Corona Temple – City of London Cooperation. Co to jest?

jj-jerzy-jaskowski-fot-fbm14y8r8dwb1j2wt6hd3k6q6im2wt6hd3k6q6l

Z cyklu: „W -129, Listy do Wnuczka”.

dr J. Jaśkowski

 

Takich Polska synów ma, jakich jej starsi i mądrzejsi wykształcić pozwolili. jj

 

 

 

Kochany Wnuczku!

 

Pod koniec XX wieku i na początku XXI wieku, ogólna oświata ludności na całym świecie gwałtownieobniżyła poziom. Przyczyną każdej reformy oświaty, nie tylko w Polsce, ale w każdym innym kraju, który miał zadłużenie, były tzw. zalecenia czy to Banku Światowego czy MFW. Pisałem o tym konkretnie na przykładzie Grecji.


http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=18906&Itemid=119

 

W Polsce reformy zaczęły się od pożyczek genseka E.Gierka, agenta Kominternu, czyli Komunistycznej Międzynarodówki, opłacanej z kieszeni banksterów.

Przypomnę, Goldmana zwanego w Polsce Leninem, stworzył i wyposażył szef banku Niemiec, oraz szef jawnej i tajnej policji p. Warburg. Innego „komunistę” Lejbę Bronsteina alias Trockiego stworzył i wyposażył brat Warburga, szef FED-u, najważniejszej instytucji w USA. W Kraju pomiędzy Odrą i obecnie Bugiem, ta wiedza jest mało znana. W podręcznikach szkolnych zupełnie inaczej przedstawiają powstanie tzw. komunizmu.

Tak wiec pomimo minięcia co najmniej dwu pokoleń od tzw. MORDÓW KATYŃSKICH, w których wymordowano ponad 75% polskiej inteligencji, 56% polskich lekarzy, 26% polskich nauczycieli i 27% polskich inżynierów [lub odwrotnie], do dnia dzisiejszego ta luka nie została wypełniona. Więcej: „Zbrodnia na Morzu Białym 1940” Tak więc okupanci spowodowali lukę pokoleniową i po wojnie starannie ją rozszerzyli.

 

Kto finansował II Wojnę Światowa doskonale opisał Shulton. Książkę można dostać w Polsce [www.prisonplanet].

Na czym polegało to rozszerzenie? Otóż pan prof. F. Koneczny podał definicję inteligencji. Do grupy tej możemy zaliczyć każdego osobnika, który posiada przynajmniej po 100 książek z trzech dziedzin, nie będących jego zawodem.

Okupanci postarali się, żeby społeczeństwo cieszyło się z mieszkań będących piętrowymi czworakami, o powierzchni użytkowej nie pozwalającej na gromadzenie przedmiotów luksusu, jakim są książki. Czworaki były pod tym względem lepsze, ponieważ posiadały tzw. działki przyzagrodowe, które przy odpowiedniej obróbce pozwalały na produkcję zdrowej żywności na swoje potrzeby. No, ale wówczas nie byłoby hipermarketów i konsorcjów żywnościowych w rodzaju Hause of Windsor.

Trzeba koniecznie odróżnić grupę tzw. cwaniaków od inteligencji. Cwaniactwo niewiele ma wspólnego z inteligencją. Najprostszym sposobem odróżnienia jest stan majątkowy. Osobiście znam ludzi z majątkami 7-8 zerowymi po szkole podstawowej, oraz znam naprawdę szerokie umysły mieszkające w klatkach o powierzchni 40 – 50 m2.

Ci mieszkający w pałacach najczęściej nie posiadają żadnych, lub prawie żadnych bibliotek. Ci mieszkający w klatkach mają tyle książek, że przecisnąć się nie daje.

 

Dlaczego to jest takie ważne?

Ponieważ raz wydrukowana pozycja nie może być już wymazana. Co prawda historia zna sytuacje, kiedy to na wniosek rządu harcerze zbierali stare encyklopedie z domów, dając w zamian nowe, ładnie wydane. Tylko, że ze zmienionymi hasłami. W Polsce było takim hasłem permanentnie zmienianym pojęcieKATYŃ.

W mediach elektronicznych zmiana hasła to sprawa minut i następnego dnia nikt już nie będzie mógł się powoływać na dane pojęcie, ponieważ go już nie będzie. Podobnie jest z książkami elektronicznymi.

Ich celem jest dezinformacja, na krótki okres tzw. poprawności etapu.

 

Jaki to ma związek z tytułem artykułu?

Ano ma, i to wielki.

Staram się wprowadzić do polskiej świadomości to hasło,  państwa istniejącego już 800 lat, a o którym zdecydowana większość nie ma zielonego pojęcia. Otrzymuję stale pytania, co to jest i z czym to się je.

Pytania te zadają osoby z dyplomami wyższych uczelni. Wypranie mózgów osiągnęło już taki szczyt, że nie chce im się, albo nie umieją szukać, nawet w internecie.

Powodów jest wiele: niskie zarobki, długi 10 -12 godzinny dzień pracy, konieczność dorabiania itd. Skutek jest jeden, wyalienowanie społeczeństwa i sprowadzenie go do roli niewolnika. Niewolnika najbiedniejszego.

Niewolnika, który jest najbardziej zniewoloną istotą, ponieważ nie zdaje już sobie z tego sprawy. Biologicznego Robota, którego konserwacja nic nie kosztuje. Wystarczy komóra, skóra i fura.

 

Ad rem.

City of London Corporation alias Corona Temple – stanowi najstarszą, ponad 800-letnią korporację na świecie. Od normalnych korporacji wyróżnia się tym, że posiada własną flagę, podobną do krzyża, własny herb z krzyżem, własną siłę zbrojną, własny 12-osobowy zarząd, własny parlament i aktualnie dysponuje 97% całego kapitału zgromadzonego na świecie, oraz 96% wszystkich ubezpieczeń.

Lord Major, czyli przewodniczący Parlamentu, zasiada w Parlamencie Angielskim, z prawem głosu w celu pilnowania interesów City.

Policja City używa czerwonych samochodów w odróżnieniu od policji municypalnej.

Aktualnie liczba mieszkańców wynosi 7375, a pracuje w wieżowcach City prawie 320 000 ludzi. Wybrali mieszkania za miastem. Przez City przechodzi pięć stacji metra.

City kontroluje nie tylko Bank of England, ale i Federalną Rezerwę USA.

City jest eksterytorialne, czyli jest niepodległym państwem w środku Londynu.

W City znajdują się takie instytucje rządzące pośrednio, lub bezpośrednio światem, jak prywatny Bank of England, Lloyds of London, London Stock Exchange. Rozszerzę te pojęcia.

 

1* Bank of England  – centralny bank Wielkiej Brytanii.

2* London Metal Exchange – największa na świecie giełda metali.

3* London Bulion Market  –  największa na świecie giełda metali szlachetnych.

4* NYSE Liffe –  jedna z największych giełd, organizująca handel opcjami i kontraktami terminowymi.

5* ICE Future Europa – największa na świecie giełda paliw oraz giełda terminowych uprawnień do emisji CO2, jednostek poświadczonej redukcji emisji CER.

6* Baltic Exchange  – największa na świecie giełda towarowo-frachtowa.

7* Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

8* LIoyds of London, LIoyds Banking Group.

9* oraz 300 innych wielkich korporacji oraz 385 zagranicznych banków i 70 banków USA.

 

Przypomnę, co to znaczy CER. Jest to po prostu rodzaj daniny, płaconej przez podbite w sensie ekonomicznym kraje  swojemu suzenerowi. Jak wiadomo, żadnego efektu cieplarnianego nie tylko, że nie ma, ale idzie kolejne zlodowacenie. City udało się jednak tak przekręcić aktorów sceny politycznej, że państwa całego świata muszą podatek płacić do macierzy. A to, że nazywa on się taksą klimatyczną, to tylko dla zmylenia, czyli typowa fałszywa flaga, ale pieniądze musisz płacić, Dobry Człeku, prawdziwe.

Jeżeli bowiem przyjmiemy ich wersję, to fakt, że wszystkie korporacje praktycznie są prywatne, to ten podatek powinny płacić te korporacje. A jak widać podatek został narzucony na państwa. Innymi słowy, zysk płynie do kieszeni jednych, a podatki płaci ktoś zupełnie inny. I jak widać nikt się nie buntuje przeciwko temu oszukańczemu zdzierstwu.

Jest to dowód bezpośredni, że państwa podległe korporacji Rothschilda, czyli te które posiadają Centralne Banki, są półkoloniami, lub nawet pełnymi koloniami.

Tylko bowiem władca niezależny ma prawo ściągania podatków, a pretekst do oskubywania innych zupełnie się nie liczy.

City co roku wybiera swojego burmistrza. Obecnie funkcję tę pełni, od listopada 2016 roku p. Michael Bear

 

Królowa angielska wchodząc do City, spotyka się z Lordem Burmistrzem w Temple Bar, gdzie prosi go o pozwolenie na wkroczenie do tego prywatnego terenu. Potem przechodzi kilka kroków pieszo za burmistrzem. Towarzyszące królowej osoby muszą być ubrane w stroje służby. Królowa kłania się pierwsza Lordowi Majorowi tylko w City, poza City ceremonia jest odwrotne. Ta tradycja ma kilkaset lat.

Corona Temple jest jedyną części W. Brytanii, nad którą Parlament ani Rząd JKM nie mają władzy. City nie zalicza się do żadnej z 32 gmin Londynu. Dawniej wszystkie kolonie angielskie należały do City. City działało w terenie poprzez Kompanie.

Pierwsza Kompanią była Kompania Moskiewska, formalnie założona w 1551 roku. Praktycznie jednak działała od początków XIII wieku. Następną był Kompania Wschodnio – Indyjska, powołana do życia w 1600 roku.

Powoływanie Kompani było świetnym rozwiązaniem. Jak taka Kompania mordowała tubylców, a lokalne rządy pisały do Londynu skargi, to odpowiedź była zawsze ta sama. To jest prywatna firma, więc musicie sobie radzić sami, powinna podlegać waszym prawom. Rząd JKM nie ma nic do tego. Za taka postawę, w zależności od okresu, 50% zysków przekazywano królowi.

Była to stara zasada państwa rzymskiego. Dowódca zwycięskiego legionu otrzymywał 50% zdobytych bogactw. Drugą połowę dzielono znowu na połowę i 50% dostawali tysięcznicy. Potem połowę dostawali setnicy itd.

City of London to miasto i powiat w obrębie Londynu, umiejscowiony na terenach tzw. rzymskich. Znajdują się w nim jeszcze ślady bytności Rzymian. Jak wiadomo, Anglia została podbita za czasów Klaudiusza w połowie lat 50. pierwszego wieku naszej ery.

Za czasów rzymskich miasto liczyło 60 000 mieszkańców. W tysiąc lat później Kraków liczył tylko 12 000 mieszkańców. To rzymianie otoczyli miasto murem koło 190 – 225 r, w obronie przed Piktami. 

A kto wie, kto to byli PIKTOWIE?

Do dnia dzisiejszego w Londynie znajdują się zabytkowe budowle z tego okresu.

W dziesiątym wieku w Londynie znajdowało się 10 mennic, a w pozostałej części Anglii aż osiem.

Nazwa Corona Temple pochodzi od siedziby Templariuszy. Jak wiadomo, był to Zakon, którego historia jest związana nieodłącznie z krucjatami do Ziemi Świętej.

Ale tak naprawdę to była olbrzymia korporacja transportowo – przewozowa i bankowa. Teoretycznie legendy XIX-wieczne w rodzaju „Królowie wyklęci”, wmawiają czytelnikom, że Wielki Mistrz zakonu de Molley został spalony w 1314 roku, a Zakon rozwiązany. Brak na potwierdzenie tego jakichkolwiek dowodów.

Po pierwsze, w żadnej korespondencji z owego czasu nie wymienia się takiego widowiska, jak palenie de Molleya. Ambasadorowie opisują trzewiczki i sukienki dam dworu, a nie wspominają o takim teatrze, jakim bez wątpienia byłoby spalenie de Molleya.

Rzekomo już w 1307 roku zajęto posiadłości Templariuszy na terenie Francji. Ale klika tygodni wcześniej flota templariuszy wypłynęła do Anglii, a ściślej do Szkocji. Nigdy nie znaleziono żadnego skarbu tych ówcześnie największych bankierów Europy.

Już w 1346 roku w Kanadzie istniał kościół z znakami Zakonu.

Kolumb „odkrywając” Amerykę na żaglach miał krzyż Templariuszy.

Akurat właśnie w siedzibie Templariuszy powstało późniejsze niezależne państwo, zwane City of London Corporation.

W siedzibie Templariuszy powstały szkoły prawnicze Inner Temple i Middle Temple. Inner Temple to słynny BAR. Korporacja, która rządzi światem prawniczym na całym Globie. Pisałem o tym.


http://alexjones.pl/aj/aj-polska/aj-publicystyka/item/87366-aktualne-komentarze-polityczne-prawnicy-bar-u


http://www.polishclub.org/2016/10/14/dr-jerzy-jaskowski-niski-poziom-witaminy-d-zwiazany-ze-smiercia-wszystkich-przyczyn/

 

Tutaj także znajduje się główna siedziba Masonerii, czyli wywiadu City, o której rozmaite trolle piszą niestworzone rzeczy.

City of London, chociaż znajduje się na terenie Anglii, nigdy nie utożsamiała się z Anglią, chociaż wykorzystywała angielskie mięso armatnie do swoich celów.

City posiada tzw. Kartę Królewską zwalniającą ją z publikowania jakichkolwiek sprawozdań, wszystko jedno, czego dotyczących. Wszystko zostaje ukryte w głębokiej tajemnicy. Dlatego np. akta śledztwa dotyczące tzw. Katastrofy Gibraltarskiej nie mogą ujrzeć światła dziennego.

 

I wracając na własne podwórko.

Dlaczego polskojęzyczni historycy w ogóle nie biorą się za temat wpływu tej korporacji na historięPolski? Przecież już w 1264 roku krucjaty angielskie, w sile 17 000 ludzi, atakowały tereny stanowiące wcześniej państwo Gipidów.

Kolejna wielka krucjata miała miejsce w 1392 roku, także rzekomo pod pretekstem nawracania pogan, chociaż od 6 lat Lituwa z Polską były złączone unią personalną i Lituwa była ochrzczona.

Ta tajemnica uniemożliwiała jeszcze w XIX wieku ks. prof. Kalince zapoznanie się z aktami angielskimi, dotyczącymi Polski. Pisze o tym otwartym tekstem.

Dlatego nic nie wiadomo o koloni angielskiej w Elblągu i Gdańsku z lat XVI wieku, zamieszkałych przez ponad 18 000 ludzi w samym Elblągu, trzymających monopol na handel zbożem z Anglią. Szef tej kolonii otrzymywał wynagrodzenie większe, aniżeli pierwszy Admirał Korony, odpowiednio 100 i 80 funtów rocznie.

Ingerencja w wywołanie, a właściwie przygotowanie i opłacenie rokoszu Chmielnickiego, którego Lord Protektor nazywał Generalissimusem, a Krzywonos był pułkownikiem angielskim, to również dzieło City.

Karol Gustaw napadł na Polskę w 1655 roku, za otrzymane 200 000 od City of London.

Próba rozbioru Polski w tym okresie, zamazana przez Sienkiewicza, odbyła się pod dyktando City. Przecież w tym samym czasie 200 000 armia Moskwicina zaatakowała Litwę i przez prawie 10 lat łupiła niemiłosiernie. Spalenie Wilna i wymordowanie mieszkańców przez bandy Złotorenki było tak wielkie, że jeszcze w 100 lat później nie odbudowano stanu liczebnego populacji z przez najazdu Moskwicina.

A w tzw. podręcznikach do nauki historii mieszkańców terenów pomiędzy Odrą a obecnie Bugiem grobowa cisza na powyższe tematy.

Musisz sobie sam odpowiedzieć na te pytania, Dobry Człeku.


https://radtrap.wordpress.com/2012/02/22/korona-i-city-of-london/


http://nwonews.pl/artykul,3425,the-crown-city-of-london


http://www.polishexpress.co.uk/wielka-feta-w-city-london-powitaj-nowego-burmistrza-dzielnicy


http://british-royal-family.blogspot.com/2016/01/the-kent-city-of-london-fringe-tiara.html


https://pl.wikipedia.org/wiki/City_of_London


http://www.budowle.pl/budowla,london-city-hall

 

Gdańsk 28.XI.2016 r.

 

http://educodomi.blog.pl/2016/12/06/corona-temple-city-of-london-cooperation-co-to-jest/

 

Three Corporations run the world: City of London, Washington DC and Vatican City

World events most of which are ‘engineered’ leave a trail that leads to the architects. We next discover that there are 3 cities on earth that come under no national authority, they have separate laws, they pay no taxes, they have their own police force and even possess their own flag of ‘independence’. These 3 cities control the economy, military onslaughts and the spiritual beings of those in powers. The 3 cities are actually corporations and they are the City of London, District of Columbia and the Vatican. Together they control politicians, the courts, educational institutions, food supply, natural resources, foreign policies, economies, media, and the money flow of most nations as well as 80% of the world’s entire wealth. Their ultimate aim is to build a totalitarian rule on a global scale where people will be divided into rulers and the ruled after they have depopulated the world to numbers they wish to rule over. What we need to understand is that the world does not work according to what we have been led to believe. We are drowning in misinformation.

At the center of each city state are giant phallic shaped stone monuments called obelisks.

image

London obelisk (aka Cleopatra’s Needle): Located on the banks of the River Thames, this obelisk was transported to London and erected in 1878 under the reign of Queen Victoria. The obelisk originally stood in the Egyptian city of On, or Heliopolis (the City of the Sun). The Knights Templars’ land extended to this area of the Thames, where the Templars had their own docks. Either side of the obelisk is surrounded by a sphinx, more symbolism dating back to the ancient world.

In D.C. the obelisk is known as the Washington monument was dedicated to George Washington by the secretive brotherhood of Freemason Grand Lodge of the District of Columbia in 1848. They also contributed 22 masonic memorial stones. 250 masonic lodges financed the Washington monument obelisk including the knights templar masonic order.

Vatican obelisk: Located in St. Peter’s Square, was moved from Egypt to its current location, in 1586. The circle on the ground represents the female vagina, while the obelisk itself is the penis. This is commonly known as occult symbolism.

The Roman Empire prevails through the :

1.   CITY OF LONDON INC 

The City of London was formed when the Romans arrived in Great Britain 2000 years ago and started a trading post on the River Thames. Exactly 1000 years later William the Conqueror (King William III) gave sovereign status to the City of Londoners in 1694 allowing them to continue enjoying separate rights and privileges so long as they recognized him as King. The Kings that succeeded William however, decided to build a new capital city and named it Westminster. There have been numerous instances of the King and the City’s Mayor at loggerheads with each other.

What is peculiar is that laws passed by the British Parliament does not apply to the City of London. 

However the City of London is not an independent nation like the Vatican.

Today the City of London is a one-square mile city. The 2 Londons have separate city halls and elect separate mayors, who collect separate taxes to fund separate police who enforce separate laws. City of London has its own separate flag and crest while London city does not. The Mayor of the City of London has a fancy title ‘The Right Honourable the Lord Mayor of London’ and rides a golden carriage to Guildhall while the Mayor of London wears a suit and takes a bus. The Mayor of London has no power over the Right Honorable Lord Mayor of London (City of London). What’s unique is that the City of London is a Corporation and older than the United Kingdom but has a representative in the UK Parliament through a person known as the ‘Remembrancer’ who is present to protect the ‘City’s interests.

The City of London houses

  • Rothschild controlled ‘Bank of England’
  • Lloyds of London
  • The London Stock Exchange
  • All British Banks
  • The Branch offices of 384 Foreign Banks
  • 70 USA Banks
  • Fleet Streets Newspaper and Publishing Monopolies
  • Headquarters for Worldwide Freemasonry
  • Headquarters for the worldwide money cartel known as ’THE CROWN’

The City of London is controlled by the Bank of England, a private corporation owned by the Rothschild family after Nathan Rothschild crashed the English stock market in 1812 and took control of the Bank of England.

The Queen refers to the City of London Corporation as the ‘Firm’  but it is known as The CROWN (not representing the Royalty of Britain). Buckingham Palace is in London but not in the City of London and the City is not part of England.

City of London directly and indirectly controls all mayors, councils, regional councils, multi-national and trans-national banks, corporations, judicial systems (through Old Bailey, Temple Bar and the Royal Courts of Justice in London), the IMF, World Bank, Vatican Bank (through N. M. Rothschild & Sons London Italian subsidiary Torlonia), European Central Bank, United States Federal Reserve (which is privately owned and secretly controlled by eight British-controlled shareholding banks), the Bank for International Settlements in Switzerland (which is also British-controlled and oversees all of the Reserve Banks around the world including our own) and the European Union and the United Nations Organization.  The Crown controls the global financial system and runs the governments of all Commonwealth countries, and many non-Commonwealth ‘Western’ nations as well (like Greece). The Crown traces back to the Vatican, which is headed by the Pope (who owns American Express)  In essence the City of London Corporation would become the “One World Earth Corporation” and would privately own the world. 

2.   Washington DC (District of Colombia)

Washington DC is not part of the USA. District of Columbia is located on 10sq miles of land. DC has its own flag and own independent constitution. This constitution operates under a tyrannical Roman law known as Lex Fori. DC constitution has nothing to do with the American Constitution. The Act of 1871 passed by Congress created a separate corporation known as THE UNITED STATES & corporate government for the District of Columbia. Thus DC acts as a Corporation through the Act. The flag of Washington’s District of Columbia has 3 red stars (the 3 stars denoting DC, Vatican City and City of London).

A look at the various Treaties raises the question of whether US remains a British Crown colony. The basis of this goes back to the first Charter of Virginia in 1606 that granted Britain the right to colonize America and gave the British King/Queen to hold sovereign authority over colonized America and its citizens. Colonized America was created after stealing America from the Native Indians. If America was colonized with British subjects these people are subjects of the British Government.

To negate this was the Treaty of 1783 declaring independence from Great Britain. However, this Treaty identifies the King/Queen of England as the Prince of the United States. (please refer www.treatyofparis.com) Nevertheless, according to the Bouviers Law dictionary in ‘monarchicial governments’ a subject owes permanent allegiance to the monarch in which case the British subjects in colonized America owed permanent allegiance to the monarch.

The reverse is applicable under Constitutional law where allegiance is owed to the sovereign and to the laws of a sovereign government and natives are both subjects and citizens.

The issue is if a war was fought in 1781 and America became victor why would Britain need to sign a Treaty in 1783? When US has won a war, America should not require the British monarch to cede land and refer to himself as Prince of the Holy Roman Empire and of the United States? There is also the issue of the use of the term ‘Esquire’ given that it is a title of nobility again showing allegiance to the Queen/King and when Benjamin Franklin, John Jay Esquire and John Adams signing on behalf of the US use the name ‘Esquire’ it is raising the question of how valid the 1783 Treaty is. John Jay went on to sign the 1794 Treaty between England and US raising again why 13 years after the Paris Treaty the US needs to sign a Treaty with England if US was really ‘independent’.

What needs to be further investigated is why US still continues to pay tax to the City if it is a free nation?

The 1794 Treaty signed between England and the US was negotiated by John Jay Esquire who negotiated the 1783 Treaty. The question is why would US need to sign Treaty’s with England 13 years after the Paris Treaty of 1783 declaring US independent? Why would Article 6 and Article 12 continue to dictate terms to an ‘independent’ America?

Further reading of US history would reveal what happened to America when it cancelled the Charter of the First National Bank in 1811 and immediately afterwards 4500 British troops arrived and burnt down the White House, both Houses of Congress, the War Office, the US State Department and Treasury and destroyed the ratification records (signed by 12 US states) of the US Constitution wherein the 13thAmendment was to stop anyone receiving a Title of nobility or honor from serving the US Government. The 1812 war lasted 3 years and the Bank Charter was re-established in 1816 after the ratification of the Treaty of Ghent in 1815. Note:  13th amendment which was ratified in 1810 no longer appears in current copies of the U.S. constitution.

In 1913 the Federal Reserve was passed by US Congress handing over America’s gold and silver reserves and total control of America’s economy to the Rothschild banksters. The Federal Reserve is a privately owned banking system that does not belong to America or Americans.

It is no better a time to question whether US is a country or a corporation and the US President and officials at the Congress are working for that Corporation and not for the American people. It appears that the US Corporation is owned by the same country that owns Canada, Australia and New Zealand whose leaders are all serving the Queen in her Crown Land and US too has been and remains a crown colony that belong to the Empire of the 3 City States – City of London, Vatican City and Washington DC. The US president is nothing more than a figurehead for the central bankers and the transnational corporations – both of which are controlled by High Ecclesiastic Freemasonry from the City of London the home of the global financial system.

3.   Vatican City

The Vatican City is not part of Italy or Rome. The Vatican is the last true remnant of the Roman Empire. The State of Israel is also said to be a Roman outpost. The Vatican’s wealth includes investments with the Rothschilds in Britain, France and US and with oil and weapons corporations as well. The Vatican’s billions are said to be in Rothschild controlled ‘Bank of England’ and US Federal Reserve Bank. The money possessed by the Vatican is more than banks, corporations or even some Governments and questions why the wealth is not used to elevate at least the Christian poor when it preaches about giving?

Vatican wealth has been accumulated over the centuries by taxing indulgences, some Popes have sold tickets to heaven. Today, they are harvesting souls in Asia as a 3rdmillennium goal.

Together the 3 Cities have under their wing various societies and groups placed globally with their own so that no one contests their global plan and those that do …well all the assassinations will explain what happens.

The Fabian Society is one such entity which written in 1887 is a mixture of fascism, Nazism, Marxism and communism. It is not hard to now imagine that all these ‘ideologies’ would have also been engineered by the same people. It should come as no surprise then to discover that the Fabian Society is accredited with creating Communist China, Fascism in Italy and Germany and Socialism globally as well. How far people have been fooled and also explains the role played by the Fabian Society in formulating policies for the decolonized British Empire. It would also mean that quite a number of British educated natives given the mantle of leading the newly independent nations would have also been members of the Fabian society. The communist takeover of Russia too is said to be the work of the British Fabian Society financed by the City of London banking families.

A closer look at entities like the Bank Of International Settlements (BIS), International Monetary Fund (IMF), Club Of Rome, The Committee Of 300, the Central ‘Intelligence’ Agency (CIA), the Council On Foreign Relations, The Tri-Lateral Commission, The Bilderberg Groups, the ‘Federal’ Reserve System, the Internal Revenue Service(s), Goldman Sachs, Israel and the Israeli lobby, the Vatican, the City of London, Brussels, the United Nations, the Israeli Mossad, and Associated Press (AP) will reveal that they are all part of the Fabian Society which also controls the European Union.

A noteworthy quote is that of Australian Senator Chris Schacht who said in 2001 “You probably were not aware that us Fabians have taken over the CIA, KGB, M15, ASIO  (Australian Security Intelligence Organization), IMF, the World Bank and many other organizations.”

From all this we should realize that NOTHING HAPPENS IN ISOLATION. Therefore, every event however small is engineered and orchestrated by a handful of people who control the world and what goes on in the world.

Together they have been responsible for

1.   Global Warming/Climate change – by creating an environmental catastrophe and winning the Nobel Prize, they have created a public awareness for a ‘global government’ that gives them the right to take action over national governments. Known as UN Agenda 21 a closer look at its clauses will reveal how people will need to get permission for everything they do – in other words it is being used to control people.

2.   Federal Banking system – The Fabian Society created the Federal Reserve Act in 1913 handing over the US economy to a cartel of international financiers.

3.   Big Pharma – is responsible for drugging the Third World

4.   System of local government – promoting devolution and new concept of regional councils in a bid to increase a revenue generating system. It is within an overall plan to abolish independent sovereign national governments. Britain is divided in 9 separate regions of the EU. The British will be shocked to discover that EU laws take precedence over British laws and if they have doubts they need to ask why the Queen and British PMs have signed Treaties handing over power.

5.  Abolition of property rights – in 1974 at the Habitat Conference private property was identified as a threat to peace and equality of the environment. Using ‘environmentalism’ as a ploy the quest was to take over earth’s resources and place it under a central authority (UN) and issue licenses for payment. Who owns the UN…the same banking families. In 1987 the World Wilderness Congress was held organized by the Rothschild’s World Conservation Bank which was set up the same year. The World Bank is likely to be replaced by the World Conservation Bank – the aim is to break down national banks and assets will also be diverted to the new bank which is why there is an aim to merge currencies into 2 or  3 major currency groups and replace them with a new electronic currency which is said to be called the ‘earth dollar’. New Zealand has apparently transferred over 34% of its land area into UN Heritage Areas and Conservation Parks and these will all be owned by the same banking families. In 1992 the UN Conference on Environment and Development in Brazil was chaired by Mikhail Gorbachev responsible for dividing the Soviet Union and Maurice Strong, the Rothschild London agent. The topic was Agenda 21 which gave man rights superior to animals, fish, plants, trees and forests.

6.  The Patriots Act, the Human Rights Bill, the European Union Constitution, the Security and Prosperity Partnership are all being manipulated to place power in the control of a few hands. Their plans are plotted annually through the Bilderberg Group and their agents run numerous think tanks that steer Government policy which are funded by the banksters who in real terms run the world. Thus the 13 banking families that run the world control the central banks of the world that print money, give loans on interest and explains how national debt never decreases. Economic crises, oil crisis (simply to increase prices), Arab Springs are all manufactured as are wars. There is a saying that all wars and bankers wars. The danger is when it comes to food as the control is being placed under Monsanto and GMOs. Monsanto is the same company that introduced Agent Orange therefore it is worthwhile reading UN’s Codex Alimentarius and the impeding dangers.

An article by John Christian on THE BANKSTER’S ‘WORLD CONSERVATION BANK’and their electronic global currency, the ‘Earth Dollar’ is worth while reading.

anticorruptionsociety.com

 

http://www.sinhalanet.net/three-corporations-run-the-world-city-of-london-washington-dc-and-vatican-city

 

