzy). Rzeczoznawcy
wiedeńscy ocenili ją na 15,000 tys. szylingów
austriackich, amatorska suma do 30,000 tys.
szylingów. Między właścicielami zbroi doszło do
procesu cywilnego i do licytacji udziału
antykwarjusza Dornheima. Zbroję nabył na
wyłączną własność baron Popper za 28,750 tys.
szylingów. Wreszcie okazało się, że zbroja ta z
królem Jagiełłą nie ma nic wspólnego, ale może
być zbroją któregoś z królów polskich. W zamku
Poppera, Unterberg, uchodzić będzie oczywiście
za zbroję Wł. Jagiełły…
Są zatem jeszcze w erze kryzysu w Europie
bogacze! W dzisiejszych czasach dawać takie
sumy za objekt dla dekoracji zamku, na to sobie
żaden inny kolekcjonista prywatny, żaden Karol
Lanckoroński ani żadne muzeum polskie
pozwolićby nie mogło. A baron Popper może. A
ponieważ Poppery są z Galicji, więc na przekór
czy dla upokorzenia polskich „magnatów” (ma
gnaty) zbroja króla polskiego będzie ozdabiała
zamek Popperów w Unterberg. Pokazuje się więc,
że Poppery muszą jeszcze rozporządzać
olbrzymimi funduszami, jeżeli sobie na takie
arcyluksusy pozwalają w obecnych czasach.
A na co sobie pozwolić znów mogą ci dawni
właściciele Popperowskiej zbroi, panowie z
zamków i dworów litewskich?
O tem nas informuje nie żaden antagonista
Popperów i innych baronów, a właśnie wróg
wszelkiej aktywnej judofobji poseł Mackiewicz z
Wilna, jak wiadomo dość często zabawnie wymyślający
na Endecję:
„Że we dworach spędza się wieczory przy
kominkowym ogniu dla oszczędności nafty, to
nasuwa też romantyczne wspomnienia − czasów
wojennych − powieści Dickensa… lecz to, że w
tychże dworach, mięso pojawia się na stole tylko
wówczas, gdy który z domowych myśliwych ubije
zająca czy cietrzewia, gdyż wieprze, cielęta i
ptactwo muszą być sprzedane na opłacenie
podatków − to już zalatuje erą jaskiniową. − Ale i
tu nastanie wkrótce nowa faza, bo mało kto jest
jeszcze w stanie opłacać pozwolenie na broń i
inne, związane z tym dokumentem; więc
pozostaną dwie tylko ewentualności: albo
zastawiać na zwierzynę, za przykładem wiejskich
sąsiadów, sidła, albo żywić się korzonkami i
miodem leśnym, jako że szarańczy u nas nie
ma”…
Różnica zatem w standard of life jest wielka.
Tam, wiedeński baron kupuje sobie zbroję
muzealną z litewskiego dworu, a tu „wileńscy
panowie” znów z dworów po prostu nie mają na
naftę i żyją w ciemnościach. Oczywiście o jakimś
wyjeździe za-granicę nie może być mowy.
Dawniej sobie wyjeżdżano na Jasny Brzeg,
schorowani do Mentony, na Semmering, do
Chamonix, do Davos, do Saint-Moritz. Teraz
wszędzie w tych miejscowościach same
Poppery… i Moryce. Niby to i u nich
44
44
pauperyzacja, a jednak wszędzie Poppery. W
Zakopanem kilka tysięcy Popperów. W Krynicy
Poppery. Wspólna korespondentka „Naszego
Przeglądu” i „Polski Zbrojnej” (sic!) M. C. pisze z
Saint-Moritz list o tamtejszych Popperach,
Citroenach, Rotschildach. Przysyłają stamtąd
kilka numerów pisma „La Vogue” z kurlistami i w
istocie; same Poppery. Numer gazetki z Nicei;
same Poppery. No, więc tedy nie musi być taka
bryndza w narodzie semickim, skoro sobie mogą
pozwalać na szampana i ostrygi, na bobsleigi i na
hotele − pałace w Alpach, no i wogóle na pobyt w
„zimowych salonach Europy”.
Czyżby więc prawdą było, co w Starym
Testamencie czytamy o starych czasach: «Tedy
synowie Izraelscy uczynili według rozkazu
Mojżeszowego i wypożyczyli u Egipcjan
naczynia srebrnego i naczynia złotego i szat.
A Pan dał ludowi w oczach Egipcjanów, że im
pożyczyli; tedy złupili Egipt…?» Tedy ze
złupionego Egiptu i Egipcjan żyją sobie Moryce w
Saint-Moritz. Ale skar-żyć, to się skarżą i na nas
skarżą i lamentują przed całym światem bez
przestanku.
W żydowskim paszkwilu na Polskę, którym w
styczniu zasypali Amerykę, to jest w Emila
Lengyela: „Wrzący kocioł, Polska i jej mniejszości”
(„The Cauldron Bolls – Poland and its minorities”,
w 1933 r.) czyta się:
«W obecnych warunkach Żydzi w Polsce
prawie bezsilni, sytuacja zaś ich ledwie nie
beznadziejna. Różne komisje oficjalne niezbyt
gorliwe zdążają do znalezienia realnego
rozwiązania trudności żydowskich. Żydzi w
Polsce są zbyt zmęczeni, zbyt pogrążeni w
letargu i apatii, aby mogli cokolwiek uczynić.»
Że sytuacja jest ciężka szczególnie dla
żydostwa małomia-steczkowego, o tym czytamy i
w Romana Dmowskiego książce „Świat
powojenny i Polska”.
Poseł dr Rotenstreich na podstawie
ogłoszonego przez Główny Urząd Statystyczny
sprawozdania przedsiębiorstw handlo-wych w
Polsce wykazał, że w porównaniu z r. 1928
wykupiono w r. 1932 mniej o 121,000 świadectw
przemysłowych, czyli że tyluż kupców
zlikwidowało swe warsztaty pracy i przeszło na
luftmenszów lub nawet do lumpenproletarjatu.
Poseł Rotenstreich liczy, że razem z rodzinami
około 600 tys. zostało zdeklasowanych, razem z
rzemiosłem: milion 400 tys. „nie zarabia na
utrzymanie”, czyli „43% bezrobotnych”. Zapomina
tylko poseł Rotenstreich w swoim artykule
(„bolesne cyfry”), że wśród tych, co w r. 1932 nie
wykupili przemysłowych świadectw… może jednak
bądź co bądź jest… chrześcijan, kilku…
Bardzo racjonalnie wynajdują przyczyny
pauperyzacji żydowskiej dr Weitzman i poseł
Grunbaum w brakach rynków rosyjskich i
chińskich, przyczem dr. Weitzman wyraźnie
zaznacza, że:
„Nastąpiło to wskutek automatycznych
procesów, a bynajmniej nie na tle judofobii. Gdyby
bramy imigracyjne były otwar-te, ruszyłaby
stamtąd olbrzymia fala emigracji żydowskiej…”
Zaś poseł Grunbaum (15.1. „Haint”) wyraźnie
konstatuje:
„Musi się dojść do smutnego wniosku, duża
liczba Żydów w Polsce nie ma i nie będzie miała
możliwości istnienia. Przychodzimy przeto do
drugiego wniosku, żydowska emigracja z Polski
jest czynnikiem konstrukcyjnym w życiu polskich
Żydów”.
Bądź co bądź jednakże w walce z upiorem
pauperyzacji żydostwo polskie doznaje dużej
pomocy z wewnątrz i z zewnątrz. Nawet dr
Bernard Kahn, delegat z Ameryki w złożonym w
Nowym Jorku referacie zaznaczył, że:
„Rząd polski udziela pewnych kredytów
spółdzielniom żydowskim i asygnuje subwencje
na rzecz instytucji społecznych i w bardzo małej
mierze również na rzecz instytucji kulturalnych”.
Żydzi polscy rozbudowali ogromną sieć
banków spółdzielczych (458) i kas
bezprocentowych (174,000 członków) z rocznym
obrotem 132 milionów. Banki te korzystają z
kredytów amerykańskiego J.D.C, A.J.R. („American
Joint Reconstruction Foundation”) i „Jewisch
Colonisation Association”. Od rządu Bank
Związków Rzemieślniczych i Bank Ludowy
Żydowski (160,000 członków) otrzymały kredyty:
35 milionów złotych.
W okręgu Grodna, Brześcia i Pińska w ręce
żydowskie przeszło 25,000 hektarów ziemi.
Większej własności już jest w rękach żydowskich
163,000 hektarów. Własności miejskiej mają
Żydzi 12%. Uposażenie rabinów żydowskich
nietknięte. W radach nadzorczych na Górnym
Śląsku pp. dr. H. Askenazy, A. Falter, A.
Golklang, E. Landau etc. W Gdyni rządzą. I
jeszcze trafiają się czasem całkiem brylantowe
geszefty na kresach (skąd zbroja Jagiełły…), jak o
tem czytamy w „Słowie”:
«Skromny kupiec z Dubna, pan Szloma
Elbert miał kapitalnego nosa i skupował
chmiel całą parą. Płacąc po 4 zł. za pud nabył
15,000 tys. pudów. Obecnie cena doszła do
115 zł. za pud, jeśli Ameryka okaże się bardzo
45
45
spragniona dobrego piwa, to chmiel jeszcze
podrożeje. Mądrala Elbert, genjusz z Dubna,
zarobił już milion 665 tys. złotych.»
W intendenturze też są wyraźnie preferowani
tacy jak krociowy Stern… dostawca marmelady…
W sprawozdaniu danem przez dr. B. Kahna w
Nowym Jorku czytało się wyraźnie:
«Zaznaczyć należy, że fala ekscesów
antyżydowskich, jaka ostatnio przeszła przez
kraj, bezpośrednio nie wyrządziła większych
strat gospodarczych ludności żydowskiej.»
Nie jest więc tak źle, jak lamentują i skarżą na
nas przed światem.
Bądź co bądź 7,500 tys. „żydowskich
młodzieńców” z Polski może sobie pozwolić na
studjowanie na wyższych uczelniach
zagranicznych! 7,500 tys. przyszłej elity
rządzącej!
Bądź co bądź judancingi w stolicy pełne
Popperów, kawiarnie: Poppery, Derby wziął koń
ze stajni… Poppera… najpiękniejszy premjowany
samochód w stolicy… Apfelbaumów, zbroję
„Jagiełły” kupił Popper. W Saint-Moritz… król
sezonu: Moryc Popper…
„Plewy i Perły” − Adolf Nowaczyński,
Warszawa 1934
___________________
O PRZYCZYNACH SZKODLIWOŚCI ŻYDÓW A
TAKŻE O ŚRODKACH ZAPOBIEGANIA
„Przestroga” − Stanisława Staszica z roku
1790
Do przyczyn wielkich nieszczęść narodu
polskiego, należą bezprzecznie Żydzi. Niebaczni
przodkowie nasi nie zważali na postęp cywilizacji
Europy, ani użytkowali z doświadczeń innych
narodów.
Kiedy ludy europejskie wychodząc z
feudalizmu, ustalały u siebie dziedzictwo tronów,
oni wtedy dziedzictwo korony od niepamiętnych
czasów w Polsce ustanowione, wstrząsnęli i osłabili,
nie przestając tego istotnego punktu jedności
społeczeń-stwa dalej osłabiać i burzyć.
Kiedy w Europie gotowe wojska stawały się
jedyną obroną trwałości państwa, kiedy w
czasach Ludwika XIV, i Fryderyka II już nie
potężniał wzrost stałych wojsk, w Polsce wojsko z
ów-czesnych największe, najbitniejsze i laurami
zwycięstw okryte, zwinięto pod Augustem II. Kiedy
Żydów, jak zarazę niszczącą postęp cywilizacji
narodów, wypędzano z Hiszpani, z Francji, z
Niemiec i z innych krajów Europy, a pod karą
śmierci jako wy-jętych spod wszelkiego prawa, nie
wpuszczano do Moskwy, wte-dy Polacy otworzyli
im granice, dali przytułek i większą swobodę niż
rodowitym mieszczanom i rolnikom.
Dwa pierwsze błędy przywiodły nasz naród do
upadku i podziału. W tym nieszczęściu jeszcze
byśmy przez oświecenie, przez cywilizację mogli
wznieść się i ratować, lecz błąd trzeci – Żydzi byli
zarazą wewnątrz, zarazą ciągle polityczne ciało
osła-biającą i nędzniejącą. Chociażby nawet to
ciało nie było podzielone, chociażby po podziale
znowu zjednoczone zostało, przecież z tą
wewnętrzną skazą nigdy nie może nabrać
właściwych sobie sił, ani czerstwości, musi na
zawsze być tylko słabym i wynędzniałym. Żydzi
rozsypani po całej Polsce, wszędzie ze swym
duchem wyłączności, z naszym ludem
pomieszani, tylko zaplugawiają cały naród,
zaplugawiają cały kraj, a zmieniając go w kraj
żydowski, wystawiając w Europie na pośmiewisko
i wzgardę.
Żydzi w innych narodach Europy, którzy swoją
szkodliwością zmusili do gwałtownych przeciw
nim środków, nie zajmowali się tam szynkiem
wszystkich trunków. Zajmowali się częścią, tylko
kupczeniem wina. Jakaż już w tym samym różnica
w stosunkach szkodliwości tamtych do
szkodliwości Żydów naszych…! Inne trunki: wino,
piwo są łagodniejsze, są najmniej szkodliwe, nie
ułatwiają sposobów do oszukaństwa, do bezkarnego
użytkowania z oszukanych. Te trunki tylko w
wielkiej ilo-ści naruszają i burzą porządek w
organizacji ludzkiej; mieszają władze umysłowe.
W związku z tym, Żydzi u nas najmniej do takich
trunków się biorą, owszem są niesprzyjającymi
piwu, od którego użytkowania usilnie nasz lud
odmawiają i odwodzą; piwa zaś na szynk im
wstawiane, umyślnie psują trzymaniem ich w
nieczystości, aby od tego napoju lud się odrażał.
Przeciwnie gorzałka, w małej mierze czyni
niezwłoczne skutki na ciele i duszy człowieka;
obezwładnia pierwsze, a miesza działa-nie
drugiej. Gorzałczany alkohol uderza szczególnie
w nerwy i organizację umysłową, odbiera jej
władzę zastanawiania się, pamięci, rozwagi i całej
władzy nad naszym ciałem.
W takim stanie naszego rolnika, postawiwszy
samowładność szynkarza, otwiera włościanina
kieszeń żydowskiemu sumieniu, które oszukaństw
i krzywd człowieka obcego, człowieka przez niego
bałwochwalcą nazwanego, bynajmniej Żydowi nie
46
46
wyrzuca, ani tak niegodziwego czynu nie gani. W
takim stanie robi u nas Żyd z rolnikiem swoje
rachunki, czyni z nim umowy, zapisuje po
drzwiach i po ścianach tego nieszczęśliwego,
długów cyrografy, a tak obiera go z jego wszelkich
gospodarczych zapasów.
Druga, jeszcze większa, a gorzałkom
szczególnie właściwa, jest szkodliwość nadawania
używającym jej z przebraną miarą niezbędnego
do niej nałogu, który nie tylko dusi działalność
władz umysłowych, czy gwałtownie je burzy, albo
nagle usypia, a w końcu całe ciało obezwładnia;
ale ma jeszcze ten wyskok szczególną sobie
właściwą moc, wrażenia z czasem w
niepokonanej, ludzkiej organizacji,
najgwałtowniejszej żądzy łaknienia tego trunku,
żądzy bardziej natarczywej, aniżeli wrodzona żą-
dza potrzeb żywności; owszem, okazuje się z
doświadczenia, iż raz nabytej żądzy gorzałki
ustępuje wszelka inna potrzeba na-turalna, aż do
zniszczenia całego organizmu.
Taką to żądzą nawyku do gorzałki przyparty
nasz nieszczę-śliwy włościan, ostatni snopek z
pola, ostatnie ciele z obory wyprowadza; a
gospodyni ostatnią kurę, ostatnią garść mąki z
komory do Żydów wyciąga. Jakże rząd w kraju
rolniczym, rząd, którego głównym celem jest
polepszenie stanu włościan, może zostawić i
oddawać Żydom tak niebezpieczny trunek,
którego szynk w ręku niesumiennych ludzi ułatwia
tyle oszukaństwa sposobów i rozwija tylu
zatruwania skutków…? Myliłby się, kto powie, że
równie w ręku innych szynkarzy ten trunek
niebezpieczny i szkodliwy będzie dla włościan.
Doświadczenie w całej Polsce takiemu
twierdzeniu zaprzecza. Wszędzie okazało się, iż z
karczem, skoro Żydom zostały zabrane, znacznie
zmniejszyły się dochody; połowę mniej gorzałki
sprzedano.
Wszyscy już z przekonania wiemy, że
nadużycia w szynkowaniu tym trunkiem przez
Żydów, doprowadzone zostały w Polsce do
najwyższego stopnia; one są jedyną naszych
Żydów na-uką i przemysłem. Wszystkie środki do
dojścia w tym zamiarze, są przez nich używane;
namowy, podstępy, prośby, groźby, nawet miłości
własnej kieszeni, wreszcie wszelkie do tego
trunku złudzenia nie tylko ojców i matek, ale z
najmłodszych dzieci wieśniaczych.
W oskarżeniu ich o ten występek przeciw
krajowi składa świadectwa cała publiczność;
świadczą przeciw Żydom przesłane w roku 1814
ze wszystkich powiatów pisma, skoro do Polaków
doszła wiadomość o dobroczynnych zamiarach
cesarza. Świadkami tu, w tym zarzucie przeciw
Żydom, stają wszyscy Królestwa Polskiego
właściciele w podanych prośbach przez deputowanych.
Czy było kiedy jakieś nadużycie, z
tak udowodnioną, okazaną winą? Tu stają tysiące
świadków, świadków niepodejrzanych, którzy
wszyscy mówiąc prawdę, przeciwko wła-snemu
dobru swoje zeznania czynią; wszyscy bowiem
przez odebranie Żydom szynku wiedzą, że mniej
niż połowę „propinacyjnego” dochodu mieć będą.
Rząd za wszystko to złe, krajowi tak oczywiście
szkodliwe, tak uroczyście wypowiedziane,
zostawiając je dłużej, nie podej-mując przeciw
niemu środków skutecznych, stawałby się
odpowiedzialnym ojczyźnie i Bogu.Tak Żydzi
niweczą w polskich ludziach każdy najmniejszy,
rozpoczynający się zalążek przemysłu. Stąd
pochodzi, że sami często dziwimy się nad
odrętwiałą nieczułością polskiego ludu, który nie
zabiera się do przemysłu i do handlu. Tak
wszystkie obfitsze, pierwotne w towarzystwie
Żydzi opanowawszy żywioły przemysłu, nigdy z
zebranych z nich pożytków nie wypuszczają dla
tego towarzystwa w dalszym postępie
użytecznego owocu. Tak Żydzi całego
wewnętrznego ruchu stawszy się panami, tam go
w samym środku niszczą, gdzie z niego właśnie
miała się rozwijać najzamożniejsza i
najpiękniejsza część cywilizacji.
Zagarnąwszy w swoje ręce cały bieg pieniędzy
i innych też pieniądze, wystawiających papierów i
znaków, sami ich nie obracają, ani innym nie
pozwolą użyć na wzbogacenie, na budowanie
miast i wsi, na zaprowadzenie wielkich w kraju
fabryk i rękodzieł; na wystawienie w zamiarze
wzbogacenia i upiększenia kraju kosztownych
gmachów, na zakładanie rozmaitych,
pożytecznych instytucji, na tworzenie pracowitych
i rozwijających się towarzystw, na szukanie
nowych ku użytkowi ogólnemu wynalazków, na
podejmowanie wielkich przedsięwzięć w robotach
publicznych, dla wsparcia rządowych planów, dla
ułatwienia rządowych usiłowań w zakładaniu dróg
i kanałów, w ulepszaniu rzek, w budowaniu
statków do żeglugi, w udoskonaleniu rolnictwa
przez przemianę ziem nieużytych, w żyzne role.
Tych wszystkich owoców, które gdzie Żydów nie
ma, wydaje wśród siebie ta klasa, która obejmuje
szczątkowe źródła handlu i przemysłu, źródła
zaczynającego się krajowego bogactwa i
zamożności, tych wszystkich owoców naród,
gdzie wymienione źródła zostają w rękach Żydów,
47
47
naród nie okaże nigdy; zamożności, bogactwa,
swobody swoich wsi i miast nie ujrzy nigdy…! Z
Żydów nie wychodzi już nic dalej, tylko jeszcze
szynkarze, przekupnicy, przemytnicy, wekslarze,
bankierzy, maklerzy, lichwiarze, faktorzy, którzy
wielki łańcuch kontrabandystów utrzymując,
zakazane, albo na komorach nieopłacone obce
towary wprowadzając, krajowe fabryki i
rękodzielnie niszczą.
Ten nieszczęsny szereg żydowskiego
pasożytnictwa kończy się wreszcie, albo na
przeksztach, co już ma być z Żydów zarodem dla
kraju najlepszym, albo na bankrutach, którzy
zabrane z oszukaństwa majątki powierzają na
hazard, po rozproszonych po świecie synach pod
zmienionymi nazwiskami.
Już od kilku wieków ci przybysze wśród
naszego narodu gnieżdżą się, dzierżąc ciągle te
szczątkowe przemysłu i zysków żródła. Gdzie są
po nich w całym kraju najmniejsze ślady jakiegoś
zabytku, gmachów, zakładów, instytucji,
wynalazków?
Wszędzie na naszej ziemi rozciąga się za nimi
tylko nieczystość, ubóstwo, nędza, zgnilizna i
zaraza, coraz głębiej nasz nieszczęśliwy naród
niszcząca za to, że on jeden dla tych świata
wygnańców był ludzkim, był dobroczynnym.
My, przez szczególnie, powszechną w naszym
narodzie tolerancję szanujemy ich, ich względem
nas nietolerancję, ich obra-żające nas zwyczaje
nie dotykania się ich jadła, ich naczyń; a oni bez
wszelkiego wzajemnego względu wszystkich
używają sposobów wciskania się do naszych
miejsc religijnych, szczególnie przez nas
święconych. Już nawet Częstochowa, miejsce w
religii naszej, tak od całego ludu szanowane,
miejsce od tylu wieków jedynie w Królestwie
Polskim uświęcone, przez wszystkich królów
polskich, od wolności zamieszkania Żydów wyjęte,
od piętnastu lat już w Częstochowie 60 rodzin
żydowskich osiadło.
Warszawa, stolica królów polskich, od swego
założenia nigdy u siebie Żydów nie miała. Jeszcze
za czasów sejmu konstytucyjnego tu stałe
zamieszkanie wolne im nie było; lat dwadzieścia
ledwo mija, a już i ta stolica narodu polskiego,
więcej jak czwartą część w swojej ludności mieści
Żydów. Przeciw tak nadzwyczajnie rosnącej
ludności, Żydów w stosunku do Polaków, trzeba
środków szybkich, tęgich i stałych.
Obojętność, uległość, stałego postanowienia
niemącąca powolność złego nie wstrzyma, nie
poprawi, ani nawet nie zmierzy. Postęp złego jest
wielki, niebezpieczeństwo wielkie; przeciw niemu
trzeba środków wielkich.
Największa dla Żydów powolność i pewne do
nabycia obywatelstwa drogi, były im wskazane i
ułatwione w systemie zeszłych rządów Księstwa
Warszawskiego. Cóż z tego księstwo zyskało?
Oto stało się całego żydostwa stekiem. Cóż stąd
polskim miastom, cóż przybyło naszej
przemysłowej klasie? Większe przeszkody,
większe zniszczenie, a w kraju zlała się zewsząd
tłuszcza samych próżniaków, włóczęgów, nowych
szynkarzy, lichwiarzy, szpiegów, wekslarzy,
machlerów, faktorów, tych ostatnich, ludzi
najnikczemniejszych, których pośrednictwem
wszystkie cudzoziemców, zepsucia i wszystkich
nieprawych czynów, nieuczciwych sprzedaży
przechodziły do naszego dotąd najmniej
skażonego ludu; przechodziły do naszych, co
dotąd w kraju polskim jeszcze znanym nie było,
do naszych oficjalistów. Jakie mogą być środki do
wyratowania kraju od złego, które tak nagle wśród
nas wzrasta? Jakie sposoby do zapobiegania
niebezpieczeństwu, które z czasem całemu
narodowi zagraża?
Należy pogłębić i rozpoznać gruntownie w samym
rodzie żydowskim przyczyny tej jego szkodliwości.
Trzeba prosto w te przyczyny uderzyć, trzeba
je zniweczyć, albo tak obezwładnić, ażeby ginęły
lub bezwładnymi stawały się ich skutki. Wszystkie
złego przyczyny znajdują się w systematycznej
tego ludu od innych narodów wyłączności, w jego
stosunkach religijnych, moralnych, cywilnych,
politycznych, a wszystkich pozorem religii
okrytych. Wyłączność ich religii potępia nas jako
naród bałwochwalczy: nauka religii pod klątwą
zakazuje wszelkich z bałwochwalcami rodzinnych
i cywilnych związków, zabrania z narodem
bałwochwalskim małżeństw; wy-stępnym czyni
wspólne z nami używanie żywności. Dotknięcie
nawet przez nas naczyń używanych do potrzeb
żydowskich, jest oznaczone religijną klątwą.
Takich naczyń używanie jest religijnym
występkiem. Ta ich nauka religijna i moralna
zakazuje pod klątwą, Żydom ciągłą, użyteczną,
pracowitą służbę u osób bałwochwalczego
narodu; pozwala im z niego wszystkie zyski
ciągnąć, ale dla niego pracować, dla niego być
użytecz-nym − zabrania; pozwala po takich ludów
ziemi się rozchodzić, rozpościerać się i dla siebie
zabierać, ale klątwą miota na Żyda, który by
takiemu ludowi służył, albo się pracowitych,
48
48
rolniczych robót dla niego podejmował. Stąd
pochodzi, że lud żydowski już przez tyle wieków
pomieszał się z naszym ludem, rozpostarł się po
całym naszym narodzie i nie było jeszcze Ży-da,
który by ciągłą, pracowitą służbę w domu jakiego
gospodarza Polaka − bądź u rolnika, bądź u
rzemieślnika, albo ziemianina przyjął.
Przeciwnie, już krocie Polaków Żydom służy, dla
pożytku Żydów ciężkie prace w służbie ich
ponoszą, dla Żydów dzienną pańszczyznę, nocną
stróże odrabiają.
My przez oświecenie, przez tolerancję, przez
cywilizację już zmieniliśmy się względem Żydów
do tego stopnia, że obcując z nimi przez
dotkliwość nie ukazania im jakichś uprzedzeń
wzglę-dem religii, względem ich zabobonności,
nazywamy ich starozakonnymi synami Izraela,
ludem wyznania mojżeszowego; oni zaś zacięci w
fanatyzmie, w zasadach swojej nietolerancji i nienawiści
zaprzysiężonej przez Cherim, skrycie
przeciw ludom obcym wśród siebie ich
goszczącym, ciągle, jednostajnie nazywa-ją nas
bałwochwalcami w swoich księgach, w swoich
modlitwach. Uczą swoje dzieci w swoich szkołach,
że my nie wierzymy w Boga, że jesteśmy
narodem barbarzyńskim. W ogóle uczą swe dzieci
już od małego nienawiści do narodów
nieżydowskich, jak też że są narodem przez Boga
wybranem i narodem królewskim! Nasi ojcowie
zwali ich prostym słowem, „Żyd niewierny”, my
przez skutek naszego wieku cywilizacji
wystrzegamy się dla nie wyrządzania im
przykrości, nazwać ich prosto Żydami; a nasze
pospólstwo już ich nawet waćpanuje. Oni zaś, tak
jak ich najdawniejsi przodkowie zwali
Chananejczyków, tym samym słowem w swoich
pismach, w swoich religijnych naukach i księgach
nazywają nas „goj”, tj. poganin, bałwochwalca.
Jest to więc sekretna korporacja, tajemniczy
szatański zakon, jest to związek z wszystkimi
dotąd znanymi, i organizowany najdoskonalej,
przez to niebezpieczny; on jest w najistotniejszych
częściach, podkopuje narody i rządy, a razem z
własnego układu pokrywa się najwyższą wzgardą.
Tak zasłoniony, broni złego, spokojnie i skutecznie.
Ta przemyślanie ułożo-na względem siebie
powszechna pogarda, usuwa z niego całą uwagę
narodów i rządów, chociaż te, tak podejrzliwymi są
względem wszelkich innych korporacji, klubów,
zakonów czy innych organizacji. Przecież te
sekretne związki mają przynajmniej jakikolwiek w
części na widoku użytek narodowy. Przeciwnie,
związek żydowski dąży we wszystkim do
uszkodzenia i do niszczenia gościnnego narodu,
ma wszystkie niepodległej udzielności charaktery,
ma skryte rządy, udzielne obrady, publiczne
zjazdy, stanowi i rozkłada podatki, utrzymuje
swoją szczegóło-wą i najwyższą rachunkowość;
wszystkie swoje akta spisuje w nie zrozumiałym
języku; ma nadto najtęższą, teokratyzmem
uświęconą władzę wykonawczą i wyłączne
sądownictwo. Wszędzie postępowania jego są na
wszystko czujne, sprężyste; wszędzie jego
urządzenia tajemne i nieprzerwanie udaremniają
zamiary rządu krajowego i odejmować wszelkie
zyski narodom, bałwochwalcami zwanymi.
Owszem jedynie według swoich widoków z
każdym jego nie-przyjacielem i przyjacielem
równo się wiąże. Inne zakony, kluby, muszą
ostrożnie w tysiącach osób szukać i upatrywać,
ko-go by im się do związku zaciągnąć udało;
Żydzi im więcej dzieci mnożą, tym liczniejszych
mają zwolenników. Tamci z bojaźnią,
zaciągającemu się powierzają sekret, drżąc by nie
był zdrajcą; ci z pierwszym dzieci niemowląt
uczuciem związku sekret wpajają w ich serca, a z
pierwszym rozwijaniem się zmysłów, wdrażają go
w ich rozumu władzę. Tamci od związkowych
mają tylko na sekret dane słowo, albo uczynione
śluby, ci wzrosłych w fanatyzmie jeszcze ten sekret
zaklinają przez najstraszniejszy Cherim.
Taka korporacja, taki lud przez związek tajemny
wyłącznie stowarzyszony z tak zastraszającą
prędkością, ściągający do Królestwa Polskiego,
może łatwo dojść do szóstej i do czwartej części
ludności krajowej. W ten czas, on, nie oświecony,
cywilizować się nie chcący; fanatyzmem przeciw
bałwochwalcom ustawicznie elektryzowany, dla
swoich naczelnych pod imieniem starszyzny
chowając ślepe posłuszeństwo; ze swoimi
związkami w całym świecie prowadząc piśmiennie
porozumienia, a w swoim ręku całą krajową
gotowiznę mając, gdy za użyciem pod pozorem
filantropii sobie wśród mas coraz więcej
zwolenników namnoży, gdy praw politycznych
uzyska, gdy z dzisiejszej wzgardy otrząśnie się, a
więc już ukazującego się zuchwalstwa poczuje,
czy nie należałoby się w końcu lękać odnowienia
scen wyprawionych pod przewodnictwem
Adrejassa w Egipcie, albo pod sprawą
Barkogueba w Syrii? Oto główniejsze przyczyny w
Żydach, szkodzenia innym narodom. To
niebezpieczeństwo dla Polaków jest
najgroźniejsze, bo dla Polaków z samym czasem
naocznie i niezmiernie rośnie. Na tak uporczywą
przez tajemny związek, przez Cherim, w religii, w
49
49
moralności, we wszystkich stosunkach cywilnych i
politycznych zaprzysięgłą Żydów wyłączność, nie
ma innego sposobu, tylko użycie wzajemnej
przeciw nim wyłączności fizycznej. Albo wydalić z
kraju, czego użyły inne narody, a czego użyć już
teraz dla nas jest za późno, albo wyznaczyć im w
kraju po miastach dla ich mieszkania miejsca
całkiem wyłączne, od domów innych
mieszkańców kraju, oddzielne. Tego przykłady
zostawili nam nasi najdawniejsi przodkowie, które
później nierozważnie zaniedbali. Tak w jednym
obwodzie połączonych, łatwiej będzie doglądać.
Tak tylko ich napływ do nas, a to samego
ubóstwa, próżniaków, włóczęgów może być
wstrzymany. Tam oni żyć będą wyłącznie co do
miejsca, ale nie będą robić wyłącznego miasta.
Tam podzieleni na osobne gromady, nie mogliby
stanowić osobnego w narodzie narodu, ale razem
objęci pod ściślejszym dozorem mieliby jedynie
krajowe, narodowe prawa, mieliby tylko jeden
krajowy rząd.
Ponieważ Żydzi teraz rozbiegli się po całym
kraju, to mogą wciskać się do niego wszędzie i
szkodzić nam wszędzie razem. Bez łączenia się,
pomieszani z naszym ludem psują, niszczą go
wszędzie, przez to nie mogąc razem po całym
kraju, po wszystkich miejscach, po wszystkich
domach zapobiegać ich szkodliwości, trzeba ich
podzielić, trzeba tylko w pewne punkty zebrać.
Trudniej im będzie się do tych przedzierać, a
łatwiej rządowi mieć nad nimi czujniejszą
baczność w pewnych punktach; łatwiej mu zebrać
i urządzić skuteczniejsze środki obrony naszego
ludu przeciw tej ich szkodliwości w pewnych
miejscach, aniżeli po całym kraju. To są prawidła
zdrowego rozsądku i porządku.
Rząd mając Żydów podzielonych na pewne
punkty w kraju, a połączonych w oddzielnym
obwodzie po miastach, dopiero potrafi stawać się
dla nich prawdziwie i skutecznie opiekuńczym, a
razem nie przestawać dla własnego narodu być
zacho-wawczym. Tam będzie mógł przez bliższy
dozór skuteczniej szkodliwych przerabiać na
użytecznych; tam potrafi stopniowo ich
cywilizować, zamierzonymi drogami prowadzić do
tego w społeczności usposobienia, a którym
według prawa będzie mógł do towarzystwa z
pożytkiem ich dopuszczać.
W takim zamiarze potrzebnymi są następne
postanowienia:
1) Wszystkich Żydów ze wsi ściągnąć do
miast.
2) W miastach wyznaczyć im do mieszkania
miejsca oddzielne, opasane obwodem, który by
nie dozwalał stykania się ich mieszkań z domami
mieszkańców krajowych.
3) W każdym żydowskim rynku czyli obwodzie
należy podzielić ich na małe pewnej liczby
mieszkańców komisariatu, a zadaniem każdego
komisariatu jest, aby dać tam urzędników
Polaków.
4) Tam natychmiast ma być zrobiony ścisły
spis wszystkich Żydów i nadanie każdemu
stałego, rodzinnego nazwiska, którego już
zmieniać pod karą wywiezienia z kraju nie może; i
tylko tego nazwiska we wszystkich sprawach i
czynach używać. Każdy członek jego rodziny
powinien go stale używać, nigdy inaczej się nie
podpisywać tylko literami polskimi.
5) Z dniem ustąpienia ich ze wsi, a ściągnięcia
się do miast ustaje ich wolność szynkowania
trunków w kraju, w miastach zaś, tylko w samych
żydowskich obwodach pozwolenie tego szynku
trunków trwać może do dwóch lat. Po upływie
tego czasu, szynk wszelkich trunków w całym
kraju ma im być zabroniony.
6) Każdy Żyd od dziecka, lat 7 mający, już
rodzinnego nazwiska używający, powinien mieć
swoją kartę czyli bilet, zaświadczenie. Tylko taką
kartę mający, może w dzień wychodzić i wchodzić
do miasta mieszkańców krajowych.
7) W obwodzie zamieszkania Żydów, sami
rodacy urzędnikami być powinni, tylko same
władze administracyjne i sądowe krajowe, tam
znajdować się będą. Przeto wszelkie urzędy
żydowskie, pod jakimkolwiek imieniem bądź
starszych, bądź kahalnych pod karą występku
krajowego będą zakazanymi. Każ-dy Żyd
sprawujący jakąś w żydostwie administrację lub
sądo-wą władzę, wdający się w czynność
należącą do władz krajowych, administracyjnych,
policyjnych lub sądowniczych o jako występny
przeciw krajowi karany być powinien.
8) Szkolnicy i rabin, należą jedynie do
odprawiania nabożeństwa w boźnicach. Przy
urodzeniu, przy małżeństwach, rozwodach i
pogrzebach sprawują rabini tylko obrządki religijne.
Wszystkie zaś spory, sprawy, rozporządzenia,
umowy, należą jedynie do krajowych urzędników
cywilnych i sądowych. Rów-nież skrypta, zapisy,
transakcje, sukcesje, działy między dziećmi lub
krewnymi pod nieważnością, pod karą głównego
przestęp-stwa, tylko w urzędach robione być
mają.
9) Wszelkie przysięgi żydowskie na wezwanie
jakiejś władzy żydowskiej, czyli starszych
żydowskich, są zabronione, a Cherim pod
50
50
deportacją z kraju powinien być zakazany.
10) Bez pozwolenia krajowego rządu,
zaciąganie na kahały długów, sekretne
stanowienie podatków na gminy żydowskie,
tajemnie narzucane i pod klątwą wymuszane
pożyczki, składki z gminy lub z całego narodu
żydowskiego, winny być jako sposoby tajemnych
zmów i spisków przeciw krajowi, przeciw rządo-wi i
przeciw prawom ich się tyczącym, pod karą główną
zbrodni krajowej, zakazanymi. Zakaz ten ze
strony rządu wymaga wielkiej w wykonywaniu
surowości, gdyż tymi to środkami Żydzi albo
zaraz przy wszczęciu się, niszczą postanowienia
rządów ku ich cywilizacji przedsięwzięcia, albo
uzyskują czas, a za tym paraliżują działanie
egzekucji, w końcu sprowadzają postanowienie
całkowitego upadku. To im podaje wszędzie tak
szko-dliwy, tak niebezpieczny wpływ i ta
możność skażenia w naszych ludach, obyczajów i
moralności. To im ułatwia ten sposób w
podwładnych i w samych urzędnikach krajowych,
zagubienia, wstydu czynów nieuczciwych,
popełniania niewierności swoim obowiązkom,
nadawania im sprzedajności dusz nikczem-nych.
To Żydom nadaje te tysiące, te krocie, te miliony,
który-mi otwierają sobie drzwi nawet do
pierwszych powierników i doradców przy tronach.
Nie doświadczyła cała Polska, jak lud ten
zaciągnąwszy z narodu Polaków ogromne na
swoje kahały sumy, jak przewrotny potrafił los
dwóch pierwszych w Rzeczpospolitej stany
duchowieństwa i szlachty z losem swych
zadłużonych kahałów tak powiązać, iż wierzyciele
ich musieli na wszystkich sejmach tych kahałów,
jakby najistotniejszej Rzeczypospolitej części
stawać się obrońcami; należy więc jako główną
zbrodnię przeciw krajowi, gminom żydowskim
zakazać bez pozwolenia rządu zaciągać długi,
ustanawiać podatki, pożyczki i wszelkie składki.
11) Wszelkie w gminach żydowskich sekretne
schadzki, naradzania się i działania powinny
surowo być zakazanymi.
12) Archiwa ich uporządkować i urzędnikom
krajowym pod dozór oddać należy.
13) Rachunkowość ich, przez rząd ściśle
kontrolowaną być powinna, a wszystko w języku
polskim ma być pisane.
14) Żydów wychowanie i szkoły dla nich będą
tylko krajowe, publiczne. Szkół, szkółek
żydowskich mieć osobnych, pokąt-nych,
wychowań domowych wyłącznych nie ma im być
wolno. Wszystkie dzieci brać będą publiczną,
krajową edukację w krajowym języku, a ksiąg
przepisanych przez władzę nad edukację
przełożoną. Jeden tylko nauczyciel będzie z ich
wyznania do dawania im nauki religijnej, jaka jest
przepisana dla wszy-stkich innych wyznań.
15) Gdy już teraz Żydzi nie mają swego języka
narodowego, ale zepsuty, nikomu niezrozumiały
język niemiecki; gdy nie w Niemczech, ale w
Polsce schronienie i sposób życia znajdują i ten
kraj za ojczysty obierają, przez to w miejsce
języka niemieckiego mają przyjąć język polski. Ich
pisma, ich druki, ich tłumaczenia bądź moralne,
bądź religijne, aby równie cenzurze podlegać
mogły, jak wszystkie inne w Polsce drukowane
dzieła, mają odtąd być pisane i drukowane w
języku polskim.
16) Po odbytych szkołach narodowych,
młodzieniec żydow-ski chcący udać się na naukę
rzemiosła, rękodzielnictwa, ku-piectwa,
mechaniki, rachunkowości, miernictwa,
komunikacji wodnej i lądowej, uzyska od komisji
spraw wewnętrznych i policji, kartę zaświadczenia
do wyjścia z obwodu żydowskiego i udania się na
naukę oznaczonego przedmiotu.
17) Tylko Żyd mający zaświadczenie prawem
przepisane, po odbytej już nauce w fabryce, w
rękodzielni, w rzemiośle lub w posiadaniu innych
sztuk pod liczbą poprzedzającą wymienione,
uzyska kartę pozwolenia wchodzenia w związki
małżeńskie.
18) Żadnemu z chrześcijan, nie ma być wolno
w obwodzie żydowskim podejmować w domach
Żydów robót ciężkich słu-żebniczych, lecz sami
tylko Żydzi w obwodzie żydowskim Żydom służyć,
prace czy roboty ciężkie, służebnicze w domach
żydowskich i w obwodzie żydowskim będą
ponosić. Przeto mają się przyzwyczajać, wprawiać
do prac wyrobczych ciężkich, a w towarzystwach
ludzkich koniecznie potrzebnych; mają od szynku
oddaleni, znaleźć zaraz sposób życia w usłudze,
w pracy podejmowanej dla zgromadzenia
żydowskiego, a lud nasz dotąd im służący,
zamiast pracowania dla próżniaków ma powrócić
do prac rolniczych, do rzemiosł, do zastąpienia
tych, którzy na szynkarzy pójdą.
19) Każda osobistość żydowska nosząca już
stałe, rodzinne nazwisko i swoje własne imię,
przyzwyczajona do ciężkiej pracy, służebniczej,
gospodarskiej, rolniczej, rzemieślniczej, której
dowody już w służbie żydowskiej ciągle przez lat
dziesięć, okazała, może dostać kartę
zaświadczenia do wejścia w podobną służbę u
krajowego gospodarza.
20) Wszyscy Żydzi, kupiectwem się bawiący
winni utrzymywać porządne według przepisów w
języku polskim książki kupieckie. Żyd-kupiec,
51
51
noszący stałe imię i nazwisko rodzinne, który ma
w towarach rzeczywiście sto tysięcy funduszu i już
przez lat dziesięć w obwodzie żydowskim takie
kupiectwo uczci-wie prowadził, księgi porządne
utrzymywał, dzieci do szkół pu-blicznych,
krajowych posyłał, dla nich życia sposób wskazał i
inne przepisy kwalifikacji dopełnił, może od
komisji rządowej spraw wewnętrznych, odebrać
kartę zaświadczenia do wyprowadzenia się z
obwodu, do założenia swego kupiectwa wśród
mieszkańców krajowych, a po pięciu latach tam
doświadczenia, może być przez komisję podany
rządowi i do obywatelstwa, do nabycia domu lub
placu w mieście, celem założenia swojego handlu.
21) Każda osoba żydowska ze stałym
nazwiskiem rodzinnym, które dla pracy, uczenia
się w rzemiośle, w fabryce, w rękodzielni zechce
wyjść z obwodu i udać się na takową naukę,
powinna przez komisarza województwa wskazać
komisji rządowej spraw wewnętrznych tego
rzemieślnika, fabrykanta, rękodzielnika, u którego
chce się uczyć, a wtedy karta zaświadczenia
wydana mu będzie.
22) Żyd ze stałym nazwiskiem rodzinnym, który
już w obwodzie jaką użyteczną fabrykę,
rękodzielnię, rzemiosło warsztato-we założył i sam
osobiście pracuje i z czeladzią żydowską swo-ją
fabrykę obrabia, po pięciu latach próby w
obwodzie, może żądać od komisji rządowej karty
zaświadczenia do założenia takiej fabryki,
rękodzielni wśród mieszkańców krajowych, tam
obrabiać je przez Żydów. Po pięciu latach wśród
mieszkańców krajowych doświadczenia, gdy
wszystkich innych przepisów dopełnił, może żądać
przez komisję, od najwyższego rządu, nabycia
prawa obywatelskiego z wolnością nabywania
własności domów i placów w miastach, lub pewną
ilość mórg gruntu na czynsz lub na wieczną
dzierżawę po wsiach.
23) Każda osoba żydowska, która po
wypuszczeniu jej z obwodu żydowskiego przez 10
lat sprawowała się dobrze, wiernie, pracowicie w
obowiązkach służebniczych, w domu gospodarzy
narodowych, która lat 10 ciągle obrabia grunt
pańszczyźniany, może uzyskać kartę
zaświadczenia, nabycie placu i ogrodu w mieście,
albo na objęcie gruntu czynszowego po wsiach.
24) Do nabycia własności dóbr ziemskich tylko
jedynie taka osoba żydowska dopuszczona
zostanie, która już nabyła prawa obywatelskie.
Od sejmu konstytucyjnego, od czasu, w którym
naród polski więcej uwagi zwracać zaczął na
swoje niebezpieczeństwo ze strony Żydów − te
mylne, a przecież dosyć upowszechnione −
spostrzegać dają się myśli, iż najlepszy do
reformy Żydów jest sposób: obrócić ich przemysł
do rolnictwa, do ziemi. Myśli te nieuważnie,
bezwarunkowo użyte nie zreformują Żydów lecz
jeszcze dotąd jeden od ich szkodliwości ocalony
stan szlachty, stan ziemian poddadzą pod
wywłaszczenie i zniszczenie, przez Żydów. Nigdy
bezwarunkowo Żydów do wykupowania dóbr ziemiańskich
przypuszczać nie można! To
narażałoby naród na ostatnie niebezpieczeństwo.
W żydowskich rękach dotąd znajduje się w Polsce
cały przemysł, cały handel i obieg pieniędzy.
Nierozsądnie byłoby ziemię zrobić przedmiotem
ich przebiegu i żądzy: tego im w żadnym nie
dozwolono narodzie. Przy tylu błę-dach, przez
naszych przodków względem żydostwa
popełnionych, tylko niedopuszczenie ich do
nabywania dóbr ziemskich ocaliło stan szlachecki
i utrzymało go w całości przy ziemi. Któż nie wie z
niedawnej przeszłości, do jakiego stopnia
zuchwałości gwałtowność Żydów wzniosła się na
Podolu i na Ukra-inie, gdy z włościan żaden ojciec
nie mógł rozporządzić postanowieniem swoich
dzieci, żadna dziewka nie mogła pójść za mąż,
jeżeli Żyd nie dał pozwolenia, jeżeli Żydowi nie
opłaciła kunicy. Nasi przodkowie dopuścili Żydów
bezwarunkowo, w niektórych miastach do
nabywania placów. Wkrótce wszędzie oni
naszych zamożnych mieszczan rujnowali,
wszędzie wykupili ich place, ich własności
miejskie w rynkach, na głównych ulicach, a lud
nasz wypchnęli w zakąty i niedostępne
przedmieścia. To stanie się z właścicielami
ziemskimi, jak prędko do ich wykupienia
bezwarunkowo dopuścimy Żydów. Żydów wzywać
do nabywania własności ziemskich jest
najprostszym środkiem do przemiany ziemi
polskiej w ziemię judzką.
Duch naszego wskrzesiciela i prawodawcy
powołuje nas wszędzie do podejmowania
wszystkich natężeń, wszystkich usi-łowań, aby ten
odradzający się naród, z tej smutnej, z tej obra-
żającej postawy ubóstwa i nędzy wyprowadzić,
aby wznieść w nim przemysł, rolnictwo, rzemiosło,
rękodzieła, handel; aby rów-nająca udolność jego
męstwa, jego ziemi obfitości, powrócić mu
świetność i bogactwo.
Kto chce rzeczy, ten chce do jej osiągnięcia,
środków. Naszą więc powinnością, tych szukać, te
odkryć i użyć. Tych przy odradzaniu się,
zaniedbanie, albo złych, nieskutecznych, poda-nie
będą wyrzucać nam ze złorzeczeniem potomni.
Bo my staniemy się przyczyną ich poniżenia, ich
nędzy i wzgardy. Obrane środki pewne do
wyratowania narodu z tego, ze strony Ży-dów
52
52
niebezpieczeństwa niezawodne, złóżmy u tronu
najłaskawszego z królów z prośbą, aby te prawa, tę
opiekę, tę obronę, któ-rą względnie na
szkodliwość Żydów doznają pod jego berłem inni
poddani, aby tej opieki, tej obrony i my jego
uczestnikami zostali.
„Przestrogi dla Polski” − Stanisław Staszic,
1790 r.
___________________
NIEWOLNICTWO
Opoka, X 1994 r.
Broniąc się przed zarzutem odpowiedzialności
za handel niewolnikami z Afryki żydowska Liga
Antydefamacyjna dała ogłoszenie w „The New
York Times International” / 24, maj, 1994 r. /
rozkładające odpowiedzialność za ten proceder
na ludzi różnych ras i narodów {Białych, Arabów,
Murzynów, itd}. Przy okazji przyznano, że „Żydzi
raczej handlowali Słowianami w Europie
Średniowiecznej i wokół Morza Śródziemnego”.
Wyrazy „slav” i „slave” czy też „sclave”
oznaczają niewolnika czy też Słowianina, co w
krajach śródziemnomorskich było w pewnym
okresie równoznaczne dzięki działalności takich
han-dlarzy żydowskich jak odwiedzający Polan,
Ibrahimi ibn Jakub. Według Iwo Cypriana
Pogonowskiego („Jews in Poland, a documentary
history”, Hippocrene Books, N.Y. 1993 r.)
pierwsze osadnictwo żydowskie w Polsce
zorganizowane było by wymieniać produkty leśne,
konie, futra, miecze i „niewolników obojga płci
na towary luksusowe”. Jedna ze scen na
dwunastowiecznych drzwiach gnieźnieńskich
przedstawia uwalnianie nie-wolników
chrześcijańskich od żydowskich kupców przez
syna Bolesława Chrobrego, późniejszego króla
Mieszka II.
Miesięcznik „Opoka” − redagowany przez
Macieja Giertycha, październik-1994 r.
Kórnik/Poznań
________________________________________
__________________
* * * * * * *
* * *
MASONERIA Z PERSPEKTYWY
FRANCUSKIEJ
Mówić w Polsce o działalności masonów − to
narazić się na ośmieszenie albo zarzuty
fanatyzmu, zaściankowości, zacofania… Wszelkie
wypowiedzi na ten temat przyjmowane są w
laicko-lewicująco-liberalnych kręgach
inteligenckich oraz podporządkowanej im prasie
jako niepoważne i świadczące o niskim poziomie
umysłowym. Nawet gdy relacjonuje się wywiady,
jakich udzielają polskim środkom przekazu
goszczący u nas coraz częściej dostojnicy
zachodnich lóż masońskich.
Pożyteczne zatem będzie zasygnalizowanie
artykułu Jana Engelgarda w „Słowie − Dzienniku
Katolickim” (nr.193), omawiającego wydaną w
Warszawie książkę Arnauda de Lassusa pt. „Masoneria
− intrygująca tajemniczość”. W artykule
czytamy: „Praca ta zasługuje na szczególną
uwagę, gdyż jej zawartość została oparta
wyłącznie na źródłach masońskich. Autor zajmuje
się analizą ideologi masońskiej, metod jej
działania, strukturą organizacyjną − posługując
się przekazami wolontariuszy”.
Wiadomo, że ten międzynarodowy związek nie
występuje bezpośrednio jako siła polityczna, ale
stara się wpływać w sposób decydujący na
sprawy polityczne, kulturalne i duchowe,
kształtować świadomość społeczną oraz formy
życia codziennego. „Jakie stawia sobie cele?
Oficjalna propaganda masońska doby
współczesnej próbuje lansować tezę o wyłącznie
filantropijno − humanitarnym charakterze tej
organizacji. Zaprzecza się również tezie o
antykatolickim obliczu wolnomularstwa. Z
materiału źródłowego, przedstawionego przez
Arnauda de Lassusa, wyłania się jednak inny
obraz. Naczelnym celem masonerii jest
„odkatolicyzowanie świata”.
Jan Engelgard podaje też ważną informację:
„Według amerykańskiego jezuity H. Grubera, który
przeanalizował treść wielu pism masońskich,
podstawowe cele wolnomularstwa rysują się
następująco:
1) Zniszczyć całkowicie wpływ społeczny
Kościoła i religii w ogóle, już to przez otwarte
prześladowanie, już to poprzez tzw. rozdział
Kościoła od państwa.
2) Zlaicyzować i zsekularyzować całe życie
prywatne i publiczne, nade wszystko zaś
nauczanie powszechne.
3) Rozwijać systematycznie u dzieci w szkołach
wolność myśli i sumienia. Chronić je, jak tylko
możliwe, przed wszelkimi zgubnymi wpływami
Kościoła lub nawet przed wpływem ich własnych
rodziców (…)”.
„W walce o odkatolicyzowanie świata istotną
53
53
rolę odgrywa niszczenie tradycyjnej moralności.
Tygodnik „Le Point” z 11 wrze-śnia 1978 r. tak
ocenił rolę masonerii w tej kwestii: „Prace masońskie
znajdują się często w awangardzie idei.
Należy do nich dezorganizacja rodzin,
antykoncepcja, aborcja”.
Autor artykułu w „Słowie” podkreśla: „Właśnie
rodzina jest głównym celem ataku masonerii”.
„Rodzina − instytucja w zaniku” − triumfalnie
obwieściło w 1976 r. czasopismo „Huma-nisme”.
Działania te najpełniej wyjaśnił jeden z francuskich
masonów, Vindice: „Wprowadźcie demoralizację,
a nie będziecie mieć więcej katolików”.
Przytoczone powyżej wypowiedzi wolnomularzy
wskazują dobitnie, że współczesna masoneria nie
jest bynajmniej organizacją filantropijną,
krzewiącą ideę tolerancji. Jej wpływy używane są
do burzenia moralności chrześcijańskiej, do
lansowania „nowych” ideologii w rodzaju New
Age, do „rozmiękczania” Kościoła katolickiego”.
Na zakończenie trzeba koniecznie
przypomnieć, iż wszelkie posunięcia tak bardzo
aktywnego międzynarodowego sprzysię-żenia
mają charakter anonimowy, a nazwiska członków
każdej loży otoczone są ścisłą tajemnicą. To, co
od dwóch lat dzieje się w Polsce w dziedzinie
walki z Kościołem, etyką chrześcijańską i
moralnością społeczną, a przede wszystkim
działania środków przekazu warto skonfrontować
z powyższym programem walki o „wolność”.
Tygodnik Katolicki „Niedziela” – red. M. Ż.
czerwiec 1994 r.
___________________
MASONERIA W POLSCE
WSPÓŁCZESNEJ
Z przeszłości
Masoneria albo inaczej wolnomularstwo jest
pewnym stowarzyszeniem i jako takie posiada
swoją ideologię, w myśl której działa, oraz sobie
właściwe formy organizacyjne, w których pracuje.
Oczywiście ważniejszą od form organizacyjnych
jest ideologia, ona bowiem w pierwszym rzędzie
stanowi o istocie stowarzyszenia.
W ideologii masońskiej, która się stopniowo w
ciągu lat rozwijała, podlegając pewnym zmianom,
możemy z łatwością odnaleźć charakterystyczny
motyw, który był i jest jej głównym i podstawowym
składnikiem we wszystkich okresach istnienia
masonerii. Motywem tym jest ciągła walka z
„przeklętym Rzymem”, ze społeczeństwami i
narodami chrześcijańskimi i w ogóle z tym
wszystkim, co w oparciu o chrystianizm i z jego
ducha wyrosło i tym duchem żyje.
Jest rzeczą logiczną, początku tej walki tam
szukać, gdzie nauka chrystianizmu najpierw była
głoszona, a więc − wśród dawnego żydostwa.
O ile chcemy dobrze zrozumieć istotę
masonerii, musimy sięgnąć do czasów bardzo
odległych i zająć się aż sektą żydowską
faryzeuszów.
Była to pośród sekt żydowskich w Palestynie,
w okresie narodzenia Chrystusa, sekta
najbardziej zwarta. Ona to wyznawała ów
mesjanizm, który później stał się naczelną wiarą
spaczonego judaizmu − wiarą w przyjście
Mesjasza, który zapewni żydostwu ziemskie
panowanie nad całym światem. Również w łonie
tej sekty (która po upadku Jerozolimy opanowała
całe ży-dostwo) znajdujemy ową mesjańską
gwiazdę dawidową, która później będzie widoczna
na emblematach wielu jeszcze innych sekt i lóż
masońskich.
Wypełnianie tego spaczonego mesjanizmu
rozpoczęło żydostwo od judaizacji społeczeństw
chrześcijańskich, a judaizacja ta wyrażała się
przede wszystkim w ziejącej nienawiścią walce z
„przeklętym Rzymem”, w rozbijaniu jedności
Kościoła katolickiego, w tworzeniu sekt
chrześcijańskich, w skażaniu nauki Kościoła
Kabałą żydowską, w niszczeniu wreszcie państw i
na-rodów katolickich, przywiązanych do kultury
łacińskiej.
Pierwszy okres judaizacji − to penetracja
tajnego nauczania żydowskiego do
chrześcijaństwa, penetracja pierwiastków żydowskich
i niebezpieczne ich przemieszanie się
(synkretyzacja) z chrześcijańskimi. Dochodzi
wkrótce do tego, że niektóre symbole wiary
chrześcijańskiej spaczono i zniekształcono, a
opatrzone przydawkami z Kabały żydowskiej
pojawiają się one w nauce różnych ówczesnych
sekt chrześcijańskich.
Owa Kabała żydowska, ta skarbnica
mistycyzmu dzisiejszych cadyków, która stanowiła
część składową i istotną wszystkich nauk tych sekt,
była od zamierzchłych czasów zbiorem tajnych
nauk, kanonów i praw żydowskich,
dziedziczonych ustną tradycją i uznanych obok
prawa pisanego. Później ukształtowała się ona w
pewien system filozofii, przejęty do głębi duchem
mistycyzmu, właściwym psychice żydowskiej.
Te wierzenia kabalistyczne, które spisywano w
54
54
księgi tajem-ne, niedostępne laikom (a z których
najsłynniejszą jest „Sefer ha-Zohar” − „Księga
Światłości”), wywierają wpływ na liczne od-łamy
chrześcijaństwa. Powstaje wtenczas „gnoza”,
która jest połączeniem nauki chrześcijańskiej z
filozofią grecko-orientalną, wierzeniami Wschodu i
Kabałą żydowską.
«„Gnoza” ta, przeciwstawiając się Kościołowi
świętego Piotra, powoływała się chętnie na innego
apostoła, świętego Jana, jako na ulubionego
ucznia Chrystusowego, a zarazem twórcę
„Czwartej Ewangelii” i „Apokalipsy”. Ten moment
jest dla nas bardzo ważny, bo ten „joannityzm”
sekciarski przetrwa w sektach bardzo długo,
skoro zadomowi się między innymi i w lożach
masońskich. Już bowiem w tych wczesnych
lożach spoczywała „Czwarta Ewangelia”, jako
dzieło mistyczne, na sto-łach tychże lóż, cały zaś
szereg lóż później rozwiniętych nosił miano lóż
„joannickich” i odbywał niektóre uroczystości
swoje w dzień św. Jana…»
Inne etapy tej judaizacji − to przede wszystkim
epilogi wypraw krzyżowych, wyrażające się
między innymi w formacjach znanych zakonów
rycerskich, które niekiedy, niewątpliwie pod
wpływami kabalizującego Wschodu, przeobrażały
się w kolegia okultystyczne. Tutaj wspomnimy
choćby o najstarszym z nich, noszącym nazwę
Joannitów, którego siedziba Malta aż do końca
XVIII stulecia była widownią okultystycznych
wtajemniczeń; dalej − o słynnych Templariuszach,
fikcyjnych czy rzeczywistych antenatach
współczesnej masonerii, którzy bodaj pieczętowali
się nawet wczesno-masońskim godłem „Krzyża i
Róży”, a może, pierwsi, używali także
kabalistycznego symbolu, Ducha św. (Parakleta);
w końcu zaś, o Krzyżakach, których zakonna
symbolika i tradycja okultystyczna plącze się po
dziś dzień w rytuałach wolnomularskich.
Albigensi i Husyci byli dalszemi etapami tej
judaizacji. Albigensi mocno podlegali wpływom
żydowskim, Husyci stanowili już bezpośrednią
forpocztę tak zwanej Reformacji.
«Wielkie stowarzyszenie kabalistyczne, znane
w Europie pod nazwą masonerii, pojawia się
nagle na świecie w momencie, kiedy protest
przeciwko Kościołowi rozbił dopiero co jedność
chrześcijańską.»
Do okresu więc Reformacji odnośi początki
masonerii znany autor masoński Eliphas Levi,
masonerię zaś samą − co ważniejsze − nazywa
„wielkim stowarzyszeniem kabalistycznym”…
Wyznanie to − podkreślające judeo-genetyczne
początki masonerii − w ustach znanego masonaokultysty,
wtajemniczonego w skryte tradycje
swojej organizacji, jest wyznaniem cennym, ale
nieodosobnionym. Potwierdza je również znany i
ceniony autor masoński August Wolfstieg:
«Wiele w naszych masońskich systemach, a
zwłaszcza w na-szej symbolice wywodzi się
niewątpliwie z tej Kabały (żydow-skiej).»
To samo stwierdza również poważny pisarz
żydowski Bernard Lazare:
«Pewnym jest, że u samej kolebki masonerii
byli Żydzi, Żydzi-kabaliści: dowodzą tego niektóre
zachowane ryty masońskie.»
Ten czynnik judeo-genetyczny masonerii
podkreśla również wtajemniczony, Wielki Mistrz
pierwszej „Wielkiej Loży” polskiej i szef
warszawskiej „Kapituły Różanego i Złotego
Krzyża”, najwyższej władzy dogmatycznej
masonerii w Polsce, August Mo-szyński (Żyd).
Kiedy bowiem członek loży masońskiej „Karol pod
Trzema Hełmami” − pracującej w języku
niemieckim i mieszczącej się w domu gminy
ewangelickiej, w Warszawie przy ul. Królewskiej −
„brat” Salsinatus Magnus, a poza „Zakonem
wolnomularskim” król polski, sam Stanisław
August Poniatowski, zwrócił się do
Moszyńskiego (we wrześniu 1781 roku) z
zapytaniem, co to jest masoneria, do której
należy, Moszyński w memoriale swoim
odpowiedział:
«Wszystkie moje poszukiwania, tyczące się
filozofii hermetycznej oraz masonerii, przekonały
mnie, że egzystowała (w przeszłości) i egzystuje
może jeszcze wiedzą nieznaną uczonym
nowoczesnym, co ma za przedmiot działania
przyrodzone, które uchodzą za nadprzyrodzone,
nadto zaś tradycję przewrotów naszego globu, a
nareszcie znajomość mniej niedoskonałą, ani-żeli
ta, którą my posiadamy, Istoty Bożej. Rozmaite te
wiadomości wydają się pochodzić od Hindusów,
od których przeniosły się do Egiptu, gdzie kapłani
uczynili z nich przedmiot religji i wiedzy
kapłańskiej, w który wtajemniczano jedynie
przywódców narodu i kasty kapłańskiej. Stamtąd
Mojżesz, genjusz czynny i przedsiębiorczy,
zaczerpnął pierwsze swoje wiadomości i
zapomocą rzeczonej wiedzy dokonał cudów na
55
55
dworze Faraona,… Jest rzeczą prawdopodobną,
że Mojżesz i Aaron, (jako) dzierżyciele tej
wiedzy, posługiwali się nią do rządów nad hordą
żydowską i przekazali jej tradycje arcykapłanom
narodu (żydowskiego), którzy ze swojej strony
wtajemniczali w nią królów, przywiązanych do
zakonu, tak jak Dawid i Salomon. Twierdzi się
dalej, że te nauki znajdują się zawarte w księdze
chaldejskiej, nazwanej „Zoharem”, wszelako są
one tam odtworzone tak dalece zawile i pod
pokrywką tylu przypowieści i tylu słów, których
znać potrzeba wartość liczbową{w alfabecie
hebrajskim litery są zarazem liczbami}, jako też
źródłosłowy, że mało Żydów rozumie się (na tym
„Zaharze”). W tej liczbie wymienia się Falka
(Chaim Samuel Jakub Rafałowicz Falk (1710-
1782), zwany „Baal Szemem” czyli cudotwórcą) i
Franka (Jakub Ben Jehuda lub Frank
Dobrucki (1726-1791), żydowski Mesjasz, Chacham
(trzecia z kolei godność w Sanhedrynie)),
co znają się na tym dosyć, ażeby dokonywać
pewnych eksperymentów czysto fizykalnych,
które jednak wydają się nadprzyrodzonymi
ludziom, będącym ich świadkami, a prostą
szarlatanerią słyszącym o nich uczonym. Jest
wszakże rzeczą niemal pewną: albo, iż ten
„Zahar” nie zawiera całej wiedzy tajnej, albo też,
że jego interpretatorzy nie pojmują go w
zupełności, bez czego nie ograniczaliby się
(jedynie tylko) do zadziwiania ciekawych…
…Esseńczycy, jako potomkowie rodzin
kapłańskich żydowskich, przechowali również w
swoich pustelniach niektóre ślady wspomnianych
już nauk i udzielili znowu cząsteczek tychże
Krzyżowcom, a w szczególności Templariuszom,
którzy… przekazali je na koniec spadkobiercom
swoim, co pojawili się w tym ostatniem stuleciu
pod nazwą masonów… Jeżeli się zważy, że
skutkiem przewrotów dziejowych dzierżyciele tej
wiedzy tajnej rozproszyli się, każdy zaś z nich
wykształcić musiał po paru uczniów, nie wyda się
dziwne, iż ci ze swojej strony wytworzyli
stowarzyszenia, które wyposażyli w pewne
pierwociny rzeczonej wiedzy, pozostawiając im
pieczę o rozwinięcie tychże. Wasza Królewska
Mość rozumie, kogo mam tu na myśli…»
Wyprowadza więc Moszyński w memoriale
swoim genezę masonerii od − Mojżesza −
Dawida − Salomona, poprzez późniejszych
arcykapłanów i mędrców narodu żydowskiego, aż
do rabinów i cadyków-kabalistów własnego
stulecia: Falka i Franka. Wyznaje również w
formie nieco zatajonej − że jego zdaniem, a raczej
nie tylko jego, lecz według tradycji wolnomularzy,
podstawą ich organizacji tajnej jest wiedza tajna,
czerpana wprost z tej skarbnicy mistycznej, którą
dla lóż masońskich stanowiła księga żydowska
„Sefer ha-Zohar” − główny twór Kabały
żydowskiej, („Sefer ha-Zohar” „Księga światłości”
− w związku z tym „masońskie światło” − „dążenie
do światłości” − „oświecenie” itp). Wskazuje więc
tutaj Moszyński wyraźnie − razem zresztą z
wieloma innymi wtajemniczonymi głosami − że
istotnych źródeł masonerii szukać należy w
kabalistyce żydowskiej. Czemżesz jest ta Kabała
żydowska?
Salomon Majmon, filozof żydowski z XVIII
wieku, wtajemniczony w arkana Kabały członek
tajnego żydowskiego stowarzyszenia, znanego
pod nazwą „Stowarzyszenie pobożnych”, które
według słów jego, − miało cel mniej więcej taki,
jak zakon Illuminatów w Bawarii i posługiwało się
nader podobnymi środkami, podaje o Kabale
nieco szczegółów w swojej „Autobiogra-fii”.
«Kabbala − ażeby nieco obszerniej o tej
Boskiej wiedzy pomówić − jest w szerszem
znaczeniu tego wyrazu podaniem i oznacza nie
tylko wiedzę tajemniczą, którą nikt nie powinien
wykładać publicznie, ale jest zarazem metodą
wyprowadzenia nowych praw z przepisów,
znajdujących się w Piśmie Świętym; podaje
wreszcie pewne fundamentalne prawa, które
jakoby Mojżesz ustnie przekazał na górze Synaj.
W ściślejszem atoli znaczeniu Kabbala oznacza
po prostu przekazanie tajnych wiadomości.
Takowe dzieli się na Kabałę teoretyczną i
praktyczną. Pierwsza zawiera naukę o Bogu, o
Jego przymiotach, które wyrażać się dają za
pomocą różnorodnych imion, o powsta-waniu
świata przez stopniowe samoograniczanie się
Jego nieskończonej doskonałości, oraz o
stosunku wszystkich rzeczy do Jego najwyższej
Istoty. Druga jest nauką o tym, jak z pomocą
owych różnorodnych imion Boga, które wyrażają
odrębne siły i stosunki do zjawisk natury, − można
dowoli oddziaływać na te ostatnie. Owe święte
imiona rozważane są tu nie tylko, jako dowolne,
ale jako przyrodzone znaki, tak, iż wszy-stko, co
się z tymi znakami przedsiębierze, musi jakoby
wywierać wpływ na same przedstawiane przez nie
rzeczy.
Z początku była prawdopodobnie Kabała li
tylko psychologią, fizyką, moralnością, polityką itp.,
przyodzianą w szaty sym-bolów i hieroglifów w
bajkach i alegoriach, których ukryty sens
56
56
odkrywać mogli jeno ludzie odpowiednio
uzdolnieni to jest; przywódcy stowarzyszenia
tajnego. Ale stopniowo, może po wielu
różnorodnych rewolucjach, ów tajemniczy sens
został zatracony i znaki brać poczęto wzamian
oznaczonych przez nie pojęć. Ależ gdy łatwo
zauważono, iż owe znaki musiały przecie coś
oznaczać, dano wyobraźni na wolę wymyślać na
nowo ów sens tajemniczy, który zdawna zaginął.
Chwytano najbardziej odległe analogie pomiędzy
znakami i rzeczami, aż wreszcie Kabała urobiła się
na jakąś sztukę szalejącego rozumowania, albo na
systemat wiedzy, oparty na kaprysach. Jej wiele
obiecujący cel − użyczenie mocy dowolnego
oddziaływania na naturę, oraz wysoce napięty i
uroczysty ton, którym to zapowiada, oczywiście
oddziałać musiały na usposobienia marzycielskie,
na umysły, ścisłą wiedzą i gruntowną filozofią
nieoświecone.
Głównym dziełem, z którego studiować można
Kabałę, jest księga Zohar, która pisana jest w
języku syryjskim. Wszystkie inne pisma
kabalistyczne są jeno komentarzami lub wyciągami
z tamtych.»
«Pewien rabin francuski, imieniem Rabbi Mozes
de Lion (XIII wiek po Chr.), sporządził pono,
według Rabbiego Józefa Candia, Zohar i
podrzucił go narodowi żydowskiemu w
charakterze sta-rożytnej księgi, której autorem
jakoby miał być słynny talmudysta Rabbi Simon
Ben Jochaj (II wiek po Chr.). Księga owa, jak już
rzeczono wyżej, zawiera wykład pisma świętego
wedle zasad Kabały, a raczej mieści owe zasady
(Kabały) w formie wykładu pisma świętego i
równocześnie z niego je stwarza. Ma ona tedy,
jako „Janus”, oblicze podwójne i winna być
wyjaśnio-ną z dwu różnych stanowisk.
Z jednej strony stanowi ona systemat w
rodzaju tych, które omawiane są szeroko w
pismach kabalistycznych. Daje tedy pole
wyobraźni, która buja wedle upodobania, a w
końcu bynajmniej nie dochodzi do jaśniejszego
ujęcia rzeczy, które z początku były ciemne.
Pewne moralne i fizyczne prawdy wyłożo-ne są tu
obrazowo, ale i one wreszcie giną w labiryncie
hyperfizycznego oglądu. Ten rodzaj Kabały jest
umiłowanym zajęciem pisarzy kabalistycznych i
stanowi małe misterium wspomnianego
stowarzyszenia tajnego (tj. „Stowarzyszenia
pobożnych”, które „miało cel mniej więcej taki, jak
zakon Illuminatów w Bawarii i posługiwało się
nader podobnymi środkami”).
Z innego stanowiska natomiast mamy tu do
czynienia z treścią polityczną, która znana jest
tylko przywódcom stowarzysze-nia tajnego.
Wszelako i oni sami i ich czynności pozostają
zawsze w ukryciu; znani są tylko pomniejsi
kierownicy. Ci ostatni nie mogą zdradzić tajemnic
politycznych, albowiem sami ich nie znają. Pierwsi
nie zdradzą ich nigdy, bo to przeczyłoby ich
interesom. Tylko małe (po prostu literackie)
sekrety udzielane są ludowi i zalecane, jako
rzeczy wielkiej wagi. Większe (polityczne)
tajemnice nie są przedmiotem nauczania, lecz, o ile
zrozumiałe są same przez się, wprowadzane są w
czyn.»
Dużą, wprost nie do pokonania zaporę dla
chrześcijańskich badaczów masonerii stanowi
fakt, że nie są świadomi arkanów tej żydowskiej
Kabały. Przystępując bowiem do ustalania genezy
masonerii, napotykają oni jakoby tajemniczy mur,
którego przebić nie są w stanie. Albowiem nie
wystarczyłaby tu nawet dokładna znajomość
języka hebrajskiego, skoro uczeni w Kabale
twierdzą, że hebrajszczyzna ma podwójne
znaczenie i tak, jak litery hebrajskie jednoznaczne
są z liczbami, tak nieraz, czytając te zgłoski,
napisane alfabetem hebrajskim, doszukiwać się w
nich należy raczej kombinacji cyfrowych (jak na
przykład co do daty upadku papiestwa czy
przyjścia Mesjasza), niż sensu literalnego. Nie
mogąc więc dotrzeć do jądra sprawy, tj. do Kabały
żydowskiej, musi niewtajemniczony badacz
chrześcijański ograniczyć się do sądzenia drzewa
po jego owocach: musi osądzić, jakie były rezultaty
i wyniki działalności tajnych stowarzyszeń
masońskich. Pod tym względem, pomimo
tajności, jaką z reguły okrywa masoneria swoje
działania, ale dzięki wyjątkowej chełpliwości, jakiej
dała upust po sukcesach Wielkiej Wojny, można
stosunkowo dużo powiedzieć.
Nie należy jednak wiązać przede wszystkim i
wyłącznie powstania masonerii (wolnomularstwa)
z rzemieślniczemi cechami średniowiecznych
mularzy, którzy trudnili się budową katedr i innych
budowli ówczesnych − jak chcą utrzymywać
niektórzy masoni. Zwyczaje bowiem wczesnych
lóż masońskich we Florencji i Livornie (wiek XVI),
jak również niektóre ustępy z dzieł filozofa
Franciszka Bacona, wtajemniczonego − jak się
wydaje − „Różokrzyżowca” (wczesno-masońska
formacja), wyraźnie wskazują na to, że ci wcześni
„mularze”, jak i „wolnomularze” w ogóle pracowali
nie nad budową jakiejś chrześcijańskiej katedry,
ale wprost przeciwnie − nad odbudową
symboliczną świątyni Salomona.
Nie należy więc rozpoczynać historii masonerii
57
57
od fikcyjnej daty roku 1717 (rzekomej daty
założenia masonerii), ale sięgnąć śmiało wstecz,
przynajmniej do początku wieku XVI. Nie ulega
bowiem kwestji, że daty wstępne Reformacji
niemieckiej, daty, znamionujące fakt epokowy
rozerwania jedności Kościoła katolickiego,
stanowią właściwszy prolog do powstania
masonerii.
* * *
Faktem jest stwierdzonym, że kabalizacja
społeczeństw chrześcijańskich najgłębiej
zaznaczyła się w wieku XVI − wieku Reformacji.
Wtedy to w Hiszpani, w Niemczech, Włoszech, w
Polsce ludzie na wyższych stanowiskach zajmują
się okultyzmem, alchemią, astrologią − czy też
wprost Kabałą żydowską. We Włoszech działają
grupy humanistów, a związek między humanizmem
i współczesną masonerią został już dziś
przez naukę ustalony. Jest również faktem, że
wtedy właśnie, we Włoszech, w tych kołach
humanistycznych, których działalność uważają dziś
masoni za świadomą i zorganizowaną robotę
pewnego zespołu, dochodzi do wybitnego
zainteresowania się Kabałą żydowską. Pico della
Mirandola i inni znani humaniści przeprowadzają
głę-bokie studia nad Kabałą. Reformację zaś
samą charakteryzuje silny rozkwit okultyzmu i
kabalistyki wokół Reuchlina, astrologii wokół Lutra
i najrozmaitszego okultyzmu wokół Kalwina. Wnuk
Reuchlina, słynny Melanchton należał do
klasycznie już sformowanego stowarzyszenia
tajnego. Reformator zaś Socyn, który tyle miał do
czynienia z Polską, po dziś dzień wielbiony jest
przez masonerię, jako jeden z jej praojców
duchowych.
Centrum owego kabalistycznego okultyzmu w
Europie do końca XV wieku była Salamanka, a od
końca XVI wieku − Kra-ków, który − być może −
jest nim do dnia dzisiejszego:
«Kraków jest miastem na wskroś żydowskim i
musi stać zawsze na straży wielkiej tradycji
żydostwa» − głosi publicznie odezwa żydowska,
rozlepiona na murach Krakowa w czerwcu 1935 r.
«… sam Bóg po Palestynie Polskę musiał dla
Żydów na nową ziemię obiecaną, a Kraków na
nową Jerozolimę przeznaczyć» − twierdzi
żydowski „Mesjasz” i Chacham, Jakub Frank.
* * *
Reformacja zamyka pierwszy etap judaizacji
Europy. Te wszystkie podminowania, jakie w
ciągu wieków były pod Kościół katolicki
podkładane, wybuchły w Reformacji.
* * *
Również na lata Reformacji spodziewali się
Żydzi − na mocy przepowiedni, wysnutych z
Kabały − przyjścia Mesjasza i rozwinęli w tym
czasie wzmożoną działalność polityczną.
* * *
W ciągu wieku XVI i następnych dochodzi do
tego, że w całej Europie pod hasłem wyzwolenia
się od doktryn kościelnych powstaje gęsta sieć
tajnych organizacji-lóż, hołdujących Kabale
żydowskiej, a więc w swej najgłębszej istocie,
zazębia-jących się o pierwiastki mistyczne
żydostwa.
Przejawia się to bardzo wcześnie w całej
symbolice i rytualistyce tych lóż. Jeżeli tutaj już
spotykamy tę gwiazdę pięcio − czy
sześcioramienną (bo tu zachodzi wariant), która
pojawiła się na powstańczych sztandarach Bar
Kochby (przywódcy jednego z powstań żydostwa
przeciwko „przeklętemu Rzymowi”), jeżeli
spotykamy ją także u Cagliostra, jeżeli w lożach i
nauce prekursora masonerii, Bacona z
Werulamu, znajdujemy symbol odbudowy
świątyni Salomona, jeżeli na sztandarach
Cromwella pojawia się „śpiący lew Syjonu” − to
wszystko to jest argumentem, który świadczy, że
hebrajska konstrukcja rytuału i symboliki
masońskiej nie może być tylko przypadkową
dekora-cją, ale jest zewnętrzną postacią ideologii i
nauki masońskiej, wynikającą najściślej z ducha
lożowego. A jeszcze jednym więcej dowodem jest
ten fakt, że symbolem tzw. „kamienia
filozoficznego”, który był celem mozolnych
poszukiwań dawnych lóż masońskich, była
żydowska sześcioramienna gwiazda dawido-wa −
symbol bardzo wiele mówiący.
* * *
Z chaosu walk religijnych w Niemczech
wykluwa się pasmo wojen i akcyj politycznych o
charakterze wybitnie już masońskim, jak rebelia
Cromwella w Anglii, jak najazd Karola Gustawa
(a bodaj i Karola XII) na Polskę, jak osadzenie −
równoczesne niemal − dynastii saskiej w Polsce,
a orano-hanowerskiej w Anglii, jak wreszcie −
przygotowanie rewolucji francuskiej.
Lata 1648-49, to pierwsze konkretne sukcesy
masonerii: pokój Westfalski, osłabiający
katolicyzm i sankcjonujący dokonaną
protestantyzację północnych Niemiec i całej
Skandynawii, oraz usunięcie sympatyzującej z
katolicyzmem dynastii Stuartów w Anglii na rzecz
judaizującego Cromwella, pozosta-jącego w
bardzo ścisłych związkach z rabinem-kabalistą,
Menasse ben Izraelem.
58
58
* * *
Również na rok 1648 Żydzi przygotowywali
wiele akcji politycznych, jako że w roku tym
spodziewali się znowu przyjścia Mesjasza. Byli
tego tak pewni, że w dość bezwzględny sposób
zaczęli poczynać sobie z ludnością nieżydowską:
«Przyczyniła się do tego nierozważnego
postępowania Żydów, puszczona wtedy wieść na
mocy kłamliwych wskazówek „Zoha-ru” o
mającym się zjawić w roku 1648 Mesjaszu, a ta
nadzieja rychłego zbawienia i osiągnięcia
najwyższej samoistności, pozbawiła Żydów
wszelkich względów, jakimi dotąd względem inowierców
się powodowali.»
* * *
W zakresie polityki zagranicznej Anglii za
Cromwella następuje, po raz pierwszy bodaj w
historii, jak najściślejsze już sprzężenie
dyplomatyczne państw i mocarstw, mających na
dalszym planie obalenie Rzymu, a na bliższym −
tronów katolickich. Cromwell, król szwedzki,
margrabia brandenburski, Rakoczy na Węgrzech,
czeski sekciarz Komeński (Comenius) − wszyscy
zaś członkowie tajnych organizacji wczesnomasońskich
− maszerują tu pod wspólnym
hasłem zniszczenia Rzymu, jego wiary i
organizacji. Z tym planem i z niebawem po nim
następującą intronizacją dynastji saskiej w Polsce
przechodzimy już do naszych spraw rodzimych.
* * *
Ostatnie prace dr K. Morawskiego, wykazują,
jakim torem szło opanowanie tronu polskiego
przez masonerię. Zaczęło się od najazdu Karola
Gustawa na Polskę w roku 1655, kiedy to na
przybocznej jego chorągwi, jawi się Duch św.
(Paraklet) − symbol w tym wypadku wybitnie
masoński, przystosowany do symboliki loży. Na
tej samej chorągwi dopatruje się dr K. Mo-rawski
słonecznika, który − jak wiadomo − był godłem
tajnym przynależności Karola Gustawa do
wczesno-masońskiej organi-zacji, „Zakonu
Palmowego”.
«(Rok zatem) 1655 − to pierwszy szturm
generalny na Polskę (wpływów masońskich),
przygotowany przez Żyda czeskiego
Komeńskiego, autora masońskiej księgi „Via
Lucis” a wyko-nany przez Szweda Karola
Gustawa i Prusaka Fryderyka Wilhelma,
członków tej samej, tajnej organizacji niemieckiej
„Zako-nu Palmowego”, jak również podejrzanego
o przynależność do wczesnego wolnomularstwa,
Węgra, inowiercy Rakoczego.»