MIECZYSŁAW GOGACZ MĄDROŚĆ BUDUJE PAŃSTWO CZŁOWIEK I POLITYKA. ROZWAŻANIA FILOZOFICZNE I RELIGIJNE

14440665_1214958335241334_602095510353710414_nNiepokalanów 1993
© Mieczysław Gogacz
2
SPIS TREŚCI
Wstęp…………………………………………………………………………………………………………………………………………………. 4
1. Podstawy dominacji polityki …………………………………………………………………………………………………………… 8
2. Dziedziny wyznaczające politykę…………………………………………………………………………………………………… 13
3. Kilka koncepcji polityki ……………………………………………………………………………………………………………….. 18
Ważniejsze laickie koncepcje polityki…………………………………………………………………………………………….. 18
Ważniejsze religijne koncepcje polityki ………………………………………………………………………………………….. 22
4. Rewolucja francuska jako utrwalenie laickiej koncepcji polityki………………………………………………………… 26
Określenie człowieka……………………………………………………………………………………………………………………. 28
Przekształcanie programów nauczania ……………………………………………………………………………………………. 31
Krótkie ujęcia narodu, społeczeństwa, konstytucji, państwa, organizacji politycznych………………………….. 32
5. Aktualna treść pojęć politycznych………………………………………………………………………………………………….. 35
Polityka………………………………………………………………………………………………………………………………………. 36
Państwo………………………………………………………………………………………………………………………………………. 37
Kultura……………………………………………………………………………………………………………………………………….. 38
Laicyzm ……………………………………………………………………………………………………………………………………… 41
Ateizm ……………………………………………………………………………………………………………………………………….. 42
Wolność……………………………………………………………………………………………………………………………………… 45
Bezpieczeństwo i współpraca ………………………………………………………………………………………………………… 49
Inne pojęcia polityczne i krótkie podsumowanie rozdziału………………………………………………………………… 51
6. Stosowane w Polsce pojęcia polityczne…………………………………………………………………………………………… 52
Polityka………………………………………………………………………………………………………………………………………. 52
Odwaga jako typowo polskie pojęcie polityczne………………………………………………………………………………. 55
Państwo………………………………………………………………………………………………………………………………………. 56
Zaufanie i cierpliwość…………………………………………………………………………………………………………………… 58
Kultura……………………………………………………………………………………………………………………………………….. 60
Prawda ……………………………………………………………………………………………………………………………………….. 62
Tolerancja jako równowaga między świeckością i religijnością utożsamiana dziś z demokracją…………….. 65
Inne pojęcia polityczne i krótkie podsumowanie rozdziału………………………………………………………………… 67
7. Polityka i religia…………………………………………………………………………………………………………………………… 69
Struktura religii……………………………………………………………………………………………………………………………. 70
Niepełność i ograniczenia polityki …………………………………………………………………………………………………. 75
8. Kultura powszechna …………………………………………………………………………………………………………………….. 79
Kultura wewnętrzna……………………………………………………………………………………………………………………… 83
Kultura zewnętrzna jako odniesienia do osób…………………………………………………………………………………… 87
Kultura zewnętrzna jako zespół dzieł ……………………………………………………………………………………………… 89
3
9. Zagrożenia kultury……………………………………………………………………………………………………………………….. 96
Ważniejsze zagrożenia kultury wewnętrznej……………………………………………………………………………………. 97
Zagrożenia kultury zewnętrznej……………………………………………………………………………………………………… 99
10. W kierunku polityki powszechnej ………………………………………………………………………………………………… 102
Racja stanu………………………………………………………………………………………………………………………………… 103
Program polityczny…………………………………………………………………………………………………………………….. 109
11. Naród i dobro wspólne………………………………………………………………………………………………………………… 114
Wspólnota…………………………………………………………………………………………………………………………………. 114
Teorie dobra wspólnego ……………………………………………………………………………………………………………… 116
Naród ……………………………………………………………………………………………………………………………………….. 118
Ojczyzna …………………………………………………………………………………………………………………………………… 119
12. Państwo i władza ……………………………………………………………………………………………………………………….. 121
Społeczeństwo jako struktura pośrednia między narodem i państwem ………………………………………………. 121
Państwo…………………………………………………………………………………………………………………………………….. 123
Kilka uwag o prawie…………………………………………………………………………………………………………………… 124
Subtelny problem władzy ……………………………………………………………………………………………………………. 125
13. Różnorodne ustroje państwa………………………………………………………………………………………………………… 131
Ustroje wyznaczone teorią władzy ……………………………………………………………………………………………….. 133
Ustroje oparte na ideologiach ………………………………………………………………………………………………………. 139
14. Rodzina i parafia………………………………………………………………………………………………………………………… 146
Rodzina…………………………………………………………………………………………………………………………………….. 146
Parafia………………………………………………………………………………………………………………………………………. 150
15. Uniwersytet i nauki polityczne …………………………………………………………………………………………………….. 154
Nauki polityczne………………………………………………………………………………………………………………………… 155
Uniwersytet……………………………………………………………………………………………………………………………….. 158
16. Moralność i polityka…………………………………………………………………………………………………………………… 162
Wychowanie moralne jako prawidłowe odniesienie do osób……………………………………………………………. 164
Równowaga między religią i polityką w obszarze moralności………………………………………………………….. 169
17. Problem jedności Europy…………………………………………………………………………………………………………….. 171
Jedność gospodarcza…………………………………………………………………………………………………………………… 171
Jedność moralna i kulturalna lub jedność humanistyczna ………………………………………………………………… 173
Jedność oparta na religii i humanizmie………………………………………………………………………………………….. 176
Zakończenie ……………………………………………………………………………………………………………………………………. 177
4
WSTĘP
Tytuł książki Mądrość buduje państwo jest zmienioną wersją zdania wyjętego z
Księgi Starego Testamentu pod tytułem Mądrość Syracha. W tej Księdze zdanie to
brzmi następująco: „mądrość władców zbuduje miasto”.
Zauważmy najpierw, że miasto i państwo są często tym samym na starożytnym
Wschodzie, a także w starożytnej Grecji. Po prostu obszar miasta był obszarem
państwa. Ze względu na tę tożsamość to, co w Księdze Syracha odnosi się do miasta,
odnosi się także do państwa, a zarazem do władców, do narodu lub ludu, do ustroju i
sposobu rządzenia. Potwierdźmy te stwierdzenia szerszym cytatem:
„Mądry władca dobrze swój lud prowadzi,
a rządy rozumnego będą dobrze uporządkowane.
Jaki władca ludu, tacy i jego ministrowie,
jaki władca miasta, tacy i jego mieszkańcy.
Król bez nauki zgubi swój lud,
a mądrość władców zbuduje miasto.
W ręku Pana są rządy na ziemi”.
(Syr 10,1-4. Biblia Tysiąclecia, wyd. III, Poznań-Warszawa 1980).
Zacytowany fragment Starego Testamentu nie wyznaczał problematyki książki
Mądrość buduje państwo. W książce został podjęty jednak zespół tematów, na które
zwraca uwagę cytowany fragment Mądrości Syracha. O tematach tych informuje spis
treści. W tym miejscu, a więc na wstępie, wymagają wyraźnego podkreślenia jedynie
główne tendencje książki lub raczej stawiane w niej akcenty.
Tendencja książki to tyle, co kierunek rozważań lub prowadzenie myśli. Zmierza
się tu do analizy bytowej struktury człowieka i rozwinięcia tematu osoby w celu
określenia jej działań, zgodnych z naturą osób. Skutki tych działań stanowią
wewnętrzną i zewnętrzną kulturę ludzi, a w niej struktury, tworzone przez człowieka,
takie jak wiedza, polityka, państwo, ustroje państw, sposoby rządzenia, stanowione
prawa. Wymienione tu struktury należą do kultury zewnętrznej. Kulturę wewnętrzną
stanowią usprawnienia intelektu i woli człowieka, uzyskiwane przez wierność prawdzie
i dobru osób. Ta wierność pozwala na uzyskanie mądrości.
5
Głównym akcentem stawianym w książce jest właśnie mądrość. Akcent ten
znalazł swój wyraz także w tytule książki.
Zauważmy więc z kolei, że należy odróżnić uzyskiwaną przez nas, poprzez
wierność prawdzie i dobru, mądrość naturalną od mądrości nadnaturalnej lub
nadprzyrodzonej, udzielanej ludziom przez Ducha Świętego jako Jego dar, gdy
ukochamy Chrystusa. Mądrość naturalna jest usprawnieniem intelektu człowieka. Jest
wynikiem naszej pracy, polegającej na uważnym wiązaniu skutków z właściwymi im
przyczynami. Gdy w sposób sprawny łączymy skutek z przyczyną, a tym samym dobro
z prawdą, ukazywaną woli przez intelekt, nabywamy takiego odniesienia do osób i»
rzeczy, które nazywa się mądrością naturalną. Mądrość nadnaturalna, jako udzielony
nam dar Ducha Świętego, nie sytuuje się w intelekcie, lecz w relacji miłości, w której
stanowi warstwę nadprzyrodzoną, wiążącą człowieka jako osobę z Bogiem jako osobą.
Dzięki darowi mądrości miłość nadprzyrodzona zaczyna istnieć, pogłębiać się i
utrwalać. Tą miłością Duch Święty wiąże nas z Bogiem w Osobie Chrystusa.
Stawianym w książce drugim i podobnie głównym akcentem jest Chrystus. Jest
On swoistym „miejscem”, w którym człowiek może powiązać się miłością z Bogiem.
Zarazem miłość staje się, jako najważniejsza relacja wiążąca osoby, podstawową zasadą
wszystkich działań człowieka, także jego działań politycznych. Jest to zasada, którą
odkrywamy dzięki kierowaniu się mądrością i dobrem osób, zarazem więc dzięki
wierności Chrystusowi. Badania nad kulturą, referowane w tej książce, ujawniają, że
zasadą lub nawet przyczyną kultury, tworzonej prawidłowo, a więc dla dobra osób, jest
posługiwanie się mądrością i wierność Chrystusowi. W takiej kulturze mogą pogłębiać
się i utrwalać relacje człowieka do wszystkich osób, do ludzi i do Boga. Dominuje
wtedy w kulturze humanizm i religia, dwa nurty wyznaczone naturą osób.
Tak stawiane w książce akcenty skłaniają do uzupełnienia jej tytułu. Tym
uzupełnieniem jest podtytuł: „Człowiek i polityka. Rozważania filozoficzne i religijne”.
Nie ulega wątpliwości, że chodzi tu przede wszystkim o religię chrześcijańską w jej
wersji katolickiej. Inaczej mówiąc, podstawową tendencją książki lub propozycją
rozwiązywania podejmowanych w niej zagadnień jest katolicyzm. Wynika to może z
faktu, że znam i rozumiem katolicyzm, a ponadto cenię tę wersję chrześcijaństwa. Po
6
prostu zgodnie z filozoficznym odczytaniem natury człowieka i treścią Ewangelii chcę
ukazywać dziedziny i tematy, rozważane w tej książce.
Adresuję ją do polityków, a więc do wszystkich jej Czytelników, gdyż wszyscy
ludzie w naszych czasach zostali przyzwyczajeni do zajmowania się polityką.
Proponuję tu naświetlenia, często rozwiązania, których może szukają osoby
zainteresowane wiernością Kościołowi katolickiemu jako wspólnocie osób kochających
Chrystusa. Takie ujęcie tematu nie narusza tolerancji, przez którą rozumiemy szacunek
dla osób, lecz zarazem bezwzględną wierność prawdzie. Ta wierność nie pozwala na
akceptowanie błędów, fałszu i zła. Zarazem Ewangelia zaleca, aby wszyscy kochający
Chrystusa szli i nauczali chrzcząc ludzi. Chrzest oznacza nawiązywanie realnych relacji
człowieka z Bogiem. Chroni te relacje kultura. W jej obszarze mieszczą się moje
rozważania i zarazem ta książka.
Do jej napisania zachęcili mnie współpracujący ze mną studenci. Najpierw grupa
studentów Uniwersytetu Warszawskiego poprosiła o kilka wykładów na tematy
polityczne, ujmowane z pozycji katolicyzmu. Głosiłem te wykłady raz w miesiącu przez
cały rok akademicki w salach przy kościele Wszystkich Świętych w Warszawie.
Wydawało mi się czymś potrzebnym i naturalnym ujęcie wykładów w formę książki.
Przy jej pisaniu przyjęliśmy sprawdzony już wcześniej sposób współpracy, polegający
na dyktowaniu tekstu osobie zapisującej go na maszynie. Dziękuję tym osobom i jako
wyraz wdzięczności za ich pracowitość i cierpliwość, za radę i udział w moim
myśleniu, wymieniam ich nazwiska:
Paweł Milcarek, Tomasz Glanz, Andrzej Heldwein, Artur Andrzejuk.
Wielokrotnie wspomagali mnie swoją wytrwałością i odwagą, gdy podejmowane
zagadnienia okazywały się trudne. Wspomagali mnie też może marzeniem, aby uzyskać
obraz polityki, którą mógłby realizować każdy, kto chce być wierny wskazaniom i
nauczaniu Kościoła katolickiego. Oznacza to bowiem zarazem wierność Chrystusowi, a
ponadto służenie ze czcią osobom, stanowiącym rodziny i naród.
W zacytowanym fragmencie z Mądrości Syracha wymienione są kolejno
następujące tematy: mądry władca, lud, rządy, ministrowie, miasto, jego mieszkańcy,
król, mądrość, Pan. Zwraca uwagę mądrość i Bóg, który jest Panem. W Starym
Testamencie imię Pana przypisuje się tylko Bogu. W Nowym Testamencie imię Pana
7
odnosi się do Chrystusa. W tekście Syracha znajdujemy stwierdzenie, że „w ręku Pana
są rządy na ziemi”. W ręku Chrystusa są rządy na ziemi. Potwierdza to Psalm 2. Jest to
psalm głoszący chwałę Mesjasza. Przypomnijmy treść tego psalmu.
Jego autor dziwi się najpierw, że narody i królowie występują przeciw Bogu i
przeciw Chrystusowi. Głoszą program zerwania więzi z Bogiem. Bóg reaguje na to
stwierdzeniem, że królem na tronie Dawida jest Syn Boży. On jest władcą ziemi i ma
prawo kwestionowania projektu zerwania więzi z Bogiem. Autor psalmu radzi królom i
władcom, aby szukali w Bogu pomocy i odnosili się do Niego z czcią chroniąc w ten
sposób swoje relacje z Bogiem, który jest z nami w Osobie swego Syna.
Przesłaniem książki jest prośba, byśmy kierowali się mądrością i byli wierni
miłości do Chrystusa.
8
1. PODSTAWY DOMINACJI POLITYKI
W kulturze, głównie europejskiej, pierwsze, a raczej najwyższe miejsce, zajmuje
zespół celów, zadań i wartości wyznaczających życie codzienne ludzi, podejmowanie
ich potrzeb i spraw. Te potrzeby i sprawy wymagają podjęcia przy pomocy struktur
administracyjnych, obejmujących nawet wychowanie. Ten zespół celów, zadań i
wartości nazywa się polityką. Stanowi on także przedmiot zainteresowania filozofii
człowieka. Zdarza się jednak, że inaczej określa się go w filozofii i w polityce. Powstaje
swoisty konflikt, w którym najczęściej wygrywa polityka, która posługuje się szerszym
zespołem sposobów pedagogicznej perswazji niż uniwersytet i instytuty specjalistyczne
uprawiające filozofię człowieka jako przedmiot swych badań. Wskazuje to na
znamienny fakt, że w aktualnej kulturze europejskiej filozofie człowieka, cele, zadania i
wartości proponowane ludziom, upowszechniają nie uniwersytety, lecz instytucje i
organizacje polityczne, które nie zawsze korzystają z wypracowanych teorii zgodnych z
prawdą, to znaczy zgodnych z człowiekiem, ujawniającym się jako konkretna jednostka
i osoba, z tym więc, że istnieje i kim jest. Owszem, często polityka udziela takich
odpowiedzi, kierując się przez siebie określonym celem, zadaniem i wartościami,
proponowanymi ludziom dla rozstrzygania potrzeb i spraw w ich życiu codziennym.
Podstawą takiej dominacji polityki jest nie tylko decyzja i przewaga polityków w
państwie, lecz sama struktura kultury, ujętej od strony właśnie dominujących w niej
dziedzin.
Dominowanie tych dziedzin można nazwać także układem ich ważności w
wymiarze kształcenia i wychowania ludzi, tworzenia światopoglądów i ideologii,
tematów dzieł literatury i sztuki, dziedzin nauki i techniki. Właśnie na pierwszym lub na
najwyższym miejscu, usytuowano politykę jako autorytet decydujący o rozwiązaniach i
odpowiedziach.
Tę wyjątkową pozycję uzyskała polityka w czasach nowożytnych i
współczesnych. Nie miała jej w średniowieczu ani w starożytnych kulturach Zachodu i
Wschodu. Tę pozycję wyznaczył renesans, utrwaliły programy rewolucji francuskiej i
rewolucji październikowej, i z kolei pozytywizm. Narzuca się przypuszczenie, że stało
9
się to na skutek swoistych manipulacji, a nie w wyniku przemyśleń i decyzji ludzi,
poszukujących prawdy i dobra. Okazuje się bowiem, że usytuowana tak wysoce
polityka wyznaczała w kulturze tendencje laickie i je chroniła. Z czasem przywykliśmy
do tego, że w polityce pomija się temat Boga i człowieka, religię i humanizm. Polityka
usytuowała się ponad konkretnymi jednostkami, ponad Bogiem i ludźmi i stała się
zasadą określania relacji rzeczywistości. Skutki tej przewagi polityki nad realną
rzeczywistością widać najwyraźniej w zniszczeniu środowiska przyrodniczego, w
przyzwyczajeniu ludzi do rozstrzygania wszystkiego według kategorii przyjętych
światopoglądów.
W kulturze współczesnej, stającej się od czasu renesansu kulturą laicką, utrwaliła
się następująca kolejność ważności dziedzin: polityka, prawo, nauki społeczne, nauki
przyrodnicze.
l) Swe pierwsze i najwyższe miejsce w kulturze uzyskała polityka w wyniku
zanegowania filozofii rzeczywistości i religii. Filozofii zarzucano, że nie może uzyskać
twierdzeń prawdziwych, a intelektowi człowieka – że nie może poznać prawdy. Uznano,
że losem człowieka jest agnostycyzm i sceptycyzm. Zaczęto budować filozofie,
uzasadniające ten właśnie los człowieka. Wykluczenie możliwości rozpoznania prawdy,
a tym samym wyrażających prawdę filozofii, podważyło zaufanie do religii. Uznano
religię za prywatną sprawę ludzi, czasem za ich potrzebę marzenia o szczęśliwym życiu,
marzenia dziś nazywanego alienacją, to znaczy polegającego na przypisaniu realności
temu, o czym tylko myślimy. Mówi się dziś także, że religia może mieć jedynie postać
mistyki, która jest bezpośrednim doświadczaniem Boga. Takie doświadczenie nie jest
przekazywalne, a ponadto nie jest dostępne wszystkim ludziom. Religia pojmowana
jako mistyka nie może stać się powodem określania celów człowieka, jego zadań i
cenionych przez niego wartości. Świadectwa niektórych ludzi, którzy mówią o swym
mistycznym doświadczeniu Boga, są subiektywne i ewentualnie uznane na mocy tylko
zaufania do szlachetności mistyków. W niczym nie może więc nam pomóc filozofia
rzeczywistości i religia. Pozostaje skupienie się na wiążących ludzi odniesieniach,
nazywanych relacjami międzyludzkimi. Te relacje jako jedyne realne pole naszych
działań reguluje polityka. Określa ona właśnie cele i zadania powiązań międzyludzkich,
a zarazem wartości, które człowiek ma wybrać i uzyskać w tych odniesieniach. To
10
wszystko stanowi nasze realne życie codzienne, spełnia ludzkie potrzeby i ważne dla
nas sprawy. Uważa się, że tym żyje społeczeństwo, miasto, państwo, a także każdy
człowiek, tymi relacjami, które są potrzebami, oraz sprawami administracyjnymi i
gospodarczymi. Ich realizowaniu ma służyć nauka i technika, literatura i sztuka,
światopoglądy i ideologie, kształcenie i wychowanie. Wyznacza to polityka, a spełnia
państwo. Instytucja państwa staje się dysponentem polityki. Sama bowiem nazwa
polityki pochodzi od słowa polis, oznaczającego miasto lub państwo. Jeżeli państwo w
swych urzędach decyduje o polityce, to decyduje o niej pogląd władcy lub grupy
rządzącej. Znaczy to, że polityka ma swe źródło w decyzjach, a wobec tego w woli
rządzących. Jest skutkiem przewagi woluntaryzmu nad intelektualizmem, to znaczy nad
wiernym prawdzie intelektualnym ustaleniem, kim jest człowiek, i jakie są, wyznaczone
jego bytową strukturą, potrzeby i sprawy. Bez tej więzi potrzeb i spraw z naturą
człowieka, politycy mogą dowolnie lub omijając człowieka określić jego cele i zadania,
a także ważne dla niego i realne wartości.
Polityka, której źródłem jest woluntaryzm narażający ludzi na dowolność zaleceń,
podlega zarzutowi przewagi decyzji nad rozpoznaniem natury człowieka. Powodem
tego jest właśnie sama kultura uzasadniająca pierwszeństwo w niej polityki, która
przecież nie jest filozoficzną identyfikacją człowieka, jego potrzeb i spraw, lecz
zespołem właśnie zaleceń, dotyczących osiągania celów, pełnienia zadań i kierowania
się wskazanymi wartościami. Kultura jednak usprawiedliwia określanie przez politykę
ludzkich celów, zadań i wartości.
2) Poniżej polityki, na drugim miejscu w układzie ważności dziedzin, usytuowano
prawo jako zespół ustanowionych norm, wprowadzających zasady kolejności działań
administracyjnych i gospodarczych. Mają one wprowadzać ład i porządek w
odniesieniach międzyludzkich. Kierunek osiągania ładu i porządku określają –
wyjaśniające przepisy prawa -ustawy i zarządzenia. Przestrzegając prawa, społeczność i
państwo stają się strukturą podporządkowani; struktura taka uspokaja i budzi
przekonanie, że odniesienia międzyludzkie są realizowane w sposób właściwy. Nie
zawsze jednak człowiek przestrzega prawa. Wykrywają to wyspecjalizowane grupy
kontrolne, nazwane policją. Wykryte naruszenie prawa daje ludziom poczucie
bezpieczeństwa i rodzi przekonanie, że zawdzięczają to właśnie prawu. Nie zabiegają o
11
to. aby podstawą przestrzegania prawa była miłość. Nikomu nawet nie wydaje się dziś
słuszne, aby budowano politykę, prawo i kontrolę na normie miłości. Wskazuje to na
przewagę polityki nad identyfikacją natury człowieka, którego podstawowym
odniesieniem do ludzi jest miłość, wyznaczana bezpośrednio istnieniem osób.
Nikt nie kwestionuje kierowania się prawem i przestrzegania praworządności.
Niepokoi tylko takie usytuowanie prawa w kulturze, że pełni ono rolę norm moralności.
Może zajmować wysoką pozycję w państwie, ale nie w kulturze. Nie może też
zajmować drugiego miejsca po polityce. Stając się w polityce zespołem zasad jej
realizowania, dociera do osób jako tożsame z polityką. Niektórzy badacze struktury
kultury współczesnej wskazując na układ ważności dziedzin często piszą, że prawo od
czasu renesansu jest wprost pierwszą i najważniejszą dziedziną kultury. Powstaje w
związku z tym problem psychologiczny i organizacyjny, który polega na tym, że ponad
tą pierwszą i najwyższą warstwą nie można już umieścić na przykład normy miłości. W
zwyczajnym odczuciu ludzi, nie mówiąc już o wynikach filozoficznej identyfikacji
człowieka, miłość przewyższa prawo, a ponadto pozwala znaleźć raczej w
rzeczywistości zasady ładu i porządku dla dziedziny administracji i gospodarki, niż w
decyzjach władców.
3) Nauki społeczne, usytuowane na trzecim miejscu w układzie ważności
dziedzin, są sposobami sprawdzania skuteczności prawa w kierowaniu relacjami
międzyludzkimi, to znaczy polegają na podejmowaniu odniesień międzyludzkich
zgodnie z przyjętą polityką. Wskazują na to metody badawcze, stosowane w tych
naukach. Metody te są głównie statystyczne. Nie charakteryzują więc osób i samych
relacji, lecz ich zgodność z programem politycznym. Socjologowie często nie mają
poczucia politycznej roli uzyskanych przez siebie rezultatów badań. Dochodzą do
swych statystycznych wyników przy pomocy ankiet, które opracowują na miarę
aktualnej kultury współczesnej. W tej kulturze polityka wyznacza pole badań, które jest
nie tylko zespołem odniesień międzyludzkich, lecz także zespołem celów, zadań i
wartości.
4) Kolejne, czwarte miejsce w strukturze współczesnej kultury zajmują nauki
przyrodnicze. Owszem, kierują się one swoimi przedmiotami i metodami badań. Ze
względu jednak na strukturę kultury także podlegają polityce, która określa im właściwy
12
sobie cel, a mianowicie wykrywanie sposobów aktywizowania i ulepszania działań
gospodarczych.
Są podstawy aby sądzić, że nauki społeczne służą osiąganiu ładu
administracyjnego, i że nauki przyrodnicze służą osiąganiu ładu gospodarczego. Ten ład
i kierunek porządkowania wszystkich odniesień międzyludzkich określa prawo, a
prawem kieruje polityka.
Wskazane tu zależności między naukami, zarazem celami i zadaniami stawianymi
ludziom, wyznaczyła kultura współczesna przez stanowiący ją układ ważności dziedzin.
Ona jest główną podstawą dominacji polityki.
Osobnym i trudnym zagadnieniem są powody, dla których renesans, dwie
rewolucje i pozytywizm doprowadziły do dominacji polityki i wyznaczenia jej laickiego
charakteru. Wiadomo jedynie, że narzędziem uzyskania takiej struktury kultury było
zakwestionowanie prawdziwości filozofii klasycznej, a głównie metafizyki bytu oraz
religii w jej katolickiej wersji.
13
2. DZIEDZINY WYZNACZAJĄCE POLITYKĘ
Można zgodzić się, że struktura kultury, ujętej od strony dominujących w niej
dziedzin, wyznacza w tej kulturze miejsce polityki. Polityka nie zajmowała pierwszego
i najwyższego miejsca jedynie w kulturze średniowiecznej. Tę kulturę stanowił inny
układ ważności i dziedzin. Ich kolejność była następująca:
filozofia i teologia Boga, wsparte na filozofii rzeczywistości;
pedagogika humanistyczna i religijna, nawiązujące do teorii człowieka jako
osoby;
etyka i stanowiące jej część prawo;
sztuki jako zespoły zasad i praktyka wykonywania wszelkich wytworów,
proporcjonalnych do usprawnionego myślenia i wspartych na roztropności decyzji.
W grupie sztuk znalazła się polityka jako umiejętność i praktyka kierowania
narodem i państwem. Tę praktykę wiązano ze sprawnością roztropności. Jest to
sprawność kierowania się w działaniach wpływem intelektu rozpoznającego prawdę. Do
sztuk zaliczano także uprawianie ziemi, budowanie okrętów, tworzenie dzieł
artystycznych i użytkowych. Inaczej mówiąc, dziedzinę sztuk stanowiło rolnictwo,
rzemiosło, ponadto medycyna, a nawet wychowanie.
Sztuki, z polityką włącznie, wiązane z usprawnionym myśleniem i sprawnościami
woli, zawsze więc z prawdą jako przedmiotem intelektu i z dobrem jako przedmiotem
woli, wskazywały na potrzebę i dominację mądrości. Była to sprawność wciąż
oczekiwana, uważana za konieczną i pierwszą zasadę sztuk, a zarazem wszystkich
dziedzin kultury. Rozumiano mądrość jako umiejętność zgodnego z naturą
jednostkowych konkretów rozpoznawania prawdy i zarazem dobrych skutków, jakie
wynikają z powiązania się ludzi z tą prawdą. Postulat mądrości wiązał wszystkie
dziedziny kultury, zarazem wyznaczał swoistą jedność ludzkich działań oraz ład życia
codziennego.
1) Chciałoby się powiedzieć, że kultura średniowieczna ma źródło w starannej,
filozoficznej identyfikacji rzeczywistości. Stanowi tę rzeczywistość zespół
jednostkowych konkretów, których istnienie wskazuje na realnego Boga jako przyczynę
14
ich istnienia. Uważano, że Bóg nie tylko wszystko stworzył, lecz że także nawiązał
życzliwe kontakty osobowe z ludźmi. Nawiązanie tych kontaktów potwierdza
Objawienie chrześcijańskie. Z tego względu, że Bóg jest pierwszą przyczyną sprawczą
stworzeń i osobą, która odnosi się do tych stworzeń z miłością, filozofia i teologia Boga
stały się pierwszą i najwyższą dziedziną kultury. Ta dziedzina była podstawą określania
potrzeb i rozstrzygania spraw poszczególnych ludzi i narodu.
2) Jeżeli tak głęboko, bo w swym istnieniu i w szansach miłości człowiek zależy
od Boga, to drugą dziedziną kultury staje się wychowanie humanistyczne i religijne
ludzi, troska o wierne miłości powiązania ludzi z ludźmi i ludzi z Bogiem. Ta troska
wyznaczała nie tylko programy nauczania i wychowania dla szkół, lecz także państw.
Realizacja tych programów powodowała, że kultura średniowiecza stawała się kulturą
chrześcijańską, wtedy jeszcze w wersji wyłącznie katolickiej, mimo różnorodności
liturgii, architektury, a w tej architekturze wyrażanej teologii. Ta architektura umacnia
bezpośrednio filozofię i teologię Boga. Katolicka wersja kultury oddziaływała tak
szeroko, że nawet strukturę państwa nazywano christianitas.
Dodajmy przy okazji, że w późniejszych okresach historycznych, to znaczy w
kulturze nowożytnej i współczesnej, kultura chrześcijańska stawała się jedynie
światopoglądem wierzących w Boga chrześcijan. Z czasem z tej kultury
chrześcijańskiej wyodrębniła się kultura katolicka.
Gdy mówimy, że pedagogika humanistyczna i religijna zajmuje drugie miejsce w
kolejności dziedzin stanowiących kulturę średniowieczną, to nie chcemy przez to
twierdzić, że wychowanie ludzi stało się polityką w średniowiecznej christianitas, i że
polityka zajęła drugie miejsce po filozofii i teologii Boga. Znaczy to tylko, że zasady
wychowania były zarazem realizowane i że wiązała się z nimi sztuka wychowywania.
Ponieważ skutki wychowania dotyczyły wszystkich obywateli christianitatis, czym
interesowało się także państwo, ta pedagogika była bardzo widoczna i niekiedy nawet
uważana za politykę na przykład Karola Wielkiego, tak jak w kulturze nowożytnej i
współczesnej sytuujące się po polityce prawo uważane było między innymi w XV
wieku za pierwszą dziedzinę kultury, mimo że stanowiło tylko sposób realizowania
polityki w jej celach, zadaniach i proponowanych wartościach.
15
Należy dodać, że realizowana pedagogika była oparta na teorii człowieka,
zarówno filozoficznej jak i teologicznej. Z dworu Karola Wielkiego promieniowała
teoria człowieka, wiązana z tą myślą Cycerona, że człowiek jest mądrym mówcą.
Zalecano więc sprawność mądrości oraz kulturalne wyrażanie swej myśli. Termin
„kulturalne” oznaczał tu wychowane, udoskonalone, swoiście eleganckie wypowiadanie
się, uzyskiwane w studiach filologicznych. Filologia więc i filozofia z teologią
stanowiły główne przedmioty nauczania. W filologii dopuszczano czytanie tekstów
pogańskich poetów właśnie dla piękna ich wypowiedzi (propter florem eloquentiae).
Zarys teologicznej teorii człowieka odnajdujemy w legendach o św. Graalu i rycerzach
króla Artura. Znamienne jest, że centralnym tematem legend jest Chrystus, Eucharystia
i łaska uświęcająca. Zarazem pojawia się akcent, wyraźnie podkreślony w naszych
czasach przez św. Teresę z Awila, że znakiem poprawnego życia religijnego jest
nieustanne powstawanie z grzechów, nieustanne nawrócenie. Temat nawrócenia
swoiście spaja religijną tradycję Starego Testamentu, wystąpienia św. Jana Chrzciciela i
tendencję religijną pierwszych chrześcijan, chrześcijaństwo średniowieczne i nasze
czasy, w których dominuje ateizm i z którego trzeba się wyzwolić, nawrócić.
3) Na trzecim miejscu w kolejności dziedzin, stanowiących kulturę
średniowieczną, usytuowano etykę. Określała ona zasady postępowania ludzi, a więc
międzyludzkich odniesień ze względu na dobro człowieka. Ogarniała dziedziny,
którymi w kulturze współczesnej zajmuje się polityka. Etyka średniowieczna nie
określała wszystkich celów, zadań i wartości, wyznaczających życie codzienne ludzi.
Określała tylko zasady postępowania, reagowania na ludzi zgodnie z ich dobrem. Samo
dobro identyfikowała metafizyka bytu, a wiedzy o człowieku jako osobie dostarczała
filozofia człowieka. O relacjach z osobą Boga informowała teologia dogmatyczna.
Etyka średniowieczna także nie zajęła miejsca polityki. To tylko we współczesnej
kulturze polityka, stanowiąc zespół zasad podporządkowujących sobie prawo,
utożsamia się z etyką, a niekiedy pośrednio z filozofią człowieka. Staje się też niekiedy
tożsama z ideologią jako jedynym eschatonem. Ten eschaton był w kulturze
średniowiecznej pełniejszy i bogatszy.
4) Najniższą pozycję w kulturze średniowiecznej zajmowały sztuki jako nauki i
działania praktyczne. Ta ich pozycja wskazuje, że w tej kulturze ceniono przede
16
wszystkim intelekt i kierowanie się tą jego sprawnością, która nazywa się mądrością.
Ceniono działania praktyczne, lecz nigdy nie sytuowano ich ponad intelektem i
mądrością. Praktyka nie sprawdzała ustaleń intelektualnych i mądrościowych. To raczej
mądrość wyznaczała praktykę.
Wśród sztuk ważne miejsce zajmowała sztuka rządzenia. Była ona przedmiotem
namysłu filozofów i teologów. W XIII wieku św. Tomasz określił rządzenie jako sztukę
doprowadzania do właściwego celu. Chodziło o cele człowieka, cele jego działań
intelektualnych i wolitywnych, o zgodne z celem tworzenie wytworów, zarazem o
zgodność wszystkich tych celów z objawionymi nam planami i celami Opatrzności.
Rządzenie rysowało się więc jako wprowadzanie ładu. Chodziło o wewnętrzny ład
człowieka, dosłownie o ład moralny oraz o harmonię wszystkich działań ludzkich,
zawsze chroniących dobro osób. Rządzenie wymagało osób rządzących. Z tymi głównie
osobami wiązano politykę. Rozumiano przez politykę łączenie dobra, sztuk i cnót.
Znaczy to, że polityka była tym zespołem działań, które polegały na łączeniu przez
polityków dobra, osiąganego w sztukach i cnotach, wytworach zewnętrznych i
wewnętrznych. Znaczyło to z kolei, że polityk miał pilnować, aby obywatele
usprawniali swój intelekt i wolę, i przy pomocy tych usprawnień uzyskiwali dzieła
potrzebne ludziom, te więc cnoty i dzieła, które realizują dobro. Usprawnień, jako dobra
twórcy, i dzieł, wyzwalających dobro, wymagały także inne sztuki, takie jak uprawa
roli, medycyna, budowanie okrętów, w ogóle rzemiosło, nawet wychowanie.
Wydawałoby się, że wszystkimi tymi sztukami kieruje polityka. Trzeba wobec tego
dodać, że sztukami kierowali specjaliści w danej dziedzinie sztuki. Umiejętność i
praktykę kierowania dużymi społecznościami wiązano bowiem ze sprawnością
roztropności. Sama roztropność polega na posługiwaniu się w działaniach wpływem
intelektu rozpoznającego prawdę. W sztukach chodzi przede wszystkim o dobro twórcy
i dzieła. Polityka jest wobec tego specjalną sztuką, właśnie sztuką rządzenia.
5) Polityka w kulturze średniowiecznej nie zajmowała więc pierwszego miejsca.
Dziedziną dominującą była mądrość jako źródło kultury. Ważna więc była mądrość
jako dar Ducha Świętego oraz mądrość naturalna, stanowiąca usprawnienie intelektu
ludzkiego. To usprawnienie trzeba było uzyskiwać przez wykształcenie i wychowanie.
Wykształcony i wychowany intelekt przy pomocy innych władz poznawczych i
17
decyzyjnych tworzył kulturę. Na pierwszym więc miejscu usytuowano teologię jako
wiedzę o mądrości Boga, którego istnienie rozstrzygała filozofia, gdyż wiedziano już,
że człowiek nie poznaje Boga bezpośrednio swoim intelektem, lecz przy pomocy
rozumowania, a ponadto przy pomocy rozumienia Objawienia. Stało się wobec tego
potrzebne i konieczne określenie sposobu kształcenia i wychowania człowieka zarówno
w teologii jak i w filozofii. Stało się też potrzebne osobowe wiązanie się ludzi z ludźmi
i ludzi z Bogiem. Wymagało to wszystko dobrego studium filozofii i teologii człowieka.
Antropologia filozoficzna określała zasady odniesień do ludzi, a nawet do Boga.
Wskazując na potrzebne ludziom sprawności kierowała ona do sztuk. I dopiero tu
pojawiała się polityka. Wiele więc dziedzin wyprzedzało ją i wyznaczało.
Wydaje się, że takie dziedziny powinny wyznaczać politykę także w kulturze
nowożytnej i współczesnej. Nie byłaby wtedy elementem usytuowanym w kulturze
arbitralnie, a ponadto nie stanowiłaby zespołu odgórnie określonych celów, zadań i
wartości. Ta arbitralność musiała się pojawić, gdy odebrano filozofii pozycję nauki
identyfikującej realną rzeczywistość i gdy zdyskwalifikowano religię.
Rzeczywiście struktura kultury wyznacza polityce miejsce wśród dziedzin
stanowiących kulturę. A dokładniej mówiąc, wyznaczają to miejsce ludzie, którzy
używając intelektu i woli przy pomocy swego myślenia i decyzji tworzą dziedziny i
określają ich ważność. Polityka tylko wtedy jest pierwsza w zespole dziedzin, gdy
pominie się filozofię bytu i religię. Przestaje być wówczas sztuką osiągania celów,
zadań i wartości, a staje się zasadą nie tylko celów, zadań i wartości, lecz także
kierunków i przedmiotu myślenia i decyzji ludzi.
18
3. KILKA KONCEPCJI POLITYKI
Rozważając strukturę kultury nowożytnej i współczesnej, a z kolei
średniowiecznej, wyodrębniliśmy dwie koncepcje polityki. Jest tych koncepcji o wiele
więcej. Te dwie pierwsze wyznaczyła sama struktura kultury. Inne powstają przez
wiązanie polityki na przykład z władzą, z państwem, nawet z człowiekiem, a raczej z
teorią człowieka. Niezależnie jednak od tych powiązań funkcjonują jako osobne
koncepcje.
Nie chodzi tu o wyliczanie ich wszystkich. Wystarczy wskazać na koncepcje w
jakimś okresie dominujące. Jawiły się wyraźnie w ujęciu chronologicznym. Interesuje
nas jednak przede wszystkim to, co stanowi treść poprzednich dwóch rozdziałów:
stwierdziliśmy, że niektóre koncepcje wyznacza laicka orientacja kultury, a niekiedy
orientacja katolicka. Jednak ta zasada uporządkowania koncepcji, podobnie jak zasada
chronologii, nie daje wyraźnego obrazu koncepcji polityki. Nie wiadomo bowiem do
której grupy zaliczyć politykę pogańskich państw teokratycznych. Polityka w tych
państwach jest wyznaczona wyraźnie przez teorię władzy. Zgodnie więc z treścią
dwóch pierwszych rozdziałów zestawmy laickie, a z kolei katolickie lub przynajmniej
religijne koncepcje polityki.
Ważniejsze laickie koncepcje polityki
Powtórzmy najpierw, że wywołana ateizacją laicka orientacja kultury
charakteryzuje czasy nowożytne i współczesne. Starożytność i średniowiecze
wypracowują religijne koncepcje polityki, a raczej koncepcje, w których bierze się pod
uwagę rzeczywistość Boga i więzi religijnych łączących z Nim ludzi.
a) Można więc powiedzieć, że pierwszą laicką koncepcję polityki wyznacza
struktura kultury, w której pominięto religię oraz filozofię identyfikującą realne byty.
Polityka w tej kulturze jest zespołem celów, zadań i wartości. Ma w takim razie postać
racji stanu, gdyż przez rację stanu rozumie się cele, zadania i wartości, swoisty
eschaton, proponowany narodom i państwom. Racja stanu jest realizowana w
programach politycznych jako zespól wskazań wprowadzających proponowany
19
eschaton. Jest on wprowadzany w codzienne życie ludzi. Do zespołu wskazań należy
przede wszystkim program ateizacji. Ten program był głównym akcentem humanizmu
renesansowego.
b) Oprócz wymienionej koncepcji polityki renesans wprowadził także drugą
koncepcję, która polegała na upowszechnianiu teorii człowieka. Tą teorią był
zainteresowany władca Florencji i zespół jego doradców. Z tego względu teoria
człowieka stała się racją stanu, a więc inspiracją programów politycznych. Głoszono, że
człowiek sam się tworzy. Realizowano tę koncepcję poprzez wykształcenie i
wychowanie. Do tej koncepcji polityki, rozumianej jako upowszechnianie teorii
człowieka dość często później wracano.
Koncepcja polityki w postaci teorii człowieka została dokładnie opracowana
jeszcze w renesansie w teorii awerroistycznej. Sformułował ją Marsyliusz z Padwy.
Związał tę koncepcję polityki, podejmowanej jako upowszechnianie teorii człowieka, z
teorią państwa. Można jednak koncepcję polityki sformułować niezależnie od koncepcji
państwa. Polityka jest w ujęciu Marsyliusza z Padwy zespołem wskazań, zachęcających
każdego człowieka do wytwarzania dóbr, którymi dysponuje władca. Są to wskazania
jednakowe dla wszystkich ludzi. Upowszechniają one pogląd, że człowiek posiada
duszę wspólną ze wszystkimi ludźmi. Dla awerroistów oznacza to, że jest jedna
wspólna dusza, która oddziałuje na wyobrażenia bytów jednostkowych, zbudowanych z
ciał i formy zwierzęcej. Człowiek, jako zwierzę, przejmuje wpływ duszy wspólnej,
której władca poleca wytwarzanie dóbr, realizowanych tak samo przez wszystkie
jednostki, nazywane ludźmi. Mają się one charakteryzować tymi samymi
sprawnościami i nawykami wytwarzania. Z czasem władcy różnych państw stawiali
wyłącznie wymagania i pomijali prawa człowieka.
c) Kolejną koncepcję polityki wypracowała rewolucja francuska w swojej
Deklaracji praw człowieka i obywatela. Upomniano się w niej właśnie o prawa
człowieka, każdego człowieka. Wynikałoby z tego. że wyciszono teorię wspólnej duszy
ludzi. Może jedynym jej echem jest podkreślane w Deklaracji stwierdzenie, że każdy
człowiek rodzi się równy innym. Wyodrębnia go i wyróżnia zespół praw, które czynią
go wolnym obywatelem. Jako obywatel jest częścią narodu. Generalnie rzecz biorąc
można o człowieku mówić głównie jako o obywatelu. Zespołem obywateli kierują
20
wybrane władze, którymi kieruje najpierw król, z czasem rząd wyrażający państwo.
Może właśnie od czasów rewolucji francuskiej w kulturze nowożytnej i współczesnej
utożsamiano z polityką prawo. Nikt nie kwestionuje praw i praworządności. Może
jedynie niepokoić to, że prawo stało się cechą wyróżniającą człowieka jako obywatela i
wprost elementem konstytuującym lub utożsamiającym człowieka z obywatelem.
d) Inną koncepcję polityki wyznacza pogląd Hegla: człowiek jest procesem, a
wobec tego warstwą w dialektycznie tworzącej się rzeczywistości. Jest on wprost
tożsamy ze społeczeństwem. Polityka staje się więc zespołem zaleceń w odniesieniu do
tworzącej się i zmieniającej społeczności ludzkiej. To, co dotyczy społeczeństwa,
dotyczy tym samym każdego człowieka. Cele i zadania społeczeństwa są zarazem
celami i zadaniami każdego człowieka. Ginie w tej koncepcji pozycja i rola człowieka
jako jednostki. Ten główny akcent ma w życiu codziennym postać poglądu, że
jednostka zawsze daje się zastąpić, że nie liczy się w dziejach społeczeństwa.
e) Polityka w tezach marksizmu, tożsama z ideologią marksistowską, w swej racji
stanu sprowadza się do uzyskania szczęścia przyszłych pokoleń. W swych programach
jest ona zespołem wskazań, jak uzyskiwać to szczęście, które ma polegać na
stanowieniu bezklasowego społeczeństwa. Programy polityczne są w tym przypadku
propozycją stawania się społeczeństwa przy pomocy rezygnowania z jednostkowej
odrębności ludzi, a przede wszystkim z religii. Ateizm bowiem, jak się tu sądzi, jest
sposobem wyzwolenia człowieka z jednostkowości na rzecz stawania się
społeczeństwem. Należy tylko dodać, że ta wersja polityki była modyfikowana w
różnych narodach i państwach.
f) Swoistą koncepcję polityki wprowadził pozytywizm. Polegała ona na
całkowitym zerwaniu z tradycją i na organizowaniu życia ludzi jako struktur wyłącznie
zbudowanych z ciała, którego potrzeby i sprawy określają geniusze, powołani do
kierowania i rządzenia masą ludzką. Zdumiewa na przykład to, że nawet Jacques
Maritain używa terminu „masa ludzka” w swej głośnej książce Humanizm integralny.
Tak głęboko więc i powszechnie przyjął się pogląd, że człowiek jest głównie
społeczeństwem. Geniusze proponowali zajęcie się pracą (w każdej dziedzinie od
podstaw) w celu zbudowania społeczeństwa ludzi, identyfikowanych wyłącznie w
21
naukach przyrodniczych. Szczegółowe tezy polityki wyznaczonej przez pozytywizm
rozwijano w scjentyzmie.
g) Teilhard de Chardin również pojmował człowieka jako „zagęszczenie”,
nazywane duszą, w „rozrzedzeniu”, nazywanym materią, jako więc warstwę w
ewolucyjnie rozwijającym się kosmosie. Dopowiadał tylko, że ewolucję, jako proces z
dołu do góry, wywołuje Bóg, stanowiący najwyższy punkt kosmosu i wszystko
przyciągający do siebie. Nie należy twierdzić, że Teilhard de Chardin wypracował
wyraźną koncepcję polityki. Studiowany jednak chętnie przez przyrodników i
polityków mógł w pewien sposób sprzyjać kształtowaniu się i umacnianiu teorii
człowieka pojmowanego jako warstwa, a tym samym jako społeczeństwo.
h) Oddziaływanie strukturalizmu trwało przez prawie cały wiek XX. W Polsce
funkcjonował on przez co najmniej dziesięć lat. Strukturalizm przenosił powoli uwagę
ludzi z realnych konkretów na struktury czysto myślne, komponowane przez ludzki
intelekt. Z czasem Michel Foucault wypowiedział efektowną myśl – a są to czasy nam
współczesne – że nie istnieją realni ludzie, lecz ogólne struktury, scalone przez intelekt z
elementów realnych. W codziennym życiu wciąż traktujemy człowieka jako realny byt.
Z dokładnej analizy wynika jednak – twierdzi Strukturalizm – że jedynie w naszym
myśleniu człowiek jest jednostkowym człowiekiem. Naprawdę jednak istnieją tylko
pojęcia, pomyślane kompozycje, tylko kultura jako zespół dzieł, może głównie
literatury. To, co realne, jest elementem, jednym z wielu elementów, które w sumie
stanowią bezosobową historię. Tę historię poruszają zmieniające się idee, na przykład
idea znaku, pracy. Wyznaczają one podobne zachowania. Określone idee wyznaczają
epoki. Narzuca się przypuszczenie, że określone znaki, typ pracy, zachowania ludzi
stanowią to, co możemy nazwać polityką, zarówno w jej racji stanu, jak i w programie
politycznym. Dokładniej mówiąc, istnieje sama polityka, nie istnieją ludzie. Polityka
sama się tworzy i przekształca, ogarnia świat nie licząc się z tym, że realny człowiek
istnieje. Przejawia się niekiedy w protestach, w wołaniu o wzięcie pod uwagę
uprawnień człowieka. Samomyśląca się polityka nie przyjmuje do wiadomości
zastrzeżeń, skandalu głodowania narodów, uciążliwości wojen, w które jednak
konkretnych ludzi wikła bezosobowa polityka.
22
Realny protest żywych osób wycisza usłużnie wciąż rozwijana hermeneutyka
głosząca normalność myślenia paradoksalnego, które polega na pomijaniu zasady
niesprzeczności. To prawda, że wydaje się sprzecznością występowanie razem
ogólnych struktur myślowych i realnych ludzi. Prawo sprzeczności minimalizuje
konflikt i usprawiedliwia niereagowanie na prawa człowieka. Trudno oprzeć się
wrażeniu, że wyznaczona przez strukturalizm i usprawiedliwiana hermeneutyka wersja
polityki także się realizuje.
Porządkując ważniejsze laickie koncepcje polityki można dopowiedzieć, że o roli
tych koncepcji mówią ich skutki realizowane w programach politycznych. Gdy bowiem
polityka staje w swej racji stanu głównie teorią człowieka, przedmiotem przemian stają
się przedmioty nauczania i wychowania. Program polityczny ogarnia najpierw
szkolnictwo, przemienia cele wychowawcze, mniej akceptuje problemy gospodarcze.
Gdy natomiast polityka w swej racji stanu staje się głównie prawem, co jest
warunkowane głównie strukturą kultury nowożytnej i współczesnej, wówczas
przemiany, nazywane reorganizacją władzy i państwa, dotyczą struktur organizacyjnych
i społecznych. Na ogół nie pojawiają się inne propozycje ochrony osób. Najczęstszą,
inną przemianą staje się jedynie dominacja polityki w postaci strukturalistycznego
samotworzenia się teorii w świecie myśli polityków.
Ważniejsze religijne koncepcje polityki
Trzeba w tej grupie umieścić propozycje teokratyczne. Wiążą się one wyraźnie z
teorią władzy pochodzącej od Boga. W najdawniejszych koncepcjach uzasadnieniem
pochodzenia władzy od Boga było wprost przyznanie władcy boskości lub jego
utożsamianie się z Bogiem. Nikt nie kwestionował władzy Boga. Polityka w postaci
głoszonej przez władcę racji stanu sprowadzała się do jego poglądu i decyzji. Nie mogła
być kwestionowana i wyznaczała absolutny charakter władzy. Jednym z przykładów
może być tu Egipt, a nawet starożytny Rzym. Polityka w tym wypadku nie stawała się
samomyślącą się koncepcją, lecz dominującym sposobem przejawiania się władcy i
jego kontaktu z poddanymi. Teokratyczna koncepcja polityki, wspierana przez inne jej
wersje, dotrwała w niektórych państwach aż do naszych czasów. Dopiero przecież w
okresie II wojny światowej cesarz Japonii ogłosił, że nie jest bogiem.
23
Obserwujemy też w historii monarchie absolutystyczne, w których władcy nie
powołują się na pochodzenie swej władzy od Boga. Jedynie sposób sprawowania
władzy przypomina różne tradycje teokratyczne.
a) Koncepcję polityki, opartej na przekonaniu o pochodzeniu władzy od Boga,
realizował Karol Wielki, twórca wspaniałego państwa chrześcijańskiego. Przez politykę
rozumiał on kierowanie ludzi do Boga poprzez kształcenie i wychowanie religijne.
Stanowiło to jego rację stanu. Programy polityczne dotyczyły organizacji szkolnictwa.
Chodziło w nim o wykształcenie intelektu i usprawnienie woli, by w wolnym wyborze
dążyła ona do Boga. Była to polityka proponowana bezpośrednio każdemu
obywatelowi, podawana jednak nie w postaci teorii i skłaniających do jej przyjęcia
zarządzeń, lecz w postaci sztuki kształcenia i wychowania we wszystkich dziedzinach
stanowiących kulturę średniowieczną. Nie wykluczało to wojen, konfliktów, grzechów i
nieszczęść. Znane nam legendy i pieśni tych czasów ukazują głębokie poczucie
wierności lub niewierności Bogu, potrzebę nawrócenia się i trwania w więzi z
Chrystusem.
Dopiero w XVI wieku obowiązek wierności głoszonej religii został objęty
prawem i stał się sposobem naruszania wolności człowieka. Nie notuje się takich
sytuacji w państwie Karola Wielkiego.
b) W epoce Ottonów wiąże się politykę bardziej z koncepcją państwa, a mniej z
koncepcją władzy, mimo że głosi się także jej pochodzenie od Boga. Polityka nie jest
już w takim stopniu, jak za Karola Wielkiego, propozycją skierowaną do każdego
obywatela, ułatwiającą mu nawiązanie ważnych dla niego kontaktów z Bogiem. Jest
teraz, za Ottonów, projektem zorganizowania narodów, nazywanych christianitas w
jedną instytucję, a nawet państwo. Ten projekt miał dwie wersje:
Unii, wiążącej samodzielne państwa chrześcijańskie w jeden organizm;
czynnikiem spajającym było w tym przypadku chrześcijaństwo. Organizm ten posiadał
wspólną władzę i wspólną armię. Powodem konfliktów było jedynie zabieganie o urząd
cesarza. Taką unię usiłowała realizować cesarzowa Teofanu. Pierwszą więc wersją
projektu była unia państw chrześcijańskich.
Drugą wersję realizował Otton III. Polegała ona nie tyle na unii państw, ile raczej
na umacnianiu chrześcijaństwa, które miało skłonić1 władców do wiązania się z
24
wszystkimi chrześcijanami w świecie, szukającymi w papieżu jako następcy Chrystusa
spełnienia więzi z Bogiem, a w cesarzu obrony bezpieczeństwa ludzi i granic siłą
wspólnego wojska. Ta wersja nie utrwaliła się, może z powodu przedwczesnej śmierci
Ottona III. Przejmujące jest to, że grupa jego młodych jak on przyjaciół długo jeszcze
usiłowała tę wersję realizować.
Polityka Ottonów polegała więc na kierowaniu się ku narodom i miała charakter,
mówiąc dzisiejszym językiem, może bardziej polityki zagranicznej niż polityki
wewnętrznej. Zauważmy tylko, że pomysł Ottona III do dzisiaj przypomina nam św.
Wojciech, św. Brunon z Kwerfurtu, święci bracia pustelnicy, osadzeni przez Bolesława
Chrobrego w pobliżu Poznania. Wszyscy ci święci są męczennikami.
c) Podejmowano jednak wersję cesarzowej Teofanu. Można tu wymienić państwo
Mieszka I. Czymś ponadto wyjątkowym był fakt, że przyjęcie chrztu przez Polskę
wyznaczyło zarazem początek państwa polskiego. Polityka Mieszka I polegała,
podobnie jak dla Karola Wielkiego, na proponowaniu Polakom osobistej więzi z
Chrystusem. Realizacja tej propozycji nie była spontaniczna, wywoływała konflikty.
Jednak w oparciu o relację z Bogiem, uzyskaną w chrzcie Polaków, budowała się
zarazem kultura polska i państwo polskie. Do dzisiaj trudno te dziedziny oddzielić.
Mieszko I jak gdyby intuicyjnie realizował to, co stanowiło propozycję zarówno
cesarzowej Teofanu, jak i Ottona III. Chciałoby się powiedzieć, że wprost nawiązywał
do polityki Karola Wielkiego. I może różniło go przekonanie, że nie tylko otrzymał
władzę od Boga, ile raczej wskazywał Polakom na realną więź z Chrystusem. Stanowi
to oryginalną wersję polityki polskiej.
Piastowie realizowali w Polsce christianitas. Nie zmieniały tej tendencji bunty i
nawroty pogaństwa, nawet konflikty z hierarchią Kościoła katolickiego. Wszyscy
znamy dzieje Bolesława Śmiałego i św. Stanisława ze Szczepanowa. W Polsce nie
istniały także te trudności, na które było narażone chrześcijaństwo innych krajów
Europy. W tych krajach chrześcijaństwo przekształcało bardzo mocno kultury
pogańskie, na przykład celtycką i germańską. Kultura intelektualna Słowian, a nawet
ich pogańska religia nie były mocne przed okresem chrztu Polski. Wszystko, co dobre
dla ludzi i państwa, zaczęło się w roku 966.
25
d) Politykę jako realizowanie chrześcijaństwa kontynuowali także Jagiellonowie.
Wydaje się, że Władysław Jagiełło i królowa Jadwiga poszerzyli tę politykę wiązania
ludzi z Bogiem o koncepcję Ottonów i zarazem cesarzowej Teofanu, gdy doprowadzili
do unii Polski z Litwą. Uzyskali jedność państw chrześcijańskich o ograniczonej
suwerenności ze wspólnym władcą i wspólnym wojskiem.
e) Historycy wiążą podobną politykę jeszcze z osobą króla Stefana Batorego,
który troszczył się o szkoły parafialne, osobiście egzaminował nauczających w tych
szkołach księży, planował założenie uniwersytetu, do którego zaprosił
najwybitniejszych uczonych Europy. Nie pozwolili jednak na ich przyjazd władcy
krajów, z których uczeni mieli do nas przybyć. Jego polityka posiadała znowu wersję
bliższą propozycji Karola Wielkiego niż Ottonów. Polegała ona na programie
kształcenia i religijnego wychowania Polaków.
Nie obserwujemy już później ani w Polsce, ani w Europie, tak wyraźnie polityki
chrześcijańskiej. Z czasem, i może dopiero w naszych czasach, stała się ona
przedmiotem rozważań wielkich osobowości politycznych, tworzonych przez nie
ugrupowań politycznych lub niektórych filozofów. Aktualna struktura kultury nie
sprzyja realizacji polityki katolickiej.
26
4. REWOLUCJA FRANCUSKA JAKO UTRWALENIE
LAICKIEJ KONCEPCJI POLITYKI
Renesans zapoczątkował tylko epokę, w której dominuje polityka. Zastosował też
ateizację jako sposób niszczenia christianitas, a tym samym kultury, w której liczyły się
usprawnienia intelektu i woli przez kontakt z prawdą i dobrem, w sumie dominacja
mądrości. Mądrość otwierała ludzi na dar mądrości, wyzwalający i doskonalący w
osobach miłość do Boga. Strukturom tworzących się państw narodowych renesans
zaproponował prawo jako sposób chronienia władzy i polityki, zarazem jako zespół
kształtowania odniesień między ludźmi. Nie powodował wyraźnej laicyzacji polityki.
Oddziaływały wprawdzie awerroistyczne teorie człowieka, władzy i państwa. Ośmielały
one do przekształcania treści pojęć i wprowadzania nowych akcentów. Powstawały
więc w obszarze kultury przekształcenia poglądów na różnych polach i w różnych
dziedzinach. Bardzo powoli usuwano z kultury wprost religię i osłabiano wagę teologii i
filozofii bytu jako pierwszych dziedzin w kulturze. Owszem, obowiązywał przepis, że
religia władcy jest religią poddanych, jednak rządzący nie zawsze dążyli do
kwestionowania prawdy o Bogu. Ta prawda, chociaż sytuowała się w życiu
praktycznym, wymagała jednak zaatakowania na polu działań intelektu. Tego ataku
podjęli się filozofowie, stanowiący nurt ramistyczny w scholastyce protestanckiej.
Wspierając się na myśli Suareza, wypracowali filozofię, której przedmiotem było
wyłącznie znaczenie pojęć. Nazwali tę filozofię ontologią. Przeciwstawiano ją
metafizyce, kwestionując możliwość identyfikacji bytów jednostkowych w ich
pryncypiach. Samą możliwość czynili przedmiotem badań filozoficznych. Wykluczało
to realizm i kierowało do idealizmu, w którym przypisuje się pierwszeństwo pojęciom i
analizie wyłącznie ich treści. Odebrano autorytet filozofii bytu, a tym samym osłabiono
podstawy teologii. Utalentowani twórcy Encyklopedii francuskiej zaczęli zmieniać
wiedzę o świecie,, ukazując świat jako byty wyłącznie materialne. Nie zawsze głosili
jawny ateizm, częściej podkreślali raczej to, że Bóg nie kontaktuje się ze światem, który
stworzył. Twierdzili, że nie wiąże się On z nami, nie wpływa na nasz los, nie ma więc
uzasadnienia religijne do Niego odniesienie.
27
Te wszystkie wątki i akcenty skupiała w swym nastawieniu, a z czasem w
programie, rewolucja francuska. Zapisem tego programu jest Deklaracja praw
człowieka i obywatela, uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe wraz z Konstytucją
Francuską 3 września 1791. Podobne wątki i akcenty zawiera także Ustawa
konstytucyjna z 24 czerwca 1793 oraz Konstytucja Republiki Francuskiej z 4 listopada
1848. Rewolucja francuska ostatecznie utrwaliła laicki charakter kultury, a przede
wszystkim laicką koncepcję polityki. Na całą bowiem kulturę i przekonania ludzi
oddziaływała Deklaracja praw człowieka i obywatela. Czyniła ona właściwym i
obowiązującym pomijanie w polityce tematu Boga jako zasady kształtowania państw,
prawa i stosunków społecznych. Owszem, wymieniano czasem w ustawach
zasadniczych imię Boga i niekiedy nawet dzisiaj wymieniają je politycy. Trudno jednak
powiedzieć, że polityka kieruje się życzeniami Boga, wśród których pierwsze miejsce
zajmuje miłość do Boga i bliźniego. We wszystkich dziś na ogół racjach stanu
najgłębszą podstawą celów, zadań i wartości jest tak zwana świeckość, często w postaci
dyskretnego lub jawnego ateizmu, niekiedy tylko agnostycyzmu lub sceptycyzmu.
Świeckość o takich obliczach wyznacza właśnie laicką koncepcję polityki.
W dokumentach rewolucji francuskiej, głównie w Deklaracji, wyraźnie określono
prawa człowieka, podjęto zagadnienie przekształcania programów nauczania, wskazano
też, czym jest naród, społeczeństwo, konstytucja, państwo, organizacje polityczne.
Odnosi się wrażenie, że podjęto dziedziny, stanowiące strukturę kultury nowożytnej i
współczesnej. Jak gdyby została stworzona lub utrwalona ta struktura, którą
zaproponował renesans. Nadano kulturze ten kształt, któremu do dzisiaj podlegamy.
Zaskakuje jedynie to, że polityka, która kształtuje kulturę, utożsamiła się w tej
propozycji z teorią człowieka. Nie zagubiło się prawo, którym polityka posługuje się od
czasów renesansu. Prawo stało się tożsame z teorią człowieka, bezpośrednio tworzy
człowieka i czyni go obywatelem.
Swoje ujęcia opieram na polskim przekładzie dokumentów rewolucji francuskiej,
wydanych w publikacji Michała Sczanieckiego pt. Wybór źródeł do historii państwa i
prawa w dobie nowożytnej, wyd. IV, cz. l, Warszawa 1987.
28
Określenie człowieka
Dominujące wrażenie po przestudiowaniu Deklaracji praw człowieka i obywatela
wywołuje w czytelniku obraz człowieka jako obywatela. Utożsamienie człowieka z
obywatelem wynika z tendencji do utożsamienia człowieka z jego działaniami,
wskazanymi przez prawo. Aby tę teorię człowieka zrozumieć, trzeba wymienić
najpierw jego prawa zawarte w Deklaracji.
Prawa człowieka są następujące: prawo do wolności, własności, bezpieczeństwa,
oporu wobec ucisku, zarazem do równości wobec prawa, swobody działania bez
naruszania praw innych obywateli i korzystania z wymienionych praw. Człowiek
ponadto ma prawo tworzenia konstytucji, dostępu do godności, stanowisk i funkcji
publicznych. Człowiek przestrzegający tych praw, a więc posłuszny konstytucji, nie
może być oskarżony, aresztowany, uwięziony, dopóki nie wykaże mu się winy. Gdy
jednak wykaże mu się winę, przestaje być niewinny i musi poddać się karze, określonej
w ustawach. Ma jednak zawsze prawo do wolności przekonań, także religijnych, do
swobodnej wymiany myśli i poglądów, do wolności słowa, pisma i publikacji. Może
wybierać posłów do ciała ustawodawczego, a także urzędników gminnych. Wszystkie te
prawa zabezpiecza wojsko.
Te szeroko wymienione prawa człowieka czynią go właśnie obywatelem.
Człowiek określony przez prawo jest tu tożsamy z obywatelem. Wskazuje na to
stwierdzenie, że człowiek od chwili urodzenia jest wolny i równy innym w swych
prawach. Przez wolność rozumie się w Deklaracji czynienie tego, co nie szkodzi
drugiemu, a dokładniej mówiąc tego, co nie narusza praw innych ludzi. Prawa innych
członków społeczeństwa są granicą wolności człowieka, a więc granicą używania praw.
Tę granicę określa konstytucja. Równość wobec prawa oznacza też dostęp do godności,
stanowisk i funkcji publicznych, jednak na miarę zdolności i talentu. Ponadto człowiek
ma prawo oceniać konieczność podatku, wyrazić na niego zgodę, czuwać nad jego
użyciem, określać wysokość podatku, podstawę jego naliczenia, sposoby ściągania i
trwania okresu płacenia podatku. Ma też prawo do własności, a gdy słusznie mu się ją
odbiera, ma prawo do odszkodowania.
29
Określenie człowieka wyłącznie z pozycji jego praw, a tym samym utożsamienie
go z obywatelem, powoduje kilka trudności w przyjęciu takiego określenia człowieka.
Wskazuje się w Deklaracji wyłącznie na prawa człowieka. Nie mówi się o tym,
kim jest człowiek jako byt. Traktuje się te prawa jako elementy strukturalne człowieka.
Elementem tym jest więc wolność, równość i prawo, a raczej wolność i równość wobec
praw. Granicą człowieka, obszarem, który go stanowi, są prawa innych obywateli.
Innych aspektów charakterystyki człowieka Deklaracja nie ujmuje i nie sugeruje.
Trudnością dla filozofa jest właśnie utożsamianie zachowań lub działań
człowieka, wskazanych przez prawo, z samą naturą człowieka. Nie ma tu różnicy
między podmiotem działań i samymi działaniami.
Prawa, określające człowieka, zarazem wyznaczają odniesienia do innych ludzi, a
więc relacje międzyludzkie. Człowiek jest zamknięty w polu tych relacji i nimi
określany. Jest więc jakąś częścią praw, w tym samym stopniu przysługujących innym
ludziom. Jest zatem częścią jakiegoś pola praw i relacji międzyludzkich. Pozornie więc
prawa te go wyróżniają. Jest we wszystkim taki sam, jak inni ludzie. Można nawet
sądzić, że jest jakąś częścią „wspólnego” człowieka, gdyż prawie nic nie różni jednego
obywatela od drugiego.
Sprawdźmy też, zaakcentowane obok równości obywateli, pojęcie wolności.
Wolnością jest według Deklaracji czynienie tego, co nie szkodzi drugiemu. Inaczej
mówiąc, wolność polega na tym, aby to, co czynię, było prawem dla innych. Moje więc
pozytywne odniesienie do ludzi, a to znaczy moja etyka, jest tym samym, co prawo i
wolność. Wyraźny związek widzimy tu z kaniowskim określeniem normy moralnej,
nazywanej przez Kanta imperatywem kategorycznym. Tą normą jest autorytet,
utożsamiany z prawem i wolnością.
Stosowanie i przestrzeganie prawa, tym samym podleganie prawu, określonemu
przez konstytucję, jest wolnością. Wolność ma więc miarę podlegania konstytucji.
Dopowiedzmy także to, co jest akcentowane w Ustawie konstytucyjnej z 24
czerwca 1793. Znajduje się w niej także Deklaracja praw człowieka i obywatela.
Wymieniane są tam następujące prawa człowieka: równość, wolność, bezpieczeństwo i
własność; mowa jest również o społeczeństwie. Celem społeczeństwa jest szczęście
ogółu obywateli, w konsekwencji każdego obywatela. Społeczeństwo realizuje to
30
szczęście niosąc pomoc nieszczęśliwym obywatelom przez dostarczanie im środków do
życia, gdy nie mogą pracować, i zapewniając im pracę. Społeczeństwo ma także
troszczyć się o oświatę, zapewnić wykształcenie wszystkim obywatelom. W tym
społeczeństwie rząd zapewnia korzystanie z praw. Gdy rząd narusza prawa,
najpilniejszym i najświętszym obowiązkiem oraz prawem obywatela jest sprzeciw,
nawet powstanie.
Uporządkujmy treść tego dopowiedzenia.
Prawa człowieka: równość, wolność, bezpieczeństwo, własność. Szerzej
omówione jest w Deklaracji prawo własności. Polega ono na używaniu i dysponowaniu
swym majątkiem, dochodami, owocami pracy i przedsiębiorczości. Nie można być
pozbawionym własności, chyba że zachodzi konieczność publiczna. Wtedy jednak ma
się prawo do sprawiedliwego i uprzedniego odszkodowania.
Prawa społeczeństwa: pomoc biednym, oświata, powstanie, gdy rząd narusza
prawa. Nie tyle może są to prawa społeczeństwa, ile jego obowiązki.
Podsumujmy też tezy na temat, kim jest człowiek według omówionych
dokumentów. Człowiek został tu określony przez wyróżniające go cechy i jest zarazem
tożsamy z tymi cechami. Jest więc wolnością, równością, prawami i obowiązkami.
Wszystkie prawa i obowiązki wynikają z wolności tożsamej z prawami, a zarazem
ograniczają tę wolność jako obowiązki, wyznaczane z kolei przez zespół praw innych
ludzi. Ponadto człowiek to ktoś biorący udział w działalności państwa jako jego
obywatel. Człowiek jest tożsamy z obywatelem, a wobec tego jest częścią państwa,
gdyż jego „obywatelskość” polega na posiadaniu praw, wyznaczonych przez
konstytucję, która wyraża państwo i swoiście je określa. Określa tym samym człowieka.
W dokumentach rewolucji francuskiej jest wiele akcentów szlachetnych. Wszyscy
akceptujemy przestrzeganie praw obywateli i opowiadamy się za praworządnością
państwa. Niepokoi jedynie koncepcja człowieka, w której trudno odróżnić go od
obywatela, tak zresztą określonego, że staje się częścią państwa.
Deklaracja skupiając uwagę na człowieku i wiążąc go tak głęboko z państwem
czyni teorię człowieka po prostu polityką państwa.
31
Przekształcanie programów nauczania
Dokumenty rewolucji francuskiej proponują programy nauczania zgodne z
określeniem w nich człowieka i z treścią Encyklopedii francuskiej.
Konstytucja Republiki Francuskiej z 4 listopada 1848 wprowadza akcent, który
zaważy na programach nauczania. Mówi się w niej najpierw, że obowiązują wszystkie
trzy zasady: wolność, równość, braterstwo. Mowa też jest o podstawach Republiki:
rodzinie, pracy, własności, porządku publicznym. Określa się ponadto cele republiki.
Na pierwszym miejscu dokument zaleca kroczenie po drogach postępu i kultury. Na
drugim miejscu obiecuje ułatwienie obywatelom osiągania odpowiedniego poziomu
moralności, wiedzy, dobrobytu. Nowym i ważnym elementem przekształcającym
programy nauczania jest kategoria postępu.
Wskażę teraz na zasadnicze treści Encyklopedii francuskiej. Można je ująć w
trzech punktach: a) materialistyczne zinterpretowanie wszystkich zagadnień, b)
usunięcie z nauczania metafizyki bytu i teologii, c) poprzez głoszenie deizmu
forsowanie praktycznego ateizmu, co prowadzi w sumie do zakwestionowania religii, a
przede wszystkim Kościoła katolickiego.
Zauważmy tylko, że w Polsce Komisja Edukacji Narodowej usunęła ze szkół
klasyczną metafizykę bytu.
Echa rewolucji francuskiej odnajdujemy w konstytucji z roku 1848, w której
czytamy, że należy tworzyć kulturę zgodnie z postępem. Pojawiło się więc
zaakcentowanie i apoteoza postępu.
Z powodu wpływów Encyklopedii francuskiej utrwalił się w kulturze materializm
i ateizm. Zarazem wysokiej miary uzasadnienie uzyskało usunięcie z uniwersytetów
filozofii bytu i teologii.
Skutkiem tych ustaw i poglądów stał się pozytywizm i scjentyzm jako propozycja
pełniejszego zerwania z tradycją, głównie katolicką, tym razem jako zerwanie z
dotychczas uprawianymi naukami. Pierwsze i jedyne miejsce w kulturze uzyskają nauki
szczegółowe. Miarą ich rozwoju stanie się postęp. Zauważmy tylko, że postęp jest
wątpliwą kategorią mierzenia rozwoju nauk i ich osiągnięć. Postęp bowiem opiera się
na chronologii. Chronologia nie mierzy trafności twierdzeń, lecz tylko to, co jest
32
praktycznie akceptowane. W sposób bardziej ostry traktuje postęp Mircea Eliade.
Uważa, że jest to bóstwo współczesnego pogaństwa, coś wymyślonego i usytuowanego
na pozycji absolutu. Podobnie wątpliwa jest kategoria zacofania, uważana za
odwrotność postępu.
Przekształcanie programów nauczania polega więc na nieuzasadnionym
przyznawaniu postępowi pozycji kryterium, zastępującego kryterium prawdy. Prowadzi
to z kolei do usankcjonowania materializmu i ateizmu, które usprawiedliwiały usunięcie
z nauczania filozofii bytu i teologii.
Krótkie ujęcia narodu, społeczeństwa, konstytucji, państwa, organizacji
politycznych
Naród
W omawianych dokumentach rewolucji francuskiej naród utożsamia się ze
społeczeństwem. Trudno bowiem wskazać na cechy odróżniające naród od
społeczeństwa. Mówi się tylko o różnicach społecznych. Polegają one na odmianach
zachowań prawnych, a jeszcze dokładniej mówiąc, pochodzą z użyteczności obywateli
dla społeczeństwa, mają po prostu źródło w zadanich społecznych obywateli.
Można też ustalić, że naród stanowi sumę obywateli i że jest źródłem
suwerenności i władzy. Rozpoznajemy naród w tym, że płaci podatki na utrzymanie
wojska i że ma prawo żądać sprawozdania z działalności każdego funkcjonariusza
publicznego. Wyraźnie też stwierdza się, że naród jest społeczeństwem konstytucyjnym
wtedy, gdy przestrzegane są prawa i jest wyraźnie określony podział władz. Naród nie
tylko jest źródłem suwerenności, lecz także jest suwerenny. Chodzi tu o cały naród. Nie
może bowiem być suwerenna żadna część ludu ani żadna jednostka. Cały naród wyraża
się we władzy ustawodawczej. wykonawczej i sądowniczej. Naród sam określa się w
konstytucji jako władza.
Mimo podania tylu cech narodu, nie można – jak sądzę -osobno mówić o nim i o
społeczeństwie. Często spotyka się bowiem określenie, że naród jest społeczeństwem
konstytucyjnym. Naród i społeczeństwo nie są więc strukturami osobnymi i
samodzielnymi.
33
Konstytucja
Konstytucja jest jakby intelektualnym przejawem narodu i postacią państwa.
Naród ma postępować zgodnie z konstytucją. Zabrania ona tylko tego, co szkodliwe dla
społeczeństwa. Nie można zarazem zmierzać do tego, czego konstytucja nie nakazuje.
Wyraża ona powszechną wolę narodu, określa przedmiot oskarżenia, aresztowania,
uwięzienia, określa kary, stopień nadużywania wolności słowa, pisma i publikacji.
Konstytucja tworzy gminy dla obywateli, tworzy i określa państwo. Kierujące się
konstytucja władze zabraniają tego, czego zakazuje konstytucja.
Lektura trzech tekstów konstytucji z okresu rewolucji wywołuje wrażenie raczej
programu zniewoleń niż praw obywateli. Wymienione w deklaracjach prawa człowieka
i obywatela, w konstytucjach są wyraźnie tonowane i obwarowywane warunkami.
Państwo i organizacje polityczne
Właściwie nie ma w omawianych dokumentach dokładnego określenia państwa. Z
lektury wynika, że postacią państwa jest konstytucja. Mówi się też, że konstytucja
tworzy i określa państwo. Nie podaje się, czym ono jest. Określa się je przez wyliczenie
cech. Państwo jest więc jedno i niepodzielne. Terytorium państwa dzieli się na mniejsze
całości. Funkcjonuje w nim potrójna władza: ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza.
Wszystkie te władze, według konstytucji z roku 1848, i w ogóle wszelka władza,
pochodzą od ludu. Najwyższą władzę sprawuje król, który kieruje się konstytucją.
Ponad jego władzą, której celem jest obrona konstytucji, jest państwo. Jest więc ono
wynikiem jakichś wzajemnych oddziaływań ze strony zachowań prawnych obywateli,