Ta próba ogarnięcia Polski przez „brata”
Karola Gustawa − jak wiadomo − zawiodła.
„Bracia” nie dali jednak za wygraną i w końcu
wieku XVII widzimy czynnych przy robocie tych
sa-mych tuzów masońskich, którzy pracowali już
nad elekcją pol-ską po abdykacji Jana
Kazimierza. Widzimy przede wszystkim
Leibniza.
W związku z tym nazwiskiem i rolą, jaką
Leibniz odegrał dwukrotnie przy elekcjach
polskich (Michała Wiśniowieckiego i Augusta
II), wspomnieć należy już tutaj o jednym jeszcze
kon-sekwentnym usiłowaniu tajnych organizacji
masońskich, które niewątpliwie wynikało z ich
związku z żydostwem. I tak, już w
najwcześniejszych traktatach masońskich,
ziejących nienawiścią do Rzymu i papieża,
spotykamy równocześnie wzmiankę o czym
innym: spotykamy hasło „pognębienia
niewiernego Mahometa”. To zaś hasło tłumaczy
się łatwo, jeżeli uprzytomnimy sobie, pod czyjem
panowaniem znajdowała się wówczas (i aż do
Wielkiej Wojny) Palestyna. Albowiem − według
Talmudu − „Syn Dawida (Mesjasz) nie przyjdzie
wpierw, dopóki nie ustanie nawet najmniejsze
panowanie nad Izraelem”.
Zadaniem też ówczesnych lóż masońskich,
których jednym z najznakomitszych przedstawicieli
był właśnie Leibniz, było − w dużej mierze −
orientowanie mocarstw europejskich frontem
przeciwko Turcji. Tym się tłumaczy słynna
rozprawa Leibniza, przeznaczona dla króla
francuskiego Ludwika XIV, w której Leibniz radzi
królowi opanowanie Egiptu (jako drogi do
Palestyny). Tym też tłumaczą się nadzieje, jakie
wiązali „bracia” z obsadzeniem przez nich tronu
polskiego i ewentualnym wyzyskaniem go do
celów antytureckich.
* * *
Na przyszłego króla polski, kraju katolickiego,
został upatrzony, nie bez poparcia finansjery
żydowskiej (domy bankowe Wertheimera i
Lehmanna), protestant, sam „Dyrektor Kolegium
Ewangelickiego Rzeszy Niemieckiej” książę elektor
saski, Fryde-ryk August, późniejszy król polski,
August II. Książę saski, jak znowu wykazują
badania historyczne K. Morawskiego, zawczasu
już zapewne został przyjęty, jeżeli nie wprost do
masonerii, to w każdym razie do jej
okultystycznych odłamów i można po-wiedzieć, że
przez cały ciąg jego panowania znaczą się dosyć
59
59
wyraźnie ślady bądź przynależności, bądź też
skłonności jego do polityki i inspiracji lóż.
Najznamienniejszą w tym względzie jest jego
korespondencja z Berlina z końcowych lat
panowania, korespondencja oznaczona pieczęcią
Różokrzyżowców, umieszczoną na dokumentach,
które mają związek bezpośredni ze snu-tymi
wówczas przez Augusta planami rozbioru Polski –
do spółki z Berlinem. Rok zatem 1697 jest datą
pokojowego zalewu Polski przez wpływy
masońskie w osobie Sasa, Augusta II.
Masoneria a Żydostwo
Jako generalne zagadnienie masonerii wybija
się przede wszystkim kwestia jej stosunku do
żydostwa. Aby to zagadnienie było możliwe ze
wszystkich stron dokładnie oświetlone, podajemy
tutaj szereg faktów, głosów i oświadczeń na ten
temat z jednej strony Żydów, a z drugiej
masonów.
* * *
Żyd, nadrabin okręgowy w Berlinie, a
jednocześnie wtajemniczony mason, członek tzw.
„masonerii staropruskiej”, Izaak Salomon
Borchardt w swojej pracy o masonerii pt. „Das
Stu-dium der Freimaurerei” (Studium o
masonerii), nakładem wła-snym, Berlin, 1869
(5689), w rozdziale I „Historyczne roztrząsanie
masońskich rzeczy” stwierdza:
«Moje więcej niż 30-letnie studia w
wolnomularstwie i nad wolnomularstwem dały mi
możność dotrzeć do pierwotnej masonerii
starożytnych Hebrajczyków, którą patriarcha
Abraham założył za pomocą nowego słowa
mistrzowskiego „Adonai” i ukształtował jako
zakon, król zaś Salomon rozszerzył, a która
według obietnicy biblijnej musi przetrwać aż do
dnia sądnego.»
Ma tu zapewne na myśli rabin Borchardt −
ściślej mówiąc − ideologię masonerii, gdyż
ciągłości organizacyjnej w historii ma-sonerii aż od
czasów patriarchy Abrahama nauka o
stowarzyszeniach tajnych nie stwierdziła.
Wyraźnie już w ten sposób mówi inny Żyd i
mason, dr Gustaw Karpeles, członek czysto
żydowskiego zakonu masońskiego „Bnei Brith”:
«Idea wolnomularstwa wyszła… z naturalną
koniecznością z żydostwa; masoneria sprowadza
przecież początek swego za-konu aż do króla,
który widział największy rozkwit Izraela; ważna też
część jej ceremoniału odnosi się wyraźnie do
budowy świątyni Salomona, a frazeologia tego
ceremoniału częstokroć od tej budowy pochodzi».
* * *
Cytowany wyżej nadrabin i mason I. S.
Borchardt wyprowadza dalej w swojem studium,
że słowo „loża” pochodzi z hebraj-skiego:
«Bardzo dużo napisano o znaczeniu słowa
„loża”. Pochodzi ono od hebrajskiego słowa
„liszche” i znaczy„pokój przyległy”. „Dom Boży”
czyli świątynia króla Salomona miała oprócz trzech
istotnych części albo pomieszczeń specjalnie
dużo „pokojów przyległych” (lóż) do określonych
celów. Dlaczego zakon masoński wybrał nazwę
„loża”, a nie „świątynia” albo „Dom Boży”,
tłumaczy się w ten sposób: „Prawdziwa Świątynia”
albo „Dom Boży” może być tylko na górze
„Morija” (na której była zbudowana świątynia
Salomona), gdzie można sobie pomyśleć pion do
„Niebiańskiego Jeruzalem” czyli „Duchowego
Syjonu”, a więc do pałacu „Wielkiego
Budowniczego Wszechświata”. Dlatego wszystkie
miejsca, odległe od (góry) „Morija”, muszą
otrzymać − bo nie mogą inaczej − tylko nazwę
„pokoje przyległe (do świątyni Salomona)” −
loże.»
Z wyjaśnień tych rabina Borchardta poza
dokładnym wytłumaczeniem pochodzenia nazwy
„loża”, dowiadujemy się jeszcze ważnej rzeczy, a
mianowicie, że pałacem „Wielkiego
Budowniczego Wszechświata” − naczelnego
symbolu masońskiego − jest „Niebiańskie
Jeruzalem” czyli „Duchowy Syjon” i że pałac ten
znajduje się dokładnie nad górą „Morija”, na
której zbudowana była świątynia Salomona.
* * *
O fundamentalnym dokumencie masońskim, za
jaki jest uważana i uznawana przez wszystkich
masonów „Księga Ustaw” An-dersona, tak mówi
dr Ferdynand Katsch, mason wysokiego stop-nia,
w pracy swojej, pt. „Powstanie i prawdziwy cel
ostateczny masonerii”, na podstawie oryginalnych
źródeł… tylko dla braci masonów, Berlin, 1897 r:
«…autorowie Księgi Konstytucyjnej z roku
1723, głównego dokumentu i podstawowego
prawa masońskiego, sfałszowali prawdę
historyczną w najpełniejszej świadomości celów,
rzą-dzących Wielką Lożą.»
A zatem „Księga Konstytucyjna” została
sformułowana stosownie do potrzeb ówczesnej
60
60
masonerii, bez uwzględnienia prawdy historycznej.
Jednakże pomimo tego, już wkrótce − bo w
1738 roku − uznali „nieznani przełożeni”, że
pierwsza redakcja „Księgi Ustaw” wymaga
uzupełnień. Zdecydowano się na poważny krok −
na poprawkę podstawowych praw masońskich i
wydano „Księgę Ustaw” w nowej redakcji, już z
poprawkami.
Jest rzeczą ważną stwierdzić, co skłoniło
„nieznanych przełożonych” do tych zmian i jakie
poprawki tam wprowadzono. Mówi o tym wyraźnie
„Jewrejskaja Encikłopedja” („Żydowska
Encyklopedia”) w artykule, zatytułowanym
„Masoneria”. Czytamy tam:
«Należy sądzić, że wydanie w r. 1738 „Księgi
Ustaw” w nowej redakcji, powierzone temuż
Andersonowi, wywołane było pragnieniem
kierowników „Wielkiej Loży” położenia kresu
wątpliwościom, powstającym w kwestii
przyjmowania do masonerii Ży-dów albo
niechrześcijan w ogóle. Redakcja pierwszego
zasadniczego obowiązku zmieniona została w
nowym wydaniu w tym sensie, że „samo
powołanie obowiązuje mularza, jako istotnego
noachidę, być posłusznym prawom obyczajowym
(Noego)”… Po-lecając braciom wykonywanie
praw Noego, loża oczywiście nie przywiązywała
znaczenia do tego, że wymagane były one przez
etykę żydowską.»
Z tego jasno wynika, że mason „jako istotny
noachida”, pod-lega prawom, wymaganym przez
etykę żydowską. A wyraźnie stwierdza to
„Jewrejskaja Encikłopedja”. Dla lepszego zaś
uwydat-nienia istotnego znaczenia powyższych
poprawek należy jeszcze dodać, że mianem
„noachidy” określani są ludzie, których obowiązują
tzw. prawa Noego, a pierwsze i najważniejsze z
tych praw brzmi:
«Zwierzchności żydowskiej być posłusznym!»
W świetle tych faktów „Księga Ustaw”
Andersona − uznana przez masonów całego
świata − nabiera całkiem innego znaczenia. Nowa
bowiem jej redakcja z roku 1738 wyjaśnia bliżej i
ustala autorytatywnie to, co w poprzednim
wydaniu było zapewne niezbyt wyraźnie
powiedziane, a co dla „Nieznanych Przełożonych”
musiało być jednak kwestią bardzo ważną, skoro
zdecydowano się na wprowadzenie tych
poprawek do podstawowych praw masońskich. Ta
decyzja kierowników „Wielkiej Loży” wskazuje
nam dość wyraźnie owe ostateczne cele,
„rządzące, Wielką Lożą”, cele ostateczne
masonerii.
Loże masońskie twierdzą, że dzisiaj ustęp ten,
mówiący o „noachidyzmie”, został z „Księgi
Ustaw” wykreślony. Jeżeli nawet tak jest, to
należy traktować to jedynie jako manewr obronny,
gdyż ten „noachidyzm” był punktem, na którym
koncentrowały się ataki na masonerię, a który dla
masonerii był nie do obrony. Musiano więc w
końcu powiedzieć − nic innego nie mając na
swoją obronę − że tego punktu w najnowszych
wydaniach praw masońskich w ogóle nie ma, że
został już usunięty. Nie znaczy to jednak
bynajmniej − zważywszy na swo-istą etykę
masonerii − by przestał on obowiązywać. Chcąc
tutaj ściślej się wyrażać, należałoby powiedzieć,
że został on usunięty jedynie z przed oczu
niewtajemniczonej publiczności, albowiem:
«Wybijającym się rysem związku
wolnomularskiego jest to, że od dawien dawna
posługiwał się on dla systematycznego
wprowadzania w błąd zarówno
niewtajemniczonego ogółu, jak nawet tych
członków związku, przed którymi prawdziwe
zamiary związku miały pozostać ukryte,
systematycznymi fałszerstwami» − stwierdza
mason, dr Ferdynand Katsch, w pracy swojej
„Die Entstehung und der wahre Endzweck der
Freimaurerei” („Powstanie i prawdziwy cel
ostateczny masonerii”). „Na podstawie
orginalnych źródeł… tylko dla braci masonów”,
Berlin, 1897 r.
* * *
„Jewrejskaja Encikłopedja” − źródło, którego
nikt nie może nawet posądzać o antysemityzm lub
antymasońskie tendencje − pisze dalej o
masonerii:
«Żydzi niemieccy mieli w tym czasie (koniec
XVIII wieku) dostęp do zakonu „braci Azjatyckich”
albo „Rycerzy i braci Jana Ewangelisty z Azji w
Europie”, założyciel zakonu, a raczej jego
odnowiciel, baron Hans Henryk Eckert
współpracował z Żydem Hirszmanem (albo
Hirszfeldem?). Zakon wewnątrz miał
charakterystyczny układ. Wyższe kierownictwo
zakonu spoczy-wało w rękach Sanhedrynu, który
składał się z 72 członków, na czele którego stał
najwyższy wielki mistrz zakonu (Chacham albo
Hakem). Wiele godności było o nazwach
żydowskich; bra-cia przyjmowali żydowskie imiona
i pseudonimy; tak np. Książe Ferdynand
61
61
Brunszwicki był członkiem sanhedrynu pod
imieniem Isch Zaddik (sprawiedliwy człowiek), a
książe Karol Heski − Ben Oni Ben Mizam.
Działalność zakonu ożywiła się po wstąpieniu do
niego Żydów… Przy współdziałaniu Żydów bracia
azjatyccy gorliwie zajmowali się kabałą, która
oczywiście służyła w rękach Żydów, jako środek
osiągnięcia zbliżenia z chrześcijanami; przy
powszechnym przejęciu się mistyką, kabała
dawała Żydom możność przyciągnięcia do zakonu
innych lóż i razem z tym umocnienia własnej
pozycji w zakonie.»
„Zakon Braci Azjatyckich” rozpadł się,
zakładane są nowe loże. „Jewrejskaja
Encikłopedja” pisze:
«Loża Tolerancji była założona w Berlinie
około 1790 r. tj. w czasie, gdy skończyło się
istnienie zakonu azjatyckiego. Człon-kami loży
byli Żydzi, jak np. prof. Herz Itzig, którego imię
spotykamy w azjatyckim zakonie, bankier Lewi i
inni. Mistrzem katedry był Żyd. Założyciele loży
postawili sobie za zadanie „za pomocą masonerii
przybliżyć Żydów do chrześcijan, usunąć
odwieczne uprzedzenia…” Loża Tolerancji była
właściwie tajnym schroniskiem, gdzie Żydzi,
wymijając formalności, bez hałasu przedostawali
się do nowej religii, nie przyjmując jednakże
wszystkich jej dogmatów.»
Tu − może najwyraźniej − powiedzieli Żydzi,
czym dla nich była między innymi i jest
masoneria, jakie jest jej dla nich znaczenie.
„Wymijając formalności, bez hałasu przedostawali
się” pod osłonę „postępowych braci”,
zjudaizowanych przez Ka-bałę żydowską, do
społeczeństwa chrześcijańskiego, a masoneria
służyła im tylko za narzędzie do realizacji ich
celów.
To też Żydzi biorą gorliwie udział w
rozpowszechnianiu masonerii. „Jewrejskaja
Encikłopedja” pisze dalej:
«Jednym z założycieli loży pod Wschodzącą
Jutrzenką, założonej pod protektoratem
„Wielkiego Wschodu” Francji, był Żyd, kupiec
frankfurcki, S. Heisenheimer… Otwarcie loży
odbyło się w najbardziej uroczystych warunkach.
Na uroczystość otwarcia przybyły delegacje
różnych lóż francuskich i niemiec-kich. Mówcą loży
był Hildesheimer, prawdopodobnie frankfurcki
delegat do Sanhedrynu.»
Mistrzami i dozorcami loży byli Żydzi: Karol
Goldszmidt, S. Heisenheimer i J. Gerson.
«Tak w roku 1761 Żyd paryski Stefan Morin
otrzymał od „Rady Cesarzy Wschodu i Zachodu”
w Paryżu patent, mocą którego był mianowany
Delegatem i Wielkim Inspektorem dla Ameryki i
był upoważniony rozpowszechniać po drugiej
stronie oceanu do 25 stopnia, w masonerii, co też
wypełnił z powodzeniem… Niejaką rolę we
francuskiej masonerii odegrał w swoim czasie
znany mistyk, Martinez Paschalis, Żyd
portugalski. W roku 1806 we Francji powstał nowy
ryt „Ecossais ancien et accepte” („Ryt Szkocki
Dawny i Uznany”), założony przez pięciu Żydów.
W początku XIX wieku awinjoński kupiec, Żyd
Michel Bedarride założył i rozpowszechnił we
Francji przy pomocy swo-ich dwóch braci ryt
Misraim, istniejący do dzisiaj. Później Żydzi
francuscy zaczęli brać szeroki udział w masonerii;
Adolf Cremieux np. był od 1860 r. do śmierci
„Wielkim komandorem” w „Najwyższej Radzie”
Paryskiej.»
A więc: zakładają loże − Żydzi,
rozpowszechniają stopnie − Żydzi, tworzą nowe
ryty − Żydzi. Nie jest to dziwne, albowiem według
pisma żydowskiego „Verite Israelite” („Prawda
żydowska”), (tom V, rok 1861, na str. 74):
«Duch ten (masonerii) − to duch żydostwa w
jego wierzeniach podstawowych, to są jego idee,
to jest jego język, to jest prawie jego
organizacja… Nadzieja, co podtrzymuje i umacnia
masonerię − to ta sama nadzieja, co oświeca i
umacnia Izrael na bolesnej jego drodze,
pokazując mu na przyszłość triumf niezawodny.
Nadejście czasów masońskich, czyż znaczy co innego,
jak ustanowienie uroczyste i obwieszczenie
ostateczne zasad wieczystych braterstwa i
miłości, zjednoczenie wszystkich serc i wysiłków
w interesie każdego i wszystkich, ukoronowanie
wreszcie tego cudownego domu modlitwy
wszechnarodów, którego Jerozolima stanie się
ośrodkiem i symbolem triumfującym»
* * *
Z przytoczonych wyżej cytatów z „Verite
Israelite” wynika jeszcze, że nadejście czasów
masońskich skończy się odbudową świątyni
Salomona w Jerozolimie. Tą samą zaś odbudową
świą-tyni Salomona ma się również skończyć −
według wierzeń, opartych na Biblii i Talmudzie,
współczesnego żydostwa − nadejście żydowskich
czasów mesjańskich. A to nadejście − to
62
62
widoczne, absolutne i wyłączne już objęcie przez
Żydów, jako naród wybrany, władzy i panowania
nad całym światem.
* * *
Wszystko poprzednie potwierdza również znany
współczesny pisarz żydowski Bernard Lazare, w
słowach jednak bardziej ostrożnych i łagodnych,
lecz nie mniej przez to jasnych i wyraźnych:
«Pewnym jest, że u samej kolebki masonerii
byli Żydzi, Żydzi − kabaliści: dowodzą tego pewne
zachowane ryty (różnych lóż masońskich); jest
wielkie prawdopodobieństwo, że w latach
poprzedzających rewolucję francuską wstępowali
(Żydzi) w jesz-cze większej liczbie do zarządów
tych towarzystw (masońskich) i że sami takie
towarzystwa tajne zakładali. Żydzi byli w
otoczeniu Weishaupta (masona który był
pierwszym założycielem kasty „Illuminatów”), a
Martinez de Pasqualis, Żyd pochodzenia
portugalskiego, zorganizował liczne grupy
Illuminatów we Francji i zwerbował wielu adeptów,
których wtajemniczył w dogmat reintegracji. Loże
martynistów (to jest loże zorganizowane przez
Martineza de Pasqualis) były mistyczne,
podczas kiedy inne zakony masońskie były raczej
racjonalistyczne, co pozwala może na twierdzenie,
że (masońskie) stowarzyszenia tajne
reprezentowały obie strony ducha żydowskiego:
praktyczny racjonalizm i panteizm, ten panteizm,
który będąc metafizycznym odblaskiem wiary w
Boga jedynego, doprowadza czasami do teurgii
kabalistycznej. łatwo byłoby wykazać zgodność
tych dwu tendencji, (łatwo byłoby wykazać)
związek Cazotte’a, Cagliostra, Martineza,
Saint-Martina, hr. de Saint-Germain,
Eckarthausena z encyklopedystami i jakobinami i
sposób, w jaki mi-mo swego przeciwieństwa
doszli (oni wszyscy) do tego samego rezultatu, to
jest do osłabienia chrześcijaństwa. Posłużyłoby to −
podkreślmy to raz jeszcze − jedynie do
udowodnienia, że Żydzi mogli być dobrymi
agentami tajnych stowarzyszeń masońskich,
ponieważ doktryny tych tajnych stowarzyszeń
zgadzały się z ich własnymi doktrynami, nie zaś,
że byli ich inicjatorami.»
Stwierdza więc tutaj Bernard Lazare wyraźnie,
że doktryny tajnych stowarzyszeń masońskich
„reprezentowały obie strony ducha żydowskiego” i
„zgadzały się z doktrynami żydowskimi” czyli −
krótko mówiąc − były żydowskie. Stwierdza
również Lazare, że działalność wszystkich
stowarzyszeń masońskich, pomimo pewnych
między nimi różnic, doprowadziła do jednego i
tego samego rezultatu: do osłabienia
chrześcijaństwa.
* * *
Rozporządzamy również podobnymi faktami z
czasów ostat-nich.
Z powodu próby nieprzyjmowania Żydów do
klubu masońskiego „Metropolitan Mason
Country Club” w New York, nawet w tym
wypadku gdyby byli oni chociażby
„stuprocentowymi” masonami, żydowskie pismo
„Yewish Tribune” („Trybuna Żydow-ska”) z dnia
28 października 1927 roku, piętnując z
oburzeniem ten fakt, napisała karcąco:
«Masoneria jest oparta na żydostwie i jeżeli z
rytuału masońskiego usunąć naukę judaizmu, to
nie pozostanie nic.»
Posiadamy również ciekawą wiadomość z
terenu Kanady. „Yewish Guardian” („Opiekun
Żydowski”) z dnia 12 kwietnia 1922 roku w rubryce
„Nasze listy z Kanady” doniósł:
«Bardzo rzadkie nabożeństwo odbyło się w
niedzielę 26 mar-ca b.r. w synagodze reformistów
„Emanuel Temple” w Montrealu, gdy „Loża
Koryncka” w świątyni tej odprawiała swoją
religijną służbę. O ile sobie możemy przypomnieć,
jest to pierwszy wypadek w Kanadzie czy USA, że
nabożeństwo wolnomularskie odbyło się w
żydowskiej bóźnicy przy wspólnym udziale Żydów
i chrześcijan. Nabożeństwo zostało odprawione
pod kierunkiem poważnego brata, rabina M. J.
Merrita, który wygłosił natchnioną mowę o
wolnomularstwie: „Nie ma odpowiedniejszego
miejsca − powiedział mówca − któreby bardziej
nadawało się na odprawianie obrzędów
masońskich, jak to, ponieważ wolnomularstwo
jest nierozłącznie związane z historią tego ludu,
do którego ta świątynia należy. Wolnomularstwo
zrodzone jest z Izraela!»
W rosyjskim zaś dzienniku, nie tającym swych
sympatii do masonerii, „Siewodnia” („Dziś”)
znajdujemy fotografię Żydówki, a pod fotografią
taki podpis:
«Annie Kleinfeld, pierwsza w Anglii kobieta,
której ślub się odbędzie w świątyni masońskiej.»
A potem jeszcze dopisek informacyjny:
63
63
«Ślub odbędzie się dnia 24 czerwca w nowej
świątyni londyńskiej; ponieważ jednak Annie
Kleinfeld jest Żydówką, przeto ślubu udzielą
rabini: londyński Farber i rabin Cardifu − Jerewicz.»
Z zestawienia chociażby tylko tych dwóch
ostatnich faktów zdaje się jasno wynikać, „że
pomiędzy świątynią masońską, a bóżnicą
żydowską nie ma istotnych różnic”: i tu i tam
rabin jest na swoim miejscu.
* * *
W czasie podróży swojej „poprzez cztery
kontynenty” odwiedził p. dr H. Szoskies, Żyd z
Polski, również i lożę masońską w USA. A. P., a
odwiedziny te w książce swojej pt. „Powietrzem,
lą-dem i morzem poprzez cztery kontynenty” na
str. 141 i 142 tak opisał:
«Zebranie miało przebieg następujący:
zebranie loży odbywa się w świątyni „Pitien” na
50 ulicy. Podwoje sali są rozwarte na oścież, ale
gdy chcę przestąpić próg, odźwierny zatrzymuje
mnie. Tymczasem rzucam spojrzenie wewnątrz
sali i ogarnia mnie zdumienie. Wszystko
utrzymane jest w stylu egipskim, z barwnemi
lampkami pod sfinksami, wołami i kotami, a sala
jest pusta. W głębi stoi ołtarz, na którym
spoczywa chorągiew amerykańska, oraz kurtyna
synagogalna, wyhaftowana złotem. Po bokach
otwarta galeria o dwóch rzędach, przepełnionych
panami i damami. Naprzeciw mnie, przy ścianie −
podium, na którym siedzi prezydent loży i jego
zastępca.
Gdy służący melduje prezydentowi, że
przybyłem, ten się podnosi i przykłada rękę do
serca, potem wyciąga ją ku niebu i wreszcie
przykłada palec ręki do ust. Gdybym był
członkiem loży, to i ja musiałbym naśladować te
wszystkie ruchy i wtedy sam bym już wszedł na
salę. Ale ponieważ byłem tylko osobą
zaproszoną, to prezydent po daniu znaku zszedł z
podium, i podszedł do mnie, wziął mnie pod rękę i
doprowadził do ołtarza. Wszyscy powstali z
miejsc, gdy prezydent oświadczył:
− Bracia i siostry, przedstawiam wam naszego
gościa z Europy, który nie jest „bratem”, ale
wiernym Żydem. Witamy go tu!
I znowu uczyniono znak, który oznacza: w
sercu miłość, ręka ku niebu; palec do ust −
milczenie. Nie będąc „bratem”, przysięga mnie nie
obowiązuje, a jednak nie wymieniam nazwy tej
loży.
Stałem sprężony, jak żołnierz, trzymany pod
rękę przez prezydenta, i czułem się nieco głupio,
ale zachowałem powagę. Następnie odprawiono
nabożeństwo za członków, zmarłych podczas lata.
(Pozostałe po nich rodziny otrzymują od loży 10
tysięcy dolarów, tytułem ubezpieczenia).
Wszystkie świece pogaszono i zapalono tylko
reflektor nad ołtarze. Śpiewano cicho modlitwę po
angielsku.
Udzielono mi głosu, i muszę powiedzieć, że
atmosfera mistyczna wywołała silny wpływ na
mnie; moje pozdrowienie z Europy dostosowałem
do wytworzonego nastroju. Poseł stanowy ze
wszystkich lóż nowojorskich złożył sprawozdanie
o położeniu żydowskim na całym świecie.
Zadawano mi pytania. Cała dyskusja prowadzona
była po angielsku, ale wszyscy rozumieli po
żydowsku − zarówno mężczyźni, jak i kobiety.
Miałem prawdziwą rozkosz duchową, rozmawiając
podczas kolacji z tym towarzystwem, które
przeważnie słyszało mowę żydowską w domach
rodziców i zachowało całą miłość i pietyzm dla
języka macierzystego, starej ojczyzny i ducha
żydowskiego.»
Dr H. Szoskies jako „wierny Żyd” − jak z tego
widzimy − ma wstęp do loży masońskiej, chociaż
sam masonem nie jest. Z tego by może wynikało,
że niezbyt wiele różni masona od „wiernego
Żyda”.
W loży wśród wielu innych emblematów
dostrzegł dr Szoskies kurtynę synagogalną, którą
zapewne jako „wierny Żyd” niejednokrotnie widział
już w swojej miejscowej bóżnicy, nie mógł się
więc pomylić.
Po złożeniu sprawozdania, przez Posła
stanowego ze wszystkich lóż nowojorskich,
rozwinęła się na ten temat ożywiona dy-skusja w
języku angielskim, choć wszyscy rozumieli po
żydowsku. Oto obraz pracy loży masońskiej nad
„ogólnoludzkimi sprawami”.
* * *
W świetle tych wszystkich faktów, świadectw i
głosów samych Żydów określenie, jakie
słyszeliśmy w pewnych sferach, że:
«Masoneria jest to hodowla sztucznego
Żyda» − wydaje się całkowicie uzasadnione.
Całkowicie również uzasadnioną wydaje się
krótka i zwięzła definicja masonerii, podana przez
Żyda, rabina krajowego dr Izaaka M. Wise w
64
64
czasopiśmie żydowskim „Israelite of America”
(„Izraelita amerykański”) z dnia 3 sierpnia 1855
roku:
«Masoneria jest instytucją żydowską, której
historia, stopnie, godności, hasła i nauki są
żydowskie od początku do końca.»
* * *
Zwróćmy się teraz do głosów masońskich,
nieżydowskich. Wynurzenia są tu rzadsze i
ostrożniejsze, przeznaczone przeważnie dla
„braci” wyższych stopni, którzy są dostatecznie
już silnymi węzłami związani z organizacją i na
których atmosfera lożowa wywarła już odpowiedni
wpływ. Głosy te i wynurzenia są mniej dostępne
dla „braci” niższych stopni, a tymbardziej dla
nieczłonków organizacji, dla profanów.
Przede wszystkim należy zaznaczyć, że poza
wyraźnymi oświadczeniami na ten temat,
znajdujemy w wielu dziełach masońskich dużo
poszlak.
Dlaczego na przykład w tak
rozpowszechnionym podręczniku masońskim,
jakim jest „C. van Dalen’s − Kalender fur Freimaurer”
(„Kalendarz dla masonów”), który zawiera tylko
najniezbędniejsze dla każdego masona
wiadomości, znajdujemy już na samym początku
dokładny spis świąt żydowskich?…
Dlaczego na przykład w części historycznej
powyższego wydawnictwa, w spisie
najważniejszych dla masonów rocznic znaj-dujemy
datę śmierci Mojżesza Mendelssohna,
sztandarowej po-staci żydostwa, nazwanego przez
Żydów „Trzecim Mojżeszem”?…
Albo dlaczego na przykład w każdej dosłownie
encyklopedii masońskiej znajdujemy obszerne
artykuły o Kabale żydowskiej?…
Pytań takich możnaby stawiać więcej.
Przejdźmy jednak do oświadczeń konkretnych.
* * *
Jak z licznych fotografii, zamieszczanych w
masońskich i niemasońskich publikacjach wynika,
obrzędy swoje i różne prace w loży odbywają
masoni z nakrytymi głowami − podobnie jak Żydzi
w synagogach. Znaczenie tego tłumaczy nam
mason, Hermann Gloede:
«Ponieważ także nasze zwyczaje nawiązujemy
bezpośrednio do żydowskiego kapłaństwa, można
więc nasz zwyczaj nakrywania głowy wyjaśnić
jako znak, że mamy stanowić świętą kapłańską
gminę (żydowską).»
* * *
Tenże Hermann Gloede, mason wysoko
wtajemniczony, autor wielu podręczników dla
„braci”, w pracy zbiorowej, zatytułowa-nej
„Allgemeine Instruktionen.Lehrbuch fur die
Mitglieder der Grossen Landesloge der
Freimaurer von Deutschland I. Teil. Die
Johannisgrade. Neue Bearbeitung von Br.
Hermann Gloede”, („Ogólne instrukcje. Książka
do nauki dla członków Wielkiej Krajowej Loży
Masonów Niemiec. Część I. Stopnie
świętojańskie. Nowe opracowanie brata
Hermanna Gloede. Drukowane jako rękopis dla
braci masonów za pozwoleniem Wielkiego
Mistrza”), (tom I, część I, Berlin, 1901 r.) na str.
88 pisze:
«Jam jest Jehowa, Bóg wasz: okażcie się tedy
świętymi i bądźcie świętymi, bom Ja święty jest
(3. Mojż. 11, 44). To zaś, co przyrzeka adept nie
ma w rzeczywistości żadnej innej treści, chociaż
przyzwyczajeni jesteśmy oznaczać to innymi
słowami.»
W masońskim kalendarzu amerykańskim,
Daniel Sickels „The General Ahiman Rezon and
Freemason’s Guide” (New York, 1901 r.), na str.
71 jako cel masonerii podano:
«Masoni wznoszą budowlę, w której Bóg
Izraela ma na zawsze zamieszkać.»
Autor niemiecki, Fryderyk Hasselbacher
tłumaczy nam bliżej znaczenie słów „Ahiman
Rezon”, wziętych z tytułu powyż-szego
kalendarza. Po hebrajsku „Ahiman” znaczy −
bracia; „manach” − wybrany, powołany; „ratzon”
− prawo, zakon; więc „Ahi-man Rezon” znaczy
„bracia dla zakonu (Jehowy) wybrani”.
W ściśle tajnych, tylko dla „brata” − mistrza
przeznaczonych, „Erlauterungen zum Teppich des
III. Grades” der Grossen Landesloge der
Freimaurer von Deutschland” − w „Objaśnieniach
do dywanu trzeciego stopnia” Wielkiej Krajowej
Loży Masonów Niemiec, str. 6 czytamy:
«Wolnomularstwo przyjmuje jako założenie −
Jehowę.»
O tym zaś Jehowie − Bogu Żydów − czytamy
w poważnej pu-blikacji masońskiej, w
„Allgemeines Handbuch der Freimaurerei” −
„Powszechnym Podręczniku Masońskim”:
«Jehowa jest hebrajskim, nigdy przez
65
65
Izraelitów nie wypowiadanym imieniem Boga… W
różnych stopniach masońskich jest to pełne
znaczenia słowo używane częściowo jako słowo
rozpoznawcze, częściowo zaś jako hasło to jest,
słowo przepu-stkowe. Temu Jehowie budował
Salomon w Jerozolimie wspaniałą świątynię,
której plan znajduje się na dywanach
wszystkich lóż po to, ażeby wskazać, że
wymagana od masonów religijność opiera się
na Bo-gu Hebrajczyków, Jehowie.»
Potwierdza to również wyraźnie mason S. Mc
Gowan w czasopiśmie masońskim „Freemason”
(„Wolnomularz”) z 2 kwietnia 1930 roku:
«Masoneria opiera się na dawnej wierze
Izraela… Izrael zrodził piękno moralne, które jest
podstawą masonerii.»
Po tych oświadczeniach nie jest już chyba dla
nikogo niespodzianką, że − według masońskiego
pisma „Le Symbolisme” („Symbolizm”) z roku
1928, które pisze że:
«Pierwszym czynem (masonerii) będzie
gloryfikacja rasy żydow-skiej, która
przechowała nienaruszony boski depozyt
wiedzy (tajnej). Na niej więc oprą się, by
przekreślić granice…»
* * *
Nie brak − oczywiście − w tym chórze i polskich
głosów. Podamy tutaj wynurzenia na ten temat
jednego z wybitniejszych współczesnych masonów
polskich, Andrzeja Struga (pseudonim literacki
Tadeusza Gałeckiego), byłego „Wielkiego
Mistrza Wielkiej Narodowej Loży Polski” i
pierwszego „Wielkiego Komandora Najwyższej
Rady Polski”. O żydostwie, jego misji i znaczeniu −
nie tylko już dla masonerii, ale dla całej ludzkości
− mówił on:
«Wierzę, że nadejdzie czas, gdy cały świat bez
wyjątku spoglądać będzie z podziwem i uznaniem
na Palestynę, że nauczy się od niej wiele… i uzna
posłannictwo narodu żydowskiego w
odrodzeniu wszystkich narodów świata.»
* * *
Cytatów takich i im podobnych można by
znaleźć i więcej. Sądzimy jednak, że już te tylko,
któreśmy tutaj podali, dość jasno i dobitnie
stwierdzają, że masonerię z żydostwem łączą
całkiem wyraźne nici i że żydostwo jest tutaj
czynnikiem nadrzędnym, czynnikiem, który ją
wywołał i który, wciąż jeszcze, daje jej
natchnienie.
Rozwiane legendy
Masoneria, jako organizacja tajna, to taka,
która ukrywa ostateczny i prawdziwy cel swego
istnienia, chętnie fabrykuje dokoła siebie, swoich
zadań i działalności dużo legend. Czyni to przede
wszystkim ze względów taktycznych, dla lepszego
zamaskowania swych prawdziwych celów i dążeń
w myśl wskazania, które sformułował sławny „brat”
Voltaire w liście do swe-go masońskiego
przyjaciela Theriota:
«Trzeba kłamać jak diabeł, nie lękliwie,
nietylko od czasu do czasu, lecz bezczelnie i
bezustanku.»
* * *
Do legend o masonerii musimy przede
wszystkim zaliczyć rozpowszechnianie dzisiaj
szeroko, w dobie wzrostu i rozwoju poczucia
narodowego, mniemanie, jakoby masoneria była
organizacją narodową, służącą celom danego
narodu wiernie i z wielkim pożytkiem. Jest to
legenda, jakich o masonerii wiele:
«Nie ma żadnej masonerii narodowej, ani też
zorientowanej wyznaniowo, lecz jest tylko jedna,
czysta, niepodzielna. Kto co innego głosi, znajduje
się w zupełnym błędzie…» − wyraźnie prostuje
znane niemieckie pismo masońskie „Auf der
Warte” („Na warcie”) w swoim naczelnym artykule,
zatytułowanym „Ketzere-ien” („Kacerstwa”), w
numerze 5 z dnia 1 marca 1925 roku (str. 35).
Masonerię − organizację międzynarodową
ubiera się w szaty narodowe w specjalnym celu.
Wielki Mistrz Wielkiej Loży „Zur Sonne” („Pod
słońcem”) w Bayreuth, prof. Bluntschli napisał na
ten temat długi artykuł, zamieszczony w
masońskim piśmie „Freimaurerzeitung” („Gazeta
Masońska”) z 11 kwietnia i 2 maja 1874 roku, w
którym to artykule czytamy:
«Od dziesiątek lat jednoczą się loże i
przyjmują coraz bardziej formy narodowe,
pomimo, że zadanie ich jest międzynarodowe.
Dlaczego to? Co to ma za sens? − pytamy; jeżeli
bowiem masoneria nie ma wszak nic do czynienia
z ojczyzną, to po cóż ubierać ją w narodowe
formy? Byłoby to zbyteczne i obojętne. Lecz
zdrowym jądrem tego ruchu jest chęć większej
zwartości, aby w ten sposób osiągnąć lepsze
66
66
spożytkowanie siły związku mularskiego…
Międzynarodowe znaczenie masonerii nie
zostanie przez to osłabione, przeciwnie − jej siła
działania, jej skuteczność zostanie przez to
spotęgowana i podniesiona.»
Masoneria jest organizacją międzynarodową i
jedną na ca-łym świecie. Nie ma masonerii
polskiej, czy francuskiej, jest tylko masoneria w
Polsce, we Francji i tak dalej.
«Masoneria wszystkich krajów i części świata
tworzy jedną całość” − stwierdza autorytatywnie
znany mason, „brat” August Horneffer w książce
swojej „Der Bund der Freimaurer” („Związek
masonów”) na str. 144.
«Istnieje tylko jedno wolnomularstwo» − mówi
Stanisław zu Dohna-Schodien, „Wielki Krajowy
Mistrz Wielkiej Krajowej Loży Masonów Niemiec.»
Inny znów mason „brat” A. Preuss w swoim
„Studie uber das amerikanische Freimaurertum”
(„Studium o masonerii amerykańskiej”) pisze na
str. 302:
«Masoneria tworzy wszędzie zwartą całość.
Ale bynajmniej nie przez rytuał − ten jest tylko
przypadkową (?) wspólnością; także nie przez
jurysdykcję, która podobnie jest tylko
formalnością; i nie przez − opartą na
„zewnętrznościach” − wspólność swoich
członków, oni bowiem są utrzymywani w
nieświadomości nauk Sztuki (Królewskiej). Jest
ona zwarta w swoim prawdziwym duchu tajnej
nauki; jest ona zwarta w swoim dążeniu do
jednego celu i końca, jednolita w swoich naukach
i świetle, jednolita w swojej filozofii i w swoich
zakonach, tworzy zatem jedną rodzinę, jedno
ciało, jeden wspólny łańcuch braterski, jeden
jednolity zakon.»
* * *
Masoneria deklamuje również przy wszelkiej
sposobności szumne frazesy o „humanitarności”,
„ludzkości”, o „człowieczeństwie” itd. Pojęcia te
jednak mają w masonerii całkiem specjalne i
swoiste znaczenia, odmienne od powszechnie
przyjętych. Jak jest pojmowana przez „braci” tzw.
„humanitarność”, świadczyć może choćby ten
fakt, że według terminologii masońskiej,
powszechnie dziś przyjętej, lożami
„humanitarnymi” są nazywane tylko te loże
masońskie, które przyjmują bez najmniejszych
ograniczeń i liczą w swym składzie Żydów. Inne
loże są „niehumanitarne”. „Humanitarność” zatem
masońska sprowadza się do przyjmowania czy
nieprzyjmowania Żydów.
Ale mało tego. Określenia „loża humanitarna”
nie spotkaliśmy w żadnym urzędowym tytule
zwykłej loży masońskiej, chociażby nawet liczyła
ona wśród swoich członków i większą ilość
Żydów. Dopiero loże „Niezależnego Zakonu
Bnei Brith”, którego członkami są wyłącznie
tylko Żydzi, noszą urzędowo nazwę
„Stowarzyszenia humanitarne”. Loża zatem,
która nie chce − z tych czy innych względów −
przyjmować Żydów, jest „niehumanitarna”, ale
loża, złożona wyłącznie z Żydów, która
nieprzyjmuje nie-żydów, jest „humanitarna”.
(chociaż wszystkie dowody, jakie są wskazują
wyraźnie, że Żydzi należą do wszystkich lóż, z tą
różnicą, że w niektórych lożach, Żydzi nie
nazywają się Żydami, tylko przybierają nazwy
innych narodowości). Oto masońska
„humanitarność”.
A jak jest z tą „ludzkością” i
„człowieczeństwem”? Również dziwne − łączą się
one i mieszają z judaizmem i żydostwem. Dr rabin
Ozjasz Thon, członek masońskiego zakonu,
składającego się wyłącznie z Żydów, „Bnei
Brith”, w którym − od trzydziestu lat − według
słów własnych − zajmuje wcale znaczne miejsce,
o celach tego zakonu mówi:
«…te tysiące jednostek są zorganizowane jako
Żydzi (w lożach „Bnei Brith”) i dla interesów
najwyższego człowieczeństwa, mającego być
dokonanym w żydostwie i za pomocą tej
olbrzymiej twórczej siły, która nam (to jest Żydom)
od tysięcy lat jest przekazaną, a nawet na
istniejących, niezachwianych fundamentach starej
żydowskiej nauki i praktyki życiowej.»
„Najwyższe człowieczeństwo” − zostanie
dokonane w żydostwie.
Krócej i wyraźniej mówi znany polityk żydowski
i powieściopisarz żargonowy, Szalom Asz:
«Słowo Izrael ma głębokie znaczenie −
ludzkość, co jest identyczne z pojęciem −
człowiek.»
W świetle tych wszystkich definicji masońska
„humanitarna praca dla ludzkości” nabiera
całkiem swoistego znaczenia.
* * *
67
67
Inną legendę, nie mniej od rzeczywistości
daleką, jest rozpowszechnione w niektórych kołach
mniemanie, że masoneria − to stowarzyszenie
czysto filantropijne i dobroczynne, które polityką
wcale się nie zajmuje.
«Jeżeli loża kiedykolwiek spełni
dobroczynność, to dzieje się to nie z litości nad
potrzebującym, lecz jest to tylko uważane za cło
pasażerskie lub opłatę paszportową wobec świata
zewnętrznego» − pisze wyraźnie i bez ogródek
masońskie pismo „Die Bauhutte” („Loża”), Berlin,
1872 r. na str. 140.
«Firma dobroczynności służy masonom tylko do
ukrycia czegoś innego» − stwierdza również
miesięcznik masoński „Lato-mia” z lipca 1865
roku.
«Należy zaprzeczyć, jakoby loże masońskie
były stowarzyszeniami dobroczynnymi. Do
praktykowania dobroczynności nie potrzeba się
przecież zamykać, fartuszkiem i wstęgami
obwieszać…
Nie, my budujemy fundamenty nowego
porządku społecznego. Do tego nam potrzebna
tajemniczość − dla naszej zwartości.
Dobroczynność jest jedynie płaszczem
przykrywającym, który się odrzuca, skoro już nie
jest potrzebny. Przyrzeczenie przestrzegania
tajemnicy również nie miałoby żadnego
rozumnego sensu, gdyby chodziło tylko o
dobroczynność, straszliwe przysięgi masońskie
byłyby całkiem niepotrzebne.»
Oto słowa, wypowiedziane przez masonerię −
w przystępie szczerości, czy w poczuciu własnej
siły − zamieszczone w urzędowym piśmie
„Wielkiej Symbolicznej Loży Węgier” − „Kelet”
(„Wschód”) w numerze lipcowym z 1911 roku.
Stosunek zaś masonerii do polityki, poza
tysiącami innych, dziś już powszechnie znanych
faktów, ilustruje chociażby uchwała znanej
masońskiej formacji „Grand Orient de France”
(„Wielkiego Wschodu Francji”), opublikowana w
masońskim pi-śmie niemieckim „Auf der Warte”
(„Na warcie”) z dnia 1 maja 1925 roku (nr. 9, na
str. 69), gdzie w rubryce „Ausland” („Zagranica”)
pod „Frankreich” („Francja”) czytamy:
«Aby o tym nie zapomnieć!
Rada Zakonna Wielkiego Wschodu Francji
opublikowała przed zgórą rokiem następującą
uchwałę:
„Jest obowiązkiem światowej masonerii
udzielić Lidze Narodów nieograniczonego
poparcia”.»
A w innym numerze tego czasopisma (nr. 11,
rocznik IX, z dnia 1 czerwca 1925 roku, str. 81-82)
znajdujemy artykuł ma-sona, podpisującego się
literami A.G.F. W artykule tym czytamy:
«Francuscy masoni mieli w roku 1919 zamiar
powołać do życia międzynarodowy związek
masoński, popierający Ligę Narodów, któryby
nazywał się „Federation Maconnique
Internationale pour la Societe des Nations”
(„Międzynarodowa Federacja Masońska
(popierania) Ligi Narodów”).»
W proklamacji zaś tego związku czytamy:
«Liga Narodów musi być w świecie
ustanowiona, musi zgod-nie ze słowami Wilsona
stać się koniecznością życiową…
Przekonani jesteśmy, że we wszystkich
krajach, które dziś uczestniczyć mogą w Lidze
Narodów, a nawet i w tych, które później (do niej)
przystąpią, dokona się analogiczny ruch, że
wszędzie mężowie, świadomi swego obowiązku,
będą nasze dzieło kontynuować i dla niego
pracować, że związek mularski, którego projekt już
jest ustalony, powstanie i że dzieło nasze wyda
owoce tym większe, im będzie powszechniejsze.
Siły budzić, realizację ułatwiać, potrzebną
organizację popierać i względami otaczać, oto
zadanie mularstwa.»
Nie jest zatem rzeczą tylko przypadku, że
właśnie Genewę, gdzie urzęduje stały organ Ligi
Narodów − Sekretariat Generalny, obrała sobie
także za siedzibę międzynarodowa organizacja
masonerii światowej A. M. I. („Association
Maconnique In-ternationale” („Międzynarodowe
Zjednoczenie Masońskie”).
Cel bezpośredni działalności politycznej
masonerii na najbliższą przyszłość został jasno
sformułowany w biuletynie „Wielkiej Loży Francji”
(październik 1922 roku, na str. 236):
«Międzynarodowa rewolucja będzie
przyszłym dziełem masonerii…»
Loże czysto żydowskie
68
68
Żydostwo, poza udziałem i dużą rolą w
masonerii powszechnej, niejednokrotnie
organizowało swoje własne szeregi w oddzielne
formacje masońskie. Na przestrzeni dziejów
niejednokrotnie spotykaliśmy i spotykamy czysto
żydowską masonerię, w której udział nieżyda był i
jest nie do pomyślenia.
Wiadomo jest, że zwolennicy „Sabbataj Cwi”,
fałszywego Mesjasza żydowskiego, wyłonili z
siebie dwie gałęzie; chasydów, grupujących się
koło poszczególnych dworów cadykówcudotwórców
i frankistów. Chasydzi uchodzą za
najbardziej ciemnych, zacofanych, przesądnych i
fanatycznych przedstawicieli judaizmu. Frankiści
zaś, jako mechesi, przedstawiani są jako
krzewiciele najradykalniejszego postępu.
Ciekawym jest jednak, że oba te odcinki życia
żydowskiego w Polsce mają nie tylko ten sam
początek i wspólną genezę i są wyrazem
nastrojów mesjanistycznych Żydów z terenu
Polski, lecz posiadają również jednakowe zasady
wewnętrznej struktury organizacyjnej, wyrażające
się chociażby w niemal identycznym
ustosunkowaniu się do masonerii.
O stosunku chasydyzmu do wolnomularstwa
czytamy w „Au-tobiografii” Salomona Majmona,
członka tajnego stowarzyszenia „chasydów” albo
inaczej „pobożnych”:
«To też i co się tyczy opisanego wyżej tajnego
stowarzyszenia („chasydów” albo inaczej
„pobożnych”), przekonany jestem, że posiada
ono również mało związku z wolnomularstwem, co
z wszelkimi innymi stowarzyszeniami tajnymi.
Wszelako domniemania na ten temat są
dozwolone; chodzi tu o pewien sto-pień
prawdopodobieństwa.»
A kilka wierszy niżej, na tej samej stronie:
«Stowarzyszenie pobożnych miało cel mniej
więcej taki, jak zakon Illuminatów w Bawarii i
posługiwało się nader podobnymi środkami.»
O frankistach zaś czytamy na str. 206, pracy
Zygmunta Sulimy „Frank i frankiści” (Kraków,
1893 r.):
«O ile zrozumieć można, religia ta (tj. szerzona
przez Franka) nosiła nazwę Dat i dzieliła się na
trzy stopnie, podobne do tych, jakie mieli
Illuminaci XVIII wieku lub masoni bieżącego
stulecia.»
Naukę tych frankistów, historyk żydowski
Aleksander Krau-shar charakteryzuje w
następujących słowach:
«Zasady ich (tj. frankistów), pielęgnowane w
zaciszu odbywanych schadzek, nie miały nic
wspólnego z dogmatami kościelnymi; były one
przejawem jakichś mistycznych pragnień do
stworzenia sobie wiary (sui generis), ulepionej ze
strzępków wolnomularstwa, magii,
kabalistycznych zaklęć i okultyzmu… Ten podkład
mistyczny był tylko wyrazem ich pragnień do
osnucia całokształtu (swoich) wierzeń w formę
mesjanicznych przepowiedni, różnych nieco od
praktykowanych na szerszą skalę w lożach
frankmasonów ówczesnych, lecz zbiegających się
z nimi na punkcie − dążeń do uszczęśliwienia i
odrodzenia całej ludzkości.»
W czasach nowszych – w okresie narodzin
sjonizmu, powstał wśród Żydów tajny zakon „Bnei
Mosze” („Synowie Mojżesza”), któ-rego zadaniem
było podporządkowanie sjonizmu herzlowskie-go
politycznym celom światowego kierownictwa
Izraela, które usiłuje realizować spaczony
mesjanizm żydowski. O zakonie tym, który
również został zorganizowany − podobnie jak
poprzednie − na ziemiach polskich, czytamy
następujące informacje w „Judisches Lexikon” − w
„Leksykonie Żydowskim” (Berlin, tom I, na str.
818):
«Bene Mosze (Bnei Mosze)…
Tajna żydowsko-narodowa liga, założona w r.
1889 w Odes-sie przez Achad Haama, który też
ułożył (jej) program „Droga życia” (przedrukowany
w „Al paraszat derachim” IV, po niemiecku w „Die
Welt”, 1913 r.). Celem jej było przez kolonizację
Palestyny wychować naród żydowski do
fizycznego i duchowego odrodzenia. Liga chciała
zjednoczyć w sobie tylko wybranych i duchowo
wysoko stojących, którzy jak niegdyś Mojżesz,
uwa-żali oswobodzenie ludu i kraju Izraela za cel
swego życia. Ponieważ stawiała ona najwyższe
wymagania osobiste, była zorganizowana jako
związek tajny „Geheimbund” (Zakon). Przyjęcie
następowało tylko większością 2/3 głosów, jeżeli
duchowa i mo-ralna wartość kandydata była
zagwarantowana. Przyjęcie człon-ka do Ligi
poprzedzała skomplikowana ceremonia
(„kidduszim”); zobowiązanie składano przez
69
69
przysięgę na ustawę Ligi. „Bene Mosze” miała
tajne znaki rozpoznawcze i formuły powitania.
Pierwsze zebranie generalne odbyło się w
Warszawie w roku 1890, poczym siedziba
kierownictwa pozostała w Warszawie. W roku
1893 przeniesiono centralę do Jaffy.»
Żydostwo było nie tylko w dawnych czasach
organizowane w oddzielne formacje masońskie,
ale dzisiaj, może bardziej jesz-cze niż
kiedykolwiek, jest ono w podobny sposób
zorganizowane.
Encyklopedia masońska „Allgemeines
Handbuch der Freimaurerei” („Powszechny
Podręcznik Masoński”) Lipsk, 1900, tom I, na str.
516 w artykule „Judische Geheimbunk in
Nordamerika” („Żydowskie tajne związki w
Północnej Ameryce”) do tajnych związków zalicza
następujące żydowskie organizacje:
1) „B’nai B’rith”.
2) „Kesher Shel Barzel”, powstał krótko przed
rokiem 1874, zdaje się być w głównej swej
osnowie tajną kasą pomocy na wy-padek chorób i
śmierci. Wielki Mistrz nazywa się „Grand Saar”,
inni wielcy dygnitarze nazywają się „Grand
Sophar”, „Grand Nas-si”, „Grand Cohn”, itd.
3) („Bnei Abraham”) „Synowie Abrahama”.
4) („Bnei Benjamin”) „Synowie Benjamina”.
5) „Ahawath Israel” itd.
Informację powyższą kończy dające dużo do
myślenia itd…
Z tych wszystkich organizacji najwięcej dzisiaj
rozpowszech-niony jest zakon „Bnei Brith”
(„Synowie Przymierza”). Zakon ten jest masońskim
zakonem żydowskim, powstał w roku 1843 w
Ameryce, w Nowym Jorku i posiada w najniższych
swych szcze-blach trzy stopnie wtajemniczenia,
podobnie jak w każdym ry-cie masońskim. Cele
„Bnei Brith” zostały sformułowane przez źródło
masońskie − według ustaw Zakonu − w
następujących słowach:
«Postawił on sobie za zadanie związać
Izraelitów w sposób, umożliwiający najszybszy i
wszechstronny rozwój najwyższych interesów
judaizmu.»
Takie sformułowanie pozwala i umożliwia
bardzo szeroką jego interpretację w każdym
właściwie kierunku.
Bardziej już konkretnie formułuje cele „Bnei
Brith” jego czło-nek, rabin Ozjasz Thon w swoim
artykule, zatytułowanym „Nasz cel”, a
zamieszczonym w miesięczniku „B’nai B’rith”,
(organ „Związku Stowarzyszeń Humanitarnych
B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej”;
wychodzi co miesiąc w Krakowie), w nr. 1 z dnia 1
listopada 1928 roku, na str. 3, pisze:
«Nie było nigdy i nie ma do dnia dzisiejszego
„sakramen-talnej” formułki, która by w sposób
krótki, lapidarny pouczyła o tym, jakie
esencjonalne cele sobie stawia Bnei Brith. Jak
dotychczas − a mam nadzieję, tak: nadzieję, że i
na przyszłość Związek Bnei Brith nie będzie miał
programu w tym, rzekłbym wulgarnym znaczeniu,
w jakim układają sobie dźwięczne, a nieraz
ogromne programy różne przemijające partie.
Bnei Brith jako Związek ogólny nie ma wyraźnie
zakreślonego programu, a tym samym istnieje
możliwość nieograniczona dla każdego członka,
ażeby sobie doszukiwał w swojej duszy, w swoim
światopoglądzie, w swoich najgłębszych
wierzeniach te punkty, dla których by chciał
pracować w obrębie Bnei Brith.
Wiem, że ten brak sformułowanego programu,
poczytają nam sceptycy wśród nas i poza naszym
dużym kołem jako organiczną wadę, jako
niedomogę, która jakoby pomniejszała istotną
wartość i treść naszego Związku. A jednak nawet
ci sceptycy nie mogą nie uznać i nie przyznać, że
Związek Bnei Brith zajmuje w świecie żydowskim
niezmiernie poczesne stanowisko. Wszak należy
on do tych żydowskich organizacji, dla których się
ma i wewnątrz i zewnątrz żydostwa duży
szacunek. A jednak nawet ci sceptycy nie mogą
nie uznać i nie przyznać, że do ideałów Związku
Bnei Brith garną się aż na całej „ge ojkumene”,
na całej zamieszkałej ziemi. My, Żydzi, mamy
naszą swoistą geografię, trochę obszerną, bo
liczymy na rozmiary „zamieszkałej ziemi”! A tylko
od nas zależy, ażeby ideałom naszego Związku
zapewnić rozpowszechnienie. Toć takie zjawisko
musi mieć swoje immanentne uzasadnienie, które
leży w samej przyciągającej treści, jeżeli nie
programu, to ogólnego ideału, będącego
podstawą danego ugrupowania.
Otóż twierdzę, że tym ideałom, a zarazem
jedynym „celem”, tym celem, kat’egzochen, jest
skoncentrowane zorganizowanie tych Żydów,
którzy przez swoje wykształcenie i swoje
stanowisko społeczne mają i mogą mieć
predestynację do roli przewodników w żydostwie.
Mówię: „skondensowane” zorganizowanie, a
rozumiem to w ten sposób, że nasza zasada
70
70
organizacyjna nie dąży do wytworzenia samego
organizmu społecznego zdolnego do tego czy
innego zadania, ale dąży do wytworzenia rodziny,
która jednak ze znacznie większą intensywnością
i koncentracją załatwia swoje własne wewnętrzne
sprawy. Stąd się bierze u nas słowo: „braterstwo”.
Rzecz jasna, że można to słowo małym
szyderstwem pozbawić poważnej i świętej treści.
A jednak ta treść się po prostu narzuca, choćby
analogicznie do myśli zasadniczej, którą Emanuel
Kant uzasadnia swoją teorię o wolnej woli. On
powiada: Poczynaj tak, jakbyś miał wolną wolę;
żyj i działaj pod ideą wolnej woli. Tak samo
twierdzę odnośnie do naszego celu: Działajmy
pod ideą braterstwa.
A to nie jest tylko ideał osobisty tych tysięcy
jednostek, które są objęte organizacją Bnei Brith.
To ma znaczenie o wiele szersze. Przecież te
tysiące jednostek są zorganizowane jako Żydzi
(…) i dla interesów najwyższego człowieczeństwa,
mają-cego być dokonanym w żydostwie i za
pomocą tej olbrzymiej twórczej siły, która nam od
tysięcy lat jest przekazaną, a nawet na
istniejących, niezachwianych fundamentach starej
żydow-skiej nauki i praktyki życiowej.
A zatem: braterska organizacja, czyli złączona
rodzina w ży-dostwie i dla żydostwa.
To jest nasz „cel”, jedyny, immanentny. Z
niego rzecz jasna wypływają i wynikają inne cele,
bardzo i bardzo liczne, tak, jak z jednego motywu
wypływają tony i akordy. My mamy w pier-wszym
rzędzie spełnić to, co nam jest najbliższe:
wytworzyć bra-terski organizm przewodników
żydostwa, takich, dla których służba dla żydostwa
stanowić będzie treść i istotę ich życia.»
Z wynurzeń tych wybitnego członka Zakonu
wynika wyra-źnie, że „Zakon Bnei Brith” pragnie
przede wszystkim uzyskać decydujący i
niepodzielny wpływ i ująć w swe ręce polityczne
kierownictwo całego żydostwa na całej
„zamieszkałej ziemi” − według geografji rabina
Thona − i zorganizować w swoich lo-żach
„przewodników” żydostwa. O tym jednak, do
czego chce „Zakon Bnei Brith” poprowadzić swój
naród, którym ma ambicję kierować − rabin Thon
nie mówi. Uważa chyba, że żydow-skiego
mesjanizmu nie potrzeba tutaj nikomu
przypominać.
Bliższe szczegóły organizacyjne „Zakonu Bnei
Brith” znajdujemy w „Judisches Lexikon” − w
„Żydowskim Leksykonie” (tom III, na str. 1189):
Loże żydowskie
I. „Niezależny Zakon Bne Briss” („Synowie
Przymierza”) międzyterytorialny związek
żydowskich lóż (w skróceniu U. O. B. B.
(Unabhangiger Orden Bne Briss), w krajach
gdzie mówią językiem angielskim. I. O. B. B.
(Independent Order B’nai B’rith), tej ostatniej
pisowni używają także w Czechosłowacji, Austrii i
Pol-sce,( na Wschodzie piszą Bene Berith)…
II. Powstanie Zakonu. Zakon został założony
w Ameryce w roku 1843 (13 października).
Pierwsza loża powstała w Nowym Jorku p.n.
„New York-Loge”. Napływowi Żydzi nieniemieccy
− na pierwszem miejscu konstruktor maszyn
Henry Jones (Hei-nrich Jonas), urodzony w
1811 r. w Hamburgu, zmarł w roku 1866 w
Nowym Jorku − może być uważany za
założyciela. Loża zjednoczyła różnorodne i
wzajemnie zwalczające się różne elementy Żydów
napływowych, tworząc dla nich ramy, które wszystkim
odpowiadały. Jones nazwał pierwszą lożę
imieniem B’nai B’rith, tj. „Synowie Przymierza”…
Założyciele zakonu wyjaśnili później, że założenia
nowej organizacji nie wywołała bynajmniej
nietolerancja zakonów wolnomularskich…
III. Rozszerzenie się Zakonu. Cały Zakon
obejmuje obecnie (1929 rok) − w czterech
częściach świata − 15 terytoriów, zwanych
„Dystryktami” („Obwodami”). Jest on
reprezentowany w Europie, Ameryce, Azji i
Afryce. Australia nie jest jeszcze dotąd przezeń
objęta. Ogólna liczba członków wynosi okrągło
80.000, tys. liczba wszystkich lóż okrągło 600.
Poza granicami kraju nie wolno zostać członkiem
(loży) bez zgody najwyższej władzy „Dystryktu”
(„Wielkiej Loży”).
IV. Budowa organizacyjna. Poszczególne
części związku nazywają się lożami (Laube,
Hutte, Loge, Loggia, Legium), członko-wie ich
nazywają się nawzajem „braćmi”. W tych krajach,
gdzie nazwa „loża” budziła zastrzeżenie ze
stanowiska kościelnego, wybrano określenie
„Stowarzyszenie Humanitarne”, na przy-kład w
Austrii, Czechosłowacji i Polsce.»
„Zakon Bnei Brith” podzielony jest (jak już
wyżej wymieni-łem) na 15 „Dystryktów”. „Dystrykt”
13 tworzy Polska.
«XIII Dystrykt: Polska. „Dystrykt” obejmuje 10
lóż i około 900 członków (w r. 1929). Wśród lóż
znajdują się 4 dawne loże niemieckie. Ilość lóż
polskich przy 2.900.000 żydowskiej ludności jest
więc jeszcze bardzo mała. Loże starają się
wszelkimi siłami zainteresować Żydów pracą
71
71
społeczną. W ostatnim czasie (1929 rok) czynione
są starania, by utworzyć „Instytut Judaistyczny”,
który byłby ośrodkiem żydowskiego życia
duchowego. „Wielkim Prezydentem” jest obecnie
(1929 rok) dr Leon Ader w Krakowie.»
Spis lóż „Bnei Brith” w Polsce podaje
miesięcznik p.t. „B’nai B’rith”, organ „Związku
Stowarzyszeń Humanitarnych w Rzeczypospolitej
Polskiej”, wychodzący w Krakowie, nr. 1 z dnia 1
listopada 1928 r., na str. 19:
«Obecny stan liczebny Stowarzyszeń B’nai
B’rith w Polsce.
W dniu 9/1 1924 odbyło się pierwsze
posiedzenie Komitetu Generalnego i pierwsze
zebranie reprezentantów.
Do Związku Stowarzyszeń humanitarnych Bnai
Brith, Dystryktu XIII, przystąpiło 6 Stowarzyszeń,
a mianowicie:
1) Stowarzyszenie humanitarne B’nai B’rith
(dawniej „Austria”), które później otrzymało nazwę
„Esra”, w Bielsku,
liczące członków 90
2) „Solidarność” w
Krakowie, ”
170
3) „Leopolis” we
Lwowie, ”
246
4) Stow. „Amicitia”
Poznań
” 40
5) Stow. (im.) R. Koscha
Leszno ”
13
6) Stow. „Braterstwo”
Warszawa ”
62
________________________________________
__________________
Czyli razem 6 Stowarzyszeń o łącznej ilości
członków 621.
Następnie do Dystryktu XIII przystąpiły dalsze
Stowarzyszenia, a obecnie Związek polski liczy 11
Stowarzyszeń a mianowicie:
Nazwa Stowarzyszenia
Siedziba Data
założ. Ilość czł.
„Amicitia” Stow. hum. Bne B’rith
Poznań 1. XI.
1885 31
Stow. hum. „Esra” Bne B’rith
Bielsko 1. IX.
1889 95
Stow. hum. „Solidarność” B’ne B’rith
Kraków 7.
XII.1892 174
Stow. h. „Leopolis” Bne B’rith
Lwów 29. X. 1899
191
Stow. h. im. Rafała Koscha
Leszno 15. III.
1905 16
Stow. h. „Braterstwo” Bne B’rith
Wa-wa 27. VI. 1922
102
Stow. h. „Humanitas” Bne B’rith
Przemyśl 18. III. 1924
53
Stow. h. „Concordia” Bne B’rith
Katowice 17. VI. 1883
118
Stow. h. im. Michała Sachsa
Królewska Huta 14. VI. 1903
55
Stow. „Montefiore” Bne B’rith Łódź
26. IX. 1926
68
Stow. h. „Achduth” („Jedność”)
Stanisławów 14. II. 1928
32
________________________________________
__________________
Na str. 21 tegoż miesięcznika czytamy:
«Z życia stowarzyszeń B’nei B’rith w
Polsce. Okres ferialny jest czasem, w którym
zamiera działalność stowarzyszeń naszych. Mimo
to jednak członkowie stowarzyszeń, gdziekolwiek
się spotykają w większej liczbie, starają się
stworzyć ognisko, w którem omawia się sprawy
Bnei Brith. Tak też i w bieżącym roku, jak w
ubiegłym, członkowie stowarzyszeń Bnei Brith z
ca-łej Polski, przebywający w Krynicy, schodzili
się na wspólnych zebraniach, na których
wygłaszano odczyty. Zebrania te zapo-wiadają się
jako stała instytucja ferialna naszego Związku, podobnie
jak w Marienbadzie i Karlsbadzie zbierają
się rok rocz-nie w celach nawiązania bliższych
stosunków towarzyskich… członkowie
stowarzyszeń Bnei Brith z rozmaitych krajów.»
Tak więc w okresie letnim pracuje w Krynicy
72
72
specjalna, sezonowa loża „Bnei Brith”.
Żydostwo w Polsce usilnie stara się
powiększyć liczbę lóż „Bnei Brith”.
«Jednym z naszych najbliższych zadań jest
powiększenie ilości stowarzyszeń (lóż) Bnei Brith
w Polsce. W ubiegłym roku powstało
stowarzyszenie w Stanisławowie, a w najbliższych
mie-siącach powołane będzie do życia nowe
stowarzyszenie w Częstochowie.»
«Dalszym momentem dodatnim dotychczasowej
naszej dzia-łalności jest fakt, że zdołaliśmy za
pomocą nowo założonej „Ach-duth” („Jedności”)
w Stanisławowie wysunąć teren działalności
(„Zakonu Bnei Brith”) na krańce wschodnie
naszego (?) państwa i że coraz to nowe i coraz
szersze rzesze postępowego żydostwa polskiego
darzą nas zaufaniem i uznaniem. Świadczą o tym
starania poważnych sfer obywatelskich w
Częstochowie, Białymstoku i Równem,
zmierzające do zakładania Stowarzyszeń B’nai
B’rith w tych miejscowościach.»
«Przy tej sposobności zaznaczyć należy, że
powierzone nam zostały prace przygotowawcze
dla stworzenia organizacji B’nei B’rith w
Białymstoku i Wilnie.»
Tak więc w Białymstoku, Częstochowie,
Równem i Wilnie znajdowały się loże „Bnei Brith”
w roku 1928 w trakcie tworze-nia i organizacji.
Przypuszczać można, że większość z nich pra-cuje
już obecnie jako loże regularne.
Wszystkie loże masońskie, czysto żydowskie,
pracujące na ziemiach polskich, nie podlegają w
najmniejszym stopniu masońskim czynnikom
polskim. A ich centralna władza mieści się w
Cincinnati (USA).
Loże okultystyczne
Trzy grupy − poprzednio opisane − masońskich
lóż w Polsce są przez niektórych nazywane
masonerią polityczną. Celem ich jest praktyczna
działalność, przede wszystkim zaś działalność
polityczna. Jednakże obok tej masonerii spotykamy
jeszcze spe-cjalny jej odłam, tzw. masonerię
okultystyczną.
Masoneria okultystyczna uważa się za
prawdziwych i jedynych spadkobierców dawnych
„Różokrzyżowców” i ich nauk. Uprawia ona i
pielęgnuje w swych lożach „Sztukę Królewską”,
poświęcając się studiom nad naukami
hermetycznymi i okultystycznymi, przechowując i
przekazując innym świetlane nauki Hierofantów
Starożytności i ich następców, Kabalistów i
Doktorów Hermetycznych Średniowiecza. Uważa
ona, że obec-na masoneria polityczna jest
stowarzyszeniem, które nic nie wie o swojej
istocie i pierwotnym swoim celu i nie rozumie nawet
znaczenia używanych przez siebie symboli i
znaków. Uwa-ża się ona sama niejako za mózg
masonerii powszechnej.
Głównym − jak się wydaje − reprezentantem
tego odłamu jest obecnie „Ordre Martiniste”
(Zakon Martynistów). Wywodzi on powstanie
swoje od Martineza de Pasqually, Żyda
portugalskiego (1750 rok) i jego ucznia Louis
Claude de Saint-Martina. Jako ryt nowoczesny
w obecnej swojej formie rozpowszechnił się
Zakon dopiero od roku 1887. Do dużego jego
rozwoju w latach poprzedzających bezpośrednio
Wielką Wojnę, przyczynił się w znacznym stopniu
dr Gerard Encausse, znany pod pseudonimem
Papusa.
Na czele Zakonu stoi „Najwyższa Rada” z
siedzibą w Paryżu, której władza jest
nieograniczona i bezwzględna. Zagranicą
sprawuje władzę w ściśle określonym zakresie
nad powierzonym sobie okręgiem tzw. „Wielka
Rada”.
Martyniści w pracach swoich zajmują się
między innymi ta-kimi zagadnieniami, jak na
przykład:
«Kabała.»
«Magia i zastosowanie (hypnotyzm,
magnetyzm, modlitwy).»
«Hermetyzm; alchemia; astrologia;
archeometria.»
«Masoneria praktyczna: układ rytu; różne
zastosowania spo-łeczne.»
Tematy, jak widzimy, obszerne; od Kabały
żydowskiej aż do praktyki układania rytów
masońskich i ich zastosowania spo-łecznego.
Poświęcając się studiom nad Kabałą
żydowską, zmuszeni są Martyniści poznać jej
język, a −
«Językiem świętym kabalistów, na filozofii
których opierają się nauki Masonerii w ogólności,
a Martynizmu w szczególności, był język
Hebrajczyków.»
Martyniści uważają organizacje swoją za
wyższą od masonerii politycznej. Masonów
73
73
zwykłych, członków masonerii powszechnej,
dopuszczają oni do udziału w swoich pracach, ale
tylko za specjalnym pozwoleniem, w charakterze
gości i dopiero po uzyskaniu przez nich co
najmniej 18 stopnia („Różokrzy-żowca”) masonerii
powszechnej.
Loże Martynistów w Polsce zostały
zdekonspirowane w jesieni 1930 roku z powodu
uprawiania przez część członków sa-tanizmu.
Ujawnione wówczas zostały dwa ośrodki
martynizmu w Polsce: w Warszawie z dr
Czyńskim, wybitniejszym członkiem Zakonu na
czele, i w Katowicach.
Innych wiadomości o organizacji i liczebności
Zakonu tego w Polsce nie posiadamy.
Drugim zakonem masońskim, działającym w
Polsce i podobnym do „Zakonu Martynistów”, jest
odnowiony „Zakon Różo-krzyżowców”. Dość
obszerne informacje o jego najniższej komórce, o
tak zwanym „Międzynarodowym Stowarzyszeniu
Różo-krzyżowców” zostały ogłoszone w
„czasopiśmie wiedzy duchowej” − „Świat ducha”
(zeszyt 1, maj 1935 rok) przez Bronisława Kurka
z Bydgoszczy, nazwanego przedstawicielem
„Stowarzysze-nia Różokrzyżowców”:
«Stowarzyszenie Różokrzyżowców jest
międzynarodowym zje-dnoczeniem uczniów i
reprezentantów chrześcijańskiego okultyzmu i
chrześcijańskiej mistyki z siedzibą główną w
południo-wej Kalifornii, w Oceanside, pomiędzy
San Diego i Los Angeles.
Cel i pochodzenie. Stowarzyszenie
Różokrzyżowców jest nowoczesnym
reprezentantem sławnego mistycznego Zakonu,
za-łożonego w Europie w roku 1313 przez
wielkiego duchowego nauczyciela o symbolicznym
imieniu Christian Rosenkreuz, któ-rego
zadaniem było przygotować nową fazę religii
Chrystusowej, mającej stać się powszechnym
udziałem ludzkości w nadchodzącej Epoce
Wodnika, w miarę bowiem rozwoju świata i
człowieka, muszą się zmienić również religie, by
mogły odpowiedzieć potrzebom zmienionych
warunków duchowych.
Stowarzyszenie Różokrzyżowców założone
zostało w obecnej siedzibie w roku 1911 przez
znanego mistyka i okultystę Maxa Heindla,
którego starsi Bracia Zakonu R. K. obrali
pełnomo-cnym posłannikiem, który miał podać
Zachodowi prawdę życia i bytu, zachowaną przez
Różokrzyżowców od wieków. Przekonano się, że
świat dojrzał do przyjęcia tej doskonałej wiedzy
duchowej, jaką jest religijna filozofia
nadchodzącej epoki.»
Ekspozytury i organizacje zależne
Aby obraz masonerii w Polsce był kompletny,
należy podać jeszcze nieco wiadomości o
pomocniczych organizacjach masońskich. Do
takich zaliczane są między innymi:
1) „The Independent Order of Odd Fellows”
(w skróceniu I. O. O. F.) („Niezależny Zakon Odd
Fellows”).
2) „Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela”.
3) „International Rotary” („Międzynarodowe
Rotary”).
4) „Schlaraffia” („Szlarafja”).
* * *
Według „Allgemeines Handbuch der
Freimaurerei” („Międzynarodo-wego Podręcznika
Masońskiego”, (Lipsk, wydanie trzecie z 1900 roku,
tom II, str. 113), − «Odd Fellows jest nazwą,
utworzonego na wzór bractwa masońskiego,
powszechnego towarzystwa zapomogowego, jak to
jasno wynika z dewizy (towarzystwa): „Przy-jaźń-
Miłość-Prawda”.»
Zakon ten zorganizowany jest na zupełnie
analogicznych zasadach jak masoneria
powszechna. Jego najniższą komórką
organizacyjną jest również loża.
«Ale podczas gdy masoneria powszechna
główny swój cel widzi w wewnętrznym
uszlachetnianiu człowieka, a praktyczną
działalność uprawia dopiero na drugim miejscu, to
w Zakonie Odd Fellows jest odwrotnie.»
Dr August Weiss, „Ali-Hochmeister” der
„Gross-Loge (Odd Fellows) des Deutschen
Reiches” („Dawny Wysoki Mistrz Wielkiej Loży
(Odd Fellows) Rzeszy Niemieckiej”) cele zakonu
przedstawia w pracy swojej „Der Odd Fellows
Orden” („Zakon Odd Fellows”). (Gottingen,
wydanie V) str. 12 i 13 w sposób podobny, choć
nieco odmien-ny:
«Gdy zakon powstał, jego głównym celem była
pomoc materialna; jego zadaniem było chorych
odwiedzać, umarłych grze-bać, uciśnionym
pomagać, wdowy i sieroty wspierać itd. Jednak
stopniowo materialne cele zeszły na plan dalszy; z
celów ostatecznych stały się środkiem, ażeby
charakter ludzi uszlachetniać, złe skłonności
zwalczać, dobro czynić. Zakon miał być kołem
dobrych, wiernych obowiązkowi mężów, którzyby
74
74
w poczuciu wspólnych dążeń bratersko jeden
drugiemu podali rękę i we wszystkich
okolicznościach życia wiernie się wspomagali.»
Przeglądając spisy członków jednej z
największych organizacji „Odd Fellows”,
stwierdzić można, że członkowie „Odd Fel-lows”
rekrutują się przede wszystkim ze środowiska
kupców, drobnych przemysłowców, agentów
handlowych itp. – pod wzglę-dem fachowym, a w
przeważającym procencie, prawie że cał-kowicie,
z Żydów − pod względem narodowościowym.
Loże „Zakonu Odd Fellows” na ziemiach,
znajdujących się dzisiaj w granicach Państwa
Polskiego, a będących dawniej pod zaborem
pruskim, istnieją od dawna, gdyż już w roku 1899
pracowała na naszych ziemiach w pełnym
rozkwicie „Bezirks-Gross-Loge von Schlesien
und Posen” („Wielka Obwodowa Loża Śląska i
Poznania”), która była częścią składową „GrossLoge
des Deutschen Reiches”. Loże „Odd
Fellows” w Polsce Odrodzonej powstawały
automatycznie przez powrót tych ziem do Polski.
Obecny stan lóż „Odd Fellows” w Polsce
został ujawniony w „Odd Fellows − Adressbuch
fur das Jahr” 1932-33 na str. 578:
«Wielka Loża Rzeczypospolitej Polskiej, 7
lóż, 368 członków.
Wielki Sire; Wilhelm Warschauer, tajny radca
sanitarny, Ino-wrocław.
Wielki Sire; Ludwig Kantorowicz, radca
sanitarny, Poznań.
Wielki Sekretarz: A. Dittmann, Gniezno,
Chrobrego 33.
Wielki Sekretarz: Adolf Erdmann, Gniezno,
Łubieńskiego 1.
Bydgoszcz. Loża nr. 3 im. „Emanuela
Schweitzera”, ul. Libelta 9 a.
Gniezno. loża nr. 4 „Pokój”, Park Kościuszki
14.
Grudziądz . Loża nr. 6 „Dom na Wschodzie”
Wybickiego 40 a.
Inowrocław. Loża nr. 2 „Astrea”, Solankowa
61.
Łódź. Loża nr. 7 „Uniwersum”
Poznań. Loża nr. 1 „Kosmos”, Aleje
Marcinkowskiego 27.
Obóz (loża wyższych stopni) nr 1 „Polonia”.
Toruń. Loża nr. 5 „Kopernik” Chełmińska 21.
Warszawa. Kółko warszawskie (loża w trakcie
organizacji, która ostatnio przekształciła się na
lożę regularną pod nazwą Loża nr. 8 „Ogniwo” ul.
Poznańska 14. M. 7).
Członkami tych lóż są przede wszystkim i
głównie miejsco-wi Żydzi, następnie Niemcy,
nazwiska zaś polskie w spisach członków spotyka
się pojedyńczo i dosyć rzadko. Sądząc z nazwisk,
kierownikami zakonu „Odd Fellows” w Polsce są
z reguły Żydzi. „Wielkim Sire’m” („Mistrzem”) w
roku 1925 był na przykład E. Pulvermacher z
Poznania, (ul. Młyńska 9), nie-wątpliwie Żyd.
* * *
„Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela” jest
już dzisiaj całkowicie zdekonspirowaną
ekspozyturą masonerii i to zarów-no pod
względem ideologicznym, jak i co do składu
osobowego jej kierownictwa. Ideologia jej nie
różni się absolutnie niczem od ideologii czysto
masońskiej, niejednokrotnie również stwier-dzono,
że na jej czele stoją wybitni masoni. Nie brak
zresztą już dzisiaj oficjalnych wynurzeń na ten
temat.
Oficjalnie masońskie czasopismo „Alpina”,
wychodzące w Szwajcarii, wyraźnie pisze już w
numerze z dnia 31 marca 1931 roku:
«Liga Praw Człowieka − to na wielką skalę
zakrojone dzieło masonerii, któremu każdy winien
swą pomoc i sympatię. Dlatego też nie należy się
dziwić, widząc masonów na czele każdej
poszczególnej Ligi w różnych krajach. Jest rzeczą
niezmiernie ważną, byśmy popierali tą
organizację, stanowi ona bowiem łatwy teren dla
wszelkiej działalności wolnomularskiej.»
Potwierdził to − również oficjalnie − „Grand
Orient de France” („Wielki Wschód Francji”):
«Liga Obrony Praw Człowieka bywa nazywana
wolnomular-stwem zewnętrznym…»
«Liga Obrony Praw Człowieka pracuje nad
obroną idei republikańskiej. Winna ona wchłonąć
wszystkich wolnomularzy.»
„Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela”
istnieje i w Polsce. W związku z wojną włoskoabisyńską
(1935 r.) działalność „Ligi” w Polsce
przybrała na sile. Wyraziło się to przede wszystkim
w urządzaniu wieców i zgromadzeń
publicznych „prze-ciwko faszyzmowi” z „bratem”
Andrzejem Strugiem na czele.
* * *
W ostatnich czasach powstały w wielu
75
75
miastach Polski tzw. „Rotary Club’y”.
Prasa żydowska i masońska natarczywie i przy
każdej sposobności zaprzecza kategorycznie
jakoby „Rotary Club’y” łączy-ło cośkolwiek z
masonerią − podobnie, jak to było kilka lat temu z
„Ligą Obrony Praw Człowieka i Obywatela”.
Chcąc jednak źródłowo dowiedzieć się na
przykład o historii, czy organizacji „Rotary
Club’ów”, to dość obszerne i wyczerpujące
wiado-mości znajdziemy właśnie… w
międzynarodowych wydawnictwach masońskich.
„Internationales Freimaurerlexikon” E.
Lennhoffa i O. Poznera podaje następujące
informacje o „Rotary Club’ach” (na str. 1342 i
następnych):
«Rotary International… Pierwszy Rotary
Club został założony w Chicago w 1905 roku
przez adwokata Harrisa i kilku jego przyjaciół.
Zrazu jako „business circle” dla celów
wzajemnego po-pierania się i informowania w
sprawach zawodowych.
… Prawie we wszystkich dużych miastach
świata istnieją Ro-tary Club’y… Poszczególne
Club’y są zjednoczone w − przeważnie narodowe
− Okręgi („Districts”) pod kierunkiem tzw.
„Naczelni-ków”, które to „Okręgi” ze swojej strony
podlegają bardzo ostrej i w wielkim stylu
centralnej organizacji („Rotary International”) w
Chicago. Międzynarodowe konwenty ustalają
przepisy bezwarunkowo obowiązujące wszystkie
kluby i wszystkich człon-ków.»
«Zasady Rotary Club’u (postanowienie nr.
34). W swym za-łożeniu − Rotary jest pewnego
rodzaju filozofią życia praktycznego, która dąży
do pogodzenia dwóch sprzecznych skłonności
natury ludzkiej; chęci zadośćuczynienia swoim
pragnieniom oraz impulsu przysłużenia się
bliźniemu.
Ta filozofia „uczynności innym pod korzyść
własną” jest oparta na zasadzie, że „ten najwięcej
korzysta, kto najlepiej słu-ży”.
W zasadzie klub Rotariański jest grupą
wybitnych przedstawicieli handlu, przemysłu itp.
oraz zawodów wolnych, którzy bez specjalnej
przysięgi i dogmatów − każdy na swój sposób −
przyjmują filozofię rotariańską.»
«Rotary International − jest organizacją,
założoną celem:
1) Obrony, rozpowszechniania oraz
propagandy ideałów Ro-tariańskich na całym
świecie.
2) Zakładania, popierania i administrowania
klubami Rotariańskimi.
3) Studiowania w charakterze biura
centralnego zagadnień, które zasługują na uwagę
klubów.
Celem ułatwienia klubom orientacji i
rozwiązywania tych za-gadnień, biuro centralne
uzgadnia zwyczaje i działalność wszy-stkich
klubów z zasadami Rotary International.»
«Członkowie czynni: Rotary International jest
związkiem, utwo-rzonym przez zgrupowanie
wszystkich klubów Rotariańskich, które przyjęły
statut i regulamin wewnętrzny Rotary Club
International i jako takie wypełniają obowiązki,
nałożone przez sta-tut i regulamin wewnętrzny…
Do klubu mogą być jednak przyjęci
przedstawiciele kilku czasopism, wychodzących w
granicach terytorialnych klubu…
Osoby pełnoletnie, które oddały wyjątkowe
usługi ludzkości lub krajowi, zamieszkałe w
granicach terytorialnych klubu, mo-gą być wybrane
na członków honorowych Klubu.»
«Wybór członków Rotary Klub’u… Oto kilka
warunków (któ-rym kandydat musi odpowiadać),
które nie są jednak podane w porządku ich
znaczenia: kandydat winien zajmować
kierownicze stanowisko w zawodzie, który
reprezentuje… winien być przyjmowany w sferach
towarzyskich.»
«Dlaczego dzielimy członków według
klasyfikacji? Każdy z czterech założycieli
pierwszego klubu w Chicago miał inny za-wód i
Rotary Club zachował to w swej tradycji. W ten
sposób zasadniczo żaden Rotary Club nie ma w
swoim gronie dwóch osób, reprezentujących
jedną gałąź przemysłu lub handlu lub też ten sam
zawód. Inne związki mogą posiadać tysiące członków
w swoich spisach. − Rotary ma o wiele
mniejszą liczebność, która jednak wcale nie
dowodzi jego słabości.
Jak to było już powiedziane wyżej, Rotary dla
osiągnięcia swych zamierzeń musiał przyjąć
zupełnie określony sposób przyjmowania
członków. Rotary jest klubem
międzynarodowym, dążącym do swych celów bez
względu na różnice narodowościowe, polityczne
lub wyznaniowe.
Wprowadzając do klubu po jednym
przedstawicielu z każdej gałęzi pracy zawodowej,
zapewnia mu się proporcjonalną reprezentację
przemysłu i handlu danego miasta bez
uszczerbku dla kogokolwiek.
76
76
Rotary Club jest w ten sposób w posiadaniu
wszelkich wiadomości, dotyczących różnorodnych
przedsiębiorstw i zawodów w mieście, a to daje
możność wpływania na ich kierowników w myśl
zasad Rotary.
W ten sposób wytwarza się ścisły związek
pomiędzy człon-kami klubu i miejscowymi sferami
gospodarczymi, członkowie bowiem w charakterze
przedstawicieli różnorodnych przedsiębiorstw
dostarczają klubowi informacji, co do prowadzenia
swo-ich spraw i jednocześnie wynoszą z zebrań
klubu cenne dla sie-bie wskazówki i wiadomości.
Skoro tylko członek klubu przestaje
reprezentować daną kla-syfikację − musi się
podać do dymisji, przestaje bowiem być
łącznikiem między gałęzią przez niego
reprezentowaną a klubem.
Dzięki temu utrzymuje się łączność między
Klubem i wszel-kimi zawodami miasta, bez
obawy, by kiedykolwiek Klub miał trudności w
swej administracji ze względu na zbyt dużą
liczebność.
Rotary nie posiada członków biernych. Ze
względu na specjalny sposób przyjmowania
członków do klubu, a wybór na członka Rotary
jest uważany za zaszczyt.»
Z tego wszystkiego wynika, że „Rotary Club’y”
dążą przede wszystkim do uzyskania
decydującego i niepodzielnego wpły-wu na życie
gospodarcze tego terenu, na którym istnieją i
dzia-łają. Poszczególne jednak „Club’y”
podlegają bardzo ostrej i w wielkim stylu
międzynarodowej organizacji centralnej „Rotary
International” w Chicago, czyli − ściślej i
wyraźniej mówiąc − organizacja ta chce uzależnić
od siebie całe światowe i między-narodowe życie
gospodarcze przez gęstą sieć „Rotary Club’ów”.
Jest to cel, którego osiągnięcie może dać potężne
wpływy, a przy tym i duże bogactwo rzeczywistym
i istotnym kierownikom „Rotary”. Jednakże
pozatym „Rotary Club’y” spełniają jeszcze i inne
zadania, o których oficjalnie i publicznie w
broszurach programowych nie pisze się i nie
mówi, a które jednak sprawiły, że „Rotary Club’y”
są na każdym terenie popierane i forsowane
przez masonerię, a nie są nigdzie przez nią
zwalczane.
Słyszeliśmy o filozofii rotariańskiej i o ideologii
Rotary Club’-ów. Jest ona − jak z oficjalnych
wynurzeń wynika − wybitnie międzynarodowa, nie
rozróżnia wyznań i narodowości, nie wi-dzi między
niemi żadnych różnic, dąży do „światowego
braterstwa ludzi” (do tego również dąży
masoneria), a osoby zasłu-żone dla ludzkości
obdarza członkostwem honorowym. Każdy, choć
trochę obeznany z zagadnieniem masonerii −
pozna w tym typowo masońską frazeologię.
Poznajmy jednak bliżej tę rotariańską filozofię i
ideologię z ust założyciela „Rotary” i jego
członków.
«Nasz program wyklucza prawie zupełnie
wszelkie Credo, uwielbia aktywność, otwiera
podwoje nasze protestantom, ka-tolikom, Żydom,
chrześcijanom, buddystom. Celem naszym jest
popierać zgodę, dobrą wolę i pokój
wszechświatowy» − głosił Harris, założyciel
„Rotary”.
Inny rotarianin, Herman Dons, pisze w
„Independance Belge” z dnia 9 czerwca 1927
roku:
«Moralność rotariańska nie zna narodowości
ani religii i nie należy do żadnej partii. Jest
zadziwiająco i stoicko neutralna w najszerszym
tego słowa znaczeniu i w najbardziej
dobroczynnym znaczeniu.»
Zaś adwokat Rahaletti w swojej książce „II
Rotary” na str. 75 tak pisze:
«Rotary cieszy się kompletną i absolutną
autonomią jako program, jako myśl i jako czyn,
poza i ponad więzami wszystkimi, nie ma też
żadnych uprzedzeń religijnych, politycznych, bądź
innych. Tej autonomii naszej jesteśmy i
pozostaniemy za-zdrosnymi stróżami.»
Przypomnieć jeszcze tutaj należy czwartą z
zasad, które re-alizuje Rotary:
«Popieranie dobrej woli, międzynarodowego
porozumienia i pokoju przez światowe braterstwo
ludzi…»
W takiej to atmosferze − czysto masońskiej −
pracują człon-kowie „Rotary”, taką ideologię
szerzą Club’y. że jest to ideologia masońska,
zasady masońskie, stwierdza wyraźnie znane
pismo masońskie „Alpina”, wychodzące w
Szwajcarii, które, pi-sząc w numerze z dnia 30
kwietnia 1927 roku o wykładzie o „Rotary” w loży
masońskiej, zaznacza z zadowoleniem, że wśród
członków „Rotary Club’ów” jest dużo masonów,
dodając od sie-bie: − „co zresztą jest łatwo
77
77
zrozumiałe, biorąc pod uwagę zasady (Rotary
Club’ów)”.
O łączności „Rotary” z masonerią zaczynają już
mówić otwar-cie sami masoni.
„Wielka Loża Hiszpanii” ogłosiła 11 stycznia
1928 roku w swoim biuletynie następujący
komunikat:
«Rotary Club i Wielka Loża Stanów
Zjednoczonych Wenezueli.
Przedstawiciel masonerii regularnej z Caracas
(stolica Wenezueli) został specjalnie zaproszony
na zebranie Rotary w dniu 15 sierpnia ub. roku. P.
Reyes Zumeta był tam obecny jako
przedstawiciel „Wielkiej Loży Stanów
Zjednoczonych Wenezueli”.
P. Reyes Zumeta spotkał się ze strony
członków Rotary ze szczególnymi względami i był
specjalnie mile przyjęty przez Don Vincente
Dawila (przywódcę „Rotary Club”). Te względy
zostały bardzo silnie odczute przez „Wysoką Izbę
Symboliczną” Wenezueli, to jest przez najwyższą
władzę masonerii w tym kraju.
Rotary Club, wprowadzony ostatnio w
Wenezueli, zrealizował już dużą część swego
programu działalności społecznej; ale dopiero
niedawno masoneria regularna z Caracas
zaprosiła Dr Vincente Davila, który wygłosił
godny uwagi wykład publiczny. My, masoni,
mieliśmy zaszczyt usłyszeć z ust tego wybitnego
przywódcy Club’u, że jesteśmy starszymi braćmi
rotarian i otrzymaliśmy zapewnienie, że pomiędzy
lożami i Rotary istnieją podstawowe punkty
styczności.»
Jest to wyraźne przyznanie się do powiązań i
identycznych wspólnych celów masonerii z
Rotary Club, a masonów − nazywa „starszymi
braćmi rotarian”.
W masońskim wydawnictwie „Das Blaubuch
der Weltfreimaure-rei”, wydawanym od roku 1935
już oficjalnie przez masońską organizację
naukową „Quatuor Coronati Coetus Pragensis”
w Pra-dze czeskiej, znajdujemy artykuł masona J.
Reissa z Wiednia, zatytułowany „Die Epigoni”, w
którym autor omawia masońskie organizacje
pomocnicze, a między nimi i „Rotary
International”. W artykule tym czytamy:
«Masoneria również nie stanowi wyjątku z
reguły, że każdy ruch o historycznej doniosłości
znajduje swoich naśladowców. Tak więc powstała
z biegiem czasu pewna ilość związków,
podobnych do masonerii, które nie tylko dążą do
podobnych ce-lów (jak masoneria), lecz również
używają rytuału masońskiego, w ten lub ów
sposób przystosowanego do swoich celów.
Poświęcimy trochę uwagi znaczeniu tylko
poważnych i szeroko rozpowszechnionych
organizacji, jak „Zakon Odd Fellows”, „Eb-dar”
(tzw. Masoneria Biała), zakon „Le Droit Humain”
(„Prawo Ludzkie”, tzw. masoneria mieszana albo
kobieca) i „Rotary International”.»
Wydawnictwo zatem masońskie nazywa
„Rotary Club’y” epigonami masonerii i stwierdza
wyraźnie, że „Rotary” posiada nietylko podobne
cele jak masoneria, ale używa również
masońskiego rytuału, odpowiednio do swoich
zadań zredukowanego i przerobionego.
Działalność „Rotary Club’ów” świadczy również
o ich stosun-ku do masonerii. Nie znamy ani
jednego wypadku, aby „Rota-ry” wystąpiły na
przykład w obronie katolików, prześladowanych w
Rosji Sowieckiej, czy Meksyku, nie znamy również
ani jednego wypadku, aby „Rotary” wystąpiły
przeciw masonerii.
Pewnym również udokumentowaniem
zależności „Rotary” od masonerii jest wyraźny
zakaz, wydany przez wielu dostojników Kościoła
Katolickiego, zabraniający katolikom należenia do
„Rotary Club’ów”.
23 stycznia 1929 roku biskupi hiszpańscy z
arcybiskupem z Toledo na czele ostrzegli przed
„Rotary” katolików. Kardynał Segura, arcybiskup
Toledo, w liście pasterskim w imieniu ca-łego
episkopatu pisał:
«Niech wierni zatem wystrzegają się
wstępowania do takich stowarzyszeń.»
15 czerwca 1929 roku przyłączył się do tego
wezwania bez żadnych zastrzeżeń kardynał
Andrieu, ówczesny arcybiskup w Bordeaux we
Francji.
12 lipca 1930 roku biskupi holenderscy
zamieścili „Rotary” na liście tych stowarzyszeń,
do których katolicy nie powinni należeć:
«Uważamy sobie zatem za obowiązek
stwierdzić wyraźnie i bez zastrzeżeń, że
wstąpienie do stowarzyszenia „Rotary” katolikom
nie jest dozwolone.»
4 lutego 1929 roku „Święta Kongregacja
Konsystorialna” w Rzymie zapytana, czy
78
78
duchownym wolno należeć do „Rotary”, po
zbadaniu i rozważeniu sprawy odpowiedziała
negatywnie.
„Gazeta Polska” z dnia 18 kwietnia 1936 roku
w rubryce „Z kultury i sztuki”(sic!) podała
wiadomość o utworzeniu polskiego „District’u
(Okręgu) Rotary Club’ów” w Polsce. Przed
utworzeniem „District’u” − „Club’ami” w Polsce
(których było wówczas bardzo dużo) opiekował
się razem z „Club’ami” w Albanii, Bułgarii, Grecji i
Rumunii tzw. „Honorary Commissioner” (Honorowy
komisarz) którym był inż. M. B. Gerbel
(Wiedeń I, Liliengasse. Okręg polski otrzymał nr.
85. „Naczelnikiem” na rok 1936 / 37 został prof. dr
Jerzy Loth).
W „European Advisory Committee” − w
„Europejskim Komitecie Doradczym” członkiem z
ramienia „Rotary” w Polsce jest Piotr
Drzewiecki, zastępcą zaś jego dr inż. Emilian
Loth, Łódź.
Niektórzy badacze masonerii nazywają „Ligę
Obrony Praw Człowieka i Obywatela” narzędziem
masonerii łacińskiej, romańskiej („Grand Orient
de France”), a „Międzynarodowe Rotary” −
narzędziem masonerii anglosaskiej. Stąd też ma
pochodzić zasadnicza różnica w nastawieniu,
atmosferze i metodach działania tych dwóch
organizacji.
Obecnie można zauważyć specjalnie silne
forsowanie na wszystkich terenach „Rotary
Club’ów”, co − po powszechnym
zdekonspirowaniu „Ligi Obrony Praw Człowieka i
Obywatela” − nie wydaje się wcale dziwne.
Zakresy działania tych dwóch or-ganizacji są
różne i uzupłniają się nawzajem. Liga działa w warstwach
wyraźnie, a nawet bojowo ateistycznych i
bezbożnych, „Rotary” zaś wśród sfer religijnych −
na przykład katolickich, a co najwyżej religijnie
obojętnych.
* * *
Najmłodszą organizacją masońską, która
przeniknęła na zie-mie Polski z terenu Rzeszy
Niemieckiej − przed objęciem rzą-dów przez
Hitlera, w obawie przed represjami z jego strony,
któ-ry w bezwzględny sposób zwalczał masonerię
− jest tzw. „Szla-raffia”. (Według „Allgemeines
Handbuch der Freimaurerei” wydanie III z 1900
roku, tom II, na str. 318) −
«Schlaraffia (w języku niemieckim oznacza
„bajeczny kraj obżartuchów i próżniaków”) jest
nazwą stowarzyszenia, które − według odnośnych
ustaw − jest związkiem jednakowo myślą-cych
mężów. Ich celem jest pielęgnowanie humoru i
sztuki według określonych form i przy
przestrzeganiu pewnego ceremoniału. Główną
zasadą jest przyjaźń. Ma się tutaj doczynienia z
przeniesieniem statutów i rytów masońskich na
grunt czysto komercyjny. Wybitny członek
stowarzyszenia przyznaje nawet, że założycielami
związku mogli być masoni.»
Mamy tutaj doczynienia, jeżeli nie ze
szczątkami dawnych masońskich klubów pijackich
(„Bractwo wrogów wstrzemiężli-wości” i 25 innych
klubów), to być może z nawiązaniem do ich
tradycji.
Friedrich Hasselbacher ujawnia na terenie
Polski jedną lożę „Szlaraffi” w Bielsku pod nazwą
„Bilitia” i zalicza ją do masonerii niemieckiej.
* * *
Masoneria, istniejąca dzisiaj w Polsce, opiera
się w pracy swojej na innych jeszcze
przybudówkach i najrozmaitszych organizacjach
jawnych i półjawnych, poza organizacjami już dotąd
wymienionymi. Są one w różnym stopniu
uzależnione od masonerii.
Organizacje takie, pozostające pod wpływami
lub będące w związku z masonerią, a działające w
krajach katolickich, mogą być już dzisiaj dość
łatwo i pewnie wskazane. Bezpośrednim bowiem
celem masonerii w jej codziennej pracy − jak to
już niejednokrotnie mieliśmy możność wskazywać
− jest niszczenie i osłabianie państw i narodów
katolickich, narodów o cywilizacji
zachodnio−rzymskiej.
Dążąc do tego wytrwale i niestrudzenie, walczy
masoneria w Polsce z Kościołem katolickim −
walczy na każdym terenie, przy każdej
sposobności i każdym sposobem. Popiera więc z
jed-nej strony najrozmaitsze sekty, które rozbijają
jedność Kościo-ła, a z drugiej strony, ruchy
wolnomyślicielskie i bezbożnicze, wszystko, by
pognębić Kościół. Nie dość orientującemu się w
istocie masonerii, mogłoby się wydawać, że w
równoczesnym propagowaniu sekciarstwa i
bezbożnictwa tkwi pewna sprzeczność. Cel
jednakże ostateczny masonerii tę jej działalność
tłu-maczy aż nadto dobrze i bardzo logicznie.
Dążąc dalej do swoich celów, usiłuje
masoneria rozbić rodzinę polską, jako podstawę i
fundament Narodu i Państwa Polskiego, kraju
katolickiego. Propaguje więc śluby cywilne i
rozwody, propaguje świadome macierzyństwo i
79
79
regulację urodzin − wszystko, by wyniszczyć
naród polski.
Dążąc wreszcie do swoich celów, stara się
masoneria zniszczyć poczucie narodowe
Polaków, zwalcza ruchy narodowe, a propaguje
tzw. „powszechne braterstwo”. Chce, żeby Polak
żył „humanitarnymi hasłami dla dobra całej
ludzkości” i innymi „ogólnoludzkimi” frazesami −
wszystko, by zniszczyć polskość.
Z drugiej znowu strony, Żyd dla masonerii, to
nienaruszalne „tabu”. Szerzy ona bezbożnictwo i
ateizm, ale tylko wśród nie-żydów. Barbarzyństwa,
ciemnoty i strasznego wprost zabobonu dołów
żydostwa nie widzi. Rozbija ona naród polski i zwalcza
poczucie narodowe Polaków w Polsce, ale
spaczonego me-sjanizmu i do potwornych
rozmiarów rozrosłej, szalonej wprost megalomanii
narodowej żydostwa nie widzi. Nie chce urabiać
Żydów swymi „humanitarnymi” hasłami dla „dobra
całej ludzkości”.
Tę ostatnią cechę, charakterystyczną dla
wszystkich masoń-skich organizacji pomocniczych,
podkreśla również p. Zofia Mia-nowska w
numerze 147 tygodnika „Pion” (Warszawa, dn. 25
lip-ca 1936 roku), omawiając działalność organu
„Polskiego Zwią-zku Myśli Wolnej” −
najpoważniejszej obecnie u nas organiza-cji
„wolnomyślicielskiej” − „dziesięciodniowca”,
wychodzącego w Warszawie p.t. „Wolnomyśliciel
Polski”:
«Już pobieżne przepatrzenie łamów tegoż
pisma przekonuje, że przeważająca ilość
artykułów, uwag, wzmianek i notatek jest
wycelowana w stronę kleru i Kościoła katolickiego.
W tym kierunku idzie nieustający atak
„Wolnomyśliciela”, który nie przepuszcza
najmniejszej nawet okazji, aby dokuczyć,
ośmieszyć lub potępić znienawidzonego
przeciwnika. Ta zaciekłość przybiera często formy
śmieszne i prostackie…
Rzecz znamienna − „Wolnomyśliciel”,
ogłaszający przeważ-nie swą solidarność ze
zwalczającymi „przesądy religijne i nacjonalistyczne”
prądami radykalnomiędzynarodowymi,
potrafi w pewnym wypadku
odczuwać patriotyczne obawy o niezale-żność i
interes Polski − wtedy, mianowicie, gdy znowu
chodzi o Kościół katolicki. Pisze się wtedy: „Obce
potencje, których polityka w przeszłości była
zgubną dla państwa polskiego, które wyrządziły
Polsce wiele krzywd i szkód, mają możność wtrą-
cania się do spraw państwowych polskich w
bardzo szerokim zakresie”. Oczywiście z radością
cytuje się okrzyk Słowackiego („Beniowski”):
Polsko − twa zguba w Rzymie.
Do tej pory wydaje się, że sytuacja jest
zupełnie jasna: mamy do czynienia z
zapamiętałym wrogiem „zabobonu religijnego”,
wrogiem, który zgodnie z tezą: religia to opium dla
ludu, stara się wypierać przesądy religijne z mas,
ośmieszając kulty i ich przedstawicieli we wszelki
dostępny sobie sposób. Ale to wniosek za
pośpieszny. Nie może bowiem nie zadziwić
czytelnika fakt, potwierdzany każdym prawie
numerem „Wolnomyśli-ciela”: niezliczone napaści
i drwiny dotyczą dziwnym trafem jednego tylko
wyznania: katolickiego, demaskowanie chciwych
władzy i pieniędzy, obłudnych duchownych − tylko
księży katolickich; za to minimalne
zainteresowanie okazuje „Wolnomy-śliciel” dla
spraw innych wyznań − przede wszyskim zaś dla
religii mającej w Polsce trzy i pół miliona
wyznawców, − dla religii żydowskiej.
Czuły na postęp, higienę, humanitaryzm itd.
„Wolnomyśli-ciel” dziwnie mało okazuje się
wrażliwy na makabryczne stosunki, panujące w
tych dziedzinach w społeczeństwie żydow-skim, w
związku z obyczajami kultowymi. Nie uderza on
na alarm z powodu szkół religijnych żydowskich,
gdzie w smrodliwych, niedogrzanych izbach przez
wiele godzin dnia dokonuje się ogłupiania tysięcy
małych chłopców żydowskich scho-lastycznymi
subtelnościami Talmudu. Nie obrusza się na rolę
rabinów a zwłaszcza cudotwórców-cadyków,
którzy otaczani są wśród swoich kultem
bałwochwalczym, będącym nie do pomyślenia
wśród katolików. Nie troszczy się o dolę tysięcy
kobiet żydowskich, rzucanych skutkiem
potwornego prawa mał-żeńskiego na pastwę
nędzy i poniewierki przez pięcio i sześciokrotnie
żeniących się mężczyzn. Nie walczy uparcie, do
ostatniego tchu z przymusem okaleczania
męskich noworodków i to w sposób urągający
prymitywnym pojęciom o higienie. Dziś kiedy
rewelacyjna dla wielu ludzi ze społeczeństwa
polskiego, a oparta na sumiennej, bezstronnej
autopsji książka Wandy Me-lcer „Czarny Ląd”
odsłoniła niezmiennie istniejący obyczaj religijny
trzy i pół milionowej masy żydowskiej, żyjących
obok społeczeństwa polskiego, ukazała koszmar
ich narodzin, życia i śmierci − wprost niepodobna
zrozumieć, czemu „Wolnomyśli-ciel” nie
wypowiedział walki bezwzględnej tym plagom
egipskim, dręczącym tym razem naród wybrany
przez Jehowę.
Tak czujny na przesądy katolickie, takim
oburzeniem pło-nący na widok wyzysku ludności,
80
80
dokonywanego przez kler katolicki − wobec
sprawy żydowskiej ogłuchł, oślepł i oniemiał. Ani
sam nie podjął tematów, które pani Melcer
usiłowała oświe-tlić, ani nie skorzystał z okazji,
jaką nastręczyła jej książka, aby podeprzeć jej
akcję całymi wolnomyślicielskimi siłami.
Owa obojętność na sprawę żydowską jest tym
dziwniejsza, że redakcji dziesięciodniowca,
poświęconego sprawom społe-cznym, naukowym
i literackim, musi być obyczaj religijny ży-dowski o
wiele lepiej znany niż katolicki. Któż lepiej niż
panowie Litauer, Landau, Jabłoński, Wroński
może być wtajemniczo-ny we wszystkie bolączki,
wszelkie średniowieczyzny społeczeń-stwa
żydowskiego?
Czy nie jest więc dziwnym zjawisko, że
panowie ci całą siłę swego temperamentu, cały
bojowy furor judaicus obracają na zwalczanie
spraw i ludzi ze środowiska dalszego dla nich − i
mniej znanego i mniej dostępnego niż to, z którym
ich łączą więzy krwi i wychowania?
Dla ludzi niewtajemniczonych wydawałoby się
naturalniejszym układem stosunków, gdyby każdy
Samson gromił swoich Filistynów, nie wyręczając
innego. Byłoby niezmiernie ciekawe, gdyby resort
spraw katolickich objęli w „Wolnomyślicielu”
autentyczni znawcy tych spraw, którzy wyszli ze
środowiska polskiego (o ile takowi w Związku
Myśli Wolnej w ogóle egzystują), panowie zaś
Litauer, Landau etc. odkomenderowani zostali
na odcinek frontu, gdzie są niezastąpieni. Na
razie panowie ci, zabierają czasami głos w
sprawie żydowskiej, ale dzieje się to albo w
związku z potępianiem antysemityzmu, albo z
własnymi projektami wprowadzenia przymusu
europeizacji stroju chasy-dzkiego przez rząd lub
umożliwienia swobodnej zupełnie zmia-ny imion i
nazwisk żydowskich na polskie. Trzeba przyznać,
że te kwestie nie są równoległe do występów
wolnomyślicielskich w sprawach katolicyzmu…
Stopniowo oblicze „Wolnomyśliciela” nabiera w
naszych oczach innego niż na początku
charakteru. Zaczynamy coraz staranniej
wczytywać się w słowa artykułów, poruszających
kwestie żydowskie. Zauważamy, że gdy już
koniecznie wypada zająć stanowisko wobec
jakiejś sprawy żydowskiej, owi wolno-myśliciele
szczególnego autoramentu czują się dziwnie
nieswojo i niepewnie i nie ma dla nich dość
grubych rękawiczek, przez które chcieliby dotknąć
przykrego miejsca. Tak było z kampanią o ubój
rytualny, kiedy pan Litauer ostrożnie zestawiał
cytaty z innych dzienników z „Robotnika”,
„Naszego Przeglądu”, z artykułu dr Knappe
Maszewskiej itd. a już gorliwie podkreślał, że
„wrzawa dookoła uboju jest imprezą
reakcyjną”(?), że jest rozgrywką antysemicką −
żydowską. Nie piorunował bynajmniej na rabinów
utrzymujących lud w ciemnocie i barbarzyństwie, a
już ani słówkiem nie podkreślił skandalicznego
posmaku finansowego całej sprawy. Przeciwnie,
podtrzymywał stanowisko czy-stego
humanitaryzmu, przy czym pośpiesznie rozciągał
swoje stanowisko negatywne na (…) ubój
zwierząt przez polowanie: „wolnomyśliciele żądają
zakazu polowania dla rozrywki” − i zakonkludował:
„Zostawmy to Goeringowi i jego
towarzyszom”. Okazało się, że polowania rasistów
sprawiają specjalną przykrość panu Litauerowi.
Zakończenie tej sprawy było kapitalne i
niepozostawiające żadnych wątpliwości co do
właściwego oblicza tego pisma i pisujących w nim
autorów. W kłopotliwej spra-wie uboju rytualnego
musiał ktoś obszerniej i wyraźniej zabrać głos. I
tak się stało: pojawił się w „Wolnomyślicielu”
obszerny artykuł, przekonywujący Żydów, że nie
powinni bronić sprawy uboju (dzieci chrześcijan),
a ukazał się… nie podpisany, opatrzony tylko
pseudonimem. Ton owego artykułu jest niesłychany,
jest to „odezwa do światłej”, szlachetnej,
wolnomyślicielskiej inteligencji żydowskiej (takich
epitetów inteligencja polska nigdy nie była
widocznie godna),aby zechciała odpowiedzieć,
dlaczego nie odezwała się w sprawie szechity.
Autor pyta w ten sposób: „Ośmielamy się zadać
sumieniom waszym i żołądkom, nie
rozróżniającym trefu i koszeru, pytanie, co kazało
wam milczeć, gdy rabini i będąca na ich usługach
− tak wzorowo postępowa, gdy chodzi o sprawy
obce, tak uparcie konserwatywna w obronie
wstecznictwa własnego narodu − prasa żydowska
wrzeszczała na rogach ulic… że prawodawcy
polscy zamierzają zagłodzić trzy i pół miliona
Żydów…” Poczem długo i cierpliwie tłumaczy im
niesłuszność powyższego zarzutu i pośpiesznie dodaje:
„Wiemy dobrze, że ten punkt widzenia
jeszcze nie trafia wam do przekonania. Ale wina
nie na nas leży. Tkwi ona w waszej niewiedzy,
którą mamy nadzieję rozproszyć przy odrobinie
dobrej woli i uwagi z waszej strony… raczcie nie
podejmować z nami sporu na temat
humanitarności przepisów talmudycznych o uboju
rytualnym… oceńcie nasz umiar i wyrozumiałość
naszą… zwracamy się do was przecie w imię
honoru mozaizmu, w imię możności rozwinięcia
idealistycznych pierwiastków religii
monoteistycznej…”
Czyż potrzebny jest do tego jakikolwiek
81
81
komentarz? Czy raczej każdemu bezstronnemu
czytelnikowi nie rzuca się sama w oczy ta różnica
tonu w stosunku do żydostwa i do katolicyzmu?
Pisze się z pokorą: raczcie, oceńcie, przemawia się
w imię honoru mozaizmu, który nie jest widocznie
przesądem, ogłu-piającym swych wyznawców…
Nie mamy żadnej wątpliwości, że tym razem
„Wolnomyśliciel” wypchnął na plac jakiegoś zniedołężniałego
wolnomyśliciela-ekskatolika, aby
zachować werwę panów Litauera, Landau etc.
na katolickie okazje.
Czy to ma być insynuacja? Nie, to jasne i
wyraźne stwierdzenie faktu, przemawiającego z
każdej stronicy „Wolnomyśli-ciela”: rzekomy
wolnomyśliciel polski jest po prostu człowie-kiem
innej nacji! Wzorowo postępowym, jeżeli chodzi o
sprawy obce, przeraźliwie konserwatywnym w
obronie własnego wstecz-nictwa, a ponadto
obłudnym i tchórzliwym ponad wszelkie wyobrażenie
przeciętnego uczciwego człowieka.»
Głos ten pani Zofii Mianowskiej jest
tymbardziej cenny, że „Pion” w żadnym wypadku
nie może być zaliczany do pism narodowych czy
katolickich.
Nie mniej również charakterystyczną cechą, z
poprzednią związaną, jest duży, a nieraz i
przeważający udział Żydów w tych wszystkich
organizacjach pomocniczych, szczególniej zaś na
stanowiskach kierowniczych.
„Gazeta Kościelna” (nr. 25 z 1925 roku), jako
pewne uzupeł-nienie i rozszerzenie tego, podaje
następujące zestawienie ha-seł i poczynań, które
− według jej zdania − noszą wyraźne pię-tno
ideologii masońskiej:
1) Popieranie akcji sekciarskiej.
2) Zakładanie placówek metodystów, YMCA i
„Chrześcijań-skiej Federacji Studentów”.
3) Cały ruch teozoficzno-ezoteryczny i
spirytystyczny.
4) Zwalczanie szkoły religijnej.
5) Dążenie do rozdziału Kościoła od państwa.
6) Propaganda na rzecz wprowadzenia
rozwodów i ślubów cywilnych.
7) Walka z łaciną. (Wyrugowanie łaciny i liturgii
katolickiej i zastąpienie jej przez współczesne
języki żywe, to jest zmieniają-ce się, to prowadzi w
krótkim czasie do skażenia i zniekształ-cenia
nauki Kościoła i przygotowuje grunt pod przyszłe
kacer-stwa i herezje).
8) Fałszowanie historii średniowiecza, dążenie
do zaciemnienia w świadomości powszechnej
wyjątkowego znaczenia tej epoki w dziejach
świata.
Organizacja zatem czy stowarzyszenie, które
ma takie ha-sła, programowe czy faktycznie, jawne
czy ukryte, jako cel swej działalności, albo
stworzone przez masonerię, albo o ile go masoneria
nie powoła bezpośrednio do życia, a co
najmniej przez nią popierane. Formalna strona
stosunku z masonerią nie jest tutaj rzeczą istotną.
Spokrewnionymi również z masonerią są
związki i organizacje, zajmujące się poza teozofią
i spirytyzmem również okultyzmem i astrologią, −
związki o podkładzie mniej lub więcej mistycznym.
Do czego bowiem służyły dawniej (i służą dziś).
Okultyzm, spirytyzm czy astrologia,
dowiedzieliśmy się już z „Jewrejskaja
Encikłopedja”. Dawną zaś Kabałę żydowską −
zbyt ordynarne narzędzie na dzisiaj − zastąpiła
teozofia, czy inna „postępowa nauka”.
Do tego rodzaju organizacji zalicza Katolicka
Agencja Prasowa, następujące sekty i związki,
istniejące w Warszawie:
«1) Polski Narodowy Kościół Katolicki. Jest
to odłam sekty, który pozostał wierny przywódcy i
twórcy sekty Hodurowi. Sekta ta wyrosła wśród
Poloni amerykańskiej, w Polsce działa od r. 1921.
Pierwszym reprezentantem Hudora w Polsce był
Bończak.
2) Starokatolicki Kościół Mariawitów.
Mariawici przyznają się do łączności z sektą
starokatolików (nie uznającą prymatu
papieskiego) od chwili, gdy przywódca mariawitów
Kowalski otrzymał sakrę biskupią z rąk biskupa
starokatolickiego w Utrechcie. W Warszawie
działa filia kozłowitów z Płocka.
3) Polski Narodowy Kościół Prawosławny.
Pierwotnie odłam Hodurowców, powstały po
secesji Andrzeja Huszny, który wraz z grupką
dawnych wyznawców Hodura przystąpił do
Cerkwi Prawosławnej.
4) Starokatolicki Kościół Rzeczypospolitej
Polskiej. Założony przez Farona, niegdyś
człowieka Hodura, później secesjonistę. Zarówno
przyznający się do łączności ze starokatolikami −
ma-riawici, jak i od paru lat w Łodzi istniejąca
sekta starokatolików, jednak nie utrzymują
łączności z ekshodurowcem Faronem i jego
„Kościołem”.
5) Kościół Metodystów. Amerykańska sekta
wyrosła na po-dłożu protestanckiego
racjonalizmu, propagująca „powszechne
chrześcijaństwo” bezdogmatyczne. Metodyści
wraz z podlegają-cą im ideową Imcą (YMCA)
82
82
działają u nas od roku 1920.
6) Polskie Stowarzyszenie Badaczy Pisma
Świętego. Sekta amerykańskiego pochodzenia,
działająca u nas od roku 1922, propaguje hasła
wywrotowe, zmierzające do obalenia istnieją-cego
porządku społecznego i państwowego. Należy do
tak zwanych sekt żydujących, to jest ulegających
wpływom religijnych koncepcji współczesnego
żydostwa. Wraz z Żydami oczekuje przyjścia
Mesjasza, odrzuca bóstwo Jezusa Chrystusa. Są
to tak zwani „Świadkowie Jehowy.
7-8) Stowarzyszenie Badaczy Pisma Św.
„Złoty wiek” i Stowarzyszenie Badaczy Pisma
Świętego „Epifania” stanowią filie głów-nej
organizacji sekciarskiej („Badaczy Pisma Św.”).
Badacze Pi-sma Św. należą do najaktywniejszych
sekt, działających na te-renie polskim.
9-10-11) Społeczność Adwentystów Dnia
Siódmego w Polsce, następnie Autonomiczny
Zbór Adwentystów Dnia Siódmego oraz
Reformowany Zbór Adwentystów Dnia
Siódmego stanowią odła-my amerykańskiej sekty
adwentystów. Sekta ta, dość liczna niegdyś w
Niemczech, działała u nas już za czasów zaboru
ro-syjskiego. Adwentyści głoszą powtórne
przyjście Chrystusa na świat i bliskie nadejście
Sądu Ostatecznego. Odcienia tej sekty, wyrosłej
na podłożu protestanckim, różnią się między sobą
w wyznaczaniu terminu końca świata. Terminy te
zawodzą cią-gle, jednakże adwentyści
niestrudzenie „ustalają” nowe.
12-13-14) Związek Słowiańskich Zborów
Ewangelicznych Chrze-ścijan w Polsce,
następnie Związek Słowiańskich Zborów
Baptystów w Polsce i Zbór Baptystów języka
niemieckiego − tworzyły do roku 1927 jedną
organizację religijną, która będąc rozsadzana od
wewnątrz tarciami narodowościowymi, polskoukra-ińsko-niemieckimi,
rozpadła się w końcu na
trzy samoiste od-łamy. Baptyści wywodzą się z
Niemiec. Podłoże sekty jest protestanckie. Wierzą
w konieczność powtórnego chrztu w wieku
dojrzałym. Na równi z Badaczami Pisma Św.
propagują skrajny pacyfizm i zwolennikom swym
zabraniają służby w wojsku z bronią w ręku.
15) Społeczność Darbistów. Przywódcą
sekty w Polsce jest Żyd Gitlin. Niegdyś sekta ta
działała w Rosji. Darbiści należą do sekt
żydujących, odrzucających Bóstwo Jezusa
Chrystusa.
16-17) Zrzeszenie Zwolenników Nauki
Pierwszych Chrześcijan oraz Zdecydowani
Chrześcijanie tworzą drobne grupki, oparte o
propagandę sekciarską niemiecko-amerykańską.
W tych to organizacjach grupują się również
nieliczni przed-stawiciele innych sekt, jak bracia
morawcy, hernhuci, gminy braterskie, irwingianie,
gminy nowoapostolskie i pierwochrześcijanie.
18) Łącznikiem pomiędzy wymienionymi
sektami a baptysta-mi jest Stowarzyszenie
Wzajemnej Pomocy Ewangelicznych
Chrześcijan.
19-20-21) Kościół anglikański w Polsce
reprezentują misje. Misja Mildmajska czyli
Barbikańska działa wśród Żydów. Misja
anglikańska jednoczy anglików, przebywających
w Polsce. Misja amerykańska gromadzi ludzi
amerykańskiego pochodzenia.
Propagandę teozoficzną uprawiają u nas
następujące organizacje:
22-23-24-25-26) Polskie Tow. Teozoficzne,
Polski Instytut Odrodzenia Moralnego
„Mazdaznan”, Liga Braterskiej Współpracy pod
kierownictwem adw. Rogowskiego,
Towarzystwo Antropozoficzne i Kościół
Liberalno-Katolicki.
Teozofia głosi, że każda religia zawiera tylko
cząstkę prawdy. Te cząstki jednoczą teozofowie w
jedną całość, będąca zda-niem ich prawdziwym
objawieniem.
Teozofia jest odłamem panteistycznego
światopoglądu, stoi na stanowisku reinkarnacji,
kończącej się rozpłynięciem się jednostki w
bezosobowym bóstwie. Teozofia, podobnie jak
masoneria, rozporządza stopniami
wtajemniczenia. Kościół Liberalno-Katolicki należy
do niższych stopni wtajemniczenia. Z
organizacjami teozoficznymi utrzymują
bezpośrednią łączność liczne koła i kółka
spirytystyczne, których czołową reprezentacją jest
Tow. Badań Metapsychicznych.
27) Przejście od ruchów sekciarskich i
teozoficznych do ruchów wolnomyślicielskich
tworzy Zbór Wolnoreligijny „Agape”, założony
przed paru laty przez prof. Lubeckiego. Lubecki
należał niegdyś wraz z grupą (złożoną przeważnie
z Żydów) do organizacji wolnomyślicielskich.
Kiedy organizacje te opowiedziały się za
programem bolszewickim, Lubecki ustąpił i zało-
żył własną organizację deistyczną,
bezdogmatyczną.
28) Propagandę bezbożniczą prowadzi u nas,
Polski Związek Myśli Wolnej. Łączność
pomiędzy tym związkiem, sektami a masonerią
utrzymują następujące placówki, pozostające w
ści-słej zależności od masonerii:
29-30-31-32-33) Stowarzyszenie Obrony
83
83
Wolności i Sumienia w Polsce, Polska Liga
Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Liga
Reformy Obyczajów, Polskie Stowarzyszenie
Etyczne (kier. Amelia Kurlandzka {Żydówka}),
Towarzystwo Odrodzenia Moral-nego im.
Abramowskiego (przewod. Sujkowska).»
Rzecz prosta, że front wszystkich
wymienionych organizacji, skierowany jest
przeciwko Kościołowi katolickiemu w pier-wszym
rzędzie.
Istnieją jeszcze pozatym sekty ściśle
zakonspirowane, jak np. Czciciele Lucyfera,
Baphometa, których praktyki połączone są z
orgiami rozpusty.
* * *
Ważniejszymi od lóż symbolicznych „Wielkiej
Loży Polski” są „warsztaty” wyższych stopni (od 4
do 33), które podlegają „Naj-wyższej Radzie
Polski”. Tutaj bowiem przede wszystkim − jak
można przypuszczać − są zorganizowani i tutaj
pracują wybitniejsi działacze i politycy masońscy.
Wielka Loża zaś jest tylko pewnego rodzaju
szkołą przygotowawczą, której jednym z zadań
jest wychowanie dobrych masonów.
Celem i ambicją działalności tych lóż jest
uzyskanie decydującego wpływu na rządy
polityczne w kraju i objęcie władzy politycznej w
państwie, a gdy to już nastąpiło − wcielanie w życie
i realizowanie ideałów masońskich,
wyzyskując posiadaną władzę.
Loże niemieckie w Polsce
Loże masońskie, których „Wielkie Loże-matki”
znajdują się w Niemczech, są o ile z danych
cyfrowych, ujawnionych przez źródła masońskie,
sądzić można − liczniejsze od lóż polskich. Loże
te pochodzą z końca XVIII i początku XIX wieku i
są pozostałością dawnej masonerii w Niemczech
jeszcze z okresu jej świetności. Stąd między
innymi pochodzi zapewne to rozprzestrzenienie
się ich wyłącznie na terenie zaboru pruskiego.
Mia-ły one w dawnych czasach dogodne warunki
do swego rozwoju na tym terenie, szczególniej ze
strony współczesnej im masonerii w Polsce.
Pewnym również uzasadnieniem i
wytłumaczeniem tej rozbudowy niemieckich lóż
masońskich na ziemiach polskich jest − być może
− jeszcze ten fakt, że według Margiolta („Le
Satanisme dans la haute maconnerie”
(„Satanizm w wysokiej masonerii”) organizacja
wyższej masonerii dzieli całą powierzchnię ku-li
ziemskiej na 77 „trójkątnych” prowincji, z których
46 prowincja, obejmująca prawie całe terytorium
dzisiejszej Polski, no-si nazwę prowincji
„berlińskiej”. Równocześnie zaś jako siedziba
„Zwierzchniego delegata do spraw propagandy”
dla tej pro-wincji wskazany jest Lipsk. „Wyższy
Zarząd Administracyjny” mieści się właśnie w
Berlinie.
Represje antymasońskie rządu A. Hitlera w
Niemczech nie pozostały bez wpływu na loże
niemieckie u nas. Znacznie ich ostatnio, jak się
wydaje, spadło i jak fakty wskazują, są one coraz
częściej zamykane i liczebnie maleją i słabną.
Stanowią one jednak dzisiaj dość gęstą jeszcze
sieć germanizacyjną naszych zachodnich
obszarów, grupując przede wszystkim i
organizując w swych szeregach mniejszość
niemiecką, nie pozwalając jej w ten sposób
wynarodowić się w Polsce. W pracy tej loże
niemieckie w Polsce mają długą już tradycję, gdyż
nad ich rozbudową pracował nie jeden, ale kilka
masońskich systemów organizacyjnych pruskich,
od 150 lat przeszło.
Jeżeli patrzymy z perspektywy historycznej, na
działalność masonerii i jej stosunek do Polski,
jako kraju o cywilizacji zachodnio-rzymskiej, to
nasuwa się nam jedno przypuszczenie. Jest
rzeczą całkiem prawdopodobną, że poza
wytrwałym i cią-głym niszczeniem narodu
polskiego w stałej codziennej działa-lności,
wykorzysta masoneria z pewnością pierwszą
nadarzają-cą się okazję, aby ostatecznie Polskę
powalić, czego już dawniej byliśmy świadkami i
dokonać jej nowego rozbioru. Mamy tu na myśli
przede wszystkim nasze ziemie zachodnie:
Pomorze, Poznańskie i Śląsk, ziemie rdzennie
polskie, posiadające najmniejszy ze wszystkich
dzielnic Polski procent mniejszości narodowych w
ogóle, a Żydów − skutkiem różnych przyczyn − w
szczególności. Oderwanie tych ziem na rzecz
Niemiec, nowy rozbiór Polski, być może leży, a w
każdym razie jest dużo danych, że leżał (przed
przewrotem hitlerowskim w Niemczech) w
planach wszechświatowej masonerii. Te dążenia
masonerii po-krywały się tutaj z dążeniami
protestanckich Prus, wydawało się więc, że tym
większe ma szanse masoneria osiągnięcia swe-go
celu. Rewolucja narodowa w Niemczech
wprowadziła pewne powikłania do tych planów.
Loże Bnei Brith
Trzecią grupę lóż masońskich w Polsce
84
84
stanowią loże czysto żydowskie „Niezależnego
Zakonu Bnei Brith”. Odznaczają się one w
porównaniu z lożami nieżydowskimi przede
wszystkim znacznym bogactwem i rozporządzają
ogromnymi sumami na różne cele. Miarę tego
daje nam chociażby taka wiadomość:
«Członkowie nasi (tj. loży „Braterstwo Bnei
Brith” w Warsza-wie) zobowiązali się wpłacać
(jako zasiłek dla Instytutu Nauk Judaistycznych” w
Warszawie) niemniej niż po 10.000 zł. rocz-nie w
ciągu trzech pierwszych lat istnienia tej instytucji.»
Taką więc sumę może przeznaczać corocznie
jedna tylko lo-ża „Bnei Brith” na jeden tylko cel.
Co do swojej liczebności grupa lóż „Bnei
Brith” jest co najmniej równa liczbie lóż polskich,
ze względu zaś na znaczenie swoje − jak nam się
wydaje − jest ona od nich daleko ważniej-sza.
Zakon ten bowiem zajmuje wybitnie
uprzywilejowane miej-sce wśród organizacji
masonerii światowej. Jest on według od-nośnych
ustaw „związkiem mężów żydowskich”, przy czym
sło-wo „żydowski” nie oznacza tutaj wyznania, lecz
przede wszyst-kim pochodzenie. Członkami
Zakonu Bnei Brith nie są wyłącznie Żydzi
wyznania mojżeszowego, ale również wyznawcy
innych religii, jak również bezwyznaniowcy, tzw.
asymilatorzy i inni, byle tylko byli pochodzenia
żydowskiego. Mason, członek masonerii
powszechnej, najbardziej zasłużony, nie może być
człon-kiem tego zakonu, o ile nie jest z
pochodzenia Żydem. Z drugiej znowu strony nie
ma żadnych, najmniejszych nawet przeszkód,
ażeby Żyd, członek „Zakonu Bnei Brith”, nie mógł
być jed-nocześnie członkiem jednej z lóż
masonerii powszechnej, spra-wować w niej
ważnych funkcji, zajmować wysokich i
kierowniczych stanowisk, czy urzędów. A zatem,
jaki z tego wniosek, „Zakon Bnei Brith” stanowi
ściśle zamkniętą, czysto żydowską komórkę,
wydzieloną i osobno zorganizowaną w łonie i
częścio-wo przynajmniej z pośród masonerii
powszechnej.
To też nic dziwnego, że z racji posiadania tak
uprzywilejowanego stanowiska, a następnie ze
względu na ogólne znacze-nie żydostwa dla
masonerii, „Zakon Bnei Brith” jest podejrzany o
odgrywanie specjalnej roli w masonerii. Rola ta
ma być rolą kierowniczą, czy to jawnie i
bezpośrednio pod własną firmą sprawowaną, czy
też pośrednio przez tajne opanowanie ośrod-ków
kierowniczych masonerii powszechnej, czy też
wreszcie innym sposobem, w każdym bądź razie
ma to być rola faktyczna.
Po zlikwidowaniu w r. 1920 krwawej rewolty
komunistycz-nej Żyda Beli Kuhna na Węgrzech,
wpadły w ręce rządu węgierskiego bogate archiwa
masońskie. Część dokumentów w nich
znalezionych, została ogłoszona przez Adoriana
Barclay’a w jego książce pod tytułem „Grzechy
masonerii” (nakładem „Egye-sult Kereszteny
Nemzeti Liga”, Budapeszt 1921). Dokumenty te
musiały być bardzo ważne i wymowne, skoro
prezydent Karol von Wolff w przedmowie do
tego wydawnictwa mógł wyraźnie i publicznie, w
pełni odpowiedzialności napisać (na str. VI):
«Nie można także wątpić o tym, że w
wypracowaniu planów wolnomularskich główną
rolę grają loże „B’nai B’rith”, które pracują
wyłącznie przy pomocy „braci” żydowskich.
Żyd zaś Creiznach z Frankfurtu, przeciwnik
Zakonu, oświad-czył już w roku 1897, że „Bnei
Brith” dąży do tego, ażeby, „pod sztandarem
Izraela nadszedł poranek zbratania ludów”,
ten poranek, do którego realizacji dąży cała
bez wyjątku masoneria.
* * *
Po scharakteryzowaniu poszczególnych grup
lóż masońskich w Polsce, należy spojrzeć na
masonerię w Polsce jako na pewną całość.
Przede wszystkim jest rzeczą dość wyraźnie
widoczną, że lo-że polskie stanowią tutaj znikomą
mniejszość − w porównaniu z pozostałymi
grupami lóż. Chociażby więc już z tego powodu,
masonerii, istniejącej i działającej dzisiaj w
Polsce, nie można nazwać w żadnym wypadku
masonerią polską. Możemy z całą ścisłością
twierdzić, że masoneria w Polsce jest
organizacją obcą.
Uderzy nas następnie znowu specjalne
uprzywilejowanie Ży-dów. „Wielka Loża Polski”
jest tzw. lożą humanitarną, to jest przyjmującą
bez żadnych ograniczeń i liczącą w swym składzie
Żydów (Żydów, w znaczeniu nie tylko
wyznaniowym). Świadczy o tym chociażby ten
fakt, że „Symbolische Grossloge von
Deutschland” („Wielka Symboliczna Loża
Niemiec”), loża humanitarna, uważała za
stosowne nawiązać bliższe stosunki z „Wiel-ką
Lożą Polski” i ustanowiła nawet przy niej swego
przedsta-wiciela, ujawnionego w roku 1933 przez
wydawnictwa masońskie. Loże niemieckie w
Polsce pracują pod zwierzchnictwem i dozorem
„Wielkich Lóż” niemieckich, tzw. staropruskich,
które obecnie przekształciły się w tzw. „Zakony
Chrześcijańskie”. O lożach wytworzono legendę,
że nie przyjmują one w żadnym wy-padku Żydów.
85
85
Jest to jednak tylko legenda, jakich o masonerii
znamy więcej. Biegły bowiem sądowy w procesie
berneńskim, Ulrich Fleischhauer, dla obalenia
tego mniemania przedstawił sądowi fotokopię
masońskiego dokumentu ze spisem członków
jednej z tych „Wielkich Lóż” w którym to spisie −
wbrew tej legendzie − znajdujemy liczne nazwiska
żydowskie. Jeżeli zatem loże-matki przyjmują
Żydów, to jest rzeczą jasną, że loże zwykłe, im
podległe, w tym względzie żadnych ograniczeń
stawiać nie mogą. Niezależny Zakon Bnei Brith
składa się tylko z Żydów, a loże okultystyczne,
oparte przecież na doktrynie Kabały, nie robią
żadnych trudności wstępującym Żydom.
Stanowisko więc Żydów w masonerii, działającej
dziś w Polsce, jest również wyjątkowo
uprzywilejowane. W określeniu zatem, iż
masoneria w Polsce jest żydowska, nie można
znaleźć nieścisłości, czy przesady.
Wpływy masonerii w Polsce
Na temat wpływów masonerii w Polsce można
mówić dzisiaj dużo. Ażeby jednak nie być
posądzonymi o przesadę, czy bezpodstawność
sądów, ograniczymy się tutaj do podania paru
faktów bez szerszych komentarzy, pozostawiając
czytelnikowi ocenę i wnioski.
* * *
«Musi się czuć masonerię wszędzie, nie
powinno się jej odkryć nigdzie» − zaleca konwent
(ogólne zebranie) „Grand Orient de France”
(„Wielkiego Wschodu Francji”) z 1922 roku.
«Wolnomularsto ma wpływ na wszystkie
stronnictwa polityczne» − twierdzi konwent
„Grand Orient de France” z 1901 roku itd.
„Prosto z Mostu” (nr. 36 z dnia 16 sierpnia
1936 roku) dość trafnie wyjaśnia takie, a nie inne
stanowisko „Kuriera Warszawskiego” wobec
powstania hiszpańskiego.
«Dziwny jest podział republikan w Hiszpanii:
jedni walczą po stronie Frontu Ludowego, drudzy
po stronie powstania. Dziwnie na szerokim
świecie, opowiadają się „ludzie umiarkowani” z
lewa i prawa − jedni życzą zwycięstwa Madrytowi,
inni Burgos. Dziwnie też bardzo, układa się
stosunek prasy polskiej, zwłaszcza na peryferiach
szeroko pojętego obozu narodowego do wojny w
Hiszpanii. Mniej więcej pokrywa się on ze
stosunkiem tych pism do wojny włoskoabisyńskiej.
Przypadek?
A może poprostu zapomnieliśmy, że istnieje
jeszcze na świecie instytucja, zwana
masonerią, która z dwojga złego wybrała
komunizm, a nie nacjonalizm i każe swoim
ludziom nawet w prasie „pra-wicowej” czy
„prorządowej” głosić chwałę − Largo
Caballero, „Lenin Hiszpanii”?»
Proces sądowy ks. T. Jajki
Dnia 7 marca 1935 roku odbył się proces
ks. Tadeusza Jajki. Spra-wozdanie z tego
procesu podajemy za „Polonią” katowicką (z
dnia 9. III. 1935 roku).
„W dniu 7 b. m. odbyła się przed sądem
Grodzkim w Niepołomicach jawna rozprawa
przeciwko ks. Tad. Jajce, obwinionemu o
występek z art. 127 i 170 k. k. Według aktu
oskarże-nia ks. T. Jajko dopuścił się występku z
przytoczonych arty-kułów przez to, że jako wikary
w Niegowicy, pow. Bocheńskiego, w czasie
kazania, wygłoszonego 25 listopada 1934 r.,
znieważył władzę, twierdząc, że w rządzie polskim
są masoni, a nadto publicznie rozpowszechniał
fałszywe wiadomości przez to swoje właśnie
twierdzenie, co mogło wywołać niepokój publiczny.”
Rozprawę prowadził sędzia Feil, ks. Jajkę
bronił adw. Sygierycz z Krakowa. Przesłuchiwany
ks. Jajko oświadczył, że do wi-ny się nie
poczuwa i wyjaśnił, że na kazaniu powiedział:
„W rządzie polskim są masoni, co jest
rzeczą jawną, a masoni to są ludzie, którzy
walczą z Kościołem katolickim”.
Na dowód prawdziwości przytoczonych słów,
obrońca oskar-żonego zawnioskował dowód:
1. z przesłuchania pana E. Dworzańczyka,
dyr. Dep. Min. Op. Społe… a zarazem
sekretarza Wielkiej Loży masońskiej w
Warszawie na okoliczność, że loża masońska
jest stowarzyszeniem jawnym, w Komisariacie
rządu Warszawy zarejestrowanym i że
członkami loży są Min. J. Beck, dyr. dep. Min.
Spr. Zagr. Schaetzel, szef sztabu gen.
Gąsiorowski;
2. z przesłuchania min. Becka i pułk.
Schaetzla na okoliczność, iż są członkami loży
masońskiej;
3. z przesłuchania Z. Kaczyńskiego, dyr.
Kat. Ag. Prasowej w Warszawie, na
okoliczność, że jest rzeczą notorycznie znaną,
86
86
w prasie polskiej i zagranicznej wielokrotnie
publikowaną, czemu nie zaprzeczano i co nie
ulegało konfiskacie, że min. Beck, Boerner,
Miedziński, Matuszewski, wojew. KostekBiernacki,
szef sztabu generalnego gen.
Gąsiorowski, inspektor armii gen. Rydz-
Śmigły, marsz. Sejmu Świtalski są członkami
loży masońskiej oraz, że głównym celem loży
jest walka z Kościołem katolickim, to też z
punktu widzenia przepisów religii katolickiej
kler ma obo-wiązek uświadamiać wiernych o
tym, mówić im o roli i celach masonerii.
4. z wydawnictwa oficjalnego francuskiej
loży masońskiej („L’Inter-nationale
Maconnique”), w którem na stronie 26, pod
tytułem „Pologne”, wśród polskich członków
loży masońskiej wy-mienieni są min. Beck i
wicemin. Schaetzel i wreszcie:
5. ze świadków Wł. Kucharskiego i Ant.
Kucharskiego z Krakuszowic oraz Romana
Węgrzyna, celem stwierdzenia, że przemówienie
ze względu na to, że poruszone były w nim
powszech-nie znane fakty, nie mogło budzić
niepokoju.
Zaznaczyć należy, że rozprawa odbywała się
przy audytorium, rekrutującym się przeważnie z
ludności, pochodzącej z parafii w Niegowicy. Po
otwarciu postępowania dowodowego, przesunął
się przez salę sądową korowód świadków, którzy
przeważnie nie pamiętali słów ks. Jajki.
Ostatnim świadkiem w postępowaniu
dowodowym był ks. Naworyta, drugi wikariusz z
Niegowicy, który słyszał, jak ks. Jajko twierdził, że
i u nas nie są stosunki, o ile chodzi o religię,
idealne i oświadczył, że również w rządzie
polskim są maso-ni, a masoni to ludzie, którzy
walczą z religią katolicką. Nie było mowy o tym,
że w Polsce depcze się religię katolicką, lub że u
nas dojdzie do tego, co w Hiszpanii i Meksyku, a
tylko wspomniał o pewnych niezgodnych z
zasadami religii dążeniach, jak dążenie do
ślubów cywilnych, propagowanie
świadomego macierzyństwa, rozwodów,
mówił o czasopismach, propagujących walkę
z Ko-ściołem.
Na pytanie obrońcy dr Sygierycza, czy wobec
przemówienia Ojca Św. do polskiej pielgrzymki
narodowej w dniu 4 paździer-nika 1929 roku,
wobec przemówienia ks. kard. Kakowskiego na
otwarciu I zjazdu polskich pisarzy katolickich z 17
stycznia 1932 roku i przemówienia ks. nuncjusza
arcybiskupa Marmaggiego, mógł oskarżony ks.
Jajko mówić o masonerii w Polsce i przestrzegać
przed nią, skoro tamte przemówienia nie były
skon-fiskowane, owszem były opublikowane
w całej prasie katolickiej. Świadek nie mógł
odpowiedzieć, gdyż sąd pytanie obrońcy
uchy-lił.
Sędzia zamknął postępowanie dowodowe,
pominąwszy dowody, zaofiarowane na
wstępie przez obrońcę dr. Sygierycza. Obrońca
w swym wywodzie końcowym przypomniał, że
Ojciec Św. w swym przemówieniu do pielgrzymki
z Polski w dniu 4 października 1929 roku zwrócił
specjalną uwagę na niebezpieczeństwo, grożące
ze strony masonerii i powiedział wyraźnie, że
szerzy ona przewrotne zasady i posiada zgubne
wpływy w Polsce. Ks. kard. Kakowski 17 stycznia
1932 roku na otwarciu zjazdu pisarzy katolickich,
wskazując na ich zadania, podniósł konieczność
walki z masonerią w Polsce. Dnia 11 stycznia 1935
roku ks. nuncjusz Marmaggi wyraźnie
oświadczył, że największym wrogiem Kościoła i
kultury Polski jest masoneria, z którą walka jest
obowiązkiem każdego katolika.
Jest faktem, że loże masońskie są szeroko w
Polsce rozsiane, są zalegalizowane jako związki
jawne, jeżeli zatem obywatel państwa, chociażby
nawet członek rządu, uważa za możliwe należenie
do takich związków, to stwierdzenie tego faktu nie
może stanowić obrazy i nie może być
podciągane pod pojęcie rozszerzania
fałszywych wiadomości.
Po wywodach obrońcy sędzia ogłosił wyrok, w
którym uznał oskarżonego ks. Jajkę winnym
występku z art. 127 i 170 kod. kar. i zasądził go
na łączną karę 6 tygodni aresztu z zawieszeniem
na 4 lata i 30 zł. grzywny. Obrońca oskarżonego
dr Sygierycz zapowiedział apelację.
Rozprawa apelacyjna odbyła się w końcu
kwietnia 1935 roku w sądzie okręgowym w
Krakowie. Sprawozdanie z tej rozprawy podajemy
za „Gazetą Warszawską” z dnia 28. kwietnia 1935
roku.:
„… Poza dowodami, zaofiarowanymi już sądowi
grodzkiemu, przedstawił (obrońca) szczegółowo
cele masonerii, a w szczególności walkę jej z
Kościołem katolickim. Obrońca, opierając się na
oficjalnych i nieoficjalnych publikacjach
masońskich, zacytował szereg haseł masońskich
w rodzaju:
„Nie ma ani Boga, ani duszy”,
„Należy oczyścić programy szkolne z
wszelkiej idei Boga”,
87
87
„Przede wszystkim winna być zniszczona
religia”,
„Bóg − oto nieprzyjaciel”,
„Niewiara − oto cel, do którego dążymy”.
Na podstawie tych dowodów stwierdził
obrońca: − ksiądz katolicki miał nie tylko
prawo, ale i obowiązek występować przeciwko
masonerii, ostrzegając wiernych przed jej
działalnością. Po-dawanie zaś nazwisk osób,
należących do masonerii, której
stowarzyszenia są w Polsce prawnie
zarejestrowane, nie jest ani rozpowszechnianiem
fałszywych wiadomości, ani
też obrazą władzy, jeżeli dotyczy np. członków
rządu.
Sensacją rozprawy było przemówienie
prokuratora D. Boryczki, który przyznał, że w
rządzie polskim są członkowie masonerii i
należenie do związków masońskich nie może być,
zda-niem prokuratora, uważane za obrazę.
Wobec tego prokurator cofnął oskarżenie o
występek z art. 127 kod. kar. W dalszym ciągu
prokurator twierdził, że wśród masonów są tacy,
którzy walczą z Kościołem i dążą do zniszczenia
religii, jak i tacy, któ-rzy do tego nie dążą, i że
wobec tego użycie porównania sto-sunków
polskich i meksykańskich było
rozpowszechnianiem nieprawdziwych wieści. W
końcu prokurator domagał się ukarania ks. Jajki
tylko za występek z art. 170 kod. kar…
W rezultacie prowadzący rozprawę sędzia
Machalski ogłosił wyrok, mocą którego uznał ks.
Jajkę winnym szerzenia wiadomości, mogących
wywołać niepokój, natomiast uwolnił go od
zarzutu obrazy członków rządu. Ks. Jajko
skazany został na 3 tygodnie aresztu i 30 zł.
grzywny. Wykonanie kary zawieszone zostało na
lat 3. Po ogłoszeniu wyroku mecenas Sygierycz
zapowiedział wniesienie kasacji.
Przebieg rozprawy, w szczególności zaś
przyznanie prokuratora, iż w rządzie polskim
znajdują się masoni wywołało w Krakowie
dużą sensację”.
* * *
Henry Coston w książce swojej „Les Francs
Macons Celebres” („Sławni masoni”), podaje w
rozdziale „Pologne” następujące na-zwiska jako
członków masonerii:
Pułk. Schaetzel, attache Ministerstwa Spr.
Zagranicznych.
Puł. Bociański, dowódca Szkoły wojskowej w
Ostrowiu.
Płk. Pieracki, były minister.
Płk. Beck, minister Spr. Zagr.
Gen. Gąsiorowski, szef Sztabu Generalnego.
Nazwiska powyższe − za Coston’em −
ogłosiła prasa polska, między innymi „Gazeta
Kościelna”, Lwów, z 11 listopada 1934 ro-ku i wiele
innych pism, i żadne z tych pism nie zostało
skonfiskowane, ani też nie otrzymało żadnego
sprostowania, czy za-przeczenia, chociażby
nieurzędowego.
* * *
„Revue Internationale des Societes
Secretes” w nr. 30 za rok 1927 opublikowała
pewną liczbę nazwisk polskich masonów.
Obecnie dorzucamy niektóre dalsze szczegóły.
Posterunki, czy to prezesa Rady ministrów, czy
to ministrów, bywały powierzane w tym rządzie
tymczasowym „bra-ciom” Janowi
Kucharzewskiemu, prof. MikułowskiemuPomor-skiemu,
Zygmuntowi Chmielewskiemu
oraz dr Chodźce, który jest wybitnym masonem.
Polityka była w tym czasie kierowana przez Żyda i
„brata” masońskiego, Szymona Askenazego.
W Rosji i w emigracji polskiej działało czterech
wybitnych „braci”: adwokat Alek. Lednicki, generał
w stanie spoczynku Al. Babiański, Alek.
Więckowski i prof. Baudouin de Courtenay.
Wielka Loża znajdowała się w Moskwie u
„brata” Lednickiego; parawan umieszczony
przed kominkiem, posiadał znaki i emblematy
masońskie. „Brat” Lednicki jest znanym
germanofilem i znanym z gorącej chęci do
współpracy z Niemcami, skierowanej przeciwko
Entencie. Polscy „bracia” masońscy zgrupowani
byli w Petersburgu dokoła „Dziennika
Piotrogrodzkiego”, su-bwencjonowanego przez
„brata” Lednickiego; dziennik ten sta-rał się siać
nienawiść do Francji; jego redaktorem był Jan
Dą-browski (w latach 1916 − 1918), obecnie
adwokat w Warsza-wie.
Akcja masońska jest obecnie kierowana w
Polsce przede wszystkim przeciwko Kościołowi
katolickiemu i przeciwko par-tiom, określającym
się jako narodowe i katolickie.
Główna komórka masońska znajduje się
obecnie (1932 r.) w ministerstwach spraw
zagranicznych i wojny. Niedawno uda-ło się
odsłonić komórki te z racji pewnego odczytu,
wygłoszo-nego przez radio, skierowanego
przeciwko zasadom małżeń-stwa katolickiego;
wykładowca starał się ukryć pod fałszywym
88
88
nazwiskiem. Był to szef jednego z ważnych
oddziałów ministerstwa spraw zagranicznych, p.
Jaśkiewicz (pseudonim Wroń-ski), mason
wysokiego stopnia. Późniejsza ankieta wykazała,
że łącznikami pomiędzy „Wielkim Wschodem” w
Paryżu (rue Cadet)a Polską są: Żyd Muhlstein,
radca ambasady polskiej w Paryżu i Żyd
Fruhling, dyrektor departamentu w centrali
ministerstwa spraw zagranicznych w Warszawie.
Przyjaźń, która łączy Żyda Muhlsteina, Filipa
Berthelota i Rothszyldów paryskich, godna jest
dużej uwagi.
W armii głównym działaczem masonerii
wojskowej jest generał Julian Stachiewicz,
członek „Wielkiego Wschodu”…, szef Biura
Historycznego Wojskowego; obok niego należą
do masonerii następujący wojskowi: pułk.
Schaetzel, obecnie (1932) szef wydziału
wschodniego ministerstwa spraw zagranicznych i
pułk. Bociański, obecnie (1932) dowódca szkoły
wojskowej w Ostrowiu.
Członkami „Loży Narodowej” są: pułk. Pieracki,
obecnie (1932) min. spraw wewnętrznych; pułk.
Prystor, obecnie (1932) prezes Rady Ministrów;
pułk. Sławek, poseł i prezes partii rządo-wej
BBWR; pułk. Boerner, minister poczt i telegrafów;
pułk. Mie-dziński, poseł; pułk. Matuszewski,
wiceminister skarbu; pułk. Maleszewski, szef
policji; pułk. Kostek-Biernacki, wojewoda nowogrodzki,
autor bluźnierczej książki, zatytułowanej
„Djabeł zwy-cięzca”.
Do loży „Szarotka” należą następujący
wojskowi: gen. Gąsio-rowski, szef sztabu
generalnego; gen. Młot-Fijałkowski; gen. DąbBiernacki;
gen. Rydz-Śmigły; major rezerwy
Świtalski, który jest obecnie (1932) marszałkiem
Sejmu polskiego.
* * *
Z przytoczonych już dotąd nazwisk wynika, że
Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz II Oddział
Sztabu Generalnego, do którego zadań należy
informacja i tajny wywiad, stanowią komórki, z
których wyszło wielu wybitnych działaczy i
polityków masońskich. Do tego rodzaju komórek
należy również zaliczyć stanowiska bibliotekarzy
ministerialnych i sejmowych.
* * *
Przypomnieć tutaj również należy, że w roku
1926, w roku zamachu majowego, (który to
zorganizowała masoneria) zosta-ła założona w
Łodzi masońska loża symboliczna pod nazwą „Gabriel
Narutowicz”, która to nazwa nie jest − jak
można przypu-szczać − nazwą tylko
przypadkową.
* * *
Bezwzględnie wrogie i agresywne stanowisko
obozu (tzw.) „sanacji moralnej”, czy też jego
najbardziej ruchliwego i krzykliwego odłamu,
identyfikującego się z czynnikami rządzącymi w
kraju, − w stosunku do Kościoła katolickiego, −
jest konie-cznością, wypływającą z wewnętrznego
ukształtowania się sił tego obozu, z ich jakości.
Gros tej grupy tworzy radykalna inteligencja
polsko-żydo-wska, przesiąknięta do rdzenia
ideologią masonerii.
Nie znaczy to − że obóz ten należy w całości
do masonerii, nie mniej faktem jest, iż ta właśnie
radykalna inteligencja, jest propagatorką haseł
masońskich, wykonawczynią woli lóż.
„Masonerja w Polsce Współczesnej” –
Bolesław Chełmiński – Warszawa − 1936 r.
___________________
POWINOWACTWA ŁĄCZĄCE ŻYDÓW I
MASONÓW
Powinowactwa łączące Żydów i masonów –
pisze Leon de Pon-cis − były wielokrotnie
wykazywane w pracach poświęconych studiom
nad masonerią, a prałat Jouin ukuł termin
„judeoma-soneria”, który przyjął się w języku
potocznym.
Dokonajmy przeglądu najważniejszych spośród
tych powinowactw.
W zakresie ideologii
Widzieliśmy, że masoński okultyzm wywodzi
się po większej części z Kabały. Jeśli idzie o
masoński racjonalizm, wiadomo, że znalazł on
wyraz w Deklaracji Praw Człowieka z r. 1789 bę-
dącej kodyfikacją ideologii rewolucyjnej. Czy są
odniesienia do judaizmu? Owszem, wyraził je tymi
słowy wielki rabin Francji, Jo Sitruk:
«Judaizm przenika cały świat współczesny,
zwłaszcza poprzez Rewolucję i Deklarację
Praw Człowieka.»
W zakresie symbolizmu i obrzędów
„Obrzędowość masońska zdradza swe
judaistyczne pochodzenie” − pisze kardynał Caro
Rodriguez i daje tego następu-jące przykłady:
89
89
„Znaki heraldyczne, w których znajdują się postacie
herubinów, opisanych w drugim widzeniu
Ezechiela: wół, człowiek, lew i orzeł; dwie kolumny
świątyni masońskiej będą-ce wspomnieniem
świątyni Salomona; odbudowa świątyni: wyrażenie,
które określa główny cel masonerii;
legendy i nauki wysnute w dużej części z Biblii i
prawie zawsze przemieszane z tradycją cechów
mularskich, a w szczególności legenda Hirama,
która odgrywa tak ważną rolę w obrzędowości
mas.; różne nazwy, jak imiona kolumn świątyni,
Boaz i Jakin, słowa rozpoznawcze i hasła, jak
Tubal-Kain, Szibolet, Makbenak, Żib-lem czy
Moabon, Nekum lub Nekam, Abibal itp.”. Kardynał
dodaje: „Znaczenie przypisywane liczbom, co jest
znamienną cechą Kabały, jest dodatkowym
świadectwem wpływu Kabały na masonerię”.
W zakresie organizacji
Przez siedemnaście wieków, które nastąpiły po
zburzeniu Jerozolimy i jej świątyni (w roku 70),
naród żydowski żył w rozsypce i wśród
prześladowań; musiał ukrywać swoje organa
kierownicze i dzięki temu w wysokim stopniu
opanował sztukę tajnych struktur władzy. Na
początku XVIII wieku, kiedy masoneria organizuje
się w swych obecnych strukturach, wykazuje tę
samą umiejętność, która robi wrażenie czegoś
zgodnego z jej naturą. Czy zapożyczyła od
narodu żydowskiego tę trudną technikę? Taką
tezę podtrzymuje, popierając ją silnymi
argumentami, były mason Copi-Albancelli w
swojej książce „Le dra-me maconniquela
conjuration juive contre le monde chretien”
(Dramat masoński − spisek żydowski przeciw
światu chrześcijańskiemu).
W zakresie celów
Ten sam ideał mesjanistyczny ziemskiego
szczęścia, to samo oczekiwanie nieosiągalnego
millenium ożywiają judaizm (tal-mudyczny) i
masonerię. Ta sama tendencja i tu i tu do
ubóstwienia ludzkości. Ta sama wrogość do
Kościoła katolickiego. Ta sama wola popierania aż
do ostatka reżimów rewolucyjnych.
Świadectwa autorów żydowskich
Wielu pisarzy żydowskich stwierdziło istnienie
tego powino-wactwa. Dodamy kilka świadectw do
przytoczonego już świadectwa rabina Eliasza
Benamozegha.
La Verite israelite („Prawda Izraelska”)
„Duch masonerii to duch judaizmu w jego
najbardziej fundamentalnych wierzeniach; to są
jego idee, to jest jego język, to jest niemal jego
organizacja (…).
Nadzieja, która podtrzymuje i umacnia
masonerię, to jest na-dzieja, która przyświeca
Izraelowi i utwierdza go na jego bolesnej drodze,
ukazując mu w przyszłości pewny triumf.
Nadejście czasów mesjańskich nie będzie
przecież czymś innym, niż uroczystym
potwierdzeniem i ostateczną proklamacją
wiecznych zasad braterstwa i miłości,
zjednoczenia się wszystkich serc i wszystkich
wysiłków w interesie każdego i wszystkich, nie
będzie czymś innym, niż ukoronowaniem tego
wspaniałego domu modlitwy wszystkich ludów,
którego ośrodkiem i trium-fującym symbolem
będzie Jerozolima”.
Rabin Isaak Wise
„Masoneria jest instytucją żydowską, której
dzieje, stopnie, urzędy, hasła, są żydowskie od
początku do końca”.
The Jewish Tribune
„Masoneria opiera się na judaizmie. Usuńcie z
rytuału masońskiego treść judaizmu, cóż z niego
zostanie?”
Disraeli
Powołując się na wydarzenia z 1848 roku, ów
brytyjski mąż stanu oświadczył w 1852 roku w
Izbie Gmin:
„Przyrodzona równość ludzi i zniesienie prawa
własności są proklamowane przez tajne związki,
które tworzą rządy tymczasowe; a ludzie rasy
żydowskiej znajdują się na czele każdego z tych
związków”.
„Wpływ Żydów można rozpoznać w niedawnym
wybuchu sił destrukcyjnych w Europie. Rozszerza
się rewolta przeciwko tradycji i arystokracji,
przeciwko religii i prawu własności (…)”.
Les Archives Israelites
„Jules Lemaitre zdaje się wierzyć, iż masoneria
jest pochodzenia żydowskiego; nie myli się. Jest
wiele rzeczy trudniejszych do udowodnienia”.
Bernard Lazare
Jakie więc były powiązania Żydów z tymi tajnymi
związkami? Nie jest to łatwe do wyświetlenia, gdyż
brak nam poważnych dokumentów. Jest jednak
90
90
pewne, iż znajdowali się Żydzi u sa-mej kolebki
masonerii, Żydzi kabaliści, jak tego dowodzą
pewne zachowane ryty. Bardzo możliwe, że w
latach poprzedza-jących Rewolucję Francuską
weszli w większej jeszcze liczbie do rad tego
stowarzyszenia i sami zakładali tajne związki. Byli
Żydzi wokół Weishaupta, a Martinez de Pasqualis,
Żyd portugalski, zorganizował liczne loże
illuminatów we Francji i zwerbował wielu adeptów,
których wtajemniczył w dogmat reinte-gracji. Loże
martynistów były mistyczne, podczas gdy inne
odła-my masonerii były raczej racjonalistyczne. Co
uzasadnia stwier-dzenie, że tajne związki
reprezentowały dwie strony żydowskie-go ducha:
praktyczny racjonalizm i panteizm, który jako
odbicie metafizyczne wiary w jednego Boga,
prowadzi niekiedy do kabalistycznego
czarnoksięstwa. Łatwo można wykazać zgodność
tych dwóch tendencji: sojusz Cazotte’a, Cagliostra,
Marti-neza, Saint-Martina, hrabiego de SaintGermain,
Eckartshausena z encyklopedystami i
jakobinami, oraz sposób, w jaki − pomimo ich
oporu − osiągnęli ten sam rezultat, to znaczy osłabienie
chrześcijaństwa. To raz jeszcze
dowodziłoby jedynie, iż Żydzi mogli być dobrymi
agentami tajnych związków, gdyż doktryny tych
związków zgadzały się z ich własnymi doktrynami,
lecz to nie znaczy, że byli ich inicjatorami.
Elie Faure
W swej książce „L’ame juive” (Dusza
żydowska), wydanej ku chwale i obronie Żydów,
Elie Faure tak scharakteryzował oddziaływanie
żydowskiego ducha na współczesne
społeczeństwo: „Od Majmonidesa do Charlie
Chaplina − ścieżka jest łatwa do wyśledzenia, z
tym, że krążenie ducha żydowskiego było, by tak
rzec, nieuchwytne i dopiero po jego przejściu
dawało się zauwa-żyć jego siłę rozkładową. Freud,
Einstein, Marcel Proust, Char-lie Chaplin otwarli w
nas, w każdym tego słowa znaczeniu, prze-dziwne
tunele, obalające mury klasycznej budowli grecko-
łaciń-skiej i katolickiej, w łonie której żarliwy
sceptycyzm żydowskiej duszy czatował, przez
szereg stuleci, na okazję, by nimi wstrzą-snąć od
podstaw… a zarazem oczekiwał, że w wyniku
samego zaprzeczenia ukształtuje się z wolna
nowa budowla, głęboko naznaczona inteligencją,
zaciekle zmierzającą do usunięcia na zawsze
nadprzyrodzoności z horyzontu człowieka”.
„Inteligencja, zaciekle zmierzająca do
usunięcia na zawsze nadprzy-rodzoności z
horyzontu człowieka” − ta formuła, wedle Elie
Faure, dobrze określa pewien rys ducha
żydowskiego, charakteryzuje ona również
ideologię masońską. Stąd też oczywistość
bliskiego między nimi pokrewieństwa.
Z przytoczonych tekstów zapamiętajmy
szczególnie:
− słowa Disraeli’ego, ukazujące nam trzy
główne czynniki władzy politycznej w świecie
współczesnym;
− słowa Bernarda Lazare: „Tajne związki
reprezentowały dwie strony ducha
żydowskiego: praktyczny racjonalizm i
panteizm, prowadzący niekiedy do
kabalistycznego czarnoksięstwa”.
Arnaud de Lassus
__________________
REWOLUCJA FRANCUSKA
Założenia ideowe roku 1789
Jakież były „zasady ówczesnego
społeczeństwa cywilnego”, do których czyni
aluzję Louis Blanc? W istocie rzeczy były to
przykazania Boże, czyli Dekalog. Jakież są
zasady masońskie „sprzeczne z zasadami
ówczesnego społeczeństwa”? Te, które później
nazwano zasadami roku 89.
„Zasady roku 89 − wyjaśnił wielki mistrz
Babaud Lariviere 1 sierpnia 1871 roku − były o
wiele wcześniej uznawane w wa-szych
świątyniach, zanim zostały proklamowane przez
Zgromadzenie Konstytuanty, i opierając się na jej
dziejach można stwierdzić że masoneria była
prawdziwą zwiastunką Rewolucji”.
Zasady roku 1789 zostały skodyfikowane, jak
wiadomo, w Deklaracji Praw Człowieka i
Obywatela, względem której masoni bardzo
słusznie roszczą sobie prawa rodzicielskie:
Kiedy runęła Bastylia, masoneria miała
najwyższy zaszczyt obdarzyć ludzkość kartą,
którą wypracowała prawdziwie z mi-łością (…). 25
sierpnia 1789 roku Konstytuanta, wśród człon-ków
której było przeszło 300 masonów, przyjęła zasady
roku 89 niemal dosłownie takie, jakie długo
przedtem opracowywano w lożach.
Przejście od Ancien Regime’u do ustroju
rewolucyjnego z 89 roku zostało więc dokonane
przez zastąpienie Dekalogu deklaracją praw
91
91
człowieka; aby uwydatnić tę podmianę,
ikonografia tamtych czasów przedstawia prawa
człowieka wyryte na dwóch tablicach podobnie, jak
przykazania Boże były wyryte na dwóch
kamiennych tablicach na górze Synaj.