narodu, społeczeństwa i konstytucji.
Organizacje polityczne powstają i różnią się od siebie ze względu na cel. Celem
jest utrzymanie i chronienie naturalnych praw obywateli. Praw tych strzeże jednak
przede wszystkim wojsko. Nie może ono jednak bronić interesów organizacji, która nim
kieruje. Okazuje się więc, że organizacje polityczne pilnują sprawiedliwego rozłożenia
podatków. Strzegą więc praw i pilnują rozłożenia podatków. I tylko takie cele stawia się
organizacjom politycznym.
Podsumowując treść rozdziału zauważmy, że rewolucja francuska w swych
dokumentach utrwaliła nie tylko laicki charakter kultury, lecz także wyznaczyła
34
laickość polityki jako zespołu zaleceń, dzięki którym upowszechniano koncepcję
człowieka tożsamego z zespołem określających go praw.
We wstępie do Deklaracji praw człowieka i obywatela z 3 września 1791
wskazuje się też na to, że „jedyną przyczyną nieszczęść publicznych i nadużyć rządów
jest nieznajomość, zapomnienie i lekceważenie praw człowieka”. Stwierdzono, że ich
przestrzeganie uchroni przed wszelkimi nieszczęściami obywatela, naród,
społeczeństwo i państwo. Akcentowanie jednak prawa jako jedynej zasady naprawy i
ochrony człowieka stanowi drogę do usytuowania polityki na pierwszym i
najważniejszym miejscu wśród dziedzin, stanowiących nowożytną i współczesną
kulturę.
Ta wyraźnie laicka kultura jest zasadniczą podstawą zawężania wiedzy o
rzeczywistości i ograniczania szans miłości jako normy odniesień międzyludzkich. Jest
podstawą usuwania spośród liczących się w kulturze dziedzin filozofii bytu, teologii,
metafizyki człowieka oraz wychowania religijnego. Tego typu kultura uprawomocniła
ateizm, materializm i negację Kościoła. Była podstawą proponowania na różnych
polach racjonalizmu, agnostycyzmu, niekiedy deizmu, z czasem nawet nienawiści do
ludzi, nazywanych w niektórych okresach historycznych wrogami klasowymi.
Wprowadza to zakłócenia w dziedzinie etyki, nawet etyki Kanta, którą rewolucja
francuska uczyniła podstawą wychowania narodu francuskiego, a przez niego narodów
Europy.
35
5. AKTUALNA TREŚĆ POJĘĆ POLITYCZNYCH
Aktualną treść pojęć politycznych jako znaczenia nazw wyprzedza na ogół długa
tradycja, nawet gdy się sądzi, że głosimy zupełnie nowe treści. Pojęcie państwa,
władzy, polityki istnieją w kulturze ludzkiej od bardzo dawna. Znamy już związek
pojęcia polityki z obszarem relacji międzyludzkich; zostało to wyraźnie zaznaczone w
kulturze nowożytnej i współczesnej. Wyprzedza jednak tę treść pojęcia polityki
wiązanie go ze sztuką rządzenia, wypracowane w okresie kultury średniowiecznej.
Można też wskazać na jeszcze wcześniejsze łączenie polityki z pojęciem miasta,
stanowiącego w starożytności – nie tylko greckiej – zarazem państwo. Te przykłady
uzasadniają przypuszczenie, że każde dziś stonowane pojęcie polityczne można osadzić
w jego historii. Najmocniej oddziałała na treść aktualnych pojęć politycznych kultura
nowożytna i współczesna nie tylko z powodu swej struktury, lecz także z powodu
powoli utrwalających się akcentów będących znakami tendencji, teorii i
podejmowanych problemów. Wskażmy na bardziej widoczne nurty.
Od czasów renesansu, a wyraźniej od XVI wieku, maleje nastawienie religijne
ludzi. Proces ten wynika z wywoływanego programami ateizacji. Obserwujemy też
narastanie przekonania o absolutnej władzy albo królów, albo grup może nie tyle
rządzących, ile rozstrzygających najważniejsze problemy ludzkie..
Także od wieku XVI zaczęło dominować prawo, stanowione prze władców.
Bardzo dużo uwagi poświęcano problemowi wolności najpierw człowieka, następnie
narodu i państwa. Zaczęto upatrywać źródło władzy w narodzie i kwestionować władzę
władców. W koncepcji wyboru rządzących podkreślano twierdzenie o pochodzeniu
władzy od ludu. W sporach o władzę dopuszczano używanie siły. Zaczęła ona
zajmować miejsce przed intelektem i jego racjami. W efekcie uzyskiwanie przewagi
jednych narodów i państw nad innymi zaczęto sprowadzać do użycia siły. Stosowano tę
siłę, zresztą od dawna w całych dziejach narodów i państw. W Polsce doprowadziło to
do zaborów. Zaczęły więc funkcjonować pojęcia niepodległości i suwerenności. Pojęcie
suwerenności szczególnie dzisiaj jest używane. Aby bronić suwerenności tworzono
ideologie, w których zawsze mocno podkreślano wątek misji danego narodu wobec
36
innych narodów. Ta misja polegała na propagowaniu w różny sposób wybranych
wartości.
Całą taktykę i technikę upowszechniania ideologii nazywano albo nawracaniem
narodów pogańskich, albo zapewnianiem szczęścia przyszłym pokoleniom.
Rozstrzygała o tym zawsze jakaś teologia, oczywiście zniekształcona i wadliwa, albo
eschatologia, jeżeli nie szukano uzasadnienia ideologii aż w Biblii lub bezpośrednio w
Bogu.
Wszystkie te wątki powodowały, że w swoisty sposób ukształtowała się aktualna
treść pojęć politycznych. Ukazując tę treść będziemy zwracali uwagę na jej historię, a
także na ewentualną niespójność lub jawną niezgodność z realną rzeczywistością, jeżeli
zagrażałyby człowiekowi skutki błędu, współstanowiącego treść analizowanego pojęcia
politycznego.
Polityka
Pojęcie polityki jest obecnie najczęściej używane. Stanowi ono także dominujący
temat tej książki. Trzeba więc najpierw określić jego treść w wersjach najczęściej
spotykanych.
W kulturze nowożytnej i współczesnej polityka uzyskała pozycję dziedziny
pierwszej i najważniejszej, wyznaczającej zasady życia i kształtującej wprost samo
życie. Zarazem wiąże się z nią znaczenie umiejętności podejmowania i rozstrzygania
zagadnień dotyczących człowieka, grup społecznych i państwa. Umiejętność
przypomina nam o związku w kulturze średniowiecznej polityki ze sztuką rządzenia.
Jako sztuka, polityka podkreśla rolę polityków.
Wiąże się jednak powszechnie pojęcie polityki z podejmowaniem decyzji w
sprawach społecznych i gospodarczych, i zarazem z ustalaniem kontaktów z innymi
państwami, a raczej z rządami tych państw. Można nawet powiedzieć, że to ustalenie
kontaktów jest wiązane bardziej z politykami, a mniej z rządami. Wskazuje na to
praktyka potwierdzania umów międzynarodowych z każdym nowo wybranym
premierem lub prezydentem danego kraju. Polityka jawi się więc jako aktualna racja
stanu danego państwa i realizujący tę rację stanu program polityczny. Odnosi się też
często wrażenie, że nie zawsze ujawniona jest racja stanu, że częściej prezentowany jest
37
tylko program polityczny. Wskazuje na to również struktura studiów politologicznych,
które na ogół sprowadzają się do poznawania historii, ustroju społecznego i
gospodarczego poszczególnych krajów. Poznanie tych dziedzin stanowi sposób
przygotowania do pełnienia zadań dyplomatycznych. Zarazem polityka polega na
bronieniu przez każdy rząd własnego programu politycznego, bronieniu jego
nienaruszalności i wpływu na inne rządy, by akceptowały proponowany punkt
widzenia.
Polityka w aktualnym znaczeniu jest więc w dużym stopniu sztuką uzyskiwania
zgody na własny program polityczny, a zarazem przy pomocy własnego punktu
widzenia osiągania równowagi w dziedzinie przekonań, wymiany gospodarczej, siły
wojskowej, co często nazywa się dążeniem do pokoju.
W różnych okresach historycznych rację stanu stanowiła nie zawsze wyraźnie
określona teoria człowieka, rozpisana na zalecenia prawne lub pedagogiczne o
charakterze programu politycznego. Wskazują na to choćby dokumenty polityczne
rewolucji francuskiej. Ten akcent pojawia się także w pojęciu polityki niektórych
krajów. Na ogół jednak dominuje w programach politycznych, a wobec tego w pojęciu
polityki, pole społeczno-gospodarcze, stanowiące zarazem przedmiot kontaktów z
innymi państwami. Spaja te pola temat suwerenności i demokracji.
Państwo
W aktualną treść pojęcia polityki wchodzą nie tylko elementy społecznogospodarcze,
lecz także koncepcja władzy, a najczęściej państwa. Trzeba więc z kolei
określić powszechnie używane rozumienie pojęcia państwa.
Należy jednak zauważyć, że maleje dominacja tego pojęcia. Mówi się dzisiaj o
jedności Europy, w której zacznie przeważać właśnie zasada jedności, a nie odrębności
państw. Z jednością Europy zetknęliśmy się już w kulturze średniowiecznej. Nadal
jednak utrzymują się kontakty międzynarodowe między państwami.
Dziedziczymy obecnie renesansowy projekt państw narodowościowych, w
których podstawą i zasadą państwa był naród. Zdarzało się, że czynnikiem
uzasadniającym państwo stawała się religia danego narodu. Właśnie religia, na przykład
protestantyzm, sprzyjała wyłączeniu państwa z europejskiej christianitas. Dziś, gdy w
38
niektórych krajach nie jest już akcentowana pozycja narodu i religii, kontynuuje się i
chroni państwo wyrastające z tradycji narodowościowych. Czynnikiem wyznaczającym
obszar państwa i narodu stały się granice terytoriów, podlegających władzy danego
państwa. Rewolucja francuska na przykład wiązała w swych dokumentach terytorium,
władzę i państwo.
Wydaje się, że treści pojęcia państwa nie są dziś dostatecznie sprecyzowane.
Funkcjonuje także między innymi kategoria odwołująca się do historycznie długiego
okresu, w którym ten sam naród zamieszkiwał określony teren. Zdarza się jednak, że nie
zawsze zgodnie z tą tradycją wyznacza się granice państw traktatami pokojowymi.
W pojęciu państwa dominuje, jak się wydaje, podleganie tej samej władzy, której
zalecenia realizują ludzie na terenach wyznaczonych uzgodnionymi granicami państwa.
Nie tyle ważne staje się określenie państwa, ile jego cechy i pozycja wśród innych
państw. Mówi się o państwach-mocarstwach, którym powszechnie przypisywana jest
pozycja arbitra i instancji decydującej o problemach państw mniejszych, podlegających
wpływom państw o charakterze mocarstwowym. Mówi się o państwach danego bloku,
o państwach rozwiniętych i nie rozwiniętych, co oznacza tu nie tylko niski poziom
gospodarczy, lecz także kulturalny. Dla państw nie rozwiniętych ważne są korzystne dla
nich sojusze, wspólne rynki gospodarcze, bloki ideologiczne, swoista jedność
wojskowa. Sojusze są zresztą najczęściej dziś stosowanym działaniem politycznym
informującym właśnie o fakcie granic i ich zagwarantowaniu.
Pojęcie państwa wymaga więc szczegółowej i precyzyjnej analizy, którą dopiero
należy przeprowadzić. Zauważmy tylko, że według renesansowej, awerroistycznej
koncepcji, państwem jest władca i wytworzone przez ludzi dobra. Nawiązaniem do tej
teorii państwa jest zawsze pogląd, że struktury państwowe i gospodarcze stanowią
najważniejsze zagadnienie narodu. Wydaje się, że treść pojęcia państwa, zawężona do
zagadnienia władzy i gospodarki, jest zbyt uboga. Zagadnienie państwa będzie więc
wymagało osobnej analizy.
Kultura
Koncepcję polityki i państwa, bardziej jednak polityki, wyznacza struktura
kultury nowożytnej i współczesnej. Sama jednak kultura, badana zresztą szczegółowo
39
na odpowiednich wydziałach uniwersyteckich, nie stanowi pojęcia ważnego politycznie.
Wywołuje to wrażenie jakby przemilczenia roli kultury jako podstawy dominowania
dziś polityki. Niezależnie od tego w praktyce przestrzega się kolejności dziedzin
stanowiących kulturę nowożytną i współczesną. Nie zawsze też mówi się o roli
rewolucji francuskiej w utrwaleniu kolejności dziedzin stanowiących kulturę, w której
żyjemy.
Kultura w wystąpieniach politycznych władz różnych krajów jest utożsamiana z
dziedziną odpoczynku, rozrywki, wytworów sztuki, głównie filmowej, teatralnej i
muzycznej. Jest traktowana jako wyraz troski władz o dobre samopoczucie obywateli,
jako znak bezpieczeństwa państwa. Najczęściej nie obejmuje problemów wykształcenia
i wychowania, uzyskiwania godnej człowieka osobowości, wyrażającej jego życie
duchowe. Owszem, dla ukształtowania życia duchowego zaleca się korzystanie z
aktywności oraz problematyki proponowanej przez organizacje polityczne, często
nazywane partiami politycznymi.
Można odnieść wrażenie, że kultura osobista ludzi nie jest objęta propozycją
korzystania z najwybitniejszych osiągnięć myśli i decyzji ludzkich, nie jest kierowana
ku prawdzie i dobru, którymi najgłębiej żyje człowiek, zawsze oczekujący w swym
życiu etapu mądrości. Już te nastawienia ludzi wskazują na fakt, że kultura jest przede
wszystkim wewnętrznym poziomem odniesień człowieka do osób i rzeczy, i że jest
zarazem zespołem dzieł, w których człowiek wyraża swe przemyślenia, decyzje,
fascynacje i uczucia.
Należy więc dodać, że kultura jest godnym człowieka poziomem jego
wewnętrznych usprawnień, przez które rozumiemy poziom jego intelektualnego
rozumienia świata i utrwalone w jego woli odniesienie do dobra, zarazem tworzony
przez człowieka zespół dzieł, wyrażających jego mądrość.
Wewnętrzne usprawnienia intelektu i woli możemy nazywać kulturą ludzką w
sensie podmiotowym. Wytworzone dzieła, dzięki którym człowiek usprawnia swój
intelekt i wolę, doskonali władze zmysłowe i uszlachetnia uczucia, możemy nazywać
kulturą w sensie przedmiotowym. Zarazem zauważmy, że udoskonalenie władz
duchowych człowieka, a także zmysłowych, jest podstawą działań, którymi chroni się
zespół odniesień osobowych, przewyższających kulturę tym, że nie są wytworami, lecz
40
realnym bytowaniem, wiążącym osoby miłością, wiarą i nadzieją. Cała kultura jest po
prostu sposobem właśnie chronienia i wyrażania życzliwych odniesień do osób, co
nazywamy miłością, odniesień zarazem ufnych, gdyż w tych życzliwych i pełnych
zaufania odniesieniach, których potrzebujemy, co nazywa się nadzieją, znajdujemy
drogę do właściwego domu człowieka. Tym domem są osoby. Wprowadzają nas w ten
dom właśnie odniesienia życzliwe, wzbogacane zaufaniem.
Ujmując kulturę od strony tematu osób, chciałoby się powiedzieć, że kierowana
mądrością, a więc wiernością prawdzie i dobru, kultura ludzi jest w swym właściwym
znaczeniu przede wszystkim poziomem miłości, wiary i nadziei, wyznaczających
właściwą miarę tworzonym przez nas dziełom. Wynika z tego, że uzyskiwany poziom
wykształcenia i wychowania ma źródło nie tylko w dostarczanej przez kulturę wiedzy i
zabiegach usprawniających wolę, lecz głównie w tym, co nazywamy rozumieniem,
które jest w intelekcie, a z kolei w woli, skutkiem bezpośredniego kontaktu z
oddziałującymi na nas realnymi bytami, głównie osobami. Tylko osoby skutecznie uczą
prawdy i dobra, pośrednio mądrości, i skłaniają do trwania człowieka w odniesieniach
pełnych życzliwości i zaufania. Budzą też potrzebę trwania w tych odniesieniach, bez
których ginie życie wewnętrzne człowieka, a często też ustaje życie fizyczne.
Do kultury więc należą także nauki, różnorodne teorie, również polityczne,
zarazem więc struktury państwowe. Ponad nimi są relacje miłości, wiary i nadziei,
wiążące osoby. Ponad tym wszystkim są więc osoby. Do osób należy człowiek i Bóg.
Każda kultura, nie tylko katolicka, jeżeli chce być wierna rzeczywistości, musi wziąć
pod uwagę fakt osób i wiążących je relacji osobowych. Musi też zalecać takie sposoby
kształcenia i wychowania, które skłaniają do więzi z osobami.
Ujmując kulturę w sensie strukturalnym możemy powiedzieć, że podlegamy
temu, co zastajemy. Podlegamy wszystkim więc dziełom. Kierujący kulturą powinni
wskazywać na dzieła najwybitniejsze i o najszlachetniejszej treści. Nie jest godne
człowieka to, co mierne, przeciętne, obciążone fałszem i złem wynikającym z pomijania
informacji o prawdzie i dobru.
Ujmując kulturę z kolei w sensie genetycznym uświadamiamy sobie, że wszystkie
dzieła kultury, równocześnie wewnętrzne usprawnienia, tworzy i uzyskuje człowiek.
Jest on twórcą kultury. Jako jej autor ma pełne prawo kierowania kulturą, usuwania z
41
niej tego, co fałszywe i złe w znaczeniu zarówno moralnym, jak i artystycznym, także
technicznym i użytecznościowym. To, co nieużyteczne, samo się kompromituje i
przegrywa. Aspekt moralny i artystyczny dzieł nie jest tak oczywisty. Wymaga
właściwego poziomu wiedzy i oceny. Zanim człowiek podejmie sam sprawne
rozpoznanie i ocenę dzieł, a zarazem zorientuje się w skutkach nabywanych sprawności
wewnętrznych, muszą go wspomagać nauczyciele i wychowawcy. Kultura głęboko
zależy od osób nauczających i wychowujących, zarazem od instytucji, w których te
działania się podejmuje, głównie od uniwersytetów.
Uniwersytet jest zespołem osób niepodzielnie wiernych prawdzie i dobru, trosce o
mądrość ludzi, zawsze więc wiernych osobom i tym wszystkim działaniom, które
chronią osoby i potrzebne osobom relacje osobowe, które wprowadzają człowieka we
właściwy dom ludzi, w wewnętrzne życie kochających się i ufających sobie osób. W
tym określeniu właściwego domu człowieka zawiera się zarówno pojęcie humanizmu,
jak i pojęcie religii.
Krótko tylko zauważmy, że humanizmem jest wierność osobom i chronienie
wiążących osoby relacji osobowych, wspieranych dziełami o klasie prawdy i dobra.
Religią jest podobny zespół więzi osobowych, wiążących człowieka z Bogiem,
chronionych tym wszystkim, czym chroni się osoby. Należy tylko dodać, że w religii
najskuteczniej chroni nas sam Bóg, który wiąże się z nami w ten sposób, że w nas
przebywa.
Kultura jest więc czymś bardziej doniosłym niż tylko propozycją odpoczynku,
rozrywki przy pomocy filmu, teatru, muzyki. Jest ważną drogą do osób.
Laicyzm
Pojęcie laicyzmu jest w swej treści tożsame z pojęciem świeckości. Obydwa te
terminy stały się znakiem wewnętrznej niezależności człowieka, jego wolności,
sposobem realizacji polityki, usytuowaniem się na pozycji swoiście absolutnej w
uprawnieniach do rozstrzygania o dobru i złu. Tak przecież określa człowieka, jego
pozycję w świecie, uprawnienia, wolność i niezależność współczesny egzystencjalizm.
Zbija on z tropu tym wyniesieniem ludzi ku samouwielbieniu i przypisaniem im więcej
możliwości niż można ustalić w spokojnej analizie człowieka. Nie trudno zorientować
42
się, że laicyzm lub świeckość są konsekwencją ateizmu, uważanego za wyraz wolności
człowieka. Taka kwalifikacja jest możliwa tylko wtedy, gdy nie rozpoznaje się
wiążących ludzi relacji osobowych, gdy więc nie widzi się w życiu ludzi roli i szans
miłości, właśnie zdegradowanej już w okresie renesansu do poziomu tylko fizycznych
więzi, także przecież łączących ludzi. A może powodem był tylko fakt, że Bóg objawił
siebie jako właśnie Miłość.
W pojęciu laicyzmu zawiera się ważna dla nas informacja, która pomaga w
odróżnieniu tego, czego przyczyną jest człowiek, od tego, czego przyczyną jest Bóg.
Laicyzm jest decyzją na kierowanie się wyłącznie tym, co sprawia człowiek. To tylko
ateizm nadał świeckości pozycję absolutną, wykluczającą Boga z życia ludzi i z kultury.
Tę myśl i tendencję wprowadzał deizm.
Laicyzm należy do pojęć używanych też przez polityków. W wielu dokumentach i
wystąpieniach politycznych mówi się o oddzieleniu Kościoła od państwa. Wyznacza się
więc państwu charakter świecki. Może to oznaczać, że polityka nie uwzględnia w
swych źródłach inspiracji religijnych, że wobec tego nie liczy się w polityce norma
miłości. Oznacza to także w praktyce oddzielenie nauczania świeckiego od
wyznaniowego. Organizując nauczanie, państwo wprowadza programy laickie.
Zauważmy przy okazji, że szkoła świecka staje się albo ateistyczna, często orientowana
agnostycyzmem, albo zwyczajnie ogranicza wykształcenie nie wprowadzając na
przykład na uniwersytetach filozofii bytu. Przekonania te opiera się na tezie, że religia
jest wyłącznie zespołem uczuć, zawsze budzących niechętne odniesienia do polityki.
Owszem, może się to zdarzyć, gdy polityka jest radykalnie laicka lub ateistyczna.
Ateizm
Znane jest wyrażenie, że ateizm jest znakiem czasów. Jest to stwierdzenie
życzliwie ujmujące los ludzi, którzy są albo zwolennikami ateizmu, albo muszą go
znosić jako atmosferę czasów, swojego państwa lub zakładu pracy. W kulturze
nowożytnej i współczesnej ateizm ma postać teoretyczną i praktyczną, i zawsze mniej
lub bardziej wyraźnie uzasadnia świeckość polityki i państwa.
Uważa się, że ateizm praktyczny jest powszechniejszy. Polega on bowiem na
odniesieniach ludzi tylko do gromadzonych rzeczy i na uznaniu materialności za jedyny
43
obszar życia i celów człowieka. Uważa się ten materializm za skutek zamożności,
warunkującej życie wygodne, zachęcające do rezygnowania z potrzeb intelektualnych i
humanistycznych. Należy dodać, że zamożność i bogactwo nie muszą skłaniać do
rezygnowania z działań intelektualnych. Mogą nawet być pozytywnym środkiem w
służeniu ludziom pomocą i wspomaganiem dzieł kultury.
Ateizm teoretyczny jest wnikliwie opracowywany przez badaczy, którzy szukają
przede wszystkim jego źródeł, i z kolei opracowują jego odmiany. Odsyłając do tych
opracowań powiedzmy tylko tyle, że najczęściej uważa się ateizm za sposób
manifestowania wolności. Głosi się pogląd, że ochrzczenie dziecka i wiązanie go z
Bogiem w Kościele katolickim ogranicza bliżej nie określone możliwości człowieka w
dziedzinie jego decyzji. Filozofom wydaje się jednak, że ateizm jest zawężeniem
przedmiotu poznania, że odsuwa od problemu przyczyn, od zrozumienia całej
widzialnej i niewidzialnej rzeczywistości. Nie jest wobec tego chronieniem wolności,
lecz jej ograniczeniem, niedopuszczeniem do pełnej wiedzy. Ten ateizm, właśnie ateizm
teoretyczny, staje się w niektórych państwach elementem polityki. Bywa nakazywany,
staje się obowiązującą orientacją państwa, a w nim instytucji lub organizacji
państwowych. Nie znaczy to, że każdy obywatel, pełniący służbę publiczną, jest ateistą.
Musi jednak liczyć się z ateizmem jako orientacją lub ideologią grupy rządzącej.
Ateizm teoretyczny pojawia się nie tylko w wyniku nakazu. Często jest skutkiem
ateizmu praktycznego. W krajach katolickich ma często źródło w załamaniu się życia
religijnego, w nieprzetrwaniu kryzysu wiary. Ten kryzys jest naturalnym znakiem
pogłębiania się życia religijnego w momencie, gdy nie możemy już swego życia
religijnego mierzyć wyuczonymi kryteriami z okresu tak zwanego doskonalenia się
czynnego. Gdy Bóg pogłębia nasze życie religijne, wydaje się nam, że je tracimy. Gdy
nie wspomoże nas wychowawca religijny lub literatura religijna, rezygnujemy z trwania
w więzi z Bogiem. To załamanie się życia religijnego jest najczęstszym powodem
ateizmu teoretycznego w Polsce. Na ateizm praktyczny w ogóle nas nie stać.
Ateizm może mieć źródło w studiach tylko wtedy, gdy ich przedmiot jest
zawężony i gdy osoba studiująca nigdy nie dotrze do wiedzy filozoficznej i
teologicznej, to znaczy do nauk, których przedmiotem jest istnienie bytów, struktura
osób ludzkich i bytowa struktura Boga.
44
Ważnym i trzecim z kolei źródłem ateizmu, zarazem najtrwalej odsuwającym od
perspektyw religijnych, jest ateistyczna rodzina. W niej bowiem uwrażliwia się dziecko
na błędnie rozumianą wolność, na wymyślone zniewolenie przez Boga. Takie ujęcie
musi wiązać się z zatajaniem prawdy, że Bóg jest Miłością. Z niepokojem i bólem
podejrzewam rodziny ateistyczne o to, że nie wiąże ich miłość, że nie jest w nich
dominującym klimatem i podstawową więzią łączącą osoby. Może tak nie jest. Oby tak
nie było. Może jedynie źródłem ateizmu jest w tych rodzinach nabyty uraz,
spowodowany przez program nauczania lub może w ogóle przez kulturę naszych
czasów.
Oskarżając kulturę należy wyjaśnić, że bezpośrednim w niej źródłem ateizmu jest
brak filozofii bytu. Nigdy filozofia jako metafizyka bytu nie powoduje ateizmu, zawsze
bowiem wskazuje na przyczynę istnienia, na istnienie samoistne, które jest Bogiem.
Zdarza się jednak, że filozofię bytu utożsamia się z filozofią idei, myśli, wartości, które
są jedynie analizą wytworzonych przez ludzi teorii. Bóg nie przebywa w obszarze teorii.
Przebywa w obszarze realności. Zawsze rozpozna Go filozofia realnych bytów. Głosi
się też, głównie w pozytywizmie, że odpowiedzi filozoficzne podają nauki
szczegółowe. Wiadomo, że nie docierają one do pierwszych przyczyn. Nie mogą
stwierdzić, że Bóg istnieje. Gdy ich stwierdzenie uzna się za odpowiedź filozoficzną,
nabywa się mylącego przekonania, że filozofia nie wykazuje istnienia Boga. Wiedzieli
o tym pozytywiści i przypisywali naukom przyrodniczym, a głównie ich
odpowiedziom, pozycję odpowiedzi filozoficznych. Nie odkrywa istnienia Boga także
analiza pojęć, które są przedmiotem dziś głównie fenomenologii. Przypisano więc
fenomenologii pozycję filozofii. Bóg nie staje się przedmiotem przeżyć i treścią uczuć.
Zajmującemu się przeżyciami i uczuciami egzystencjalizmowi także przypisano pozycję
filozofii.
Wielu ponadto zespołom uporządkowanych twierdzeń, nazywanych nauką i
często filozofią, przede wszystkim heglizmowi i marksizmowi, wyznaczono funkcję
kwestionowania Boga, tak jak pozytywizmowi wyznaczono rolę zerwania z nowożytną
i współczesną kulturą, w której występowały jeszcze szczegółowe tematy religijne i
filozoficzny problem istnienia Boga. Wcześniej psychologicznie trafnie likwidowano
ten temat przy pomocy deizmu. Deizm nie negował istnienia i realności Boga.
45
Kwestionował jedynie kontakt Boga ze światem, co wykluczało religię, głównie
chrześcijaństwo. Brak relacji Boga ze światem wykluczał Wcielenie jako przyjście
Boga do ludzi w Boskiej Osobie Chrystusa. Chrystus jest Boską Osobą w dwu naturach,
Boskiej i ludzkiej.
Nie mógł mieć natury ludzkiej, jeżeli Bóg nie kontaktował się ze stworzonymi
bytami, zawierającymi w swej istniejącej istocie duszę i ciało.
Może właśnie w tych, raczej trynitarnych, problemach ma swe bezpośrednie
podstawy oderwanie Kościoła od państwa, utrzymująca się propozycja świeckości
państwa, laicyzmu polityki i kultury.
Wygląda na to, że ateizm jest skutkiem zanegowania prawdy o rzeczywistości i
wprowadzenia na jej miejsce kryterium postępu i wolności. Zresztą potocznie ateizm
jest rozumiany jako synonim postępu i wolności.
Wolność
Znaczenie pojęcia wolności ustala się w filozofii człowieka, wyznaczonej
filozofią bytu. W polityce nie zawsze stosuje się to znaczenie. Owszem, część
filozoficznego znaczenia zawsze pozostaje, bywa jednak uzupełniane elementami
podstaw programów politycznych. Realizacja tych programów i rozumienie ich
podstaw zależy od tego, z jakimi treściami pojęcia wolności zwiąże się te programy.
Często łączy się je z tym, co w pojęciu wolności jest aspektem treści najmniej
precyzyjnym, na przykład ze szkotystycznym i kartezjańskim podkreśleniem absolutnej
niezależności człowieka od czegokolwiek.
W filozofii człowieka zauważamy kilka rozumień wolności
Najbardziej dziś powszechne i stosowane przez Sartre’a jest powtarzane za
Kartezjuszem pojęcie wolności jako absolutnej właśnie niezależności człowieka od
czegokolwiek. Wynika to z ustalonego przez Sartre’a rozumienia człowieka jako
jedynego, wprost absolutnego bytu, który skupia w sobie wszystko i do siebie kieruje.
Jednocześnie rozstrzyga o dobru i złu, nigdy zresztą nie wiedząc, czy rozstrzyga
słusznie. Jest więc człowiek zarazem samotny i dramatyczny. Płaci tym za swoją
wolność. Trzeba dodać, że tak radykalnie ujętej treści pojęcia wolności nie stosuje się w
polityce. Nawiązuje ona do innego aspektu treści.
46
To, co Kartezjusz przypisał człowiekowi, szkotyści przypisują Bogu. W ich
pojęciu wolności można odnaleźć ślady teorii, że absolutna wolność przysługuje
władcy. W państwach Wschodu, nawet Grecji i Rzymu, władcy byli absolutnie wolni i
posługiwali się tą wolnością w postaci władzy.
Ten kartezjański akcent, że człowiek jest absolutnie wolny, i akcent
szkotystyczny, że Bóg jest wolny absolutnie, składają się na pojęcie wolności władzy,
często raczej wolności państwa. Nazywa się to w języku politycznym suwerennością,
niezawisłością, niepodległością. W tych właśnie wersjach jest powtarzana kartezjańska i
szkotystyczna koncepcja wolności. Spotykają się tu najdawniejsze i najnowsze treści
koncepcji wolności. Zauważmy też, że wolność, przypisana wyłącznie władcy lub
wyłącznie Bogu, pozbawia wolności tych, którzy są poddani. W odniesieniu do
władców i państwa jest to prawda historyczna. W odniesieniu do Boga jest błędem
teologicznym. Chroni obywateli związanie z państwem wolności jako jego
suwerenność, niezawisłość i niepodległość. Zarazem zagraża obywatelom to związanie
wolności z państwem. Bronią się więc tematem praw człowieka, demokracji i
liberalizmu. Czyni to jednak wolność pojęciem politycznym.
Ciekawą koncepcję wolności notujemy w poglądach Boecjusza z przełomu V i VI
wieku. Uważa on, że nabywamy wolność w miarę rozwoju intelektualnego. Lepiej
funkcjonujący intelekt, większa wiedza zmniejszają nasze uzależnienia. Miarą wolności
i samą wolnością jest poziom naszego myślenia. Może do tej teorii wolności
nawiązywano w programach ateizacji, sądząc, że rozwój intelektualny człowieka
uwolni go od religii, wiązanej z zacofaniem i prymitywizmem uczuć, często ze
skłonnością do alienacji, co dawniej nazywało się reifikacją lub hipostazowaniem pojęć.
W niektórych antropologiach mówiło się o wolności od czegoś i o wolności do
czegoś. Jestem na przykład wolny od ucisku społecznego, a wolny w podejmowaniu
tego, co wybieram (wolność do czegoś). Jest to wysoce nieprecyzyjne ujęcie, bardziej
aksjologiczne i socjologiczne niż właściwe filozofii człowieka. Grecy na przykład
sądzili, że ludzi wolnych charakteryzuje niepodejmowanie pracy fizycznej. Wyznaczali
nawet człowiekowi tak zwane sztuki wolne, co oznaczało działania wyłącznie
umysłowe. Przeciwstawiali tym sztukom sztuki mechaniczne, polegające na pracy
fizycznej, która dyskwalifikowała i sytuowała w grupie niewolników. W naszych
47
czasach odwrotnie, na przykład marksiści uważali pracę fizyczną za wyróżniający
człowieka znak przynależności do klasy robotniczej, jedynej grupy społecznej, godnej
zaufania. W świecie jednak na ogół nie stosuje się już tych kryteriów. Ceni się każdą
pracę.
Sformułowano także koncepcję wolności, którą można uważać za najbardziej
trafną i szlachetną, gdyż nigdy nie naraża na złe skutki. Wypracował ją św. Tomasz z
Akwinu. Według niego wolność polega na tym, że osoby korzystające ze swego
intelektu i woli są podmiotami swych działań, wiernych prawdzie i dobru. Wolność nie
przejawia się więc w dążeniu do czegokolwiek, co zjawi się w polu recepcji władz
poznawczych i pożądawczych, tak zmysłowych jak i umysłowych. Jest bowiem wtedy
zniewoleniem nas przez otaczające przedmioty. Przejawia się właśnie w wierności
prawdzie i dobru, gdyż do tych przejawów istniejącego bytu odnosi się intelekt i wola.
Więź intelektu z prawdą sytuuje nasze poznanie w obszarze relacji wiary, a więź woli z
dobrem wprowadza nasze postępowanie i wszelkie działanie w obszar nadziei.
Ponieważ prawda i dobro są w realnym bycie przejawem istnienia, zarówno wiara jak i
nadzieja wspierają i chronią relację miłości, którą istnienie wyzwala między osobami
poprzez przejawiającą go realność. Wolność więc jest zarazem sposobem chronienia
miłości, łączącej osoby. Jest z tego względu zarazem wiernością osobom.
Tak rozumiana i realizowana wolność uszlachetnia człowieka. Pozwala mu w
osobach znaleźć siłę do jej przestrzegania. Jest wobec tego podstawą i gwarancją
humanizmu jako troski o osoby, o prawdę i dobro, o miłość, wiarę i nadzieję. Jest w
związku z tym podstawą i gwarancją kierowania się ludzi do Boga w religii, która jest
zespołem realnych więzi osobowych, wiążących ludzi z Bogiem.
Można tu dodać, że wolność w tej filozofii człowieka staje się podstawą
szlachetnej nieustępliwości w obronie osób. Nieustępliwość polega na tym, że nie
odstępuję od wierności osobom. Ta nieustępliwość jest czystą postacią wolności
właśnie w polityce. Jest poważna, gdy dotyczy relacji osobowych i osób, zawsze
prawdy i dobra, usprawniających w mądrości. Nabywa tylko wtedy niepoważnego
charakteru, gdy jest uporem w sprawach drugorzędnych, nieważnych, niekompetentnie
uznawanych za ważne.
W polityce wolność pojawia się w kilku odmianach
48
Wolność jest jeszcze często podstawą i celem zbrojnych wystąpień w krajach,
które podlegają rządom innych krajów.
Ma wtedy postać walki o niepodległość. Chodzi w tej walce o usunięcie
zaborców. Gdy kraj jest niepodległy, wolność może przejawiać się w staraniach o
niezawisłość rządu w kraju, który pozbył się zaborcy, okupacji czy zależności
kolonialnych. Niezawisłość bliska jest suwerenności, jednak nie jest z nią tożsama.
Oznacza już bowiem prawo do samostanowienia, lecz jeszcze realizuje wzory i
struktury, którym kraj podlegał. Wolność może oznaczać dążenie do suwerenności, to
znaczy do zaproponowania narodowi sposobów rządzenia, zgodnych z dobrem
wspólnym narodu. Ta własna propozycja rządzenia i ustroju, wypracowana przez
kompetentnych obywateli zgodnie z dobrem osób, dostosowana do osobowości
obywateli, jest dopiero suwerennością.
Aktualnie wolność występuje w polityce jako odniesienie rządu do ludzi, do
ustroju, do gospodarki.
Wolność gwarantowana ludziom przez rząd ma postać akceptowania ich praw,
przestrzegania tych praw, humanizacji życia. Na ogół akceptuje te prawa wymieniane w
dokumentach rewolucji francuskiej i zwyczajowe prawa danego narodu. Często też
tylko ogólnie mówi się o prawach człowieka. Upomina się o nie z dużą siłą Kościół
katolicki, a w encyklikach papieskich szczegółowo te prawa się wymienia. Nie wszyscy
obywatele znają te prawa. Intuicyjnie uświadamiają sobie, że chodzi tu o to, aby nie byli
krzywdzeni, aby mogli żyć dostatnie dzięki pracy i godziwej zapłacie. Ufają, że rządy
ich kraju znają te prawa, akceptują je i przestrzegają, zapewniając w sumie ludziom
humanizację ich życia. Często właśnie humanizacja spotyka się lub utożsamia w
polityce z przestrzeganiem praw.
Wolność w perspektywie ustroju jest ze strony ludzi dążeniem do demokracji, a
ze strony władz – wprowadzaniem jej i zabezpieczaniem. Demokracja oznacza tu
swoistą równość obywateli i samodzielne decydowanie na wielorakich stanowiskach
zarządzania i pracy. Oznacza zarazem decentralizację władzy, zrezygnowanie z modeli
koncernów i z akceptowania kwestionowanych decyzji. Polega na uzgodnieniu decyzji,
na różnorodności planów i ich realizacji.
49
Wolność w dziedzinie gospodarki ma postać najczęściej stosowanego liberalizmu.
Polega on na równej pozycji wszystkich inicjatyw i działań. Aktywizuje inicjatywy,
lecz z konieczności prowadzi do konfliktu. Dwie różne propozycje mogą się bowiem
wykluczać. Liberalizm przypomina koncepcję wolności jako wybór wszystkiego. Ten
wybór jest nie do zrealizowania. Stosuje się więc zabieg różnicowania cen. Wolność w
tej wersji uprawnia do cen zawyżonych, o charakterze już lichwy, czyli do domagania
się zapłaty niezgodnej z wartością towaru. W tę wersję wolności, jako właśnie
liberalizmu, trudno wprowadzić kryterium prawdy i dobra. Uważa się nawet za słuszne
dostosowywanie cen do wartości innych towarów. Jest to może słuszne z punktu
widzenia całości kapitału danego kraju. Nie jest słuszne ze względu na dochody
poszczególnych obywateli. Wynika z tego tylko tyle, że liberalizmem muszą kierować
wierne rozsądkowi rządy.
Okazuje się, że polityka nie jest najkorzystniejszym kontekstem wolności. Wnosi
w to pojęcie wiele dodatkowych treści lub akcentów, które to pojęcie odsuwają daleko
od jego pierwotnych znaczeń, choćby takich jak prawda i dobro osób.
Bezpieczeństwo i współpraca
Te dwa pojęcia w pewien sposób się uzupełniają. Bezpieczeństwo sugeruje
swoistą ostrożność, jakiś stopień nieufności, dążenie do równowagi sił militarnych,
wzajemne skłanianie się do rozbrojenia. Współpraca natomiast to tendencja do
wzajemnego poznawania się, wymiany grup obywateli w różnorodnych dziedzinach
kultury, gospodarki i zagrażającej wszystkim sytuacji ekologicznej. Współpraca jest
więc swoistym rozpisaniem na dziedziny kultury problemu bezpieczeństwa państw. Te
dwa pojęcia często składają się na treść pojęcia pokoju.
Pojęcie bezpieczeństwa, współpracy i pokoju, jak wszystkie pojęcia polityczne,
nie funkcjonują w swej właściwej treści. Są używane jako akcent wyznaczony zespołem
spraw aktualnie interesujących rządy i państwa. Dotyczą więc tego, co nie do końca
uzgodnione, co wzbudza niepokój i właśnie nieufność. Wydaje się, że jest to nawet
słuszne. Potrzebne jest nam zabezpieczenie się przed zagrożeniami, a szuka się tych
zabezpieczeń w porozumieniach i współpracy. Z tego może powodu pokój rozumiany
jest jako równowaga sił w różnych dziedzinach. Szuka się więc pokoju w
50
uwarunkowaniach i okolicznościach, a nie w dążeniu do realizowania natury pokoju.
Naturą pokoju jest kierowanie się miłością do ludzi, chronioną działaniami intelektu i
woli, gdy ogarnia te działania wiara i głęboka decyzja trwania w życzliwości i zaufaniu.
Tych postaw powszechnie się nie notuje. Jednak do nich się zmierza. Podejmowanie
współpracy międzynarodowej wskazuje, że problemy bezpieczeństwa wiąże się z
perspektywą humanistyczną, na którą ta współpraca wskazuje.
Realizowanie bezpieczeństwa i współpracy, nie tylko w Europie, lecz także w
świecie, napotyka trudności, wywoływane wnoszeniem do treści tych pojęć elementów
dominujących w kulturze nowożytnej i współczesnej. Takim elementem lub
dominującym pojęciem jest na przykład laicyzm i ateizm. Wywołują one nieufność
wobec tych krajów, w których z dużą siłą występują przekonania religijne. Nie chcę
oceniać opinii o roli różnych religii w niektórych państwach. Chcę jedynie powiedzieć o
katolicyzmie, który znam, rozumiem i cenię. Ten katolicyzm nie ma w Europie dobrej
prasy. Jest kwestionowany w dziedzinie głoszonych prawd wiary, a głównie w
dziedzinie roli, jaką pełni wobec zagadnień społecznych i gospodarczych. Uważa się, że
wstrzymuje rozwój społeczny i uniemożliwia osiąganie efektów gospodarczych. W
prasie zachodniej znajdujemy stwierdzenia, że kraje katolickie zawsze są i będą w
gorszej sytuacji ekonomicznej, gdyż katolicyzm kieruje uwagę ludzi na świat
pozaziemski, co utrudnia zajmowanie się sprawami tego świata Sukcesy gospodarcze
przypisywane są krajom protestanckim Zaleca się też, aby inwestować raczej w krajach
protestanckich niż katolickich. Zdumiewa funkcjonowanie tej opinii w wysokiej rangi
komisjach i instytucjach międzynarodowych. Jest ona znakiem głębokiej nieznajomości
katolicyzmu. Zauważmy więc, że w katolicyzmie naturą więzi z Bogiem i z ludźmi jest
miłość. Taka więź mobilizuje i skłania aby czynić to, czego oczekuje osoba kochana.
Bóg właśni( zaleca, aby wspomagać głodnych, spragnionych, chorych ubogich i nagich,
uwięzionych, podróżujących, bezdomnych Nie można tego wykonać bez troski o
ziemię, o dobre do chody, o zamożność, środki do pomagania innym. Katolicy
zabiegają o te środki. Jedynie nie czynią ich najważniejszym przedmiotem swych
wysiłków i głównym celem życia. Bar dziej cenią osoby. Zarazem starają się, aby te
osoby był; zdrowe, normalnie zarabiały, korzystały z wymaganego po żywienia, z
lekarstw, szpitali, hoteli, szkół i uniwersytetów W naszych czasach bowiem najbardziej
51
brakuje ludziom mądrości i dobroci. O to także zabiegają katolicy, o dzieleni się
mądrością i dobrocią. Ze względu na to często nie godzą się na radykalny liberalizm, w
sumie na stawianie wyżej rzeczy niż osób.
Podkreślmy już tylko, że pojęcie bezpieczeństwa i współpracy określa bliżej
warunki i okoliczności starań ludzi o tę równowagę polityczną, militarną, społeczną,
ekonomiczną, która łącznie nazywa się pokojem. Zarazem pojęcie pokoju nie
funkcjonuje w całej swej bogatej treści, lecz proporcjonalnie do treści pojęcia
bezpieczeństwa i współpracy.
Inne pojęcia polityczne i krótkie podsumowanie rozdziału
Zostały najpierw szerzej omówione te pojęcia polityczne, które najczęściej
powtarzają się w całym politycznym świecie. Nie zostały omówione wszystkie, gdyż
albo dotyczą poszczególnych krajów, albo grupy państw, albo ponadto wymagają
osobnego, szerszego wyjaśnienia, jak również upomnienia się o ich pełne stosowanie.
Szerzej i osobno musi być omówione pojęcie władzy, społeczeństwa, narodu, rodziny,
osoby, religii, nauczania i wychowania, prawdy, mądrości, a także pojęcie pokoju. Z
tematem narodu będzie wiązało się pojęcie dobra wspólnego; wyznaczy ono tematykę
ustroju państw, a ustroje ogarną zagadnienie na przykład demokracji, socjalizmu,
kapitalizmu, sprawiedliwości społecznej, także monarchii i arystokracji. Wydaje się, że
wszystko to pomoże w uzyskaniu jasnego wykładu najszerzej upowszechnianych
zagadnień, objętych pojęciem polityki.
W podsumowaniu zauważmy, że chodziło tu nie tylko o zwrócenie uwagi na
aktualną treść pojęć politycznych, lecz także o zasygnalizowanie zagadnień, które
niepokoją ludzi decydujących o swym losie, także o losie narodów i państw.
52
6. STOSOWANE W POLSCE POJĘCIA POLITYCZNE
Raz jeszcze trzeba przypomnieć, że aktualna treść pojęć politycznych w świecie
jest modyfikowana uwarunkowaniami i okolicznościami, przez co należy rozumieć
dominowanie niektórych zagadnień lub specyfikę państwa, w którym tych pojęć się
używa. Dotyczy to także pojęć politycznych używanych w Polsce. Niektóre pojęcia,
takie jak państwo, polityka, kultura nie mogą być nigdy pominięte. Wskazują jednak na
sytuację specyficznie polską i wobec tego musi w nich znaleźć się to, co wyraża
warunki polskie i je kształtuje. Niektóre jednak pojęcia polityczne funkcjonują
wyłącznie w Polsce. Do takich pojęć należy na przykład pojęcie odwagi, narodu, nawet
pojęcie filozofii. Mówi się bowiem u nas o filozofii rządzenia, filozofii przemian
gospodarczych i ustrojowych, filozofii pomocy społecznej. Jest to nietypowe
odnoszenie dc tych dziedzin pojęcia filozofii. Należy jednak uświadomić sobie treść
tych pojęć, gdyż trzeba zrozumieć to, co w Polsce się dzieje i jak kształtuje się wspólny
los Polaków.
Nie chodzi o to, aby rozważać treść pojęć politycznych w całych dziejach Polski.
Jest nam jednak potrzebne zdanie sobie sprawy z treści tych pojęć, używanych w Polsce
od czasu tak zwanego „okrągłego stołu”.
Polityka
W treści pojęcia polityki jest w Polsce zawarta określona koncepcja człowieka.
Zaskakuje to, lecz nie dziwi. Pojęcie polityki kształtowało się bowiem przy „okrągłym
stole” w kontekście zagadnienia praw człowieka i dążenia do Polski obywatelskiej. Nie
dominował jednak wykaz praw, wymienionych w dokumentach rewolucji francuskiej,
lecz raczej myśl Hegla, która jest odmianą filozofii Awerroesa i awerroistycznej teorii
człowieka. Dla odbiorców informacji z forum „okrągłego stołu” nie było jasne, czy jego
uczestnicy uświadamiali sobie filozoficzne zaplecze swych koncepcji.
Trzeba też zauważyć, że w tym zapleczu występowały ponadto wcześniejsze,
choć nie odległe, teorie polityki. Najpierw usiłowano obalić wprowadzoną do Polski
koncepcję -wywodzącą się z okresu cesarstwa austro-węgierskiego – trwania wiernie
53
przy tronie najjaśniejszego pana. Nazywało się to wiernością sojuszom. Nie
przezwyciężono do końca tej koncepcji. Usiłowano z kolei przeredagować koncepcję
polityki jako wprowadzania wskazywanych przez władzę wartości w życie codzienne,
wartości konsultowanych z ekonomiką i ideologią, która obejmowała obowiązujący
eschaton, czyli to, co dla człowieka najważniejsze. Ta koncepcja polityki była już
wspierana przez pogląd, że polityka jest upowszechnianiem proponowanego rozumienia
człowieka, rozumienia rozpisanego na zalecenia wychowawcze, gospodarcze,
rekreacyjne, w sumie na zalecenia sugerujące myślenie i decydowanie właściwe
proponowanemu modelowi człowieka. „Okrągły stół” świadomie lub nieświadomie
musiał nawiązać do tej koncepcji, a raczej ją zmieniać, by zgłaszane propozycje były
konkretne i dotyczyły tego, co aktualnie w Polsce się dzieje. Główna więc tendencja
przemiany treści pojęcia polityki musiała dotyczyć koncepcji człowieka. Ta nowa
koncepcja była już przygotowana i przekazywana w publikacjach, najwyraźniej w „Res
Publica”.
W publicystyce tego czasopisma chodziło o określenie pozycji i roli obywatela.
Do określenia tej pozycji i roli używano koncepcji człowieka. Umiejętność bycia
człowiekiem-obywatelem sprowadzano do kultury politycznej. Ta kulturę miała polegać
na odczytaniu tego, co w polityce jest najkorzystniejsze. Trzy więc zagadnienia składały
się na polityczne rozumienie człowieka: właśnie teoria człowieka, teorie obywatela i
teoria kultury. Metodą trafiania na akcent) najkorzystniejsze był wybór tego, co
przeciwne ujęciom dotychczasowym. Sądziło się zresztą, że w ten sposób powstaje
nowy światopogląd. Znaczyło to ponadto, że historie wyprzedza człowieka i że
człowiek jest ogólnym duchem subiektywnym, który usiłuje porozumieć się z
tworzącym historię duchem obiektywnym. Narzędziem tego porozumienie są
osobowości wybitne, a do porozumienia potrzebny jest język, który nas wyprzedza i
który przyjmuje postać „świata’ wiążącego nas z ludźmi, tak zwanego świata
intersubiektywnego. I wciąż język przemienia się w postać świata, a świa w postać
języka. Ten fakt stawia nas wobec pytania o filozofię. Okazuje się, że filozofia jest
pytaniem o prawdę. Prawdę eliminuje fałsz. Niszczy więc ona bogactwo filozofii i je
jedność, gdyż usuwa twierdzenia fałszywe, a więc bogactwo języka i świata,
występowanie zarazem prawdy i fałszu. Prą wda jest w filozofii dialektyką języka i
54
świata. W tych wyjaśnieniach człowiek rysuje się jako suma relacji do przemienności
języka i świata. Jest jakąś ogólnością, zobiektywizowaniem tego, co najlepsze w
kulturze.
Ta nieoczekiwana i zaskakująca teoria człowieka ogólne go może wynikać ze
wskazywania na pozycję, rolę i uprawnienia obywatela. Nie sprzyjało to rozpoznawaniu
wewnętrznych ukonstytuowań człowieka. Mogło wydawać się ponad to, że
usytuowanie człowieka w prawidłowych odniesieniach międzyludzkich sprzyja dobru
osób. Człowiek jednak utożsamił się tu ze swymi odniesieniami do innych obywateli.
Można by, w zasadzie, nie martwić się taką koncepcją człowieka, rozpisaną na
zamierzenia i realizacje polityczne. Niepokoi jednak zbieżność tej koncepcji z teorią
człowieka w głoszonej dziś eschatologii teologicznej i niedawno zdystansowanej
światopoglądowej koncepcji człowieka jako tożsamego ze społeczeństwem. Budzi więc
niepokój awerroistyczna geneza tej koncepcji. W wersji bowiem Sigera z Brabancji,
działającego w XIII wieku, człowiek w swej wewnętrznej zawartości jest zwierzęciem.
Jego człowieczeństwo wyraża się jedynie w myśleniu. To myślenie jest sumą
wyobrażeń zwierzęcia, przenikniętych pojęciami, które dusza ogólna wnosi w zespoły
wyobrażeń. To myślenie nazywa się dziś świadomością. Ostatecznie człowiekiem jest
tylko świadomość. Głoszą to dziś zarówno fenomenologowie, jak i egzystencjaliści, a
więc współczesna filozofia światowa, głównie europejska. Nie czuje się więc błędu
awerroistycznej koncepcji człowieka. Nawet więcej – daje ona poczucie pozostawania w
aktualnych i najbardziej współczesnych ujęciach, we współczesnej kulturze.
Nie znaczy to, że w szczegółowych realizacjach brakuje troski o starców,
emerytów, niepełnosprawnych. Jednak nie rozwiązuje się dość szybko ich problemów, a
w gospodarce jednostkowy człowiek napotyka na ogromne trudności. Sądzi się, że
trudności te znikną, gdy poprawi się sytuacja człowieka w ogóle, obywatela jako
obywatela.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, że wygasła troska o poszczególne osoby. Wiele
jednak wskazuje na to, że polityka jest realizacją dobra człowieka ogólnego. Myślenie
relacjami nie jest myśleniem o podmiocie relacji, o jednostkowym człowieku. Tego
myślenia uczy wyłącznie filozofia bytu i stanowiąca tę filozofię metafizyka człowieka. I
wszystkim wydaje się, że trudno wymagać od polityków, aby byli filozofami bytu.
55
Omawiana koncepcja polityki wskazuje jednak na to, że może mieć ona swe źródło
właśnie w pomijaniu metafizycznych identyfikacji.
Odwaga jako typowo polskie pojęcie polityczne
W prasie polskiej z okresu wyborów do parlamentu zwracano uwagę, że cechą
wyróżniającą kandydatów do sejmu i senatu ma być właśnie odwaga. Dodawano, że nie
jest ważne, czy są wierzący czy niewierzący. Pytano tylko o to, co proponują i czego
będą bronili w parlamencie. Chodziło o programy polityczne. Odwaga więc uzyskała
pozycję znaku kompetencji politycznych. Oczekiwano, że odwaga jest warunkiem
głoszenia poglądów innych niż dotychczasowe, tych, które zmienią funkcjonujące do tej
pory modele rządzenia państwem.
Odwaga jest jedną z cnót związanych z męstwem. Męstwo jest stałą zdolnością
odrzucania zła i pokonywania go, gdy uporczywie utrudnia osiąganie dobra. Wiąże się z
trudną cnotą wytrwałości. Męstwo nie zawsze posługuje się odwagą. Odwaga jest
umiejętnością zareagowania na aktualną trudność. Może zawieść, gdy trudność trwa
dłużej. Nie jest potrzebna, gdy trudność zostanie pokonana. Powstaje pytanie, jaka
cnota lub umiejętność charakteryzuje teraz polityków, gdy zasadnicze trudności
polityczne zostały pokonane. Miejmy nadzieję, że posługują się męstwem,
wytrwałością, rozsądkiem, taktem wobec siebie i społeczeństwa, nieustępliwością jako
wiernością temu, co prawdziwe i dobre.
Może odwaga była tylko nazwą wszystkich tych cnót, którymi winien posługiwać
się polityk. A może w polityce jest tyle zaskakujących trudności i konfliktów, że zawsze
odważnie trzeba im się przeciwstawiać.
Różnorodność spraw, podejmowanych przez parlament, wymaga specjalistów i
kompetencji. Wydaje się, że słyszymy ich w wystąpieniach na forum sejmu i senatu.
Słyszymy też, że taka, oparta na kompetencji, jest polityka państwa w określonych
sprawach. Te szczegółowe sprawy nie zmieniają jednak treści pojęcia polityki i zawartej
w tym pojęciu koncepcji człowieka.
56
Państwo
W odważnych wystąpieniach polityków wciąż słyszymy o przebudowie lub
reorganizacji władzy i gospodarki. Wszyscy zgadzamy się, że są to najpilniejsze
potrzeby. Historyk filozofii słysząc wciąż uwagi o władzy i gospodarce, nie może nie
skojarzyć sobie poglądu Marsyliusza z Padwy, który w XIV wieku głosił, że państwem
są relacje, wiążące władzę z wytworzonymi przez ludzi dobrami. Państwem jest więc
władca i gospodarka. Ta koncepcja państwa nie odbiega od podejmowanego dziś przez
polityków zagadnienia władzy i gospodarki.
Marsyliusz z Padwy mówi najpierw o człowieku, lecz ukazuje go przede
wszystkim w kontekście rozlicznych zadań i działań, wyznaczonych uzdolnieniami i
potrzebami ludzi. Mówi też, że człowiek z powodu zagrażających mu żywiołów
potrzebuje sztuk, zabezpieczających go przed tym, co szkodliwe. Sztuki wymagają
wielu ludzi. Człowiek więc potrzebuje ludzi, po prostu wspólnoty, tak jednak
zorganizowanej, że stanowiącej państwo. Człowiek wobec tego potrzebuje państwa.
Sam w sobie człowiek jest kompozycją wykluczających się żywiołów i zarazem duszą
oraz ciałem. Aby utrzymać się przy życiu i wytwarzać potrzebne ludziom dobra, musi
przede wszystkim współpracować z innymi ludźmi, którzy użyczają mu miejsca w
państwie. Gdy wytwarza dobra, otrzymuje od władcy wszystko, czego potrzebuje. Ze
względu na człowieka potrzebny jest państwu głównie władca i wytworzone dobra,
które władca rozdziela. Bez państwa człowiek nie utrzyma się przy życiu. Państwo jest
doskonałą wspólnotą i powstało dlatego, że żyjemy. Państwo powoduje, że żyjemy
lepiej, zajęci działaniami, wyznaczonymi przez teoretyczne i praktyczne sprawności,
których działanie jest potrzebne państwu. To działanie określa władca w ustanowionych
prawach. Wszystkie prawa określają skuteczność działań, a więc wytwarzanie
potrzebnych dóbr. Równowaga gospodarcza jako wytwarzanie określonych przez
władcę dóbr, zarazem harmonia działań ludzi i grup społecznych, tworzą potrzebny w
państwie pokój. Usprawnienia się ludzi w dobrym wytwarzaniu ma pilnować Kościół;
powinien on także wychowywać w cnotach, potrzebnych gospodarce. Zarazem Kościół
kieruje ku życiu wiecznemu, wyłączonemu z życia na ziemi, takie potrzeby człowieka
57
jak miłość i wiara. W ziemskiej egzystencji nie ma miejsca na miłość i wiarę;
oczekiwane zbawienie nie wpływa na ziemską działalność.
W koncepcji państwa, wypracowanej przez Marsyliusza z Padwy, nie mieści się
człowiek. Powtórzmy, że państwem jest władca i wytworzone przez ludzi dobra. Rola
człowieka w tym państwie sprowadza się do realizowania zadań gospodarczych.
Nie należy twierdzić, że ta pełna awerroistyczna koncepcja państwa jest u nas
stosowana. Jest jednak znamienne, że przedmiotem uwagi politycznej jest władza i
gospodarka. Niepokoi to. że politykę stanowi upowszechnianie awerroistycznej
koncepcji człowieka ogólnego i że podobnie jak w awerroizmie sprowadza się problem
państwa do zagadnień władzy i gospodarki.
Należy też dodać, że w pojęciu państwa pojawia się z dużą siłą zagadnienie
granic. Jest ono bezwzględnie ważne. Trzeba tylko zauważyć, że w aktualnej treści
pojęcia państwa, treści akcentowanych w świecie, występuje także zagadnienie granic,
jako znaku rozpoznawczego państwa.
Może te ujęcia nie wyrażają niczego, co jest ważne w Polsce. Wydaje się jednak,
że w studiach politologicznych pojęcie państwa powinno być starannie zanalizowane.
Dodajmy też, że w Polsce przez długi okres nie było państwa. Był tylko naród, na
przykład w okresie zaborów i w okresie okupacji podczas II wojny światowej. Może
jesteśmy mało wrażliwi na koncepcję państwa. Dziś jednak staje się ono dla nas
niezastąpionym narzędziem służenia dobru narodu. Jako narzędzie państwo jest
tworzoną przez nas konstrukcją w postaci różnorakich instytucji. Ich kompetencje,
powiązania i zależności wyznaczają ustrój państwa. Czym innym jest państwo, i czym
innym jego ustrój. Razem jednak tworzy się państwo i ustrój. Tworzenie to wymaga
zarówno dużej wiedzy, jak i mądrości, to znaczy widzenia zależności między zespołem
podstaw i ich konsekwencji, między przyczyną i skutkiem, między prawdą i dobrem.
Ogarnia to wszystko intelekt, który rozumie osoby, wiążące je więzi osobowe, rolę w
tym wszystkim tworzonych przez nas rzeczy, którymi chroni się osoby i ich relacje,
wciąż posługując się intelektem i wolą. Intelekt i wola, wierne prawdzie i dobru,
sprawiają w nas mądrość. Słusznie więc mówił Syrach w Księdze pod tytułem
Eklezjastyk, że „Mądrość władców zbuduje miasto” (Syr 10,3). Miasto oznacza tu
państwo. Wiązanie budowy państwa z mądrością władców oznacza tylko tyle, że
58
polityków musi charakteryzować nie tylko specjalizacja zawodowa, lecz także głęboki
humanizm, którego warunkiem jest usprawniony intelekt, zawsze wierny prawdzie, i
usprawniona wola w decyzjach zawsze wiernych dobru. Wierność zarazem prawdzie i
dobru jest właśnie mądrością.
Zaufanie i cierpliwość
Problem władzy i problem gospodarki jako dwa najważniejsze akcenty w pojęciu
państwa wiążą się w Polsce z zagadnieniem zaufania i cierpliwości.
Władze państwa, ukonstytuowane po „okrągłym stole” i po wyborach, są
świadome zaufania do nich społeczeństwa i często wyrażają publicznie swą
wdzięczność. Rzeczywiście społeczeństwo polskie darzy swe władze zaufaniem. To
zaufanie jest podstawą skuteczności rządzenia, akceptowania nawet trudnych do
zrealizowania decyzji władz. Zaufanie pełni więc rolę ważnej kategorii politycznej,
umożliwiającej władzom państwa podejmowanie uchwał i wydawanie zarządzeń nie
zawsze przecież czytelnych dla wszystkich obywateli. Ufa się, że uchwały i decyzje są
słuszne, zgodne z dobrem obywateli. Kategoria zaufania pełni w Polsce znaczącą rolę o
wiele silniej niż w innych państwach.
Zauważmy, że zaufanie jest inną nazwą wiary. I zaufanie i wiara powstają jako
relacje do osób wtedy, gdy prawda otwiera te osoby na siebie, gdy więc ujawniają i
wzajemnie sobie udostępniają to, czym żyją i co jest dla nich najważniejsze. Takie więc
odniesienie zachodzi w Polsce między rządzącymi i rządzonymi. Bez wierności
prawdzie, otwierającej osoby wobec siebie, nie byłoby zaufania i wiary. I jak długo
osoby te będą wierne prawdzie, tak długo będzie trwała wiara, wiążąca władzę i
obywateli. W obszarze tej wiary dokonuje się wyzwalane prawdą poznanie
intelektualne. Stopień tego poznania jest swoiście mniej ważny w kontrolowaniu
władzy. Niedokładności poznania wyrównuje zaufanie i wiara. Są to dobre warunki i
okoliczności ukonstytuowania się państwa i jego władzy.
Problemy gospodarcze, rzeczywiście ważne w zubożonym kraju, są
rozwiązywane w Polsce skuteczniej przy pomocy kategorii cierpliwości niż środków
ekonomicznych. Oczywiście, środki ekonomiczne, kapitał i rynek, prowadzą do
równowagi gospodarczej i oczekiwanych efektów, wyznaczających wymagany
59
dobrobyt. Jest on przecież warunkiem kulturalnego życia ludzi. Niedorozwój
gospodarczy, objawiający się w zubożeniu obywateli, zmusza do skupienia, całej
energii psychicznej i wszystkich działań na poszukiwaniu środków do życia. Nie ma
wtedy czasu i sił na humanistyczną uprawę intelektu i woli, na rozwijanie życia
duchowego, na tworzenie dzieł kultury, by z kolei przy ich pomocy mobilizować się do
większej troski o osoby i ich relacje osobowe. Nie znaczy to, że dobrobyt ekonomiczny
jest bezwzględnym warunkiem rozwoju kultury osobistej i nabywania mądrości. Jest
jednak środkiem, ułatwiającym normalny rozwój kultury, ogarniający wszystkich
obywateli. W nienormalnych warunkach gospodarczych tylko nieliczni uzyskują godne
ludzi usprawnienia intelektu i woli. Zwykła droga do tych usprawnień prowadzi przez
szkoły, uniwersytety, dzieła stanowiące przedmiotowo ujętą kulturę.
Cierpliwość, z jaką czeka się w Polsce na równowagę gospodarczą, jest
przejawem zachowań w wysokim stopniu kulturalnych, zarazem ujawniających troskę o
godne ludzi zachowania, które mają swe źródło w woli, wspieranej informacją intelektu,
gdy otwieramy się na dobro. Znaczy to, że nie dominuje w nas poznanie wyłącznie
zmysłowe, w którym mechanicznie kojarzą się rzeczy z pragnieniami. Cierpliwość
wskazuje, że wszystko, czego potrzebujemy, określa intelekt, który zapewnia wybór
tego, co słuszne i lepsze. Oznacza to także, że funkcjonuje rozsądek, który opanowuje
emocje i uczucia. Cierpliwość jest znakiem, że nie dominują emocje, że jest miejsce na
spokojny sąd o sprawach Polaków. Wynika z tego bardzo ważna informacja, że można
liczyć na spokój polityczny, na przemyślane budowanie ustroju i państwa.
Dodajmy, że imponujące kategorie polityczne, które są cnotami ludzi, z taką mocą
i skutecznością funkcjonujące w Polsce, są czymś nowym w zespole pojęć
politycznych. Przypomnijmy choćby to, że przez wiele wieków, nawet w państwach
katolickich, troska o głodnych, chorych, ubogich była podejmowana przez poszczególne
osoby lub zakony. Nie wchodziła do programów politycznych. W czasach
współczesnych dopiero papież Jan XXIII, ku zdumieniu świata, uczynił dobroć
kategorią polityczną. Ta dobroć powodowała, że zaczęły otwierać się na siebie różne
religie i ustroje, że w tym samym spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele wrogich sobie
grup politycznych, nawet religii. Ma to do dzisiaj postać ekumenizmu w dziedzinie
religii, a współpracy międzynarodowej w dziedzinie polityki.
60
W Polsce wzbogaca się grupa cnót, jako kategorii politycznych, o zaufanie i
cierpliwość, także o odwagę w działaniach politycznych, gdyż nie rozważamy odwagi
w dziedzinie walki zbrojnej, w bitwach i wojnach. Tej odwadze składamy hołd i
przejawiających odwagę ludzi sytuujemy w grupie bohaterów narodowych.
Odwaga związana z męstwem, wiara i wierność prawdzie związane z zaufaniem,
rozsądek, umiejętność wyboru dobra, opanowanie emocji i uczuć związane z
cierpliwością stanowią już wkład w zespół pojęć politycznych, może w nowy język
polityczny, który – wydaje się – mógłby lepiej służyć porozumieniom
międzynarodowym i pokojowi światowemu niż dawne języki polityczne. Jest to język
wyznaczony antropologią filozoficzną i humanizmem. Jest spójny z polityką, która w
Polsce upowszechnia teorię człowieka. Chodzi tylko o to, aby tę teorię człowieka
doprecyzować, aby wspierać się w niej na teorii relacji osobowych. Wtedy wejdzie do
polityki kategoria miłości i mądrości.
Kultura
Pojęcie kultury podlega w Polsce wszystkim zubożeniom, wyznaczanym przez
strukturę kultury nowożytnej i współczesnej. W całym okresie po II wojnie światowej
sprowadzano kulturę do teorii odpoczynku, rozrywki i wypełnienia wolnego czasu.
Taką koncepcję kultury sugerowały władzom państwa publikacje nawet powszechnie
znanych teoretyków kultury. Akceptowano rolę środków masowego przekazu i dążono
do uzyskania tak zwanej kultury masowej. Nie ma takiej kultury, jeżeli oznacza ona
jeden model korzystania z dorobku przeszłości i jeden model charakteru dzieł kultury.
Jest taka kultura, jeżeli oznacza ona dążenie do tego, aby każdy obywatel uzyskał godny
człowieka poziom usprawnienia intelektu i woli, otwartości na prawdę i dobro, na
osoby i wyróżniającą osoby mądrość. Wynika z tych rozróżnień, że należy wiązać
kulturę z teorią człowieka, odczytanego zgodnie z tym, kim jest w swych bytowych
pryncypiach, a nie z programem politycznym i strukturą władz państwa. Stąd wynika
także, że nie należy odrywać kultury od jej dziejów w danym kraju, a tym samym od jej
podstaw i źródeł.
Kultura polska jest zarazem humanistyczna i religijna. Zaczęła się tworzyć w
obszarze skutków chrztu Polski, a zatem więzi Polaków z Bogiem. W istotowej
61
warstwie tej więzi tworzyły się zarazem państwowość i kultura polska. Takie tworzenie
się kultury polskiej trwało dość długo, najwyraźniej do końca panowania króla Stefana
Batorego. Następni władcy musieli, lub chcieli, bardziej liczyć się z wpływami
protestantyzmu i tworzących się w jego cieniu tendencji gnostyckich i ateizujących.
Okres baroku to przewaga rzeczy nad osobami i przewaga emocji nad rozsądkiem.
Okres oświecenia jest już dopuszczaną przez władców ateizacją Polski, jeszcze
dyskretną, lecz jednak wyznaczającą usuwanie metafizyki ze szkół polskich. W okresie
zaborów nie chodziło o dominowanie protestantyzmu i prawosławia, lecz o zniszczenie
wraz z państwowością katolickiej kultury polskiej. Podczas II wojny światowej z
ogromną zaciekłością została zaatakowana kultura polska, Kościół katolicki, ludzie.
Okupant wiedział, że zniszczenie kultury katolickiej wymaga zniszczenia Polaków.
Potem w kulturę polską zaczęto z dużą siłą wprowadzać ateizm. Chodziło o to, aby ta
kultura stała się świecka, może zgodnie z jej nowożytną i współczesną strukturą.
Nie da się jednak oddzielić w kulturze polskiej jej warstwy religijnej od
humanistycznej. Takie oddzielenie powoduje zranienie i zniekształcenie osobowości
Polaków. Władze państwowe dopuszczają aktualnie do głosu oba te nurty: i
humanistyczny, i religijny. Głoszą jedynie ogromnie skomplikowaną tak zwaną
świeckość państwa, dziedzicząc w ten sposób laicką tendencję ustaleń rewolucji
francuskiej. Laickość państwa realizuje się na razie w dziedzinie odrębności instytucji
państwowych i kościelnych, programów społecznych i gospodarczych, uzasadniania
tych programów i podejmowanych decyzji. Jednak problem państwa świeckiego,
ogarniającego jako instytucja naród katolicki, wymaga bardzo starannego przemyślenia,
jeżeli w ogóle świeckość państwa należy podtrzymywać. Państwo, w którym ludzie
cenią katolicyzm zgodnie ze swą kulturą, nie musi być, i nie powinno być zarazem
teokratyczne. Wystarczy zgodzić się, że pojęcie państwa należy do kategorii
politycznych, i że pojęcie narodu należy do pojęć z zakresu antropologii filozoficznej.
Nie utożsamia się wtedy instytucji z osobami. Ponieważ naród decyduje o strukturze
państwa, będzie też formułował i chronił antropologię filozoficzną, wierną bytowej
strukturze osób i relacyjnej strukturze narodu. Naród bowiem jest zespołem osób,
powiązanych relacjami osobowymi, a ponadto myślnymi w postaci różnorakich
urzędów i instytucji, realizujących autorytet władzy. Zdarza się, że antropologia
62
filozoficzna staje się treścią polityki. Chodzi wtedy o to, aby była to koncepcja
człowieka jako osoby, a nie koncepcja człowieka ogólnego, nazywanego człowiekiem
obiektywnym.
Naród polski zawdzięcza swe trwanie kulturze katolickiej. Tworząc i chroniąc
kulturę polską należy pamiętać, by zgodnie z jej tradycją nie odrywać w niej wątków
humanistycznych od katolickich. Przestanie być wtedy kulturą polską, co zagrozi
trwaniu jedności narodu polskiego, a w konsekwencji trwaniu i jedności państwa.
Aktualnie nie funkcjonuje jasne pojęcie kultury polskiej. Kultura ta podlega
jeszcze tendencjom laicyzacyjnym; nadal modeluje człowieka głównie jako obywatela,
a pojęcie to także nie jest dokładnie sprecyzowane. Aktualna kultura polska nie pełni do
końca roli wychowawcy, który rozwija to, co w człowieku realne i najlepsze.
Prawda
W zespole pojęć politycznych, stosowanych obecnie w Polsce, zaczyna
funkcjonować z dużą siłą i dobrymi rezultatami pojęcie prawdy. Jest to pojęcie
czcigodne i bardzo stare w dziedzinie filozofii. Nieoczekiwanie stało się w Polsce
najnowszym i modnym pojęciem właśnie politycznym. W języku politycznym świata
nie pojawia się ono w wystąpieniach oficjalnych i publikacjach politycznych. Można
sądzić, że jest typowo polskim pojęciem politycznym obok pojęcia odwagi, zaufania i
cierpliwości.
Zauważmy jednak, że stanowiąc pojęcie polityczne występuje głównie w obszarze
zagadnień historycznych. Jest postulatem usuwania tak zwanych białych plam w historii
Polski i więzi Polski z krajami, a raczej państwami, sąsiednimi. Jest to pojęcie zarazem
warunkiem normalizacji stosunków na właściwej podstawie moralnej. Ogarnia więc
kilka ważnych treści, takich jak na przykład wymieniony tu postulat normalizacji
porozumień międzypaństwowych, warunek szczerych kontaktów i program moralnych
podstaw bezpieczeństwa i współpracy między sąsiadującymi ze sobą narodami.
Pojęcie prawdy, stosowane w polityce polskiej, dotyczy więc treści historycznych,
w dużym zakresie treści moralnych, problemu godności człowieka, upominającego się o
to, by go nie okłamywać. Ma sprzyjać porozumieniom i wspólnym programom
politycznym.
63
Polityczne pojęcie prawdy nie dotarło jednak jeszcze w Polsce do dziedziny
gospodarczej. To prawda, że ujawnia się obywatelom zasady reformy gospodarczej.
Pojęcie prawdy nie przenika jednak do końca szczegółowych realizacji reformy. W
dziedzinie cen nie identyfikuje jeszcze wyraźnie tak zwanej lichwy, a więc
zalegalizowanej kradzieży. Już przenika głównie instytucje państwowe, lecz jeszcze nie
penetruje działań i decyzji na niższych szczeblach administracji. Nadal istnieją
zachowania, niezgodne z zasadniczymi dyrektywami rządu. Wskazują na to wyniki prac
instytucji kontrolnych. Wynika z tego, że pojęcie prawdy musi zawierać treści bogatsze,
musi dotykać wprost podstaw zachowań moralnych. Jest bowiem głównie pojęciem z
zakresu antropologii filozoficznej i filozofii bytu.
Pojęcie prawdy nie ogarnia jeszcze w Polsce filozofii i z tego powodu nie
przenika całej kultury polskiej, a nawet światowej. W kulturze światowej prawda, jako
kryterium rozstrzygnięć, na ogół nie występuje. Nie występuje też w kulturze i w
filozofii głoszonej w Polsce. Rolę kryterium prawdy pełni wciąż tak zwany postęp,
który na co dzień nie różni się od mody. Postęp zawiera w swej treści moment
chronologii. Gdyby stosowało się kryterium postępu w gospodarce, a więc stan z
ostatniej chwili, to postępem byłaby niszcząca nas aktualnie inflacja. Jednak w naukach
społecznych i w filozofii dopuszcza się kryterium postępu. Znaczy to, że powinno
głosić się w filozofii kierunki i stanowiska filozoficzne z ostatniej chwili. I tak właśnie
w Polsce się postępuje. Wykłada się nawet na uniwersytetach nie to, co prawdziwe, lecz
to, co modne, co głosi się dziś w innych krajach. Uważa się więc za filozofię
egzystencjalizm, fenomenologię, szczególnie ich połączenie w wersji heideggeryzmu.
Głosi się także heglizm, kantyzm, a także różne odmiany postkartezjanizmu. Nikogo nie
martwi to, że wielu nawet niemieckich filozofów uważa myśl Hegla za czystą gnozę, i
że przejrzystą gnozę stanowi myśl Heideggera. Gnoza jest groźnym przeciwnikiem
filozofii bytu i religii. Nie niesie w sobie takiego zagrożenia egzystencjalizm, marksizm,
myśl Levinasa i von Hildebranda. Są to propozycje, podobnie jak strukturalizm, łatwo
poddające się zakwestionowaniu. Dziwi wobec tego poszukiwanie w Polsce i głoszenie
tych filozofii.
Wśród specjalistów wywołują nie tyle zaostrzenie uwagi, ile raczej zażenowanie.
Kojarzą się one z opisywanym w książkach podróżniczych zachowaniem wodzów
64
plemion afrykańskich, którzy za szklane paciorki i kolorowe perkale oddają ozdoby ze
starego złota, kość słoniową, kamienie szlachetne. Cieszą się i są przekonani, że nabyli
coś cennego. Myślę tutaj o wielu środowiskach intelektualnych, głównie katolickich,