Przygotowanie Wielkiej Rewolucji
Francuskiej
Masoneria przekazała rewolucji nie tylko swe
idee, lecz także swoje metody i swoich ludzi. Kiedy
historyk, mason Henri Mar-tin, zapewnia, że
masoneria była laboratorium rewolucji, słowo
„Laboratorium” należy rozumieć w szerszym
znaczeniu.
Zrozumiały jest entuzjazm masonów
wzbudzany tym wyczy-nem, entuzjazm, którego
przejawem jest następująca wypowiedź
Najwyższej Rady Wielkiego Wschodu:
To masoneria przygotowała naszą rewolucję,
największą ze wszystkich epopei ludowych, jakie
historia zapisała w swoich annałach, oraz to
masonerii należy się najwyższy zaszczyt
wyposażenia tego wiekopomnego wydarzenia w
dokument, w któ-rym wcielone zostały jej
podstawowe założenia.
Gdy wybucha rewolucja, masoneria staje się
niewidoczna
Od 1789 roku wszystkie siły napędowe we
Francji wpadają w ręce masonów. „Towarzystwo
Jakobinów, które było głów-nym sprawcą
rewolucji francuskiej, było, że tak powiem, tylko
zewnętrznym przejawem loży masońskiej. To,
czego dokonali jakobini w czasie nieśmiertelnych
pięciu lat, od 1789 do 1794 roku, możemy i
powinniśmy uczynić powtórnie, gdyby powróciło
zagrożenie…”.
W tychże samych latach masoneria stała się
niewidoczna. Oto, jak tłumaczy tę sprawę mason
Renaudeau:
„Aby dać wam przykład, czego może dokonać
masoneria, po-wołam się na rolę, jaką odegrała
podczas rewolucji 1789 roku. Zmiana zapatrywań,
jaka nastąpiła w mieszczaństwie XVIII wie-ku, była
dziełem masonerii; lecz kiedy wybuchła
rewolucja, skończyła się rola masonerii − jakby
przestała istnieć. Podczas całego burzliwego
okresu rewolucji jej istnienie było jakby fik-cyjne,
gdyż zawiesiła swe normalne prace. Nie
przeszkadza to jednak temu, iż wszyscy
rewolucjoniści oraz członkowie Konwentu
wywodzili się z masonerii. Gdzie pracowali? W
klubach. Nie znajdowali się już w lożach, bo w
lożach nie robi się rewolucji. W lożach
przygotowuje się umysły, a one działają gdzie
indziej”.
Wyjaśnienie, jakie podaje mason Renaudeau,
jest bez wąt-pienia niepełne. W gorącym okres
rewolucji usuwa się w cień intelektualna część
masonerii, ta, której zadaniem jest właśnie
przygotowywanie umysłów i urabianie opinii. Ale w
piramidzie tajnych związków, jaką stanowi
masoneria, z całą pewnością istnieją kręgi na
wyższym poziomie, przygotowane już nie do
urabiania umysłów, lecz do przewrotu i walki
zbrojnej; i te kręgi nie znajdowały się oczywiście w
stanie uśpienia w roku 1789!
Świadectwa dotyczące istnienia i roli wyższych
tajnych kręgów
Co to są wyższe tajne kręgi, i jaką spełniają
rolę w masonerii, wypowiada się Copin-Albancelli,
w swojej książce opubli-kowanej w 1905 r.
„Comment je suis entre dans la francmaconnerie
j’en suis sorti” („Jak wszedłem do masonerii i jak z
niej wyszedłem”), Copin-Albancelli opowiada o
zabiegach, których był przedmiotem w czasie, gdy
już myślał o wystąpieniu:
Jeden z najznakomitszych ludzi, nie ze świata
politycznego, ale ze świata masońskiego,
zaproponował mi spotkanie, żeby mi
zakomunikować rzeczy, jak mówił, najwyższej
wagi. Zaczął od tego, że zażądał zachowania
tajemnicy na temat rozmowy, którą ze mną
przeprowadzi. Potem powiedział:
„Może pan ocenić potęgę masonerii. A jednak
jest pan też w stanie uświadomić sobie, jak
mierne są elementy, które ją two-rzą. Jesteśmy
wszechmocni nie dlatego, że masoni są bardziej
inteligentni, zręczniejsi lub bardziej wykształceni,
niż najpospo-litsi profani, bo pan wie, że tak nie
jest, ale dlatego, że jesteśmy zorganizowani. Kraj
nie ma pojęcia o naszej organizacji i naszym celu.
Z tego wynika, że możemy działać, kiedy nikt się
tego nie spodziewa, a więc i nie przeciwstawia się
naszym dzia-łaniom. W tym tkwi tajemnica naszej
siły. Ale niech pan sobie wyobrazi, że na miejscu
zrzeszenia się dwudziestu pięciu tysię-cy zer
znajdzie się inne stowarzyszenie liczące tylko
tysiąc człon-ków, ale do którego nie
przyjmowanoby nigdy nowego członka bez
przebadania go i śledzenia przez całe lata, bez
wypróbowa-nia go w najróżnorodniejszych
okolicznościach, jak i trudnościach, by pokonując
92
92
je mógł wykazać miarę swojej inteligencji i swojej
woli. Niech pan sobie wyobrazi podobne
stowarzyszenie, z taką rekrutacją, że należą do
niego tylko wybrani, tacy, o których można
powiedzieć, iż wszyscy mają tylko jedną głowę,
jedno serce, jedno ramię. Co pomyślałby pan o
sile, jaką dys-ponowałoby podobne
stowarzyszenie?”
Odpowiedziałem naturalnie, że takie
stowarzyszenie byłoby panem świata. Wtedy,
powtórzywszy, że to, o czym mnie powiadomi,
powinno pozostać na zawsze między nami, mój
rozmówca powiedział: «A więc! takie
stowarzyszenie istnieje i jestem upoważniony, jeśli
pan tego pragnie, wprowadzić pana do niego.
Piccolo Tigre
(Loże są) składnicą, rodzajem stadniny,
ośrodkiem, przez któ-ry trzeba przejść, zanim się
przyjdzie do nas (wyższych tajnych kręgów) (…).
Poddając go odpowiedniemu szkoleniu, bierze się
w posiadanie wolę, rozum i wolność danego
człowieka. Rozpo-rządza się nim, wykorzystuje
go, bada się go. Odgaduje się je-go skłonności,
jego upodobania i dążenia; gdy jest już dojrzały
dla nas, kieruje się go do tajnego związku, do
którego masoneria może być tylko przedsionkiem
raczej źle oświetlonym.
Świadectwo o działaniu poprzez inspirację
W masonerii „polecenia są przekazywane na
ogół przez sugerowanie, a nie drogą nakazu, gdyż
zawsze istnieje ryzyko, że na podstawie nakazu
zostałoby odkryte i skompromitowane źródło
inspiracji” − wyjaśnił Leon de Poncins w tekście
wyżej cytowanym. Copin-Albancelli potwierdza to
na podstawie własnego do-świadczenia:
„Nigdy nie otrzymałem nakazu w czasie
sześciu lat spędzonych w tym stowarzyszeniu.
Nigdy go też nie wydałem. Nie wi-działem nigdy
żadnego masona wydającego ani otrzymującego
polecenia, z wyjątkiem pewnego przypadku, o
którym zaraz o-powiem. Oddziaływuje się przez
poddawanie sugestii. Stosuje się metodę, która
została sformułowana w następującym cyta-cie z
masońskiego czasopisma: „Oficjalne polecenie
pochodzące od masonerii dotyczy aborcji. Trzeba
zupełnie inaczej wykorzy-stywać osobiste wpływy,
starannie przesłonięte”. A więc żadnych rozkazów,
„żadnych oficjalnych rozstrzygnięć”. −
Sugerowanie; wpływy osobiste, starannie
przesłonięte, które działają pod ukrytą inspiracją
tajnej Władzy, często nieświadomie, ale stale i w
jednym kierunku dzięki mechanizmowi, który tu
opisaliśmy; i to podczas tylu miesięcy, tylu lat, tylu
okresów lat, ile potrzeba, aby został wytworzony
wymagany stan umysłów.
Koniecznie trzeba silnie to podkreślić, przede
wszystkim dla-tego, że ta metoda tłumaczy
możliwość funkcjonowania tajnej Władzy;
następnie dlatego, że jest to ogółowi nie znane i że
zna-jomość tego faktu jest jednak bardzo ważna,
jeśli się obmyśla metody walki z masonerią”.
„Masoneria czyżby papierowy tygrys” −
Arnaud de Las-sus − Wa-wa, 1994 rok.
___________________
DEKLARACJA PRAW CZłOWIEKA
Głębsze znaczenie Praw Człowieka
Nie potrzeba udowadniać, że przygotowanie i
tryumf Rewolucji Francuskiej były dziełem
wolnomularstwa skoro masoni sami się tym
chełpią. Stąd też Deklaracja Praw Człowieka jest
dziełem masonerii. Gdy padła Bastylia powiedział
Bonnet, mów-ca na zgromadzeniu Wielkiego
Wschodu w 1904 roku, „maso-neria miała
zaszczyt dać ludzkości kartę praw, którą z troską
wypracowała”. To nasz brat, de la Fayette,
pierwszy przedsta-wił „projekt deklaracji o
naturalnych prawach człowieka i oby-watela
żyjącego w społeczeństwie”, mającej być
pierwszym ar-tykułem konstytucji. 25 sierpnia
1789 r., zgromadzenie kon-stytucyjne, przyjęło
Deklarację Praw Człowieka prawie słowo w słowo
w zgodzie z formułą przyjęto w lożach. Biorąc pod
uwagę naturalizm wolnomularstwa Deklaracja ta
nie jest niczym innym jak tylko formalnym
odrzuceniem wierności Chrystusowi Królowi, życiu
nadprzyrodzonemu i udziałowi w Jego Mistycznym
Ciele. Tak więc państwo francuskie oficjalnie
oświadczyło, że nie posiada już żadnych
obowiązków wobec Boga poprzez Jezusa
Chrystusa i że nie uznaje już godności bycia
chrześcijanami przez swoich obywateli.
Rozpoczęło w ten sposób atak na organizację
społeczeństwa pod władzą Chrystusa Króla, co
trwa do dzisiaj.
To był tylko pierwszy krok. „Podległość
masonerii wobec Ży-dów” pisze ks. Joseph
Lmann, „wkrótce ujawniła się”. Jak?… «Gdy
zagadnienie emancypacji Żydów stanęło przed
93
93
Zgromadzeniem Konstytucyjnym (1789-1791)
posłowie, którzy podjęli się doprowadzić do jej
przegłosowania byli wszyscy wolnomula-rzami.
Mirabeau był masonem wyższego stopnia, bliskim
Weishaupta i jego wspólników i blisko powiązany
z Żydami Berlina. Gdy po dwuletnich wahaniach
Zgromadzenie Konstytucyjne na swym
przedostatnim posiedzeniu jeszcze nie było
zdecydowane, mason i jakobin A. Duport,
domagał się przegłosowania tej sprawy przy
pomocy pogróżek… Taka oto była pierwsza tajna
usługa masonerii wobec judaizmu. Po niej przyjdą
inne.»
Przy pomocy więc Rewolucji roku 1789
państwo francuskie nie tylko zadekretowało
niechęć wobec prawdziwego nadprzyrodzonego
Mesjasza i Jego programu ale dopuściło też do
peł-nego obywatelstwa przedstawicieli narodu
żydowskiego, w ten sposób pozwalając im by
swobodnie pracowali, wbrew nadprzy-rodzoności,
na rzecz dominacji ich narodu. Historia współczesna
od roku 1789 jest w istocie zapisem
przechodzenia państwa za państwem pod
ponadnarodową, wolnomularską dominację,
sprzeczną z porządkiem nadprzyrodzonym. Za nią
wy-łania się stopniowo jeszcze silniej
zorganizowana i równie sprzeczna z porządkiem
nadprzyrodzonym, ponadnarodowa do-minacja
narodu żydowskiego. Dlatego to epoka
porewolucyjna jest świadkiem wytrwałych ataków
na program Chrystusa Kró-la w poszczególnych
krajach.
Zaraz po każdej udanej rewolucji masońskiej,
zaczynając od pierwszej w roku 1789, a kończąc
na hiszpańskiej w roku 1931, świat dowiadywał
się, że dany kraj wchodził na drogę „postę-pu”,
wprowadzając „oświecone” reformy, takie jak
rozdział Kościoła od Państwa (czy też
równouprawnienie wszystkich wyznań), legalizacja
rozwodów, sekularyzacja szkół, restrykcje wo-bec
zakonów jak też ich wypędzenie, gloryfikacja
wolnomularstwa, nacjonalizacja własności i
nieograniczona swoboda prasy.
Proces eliminacji jedności międzynarodowej
opartej na Mistycznym Ciele Chrystusa i
zastępowanie go naturalistyczną do-minacją
narodu żydowskiego, wydaje się dziś być u progu
tryumfu.
Jeszcze w 1922 roku Zgromadzenie Wielkiej
Loży Francji uznało, że do jej zadań należy
„stworzenie europejskiego ducha…
ustanowienie Stanów Zjednoczonych Europy
lub raczej Federacji Świa-ta”. Po tej stronie
żelaznej kurtyny oraz w USA zachęca się na-rody
by zrezygnowały z narodowej suwerenności i
weszły na drogę federacji, w której ci co kontrolują
światową masonerię będą w posiadaniu ogromnej
władzy oraz w której nikt nie bę-dzie słuchał
autentycznego Nauczyciela prawa moralnego. Z
drugiej strony żelaznej kurtyny widzimy
kontynuację tego co zdefiniował pan Oudendyke,
duński ambasador w St. Petersburgu i co zostało
opublikowane w brytyjskim opracowaniu
rządowym (White Paper) z kwietnia 1919 roku:
„Jeżeli bolszewizm nie zostanie utrącony w
zarodku i to natychmiast, rozszerzy się od
kraju do kraju poprzez Europę i cały świat,
ponieważ jest on zorga-nizowany i sterowany
przez Żydów, którzy nie mają żadnej
narodowości i których celem jest zniszczenie
we własnym interesie istniejącego ładu”.
Hilaire Belloc, pisał 4 lutego 1937 roku w „G.
K’s Weekly”: „Każdy kto nie wie, że obecny
bolszewicki ruch rewolucyjny w Rosji jest
ruchem żydowskim, jest człowiekiem
oszukanym przez samocenzurę naszej fatalnej
prasy”. Kto dzisiaj dokładnie przygląda się
przywódcom Rosji i krajów satelickich takich jak
np. Polska i Węgry, dojdzie do tego samego
wniosku.
Masoneria w krajach protestanckich i
katolickich
Gdy raz się zrozumie bezład wynikający z
masońskiego na-turalizmu i jej walki z
nadprzyrodzonością nie trudno zrozumieć
różnorodność dróg postępowania odnośnie
różnych rzą-dów. „Mową i piórem”, pisze mason
Pike („The Inner Sanctuary”, IV, str. 547), „przy
pomocy wszystkich naszych jawnych i tajnych
wpły-wów, kiesą a jeżeli trzeba i mieczem,
wspierać będziemy postęp ludzkości i
pracować nad uwolnieniem ludzkiego umysłu
by dać swobodę ludzkiemu sumieniu (w
szczególności od papieskich uzurpacji) oraz
równe prawa wszystkim ludziom”.
Formacja ku „tolerancji” dawana w lożach ma
na celu nie tylko nadać bierny stan umysłu, który
każe jednakowo traktować religijną prawdę i fałsz,
z równą obojętnością; ale dąży również do tego
by wywołać stan aktywnej nienawiści wobec tego
co określa jako „nietolerancję” ze strony Kościoła
katolickiego, a mianowicie wobec domagania się
przez Kościół by przy-jąć boski plan ładu
powszechnego. Tak więc formacja w masońskiej
„tolerancji” jest w gruncie rzeczy formacją w
94
94
nienawiści wobec nienaruszalności i siły Kościoła
katolickiego stoją-cego na gruncie
nadprzyrodzonego życia i ładu w świecie. Oto
dlaczego anglosaska masoneria, pozornie tak
konserwatywna, nieustannie wspiera ruchy
lewicowe, przeciwne prawdziwemu porządkowi na
świecie.
Konsekwencją tego dwuznacznego
naturalistycznego uformowania się masonerii w
odniesieniu do państwa, w połącze-niu z
denuncjacją państwowej „tyranii” i „uzurpacji”,
odpowiadającej denuncjacji „przesądu” i
„nietolerancji” w stosunku do religii, będzie
skłonność ku kierunkom lewicowym. Państwa bę-
dą ogłaszane jako „tyranie” proporcjonalnie do
zakresu w ja-kim akceptować będą Chrystusowy
program ładu społecznego. W krajach katolickich
gwałtowne rewolucje zawsze skierowane będą
przeciwko porządkowi społecznemu opartemu na
respektowaniu Królestwa Chrystusowego.
Ponieważ kraje protestanc-kie odrzuciły
Chrystusowy program ładu nadejście w nich naturalizmu
to tylko kwestia czasu, nie jest
konieczne używać w stosunku do nich takich
określeń jak „tyrania” czy „despo-tyzm” stosowane
swobodnie przez masonerię wobec posiadło-ści
Burbonów czy Habsburgów.
Kraje protestanckie jednak nie będą
oszczędzone, ponieważ z tyłu za masonerią stoi
bardziej zwarta naturalityczna siła narodu
żydowskiego, z jego mesjańską misją
zdominowania wszystkich narodów. Wszelkie
ślady rządów prawdziwego, nad-przyrodzonego
Mesjasza muszą być usunięte. Wysoki dostojnik,
którego nazwiska Kardynał Pitro nie ujawnia,
powiedział mu w Wiedniu w r. 1889: „Kraje
katolickie muszą być zmiaż-dżone przez
protestanckie. Gdy ten cel zostanie osiągnięty, wystarczy
jedno pchnięcie by osiągnąć powalenie
protestantyzmu”. Masoni w Anglii i w USA
ustąpią naciskom przywódców żydowskich,
nawet wtedy gdy interesy Anglii i USA
ewidentnie na tym stracą. Jak podaje „The
Brooklyn Tablet” z 14 maja 1949 roku niekatolik,
Senator Owen Brewster ze stanu Maine,
przemawiając w Senacie USA na temat stosunku
do Hiszpanii, powiedział: „Hi-szpanii nie uznajemy
bo jest krajem katolickim… z ust do ust szeptana
jest prawda, że alternatywą dla komunizmu jest
katolicyzm. Wiemy, że prawda ta stale
powtarzana jest w kuluarach choć Senatorowie
niechętnie mówią o tym publicznie”.
Rozbiór Irlandii
Nie tu jest miejsce by roztrząsać masoński
plan wobec Irlandii. Już sześć ulsterskich
powiatów zostało odłączonych od reszty kraju i
ustanowiono państwo z rządem o przytłaczają-
cych wpływach masońskich (trzeba pamiętać, że
Orange Society jest organizacją paramasońską
szkoloną do antykatolickich wystąpień). Nie
wszystkie powiaty Ulsteru zostały włączone do
tego państwa aby przypadkiem katolicy nie
uzyskali przewagi w parlamencie. Katolicy
irlandczycy mają pretensje o podział ich kraju.
Tymczasem wywiera się na nich naciski by
ustąpili masonom jeszcze bardziej odchodząc od
programu Chrystuso-wego Królestwa przez
naruszenie jedności i nierozerwalności
małżeństwa. Ci, którzy mają rozeznanie, wiedzą,
że cel senatora H. Lehmana, który dąży do
likwidacji podziału Irlandii jest złowieszczy.
Opisany on jest w piśmie „Commonsense” z 15
listopada 1949 r. jako „bankier-syjonista
zaprzyjaźniony z Moskwą”. Gdyby bp. Dillon żył
dzisiaj powiedziałby katolickim Irlandczykom by:
„pamiętali o swoich obowiązkach wobec naszego
Boskiego Pana, Jezusa Chrystusa, który
podtrzymywał ich ojców przez wieki ucisku” (z
przepięknego prologu do irlandzkiej kon-stytucji), i
by dbali oto by przede wszystkim Jego zadowolić,
a nie syjonistów-komunistów czy masonów.
Antysemityzm
W obliczu zamętu jaki dominuje wśród
katolików odnośnie zagadnienia antysemityzmu,
trzeba i na ten temat powiedzieć parę słów przed
zamknięciem tego wstępu.
W doskonałej recenzji książki bp. Dillon „The
Kingship of Christ and Organised Naturalism”,
która ukazała się w jezuickim magazynie La Civit
Cattolica (Rzym) z marca 1947 r. recenzent
szcze-gólnie podkreślił rozróżnienie jakie
zawierają wszystkie Jego książki. Pisze on: „Autor
pragnie wyraźnie odróżnić nienawiść do narodu
żydowskiego, która jest antysemityzmem, od
opozycji wobec Żydów i ich masońskiego
naturalizmu. Ta opozycja ze strony katolików musi
być przede wszystkim pozytywna po-przez
uznanie, nie tylko indywidualne, ale i społecznie,
praw nadprzyrodzonego Królestwa Chrystusa i
Jego Kościoła, oraz poprzez dążenie polityczne
do tego by prawa te były uznane przez państwa,
też i w życiu publicznym. Dla tego koniecznego
przedsięwzięcia… aktywne i skuteczne
95
95
zjednoczenie katolików… jest absolutnie
potrzebne”.
Nie ma tu miejsca na obszerne cytowanie
papieskich doku-mentów by wykazać, że z jednej
strony papieże domagają się by katolicy
niezachwianie stali przy niezbywalnych prawach
Chrystusa Króla, co zawierają encykliki, a z
drugiej strony by zachowali swe umysły i serca
wolne od nienawiści wobec narodu żydowskiego.
Z jednej strony muszą walczyć o prawa Chry-stusa
Króla i nadprzyrodzony ład w organizowaniu
społeczeństw, co zawiera encyklika „Quas
Primas”, niedwuznacznie ogłaszają-ca, że
odrzucenie Jezusa Chrystusa, Prawdziwego
Mesjasza, przez Żydów, oraz nieustępliwe trwanie
tego narodu w opozycji wobec Niego, stanowi
podstawowe źródło bezładu i konfliktów na
świecie.
Dwa są powody, dla których wierni Bogu będą
zdradzani przez tych, którzy powinni być po
stronie Chrystusa Króla. Po pierwsze wielu
pisarzy katolickich mówiąc o papieskich
potępieniach antysemityzmu nie wyjaśnia
znaczenia tego słowa ani nawet nie odwołuje się
do dokumentów, które upominają się o prawa
naszego Boskiego Pana, Głowy Mistycznego
Ciała, Ka-płana i Króla. Tak więc wielu nie wie o
obowiązkach spoczywających na wszystkich
katolikach by opowiadać się zdecydowanie za
Królestwem Bożym w społeczeństwie, a
przeciwko ży-dowskiemu naturalizmowi. W
rezultacie wielu katolików tak zupełnie nie zna
doktryny katolickiej, że stawiają zarzut
antysemityzmowi wobec tych, którzy walczą o
prawa Chrystusa Kró-la, tym samym
wspomagając wrogów Pana Boga. Po drugie
wielu pisarzy katolickich bezkrytycznie powtarza
co przeczytali w naturalistycznych, zwróconych
przeciwko nadprzyrodzoności gazetach, nie
rozróżniając między antysemityzmem we wła-
ściwym katolickim sensie jak wyjaśniono powyżej,
a „antyse-mityzmem” jak pojmują go Żydzi. Dla
Żydów „antysemityzmem” jest wszystko co
sprzeciwia się naturalistycznej, mesjańskiej
dominacji ich narodu nad wszystkimi innymi.
Zupełnie więc logicznie przywódcy narodu
żydowskiego utrzymują, że upieranie się przy
prawach Chrystusa jest przejawem „antysemityzmu”.
Określenie „antysemityzm”, ze wszystkimi
jego bojowymi skojarzeniami w umysłach
niemyślących, jest rozszerzane by objąć nim
wszelki opór wobec dążeń narodu żydowskie-go
do naturalistycznych celów i wszelkie
demaskowanie metod, które stosują do osiągania
tych celów.
Papież Pius X powiedział 13. grudnia 1908 r. w
czasie beatyfikacji Joanny d’Arc: „W naszych
czasach, bardziej niż kiedykolwiek dotychczas,
największą siłą czyniących zło jest tchó-rzostwo i
słabość ludzi dobrych, a cały wigor rządów
szatana wynika ze słabości katolików. O gdybym
mógł zapytać Boskiego Zbawiciela, jak uczynił to w
duchu prorok Zachariasz: Czym że są rany na
twoich dłoniach? Odpowiedź byłaby bez wątpienia
następująca: Doznałem tych zranień w domu tych,
którzy mnie kochali. Zranili Mnie przyjaciele,
którzy nie zrobili nic by Mnie bronić, oraz ci, którzy
przy każdej okazji stają się wspólnikami moich
przeciwników. Ten wyrzut można skierować do
słabych i tchórzliwych katolików wszystkich
krajów.
Ks. Denis Fahey, C.S.Sp.
Święto Najświęt. Serca Pana Jezusa
16 czerwiec 1950 r.
Napoleon i masoneria
Muszę teraz skierować uwagę Państwa przez
parę chwil na przywódcę, którego wyłoniła
pierwsza Rewolucja Francuska i którego militarna
i dyplomatyczna sława jest ciągle żywa w pamięci,
wielu, obecnego pokolenia. Przywódcą tym
był Napoleon Bonaparte. W dniach swych
największych tryumfów nic go bar-dziej nie drażniło
niż przypominanie mu jego jakobińskiej przeszłości.
Chciał pozować na nowego Karola
Wielkiego, lub Rudolfa Habsburga. Chciał
uchodzić za przyjaciela religii, katolickiej religii w
szczególności. Uczynił coś niecoś w kierunku
przywrócenia Kościoła we Francji, ale było to tak
mało jak tylko mógł sobie na to pozwolić. To
zapewne uniemożliwiło bardziej całościową
reakcję na rzecz prawdziwych aspiracji religijnych
ludności. Dokonano tego z ociąganiem się,
oszczędnie i zazdro-śnie. A gdy się dokonało,
Napoleon robił wszystko co w jego mo-cy by
umniejszyć wynikające z tego korzyści. Wkrótce
stał się prześladowcą, bezdusznym, okrutnym,
niewdzięcznym prześla-dowcą Papieża i
przeciwnikiem najsłuszniejszych interesów re-ligii
we Francji jak również we wszystkich krajach,
które mia-ły nieszczęście znaleźć się pod jego
panowaniem.
Przyczyną tego wszystkiego jest to, że
Napoleon rozpoczął swoją karierę jako
wolnomularz, i z ducha pozostał wolnomularzem
do końca życia. Wiemy, że zawdzięczał swoje
96
96
pierwsze wyniesienie jakobinom oraz, że jego
pierwszym sponsorem był Robespierre. Jego
pierwsza kampania we Włoszech charakteryzowała
się największą brutalnością,
zaspakajającą masońską nienawiść wobec
Kościoła. Rozpędzał klasztory, niszczył kościo-ły,
katedry i sanktuaria, sprowadził Papieża do
wielkiego poniżenia. Jego słowa były odbiciem
jego czynów i jego serca. W jego listach dźwięczy
duch zaawansowanego wolnomularstwa. Pyszni
się w nich ranami jakie zadał Kościołowi
Chrystusowe-mu.
A jednak awanturnik ten z dużą zręcznością
potrafił uchodzić wśród wielu, szczególnie w
Irlandii, za dobrego katolika. Ponieważ był
wrogiem Anglii, lub raczej to Anglia, prowadzona
przez Pitta i Burke, uznała siebie za wroga
Rewolucji, której był wytworem i kontynuacją,
wielu politycznych przeciwników Anglii uznało
Bonapartego za bohatera. Nie sposób przeczyć
jego geniuszowi wojskowemu, ani w ogóle jego
wielkim zdolnościom. We wszystkim jednak co
czynił był tym czym go uczyniła masoneria. Był
złośliwy, samolubny, tyrański, okrutny. Nie liczył się
z krwią. Mógł tolerować i wykorzystywać Kościół
gdy to służyło jego polityce. Ale od początku do
końca swej kariery był zupełnie obojętny wobec
kondycji Kościoła i brakowało mu wiary w jego
doktrynę. Taką postawę wpoiły wczesne i na całe
życie wiążące związki z illuminizmem.
O. Deschamps pisze o nim: „Napoleon
Bonaparte był w rze-czywistości wysokiego stopnia
masonem, a okres jego rządów to czas
największego rozkwitu masonerii. W okresie
terroru Wiel-ki Wschód zawiesił działalność. Gdy
tylko Napoleon uchwycił władzę loże otwarły się
wszędzie.
Mówiłem, że rewolucyjni przywódcy Francji
wszyscy byli illu-minatami, a więc masonami
najgorszego typu, których ostatecz-nym celem
była destrukcja wszelkiej istniejącej religii i
wszelkiej formy rządu świeckiego po to by
wprowadzić ateistyczną, republikę społeczną,
która powinna rozprzestrzenić się na cały świat i
objąć całą ludzkość. Masoneria, jak widzieliśmy
zaprasza muzułmanów i Hindusów, Chińczyków i
buddystów, chrześcijan i Żydów. Pragnie pokonać
wszystkich by sprowadzić ich do jednego poziomu
ateizmu i komunizmu. Gdy więc jej Dyrektoriat,
pragnąc się pozbyć Napoleona, planował
wyprawę do Egiptu i Azji, mieli na uwadze
realizację części tego programu jak również
usunięcie groźnego rywala. Uniwersalna monarchia
jest w ich ujęciu najskuteczniejszą metodą
osiągnięcia uniwersalnej republiki. Gdy się ją
osiągnie, wówczas sztylet, który u-sunął Gustawa
III szwedzkiego czy gilotyna, która usunęła Ludwika
XVI francuskiego mogą być ponownie
użyte. Wezwie się Brutusa by usunął Cezara. Nie
są to ludzie, którzy by się zży-mali przed
przelewem krwi dla osiągnięcia swoich celów.
Napoleon, który jak informuje nas O.
Deschamps był człon-kiem loży Templariuszy,
ekstremalnie illuministycznej loży Lyonu, i dał
dowody swojej wierności masonerii we Włoszech,
był tym człowiekiem, który rozszerzył rządy
republikańskie w całej Azji. Pojawił się w Egipcie z
tą samą hipokryzją okazując szacu-nek koranowi,
Mahometowi i islamowi z jakim okazywał go póź-
niej Kościołowi katolickiemu gdy to mu było
wygodne. Jego mo-wa do ludności Egiptu jest
najlepszym tego dowodem. Z prawdziwie
masońską hipokryzją mówił on:
«Cadykowie, Szejkowie, Imani! Powiedzcie
ludowi, że jesteśmy przyjaciółmi islamu, że
szanujemy Allaha, Jego Proroka i Koran
bardziej niż Mamemlucy. Czy to nie my
zniszczyliśmy Papieża, który chciał wojny z
muzułmanami? Czy to nie my byliśmy poprzez
wieki przyjaciółmi Wielkiego Pana − niech Bóg
spełnia jego ży-czenia − oraz wrogiem jego
wrogów? Allah jest Bogiem, a Mahomet jest
Jego Prorokiem! Przede wszystkim nie
obawiajcie się o religię Proroka, którą
kocham!»
Skalkulowana hipokryzja widoczna jest z
przemówienia jakie wygłosił w tym czasie do
swoich własnych żołnierzy. To przemówienie
równocześnie ukazuje jaką wartość możemy
przypisy-wać jego oświadczeniom o przywiązaniu i
szacunku dla chrześ-cijaństwa. Oto tłumaczenie
tej wypowiedzi:
«Żołnierze! Ludzie, z którymi mamy teraz
żyć to mahometanie. Pierwszą dla nich
prawdą wiary jest to, że nie ma Boga prócz
Allaha i Mahomet jest Jego Prorokiem. Nie
sprzeciwiajcie się im. Traktujcie ich tak jak
traktowaliście Żydów i Włochów. Okazujcie
taki sam szacunek dla ich muezinów i
immamów jak okazywaliście dla rabinów i
biskupów. Okazujcie taką samą tolerancję dla
ceremonii wymaganych przez Koran i dla
meczetów jak okazywaliście dla klasztorów i
dla synagog, dla religii mojżeszowej i dla
religii Jezusa Chrystusa.»
97
97
Czytamy w korespondencji Napoleona I
opublikowanej na rozkaz Napoleona III (t.V, str.
185, 191, 241) co myślał o tej swojej proklamacji
aż do końca swojej kariery:
«W gruncie rzeczy, sytuacja mogła była
zmusić mnie do przyjęcia islamu”, oświadczył
(będąc więzionym) na skale Św. Heleny. „Czyż
myśl o Imperium Wschodu, a może nawet o
podporządko-waniu sobie całej Azji, nie
byłyby warte turbanu i pantalonów, bo
przecież do tego tylko by się to sprowadzało.
Utracilibyśmy tylko nasze szelki i kapelusze.
Twierdzę, że armia, posiadająca takie nastroje
jakie miała, niewątpliwie pogodziłaby się z
tym projektem i widziałaby w nim tylko powód
do śmiechu i do przyjemności. A tymczasem
widzicie konsekwencje. Zdobyłem Europę
jednym uderzeniem. Stara cywilizacja została
pokonana i kto wówczas myślał o przyszłości
naszej Francji i odbudowaniu świata? Kto by
się ważył podjąć tego zadania? Kto mógłby to
osiągnąć?»
Ani sukcesy ani klęski nie zmieniły Napoleona.
Był sceptykiem do samego końca. Powiedział −
będąc uwięzionym na ska-le Św. Heleny, skąd już
nigdy nie powrócił na wolność, tam też dokończył
swego żywota − do Las Cases:
«Wszystko swiadczy o istnieniu Boga − w
to nie należy wątpić − ale wszystkie nasze
religie to w sposób ewidentny dzieło ludzi.
Dlaczego te religie zagłuszają jedna drugą,
zwalczają się? Cze-mu tak było zawsze i
wszędzie? Bo ludzie są zawsze ludźmi.
Dlatego, bo zawsze kapłani wprowadzali
insynuacje, kłamstwa i fałsz.
Tym niemniej − kontynuował − od momentu
gdy zdobyłem wła-dzę starałem się przywrócić
religię. Używałem jej jako podstawy i jako
korzenia. W moich oczach była ona podporą
dobrej moralności, prawdziwych zasad i
dobrych obyczjów.
Daleki jestem od ateizmu. Ale nie mogę
wierzyć we wszystko czego mnie uczą wbrew
mojemu rozumowi, żądając fałszu i hipokryzji.
Mówienie o tym skąd się wziąłem, kim jestem,
dokąd idę to przekracza mój światopogląd. A
jednak to wszystko istnieje. Jestem jak zegar,
który istnieje i nie zna siebie.
Nie mieć wątpliwości! Wszakże mój
powątpiewający duch, jako cecha mojego
cesarzowania, dobrze służył ludziom. W
przeciwnym razie jakże mógłbym jednakowo
wspierać przeciwstawne sekty gdy-bym był
zdominowany przez jedną z nich? Jak
mógłbym zachować niezależność myślenia i
ruchów będąc pod wpływem spowiednika,
który by rządził mną strasząc piekłem.
Czyż nie mógłby być potęgą zły człowiek,
głupi człowiek, w roli spowiednika tych co
rządzą państwami?
Tak byłem przepojony tymi prawdami, że
pilnowałem się by działać we właściwy
sposób,by zadbać o to by mój syn, w miarę
jak to odemnie zależało, był wychowany na
tych samych zasadach religijnych co ja.»
Dwa miesiące później były Cesarz powiedział,
że od wieku lat 13 stracił wszelką wiarę religijną.
Thiers („Histoire du Consulatet de l’Empire”,
IV str. 14) twier-dzi, że gdy Napoleon zamierzał
ogłosić siebie cesarzem pragnął złożyć masonom
zapewnienie dotyczące swoich zasad i uczynił to
zabijając księcia d’Enghien. Powiedział: „Chcą
zniszczyć re-wolucję atakując ją w mojej osobie.
Będę jej bronił, ponieważ ja jestem Rewolucją. Ja,
i tylko ja. Tak mają to rozumieć od dnia
dzisiejszego, ponieważ wiedzą do czego jestem
zdolny”.
Mniej odważny jego krewniak, który jednak
wiele osiągnął, Napoleon III, w swoich − „Ides
Napoleoniennes” − pisze:
«Umierająca ale nie pokonana Rewolucja,
pozwoliła Napoleonowi osiągnąć to co było jej
celem. Mówiła mu: Oświeć narody. Osadź na
mocnych fundamentach główne rezultaty
naszych wysiłków. Rozszerz to co zostało
pogłębione. Bądź dla Europy tym czym
byliśmy dla Francji. Misję tą Napoleon
wypełniał do końca.»
Gdy Napoleon zdobył władzę, odbyło to się jak
wiemy głów-nie za sprawą illuminata i masona
Talleyranda. To on i jego przyjaciele spośród
illuminatów ściągnęli Napoleona z Egiptu i ułatwili
mu objęcie władzy. Wszyscy jego bracia byli
głęboko wtajemniczeni. Najwyższe kierownictwo
widziało, że pojawia się reakcja, która jeżeli nie
będzie stłumiona w zarodku doprowadzi do
powrotu prawowitych, a wygnanych przez
rewolucję, Bur-bonów i odebrania
rewolucjonistom zagarniętych przez nich dóbr.
Uznali więc (masoni) za mniejsze zło oddanie
98
98
najwyższej władzy w ręce Bonapartego, gdyż
dzięki jego zwycięstwom przy-bliżał się ich plan
zjednoczenia Europy. Tak więc wspierali jego
karierę, uważając równocześnie by ich
złowieszcze plany posu-wały się przy każdej
sposobności. Zapewnili sobie pierwsze miej-sca w
cesarstwie dla siebie. Robili co w ich mocy by
odciążyć sumienia od jakichkolwiek skrupułów.
Zapewnili fatalny priorytet sekularyzmu w
wykształceniu. Wprowadzili też rozdźwięk między
papieżem i cesarzem. Doprowadzili do drugiego
zaboru państw kościelnych. Spowodowali i
podtrzymywali do końca u-więźienie Piusa VII.
Stali na zapleczu wszelkich posunięć Napo-leona
jako cesarza przeciwko prawom Kościoła, wolności
i nie-zależności papieża, przeciwko dobru religii.
Głównym jednak błędem Napoleona było
wspieranie masonerii. Służyło to jego celom
wspaniale przez jakiś czas, to znaczy do czasu
póki służył bieżącym i długofalowym celom spisku
− a masoneria jest i zawsze będzie spiskiem.
Nawet jeżeli Cambaceres, Talleyrand, Fouche i
inni przywódcy illuminatów, którym zaufał i których
sowicie nagrodził, byli zadowoleni to jednak
pozostawała cała rzesza innych, których żadna
nagroda by nie usatysfakcjonowała, i którzy
przepojeni duchem sekty zawsze musieli
poszukiwać sposobów by posuwać zamiary
Weishaupta i jego wspólników. Grono to nigdy nie
zaprzestało akcji. Trzymali oni członków sekty we
swoim władaniu i absolutnym posłuszeństwie, nie
tylko pozwalając im, ale wręcz wspo-magając w
osiąganiu światowych zaszczytów. Dla nich jak i
dla najskromniejszych członków tajnych spotkań
zatruta „aqua top-hana” jak i nóż stały w
pogotowiu zapewniając pewną śmierć tym, którzy
by zachwiali się w posłuszeństwie wobec
zdeprawowanych fanatyków diabolicznej idei,
stojących jako wybrane grono u szczytu spisku, na
miejscu najwyższej infami i najwyż-szej tajnej
władzy. Ci ostatni byli rozsiani potajemnie wśród
szeregowych członków lóż, setki doświadczonych
spiskowców, dzierżących w swoich rękach
prawdziwą władzę wewnętrznej lub wyższej
masonerii, będących jej utajonymi mistrzami. Z
tego tajnego zaplecza masoneria bez przerwy
spiskowała w ce-sarstwie. Wspierała zwycięstwa
pogromcy Austerlitz i Jeny. Je-żeli można zaufać
Deschamps’sowi, który cytuje z najbardziej
wiarygodnych źródeł, uczynili oni więcej dla tych
zwycięstw niż sam wielki wódz na polu bitwy.
Dzięki ich zabiegom zasoby przeciwników
Napoleona nigdy nie znajdywały się pod ręką.
Zabiegi austriackich i innych generałów, z którymi
Napoleon walczył, były wykolejane. Zdrada była
powszechna w ich szeregach, a informacja
najistotniejsza dla ich planów donoszona była
francuskiemu dowódcy. Wówczas masoneria była
po jego stronie i tak jak teraz tajne możliwości
organizacji, potęga jej tajnych wpływów, była na
usługach celu, któremu służyła. Gdy jednak
masoneria miała powód obawiać się, że potęga
Napoleona stanie się dziedziczną, gdy jego sojusz
z domem cesarskim Austrii, a w szczególności
konsekwencja tego sojuszu, czyli na-stępca jego
tronu, stworzyła zagrożenie dla uniwersalnej republiki,
której życzono sobie po jego śmierci, gdy
wreszcie on sam zaczął okazywać niechęć wobec
masonerii i począł szukać sposobów by ograniczyć
propagandę jej diabolicznych planów, wów-czas
masoneria stała się jego wrogiem, i jego koniec
stał się bliskim. W jego rządzie zaczęły
dominować destruktywne narady. Jego
przeciwnicy zaczęli otrzymywać informację
dotyczą-ce jego posunięć, podczas gdy uprzednio
to on otrzymywał ich informacje. Członkowie sekty
namawiali go na ten zwariowany marsz na
Moskwę. Jego zasoby były paraliżowane. Jednym
sło-wem został sprzedany przez tajnych,
niewidocznych przeciwników w ręce wrogów. W
Niemczech Weishaupt i jego partia, nadal
trudniący się ciemną intrygą, po cichu
przygotowywali jego upadek. Jego generałowie
byli pokonywani jeden po drugim. Został
zdradzony, oszukany i w końcu doprowadzony do
klęski i ruiny. Tak więc otrzymał z dokładką
podziękowanie ojca kłamstwa, wcielonego w
masonerię, w illuminatów i spokrewnione sekty
ateistyczne. Wygnany na wyspę Elbę pozwolono
mu wrócić do Francji po to tylko by spotkał go los
wyrzutka i więźnia na skale Św. Heleny, gdzie
zmarł porzucony i prześladowany przez tajną
sektę, która użyła go, nadużyła i zdradziła. Jak
zobaczymy dalej, czyni to nadal, używając,
nadużywając i zdradzając każdego uzurpatora i
despotę, którego zwabi w swo-je szeregi.
Masoneria zdemaskowana – Bp. Jerzy F. Dillon
– 1994 rok.
__________________
ROZKWIT MASONERII W OKRESIE I
CESARSTWA
Trzecia Republika
Masoneria zreorganizowała się z
99
99
rozmachem w czasie Pierwszego Cesarstwa:
Przyjmuje się na ogół, że okresem
wspaniałego rozwoju masonerii była Trzecia
Republika. W rzeczywistości w żadnym mo-mencie
między 1870 a 1940 rokiem nie zaznała ona
takiego rozkwitu, jak pod rządami Pierwszego
Cesarstwa.
Napoleon I był masonem, był też jego ojciec,
również bracia, jego żona Józefina, prawie
wszyscy jego marszałkowie. Stał się on naturalnie
protektorem tego „zakonu” i dlatego w lożach nazywany
był „najznamienitszym bratem”. Wojskowe
loże Wielkiej Armii rozpropagowały masonerię w
wielu krajach Europy, gdzie powoływały do życia
loże miejscowe.
Józef Bonaparte był wtedy wielkim mistrzem
Wielkiego Wschodu Francji, a jednym z wyższych
jego funkcjonariuszy był Ludwik Bonaparte.
Hieronim Bonaparte był wielkim mistrzem
Wielkiego Wschodu Westfalli, Murat − wielkim
mistrzem Wiel-kiego Wschodu Neapolu,
Talleyrand, Fouche, Augereau, Kellerman byli
masonami.
Aktywna pod rządami Restauracji i Monarchi
Lipcowej maso-neria, mocno usadowiła się za
czasów Drugiej Republiki (człon-kowie rządu
tymczasowego w r. 1848 w większości byli
masonami) i utrzymała swoje pozycje pod
rządami Drugiego Cesarstwa, a to tymbardziej, że
Napoleon III należał do karbonariuszy.
Masoneria czyżby papierowy tygrys −
Arnaud de Lassus − Wa-wa − 1994 r.
___________________
MASONERIA (w opisie bp. J. S. Pelczara)
Esperanto
Masoneria stara się także wyzyskać dla swojej
propagandy międzynarodowy język „Esperanto”,
wynaleziony przez Żyda war-szawskiego dr
Zamenhofa. Na pierwszym kongresie
esperantystów, odbytym w r. 1905 w mieście
Boulogne, było obecnych 12 masonów z Anglii,
Francji, Niemiec i Kanady, oni to właśnie utworzyli
ligę p.t. „Esperanto Framasona” w tym celu, aby
łączyć masonów różnych krajów, posługujących się
językiem Esperan-to, usuwać za pomocą tego
języka nieporozumienia, zachodzą-ce między
braćmi różnych narodowości i rytów i jednać
espe-rantystów dla masonerii. Z drugiej strony
język ten ma zwo-lenników swoich także pośród
katolików, którzy też utworzyli osobną sekcję i
otrzymali błogosławieństwo Ojca Św. Piusa X. Na
międzynarodowych kongresach Esperantystów
(jak np. w Krakowie w r. 1912) odbywają się dla
nich osobne nabożeń-stwa w kościołach
katolickich, z kazaniami w tymże języku.
Skautowie
Nadto masoneria wciska się do związków
młodzieży, zwanych „Boy-Scouts” czyli skautów,
które w roku 1907 założył w Anglii pułkownik
Baden Powell, protestant i mason. Mają te związki
przyczynić się do zdrowego wychowania
młodzieży pod względem fizycznym i moralnym,
ale co do religii stoją na stanowisku neutralności
bezwyznaniowej i tolerancji dogmatycznej; do
masonerii zaś i tym się zbliżają, że mają swoje
przysięgi, stopnie, próby, hasła i znaki. Głównie
staraniem masonów rozszerzył się skautyzm po
świecie, bo jej zadaniem jest obecnie zwrócić
ludzkość, szczególnie w dni święte, do sportów,
za-baw, wykładów różnego rodzaju, klubów, kasyn
itp., by nie mia-ła czasu i ochoty myśleć o
sprawach religijnych. We Francji stowarzyszenie
skautów ma nazwę „Eclaireurs de France” i dzieli
się na trzy grupy: protestanckie wyznaniowe −
mieszane neutralne − i niby katolickie; ponieważ
jednak skautyzm zabrania wszelkich rozmów
religijnych i wiedzie do indyferentyzmu, prze-to
niektórzy biskupi francuscy, z kardynałem Amiete
na czele, zabronili młodzieży katolickiej
wstępowania do tych związków. W Belgii tworzą
się czysto katolickie związki skautów. U nas
skautyzm, propagowany szczególnie przez X. Dr
Kazimierza Lu-tosławskiego, mógłby być
tolerowany jako środek do wyrabiania charakteru i
sił fizycznych; nadto czuwać atoli potrzeba, aby
młodzież wskutek swoich wycieczek w niedziele i
święta nie za-niedbywała Mszy św. i nie
opuszczała się w naukach, albo nie wpadła w
ręce ludzi niereligijnych. Religijną opiekę i
roztropny nadzór trzeba rozciągnąć także nad
związkami skautek, które i u nas w wielkich
miastach powstają.
Zwolennicy radykalizmu, demagogii i
rewolucji
Sprzymierzeńcami masonerii są zwolennicy
radykalizmu, de-magogii i rewolucji, a przeciwnicy
zasad chrześcijańskich w ży-ciu politycznym i
społecznym. Historia świadczy, że prawie we
wszystkich ruchach rewolucyjnych, zwłaszcza
100
100
wśród ludów ma-sońskich, brali udział masoni i że
nawzajem te ruchy wzmacniały zawsze ich siłę.
Sprzymierzeńcami masonów są socjaliści, bo
jedni i drudzy mają wiele punktów stycznych, jak
nienawiść do religii katolickiej, dążność do
„odchrześcijanienia” społeczeństwa i hasła
rewolucji francuskiej: wolność, równość i
braterstwo. Wprawdzie masoneria składa się
przeważnie z „burżuazji”, socjalizmowi wstrętnej i
wrogiej, a pisarze masońscy w Niemczech i Anglii
oświadczają stanowczo, że loże są przeciwne
międzynarodówce czarnej (to jest, katolikom) i
czerwonej; (to znowu uderzają na
„pseudofilozofów” socjalizmu i komunizmu); ale
pomimo to masoneria wchodzi nieraz w sojusz z
socjalizmem, by przezeń zepsuć niższe warstwy i
popchnąć je do walki z Kościołem i rządami,
jakoteż by przy pomocy socjalistów opanować
parlamenty i rządy; wszakże już w roku 1845
ogłosił ohydny pismak E. Sue, że wolnomularstwo
stoi na czele stron-nictw liberalnosocjalistycznych.
Ono też pomogło do utworze-nia
socjalistycznego Internacjonału w dniu 28
września roku 1864 w Londynie. Z drugiej strony
koryfeusze socjalizmu: Babeuf, Saint-Simon,
Bazard, Ludwik Blanc, Proudhon, Ledru-Rollin,
Edgar, Quinet, Tolain, Lassalle, Karol Marks i inni,
na-leżeli do sekty masońskiej i byli z nią w
bliższych stosunkach; a toż samo powiedzieć
można o dzisiejszych przywódcach par-tii. Do lóż
należą np. socjaliści niemieccy: Karol Ornstein,
Robert Schen, Maks Schlifler, Schuhmaier,
Zenker i inni.
Kiedy w roku 1871 Komuna zawładnęła
Paryżem, loże pary-skie wysłały deputację do
rządu rewolucyjnego, przyczem, Thi-rifoque
oświadczył, że „komuna jest najwspanialszą
rewolucją, jaką tylko kiedy świat widział, że
jest to nowa świątynia Salomonowa, której
bronić masoni powinni”. Nazajutrz (29 kwietnia
1871 r.) kilka tysięcy masonów, z Maillet na czele,
urządziło uroczysty pochód po ulicach Paryża, z
niebieskimi chorągwiami na czele i wśród
okrzyków: Niech żyje Komuna!!! Niech żyje
Wielki Wschód!!! Stanąwszy na wałach, zatknęli
masoni swą chorągiew i wezwali Wersalczyków do
zaprzestania walki.
W ostatnich czasach sojusz masonerii z partią
socjalistyczną stał się jeszcze ściślejszym, i to nie
tylko w polityce, gdzie idzie o walkę z katolikami −
jak to widzieliśmy w Belgii, Francji i Włoszech −
ale także na polu zasad. Już w roku 1894
Bonnardot wystąpił na kongresie lóż francuskich z
propozycją, by proklamować kolektywizm jako
ideę masońską, która też niebawem do wielu lóż
wniknęła; inny zaś mówca − Bedarie − na
konwencie z r. 1900 dowodził, że „socjalizm jest
konkluzją lo-giczną i jedynie konsekwentnym
ukoronowaniem idei solidarności masońskiej”. Co
więcej, Raymond na uroczystym zebra-niu W.
Wschodu (18 września 1886 r.) nie wahał się
twierdzić, że „rewolucja z r. 1789 była raczej
polityczną niż socjalną, ale że dalsza jej
działalność od r. 1889 ma być więcej socjalną niż
polityczną”.
Sam Convent francuski oświadczył się w r.
1896 za wprowadzeniem podatku progresywnego,
jakiego chcą socjaliści, a w r. 1899 za
utworzeniem kasy emerytalnej dla robotników
(caisse de retraite des invalides du travail), na
co postanowił obrócić majątek kongregacji
zakonnych. Niektóre loże (zwłaszcza paryska)
żądały nawet, aby „zdemokratyzować masonerię”
i przypuścić do niej robotników; ale wniosek ten
wówczas nie przeszedł, nie dlatego tylko, że
każdy mason za przyjęcie do jakiegokolwiek
stopnia musi płacić dosyć znaczną taksę, ale
także i z tej racji, podniesionej przez
sprawozdawcę na konwencie francuskim z r.
1900, że „masoneria, jako kierowniczka ludzkości
pod względem intelektualnym i moralnym, jest z
istoty swojej arystokracją, a nie demokracją”.
Jest rzeczą pewną, że masoneria wspiera
strajki socjalistów; ale z drugiej strony posługuje
się tą partią, jakoby swoją gwardią pretorjańską; a
tej koalicji udało się przeprowadzić we Francji
niegodziwe ustawy o zniesieniu kongregacji
zakonnych i o rozdzieleniu Kościoła od państwa.
Na kongresie ateuszów, nazywających się
zwolennikami „wolnej myśli” („Libre pensee”),
odbytym w Paryżu w lecie roku 1905, uwidocznił
się jeszcze lepiej związek masonerii nie tylko ze
socjalistami ale także z anarchistami; co tym
łatwiej się powiodło, że głośni anarchiści, jak
Wawrzyniec Theilhade, Sebastjan Faure, Karol
Malato, Pa-raf-Javal, Fromentin, Cyvoet, Ferrer i
inni, należeli do lóż. Po straceniu masonaanarchisty
Ferrera (13 paźdz. 1909 r.) loże,
zwłaszcza we Francji, Belgii i Włoszech, używały
głównie socjalistów i anarchistów do wywołania w
wielu miastach napadów na kościoły i
duchowieństwo, a jego samego wynosiły pod
niebiosa, jako „męczennika idei” i ofiarę fanatyzmu
klerykałów, mimo że Ferrer, jako główny twórca
zamachu na króla Alfonsa XIII i krwawych
rozruchów w Barcelonie, skazany został przez
sąd, ustanowiony przez ministerstwo liberalne, w
którym na siedmiu sędziów dwóch tylko było
101
101
wierzących katolików, a pię-ciu masonów.
Słusznie też jeszcze w roku 1884 ostrzegł
papież Leon XIII: „Gdy zniknie bojaźń Boża i
poszanowanie praw Bożych, gdy powaga
panujących pójdzie w pogardę, gdy żądza buntów
będzie dozwoloną i pochwaloną, gdy namiętności
pospólstwa, po-budzone do wybryków, nie będą
miały innego hamulca, prócz kary; wtedy
koniecznie musi nastąpić zamieszanie i przewrót
wszelkich stosunków. I właśnie do sprowadzenia
takiego zamieszania i przewrotu umyślnie dążą i
to jako cel swój głoszą liczne sprzymierzone ze
sobą związki komunistów i socjalistów; a
wspólności z ich zamiarami nie może się wyprzeć
sekta masonów, która i celom ich wielce sprzyja i
główne zasady ma z nimi wspólne”.
Czy ten sojusz masonerii z partią
socjalistyczną da się dłu-go utrzymać? W
ostatnich czasach rola pretorjan zaczyna się
socjalistom tu i ówdzie nie podobać. Tak np. we
Francji socjalista Bietry starał się francuskiemu
proletariatowi otworzyć oczy na ten niesłychanie
sprytny pomysł miliarderów żydowskich, by wziąć
pod komendę proletariat i szczuć go przeciw
duchowieństwu, a przez to odwrócić jego uwagę
od wielkiego kapitału. Wówczas Bietry’ego
okrzyknięto klerykałem. Później na walnym
zebraniu delegatów „organizacji syndykalnych” i
„giełd pracy”, wytoczono skargę przeciw masonerii
o wyzyskiwanie ro-botników, do czego impuls dał
„król Paryża” i „dyktator ludowy” Pataud.
Wówczas główny mówca Janvion powiedział: „Z
chytrą zręcznością pracuje Wielki Wschód
nad tym, aby owładnąć ru-chem robotniczym i
pokierować nim tak, jak tego wymagają
interesa wielkiego kapitału. Niektórzy poszli
na lep i służyli wolnomularstwu, lecz
przekonali się, że padają ofiarą oszustwa, a z
nimi razem robotnicy, za których wolność
chcieli walczyć. Owładnąć przywódców, aby
dysponować armią, to znana taktyka loży”.
Wielką wrzawę wywo-łało oświadczenie tegoż
mówcy, że na giełdzie pracy przywódcy masońscy
założyli lożę pod hasłem La solidarite syndicale,
przeznaczoną na to, „aby robotników wodzić za
nos i oddać ich w kajdany kapitalizmu”. Oburzeni
robotnicy wołali: Precz z kapitalizmem! Precz z
Rotszildami! Kiedy masoni i zwolennicy masonerii
chcieli nienawiść zebranych skierować
przeciw księżom, zawołał Janvion: „Wolę księdza
niż masona, bo ksiądz otwarcie nosi sutannę i
głosi swe zasady, podczas gdy mason kryje
się za swym far-tuszkiem, knując intrygi i
zaprzedając lud, zbyt powolny i ufający”.
(Jakaż lisia przebiegłość cechuje masonów).
Tożsamo we Wło-szech dziennik socjalistyczny
„Avanguardia” wystąpił przeciw ma-sonerii, którą
nazwał „zielonym papieżem”, a to dlatego, że masoni
przy wyborach nie wszędzie popierali
kandydatów partii socjalistycznej. Kongresy
socjalistów, odbyte w Reggio w r. 1910 i w Ankonie
r. 1912, oświadczyły się przeciw sojuszowi z
partiami mieszczańskimi i z masonerią.
Nie ulega atoli wątpliwości, że masoneria potrafi
zażegnać te rzekomo zrywające się przeciw niej
burze. Rzeczywiście w stycz-niu r. 1912 na
zebraniu tzw. Federation socialiste de la Seine,
jako też na kongresie socjalistów w Lyonie (r.
1912) zapadła większością głosów uchwała, że
socjaliści mają wstępować do lóż i krzewić w nich
swoje idee.
Sprzymierzeńcami i kierownikami masonerii są
wreszcie Ży-dzi. Sojusz ten jest rzeczą pewną; a
nie brak nawet pisarzy i to poważnych, którzy
twierdzą, że masoneria zawdzięcza Żydom
„swój początek”. Cóż za tym zdaniem
przemawia? Oto przede wszystkim ta
okoliczność, że Żydzi nienawidzą z zasady i bez
chęci pojednania się religii Chrystusowej, która ich
opór przeciw Zbawicielowi świata potępia, − jako
też społeczeństwa chrze-ścijańskiego, w zamian
za krzywdy, jakie temu społeczeństwu przez
lichwę, wyzysk i demoralizację zadawali i zadają.
Konsekwentnie Żydzi dążą do tego, by podkopać
byt religii Chrystusowej, której Kościół katolicki jest
strażnicą i ogniskiem, a spo-łeczeństwo
chrześcijańskie poniżyć i osłabić, używając do
tego wszelakich środków; ponieważ zaś
masoneria zwraca, jak widzieliśmy, nienawiść
swoją przeciw Kościołowi i stara się ze-drzeć ze
społeczeństwa cechę chrześcijańską, przeto łatwo
wy-snuć stąd wniosek, że Żydzi utworzyli
masonerię; jako jeden z pierwszych hufców w
walce z chrystianizmem.
Powtóre, Żydzi dążą wytrwale do panowania
nad światem, do czego jako środek mają służyć
nietylko kapitały, giełdy, dzienniki itp., ale także
walki, rewolucje i rozprzężenia pośród narodów
chrześcijańskich; ponieważ jednak sama
roztropność im radzi, by działali w ukryciu, przeto
jako swoich pionierów wysuwają masonów, by
chrześcijanie gubili chrześcijan. W tym też celu
stają Żydzi na czele partii socjalistycznej,
spodziewa-jąc się, że w ten sposób odwrócą od
siebie burzę rewolucji spo-łecznej, a jeżeli po
wielkich przewrotach przyjdzie do utworzenia
międzynarodowej republiki kolektywistycznej, oni w
niej rzą-dzić będą.
102
102
Po trzecie, Żydzi nie tylko są fanatycznie
przywiązani do swo-ich ideałów i tradycji, ale mają
swoją organizację, odrębną i taj-ną, bo podlegają
ślepo rabinom, ci zaś odbierają rozkazy od wła-dzy
najwyższej i ukrytej.
Co więcej, Żydom znaną była oddawna
organizacja tajna, bo wszakże zaraz po
rozproszeniu swoim w r. 70 (czyli po zburzeniu
Jerozolimy przez Tytusa) i w r. 135 (czyli po
zduszeniu buntu Barkochby) mieli władzę
naczelną ukrytą, która im zastępowała dawny
sanhedryn, z przewodniczącego (nasi) i 70 radców
złożony. Mianowicie w Palestynie najwyższe
acz Rzymianom tajne rządy nad Żydami
sprawował przez czas jakiś „pa-triarcha Judei”,
rezydujący w Jaffie lub w Tyberiadzie, a pozostali
tamże doktorowie prawa wzięli się w drugim wieku
po Chrystusie do napisania Miszny, czyli Talmudu
jerozolimskiego. Ale to zwierzchnictwo zniknęło
w wieku piątym, po edykcie Teo-dozyusza II z r.
449.
Natomiast wyłoniła się już w wieku II po
Chrystusie w Babilonie godność „księcia niewoli
albo wygnania” (po grecku Ech-malotarcha),
jako najwyższa władza nad Żydami Wschodu i
Za-chodu, co Talmud babiloński wyraźnie
poświadcza (Traktat Sanhedrin fol. 5). Książęta
wygnania, wybierani z rodu Dawidowego,
wykonywali swą władzę bądź jawnie, bądź tajnie,
według tego, czy Żydzi pod panującymi Wschodu
używali spokoju, czy byli prześladowani; dopiero
w r. 1005 kalif muzułmański kazał zamordować
ostatniego „księcia wygnania” Ezechiasza, co zmusiło
Żydów do nowego rozproszenia się po
świecie. Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że
miejsce księcia wygnania zajęła ja-kaś naczelna
władza tajna, przesyłająca Żydom swe rozkazy za
pośrednictwem rabinów. Ale gdzie ona przebywała
w biegu wie-ków i o ile ona wpłynęła na tworzące
się organizacje masońskie, trudno jest dociec z
braku świadectw historycznych, które były i są
ukrywane przez wyższe czynniki tajnych organizacji
żydowskich.
Wprawdzie niektórzy autorowie powołują się
na dwa pisma z roku 1489, to jest, na list Żydów z
miasta Arles do Żydów w Konstantynopolu (z 13
stycz. 1489) i na odpowiedź „księcia żydowskiego”
(z 21 listopada 1489).
W pierwszym liście Żydzi z Arles proszą o
wskazówkę, co mają czynić wobec rozkazu,
wydanego przez króla francuskiego, aby chrzest
przyjęli, albo wynieśli się z kraju. W odpowiedzi
rabini z Konstantynopola imieniem księcia
żydowskiego ra-dzą Żydom w Arles przyjąć
chrześcijaństwo pozornie, a zachować w sercu
prawo Mojżeszowe i we wszelaki sposób szkodzić
chrześcijanom. Oba te listy wydrukował po
hiszpańsku Julian de Medrano w „La Silva
curiosa” z r. 1583, a za nim Bonis w „La Royalle
couronne des roys d’Arles” z r. 1690.
Za to zaprzeczyć się nie da, że między
judaizmem i masonerią zachodzi ścisły związek,
nie tylko co do ostatecznych ce-lów, ale także co
do zewnętrznych form rytuału masońskiego, bo
wszakże tego dowodzą same nazwy: Adonai,
Salomon, Zorobabel, Noachita, Książę
Jerozolimy, Wódz Przybytku, Kawaler Kadosz i
inne, dalej legendy masońskie, zwłaszcza o
budowie świą-tyni salomońskiej i zamordowaniu
Hirama, wreszcie godła ma-sońskie w lożach
używane, jak np. świecznik siedmioramienny i
liczenie lat; wszystko to przypomina Biblię
Starego Zakonu albo historię żydowską. Znać też
w rytuale masońskim wpływ żydowskiej Kabały; a
nawet jeden z autorów twierdzi, że Kabała jest
filozoficzną podstawą i kluczem masonerii.
«Według niektórych autorów legenda o
Hiramie Abbifie ma u żydo-masonów takie
znaczenie: Zamordowanie Hirama, budowniczego
świątyni jerozolimskiej (była to
pierwsza świątynia masońska w której to
wznosili modły do boga światła którym dla
żydo-masonów był i jest Lucyfer), oznacza:
Upadek synagogi i założenie Kościoła
Chrystusowego. Trzej zabójcy Hirama
oznacza: zabobon, tyrania i głupota.
Poszukiwanie ciała Hira-ma oznacza: Pracę
Żydów nad obaleniem Kościoła, a
przywróceniem synagogi. Odkrycie ciała
Hirama oznacza: Przywrócenie królestwa
żydowskiego. Śmierć trzech morderców
Hirama oznacza: Zagładę królów
chrześcijańskich i duchowieństwa katolickiego.»
(Por. Egera. „Żydzi i masoni we
wspólnej pracy” str. 60).
Jest zatem ścisłe pokrewieństwo między
judaizmem i masonerią. Są świadectwa
historyczne, że już w r. 1723 do loży londyńskiej,
która się zbierała w szynkowni „pod różą”, nale-
żeli także Żydzi. Jak również że Żyd był mistrzem
loży angielskiej w r. 1732.
W wieku XVIII Żydzi wciskali się do lóż, a
nawet tworzyli nowe systemy i ryty; tak np. Żyd
Stefan Morin zaprowadził wyższe stopnie w
masonerii północno-amerykańskiej; Żyd Pasqualis
dał początek kabalistycznej sekcie Elus Cohens;
103
103
Żydzi Bernard Michel i Benarride wynaleźli
obrządek zwany Mizraim. Nadto Żydzi mieli i
mają dotąd loże osobne, do których chrześcijan
nie przyjmują, jak np. w Londynie, Lipsku, Frankfurcie
(„Zu drei Nesseln”) Hamburgu, Stanach
Zjednoczonych Ameryki itd.
Loże przygotowały emancypację i
równouprawnienie Żydów, która nastąpiła
najprzód we Francji, na mocy uchwały
Zgromadzenia narodowego z 27 września 1791 r.,
później zaś w in-nych krajach, natomiast w Austrii
jeszcze później, bo w roku 1867. Za Napoleona I
otrzymali Żydzi we Francji uznanie Wiel-kiego
Sanhedrynu, czyli naczelnej władzy wyznaniowej,
podczas gdy ich bankierzy, zwłaszcza z rodu
Rothschildów, do olbrzymiego doszli majątku, w
biegu wieku ciągle pomnażanego.
Mając w ręku kapitały, poczęli Żydzi
oddziaływać silnie na politykę, już to jawnie przez
giełdy i dzienniki, już to skrycie przez udział w
tajnych towarzystwach; tak np. Żyd, znany pod
pseudonimem Piccolo Tigre, był jednym z
najaktywniejszych członków Wysokiej Wenty
karbonarskiej, a inny Żyd, nazwiskiem Klaus,
osiadły w Niemczech, dostarczał pieniędzy na cele
rewolucyjne.
Po strąceniu z tronu Ludwika Filipa, który dla
Żydów był bardzo łaskawy, Żyd-mason Cremieux
dostał się do rządów, jako jeden z ministrów
republiki; on też w roku 1860 założył „powszechny
związek izraelski” (Alliance israelite universelle),
ma-jący jako cel jawny: „obronę interesów
żydowskich na całym świecie”, a jako cel
ukryty: „zbudowanie nowej Jerozolimy na
gruzach tronu papieży i monarchów”. Tak
bowiem pismo związku pt. „Ar-chives israelites” (z
roku 1861 str. 165) wyraźnie zapowiedziało, że
„miejsce cesarzy i papieży zajmie teraz nowe
królestwo, nowa Jerozolima”. Na czele tego
związku stoi komitet centralny, z siedzibą w
Paryżu; on też za pomocą komitetów okręgowych
i miejscowych kieruje Żydami, po różnych
krajach rozproszonymi, a przez dzienniki obrabia
opinię publiczną także w społeczeń-stwie
chrześcijańskim.
W manifeście programowym ogłasza
Cremieux, że «nie pier-wej Żyd stanie się
przyjacielem chrześcijanina lub muzułmanina,
aż światło wiary żydowskiej, tej jedynej religii
rozumu, zaświeci po wszystkich krajach i że
przychodzi już dzień, w którym Jeru-zalem
stanie się domem modlitwy wszystkich
narodów, a sztandar żydowskiego monoteizmu
zaszumi na najbardziej odległych wybrzeżach
morskich.»
Jak ścisłą jest łączność i jak wielka solidarność
żydowska, pokazało się w roku 1858, kiedy to
ochrzczenie małego Żydka Edgara Mortary przez
służącą chrześcijankę w Bolonii i umiesz-czenie go
w katechumenacie rzymskim, by mógł poznać
religię chrześcijańską, poruszyło wszystkie
dzienniki żydowskie i libe-ralne, wszystkie
szczególnie loże masońskie do krucjaty prze-ciw
Rzymowi. Większe jeszcze wzburzenie w świecie
żydowskim wywołała sprawa Żyda oficera
Dreyfusa, skazanego za zdradę przez sąd
wojenny francuski; wówczas związek Alliance
israelite nałożył na każdego Żyda podatek i nie
spoczął, dopóki przy pomocy lóż nie
przeprowadził zniesienia wyroku.
Jak sprytnie działa ten związek, wypowiedział
trafnie w r. 1868. Ratisbonne, nawrócony Żyd, a
potem kapłan: Żydzi z na-tury swojej są zręczni,
przemyślni, przejęci żądzą panowania. Z czasem
duch ich przeniknął całą obecną cywilizację. Kierują
oni giełdą, prasą, teatrem, literaturą,
administracją państwową, wszelkimi drogami
komunikacyjnymi na ziemi i morzu, a przewagą
majątku i geniuszu opasali, jakby żelaznym
kołem, całe społeczeństwo chrześcijańskie”. Nie
dziw też, że pewien uczciwy mason, zapytany,
dlaczego wystąpił z sekty, taką dał odpowiedź:
„Porzuciłem stanowczo lożę i stowarzysze-nie,
bom nabył przekonania, że jesteśmy jedynie
narzędziem Żydów, pchających nas do zburzenia
chrześcijaństwa”.
Mianowicie w drugiej połowie XIX wieku i na
początku XX działalność Żydów w lożach i po za
lożami stała się wybitną i szkodliwą. Za
Napoleona III ich bankierzy, Perreire, Millaud i
inni, trzęśli finansami francuskimi, a nawet Żydkonwertyta,
Jan Marya Bauer, wcisnął się do
Tuilleryi na spowiednika ce-sarzowej Eugenii, aby
stać się potem oszustem i apostatą. Do rządu
tymczasowego w roku 1870 dostał się znowu Żydmason
Cremieux, ale głównym wówczas
działaczem był Gambetta, po-chodzący, z
żydowskiej rodziny „Gamberle”.
Trzecia republika wyniosła Żydów w górę, tak
że nie tylko opanowali większe dzienniki − (jak we
Francji: Matin, Gaulois, Temps, Humanite, i inne;
w Anglii: „Times”, „Tribune”, „Daily Telegraph”,
„Morning Post”, „Daily News”; w Hiszpanii:
„Imparcial”, „Li-beral” i inne, w Wiedniu: „Neue
Freie Presse”, „Zeit”, „Fremdenblatt”, „Neues
Wiener Tagblatt”, „Wiener Tagblatt”,
„Volkszeitung”, „Reichswehr”, „Neues Wiener
Journal”, „Extrablatt”, „Arbeiter Zeitung”; w
104
104
Galicji: wszystkich pism socjalistycznych, Nowin i
Wieku Nowego; w Berlinie: „Berliner Tageblatt”,
„Berliner Morgenpost”, i innych; we Włoszech:
„Tribuna” i innych: na Węgrzech na 1.000 pism
jest 800 żydowskich; a znane agencje: Reutera,
Havasa i Wolfa są w ręku Żydów) − i kapitały, ale
zawładnęli lożami, a przez loże wyborami i
rządami, zawarłszy sojusz z radykalistami i
socjalistami.
We Włoszech Adryan Lemmi, z katolika Żydapostata,
i Żyd Ernest Nathan byli przez czas
jakiś nader czynnymi wielkimi mistrzami Wielkiego
Wschodu i odznaczali się zaciekłą nienawiścią do
katolicyzmu. Pierwej jeszcze, bo około r. 1870
Żydzi, niepomni dobrodziejstw otrzymanych od
Piusa IX, należeli do najzaciętszych wrogów
papiestwa; z nich też po r. 1870 wyszli
redaktorowie trzech głównych dzienników
rzymskich („Opinio-ne, Liberta”, „Nuova Roma”),
nazwiskiem Dina, Arbib i Lewi, niezrównani w
szkalowaniu papieża i wyszydzaniu religii
katolickiej.
W Hiszpanii Żyd Mendizabal w pierwszych
dziesiątkach XIX wieku przewodził w walce z
Kościołem i ze stronnictwem konserwatywnym, a
nawet w r. 1834 owładnął ster rządu w Hiszpanii.
W Austrii Żydzi są głównymi pionierami
liberalizmu antykatolickiego i przez swe dzienniki
panowali nad opiniią publiczną, dopóki nie
wystąpiło na widownię stronnictwo
chrześcijańsko-socjalne, z dzielnym burmistrzem
dr Kar. Luegerem na czele. Ale i teraz wielki
wpływ wywierają; oni też przewodzą w związ-kach
humanitarnych austriackich, które są ukrytymi
lożami, jako też w lożach węgierskich i w
antyreligijnym związku pt. Freie Schule.
A jakże się dzieje w Galicji? Oto niektóre
miasta galicyjskie, jak Brody i Chrzanów, są
zupełnie zżydziałe; w wielu innych są Żydzi w
większości, a wszystkim prawie miastom i
miasteczkom w Galicji i Królestwie zdołali Żydzi
nadać piętno semickie. Co do stanu
majątkowego, w Galicji wykupili Żydzi swoją
lichwą od r. 1867 nie mniej jak 35% ziemi, drugie
tyle mają w dzier-żawie, po miastach zaś
posiadają przeszło połowę wszystkich parcel i
realności. W przeciągu osiemnastu lat, od r. 1874
do r. 1892 przeszło w ich posiadanie 43.000
mniejszych posiadłości ziemskich. Od tego czasu
sprzedaje się na drodze publicznej licytacji
przeszło 2.000 gospodarstw rok rocznie, a
przeważna ich część przechodzi w ręce
żydowskie. Co do ducha, wśród Żydów
galicyjskich szerzy się syjonizm, jawny wróg
społeczeń-stwa chrześcijańskiego i polskiego; oni
też podtrzymują głównie partię socjalistyczną
polską i jej pisma. Jest rzeczą pewną, że Żydzi
mają swoją lożę we Lwowie, w drugiej zaś łączą
się z chrześcijanami według metryki.
Z Rosji masoneria od r. 1821 jest wykluczona;
za to Żydzi w r. 1905 stanęli na czele ruchów
rewolucyjnych, które przez kil-ka lat wstrząsały tym
państwem. Oni to zorganizowali w Królestwie
Polskim stronnictwo socjalno-rewolucyjne, zwane
Bund, a w nim to tzw. „bojówkę” do wykonywania
skrytobójstw i napadów na posterunki, kasy i
składy monopolowe, z czego potem wyrodził się
ohydny bandytyzm. Tak jednak umieli
manewrować, że z tych rozruchów i strajków
szkodę ponieśli sami robotnicy chrześcijańscy, i w
ogóle Polacy, podczas, gdy korzyści mieli Żydzi,
Litwakami zwani, i Prusacy.
Wszędzie Żydzi nie tylko łączą się z partią
socjalno-demo-kratyczą, ale nią kierują. Ojcami
dzisiejszego socjalizmu byli Lassalle i Marks, z
których pierwszy był Żydem, a drugi pochodził od
Żydów; obecnie przywódcami tegoż ruchu są
również Żydzi, jak np. w Austrii Adler, Ellenbogen,
Kohn, Verkauf i inni − w Galicji Diamand, Haecker,
Liebermann, Czaki, Drob-ner, Mantel i inni.
Wszędzie Żydzi posługują się tą samą etyką, to
jest, wyzyskiwaniem wszystkiego na swoje dobro,
choćby im przyszło użyć środków tak
przewrotnych, jak anarchia, szpie-gowanie,
oszustwo, lichwa, pornografia, handel żywym
towarem itp.
«Wszędzie wreszcie mają Żydzi te same
dążności i hasła: „A więc nie tylko
opanowanie kapitałów, handlu, wielkiego
przemysłu, prasy i rządów, ale także
zdemoralizowanie społeczeństwa, zdeptanie
Kościoła katolickiego, skrępowanie wolności
religijnej, zabór dóbr duchownych, zniesienie
zakonów, zaprowadzenie małżeństwa
cywilnego, rozwodów i szkół
bezwyznaniowych; a ponieważ takie same
dążności i hasła ma również masoneria,
przeto żydostwo używa masonerii za swoje
narzędzie, by odbudować „świątynię
jerozolimską” i sprowadzić do niej
„mesjasza”, to jest, dojść do panowania nad
światem; bo według postępowych pojęć
żydowskich, mesjaszem ma być sam naród
żydowski po obaleniu chrześcijaństwa”.»
Już kilkadziesiąt lat temu wyrzekł słynny Żyd,
minister Disraeli (lord Beaconsfield): „Żyd w
naszych czasach doszedł do tego, że na
105
105
sprawy Europy wywiera wpływ zdumiewający”.
O ileż słuszniej powiedzieć to można dzisiaj. −
Tymczasem społeczeństwo chrześcijańskie
«ZAMYKA OCZY», by nie widzieć grożącego mu
niebezpieczeństwa; a nawet pomaga masonom i
Żydom w ich de-strukcyjnej robocie!!!
Masonerya” – dr. Józef S. Pelczar – biskup
Przemyski O. ł. – Kraków 1914 r.
___________________
WYPRAWY KRZYŻOWE
W książce pt. „W obronie grobu Chrystusa”
autorzy próbują wyjaśnić historię „wypraw
krzyżowych”. W jaki sposób zostały zorganizowane
i kto zorganizował; opis toczonych
przez nich wojen w drodze do celu, jakim była
Jerozolima. I co najważniejsze z kim walczyli.
Oficjalnie ich celem była obrona miejsc
świętych w Jerozolimie, jak również rzekoma
pomoc chrześcijaństwu wschodnie-mu w
Konstantynopolu, w walce z niewiernymi.
Natomiast, jeżeli wnikliwie przeanalizujemy −
na podstawie dowodów historycznych − charakter
tych wypraw, dojdziemy wtedy do jedynego
wniosku: że „jedyną i prawdziwą przyczyną i
celem wpraw krzyżowych, było utworzenie
państwa żydowskiego w Palestynie”.
Wyprawy krzyżowe są ściśle powiązane z
masonerią, przecież ci wszyscy dowódcy, którzy
stali na czele poszczególnych wypraw − a o
których w dalszej części dowiemy się więcej − to
byli ludzie pochodzenia semickiego z rodu
Merowingów, którzy (w I i II wieku) po wypędzeniu
z Palestyny i przyległych miast i miasteczek przez
panujących tam w tym czasie Rzymian, osie-dlili
się w Europie zachodniej, a szczególnie we
Francji (Lota-ryngia), którzy później nadając sobie
różnego rodzaju tytuły szlacheckie; książąt,
baronów itp., równocześnie przejmują ster rządów
w danym rejonie.
Właśnie tacy dostojnicy jak Rajmund hrabia z
Tuluzy, Fulko hrabia z Andegawenii, rycerz Hugon
z Szampanii, Gotfryd, Baldwin i wielu innych,
zakładali − w owym czasie − zakony masońskie,
takie jak: „Zakon Templariuszy”, „Rycerzy
Maltańskich”, „Zakon św. Jana”, „Zakon św.
Grobu Jerozolimskiego”, „Zakon Szpitalników” itp.
Tak, że jest to ścisły związek wypraw
krzyżowych z masonerią.
Znając prawdziwą historię narodu żydowskiego
potwierdzo-ną historycznymi dowodami, wiadomo
że ten naród, a ściślej określając „jego
przywódcy” nigdy nie ujawniają swojego prawdziwego
pochodzenia. Jest to doskonała i
sprawdzona metoda ich działalności w konspiracji.
Zawsze w swej walce z innymi narodami (prawie
od sześciu tysięcy lat) używali metody ukrywania
się pod czyimś firnamentem. W tym wypadku
użyli nazwy „krzyżowców chrześcijan” aby nikt nie
dopatrzył się w tym, żydowskiej roboty.
Tak jak już na wstępie zaznaczyłem te
wyprawy były zorga-nizowane dla stworzenia
zalążków państwa żydowskiego w Pa-lestynie.
Wyruszając na jedną z wypraw, Papież Urban
II który był jej inspiratorem, powiedział:
„Wyruszacie na wyprawę do Grobu Świętego,
zawładniecie tą ziemię którą Bóg dał dzieciom
Izraela i która jak mówi Pismo Święte opływa
w mleko i miód”.
Ten cytat wyjaśnia częściowo cel tej wyprawy i
nasuwa myśl kto się za tym krył. Oczywiście
większa część rycerzy którzy walczyli w
szeregach „krzyżowców”, jak również żołnierze
bio-rący udział w tej wyprawie nie byli Żydami, ale
też nie wiedzieli w czyim interesie walczą. Ludzie
ci zawierzyli papieżowi, w tym wypadku Urbanowi
II i usłuchali jego wezwaniom do „wypraw
krzyżowych” i obrony miejsc świętych, tak jak
przystało na chrześcijan.
Z braku dowodów historycznych trudno jest
dociec, w którym wieku − ale wszystko wskazuje za
tym, że po śmierci praw-dziwych ewangelistów −
rolę ich, w większym czy w mniejszym stopniu,
próbowali przejąć, w podstępny sposób Żydzi,
którzy byli zorganizowani i podporządkowani
swojej naczelnej organizacji, jakim był
„Sanhedryn”.
Przejmując potajemnie częściową kontrolę
Kościoła katolic-kiego umiejętnie sterowali całą
masą wierzących, (na co później znajdziemy
dowody współpracy zwierzchników Kościoła z
żydostwem, szczególnie w VII, VIII i IX wieku).
Widać na podstawie tej książki, że walkę
prowadzili przede wszystkim z Seldżuckimi
Turkami, którzy bardzo dobrze się orientowali,
jakie niebezpieczeństwo kryje się za tworzonymi
religiami, za sterami których stoją wyznawcy
Talmudu. Następnie z Islamem. Jak również,
pomimo składanych przysięg, podjęli walkę
przeciwko chrześcijaństwu wschodniemu,
którego Patriarchat mieścił się w
Konstantynopolu, czyli podejmowali walkę ze
zorganizowaną siłą, obojętne czy to religijną czy
państwową. Natomiast trudno znaleźć zapisu, który
by wy-raźnie mówił, że krzyżowcy walczyli z religią
106
106
żydowską, czy na-wet ze zorganizowaną gminą
żydowską. Czy naprawdę Żydzi nie praktykowali w
tym czasie swojej religii? Czy w ogóle w tym
czasie Żydzi nie istnieli?