które z głębokim przekonaniem upowszechniają egzystencjalizm i fenomenologię, myśl
Heideggera, Levinasa, von Hildebranda, eschatologię Rahnera i Borosa, oddając za to
stare złoto filozofii klasycznej, a w niej tomizmu. Nawet nazywają to wejściem w
krwiobieg kultury europejskiej, o czym dowiadujemy się z czasopisma „Znak”.
Dowiadujemy się też z „Więzi”, że ideę Boga w kulturze współczesnej zawdzięczamy
głównie Kantowi, Heglowi, Husserlowi, Heideggerowi, Levinasowi i wszystkim w
Polsce przeciwnikom tomizmu. Jest to może nawet prawdziwe stwierdzenie w
odniesieniu do idei Boga. Wielu jednak ludzi interesuje nie idea, lecz Bóg realny. A
dobrą nowinę o realnym Bogu wnosi Chrystus, Jego Ewangelia, święci Kościoła
katolickiego, biskupi i papieże, z którymi więź czyni nas Kościołem, gdyż przez nich
mamy dostęp do realnego Chrystusa. Kochając Chrystusa stajemy się Kościołem.
Kościół więc powoduje przebywanie w nas Boga. Skutki tego przebywania, naszą
miłość do Chrystusa i do ludzi zapisujemy i wyrażamy w dziełach kultury. Na tej
drodze kultura uzyskuje swą warstwę religijną, splatającą się z warstwą humanistyczną.
Humanizm i religia stanowią typową kulturę polską.
Takie stwierdzenia przywołują na myśl źle odbierany w Polsce schemat,
przekazywany w wyrażeniu „Polak-katolik”. Gdy potraktuje się to wyrażenie jako
kategorię polityczną, może ono budzić zastrzeżenia niektórych polityków. Boją się oni,
że państwo polskie musi być państwem wyłącznie katolików, co wykluczałoby lub
kwestionowało uprawnienia obywatelskie wyznawców innych religii. Taka interpretacja
zmusza do preferowania państwa świeckiego. Gdy jednak w tym wyrażeniu chce się
stwierdzić dominację katolicyzmu w Polsce w sensie ilościowej przewagi katolików,
treść wyrażenia skłania do odróżnienia państwa i narodu. Pojęcie katolicyzmu odnosi
nas do osób i prowadzi do stwierdzenia, że większość Polaków zabiega o relacje
religijne z Bogiem w wersji zalecanej przez Kościół katolicki. Pojęcie polskości odnosi
się do szeroko rozumianej kultury, a w niej do tych wytworów, które są instytucjami
władzy i państwa. Przy tych odróżnieniach wyrażenie „Polak-katolik” oznacza tylko
tyle, że można zasadnie nazywać Polskę państwem katolickim.
65
Wydaje się, że politycznie funkcjonujące pojęcie prawdy powinno przynajmniej
skłaniać do podejmowania analizy wszystkich dziedzin życia, tak że ważnej w Polsce
dziedziny religii.
Tolerancja jako równowaga między świeckością i religijnością
utożsamiana dziś z demokracją
Pojęcie tolerancji jest w Polsce od dawna, może najwyraźniej od czasów króla
Zygmunta Augusta, pojęciem politycznym. Oznaczało wtedy łagodne odnoszenie się
katolików do wyznawców innych religii, głównie do protestantów. Uważa się, że było
w Polsce racją uniknięcia wojen religijnych. Dziś pojęcie tolerancji oznacza w Polsce
nie tyle odnoszenie się Polaków do innych religii (pozostawia się to Kościołowi
katolickiemu jako zagadnienie ekumenizmu), ile raczej równowagę i pełnoprawność
postaw zarówno świeckich i ateistycznych, jak i religijnych. Dotyczy więc typowo
polskiej sytuacji, która polega na doprowadzeniu do wzajemnego akceptowania się osób
o orientacji ateistycznej lub katolickiej. Pojęcie tolerancji, które należy raczej do kultury
w ogóle, a może głównie do kultury życia codziennego, utożsamiając się w Polsce z
demokracją, staje się znaczącym pojęciem politycznym. Funkcjonuje nie tyle w
oficjalnych wystąpieniach polityków, ile raczej na sesjach parlamentu, podczas obrad
klubów poselskich i partii politycznych, wszędzie tam, gdzie trzeba uzgodnić
stanowisko mimo różnych punktów widzenia. Oczywiście, osobną treść wnosi pojęcie
świeckości, religijności, demokracji. Tu interesuje nas połączenie tych treści w
politycznie funkcjonującym pojęciu tolerancji.
Dziedziczymy z ostatnich lat nie tyle konflikt między ateizmem i postawami
religijnymi, ile właśnie problem współpracy między ateistami i katolikami dla dobra
kraju. Kiedyś szukano dziedzin, które mogłyby sprzyjać współpracy i porozumieniu
katolików i marksistów. Taką dziedziną był temat pokoju, opieka nad nieuleczalnie
chorymi, czasem domy dziecka i domy starców. Dopuszczano nawet zakonnice do
pracy w szpitalach. Wyłaniało się z tego zagadnienie współpracy także między
duchownymi i świeckimi. Dziś nie ma już problemu współpracy między grupami osób
o świeckich lub religijnych przekonaniach. Przestał być ważny temat zgody na wielość
66
światopoglądów. Nikogo nie legitymuje się z przekonań religijnych lub
światopoglądowych. Różnice płyną z programów ugrupowań politycznych. Może
właśnie z tego względu pojęcie tolerancji powiązało się z demokratyzacją.
Polityczne pojęcie tolerancji nie jest więc jeszcze wystarczająco sprecyzowane.
Wydaje się, że przez tolerancję rozumie się akceptowanie poglądów w sposób
wskazujący na to, że wszystkie poglądy są słuszne, i że tylko ze względu na dobro kraju
trzeba z jakichś akcentów zrezygnować, co nazywa się umiejętnością kompromisu.
Kompromis nie jest rezygnacją z wybranych ważnych przekonań, lecz uzyskaną w
dialogu zgodą na pomijanie pewnych ich części, na odłożenie na później ich realizacji.
Zgodę i porozumienie wyraża głosowanie.
Wydaje się, że to polityczne w Polsce pojęcie tolerancji oznacza utożsamienie
osób z ich przekonaniami. Wskazuje na takie rozumienie człowieka, w którym jest on
sumą tego, co czyni, sumą więc relacji do wszystkiego, co go otacza. Jeżeli odróżni się
osobę od jej relacji, to wtedy tolerancja odnosi się do osób jako ich akceptowanie i
obdarowywanie zaufaniem. Nie odnosi się i nie może odnosić się do przekonań, jeżeli
są błędne lub wręcz fałszywe. Wynika z tego, że tolerancja nie może oznaczać
rezygnowania z prawdy i osób. Musi być zgodą na osoby, nie może być zgodą na fałsz i
błędy. W dziedzinie poglądów i przekonań musi być wiernością prawdzie.
Tolerancja jawi się więc jako trudny problem psychologiczny. Musi oznaczać
zgodę na osoby niezależnie od tego, czy głoszą ateizm, czy katolicyzm. Nie może
oznaczać dla katolików zgody na ateizm. Jako zjawisko psychologiczne jest dla
katolików zachętą do znoszenia literatury ateizującej jako swoistego umartwienia. Ta
literatura, a nawet oddziałujące na nas postawy ateistyczne, nie naruszą przecież
przyjaźni łączącej człowieka z Bogiem. Nigdy zresztą poglądy nie niszczą do końca
przyjaźni, która jest wiernością w miłości. Poglądy jedynie wywołują czasowy kryzys.
Nie mają siły, by znacząco osłabić katolicyzm w Polsce. Nie wiadomo jednak, czy
podobnie reagują ateiści na ludzi wierzących. Wiadomo natomiast, że ateizm jest tylko
poglądem, podczas gdy religia jest zespołem realnych relacji, a więc przypadłości jako
realnych bytów, zapodmiotowanych w dwu osobach. Nie zachodzi właściwa proporcja
między poglądami i bytami. Poglądy odsuwając od bytów przez kwestionowanie
realnych relacji, nie niszczą tych relacji. Pozwala to na stwierdzenie, że ateizm jest
67
skutkiem niedokładnej wiedzy o bytach i że wynika dosłownie z niedokształcenia w
dziedzinie filozofii bytu. Ten pogląd, który od dawna głoszę i który swoiście denerwuje
a nawet obraża moich niektórych czytelników, ma cele wyłącznie wychowawcze, nie
zawiera intencji sprawiania przykrości, a tym bardziej obrażania osób. Staram się
odnosić do osób z szacunkiem i należną im czcią. Nie mogę jednak zgodzić się na
błędną wiedzę, czy na jej brak z powodu wymanipulowanych w Polsce programów
kształcenia. Sądzę nawet, że realizuję tolerancję, przyjaźniąc się z osobami
niewierzącymi przy mojej tak głębokiej wierności katolicyzmowi i przy odnoszeniu się
z nieporównywalnym zachwytem wobec Chrystusa.
Tolerancja jako równowaga w Polsce między świeckością i religijnością nie
wywołuje zastrzeżeń, organizując także postawy demokratyczne. Z ich powodu staje się
pojęciem politycznym i stanowi sposób uzyskiwania zgodnych opinii politycznych,
głównie na forum najpoważniejszego dialogu parlamentarnego.
Inne pojęcia polityczne i krótkie podsumowanie rozdziału
Chodziło w tym rozdziale o krótkie scharakteryzowanie treści tych pojęć
politycznych, których używają w Polsce na ogół wszyscy politycy. Z listy pojęć
funkcjonujących w polityce światowej podjęto głównie te, w których treści znalazły się
akcenty wnoszone przez polityków polskich. Wskazano też na pojęcia, które
funkcjonują głównie w polityce polskiej, takie jak odwaga, zaufanie, cierpliwość,
prawda, tolerancja. Tych pojęć politycznych, przeniesionych w Polsce do polityki z
obszaru moralności i antropologii filozoficznej, jest o wiele więcej. Nie są jednak albo
przez wszystkich używane, albo występują tylko w określonych tematach politycznych.
Niektóre z nich łączą w sobie tak wiele treści z różnych dziedzin, że inaczej funkcjonują
w określonych tematach.
Solidarność jest takim pojęciem politycznym, które właśnie jest bezpośrednio
sumą różnorodnych treści. Jest pojęciem znanym na arenie międzynarodowej. W Polsce
oznacza związek zawodowy, zarazem ruch społeczny, dominującą dziś orientację
polityczną, także wielkie zagadnienie moralne, wyrażane przez postulat by ludzie
odnosili się do siebie z życzliwością i zaufaniem. Ze względu na te dwa akcenty pojęcie
solidarności jest polityczną formułą domagania się miłości w stosunkach
68
międzyludzkich. W wystąpieniach politycznych z roku 1990 jest ono podstawą nadziei
uzyskania w Polsce demokracji i przełamania niepowodzeń gospodarczych. Ta nadzieja
budzi optymizm. Wiązana jest jednak ze zbyt wąskim programem państwa, które
identyfikuje się z problemami władzy i gospodarki. Przywołuje to znowu na myśl
awerroizującą koncepcję państwa, które dla awerroistów jest tylko władzą i gospodarką.
Tymczasem zakłócenia i niedokładności w strukturze władzy oraz kryzysy gospodarcze
należą nie do koncepcji państwa, lecz do wyjaśnianego w etyce porządku wykroczeń
moralnych. Dystansowanie się do tych wykroczeń może wejść do programu
politycznego, nie powinno jednak znaleźć się w celach państwa, stanowiących rację
stanu. Zresztą zagadnienia gospodarcze nigdy nie powinny uzyskać pozycji spraw
najważniejszych. Należą one tylko do porządku spraw najdotkliwszych, które często
uniemożliwiają prawidłowy rozwój kultury, wykształcenie i wychowanie ludzi. Miłe
jest jednak, jeżeli chodzi o zagadnienie solidarności, odwoływanie się w tych
wszystkich trudnych sprawach do ludzkiej życzliwości, do wzajemnego zaufania,
wprost do miłości, która rzeczywiście może rozwiązywać problemy polityczne.
Do słownika pojęć politycznych w Polsce wchodzą ponadto takie pojęcia jak
odpowiedzialność za naród i za kraj, jawność życia politycznego, społecznego i
gospodarczego, obrona praw człowieka (o czym mówi się także w innych krajach),
kompromis uzyskiwany w dialogu, samo też pojęcie dialogu. Dialog był wcześniejszym
tematem politycznym i dotyczył wielości światopoglądów. Może z mniejszą siłą, lecz
nadal występuje w rozważaniach politycznych zarówno pojęcie dialogu, jak również
pojęcie światopoglądu. Należy też wymienić pojęcie świeckości, religijności, Kościoła,
narodu, nawet filozofii oraz demokracji, przez którą rozumie się wiele ludzkich
zachowań z tolerancją włącznie. Obserwujemy też takie połączenia pojęć jak na
przykład filozofia władzy, czy rozwiązania liberalno-demokratyczne.
Tym wymienionym pojęciom nie poświęca się osobnego omówienia, gdyż będą
one występowały w tematach szerzej przedstawionych, stanowiących dalsze rozdziały
książki.
69
7. POLITYKA I RELIGIA
Z punktu widzenia chronologii wcześniejsza w kulturze jest religia niż polityka.
Były okresy, w których religia i polityka stawały się tym samym. W kulturze
nowożytnej i współczesnej pierwsze miejsce zajęła polityka, a religię przesunięto w
obszar spraw wyłącznie osobistych lub nieważnych. Żyjemy właśnie w czasach tej
kultury. Z filozofii bytu i filozofii człowieka wynika, że trzeba jakby na nowo
przemyśleć problem związków między polityką a religią.
Nadal obserwujemy radykalne oddzielanie polityki od religii w tendencjach
forsowania ateizmu jako orientacji lub ideologii państw, co prowadzi do dyskryminacji
religii. Obserwujemy też łagodniejsze formuły relacji polityki z religią, wyrażane w
koncepcji państwa świeckiego, w którym dopuszcza się wyznawanie religii, lecz
zarazem głosi się oddzielenie państwa od Kościoła. Tendencja ta może mieć źródło w
uwalnianiu się od koncepcji państwa teokratycznego, zarazem w traktowaniu pojęcia
religii jako pojęcia politycznego. Tymczasem pojęcie religii należy zarówno do zespołu
pojęć z zakresu filozofii człowieka, jak i do teologii. Gdy pamięta się o tym, można
oddzielać politykę od religii, kiedy zgodnie z tradycją kultury nowożytnej i
współczesnej chce się realizować państwo świeckie. Można jednak szukać nie tyle form
ustrojowych, ile takich programów politycznych, a nawet racji stanu, które
obejmowałyby wszystkie realne relacje ludzkie, zarówno do ludzi, jak i do Boga,
potrzeby i sprawy całego człowieka. Nie widzę sprzeczności w tym, by polityka w
swym programie była religijna, to znaczy by służyła swymi propozycjami wszystkim
ludziom, gdyż objęłaby ludzi religijnych, a także niewierzących, nawet w wersji
ateizmu, jeżeli przez ateizm da się sensownie pojąć jedynie wyciszenie w sobie relacji z
Bogiem. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Bóg stworzył istnienie każdego bytu, także
więc człowieka, i że zachodzą między Bogiem i ludźmi odniesienia życzliwe, nazywane
miłością. To, że nie wszyscy ludzie chcą podjąć tę miłość, jest właśnie ateizmem.
Prawdy o Bogu jako Stwórcy istnienia żadna odpowiedzialnie uprawiana metafizyka
nie może zanegować. Ateizm więc, negujący istnienie Boga, opiera się tylko na
niedokładnej wiedzy. Nie podlega więc kryterium prawdziwości.
70
Struktura religii
Funkcjonują aktualnie opinie, że religia należy do kultury, że jest jej częścią,
przejawiającą się w obyczajach, sztuce jako architekturze, malarstwie, literaturze,
muzyce, że jest teorią społeczną, urzeczowieniem oczekiwań, których nie dało się
zrealizować w życiu na ziemi. Mówi się też, że religia jest teorią, a więc wymyśloną
propozycją dla ludzi, których chce się społecznie i gospodarczo wykorzystać. Żadne z
tych ujęć nie wytrzymuje krytyki ze strony identyfikacji dokonanych w filozofii
człowieka.
To prawda, że religia wyznacza pewne przemiany w kulturze, że inspiruje sztukę
w różnych jej działach, że zmienia obyczaje, że jest podstawą wielu działań i instytucji
społecznych, że także wzbogaca życie osobiste ludzi. Najważniejsze jednak jest to, że
sytuuje ona człowieka w prawidłowych odniesieniach do wszystkich osób. Realność
tych odniesień, zarazem realność i strukturę wszystkich osób, ukazuje nam filozofia
człowieka korzystająca z filozofii bytu.
Realne odniesienia, wiążące osoby, znajdują się więc głębiej niż kultura i wszelka
twórczość ludzka, której wytwory są wynikiem działania głównie ludzkiego myślenia.
Te odniesienia są nazywane relacjami. Można wobec tego powiedzieć, że religia jest
zespołem realnych relacji człowieka z Bogiem. Relacje wiążące człowieka z ludźmi,
nazywamy humanizmem, który podobnie jak religia przejawia się w kulturze, inspiruje
zachowania i funkcjonowanie instytucji chroniących osoby.
Należy podkreślić, może bardziej ze względu na wcześniejsze dyskusje i na dość
intensywny poprzednio dialog między światopoglądami, że religia i humanizm stanowią
realną rzeczywistość relacji, że należą do porządku bytowania, a nie skonstruowanych
przez intelekt teorii, że wobec tego nie jest zasadne przeciwstawianie katolicyzmu
marksizmowi, religii ateizmowi. Marksizm i ateizm są teoriami i poglądami ludzi. Nie
są, jak religia i humanizm, zespołem realnych relacji z osobami. Na religii i humanizmie
można zbudować światopogląd czy światopoglądy i oprzeć skonstruowane przez
intelekt teorie. Można dyskutować światopoglądy i teorie, marksizm i ateizm. Nie
można dyskutować bytów, a tym samym domagać się ich przekształcenia. Nie można
więc kwestionować religii i humanizmu jako realnie bytujących relacji, gdyż nie można
71
wystąpić przeciw rzeczywistości. Można zmieniać kulturę, nie można zmienić struktury
bytów.
Postulowane często zmiany religii mogą wynikać, jako propozycja, z pomylenia
religii z wyznaniem. Owszem, zmienia się wyznania religijne. Nazywa się je też
Kościołami. Można przejść – i przechodzi się – z Kościoła na przykład protestanckiego
do Kościoła katolickiego. Nie można jednak zmienić religii jako realnych relacji z
Bogiem. Można jedynie nie pamiętać o tych relacjach lub je zaniedbać. Właśnie ta
sytuacja jest ateizmem. Jest on zubożeniem się człowieka, nieskorzystaniem z powiązań
z Bogiem tak szlachetnych i uszlachetniających ludzi.
. Notuje się także przejścia z chrześcijaństwa do religii pozachrześcijańskich.
Osobnym problemem jest to, czy w tych pozachrześcijańskich religiach zachodzą
relacje do Boga. Nie ma tych relacji w religiach panteistycznych, ukazujących Boga
jako wszechświat lub nirwanę. Wtedy zmiana religii jest pozorna. Człowiek zawsze
pozostaje, nawet nieświadomie w odniesieniach do osoby Boga, Stwórcy istnienia
każdego bytu.
Problemem jest także sposób realnego nawiązywania relacji z Bogiem. Można
bowiem nawiązać w pełni religijne, a więc osobowych, relacji z Bogiem-Stwórcą,
ujętym jako byt. Jest to wówczas religia naturalna. Poza tą drogą nasze odniesienia do
Boga są tylko myślne, pojęciowe. Można bowiem nawiązywać relacje religijne z
Bogiem – Osobą. Bóg nam się objawił poprzez swoje stworzenie. W nim żyjemy
poruszamy się i jesteśmy.
Filozoficzne wyjaśnienie religii, zgodne z naturalnym objawieniem Boga,
podkreśla prawdę, że relacje religijne, jako realne relacje człowieka z Bogiem, zachodzą
między człowiekiem i Bogiem w taki właśnie sposób, że następuje przejęcie przez Boga
naszych odniesień osobowych i przejęcie przez nas odniesień osobowych Boga do nas.
Dodajmy, że Bóg, który jest wyłącznie aktem Samoistnego Istnienia, nie
podmiotuje w sobie relacji z nami, lecz gdy nawiązuje jakieś odniesienia, jest w osobie,
której jest sprawczą przyczyną istnienia. Religia, wciąż określana jako zespół realnych
relacji człowieka z Bogiem, polega na przebywaniu wprost Boga w istocie człowieka
jako osoby, który odnosi się do niego z miłością, wiarą i nadzieją i wdzięcznością za dar
istnienia.
72
Najpierw powiedzmy, że religia jest niezwykle poważnym – i jak gdyby
zaskakującym nas bogactwem – zespołem powiązań człowieka z Bogiem. Wyjaśnienie
tych powiązań podkreśla realność więzi człowieka z Bogiem. Tak rozumiane więzi nie
narażają nas na lęk, że dzieje się to tylko w zespole pojęć, w teorii, w wymyślonej przez
nas kompozycji powiązań. Metafizyka uspokaja, gdy chodzi o realność kontaktów z
realnym Bogiem. gwarantuje realność relacji osobowych z Bogiem, stanowiących
religię.
Sięgnijmy więc do struktury człowieka, by mieć podstawy ukazania struktury
religii. Nie chodzi tu o pełną teorię człowieka, lecz o te jej elementy, które wyjaśniają
strukturę religii.
Człowieka, jak każdy byt, stanowi akt istnienia, powód więc tego, że realnie jest,
oraz urealniana przez to istnienie istota. W istocie człowieka zawiera się nie tylko
powód odbioru wszystkich oddziaływań ze strony bytów zewnętrznych. Ten powód
nazywa się możnością. Ta możność jest w człowieku nieustannie aktywizowana
otaczającymi go substancjami, razem z tymi substancjami aktywizującymi, stanowi
ciało. Dodajmy, że możność należy do istoty człowieka.
Ta kompozycja bytowa jest podstawą własności przejawiających na zewnątrz
wewnętrzną strukturę człowieka. Inne własności przejawia w człowieku akt istnienia i
inne przejawia istota.
Akt istnienia przejawia się jako jedność strukturalna człowieka, jako odrębność i
realność tej struktury, ponadto jako udostępnianie się innym bytom, co nazywamy
prawdą, oraz jako dobro, przez które rozumiemy odpowiedniość tego bytu do wiązania
się z nim i poszukiwania z nim kontaktu. Istnienie przejawia się też jako własność
piękna, która powoduje, ze to, co rozumiemy, podoba się osobie rozumiejącej byt. Te
przejawy istnienia są tak zwanymi sposobami istnienia bytu. Są one powodem
różnorodnych relacji z innymi bytami.
Istota człowieka ze względu na swą możność przejawia się jako władza poznania
intelektualnego i jako władza decyzji. Tę władzę poznania stanowi intelekt
możnościowy dla bezpośredniej recepcji elementów strukturalnych oddziałującego na
nas bytu, oraz intelekt czynny, który wraz ze zmysłowymi władzami poznawczymi
tworzy wiedzę człowieka, budowaną z nazw, zdań i rozumowań. Władzą decyzji jest
73
wola, która odbiera oddziałujące na nas byty jako dobro, gdy te byty jako dobro ukaże
woli intelekt.
Dla problemu religii ważne są relacje wyzwalane przez przejawy w nas istnienia.
Gdy dwie osoby oddziałują na siebie własnością realności, nawiązuje się między nimi
odniesienie, które jest wzajemną, bezpośrednią akceptacją siebie, zarazem upodobaniem
w sobie i powoli narastającym upodobnieniem. To odniesienie jest miłością. Gdy z
kolei dwie osoby otwierają się na siebie, gdy więc spotykają się poprzez własność
prawdy, pojawia się relacja wiary, która jest przecież w pełnym zaufaniu
udostępnianiem się wzajemnym sobie, otwarciem wszystkich dziedzin i spraw życia.
Gdy ponadto dwie osoby oddziałują na siebie własnością dobra, czegoś spełniającego
najgłębsze potrzeby i tęsknoty człowieka, pojawia się nadzieja jako potrzeba trwania w
miłości i wierze, w tym, aby nas akceptowano i aby nam ufano.
Te relacje, wiążące osoby, przejawiają w swej budowie dwie bytowe warstwy.
Warstwa istnieniowa jest wyznaczona samym przejawiającym się istnieniem. Ta
warstwa pojawia się więc, gdy oddziałują na siebie dwie istniejące osoby. Relacje
osobowe stają się realne, gdy własnością realności, prawdy i dobra oddziałują na siebie
ludzie. Relacje osobowe pojawiają się i także stają się realne, gdy własnością realności,
prawdy i dobra człowiek odniesie się do Boga, a Bóg swym atrybutem realności,
prawdy i dobra odniesie się do człowieka.
Warstwa istotowa tych relacji, wiążących ludzi, pojawia się i wypełnia wtedy, gdy
osoby ludzkie wnoszą w tę warstwę swoją życzliwość, akceptację, gdy udostępniają
swoje wewnętrzne życie, gdy pragną trwania w powiązaniu z ludźmi przez miłość i
wiarę. Warstwa istotowa relacji, wiążących człowieka z Bogiem, pojawia się i
wypełnia, gdy człowiek odnosi się z miłością do Boga, akceptuje Go, powierza Mu to,
czym żyje, gdy chce trwania w akceptacji ze strony Boga i w obdarowywaniu
zaufaniem. Przypomnijmy, że w tę istotowa warstwę relacji Bóg wprost przenosi się
jako Osoba, nie podmiotując dosłownie tych relacji. Bóg jako przyczyna sprawcza
istnienia człowieka, jest tam gdzie działa, a więc staje się obecny w istocie osoby
ludzkiej i dopuszcza wewnętrzne odnoszenie się do Niego z miłością, wiarą i nadzieją.
74
Możemy powiedzieć, że warstwa istotowa relacji osobowych konstytuuje się na
miarę osób. Tak ukonstytuowane relacje ludzi z ludźmi stanowią wymieniany tu już
humanizm, i tak konstytuujące się relacje człowieka z Bogiem stanowią religię.
Nie należy zapominać, że odczytujemy warstwę istnieniową i istotową relacji
osobowych z pozycji właśnie osób.
Relacje religijne nie mogą być oderwane od Boga i nie mogą być bez więzi z
Bogiem zidentyfikowane. Religia jest więc taka w ludzkich rozumieniach, jak
rozumiany jest Bóg. Bogactwo religii i jej realność jest więc na miarę bogactwa
bytowego i realności Boga. Właśnie z tej identyfikacji Boga i człowieka pochodzi
metafizyczna wersja religii naturalnej.
Jeżeli religia jest zespołem relacji osobowych jako miłości, wiary i nadziei,
wiążących człowieka z Bogiem jako osobą, to realność i realizowanie się przyrodzonej
warstwy istotowej tych relacji dotyczy Boga jako osoby. Bóg jako byt przez swe
atrybuty wyzwala istnieniową warstwę religii. Bóg więc jako Samoistne Istnienie
realnością tego istnienia stwarza istnieniową warstwę relacji osobowych z ludźmi, a
następnie wypełnia istotową warstwę tych relacji, które są religią. Wiemy o tym,
zarazem jednak także rozumiemy, a podstawą rozumienia jest struktura religii. Każda
istniejąca osoba ludzka wiąże się z ludźmi w opisany tu sposób. Podobnie więc
człowiek wiąże się z Bogiem, gdyż Bóg jest istnieniem, a każde istnienie przejawia się
jako realność, prawda i dobro. Te przejawy są w Bogu Jego atrybutami, co zwiększa
rangę istnieniowej warstwy relacji religijnych, zarazem zwiększa rangę warstwy
istotowej, która jest sposobem realnego przebywania w nas Boga jednego w swym
istnieniu i w swej istocie.
Podkreślmy, że ukazuje się strukturę religii z dwu punktów widzenia. Najpierw
mówi się o tym, że religia jest głównie zespołem trzech relacji osobowych, mianowicie
miłości, wiary i nadziei, wyznaczanych przez istnienie osób, przejawiające się jako
realność, prawda i dobro. Z kolei rozważając budowę każdej z tych relacji, ukazuje się
warstwę istnieniową i istotową tych relacji. Warstwa istnieniowa jest powodowana
przez dany przejaw istnienia, podobnie między człowiekiem i człowiekiem, jak i
między człowiekiem i Bogiem. Ta warstwa wiąże osoby jako byty, a więc także
człowieka z Bogiem jako bytem. Warstwa istotową jest wypełniana tym, co wnosi dana
75
osoba. Ludzie wnoszą w tę warstwę to, czym żyją, gdyż mogą wnieść tylko struktury
przypadłościowe. Bóg wnosi w relacje religijne to, kim jest, a jest w swej istocie
Samym Istnieniem. Wnosi więc w istotę osoby ludzkiej samego siebie w Swym
Istnieniu. Staje się w nas obecny, dlatego całą miłość, wiarę i nadzieję możemy
skierować do Boga. W Nim bowiem, jako w swoistym „miejscu” bytowym spotykamy
Samo Istnienie. Warunkiem więc zaistnienia religii jest ukochanie Boga i Jego realna,
przyczynowa w nas obecność. Z tego względu zapoczątkowuje się w nas i spełnia
religia.
Niepełność i ograniczenia polityki
Z analizy struktury religii, a głównie z analizy struktury człowieka i jego relacji,
wśród których religię stanowią relacje osobowe, wiążące człowieka z Bogiem, wynika,
że nie można oderwać religii od człowieka. Nie można też zanegować istnienia Boga,
którego realność jako Samoistnego Istnienia i Stwórcy uzasadnia wewnętrzna struktura
dostępnych nam w bezpośrednim poznaniu bytów jednostkowych. Jeżeli więc religia
jest niezbywalną więzią człowieka z Bogiem, to każda polityka musi to brać pod uwagę
pod groźbą niepełnej służby człowiekowi.
Ten zespół relacji pomija właśnie polityka, wyznaczona strukturą nowożytnej i
współczesnej kultury. Jest więc niepełna, nie obejmuje wszystkich potrzeb i spraw
człowieka. Ogranicza swe programy do zagadnień władzy i gospodarki. Nie chodzi o to,
by jej programem było także nauczanie religii i wychowanie religijne ludzi. Chodzi
jedynie o to, aby w celach polityki jako racji stanu znalazła się podstawa starań o pełne
dobro człowieka, o realizowanie się więc wszystkich jego bytowych potrzeb, także
religijnych. Polityka musi je uwzględniać, jeżeli wyraża stanowisko, że reprezentuje
państwo wszystkich obywateli. Chodzi zarazem o to, aby politycy, znając religię, liczyli
się z jej prawdami w uzasadnianiu i wyznaczaniu programów politycznych. Wprost nie
wypada, aby polityka poważnego narodu i państwa opierała się na niekompetentnej,
niepełnej i ograniczonej identyfikacji człowieka i aby z tego powodu ustanawiała
ograniczoną rację stanu i tworzyła programy polityczne ogarniające tylko niektóre
sprawy człowieka. Byłaby wtedy podobna do lekarza, który pełniąc swe obowiązki
zawodowe nie bierze pod uwagę tego, że człowiek ma także serce, oczy i zdolność
76
odczuwania bólu. Pomijanie w polityce niektórych spraw ludzkich po prostu peszy.
Obywatele nie powinni wstydzić się swych polityków i polityki swych rządów z
powodu zawężenia zagadnień dotyczących człowieka. Nie powinni żyć ze
świadomością niepełności polityki i ograniczeń pola zagadnień.
Nie chodzi też o to, by polityka decydowała o wszystkich sprawach ludzi, lecz by
dla wszystkich tworzyła warunki ich realizowania.
Pomijanie inspiracji ze strony religii w formule racji stanu i programów
politycznych wskazuje na to, że nie liczy się w polityce norma miłości. Wynika to może
z faktu, że wciąż uważa się religię za zespół uczuć człowieka, za część kultury, teorię
społeczną lub urzeczowione marzenia. W świetle takiego rozumienia religii jej
kwestionowanie może się wydać ochroną racjonalności. W sumie jednak sprzyjanie
radykalnej świeckości polityki i państwa powoduje odsunięcie ludzi od myślenia przy
pomocy przyczyn i konsekwencji, zawężenie przedmiotu poznania i pozorną obronę
wolności. Wolności bowiem nie chroni negacja religii, lecz miłość, której zawsze uczy i
broni katolicyzm.
Niepełność i ograniczenia polityki, głównie w okresie nowożytnym i
współczesnym, potwierdzają koncepcję polityki aktualnie stosowane w świecie i Polsce.
Przypomnijmy, że przez politykę prawie w całym świecie rozumie się zespół
proponowanych celów, zadań i wartości. Bliżej określa się je w programach
politycznych, które dość często stanowią zalecenia upowszechniające teorię człowieka.
Głoszono więc, że człowiek jest twórcą siebie i mylono aspekt struktury bytowej ze
skutkami wychowania. Twierdzono też, że człowiek służy krajowi, gdy wytwarza
dobra. Nie chodzi tutaj o to, by zniechęcać do pracy i do wytwarzania dóbr, lecz żeby
jednak nie zawężać celów, zadań i wartości człowieka do samych efektów produkcji.
Poprawiano tę koncepcję upominając się o prawa człowieka. Ta pozytywna tendencja
wyraziła się jednak w tezie, że człowiek jest tylko zespołem praw i w ten sposób stając
się obywatelem jest dosłownie częścią państwa. Nie mogąc wybrnąć z niedokładności
tych ujęć zaczęto wreszcie głosić, że człowiek jest tożsamy ze społeczeństwem, które
nie utożsamia się z państwem i nie jest jego częścią, lecz podmiotem i zasadą państwa.
O takich koncepcjach polityki jako upowszechnianiu koncepcji człowieka
świadczą zawsze proponowane przez zmieniające się rządy propozycje reorganizacji
77
szkolnictwa, a więc programów nauczania i wychowania. Jest to zrozumiałe, gdy nowe
władze zmieniają koncepcję człowieka, jako tezy swej polityki. Ta zmiana, ujęta od
strony uczniów i studentów, a więc od strony skutków wykształcenia i wychowania, jest
zawsze błędem. Wykształcenie i wychowanie wymaga spokoju, tej samej wciąż
wierności prawdzie, która nie podlega zmianom. W nauczaniu bowiem chodzi o
rozpoznanie prawdy, o stałe z nią związanie w obszarze studiowanego przedmiotu.
Mogą jedynie zmieniać się sposoby dochodzenia do prawdy, lecz o wyborze sposobów
decyduje nauczający, a nie program polityczny. Władze polityczne mogą decydować
jedynie o tym, by nauczający byli odpowiednio dobrani, lecz nie ze względu na zadania
polityczne, ale na bezwzględną uczciwość w odniesieniu do prawdy i na
niekwestionowane kompetencje naukowe.
Programy polityczne zawsze ujawniają w propozycjach przemian zawarte w nich
cele, zadania i wartości. Ujawniają też strukturę kultury, która wyznacza politykę.
Nowożytna i współczesna kultura nadała polityce pierwsze i najwyższe miejsce.
Przyznała jej więc pozycję arbitra we wszystkich sprawach. Polityka jest więc
najwyższym autorytetem w tej kulturze.
Wydaje się, że pierwsze miejsce zajmuje zawsze realna rzeczywistość i poznający
ją człowiek. Jego bytowa struktura jest podstawą jego relacji ze wszystkimi bytami
stanowiącymi rzeczywistość. Człowiek wiąże się z tymi bytami różnorodnymi
relacjami. Z osobami wiąże się relacjami osobowymi. Gdy tymi relacjami wiąże się z
Bogiem, realizuje religię. Polityka, która bierze to pod uwagę, przestaje podlegać
zarzutowi nie-pełności i ograniczenia potrzeb i spraw człowieka.
Przypomnijmy też, że aktualnie w Polsce rozumie się przez politykę teorię
człowieka, głównie jako obywatela. Obywatelskość oznacza bezpośrednie podleganie
władzom państwowym ze względu na prawa, przysługujące obywatelowi Polski. Jest to
jednak powiązanie obywatela z rządem w płaszczyźnie świeckości. Wynika z tego, że
chodzi tu o człowieka ogólnego, każdego więc ze względu na przynależność do
państwa, nie ze względu na jego specyfikę jako osoby, która wiąże się z osobami przede
wszystkim relacjami osobowymi. Program polityczny nie obejmuje więc zasad
chronienia ludzkich przyjaźni, potrzeby powiązań z osobami przez miłość i wiarę,
sposobów nabywania mądrości. Polityka w Polsce jest programem ochrony dobra
78
człowieka ogólnego, a przez to dobro rozumie się tylko wiedzę, demokratyczną
strukturę władzy i efekty gospodarcze. Dobro człowieka ogólnego utożsamia się z
dobrem wspólnym państwa.
Nie łatwo przeciwstawić się zarzutowi niepełności i ograniczenia także w
odniesieniu do polityki w Polsce. Może uchyleniem tego zarzutu mogłyby stać się
wnioski filozoficzne poprawnej identyfikacji człowieka, z czego wynika niezbywalność
religii.
79
8. KULTURA POWSZECHNA
Pamiętamy, że struktura nowożytnej i współczesnej kultury stała się przyczyną
dominowania polityki. Oznacza to, że polityka uzyskała pierwszą i najwyższą pozycję
wśród dziedzin stanowiących kulturę. Stała się zespołem celów, zadań i wartości, o
których sama decyduje. Uzyskała pozycję autorytetu we wszystkich dziedzinach, a
raczej dla wszystkich dziedzin. Zajęła miejsce rzeczywistości realnych bytów. Inaczej
mówiąc, polityka usytuowała się ponad rzeczywistością, przez co został zaakceptowany
idealizm. Polega on bowiem na tym, że ludzkiemu myśleniu lub samej w sobie myśli
już oderwanej od myślącego podmiotu przypisuje się pierwszeństwo przed bytami.
Dodajmy, że przez byty rozumiemy to, co realnie istnieje jako jednostkowy konkret.
Polityka broni się przed utożsamieniem jej z idealizmem lub idealistycznym
uzasadnieniem, gdyż głosi się, że jest ona tożsama z zespołem relacji międzyludzkich.
Te relacje ujmowane są jednak jako samodzielne struktury bytowe i nie rozważa się ich
podmiotów, tego więc, co łączą. Bytowe usamodzielnienie relacji jest przyznaniem im
tylko myślnej samodzielności. Wynika z tego, że polityka współczesna zajmuje się
pojęciem relacji, a nie realną relacją. Głosi się zresztą, że relacje są wyłącznie myślne,
że są tylko sposobem myślenia o ludziach i rzeczach. Do tych myślanych relacji trudno