Dużo do myślenia dają nazwiska osób
występujących w ro-lach głównych tej książki. Jak
Gotfryd, Fulko, Boldwin, Eustachy itp.
Dowiadujemy się też o dokładnej dacie
założenia „zakonu rycerzy Chrystusa” i „zakonu
św. Salomona”. Dla nas obecnie jest bardziej
znany pod nazwą zakonu Templariuszy. Zakon
ten utworzyli Krzyżowcy Rycerz Hugon wraz ze
swoim towarzyszem Gotfrydem. Dla tej
działalności otrzymali pozwolenie i opiekę,
zarówno od króla Jerozolimy Boldwina II jak i od
Patriarchy Jerozolimy. Król Boldwin II zezwolił by
zakon ten miał swoją siedzibę w „Świątyni
Salomona”.
Pragnę przypomnieć, że „zakon Templariuszy”
czy „zakon ry-cerzy Maltańskich”, „zakon św.
Jana”, „Szpitalników”, były i są zakonami
masońskimi. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę
na wymienione kilkakrotnie przez autora, rycerzy
krzyżowych, ja-ko „Frankistów”, jak wiadomo
„Frankowie” był to odłam Żydów, którzy od
wewnątrz niszczyli Kościół i chrześcijaństwo. Jak
rów-nież bardzo wojowniczo nastawionych,
którzy zaznaczyli się swoją nadgorliwością na
terenach Europy wschodniej, a w szcze-gólności na
Rusi i w Polsce.
* * * * * *
Pierwsza wyprawa krzyżowa
W połowie listopada 1095 roku miasto
Clermont we francuskiej Owerni przeżywało dni
pełne emocji. Z udziałem dwustu biskupów,
trzynastu arcybiskupów i niezliczonej liczby
prostych duchownych i rycerzy obradował tu przez
dziesięć dni synod kościelny zwołany przez
papieża Urbana II. Synod był kolejnym
posunięciem z wielu ofensywnych działań nowego
pa-pieża, który dążył do umocnienia kościelnej
reformy we Francji, a tym samym również swojej
potęgi skierowanej przeciw cesarzowi Henrykowi
IV. Europą bowiem w tym czasie wstrzą-sały
wojny między papieżem a cesarzem, ich walka o
inwestyturę. Dlatego nie było zaskoczeniem, że
na synod poproszono przede wszystkim
dygnitarzy świata rzymskiego. Dla nas obrady
synodu zaczynają być interesujące dopiero w
ostatnim jego dniu: 27 listopada papież ogłosił
dniem publicznych, jawnych obrad. Kiedy tego
dnia, na obszernym placu przed wschodnią bramą
miasta zebrały się liczne tłumy prostych i
szlachetnie urodzonych wierzących, papież usiadł
na podwyższonym tronie i wygłosił mowę, która w
oczach współczesnych i późniejszych pokoleń
miała stać się słynnym słupem granicznych historii.
W przemówieniu tym papież po raz
pierwszy uroczyście i zobowiązująco wezwał
zachodnie chrześcijaństwo do wyprawy na pomoc
wschodnim współwyznawcom uciskanych przez
„nie-wiernych”.
Prawdopodobnie było to porywające
przemówienie wybitnego mówcy. Słowa jego
wzbudziły zapał i były podobno przerywane
entuzjastycznymi okrzykami; „Bóg tego chce”
(„Deus le volt”), zakończenie zaś zostało
zagłuszone wiwatującą wrzawą słuchaczy, którzy
ofiarowali swe usługi dla przygotowywanej
wyprawy.
„I tu zobaczyliśmy − pisze jeden z naocznych
świadków − że biskup z Le Puy podszedł z
jaśniejącym obliczem do papieża, uklęknął i prosił
o pozwolenie wzięcia udziału w wyprawie i papieskie
błogosławieństwo (…). Kiedy zaczęło się
w ten sposób, podeszli posłowie hrabiego Tuluzy,
Rajmunda z Saint-Gilles, aby oznajmić papieżowi,
że hrabia zdecydował się osobiście przyjść i
przyjąć Krzyż (…). Jakże wspaniałym i miłym
widokiem dla nas wszystkich były te błyszczące
krzyże z jedwabiu, złota albo innego materiału,
które z polecenia papieża pielgrzymi
przymocowywali na plecach swych płaszczy i
kaftanów”.
Warto zapamiętać oba imiona, z którymi
zapoznajemy się w tej scenie. Biskup Ademar z
pobliskiego Le Puy zostanie papieskim zastępcą
w wyprawie krzyżowej, a więc jej duchowym
wodzem. Rajmund, hrabia Tuluzy, jeden z trzech
największych panów feudalnych południowej
Francji, będzie wkrótce gościł u siebie papieża,
zostanie jego doradcą w sprawie wyprawy i
poprowadzi krzyżowców z południowej Francji.
Wystąpienie obu podczas zakończenia
synodalnych obrad nie było tylko wynikiem
improwizowanej żywiołowości, lecz z góry
przygotowaną dramatyczną sceną: krótko przed
rozpoczęciem synodu papież bawił wiele dni u
biskupa Ademara, a jego kontakty z Rajmun-dem
są dobrze znane. Papież całe swoje wystąpienie
wyreżyse-rował w ten sposób, że skierował na
scenę osobistości cieszą-ce się autorytetem, aby
dały przykład innym.
Właściwa treść przemówienia Urbana II
zachowała się w czterech wariantach: wszystkie
107
107
zostały spisane z pewnym czasowym odstępem,
jednak w trzech przypadkach ich zapis pochodzi
od kronikarzy, którzy najprawdopodobniej słyszeli
to przemówienie osobiście. Kronikarze zgodni są
w odtworzeniu trzech podstawowych części mowy
papieskiej. W pierwszej pa-pież opisał „cierpienia
wschodnich chrześcijan znajdujących się pod
jarzmem nowych nieprzyjaciół” (uważano że
byli to Turcy seldżuccy), w drugiej „obiecywał
nagrody dla uczestników wyprawy spieszącej
na pomoc chrześcijanom wschodnim, przede
wszystkim darowanie doczesnych kar za
popełnione grzechy”, w trzeciej zaś wystosował
apel o wzięcie udziału w wyprawie i według,
niektórych, dał pewne dyrektywy: osoby słabe i
chore mają zostać w domu, kobiety mogą wziąć
udział tylko ze swy-mi mężami lub braćmi,
duchowni − tylko za zgodą swych prze-łożonych.
Wśród kronikarzy jest rozbieżność zdań − obok
wielu innych szczegółów − co do jednej istotnej
kwestii: dokąd wła-ściwie wyprawa miała się
skierować? Ogólny kierunek na Bliski Wschód
jest w jednym ze świadectw, przynajmniej pośrednio,
sprecyzowany obszernymi fragmentami, w
których papież opisuje cierpienia „Jerozolimy” (…)
oraz innych „świętych miejsc”. Gdzie indziej
jednak brak takich wzmianek. Jakkolwiek rzecz
się ma, w następnych dokumentach, czy to
wydanych przez samego papieża, czy przez
synod, jako cel wyprawy określa się już
Jerozolimę. I każdemu z uczestników obiecuje się
nie tylko odpuszczenie grzechów; przez cały czas
jego nieobecności Kościół będzie także strzegł
jego mienia.
Brak nam również jednoznacznego świadectwa
na ten temat, co pierwotnie miało dziać się ze
zdobytymi terytoriami. Przy ogłoszeniu wyprawy
mówiło się wyłącznie − według jednych − o
zwrocie zdobytych ziem wschodniemu
chrześcijaństwu, według opisu innych − a przede
wszystkim Roberta Mnicha, który utrzy-muje, że był
na synodzie − papież wyraźnie wskazywał, że na
Bliskim Wschodzie będzie można zyskać nowe
dobra. Podobno powiedział:
«Ta ziemia, na której żyjecie, ściśnięta z
jednej strony morzem a z drugiej górami,
może tylko z trudnością utrzymać ta-kie
mnóstwo ludzi, naprawdę, dostatecznej ilości
pożywienia led-wo starcza dla tych, którzy ją
uprawiają (…). Wyruszacie na wyprawę do
Grobu Świętego; zawładniecie tą ziemię, którą
Bóg dał dzieciom Izraela, i którą, jak mówi
Pismo Święte, odpływa w mleko i miód.»
Prawdopodobnie tak sformułowany apel został
włączony do przemówienia papieża dodatkowo,
jako odbicie późniejszego roz-woju wypadków, nie
mamy jednak pewności, i chyba nie mu-simy
usilnie zabiegać o nią, ponieważ wkrótce praktyka
wykazała, jak skomplikowane problemy majątkowe
i prawne powsta-ły przed krzyżowcami.
Dyplomatyczne przygotowania
Papieskie przemówienie w Clermont nie było
oczywiście dzie-łem natchnienia Bożego − lecz
rezultatem kilkumiesięcznych ożywionych narad i
rozważań. Pierwszych oznak możemy chyba
szukać już w 1090 roku, gdy do Urbana II,
przybyło poselstwo od bizantyjskiego cesarza,
Aleksego I Komnena, z misją poprawienia
stosunków między obu chrześcijańskimi Kościo-
łami, wschodnim i zachodnim, które uległy
zaostrzeniu z powodu gwałtownych sporów
minionych kilku dziesięcioleci.
Jeśli oprzemy się na analizie teologicznych
polemik między wschodnim i zachodnim
Kościołem, to stwierdzimy obustron-ną wyraźną
dążność do tego, by nie zaostrzać sporu.
Nastawienie Urbana II zrozumiemy, jeśli
weźmiemy pod uwagę sytu-ację papieża, który
właściwie nie był uznawany przez większą część
chrześcijaństwa i nie mógł nawet objąć swego
urzędu w Rzymie, który objął w swe posiadanie
„papież” Klemens III, (za-chodzi więc pytanie, kto
powołał Urbana II na papieża, jak też dlaczego
„nie mógł objąć swego urzędu w Rzymie?”).
Postawa Aleksego I wypływała z faktu osłabienia
Bizancjum po klęsce zadanej mu przez Turków
pod Mantzikertem w 1071 roku, a także ze
świadomości nowej sytuacji wojennej na
wschodnich rubieżach cesarstwa.
Nas oczywiście interesuje przede wszystkim
przemówienie bizantyjskich posłów; zachowała się
jego treść − chociaż tylko w głównych zarysach.
Opisali ciężką sytuację chrześcijan na Bliskim
Wschodzie i prosili zachodnich chrześcijan, aby
wstępowali na służbę bizantyjskiego cesarza. Nie
wiemy o praktycznym skutku ich przemówienia;
wydaje się, że przede wszy-stkim zwróciło ono
uwagę na możliwość podboju Bliskiego Wschodu.
Urban II i jego doradcy najpierw chcieli
zorientować się w sytuacji, pertraktować,
przemyśleć alternatywy. W zwią-zku z tym
szczególnie ważne są odwiedziny Urbana II we
francuskim klasztorze Cluny, ognisku ruchu
108
108
reformy kościelnej. Zakonnicy w Cluny byli
bowiem nie tylko głównymi ideologami i
dyplomatami papieskiej walki przeciw cesarzowi
niemieckiemu, ale także doświadczonymi
organizatorami pielgrzymek do Ziemi Świętej i
znawcami na Bliskim Wschodzie.
Charakterystyczne, że w czasie synodu − o ile
oczywiście źródła nie wprowadzają nas w błąd −
nie zastanawiano się nad tym, jak mają
ustosunkować się wyprawy krzyżowe do właściwego
ich inicjatora − bizantyjskiego cesarza i jego
cesarstwa. Już wtedy było widoczne, że na Bliski
Wschód wyśle się nie na-jemnych żołnierzy na
służbę Bizancjum, lecz niezależne oddzia-ły
rycerskie. Takiego wojska oczywiście nie można
było zor-ganizować na podstawie spontanicznego
entuzjazmu, jaki wy-wołał papieski apel w
Clermont; mogli je wystawić tylko potę-żni
ówczesnego świata − wielcy feudałowie i władcy.
Dlatego już kilka dni po zakończeniu synodu
Urban II wyruszył w podróż do Francji, która miała
trwać cały rok. Boże Narodzenie spędził w
Limoges, potem znajdujemy go w Poitiers, a w
marcu w Tours, gdzie zwołał następny synod. W
ramach synodu znów zorganizował zgromadzenie
pod gołym niebem, by wezwać obecnych do
uczestnictwa w wyprawie. Stąd udał się na południe,
gdzie pozostał najdłużej jako gość
Rajmunda, hrabiego Tuluzy. W tym czasie
rozesłał listy z apelami do wszystkich wielkich
panów feudalnych, którzy uznawali jego papieską
go-dność. Jego wysiłki nie poszły na marne;
panowie,mający wie-lkie znaczenie we Francji,
okazali zainteresowanie wyprawą i przyrzekli w
niej swój udział. Jednym z pierwszych po
Rajmundzie był sam brat króla francuskiego Filipa
I − Hugon z Vermandois. Utworzenie rycerskiej
armii dla tak dalekiej wyprawy nie było drobnostką
i wymagało pewnego czasu na jej zgromadzenie i
wyposażenie, na wystaranie się o fundusze oraz
na uporządkowanie spraw majątkowych w
ojczyźnie, którą krzy-żowcy mieli opuścić.
Lud udaje się na wyprawę
Najszybsza i najbardziej spontaniczna
odpowiedź na apel papieski nadeszła nie od
warstw panujących, do których papież przede
wszystkim się zwrócił, lecz z całkowicie innego
środowiska − od wiejskiego i miejskiego ludu. Już
pod koniec 1095 roku we Flandrii i nad dolnym
Renem zaczął głosić płomienne kazania dla
poparcia wyprawy drobny, niepozorny mnich w
średnim wieku, ubrany w zniszczony, gruby habit
zakonny − Piotr, zwany od miejsca swego
urodzenia Piotrem z Amiens, z powodu swej
odzieży Pustelnikiem, a ze względu na wzrost
Małym. Prowadził proste życie żebrzącego
mnicha, odrzucał mięso i chleb, żywiąc się tylko
rybami i winem. Dokąd przyszedł, tam nie tylko
głosił kazania, ale także godził spory, pomagał
cierpiącym, wspierał materialnie potrzebujących i
w ten sposób zyskał sobie w oczach ludu opinię
świętego. Wokół bosego, fanatycznego
kaznodziei, jeżdżącego na wzór Chrystusa na
ośle, zgromadziły się w ciągu lilku tygodni tłumy
ludzi. Drobni rolnicy sprzedawali swoje chaty oraz
rolę i skupywali zapasy żywności, by następnie
opuścić swe wioski i wyruszyć z rodzinami w
podróż do krajów, co do których nie mieli
najmniejszego pojęcia, jak daleko się znajdują, i
narazić się na cierpienia, o których okropnościach
nic nie wiedzieli.
I oto w taki sposób w Wielką Sobotę 12
kwietnia 1096 roku wyruszyli „krzyżowcy” w
obronie chrześcijan wschodnich (…) i grobu
Chrystusowego (…). W bardzo szybkim tempie
dotarli do granicy cesarstwa bizantyjskiego. Mimo
pierwotnych uzgodnień z Bizancjum o pomocy dla
chrześcijaństwa wschodniego które było pod
opieką tegoż Bizancjum, umowy krzyżowcy nie
dotrzymali. Kiedy w sierpniu 1096 roku krzyżowcy
doszli pod mury Konstantynopola (stolica
Bizancjum, gdzie znajdowało się centrum
chrześcijaństwa wschodniego), zapomnieli o
wszelkich uzgodnieniach i zaatakowali cesarstwo
bizantyjskie, a w tym niszcząc chrześcijaństwo
wschodnie. W tej wojnie z Bizancjum bardzo
okrutnie zapisał się w kronikach, (tzw. św.) Piotr
Pustelnik (ze świętego przerodził się w kata).
Dodajmy przy tym, że „Piotr Pustelnik otrzymał
list polecający od francuskiej gminy żydowskiej,
w którym Żydzi zwracali się do
swych współwyznawców w cesarstwie
bizantyjskim o pomoc dla wyprawy krzyżowej
Piotra Pustelnika na terenie samego
Bizancjum (…)”.
Pod koniec sierpnia 1096 roku wyruszyła druga
armia krzy-żowców, na czele której stali trzej bracia
z rodu hrabiów Boulogne. Najwybitniejszym z nich
był Gotfryd z Bouillon, człowiek który stał się
jedną z najsłynniejszch osobistości wyprawy. Indywidualnością
bardziej wyrazistą był jego
młodszy brat, Bal-dwin z Boulogne, a który
później został królem Jerozolimy (to on właśnie
wydał zezwolenie na zakładanie zakonów
wolnomularskich, jakimi były: zakon św. Jana,
109
109
zakon Szpitalników, za-kon obrońców Grobu
Chrystusowego itp).
Starcie przywódców krzyżowych z cesarzem
bizantyjskim nie było „przypadkowe”. Znalazły w
nim swoje odbicie napięcia i sprzeczności między
dwoma głównymi politycznymi i kulturowymi
obszarami, które wyrosły na europejskim gruncie
po roz-padzie Cesarstwa Rzymskiego.
Zewnętrznym wyrazem tychże sprzeczności był
konflikt między Kościołami: rzymskim i greckim,
który osiągnął szczyt w 1054 roku, kiedy
bizantyjski patriarcha Konstantynopola i rzymski
papież wzajemnie się ekskomunikowali.
Politycznym elementem sporu między obu
Kościołami było właśnie roszczenie przez Rzym
prawa do panowania nad wszy-stkimi
chrześcijanami. Tego roszczenia Rzym nie
obwieścił w publicznych proklamacjach, ale
właśnie w pierwszej połowie XI stulecia twardo je
forsował w politycznej, a potem i mocarstwo-wej
walce o to, komu jako najwyższej kościelnej
zwierzchności ma podlegać bizantyjska część
południowej Italii. Obok podsta-wowych
sprzeczności co do filioque i kompetencji
rzymskiego papieża, oba Kościoły dzieliło jeszcze
wiele innych punktów spornych. Kościół wschodni
odrzucił celibat forsowany szczególnie przez ruch
kluniacki; obstawał przy tym, że „hostię” na-leży
przygotowywać z kwaszonego chleba.
Ważniejsze były róż-nice w teologicznej
argumentacji, które dla naszego tematu nie mają
oczywiście większego znaczenia.
Dowódca trzeciego oddziału należał do
najbarwniejszych po-staci wyprawy. Hrabstwo
Blois, wciśnięte między Normandię i rodowe
posiadłości Kapetyngów nad Saoną i Loarą, było
w XI wieku jedną z najważniejszych części
północnej Francji. Hrabia Stefan z Blois posiadał
poza tym bogate i wspaniałe hrabstwo Szampanii.
Wystawić krzyżowe wojsko nie było dla niego
problemem. Niemniej jednak Stefan do dziejów
wypraw krzy-żowych wpisał się nie bojowymi
umiejętnościami ani męstwem, lecz tym, co nam
pozostawił jako świadectwo o wyprawie − swymi
listami do małżonki Adeli, w których szczegółowo i
z pewną dozą oryginalności opisał bezpośrednie
przeżycia z wyprawy. A do tego włączył do
szeregów swej drużyny Żyda Fuchera z Chartres,
który miał się stać jednym z najwybitniejszych
kronikarzy wyprawy.
Gdy wszystkie trzy grupy wojska zebrały się,
wyruszyły na południe przez Alpy do Włoch.
Podczas przemarszu przez Lukkę dowódcy
spotkali się z papieżem Urbanem II. Przyjęli jego
błogosławieństwo, odmówili mu jednak, gdy zwrócił
się do nich z żądaniem pomocy w obaleniu
papieża Klemensa III, i odzyskaniu Rzymu z rąk
jego.
Wyprawa trwała wypełniona po drodze
potyczkami i wojnami. W międzyczasie 2 kwietnia
1118 roku zmarł król Jerozolimy Baldwin I, który
był pierwszym wybranym królem Jerozolimy z
pośród krzyżowców. Następcą Baldwina I, został
wybrany jego bliski kuzyn Baldwin z Le Bourg z
Francji, przybrał imię „Baldwin II”. W
międzyczasie krzyżowcy prowadzili wojny z
państwami i królestwami jakie się znajdowały na
ich drodze, jak również z poszczególnymi religiami,
oprócz religii żydowskiej. Na dziedziczkę
jerozolimskiego tronu przeznaczona była
najstarsza córka Baldwina II − Melisandra,
ponieważ Baldwin II czuł się nie najlepiej, był
poważnie chory. Oczywiście było jasne, że sama
nie może panować i dlatego Baldwin II zwrócił się
z prośbą do króla francuskiego, aby polecił mu
odpowiedniego kandydata na męża dla córki,
który by mógł zostać królem je-rozolimskim.
Ludwik VI polecił mu hrabiego Fulka z
Andegawenii (…).
W jego osobie wkracza do naszego
opowiadania mądry polityk, jeden z
najzdolniejszych w tym okresie. Rezultatem
dyplomatycznej przezorności Fulka było to, że
jego syn, Gotfryd, w 1128 roku ożenił się z wdową
po cesarzu niemieckim Henryku V, Matyldą, która
jednocześnie, jako ostatnia potomkini w linii
prostej od Wilhelma Zdobywcy, była dziedziczką
angielskiego królestwa. Z tego związku powstał
później sławny ród Plantagenetów. Nie potrafił
natomiast Fulko swą osobą zaimpo-nować
nieokrzesanym wojownikom ani pięknym damom
euro-pejskich dworów. A do tego miał już
czterdzieści lat, co wówczas było już podeszłym
wiekiem. Mimo to przyjął ofertę mał-żeństwa z
młodziutką Melisandrą.
Na wiosnę 1129 roku przybył Fulko do
Jerozolimy, gdzie zo-stał przyjęty z wszelkimi
honorami. Ślub z Melisandrą czynił go następcą
tronu i współwładcą jerozolimskim. W tej roli wziął
u-dział w niezbyt udanej wyprawie przeciwko
Damaszkowi. Wypra-wę zaskoczyły długotrwałe
deszcze i z powodu grząskiego terenu musiała
wrócić do Palestyny. Fulko towarzyszył jeszcze kró-
lowi w zbrojnej interwencji przeciwko antiocheńskiej
księżniczce Alicji, która chciała objąć rządy jako
suwerenna władczyni, a nie jako regentka. Ale
była to ostatnia wyprawa w życiu króla. Wkrótce
po powrocie z wyprawy Baldwin II zmarł w lecie
1131 roku. Kiedy umierał, mógł być spokojny o
110
110
sprawy dynastyczne. Tron miał następcę, a
małżeństwo Melisandry przyniosło już pierwszy
owoc − syna, który miał nosić sławne imię
pierwszego i drugiego króla jerozolimskiego,
Baldwina III.
Powstanie zakonów rycerskich
Chociaż istnienie państwa jerozolimskiego za
panowania Bal-dwina I zostało już pod względem
wojskowym zabezpieczone, wciąż jeszcze
napaści muzułmańskie utrudniały podróżowanie
do Świętych miejsc. Opowiadanie normańskiego
pątnika Saevul-fa zgadza się z opisem ruskiego
pielgrzyma Daniela, że „Sara-ceni czynią zasadzki
wśród skał i w jaskiniach, skąd napadają na grupy
krzyżowców (rzekomych chrześcijan), którzy
wędru-ją do Jerozolimy”. „Ach jakaż ogromna
liczba zwłok, które leżą po brzegach drogi,
porzucona została na pastwę dzikich zwie-rząt” −
pisze pątnik Saevulf.
Nie można się też dziwić, że w taki oto sposób
− a jest to naturalny odruch w obronie swego bytu
czy zagrożenia − miejscowa i okoliczna ludność
broniła się przed najeźdźcą (oku-pantem), spod
znaku czarnego krzyża. Którego celem było
opanowanie tego terytorium i stworzenie zalążków
państwa ży-dowskiego, a Jerozolimę jako stolicę
tego państwa obrać. Czyniąc to wszystko pod
sztandarem chrześcijaństwa zachodniego.
W 1119 roku mało znany rycerz Hugon z
Payens z Szampa-nii wraz ze swoim przyjacielem
Gotfrydem z Saint-Omer utwo-rzyli bractwo
rycerzy, początkowo tylko ośmioosobowe, które
chciało zapewnić ochronę pielgrzymom
wędrującym między Je-rozolimą i Jafą (taka była
oficjalna wersja, zakładanych zakonów). Dla tej
pobożnej działalności otrzymali pozwolenie i opiekę
zarówno króla Baldwina II, jak i jerozolimskiego
patriarchy. Do niepozornej grupy rycerzy
przyłączyli się wkrótce inni i sława ich dotarła
szybko do Europy. W ten sposób ze skromnych
początków narodziła się organizacja, która
dziesięć lat później otrzymała swoje reguły na
synodzie w Troyes pod patronatem samego
Bernarda z Clairvaux. W nowym bractwie dotychczasowe
zwykłe reguły zakonne były tak
ułożone, aby czy-niły zadość potrzebie świętej
walki, przeciw „niewiernym”. W regułach tych
pozostał nakaz osobistego posłuszeństwa, jednak
zamiast kontemplacji i pracy fizycznej został
wprowadzony nakaz zbrojnej walki w służbie,
rzekomo Boga i Kościoła (jak zobaczymy dalej
walka ta nie miała nic wspólnego z Bogiem i
Kościołem).
Król Baldwin II pozwolił, by nowy zakon miał
swoją siedzibę w skrzydle pałacu przy
jerozolimskiej Świątyni Salomona (była to
pierwsza świątynia masońska, którą wybudował
Hiram Ab-bif dla króla Salomona, w której to
wznosili modły do „Boga Światła”, którym to jest
Lucyfer). Stąd też przyjął nazwę: Zakon Ubogich
Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona (Pauperes
Com-mitiones Christi Templique Salomonici);
dla współczesnych i dla nas dzisiaj jest bardziej
znany pod nazwą „templariuszy”. Tem-plariusze
od trzydziestych lat XII wieku aż do ostatnich
chwil panowania krzyżowców na Bliskim
Wschodzie będą barwnymi postaciami walk z
muzułmanami. Ich białe płaszcze z
ciemnoczerwonymi krzyżami należały do
niezbędnego instrumentarium romantyki oraz
idealizacji wypraw krzyżowych.
Templariusze byli od samego początku swego
istnienia zakonem rycerskim. Tym różnili się od
drugiego wielkiego zakonu, który wkroczył do
dziejów wypraw krzyżowych − joanitów albo
szpitalników. Zakon ten w momencie powstania
nie stanowił organizacji wojskowej, gdyż jego
pierwotnym zadaniem by-ła „troska o zdrowie
pielgrzymów zdążających do Ziemi Świętej”. Jak
wiadomo na podstawie dokumentów
historycznych o masonerii, była to tylko
przybudówka, hasło, dla stworzenia do-brej
atmosfery wokół tworzących się zakonów różnego
rodzaju i aby umożliwić im konspiracyjną
działalność pod tymi właśnie dobroczynnymi
hasłami. Nie było to właściwie nic nowego: tro-skę
o pielgrzymów przejawiał już papież Grzegorz I
pod koniec VI stulecia i Karol Wielki na początku
IX wieku, a zwłaszcza kupcy italskich republik
miejskich, gdyż w XI stuleciu rozpoczęli handel z
Lewantem, odnawiając jednocześnie czy budując
na nowo hospicja i szpitale dla wiernych
pielgrzymujących do Palestyny. Pierwszymi byli
kupcy z miasta Amalfi, którzy w XI wieku
wybudowali hospicjum ze szpitalem w Jerozolimie
i po-święcili je św. Janowi Jałmużnikowi,
patriarsze Aleksandrii *) w VII wieku. O
schronisko troszczyła się grupa mnichów
benedyktyńskiej reguły.
Sytuacja mnichów i ich szpitala od razu
zmieniła się, kiedy Jerozolima stała się stolicą
krzyżowego królestwa. Jako doświad-czeni znawcy
stosunków i jako zręczni chirurdzy pozyskali sobie
przychylność rycerzy. Liczni uczestnicy wypraw
krzyżowych wstępowali do bractwa, który zgodnie
ze swą działalnością przy-jął nazwę „szpitalników”.
Wyrazem rosnącego prestiżu była też zmiana
111
111
patrona: miejsce mało znanego św. Jana
Jałmużnika stopniowo zajął o wiele znaczniejszy
patron o tym samym imie-niu − św. Jan Chrzciciel,
któremu został poświęcony grecki kościółek
znajdujący się niedaleko szpitala. Stąd też
pochodzi na-zwa joanitów (łac. Joannis
Babtistae).
Za panowania Baldwina II z dawnej garstki
oddanych miło-sierdziu braci wyrósł dumny i
bogaty zakon, do którego należały nie tylko liczne
wsie w Palestynie, ale także posiadłości
________________________
*Miasto Aleksandria, zostało założone przez
Aleksandra Wielkiego Macedońskiego w 332-328
r. przed narodzeniem Chrystusa, upamiętniając
tym swoje zwycięstwo. Żydzi byli pierwszymi
osadnikami tego miasta, których sam Aleksander
wprowadził i oddał w ich władanie. Kiedy wkraczał
ze swoim wojskiem do Jerozolimy, Żydzi przez
dwa dni przyjmowali go z procesją jako ich
bohatera w podzięce za to co dla nich uczynił.
(„Aleksander Wielki Macedoński” − Witold
Dzięcioł, 1963).
w południowej Italii, Francji, w Anglii, Portugalii i w
Aragonii. Wówczas też pod wyraźnym wpływem
templariuszy zmienił się podstawowy kierunek
działalności zakonu. Obok braci, którzy nadal
mieli poświęcać się trosce o ubogich i chorych,
członka-mi zakonu stawali się rycerze, którzy
oprócz ślubu ubóstwa i po-słuszeństwa składali
śluby, walki przeciw niewiernym. W ten spo-sób od
lat trzydziestych XII stulecia stanął obok
templariuszy zakon rycerzy z białym,
ośmiorożnym krzyżem, który został
charakterystycznym symbolem zakonu do dzisiaj i
znany jest pod nazwą krzyża maltańskiego. Pod
jego sztandarem walczył od końca lat
trzydziestych XII wieku także mały oddział
rycerzy, którzy nie znali języka francuskiego,
języka przeważające-go w królestwie, pochodzili
oni bowiem z niemieckich krajów. Rycerze ci
tworzyli wewnątrz zakonu joanitów oddzielną
grupę, aż z końcem XII wieku usamodzielnili się
jako zakon niemieckich rycerzy − „krzyżaków”,
którzy cieszyli się silnym poparciem cesarza
Niemiec, Fryderyka II, który w tym czasie był
królem Jerozolimy (1225 − 1250 r.). W maju 1230
r. papież uznał Fryderyka II władcą Sycylii.
Ten sukces Fryderyka II jeszcze bardziej
wzmocnił jego pre-stiż wśród chrześcijańskich
władców. Od tego czasu Fryderyk II władał swym
Królestwem Jerozolimskim tylko na odległość i
bez większego zainteresowania. Wprowadził przez
to nowe pojmowanie roli króla jerozolimskiego −
tytuł królewski pozostał sprawą formalną i
prestiżową, a rzeczywistą władzę sprawowali inni.
Tak oto od okresu silnych rządów Baldwina czasy
zmieniły się w sposób istotny.
Skutki wyprawy Fryderyka II do Jerozolimy
przejawiły się jeszcze w innym aspekcie dziejów
europejskich. Z ambitnymi planami Fryderyka II na
Bliskim Wschodzie związane były także pragnienia
najmłodszego z rycerskich zakonów. Trwały
sukces Fryderyka II mógł zakonowi krzyżaków nie
tylko przynieść wiel-kie korzyści, ale także
podnieść jego prestiż w Ziemi Świętej. Krzyżacy
rekrutujący się z rycerstwa niemieckiego nosili się
z zamiarem zdobycia dominującego stanowiska
nawet na Cyprze. Ale cesarzowi się nie powiodło,
zawiodły również zatem nadzieje krzyżaków. Nie
było to dla nich wielką katastrofą, ale zmusiło
„naczelników zakonu” do skierowania swych
agresywnych planów na inne terytoria. Jak już
zresztą wiemy, od początku XIII wieku, a
zwłaszcza od 1226 r., dążyli do ekspansji na
wschodzie Europy. Fryderyk II wówczas Złotą
Bullą w Rimini nadał im Prusy, które po ich
zdobyciu miały stać się lennem cesarstwa i
główną siedzibą zakonu krzyżackiego, i bazą
wypadową na kraje Europy wschodniej, a
szczególnie państwa słowiań-skie. Kiedy po 1230
r. było już oczywiste, że zakon nie osiągnie swych
celów w Ziemi Świętej, wielki mistrz, Herman von
Salza (wysokiego stopnia wolnomularz), rozpoczął
z wielkim rozmachem tworzenie nowego państwa
zakonnego na wschodzie Eu-ropy.
W XIII wieku w dalszym ciągu formowały się
armie, by maszerować na Bliski Wschód pod
znakiem krzyża. Na ich czele niejednokrotnie stali
wybitni władcy, ale w charakterze samych wypraw
− czyli celu, jaki im przyświecał − wiele się nie
zmieniło. Wystarczy nawet pobieżny rzut oka,
abyśmy dostrzegli ró-żnice, ale tylko w sprawach
mniej istotnych, nie dotyczących samego
charakteru tych wypraw. Wyprawy następowały
częściej po sobie, lecz nie miały bezpośredniego
wpływu na wew-nętrzny rozwój państw krzyżowych.
Armie krzyżowe były mniej-sze i nie towarzyszyły
już im nie uzbrojone grupy pątników. Pod tym
względem wyprawy „modernizowały się”,
podobnie jak w ogóle rycerstwo w XIII wieku. O
wysłaniu wypraw na Bliski Wschód bardziej niż
dotychczas decydowały interesy polityczne:
Ziemia Święta stawała się elementem i
narzędziem politycznej manipulacji tajnych
zakonów wolnomularskich.
Obok wojennych wypraw przybywali w XIII
wieku na Bliski Wschód również rycerze i pątnicy.
112
112
Jeśli w XII wieku wielu rycerzy przybywało, aby
powalczyć kilka lat i powrócić potem do domu,
wielu zaś osiedlało się, to w XIII wieku przybywali
z za-sady tylko na jakiś czas. Nie było prawie
chętnych do osiedlania się, odnotowujemy raczej
odpływ rycerzy z państw krzyżo-wych na Cypr, a
zwłaszcza do nowych łacińskich państw zało-
żonych na gruzach Cesarstwa Bizantyjskiego.
O wiele głębsze przemiany nastąpiły jednak w
samej Europie. Od początku XIII wieku wyprawy
krzyżowe organizuje się znacznie częściej na inne
już obszary. Zostały wznowione wyprawy za
Pireneje. Jedna z nich w 1212 roku osiągnęła
decydujące zwycięstwo nad Maurami pod Las
Navas de Tolosa. O wiele rozleglejsze były
krzyżowe podboje na wschodzie Europy.
Przeciwko Liwom i Estończykom walczyli „w imię
Krzyża” już od końca XII wieku, a następnie
zakon kawalerów mieczowych (Rycerze
Chrystusowi) założony w Inflantach. Przy ujściu
Wisły i w Prusach prowadził wojnę przeciw
Prusom i Litwinom zakon krzyżacki, który od lat
dwudziestych XIII wieku budował na tamtym
terytorium własne państwo oparte na
palestyńskich wzorach. Od początku XIII wieku
walki na Ziemi Świętej pozostawały w cieniu
pomyślnych krzyżowych podbojów na Bał-kanach
i w Grecji, przede wszystkim jednak we wschodniej
Eu-ropie. Na tych terenach koncentrowało się
główne zainteresowanie rycerskiej Europy; tam
można było zdobyć nowe lenna i ustanowić
feudalne stosunki.
Wyprawy krzyżowe organizowała hierarchia
kościelna również i w innych przypadkach. Kiedy
na przykład arcybiskup Bremy popadł w spór z
wolnymi chłopami nad dolną Wezerą, ogłosił ich
za heretyków i zwoławszy przeciw nim wyprawę
krzy-żową pozbawił ich niezależności. Takich
przypadków było o wie-le więcej. Na podstawie
przytoczonych tu faktów, widać wyraźnie
zorganizowaną współpracę, hierarchi kościelnej z
tajnymi zakonami i ich wspólny cel jaki chcieli
osiągnąć, tworząc armie krzyżowców. A tym
celem było wyniszczenie wszelkich innych religii, i
utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie.
Po prawie dwuwiekowym, panowaniu na tych
terenach z Jerozolimą włącznie, przez
krzyżowców, wreszcie zostali pokonani i wyparci z
Palestyny i okolicznych terytoriów, przez armie
Mameluków tureckich i wojsk mongolskich, które
były w tym cza-sie jedną z najpotężniejszych armi
na świecie, twórcą której był słynny CzyngisChan.
Wtedy ruszyli z wyprawą na Europę
Wschodnią, ze szczególnym upodobaniem na
państwa słowiań-skie. Krzyżacy którzy później
zyskali smutną sławę swymi o-krutnymi rzeziami
w Prusach na Litwie a szczególnie w Polsce,
inspirowani i dowodzeni byli przez tzw.
„nieznanych naczelników”. Wyprawa ta jak się
później okazało była dla nich udaną, gdzie
pozostali i panują do dzisiejszego dnia!
„Wyprawy Krzyżowe” − St. Runciman i „W
obronie Grobu Chrystusa” − W. i M. Hrochowie.
___________________
ZAKON KAWALERÓW MALTAŃSKICH
Chciałbym zapoznać z dziejami tajnego
zakonu, który w tej chwili odgrywa jedną z
ważniejszych ról w masonerii − jest nim „Zakon
Kawalerów Maltańskich”.
Moim celem jest poszukiwanie prawdziwych
powiązań zakonu kawalerów maltańskich, z
późniejszą masonerią, oraz ro-lą, jaką odgrywała
w tym hierarchia kościelna.
W zapiskach ówczesnych kronikarzy, jest
trudno znaleźć, by wszystkie te trzy elementy były
ujęte i połączone w jedną ca-łość. Autor książki
pt. „Tajemnice Zakonu Maltańskiego” (któ-rej
ciekawsze fragmenty przedstawię w dalszej
części tego tytułu) gloryfikuje zakon kawalerów
maltańskich nie ujawniając, że jest to jedna z
najstarszych kast masońskich. Mimo tego, daje
dowody obciążające przynależnością zakon
kawalerów mal-tańskich do tajnej organizacji
masońskiej.
Do zakonu, jak później zobaczymy należeli
również królowie polscy wraz ze szlachtą oraz
późniejsi przywódcy państwa polskiego, włącznie
z członkami hierarchi kościelnej, stojącymi na
najwyższym szczeblu tejże hierarchi.
Znając cele organizacji masońskich i ich
sposób działania, a równocześnie po zapoznaniu
się z materiałami dotyczącymi zakonu
maltańskiego i analizując to, zaczynają wyłaniać
się prawdziwe czynniki łączące te obie
organizacje w jedną całość. A więc z jednej strony
kabaliści żydowscy, a z drugiej strony najwyżsi
dostojnicy kościelni: tworzą jakoby całość tego
zakonu. Żydzi działając w ukryciu, pod szyldem
kawalerów maltańskich, a druga strona to
hierarchia kościelna, która kreowała ten zakon i
zawsze stawała w jego obronie jako autorytet
kościelny. Była to bardzo misterna konspiracja,
która dzisiaj po tylu latach zaczyna przynosić
żniwo w postaci dominacji narodu żydowskiego
113
113
nad innymi narodami świata i korzystanie ze
wszystkich dóbr, oraz judaizacji naszej wiary
katolickiej przez Watykan.
Kawalerowie maltańscy − zakon nieznany
Polscy czytelnicy niewiele wiedzą o Zakonie
Rycerskim Świę-tego Jana, czyli joanitach,
zwanych szpitalnikami, kawalerami rodyjskimi i
maltańskimi. Musieli więc być zaskoczeni decyzją
polskiej dyplomacji o nawiązaniu stosunków
dyplomatycznych z tym zakonem,
przypieczętowaną 9 lipca 1990 roku podpisaniem
stosownego układu. Czy oznaczało to, że Polska
uznała nagle joanitów za podmiot
międzynarodowy równy państwom?
Również w innych krajach, podobnie jak w
Polsce, wiedza na temat zakonu maltańskiego jest
dosyć nikła. Może z wyjątkiem miejsc, gdzie
pozostały po nim miasta, budowle, ślady materialne…
I pamięć. Raczej rzadko tak żywa i
przeważnie niechętna jak na Malcie (ale w tym
przypadku jest to w równym chyba stopniu
zasługą historii szpitalników, co i charakteru
gospoda-rzy). Częściej jest to niezbyt
eksponowany fragment lokalnej historii, związanej
z siedzibami władz centralnych zakonu, co można
odnieść do Ziemi Świętej, Cypru, Rodos,
Petersburga, Ferrary i Rzymu. Albo też − do
prawie nieznanych dziejów komandorii i przeorstw
joannitów, tak jak w Trypolisie, Anglii, Francji,
Hiszpanii, Niemczech i Austrii oraz na Węgrzech i
Mo-rawach, w Czechach i Polsce, a także na
terenach późniejszej Rumunii i Jugosławi.
Ta powszechna nieznajomość zakonu wydaje
się dziwna. tym bardziej, że zarówno bogata
tradycja, jak i współczesna działal-ność joannitów
traktowane są z dużym szacunkiem… Niemała
jest także międzynarodowa obecność zakonu.
Kawalerowie mal-tańscy mają swe stowarzyszenia
oraz prowadzą działalność me-dyczną i
charytatywną w ponad 90 krajach świata,
utrzymują stosunki dyplomatyczne z 51
państwami, biorą udział w pracach wielu
organizacji i stowarzyszeń międzynarodowych.
Czymże więc są joannici?
Niewątpliwie są zakonem rycerskim. A termin
ten kojarzy się powszechnie z „krzyżakami” i
„templariuszami”. I w tym tkwi paradoks, gdyż
najstarszym, największym i najbardziej wpływowym
zakonem rycerskim jest zakon „joannitów”. To
oni stali się wzorcem dla wszystkich organizacji i
stowarzyszeń tego typu. I jedynie oni zachowali
do dziś ciągłość…
Warto w tym miejscu parę uwag poświęcić
znanym zakonom rycerskim.
Krzyżakom, zwłaszcza w naszym kraju,
przypisuje się raczej złą sławę. Do tej obiegowej
opini można dodać dwa mniej znane fakty. Otóż
zakon teutoński powstał z rozłamu w szeregach
joannitów, dokonanego w Palestynie w trakcie
walk z niewiernymi, przez kawalerów
pochodzących z Niemiec. Według ówczesnego
prawa była to ciężka zbrodnia, karana
ekskomuniką i śmiercią. Przed karą obronił ich
cesarz niemiecki. Widać rokosz nie był
spontanicznym zrywem. A drugi fakt, to współczesna
działalność krzyżaków. Związek używający tej
nazwy, z wiel-kim mistrzem na czele, istnieje w
Wiedniu. Trudno się jednak zgodzić z tezą, że
mimo kasaty oraz sekularyzacji w 1525 roku,
stanowi on kontynuację zakonu krzyżackiego.
Również dzieje templariuszy, Ubogich Braci
Świątyni Salomona, były powiązane z zakonem
joannitów. Bractwo templariuszy tworzono (zresztą
pośpiesznie i bez poszanowania dla za-sady
arystokratycznego pochodzenia członków) w
Palestynie na wzór szpitalników. Zakony te
walczyły wspólnie w obronie Kró-lestwa
Jerozolimskiego oraz o władzę i wpływy, także
świeckie. Niezmierne bogactwo stało się
prawdziwą chyba przyczyną ka-saty templariuszy,
a okrucieństwo likwidatorów zrodziło sławę, a
później i legendę zakonu. Okoliczności procesu i
egzekucji z lat 1307-1312 obrastały mitami,
powtarzanymi przez poetów i uczonych, od
Dantego do Jana Baszkiewicza. Ten pierwszy uwiecznił
ubogich braci w „Boskiej Komedii”. Drugi
zaś w „Histo-rii Francji” utrwalił opowieść o
spełnieniu się na oprawcach i ich potomnych
klątwy rzuconej przez płonących na stosie templariuszy.

Na tle sławy templariuszy i krzyżaków, zakon
maltański po-zostaje zakonem nieznanym,
skromnym, tajemniczym. I naprawdę trudno
ustalić, dlaczego tak jest.
Spróbujmy może zastanowić się, czym jest
zakon rycerski. Typową definicję
encyklopedyczną tego pojęcia można znaleźć w
Leksykonie PWN. Brzmi ona tak: „rycerskie
zakony, związki religijne rycerstwa, organizowane
w Palestynie w okresie krucjat, do obrony „miejsc
świętych” przed muzułmanami (joannici, Krzyżacy,
templariusze)… podlegały papieżowi, na czele stał
w. mistrz i komturowie; w XIII-XIV wieku miały
ogromne wpływy polityczne, niekiedy tworzyły
własne organizmy państwowe”.
114
114
Definicja ta wydaje się w zasadzie trafna,
jednak budzi spore wątpliwości… Zgodnie z
obecną modą łatwo byłoby obarczyć były reżim
polityczny odpowiedzialnością za dziwną pisownię
nazwy „Miejsca Święte”. Trudniej pojąć, czemu
krzyżaków uhonorowano pisownią z wielkiej litery,
a pozostałe zakony zdegradowano do małej. A co
do meritum, to z definicji wynika, że zakony te
tworzono jedynie w Ziemi Świętej oraz że
przestały one istnieć w XIV wieku. Obie te tezy są
błędne. W Portugalii, Hiszpanii i w Anglii również
tworzono bractwa rycerskie. I istniały one przez
wiele następnych wieków, z czasem zmieniały
tylko swe nazwy, na bardziej masońskie. A niektóre
z nich prze-trwały do dziś. Znane są na przykład
papieskie zakony rycerskie (Ordini Equestri
Pontifici), choć spełniają teraz głównie funkcje
honorowe. Najważniejszym pośród nich jest zakon
Świę-tego Grobu. Ale tak naprawdę to wszystkie
cechy bractwa rycerskiego zachowali do dziś
jedynie kawalerowie maltańscy. I tylko oni,
zgodnie ze starymi wzorami, pretendują do
statusu międzynarodowego równego państwom.
Choć państwem sensu stricto byli jedynie w latach
1309-1798.
Współcześnie zakon pozbawiony jest
własnego, suwerennego terytorium. Jego władze
ustawodawcze, wykonawcze i są-downicze mają
swą eksterytorialną siedzibę w Rzymie. Spełnia-ją
one funkcje władcze wobec swoich członków. Ale
też występują jako partnerzy wobec państw.
Zawierają umowy międzynarodowe, wysyłają i
przyjmują ambasadorów, biją monety, wy-dają
paszporty i znaczki pocztowe. Zdolność
dokonywania wszy-stkich tych aktów nie
przysługuje żadnemu zakonowi, ani też żadnej
organizacji, nawet jeśli została ona powołana przez
pań-stwa. Dlatego zjawisko to budzi spory wśród
ekspertów i ciekawość zwykłych ludzi.
A czy sama historia szpitalników może mieć
dziś dla nas ja-kieś znaczenie?
Joannici wnieśli pewien, ważny chyba, wkład w
rozwój cy-wilizacji i kultury naszego kontynentu. I
chodzi tu nie tylko o stworzenie modelu zakonu
rycerskiego, popularyzację idei piel-grzymek (w
tym zbrojnych, czyli krucjat) i walki o odzyskanie
Miejsc Świętych i Królestwa Jerozolimskiego.
Ważniejszy wydaje się udział Zakonu w
kreowaniu wzorów obyczajowości, kul-tury sztuki,
nauki rzemiosła wojennego. Odnosi się to
zwłaszcza do tradycji rycerskiej. Wpływów zakonu
możemy doszukać się w etosie rycerskim i jego
odbiciu w literaturze, w dominujących od XII do
XIX wieku wzorcach wychowania, a także w
zwyczajach i etykiecie dworskiej. A także w
strojach i sposobie bycia. Działalność szpitalników
stanowiła później m.in. inspirację dla
organizatorów ruchu czerwonokrzyskiego. Stąd
też zakon był nazywany forpocztą
Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. A
najpopularniejszym dowodem trwałości symboliki
zakonu jest krzyż maltański. Krzyż ten zachował
się również w wielu odznaczeniach. Zresztą tytuł
kawalera orderu ma swój rodowód właśnie w
tradycji zakonu.
Można także mówić o stworzeniu przez
joannitów własnego modelu warowni i zamków,
czego dowodem jest Krak Kawalerów na
pograniczu Libanu i Syrii. O pewnych odrębnych
wzorcach w architektórze, co można stwierdzić w
stolicy Malty − mie-ście zbudowanym przez
joannitów. O osiągnięciach w medycy-nie, chirurgii
i farmacji. Są to jednak sprawy odległe, prawie nieznane.
Dlatego mało racjonalne wydawać się
mogą przejawy międzynarodowego respektu dla
zakonu, jak naprzykład fakt, że w latach ostatniej
wojny paszport maltański otwierał granice
wszystkich państw.
Równie bogate i ciekawe były związki zakonu
maltańskiego z Polską. Joannici przybyli do
naszego kraju z dwóch stron. Z Moraw na Śląsk,
do Strzygłowa, w 1147 roku. I z Ziemi Świętej do
Zagości, na ziemie Henryka Sandomierskiego,
sprowadzeni przez tego władcę w 1149 roku.
Przez następne dwieście lat po-wstało w Polsce
ponad 150 fundacji joannickich. Jednak kiedy
minęła moda na komandorie zakonne, jak też z
przyczyn politycznych, większość z nich upadła.
Jedynie komandoria poznańska trwała
nieprzerwanie od 1170 do 1850 roku. Fala popularności
kawalerów wróciła w połowie XVIII
wieku. Przyczy-niło się to do utworzenia
Przeorstwa Polskiego, podpisania ukła-du między
królem a zakonem oraz nawiązania stosunków
dyplomatycznych. Na krótko, bo wszystkiemu
kres położyły rozbiory.
Interesująca i obfita jest korespondencja
polskich królów z władcami zakonu, a także
związki znanych Polaków z joannitami. Dla
przykładu, Hieronim Łaski, bratanek sławnego
arcy-biskupa, jako kawaler wykonywał liczne
misje dla króla Zygmunta I. Do zakonu należał
Piotr Kochanowski, bratanek Jana, poeta, tłumacz
m.in. „Orlanda szalonego” Ariosta oraz „Jeruzalem
wyzwolonej” Tassa. Ignacy Krasicki został
odznaczony mal-tańskim Krzyżem Dewocyjnym, a
wiele osób z jego rodziny by-ło członkami bractwa
św. Jana. Podobnie było z Michałem Kle-ofasem
115
115
Ogińskim. Joannitami byli w XVIII wieku
przodkowie Jerzego Giedroycia, założyciela
„Kultury” i Instytutu Literackiego w Paryżu, i
Janusza Podoskiego, prezesa wydawnictwa publikującego
tę książkę. A − w okresie
międzywojennym − nawet Tadeusza Berezy, który
twierdził potem, że nie jest z tego du-mny.
O Henryku Sandomierskim i najstarszych
komandoriach joannitów w Polsce
W 1149 roku Henryk Sandomierski wracał z
wyprawy krzy-żowej do Ziemi Świętej. Brało w niej
udział jeszcze kilku rycerzy z Polski. Jednym z
nich był Jaksa Gryf. Statek zawinął do Messyny.
Tam i na drugim brzegu cieśniny w Cumae,
istniały prężne ośrodki szpitalników. Zapewne
Polacy spędzili tam parę dni przed wyruszeniem w
dalszą drogę.
Książę Henryk, syn Bolesława Krzywoustego,
był pełen zachwytu dla joannickiej organizacji
rycerskiej. Postanowił spro-wadzić zakon do
Polski. Namówił więc kilku kawalerów, by
pojechali z nim do dalekiego kraju. Tu wystawił im
dokument nadania na quarum uma Zagost
vocatur, czyli na wsie Zagość, Breszowiec i
Własów. Powstała więc w Zagościu komandoria,
a potem zbudowano kościół zakonny (który po
wielu przebudowach zachował się do dzisiaj).
Ośrodkiem tym opiekowali się Kazimierz
Sprawiedliwy, Leszek Biały, Bolesław Wstydliwy i
Władysław Łokietek, potwierdzając prawa
kawalerów. Książę Henryk był przekonany, że
ufundował pierwszą komandorię w Polsce. Ale tak
nie było. Już kilkanaście lat wcześniej rycerze św.
Jana dotarli do Polski z Czech i Węgier. Założyli
oni komandorie na dolnym Śląsku. Okres ten jest
dokładnie zrelacjonowany w Kapitularzu
Generalnym Zakonu, wydanym w Pa-ryżu w
1867 roku. Czytamy tam między innymi, że w roku
1169 Władysław II, król Czech, podarował
Szpitalowi jerozolimskiemu Oleśnicę oraz
okoliczne wsie i posiadłości.
Z innych zapisków można wyciągnąć wniosek,
że ilekroć wraz z ziemiami darowany był kościół,
informowano o tym pa-pieża, który zatwierdzał
taką donację. Tak się stało w 1203 ro-ku, kiedy
Innocenty III potwierdził joannitom posiadanie
kościoła Notre Dame de Wartha w Wielkim
Tyńcu, oraz kaplic w Prilanku, Cebanowie,
Słuszowie, Kamerawisie, Gościsławiu, Miodoszewiczach,
Glińcu i Pesarze. Nazwy wsi tylko
przypadkiem mogą okazać się poprawne. To
znaczy wtedy, jeśli w łacińsko-francuskiej
transkrypcji zostało odrobinę ich polskiego
brzmie-nia. Tak rzecz się ma np. z dokumentem
wystawionym w 1238 roku na Lateranie, w którym
papież Grzegorz IX „konfermuje” kawalerom w
Poznaniu posiadanie kościoła św. Michała i wszystkich
dóbr przedtym ofiarowanych przez króla i
książąt. Tylko, że Poznań to duże miasto. A przy
wsiach transkrypcje były równie fantazyjne, co
nazwy nadawane przez Fredrę jego
posiadłościom.
Po dalszym ślęczeniu nad Kapitularzem
można się dowiedzieć, że w XIII wieku istniała
praktyka darowania zakonom po-siadłości, z
zaznaczeniem, że zezwala się na wprowadzenie
Jus Tbeutonicuum, czyli prawa krzyżackiego.
Możemy się domyślać, na czym polegało później
takie „wprowadzanie prawa”.
W początkach XIV wieku odczuwali to boleśnie
mieszkańcy okolic dzisiejszego Ciechocinka. Ze
znajdujących się na półno-cy komandorii
krzyżackich niemal codziennie ruszała łupieska
wyprawa na okoliczne dobra i ziemie. Król Jagiełło
próbował rokować z Teutończykami, ale
bezskutecznie. A kiedy krzyżacy spalili zamek w
Raciążku, wymordowali załogę i ludność
pobliskich wsi oraz zatruli studnie, biskup
Włocławka (pod presją wiernych) obłożył ich
klątwą. Ale „bogobojni” pochodzący z te-renów
niemieckich rycerze lekceważyli wszystkie klątwy.
Mieszko II, książę opolski, dokumentem
wystawionym w Ra-ciborzu w 1240 roku,
stwierdzał: że nadaje szpitalnikom pra-wo
posiadania targu we wsi Maków. Potem, w ciągu
kilku dzie-sięcioleci, kawalerowie uzyskują tam
dochody z ziemi i nastę-pnie całą wieś, lichwą
wykupują… W 1242 roku księżniczka śląska
Anna wymieniła ziemie z joannitami ze
Strzegomia. Książę Przemysław I wziął pod swą
opiekę szpitalników z Zieleńca i Koła. Kazimierz
książę Łęczycy i Kujaw oddał kawalerom ziemie
Niemierowic. A Bolesław IV, książę Słowian i
Kaszubów, potwierdził joannitom wszystkie
uprzednie nadania i przywileje.
Polscy biskupi z Wrocławia wyświęcili kościoły
joannitów w Strzygłowie i Wielkim Tyńcu (fundacja
tyniecka kawalerów prze-trwała aż do 1810 roku).
Przez następne 150 lat śląskie komandorie
szpitalników rosły jak grzyby po deszczu: w
Rychtalu, Bolkowie, Lwówku, Złotogórze,
Oleśnicy, Łozińcach… Było ich ponad
pięćdziesiąt. Dalszych kilkadziesiąt przejęli
joannici po templariuszach. Ci ostatni, zwani też
„Ubogimi Rycerzami Świątyni Salomona”, zjawili
się w Polsce w połowie XII wieku. Jednak dopiero
116
116
sto lat później zdobyli tu większe dobra. Na
Pomorzu książę Branim I darował im Banię,
Swobodnicę, Ru-rki, Pyrzyce i Grysin. Przemysław
II natomiast ofiarował im Cza-plinek z jeziorami i
okolicami. Henryk Brodaty i Henryk Pobożny −
nadali im posiadłości na pograniczu śląsko-
łużyckim. Ponadto mieli oni komandorie w
Oleśnicy, Legnicy, Łukowie i innych
miejscowościach. Więc Ubodzy Bracia wcale nie
byli w Polsce tak biedni. Na dodatek na zachodzie
i północy zasiedlali ziemie osadnikami obcej
narodowości. I lekceważąco traktowali polskich
feudałów. Toteż książę Bogusław IV najechał i
złupił dobra templariuszy. Został za to obłożony
klątwą kościelną.
Wielu śląskich książąt wstępowało w szeregi
rycerstwa św. Jana ( w tym wielu w
nieświadomości co się za tym kryje): Kazimierz
Bytomski i jego syn Mieszko II, Ziemowit,
Przemek Cieszyński i inni. Powstawały domy
zakonne, zwane wtedy monasteriami, na
Kujawach (Niemojewo, Soblacz), na Mazowszu, w
Prusach Królewskich (Stargród, Skarszewy,
Pogutki, Lubieszów) i na Pomorzu.
* * * * * *
Wróćmy jednak do końca XII wieku.
Mieczysław Stary, brat Henryka Sandomierskiego,
utworzył komandorię w Poznaniu. Sprowadził on
rycerzy-szpitalników. Nadał im kościół św. Micha-ła
na Śródce i przyległe parcele. Świątynia przeszła
pod wezwa-nie św. Jana, a obok powstała
lecznica. Donację tę uzupełniono dwunastoma
wsiami. Powstały też komandorie w Kościanie, Kaliszu,
Gostyniu i Międzyrzeczu. A Jan Długosz
wspomina też o domach rycerzy św. Jana w
Krakowie i Gnieźnie.
Monasterie św. Jana nie były w Polsce tak
liczne, jak w Europie Zachodniej. Toteż nie
tworzyły one własnego przeorstwa. przez sześć
wieków jednemu przeorowi podlegały komandorie
z Polski, Czech, Moraw i Węgier. Urząd ten
piastował przez pewien czas Ziemowit, książę
cieszyński. Później przeor rezydował raczej w
Pradze lub Wiedniu.
Moda na tworzenie komandorii zanikać poczęła
w XIV wieku. Jedne po drugich upadały domy i
fundacje szpitalników. Nieliczne tylko dotrwały do
XVII wieku. Jedynie komandoria poznańska
stworzyła własną osiemsetletnią historię.
Na Cyprze i na Rodos
Kawalerowie św. Jana schronili się na Cyprze,
korzystając z gościny władcy wyspy, Henryka de
Lusignan. Osiedli w Limosso, zamieniając miasto i
port w warowną twierdzę. W niespeł-na rok
zbudowali dla siebie piękny zamek Colossi.
Pozbawieni terytorium, całą swą aktywność
zwrócili ku morzu. Szybko rozbudowali swoją
flotę, patrolującą okoliczne wody. Rekwirowali
wszystkie przepływające statki innowierców. Rośli
więc w siłę i bogactwo.
Sytuacja taka nie odpowiadała władcy wyspy.
Prowadziło to do konfliktów. Zaangażowany w nie
król Henryk nie dostrzegł knowań templariuszy,
które doprowadziły do zrzucenia go z tronu w
1305 roku. Na szczęście wyspa została w ręku
rodu Lusignanów.
W zakonie panowała żałoba po śmierci
wielkiego mistrza Wilhelma de Villaret. Kapituła
wybrała na ten urząd jego brata − Fulka. On
właśnie miał zrealizować marzenie kawalerów o
wła-snym terytorium. Zdobył, na rodzie Gualów,
wyspę Rodos. Źró-dła historyczne podają
rozbieżne daty (1307-1310) oraz formy tego faktu:
od papieskiej krucjaty, po podstępny atak i intrygi.
Odtąd, przez 214 lat zakon będzie nosić nazwę
kawalerów rodyjskich.
* * * * * *
Szybko przystąpiono do fortyfikacji wyspy.
Budowano kościoły, zamki i monasterie.
Kawalerowie z poszczególnych kra-jów stawiali
własne gospody. Tu utrwalił się podział na osiem
grup narodowych, czyli języków: Owernię,
Prowansję, Włochy, Niemcy, Anglię, Francję,
Aragonię z Katalonią i Kastylię z Por-tugalią.
Każdy z nich miał swój sztandar (sztandary te
zachowały się do dziś i zdobią kościół na
Awentynie). Językowi podlegały przeorstwa, które
dzieliły się na komandorie i baliwaty. Podział taki
utrzymywał się przez sześć następnych wieków.
Tymczasem kawalerowie rodyjscy
przekształcili swą wyspę w militarny bastion i
państwo suwerenne. Ustanowili własne prawa i
sądownictwo (prawie wszystkie zakony miały takie
sa-me tendencje, „rządzić i sądzić”), zaczęli bić
monetę i wykuwać zbroje, stworzyli bogate
struktury władzy świeckiej i religijnej. Szefem
wszystkich organów centralnych był wielki mistrz,
dla-tego przysługiwało mu ponad dwadzieścia
dodatkowych tytułów. Rosnąca siła zakonu
spotykała się z aprobatą papieża. Rycerze
bowiem tworzyli zaporę przeciw „zalewowi
pogan”. Jo-annici poszerzyli więc swe terytoria.
Włączyli do swego państwa okoliczne wyspy:
Kalchi, Limoni, Simi, Piscopi, Nisiro, Kos, Kalimo i
Lera. Urządzali śmiałe wyprawy. Ich okręty
zapuszczały się daleko. Stawali się potęgą.
117
117
Ich odwaga graniczyła nieraz z szaleństwem.
Doświadczył tego wielki mistrz − Fernandez
Harieda. Wyruszył on przeciw Albańczykom w
północnej Grecji z tak małymi siłami, że został bez
trudu pobity i wzięty do niewoli. Wykupiony przez
współ-braci za wielkie skarby, nie mógł już żyć
spokojnie i w zgodzie z własnym honorem.
Zrezygnował z urzędu i schronił się w klasztorze w
Awinionie, gdzie wkrótce zmarł. Kawalerowie
walczyli i nad Dunajem, i w Nicopoli, w Koryncie,
w Armenii i Hi-szpanii. Gromili baszów z Azji
Mniejszej. Doskonalili też sztukę budowania
okrętów. Skonstruowali sławne wtedy statki „caracca”,
które łączyły rozmiary dużego transportowca
z najlepszymi walorami bojowymi. Pierwszy okręt
tego typu nazywał się „Świę-ty Jan Chrzciciel” i był
jednostką flagową zakonu. Zaczęli rów-nież
pokrywać metalowym pancerzem galery wojenne.
Taka flo-ta gwarantowała bezpieczeństwo
rodyjskich portów, a także szla-ków handlowych na
Morzu Śródziemnym. Rycerze byli tym zainteresowani,
gdyż sami również zajmowali się
działalnością ku-piecką. Duże dochody lokowali
głównie w posiadłościach ziem-skich w Europie,
gdzie rozrastały się ich komandorie. Rodos
stawało się silnym państwem. Miało swych posłów
przy większych dworach chrześcijańskich. A
zważywszy, że w okresie palestyńskim prokurator
zakonu w Rzymie pełnił funkcję ambasadora, czyli
najwyższą dostępną dla posła państwa, znaczy-ło
to, że kawalerowie zdobyli już prawo do
królewskiego prestiżu.
* * * * * *
Na wyspę chętnie przybywali europejscy
dostojnicy. Rezydo-wał tu arcybiskup Świętego
Kościoła rzymskiego. Garnęła się też do zakonu
młodzież z arystokratycznych rodów. Zwłaszcza
dla biedniejszej szlachty była to wizja nie tylko
rycerskiej przygody oraz nobilitacji, ale i
bogactwa. Skarby przywożone przez kawalerów,
którzy osiadali w europejskich komandoriach, były
imponujące. Toteż Rodyjczycy nie byli w stanie
przyjąć wszy-stkich chętnych. Dlatego ustanowili
surowe zasady naboru.
Do wymaganych kwalifikacji należało zaliczenie
dwóch mor-skich wypraw zwanych corso. Corso
oznaczało spędzenie w służ-bie wojskowej na
morzu sześciu miesięcy. Służba taka nazywała się
„karawaną”. Wszystkie opisane okoliczności
sprawia-ły, że kawalerowie rodyjscy byli
prekursorami nowych metod walki i mieli
najnowocześniejszą flotę na świecie.
Ale swej ziemi i fortuny musieli oni nieustannie
bronić. Dro-bne eskapady Saracenów czy baszów
nie były groźne. Co innego gdy zjawiła się wielka
wojenna armada. I to stało się udzia-łem naszych
rycerzy. Pierwsze oblężenie wyspy, siłami
kilkunastu tysięcy żołnierzy, dowodzone przez
Otomana I, zostało łatwo przełamane, a
nieprzyjaciel pobity. Drugiego dokonał suł-tan
Egiptu w 1444 roku. Wtedy nie wystarczyły już siły
własne kawalerów. Trzeba było wezwać posiłki z
europejskich komandorii zakonu, a potem bronić
się aż do ich przybycia. W maju 1480 roku
Mahomet II dowodził kolejnym, trzecim już oblę-
żeniem wyspy. Brało w nim udział 160 fregat
tureckich, 42 ty-siące żołnierzy i ciężka artyleria.
Walki trwały cztery miesiące, aż do przybycia
odsieczy państw chrześcijańskich. Pod koniec
bitwy schronił się na wyspie syn walczącego
sułtana − Zizim. Mając tak cennego jeńca, zaczęli
kawalerowie snuć intrygę oraz wciągać w nią
papieża, Węgry, Wenecję, Neapol i Francję. Chcieli
wymusić od następcy Mahometa II jak
największy okup. Ale misterne knowania okazały
się zbyt przewlekłe, a zdrowie zakładnika bardzo
wątłe. Zizim zmarł z przyczyn naturalnych,
niwecząc zakonowi plany i wizje ogromnych
korzyści.
Ostatnie oblężenie nastąpiło w 1522 roku.
Wyspę otoczyła armada sułtana Sulejmana II
Wspaniałego. Turcy zgromadzili ponad 1000 galer
i 200 fregat, 8 tysięcy żołnierzy szturmowych, 2
tysiące janczarów i ponad 100 tysięcy zwykłego
wojska. Przy-puścili atak na fortyfikacje bronione
przez 700 kawalerów i 8 tysięcy pozostałej załogi.
Pierwsze szturmy zostały odparte. Pod osłoną
nocy popłynęli posłańcy do Rzymu i państw
chrześcijań-skich prosić o pomoc. Mijały miesiące
niezwykle bochaterskiej obrony. A odsiecz nie
nadchodziła. A zebrane we włoskich por-tach siły
komandorii zakonnych były zbyt szczupłe, by
ruszyć przeciw stutysięcznej armii. Po 220 dniach
krwawej walki na Rodos zabrakło żywności, sił… i
nadziei. Dalsza obrona groziła unicestwieniem
zakonu. Wbrew zwyczajom rycerzy św. Jana,
wielki mistrz zdecydował się na kapitulację. W
wigilię Bożego Narodzenia z murów wywieszono
białe flagi. Na wyspę weszły oddziały tureckie.
Sułtan rozkazał uszanować męstwo pokona-nych.
Zostawił im broń i wolność oraz pozwolił odejść w
wojskowym ordynku. Po tygodniu przygotowań
kawalerowie rodyj-scy z chorągwiami i w zbroi
jechali do portu. Była to ostatnia defilada. Turcy
oddawali honory wojskowe. Rycerze zaokrętowali
się na trzech caraccach − „Świętej Marii”, „Świętej
Annie” i „Świętej Katarzynie”. Zostawiali resztę floty
i swoją wyspę. Uzy-skali od Sulejmana obietnicę
118
118
szanowania religii ludności miejscowej oraz
nieściągania podatków przez pięć lat.
Podniesiono żagle i statki popłynęły w kierunku
Krety.
* * * * * *
Kiedy wiadomość o klęsce dotarła do cesarza
Karola V, miał się on rozpłakać i rzec:
„Nic na świecie nie zostało tak szlachetnie
stracone, jak Ro-dos”.
Z Krety kawalerowie rodyjscy popłynęli do
Messyny. Potem do Neapolu, Gaety i
Civitavecchii. Papież oddał im miasto Viterbo,
gdzie rozbiła namioty część rycerzy. Reszta
pożeglowała do Nicei i Marsylii. Niektórzy
zatrzymali się w licznych komandoriach
zakonnych. Wielki mistrz z dygnitarzami zakonu
przez wiele miesięcy pływał bez celu na flagowej
caracce. Rodos została bezpowrotnie stracona.
Szpitalnicy św. Jana byli znowu bezdomni.
W Komandorii poznańskiej
W 1187 roku biskup poznański Radwan oraz
książę Mieczy-sław Stary przekazali braciom
szpitalnym św. Jana jerozolimskiego kościół św.
Michała i szpital w Poznaniu oraz wsie i do-chody
z latyfundiów. Uczynili to „aby Bracia służbę Bożą
kanonicznie odprawiali, a ubogich, chorych i
pielgrzymów wspierali”… (takie hasła były tylko
szyldem dla wierzącego ludu, a pod którym kryli
się prawdziwi inspiratorzy intryg, wojen światowych
i zamieszek lokalnych). Po pokryciu
kosztów tej dzia-łalności, kawalerowie mieli
przekazywać resztę dochodów swo-jemu
zakonowi w Ziemi Świętej, jako responsiones,
czyli daninę z komandorii. Utworzona tak
fundacja, była wzbogacana przez następnych
władców. A kuria biskupia nadała braciom
prebendę kanoniczną, czyli urząd wyższego
duchownego w katedrze, wraz z płynącymi ztąd
dochodami. Komandorię obdarowywali Władysław
Laskonogi, Władysław Odonic, Przemysław i
Kazimierz Wielki, który powiększył posiadłości
zakonu o kilka wsi mazowieckich. A Władysław
Jagiełło nadał kawalerom przywileje podatkowe.
Widać z tego, że komandoria poznańska była
wielka, zamożna i przez królów ceniona. Stojącym
na jej czele komandorem miał być rycerz zakonu
św. Jana z pełnymi prawami. To znaczy, że po
odbyciu nowicjatu i zapłaceniu passaggio dbyć
musiał „karawanę”, a następnie złożyć śluby. Dla
no-minacji na komandora konieczna była
dodatkowo co najmniej dwuletnia służba rycerska
w głównej siedzibie zakonu. Koman-dorowi
podlegała grupa zbrojnych rycerzy (często
kawalerów), kanonicy i bracia zakonni, tworzący
monasterię (czyli klasztor), a także szpital
prowadzony przez braci szpitalnych. Wła-snością
komandorii poznańskiej było 13 wsi oraz
służebności z sześciu dalszych majątków. W
każdym z tych dóbr wyznaczano zakonnego
zarządcę. Czasem były w nich kościoły i domy
joan-nitów. Komandorowi poznańskiemu
przysługiwały tytuły: Stre-nuus, Perillustris et
Religiosissmus, czyli dzielnego, jaśnie wielmożnego
i najbogobojniejszego.
* * * * * *
Ciekawym przyczynkiem do najstarszych
dziejów tego ośrod-ka kawalerów św. Jana jest
dokument króla Zygmunta I, wy-stawiony w 1544
roku na prośbę komandora Jakuba Brzozowca.
Stanowi on potwierdzenie przywilejów komandorii.
Zaczyna się od stwierdzenia, że: „Zygmunt I, z
łaski Bożej Król Polski, Wielki Książę Litewski,
Książę Ruski, Pruski, Mazowiecki… potwierdza
i podaje wszystkim do wiadomości, iż
zapoznał się z pi-smem sporządzonym przez
Wincentego Jordana Mole, kanonika i sędziego
wrocławskiego, depozytariusza przywilejów i
praw monasterii św. Jana jerozolimskiego”.
Dalej opisany jest wygląd do-kumentu, pieczęcie i
podpisy księdza Mole. Po czym cytuje się
wspomnianego duchownego, który (po zawiłym
wstępie) twier-dzi, że zapoznał się z pisanym na
pergaminie dokumentem spo-rządzonym w 1218 r.
przez biskupa poznańskiego Pawła. Opisawszy
pieczęcie i wymieniwszy świadków tych oględzin,
ksiądz Mole podaje treść dokumentu biskupa
Pawła. A w nim następuje relacja o tym, że
siódmy poprzednik autora, biskup Radwan,
pospołu z księciem Mieczysławem, nadali braciom
św. Ja-na; kościół, szpital i budynki w Poznaniu,
sześć wsi w okolicy oraz służebności z innych
dziewięciu wsi. Po czym wymienia ksiądz Paweł
dygnitarzy, którzy potwierdzili później te nadania.
A wszystko to Paweł poświadcza podpisem swoim
i świadków. Po podpisach księdza Mole pojawia
się notariusz Mikołaj Piotr de Nausonia, który ma
liczne tytuły, a stwierdza, że „wszy-stko to przepisał
a nic od siebie nie dodał”, na co świadków po
nazwisku przytacza. I teraz już następuje tekst
podpisany przez króla Zygmunta, „w Piotrkowie
dan, pieczęcią opatrzon, a przy-wileje wszystkie
potwierdzający”. Ale to jeszcze nie koniec. Bo
wreszcie biskup płocki Samuel to potwierdza, a
podkanclerzy o wiarygodności powyższego
zapewnia i wszystko podpisuje… Uf!!! Ciężką
robotę mają historycy przy „rozbieraniu” dokumentów.

119
119
Z zachowanych w Poznaniu archiwaliów
można odtworzyć dzieje komandorii joannitów w
tym mieście od 1250 roku aż do połowy XIX
wieku, a także ustalić listę 38 komandorów i ich
życiorysy. Jednak początkowe 70 lat zaginęło w
mroku hi-storii. Dlatego pierwszym
wzmiankowanym komandorem jest Teodoryk,
który prosił Przemysława Wielkopolskiego o
wzięcie pod szczególną opiekę mieszkańców
Zielęcina i Koła. Po nim następują: Maurycy, Jan
Zielenicz i Helman.
Dwudziestym szóstym komandorem
poznańskim był Stani-sław Sędziwój Czarnkowski,
herbu Nałęcz. Człowiek wykształco-ny. Parał się
nauką. W służbie króla Zygmunta Starego doszedł
do godności starosty drahimskiego, płockiego i
inowłodzkiego oraz referendarza koronnego. W
1566 roku Zygmunt August wymógł na kapitule
poznańskiej wprowadzenie go na urząd
komandora. Stąd też 24 lipca następnego roku
odbył się jego uroczysty ingres. Tak opisany:
„Ze swej zakonnej rezydencji ruszył
Czarnkowski konno, w pełnej zbroi, pięknym
szyszakiem zwieńczonej, do katedry. Tuż za
nim panowie możni: hrabia Łukasz z Górki
oraz wojewodowie poznański i inowrocławski,
postępowali, a potem giermkowie w pięknych
strojach, broń i sztandary niosący. Dalej w orszaku
jechało dwóch kasztelanów, pięciu
starostów, czterech wo-jewodziców, sześciu
burgrabigów i liczni podstarościce, a z tyłu −
konni pachołkowie. Przed drzwiami katedry
Czarnkowski z ko-nia zsiadł, szyszak z głowy
zdjął i giermkowi oddał, a do świą-tyni
wkroczył. Miecz, łańcuch, ordery i proporce za
nim niesiono, za którymi to trzej najgodniejsi
panowie kroczyli. Cała ka-pituła zaś, w
uroczystym ordynku, wewnątrz oczekiwała.
Biskup Jakub Dziaduski, naprzód wyszedłszy,
komandora powitał. A ten listy królewskie mu
wręczył. Tedy instalację całą na pergaminie
opisaną, wszyscy potwierdzić raczyli. A
Czarnkowski 10 grzywien „titulo iucundi
ingressus” zapłacił. Podał więc biskup
rycerzowi szyszak złocony, miecz obosieczny i
łańcuch zło-ty na szyję założył, które to o
godności miały zaświadczać. Do mów
uroczystych zatem przystąpiono, po czym
biskup komandora do stalli zaprosił.
Wtenczas solenne Te Deum na wieczną rzeczy
pamiątkę odprawiono…”
Ta forma uroczystego wprowadzenia
komandora na urząd ustaliła się już dużo
wcześniej i miała przetrwać w zasadzie do końca
istnienia komandorii.
W tym czasie następnym komandorem był
wybrany Feliks Wojnowski, którego w 1600 roku
wielki mistrz zaaprobował i wystawił mu
nominację. Od czasów Feliksa Wojnowskiego, fundacji
w Poznaniu podlegała też komandoria oraz
kościoły i do-my joannitów w Kościanie,
Pogorzelicy, Radzimiu i Miastku.
Kolejnym komandorem został Bartłomiej
Nowodworski. Rze-miosło rycerskie opanował w
wojnach przeciw Turkom i Tatarom na Rusi,
Wołyniu i Podolu. Potem, na Węgrzech, walczył w
wojskach Stefana Batorego. Kiedy we Francji
nastał czas pokoju, pojechał na Maltę i wstąpił w
szeregi kawalerów. Przez osiem lat pobytu w
zakonie wsławił się w walkach przeciw Turkom.
Zdobyty rozgłos sprawił, że Zygmunt III pozwolił
mu w 1607 roku wrócić do Polski. Mianował go też
dowódcą straży królew-skiej. Kawaler
Nowodworski starał się nie opuścić żadnej bi-twy.
W przerwach między wojaczkami, zaprzyjaźnił się
z księciem Januszem Ostrogskim. Pod wpływem
jego opowieści o maltańczykach książę zapisał w
testamencie swą ordynację zakonowi. Przy tak
aktywnym trybie życia, miał Nowodworski jeszcze
czas zajmować się nauką oraz finansowo ją
wspierać. Był m.in. protektorem krakowskiej Alma
Mater. Jedna z jego fundacji naukowych dotrwała
do dziś. Jest to liceum im. Nowodworskiego w
Krakowie, którego absolwenci dumnie noszą
znaczki w kształcie maltańskiego krzyża, nie
wiedząc nawet, że jest to symbol masoński.
Krótko przed śmiercią Nowodworski otrzymał
komandorię poznańską. Wrosła ona już wtedy w
pejzaż miasta. Na dzielnicę z kościołem
zakonnym od dawna mó-wiono już: Malta. Istniały
też ulice św. Jana, Świętojańskiego Młyna i
Świętojańskiego Stawu. Pobliskie jezioro nazwano
Mal-tą.
Następnym komandorem był Zygmunt Karol
Radziwiłł. W wieku 17 lat wstąpił on do zakonu
maltańskiego. Po kilkuletnich walkach w
szeregach kawalerów, wrócił do kraju i objął −
założoną przez ojca na Litwie − komandorię
stwołowicką. Na krótko, bo znów pojechał na
Maltę, by walczyć u boku wielkiego mistrza. Po
kilku latach wrócił do kraju, by bić się pod Chocimiem.
Fundację poznańską powierzono mu w
1625 roku. Za-jął się energicznie jej odbudową i
porządkowaniem.
Kolejny zwierzchnik fundacji książe Janusz
Ossoliński dostał więc komandorię w kwitnącym
stanie. Ale spustoszył ją potop szwedzki. Potem
urząd komandora sprawowali H. A. Lu-bomirski,
M. K. Pac, M. S. Dąbrowski i B. I. Stecki. Ten
120
120
ostatni wykazał się iście szlachecką kłótliwością.
Nominację wielkiego mistrza otrzymał w 1741
roku. Ale nie dostał nominacji królewskiej, czym
poczuł się urażony. Zaczął więc kłótnię z kapitułą
o przysługujące komandorom godności. Sprawa
trafiła do władz zakonu i do kongregacji
kardynałów. Minęło piętnaście lat kłótni. Wyjaśniła
ona tylko to, co wiedziano i przedtem: że królowie
nie mają prawa mianować komandorów, a tylko
sam mistrz zakonu. Charakter Steckiego został
wykpiony przez Igna-cego Krasickiego
wierszykiem:
„Przyzwyczajony do Wojny Tureckiej
Pięknie się spisał nasz Komandor Stecki.
Jakże w nim widać odwagę Maltańską,
Choć sam, uderzył w portę Otomańską”.
W 1780 roku wielki mistrz de Rohan mianował
komandorem Andrzeja M. Miastkowskiego.
Nadeszły rozbiory i komandoria poznańska
znalazła się w Prusach. Po 52 latach
przewodnictwa w komandorii poznańskiej, zmarł
w 1832 roku.
Malta, wyspa niezwyciężona
Tułaczka kawalerów rodyjskich martwiła nie
tylko ich samych. Papież Klemens VII był w
młodości członkiem tego zakonu!… Jako Juliusz
Medyceusz przywdziewał na Rodos taką samą jak
oni zbroję, walczył pod ich sztandarami. W
rodzinnej Florencji bywał i w komandorii, i w
kościele św. Jana. Chciał im pomóc. W grę nie
wchodziło zbrojne odbicie wyspy, gdyż
wymagałoby to zbyt wielkich sił. Przeciwnikiem tej
koncepcji był cesarz rzymsko-niemiecki. Długo
więc papież przekonywał Karola V, że zakon jest
ważną siłą militarną, że winien osła-niać Europę
przed zalewem islamu (?). Cesarz, po długich
wahaniach, podpisał w marcu 1530 roku
dokument oddający ka-walerom „wyspy Maltę i
Gozzo oraz miasto Trypolisu Afrykańskiego”.
Zastrzegł sobie płacenie symbolicznej daniny. A
więc miało to być tylko lenno? Szpitalnicy przyjęli
je jednak jako własne terytorium suwerenne. Ale
również w tej kwestii historycy różnie interpretują
zachowane dokumenty.
Książe Ostrogski i przeorstwo polskie
Według starej kroniki, książe Janusz Ostrogski
„widząc się bez potomstwa płci męskiej, fortuny
swojej dziedzicem chciał Boga i Ojczyznę
uczynić”. Przedstawił więc Sejmowi prośbę o
zezwolenie na zapisanie części swych dóbr
zakonowi maltańskiemu. Chodziło tu o 600 wsi i
miasteczek. A kiedy otrzymał zgodę, sporządził
konstytucję ordynacką i złożył ją w 1618 roku w
trybunale lubelskim. Po tym ordynacja ta
przechodziła z rąk do rąk, finansowo pustoszona.
Po pięćdziesięciu latach zarządcą ordynacji
wybrany został na sejmiku książę Hieronim
Lubomirski. Napisał on list do wielkiego mistrza,
sugerując, by ten podjął starania u króla i w
Sejmie o egzekucję zapisu. Sugerował też
skorzystanie z poparcia nuncjusza papieskiego. I
tak się stało. Z polecenia zakonu zabiegi o te
dobra podjęli Sa-muel Proski, Michał Dąbrowski i
August Czartoryski oraz nun-cjusz apostolski.
Początkowo nie przynosiły one rezultatu. W końcu
król August II wyznaczył Janusza Sanguszkę
administratorem ordynacji. Ten zaś zaczął jednak
rozdawać jej dobra, wywołując właśnie, skargi i
lamenty na sejmikach. Dobra zostały najechane
przez hetmana Branickiego i księcia
Lubomirskiego. A ambasador francuski zażądał
oddania tych majątków Stanisławowi
Leszczyńskiemu.
* * * * * *
Wielki mistrz w połowie XVIII wieku rozpoczął
energiczne działania dla odzyskania ordynacji
ostrogskiej i stworzenia Wie-lkiego Przeorstwa
Polskiego. Już wcześniej zawarł pisemne porozumienie
w tej sprawie z królem Władysławem
IV. Nie zostało ono odnowione przez jego
następcę, dlatego też słano do Polski liczne
delegacje zakonu. Posłował do Warszawy przeor
z Pragi − Emanuel Kolowrath i ambasador
wielkiego mistrza w Austrii − Michał Sagramosso.
Ten ostatni miał wyznaczyć kan-dydatury polskich
kawalerów maltańskich na szefów, planowanych
dopiero w przyszłości dziesięciu komandorii. Do
zabie-gów u króla i w Sejmie włączył się nuncjusz
Garampi. A także, niestety, trzy sąsiednie dwory.
Działania te zjednoczyły wszy-stkich, skłóconych
dotąd, pretendentów do spadku po Ostrogskim.
W związku ze śmiercią wielkiego mistrza
zakwestionowa-no też pełnomocnictwa
ambasadora Sagramosso. Musiał więc on
pojechać na Maltę i przywieźć nowe plenipotencje
od Emanuela de Rohan. Potem podjął działania
na dworze, a możnym rozdawał ordery
maltańskie. I tak doprowadził do zwołania ko-misji
sejmowych oraz do opracowania odpowiednich
ustaw i konstytucji. Sejm w 1774 roku uchwalił
zniesienie zapisu Ostrogskiego. Pozbawił zakon
prawa do tych dóbr, w zamian za utworzenie z
królewskiej kiesy Wielkiego Przeorstwa Polskiego
i ufundowanie sześciu komandorii. Zezwolono też
121
121
na założenie dalszych sześciu prywatnych fundacji
zakonu. Ustalono, że skarb państwa będzie płacił
na utrzymanie polskiego przeorstwa za-konu
łącznie ok. 155 tysięcy złotych rocznie.
Gwarantem tych umów miały być dwory Prus,
Rosji i Austrii. Później król Polski i ambasador
Sagramosso podpisali w tej sprawie umowę
międzynarodową, która została ratyfikowana
przez Sejm w roku następnym.
Zanim to się stało, władze zakonu przystąpiły
do nominacji na maltańskie urzędy; Wielkim
przeorem został Adam Poniński, a sześcioma
komandorami zostali: Franciszek Sułkowski,
Kazimierz Sapieha, Szymon Szydłowski, Kalikast
Poniński, Sta-nisław Łuba i Maciej Mielżyński.
Osiem komandorii patronackich ufundowały
rodziny: Platerów (dwie), Ponińskich, Szamoc-kich,
Sułkowskich, Podoskich, Łopattów i Hilzenów
(większość to były rody Żydów polskich). Ten stan
rzeczy został potwierdzony bullami wielkiego
mistrza i papieża Piusa VI, choć nie wszystko
odbyło się zgodnie z prawem. Nie rodziło
problemów uiszczenie opłaty za objęcie urzędu
komandorów − tzw. passaggio.
Gorzej było z własnością komandorii. miała
ona należeć do Zakonu. A w Polsce każdy upierał
się przy własności indywidu-alnej, którą w końcu
czasowo dopuszczono. Jeszcze więcej kło-potów
było z wymogami reguły joannitów.
Komandorowie musieli złożyć śluby zakonne,
przed czym się specjalnie nie wzbra-niali, choć nie
zamierzali przestrzegać − przewidzianych ślubami
− cnót pokory, posłuszeństwa i ubóstwa.
Najgorzej jednak wyglądała sprawa z czystością,
w tym − z bezżeństwem. Wszyscy kandydaci byli
szczęśliwie żonaci i nie zamierzali z tego stanu
rezygnować. Więc krakowskim targiem zgodzono
się, by dopiero ich następcy dotrzymali tego
warunku. Miał kłopoty ambasador Sagramosso
także z innymi sprawami. Opłaty na rzecz skarbu
zakonu zgodził się zbierać bezinteresownie (?)
ban-kier Piotr Tepper.
Z naborem kandydatów na polskich kawalerów
nie było żad-nych problemów. Wobec nadmiaru
zgłoszeń, przyjmowano głó-wnie przedstawicieli
sławnych szlacheckich rodów, byli to: Bru-ehl,
Małachowski, Tarło, Grabowski, Potocki, Sołtyk,
Świdziński, żeby wymienić tylko niektóre. Ale
zważywszy na smutne dotychczas doświadczenia,
hrabia Sagramosso nabrał podej-rzeń, że i w
kwestii szlachectwa Polacy będą się starać omijać
prawo.
Warto jednak zaznaczyć, że mimo kłopotów z
płaceniem, za pierwsze dwa lata wpłynęło z
polskich komandorii do kasy za-konu aż 23.380
skudów. Wyprzedziliśmy więc Niemcy, które zapłaciły
skarbowi zakonu 20,000 skudów. Ale do
Francji (jeden milion) było nam nieco daleko.
Ambasador Sagramosso dobrze dbał o interesy
zakonu. Pod-jął np. daleką podróż do Pajczewa na
Ukrainie, by tam w klasz-torze Bazylianów przyjąć
śluby maltańskie od starosty kamie-nieckiego −
Antoniego Potockiego, który był już na łożu
śmierci. Dawało to widoki na opłatę passaggio,
lecz głównie na dobra po starościcu.
Wraz z powstaniem silnego przeorstwa
polskiego zrodził się problem stworzenia w
zakonie nowej grupy − „języka”. Jakoś nie chciano
się zgodzić, by Polska świszcząco-szeleszcząca,
ma-zowiecka mowa wybiła się na niepodległość.
Najpierw chciano polskich kawalerów włączyć do
„języka niemieckiego”. Potem przyłączono ich do
grupy anglo-bawarskiej. I tak, w 1785 roku,
utworzono „język anglo-bawarsko-polski”. Spory w
tym był udział hrabiego Adama Ponińskiego.
* * * * * *
W wyniku rozbiorów Polski najpierw Wołyń i
jego komandorie, a potem i większość dóbr
Polskiego przeorstwa znalazły się w Rosji.
Zawarty w 1791 roku układ z Maltą ustalał sposób
traktowania polskich komandorii. Po inwazji
Napoleona na Mal-tę, car utworzył najpierw
przeorstwo polsko-rosyjskie, a potem Wielki
Katolicki Przeorat w Rosji. Zgodził się też na
wpłacanie z przejętych dóbr polskich 120 tysięcy
złotych do skarbu zakonu.
Wielu polskich kawalerów znalazło się pod
zaborem rosyjskim. Razem z emigrantami innych
nacji (…) weszli oni do gru-py łacińskiej zakonu.
Jej przedstawiciel, francuski książę Kon-deusz,
został wielkim przeorem. Na naszych ziemiach
przez następne 20 lat zachowały się w zasadzie
wszystkie polskie ko-mandorie. Powstawały nawet
nowe: np. Wincentego Modzelewskiego, Jerzego
Wielhorskiego, Wincentego Raczyńskiego i Korwina-Kossakowskiego.
Jednak w 1817 roku ukaz
Aleksandra I postanowił, że wraz ze śmiercią
komandorów wszystkie fundacje maltańskie
zostają zaliczone do dóbr carskich. Zabronio-no
także noszenia odznaczeń i używania tytułów
nadanych przez zakon maltański. Dzieje
komandorii polskich na przełomie XVIII i XIX wieku
są jednak, wobec braku dokumentów źródłowych,
trudne do odtworzenia.
Listy królów polskich
W Biblitece Królewskiej w La Valletcie znajdują
122
122
się bogate, zachowane niemal w całości archiwa
joannitów, od ich pierwszych statutów w Ziemi
Świętej, aż do zdobycia wyspy przez Napoleona.
Jest tam również kilkaset listów polskich królów
do wielkich mistrzów oraz pism kierowanych przez
władze za-konu do naszych monarchów. Znaczna
część tej koresponden-cji pochodzi z lat 1620 −
1770 i dotyczy zapisu dóbr księcia Ostrogskiego
na rzecz zakonu. Pozostałe listy odnoszą się przeważnie
do spraw protokolarnych, a zwłaszcza
przypadków in-tronizacji po obu stronach,
rekomendacji kandydatów na człon-ków zakonu,
protekcji dla kawalerów, nominacji komandorów
itp. Wiele z nich jednak odnosi się do spraw dużo
ważniejszych. I może te właśnie listy zasługują na
uwagę.
Warto przypomnieć dwa listy Władysława IV.
W pierwszym, z 22 marca 1635 roku, król poleca
opiece wielkiego mistrza kawalera z Tenczyna,
Jana Ossolińskiego, syna Maksymiliana i księżnej
Kazanowskiej, a także wojskowego kapitana,
kawalera Łukowicza (który, jak widać, nie ma ani
rodowodu, ani nawet imienia). W drugim liście, z 3
września 1636 roku, polski król życzy wielkiemu
mistrzowi de Paule wszelkiej pomyślności w walce
z Turkami. Trudno tu ustalić, czy list zdążył dotrzeć
do adresata. Bowiem w tym mniej więcej
czasie mistrz de Paule zmarł, a zakon podjął walki
z Turkami. Z dostępnych do-kumentów nie sposób
też wywnioskować, czy zgon władcy na-stąpił z
przyczyn wojennych, czy naturalnych.
Michał Korybut Wiśniowiecki pisał 13 listopada
1669 roku z Krakowa do wielkiego mistrza
Cotonera, dziękując za życze-nia przekazane za
pośrednictwem Augusta Lubomirskiego oraz
podkreślając, że Polska i zakon walczą z tym
samym wrogiem − Turcją… Trzy lata później nasz
król musiał sam stawić czoło najazdowi wojsk
otomańskich, doprowadzając do traktatu w
Buczaczu…
W archiwach maltańskich najwięcej zachowało
się listów króla Jana III Sobieskiego. Były one
pisane na przemian po łacinie i po francusku.
Bardzo ciekawy jest list napisany w Grodnie 14
kwietnia 1679 roku, a wysłany na Maltę przez
kuriera, którym był kawaler Kazimierz Michał Pac.
Pomijając ży-czenia i zwroty kurtuazyjne, warto
zwrócić uwagę na posłanie. Król stwierdza, że
wojna między Polską i Turcją jest nieunikniona. A
imperium otomańskie zagraża całemu
chrześcijaństwu. Dlatego do walki winni
przyłączyć się wszyscy monarchowie, cała
Europa.
Z dokumentów zakonu, a zwłaszcza z Liber
Conciliorum (czy-li protokołów narad rządu)
wynika, że Wielka Rada wyrażała podziw dla króla
i Polaków, ale nie oferowała wielkiej pomocy. A
sprawę załatwiła dyplomatycznie, czyli tanim
kosztem. Udzie-liła mianowicie pozwolenia
wszystkim joannitom na przyłącze-nie się do
wojsk polskich, ustalając, że każde 6 miesięcy
odbytej w nich służby będzie zaliczane jako
zakonna karawana, a po 2 latach uzyska się
wysługę kapitana statku (czyli szereg przywilejów,
w tym pierwszeństwo otrzymania komandorii). Tak
więc decyzja ta zrównywała służbę wojskową w
Polsce ze służ-bą w szeregach zakonu… Ale nie
spowodowała ona napływu kawalerów do
oddziałów króla Jana III.
Sobieski podziękował za te postanowienia
listem pisanym z Warszawy 6 czerwca 1680 r.. A
po upływie trzech lat zdecydo-wał ruszyć na
odsiecz wiedeńską. Spod Wiednia po raz kolejny
pisał do mistrza Caraffy de Roccella, polecając do
służby na Malcie kawalera Samuela Proskiego.
Warto uzmysłowić sobie, że list powstał przed
niezwykle ważną bitwą, a król ponadto cały czas
zajmował się sprawami państwa. Jakimś cudem
naj-widoczniej jego kancelaria zatrudniała
prawdziwych (a nie z au-tonominacji) fachowców.
10 października 1683 roku, listem pisanym w
Parkanach, król zawiadamia wielkiego mistrza o
zwycięstwie odniesionym nad potęgą otomańską.
W późniejszym piśmie, już z kraju, So-bieski
informuje o śmierci komandora poznańskiego −
Jana Chryzostoma Ossolińskiego. Stwierdza
zarazem, że urząd ten powierzył kawalerowi
Hieronimowi Augustowi Lubomirskiemu, prosząc
o zatwierdzenie tej decyzji. W odpowiedzi wielki
mistrz przekazał swą aprobatę i załączył akt
nominacyjny dla nowego komandora.
Król August II Sas, w liście z 11 lipca 1726 roku,
poleca swo-jego syna (ze związku z księżną
cieszyńską Alten-Bockum) Hansa Gregora
Teschena (−) jako kawalera do służby w zakonie.
Zaznacza, że młodzieniec mówi po włosku, w
związku z tym można go nazywać Giovanni
Giorgio. Oczywiście kandydat ten został
zaakceptowany, powitany na Malcie z honorami i
przyjęty w szeregi „języka włoskiego”. Kolejne
pismo króla jest listem polecającym dla kawalera
Adama Stanisława Grabowskiego, udającego się
na Maltę do służby w wojskach zakonu.
August III, listem z Drezna pisanym 18 marca
1741 roku, przesyła gratulacje bratu Emanuelowi
Pinto z okazji wyboru na księcia i wielkiego
mistrza, życząc mu jak najpomyślniejszych
rządów zakonem i państwem.
Stanisław August Poniatowski pismem z
123
123
Warszawy, datowanym 3 grudnia 1764 roku,
zawiadamia wielkiego mistrza, że został obrany
królem Polski oraz uroczyście intronizowany. Wyraża
uznanie i szacunek dla rycerzy św. Jana.
* * * * * *
W tych samych archiwach zachowały sie
również liczne listy kierowane przez kawalerów
polskich do władz zakonu, naj-częściej z prośbami
o awans, zwolnienie z opłat, wystawienie bulli
nominacyjnej lub patentu na fundację zakonną
oraz zatwierdzenie dokumentów. Malta z kolei
prowadziła bogatą korespondencję z różnymi
władzami w Polsce, głównie w sprawach
komandorii i fundacji zakonu, przejmowania
legacji i dóbr po zmarłych kawalerach oraz
egzekwowania kompetencji i autonomi
joannickich dostojników.
Najwięcej listów, dokumentów oraz zapisów w
Liber Conciliorum dotyczy Hieronima Augusta
Lubomirskiego. Wstąpił on młodo do zakonu, był
kawalerem, wielekroć pełnomocnikiem joannitów,
ich prokuratorem w Polsce i oddał im wielkie
usługi w zabiegach o dobra Ostrogskich. Potem
został komandorem poznańskim, ale tylko na trzy
lata. Bo − jak głosi plotka − biskup poznański
Stefan Wierzbowski zachęcił go do poślubienia
urodziwej Konstancji de Alten-Bockum. Faktem
jest, że biskup sam ślubu udzielił i na weselu był,
czego nie mógł mu wybaczyć papież Innocenty
XI. W każdym razie kawaler Lubomirski, śluby
złamawszy, musiał ustąpić z urzędu komandora.
Inną ciekawą sprawą był casus Andrzeja
Marcina Miaskowskiego. Jako jeden z niewielu
Polaków odbył on karawanę na Malcie, otrzymał
tytuł kawalera, a potem służył w wojskach zakonu.
Po latach pojawiła się dla niego
perspektywa awansu na komandora
poznańskiego. Złożył więc w Pradze odpowiednie
do-kumenty. Tamtejszy przeor podważył jednak
dowody szlachectwa. Miaskowski odwołał się do
La Valletty, która zatwierdziła jego dokumenty
mimo… braku metryki chrztu (−). Widać już wtedy
osobiste znajomości były w cenie.
* * * * * *
Przykłady te mogą stanowić pewną ilustrację
ówczesnego znaczenia zakonu maltańskiego, a
także sprawności działania jego władz
centralnych.
Przygody zakonu z carami Rosji
Stosunki zakonu maltańskiego z Rosją
stanowią bardzo cie-kawy, czasami nawet
sensacyjny, wątek dziejów. Związki te się-gają
podobno czasów Piotra Wielkiego. Miał on
przebywać na Malcie incognito, jako Piotr
Michajłow, w świcie znanego podróżnika, bojara
Borysa Szeremietiewa. Car miał tam poznać życie
kawalerów i zaczerpnąć wzory dla własnych szkół
rycerskich. Wygląda to na legendę, ale wielki
mistrz jednej z lóż masońskich, Voltaire i
niektórzy historycy i znawcy masonerii twierdzili,
że tak było naprawdę.
Później, już po drugim rozbiorze Polski, wielki
mistrz wysłał baliwa Giulio Littę z poselstwem do
carycy Katarzyny. Poseł upominał się dość
skutecznie o prawa do polskich komandorii
przyłączonych do Rosji.
Jakie argumenty przekonały ostatecznie
carycę? Tym razem historia dyskretnie milczy. Ale
kawaler Litta zasłynie jeszcze w Rosji i w zakonie.
Za Pawła I stosunki zakonu z Rosją nabrały
szczególnego charakteru. Zwłaszcza, że znane
były sympatie tego cara do wszelkiego rodzaju
zakonów i jego − nie zawsze wyważone − pomysły.

Paweł, jeszcze jako następca tronu, gościł w
Rzymie i został przyjęty przez papieża. Audiencja
ta zrobiła na nim wielkie wra-żenie. Był to wstrząs
psychiczny, rozbudzający jego wizje na
przyszłość. Przybyszom z Zachodu, w tym
jezuicie Gruberowi, car przekonywająco tłumaczył,
że „w sercu czuje się katolikiem”. Papież
wykorzystał to, proponując, by akredytowano w
Petersburgu nuncjusza apostolskiego. Mianował
nim, za zgodą Pa-wła I, Lorenza Littę, brata
rezydującego już w Rosji ambasadora zakonu −
Giulia. I tak rokowania papiestwa i kawalerów z Petersburgiem
znalazły się w rękach dwu braci, co
było złą wróż-bą. Udokumentowanym początkiem
stosunków dwustronnych były układy między
Rosją a zakonem zawarte w 1791 i 1797 roku.
Ten ostatni traktat przewidywał powołanie w Rosji
Wiel-kiego Przeorstwa Joannitów dla szlachty
wyznania Rzymskokatolickiego. W jego skład
miało wejść 10 komandorii. Na ich zakup i
urządzenie zakon zgodził się wyasygnować 300
tysięcy florenów. Umowa nie obejmowała
przejętych komandorii polskich, których dotyczył
układ między stronami zawarty sześć lat
wcześniej. Po podpisaniu umowy Giulio Litta
otrzymał jed-ną komandorię i 30 tysięcy florenów.
Niezbyt zorientowana w sprawie arystokracja
zachodnia cie-szyła się z zawarcia tego układu.
Liczyła ona na umocnienie za-chodnich wpływów
politycznych w Rosji. A zakon miał nadzieję, że −
po stratach we Francji − umocni dzięki caratowi swe
124
124
mię-dzynarodowe znaczenie. Przekonywał o tym
swe władze amba-sador Litta, podsuwając im też
niekonwencjionalne pomysły. Ich realizacja
została ułatwiona przez wybór von Hompescha na
wielkiego mistrza. Dostojnik ten posłał do cara
specjalnego kuriera. Był nim kawaler Wincenty
hrabia Raczyński (ale jest to jedyny pozytywny
element w całej sprawie). Kurier miał podziękować
carowi za życzliwość, prosić go o
przyjęcie tytułu pro-tektora zakonu i wręczyć mu
dar − historyczny łańcuch wielkiego mistrza Jana
de la Vallette. Wszystko to obrażało nie tylko
zdrowy rozsądek, ale również zasady wiary i
przepisy za-konne. Prawosławny car stawał się w
ten sposób kawalerem i dygnitarzem katolickiego
zakonu.
Rozentuzjazmowany otrzymanym tytułem
Paweł I kazał sobie szybko uszyć specjalny strój
kawalera i nałożywszy łań-cuch wielkiego mistrza,
uświetnił specjalną uroczystość zorga-nizowaną
ku własnej czci. A z wdzięczności dla braci Litta
dał im 36 tysięcy florenów i jeszcze pałac
Woroncowa, gdzie miały się mieścić rezydencje
braci oraz ambasada zakonu.
Od Petersburga do czasów wojny
W czasie wojny Napoleońskiej, zakon stracił
wyspę na rzecz Napoleona, gdzie po dwóch
latach wyspę zdobyli Anglicy. Próbowali później
kawalerowie uzyskać dla siebie jakieś inne
terytorium. Starali się o jedną z wysp na
Adriatyku. Zabiegali też o Elbę, o Aland na
Bałtyku, a także o posiadłości w Algierii. Na
próżno. W 1823 roku Grecja odstąpiła zakonowi
wyspy Scarpanto i Stampalia. Stamtąd rysowała
się bardziej realna wizja starań o odzyskanie
Rodos. Ale brak pieniędzy zniweczył nie tylko te
dalekie plany, ale nawet możliwość objęcia w
posiadanie greckich wysp.
Tymczasem, po ewakuacji z Petersburga,
władze maltańskie tułały się po Europie.
Zatrzymały się w Messynie, Catanii i Viterbo.
Potem, w latach 1825-1834, osiadły w Ferrarze.
Tam, przy placu Ariostea mieli pałac zakonny. A
opodal, w dzielnicy św. Jana − swoją komandorię.
Zakon był w bardzo trudnej sy-tuacji. Utracono nie
tylko posiadłości w Rosji, ale też majątki wszędzie
tam, gdzie przetoczyła się wojna. Dlatego
postanowio-no przenieść siedzibę najwyższych
władz do Rzymu. Najpierw do pałacu Bosio, przy
via Condotti, gdzie mieściła się ambasada
kawalerów przy Stolicy Apostolskiej, potem także
do Villi Malta na Awentynie.
Starania zakonu doprowadzały do stopniowej
poprawy jego sytuacji (a to dzięki szczególnej
pomocy gmin żydowskich, jak też i ich
międzynarodowych organizacji, które wspomagały
ma-terialnie i duchowo, a przede wszystkim w
postaci, dobrze przy-gotowanego potencjału
ludzkiego, który zasilał szeregi zakonu), Cesarz
Ferdynand I uznał prawa kawalerów do dóbr w
Wenecji i Lombardii. Podobnie postąpił król
Neapolu i Sycylii. W regionach tych zostały
odtworzone przeorstwa. Zakon nawiązał sto-sunki
dyplomatyczne z księstwami Modeny i Reggio
oraz Parmy i Piacenzy. I tak w połowie XIX wieku
pozycja joannitów została wyraźnie umocniona.
Władze maltańskie zaczęły tworzyć nowe
struktury zakonu. Kawalerom nieprofesyjnym
(czyli nie posiadającym ślubów zakonnych)
zezwolono na zakładanie stowarzyszeń
narodowych w poszczególnych krajach. Jeden z
pierwszych takich związków założyli Polacy na
Śląsku. Stowarzyszenia tworzyły własne
komandorie patronackie i baliwaty oraz ośrodki
pomocy, medycznej i charytatywnej (…).
Zakonem kierował wówczas Alessandro Borgia −
siódmy z kolei namie-stnik po śmierci mistrza
Tommasiego. Ciągle jeszcze bowiem nie
przywrócono urzędu wielkiego mistrza.
Nową, ciężką próbą dla joannitów był proces
jednoczenia się Włoch. Znikały wówczas księstwa
i królestwa, z którymi joannici mieli dobre stosunki.
A powstająca monarchia wydała de-kret o
konfiskacie dóbr zakonnych. Jedynie dzięki
usilnym za-biegom kawalerów udało się uchronić
przed nią majątki zako-nu maltańskiego. Król Italii
uznał potem historyczne prawa jo-annitów. Swym
dekretem potwierdził, że zakon pozostaje „suwerenny
w europejskim prawie narodów”. Tak
wyrażona przychylność była oparta głównie na
specjalnej opinii wydanej przez zakon św.
Maurycego i Łazarza, skupiający starą, wpływową
arystokrację włoską. Cieszył się on na rzymskim
dworze sporym prestiżem. Dzięki temu uznano
też prawa kawalerów do wysyłania i przyjmowania
ambasadorów, czyli czynne i bierne prawo legacji.
Umowy z państwem włoskim pozwoliły również na
stworzenie Włoskiego Stowarzyszenia
Kawalerów, które zo-stało uznane za „instytucję
publiczną prawa obcego!” Czyli de facto za
organizację innego, suwerennego państwa. Taki
status pozwolił związkowi włoskiemu na
utworzenie własnego korpusu wojskowego,
będącego militarną służbą medyczną zakonu.
125
125
Na tle działalności publicznej władz i instytucji
zakonu oraz własności nieruchomości dochodziło
do sporów między kawalerami a obywatelami i
organami państwa włoskiego. Sądy Kró-lestwa Italii
orzekały niezmiennie, że instytucje i posiadłości joannitów,
mają taki immunitet „jakby należały do
państwa obcego (…)”.
* * * * * *
W tym czasie odbyła się konferencja
założycielska Międzynarodowego Komitetu
Czerwonego Krzyża, na czele którego sta-nął Jean
Dunant. Rola nowej organizacji na polu walki
miała być niemal identyczna, jak działalność
medyczna kawalerów maltańskich. Toteż na
konferencje zaproszono uroczyście i na równi z
państwami delegację zakonu, nadając jej status
reprezentacji „rządu na wygnaniu”. I odpowiadało
to chyba prawdzie: rząd na wygnaniu władał
maltańskim państwem bez ziemi.
Po I wojnie światowej Austria, po perturbacjach
związanych z upadkiem monarchi, przywróciła
stosunki dyplomatyczne z zakonem maltańskim.
Zostały odbudowane wielkie przeorstwa Austrii i
Czech, stając się głównym bogactwem zakonu.
Wło-chy uznały immunitet wielkiego mistrza i
kanclerza na równi z szefami państw i rządów.
Nadały też wysoką rangę odznaczeniom zakonu.
Kawalerowie otworzyli swe placówki zwane „delegaturami”
we Francji, Szwajcarii i Monako. Wielki
mistrz złożył wizytę, z honorami głowy państwa, w
Paryżu. W okresie międzywojennym zakon
przywrócił też stosunki dyplomatyczne z
Watykanem, Hiszpanią, San Marino i Rumunią.
Po długich i skomlikowanych rokowaniach, w
lutym 1938 roku, wymieniono posłów z
Czechosłowacją.
Wielkim mistrzem zakonu został książę Chigi
Albani, potomek jednego z najstarszych włoskich
rodów. Ale faszyzm ogra-niczał coraz bardziej
możliwości działania zakonu. Kawalerowie, mimo
że deklarowali zawsze neutralność w wojnie,
opowiedzieli się w 1943 roku przeciw
Mussoliniemu. Nawiązali też kontakty z aliantami.
W czasie II wjny ciekawą rolę odegrał również…
paszport za-konu. Wydawało się, że nie ma w nim
nic niezwykłego. Ot, ksią-żeczka oprawiona w
skórę (dla dyplomatów − w czerwony safian), z
białym krzyżem maltańskim na okładce. A
okazało się, że otwierała ona granice walczących
państw , za wyjątkiem hi-tlerowskich Niemiec. Z
paszportem zakonu maltańskiego pozwalano
podróżować nawet bez wiz. Z tego paszportu
skorzystali również w roku 1944 członkowie
królewskiej rodziny Sa-voia, ewakuujący się z
Włoch.
Kawalerowie polscy w kraju i na emigracji
Polonia Restituta, Polonia Rediviva… Iluż to
radosnymi ha-słami witano w 1918 roku powrót
ojczyzny po ponad 120 latach zaborów. Z
zapałem przywracano polskie instytucje,
zwyczaje, tradycje. Napisano już o tym grube
tomy. Ale epizod z naszymi kawalerami okazał się
zbyt drobny dla historyków.
W 1919 roku Alfred Chłapowski, późniejszy
ambasador RP w Paryżu, członek związku
śląskiego maltańczyków, podjął pró-bę stworzenia
polskiej organizacji zakonu. Zwrócił się do
najstarszego z kawalerów − Ferdynanda
Radziwiłła − o objęcie pa-tronatu nad akcją.
Książę Ferdynand zgodził się zostać pierwszym
prezydentem związku. Jednak wiek i prowadzenie
wła-snych majątków nie pozwalały mu na oddanie
się tej dzia-łalności.
W 1920 roku zwołano w Poznaniu zebranie
założycielskie Związku Polskich Kawalerów
Maltańskich. Stowarzyszenie to zarejestrowano w
sądzie i Poznań stał się jego siedzibą. Dwa lata
później liczyło ono już 27 członków. Próbowano
też zyskać przychylność władz zakonu.
Wydelegowano do Rzymu, na ro-zmowy w
Wielkim Magisterium, Bogdana HuttenCzapskiego.
Później nastąpiła wymiana
korespondencji i kolejny pobyt hra-biego Bogdana
w Wiecznym Mieście. Pozwoliło to ustalić warun-ki
stawiane nowej organizacji przez władze zakonu.
Tak więc statut miał się opierać na wzorze
związku śląskiego, a liczba członków miała
przekraczać 50 kawalerów. Po zredagowaniu i
przyjęciu stosownych dokumentów, zwrócono się
do władz w Rzymie o ich zatwierdzenie oraz o
wydanie bulli konstytucyjnej.
Władze w Rzymie w 1927 roku wpisały do
rejestrów maltań-skich polski związek, uznając
jego istnienie od chwili założe-nia. Zarząd
polskiego stowarzyszenia wysłał więc pisma
zawia-damiające o tym fakcie do władz
najwyższych RP i Episkopatu Polski oraz do
przeorstw i instytucji zakonnych. Zewsząd
otrzymał wyrazy uznania, gratulacje i życzenia.
Odtąd kawalerowie polscy, w historycznych
strojach, tworzyli asystę honorową wszystkich
ważniejszych uroczystości państwowych i ko-
ścielnych. Prezydent RP udał się nawet do
Poznania na obchody święta Jana Chrzciciela,
126
126
zorganizowane w Katedrze w sposób
przypominający ingres dawnych komandorów.
Przyjmował też wielokrotnie kawalerów w Sali
Rycerskiej Zamku Królewskiego.
Prezydent RP i marszałek Józef Piłsudski
zostali odznaczeni Wielkimi Krzyżami
Baliwowskimi nadanymi przez wielkiego mi-strza
zakonu. Władze związku polskiego zorganizowały
więc dwie uroczystości na których dekorowano
prominentów, pierwszą na zamku, drugą w
Belwederze. Podczas tej ostatniej uroczystości,
22 lutego 1930 roku, prezydent Bogdan HuttenCzapski
powiedział między innymi:
«Czcigodny Panie Marszałku, Wodzu i
Naczelniku Rzeczypospolitej! Gdy lat temu
przeszło osiemset Zakon Rycerzy Świę-tego
Jana został w Jerozolimie ustanowiony, miał
cele wojenne, a mianowicie orężną obronę
Grobu Zbawiciela i miejsc uświę-conych
działalnością Chrystusa (?). Walczył
przeciwko napo-rowi islamu. Ale gdy potężna
flota zakonu została zniszczona, a Malta
przeszła w posiadanie Anglii, nie mógł zakon
dalej pro-wadzić swego wojennego rzemiosła.
W ciągu ubiegłego stulecia zmienił więc swoją
działalność i zaniechawszy zadawania ran w
bitwach na lądzie i na morzu, postanowił goić
rany w bitwach zadane…
Zaraz po utworzeniu Państwa Polskiego
poczuli polscy kawa-lerowie maltańscy
potrzebę założenia związku narodowego… By-
ło naszym gorącym życzeniem złożyć przy tej
sposobności wobec Pana Marszałka
ślubowanie, że na wypadek wojny spełni-my
nasz obowiązek zakonny…
Związek pozwala sobie wyrazić nadzieję, że
stosunki dyplomatyczne między jego
państwowymi i zakonnymi zwierzchnika-mi
zostaną niebawem nawiązane, jak to było za
czasów przedrozbiorowych…»
Po tym przemówieniu prezydent związku
wręczył marszałko-wi Piłsudskiemu pismo
odręczne wielkiego mistrza, bullę nomi-nacyjną
oraz Wielki Krzyż Baliwa ze Wstęgą, zaznaczając,
że za-kon czci w ten sposób przede wszystkim
rycerza, który odparł najazd wschodnich
nieprzyjaciół, zrobił wszystko by przywró-cić ład i
praworządność w Europie, „a przede wszystkim
pierw-szego Naczelnika Odrodzonej Polski, której
Opatrzność powierzyła straż nad cywilizacją
Zachodu, a także potomka wielkie-go rodu
Ginetów (!), odgrywającego tak wybitną rolę w
historii Litwy”.
Marszałek Piłsudski podziękował za nadane
mu odznaczenie, wyraził wielkie uznanie dla
tradycji oraz obecnej kondycji zakonu i podkreślił
konieczność zorganizowania maltańskiej służby
sanitarnej na wypadek wojny.
Bardzo podobne, we fragmentach nawet
identyczne, przemówienie wygłosiła delegacja
władz związku polskiego wręcza-jąc prezydentowi
RP równie wysokie odznaczenie maltańskie.
Ignacy Mościcki złożył podziękowanie władzom
zakonu, a następnie wydał dla kawalerów
uroczyste śniadanie na Zamku Królewskim.
Wysokie odznaczenia rycerskie otrzymali też
kardynałowie Hlond i Kakowski oraz członkowie
rządu RP, a wśród nich mi-nister August Zaleski.
Rząd polski zaś nadał dygnitarzom zakonu
Wielkie Krzyże Orderu „Polonia Restituta”, a
wielki mistrz otrzymał również Order Orła Białego.
Odznaczenia te wręczał ambasador RP przy
Kwirynale − Stefan Przeździecki (sam zresz-tą
kawaler maltański). Miał on rezydencję w
Palazzo Rospigliosi al Quirinale.
Ambasada polska przy Kwirynale mieściła się
wtedy w pa-łacu Caetani, a konsulat − przy
Nomentanie. Na placu Pilota 2 była ambasada RP
przy Stolicy Apostolskiej. Wszędzie tam by-ło
sporo dzieł sztuki, będących własnością państwa.
Wspominał jeszcze o nich w 1960 r.. Witold
Zahorski, autor przewodnika „Polak w Rzymie”.
Opisał on m.in. dzieła znajdujące się w poselstwie
rządu emigracyjnego przy Watykanie.
Jak widać z powyższych danych, a też i z
innych źródeł dowodowych, większość członków
gabinetu Józefa Piłsudskiego, włącznie z nim
należała do zakonu lub innych organizacji
masońskich. W obecnym czasie coraz częściej
poruszany jest temat marszałka i jego świty,
którym zarzuca się przynależność do organizacji
masońskich m. in. zakonu kawalerów
maltańskich. Pomimo tego, że historycy niechętnie
podejmowali ten temat, to w obecnym
czasie ukazuje się, coraz więcej do-wodów
obciążających przynależnością Józefa
Piłsudskiego − jak też i poszczególnych członków
jego rządu, a w szczególności wyższych oficerów
w jego armii − do licznych zakonów i organizacji
wolnomularskich. Zakon kawalerów maltańskich
był tym który skupiał w swych szeregach ich
najwięcej.
Zakon Kawalerów Maltańskich w obecnym
czasie odgrywa bardzo ważną rolę w tworzeniu
tzw. „nowego porządku światowego”. Główną
127
127
siedzibą tegoż zakonu jest Watykan.
Jak zobaczymy w dalszej części tej książki,
wielkimi protektorami zakonu maltań-skiego byli
też papieże. Chociaż nie wszyscy np. papież Pius
XII (który pełnił urząd papieski od 2 marca 1939
roku, zmarł w 1958 r.) zakazał jakiejkolwiek
działalności, rycerzy zakonu maltańskiego w
Watykanie, jak też podjął nieoficjalną walkę z
elementami masońskimi. Był to przełom w
prowadzonej działalności politycznej Watykanu,
na niekorzyść tzw. sił postępowych czyli
wszelakich zakonów i organizacji masońskich.
Papież Pius XII, oficjalnie poparł Hitlera i jego
politykę prowadzoną przede wszystkim przeciwko
żydo-masonerii (chociaż historycy milczą na ten
temat). Wyruszając na drugą wojnę światową
Hitler powiedział: „Naszym celem jest oczyścić
świat z żydostwa, wszelkiego rodzaju organizacji
i stowarzyszeń, opa-nowanych przez nich”
(„Awake”, miesięcznik wychodzący w Nowym
Jorku z XII, 1994 roku). Pius XII jak pamiętamy
błogosławił Hitlera i jego armię, kiedy wyruszał na
wojnę.
Po śmierci Piusa XII w 1958 roku, na urzędzie
papieskim zasiadł Jan XXIII. Za jego to też
przyczyną zakon kawalerów maltańskich powrócił
do łask Watykanu, od tego czasu została
przywrócona władza papieżowi nad zakonem
maltańskim, jak również i nad samym wielkim
mistrzem tegoż zakonu, którą to, do chwili
obecnej piastuje. Interesujące jest, dlaczego było i
jest utrzymywane to przez Watykan w tajemnicy
przed narodami chrześcijańskimi. Być może już w
niedługim czasie otrzymamy odpowiedź…
* * * * * *
Wróćmy jednak do hrabiów Przeździeckich.
Brat Stefana − Rajnold, też kawaler maltański, w
latach 1919−1939 kierował protokołem
dyplomatycznym naszego MSZ. Rycerzem
maltańskim był też trzeci z braci − Konstanty.
Jako ziemianin posiadał on wieś Woropajewo i
okolice, a jako wojskowy doszedł do stopnia
pułkownika. Wspólną ich własnością był pałacyk
przy ulicy Foksal 6 w Warszawie.
Podobną „familię maltańską” stanowiła rodzina
Chłapowskich. Hrabia Alfred, jeden z założycieli
polskiego związku, został mia-nowany w 1923 roku
ambasadorem RP w Paryżu. Ziemianin, posiadał
Bonikowo, wieś wchodzącą kiedyś do komandorii
ko-ściańskiej. Hrabia Henryk miał w tej samej
okolicy majątek Czerwona Wieś. Konstanty zaś,
pułkownik ułanów, miał posia-dłość Mościejewo
koło Międzychodu.
O Radziwiłłach przezornie nie wspomnę, bo
rodzina ta była najliczniej reprezentowana w
zakonie maltańskim.
* * * * * *
Dzieje emigracyjne związku polskiego trzeba
zacząć od końca 1939 roku. Po kampanii
wrześniowej część kawalerów dotarła do Francji.
W Paryżu wyłoniono nowe władze z Olgierdem
Czartoryskim na czele. Potem nastała długa
przerwa.
Po wojnie podejmowane były próby odtworzenia
związku pol-skiego, Został zwołany w 1948 roku,
w Londynie, zjazd stowarzyszenia, który wybrał
prezydentem związku Emeryka HuttenCzapskiego.
Kawalerowie polscy rozproszeni byli
wówczas w 14 krajach Europy, Afryki i Ameryki.
W kraju pozostawała nieliczna grupka z baliwem
Januszem Radziwiłłem na czele.
Mimo tego rozproszenia Polacy odgrywali
pewną rolę w powo-jennych dziejach zakonu.
Emeryk Hutten-Czapski brał udział w redakcji
praw i konstytucji, a w 1955 roku sprawował
krótko urząd kanclerza. Olgierd Czartoryski został
ambasadorem zakonu w Brazylii, a Jerzy Potocki
− w Republice Peru. Później Karol Radziwiłł
uzyskał nominację na ambasadora w Argentynie.
W 1963 roku kapelanem ad honorem polskiego
związku został Andrzej Maria Deskur, który − po
otrzymaniu kapelusza kardynalskiego − przyjął
godność kardynała-patrona stowarzyszenia.
Członkami związku byli też generał Władysław
Anders, August Zaleski i inni członkowie władz
emigracyjnych.
O najnowszych dziejach zakonu
maltańskiego, wizycie w Watykanie, o wielkim
mistrzu i konklawe
Po II wojnie światowej sytuacja zakonu stała
się trudna. Utracono wiele instytucji i dóbr w
Europie Wschodniej. Z czasem usilne zabiegi
międzynarodowe kawalerów zaczęły przynosić
rezultaty. W latach 1946−1948 na forum ONZ
stawiano sprawę opieki nad Miejscami Świętymi
(sic!). Przyjęto nawet trzy rezolucje w tej kwestii.
Ochronę tych miejsc chciano powierzyć
„organizacji międzynarodowej o uznanym
prestiżu”. I tu wymieniono zakon maltański. Nieco
później, w 1949 roku, prezydenci Nikaragui i
Argentyny wydali deklarację stwierdza-jącą, że
zakon pozostaje suwerennym podmiotem prawa
narodów.
I tak dochodzimy do 1950 roku − momentu,
128
128
kiedy zrodził się spór między Watykanem i
kawalerami. Jego prawdziwe przy-czyny, tło i
mechanizmy pozostaną tajemnicą obu stron.
Sekret ten rodził i wówczas, i później, różne plotki
i domysły. W ich rozpowszechnianiu wzięli udział
Roger Peyrefitte i Tadeusz Bereza.
Autor „Spiżowej Bramy” stwierdził, że zakon
maltański jest tworem archaicznym, teatralnym i
snobistyczno-arystokratycz-nym. Jego członkowie
są bogaci i dlatego nie przestrzegają re-guły
zakonnej. W kultywowaniu swych wad zaszli aż
tak daleko, że usunęli ze stanowiska szefa
zakonu − księcia Thun und Hohensteina. A ten
poleciał na skargę do Watykanu. Tam tylko na to
czekano. Z okazji skorzystał zarządzający
finansami kardynał Canali. Od dawna już nie mógł
zcierpieć, że zakon opływa w bogactwa, a nawet
„ma pół Umbrii”. Jeszcze gorzej znosił wielkie
tradycje joannitów, zwłaszcza że on sam należał
tylko do „ubogiego, mieszczańskiego i bez
przeszłości” zakonu Świętego Grobu
Jerozolimskiego… Poirytowany był też cały sekretariat
stanu. Tym bardziej, że w terenie
nuncjusze ciągle przegrywali z kawalerami, którzy
otwierali liczne, nowe ambasady. Podważali w ten
sposób prestiż Watykanu. Dlatego powołano
kolejno trzy komisje kardynalskie. Miały one
ubezwła-snowolnić zakon. Zabroniono więc
joannitom wyboru wielkiego mistrza, a nawet
zakazano na trzy lata działalności politycznej i
dyplomatycznej… Spór miał już trwać ponad pięć
lat. A zakon nic sobie z tego nie robił. Przeciwnie,
rósł w siłę. Miał nawet ogromną administrację. W
Pałacu Magistralnym istniało, zatrudniające
wielkie rzesze ludzi, Ministerstwo Spraw
Zagranicznych. A w nim duże departamenty:
Europy, Morza Śródziemnego i Wschodu, obu
Ameryk. A do tego sekretariaty generalne.
W tym samym duchu utrzymane były rewelacje
na temat kościoła maltańskiego na Awentynie, a
nawet ponownego pogrzebu wielkiego mistrza
Zacosty, którego szczątki − przechowywane w
kopercie − wypadły na podłogę.
Ile w tym wszystkim jest prawdy? Raczej
bardzo mało: tyle co w opisie zakonu
Bożogrobowców. Choć wystarczyło sięgnąć na
przykład po watykański rocznik „Annuario
Pontificio”, który był w zasięgu ręki radcy
ambasady PRL.
Bardziej szanował fakty, również nie stroniący
od sensacji, Roger Peyrefitte. Po ukazaniu się
jego Kawalerów maltańskich szef zakonu − książę
Paterno musiał tłumaczyć się w Kurii oraz
zamieszczać sprostowania w „Osservatore
Romano”.
Prawdą jest iż między Watykanem a zakonami
wynikł spór na tle czysto politycznym. Jak wiemy
również w ówczesnym cza-sie papieżem był Pius
XII któremu „organizacje postępowe” czy-li zakony
i stowarzyszenia masońskie nie mogły wybaczyć
oficjalnego poparcia dla Hitlera w czasie II wojny
światowej.
Pius XII w swoich encyklikach potępiał ostro
wszelakie „or-ganizacje postępowe”; podkreślając
iż mają one na celu zniszczenie Kościoła
katolickiego, oraz iż głównym ich celem jest
przeniknięcie do Watykanu niszcząc go od
wewnątrz; przestrzegał ich przed infiltracją kleru
w poszczególnych krajach przez członków tychże
organizacji. Prawdziwy konflikt podyktowany był
tym, iż powstające z powojennego upadku zakony
rycerskie, przy pomocy stowarzyszeń masońskich,
wypowiedzia-ły nieoficjalną wojnę psychologiczną
papieżowi. Dopiero po jego śmierci w 1958 roku,
zakony zaczęły przeżywać swój prawdziwy rozkwit
na nowo. Który przypadał na lata sześćdziesiąte.
W początku lat sześćdziesiątych rozpoczęto
wydawać znaczki oraz powrócono do bicia własnej
monety. Zachowano przy tym dawny system
monetarny, w którym 1 skud = 12 tarów = 240
granów. Skud jest wymienialny po kursie 480 lirów
włoskich. Ale monety te można nabywać głównie
w Wielkim Magisterium jako atrakcję
pamiątkarską. Trudno za nie cokolwiek kupić, bo
nie ma sklepów maltańskich. Można więc zapytać,
co to za pie-niądz? I słusznie, choć niezupełnie.
Identyczną technikę sprze-dawania własnej
monety zbieraczom − a handlowania za liry
włoskie − stosuje Watykan i San Marino. Z tym, że
„państewka” te na dodatek biją swe monety w
mennicy włoskiej. Joannici są ambitniejsi − sami
produkują pieniądze. Mimo to nasuwa się pytanie,
czy skudy, tary i grany są walorami
numizmatycznymi? Wydawałoby się, że są, ale −
w przeciwieństwie do monet San Marino i
Watykanu − nie są umieszczane w katalogach
wydawanych dla zbieraczy. A co do znaczków, to
zakon zawarł dotąd konwencje pocztowe z około
czterdziestoma krajami. Nie jest jednak członkiem
Powszechnej Unii Pocztowej. Dlatego trwają
spory, czy znaczki joannitów są walorami
filatelistycznymi.
* * * * * *
Po ostatniej wojnie nastąpił duży rozwój
dyplomacji maltań-skiej. Liczba ambasad zakonu
za granicą wzrosła z 32 w 1965 roku do 52 w
1991 roku. Ponadto kawalerowie utrzymują
129
129
ambasadę przy komisji EWG w Brukseli oraz kilka
stałych przed-stawicielstw przy organizacjach
międzynarodowych.
Kalendarz protokolarny wielkiego mistrza jest
również prze-ładowany, co agenda szefa
normalnego państwa. Zresztą obowiązki szefa
zakonu są niemal identyczne: wizyty, spotkania,
negocjacje, obowiązki reprezentacyjne,
zatwierdzanie najistotniejszych decyzji i
dokumentów, troska o najważniejsze sprawy
wewnętrzne i zagraniczne. Od końca lat
pięćdziesiątych wielki mistrz przyjmuje wizyty
szefów państw i rządów. Rzadziej udaje się z
wizytą oficjalną. Przyjmowany jest wtedy z
honorami należnymi głowie państwa. Wizyty takie
wymieniano dotąd w zasadzie ze wszystkimi
krajami, z którymi zakon utrzymuje sto-sunki
dyplomatyczne.
W maju 1988 r. premier Malty złożył oficjalną
wizytę wielkie-mu mistrzowi. Przebiegała ona
według zwykłego programu pro-tokolarnego: pobyt
w Wielkim Magisterium i rozmowy z kanc-lerzem,
potem, na Awentynie, spotkanie z wielkim
mistrzem, złożenie wieńca w kościele na grobie
poprzedniego szefa zakonu i rozmowy. Premier
złożył propozycję oddania joannitom w
eksterytorialne władanie fortu św. Anioła na
Malcie. Nie ukrywał, że liczy i na wzrost turystyki, i
na ożywienie gospodarcze wyspy (…). Czyżby
więc kawalerowie mieli znowu powrócić na Maltę?
* * * * * *
Zanim jednak doszło do tej wizyty, zakon
przeżył dwa wydarzenia: śmierć wielkiego mistrza
i konklawe.
W styczniu 1988 roku zmarł wielki mistrz
zakonu maltańskiego − Angelo de Mojana di
Cologna. Miał 82 lata. W linii mę-skiej wywodził się
od władców średniowiecznej osady włoskiej
Mojana w górnym Comasco. W żeńskiej − z rodu
Nassali Rocca. Urodził się w Mediolanie. Ukończył
Gimnazjum Barnabitów. Po studiach prawniczych
w rodzinnym mieście, pracował w sądownictwie.
Do zakonu wstąpił w 1940 r.. Osiem lat później,
jako członek Włoskiego Stowarzyszenia
Kawalerów, podjął służbę w maltańskim korpusie
wojskowym. Awansował do stop-nia pułkownika.
W 1950 roku złożył śluby zwykłe. Jako arystokrata
od wielu pokoleń i Kawaler Sprawiedliwości
uzyskał promocję do pierwszej klasy członków
zakonu. Należał do prze-orstwa Lombardii i
Wenecji, które reprezentował w Suwerennej
Radzie. W 1957 roku złożył śluby wieczyste. Swój
talent praw-niczy wykorzystał przy pracach nad
redakcją reguły, kodeksu i Karty Konstytucyjnej
zakonu. W 1962 roku 8 maja został wybrany
siedemdziesiątym siódmym z kolei wielkim
mistrzem za-konu. Przez 26 lat stał na czele
organizacji rycerzy szpitalników. Zakon umocnił
wówczas swoją pozycję w świecie. Nawią-zał
stosunki dyplomatyczne z kilkunastoma kolejnymi
państwa-mi, zawarł szereg umów
międzynarodowych i konwencji pocztowych,
stworzył własne sądownictwo, rozpoczął bicie
monety i emisję znaczków. Jako pierwszy
suweren zakonu po wojnie, zaczął składać i
przyjmować wizyty państwowe. Papież Jan Pa-weł
II udekorował go niezwykle zaszczytnym
odznaczeniem − Orderem Chrystusa
Najwyższego (…).
8 kwietnia 1988 roku otwarto ciężką bramę Villi
Malta na Awentynie. Wejścia strzegli giermkowie
w renesansowych stro-jach. O godzinie 9, w
kościele św. Marii, rozpoczęła się msza
odprawiana po łacinie. Celebrował ją prałat
zakonu − monsignor Mario Brini. Uczestniczyli
kawalerowie w średniowiecznych, religijnych
strojach.
Uformował się orszak kawalerów. Na czele
szpitalnik zakonu. Za nim sztandar rycerstwa
niesiony przez najmłodszego uczestnika
uroczystości. W Pałacu Mistrzów weszli na
pierwsze piętro, do Wielkiej Sali Pełnej Rady
Państwa. Rycerze zajeli miejsca za ogromnym
stołem, nakrytym „czerwonym suknem” z białymi
maltańskimi krzyżami. Pośrodku krucyfiks z
relikwią Świętego Krzyża. Na ścianach portrety 77
wielkich mistrzów zakonu. Strażnik konsylium, w
asyście dwóch koaudytorów zamknął, od
zewnątrz, na klucz drzwi od sali.
Zaczęło się konklawe. Przewodniczył namiestnik
zakonu. Od-czytał przepisy zakonnego kodeksu,
ustalając zasady elekcji. Przed każdym
kawalerem leżał alfabetyczny spis rycerzy, którzy
spełniali warunki ubiegania się o urząd wielkiego
mistrza. Obok − plik kartek z nadrukiem Eligo et
postulo in Magnum Magisterium oraz miejscem
na wpisanie nazwiska. Zobowiązali się dokonać
godnego wyboru i dochować tajemnicy.
Zapadła cisza. (Zakaz rozmawiania ze sobą
członków konklawe wprowadził papież Urban VII.
Wypełnione w skupieniu formularze
kawalerowie zginają na pół. Głosy wrzucają do
dużej, srebrnej urny.
W trzecim głosowaniu wybór został dokonany.
żaden uczestnik nie mógł jednak ujawnić
nazwiska mistrza elekta, aż do ogłoszenia
papieskiej aprobaty. Pospiesznie spisywano pro-
130
130
tokół wyboru. Nastąpiło otwarcie drzwi. O 14,30
wezwano ambasadora zakonu przy Watykanie.
Polecono mu poinformować o rezultacie konklawe
Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej. Po trzech
dniach, rankiem, 11 kwietnia kardynał patron
zakonu został wezwany do Watykanu. Otrzymał
notę sekretarza sta-nu zawiadamiającą, iż:
„Papież Jan Paweł II … aprobuje wybór Wielkiego
Mistrza Suwerennego Rycerskiego Zakonu
Maltańskiego w osobie kawalera „brata” Andrew
W. N. Bertie’ego”.
Czyli papież jako głowa kościoła pozostaje
ponad wielkim mistrzem. Osobą która ma
decydujący głos w sprawach zakonu.
* * * * * *
Kim jest siedemdziesiąty ósmy wielki mistrz
rycerzy św. Ja-na? Andrew Willoughby Ninian
Bertie w chwili wyboru miał 58 lat. Jest potomkiem
książąt Lindsay i Abingdon − ze starej dy-nastii
Merowingów. Przez matkę − ze Stuartów − jest
spokrew-niony z królową Elżbietą II. Przez ojca −
Sir Jamesa − z Winstonem Churchillem. Urodził
się w Londynie. Maturę zdał w Kolegium
Benedyktynów. Potem wstąpił do Gwardii
Szwajcarskiej, gdzie dosłużył się oficerskich
szlifów. Ukończył studia z zakresu historii,
orientalistyki i afrykanistyki. Był wykładowcą
języków nowożytnych, potem dziennikarzem.
Odbył podróże do Indii, Sikkimu i Tybetu.
Opanował 15 języków. Do zakonu na-leży od
1956 roku. Był wiceprzeorem W. Brytanii. W 1981
roku złożył śluby wieczyste. Został członkiem
Wielkiego Magiste-rium. Przebywał na Malcie,
chroniąc się przed zgiełkiem współ-czesnego
życia, jak to później wyznał. Jego osobowość
zyskała uznanie papieża Jana Pawła II, co
podkreślił kardynał patron: „Był to wybór bardzo
piękny i dobry dla zakonu. Papież Jan Paweł II
żywi duży szacunek i ciepłe uczucia dla wielkiego
mistrza”.
* * * * * *
Osobnego potraktowania wymagają stosunki z
Włochami i Stolicą Apostolską. Państwo włoskie
bardzo długo nie mogło się zdecydować, czy
traktować oficjalnie zakon jako państwo obce.
Wprawdzie w praktyce uznawało odznaczenia,
immunitety wiel-kiego mistrza i kanclerza oraz
eksterytorialność siedzib kawalerów, ale nie
chciało stawiać kropki nad i… Bardziej konsekwentne
były sądy włoskie. Uznawały one prawa
władcze i ma-jątkowe zakonu i szanowały jego
jurysdykcję. Chroniły nazwę zakonu i podkreślały
jego podmiotowość międzynarodową. W końcu, w
1960 roku nastąpiło zawarcie oficjalnej umowy
między stronami. Towarzyszyło temu utworzenie
ambasad.
Z Watykanem, z kolei, po wyroku Trybunału
Kardynalskiego, stosunki układały się bardzo
dobrze. Od pontyfikatu Jana XXIII wszyscy
papieże odnosili się z wielkim szacunkiem do zakonu
i jego wielkiego mistrza. Oficjalnym wizytom
tego ostatniego nadawano niezwykle uroczystą
oprawę. Taką, jakiej dostępują tylko niliczne głowy
państw. Ilustrować to może opis wi-zyty oficjalnej z
lipca 1988 roku, który cytuję z oficjalnego protokołu:

„Orszak samochodów, poprzedzany limuzyną
Wielkiego Mistrza z jego flagą herbową, wjechał
na plac św. Piotra. Gwardia Szwajcarska,
ustawiona przed Bazyliką, oddała honory wojskowe.
Świta, przez łuk Dzwonów, wjeżdza na
podwórzec św. Damazego. Rozlegają się fanfary.
Wielki Mistrz wysiada z samochodu. Gwardia
Szwajcarska oddaje honory. Prefekt Domu Papieskiego,
delegat Komisji Państwa-Miasta
Watykan, Komendant Gwardii i Szlachcice
papiescy witają Jego Wysokość. Usta-wia się
szereg osobistości towarzyszących. Orkiestra gra
Hymn Suwerennego Rycerskiego Zakonu
Maltańskiego. Jego Wysokość rozmawia krótko z
witającymi go osobistościami. Tymcza-sem świta
udaje się po schodach na drugą Loggię. Tam
formuje się orszak, do którego dołączają
dostojnicy papiescy. Wszyscy zatrzymują się w
Salach Tronu i Ambasadorów. Kardynał
Kamerling zaprasza Wielkiego Mistrza na
rozmowę do Bibliote-ki prywatnej papieża. Papież
wychodzi na spotkanie Jego Wy-sokości.
Rozmowa trwa 25 minut. Potem Prałaci
Honorowi wprowadzają orszak do salonu
Biblioteki. Jego Wysokość przedstawia członków
świty Jego Świątobliwości. Wchodzą również
kardynałowie, witając się z delegacją Zakonu.
Papież wygłasza prze-mówienie. Wielki Mistrz
odpowiada na nie, również w języku francuskim.
Następuje wymiana darów. Papież otrzymuje
kielich złoty z 1789 r., zakonny mszał wotywny,
album o Madonnie z Fileremo i złoty medal
Zakonu. Wręcza Mistrzowi srebrny krucyfiks i trzy
złote medale swego pontyfikatu. Członkowie delegacji
dostają medale srebrne. Świta opuszcza
Bibliotekę. Pa-pież odprowadza Jego Wysokość do
Sali Małego Tronu. Tu następuje pożegnanie. W
sali Ambasadorów formuje się orszak. Idzie on
poprzez Salę Klementyńską i Schody Szlacheckie
do Sekretariatu Stanu. Kardynał Agostino
Casaroli wita Jego Wysokość i zaprasza na
rozmowy.
131
131
Orszak delegacji wchodzi do Sali Królewskiej.
Oczekuje tu korpus dyplomatyczny przy Stolicy
Apostolskiej w strojach ga-lowych. Kardynał
Sekretarz Stanu wita wszystkich…”.
Zakony rycerskie, ich swary i rozłamy
Ile było zakonów rycerskich? Ile z nich
przetrwało do naszych czasów? Czy te, które
pojawiają się ostatnio, są autentyczne?
Elżbieta Dzikowska w programie telewizyjnym
stwierdziła, że istniały tylko trzy zakony rycerskie:
joannici, krzyżacy i templariusze. Sam fakt
istnienia zakonów rycerskich dość łatwo ustalić.
Trudniej dowieść ich autentyczności, gdyż
konieczna tu jest rzetelna analiza historyczna.
Wydaje się, że w poprzednich rozdziałach
przekonaliśmy się co do istnienia i autentyczności
zakonu maltańskiego.
Może jednak istnieją także inne zakony
rycerskie, z którymi Polska nawiąże stosunki
dyplomatyczne? A może nawet cudzo-ziemcy
zaczną otwierać indywidualne ambasady w RP,
zgodnie z teorią podmiotowości prawnomiędzynarodowej
osób fizycznych. To dopiero
byłby luksus. Każdy emeryt mógłby codziennie
podejść na dyplomatycznym raucie.
Oficjalne roczniki watykańskie informowały o
istnieniu, wa-żnych prestiżowo, papieskich
zakonów, zwanych tam Ordini Equestri
Pontifici. Są to zakony rycerskie. Niektóre z nich
sku-piają tylko kawalerów wysokich odznaczeń.
Ale jest też zakon Konny Świętego Grobu
Jerozolimskiego. Początki tego zakonu nie są
dokładnie zbadane. Wiadomo, że istniał on już w
okresie krucjat. Założony został prawdopodobnie
przez Godfryda de Bouillon, wodza pierwszej
wyprawy krzyżowej. Wniosek taki wy-ciągany jest
m. in. z faktu, że rycerz ów otrzymał od króla
Jerozolimy tytuł Obrońcy Grobu Chrystusa.
Potem, w XV wieku, przez blisko 100 lat zakon
Świętego Gro-bu podlegał wielkiemu mistrzowi
joannitów, w którego łaciń-skim tytule do dziś
zachował się tego ślad. Współcześnie zakon był
reorganizowany przez papieży; Piusa IX i Leona
XIII. A Pius XI zastrzegł dla papieży tytuł
wielkiego mistrza, a także przywrócił pierwotny cel
zakonu, czyli „dzieło zachowania wiary w
Palestynie”. Natomiast za Piusa XII urząd
wielkiego mistrza zli-kwidowano, znane było
krytyczne podejście Pius XII do wszelkich
zakonów. Jan XXIII i Paweł VI zatwierdzili obecne
statuty zakonu. Jego siedzibą jest klasztor San
Onofrio na rzymskim Janiculum, a biura
reprezentacyjne znajdują się na rogu ulic
Conciliazione i Santo Sepolcro. Zakon, „za
wybitne zasługi dla Stolicy Apostolskiej”, nadaje
własne, wysoko cenione odznacze-nia. A
członkami tego bractwa są wybitni arystokraci i
przedstawiciele hierarchii kościelnej. Struktura zaś
jest typowa dla zakonów rycerskich.
Kawalerowie-strażnicy Świętego Grobu
uczestniczą w najważniejszych uroczystościach
watykańskich, jako asysta honorowa.
* * * * * *
Czym jest zakon maltański? Organizacją
międzynarodową, zgromadzeniem religijnym, czy
też małym państwem?
W działalności dobroczynnej skupiają oni
wokół siebie wielokrotnie liczniejszy woluntariat,
zrzeszony w korpusy skautowe. Wśród kawalerów
są znani politycy: Francesco Cossiga, Giu-lio
Andreotti, Amintore Fanfani, John Volpe
(ambasador USA) i William Simon (b.
amerykański sekretarz skarbu). Wielu jest
przemysłowców i finansistów, jak: Gianni Agnelli,
Lee Iacocca (Chrysler), Peter Grace (ropa, statki)
i multimilioner brazylijski Dino Samaja. Liczni są
przedstawiciele rodów królewskich i sta-rej
arystokracji, takich jak Polignac, Hohenzollern,
Savoia, Ra-nier i Baudouin. Są wśród nich
członkowie loży masońskiej P-2, założonej ongiś
przez Licio Gellego. Są też wśród nich, wpły-wowi
politycy i wojskowi. Większość z tego grona to
Żydzi.
Dziś, podobnie jak przed dziewięciuset laty,
głównym celem zakonu pozostaje rzekome
niesienie pomocy chorym oraz opie-ka nad
biednymi. Te − medyczne i humanitarne −
aspekty ek-sponują joannici w swej publicznej, w
tym też międzynarodowej aktywności. Stąd
wynika ich duży udział w pracach
Międzynarodowego Czerwonego Krzyża oraz
Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do
spraw Uchodźców, a także UNESCO, FAO i
Światowej Organizacji Zdrowia.
Wymienione wyżej organizacje, są pod ścisłą
kontrolą „The Trilateral Commision” („Rada
Trzystu”, − „Matrix III” Valdamar Valerian 1992 r.).
Jak twierdzi autor − «Rada Trzystu pełni ro-lę
„Tajnego Światowego Rządu”.»
Zupełnie wyjątkowym wyróżnieniem zakonu
jest traktowanie go na równi z państwami w
Międzynarodowym Komitecie Medycyny i
Farmacji Wojskowej. Jest to organizacja międzyrządowa,
której członkiem joannici są od 1946
roku.
132
132
Zakon maltański stworzył wiele organizacji i
fundacji międzynarodowych. Najważniejszymi z
nich są: „Międzynarodowa Organizacja Pomocy w
Walce przeciw Głodowi” (AIOM), „Komi-tet
Wykonawczy ds. Pomocy Trędowatym”
(CIOMAL), „Fundusz na Rzecz Szczepionek”,
„Instytut Studiów i Badań Szpitalnych” w Rzymie.
Organizuje również międzynarodową wymianę
doświadczeń, w tym tematyczne kongresy i
seminaria. Wydaje pi-sma fachowe, m. in. Acta
Leprologica.
* * * * * *
W polskiej prasie, radiu i telewizji −
począwszy od jesieni 1989 roku − zaczęły
pojawiać się wzmianki o zakonie maltańskim,
przeważnie mało rzetelne informacyjnie i
traktowane ja-ko ciekawostki. Jednak po raz
pierwszy tzw. szeroka opinia pu-bliczna
dowiedziała się o istnieniu zakonu i o jego
działalności, że «Polski Związek Zakonu zasilił
„Fundusz SOS” kwotą 60 milionów złotych.
Dokonał też wmurowania tablicy
upamiętniającej wojenne lo-sy szpitala
maltańskiego przy ulicy Senatorskiej 40 w
Warszawie.» Uniwersytet Warszawski zaś
przyznał doktorat honoris causa zamieszkałemu
w Anglii Andrzejowi Ciechanowieckiemu,
ówczesnemu sekretarzowi Polskiego
Stowarzyszenia Kawalerów. Opublikowano nawet
w tygodniku „Solidarność” wywiad z prezy-dentem
tej organizacji, ale tekst roił się od przeinaczeń… A
oże-niony z Hinduską kawaler Tadeusz de Virion
(?) został mianowany ambasadorem RP w
Londynie. Czyli nasz MSZ powrócił do
przedwojennej tradycji. Tylko że wtedy członek
zakonu mógł poślubić jedynie arystokratkę.
W historii związków naszego kraju z zakonem,
joannici trzy-krotnie próbowali nawiązać stosunki
dyplomatyczne z Polską. Najpierw w XVIII wieku,
ich działania zostały uwieńczone formalną umową
z 1781 roku. Ze względu na rozbiorową
zawieruchę nie zdołano wtedy jednak
zorganizować ambasady zakonu. A kładąc tym
relacjom kres traktat między joannitami a Rosją,
podpisany w Petersburgu 15 stycznia 1790 roku,
może nawet dziś budzić pewien niesmak. Po
ostatniej wojnie bardziej intensywne zabiegi
władze joannitów, rozpoczęły w połowie lat
sześćdziesiątych, a jeszcze bardziej w latach
osiemdziesiątych.
9 lipca 1990 roku, w salonach recepcyjnych
polskiego MSZ obie strony zawarły umowę
międzynarodową. Nosiła ona nazwę protokołu o
nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między
Rzeczypospolitą Polską a Suwerennym Zakonem
Maltańskim. Podpisy złożyli: za Polskę − minister
Krzysztof Skubiszewski, w imieniu zakonu −
ambasador joannitów w Wiedniu, Gioacchino
Malfatti di Montetretto.
Porozumienie oznaczało wzajemne
ustanowienie ambasadorów oraz otwarcie
placówek dyplomatycznych. Realizacja takie-go
przedsięwzięcia zawsze jednak rodzi problemy
materialne, logistyczne i protokolarne. W praktyce,
by nie mnożyć kosztow-nych dygnitarzy,
zaiteresowane państwa powierzają przeważnie
funkcję ambasadora przy zakonie, szefowi swojej
misji przy Wa-tykanie. (Praktycznie, naczelne
władze zakonu są w Watykanie, ale jak na razie
jest to utrzymywane w tajemnicy).
W grudniu 1990 roku ambasador RP przy
zakonie, pan prof. Kupiszewski złożył wielkiemu
mistrzowi listy uwierzytelniają-ce… 18 kwietnia
1991 roku Polska zawarła z zakonem umowę
międzynarodową o obrocie pocztowym. Ta
konwencja pocztowa oznaczała, że Polska
zobowiązuje się do transportowania i
dostarczania, na całym swym terytorium, przesyłek
pocztowych ofrankowanych przez zakonne poczty
magistralne.
* * * * * *
Fatum nie chcianej tajemniczości zakonu
przełamali w koń-cu Elżbieta Dzikowska i Tony
Halik. Byli na Malcie. Francis Ebejer skontaktował
ich z kawalerem Anthonym Montanaro. I tak
dotarli do wielkiego mistrza, wypoczywającego w
Attard, w „Casa del Piro”. Tylko że na ich filmie
Jego Najeminentniejsza Wysokość wypadł
niezwykle mizernie. W niczym nie przypominał
dygnitarza, którego widywano podczas
uroczystości inwestytury. Może dlatego artykuł,
zrobiony przy tej samej okazji, a zamieszczony w
„Gazecie Wyborczej”, wydawał się inny. Ale obie
rzeczy były ciekawe. Zawierały też sporo nigdzie
przedtem nie publikowanych poloniców (a któż
mógłby lepiej wiedzieć jak nie koledzy po fachu!).
Przedstawmy najważniejsze z nich:
Prezydentem Polskiego Związku Kawalerów,
po Emeryku Huttenie-Czapskim i Władysławie
Ponińskim, jest obecnie hra-bia Jan Badeni.
(Muszę wierzyć na słowo, bo roczniki wydawane
w Rzymie podają wszystkie dane z opóźnieniem).
Dwaj wiceprezydenci to hrabia Andrzej
Ciechanowiecki z Anglii i hra-bia Władysław
Tarnowski z Francji. Szpitalnikiem został hrabia
Adam Zamoyski z Wielkiej Brytanii, a
jałmużnikiem − Woj-ciech Sulimirski z USA (tylko
szlachcic). Skarbnikiem jest hra-bia Rafał
133
133
Smorczewski. Delegatem związku na Polskę
mianowano Juliusza Ostrowskiego z Krakowa.
Stworzono też fundację „Pomoc Maltańska” z
prezesem Mikołajem Radziwiłłem na czele.
Podczas ostatniej wizyty papieża pielgrzymami
opiekowały się m. in. sanitarne drużyny
maltańskie z Irlandii. Ulicami Warszawy jeździ
ambulans z ośmiopromiennymi krzyża-mi − dar
Wielkiego Magisterium. A nowym ambasadorem
zakonu w Polsce został Francuz Francois de
Varesquiel.
* * * * * *
Z ufnością chłonąłem wszystkie informacje.
Nagle natknąłem się na coś dziwnego. Któryś z
zakonnych braci twierdził, że jeśli się ma luki w
rodowodzie, to wystarczy dowieść ciągłości
szlachectwa przodków po kądzieli od 1683 roku lub
po mieczu − jedynie od 1589 roku…? W innym
miejscu kawalerowie poda-ją, że wystarcza im
udowodnienie arystokratycznego pochodze-nia od
ośmiu generacji… O ile wiem, to tylko od
czterech. Ma-ło. Wystarczy na pergaminie
wyrysować drzewo genealogiczne z 16 herbami i
uzyskać pod tym podpisy czterech kawalerów,
złożone sub fide nobili ed iuramenti loco. Nie
musi to być aż tak trudne, zwłaszcza jeśli ktoś nie
rozumie łaciny. Takie drobne nieścisłości, a
natychmiast nasuwają wiele wątpliwości w kwestiach,
które przedtem przyjmowało się bez
wahania za prawdę.
Bo jeśli hrabia Badeni został wybrany na 5 lat,
a ustępuje z urzędu w 1992 roku, to dlaczego
wiosną 1990 hrabia Poniński twierdził, że to on
jest aktualnym prezydentem związku? I czy
rzeczywiście te dary z lekarstwami maltańskimi
płyną do Polski transportami, aż po kilkanaście ton
każdy? Czy związek pol-ski wspiera kraj sumami
po kilkadziesiąt tysięcy dolarów rocz-nie? I czy to
jest dużo, jeśli w zarządzie tego stowarzyszenia
zasiada dwóch bankierów i jeden hojny mecenas
kultury? A wreszcie, skąd się wzięło wśród
Polaków aż tylu hrabiów? Może więc lepiej być
tylko szlachcicem, za to na pewno autentycznym.
Choć z drugiej strony, skoro ongiś w Polsce
szlachta sta-nowiła większość, może powinno się
cenić raczej brak herbowego pochodzenia.
I na końcu sprawa nieco poważniejsza.
Dlaczego polscy ka-walerowie, i nie tylko oni,
zapomnieli o Związku Śląskim? Prze-cież jest to
najstarsze maltańskie stowarzyszenie narodowe,
w dodatku o polskim rodowodzie… Czyżby
uważali, że należy go zostawić obcym pragnącym
powrotu?
„Tajemnice zakonu maltańskiego” − Jarosław
Sozański − Wa-wa − 1993 r.
___________________
NAJWYŻSZA RADA RYCERZY MALTAŃSKICH
Rada Wojskowa Rycerzy Maltańskich, jest
potężną, międzyna-rodową tajną organizacją,
mającą bezpośrednie połączenie z Wa-tykanem
Informacje na temat rycerzy maltańskich jakie
istnie-ją są informacjami pobieżnymi. Niektóre
badania łączą ich z wolnomularstwem…
Większość wiąże ich ze średniowiecznym
zakonem templariuszy… Często jednak łączy się
ich razem z przynależnością do obu zakonów. W
każdym razie, jest to organizacja z ciemną i
niejasną przeszłością, która jest okryta honorem,
etyką i działalnością charytatywną. (Jest tam
katolicka i protestancka odnoga). Wielkim
mistrzem 5 kontynentów jest Andrew Bertic,
niemniej jednak absolutną głową jest papież Jan
Paweł II.
Dzisiejsi rycerze maltańscy, skądinąd znani
jako „Najwyż-szy Rząd Wojskowy − Rycerzy
Maltańskich” (SMOM) mają 900 lat i są wyłącznie
rycerskim rządem. Tenże antyczny rząd rycerski
był w egzystencji jeszcze przed Krzyżakami. Był
on za-łożony pod nazwą „szpitalnicy” św. Jana z
Jeruzalem. W XI wie-ku, podobnie jak
wolnomularstwo zaczął on posuwać się naprzód
jako organizacja charytatywna. Mimo wszystko
rząd ten ma dwie strony: militarną i polityczną i
jest najwyższym pośrednikiem władzy.
Kiedy wojska tureckie zaatakowały Świętą
Ziemię, rząd maltański utworzył jednostkę
wojskową do obrony Jeruzalem wraz ze świętymi
miastami.
Własna literatura zakonu opisuje ich korzenie
w następu-jący sposób „gdy Jeruzalem było
utracone oni (rycerze) przenieśli się do Acre. W
sto lat później gdy miasto wpadło w ręce
muzułmanów, zakon przeniósł się na Cypr, gdzie
papież dał im wyspę − Rhodes którą trzymali,
przez wiele stuleci broniąc przed najeźdźcami
muzułmańskimi. Ostatecznie ekspansja muzułmanów
zmusiła ich do opuszczenia Rhodes. Dano im
wyspę Maltę którą władali jako suwerennym
państwem przez 300 lat do 1798 roku, kiedy to
Napoleon zmusił ich do oddania wyspy”. Ich
późniejsza historia twierdzi:
„Po utraceniu Malty rycerze wędrowali z miejsca
na miejsce, aż do 1834 roku, kiedy to papież Leon
XII przyjął ich i stworzył im rząd w Rzymie…
134
134
Wielcy mistrzowie rządu w dalszym ciągu cieszą
się prawami jako głowy państwa, jak też tenże
rząd wojskowy rycerzy maltańskich ma pozycję w
świecie dyplomacji i „umiejętności” rządzenia
państwem.
Dzisiaj ponad 40 państw uznaje suwerenność
rządu maltań-skiego oraz utrzymuje z nim pełny
dyplomatyczny stosunek. Do-datkowo, są oficjalnie
przedstawiane delegacje rządu wojskowe-go
rycerzy maltańskich do pszczególnych państw jak
i organizacji międzynarodowych… oraz wiele
krajów uznawało i uznaje rząd maltański jako
nadrzędny − które według zasad prawa mię-
dzynarodowego odpowiada suwerenności”.
Wyraźnie, ten „dobro-czynny” katolicki prąd jest
władzą − rządem sam w sobie i od-powiada tylko
przed papieżem. Papież który to zalegalizował −
Leon XII (1821 − 1829) − potępił wolność religijną,
tolerancję, stowarzyszenia biblijne oraz
tłumaczenia Bibli oznajmiając: że „ktokolwiek
oddzielony jest od kościoła Rzymskokatolickiego
mimo braku winy pod innymi
względami, nie ma prawa do ży-cia wiecznego”.
Obecnie urzędujący papież Jan Paweł II,
kieruje się dokła-dnie tymi samymi
perspektywami.
Międzynarodowa głowa rządu − wielki mistrz
jest wybierany dożywotnio, przez dekret papieski
oraz biura jakie prowadzi, ma on rangę księcia,
precedens kardynała i tytuł „Najwyższej Eminencji”.

SMOM czyli: (Najwyższa rada wojskowa rycerzy
maltańskich), okazuje się mieć połączenia z
monarchami oraz wpływowymi bogatymi
rodzinami arystokratycznymi przeważnie w
Europie. Polityka ich okazuje się być bynajmniej
odpowiednia; ma wyraźne związki z C.I.A. SMOM
zdecydowało się na oddawanie honorów −
indywidualnościom. Historyk Stephen Birmingham
powiedział o nich: „rycerze maltańscy zawierają
coś co być mo-że jest najbardziej eksklusywnym
klubem na ziemi; Są czymś więcej niż katolicka
arystokracja, mogą podnieść słuchawkę uciąć
sobie pogawędkę z samym papieżem” (…)
Jak wskazują badania Betty Mills, że w latach
trzydziestych naszego wieku istniał plan wojskowy
SMOM by przeniknąć i w krótkim czasie
zawładnąć „Białym Domem”. John J. Raskob,
członek rycerzy maltańskich, był zamieszany w
to… Poczyniono zamiary w efekcie których oficer
Marine USA, generał Sme-dley Butler, miał objąć
dowództwo w tym przedsięwzięciu. W zamian
generał Butler miał zabezpieczyć demaskujące
dowody całej akcji przejęcia „Białego Domu” przez
SMOM. Według Bet-ty Mills, gen. Butler
zdemaskował cały plan tego przedsięwzię-cia.
Na ile jest w tym prawdy trudno powiedzieć.
Wiadomo jednak, że Biały Dom od początku
swego istnienia − począwszy od pierwszego prez.
Jerzego Waszyngtona − był opanowany przez
masonerię, gdzie rządzi ona po dzień dzisiejszy.
Wystarczy po-jechać do Aleksandrii koło
Waszyngtonu, gdzie mieści się jedna z
najważniejszych (rangą) świątyń masońskich im.
„G. Wa-shingtona”, by się przekonać i zobaczyć
dowody świadczące o przynależności do
masonerii większości prezydentów USA, jak też
członków poszczególnych gabinetów rządowych.
Powstaje więc pytanie − dlaczego masoneria
miała by się dublować? Być może była to
zagrywka propagandowa (…)
John J. Raskob, jeden z trzynastu fundatorów
oddziału SMOM działającego w USA, prezes
General Motors, był uwikłany w ten zamierzony
rzekomy zamach. Zeznania Kongresu w sprawie
spi-sku odbyły się, lecz wielki mistrz SMOM nigdy
nie był wzywany do zeznania pod przysięgą. Jest
to interesujące a jednocześnie intrygujące, że
podane wyżej wydarzenie z 1930 roku, nie jest
notowane ani w książkach historycznych ani w
encyklope-dii. Pisze dalej Betty Mills; „SMOM
cieszy się taką potęgą oraz powiązaniami z
innymi tajnymi organizacjami w całym świecie, że
może wywierać bardzo poważne oddziaływanie
na sprawy światowe”. Poprzez zagadkowość,
SMOM łączy wpływowe źródła z innymi
niejasnymi, tajnymi organizacjami w celu
zrealizowania swych zamierzeń, jakim jest „Nowy
Porządek Świata”.
Na przełomie listopada i grudnia 1990 roku
założona zosta-ła fundacja w imię istniejącego
porozumienia, między Prieure de Sion a Janem
Pawłem II − pod nazwą „Trumpet” (trąba), wbrew
wypowiedzi Malachi Martin iż Prieure de Sion
jest mitem, który nie istnieje. My natomiast
wierzymy, że istnieje w rzeczywistości, i że
pracuje w zgodzie z Watykanem.
W książce „The Messianic Legacy” autorzy
piszą o sposobie w jaki, tajemnicze organizacje
działają razem, gromadzą wspólnie kapitał,
bogactwa naturalne, owoce współczesnej techniki
aby potem potajemnie ogołocić wysiłki innych i
wrócić z powrotem do autonomi. Autorzy piszą:
„Pomimo iż stało się jasne, że Prie-ure de Sion
miał interes i prowadził działalność w jakiejś
niejasnej strefie − strefie gdzie europejskie
135
135
chrześcijańsko-demokra-tyczne partie, różnorodne
ruchy dedykujące swą działalność ku jedności
Europy, kliki arystokrackie, sekty
wolnomularskie, CIA, rycerze maltańscy i inne
zakony rycerskie i Watykan „wi-rują” razem,
gromadzą kapitał dla jednego specyficznego celu.
Te wygodne pokrewieństwa związków, działają
na wielu fron-tach poprzez wysokie finansowanie
przez międzynarodową fi-nansjerę, korzystając z
różnego rodzaju sieci informacyjnych, wszelkich
fundacji, sekt religijnych, massmediów, wojska,
poli-tyki, poprzez różnorodne formowanie opini
publicznej w posta-ci odpowiednio sterowanych
„modeli” do naśladowania rzuconych w wir życia,
na wcześniej już przygotowane podłoże − czę-sto
wystawione i pozbawione zdolności samodzielnego
myślenia. Dodatkowo dla zatracenia
przynależności narodowościowych, następuje
krzyżowanie ludzi poprzez umożliwianie wyjazdów
za-granicznych w celach zarobkowych i
osiedlanie się w nich na stałe, często nawet
poprzez sztuczne zapładnianie, w taki oto
sposób następuje powolne wynaradawianie
społeczeństw.
Wracając do związków, na przykład rycerz
maltański William Buckley, jest również członkiem
Rady do Spraw Zagranicznych. Inny rycerz
maltański Frank Shakespeare, pełni funkcję
ambasadora USA przy Watykanie, był też
prezydentem CBS i viceprezydentem RKO
General. Frank Shakespeare przyłączył się do
skrajnej organizacji Paula Weyrich’a gdy ten
został prezesem Rady w Fundacji „Weyrich’s
Heritage Foundation”. Prawdo-podobnie
przypadkowo Paul Weyrich podróżował po
Moskwie, jak się później okazało celem jego
podróży było udzielenie Rosjanom pomocy, w
założeniu demokratycznego rządu. Weyrich
Heritage Foundation sprowadziła do USA, Karla
von Habsburga i mianowali go na
przewodniczącego Izby Reprezentantów.