zaliczyć miłość. Wyznaczono więc jej pozycję odniesienia fizycznego. Takie
zakwalifikowanie miłości nie daje się utrzymać. Przeczy temu choćby miłość do
nieprzyjaciół i miłość do Boga. Neguje się więc takie przedmioty miłości. Nie można
jednak do końca wykluczyć realnych relacji osobowych. Neguje się więc filozofię,
która te relacje identyfikuje. W wyniku tego wszystkiego budowana jest kultura
nowożytna i współczesna z samych zaprzeczeń. Ostatecznie uzasadnieniem kultury
uczyniono pozytywizm, a w nim nauki szczegółowe. Całą kulturę osobistą i dzieła
kultury utożsamiono z wiedzą przyrodniczą i techniką. Jesteśmy właśnie na tym etapie
redukcjonistycznie określanej kultury.
Wyjściem z zawężenia koncepcji kultury jest powrót do realizmu. Oznacza to
zgodną z człowiekiem i wszystkimi bytami identyfikację ich bytowej struktury, zarazem
odczytanie na nowo natury ludzkiego poznania, właśnie identyfikującego, a nie
80
poddającego te struktury wymyślonym przez nas pojęciom, teoriom i koncepcjom.
Zgodnie z realnie istniejącymi bytami ich rozumienie stanie się podstawą wiedzy, której
porządkowanie według przedmiotu ujęć wyznaczy dziedziny kultury, samą więc kulturę
wierną rzeczywistości.
Niezależna w swym istnieniu od naszego myślenia rzeczywistość realnych bytów
wyprzedza nasze myślenie i kulturę jako wewnętrzne usprawnienia człowieka i
tworzone przez niego dzieła. Kultura jest wobec tego wiernym rzeczywistości jej
rozumieniem i wiernym myśleniu oraz rzeczywistości zespołem dzieł, wyrażających
poprzez nasze rozumienia samą rzeczywistość. Dzięki tej wierności kultura staje się
sposobem naszego kontaktu z realnymi bytami, a wśród nich z ludźmi i ze wszystkimi
istniejącymi osobami, także więc z Bogiem, który jest osobą. Tak rozumiana kultura
ogarnia wątki i dzieła stanowiące humanizm, religię, a także technikę. Jest bowiem
wszystkim, co człowiek wytwarza za pomocą myśli i rzeczy, pod warunkiem, że wyraża
zgodne z bytami ich rozumienia. Kultura, która nie buduje się na wierności temu, co
realnie istnieje, jest fałszem oraz zagrożeniem człowieka i świata w ich istnieniu, o
czym świadczy zniekształcone życie duchowe ludzi i problemy ekologiczne. Te
zagrożenia i problemy powstają wtedy, gdy źródłem kultury stają się dowolnie
konstruowane z naszych pojęć teorie, gdy więc konstrukcje myślowe, a nie
rzeczywistość realnych bytów, są podstawą nowych, wymyślonych konstrukcji.
Kultura powszechna w swej zasadniczej strukturze jest właśnie wiernym
rzeczywistości jej rozumieniem i wiernym temu rozumieniu oraz rzeczywistości
zespołem dzieł jako wewnętrznych usprawnień człowieka i tego, co na zewnątrz siebie
wytworzył. W bardziej szczegółowym ujęciu kultura obejmuje sposoby uzyskiwania
przez człowieka usprawnień, korzystania z nich w chronieniu relacji osobowych przy
pomocy dzieł myśli i decyzji, fascynacji i uczuć. Obejmuje także cele, zadania i
wartości oraz sposoby ich tworzenia jako dzieł, potrzebnych do uzyskania wiedzy i
mądrości, zarazem roztropności, która kieruje zachowaniem sprawiedliwym, pełnym
męstwa i umiarkowania. Wiedza i mądrość są sprawnościami intelektu, roztropność,
sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie wiążemy z działaniami woli. Wszystkie te
sprawności wspomagają nas ponadto w uzyskaniu kultury wyobrażeń, fascynacji i
uczuć. Cały bowiem człowiek, a więc wszystkie jego wewnętrzne władze, muszą
81
wyrażać wewnętrzną kulturę osobistą, jako miarę dzieł zewnętrznych, stanowiących
kulturę zewnętrzną.
Mogłoby się wydawać, że kultura powszechna, jako wierne bytom i usprawnione
odnoszenie się do nich, wyraża się przede wszystkim w moralności. Owszem, wysoka
moralność ludzi jest proporcjonalna do ich osobistej, a więc wewnętrznej kultury. Jest
zarazem znakiem tej kultury jako odniesienia do osób. Jedną z osób, zresztą osobą
wyjątkową i niezwykłą, jest Bóg. Także wobec Boga obowiązuje nas pełna ludzka
moralność. Zarazem należy pamiętać, że moralność ma na celu chronienie relacji
osobowych, a przez te relacje chronienie osób. Relacje osobowe odnoszą nas i do ludzi,
i do Boga. Do zachowań chroniących dołączają się działania, które są przedmiotem
chronienia. Krótko mówiąc, dołącza się humanizm i religia. Są one zawartością tego, co
chronimy przy pomocy zachowań moralnych. Ta zawartość to po prostu miłość jako
bezwzględna życzliwość i akceptacja osób, jako wiara udostępniająca wzajemnie
osobom ich życie wewnętrzne i same osoby, zarazem jako nadzieja, która jest radosną
potrzebą trwania w powiązaniu z osobami przez miłość i wiarę. Utrwalenie i
pogłębienie tych relacji nie sprowadza się więc do ich chronienia, a więc do zachowań
moralnych. Mogłoby to utrwalać stan, który nie jest jeszcze pogłębieniem i pełnią
miłości, wiary oraz nadziei. Innymi więc ponadto działaniami rozwijamy i pogłębiamy
relacje osobowe. Jeżeli są to relacje z Bogiem, to zgodnie z tym, że obie osoby
powiązane relacjami osobowymi wnoszą w tę relację swoje życie wewnętrzne, także
Bóg ze swej strony wnosi to, kim jest. Kultura powszechna musi więc obejmować
zarazem sprawności podejmowania tego, co Bóg w nas wnosi. Musi ją stanowić zawsze
wierność rzeczywistości realnych bytów, temu, co dzieje się między osobami, a więc
także objawioną informację o nadprzyrodzonych, w istotowej warstwie relacji,
powiązaniach Boga z człowiekiem. Kultura powszechna nie może pominąć wiedzy o
bytach i osobach jako filozofii bytu i filozofii człowieka i osób.
Kultura osobista człowieka ujawnia uzyskiwaną dzięki usprawnieniu mądrość.
Jest ona w osobach sprawnością dominującą. Można ją przypisywać także Bogu jako
osobie. Mądrość jest w nas zasadą wyboru działań moralnych, chroniących więc relacje
osobowe, a wśród nich głównie miłość, współwystępującą z relacją wiary i nadziei. Ta
mądrość kieruje nie tylko moralnymi zachowaniami ludzi. Jest także zasadą prawidłowo
82
uzyskanej wiedzy, zgodnego z bytami ich rozumienia w czynności odróżniania skutków
od przyczyny. Jest wobec tego, gdy chcemy nawiązać kontakty z bytami, zasadą
rozpoznania dobrych i złych skutków, jakie może wywołać w nas byt, z którym chcemy
się powiązać jako przyczyną oczekiwanych skutków. Mądrość jest więc w porządku
humanizmu niezastąpioną zasadą wszystkich dobrych odniesień, zarazem zasadą
nabywania innych usprawnień, stanowiących naszą kulturę wewnętrzną. Mądrość w
porządku religii jest zasadą realizowania więzi z Bogiem przez miłość. Mądrość jest
zasadą tego, co wyrażamy na zewnątrz w postaci dzieł kultury.
Kultura zewnętrzna, wyznaczana kulturą osobistą człowieka, wiernością osobom i
wszystkim realnym bytom, także ujawnia mądrość albo jej zupełny brak w dziełach,
stanowiących tę kulturę zewnętrzną lub też, jak mówimy, ujętą przedmiotowo. Gdy nie
ujawnia mądrości dzieł, to albo nie ma wielu osób, które uzyskały wysoki, a więc
normalny, poziom kultury osobistej, albo w tworzeniu dzieł kultury te osoby o wysokiej
kulturze osobistej podlegają wpływom odsuwającym od wierności sobie i realnym
bytom. Kultura współczesna na ogół nie jest wierna rzeczywistości bytów. Wyraża
właśnie idealizm. Wynika z tego, że osobista kultura ludzi jest wyłącznie prywatna i że
ci ludzie wyrażają na zewnątrz to, co sugeruje polityka.
Jednym więc z dominujących zagrożeń kultury współczesnej jest niespójność
między osobistą kulturą ludzi i kulturą zewnętrzną. Tych zagrożeń jest zresztą wiele.
Wymagają one osobnego omówienia.
Szkicując kształt kultury powszechnej, swoisty jej model, to, co należy uzyskać,
możemy powiedzieć, że podstawowym źródłem kultury powszechnej, zasadą jej
wierności bytowej strukturze osób i wszystkich jednostkowych konkretów realnych,
zasadą wewnętrznych usprawnień ludzkich i dzieł zewnętrznych, jest mądrość, wynik
usprawnień powodowanych przez podleganie strukturze bytów oddziałujących na nas.
Możemy więc powiedzieć, że zasadą kultury powszechnej, swoistym więc kryterium
nabywania sprawności wewnętrznych i tworzenia dzieł zewnętrznych, jest mądrość.
Wydaje się, że nie zabrzmi to w sposób oderwany od rzeczywistości bytów i osób, gdy
powiemy, że źródłem lub zasadą kultury powszechnej jest mądrość.
83
Skutki, wyznaczane przez te wspaniałe dwa źródła kultury powszechnej,
wyjaśnimy bliżej w bardziej szczegółowym przedstawieniu drogi uzyskiwania kultury
wewnętrznej i kultury zewnętrznej.
Kultura wewnętrzna
Kulturę wewnętrzną nazywamy często w tym rozdziale kulturą osobistą
człowieka. Jest ona bowiem zespołem usprawnień, bezpośrednio wyznaczających
wszystko, co w nas się dzieje i stanowi wewnętrzne życie człowieka, a zatem jego życie
osobiste. Jest to życie osoby.
Osoba jest jednostkowym bytem, ujętym w jego istnieniu i ze względu na to
wyposażenie istoty, które jest intelektem. Nazywamy więc osobą ten byt, który
udostępnia się poprzez przejawy swego istnienia i zachowania rozumne, zawsze
chroniące relacje, wyznaczone przez przejawy istnienia. Osobą jest więc byt
jednostkowy, realnie istniejący i przejawiający rozumność, który odnosi się do innych
osób z miłością, wiarą i nadzieją, oraz chroni te relacje działaniami intelektu i woli.
Zwrócenie uwagi w bycie jednostkowym na jego istnienie i intelekt jest wskazaniem na
elementy bytowe, wyróżniające każdą osobę, także więc na przykład Boga. Chodzi nam
jednak o tę osobę, która jest człowiekiem. Dana osoba jest wtedy człowiekiem, gdy do
wyposażenia jej istoty należy możność materialna, zapoczątkowująca całe ciało ludzkie.
Z ludzkim ciałem wiąże się poznanie zmysłowe, wrażenia i wyobrażenia, emocje i
uczucia. Kultura wewnętrzna człowieka jako osoby wyrażając się w usprawnieniach
intelektu i woli polega zarazem na dominowaniu w człowieku mądrości, która
wyznacza harmonię działania wszystkich jego władz, duchowych i cielesnych, swoisty
ład wewnętrzny, proporcjonalne i szlachetne reagowanie na wszystko, co na człowieka
oddziałuje.
W życiu wewnętrznym ludzi obserwujemy warunkowanie się osiągniętych
usprawnień i władz, które usprawniamy. Aby bowiem uzyskać mądrość, trzeba
usprawniać intelekt w wiedzy, a wolę w wyborze dobra, żeby jednak skłaniać intelekt
do wysiłku, a wolę nauczyć wierności dobru, trzeba kierować się mądrością. Wyjściem
z tej zależności, prawie uniemożliwiającej kulturę wewnętrzną, jest korzystanie z
mądrości wychowawcy. Gdy sami tworzymy swoją kulturę wewnętrzną, musimy
84
postępować drogą prób i błędów. Często grozi nam zniechęcenie i przerwanie procesu
dochodzenia do mądrości. Grozi nam to także wtedy, gdy nie spotkamy mądrego
wychowawcy. Tę rolę wychowawcy może pełnić Bóg poprzez Ewangelię i nauczanie
Kościoła. Jednak korzystaniu z pomocy Boga i Kościoła nie sprzyja dziś zespół
otaczających nas tendencji ateizujących. Z tych różnych powodów nie możemy dziś
wskazać łatwo na ludzi o normalnej, a więc wysokiej kulturze osobistej.
Korzystając nawet z pomocy mądrych wychowawców, ostatecznie sami musimy
powodować w sobie usprawnienia intelektu i woli, a przy ich pomocy harmonię
wewnętrzną jako prawidłowe reagowania na wszystko, co na nas oddziałuje.
Drogę do uzyskania mądrości stanowi wiedza. Nie chodzi jednak o wiedzę w
znaczeniu dużej erudycji. Chodzi o rozumienie wszystkiego, zgodnie z tym, czym coś
jest. Bezpośrednio jednak do mądrości prowadzi wiedza o wewnętrznej, podstawowej
zawartości bytów. Najszybciej uczy tego filozofia bytu. Uczy w ten sposób, że ukazuje
sposoby naszego zetknięcia się z wewnętrzną zawartością tego, co realne. Sama więc
rzeczywistość jako zespół realnych konkretów poprzez to, co jest w nich ich
wewnętrznymi przyczynami, uczy nas rozumienia, wprowadzającego w mądrość, gdy
dzięki temu rozumieniu powiążemy się z bytami, sprawiającymi w nas dobro. Jeżeli
realne byty uczą nas rozumienia i mądrości, to warunkiem jej uzyskania nie jest wprost
wykształcenie szkolne i jakakolwiek wiedza, która tylko nas wspomaga, gdy jest to
filozofia bytu. Mądrości więc mogą nauczyć się osoby, które nie przechodzą przez
etapy zorganizowanego kształcenia w szkołach. Ich wykształcenie sprowadzi się do
filozofii bytu, poznanej na drodze prób i błędów. Jest to jednak długa droga. Wynika z
tego, że należy ją skrócić przez wprowadzenie do szkół filozofii bytu, metafizyki
człowieka, łaciny i języka greckiego, które uwrażliwiają na problem zasad. Taki
program kształcenia zastępuje mądrego wychowawcę.
Samo wykształcenie składa się już na kulturę osobistą człowieka. Wyraża się ona
bowiem w umiejętności znalezienia dla danych bytów lub wydarzeń jako skutków ich
właściwej przyczyny. Mądrością bowiem jest prawidłowe odczytanie skutków, jaki
dany byt wywołuje, i odczytanie przyczyn, gdy chcemy dany skutek przewidzieć. Nie
jest to jednak porządek matematycznych wyliczeń, lecz umiejętności widzenia zarazem
skutku i przyczyny oraz dobra, wywoływanego przez dany byt.
85
Nabycie takiej umiejętności jako najgłębszej wiedzy o bytach wymaga przede
wszystkim cierpliwości. Jest ona naszą zgodą na niedoskonałość władz poznawczych i
pożądawczych człowieka, jest konsekwencją prawdy o sobie. Broni nas przed
zniechęceniem w drodze do uzyskania rozumień. Mobilizuje do powtarzania ćwiczeń i
wysiłku poprawiania tego, co nazywa się rozumieniem. Mobilizuje zarazem dowiązania
z prawdą i dobrem naszych wyobrażeń i fascynacji, emocji i uczuć, do uporządkowania
pożądań.
Pojęcie pożądania jest wiązane z jakimś obecnym w nas zespołem ślepych sił,
które nami kierują i których nie można poddać kontroli intelektu. Nawet nie chcemy, by
intelekt je opanowywał, gdyż szkoda nam przyjemności, które z pożądaniem wiążemy.
Powiązanie pożądania z przyjemnością utrudnia uzyskanie pełnej kultury wewnętrznej.
Nie jest ona pełna, gdy jakaś dziedzina działań nie jest uprawiona, uporządkowana, gdy
stanowi jak gdyby pole chwastów wśród wspaniale wyhodowanych kwiatów.
Tymczasem pożądanie polega na łączeniu naszych dążeń z dowolnymi wyobrażeniami,
z którymi wiążemy się nie korzystając z rozumienia przedmiotu naszych tęsknot.
Potocznie rozumiane pożądanie jest mechanicznym wiązaniem tego, co zobaczymy lub
wyobrazimy sobie, z nami, z decyzją niecierpliwie oczekiwanego przez nas dobra.
Mówiąc prościej, pożądanie jest zaufaniem potrzebie posiadania wszystkiego. Jest
błędnym posłużeniem się wolnością. Wymaga konsultacji ze wszystkimi władzami
poznania, także więc z intelektem, usprawnionym w wiedzy i mądrości. Intelekt może
nas poinformować, że to, ku czemu się kierujemy, nie spowoduje oczekiwanej
przyjemności, że przyjemność towarzyszy każdemu usprawnionemu działaniu, że jest
czymś realnym, czego nie powoduje ani wyobrażenie, ani nawet pojęcie. Pożądanie jest
wiązaniem się z realnymi bytami, a te wymagają dobrego ich rozpoznania.
Opanowywanie pożądań nie polega więc na ich pomijaniu, lecz na kierowaniu ich do
właściwego dla nich bytu jako dobra. Uzyskiwanie kultury wewnętrznej nie sprowadza
się przecież do niszczenia człowieka, lecz do doskonalenia i usprawniania wszystkiego,
czym on jest.
Uwagi o pożądaniu wymagają podjęcia tematu umartwienia. Neoplatońska
tradycja terminologiczna wiąże umartwienie z negacją lub niszczeniem wielu dążeń
człowieka, wyznaczanych przez naturalne w nim władze duchowe lub cielesne.
86
Tymczasem umartwienie polega na wyborze dobra, proporcjonalnego do danych władz
i dążeń. Jest umiejętnością pomijania tego, co gorsze, a wiązania się z tym, co lepsze i
słuszniejsze. Jest wprost porzuceniem relacji do niewłaściwego przedmiotu i
nawiązywanie relacji z bytem, który jest właściwym przedmiotem danej władzy lub jej
dążenia. Pożądanie w postaci ciekawości zaspokajamy nie w ten sposób, że czytamy
cokolwiek, lecz że czytamy tekst na temat, który nas interesuje. Teksty na temat
myślenia nie informują o wewnętrznej strukturze bytu. Pożądanie w postaci potrzeby
wiązania się z czymkolwiek, na przykład z narkotykiem, nie realizuje pozytywnego
kontaktu, lecz niszczy. Patrzenie w słońce nie pozwala zobaczyć słońca. Pożądanie
wobec tego musi korzystać z intelektualnej informacji, która sugeruje wybór. Dążenie
do wszystkiego naraża na to, że ostatecznie osiągniemy tylko niektóre przedmioty. Jest
więc rozsądniej zorientować się, do których się skierować. Umartwienie więc, jako
wybór przedmiotów pragnień, sprzyja realizacji pożądania, czyli dążenia do
odpowiadającego człowiekowi dobra.
Kultura wewnętrzna człowieka jako osoby wyraża się zatem w uzyskaniu
najpierw wykształcenia polegającego na rozumieniu natury realnych bytów, na
odróżnianiu prawdy od fałszu, dobra od zła. Polega z kolei na stałym kierowaniu się do
realnie istniejących bytów, zawsze do prawdy i dobra, na cierpliwym nabywaniu
wierności temu, co słuszniejsze i lepsze. Wyraża się też w poważnym wyborze zawsze
tego, co jest właściwym przedmiotem intelektu i woli. Jest umiejętnością wyboru, co od
strony wychowawczej nazywamy umartwieniem. Nigdy nie jest zniechęceniem, lecz
zawsze gotowością wiązania się z tym, co realne, prawdziwe i dobre. Przejawia się też
w życzliwym i pełnym powagi traktowaniu siebie, zaufaniu do nabytych usprawnień i
kompetencji. Jest sumą skutków rozwijania swych władz, przejawiających bytową
strukturę człowieka. Uzyskanie tego wszystkiego wskazuje, że wewnętrzną kulturę
człowieka tworzy już mądrość jako usprawnienie intelektu w osiąganiu harmonii
działań wszystkich władz, a głównie zgodnych reakcji intelektu i woli, co oznacza
liczenie się w odniesieniach do siebie i innych bytów zawsze z prawdą i dobrem.
Usprawnianie władz człowieka, zarówno duchowych jak i zmysłowych,
harmonizowanie ich działania, jest trudną pracą wewnętrzną. Często odczuwamy
podejmowany wysiłek. Aby go kontynuować, musimy sięgać do motywów, które
87
zachęcają nas do znoszenia skutków zmęczenia i wciąż grożącego nam zniechęcenia.
Najmocniejszym zespołem motywów jest życie religijne. Gdy podejmowana praca jest
ciężka, polegająca na przykład na kształceniu się i zdobywaniu cnót moralnych przez
nieustanne wybieranie dobra, motywem wzmagającym siły może być postawa pokuty
rozumiana jako przekonanie o potrzebie nadrobienia pracą lub rewanżowania krzywd
wyrządzonych sobie, ludziom i Bogu. Motywem może też być potrzeba takiego
przygotowania się, by Bóg mógł posłużyć się naszą wiedzą, mądrością, dobrocią i
miłością w celu spowodowania w kimś dobra, którym On chce obdarowywać.
Motywem więc uzyskiwania kultury wewnętrznej może być miłość do Boga.
Wprowadza nas ona w relację więzi z Bogiem, co stanowi życie religijne osób. To
życie religijne jest ważnym elementem wewnętrznej kultury człowieka. Owocuje
bowiem najpierw w nas stałą obecnością Boga w istocie osoby ludzkiej. Nasza kultura
wewnętrzna staje się bogatsza o wiarę w Boga jako zaufanie Bogu, co skłania do
realizowania Jego życzeń. Staje się też bogatsza o miłość, którą Bóg wniósł w naszą
naturalną relację miłości, byśmy mogli nią Go dosięgnąć, tak jak relacją miłości
naturalnej dosięgamy ludzi. Jest ponadto bogatsza o nadzieję jako potrzebę
akceptowania nas przez Boga i spełniania Jego oczekiwań, gdyż tego przecież dotyczy
odnoszenie się do nas Boga z zaufaniem wypełniającym wiarę. Przede wszystkim jest w
nas obecny Bóg. Ze względu na Niego, na wiążącą nas z Nim miłość, realizujemy jak
najlepiej i najszlachetniej nasze życie wewnętrzne. Nie wiem, czy bez tego motywu,
którym jest obecny w nas Bóg, wystarczyłoby nam sił do uzyskania godnej człowieka
kultury wewnętrznej.
Kultura zewnętrzna jako odniesienia do osób
Odróżniając kulturę wewnętrzną od kultury zewnętrznej możemy wskazać na to,
że cała kultura wewnętrzna jako usprawnianie intelektu i woli jest przygotowaniem się
do służenia innym osobom. Jest uzyskiwaniem warunków dla tworzenia kultury
zewnętrznej. Kultura zewnętrzna polega głównie na chronieniu relacji osobowych.
Chronimy je posługując się mądrością będącą skutkiem usprawnionego intelektu i
usprawnionej woli, pozwalających człowiekowi kierować się prawdą i dobrem. Na
88
miarę naszej mądrości tworzymy dzieła, przy pomocy których inne osoby doskonalą
swoje myślenie i swoje decyzje, a więc uzyskują własną kulturę wewnętrzną.
Swoją kulturą osobistą służymy innym bezpośrednio lub pośrednio. Tę
bezpośrednią służbę nazywamy tu kulturą zewnętrzną jako odniesieniem do osób.
Służbę pośrednią chcę nazywać kulturą zewnętrzną jako zespołem dzieł, tworzonych
przez nas i zastępujących nas, gdy nie wspomagamy kogoś bezpośrednio.
Relacje osobowe mają swe źródło w przejawach istnienia osób. Powstają bez
naszej wiedzy i decyzji. Chronimy je jednak naszą wiedzą i decyzjami, zarazem
wywoływaniem zafascynowań i wspomaganiem pozytywnymi uczuciami. Do kultury
zewnętrznej należy więc chronienie miłości jako przyjaźni, która jest trwałym i zawsze
wiernym zabieganiem o słuszne dobro osób. Przyjaźń wiąże ludzi, buduje wspólnoty,
wzmacnia w chwilach zniechęcenia. Do kultury zewnętrznej należy też chronienie
wiary jako zaufania ludzi do siebie, przełamującego nieporozumienia. Wiara zachęca do
wybaczania, a więc do korzystania z miłości w tej wersji, która jest miłosierdziem:
zaradzeniem z miłością w dramatycznej chwili jakiemuś zmartwieniu, niepowodzeniu,
chorobie, cierpieniu. Takie opowiedzenie się po stronie człowieka cierpiącego,
skrzywdzonego, zarazem pojawienie się przy nim, gdy przeżywa radość, osiąga jakiś
sukces wewnętrzny lub zewnętrzny, podkreśla jego godność, manifestuje braterstwo,
które zawsze jest znakiem wybaczenia, czyli stawianiem na równi z innymi osobami,
zawsze godnymi miłości, wiary jako zaufania i doznawania pełnej życzliwości.
Człowiek nabywa wtedy poczucia, że inne osoby, że cała wspólnota wiąże z nim swoje
nadzieje, że więc nie może zawieść, że jest słuszne, aby także sam zabiegał o
usprawnienie intelektu i woli, o mądrość, o odpowiadanie na miłość miłością,
zaufaniem na zaufanie. Sytuuje się w warunkach sprzyjających tworzeniu własnej
kultury wewnętrznej.
Przykład naszych religijnych powiązań z Bogiem może budzić w kimś
zainteresowanie Osobą Boga. To zainteresowanie może spowodować skierowanie się
kogoś do Boga, a wtedy On wniesie miłość nadprzyrodzoną w naturalną relację miłości,
która zawsze wiąże istniejącego człowieka z istniejącym Bogiem. Relacja ta zawsze
istnieje, choć nie zawsze jest chroniona i pogłębiana.
89
Nasza kultura wewnętrzna funkcjonuje więc także w dziedzinie ożywiania życia
religijnego kontaktujących się z nami osób. Jest więc potrzebną innym naszą służbą. A
gdy służymy z czcią osobom, to realizujemy miłość. Kultura zewnętrzna jako nasze
odniesienia do osób jest wobec tego chronieniem miłości, wiary i nadziei wiążących
osoby. Jest w tym aspekcie działaniem godnym człowieka. Chroniąc relacje osobowe
zarazem mobilizuje do podejmowania działań moralnie dobrych jako wiernych dobru.
Gdy realizuje się te działania w obszarze religii, uzyskują one dodatkowy wymiar znaku
poważnego traktowania Boga. Należy bowiem dodać, że życie religijne nie utożsamia
się z życiem moralnym. Życie religijne to więzi miłości, wiary i nadziei, łączące nas z
Bogiem. To osobiste i wspólnotowe powiązanie z Bogiem przez miłość, realizowanie
Jego życzeń. Te życzenia ogarniają także przestrzeganie zasad moralnych. Możemy
jednak realizować działania moralnie dobre nie motywując tego przyjaźnią z Bogiem.
Działania moralne, realizowane w obszarze religii, czynią wiarygodnymi nasze więzi z
Bogiem.
Kultura zewnętrzna jako zespół dzieł
Kultura zewnętrzna w postaci zespołu tworzonych przez nas dzieł jest naszą
pośrednią i bardzo odpowiedzialną służbą człowiekowi. Nie możemy bowiem tych dzieł
poprawić w momencie, gdy wywołują skutki nie na miarę zamierzonego przez nas
dobra. Gdy bezpośrednio odnosimy się do osób, możemy zaradzić nie całkiem
właściwemu wpływowi tego, co uznaliśmy za wystarczające w naszej kulturze
wewnętrznej. Dzieła kultury przenoszą tylko to, co w nich zawarliśmy. Są to zawsze
teorie różnego rodzaju, utrwalone w tekstach. Są to dzieła sztuki lub techniki w postaci
ukształtowanego tworzywa fizycznego. Są to ponadto instytucje społeczne, naukowe,
także polityczne, upowszechniające światopoglądy, ideologie, punkty widzenia, oceny.
Wszystko to wpływa na intelekt i wolę ludzi, gdy szukają w tych dziełach informacji i
odpowiedzi.
Głównym warsztatem powstawania dzieł powinny być wyższe uczelnie,
szczególnie uniwersytety, których pierwszym zadaniem jest kształcenie rozumień, a
tym samym chronienie humanizmu. Dziś jednak dziełom kultury nadają często kształt
instytucje ideologiczne i społeczne, a przede wszystkim ośrodki tworzenia polityki.
90
Polityka więc rozstrzyga, jak rozumieć człowieka, ustala nawet, kim jest człowiek.
Polityka jest ośrodkiem, w którym nadaje się treść pojęciom politycznym usytuowanym
na szczycie kultury jako dziedzina ostatecznych rozstrzygnięć. Kultura zewnętrzna,
będąca zespołem dzieł, nie ma więc jednolitego oblicza.
Dzieła te tworzą jednak ludzie. Są ich autorami. Mają prawo je poprawiać.
Kultura zewnętrzna jako zespół dzieł, rozważanych w aspekcie genetycznym, podlega
człowiekowi. Te dzieła, rozważane w sensie strukturalnym, wyprzedzają ludzi i w tym
znaczeniu zyskują nad nami przewagę. Wytworzył je jednak człowiek. Daje nam to
prawo do poprawiania i doskonalenia kultury wewnętrznej. Racją tego prawa jest dobro
człowieka. O tym dobru, jako skutku dzieła kultury, decyduje mądrość, wyznaczająca
wewnętrzną kulturę osób. Wszystko, co w dziełach kultury oddala od prawdy i dobra,
należy zakwestionować. Kultura nie może być wystąpieniem przeciw mądrości i
przeciw osobom.
Dotykamy bardzo trudnego problemu prawa człowieka do kwestionowania
kultury. Nie należy, oczywiście, niszczyć dzieł, których nie akceptujemy ze względu na
zawarty w nich fałsz, jako niewierność prawdzie, i na zawarte w nich wskazania, które
kierują do zła. Możemy jednak ich nie zalecać i z nich nie korzystać. Przyczyną takich
ograniczeń jest wciąż chronienie tego wszystkiego, co usprawnia nas w mądrości. Tylko
mądrość wyznacza godną człowieka jego kulturę wewnętrzną. Ta kultura, stanowiąc
wewnętrzne usprawnienia intelektu i woli, jest źródłem chronienia relacji osobowych i
tym samym osób. Działania chroniące osoby odnoszą się też do Boga, z którym
wiążemy się przez relacje osobowe, stanowiące religię. Są więc podstawy w filozofii i
teologii osób, by przekształcać nowożytną i współczesną kulturę w kierunku kultury
powszechnej, w której tworząca ją mądrość zapewnia chronienie dobra człowieka i
chwały Boga.
Jeżeli źródłem i zasadą kultury powszechnej jest mądrość i Bóg, to nie można nie
odwołać się do tych źródeł także w kształtowaniu zastanego zespołu dzieł,
stanowiących kulturę zewnętrzną, która wpływa na tworzenie się w człowieku jego
kultury zewnętrznej.
W kulturze powszechnej, zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej, sformułowana
zgodnie ze strukturą człowieka antropologia filozoficzna i teologiczna uzasadnia nurt
91
humanizmu i religii. Człowiek może powiedzieć krócej, że chodzi mu o mądrość.
Człowiek jednak nie wybroni swej więzi z Bogiem bez kultury. Nie spełni też
właściwego mu zadania nabywania mądrości. Uzyskiwanie mądrości wymaga kultury
jako zgodnych z bytową strukturą osób rozumień, prowadzących przez wiedzę do
rozumień. Wymaga też usprawnionych decyzji i trwania w wierności dobru i prawdzie.
Mądrość zaczyna się od przestrzegania zasad moralnych. Regulują one
prawidłowe odniesienia do ludzi i do Boga wskazując na to, co należy czynić, a czego
unikać, gdy jeszcze miłość i mądrość nie kierują wszystkim, co czynimy.
Zasady moralne, określające nasze odniesienia do ludzi, prostują najpierw nasze
więzi z rodzicami. Te więzi są bowiem uwikłane w tradycje obyczajowe, wyznaczane
najdziwniejszymi koncepcjami człowieka, niekiedy takimi, które uchylają czyjeś prawo
do życia, najczęściej przed urodzeniem lub w starszym wieku, po okresie wypełnionych
obowiązków publicznych. Człowiek ma jasno wytyczone cele i zadania: do rodziców
należy odnosić się z bezwzględną czcią. Oznacza to, że należy ich chronić, służyć im,
pomagać, otaczać opieką. Tak jest wytyczona droga zachowań. Często mamy własne,
zgodne z faktami zdania o rodzicach, szczególnie wtedy, gdy obciąża ich wina, łamanie
praw, skutki uzależnień. Dzieci nie mają jednak prawa kierowania się w działaniu
swymi opiniami. Ich godnym zachowaniem jest właśnie odnoszenie się z czcią do
rodziców. Nigdy taka postawa nie jest przedmiotem zarzutu. Chwałą dzieci jest
osłanianie rodziców nie umiejących już posługiwać się myśleniem, pozbawionych sił i
zdrowia. Takie zachowania współtworzą kulturę wierną dobru osób.
Nasze odniesienia do ludzi są określone także zasadą moralną „nie zabijaj”.
Obowiązuje nas ono wobec każdego człowieka. Ogarnia zarazem trudną problematykę
dzieci nie narodzonych, eutanazji, pojawiających się dziś teorii prawa do godnej
śmierci, przez co rozumie się odmówienie leczenia ludziom w bardzo zaawansowanym
w wieku. Rozwiązanie tych problemów wymaga studiów w dziedzinie identyfikacji
bytowej struktury człowieka, stanowienia prawa do określenia granic życia, teorii kar za
prawnie określone przestępstwa. Wiąże się z tym teoria wojen, problematyka
ekologiczna, lecznictwo, wyżywienie, budownictwo, nawet technika tworzenia
sprzętów domowych, które mogą powodować choroby. Zasada moralna „nie zabijaj”
92
dotyka więc wielu dziedzin kultury zewnętrznej jako zespołu dzieł i zarazem kultury
wewnętrznej, gdy błędne teorie mogą usprawiedliwiać pomijanie dobra człowieka.
Zabezpieczając rodziców i życie ludzi, kolejne zasada moralna chroni małżeństwa
i rodziny. Nigdy nikomu nie wolno wkraczać swymi uczuciami i fascynacjami w
związek małżeński. Mówiąc zwyczajnie, nie wolno swych uczuć zgłaszać któremuś z
małżonków. Fascynacje nie zawsze są od nas zależne. Uczucia są skutkiem w nas
naszych wyobrażeń. Fascynacje i uczucia mogą tylko trwać w nas i powodować
cierpienie. Jedynym naszym właściwym zachowaniem jest oczekiwanie, by wygasły
fascynacje i minęły uczucia, nigdy nie ujawnione. Intelekt i wola, posługując się prawdą
i dobrem, muszą wyznaczyć, przy pomocy mądrości, działania chroniące relacje
stanowiące małżeństwo i rodzinę. Małżeństwo funkcjonuje w kilku poziomach kultury i
relacji międzyludzkich. Wskazuje na to fakt zawierania małżeństwa. Swą decyzję
ogłaszają małżonkowie wobec przedstawicieli społeczeństwa i wspólnoty. Nabywają
nowych praw jako wspólnota. Zobowiązują się do powiązania przez miłość, zarazem do
urodzenia i wychowania dzieci. To oni bezpośrednio żywią, leczą, kształcą nowego
człowieka, stosują kary i chronią swą miłością. W swym działaniu sięgają do wielu
dziedzin kultury, a bezpośrednio przekazują swą kulturę wewnętrzną.
Zasada moralna „nie kradnij” zawężamy często do zagadnienia cudzej własności.
Jest to słuszne tylko wtedy, gdy nie wykroczy się poza zakres rzeczy materialnych.
Zasada moralna to jednak staje w obronie także czci drugiego człowieka, prawa do
prawdy, do korzystania z dobra, z szacunku i miłości, zaufania, dobrej opinii, własnej
myśli. Nie wolno też ukazywać fałszu i zła jako dobra, gdyż jest to kradzieżą szansy
dochodzenia do mądrości. Zasada moralna to od innej strony chroni także istnienie i
życie. Zabrania ograniczania informacji, studiów, nabywania wiedzy. Zobowiązuje do
chronienia relacji osobowych, do sytuowania człowieka w tym potrzebnym
człowiekowi domu, którym są osoby, z kolei zdrowe środowisko przyrodnicze, świat i
kosmos. Zakazuje niszczenia świata, produkowania tajnych broni, zaniedbania
obowiązków społecznych. Nie wolno nam ograniczać człowieka, szans jego miłości,
dróg do dobra i mądrości. Zasada moralna uczy wrażliwości na zakres naszych
uprawnień i wskazuje na granicę tego, co jest czyjąś własnością. Stawia wymaganie
starannych studiów nad zakresem problemu własności. Tą granicą jest człowiek i jego
93
relacje. Kultura zewnętrzna jako zespół tworzonych przez nas dzieł nie jest więc
łatwym problemem.
Kolejna zasada moralna zobowiązuje do wierności prawdzie, zarazem do czci,
którą winniśmy okazywać nie tylko rodzicom, lecz także wszystkim ludziom. Nie
wolno stwierdzać, że człowiek nie jest tym, kim jest, że na przykład pochodzi od
zwierząt, a nie od Boga, który stworzył istnienie aktywizujące współpracę innych
przyczyn, powodujących poczęcie człowieka. Stworzone istnienie urealnia i aktualizuje
całą bytową zawartość człowieka. Nie wolno więc uczyć człowieka fałszywych teorii,
zniekształcających informację o jego strukturze i pochodzeniu jego istnienia. „Nie mów
fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu”. Przejmująca i zastanawiająca jest w
treści tego zasady moralne troska Boga o pełną prawdę o człowieku. Ponieważ tę
prawdę odkrywa filozofia bytu i filozofia człowieka, można powiedzieć, że Bóg staje w
obronie filozofii, identyfikującej człowieka w tym, kim jest. Bóg staje też w obronie
teologii, w obronie wiernej Jego myśli objawionej informacji o pochodzeniu człowieka,
jego celach i zadaniach, które Bóg przekazuje w postaci swych życzeń. Dodajmy, że w
Starym Testamencie mówienie oznaczało ujawnianie spraw najważniejszych,
bezpośrednio istoty człowieka oraz najważniejszych spraw osób, do których się
mówiło, tym bardziej, gdy używało się imienia.
A nazwa „człowiek” jest imieniem istoty tych bytów, które wiążą się z innymi
miłością, wiarą i nadzieją. Zasada moralna, zalecające dawanie prawdziwego
świadectwa, jest wezwaniem, by przez prawdę chronić osoby i ich relacje.
Zafałszowanie prawdy może powodować, że wyrywamy człowieka z zespołu
relacji osobowych przez kogoś już realizowanych. Bóg więc dopowiada, że nie należy
zabierać żony swemu bliźniemu. Niszczy to bowiem małżeństwo i rodzinę, a w tych
wspólnotach żona i matka pełni zadanie chronienia relacji osobowych. Jak wiemy,
chroni się te relacje działaniami intelektu i woli, czyli mądrością. Jakże więc głębokim
zafałszowaniem jest model wychowywania kobiety, według którego zwalnia się ją z
obowiązku zaawansowanego usprawnienia władz duchowych, czyli wykształcenia,
pozwalającego na posłużenie się właściwymi środkami chroniącymi wewnętrzną i
zewnętrzną kulturę człowieka. Dodajmy, że człowiek opuścił kiedyś Raj bez
powiązania się z Bogiem miłością. Według teologii dogmatycznej wyniósł jednak wiarę
94