Dynastia Habsburgów jest pirwszorzędną siłą
kryjącą się za Pan European Movement (czyli za
europejskim rządem).
Inni dawni i współcześni członkowie SMOM to:
Lee Iacocca, grecki magnat handlowy Spyros
Skouras, przyjaciel prez. Nixo-na − Robert
Abpplanalp, Baron Hilton, John Volpe, William Simon,
sekretarz skarbu Alexander Haig, William
Buckley, Bennett Williams − słynny adwokat
broniący sławnych i bogatych osobistości i William
Casey. Zakon rycerzy maltańskich, zrzesza elitę o
nieprecedensowej sile i potędze na skalę
światową. Mogą oni usunąć z urzędu liderów
światowych, a nawet całe rządy. To daje im
nieograniczoną moc do kształtowania i kreowania
prototypu rządu światowego.
Czy dzisiejsze SMOM jest neorycerską
organizacją pomaga-jącą papieżowi Janowi
Pawłowi II rozszerzyć granice Europy i
umożliwienie mu pozostania głównym graczem „w
Nowym Po-rządku Świata”?
«Jak podają niektóre źródła, Papież, jest
tylko wykonawcą poleceń „Sanhedrynu”, czy
bardziej znanych, jako „nieznani naczelnicy”, o
któ-rych trudno znaleźć jakiegokolwiek zapisu
w dokumentach historycznych. Wspomina o
nich Bolesław Rudzki w swojej przedmowie
napisanej do „Protokołów Mędrców Syjonu”.
Jednak wszystko wskazuje na to, że w
Watykanie mieści się całe centrum
wykonawcze, poleceń tychże „nieznanych
naczelników”. Papież natomiast, jako głowa
Kościoła katolickiego w Watykanie i
zwierzchnik zakonu rycerzy maltańskich, ma
do dyspozycji rycerzy tegoż zakonu, jak też i
rycerzy innych zakonów i członków niektórych
organizacji masońskich. Członkowie tychże
organizacji czy zakonów piastują najwyższe
stanowiska państwowe w poszczególnych
krajach − a w taki sposób bardzo łatwo jest
kontrolować sytuację na świecie i nią
decydować. Pełnią oni tzw. podwójną rolę, z
jednej strony będąc członkiem związku
masońskiego czy jakiegoś zakonu − są
zobowiązani do ścisłego wykonywania
zleconych zadań przez swych zwierzchników,
w tym wypadku przez Watykan. Z drugiej
strony − pełniąc wysokie i odpowiedzialne
funkcje w danym rządzie czy w jakiejś
priorytetowej organizacji, mają duży wpływ na
wprowadzanie w życie danych decyzji
związanych z wprowadzaniem „nowego
porządku światowego”. Było to okryte jak do
tej pory ścisłą tajemnicą.
Od wojny z Irakiem, to jest od roku 1991,
kiedy ówczesny prez. USA George Bush,
ujawnił częściowo skrupulatnie ukrywane
plany przez tyle wieków. Właśnie od tego
czasu nastąpił wyraźny wzrost w świadomości
społeczeństw, co do sytuacji na świecie i
zagrożenia, jakie na-dchodzi ze strony
międzynarodowych globalistów −
konspiratorów.
Wystarczy dokładnie przeczytać „Stary
136
136
Testament”, gdzie Żydzi wyraźnie przyznają
się do swoich czynów wobec innych nacji
(tzw. „gojów”), jak też planów na przyszłość
związanych z opanowaniem przez nich świata.
Chodzi tu o zaprowadzenie − od prawie, 6
tysięcy lat oczekiwanego i realizowanego
przez Żydów, „królestwa na ziemi”.
Nasuwa się niecierpliwie pytanie − jeżeli im
się uda zaprowadzić to, co planują, co będzie
z nami − nieżydami? Można się domyślać, że
ma-ją na to już przygotowane plany. Czy uda
im się zrealizować to już za-leży od tego, na ile
będziemy świadomi by się temu
przeciwstawić.»
„Matrix III” − str. 0680 − Valdamar Valerian −
1992 r.
__________________
RÓD MEROWINGÓW
Mnisi-wojownicy
Rzecz dzieje się na terenie Francji, a
konkretnie w okolicach słynnego miasteczka
Rennes-le-Chateau. Ekipa składająca się z kilku
osób, poszukuje historycznych dowodów
powstania zakonu Templariuszy. A oto niektóre
ciekawsze frag-menty dotyczące tych
poszukiwań:
Badania nad templariuszami okazały się
niełatwym przedsięwzięciem. Onieśmielała nas
ogromna liczba prac im poświęconych, nie
wiedzieliśmy również, które z nich są wiarygodne.
Wokół „katarów” powstało wiele romantycznych
legend, ale tem-plariusze znacznie przewyższali
ich pod tym względem.
Niemal każdy słyszał o tych srogich,
fanatycznych mnichach-wojownikach, rycerzachmistykach
odzianych w białe opończe z
czerwonym krzyżem, którzy odegrali istotną rolę w
wyprawach krzyżowych. Templariusze stanowili w
pewnym sensie archetyp krzyżowca, byli
żołnierzami szturmowych oddziałów Ziemi Świętej.
W gruncie rzeczy niewiele jednak o nich wiemy. Do
dziś niektórzy badacze uważają, że templariusze
tworzyli tajny zakon uwikłany w mroczne intrygi,
sekretne knowania i spiski. Historycy wciąż nie
potrafią wyjaśnić intrygującego faktu: otóż pod
koniec swej dwusetletniej kariery owi biało odziani
chrześcijańscy wojownicy zostali oskarżeni o
wyparcie się Chrystusa i Świętokradcze opluwanie i
deptanie krzyża.
W powieści Waltera Scotta pt. Ivanhoe,
templariusze przedstawieni są jako butni, wyniośli
cięmiężcy, chciwi i pełni hipokryzji despoci,
przebiegli intryganci, od których zależą losy pojedynczych
osób i całych królestw. Inni
dziewiętnastowieczni pi-sarze przedstawiali ich jako
budzących odrazę wyznawców sza-tana, czcicieli
Diabła, praktyków wszelkiego rodzaju plugawych,
heretyckich rytuałów. Większość współczesnych
historyków uważa, że templariusze padli ofiarą
spisku, że byli bezwolnymi pionkami w grze
politycznej pomiędzy papiestwem a rzekomą
monarchią francuską. Niektórzy badacze,
szczególnie ci, którzy pozostają pod wpływem
tradycji masońskiej, utrzymują, że templariusze
byli adeptami mistyki, strażnikami wiedzy tajemnej
wykraczającej poza myśl chrześcijańską.
Powszechnie przyjęta wersja wydarzeń
Pierwszą historyczną informację o
templariuszach podaje kronikarz frankijski
Wilhelm z Tyru, który w latach 1175 − 1185
spisywał dzieje wypraw krzyżowych. Był to okres
największego powodzenia krucjat. Rycerze z
Zachodu podbili już w tym czasie Ziemię Świętą i
założyli Królestwo Jerozolimskie, nazywane przez
templariuszy Outremer, to znaczy zamorski kraj.
Informację o templariuszach, które podaje
Wilhelm z Tyru, są dość ogólnikowe, a to właśnie
one stały się źródłem wszy-stkich późniejszych
wersji kariery zakonu, wszystkich opisów jego
powstania i kronik działalności. Z powodu
niejasności re-lacji Wilhelma, a także z powodu
nieznajomości opisywanych wypadków jego
kronika stanowi dość kruchą podstawę do ustalenia
ostatecznej wersji wydarzeń. Z pewnością
może być ona użyteczna, ale błędem jest − a błąd
ten popełniło wielu history-ków − traktować ją
bezkrytycznie. Nawet daty, co podkreśla Ste-ven
Runciman, są u Wilhelma pomieszane i ewidentnie
błędne.
Według Wilhelma z Tyru Zakon Ubogich
Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona powstał w
1118 roku. Jego założycielem był podobno niejaki
Hugon de Payns, rycerz i wasal hrabiego
Szampanii. Otóż pewnego dnia Hugon zjawił się
wraz z ośmio-ma towarzyszami w pałacu króla
Jerozolimy, Baldwina I, którego starszy brat,
Godfryd de Bouillon, zdobył Święte Miasto
dziewiętnaście lat wcześniej. Najwyraźniej
Baldwin przyjął ich niezwykle serdecznie.
137
137
Podobnie uczynił też patriarcha Jerozolimy −
religijny przywódca nowego królestwa, a zarazem
specjalny wysłannik papieża.
Celem działalności templariuszy, jak pisze
Wilhelm z Tyru, miała być ochrona pielgrzymów
na drogach i szlakach Ziemi Swiętej. Królowi
zamiar ów wydał się tak szlachetny, że oddał do
dyspozycji rycerzy jedno skrzydło swego pałacu, a
ci, pomi-mo wiążącej ich przysięgi ubóstwa,
wprowadzili się do tych peł-nych wygód komnat.
Legenda głosi, że owe komnaty wzniesio-ne były
na fundamentach starożytnej Świątyni Salomona i
od niej to nowo powstały zakon wziął nazwę.
Tak więc według Wilhelma zakon templariuszy
powstał w 1118 roku w królewskich komnatach
Baldwina, skąd prawdopodobnie wyruszał chronić
pielgrzymów. W owym czasie oficjal-ny kronikarz
w służbie królewskiej, niejaki Fulcher de Chartres,
spisywał dzieje Królestwa Jerozolimskiego. Co
ciekawe, nie wspomina on w ogóle ani o Hugonie
de Payns, ani o żadnym z jego towarzyszy, ani o
czymkolwiek, co miałoby związek z templariuszami.
Tak naprawdę działalność
templariuszy w pierw-szych latach istnienia
zakonu pominięta została głuchym milczeniem.
Można stwierdzić z całą pewnością, że nawet póź-
niejsze źródła nie wspominają o jakichkolwiek
działaniach tem-plariuszy mających na celu
ochronę pielgrzymów. Należy się dziwić, że
garstka rycerzy ufała, iż może wykonać tak
olbrzymie zadanie. Dziewięciu ludzi chciało
chronić wszystkich pielgrzymów w całej Ziemi
Świętej? Jeśli rzeczywiście taki mieli zamiar, to z
radością winni byli powitać w swych szeregach rekrutów.
A jednak, jak pisze Wilhelm z Tyru, przez
dziewięć lat nie przyjęli do zakonu żadnych
nowych członków.
Mimo to sława templariuszy rychło dotarła do
Europy. Wła-dze kościelne spoglądały na nich
bardzo przychylnie i wychwalały ich
chrześcijańskie zamiary. Około 1128 roku ukazał
się traktat sławiący cnoty templariuszy, napisany
przez samego świętego Bernarda, opata
Clairvaux, największego rzecznika
chrześcijaństwa tamtego stulecia. Rozprawa
Bernarda, zatytu-łowana „Traktat pochwalny ku
chwale nowego rycerstwa”, głosiła, że
templariusze są wzorowymi chrześcijanami.
Po dziewięciu latach, w 1127 roku, sześciu z
dziewięciu rycerzy powróciło do Europy, gdzie
witano ich jak zwycięzców, co było w dużej mierze
zasługą właśnie świętego Bernarda. W sty-czniu
1128 roku odbył się w Troyes, na dworze hrabiego
Szam-panii, seniora Hugona de Payns, sobór, na
którym Bernard znów odegrał przewodnią rolę.
Templariusze zostali wówczas ofi-cjalnie uznani za
zakon o charakterze wojskowym. Hugonowi de
Payns nadano tytuł wielkiego mistrza Świątyni.
Odtąd on i jego podwładni mieli być mnichamiwojownikami,
rycerzami-mistykami łączącymi w
sobie dyscyplinę klasztorną z fanatycz-nym
zapałem żołnierskim.
W 1139 roku papież Innocenty II, „były mnich
zakonu cy-stersów i protegowany świętego
Bernarda, wydał bullę, według której żadna
władza kościelna oprócz papiestwa i żadna władza
świecka nie mogły wymagać posłuszeństwa
od templariuszy”. W ten sposób papież uczynił ich
niezależnymi od wszystkich królów, książąt i
prałatów. W rezultacie templariusze stwo-rzyli w
pełni autonomiczne międzynarodowe imperium,
stano-wiąc prawo dla samych siebie.
Po soborze w Troyes zakon zaczął się
rozrastać z niewiarygodną szybkością i na
niewiarygodną skalę. Gdy pod koniec 1128 roku
Hugon de Payns przybył do Anglii, król Henryk I
po-witał go, jak mówią źródła, z „wielkim
szacunkiem”. Z całej Eu-ropy napływali w szeregi
zakonu młodsi synowie szlacheckich rodów.
Templariusze szbko powiększali też swój stan
posiada-nia − niemal w każdym zakątku
chrześcijańskiego świata otrzy-mywali dary w
postaci pieniędzy, towarów i ziemi. Hugon de
Payns przekazał zakonowi własne dobra i
wszyscy nowi człon-kowie czynili tak samo. Każdy,
kto chciał zostać templariuszem, musiał zrzec się
na rzecz zakonu praw do wszystkiego, co
posiadał.
W rok po soborze w Troyes w 1128 roku zakon
posiadł dobra we Francji, Anglii, Szkocji, Flandrii,
Hiszpanii i Portugalii. W ciągu następnych
dziesięciu lat ziemie we Włoszech, Austrii,
Niemczech, na Węgrzech, w Ziemi Świętej oraz
forpoczty na wschód od Palestyny. Przysięga
ubóstwa, którą składali wszyscy templariusze, nie
przeszkadzała zakonowi w gromadzeniu
ogromnych bogactw.
W 1146 roku templariusze obrali za swój znak
czerwony krzyż pattee. Z tym godłem na
opończach rycerze towarzyszyli królowi Francji
Ludwikowi VII w drugiej wyprawie krzyżowej.
Wyróżnili się wówczs ogromną odwagą
graniczącą z ryzykanctwem i arogancją. W rzeczy
samej templariusze byli świetnie wyszkolonymi
żołnierzami i stanowili najbardziej
zdyscyplinowaną siłę zbrojną owych czasów. Sam
król przyznał, że gdyby nie oni, druga krucjata −
źle zaplanowana i nieudolnie poprowadzona −
138
138
zamieniłaby się w pogrom łacinników.
W ciągu następnego stulecia zakon stał się
międzynarodo-wą potęgą. Angażował się w
działania dyplomatyczne, był mediatorem w
sporach między możnowładcami a monarchami, i
to zarówno na Zachodzie, jak i w Ziemi Świętej.
Polityczna działalność templariuszy wykraczała
poza granice chrześcijańskiego świata. Rycerze
nawiązali bliskie stosu-nki z muzułmanami, z
którymi tak często przecież ścierali się na polu
bitwy, i cieszyli się wielkim szacunkiem wodzów
saraceńskich. utrzymywali także kontakty z
asasynami. Asasyni pła-cili templariuszom haracz
i, jak głosiły plotki, wykonywali ich rozkazy.
Zakon spełniał rolę arbitra w najróżniejszych
sporach politycznych i nawet koronowane głowy
podporządkowywały się je-go decyzjom. W 1252
roku król Anglii Henryk III odważył się
przeciwstawić templariuszom i zagroził, że
skonfiskuje niektóre z ich posiadłości: «Wy,
templariusze, posiadacie tak wiele swobód i
przywilejów, tak wiele ziem, że rozsadza was
duma i pycha. Zatem to, co zostało pochopnie
podarowane, musi być odebrane, co
nieroztropnie nadane − musi być odwołane.»
Na to mistrz zakonu odpowiedział: «Co rzeczesz,
o królu? Usta twe nie powinny wypowiadać
tak gwałtownych i nieopatrznych słów. Jak
długo będziesz czynić sprawie-dliwość, tak
długie będzie twoje panowanie. Jeśli zaś ją
pogwałcisz, przestaniesz być królem.»
Trudno dziś w pełni uświadomić sobie
zuchwalstwo tej odpowiedzi. Mistrz templariuszy
po prostu uzurpuje sobie prawo, którego żaden
inny autorytet na świecie nie odważył się otwarcie
domagać − prawo obierania i usuwania
monarchów.
Zainteresowania zakonu nie ograniczały się
jedynie do wojny i polityki. Jednym z największych
jego osiągnięć było podło-żenie podwalin pod
nowoczesny system bankowy. „Templariu-sze
udzielali ogromnych pożyczek królom i w efekcie
stali się bankierami wszystkich koronowanych
głów Europy, a także niektórych władców
muzułmańskich”. Posiadając sieć komandorii w
całej Europie i na Bliskim Wschodzie, zakon
stworzył system przekazów pieniężnych o niskiej
stopie procentowej, z którego korzystali kupcy.
Pieniądze zdeponowane w jednym mieście mogły
być podjęte w innym za okazaniem
zaszyfrowanego weksla. W ten sposób ośrodki
templariuszy stały się głów-nymi kantorami
wymiany w owych czasach, zaś paryska komandoria
− centrum finansowym Europy. Być
może templariu-sze wynaleźli także czek i używali
go, tak jak dziś to czynimy.
Zakon gromadził nie tylko pieniądze, ale i
wiedzę. Dzięki trwałym i bliskim stosunkom ze
światem judaizmu mógł czerpać do woli z kultur
obcych chrześcijańskiemu światu. Templariusze
posiadali monopol na najlepsze technologie epoki
− wypracowane przez ówczesnych płatnerzy,
rymarzy, kamieniarzy, architektów wojskowych i
inżynierów. Wnieśli wkład w roz-wój miernictwa,
kartografii, budowy dróg i nawigacji. Posiadali
własne porty morskie, stocznie oraz flotę wojenną
i handlową, które jako jedne z pierwszych używały
kompasu magnetycznego. Zawód żołnierza zmusił
templariuszy do pogłębiania wiedzy medycznej.
Mieli własne szpitale i wysoko wykwalifikowanych
medyków. Doceniali znaczenie higieny dla zdrowia
człowieka.
Zakon odnosił sukces za sukcesem, stawał się
coraz bo-gatszą i potężniejszą instytucją. Nic więc
dziwnego, że w jego poczynaniach pojawiła się
buta i bezwzględność, a także rozprzężenie i
zepsucie moralne. „Pić jak templariusz” stało się
jed-nym z najpopularniejszych powiedzonek owych
czasów. Niektó-re źródła podają, że zakon nie
wzbraniał się nawet przed werbowaniem rycerzy
objętych ekskomuniką.
W tym czasie, gdy templariusze osiągnęli w
Europie zarówno dobrobyt, jak i sławę, sytuacja w
Ziemi Świętej stawała się coraz trudniejsza. W
1185 roku zmarł król Baldwin IV. Na-stąpił okres
walki politycznej o tron. Gerard de Ridefort, wielki
mistrz Świątyni, złamał przysięgę daną zmarłemu
królowi i nie-mal rozpętał wojnę domową w
królestwie palestyńskim. Nie by-ło to zresztą
jedyne kontrowersyjne posunięcie Rideforda. Jego
niefrasobliwa postawa wobec Saracenów
spowodowała zerwanie długiego rozejmu i
wznowienie działań wojennych. Następ-nie, w
1187 roku, Rideford pochopnie powiódł swych
konfra-trów i resztę chrześcijan do zgubnej, jak
się okazało, bitwy pod Hattinem. Siły „Franków”
zostały dosłownie zmiecione z powierzchni ziemi.
Dwa miesiące później Jerozolima − zdobyta
niecałe sto lat wcześniej − była już w rękach
Saracenów.
W ciągu następnego stulecia sytuacja stawała
się coraz bar-dziej beznadziejna. Do 1291 roku
niemal cała Ziemia Święta znalazła się pod
panowaniem muzułmanów. Pozostała tylko Ak-ka,
ale i ona padła w maju 1291 roku. Wielki mistrz,
choć po-ważnie ranny, walczył do śmierci.
Ponieważ brakowało miejsca na galerach,
139
139
ewakuowano tylko kobiety i dzieci. Mężczyźni, nawet
ranni, zdecydowali się pozostać. Kiedy runął
ostatni ba-stion Akki, nastąpił apokaliptyczny
koniec. Walące się mury pogrzebały zarówno
obrońców, jak i napastników.
Nową kwaterę główną zakon Świątyni założył
na Cyprze. Jednak po utracie Ziemi Świętej
praktycznie stracił on rację bytu. Ponieważ nie
było już żadnych ziem, które mógłby podbić,
zaczął coraz częściej spoglądać ku Europie,
mając nadzieję, że tam znajdzie uzasadnienie
swego dalszego istnienia.
W 1190 roku templariusze przyczynili się do
założenia innego religijno-wojskowego zakonu,
krzyżaków. Krzyżacy dzia-łali na Bliskim
Wschodzie w niewielkiej liczbie, za to już w po-
łowie XIII wieku skierowali swą uwagę na
północno-wschodnie rubieże chrześcijańskiego
świata. Tam też założyli udzielne księ-stwo, które
obejmowało swym wpływem niemal całą
wschodnią część Bałtyku. W państwie tym,
rozciągającym się od Prus po Zatokę Fińską i
Rosję, krzyżacy sprawowali niepodzielną władzę,
której nie mógł zagrozić żaden król czy biskup.
Od początku istnienia państwa krzyżackiego
templariusze zazdrościli bratniemu zakonowi
całkowitej niezależności politycznej. Po upadku
Królestwa Jerozolimskiego coraz częściej myśleli
o utworzeniu własnego państewka, gdzie mogliby
się cieszyć taką samą nie skrępowaną władzą i
autonomią jak Za-kon Najświętszej Marii Panny
(pierwotna nazwa zakonu krzy-żaków). Jednak w
przeciwieństwie do krzyżaków, templariuszy nie
nęciła dzikość i surowy klimat Europy Wschodniej,
zbyt już się bowiem przyzwyczaili do wygód i
zbytku. Myśleli zatem o za-łożeniu własnego
państwa na mniej niedostępnych terenach − w
Langwedocji.
Od początku swego istnienia zakon utrzymywał
bliskie stosunki z langwedockimi katarami. Wielu
feudałów − katarów lub ich zwolenników −
przekazało mu wielkie obszary ziemi. Jak twierdzi
pewien współczesny badacz, co najmniej jeden z
zało-życieli zakonu Świątyni był katarem. Wydaje
się to mało prawdopodobne, ale nie ma
wątpliwości, że Bertrand de Blanchefort, czwarty
wielki mistrz zakonu, pochodził z katarskiej
rodziny. Czterdzieści lat po śmierci Bertranda jego
potomkowie walczyli ramię w ramię z wielmożami
katarskimi przeciwko na-jeźdźcom Szymona de
Montfort.
W wojnie między katarami a Północą Francji
zakon pozosta-wał oficjalnie neutralny. Rzekomo
nie popierał żadnej ze stron, obserwował jedynie
bieg wypadków. Ale były to tylko pozory. Wydaje
się, że ówczesny wielki mistrz dość wyraźnie
określił stanowisko zakonu w tej sprawie, skoro
stwierdził, że w istocie jedyną prawdziwą krucjatą
jest krucjata przeciwko Saracenom. Dokumenty z
tamtego okresu świadczą też o tym, że
templariusze udzielali schronienia
prześladowanym katarom. Prawdopodobnie
czasami chwytali nawet za broń w ich obronie.
Ba-dania archiwów zakonu wykazały, że tuż przed
krucjatą antyalbigeńską w jego szeregi napłynęło
wielu katarów. Z rodów ka-tarskich pochodziło
niemało dostojników zakonu. Wśród langwedockich
templariuszy było więcej katarów niż
katolików. Katarscy wielmoże, którzy wstępowali
do zakonu, nie podró-żowali tak często i daleko
jak ich katoliccy konfratrzy. Zazwyczaj zostawali w
Langwedocji, tworząc w tym regionie stałą ba-zę i
zaplecze zakonu.
Około 1306 roku król Francji Filip IV, zwany
Pięknym, postanowił oczyścić swój kraj z
templariuszy. Byli butnymi i nieposłusznymi
poddanymi. Stanowili doborową, świetnie wyszkoloną
siłę zbrojną, której nie mogły się równać
żadne królewskie hufce. Trzymali w sieci swych
komandorii całą Francję i tylko nominalnie
podlegali papieżowi. Filip też nie miał nad nimi
żadnej władzy. Był im winien pieniądze. Został
poniżony, kiedy schronił się nikczemnie w
komandorii templariuszy przed rozwścieczonym
tłumem paryżan. Zazdrościł zakonowi bogactw,
które wówczas zobaczył. I jakby tego było mało,
poczuł się znie-ważony, kiedy jego prośba o
przyjęcie go na postulanta spotkała się z
kategoryczna odmową zakonu. Niepokoiła go
również możliwość powstania niezależnego
państwa zakonnego na południu Francji. To
wystarczyło, by król zaczął działać. Dogodnym
pretekstem była walka z herezją.
Filip Piękny przede wszystkim musiał nakłonić
do współpra-cy papieża, który miał formalnie
władzę nad zakonem. Między rokiem 1303 a 1305
król Francji zorganizował porwanie i zabójstwo
papieża Bonifacego VIII i prawdopodobnie otrucie
papieża Benedykta XI. Następnie doprowadził do
wyboru na tron Piotrowy własnego kandydata,
arcybiskupa Bordeaux. Nowy papież przybrał imię
Klemensa V. Pozostawał on pod wpływem króla i
nie mógł odmówić jego żądaniom, a jednym z
nich była właśnie likwidacja zakonu templariuszy.
Filip wszystko dokładnie zaplanował.
Zredagowano listę o-skarżeń, opierając się na
informacjach królewskich szpiegów, którzy
przeniknęli w szeregi zakonu, a także na
140
140
dobrowolnych zeznaniach pewnego templariusza
− renegata. Mając konieczne oskarżenia, król
mógł zadać zakonowi nagły i śmiertelny cios.
Przeprowadził operację po mistrzowsku. Do
wszystkich seneszalów w całym kraju zostały
wysłane zalakowane tajne rozkazy, które miały
być jednocześnie odczytane i natychmiast
wykonane. O świcie, w piątek 13 października 1307
roku, wszyscy templariusze mieli zostać
aresztowani, a ich dobra skonfiskowane. Królowi
− jak się może wydawać − udało się zaskoczyć
templariuszy, ale jego główny zamiar −
przechwycenie bo-gactw zakonu − spełzł na
niczym.
Można mieć wątpliwości, czy atak Filipa
Pięknego na zakon Świątyni był w istocie tak
niespodziewany jak się jemu oraz póź-niejszym
historykom zdawało. Świadectwa źródłowe
sugerują, że templariusze zostali ostrzeżeni o
nadchodzącej katastrofie. Na krótko przed
aresztowaniami wielki mistrz, Jakub de Molay, kazał
spalić wiele dokumentów i ksiąg zakonu.
Wielki skarbnik Świątyni powiedział pewnemu
rycerzowi, który w tym czasie o-puszczał zakon, że
postępuje „niezwykle rozsądnie”. Po komandoriach
krążył oficjalny zakaz ujawniania jakichkolwiek
informacji o zwyczajach i rytuałach zakonnych.
Nawet jeśli templariusze nie otrzymali żadnego
ostrzeżenia, to i tak domyślili się, co wisi w
powietrzu, i podjęli pewne środki ostrożności. Po
pierwsze, rycerze, którzy zostali schwytani, poddali
się bez walki, jakby zawczasu rozkazano im
tak uczynić. Nie ma żadnych informacji o
jakichkolwiek starciach pomiędzy templariuszami
a urzędnikami królewskimi. Po drugie, istnieją
poważne poszlaki sugerujące, że doszło do
ucieczki grupy templariuszy, z których każdy miał
jakiś związek ze skarbnikiem zakonu. Nie należy
się zatem dziwić, że skarbiec Świątyni z niemal
wszystkimi dokumentami zniknął bez śladu.
Krążyły po-głoski, że został potajemnie
wywieziony z paryskiej komandorii i wozami
przetransportowany na wybrzeże, prawdopodobnie
do La Rochelle, morskiego ośrodka zakonu. Tam
został załado-wany na osiemnaście galer, których
nikt już potem nigdy nie widział. Czy tak było w
istocie, nie wiadomo, ale wydaje się, że cała flota
zakonu wymknęła się królowi z rąk, bowiem
nigdzie nie ma najmniejszej wzmianki o
przechwyceniu okrętów templariuszy. Zniknęły
razem z tym, co miały w lukach.
Aresztowani templariusze zostali postawieni
przed sądem. Wyduszono z nich zeznania i
wytoczono im oskarżenia. Po Fran-cji zaczęły
krążyć interesujące historie: że templariusze czcili
diabła o imieniu Bafomet. Podczas tajnych
rytuałów bili czo-łem przed męską brodatą głową,
która do nich przemawiała i obdarzała ich mocą
nadprzyrodzoną. Niepożądani świadkowie tych
obrządków znikali w tajemniczy sposób.
Wysuwano jeszcze bardziej poważniejsze
oskarżenia: o dzieciobójstwo, naucza-nie kobiet,
jak dokonywać sztucznych poronień, o składanie
sprośnych pocałunków podczas przyjmowania
postulantów do zakonu, o homoseksualizm.
Jednak ze wszystkich oskarżeń najbardziej
oburzającym było oskarżenie templariuszy, owych
rycerzy Chrystusa, o to, że wypierali się go
podczas rytuałów oraz deptali i opluwali krzyż.
We Francji los zakonu był już przesądzony.
Filip Piękny nie okazał żadnej litości dla
„zbrodniczej i demoralizującej” dzia-łalności
zakonu templariuszy. Wielu templariuszy więziono
i torturowano, wielu spalono na stosie. Król cały
czas namawiał papieża przeciwko zakonowi,
żądając od niego podjęcia działań. Mimo oporów
papież w końcu się ugiął i w 1312 roku oficjalnie
rozwiązał zakon. Nigdy jednak nie zapadł
ostateczny werdykt, który orzekałby o winie lub
nienawiści templariuszy. We Fran-cji procesy i
przesłuchania ciągnęły się jeszcze przez dwa lata.
Wreszcie w marcu 1314 roku wielki mistrz, Jakub
de Molay, oraz komandor Normandii Gotfryd de
Charnay, zostali spaleni na stosie. Owa egzekucja
to tylko pozorny koniec dziejów tem-plariuszy.
Zakon wcale nie przestał istnieć. Biorąc pod
uwagę liczbę rycerzy, którzy pozostali na
wolności, oraz tych, których uniewinniono, dziwne
by było, gdyby tak się stało.
Filip Piękny usiłował wpłynąć na inne
koronowane głowy, aby poszły jego śladem.
Chciał, żeby w całym chrześcijańskim świecie nie
został ani jeden templariusz. Starania króla nie
przyniosły jednak oczekiwanych rezultatów. Jego
własny zięć, król Anglii Edward II, początkowo
chciał nawet stanąć w obronie templariuszy.
Ostatecznie, pod naciskiem zarówno teścia, jak i
papieża Klemensa V, dał za wygraną i zlikwidował
zakon, choć zrobił to powoli i bez przekonania.
Większość angielskich templariuszy zdołała uciec.
Tych, których aresztowano, spotkały lekkie kary:
kilka lat pokuty w jakimś klasztorze czy opactwie,
gdzie pędzili wygodny żywod. Uniknęli zatem losu,
jaki zgotował ich braciom we Francji Filip
Piękny. Ich ziemie przejęli szpitalnicy. Biedny król
nie wiedział kim naprawdę są szpitalnicy (…).
W innych częściach Europy likwidacja zakonu
przebiegała jeszcze oporniej. W Szkocji,
141
141
pozostającej wówczas w stanie woj-ny z Anglią,
nie było żadnych możliwości wprowadzenia w życie
prawnych rozporządzeń papieża. Bulle
papieskie o kasacie templariuszy nigdy nie zostały
tam oficjalnie proklamowane i dzięki temu zakon
praktycznie nie uległ rozwiązaniu. Wielu angielskich
i, jak można sądzić, francuskich
templariuszy znala-zło schronienie na szkockiej
ziemi. Pokaźny poczet rycerzy Świą-tyni walczył
podobno u boku Roberta Bruce’a w bitwie pod
Bannockburn w 1314 roku. Legenda głosi, a
istnieją świadectwa na jej poparcie, że zakon
istniał w Szkocji jeszcze przez następne stulecia.
Lata 1688 − 1691 to okres walki o tron angielski.
Kiedy Wilhelm Orański odebrał koronę królowi
Anglii Jakubowi II Stuartowi, szkoccy zwolennicy
zdetronizowanego monarchy zorganizowali
powstanie. W 1689 roku doszło do bi-twy pod
Killiecrankie, w której poległ John Claverhouse,
wice-hrabia Dundee. Kiedy go odnaleziono
martwego na polu bitwy, miał jakoby na sobie
wielki krzyż zakonu Świątyni, godło tem-plariuszy
pochodzące sprzed 1307 roku.
W Lotaryngii, która należała w owym czasie do
Niemiec, w obliczu niebezpieczeństwa
templariusze uzyskali znaczne poparcie władcy
księstwa. Mimo to kilku postawiono przed sądem,
ale wszyscy zostali uniewinnieni. Większość
prawdopodobnie u-słuchała rady swego
komandora − „zgoliła brody”, zrzuciła ha-bity i
została wchłonięta przez miejscową ludność.
W samych Niemczech templariusze otwarcie
przeciwstawili się władcom, grożąc, że chwycą za
broń. Zastraszeni sędziowie uznali ich za
niewinnych. Kiedy zaś zakon oficjalnie został rozwiązany,
wielu niemieckich templariuszy znalazło
schronienie u szpitalników i krzyżaków. Także w
Hiszpanii rycerze Świątyni przeciwstawili się
prześladowcom i wstąpili w szeregi innych
zakonów.
W Portugalii zakon został oczyszczony z
zarzutów i po prostu zmienił nazwę na Rycerzy
Chrystusa {!!!}. W tej formie istniał aż do XVI
wieku, poświęcając się żeglarstwu. Do Rycerzy
Chrystusa należał słynny Vasco de Gama, a
królewicz Henryk żeglarz był ich wielkim
mistrzem. Okręty zakonu pływały pod banderą
czerwonego krzyża (…). To właśnie pod nią
przepłynęły Atlantyk i rzekomo odkryły Nowy
Świat trzy karawele Krzysztofa Kolumba (a
wiadomo, że ten „Nowy Świat” był odkryty jeszcze
przed narodzeniem Chrystusa przez Chińczyków,
Egipcjan później byli tam Katalończycy itd.
świadczą o tym archiwalne dokumenty
historyczne). Teściem Kolumba był były rycerz zakonu
Chrystusa, jak też wiele dokumentów
świadczy, że sam Kolumb był rycerzem zakonu
Chrystusa.
Tak oto w różny sposób zakon templariuszy
przetrwał atak z 13 października 1307 roku. W
roku 1522 zaś pruscy protego-wani rycerzy
Świątyni, krzyżacy, wypowiedzieli posłuszeństwo
Rzymowi, sekularyzując swój zakon i popierając
nowego buntownika i heretyka. Dwa wieki po
rozwiązaniu zakonu Świą-tyni templariusze
dokonali zemsty zza grobu na Kościele, który ich
zdradził. Tak, że od tej pory celem zakonu stało
się prze-niknięcie i z powrotem kontrolowanie
Rzymu.
Templariusze − zagadki
Oto w bardzo skróconej formie dzieje zakonu
templariuszy. Tak przedstawiają je wszstkie
źródła, do których można było dotrzeć. Przekonać
się można jednak, że dzieje te mają jeszcze inny,
o wiele bardziej nieuchwytny i intrygujący wymiar.
Zakon zawsze osnuwała mgła tajemnicy.
Niektórzy uważali templariuszy za czarodziei i
magów biegłych w wiedzy tajemnej i alchemii. Już
w 1208 roku, na krótko przed antyalbigeńską
wyprawą krzyżową, papież Innocenty III ganił
templariuszy za niechrześcijańskie uczynki. Inni
papieże z kolei wychwalali za-kon pod niebiosa.
Pod koniec XII wieku Wolfram von Eschen-bach,
największy minnesinger Średniowiecza, odbył
podróż do Outremer, aby ujrzeć templariuszy w
akcji. W swoim poemacie epickim pt. „Parzival”,
napisanym gdzieś w latach 1195−1220, powierzył
templariuszom rolę, o której marzyli wszyscy
średnio-wieczni rycerze − rolę strażników
Świętego Graala.
Likwidacja zakonu nie rozwiała otaczającej go
aury tajemni-czości. Ostatnim rozdziałem w
oficjalnej historii Świątyni było spalenie na stosie
wielkiego mistrza Jakuba de Molay w 1314 roku.
Wieść niesie, że wydając ostatnie tchnienie rzucił
on ze środka dymu i płomieni klątwę na papieża
Klemensa V i Filipa Pięknego. Nie minął miesiąc,
jak umarł papież, zarażony dyzenterią przez
templariuszy. W niecały rok po egzekucji zmarł
także król Francji. Okoliczności jego śmierci do
dziś nie zostały dokładnie wyjaśnione. Oczywiście
nie należy doszukiwać się w niej sił
nadprzyrodzonych. Templariusze doskonale znali
się na truciznach. Z pewnością nie brakowało ludzi,
którzy pałali pra-gnieniem zemsty. Króla mogli
zabić rycerze zakonni, którym udało się zbiec,
142
142
sympatycy zakonu lub choćby krewni tych templariuszy,
których torturowano i skazano. Z tego
co można do-ciec, został prawdopodobnie otruty.
Niemniej jednak klątwa mi-strza się spełniła, a to
umocniło ogólne przekonanie, że zakon miał
konszachty z siłami nieczystymi. Nie był to
bynajmniej koniec zemsty zza grobu. Jakub de
Molay jak echo niesie prze-klął jakoby cały
królewski ród Francji. Echo tej klątwy
rozbrzmiewało poprzez wieki, gdy tylko bowiem
tron francuski trząsł się w posadach, templariusze
natychmiast rozdmuchiwali słowa mistrza.
W XVIII wieku istniały już różnorodne tajne i na
poły tajne bractwa, które odwoływały się do
tradycji zakonu Świątyni. Wielu ówczesnych
masonów uważało siebie za bezpośrednich
następców templariuszy i spadkobierców ich
dziedzictwa. Nie-które masońskie rytuały i
obrzędy były ponoć wzorowane na ceremoniach
zakonu. Większość z tych roszczeń do sukcesji
po templariuszach była zupełnie słuszna.
Pamiętajmy, że zakon najprawdopodobniej
przetrwał w Szkocji.
Pod koniec XVIII wieku moda na templariuszy
jeszcze bardziej przybrała na sile. Historyczną
prawdę o zakonie całkowi-cie przesłoniły mity i
romantyczne legendy. Templariuszy uwa-żano za
alchemików, magów, masonów, jednym słowem,
za nad-ludzi, którzy mieli do dyspozycji cały
arsenał wiedzy tajemnej i za którymi stały moce
nadprzyrodzone, zresztą templariusze bardzo
sobie pochlebiali takie pojmowanie sprawy przez
lud. Uznano ich także za bohaterskich
męczenników i zwiastunów antyklerykalizmu,
który zapanował w XVIII wieku. Wielu francuskich
masonów spiskujących przeciwko Ludwikowi XVI
uwa-żało, że pomagają w spełnieniu klątwy
Jakuba de Molay. Kiedy ostrze gilotyny spadło na
królewską głowę, pewien człowiek wskoczył
podobno na rusztowanie, umoczył dłoń we krwi
monarchy i zatoczywszy ręką ponad tłumem
gapiów wykrzyknął: „Pomszczonyś, Jakubie de
Molay!” W taki właśnie sposób, tem-plariusze czy
masoni wykorzystywali okazję dla przypomnienia
słów klątwy Jakuba de Molay.
Po Wielkiej Rewolucji Francuskiej
zainteresowanie templariuszami wcale nie
zmalało. Dziś istnieją co najmniej trzy organizacje,
które nazywają siebie zakonem templariuszy i
utrzy-mują, że ich rodowód sięga 1314 roku, choć
nigdy tego nale-życie nie udowodniły. W hierarchii
lóż masońskich istnieje ranga „templariusza”, a ich
rytuały i stosowana terminologia pochodzą od
zakonu. Pod koniec XIX wieku powstał w
Niemczech i w Austrii złowrogi Zakon Nowych
Templariuszy, który za jedno ze swych godeł
obrał swastykę, nazizmu żydowskiego, który to
bardzo często pojawia się w książkach
wydawanych przez teozofistów, a szczególnie
przez H. P. Blavatsky. Takie po-stacie jak H. P.
Blavatsky, twórczyni teozofii, oraz Rudolf Steiner,
twórca antropozofii, prawiły o ezoterycznej
„tradycji mą-drości” znanej templariuszom i
przekazanej współczesności za pośrednictwem
różokrzyżowców i katarów. Sami templariusze
mieli być strażnikami jeszcze starszych tajemnic.
W Stanach Zjednoczonych nastoletni chłopcy
wstępują do organizacji zwanej Towarzystwo de
Molay, choć pewnie ani oni, ani ich instruk-torzy
nie wiedzą, skąd pochodzi ta nazwa. W Europie
Zachod-niej istnieją różnorodne tajne kluby
retoriańskie, których człon-kowie, nierzadko
wybitne osobistości, dodają sobie splendoru
nazywając się templariuszami. Hugon de Payns w
królestwie niebieskim, o które tak zaciekle walczył
mieczem, musi teraz z dość kwaśną miną i
pewnym zażenowaniem spoglądać w dół na
dzisiejszych łysawych, brzuchatych i uzbrojonych
w okulary rycerzy, mieniących się jego
konfratrami. Ale też może być dumny, że jego
idea okazała się nieśmiertelna, choć całkowicie
odwrotna od prawa Bożego.
Widać to szczególnie we Francji, gdzie legendy
i historia zakonu to ulubiony temat pisarzy i
wydawców (ale proszę się nie dziwić, ponieważ
właśnie we Francji zakony wszelkiego rodzaju czy
jak kto woli, masoneria, zapuściły swe korzenie
najgłębiej i na każdym ważniejszym stanowisku,
jest ukryty mason lub rycerz zakonny a
szczególnie w takich dziedzinach jak wyżej
wymienione), podobnie jak w Wielkiej Brytanii
potwór z Loch Ness i Glastonbury. Paryskie
księgarnie pękają w szwach od książek o
templariuszach. Jedne to rzetelne opracowania
historyczne, inne zaś można by raczej nazwać
radosną twórczością. W ciągu ostatniego
ćwierćwiecza wysunięto wiele interesujących
hipotez na temat templariuszy. Niektórzy
badacze przypisują im udział w budowaniu
gotyckich katedr lub przynajmniej pobudzenie w
ludziach wiary i zapału, których owocem są owe
arcydzieła architektury. Inni twierdzą, że już w
1269 roku zakon nawiązał kontakty handlowe z
obiema Amerykami i że dużą część jego majątku
stanowiło sprowadzane z Meksyku srebro. Często
można się spotkać z twierdzeniem, że
templariusze znali jakąś tajemnicę dotyczącą
początków chrze-ścijaństwa, że byli gnostykami,
143
143
heretykami lub też apostatami na mahometanizm.
„Poszukiwali sposobów pokojowego połą-czenia
judaizmu z chrześcijaństwem i islamem”. Wielu do
dziś utrzymuje, tak jak osiem wieków temu czynił
to Wolfram von Eschenbach, że templariusze byli
strażnikami Świętego Graala.
Nas jednak nie interesowały ani niedorzeczne
twierdzenia niektórych badaczy, ani ezoteryczna
spuścizna po templariuszach. Nie dawały nam
spokoju kwestie o wiele bardziej prozaiczne i
przyziemne, a mianowicie sprzeczności,
nieprawdopodobieństwa, i „zasłony dymne”
dotyczące historii zakonu. Bardzo możliwe, że
templariusze znali wiele sekretów wiedzy tajemnej,
ale nam wydawało się, że zagadka dotyczy
przede wszy-stkim religii i polityki. Na tym
skoncentrowaliśmy naszą uwagę.
Zaczęliśmy od końca, to znaczy od upadku
templariuszy i od oskarżeń, które przeciw nim
wytoczono. Wielu historyków usiłowało
odpowiedzieć na pytanie, ile prawdy zawierały
owe oskarżenia. Doszliśmy do wniosku, a nie był
to tylko nasz pogląd, że nie były one całkowicie
bezpodstawne. Przesłuchiwani przez inkwizycję
rycerze mówili często o czymś nazywanym „Bafomet”.
Rycerzy było na tyle wielu i pochodzili z
tak różnych stron, że ów Bafomet nie mógł być
wymysłem pojedynczego człowieka ani nawet
zakonników z jednej komandorii. Nie wie-my
jednak, czym lub kim był Bafomet, co miałby
symbolizować i jak wielkie znaczenie miał dla
zakonu. Wydaje się, że oddawano mu
bałwochwalczą cześć. Niektórzy sądzą, że imię to
może mieć związek z demonicznymi rzeźbami
znalezionymi w różnych komandoriach lub też z
ową wspomnianą już broda-tą głową.
Formułowana w przeszłości teza, że Bafomet to
wersja słowa „Mahomet”, jest
najprawdopodobniej fałszywa, choć nie można
wykluczyć, że może to być zniekształcone
arabskie sło-wo „abufihamet”, wymawiane przez
hiszpańskich Maurów jako „bufihimat”. Oznacza
ono „ojca mądrości”, a w języku arabskim słowo
„ojciec” znaczy też „źródło”. Jeśli w istocie taka
jest etymologia słowa „Bafomet”, oznaczałoby
ono przypuszczalnie ja-kąś nadprzyrodzoną istotę
lub bóstwo. Pozostaje jednak pytanie, czym różnił
się Bafomet od innych boskich istot. Jeśli był po
prostu Bogiem czy Allachem, to dlaczego
templariusze inaczej go nazywali? Jeśli zaś nie
był ani jednym, ani drugim, to kim lub czym był?
Nasze badania udowodniły niezbicie, że
templariusze rzeczywiście odprawiali rytuały, w
których istotne znaczenie odgrywała brodata
głowa. Informacje o istnieniu owej głowy stanowią
jeden z dominujących wątków w aktach inkwizycji.
Ale znaczenie tego symbolu czy relikwii jest
niejasne. Może ona dotyczyć alchemi, ówcześni
alchemicy używali bowiem określe-nia „caput
mortuum”, czyli „martwa głowa”, lub inaczej:
„nigredo” to jest „czernienie”, które oznaczało
fazę procesu chemicznego poprzedzającą finalne
wytrącenie kamienia filozoficznego. We-dług
niektórych badaczy owa głowa była głową
Hugona de Payns, założyciela zakonu i
pierwszego wielkiego mistrza. Zna-mienne, że
Hugon de Payns nosił tarczę, na której
namalowane były trzy czarne głowy na złotym
polu.
Symbol ten może też mieć związek z całunem
turyńskim, który w latach 1204−1307 był
prawdopodobnie w posiadaniu zakonu. W
komandorii Templecombe w Somerset
odnaleziono kopię głowy, która jest uderzająco
podobna do oblicza z cału-nu. Ostatnio nieśmiało
wysunięto hipotezę, że chodzi tu o gło-wę Jana
Chrzciciela. Templariusze byli jakoby „zarażeni”
herezją mandaitów, czyli tzw. chrześcijan
świętego Jana, którzy za prawdziwego Mesjasza
uważali Jana Chrzciciela, zaś Jezusa odrzucili
jako fałszywego proroka. Bez wątpienia zakon
nawią-zał na Bliskim Wschodzie kontakty z
sektami mandaitów, a za-tem teza mówiąca o
heretyckich skłonnościach templariuszy nie musi
być wyssana z palca. Trudno jednak twierdzić,
że wszyscy rycerze wyznawali doktrynę
mandaicką i że była ona wyznacznikiem oficjalnej
polityki zakonu.
Ze wszystkich oskarżeń przeciwko
templariuszom najcięż-szym wydaje się to, które
mówi o bluźnierstwie i herezji, to zna-czy o
deptaniu i opluwaniu krzyża. Do dziś nie wiadomo,
co taki rytuał miałby oznaczać. Czy templariusze
wyrzekli się Chry-stusa? A może odrzucali tylko
krzyż lub ukrzyżowanie? Jeśli nie przyjmowali
niektórych dogmatów wiary, musieli w zamian
wierzyć w coś innego, ale w co? Nikt dotąd nie
potrafił zadowalająco odpowiedzieć na te pytania.
Wydaje się, że templariusze rzeczywiście
odprawiali ceremonie, podczas których rytualnie
odrzucali niektóre dogmaty wiary. Jeden z rycerzy
zeznał, że w dniu wstąpienia do zakonu usłyszał
słowa: „Wierzysz błędnie, albowiem on (Chrystus)
jest fałszywym prorokiem. Pokładaj wiarę tylko w
Bofamecie, a nie w nim”. Inny templariusz wyznał,
że powiedziano mu: „Nie wierz, że ten człowiek,
Jezus, którego Żydzi ukrzyżowali w Outremer, jest
144
144
Bogiem i że może cię zbawić”. Jeszcze inny
rycerz twierdził, że pouczono go, aby nie wierzył w
Chrystusa, który był fałszywym prorokiem, lecz w
„wyższego Boga”. Pokazano mu krucyfiks i
powiedziano: „Nie pokładaj w tym wiary, albowiem
zbyt to młode”.
Podobnych zeznań jest tak dużo i są na tyle ze
sobą zgodne, że trudno uważać oskarżenie o
herezję za wyssane z palca. Ponadto relacje te,
przy całej grozie przestępstwa, są dość
bezbarwne. Gdyby inkwizytorzy chcieli
sfabrykować zarzuty, wymyśliliby coś bardziej
szokującego i obciążającego. Nie ma więc raczej
wątpliwości, że stosunek templariuszy do
Chrystusa, choć wciąż pozostaje niejasny, nie był
w zgodzie z ortodoksją katolicką.
Templariusze − ukryta prawda
Powstanie jak i wczesna działalność zakonu
obfitują chyba w jeszcze więcej niewiadomych niż
jego upadek. Od początku nie dawały nam
spokoju sprzeczności i nieprawdopodobieństwa w
relacji Wilhelma z Tyru. Dziewięciu „ubogich”
rycerzy pojawiło się ni ztego, ni z owego u króla, a
ten natychmiast oddał im całe skrzydło swego
pałacu! I tych dziewięciu rycerzy podjęło się
ochrony wszystkich pielgrzymów w Palestynie! Ale
na tym nie koniec! Żaden z dziejopisarzy, nawet
królewski kronikarz Fulcher de Chartres, który
musiał się przecież zetknąć z templariuszami, nie
wspomina o tym ani słowa! Zastanawialiśmy się,
jak to możliwe, by działalność rycerzy zakonnych i
ich zamieszkanie w pałacu umknęły uwagi
kronikarza? Wydaje się to nieprawdopodobne, a
jednak Fulcher de Chartres milczy jak zaklęty.
Wszyscy milczą jak zaklęci! Dopiero ponad
pięćdziesiąt lat później Wilhelm z Tyru wspomina
o templariuszach w kro-nice wypraw krzyżowych.
Jaki z tego wypływa wniosek? Może rycerze
wcale nie zajmowali się chwalebną ochroną
pielgrzymów? Może tak naprawdę uczestniczyli w
jakimś tajnym przed-sięwzięciu, o którym nawet
królewski kronikarz nie miał pojęcia? Możliwe
także, że kronikarzowi nakazano milczenie. To
chyba najbardziej prawdopodobne, wkrótce
bowiem do owych dziewięciu rycerzy dołączyło
dwóch najznamienitszych panów, których
obecność nie mogła zostać nie zauważona.
Według Wilhelma z Tyru ten
dziewięcioosobowy zakon powstał w 1118 roku i
przez dziewięć lat nie przyjął w swe szeregi
żadnego zakonnika. A jednak źródła historyczne
wyraźnie podają, że w 1120 roku, a więc dwa lata
po powstaniu zakonu. W tym to też roku wstąpił
do niego hrabia Andegawenii, zaś w 1124 roku
templariuszem został hrabia Szampanii, jeden z
naj-bogatszych wielmożów Europy. Jeśli Wilhelm z
Tyru pisze praw-dę, templariusze nie przyjęliby
nowych członków do 1127 roku. Tymczasem w
rzeczywistości już w 1126 roku zakon powiększył
się o co najmniej czterech rycerzy. Czy zatem
Wilhelm my-li się, twierdząc, że przez dziewięć lat
nikt nie wstąpił do zakonu? A może ta informacja
jest zgodna z prawdą, a jedynie po-dana przez
kronikarza data powstania zakonu jest błędna?
Je-śli nie przyjmowano członków przez dziewięć
lat, a hrabia Andegawenii został templariuszem w
1120 roku, oznaczałoby to, że zakon Świątyni
powstał nie w 1118 roku, ale najpóźniej 1111 lub
1112 roku.
Istnieje bardzo przekonywające świadectwo na
poparcie tej tezy. Otóż w 1114 roku, hrabia
Szampanii gotował się do podróży do Ziemi
Świętej, otrzymał list od biskupa Chartres. Bi-skup
pisał między innymi: „Słyszymy, Panie, że przed
wyruszeniem do Jeruzalem ślubowaliście
wstąpić w szeregi „la milice du Christ”, że
pragniecie dołączyć do tych bogobojnych
żołnierzy”. „La milice du Christ” była
pierwszym przydomkiem zakonu, nadanym mu
przez świętego Bernarda. Określenie to nie może
odnosić się do żadnej innej organizacji. Nie może
też oznaczać wszystkich krzyżowców, albowiem
biskup mówi o złożeniu przysięgi czystości, która
z reguły nie obowiązywała zwykłych uczestników
krucjaty. Z listu wynika, że zakon istniał, lub
przynajmniej że planowano jego założenie, już w
1114 roku − cztery lata wcześniej, niż się
powszechnie uważa. Dowiadujemy się także, że
już wtedy hrabia Szampanii zamierzał wstąpić do
zakonu, co w końcu uczynił dziesięć lat później.
Ponadto, od 1070 roku na dworze hrabiego
Szampanii w Troyes rozwijał się wpływowy
ośrodek studiów Kabały żydow-skiej i wiedzy
tajemnej. To właśnie na synodzie w Troyes w
1128 roku oficjalnie proklamowano istnienie
templariuszy i przez następne dwa stulecia
miasto to pozostawało strategicznym ośrodkiem
zakonu. Tam też, na dworze hrabiego Szampanii,
Chretien de Troyes napisał jeden z pierwszych
romansów rycerskich o Świętym Graalu.
Wśród tych splotów faktów zaczęliśmy
dostrzegać pewne pra-widłowości. Sieć powiązań
pomiędzy najważniejszymi osobami oraz
logiczność biegu wydarzeń wydawały się
nieprzypadkowe i wskazywały na istnienie
jakiegoś planu, według którego wszy-stko się
145
145
odbywało. Jeśli tak było, potwierdzałoby to tezę, że
tem-plariusze uczestniczyli w jakimś tajnym
przedsięwzięciu. Mogli-śmy jednak jedynie snuć
domysły, na czym ono polegało. Pewną
wskazówką zdawało się być miejsce, w którym
templariusze założyli swą kwaterę; tak łatwo
uzyskane skrzydło królewskie-go pałacu. W
dawnych czasach stała tam Świątynia, splądrowana
w 70 roku po Chrystusie przez legiony
Tytusa. Skarby Świątyni poniesiono do Rzymu,
skąd z kolei Wizygoci zabrali je prawdopodobnie
w Pireneje. A może ten święty przybytek krył coś
jeszcze oprócz kosztowności czy złota, coś, co
było warte znacznie więcej niż wszystkie skarby
razem wzięte? Możliwe, że widząc nadchodzące
centurie, kapłani Świątyni wystawili na łup
bogactwa, które spodziewali się znaleźć
Rzymianie, ratując w ten sposób o wiele bardziej
drogocenne przedmioty. Jeśli w i-stocie było coś
takiego, kapłani mogli to ukryć przed najeźdźcami
gdzieś w pobliżu Świątyni lub nawet pod nią.
Pośród rękopisów znad Morza Martwego,
znalezionych w Qumran, znajduje się jeden
zwany „rękopisem miedzianym”. Dokument ten
wyraźnie mówi o wielkich ilościach złota, srebra,
przedmiotów sakralnych oraz innych, nie
sprecyzowanych bogactw, a także o jakimś
skarbie. Wszystko to, usypane w dwadzieścia
cztery stosy, miało być zakopane pod Świątynią.
W połowie XII wieku Johann von Wurzburg,
pielgrzym nie-miecki do Ziemi Świętej, pisał o
swym pobycie w stajniach Sa-lomona. Owe
stajnie, wybudowane bezpośrednio pod Świątynią,
można oglądać do dziś. Według Johanna von
Wurzburga były one wówczas tak duże, że mogły
pomieścić dwa tysiące koni, i to właśnie tam
templariusze trzymali swe wierzchowce. Inny
kronikarz utrzymywał, że zakon używał tych
pomieszczeń już w 1124 roku, kiedy wciąż liczył
tylko dziewięciu rycerzy. Można by więc wysunąć
przypuszczenie, że wkrótce po powstaniu
templariusze rozpoczęli prace wykopaliskowe pod
Świą-tynią. Oznaczałoby to, że zostali wysłani do
Ziemi Świętej z zadaniem odnalezienia czegoś.
Jeśli istotnie tak było, wyjaśnia-łoby to, czemu król
oddał im lekką ręką połowę swego pałacu i czemu
milczał o tym królewski kronikarz. Na czyje jednak
polecenie templariusze przybyli do Palestyny?
W 1104 roku hrabia Szampanii uczestniczył w
tajnym spot-kaniu kilku nobilów znakomitych
rodów − Brienne, Joinville i Chaumont − które, jak
się później przekonaliśmy, odgrywają istotną rolę
w tajemnicy z Rennes-le-Chateau. Co najmniej jeden
z owych panów powrócił właśnie z
Jerozolimy. W spotkaniu wziął także udział senior
Andre de Montbarda, założyciela zakonu
templariuszy i wuja świętego Bernarda.
Wkrótce po tej naradzie hrabia Szampanii
wyruszył do Zie-mi Świętej, gdzie spędził cztery
lata. W 1114 roku ponownie udał się do Palestyny,
zamierzając wstąpić do „la milice du Christ”.
Zmienił jednak zamiar i powróciwszy do Europy
podarował zie-mię cystersom. Na tej właśnie
ziemi święty Bernard wybudował opactwo
Clairvaux, obierając je za swą siedzibę i
konsolidując wokół niego zakon.
Do 1112 roku cystersom niezbyt dobrze się
powodziło. Byli wręcz bliscy bankructwa. Kiedy
jednak na scenie pojawił się święty Bernard, ich
los nagle się odmienił. W ciągu zaledwie kilku lat
wybudowano sześć nowych opactw. W 1153 roku
było ich już ponad trzysta, z których sześćdziesiąt
dziewięć założył święty Bernard osobiście. Ten
niesamowity rozkwit zakonu cy-stersów zbiega się
w czasie z błyskawiczną karierą templariuszy. A
jak już nadmieniliśmy, jeden z założycieli Świątyni
był wujem świętego Bernarda.
Zreasumujmy: w 1104 roku, po spotkaniu z
grupą wielmo-żów, z których jeden jest seniorem
Andre de Montbarda, hrabia Szampanii wyrusza
do Ziemi Świętej. W 1112 roku siostrzeniec Andre
de Montbarda, święty Bernard, wstępuje do zakonu
cystersów. Dwa lata później hrabia
Szampanii powtórnie udaje się do Ziemi Świętej z
zamiarem wstąpienia do zakonu templariuszy,
założonego przez jego wasala razem z Andre de
Montbardem. Zakon albo już wtedy istniał, albo
miał wkrótce powstać, o czym świadczy list
biskupa Chartres. W 1115 roku, po niespełna
roku, hrabia powraca do Europy i przekazuje cystersom
ziemię pod opactwo Clairvaux, na
którego czele staje święty Bernard. W ciągu
następnych lat zarówno cystersi, jak i
templariusze − to jest zarówno zakon świętego
Bernarda, jak i zakon Andre de Montbarda − stają
się niezmiernie bogaci i po-tężni.
Zastanawiając się nad kolejnością owych
wydarzeń, coraz bardziej byliśmy przekonani, że
nie rządził nią ślepy los czy przypadek. Wprost
przeciwnie, wszystko wskazywało, że mieliśmy do
czynienia z kolejnymi etapami realizacji
skomplikowane-go, zakrojonego na wielką skalę
planu, którego szczegóły skry-wają mroki dziejów.
Tymczasem zajęliśmy się inną kwestią.
Według naszej hipotezy templariusze znaleźli coś
w Świątyni Salomona. Co to mo-gło być? Jaka
tajemnica łączyła templariuszy, świętego Bernar-da
i hrabiego Szampanii? Przede wszystkim do dziś
146
146
nie wiadomo, co się stało ze skarbcem zakonu.
Nie zachowały się nawet żadne dokumenty.
Gdyby skarbiec zawierał tylko złoto czy srebro,
nie zaszłaby konieczność zniszczenia czy ukrycia
wszy-stkich archiwów. Nasuwa się wniosek, że
templariusze mieli w swej pieczy coś niezwykle
cennego i nawet żołnierze Filipa Pię-knego nie
zdołali wydusić z nich żadnej informacji. Rycerze
za-konni nie dochowaliby bezwzględnie tajemnicy,
gdyby chodziło tylko o złoto czy klejnoty. Owym
tajemniczym „skarbem” zakonu musiało być coś
innego, mającego prawdopodobnie zwią-zek ze
stanowiskiem templariuszy wobec Jezusa.
Tak naprawdę 13 października 1307 roku nie
wszyscy francu-scy templariusze zostali
aresztowani. Z sieci zastawionej przez Filipa
Pięknego wymknęli się rycerze co najmniej jednej
komandorii. Chodzi tu o komandorię w Bezu,
niedaleko Rennes-le-Chateau. żeby odpowiedzieć
na pytanie, jak to się stało, zmu-szeni byliśmy
zbadać dokładnie, na czym polegały działania
zakonu w tamtej okolicy, gdzie na obszarze mniej
więcej trzydziestu kilometrów kwadratowych miał
on około sześciu komandorii i kilka innych
nieruchomości.
Rezultaty naszych badań okazały się bardzo
interesujące. W 1153 roku pan tych okolic i
sympatyk kataryzmu Bertrand de Blanchefort
został czwartym wielkim mistrzem zakonu Świą-
tyni. Siedzibą jego rodu był zamek na górskim
szczycie, kilka kilometrów od Bezu i Rennes-leChateau.
Bertrand de Blanchefort stał na czele
zakonu do 1170 roku i był prawdopodo-bnie
najwybitniejszym z wszystkich jego przywódców.
Zanim nastały rządy Bertranda, administracja i
hierarchia zakonu by-ły w powijakach. To właśnie
Bertrand de Blanchefort przeobra-ził go w
niezwykle sprawną i doskonale zorganizowaną
instytu-cję polityczno-wojskową o
międzynarodowym znaczeniu. Dzię-ki niemu
także templariusze rozwinęli działalność w
Europie, szczególnie we Francji. Według
świadectw źródłowych mentorem Bertranda, a
według niektórych historyków także jego bezpośrednim
poprzednikiem na stanowisku
wielkiego mistrza był Andre de Montbard.
Kilka lat po oficjalnym ukonstytuowaniu zakonu
Bertrand de Blanchefort wstąpił w jego szeregi i
podarował mu swoje ziemie w pobliżu Rennes-leChateau
i Bezu. W 1156 roku zaś, kiedy już był
wielkim mistrzem, sprowadził w te okolice grupę
niemieckich górników. Podobno byli oni poddani
niezwykle su-rowej dyscyplinie i nie wolno im było
nawiązywać żadnych kon-taktów z miejscową
ludnością. Ukonstytuowano nawet specjal-ne
kolegium sądowe, które zajmowało się prawnymi
aspektami ich pobytu w Rennes-le-Chateau.
Oficjalnie ich celem była eks-ploatacja pokładów
złota w pobliżu zamku Blanchefort. Tak naprawdę
jednak musiało chodzić o coś innego, bowiem
złoża te zostały wyczerpane całkowicie przez
Rzymian niemal tysiąc lat wcześniej.
W XVII wieku francuscy inżynierowie
przeprowadzili badania złóż mineralnych w okolicy
Rennes-le-Chateau i sporządzili bardzo dokładne
raporty ze swej pracy. Jeden z nich, niejaki Cesar
d’Arcons, odkrył ślady pozostałe po działalności
niemiec-kich górników. Według niego nie
zajmowali się oni wcale gór-nictwem. Czym
zatem? D’Arcons nie był pewien, ale wydawało
mu się, że wytapianiem czy przetapianiem
metali, być może nawet drążeniem podziemnych
magazynów.
Jak było naprawdę, nie wiemy, ale faktem jest,
że obecność templariuszy w okolicy Rennes-leChateau
datuje się co najmniej od połowy XII
wieku. W 1285 roku istniała już duża komandoria
w Campagne-sur-Aude, kilka kilometrów od Bezu.
Mimo to u schyłku XIII wieku Pierre de Voisins,
pan Bezu i Rennes-le-Chateau, sprowadził nową
kompanię templariuszy z prowincji Roussillon w
Aragonii. Oddział ów zamieszkał na szczy-cie Bezu,
gdzie wzniósł warownię i kaplicę. Oficjalnie
templariusze mieli czuwać nad bezpieczeństwem
okolicy i strzec pielgrzymiego szlaku do Santiago
de Compostela. Ale prawdziwy powód ich
przybycia musiał być inny. Po pierwsze, byli zbyt
nieliczni, by wykonać takie zadanie, po drugie, w
okolicy byli już templariusze, po trzecie, Pierre de
Voisins miał własne od-działy, które razem z
miejscowymi templariuszami w zupełno-ści
wystarczały do zapewnienia spokoju. W jakim więc
celu tem-plariusze z Roussillon przybyli do Bezu?
Według legendy przybyli tam na przeszpiegi, a
przede wszystkim, żeby strzec skarbu albo też
ukryć lub odnaleźć jakiś skarb.
Nie wiemy, na czym naprawdę polegała misja
tych templariuszy, ale najwyraźniej cieszyli się oni
dużą nietykalnością, byli bowiem jedynymi ze
wszystkich rycerzy zakonnych we Francji, których
nie tknęli seneszalowie. Dowódcą tego oddziału w
Bezu był niejaki Seigneur de Goth.
Dzieje templariuszy w okolicy Rennes-leChateau
obfitują w równie wiele niewiadomych co
historia całego zakonu. W trakcie naszych badań
pojawiło się kilka wątków, jak choćby rola
Bertranda de Blanchefort, które łączyły tajemnice
Świątyni z zagadkami z Rennes-le-Chateau.
147
147
Dostrzegliśmy także wiele dziwnych zbiegów
okoliczności, których, prawdę mówiąc, było za
dużo, by je za takowe uważać. Wszystko
wskazywało, że wydarzenia, które powyżej
przedstawiliśmy, miały ze sobą wiele wspól-nego −
łączyło je przemyślane ludzkie działanie według
mister-nego planu. Jeśli tak było w istocie,
nasuwało się pytanie, kto obmyślił ten plan. Coraz
bardziej podejrzewaliśmy, że był on dzie-łem zwartej
grupy ludzi − trzeciego zakonu, działającego za
ku-lisami. Nie musieliśmy nawet szukać
potwierdzenia, że zakon ów istniał w
rzeczywistości. Zupełnie nieoczekiwanie dowody
na to pojawiły się same.
Tajne dokumenty
Początkowo trudno nam było uwierzyć, że
naprawdę istniał trzeci zakon, który działał w
cieniu templariuszy i cystersów. Informacje o nim
pochodziły z nie znanego nam źródła. Dopóki
więc nie stwierdziliśmy jego wiarygodności, nie
mogliśmy uznać owych informacji za pewne.
W 1956 roku we Francji zaczęły się ukazywać
książki, artykuły i inne publikacje na temat
Berengera Sauniere’a i Rennes-le-Chateau.
Wydaje się, że wszystkie informacje w nich zawarte
pochodzą z tego samego źródła. Liczba
publikacji jest przeogromna. Wysiłek i środki
niezbędne do tego rodzaju przed-sięwzięcia
świadczą, że chodzi o sprawy niebłahe.
Obok większych publikacji, z których część
została wydana prywatnie, pojawiło się także
wiele artykułów prasowych. Były to między innymi
wywiady z osobami, które twierdziły, że wie-dzą to
czy owo o tajemnicy z Rennes-le-Chateau.
Jednak najbardziej interesujące informacje
zawierają pojedyncze dokume-nty i broszurki
ukazujące się od czasu do czasu poza normalnym
obiegiem wydawniczym. Wiele z nich, wydanych
prywatnie w niewielkich nakładach, złożono w
zbiorach Biblioteki Na-rodowej w Paryżu.
Niektóre to po prostu kartki maszynopisu
skopiowane na offsetowym powielaczu. Owe
broszury i ulotki zdawały się pochodzić z tego
samego źródła co większe publikacje. Obfitowały
w tajemnicze przypisy i odnośniki, które się
nawzajem potwierdzały i uzupełniały. W
większości wypadków wydawnictwa te sygnowane
były oczywistymi pseudonimami, ta-kimi jak:
Madeleine Blancassal, Nicolas Beaucean, Jean
Delaude i Antoine l’Ermite. Madeleine to
oczywiście aluzja do Marii Magdaleny, patronki
kościoła w Rennes-le-Chateau, na której cześć
Sauniere wzniósł wieżę. Blancassal to połączenie
nazw dwóch rzeczułek, Blanque i Salas,
zbiegających się w pobliżu Rennes-les-Bains.
Beaucean to zniekształcone słowo „Beauseant”
okrzyk bojowy templariuszy. Jean Delaude to po
prostu Jean de l’Aude, a więc Jan z Aude. A
właśnie w departamencie Aude leży Rennes-leChateau.
Antoine l’Ermite to aluzja do świętego
Antoniego Pustelnika, którego posąg zdobi kościół i
którego świę-to przypada na dzień 17 stycznia. Jest
to data wyryta na nagro-bku markizy de
Blanchefort i dzień, w którym Sauniere dostał
wylewu.
Praca napisana przez Madeleine Blancassal
nosi tytuł „Po-tomkowie Merowingów i zagadka
wizygockiego Razes” („Les Descendants
merovingiens et l’enigme du Razes visigoth”).
Razes to starodawna na-zwa regionu Rennes-leChateau.
Jak informuje strona tytuło-wa, dziełko
to zostało pierwotnie opublikowane w języku
niemieckim, a następnie przetłumaczone na
francuski przez niejakiego Waltera Celse-Nazaire.
Jest to kolejny pseudonim skła-dający się z imion
świętych, którzy są patronami kościoła w Rennesles-Bains.
Strona tytułowa informuje także, że
wydawcą była Wielka Loża Alpina, najwyższa loża
masońska w Szwajcarii. Nie wiadomo, dlaczego
współcześni masoni mieliby zajmować się jakimś
dziewiętnastowiecznym księdzem i historią jego
parafii, sięgającą półtora tysiąca lat wstecz. Jeden
z naszych współpracowników oraz pewien badacz
rozmawiali o tym z członkami Wielkiej Loży
Alpina. Ci nie tylko zaprzeczyli, że mieli coś
wspólnego z wydaniem książeczki, ale stwierdzili,
że nie wiedzą o jej istnieniu. A jednak ów badacz
twierdzi, że na własne oczy widział pracę
Madeleine Blancassal w bibliotece Wielkiej Loży
Alpina. My zaś odkryliśmy, że nazwa loży widnieje
na dwóch innych broszurach.
Ze wszystkich materiałów złożonych w
Bibliotece Narodowej w Paryżu najważniejszy
wydaje się zbiór dokumentów zatytu-łowany Tajne
akta (Dossiers secrets). Zbiór ten, skatalogowany
pod numerem 4/1 m 249, dostępny jest teraz tylko
na mikrofiszkach. Do niedawna była to po prostu
zwykła tekturowa teczka zawierająca artykuły
prasowe, listy, broszury, drzewa genealo-giczne
oraz tajemniczą stronicę pochodzącą z jakiejś
większej pracy. Co jakiś czas ktoś usuwał ze
zbioru to lub owo, dołączał do niego nowe
dokumenty, a na starych odręcznie dopisywał
informację i poprawki. Później materiały te
znikały, a ich miejsce zajmowały kopie,
zawierające wszystkie dotychczasowe po-prawki.
148
148
Autorem części Tajnych akt, obejmującej
drzewa genealogi-czne, miał być podobno niejaki
Henri Lobineau, ale w teczce są dwa inne
dokumenty, według których to nazwisko jest
pseudonimem pochodzącym od ulicy Lobineau w
pobliżu Saint-Su-lpice. W rzeczywistości owe
genealogie miały być sporządzone przez
człowieka o nazwisku Leo Schidlof, austriackiego
history-ka i antykwariusza, który do swej śmierci w
1966 roku mieszkał w Szwajcarii. Zaczęliśmy
wobec tego zbierać informacje o Leo Schidlofie.
Po krótkich poszukiwaniach udało nam się
wyjaśnić sprawę z Leo Schidlofem. Okazało się,
że pod pseudonimem Henri Lobineau krył się nie
Leo Schidlof, lecz francuski arystokrata, hrabia
Henri de Lenoncourt. Późniejsze publikacje
potwierdzi-ły tą informację.
Tożsamość Henri Lobineau to nie jedyna
zagadka związana z Tajnymi aktami. Znajdowała
się w nich także notatka mówią-ca o „skórzanej
teczce Leo Schidlofa”. Teczka miała zawierać
tajne informacje na temat dziejów Rennes-leChateau
od 1600 do 1800 roku. Wkrótce po
śmierci Schidlofa dostała się ona po-dobno w ręce
jakiegoś kuriera o nazwisku Fakhar ul Islam, któ-ry
w lutym 1967 roku miał się spotkać w Niemczech
Wschodnich z „agentem z Genewy”. Zanim
jednak doszło do spotkania, Fakhar ul Islam
został ponoć wydalony z NRD i powrócił do
Paryża. Dnia 20 lutego 1967 roku znaleziono jego
zwłoki przy torach kolejowych w Melun. Został
wyrzucony z ekspresu relacji Paryż-Genewa,
teczka zaś zniknęła.
Usiłowaliśmy ustalić prawdziwość tej ponurej
opowieści. Po-twierdzało ją kilka artykułów w
prasie francuskiej z dnia 21 lutego. Rzeczywiście
na torach w Melun znaleziono ciało z obciętą
głową. Po zidentyfikowaniu zwłok stwierdzono, że
był to Pakistańczyk o nazwisku Fakhar ul Islam.
Pociągiem jechał z Paryża do Genewy. Prasa
podawała, że władze francuskie zleciły
dochodzenie w tej sprawie kontrwywiadowi.
Gazety jednak w ogóle nie wspominały ani o Leo
Schidlofie, ani o jego teczce, ani o niczym, co
mogłoby mieć związek z tajemnicą z Rennes-leChateau.
Dlaczego komuś zależałoby na
wytworzeniu złowro-giej atmosfery wokół tajemnicy
z Rennes-le-Chateau? Jaki byłby cel? Co można
było osiągnąć dzięki temu? I kto się za tym krył?
Pytania te, ciągle nie dawały nam spokoju. Co
więcej, śmierć Fakhara ul Islama nie była jedyna.
Otóż w niespełna miesiąc później w Bibliotece
Narodowej pojawiła się kolejna praca, zatytułowana
Czerwony wąż (Le Serpent rouge),
opatrzona znaczącą datą 17 stycznia. Miała być
efektem współpracy trzech autorów: Pierre’a
Feugere’a, Louisa Saint-Maxenta i Gastona de
Kokera.
Czerwony wąż to osobliwe dzieło. Zawiera
jedną genealogię Merowingów, dwie mapy Francji
za ich panowania, opatrzone krótkim
komentarzem, oraz plan kościoła Saint Sulpice w
Paryżu z zaznaczonymi kaplicami poszczególnych
świętych. Głów-ną część dzieła stanowi trzynaście
krótkich poematów prozą o imponującej wartości
literackiej. Niektóre przywodzą na myśl twórczość
Rimbauda. Każdy z poematów poświęcony jest
jednemu znakowi zodiaku, przy czym
dodatkowym, trzynastym, jest Ophiuchus, czyli
Wężownik, umieszczony między Skorpio-nem a
Strzelcem.
Owe poematy stanowią symboliczną wędrówkę
zaczynającą się od Wodnika, a kończącą na
Koziorożcu, który panuje 17 stycznia. Teksty są
niejasne i tajemnicze, obfitują w wiele alu-zji do
rodu Blanchefortów, do wystroju kościoła w
Rennes-le-Chateau, do Poussina, jego obrazu i
inskrypcji ET IN ARCADIA EGO. Jeden z
poematów zawiera wzmiankę o „wymienionym w
pergaminach” czerwonym wężu, który rozwija swe
sploty poprzez wieki. Jest to, symboliczne
przedstawienie jakiegoś rodu. Znakowi Lwa
poświęcony jest ustęp o zagadkowej treści, który
warto przytoczyć w całości: «Od tej, którą
pragnę wyzwolić, unosi się ku mnie woń
perfum i wypełnia Grób. Dawniej niektórzy
zwali ją ISIS, królową i źródłem wszelkiego
dobra. PRZYJDŹCIE DO MNIE WY WSZYSCY,
KTÓRZY CIERPICIE I JESTEŚCIE
NIESZCZĘŚLI-WI, A DAM WAM WYTCHNIENIE.
Dla innych jest Magdaleną od słynnej wazy
wypełnionej uzdrawiającym olejkiem.
Wtajemniczeni zna-ją jej prawdziwe imię:
NOTRE DAME DES CROSS.»
Jest to niezwykle interesujący fragment. Isis to
oczywiście Izyda, Wielka Macierz i patronka
tajemnic. Biała Królowa − ja-ko bóstwo dobra,
Czarna Królowa − jako bóstwo zła. Liczni antropologowie,
religioznawcy i teologowie uznają, że
pogański kult Wielkiej Macierzy przetrwał do
czasów chrześcijańskich i przy-jął formę kultu
Dziewicy Maryi − Królowej Niebios. W Starym
Testamencie Królową Niebios określano boginię
Asztoreth, czyli Isztar, fenicki odpowiednik Izydy.
Ale według zacytowanego po-wyżej tekstu
chrześcijańską Boginią Matką, czy też raczej Matką
Boską byłaby nie Najświętsza Maria Panna, ale
149
149
Magdalena, patronka kościoła w Rennes-leChateau.
Co więcej, przydomek Notre Dame
(Nasza Pani) też nie odnosi się w tym tekście do
Marii Panny. Ten wspaniały tytuł, będący nazwą
wielkich francuskich katedr, również należny jest
Magdalenie. Lecz dlaczego należałoby ją czcić
jako Naszą Panią, a tym bardziej jako Boginię
Matkę, czy też Matkę Boską? Macierzyństwo to
ostatnia rzecz, jaka kojarzy się z Magdaleną, która
dostąpiła zbawie-nia przyłączając się do Jezusa.
Według Ewangelii Magdalena była pierwszą
osobą, która ujrzała zmartwychwstałego Jezusa.
Z tego powodu uważana jest przez chrześcijan za
świętą, szczególnie we Francji. Jednak
umieszczenie Magdaleny na miejscu Najświętszej
Marii Panny zakrawa na herezję.
Autorów, czy raczej rzekomych autorów
Czerwonego węża spotkał taki sam tragiczny los
co Fakhara ul Islama. Dnia 6 marca 1967 roku
znaleziono ciała powieszonych Louisa SaintMaxenta
i Gastona de Kokera, następnego dnia −
Pierre’a Feu-gere’a.
Oczywiście trudno oprzeć się wrażeniu, że ich
śmierć miała związek z dziełem, które napisali.
Jednak, tak jak w wypadku Fakhara ul Islama, nie
mogliśmy odrzucić innej ewentualności. To także
mogła być mistyfikacja.
Założyliśmy, że nie było to oszustwo, a zatem
musieliśmy znaleźć odpowiedź na kilka pytań.
Można bowiem zrozumieć, że likwiduje się trzech
ludzi, żeby nie zdradzili cennej informacji, ale w
tym wypadku informacja została już wyjawiona.
Czy więc śmierć trzech ludzi była karą lub zemstą
za ich zdradę? Czy też może zamknięto im usta,
by nie zdradzili czegoś więcej? Żadna z tych
odpowiedzi nie jest zadowalająca.
Nie możemy tu przedstawić wszystkich
materiałów, które od 1956 roku gromadzone były
w Bibliotece Narodowej, a doty-czyły Rennes-leChateau.
Jest ich zbyt wiele. Zawierają nadto
mnóstwo powikłanych, często nie powiązanych ze
sobą i prowadzących donikąd wątków. Lecz mimo
to z tego chaosu informacyjnego wyłoniło się kila
zagadnień, które wytyczały kierunek dalszych
badań. Oto one, przedstawiane w źródłach ja-ko
bezsporne historyczne fakty:
1. W cieniu templariuszy działał tajny zakon.
Ów zakon po-wołał do życia zakon rycerzy
Świątyni jako swoje zbrojne ramię. Występował
pod wieloma nazwami, z których najczęściej
używano Prieure de Sion (Klasztor Syjonu).
2. Prieure de Sion kierowali kolejni wielcy
mistrzowie, z których wielu należało do
najwybitniejszych postaci w historii Eu-ropy.
3. Mimo że w latach 1307 − 1314 dokonano
likwidacji tem-plariuszy, Prieure de Sion pozostał
nietknięty. Pomimo zawziętych wewnętrznych
sporów przetrwał wieki. Pozostając w ukry-ciu i
prowadząc zakulisowe działania, odegrał istotną
rolę w kil-ku ważnych wydarzeniach historycznych.
4. Prieure de Sion istnieje do dnia
dzisiejszego. Jest bardzo wpływową organizacją −
odgrywa dużą rolę zarówno w istotnych sprawach
międzynarodowych, jak i w sprawach
wewnętrznych niektórych państw europejskich.
Jest w dużej mierze odpowie-dzialny za
rozpowszechnianie materiałów, których
egzemplarze zgromadzone zostały w Bibliotece
Narodowej.
5. Oficjalnie głównym celem Prieure de Sion
jest restauracja dynastii Merowingów nie tylko na
tronie Francji, ale i w innych państwach
europejskich i nie tylko, plany ich sięgają całego
światu.
6. Restauracja Merowingów jest( można
powiedzieć) uzasad-niona prawnie. Ród ten nie
wygasł, mimo że został zdetronizowany w VIII
wieku. Jego potomkowie pochodzą w prostej linii
od Dagoberta II i jego syna Sigiberta IV. Na
przestrzeni wieków ród ten wchodził w koligacje
dynastyczne z innymi arystokratycznymi i
królewskimi domami, takimi jak: Blanchefort, Gisors,
Saint-Clair (w Anglii Sinclair), Montesquieu,
Montpezat, Poher, Luisignan, Plantard i
Habsburgowie lotaryńscy. Obecnie ród
Merowingów legitymuje się prawem do
odzyskania należne-go mu dziedzictwa.
W ten sposób dotarliśmy do wyjaśnienia
wzmianki o Sionie w pergaminach Sauniere’a.
Zrozumieliśmy także, co oznaczają tajemnicze
inicjały P.S. w jednym z pergaminów i na
nagrobku markizy de Blanchefort.
Jak większość ludzi, nieufnie odnosiliśmy się
do tego rodzaju spiskowych teorii dziejów.
Większość powyższych twierdzeń wydawała się
nieprawdopodobna, by nie powiedzieć − zupełnie
niedorzeczna. Faktem było jednak, że ktoś z całą
powagą upar-cie wysuwał te twierdzenia.
Prawdziwe czy nie − niewątpliwie miały one
związek z tajemnicą z Rennes-le-Chateau.
Nieznany zakon
Zanim dotarliśmy do materiałów złożonych w
Bibliotece Narodowej w Paryżu, zaczęliśmy
podejrzewać, że w cieniu templa-riuszy działała
jakaś spójna grupa, być może nawet zakon.
Wobec tego twierdzenie, że zakon templariuszy
150
150
został stworzony przez Prieure de Sion,
wydawało się teraz mniej gołosłowne niż
pozostałe informacje w „dokumentach
klasztornych”. Potrak-towaliśmy je jako punkt
wyjścia w naszych dalszych badaniach.
W 1962 roku, w jednej z książek Gerarda de
Sede’a, pojawiły się krótkie, zamaskowane
wzmianki o istnieniu Prieure de Sion, ale
pierwszą szczegółową informację znaleźliśmy na
pewnej luźnej kartce w Tajnych aktach. Na górze
stronicy widniał cytat z pracy Rene Grousseta,
jednego z największych dwudzie-stowiecznych
znawców historii krucjat, którego monumentalne
dzieło na ten temat, opublikowane w latach
trzydziestych, uzna-wane jest za podstawowe
źródło przez wielu współczesnych hi-storyków, na
przykład Stevena Runcimana. Cytat ów dotyczył
Baldwina, młodszego brata Godfryda de Bouillon
− księcia Lo-taryngii, zdobywcy Ziemi Świętej. Po
śmierci Godfryda, Baldwin przyjął ofiarowaną mu
koronę i tym samym został pierwszym królem
Jerozolimy. Według Rene Grousseta w Baldwinie I
żyła „tradycja królów”. Ponieważ „fundamentem
tej tradycji by-ła Skała Syjonu”, dorównywała
ona innym dynastiom panują-cym w Europie −
Kapetyngom we Francji, Plantagenetom w An-glii,
Habsburgom i Hohenstauffom w Niemczech.
Baldwin i je-go potomkowie byli jednak królami
elekcyjnymi − w ich żyłach nie płynęła królewska
krew. Dlaczego więc Grousset mówi o „tradycji
królów” żyjącej w Baldwinie? Nie wiadomo. Nie
wiemy też, dlaczego oparcie tej tradycji na Skale
Syjonu miało ją czy-nić równą najznamienitszym
dynastiom Europy.
Cytat z Grousseta poprzedzał aluzję do
tajemniczego Prieure de Sion, lub inaczej: Ordre
de Sion (Zakon Syjonu), jak zwano tę organizację
w owym czasie. Otóż Ordre de Sion miał zostać
za-łożony przez Godfryda de Bouillon w 1090
roku, dziewięć lat przed zdobyciem Jerozolimy,
choć według innych dokumentów stało się to w
1099 roku. Brat Godfryda, Baldwin, miał „zawdzięczać
koronę temu zakonowi”, którego
oficjalną siedzibą by-ło opactwo Notre Dame du
Mont de Sion (Opactwo Naszej Pani z Góry
Syjon). Znajdowało się ono tuż pod Jerozolimą,
na szczy-cie góry Syjon, owym słynnym „wysokim
wzgórzu” leżącym na południe od miasta.
W żadnych pracach historycznych
poświęconych krucjatom nie znaleźliśmy
najmniejszej nawet wzmianki o Ordre de Sion.
Musieliśmy wobec tego na własną rękę ustalić,
czy taki zakon istniał, a jeśli tak, czy był na tyle
potężny, by obierać królów. Zmuszeni byliśmy
przetrząsnąć stosy dokumentów historycznych.
Szukaliśmy nie tylko wyraźnych informacji o
Prieure de Sion, ale także śladów jego
bezpośrednich działań czy wpływów. Staraliśmy
się również znaleźć świadectwa istnienia opactwa
zwanego Notre Dame du Mont de Sion.
Na południe od Jerozolimy wznosi się góra
Syjon. W 1099 ro-ku, roku zdobycia Jerozolimy
przez krzyżowców Godfryda, stały na niej ruiny
starożytnej bazyliki bizantyjskiej, pochodzącej prawdopodobnie
z IV wieku, zwanej Matką
Wszystkich Kościołów. Według licznych
dokumentów i kronik, które zachowały się do dziś,
na miejscu tym na polecenie Godfryda de Bouillon
wznie-siono w krótkim czasie opactwo. Jeden z
kronikarzy pisał w 1172 roku, że owo opactwo,
nazywane Notre Dame du Mont de Sion, było
istną fortecą, z murami obronnymi i basztami.
Ktoś oczywiście musiał tam mieszkać. Czy był
to zakon, któ-ry wziął nazwę od miejsca swej
siedziby? Czy był to Ordre de Sion? Bardzo
możliwe, że tak. Z rycerzy i mnichów, którzy również
na rozkaz Godnych, zajęli kościół Grobu
Świętego, utwo-rzono oficjalnie Zakon Grobu
Świętego. Ta sama zasada mogła obowiązywać
mieszkańców góry Syjon, i zdaje się, że tak było.
Tajemnica powstania zakonu templariuszy
Badając dzieje templariuszy, dostrzegliśmy
gęstą sieć powią-zań pomiędzy sprawcami i
uczestnikami najważniejszych wydarzeń.
Działania tych ludzi wskazują na konsekwentną
realizację jakiegoś ambitnego planu. Biorąc pod
uwagę wszystkie znane nam fakty,
sformułowaliśmy kolejną hipotezę. Czy odpowiadała
ona prawdzie, nie wiedzieliśmy, ale
łączyła widoczne elementy owego nie znanego
nam planu w logiczną całość.
1. W drugiej połowie XI wieku tajemnicza
grupa mnichów z Kalabrii pojawia się w Ardenach.
Zakonnicy otrzymują od ciotki Godfryda de
Bouillon ziemię w Orval.
2. Możliwe, że wśród nich znajduje się
wychowawca Godfry-da. Być może jest nim ten
sam człowiek, który zostaje później jednym z
inicjatorów pierwszej krucjaty.
3. Nie później niż w 1108 roku mnisi
opuszczają Orval i zni-kają bez śladu. Ich celem
może być Jerozolima, choć nie ma na to żadnych
dowodów. Z pewnością udaje się tam Piotr
Pustelnik i jeśli należy do zakonników z Orval, być
może jego konfratrzy dołączają później do niego.
151
151
4. W 1099 roku Jerozolima zostaje zdobyta, a
anonimowi elektorzy, na których czele stoi mnich
pochodzący z Kalabrii, obierają królem Godfryda.
5. Na polecenie Godfryda na górze Syjon
zostaje wybudowa-ne opactwo, w którym
zamieszkuje zakon o tej samej nazwie, a jego
członkowie mogą być tymi samymi ludźmi, którzy
wybrali Godfryda na króla.
6. Już w 1114 roku działają templariusze, być
może jako zbrojne ramię Ordre de Sion. Jednak
dopiero trzy lata później król Baldwin nadaje im
status zakonu, a w 1118 roku informacja o ich
istnieniu zostaje podana do publicznej
wiadomości.
7. W 1115 roku święty Bernard − mnich
zakonu cystersów, będącego o krok od upadku −
pojawia się na scenie jako czo-łowy rzecznik
chrześcijaństwa.
8. W 1131 roku święty Bernard otrzymuje
opactwo w Orval, opuszczone przez mnichów z
Kalabrii. Orval staje się wówczas własnością
cystersów.
9. We wszystkich tych wydarzeniach
uczestniczą tajemnicze postacie, które niczym
osnowa łączą poszczególne fragmenty tkaniny,
choć jej wzór wciąż pozostaje niejasny. Do nich
należy hrabia Szampanii, który darowuje
świętemu Bernardowi ziemię pod opactwo, a
siedzibą swego dworu czyni Troyes, gdzie później
rodzą się opowieści o Graalu. W 1114 roku
postanawia wstąpić w szeregi templariuszy,
których wielkim mistrzem jest Hugon de Payns,
jego wasal.
10. Andre de Montbard, wuj świętego Bernarda
i domniemany członek Ordre de Sion, towarzyszy
Hugonowi de Payns w powoływaniu do życia
zakonu templariuszy. Wkrótce jego dwaj bracia
dołączają do świętego Bernarda w Clairvaux.
11. Święty Bernard staje się zagorzałym
zwolennikiem tem-plariuszy, bierze udział w ich
oficjalnym ukonstytuowaniu i zre-dagowaniu ich
reguły, opartej w dużej mierze na regule
cystersów.
2. Mniej więcej w latach 1115-1140
templariusze i cystersi przeżywają rozkwit,
otrzymując w darze wielkie kwoty pieniężne i
posiadłości ziemskie.
Stanęliśmy przed pytaniem, czy ta
skomplikowana sieć po-wiązań była zupełnie
przypadkowa. Czy jedynie ślepy traf zkrzy-żował
drogi tych ludzi, a wydarzenia, w których
uczestniczyli, całkiem przypadkowo następowały
w takiej, a nie innej kolejności? Czy też nie był to
zbieg okoliczności, lecz misterny plan, obmyślony
i zrealizowany przez Ordre de Sion?
Czy za świętym Bernardem i templariuszami
rzeczywiście stał Ordre de Sion? Czy działali oni
z jego polecenia?
Ludwik VII i Prieure de Sion
„Dokumenty klasztorne” nie wspominają o
żadnych działa-niach Ordre de Sion od 1118, to
jest od roku oficjalnego powstania templariuszy,
do 1152 roku. Wydaje się, że przez cały ten czas
pozostawał on w Ziemi Świętej, w opactwie pod
Jerozolimą. Później powracający z drugiej krucjaty
król Francji, Ludwik VII, miał sprowadzić ze sobą
dwudziestu dziwięciu człon-ków tegoż zakonu. Nie
wiadomo, w jakim charakterze występowali i
dlaczego król przyjął ich do swego otoczenia. Jeśli
Or-dre de Sion rzeczywiście stał za zakonem
Świątyni, to mogło tak być, gdyż Ludwik VII
zaciągnął u templariuszy wysokie po-życzki i
korzystał z ich pomocy wojskowej. W każdym
razie Or-dre de Sion, powstały dzięki Godfrydowi
de Bouillon pół wieku wcześniej, zaczął w roku
1152 na nowo zapuszczać korzenie we Francji.
Według „dokumentów klasztornych”
sześćdziesięciu dwóch członków zakonu osiedliło
się w podarowanym im przez króla Ludwika
„wielkim klasztorze” Saint-Samson w Orleanie.
Siedmiu zaciągnęło się do templariuszy.
Dwudziestu sześciu − dwie grupy po trzynastu −
wstąpiło do „małego klasztoru Mont de Sion” na
peryferiach Orleanu.
Sprawdzenie tych informacji nie nastręczało
wielu trudności. Akty królewskie, na których
podstawie Ordre de Sion uczy-nił z Orleanu swą
siedzibę, istnieją do dziś. Ich odpisy podawane są
w wielu źródłach, a oryginały można zobaczyć w
archiwach miejskich w Orleanie. Tam też znajduje
się bulla papieża Aleksandra III z 1178 roku,
która oficjalnie zatwierdza własności Ordre de
Sion. Były wśród nich domy i wielkie obszary
ziemi w Pikardii, we Francji, w Lombardii, na
Sycylii, w Hiszpanii, w Kalabrii, a także, rzecz jasna,
w Ziemi Świętej. Przed drugą wojną światową było
w archiwach Orleanu nie mniej niż dwadzieścia
aktów wymieniających posiadłości Ordre de Sion.
Po bombardowaniu miasta w 1940 roku pozostały
tylko trzy.
Ścięcie wiązu w Gisors
Jeśli „dokumenty klasztorne” mówią prawdę, to
rok 1188 był punktem zwrotnym w historii
zarówno Ordre de Sion, jak i templariuszy. Do
152
152
1188 roku wielki mistrz Ordre de Sion był także
wodzem templariuszy. I tak na przykład Hugon de
Payns i Bertrand de Blanchefort stali
jednocześnie na czele obydwu zakonów. Od
chwili ścięcia wiązu w Gisors, Ordre de Sion wybierał
własnego wielkiego mistrza, który nie miał
nic wspólnego z templariuszami. Według
dokumentów klasztornych pierwszym takim
mistrzem był Jean de Gisors.
W tym samym roku Ordre de Sion zmienił
nazwę na Prieure de Sion, pod którą działa
jakoby do dziś. Przyjął także inną, bar-dzo dziwną
nazwę − Ormus − której przestał używać w 1306
ro-ku, a więc na rok przed upadkiem templariuszy.
Znakiem Ormusa było M. Z. liter tego wyrazu
można ułożyć kilka niedokład-nych anagramów.
Pierwszy to „ours”, co po francusku znaczy
„niedźwiedź”, odpowiednik łacińskiego słowa
„ursus”, które − jak się później przekonaliśmy −
miało związek z Dagobertem II. Ko-lejne dwa
anagramy to „orme”, co znaczy „wiąz”, oraz „or”, co
oczy-wiście znaczy „złoto”. Z kolei litera „m”, która
stanowi w słowie „Ormus” oś łączącą boczne litery,
może, jak już wspominaliśmy, przedstawiać
astrologiczny symbol Panny, oznaczającej w
średniowiecznej ikonografii Notre Dame.
Nie natknęliśmy się nigdzie choćby na
najmniejszą wzmian-kę o średniowiecznym
zakonie czy jakiejkolwiek innej instytucji z Tajnych
akt. A jednak Ormus pojawia się w historii, i to
dwukrotnie, choć w związku z zupełnie innymi
sprawami. Nazwa ta występuje w filozofii
zaratustriańskiej oraz w tekstach gnostyckich i
oznacza „źródło światła”. Ponownie pojawia się
w siedemnastowiecznych opowieściach
masońskich dotyczących rodowodu
wolnomularstwa. Według nich Ormus był
egipskim mędrcem, mistykiem i gnostykiem z
Aleksandrii, który żył w czasach
wczesnochrześcijańskich. W 46 roku naszej ery
wraz z sześcioma zwolennikami został nawrócony
na chrześcijaństwo. W rezultacie powstała nowa
sekta, czy też zakon łączący zasady
chrześcijaństwa z naukami innych, starszych
jeszcze szkół mistycznych. O ile wiemy, nie istnieją
żadne źródła potwierdza-jące tę historię, co
oczywiście nie znaczy, że jest ona nieprawdziwa.
W I wieku naszej ery Aleksandria była istną
wylęgarnią różnych prądów filozoficznych, gdzie
niczym w tyglu mieszały się doktryny przede
wszystkim judaizmu a w dalszej kolejności
mitraizmu, zaratustrianizmu, pitagoreizmu,
hermetyzmu i neo-platonizmu. W mieście roiło się
od nauczycieli i filozofów wszel-kiego pokroju i nie
byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jeden z nich
przyjął imię „boga światła”.
Według zapisów masońskich w 46 roku za
znak swego nowo powstałego zakonu Ormus
przyjął on czerwony czy też ró-żowy krzyż.
Oczywiście było to później godło templariuszy.
Lecz nie o to tu chodzi. Wymowa faktów
podanych w tajnych aktach i w innych
„dokumentach klasztornych” jest niedwuznaczna.
Otóż ich czytelnik ma dojrzeć w Ormusie początki
tzw. „Różane-go Krzyża”, czyli różokrzyżowców.
Służyła temu także informacja, że w 1188 roku,
oprócz nazwy Ormus, Prieure de Sion przy-jął
jakoby nazwę Ordre de la Rose-Croix „Veritas”.
Frances Yates utrzymuje, że tajne
stowarzyszenia, które by-ły różokrzyżowe nie w
nazwie, ale w swych filozoficznych i politycznych
orientacjach, działały na długo przed pojawieniem
się w XVII wieku różokrzyżowców. W rozmowie z
jednym z naszych współpracowników nazwała
różokrzyżowcem Leonarda de Vinci, używając tego
terminu do określenia wyznawanych przez niego
poglądów.
Ale nie koniec na tym. W 1629 roku, kiedy
zainteresowanie różokrzyżowcami sięgało zenitu,
Robert Denyau, proboszcz Gi-sors, napisał
wyczerpującą historię swego miasta i rodu de Gisors.
Stwierdził w niej otwarcie, że Różany Krzyż
został założo-ny przez Jeana de Gisors w 1188
roku. Innymi słowy, informa-cje z „dokumentów
klasztornych” znalazły pełne potwierdzenie w
siedemnastowiecznym rękopisie. Oczywiście
Denyau napisał swą pracę cztery i pół wieku po
domniemanym założeniu Ró-żanego Krzyża,
jednak nie można jej było z tego powodu
zlekceważyć, a fakt, że powstała w Gisors,
zmuszał do potraktowa-nia jej bardzo poważnie.
Niezbitych dowodów na istnienie Różanego
Krzyża w XII wie-ku nie znaleźliśmy, ale
informacje z „dokumentów klasztornych”
wydawały się wiarygodne. Nie mogliśmy uważać
ich za absolutnie pewne, lecz równocześnie nie
mogliśmy ich z góry odrzucić jako fałszywe. Na
tym etapie badań wstrzymaliśmy się z oceną ich
wiarygodności.
Prieure de Sion w Orleanie
Poza wymienionymi wyżej rewelacjami
„dokumenty klasztor-ne” zawierały także drobne,
pozornie nieistotne szczegóły. I ta błahość
przemawiała za ich prawdziwością. Wydawało nam
się, że zmyślanie tego rodzaju informacji nie
miałoby żadnego sensu. Poza tym znajdowały
153
153
one potwierdzenie w innych źródłach.
I tak na przykład wedle „dokumentów
klasztornych” Girard, w latach 1239-1244 opat
„małego klasztoru w Orleanie”, poda-rował
krzyżakom ziemię w Akce. Nie wiadomo,
dlaczego wydarzenie to było tak ważne, że
informacja o nim znalazła się w dokumentach, ale
potwierdzał ją niezbicie zachowany oryginal-ny akt
darowizny z 1239 roku, sygnowany podpisem
Girarda.
Były też wzmianki o innym opacie „małego
klasztoru”, Ada-mie. W 1281 roku podarował on
ziemię w pobliżu Orval mnichom, którzy
zamieszkiwali tamtejsze opactwo. Byli to cystersi
przybyli w te okolice półtora wieku wcześniej pod
przewodnictwem świętego Bernarda. Nie
znaleźliśmy żadnych materiałów źródłowych, które
by to potwierdzały, ale uważaliśmy to za cał-kiem
prawdopodobne, istnieje bowiem wiele
dokumentów świad-czących, że bardzo często
składano tego rodzaju darowizny.
Dużo do myślenia dawało ponowne pojawienie
się nazwy Or-val. Intrygował także fakt, że
oddając ziemię cystersom Adam ściągnął na
siebie gniew swych współbraci i zmuszony był do
rezygnacji z urzędu opata. Świadkiem abdykacji był
Thomas de Sainville, wielki mistrz Zakonu
Świętego Łazarza. Wkrótce Adam udał się do
Akki, a kiedy miasto wpadło w ręce Saracenów,
uciekł na Sycylię, gdzie zmarł w 1291 roku. Nie
udało nam się znaleźć żadnych dokumentów
potwierdzających dymisję opata Adama.
Natomiast Thomas de Sainville rzeczywiście był w
1281 roku wielkim mistrzem Zakonu Świętego
Łazarza. Zakon ten miał swą siedzibę w pobliżu
Orleanu, gdzie przecież doszło do ustąpienia
Adama. Ponadto nie ma żadnych wątpliwości, że
by-ły opat udał się do Akki. Zachowały się dwa
dokumenty i dwa listy z jego podpisem. Jeden
pochodzi z sierpnia 1281 roku, drugi z marca
1289.
Jak już wspomnieliśmy, ostateczny rozłam
pomiędzy templa-riuszami a Prieure de Sion miał
nastąpić w 1288 roku po ścię-ciu wiązu w Gisors.
Pomimo to zakony nadal utrzymywały ze sobą
kontakty, a w 1307 roku Wilhelm de Gisors
otrzymał ja-koby od Świątyni srebrną głowę,
nazwaną CAPUT LVIII m.
Łączenie sprawy tajemniczego relikwiarza z
Prieure de Sion oraz z rodem de Gisors zaczęło
budzić nasze wątpliwości. Wy-glądało na to, że
autorzy „dokumentów klasztornych” usiłowali za
wszelką cenę dopisać do historii nowe wątki. A
jednak, ku naszemu zaskoczeniu, właśnie ta
bardzo niepewna informacja okazała się bez
wątpienia prawdziwa. Otóż według raportów inkwizycji:

«Po aresztowaniach strażnikiem i
administratorem dóbr w paryskiej Świątyni
templariuszy był człowiek króla, Wilhelm Pi-doye.
Dnia 11 maja 1308 roku zeznał on przed obliczem
Inkwi-zycji, że w czsie aresztowań templariuszy
nakazano mu i jego towarzyszowi Wilhelmowi de
Disors oraz niejakiemu Rayniero-wi Bourdonowi
okazać Inkwizycji wszystkie znalezione w Świą-
tyni figury z metalu i drzewa jak również różnego
rodzaju dokumenty, była wśród nich lista wielkich
mistrzów. Badania po-równawcze różnych list
wielkich mistrzów zabrały nam sporo czasu.
Badaliśmy również źródła historyczne, takie jak
kronika Wilhelma z Tyru, a także wszystkie
współczesne zakonowi do-kumenty.
Porównywaliśmy podpisy i tytuły. Na podstawie
tych gruntownych badań doszliśmy do wniosku, że
lista z Tajnych akt jest pełniejsza niż jakakolwiek
inna. Uznaliśmy, że jeśli istnieje pełna i dokładna
lista wielkich mistrzów zakonu Świątyni, to jest nią
lista z Tajnych akt.»
Wielcy mistrzowie i podziemny strumień
Oto zamieszczona w Tajnych aktach lista
kolejnych wielkich mistrzów Prieure de Sion,
czyli − używając ich oficjalnego tytu-łu −
„Nautonnierów”, co w języku starofrancuskim
oznacza „na-wigatora” lub „sternika”.
Nazwisko rok
Jean de Gisors 1188 − 1220
Marie de Saint-Clair 1220 − 1266
Wilhelm de Gisors 1266 − 1307
Edouard de Bar 1307 − 1336
Jeanne de Bar 1336 − 1351
Jean de Saint-Clair 1351 − 1366
Blanche d’Evreux 1366 − 1398
Nicolas Flamel 1398 − 1418
Rene Andegaweński 1418 − 1480
Iolande de Bar 1480 − 1483
Sandro Filipepi 1483 − 1510
Leonardo da Vinci 1510 − 1519
Connetable de Bourbon 1519 − 1527
Ferdynand Gonzaga 1527 − 1575
Ludwik de Nevers 1575 − 1595
Robert Fludd 1595 − 1637
J. Valentin Andrea 1637 − 1654
Robert Boyle 1654 − 1691
Isaac Newton 1691 − 1727
Charles Radclyffe 1727 − 1746
Karol Lotaryński 1746 − 1780
154
154
Maksymilian Lotaryński 1780 − 1801
Charles Nodier 1801 − 1844
Wiktor Hugo 1844 − 1885
Claude Debussy 1885 − 1918
Jean Cocteau 1918 −
Lista ta od razu wzbudziła nasze podejrzenia.
Zawierała wpra-wdzie nazwiska legendarnych
ezoteryków, ale również nazwiska słynnych
postaci historycznych, których nikt nigdy nie podejrzewałby
o przewodzenie tajnemu
stowarzyszeniu.
Nasz stosunek do tej listy był zatem pełen
sceptycyzmu. Owszem, zawierała znanych
ezoteryków, jak choćby Nicolasa Flamela,
najsłynniejszego i najlepiej chyba dziś znanego
średniowiecznego alchemika, czy Roberta Fludda,
siedemnastowie-cznego filozofa, przedstawiciela
hermetyzmu i innych dyscyplin tajemnych, czy
wreszcie wspomnianego już Johanna Valentina
Andrea. Ale jednocześnie wymienia Leonarda da
Vinci oraz Sandro Filipepi, znanego jako Botticelli,
a także znamienitych uczonych − Roberta Boyle’a i
Isaaca Newtona. Wielkimi mi-strzami Prieure de
Sion w ostatnich dwóch stuleciach byli tacy
luminarze kultury europejskiej jak Wiktor Hugo,
Claude Dedussy i Jean Cocteau.
Wydawało nam się wprost niewiarygodne, aby
wszyscy ci lu-dzie przewodzili tajnemu
stowarzyszeniu, i to stowarzyszeniu o ezoterycznej
orientacji. Boyle i Newton to nazwiska, których chyba
nikt nie łączyłby z ezoteryzmem. Hugo,
Debussy i Cocteau zgłębiali wprawdzie podobne
zagadnienia, ale trudno aż uwierzyć, że pełnili
funkcję wielkiego mistrza.
Trzeba nadmienić, że na liście figurowali nie
tylko wybitni przedstawiciele kultury czy nauki,
lecz również przedstawiciele europejskiej
arystokracji, z których wielu zginęło w mrokach
dziejów. To postacie nie znane nie tylko
przeciętnemu czytelnikowi, ale nawet
zawodowemu historykowi. Na przykład Wilhelm de
Gisors, który w 1306 roku przeorganizował ponoć
Prie-ure de Sion w „hermetyczną masonerię”.
Na liście znajduje się także dziadek Wilhelma,
Jean de Gisors, który był jakoby pierwszym
niezależnym wielkim mistrzem Prieure de Sion,
objąwszy ten urząd w 1188 roku, po ścięciu wiązu
w Gisors i oddzieleniu się zakonu od
templariuszy.
* * * * * *
Następna słynna postać − do której trzeba
nawiązać to Peladan, słynny malarz nie ograniczał
się przy tym tylko do malarstwa. Usiłował
propagować swoją estetykę także w muzyce i
teatrze. Założył nawet własną trupę teatralną,
która wykonywała specjalnie dla niej napisane
sztuki o Orfeuszu, Argonautach i poszukiwaniu
złotego runa, o tajemnicy Różanego Krzy-ża i
tajemnicy Graala. Jednym ze stałych sponsorów i
patronów tych przedstawień był sam Claude
Debussy. Do wspólnych zna-jomych Peladana i
Debussy’ego należał również Maurice Barres,
który w młodości związany był z różokrzyżowcami
Wiktora Hugo.
Jean Cocteau
Wydawało się nam zupełnie
nieprawdopodobne, aby taki człowiek jak Jean
Cocteau był wielkim mistrzem tajnego
stowarzyszenia. Mieliśmy co do tego jeszcze
więcej wątpliwości niż w wypadku Charlesa
Radclyffe’a i Charlesa Nodiera, choć w
życiorysach tych ostatnich udało nam się znaleźć
niezwykle interesujące fakty. U Cocteau
odkryliśmy niewiele.
Rodzina Cocteau posiadała wpływy polityczne,
jego wuj był wysokiej rangi dyplomatą, z
pewnością więc artysta wychował się wśród ludzi,
którzy byli blisko ośrodków władzy − mimo że
pozornie porzucił ten świat, opuścił dom rodzinny
w wieku piętnastu lat i ugrzązł w subkulturowych
środowiskach Marsylii. Już w 1908 roku zdobył
prawo obywatelstwa w kręgach bohemy
artystycznej. Miał niewiele ponad dwadzieścia lat,
kie-dy związał się z Proustem, Gide’em i
Maurice’em Barresem. Był także bliskim
przyjacielem prawnuka Wiktora Hugo − Jeana, z
którym zajmował się spirytualizmem i
okultyzmem. Rychło po-siadł rozległą wiedzę o
ezoteryzmie; filozofia hermetyzmu nie tylko
wywarła wpływ na wiele z jego dzieł, ale
kształtowała rów-nież jego poglądy estetyczne.
Najpóźniej w 1912 roku zaprzyja-źnił się z
Debussym, o którym często, choć bez kurtuazji,
wspo-mina w swych dziennikach. W 1926 roku
opracował scenografię do opery Peleas i
Melisanda, gdyż, jak mówi jeden z jego biografów,
„nie mógł oprzeć się pokusie
umieszczenia swego nazwiska obok nazwiska
Claude’a Debussy’ego”.
Cocteau, jako prywatna osoba prowadził
niespokojny tryb życia − w którym zdarzały się
okresy zażywania narkotyków i przygody z
homoseksualistami − było życiem, pozornie
lekkomyślnego i nieodpowiedzialnego człowieka.
W rzeczywistości jed-nak Cocteau zawsze w pełni
świadomie tworzył swój publiczny „image”. Nigdy
155
155
nie pozwolił, by jego postępki zamknęły mu drzwi
do ludzi wpływowych. Nigdy nie angażował się
otwarcie w politykę, ale w czasie II wojny potępił
nacjonalistyczny rząd Vichy, mało tego, ujawnił
się jako zajadły wróg nacjonalizmu, był też
związany z francuskim ruchem oporu. W 1949 roku
został mia-nowany kawalerem Legii Honorowej. W
1958 roku brat de Gaul-le’a poprosił go o
publiczne wygłoszenie mowy politycznej na cześć
Francji. Nikt nie podejrzewałby Cocteau o robienie
tego ro-dzaju rzeczy, a jednak wydaje się, że czynił
to wielokrotnie i znaj-dował w tym przyjemność.
Dwóch Janów XXIII
Tajne akta, a wśród nich lista rzekomych
wielkich mistrzów Prieure de Sion, pochodzą z
1956 roku. Cocteau umarł dopiero w 1963 roku,
nie wiadomo więc, kto został jego następcą ani kto
obecnie przewodzi zakonowi. Z Jeanem Cocteau
łączy się jeszcze jedna, niezwykle intrygująca
sprawa.
Jak już wspomnieliśmy, do ścięcia wiązu w
Gisors w 1188 roku Prieure de Sion i zakon
temlariuszy posiadali wspólnego wielkiego mistrza.
Później Sion wybierał własnych przywódców, z
których pierwszym był Jean de Gisors. Według
„dokumentów klasztornych” każdy, kto wstępował
na urząd wielkiego mistrza, przyjmował imię Jean
(Jan), a cztery kobiety − Jeanne Joanna). Od 1188
roku po dzień dzisiejszy przywódcy Prieure de Sion
mają wobec tego tworzyć nieprzerwaną linię
Janów i Joann. Ta wielowiekowa sukcesja z
pewnością oznacza ezoteryczne, hermetyczne
papiestwo wywodzące się od Jana, w odróżnieniu
od (lub być może nawet w przeciwieństwie do)
papiestwa egzoterycznego, któremu początek dał
Piotr.
Nasuwało się oczywiście pytanie, dlaczego
akurat imię Jan? Do którego Jana nawiązywano?
Jana Chrzciciela? Jana Ewangelisty −
umiłowanego ucznia Jezusa z czwartej Ewangelii?
A może do świętego Jana, autora Apokalipsy?
Wydaje się pewne, że musiał być jakiś Jan I, bo
zostając wielkim mistrzem w 1188 roku Jean de
Gisors przyjął imię Jana II. Kim więc był ten
pierwszy Jan?
Jean Cocteau figurował na liście wielkich
mistrzów jako Jan XXIII. W 1959 roku, kiedy
Cocteau wciąż sprawował swój urząd, umarł papież
Pius XII i konklawe zdecydowało, że jego następcą
będzie kardynał Angelo Roncalli z Wenecji. Otóż,
wiadomo wszy-stkim, że każdy nowo wybrany
papież przyjmuje nowe imię. Kar-dynał Roncalli
przyjmując imię Jana XXIII wywołał tym duże zaskoczenie.
Ponieważ imię Jan było nieoficjalnie
wyklęte, odkąd w początkach XV wieku nosił je
antypapież, który abdykował w 1415 roku −
wcześniej był biskupem Alet − nosił właśnie imię
Jan XXIII. A więc przed kardynałem Roncallim był
już papież o takim samym imieniu. Wielu ludzi
związanych z Kościołem by-ło zaszokowanych tą
decyzją kardynała Roncalliego, co automa-tycznie
nasuwało podejrzenia, że imiona − papieża Jana
XXIII i wielkiego mistrza Prieure de Sion Jana XXIII
− łączy coś wspólnego.
Pierre Plantard de Saint-Clair
Jednym z nazwisk, które najczęściej pojawiało
się w „doku-mentach klasztornych”, było nazwisko
rodziny Plantard. Przy czym spośród wszystkich
osób związanych z zagadką Sauniere’a i Rennesle-Chateau
najlepiej poinformowany wydawał się
Pierre Plantard de Saint-Clair. Według genealogii
Pierre Plantard był w prostej linii potomkiem króla
Dagoberta II i całej dy-nastii Merowingów, a także
panów na zamku Barberie, zburzo-nym w 1659
roku przez kardynała Mazariniego.
Podczas naszych badań na nazwisko Plantard
natykaliśmy się nieustannie. Można w zasadzie
powiedzieć, że wszystkie in-formacje, które
ukazały się w ostatnich dwudziestu latach, zdawały
się prowadzić właśnie do tego człowieka. W
wywiadzie przeprowadzonym przez Gerarda de
Sede’a w 1960 roku mówił on o międzynarodowej
tajemnicy ukrytej w Gisors. Zdaje się, że to
głównie od niego pochodziły informacje
zamieszczane przez de Sede’a w książkach o
Gisors i Rennes-le-Chateau. Według ostatnich
rewelacji dziad Pierre’a Plantarda był znajomym
Berengera Sauniere’a. Okazało się również, że
Pierre Plantard po-siada ziemie w pobliżu
Rennes-le-Chateau i Rennes-les-Bains, łącznie z
górą Blanchefort, a antykwariusz miejski w Stenay
po-wiedział nam, że jest on również właścicielem
gruntu, na którym stoi kościół Świętego
Dagoberta. Według statutu Prieure de Sion
otrzymanego od policji był także sekretarzem
generalnym zakonu.
W 1973 roku jedno z francuskich czasopism
opublikowało wywiad telefoniczny z Pierre’em
Plantardem, ale, jak można się było spodziewać,
nie podał on w nim żadnych rewelacji − jego
odpowiedzi były wykrętne i pełne aluzji, rodziły
raczej nowe py-tania, niż wyjaśniały cokolwiek.
Mówiąc o linii merowińskiej i jej królewskich
156
156
pretensjach, Plantard stwierdził: «Należy zbadać
początki pewnych wielkich rodów
francuskich, a wtedy stanie się jasne,
dlaczego człowiek o nazwisku Henri de
Montpezat mógł pewnego dnia zostać
królem». Spytany o cele Prieure de Sion, odrzekł:
«Nie mogę na to odpowiedzieć.
Stowarzyszenie, do którego należę, ma
niezwykle stary rodowód. Jestem jedynie
następcą innych, ogniwem w łańcuchu.
Jesteśmy strażnikami pewnych rzeczy i nie
możemy głośno o nich mówić.»
To samo czasopismo opublikowało również
charakterystykę Pierr’a Plantarda napisaną przez
jego pierwszą żonę, Anne Lea Hisler, zmarłą w
1971 roku. Ów szkic − jak podaje redakcja −
pojawił się po raz pierwszy w „Circuit”,
wewnętrznym wydawnictwie Prieure de Sion, dla
którego Plantard pisywał regularnie pod
pseudonimem „Chyren”. Oto jego treść:
„Nie zapominajmy, że ten psycholog był
przyjacielem takich osobistości jak hrabia Israel
Monti, jeden z braci Świętego We-ma, Gabriel
Trarieux d’Egmont, jeden z trzynastu członków Ró-
żanego Krzyża, Paul Lecour, filozof na temat
Atlantydy, ksiądz Hoffet z działu dokumentacji
Watykanu, Th. Moreaux, dyrektor konserwatorium
w Bourges, itp. Pamiętajmy, że podczs oku-pacji
był aresztowany, poddany przesłuchaniom i
internowany na długie miesiące jako więzień
polityczny. Jako doktor nauk tajemnych, potrafił
docenić wagę tajnej informacji, co bez wątpienia
przyczyniło się do otrzymania tytułu honorowego
członka kilku stowarzyszeń hermetycznych.
Wszystko to uformowało człowieka wyjątkowego,
mistyka pokoju, apostoła wolności, ascetę. Cóż w
tym dziwnego, że został szarą eminencją, u której
szukają rady wielcy tego świata? Zaproszony w
1947 roku przez federalny rząd Szwajcarii, spędził
w tym kraju kilka lat w pobliżu Jeziora
Lemańskiego, gdzie zbierają się liczni wysłannicy
specjalni z całego świata”.
Bez wątpienia Anne Hisler usiłowała
przedstawić Pierre’a Plantarda we wspaniałym
świetle. Chwilami jednak jej styl cechuje
niejasność i przesada. Odnosi się wrażenie, że
bochater tego szkicu był wielkim dziwakiem, a owi
wybitni ludzie wymienieni jako jego przyjaciele, to,
mówiąc delikatnie, również dość orginalni
osobnicy.
Przeżycia Plantarda z gestapo świadczyły o
jakiejś chwalebnej działalności podczas okupacji.
Udało się nam znaleźć materiały, które to
potwierdzały. Już w 1941 roku Pierre Plantard
zaczął wydawać w Paryżu podziemny dziennik
„Vaincre”. Spędził w niemieckim więzieniu ponad
rok, od października 1943 do końca 1944 roku.
Okazało się również, że wśród przyjaciół i
znajomych Pierre’a Plantarda znajdowali się ludzie
bardziej znani od tych, których wymienia Anne
Hisler, a mianowicie Andre Malraux i Charles de
Gaulle. Można więc wnosić, że utrzymywał on
ścisłe kontakty z ludźmi z kręgów władzy. Kiedy w
1958 roku doszło do powsta-nia w Algierii, generał
de Gaulle usiłował ponownie zostać prezydentem
Francji. Wydaje się, że zwrócił się o pomoc w tej
sprawie właśnie do Pierre’a Plantarda. Plantard
wraz z Andre Malraux i innymi osobistościami
założył tak zwane Komitety Bezpieczeństwa
Publicznego, które odegrały kluczową rolę w
powrocie de Gaulle’a do Pałacu Elizejskiego. De
Gaulle podziękował Pierre’owi Plantardowi za jego
służbę w liście z 29 lipca 1958 roku. W innym liście,
napisanym pięć dni później, generał polecił mu
rozwiązać komitety, które spełniły swoje zadanie,
co też ten uczynił w oficjalnym komunikacie
ogłoszonym w pra-sie i w radiu.
Oczywiste, że w miarę jak nasze badania
posuwały się naprzód, mieliśmy coraz większą
ochotę poznać Pierre’a Plantarda. Początkowo
sądziliśmy, że nie mamy na to dużych szans,
ponieważ Plantard był nieuchwytny, ale kiedy
wiosną 1979 ro-ku rozpoczęliśmy realizację
kolejnego filmu o Rennes-le-Chate-au, udało nam
się w końcu, nawiązać kontakt z Pierre’em Plantardem
i Prieure de Sion.
Pomogła nam w tym pewna angielska
dziennikarka mieszkająca w Paryżu, która
wielokrotnie współpracowała z BBC i która
dysponowała imponującą liczbą informatorów na
terenie całej Francji. Początkowo prowadziła
poszukiwania wśród lóż masońskich i świadka
paryskiej subkultury ezoterycznej, gdzie natrafiła
na grubą ścianę mistyfikacji i dezinformacji.
Pewien dziennikarz ostrzegł ją, że każdego, kto
zbytnio interesuje się Prieure de Sion, prędzej czy
później spotyka śmierć. Inny dzien-nikarz
powiedział jej, że Sion to średniowieczny zakon,
który już dziś nie istnieje. Z kolei reprezentant
Wielkiej Loży Alpina poinformował ją, że Sion
istnieje, ale że jest to nowa organizacja, której nie
było w przeszłości.
Przedzierając się żmudnie przez ten gąszcz
sprzeczności, nasza współpracowniczka
nawiązała ostatecznie kontakt z Jean-Luc
Chaumeilem, który przeprowadził kiedyś dla prasy
157
157
wywiad z Plantardem i który pisał wiele o
Saunierze, Rennes-le-Cha-teau i Prieure de Sion.
Chaumeil powiedział, że nie jest człon-kiem
zakonu, ale że skontaktuje się z Plantardem i być
może uda mu się zorganizować dla nas spotkanie
z nim. Tymczasem dostarczył naszej dziennikarce
dodatkowe informacje.
Według Chaumeila Prieure de Sion nie był tajnym
stowarzyszeniem w pełnym tego słowa znaczeniu.
Zakonowi zależało jedynie na zachowaniu
dyskrecji w sprawie swego istnienia i działalności.
Chaumeil potwierdził natomiast, że Prieure de Sion
nosił się z ambitnymi planami politycznymi na
najbliższą przy-szłość. W ciągu kilku lat miał
doprowadzić do dramatycznych zmian w sferach
rządowych Francji i utorować drogę monarchi z
merowińskim władcą na tronie. Chaumeil nie miał
wątpliwości, że to Prieure de Sion kryje się za
tymi zmianami, tak jak krył się za innymi w ciągu
wielu stuleci. Chaumeil podkreślił wiekowość
rodowodu Prieure de Sion, jak również to, że
członkowie zakonu reprezentują wszystkie
warstwy społeczne. Do-dał też, że zakon ma na
celu nie tylko restaurację linii merowińskiej. I ni
stąd, ni zowąd wypowiedział dość osobliwe słowa:
nie wszyscy członkowie Prieure de Sion są
„Żydami”. Co to oznacza, nie trzeba chyba
wyjaśniać. Oczywiste było, że niektórzy
członkowie zakonu lub ich większość są Żydami.
Nie była to jedyna zaskakująca wypowiedź JeanLuc
Chau-meila. Wspomina on również o jakimś
księciu Lotaryngii, w którego żyłach płynie
merowińska krew i którego „święta misja jest
wobec tego oczywista”. Słowa te są o tyle dziwne,
że, o ile wiadomo, nie ma obecnie żadnego
księcia Lotaryngii ani nikogo, kto mógłby zgłaszać
pretensje do tego tytułu? A może użył słowa
„książę” w szerszym znaczeniu, mając na myśli
po prostu potomka jakiegoś wielkiego rodu? W
takim wypadku obecnym księciem Lotaryngii
byłby doktor Otto von Habsburg, któ-ry nosi tytuł
diuka Lotaryngii.
Po długich wywodach Jean-Luc Chaumeil
zgodził się wreszcie zatelefonować do Pierre’a
Plantarda. I tak w marcu 1979 roku − razem z
naszym producentem z BBC Royem Daviesem i
naszą współpracowniczką − doszło do spotkania
z Pierre’em Plantardem. Miało ono coś ze
spotkań bossów mafii. Odbyło się na neutralnym
gruncie, to znaczy w jednym z paryskich kin,
wynajętym na tę okazję.
Podczas pierwszego spotkania, jak i podczas dwu
następnych Pierre Plantard dał nam wyraźnie do
zrozumienia, że nic nie powie o obecnych
zamiarach czy działaniach Prieure de Sion. Zgodził
się natomiast odpowiedzieć na pytania dotyczące
przyszłości zakonu. Mimo to prywatnie (o
wypowiedziach w filmie na temat teraźniejszości
czy przyszłości nie było mowy) podał nam kilka
drobnych informacji. Stwierdził choćby, że Prieure
de Sion posiada zagubiony skarb ze Świątyni
Jerozolimskiej − owe łupy zagarnięte w 70 roku
przez legiony Tytusa. Zostanie on „zwrócony
Izraelowi, kiedy nadejdzie odpowiednia pora”.
Plantard podkreślił, że historyczna,
archeologiczna czy nawet polityczna wartość tego
skarbu jest zupełnie drugorzędna, że w isto-cie to
skarb „duchowy”, stanowiący pewnego
rodzaju tajemnicę, która może doprowadzić do
gruntownych zmian społecznych. Powtórzył
słowa Chaumeila, że w niedalekiej przyszłości
dojdzie we Francji, i nie tylko, ale i na całym
świecie, do radykalnych zmian w systemie
politycznym, które utorują drogę powrotowi
monarchi wywodzącej się z rodu
Merowingów. Wypowiedzi tej nie towarzyszyło
żadne prorocze uniesienie − Pierre Plantard
zapewnił nas o tym spokojnym, beznamiętnym i
bardzo stanowczym tonem.
Wypowiedzi Pierre’a Plantarda cechowała pewna
dwoistość. Czasami sprawiał wrażenie, że
wypowiada się w imieniu Prieure de Sion −
używając, na przykład, zaimka „my” − innym razem
dystansował się od zakonu, mówiąc o sobie
jako o merowińskim pretendencie do tronu i
prawowitym królu, o Sionie zaś jako o grupie
sprzymierzeńców czy popleczników. Odnosili-śmy
wrażenie, że słuchamy dwóch różnych osób, które
nie zawsze się ze sobą zgadzają: jedną był
sekretarz generalny Prie-ure de Sion, drugą król,
który „panuje, lecz nie rządzi” i który uważa zakon
za rodzaj osobistej tajnej rady.
Po trzech spotkaniach z Pierre’em Plantardem i
jego świtą nie byliśmy wcale mądrzejsi. Oprócz
Komitetów Bezpieczeństwa Publicznego i listów
od generała de Gaulle’a nie było żadnych innych
oznak politycznego wpływu czy potęgi Prieure de
Sion. Nie udało nam się również znaleźć niczego,
co potwierdzałoby, że ludzie, z którymi
rozmawialiśmy, są w stanie dokonać zmian w
systemie politycznym Francji i nie tylko, ale
wszędzie tam gdzie mają zamiar to uczynić. Nie
wiedzieliśmy też, dlaczego dynastię merowińską
należałoby traktować powa-żniej niż inne
158
158
dynastie, które usiłują powrócić na trony. Jeśli zaś
chodzi o teraźniejszość, mieliśmy nieprzeparte
wrażenie, że cała sprawa kryje w sobie coś
więcej, niż widać było na pierwszy rzut oka. Na
przykład obojętność zakonu dla pieniędzy. Gdyby
Plantard zechciał, mógłby z łatwością przemienić
Prieure de Sion w niezwykle dochodowe
przedsięwzięcie, tak jak obecnie modne sekty,
kulty i organizacje Nowego Wieku (…) A przecież
najbardziej interesujące „dokumenty klasztorne”
wychodziły po-tajemnie, w bardzo ograniczonych
nakładach, a zakon na ogół nie przyjmował
nowych członków, choćby tak dyskretnie, jak
robią to loże masońskie. O ile mogliśmy się
zorientować, nowicjuszy przyjmowano tylko
wtedy, kiedy pojawiały się wolne miejsca. Ta
ekskluzywność świadczyła między innymi o dużej
pewności siebie i przekonaniu, że nie istnieje
potrzeba tłumne-go naboru nowych członków −
czy to dla zysku, czy dla osiągnięcia jakiejkolwiek
innej korzyści. Innymi słowy, coś innego sprawiło,
że zakon czuł się silny i przyciągał do współpracy
takich ludzi jak Malraux i de Gaulle. Lecz czy
naprawdę można poważnie myśleć, że Malraux i
de Gaulle chcieli przywrócić do władzy
Merowingów?
Polityka Prieure de Sion
W 1973 roku została opublikowana książka
zatytułowana „Źródła ambicji politycznej” (Les
Dessous d’une ambition politique). Jej autor,
szwajcarski dziennikarz Mathieu Paoli,
opowiedział o swych próbach poznania Prieure
de Sion. Paoli, choć nie miał poparcia BBC,
nawiązał kontakt z nieznanym członkiem zakonu,
jednak niższej rangi i mniej rozmownym niż Pierre
Plantard. Ale ponieważ mieszkał na kontynencie i
miał większą niż my swobodę działania, udało mu
się zdobyć kilka cennych informacji, które
zamieścił w swojej książce, zapowiadając jej drugą
część. Niestety, nic nowego nigdy się nie
ukazało. Kiedy spróbowaliśmy dowiedzieć się
czegoś o autorze, powiedziano nam, „że jako
szpieg został w 1977 lub 1978 roku zastrzelony
z polecenia rządu izraelskiego za usiłowanie
sprzedaży Arabom pewnych tajemnic”.
Podejście Paolego było pod wieloma
względami podobne do naszego. On również
skontaktował się z córką Leo Schidlofa w
Londynie i usłyszał, że jej ojciec nie miał nic
wspólnego z tajnymi stowarzyszeniami,
masonerią czy merowińskimi genealo-giami.
Dotarł też do Wielkiej Loży Alpina, spotkał się z jej
Kan-clerzem, lecz od niego też niewiele się
dowiedział. Kanclerz zaprzeczył podobno, że zna
Schidlofa czy Lobineau. Jeśli zaś cho-dzi o liczne
„dokumenty klasztorne”, na których widniał znak
Wielkiej Loży Alpina, Kanclerz stanowczo
stwierdził, że nic takiego nie istnieje. Natomiast
przyjaciel Paolego, który był człon-kiem Wielkiej
Loży Alpina, zapewniał, że widział te prace w
bibliotece loży. Oto wnioski Mathieu Paolego:
W oddziale wersalskim Biblioteki Narodowej Paoli
odkrył cztery wydania „Circuit”, pisma
wymienionego w statucie Prieure de Sion.
Pierwsze nosiło datę 1 lipca 1959 roku, a jako
redaktor naczelny figurował Pierre Plantard. W
piśmie tym nie przyznawano się jednak do
zakonu, stwierdzano natomiast, że jest ono
oficjalnym organem Federacji Sił Francji.
Opatrzone pieczęcią, której reprodukcję Paoli
zamieścił w swej książce, podawało następujące
dane:
Periodyk kulturalny
Federacji Sił Francji
116 Rue Pierre Jouhet, 116
Aulnay-sous-Bois-(Seine-et-Oise)
tel: 929-72-49
Paoli sprawdził powyższy adres. Nigdy nie
wydawano tam żadnego czasopisma. Wszystkie
próby natrafienia na trop Federacji Sił Francji
okazały się bezowocne. Do dziś niczego nie
dowiedzieliśmy się o tej organizacji. Trudno
jednak uznać za zbieg okoliczności, że siedziba
główna Komitetów Bezpieczeństwa Publicznego
mieściła się również w Aulnay-sous-Bois. Z tego
można wnosić, że owa federacja miała
powiązania z komitetami. Są także inne solidne
podstawy, by tak sądzić. Paoli donosi, że w
drugim numerze „Circuit” wspominano o liście de
Gaulle’a do Pierre’a Plantarda, zawierającym
podziękowania za służbę. Chodziło zapewne o
pracę w Komitetach Bezpieczeństwa Publicznego.
Według Paolego większość artykułów w
„Circuit” dotyczyła za-gadnień ezoterycznych.
Sygnowane były nazwiskiem Pierre’a Plantarda,
jego pseudonimem „Chyren” oraz nazwiskiem
Anne Lea Hisler i innych, z którymi i my już się
zetknęliśmy. Oprócz tych były jednak i zupełnie
inne artykuły, dotyczące tajemnej nauki kultywacji
winorośli i szczepienia wina, co wywiera jakoby
wpływ na kwestie natury politycznej. Brzmiało to
wszystko bezsensownie, chyba że przyjmiemy, iż
winorośl ma znaczenie symboliczne − jest
metaforą genealogii, drzew rodowych i
dynastycznych aliansów.
Jedne artykuły w „Circuit” były zagadkowe i
niejasne, inne żarliwie i otwarcie dziwno-
159
159
nacjonalistyczne. Nawoływano w nich do
stworzenia ruchu dziwno-patriotycznego, i
rysowano plany przywrócenia Francji jej rzekomo
utraconej świetności. Podkreślano konieczność
rozwiązania ministerstw i ponownego wprowadzenia
administracji kraju składającej się z
prowincji.
Plan zarządzania państwem przedstawiony w
„Circuit” nie był nadmiernie kontrowersyjny i mógł
być prawdopodobnie wprowadzony w życie przy
minimum wstrząsów w kraju. Trudno go było
natomiast zaklasyfikować politycznie; nie był ani
lewicowy, ani prawicowy; ani liberalny, ani
konserwatywny; ani radykalny, ani reakcyjny.
Wydawał się zupełnie zwyczajny i nie sposób było
zrozumieć, w jaki sposób miałby posłużyć do
przy-wrócenia Francji jej utraconej świetności. W
przedstawionym planie rządzenia państwem nie
wymienia się bowiem wyraźnie fundamentów, na
których plan ów by się opierał, gdyby został
zrealizowany. Sądzimy, że nie było żadnej
potrzeby wspominania o tym, albowiem
podstawową zasadą, na której wszystko w
„Circuit” się opierało − restauracja rodu
Merowingów − dla czytelników pisma była celem
uznanym i oczywistym.
W tym miejscu Paoli stawia podstawowe
pytanie, które i nam nie dawało spokoju:
„Z jednej strony mamy nieznany ród
pochodzenia merowińskiego, z drugiej zaś − tajny
ruch Prieure de Sion, którego celem jest
umożliwienie restauracji merowińskiej monarchi
(…) Lecz należałoby dowiedzieć się, czy ów ruch
należy do ezoteryczno-politycznych mód (których
nieoficjalnym celem jest za-robienie mnóstwa
pieniędzy na łatwowierności i naiwności świa-ta),
czy też jest naprawdę aktywny”.
Paoli próbuje odpowiedzieć na to pytanie,
posiłkując się zebranymi dowodami. Jego wnioski
są następujące:
„Prieure de Sion bezsprzecznie posiada potężne
wpływy. Każda tworząca się organizacja
poddawana jest zwykle wstępnemu badaniu ze
strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Odnosi
się to również do każdego pisma i
wydawnictwa. Natomiast ludzie ze Sionu wydają
pod pseudonimami, pod fałszywymi ad-resami, za
pośrednictwem nie istniejących wydawnictw
prace, których nie można znaleźć w obiegu ani w
Szwajcarii, ani we Francji. Są dwie możliwości:
albo władze nie robią tego, co do nich należy,
albo…” Paoli nie kończy.
Oczywiste jest jednak, że dla niego bardziej
prawdopodobna jest ta druga, nie dopowiedziana
możliwość, że urzędnicy rzą-dowi albo należą do
Sionu, albo też są mu posłuszni. Jeśli tak jest w
istocie, Sion musi być rzeczywiście bardzo
wpływową organizacją.
Na podstawie dogłębnych badań Mathieu Paoli
dochodzi do wniosku, przypuśćmy że merowińskie
roszczenia są uzasadnio-ne. Jaki sens bowiem ma
restauracja Merowingów w tysiąc trzysta lat po ich
zdetronizowaniu? Czy współczesny ustrój
merowiński różniłby się czymkolwiek od innych
dzisiejszych ustrojów? Jeśli tak, to czym i
dlaczego? Cóż jest szczególnego w
Merowingach? przypuśćmy, że ich pretensje są
uzasadnione, zdaje się w XX wieku bez
znaczenia. Dlaczego od wieków tak wielu
potężnych i inteligentnych ludzi popiera potomków
merowińskich?
Gdybyśmy mieli do czynienia z grupą
maniakalnych dziwaków, uznalibyśmy sprawę za
zamkniętą, my jednak mieliśmy do czynienia z
niewiarygodnie wpływową organizacją, w której
szeregach znaleźli się wybitni ludzie. W wielu
wypadkach ludzie ci zdawali się uważać
restaurację Merowingów za cel wystarczająco
ważny, aby przezwyciężyć dzielące ich różnice
polityczne, społeczne i religijne.
Jak to się mogło stać, by restauracja
tysiąctrzechsetletniej linii rodowej była tak ważną
sprawą dla tylu znanych i cieszących się dużym
szacunkiem osób? Może coś przeoczyliśmy? Mo-
że historyczna słuszność nie była jedynym
argumentem w rękach merowińskich potomków?
Może było coś jeszcze, co wyróżniało Merowingów
spośród innych dynastii? To coś szczegól-nego
mogło dotyczyć królewskiej krwi Merowingów.
Królowie o długich włosach
W tym czasie zdążyliśmy już przeprowadzić
badania nad dynastią Merowingów. Na tyle, na ile
było to możliwe, przedarliśmy się przez mgłę
fantazji i zapomnienia, gęstszą jeszcze niż ta,
która okrywała dzieje katarów i templariuszy.
Spędziliśmy wiele miesięcy usiłując rozwikłać
splot historii i baśni.
Dynastia merowińska wywodziła się od
Sigambrów, ludu, który pomiędzy wiekami V i VIII
władał wielkimi obszarami dzi-siejszej Francji i
Niemiec. Okres jej panowania zbiega się z epo-ką
króla Artura, stanowiącą tło opowieści o Świętym
Graalu. Jest to prawdopodobnie najbardziej
nieprzenikniony okres wie-ków mrocznych. Szybko
160
160
jednak stało się dla nas jasne, że wie-ki te nie
były aż tak bardzo mroczne, że ich historia została
raczej umyślnie zaciemniona. W zakresie, w jakim
Kościół rzym-ski miał monopol na naukę,
szczególnie zaś na piśmiennictwo, zachowane
dokumenty historyczne reprezentowały jeden
tylko punkt widzenia. Z kolei niemal wszystkie
inne źródła zostały albo bezpowrotnie stracone,
albo ocenzurowane. Pomimo to gdzieniegdzie
przenikało coś czasem przez zasłonę zaciągniętą
na przeszłości. Z tych szczątkowych śladów
odtworzyliśmy rze-czywistość historyczną
szczególnego rodzaju, zupełnie odmien-ną od tej,
jaką się powszechnie dotychczas przedstawiało.
Legenda
Już badając pochodzenie Merowingów
natknęliśmy się na kilka zagadek. Zwykle kiedy
mówi się o jakiejś dynastii, ma się na myśli ród,
który panuje z racji zdetronizowania innego rodu
lub przejęcia po nim władzy. Innymi słowy,
zazwyczaj przyjmuje się, że dynastie
rozpoczynają panowanie w wyniku jakiegoś
zamachu stanu, który nierzadko oznacza
wytępienie poprzedniej linii panującej. Stuartowie
wstąpili na tron, kiedy wygasła linia Tudorów, sami
zaś później siłą zostali zdetronizowani przez dom
orański i hanowerski.
W wypadku Merowingów trudno jednak mówić o
gwałtownych zmianach politycznych, uzurpacji,
detronizacji czy wytępieniu poprzednich władców.
Linia, która została później na-zwana merowińską,
rządziła Frankami od niepamiętnych czasów. O
Merowingach, by tak rzec, stworzono mit rodu
królewskiego, od zawsze i powszechnie uważani
byli za prawowitych królów. Ten, który dał dynastii
swe imię, nie był wcale jej protoplastą. Wyróżniał
się jedynie pod pewnym względem i dlatego od
niego nazwano cały ród.
Władca, od którego Merowingowie wzięli
nazwę, to postać bardzo tajemnicza, otoczona
legendą. Merowing (Merowech, Meroweusz) był
podobno istotą na poły nadprzyrodzoną, niczym z
klasycznego mitu.
Legendy tego rodzaju występują powszechnie
nie tylko w starożytnych mitach, ale i tradycjach o
późniejszym rodowodzie. Zazwyczaj nie są
czczym wymysłem, lecz raczej alegorycznym czy
symbolicznym przedstawieniem rzeczywistych
wydarzeń, ich baśniowym upiększeniem. W tym
wypadku może chodzić o połączenie się dwóch
rodów poprzez małżeństwo matki Merowiga. Być
może Frankowie weszli w alians dynastyczny z
jakąś li-nią, prawdopodobnie „zza morza”, której
reprezentant dla określonych powodów został w
opowieści przemieniony w morskiego stwora.
Tak czy inaczej, z racji podwójnego synostwa
Merowig miał być obdarzony mocą
nadprzyrodzoną. Niezależnie od tego, co się kryło
za legendą, przez wieki całe otaczała Merowingów
aura magii, czarów i niesamowitości. Jak mówi
tradycja, znali naj-głębsze tajemnice, uprawiali
sztuki tajemne − słowem, byli god-nymi rywalami
legendarnego Merlina, który żył mniej więcej w
tych samych czasach. Zwano ich nierzadko
królami-czarownikami lub królami-cudotwórcami. Z
racji jakiejś cudownej wła-ściwości ich krwi potrafili
jakoby uzdrawiać przez położenie rąk. Chwasty u
kraju ich szat miały moce lecznicze. Byli ponoć
jasnowidzami, umieli porozumiewać się
telepatycznie ze światem zwierząt i roślin oraz
nosili magiczne naszyjniki. Każdy z Merowingów
nosił ponoć charakterystyczne znamię, po którym
natychmiast można było go rozpoznać i które
świadczyło o pół-boskiej czy też świętej krwi. Owo
znamię miało formę czerwonego krzyża i widniało
albo na piersi − osobliwa zapowiedź godła
templariuszy − albo między łopatkami.
Merowingowie zwani byli również często
„królami o długich włosach”. Podobnie jak Samson
ze Starego Testamentu, wzbra-niali się ścinać
włosy, gdyż tam właśnie miała mieszkać ich ver-tu
− czyli moc. Najwyraźniej wiara w to, że źródłem
mocy kró-lów są ich włosy, była bardzo silna,
bowiem przetrwała co najmniej do 754 roku.
Wtedy to na polecenie papieża obcięto włosy
zdetronizowanemu i uwięzionemu Childerykowi III.
Niedźwiedź z Arkadii
Legendy otaczające Merowingów można by
przyrównać do tych, które krążą o królu Arturze i
Świętym Graalu. Oddzielały nas one grubym
murem od rzeczywistości historycznej, którą
pragnęliśmy poznać. Kiedy w końcu udało nam
się do niej dotrzeć − lub raczej do tego, co z niej
zostało − okazało się, że różni się ona od legend.
Co nie oznacza, że była mniej tajemnicza,
niezwykła czy wspaniała.
Nie zdołaliśmy znaleźć wielu rzetelnych informacji
o rodowodzie Merowingów. Oni sami utrzymywali,
że pochodzą od „Noego”, którego bardziej niż
Mojżesza uważali za źródło biblijnej mądrości.
Jest to dość osobliwy pogląd, który pojawił się
tysiąc lat później wśród wolnomularzy.
161
161
Merowingowie twierdzili również, że wywodzą się
w prostej linii od Trojan. Wyjaśniałoby to
obecność we Francji trojańskich nazw, takich jak
Troyes czy Paryż. Natomiast współcześni pisarze,
nie wyłączając autorów „dokumentów
klasztornych”, usiłują odnaleźć korzenie dynastii w
starożytnej Grecji, konkretnie w Arkadii. Według
nich przodkowie Merowingów związani byli z
tamtejszym domem panu-jącym. W bliżej nie
określonym momencie u zarania ery
chrześcijańskiej wywędrowali nad Dunaj,
następnie dalej na północ, nad Ren, i w końcu
osiedlili się na terenach dzisiejszych zacho-dnich
Niemiec.
To, czy Merowingowie pochodzili z Arkadii czy z
Troi, zdaje się dziś kwestią akademicką, poza tym
jedno nie wyklucza dru-giego. Według Homera w
oblężeniu Troi brał udział spory hufiec
Arkadyjczyków, zaś wczesne podania greckie
mówią, że Tro-ja w rzeczywistości została
założona przez osadników przyby-łych z Arkadii.
Warto również przypomnieć, że świętym zwierzę-
ciem w starożytnej Arkadii był niedźwiedź. To też
później otaczano kultem i składano mu ofiary.
Słowo „Arkadia” pochodzi od słowa „Arkades”,
które oznacza „Lud Niedźwiedzia”.
Sigambrowie wkraczają do Galii
W początku V wieku inwazja Hunów
spowodowała ogromne migracje niemal
wszystkich ludów. To właśnie wtedy
Merowingowie − ściślej mówiąc: sigambryjscy
przodkowie Merowingów − przepłynęli Ren i ludnie
wkroczyli do Galii, osiedlając się w po-bliżu
Ardenów, na obszarach dzisiejszej Belgii i
północnej Fran-cji. Sto lat później rejon ów
nazwano Austrazją. Sercem tego królestwa była
dzisiejsza Lotaryngia.
Kiedy zaś pod koniec V wieku upadło
Cesarstwo Rzymskie, wypełnili oni powstałą
próżnię. Bez żadnych wstrząsów przejęli kontrolę
nad istniejącym już, lecz opustoszałym aparatem
ad-ministracyjnym. Z tego powodu organizacja
państwowości za wczesnych Merowingów
przypominała w dużym stopniu model Cesarstwa
Rzymskiego.
Pierwszy Merowing, wódz Sigambrów,
pojawia się na kartach historii w 417 roku. Jeden
z badaczy sugeruje, że odwiedził nawet Rzym,
gdzie wywołał spore zainteresowanie swą oso-bą.
Historia rzeczywiście odnotowuje przybycie do
wiecznego miasta wspaniałego wodza
frankijskiego.
W 448 roku syn Merowiga, noszący to samo imię
co ojciec, został ogłoszony w Tournai „królem
Franków” i panował aż do śmierci, czyli jeszcze
dziesięć lat. Być może był to pierwszy oficjalny król
zjednoczonego państwa Franków. Zapewne z tej
racji, a także z powodu tego, czego symbolem
było owo podwójne synostwo, od jego imienia
wzięła później nazwę cała dynastia.
Pod panowaniem następców Merowiga
królestwo Franków rozkwitało. Pomimo − jak się
to często przyjmuje − wrodzonej kultury
barbarzyńskiej.
Za panowania Merowingów Frankowie często
dawali dowody bitności. Trudno przyrównać ich do
wikingów, Wandalów, Wizygotów czy Hunów.
Zajmowali się głównie handlem. Rozwinęli handel
morski, szczególnie w basenie Morza
Śródziemnego. Także rękodzielnictwo epoki
merowińskiej stało na wysokim poziomie.
Bogactwa zebrane przez królów merowińskich były
przeogromne, nawet jak na późniejsze czasy.
Znajdowały się wśród nich złote monety z kruszcu
o najwyższej próbie, bite przez królewskie
mennice usytuowane w pewnych znaczących
miejscowościach, między innymi na terenie
dzisiejszego Sion w Szwajcarii. Pojedyncze
monety tego rodzaju znaleziono właśnie w ło-dzi
zakopanej w Sutton Hoo i można je dziś oglądać
w British Museum. Na wielu z nich widnieje
wizerunek krzyża laskowanego − greckiego −
identycznego z tym, który w epoce krucjat stał się
symbolem Królestwa Jerozolimskiego Franków.
«Władcy merowińscy żyli w poligamii,
niczym patriarchowie ze Sta-rego Testamentu.
Trwało to nadal także po przejściu Franków na
chrze-ścijaństwo. Zdarzało się, że posiadali
haremy orientalnych wręcz roz-miarów. Nawet
kiedy pod naciskiem Kościoła arystokracja
przejęła rygorystyczną monogamię.» I − co
zadziwiające − Kościół tolerował ten przywilej bez
nadmiernego sprzeciwu. Mówi jeden ze współ-
czesnych historyków:
«Dlaczego Frankowie po cichu ją
(poligamię) aprobowali? Możemy mieć tu do
czynienia ze starożytną koncepcją poligamii w
rodzinie królewskiej − rodzinie o takim
statusie, że jej krew nie może już zostać ani
bardziej uszlachetniona przez żaden związek,
żeby nie wiadomo jak korzystny, ani
162
162
splamiona krwią niewolników (…) Była to
sprawa bez znaczenia, czy królową będzie
kobieta z dynastii królewskiej, czy spośród
nałożnic (…) Los dynastii spoczywał w jej
własnej krwi i dzielili go wszyscy, w których ta
krew płynęła.»
Wygnany lud
Postanowiliśmy więc jeszcze raz przyjrzeć się
dokładnie wszystkim „dokumentom klasztornym”,
szczególnie nader ważnym Tajnym aktom.
Ponownie przeczytaliśmy ustępy, które przedtym
nic nam nie mówiły. W niektórych dostrzegaliśmy
teraz sens, choć nadal nie dostarczały nam one
odpowiedzi na żadne zasadnicze pytanie, nie
mówiąc już o wyjaśnieniu całej zagadki.
Jak już wspominaliśmy, Merowingowie
utrzymywali, że pochodzą od starożytnych Trojan.
Z kolei niektóre z „dokumen-tów klasztornych”
twierdzą, że „rodowód Merowingów jest
starszy od Troi, sięga epoki Starego
Testamentu”.
W Tajnych aktach zamieszczone były liczne
przypisy i adnotacje przy genealogiach. Wiele z
nich dotyczyło „jednego z dwunastu plemion
starożytnego Izraela plemienia Beniamina”.
Pewien do-pisek mówił o trzech ustępach z Biblii
Starego Testamentu: o Księgach
Powtórzonego Prawa 33, o Księdze Jozuego
18 i o Księdze Sędziów 20 i 21.
Księgi Powtórzonego Prawa opowiadają o
błogosławieństwie Moj-żesza udzielonym
patriarchom dwunastu plemion. O Beniami-nie
Mojżesz mówi: „Ten jest najmilszy Panu; będzie
mieszkał przy nim bezpiecznie; bronić go będzie
na każdy dzień, a między ramiony jego przebywać
będzie”. Słowem, Beniamin i jego lud zostali
wyróżnieni pełnym błogosławieństwem. Dziwiły
nas słowa obietnicy, że Pan „między ramiony jego
przebywać będzie”. Czy należało to kojarzyć z
legendarnym znamieniem Merowingów, owym
czerwonym krzyżem pomiędzy łopatkami?
Wydawało się to nieco naciągane. Były i inne,
znacznie bardziej uderza-jące podobieństwa
pomiędzy starotestamentowym Beniaminem a
frankijskimi królami. Według Roberta Gravesa, na
przykład, dniem Beniamina był 23 grudnia − dzień
świętego Dagoberta. Wśród rodów tworzących to
plemię znajdował się ród Ahirama. Imię to
przywodzi na myśl Hirama, budowniczego
Świątyni Sa-lomona i centralną postać w tradycji
wolnomularzy. Ponadto najbardziej oddany uczeń
Hirama nazywał się Benoni, a to sa-mo imię
nadała w chwili śmierci nowonarodzonemu
Beniaminowi jego matka Rachela.
Drugi fragment Biblii Starego Testamentu, do
którego odsy-łały „Tajne akta”, Księga Jozuego
18, jest bardziej zrozumiały. Mówi on o przybyciu
ludu mojżeszowego do Ziemi Obiecanej i o podziale
terytoriów między dwanaście plemion.
Według tego podziału ziemia plemienia Beniamina
obejmowała swym zasięgiem późniejszą
Jerozolimę.
Trzeci ustęp biblijny, wymieniony w Tajnych
aktach, opowiada o dość powikłanych
wydarzeniach.Pewien Lewita podróżujący przez
terytorium Beniaminitów zostaje napadnięty, a jego
nałożnica zgwałcona przez wyznawców Beliala −
bożka będącego odmianą sumeryjskiej Wielkiej
Macierzy, zwanej przez Babilończyków „Isztar”,
zaś przez Fenicjan − „Asztarte”. Wezwawszy na
świadków reprezentantów wszystkich dwunastu
plemion, Lewi-ta domaga się zadośćuczynienia za
wyrządzone krzywdy. Rada postanawia, że
Beniaminici powinni wydać złoczyńców, aby
została im wymierzona sprawiedliwość. Rezultatem
tego jest zacię-ta i krwawa wojna między
Beniaminitami a pozostałymi jedenastoma
plemionami. W trakcie walki plemiona rzucają
klątwę na każdego, kto oddałby swą córkę
Beniamincie. Po zakończe-niu wojny, kiedy lud
Beniamina jest już właściwie wytępiony, zwycięzcy
Izraelici żałują, że rzucili owo przekleństwo,
którego nie można już cofnąć:
„I żałowali synowie Izraelscy Beniamina, brata
swego, a mówili: Wygładzone jest dziś pokolenie
jedno z Izraela. Cóż uczynimy tym, co pozostali,
aby mieli żony, gdyżeśmy przysięgli przez Pana, że
im nie mamy dać córek naszych za żony?”
(Księga Sędziów 21 6-7).
Nie jest jasne, dlaczego tajne akta odsyłały
czytelnika akurat do tych fragmentów Biblii.
Niezależnie jednak od powodów, Beniaminici,
przynajmniej jeśli chodzi o dzieje biblijne, z
pewnością stanowią ważny wątek. Pomimo
dotkliwej porażki w woj-nie rychło odzyskują dawną
świetność, a także liczebność. Przychodzą do
siebie tak szybko, że już w I księdze Samuela
dają Izraelowi pierwszego króla, Saula.
„Tajne akta” sugerują, że wojna o
wyznawców Beliala była punktem zwrotnym w
dziejach plemienia Beniamina. Wnosić należało,
że przyniosła ona emigrację wielu, jeśli nie
163
163
większości Beniaminitów. Mówi o tym
złowieszcza, napisana dużymi literami notatka:
Pewnego dnia potomkowie Beniamina
opuścili swą ziemię; Dwa ty-siące lat później
Godfryd de Bouillon VI został królem
Jeruzalem i założył Zakon Sionu.
Początkowo wydawało się, że pomiędzy tymi
dwoma postaciami nie może być żadnego
związku. Kiedy jednak zebraliśmy różne, często
fragmentaryczne wzmianki rozsiane po Tajnych
aktach, zaczęła się z nich wyłaniać spójna
historia. Otóż większość Beniaminitów udała się
podobno na obczyznę. Najprawdopodobniej
wyemigrowali na środkowy Peloponez, a więc do
Arkadii. U zarania ery chrześcijańskiej ruszyli
jakoby dalej na północ, nad Dunaj i Ren,
asymilując się z plemionami germańskimi i dając
w ten sposób początek ludowi Sigambrów, do
którego należeli Merowingowie.
Tak więc według „dokumentów klasztornych”
Merowingowie poprzez Arkadyjczyków wywodzili
się od plemienia Beniamina. Innymi słowy, byli,
podobnie jak ich potomkowie − Plantardo-wie i
Lotaryńczycy − semickiego czy też izraelskiego
pochodze-nia. Jeśli Jerozolima naprawdę była
dziedziczną własnością Beniaminitów,
maszerujący na Święte Miasto Godfryd de
Bouillon upominał się w rzeczywistości o swoją
starożytną, ojcowiznę.
W tym momencie nasuwa się pytanie; skoro w
tych wszy-stkich krucjatach walczyli o swoją
ojcowiznę, to dlaczego utrzymywali w ścisłej
tajemnicy przed narodami? Tu odsyłam do Starego
Testamentu, a jest tam dokładnie opisane w jaki
sposób zdobywali i tworzyli tą swoją ojcowiznę
(…)
Jak łatwo zgadnąć, nie sposób było się
upewnić, czy Merowingowie pochodzili od
Beniaminitów. Informacje zawarte w
„dokumentach klasztornych” dotyczyły zbyt
odległych, zbyt mrocznych dziejów, po których nie
ostały się żadne świadectwa. Owe informacje nie
były aż tak rewelacyjne. Wprost przeciwnie,
krążyły już od dawna, tyle że w formie niejasnych
pogłosek i mętnych przekazów. Wykorzystał je w
swym wielkim dziele Proust, zaś nie tak dawno
temu pisarz Jean d’Ormesson otwarcie
zasugerował, że „pewne francuskie rody
szlacheckie są żydowskiego pochodzenia”. W
1965 roku Roger Peyrefitte, który najwyraźniej
lubi szokować swych rodaków, napisał w
głośnej powieści, że większość arystokracji
europejskiej, w tym cała arystokracja
francuska, ma żydowski rodowód.
W rzeczywistości twierdzenia te, choć nie
dające się udowod-nić na sto procent, nie są wcale
takie niewiarygodne. Podobnie ma się rzecz z
„dokumentami klasztornymi” o emigracji plemie-nia
Beniamina. Beniaminici chwycili za broń w obronie
wyznawców Beliala − odpowiednika Wielkiej
Macierzy, częstokroć kojarzonej z wizerunkami
„byka” czy „cielca”. Są dowody, by uwa-żać, że oni
sami również czcili to bóstwo. Możliwe nawet, że
kult „złotego cielca” w biblijnej Księdze Wyjścia −
znamienne, że to te-mat jednego z
najsłynniejszych obrazów Poussina − był specjalnością
Beniaminitów.
Świadectwa żydowskiej emigracji do Arkadii istnieją
również poza mitologią. Region znany jako
Arkadia był w starożytności we władzy potężnej,
bitnej Sparty. Spartanie wiele przejęli ze starej
kultury arkadyjskiej. Ów legendarny Arkadyjczyk
Likaon może być w istocie Likurgiem, który to
skodyfikował prawo spartańskie. Osiągając wiek
męski, Spartanie, podobnie jak Me-rowingowie,
zaczynali przypisywać magiczne właściwości swym
długim włosom. Według jednego z uczonych
„długość włosów oznaczała siłę fizyczną i stała się
świętym symbolem”. Co więcej, w obydwu
apokryficznych Księgach Machabejskich
podkreśla się związek między Spartanami a
Żydami. Księga II opowiada, jak to pewni Żydzi
„wyruszyli do Lacedemończyków w nadziei, że z
racji pokrewieństwa znajdą tam schronienie”. A
Księga I mówi otwarcie: „Odnaleziono pisma, że
„Spartanie i Żydzi pochodzą z rodu
Abrachama”.
Mogliśmy zatem uznać żydowską emigrację do
Arkadii przynajmniej za możliwą. Wprawdzie na
podstawie „dokumentów klasztornych” nie można
było tego potwierdzić, ale nie można było również
zanegować. Jeśli zaś chodzi o wpływy semickie na
kulturę frankijską, świadczą o nich rzetelne
znaleziska archeologiczne. Fenickie lub semickie
szlaki handlowe prowadziły przez całe francuskie
południe, od Bordeaux po Marsylię i Narbonne.
Sięgały aż po Ren. Już w VII wieku przed
Chrystusem istniały we Francji fenickie osiedla, i to
nie tylko wzdłuż wybrzeża, ale również w głębi
kraju, w Carcassonne i Tuluzie. Wśród
znalezionych tam wyrobów wiele jest pochodzenia
semickiego. Nic dziwnego. W IX wieku przed
Chrystusem feniccy królowie z Tyru skoligacili się
164
164
z królami Judei, co zacieśniło kontakty mię-dzy
tymi dwoma ludami.
Z czasem Żydzi celowo wymieszali się z
Fenicjanami, i powoli przejęli kontrol nad tym
narodem, uznając go za swój.
Zburzenie Świątyni w 70 roku spowodowało
olbrzymi exodus Żydów z Ziemi Świętej. Dlatego
w Pompejach, zasypanych przez popioły
Wezuwiusza w 79 roku, znalazła się społeczność
żydowska. Mniej więcej w tym samym czasie
również niektóre francuskie miasta, na przykład
Arles, Lunel i Narbonne, posłu-żyły za schronienie
żydowskim uchodźcom. Ale napływ Żydów do
Europy, szczególnie do Francji, rozpoczął się
jeszcze przed erą chrześcijańską. Już pomiędzy
rokiem 106 a 48 przed Chry-stusem powstała
kolonia żydowska w Rzymie. Wkrótce została
założona następna osada, tym razem na północy,
w nadreńskiej Koloni. W niektórych legionach
rzymskich służyły grupy żydow-skich niewolników,
którzy towarzyszyli swym panom w podróżach po
całej Europie. Wielu z nich kupiło czy też
podstępem zdobyło wolność i dało początek
żydowskim społecznościom na kontynencie.
W rezultacie po Francji rozsianych jest wiele
miejsc o typowo semickich nazwach. Niektóre
leżą w centrum starego królestwa Merowingów,
tworząc kwadrat. Kilka kilometrów od Stenay, na
granicy Lasu Woevres, gdzie został zamordowany
Dagobert II, znajduje się wieś Baalon. Pomiędzy
Stenay a Orval leży miasteczko zwane Avioth.
Góra Sion w Lotaryngii − ów natchniony pagórek
− nazywała się kiedyś Mount Semita.
I znów znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy nie
można było udowodnić w stu procentach
prawdziwości ani fałszywości twierdzeń zawartych
w „dokumentach klasztornych”. Z pewnością wiele
przemawiało za tym, by uznać je za prawdziwe;
było mo-żliwe, że „Merowingowie i wywodzące
się z nich linie szlacheckie miały żydowski
rodowód”.
Zastanawialiśmy się jednak, czy na tym kończy
się cała historia. Czy to właśnie była ta budząca
grozę tajemnica, wokół której od wieków toczyło
się tak wiele zabiegów i intryg, tak wie-le
mistyfikacji i knowań, tak wiele kontrowersji i
konfliktów?
Czy można wyjaśnić motywy, jakimi kierował się
Prieure de Sion, lub na czym opierały się
roszczenia Merowingów? Czy można
wytłumaczyć, z jakiego powodu w historię tę
uwikłani byli ludzie pokroju Leonarda da Vinci lub
Newtona? Czy można wyjaśnić politykę
Gwizjuszów i Lotaryńczyków, podziemną działalność
Zakonu Świętego Sakramentu albo niejasne
tajemnice wolnomularstwa rytu szkockiego?
Dlaczego pochodzenie od Beniaminitów miałoby
stanowić niebezpieczną tajemnicę? I być może
najważniejsze pytanie: jakie znaczenie w obecnych
czasach mo-że mieć fakt, że ktoś od nich
pochodzi? Jak ów rodowód mógłby wyjaśnić
dzisiejszą działalność i cele Prieure de Sion?
Jeśli nasze badania dotyczyły sprawy, w
której chodziło o jakieś żydowskie czy
semickie interesy, dlaczego występowało w
niej tak wiele wyraźnie chrześcijańskich
wątków? W związku z ostatnim pytaniem,
odpowiedź jest najprostsza: A jakżesz lepiej
można ująć masy chrześcijan − jak tylko
poprzez afiszowanie się symbolami
chrześcijańskimi. Występując pod szyldem
chrześcijańskim przekonuje w zupełności − w
oczach chrześcijan − o ich chrześcijańskich
intencjach. Nikt nie wnika czy mają w sobie
coś z chrześcijaństwa czy nie − nie ma to
większego znaczenia. Chrześcijanie tego nie
dociekają. Dla Chrześcijan ważnym jest, że ten
ktoś używa symboli chrześcijańskch, i to im
wystarcza. Zaakceptują i poprą. Żydzi
doskonale o tym wiedzieli, tworząc
wszelkiego rodzaju tajne organizacje, jak
zakony rycerskie czy loże masońskie.
„The Holy Blood and the Holy Grail” − M.
Baigent − R. Leigh − H. Lincoln 1982 r.

 

https://stopsyjonizmowi.files.wordpress.com/2012/09/ostrzezenie.pdf

 

17629996_10210974475571579_8197395041033326073_n

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s