i nadzieję. Są to ważne więzi, które nas wspomagają w staraniach o miłość.
Współczesna kultura swymi teoriami ateizującymi chce wywołać w nas niewiarę, a
używając polityki do wywoływania konfliktów społecznych lub międzypaństwowych
często jak gdyby umyślnie wprowadza w rozpacz, która niszczy nadzieję. Wydaje się,
że chodzi tu o zniszczenie tych ostatnich więzi łączących człowieka z Bogiem, by przez
ich likwidację uniemożliwić powiązanie się człowieka z Bogiem przez miłość. Potrzeba
więc głębokiej i prawdziwej wiedzy o człowieku i jego relacjach, by uratować
humanistyczne i religijne więzi człowieka z osobami. W małżeństwie i rodzinie chroni
te więzi żona i matka. Mąż i ojciec wnosi wartości, ukazuje osoby, fascynuje swą
wiernością prawdzie i dobru, wiernością Bogu, gdy pełni swe zadania zgodnie z pozycją
męża i ojca. Kobieta i matka musi nabyć wiele rozumień, by mogła spełnić zadanie
obrony relacji osobowych, które są istotą małżeństwa i rodziny, ujętych w ich trwaniu.
I wreszcie Bóg objawia nam zasada moralna miłości Boga i bliźniego. Wszystkich
ludzi mamy ogarnąć swą miłością, co oznacza chronienie ich istnienia i służenie z czcią
dobru osób. Tym dobrem, gdy patrzymy na człowieka z pozycji kultury, są skutki
mądrości i więzi z Bogiem. Tym dobrem jest sama osoba, jej mądrość, i Bóg.
Zasady moralne chronią też więź Boga z człowiekiem. Jesteśmy zobowiązani tak
starannie rozpoznać rzeczywistość i osoby, by nie pomylić Boga z innymi bytami. Jest
tu znowu wezwanie do starannych studiów filozoficznych i teologicznych, gdyż w tych
dyscyplinach pojawia się zagadnienie Boga. Mamy też dokładnie zbadać tradycje
religijne, wiarygodność różnych wersji objawienia się Boga ludziom. Bóg zaleca, by Go
rozpoznać jako jednego i w tym, kim jest. Rozpoznamy to, że Bóg jest jeden, że jest
osobą, a więc Samoistnym Istnieniem rozumnym, pierwszym bytem, wyprzedzającym
wszystko, co istnieje. Aby tak rozpoznać Boga, trzeba umieć uchylić tezy dominującej
dziś w kulturze gnozy, błędy transcendentalizmu i nawyku liniowego wyjaśniania
zależności między bytami. Te tezy, błędy i nawyki myślowe stanowią zagrożenie
kultury, gdyż wprowadzają na drogi oddalające od prawdy.
Nie należy jednak obciążać Boga wszystkimi naszymi sprawami i
niepowodzeniami. Należy rozpoznawać to, czego przyczyną jest Bóg, i to, czego my
jesteśmy autorami.
95
Jesteśmy, podobnie jak Bóg, osobami, które wiążą się z Bogiem miłością.
Musimy więc mieć czas na chronienie miłości do Boga, na uzyskiwanie wiedzy o
sposobach chronienia miłości. Także te treści są zawarte w przykazaniu, abyśmy
święcili dzień święty.
Aż tyle zagadnień wiąże się z kulturą zewętrzną jako zespołem dzieł, tworzonych
przez człowieka. Wśród tych dzieł niezwykle ważne są te, które chronią osoby, relacje
osobowe, istnienie, prawdę i dobro, zarazem mądrość i Boga. Bez nich nie możemy
wypracować w sobie osobistej kultury wewnętrznej, a także wytworzyć kultury
zewnętrznej, rozumianej jako chronienie odniesień do osób w sposób bezpośredni lub
pośrednio, przez dzieła stanowiące kulturę ujętą przedmiotowo.
96
9. ZAGROŻENIA KULTURY
Rozważając zagadnienie polityki obserwujemy głęboką zależność między nią a
kulturą. Wiemy już, że w kulturze nowożytnej i współczesnej polityka zajęła pierwsze i
najwyższe miejsce wśród dziedzin, stanowiących tę kulturę. Tą kulturą aktualnie
żyjemy. Dla polityki pozycja pierwszego i najwyższego miejsca nie jest korzystna.
Polityka bowiem nie ma z kim konsultować swych programów. O wszystkim sama
decyduje i wszystko rozstrzyga. Jest zespołem racji dla wszystkich dziedzin kultury.
Owszem, konsultuje swe racje stanu i programy polityczne z ekonomiką i eschatologią
w postaci ideologii, często z prawem, naukami społecznymi i naukami przyrodniczymi.
Jest to jednak konsultacja pozorna, gdyż wszystkie te dziedziny zależą od polityki, są –
szczerze mówiąc – przez nią manipulowane. Nie mogą wobec tego doradzać, mogą
tylko akceptować rację stanu i programy. W wyniku tego polityka staje się
schematyczna, zawężona i ograniczona. Wciąż obserwujemy jej zawężanie do
zagadnień władzy i gospodarki, co utożsamia ją zresztą jako pojęcie z treścią pojęcia
państwa. Zajmowanie więc przez politykę pierwszego i najwyższego miejsca w kulturze
jest jej zagrożeniem i zarazem jest zagrożeniem kultury.
Podstawowe więc zagrożenie kultury to zawężone i ograniczone pole jej działań.
Tym polem jest wyłącznie polityka. Wszystko, co nie służy polityce i jej nie realizuje,
nie jest akceptowane. Kultura nie korzysta z pełniejszego pola inicjatyw. Nie ma tu
miejsca na pomysłowość ludzi, gdyż źródłem pomysłowości jest rzeczywistość
realnych bytów, które swym oddziaływaniem na intelekt i wolę ludzi wywołują
zróżnicowane rozumienia, łączące z bogactwem prawdy i dobra. Realne byty, prawda i
dobro nie są dopuszczane do głosu przez obowiązujące tendencje negacji filozofii bytu i
forsowania ateizmu. Uchyleniem tego zagrożenia jest przywrócenie i rozwijanie
filozofii bytu oraz realizowanie przez ludzi więzi z Bogiem, zgodnej z relacjami
osobowymi człowieka. Nawiązujemy tu do poglądu, że źródłem kultury humanistycznej
jest mądrość.
Wiele zagrożeń dotyczy każdej kultury, niektóre dotyczą bardziej kultury w
Polsce, a inne kultury powszechnej. Osobne zagrożenia dotyczą wewnętrznej kultury
97
człowieka, inne kultury zewnętrznej jako odniesienia do osób i jako zespołu
tworzonych przez nas dzieł.
Ważniejsze zagrożenia kultury wewnętrznej
Kultura wewnętrzna jest proporcjonalna do dzieł, które nas kształcą i wychowują.
Dotkliwie odczuwalny jest brak wśród tych dzieł metafizyki bytu jako nauki, która uczy
właśnie rozumienia bytowej struktury rzeczy i osób, tego, co realnie istnieje. Pomijanie
filozofii bytu w programach nauczania zmniejsza wrażliwość na to, co istnieje, nie
dopuszcza do bezpośredniego kontaktowania się z prawdą i dobrem jako przejawami
istnienia bytu. W dziedzinie wychowania utrwala się nieufność do filozofii bytu.
Zamyka się tym samym drogę do uzyskiwania mądrości, wyznaczającej kulturę
wewnętrzną ludzi. Podobnie dotkliwym brakiem wśród dzieł kultury jest brak teologii
dogmatycznej, starań o dobrą chrystologię, co staje się powodem zaniedbania religii,
wiedzy o prawdziwych powiązaniach człowieka z osobą Boga. Dodajmy tu, że wiedzę o
istnieniu Boga uzyskujemy w filozofii bytu.
Już mówiliśmy o tym, że w kulturze nowożytnej i współczesnej, kształtowanej i
sterowanej przez politykę, powstaje wiele szczegółowych tendencji i zagadnień, które
swą zawężoną treścią utrudniają wewnętrzny rozwój człowieka i kształtowanie się jego
osobistej kultury. Te zawężone tendencje i zagadnienia są nawet groźniejszym
zagrożeniem kultury niż dominacja w niej polityki.
a) Taką szczegółową tendencją, choć o szerokim zasięgu, jest akceptowana na
ogół przez nowożytną i współczesną politykę ateizacja ludzi. Program ateizacji opiera
się na zawężonej wiedzy o bytach, na pomijaniu identyfikacji osób jako bytów, na
błędnie rozumianej wolności. Właśnie ten program już w okresie renesansu, potem w
czasie rewolucji francuskiej i październikowej, zarazem w okresie pozytywizmu i przez
różne odmiany materializmu, stanowił sposób usytuowania polityki na pierwszym i
najwyższym miejscu w kulturze. Wydaje się, że ta droga już nie jest skuteczna, że
aktualnie niszczy samą politykę. Może już czas, by z niej zrezygnować. Ateizacja
dotyczyła filozoficznie i teologicznie ujętej prawdy o Bogu.
Obalając przez ateizację autorytet filozofii bytu budzono zaufanie do nauk
szczegółowych i prawa. Okazuje się jednak, że zarówno nauki szczegółowe, jak i
98
prawo, należy uwolnić od wpływu polityki i ideologii. Podstaw nauk szczegółowych
należy szukać w wewnętrznej budowie realnych bytów, a podstawą prawa winna stać
się bytowa struktura człowieka.
b) Zagrożeniem wewnętrznej kultury człowieka, zarazem prawa, a nawet samej
polityki, są teorie człowieka błędnie o nim informujące, gdyż oparte na dowolnym
pojęciu człowieka, a nie na dobrze odczytanej jego bytowej strukturze. Przykładem
może tu być wciąż upowszechniana w świecie i w Polsce awerroistyczna teoria
człowieka, głównie w wersji Hegla, Heideggera, Rahnera oraz filozofów i teologów,
nawiązujących do tych koncepcji. Należy się od nich zdystansować i skłaniać do
poznawania człowieka w realnych elementach bytowych, które go stanowią.
Prawidłowa wiedza o człowieku odsłoni przejawy jego istnienia, zarazem władze
duchowe i cielesne, skieruje uwagę na relacje osobowe, wyzwalane przez przejawy
istnienia, i na intelekt oraz wolę, które wymagają właściwego ich usprawnienia.
Otworzy to drogę do kształtowania wewnętrznej kultury osób, warunkującej przecież
kulturę zewnętrzną ludzi.
Chronienie miłości, wiary, nadziei, wiązanie ludzi z prawdą i dobrem, budzenie
szacunku do istnienia, usprawnianie się w mądrości, w służeniu z miłością osobom, to
główne elementy i przejawy osobistej kultury człowieka.
Wartości moralne, porządkujących odniesienia do ludzi i do Boga, chociaż należą
do kultury zewnętrznej, mają także swoje skutki w tworzeniu przez człowieka jego
kultury wewnętrznej. Wymagają one bowiem umiejętności umartwienia, które polega
na wyborze tego, co lepsze i prawdziwe, a zatem na dystansowaniu się wobec dominacji
wrażeń i uczuć, opartych na zaufaniu do wyobrażeń. Umartwienie wymaga używania
intelektu. Niekorzystanie z intelektu i rezygnowanie z umiejętności wyboru wprowadza
nieporządek w dziedzinie dążeń. Wskazuje na nasze zafascynowanie rzeczami, a nie
osobami. Mówi też o zaniedbaniu troski o siebie jako osoby. Umartwienie jest więc
ważnym sposobem wychowania i usprawniania intelektu.
Jest drogą do kultury wyobrażeń i uczuć, do usprawnienia intelektu i woli w
mądrości.
c) Zagrożeniem mądrości jest niedocenianie miłości. Zamyka się miłość w
obszarze małżeństwa i rodziny. Owszem, tam jest jej miejsce i wprost szkoła miłości.
99
Wyklucza się jednak miłość z dziedziny powiązań społecznych. Nie ma jej w polityce
jako zasady organizowania życia wspólnot. Zaniedbanie miłości jest dlatego
zagrożeniem mądrości, że wraz z miłością przestaje być ważna prawda i dobro osób.
Mądrość jest normą wyboru działań chroniących relacje osobowe i same osoby.
Wskazuje jak służyć z czcią osobom. Służenie ze czcią jest miłością. Niedocenianie
miłości czyni czymś niepotrzebnym mądrość osób.
Zauważmy, że odnoszenie się z miłością do ludzi i do Boga jest kultywowaniem
najważniejszej wartości moralnej. Zaniedbywanie wartości moralnych wskazuje na to,
że dopuszcza się zgodę na zło w obszarze humanizmu lub grzech w obszarze religii.
Jest to proporcjonalne do zmniejszenia się wrażliwości na ludzi i na Boga. Stanowi
ogromne zagrożenie dla kultury, a przede wszystkim dla życia ludzi i bezpieczeństwa
świata, zarazem dla wynikających z bytowej struktury człowieka jego relacji do Boga.
Może już teraz trzeba zauważyć, że uświadomienie sobie zagrożeń kultury, a tym
samym zagrożeń i ograniczeń polityki, szerokie też rozważenie kultury katolickiej,
przygotowuje do podjęcia tematu polityki katolickiej jako próby wypracowania
pełniejszej już teorii polityki, mniej zawężonej, stanowiącej program korzystania z całej
kultury wyrażającej bogatą rzeczywistość bytów.
Zagrożenia kultury zewnętrznej
Kultura zewnętrzna to cały zespół powiązań między osobami i cały zespół dzieł,
którymi posługujemy się kształtując odniesienia do osób. Inaczej mówiąc jest to kultura
wspólnot pełniących także rolę nauczyciela kultury wewnętrznej.
Wspólnotę rozumie się często jako ten sam sposób odnoszenia się osób do osób,
jako spełnianie najgłębszych dążeń człowieka, jako współobecność osób spełniającą się
w relacjach osobowych. Relacje osobowe wiążą nas z ludźmi i wiążą nas z Bogiem.
Stanowią humanizm i religię. Należy więc rozważyć zagrożenia i humanizmu, i religii.
a) Zagrożeniem humanizmu jest zawsze wykluczanie miłości jako akceptacji
osób, niszczenie wzajemnego zaufania i wiązanych z ludźmi nadziei. Jednocześnie,
podobnie jak w kulturze wewnętrznej, zagrożeniem jest zaniedbanie wiedzy o realnych
bytach, a tym samym wierności prawdzie i dobru. Zagrożeniem jest także zaniedbanie
tych odmian miłości, które są przyjaźnią i miłosierdziem rozumianymi jako
100
natychmiastowe reagowanie na cierpienia. Nie reagujemy dość szybko na zniechęcenie,
na niedoskonałość czyjejś wiedzy, gdy prosi on o wyjaśnienie. Nie staramy się o
podtrzymanie czyjegoś do nas zaufania. Nie spieszymy z pomocą, gdy zdarzyło się
komuś niepowodzenie, choroba, zmartwienie. Zaniedbujemy uczestniczenia w czyjejś
radości z osiągnięć, z obdarowania dobrocią.
Zauważmy tu, że trudno odróżnić zagrożenia dotyczące wykształcenia, od
zagrożeń dotyczących wychowania, że wspólnie występują zagrożenia dotyczące relacji
osobowych i dzieł kultury.
Wśród dzieł kultury, zagrażających zewnętrznej kulturze ludzi, są głównie błędne
teorie człowieka, błędne koncepcje samej kultury, nauki, wykształcenia, wychowania.
Zewnętrznej kulturze człowieka zagraża również prawo do tworzenia środków
zniszczenia, nawyk wywoływania wojen, niszczenia dzieł sztuki wyrażających życie
duchowe narodów.
Może należałoby podać tu prawidłowe rozumienie człowieka, także kultury,
nauki, wykształcenia i wychowania. Wydaje się jednak, że tematy te będą wspomagały
podjęte w niniejszej pracy rozważania o społeczeństwie, narodzie, państwie,
wykształceniu i wychowaniu, gdy wyrazi się w nich program polityczny
upowszechniający określoną teorię człowieka.
Należy jeszcze wspomnieć o rozważanej tu społecznej roli wartości moralnych, o
ich szerokim wpływie na kulturę zewnętrzną. Nieliczenie się z wartościami moralnymi
naraża wspólnoty i poszczególne osoby na zło: krzywdzenie rodziców i dzieci,
zabójstwa, rozbijanie małżeństw i rodzin, kradzieże, które niszczą zarówno czyjeś
środki do życia jak również zaufanie do ludzi oraz ich wzajemne odniesienia przez
miłość i nadzieję. W takich wspólnotach dominuje kłamstwo, fałsz, błędne teorie,
zaniedbanie nauk i właściwego leczenia ludzi, brak troski o odpowiednią pracę, o
dochody, o mieszkanie, o prawidłową wiedzę. Takie warunki nie sprzyjają upominaniu
się o miłość, dobroć i mądrość, o pogłębianie relacji osobowych człowieka z Bogiem
jako prawidłowo rozumianej religii.
Może w każdej dziedzinie wystarczyłaby normalna uczciwość. Jednak w okresie
dominującego nastawienia na rzeczy, a nie na osoby, wezwanie do uczciwości nie
przekonuje. Nie broni jej odpowiedni motyw. Jedynym motywem może być tylko Bóg,
101
przebywający w istocie osoby ludzkiej. Wydaje się, że wyłącznie życie religijne może
być wystarczającym motywem kierowania się uczciwością. Wymaga jednak ono
nauczania dobrej filozofii bytu i dobrej teologii, ukazującej istnienie Boga i naturę
relacji wiążących ludzi z osobą Boga.
b) Zagrożeniem religii jest przejawiająca się w kulturze i wywoływana w niej, a
przez to w odbiorcach, niechęć do Boga, Ta negacja płynie wprost z środowisk
ateistycznych. Nadal nie jest ograniczana ich działalność zarówno antyreligijna, jak i
antyhumanistyczna, gdyż jeszcze nie kwestionuje się powszechnie braku wiedzy, nie
podważa niekompetentnych informacji filozoficznych i teologicznych, nie zwraca
uwagi na zaniedbania dotyczące wierności bytowej strukturze osób, nie mówiąc już o
odrzucaniu przykazań.
W całym świecie można stwierdzić przewagę myślenia ateistycznego nad
myśleniem zgodnym z identyfikacją osób. W Polsce natomiast, głównie w
środowiskach ludzi wykształconych, stwierdzamy obecność myślenia ateistycznego,
wyznaczonego przez studia na uniwersytetach państwowych.
Aby tworzyła się kultura powszechna należy po prostu utrwalić relacje z osobami.
To utrwalanie polega na chronieniu i wspomaganiu tych relacji działaniami intelektu,
wiernego bytom i prawdzie, oraz działaniami woli, usprawnionej w wierności dobru.
Kierowanie się prawdą i dobrem usprawnia nas w mądrości, a mądrość jest
podstawowym źródłem wewnętrznej kultury ludzi. W kierowaniu się mądrością
wspomaga nas filozofia bytu.
102
10. W KIERUNKU POLITYKI POWSZECHNEJ
Podstawą dominacji aktualnych postaci polityki jest struktura nowożytnej i
współczesnej kultury. Obecne w niej tendencje awerroistyczne i materialistyczne
wyniosły politykę tak wysoko, na pozycję dziedziny pierwszej i najwyższej. W sumie
jednak polityka zawdzięcza całej kulturze swoją pozycję dominującą. Jeżeli tak jest, to
formułowany tu projekt polityki powszechnej również zależy od kultury, w tym
wypadku od kultury powszechnej postulowanej w dwu poprzednich rozdziałach tej
książki. Wcześniejsze rozważania doprowadziły do wniosku, że źródłem kultury
powszechnej wewnętrznej i zewnętrznej jest mądrość i Bóg. Zarazem rozważania o
zagrożeniach kultury dowiodły, że przedmiotem zagrożeń także jest mądrość człowieka
i Bóg, przejmujący najpełniej i najtrwalej miłość osób. Mądrość to najkrócej ujęta
zasada kultury powszechnej. Wiąże się z tą zasadą wiele wątków i tematów
szczegółowych. Wszystkie one stanowią materiał wyznaczający drogę do formuły
polityki powszechnej.
Podejmijmy drogę kolejnych precyzowań zagadnienia polityki. Pierwszym jej
sprecyzowaniem jest odróżnienie w polityce racji stanu od programu politycznego.
Racją stanu są zawsze cele, zadania i wartości proponowane państwu, i tym samym
narodowi. Programem politycznym jest zespół wskazań, które wyznaczają sposób
realizowania jakichś ujętych w rację stanu proponowanych państwu i narodowi celów,
zadań i wartości. Racją stanu może być, i jest często, ideologia. Program polityczny
polega wtedy na określeniu sposobów upowszechniania ideologii. Jeżeli rację stanu
wypełnia teoria człowieka, programem politycznym jest upowszechnianie tej teorii.
Obserwujemy dziś w polityce swoistą zmienność racji stanu i zależnych od niej
programów politycznych. Owszem, racją stanu są zawsze cele, zadania i wartości. One
właśnie są często bliżej określane programami politycznymi. Obserwujemy więc
nieprawidłową zależność między racją stanu a programem politycznym. Program
polityczny nie może określać racji stanu. Musi być odwrotnie. Wynika z tego, że racja
stanu powinna być stała. Tę stałość może wyznaczać, i musi wyznaczać, realna
rzeczywistość bytów, a głównie filozoficznie poprawna identyfikacja bytowej struktury
103
człowieka. Dobrze wyczuwają to politycy, którzy racją stanu czynią teorię człowieka.
Opierają się jednak na dowolnie sformułowanej koncepcji człowieka, na
transcententalizmie jako dowolnie wybranym twierdzeniu o człowieku, lub na gnozie
jako uznaniu nieokreśloności za początek rzeczywistości. W sumie jest to idealizm,
który przyznaje pierwszeństwo pojęciom przed realnością lub stanowi utożsamianie
pojęć z realnymi bytami, co czyni dla nas całą rzeczywistość wyłącznie kompozycją
myśli, po prostu tylko kompozycją pojęć. Drogą do uzyskania stałej racji stanu musi
być realizm, który polega na uświadomieniu sobie, że wcześniej niż myśl istnieją realne
konkrety i realny człowiek. Jego myślenie właśnie wywołują i aktywizują realne byty.
Stała racja stanu nie może jednak stanowić zespołu zewnętrznych celów człowieka,
gdyż cele są zawsze w człowieku jego zamysłem, stawianym sobie zadaniem, uznaniem
czegoś za cenne, a więc za wartość. Niezmienną racją stanu musi być cel wewnętrzny,
to, co w każdym przypadku będzie podstawą wewnętrznych udoskonaleń i powiązań
zewnętrznych z innymi osobami. Ta stała racja stanu nie może więc zależeć od
zmieniających się programów politycznych. Musi ograniczać zarówno zasady
realizowania służby człowiekowi, jak i doskonalenia i uszlachetniania siebie oraz
podobnego odnoszenia się do innych osób. Jest więc tylko jedna racja stanu, zawsze
stała.
Racja stanu
Ponieważ politykę ostatecznie wyznacza kultura, ona też określa rację stanu,
głównie w bliższych określeniach celów, zadań i wartości. Podobnie politykę
powszechną wyznacza kultura powszechna. Wyznacza też powszechną rację stanu.
Powszechną kulturę musimy budować w obrębie nowożytnej i współczesnej kultury,
ukształtowanej przy pomocy nurtów ateizujących i materializujących. Wymaga to
zorientowania się w prawdziwych wartościach kultury, by je podjąć, oraz rozpoznania
tego, co złe i fałszywe, by to pominąć. W związku z tym należy dodać, że racja stanu
musi dotyczyć i człowieka, i kultury.
Wprowadźmy wyrażenie „stała racja stanu w odniesieniu do osób i wspólnot” i
zwiążmy je bardziej z wewnętrzną strukturą człowieka, która się nie zmienia, gdyż
zmieniają się tylko drugorzędne cechy, nazywane przypadłościami, i niektóre relacje,
104
mianowicie relacje myślne, podczas gdy zawsze trwają relacje osobowe, tworzące
wspólnoty.
Wprowadźmy też wyrażenie „stała racja stanu w odniesieniu do kultury”, co
pozwoli na zdystansowanie się wobec tego, co w kulturze złe i fałszywe. Ta racja stanu
nie utożsamia się z programem politycznym, gdyż program jest zespołem zaleceń
wskazujących, w jaki sposób uniknąć wpływu zafałszowań i zła, a zarazem wybronić
odniesienia do osób ze względu na prawdę i dobro.
Określamy rację stanu jako cele, zadania i wartości proponowane państwu i
narodowi. Możemy więc powiedzieć, że racją stanu są cele i zadania państwa,
wyznaczone przez dobro wspólne narodu. To dobro wspólne ogarnia więc dobro
każdego człowieka i dobro wszystkich osób, stanowiących naród.
a) Stała racja stanu w odniesieniu do każdego człowieka polega na uzyskiwaniu
usprawnienia intelektu w rozumieniu bytów i myśleniu o nich zawsze zgodnie z
prawdą. Polega zarazem na uzyskiwaniu usprawnienia woli w jej decyzjach zawsze
zgodnych z dobrem, gdy intelekt ukazuje woli prawdę o bycie i człowieku jako dobro,
gdy więc dany byt lub człowieka ujmuje od strony prawdy i dobra. Prowadzi to do
stwierdzenia, że stała racja stanu w odniesieniu do każdego człowieka polega na
uzyskiwaniu mądrości, gdyż mądrość jest nabytą umiejętnością widzenia zarazem
prawdy i dobra osób jako więzi między skutkiem i przyczyną. W tym wypadku
skutkiem jest dobro, powodowane przez prawdę jako przyczynę. Chodzi tu o takie
rozumienie prawdy, w którym jest ona udostępnianiem się bytu poprzez rozumienie go,
oraz chodzi o takie rozumienie dobra, w którym jest ono wywoływaniem w nas
potrzeby kontaktu z danym, akceptowanym przez nas, bytem. Ta mądrość najpełniej
objawia się w naszym odnoszeniu się do osób.
Mądrość, którą tu określiliśmy, stanowiąca nabytą umiejętność odnoszenia się do
osób z pozycji prawdy i zarazem dobra, jest mądrością naturalną. Dostępna jest
każdemu człowiekowi, gdy usprawnia on swój intelekt i wolę. Ponieważ prawda i dobro
wyznaczają relację wiary i nadziei, trzeba dodać, że zarówno prawda i dobro, jak i
oparte na nich relacje, przejawiają istnienie osób udostępniające się intelektowi i woli.
To istnienie, które przejawia się jako realność, wiąże osoby relacją miłości
rozpoznawaną przez intelekt i wolę z pozycji prawdy i dobra, także w kontekście wiary
105
i nadziei. Miłość, jako poznana i wybierana przez wolę, swoiście wyprzedza inne
relacje osobowe i staje się jak gdyby normą mądrości. Mądrość jest wobec tego taką
umiejętnością osób, że w odniesieniach do prawdy i dobra kierują się miłością.
b) Stała racja stanu w odniesieniu do osób jako wspólnoty, głównie jako narodu,
polega na służeniu dobru wspólnemu, a więc dobru każdej osoby, w podobny sposób.
Tym podobnym i stałym sposobem jest właśnie miłość. Samą miłość zresztą określa się
jako troskę o dobro osoby, każdej osoby, a więc o dobro wspólnoty i tym samym
narodu. Ponieważ dobro zawsze wiąże się z prawdą, dzięki czemu prawda i dobro
powodują usprawnienie się w mądrości, stała racja stanu w odniesieniu do osób jako
wspólnoty polega głównie na powodowaniu i chronieniu mądrości. Ponieważ z kolei
prawda i dobro przejawiają istnienie bytu i osób, to istnienie swą realnością wyzwala
relację miłości, z którą wiąże się wiara i nadzieja. Możemy dodać, że stała racja stanu w
odniesieniu do osób jako wspólnoty polega także na wspomaganiu trwania relacji
osobowych.
Zbierając postawione akcenty możemy powiedzieć, że stała racja stanu w
odniesieniu do osób jako wspólnoty polega na służeniu dobru wspólnemu, którym jest
mądrość wyrażająca się w chronieniu osobowych relacji miłości, wiary i nadziei.
Relacje osobowe wiążą nas z ludźmi i stanowią wtedy humanizm w kulturze, oraz
wiążą nas z Bogiem i stanowią religię. Wynika to ze zidentyfikowania bytowej
struktury osób.
Nie można więc pominąć relacji osobowych w organizowanej trosce o człowieka,
i nie można pominąć w stałej racji stanu, ani w kulturze powszechnej, zarówno
humanizmu, jak i religii.
Ponieważ relacje osobowe z Bogiem realnie spełniają się w Bógie, nie można
pominąć Boga ani w racjach stanu, ani w kulturze.
Podsumowując dodajmy jeszcze, że stała racja stanu w odniesieniu do osób jako
wspólnoty polega na służeniu dobru wspólnemu, którym jest mądrość wyrażająca się w
chronieniu osobowych relacji miłości, wiary i nadziei, wiążących ludzi z ludźmi w
humanizmie i wiążących ludzi z Bogiem w religii.
Nasza osobowa więź z Bogiem powoduje, że w istocie osoby ludzkiej przebywa
jeden w swym istnieniu Bóg. Z rozważań o darze mądrości wynika jeszcze jeden
106
wniosek ważny dla tematu stałej racji stanu. Chodzi o to, że w odniesieniu do osób jako
wspólnoty musi ona zawierać podstawę chronienia religii aż do poziomu dojrzałości
religijnej.
Zauważmy, że racja stanu nie może utożsamiać się z programem politycznym.
Jednak wyznacza ten program. Musi więc obejmować podstawy umożliwiające podjęcie
działań usprawniających intelekt i wolę aż do nabycia przez człowieka mądrości, oraz
działań chroniących relacje osobowe z ludźmi w humanizmie i relacje osobowe z
Bogiem w religii aż do poziomu dojrzałości religijnej.
Dodajmy, że stałą racją stanu w odniesieniu do osób i wspólnot możemy także
nazywać pozytywną formułą stałej racji stanu. Pozostaje do omówienia stała racja stanu
w odniesieniu do kultury. Chodzi tu o zasady, które będą kierowały do tego, co w
kulturze prawdziwe i dobre, oraz zalecały wykluczanie tego, co złe i fałszywe. Tę rację
stanu w odniesieniu do kultury możemy nazywać, w celu jej podkreślenia, negatywną
formułą stałej racji stanu.
Przypomnijmy, że kultura powszechna buduje się w obszarach kultury
nowożytnej i współczesnej. Różni się ona od kultury powszechnej głównie
dominowaniem ateizmu i materializmu. Z punktu widzenia bytowej struktury człowieka
i jego relacji moralna akceptacja tych nurtów opiera się na niepełnej wiedzy o bytach i
osobach. Legalizacja ateizmu i materializmu jest pośrednio legalizacją niepełnej i
niekompetentnej wiedzy w dziedzinie filozofii bytu i teologii prawd objawionych.
Tworząc kulturę powszechną trzeba pozytywnie przywrócić kulturze kryteria
prawdziwości oraz przestrzegać, a więc w sposób specyficznie negatywny bronić, przed
nurtami niezgodnymi z prawdą. Zagadnienie ostrzegania dotyczy już programu
wykształcenia i wychowania, którego zasady na ogół znajdują się w programach
politycznych. Jednak stała racja stanu z zespołem stanowiących ją zasad realizowanie
takich programów musi umożliwiać.
c) Stała racja stanu w odniesieniu do kultury jako negatywna formuła tej racji
polega na chronieniu przed tym, co ogranicza wiedzę i uniemożliwia mądrość, co
zarazem kwestionuje relacje osobowe z ludźmi i z Bogiem. Suma stanowiących ją zasad
powinna przestrzegać przed ateizmem i materializmem, gdyż widoczne są już skutki
zniekształcenia przez nie kultury i spowodowane nimi ograniczenia w dziedzinie
107
polityki. Należy dodać, że chronieniu przed ateizmem i materializmem musi
towarzyszyć tolerancja, która jest zawsze akceptacją osób, lecz nie jest zgodą na ich
błędne poglądy. Ateizm i materializm od dawna są obecne w kulturze nowożytnej i
współczesnej. Aktualnie jednak dominującym zagrożeniem kultury jest gnoza,
transcendentalizm i irracjonalizm jako faworyzowana dziś odmiana idealizmu. W
negatywnej formule stałej racji stanu muszą znaleźć się wskazania, otwierające w
kierunku środków chroniących nas przed tymi zagrożeniami. Są to zagrożenia w
odniesieniu do wykształcenia, do prawidłowego usprawniania intelektu i do prawdy.
Występują też zagrożenia dotyczące podejmowanych przez nas decyzji woli i dobra.
Tym zagrożeniem jest odrzucenie przykazań. W negatywnej formule stałej racji stanu
muszą się znaleźć także wskazania pozwalające na zalecenie przestrzegania przykazań.
Zestawiając te akcenty powiedzmy, że stała racja stanu w odniesieniu do kultury
polega na chronieniu człowieka przed skutkami ateizmu, materializmu, gnozy,
transcendentalizmu i irracjonalizmu.
Ze względu na przejrzystość propozycji dodajmy, że gnoza jako dominujące dziś
zagrożenie kultury, a przede wszystkim wiedzy człowieka, jest tezą filozoficzną,
według której początkiem lub pierwszym etapem liniowo wyjaśnianej rzeczywistości
jest nieokreśloność, wyłaniająca z siebie myśl, a z kolei realne konkrety. Gnoza ma
więc źródło w błędnej zasadzie tłumaczenia świata jako wydłużającej się linii, zasadzie
potwierdzanej przez poznanie głównie zmysłowe, zastosowane w naukach
szczegółowych. Gnoza jest inną wersją neoplatońskiego idealizmu, według którego
byty stanowią hierarchiczny układ od tego, co pełniejsze, do tego, co uboższe. W gnozie
ta kolejność jest odwrócona: wszystko wyłania się właśnie z nieokreśloności,
nazywanej nicością, materią. Często też łańcuch bytów rozpoczyna się od myśli, która
w pełnej gnozie wyłania się z nieokreśloności. Aby uchylić gnozę, wystarczy
wprowadzić istotową zależność przyczyn i skutków jako tezę, że każdy skutek zależy
od swych bezpośrednich i jedynych przyczyn zewnętrznych. Trzeba tylko nauczyć się
identyfikowania tych przyczyn. Ta teza jest równocześnie uchyleniem wyjaśnień
liniowych. Istotowe wyjaśnienia ukazują nam zewnętrzną przyczynę sprawczą istnienia
realnych bytów jako Samoistne Istnienie, które jest zarazem osobą. Tą osobą jest Bóg.
Stwarza nas jako Samoistne Istnienie, a jako Ojciec wiąże się z nami miłością.
108
Transcendentalizm, podobnie jak wyjaśnienia liniowe, należy do wyjściowych metod
analizy filozoficznej. Opiera się na tezie, że każdą analizę wyprzedza sformułowane
przez intelekt zdanie, wyznaczające dalsze stwierdzenia o bycie. Inaczej mówiąc, głosi
się w transcendentalizmie, że myśl lub możliwość jako kompozycja pojęć wyprzedza
realne konkrety stanowiąc tak zwane założenie dla postępowania badawczego w
odniesieniu do realnych bytów. Od czasów Kartezjusza transcendentalizm zawładnął
filozofią, a głównie naukami szczegółowymi. Stosowane tam założenie nazywa się
hipotezą badawczą, która jest weryfikowana. Weryfikacja polega na sprawdzeniu, czy
zorganizowane przez nas doświadczenie potwierdza hipotezę. Trzeba tu dodać, że
transcendentalizm w ogóle uniemożliwia kontakt poznawczy z realnymi bytami. Gdy
jednak odkryje się, że poznanie ludzkie ma początek w biernej recepcji przez intelekt
oddziałujących na nas bytów, transcendentalizm upada. Zaczynamy najpierw dokładnie
identyfikować skutki oddziaływania na nas bytów, a następnie to, co na nas oddziałuje
w jego wewnętrznej zawartości bytowej i udostępniających się jego przejawach.
Uświadamiając to sobie i wyrażając w pojęciach i zdaniach tworzymy metafizykę bytu.
Irracjonalizm polega na dyskwalifikacji intelektu, na przyznaniu pierwszeństwa
woli lub władzom zmysłowym, a tym samym emocjom i uczuciom. Zarazem
irracjonalizm sprzyja transcendentalizmowi. Jest ponadto redukcjonizmem, w którym
poznanie przypisuje się głównie woli i uczuciom. W mistyce, w literaturze
romantycznej, we współczesnej pedagogice, opartej na psychologii a nie na filozofii
człowieka, czynność poznania przypisuje się bezpośrednio miłości, która nie może być
ani władzą poznawczą, ani żadną inną władzą jako podmiotem działań ludzkich, gdyż
jest relacją. Aktualnie w Polsce irracjonalizm opanowuje teologię ascetyczną,
pedagogikę i filozofię człowieka. Tendencja ta przejawia się w poglądzie, że miłość jest
wyłącznie uczuciem, że uczucie jest duchowym wnętrzem człowieka, często
sumieniem, istotą życia religijnego, a niekiedy nawet osobą. Pozwala utożsamić
filozofię z poezją. Broni się poprzez hermeneutykę jako teorię myślenia
paradoksalnego, to znaczy nie posługującego się regułą niesprzeczności. Dopuszcza
występowanie i głoszenie twierdzeń sprzecznych. Wprowadza więc w kulturę
dowolność i niesprawdzalność twierdzeń. Ten irracjonalizm w postaci hermeneutyki
109
jest stosowany także przez teologów. Zagraża wobec tego kulturze powszechnej, a w
niej tezie o realności bytów i realności religii.
Program polityczny
Powtórzmy, że program polityczny jest zespołem wskazań pozwalających na
realizowanie racji stanu. Ukazuje więc, jak należy realizować dobro wspólne, którym
jest mądrość osób, jak chronić relacje osobowe miłości, wiary i nadziei wiążące ludzi z
ludźmi w humanizmie i wiążące ludzi z Bogiem w religii, jak więc chronić humanizm i
jak chronić religię aż do poziomu uzyskiwania przez ludzi dojrzałości religijnej.
Politykę wyznacza kultura, tę zaś z kolei rozumienie bytowej struktury realnych
osób i bytów. W programach politycznych na pierwszym miejscu muszą znaleźć się
wskazania dotyczące nabywania zgodnej z bytami wiedzy o nich, a następnie
wskazania, jak chronić przy pomocy wiedzy i jej dzieł relacji z osobami, oraz które
dzieła kultury akcentować, a które pomijać.
Z analizy kultury powszechnej wynika, że należy wprowadzić do programów
nauczania filozofię bytu jako sposób zgodnej z bytami ich identyfikacji, a ponadto
teologię, głównie dogmatyczną, jako wyjaśnienie prawd wiary określających objawione
nam przez Boga Jego życie wewnętrzne i wskazane przez Niego sposoby trwania w
powiązaniach przez miłość. Wiedza filozoficzna o człowieku i jego relacjach będzie
podstawą zasad chronienia humanizmu. Wiedza teologiczna o człowieku i Bogu wskaże
zasady chronienia religii.
Doniosłym i trudnym zagadnieniem staje się program czynności usprawniających
w trafnym wskazywaniu na właściwe przyczyny danych skutków, gdyż ta umiejętność
usprawnia intelekt w mądrości. Jednocześnie ważny jest program usprawniania ludzi w
wyborze dobra, w rozpoznaniu autentycznego i realnego dobra, i w wierności dobru,
nawet gdy pozornie atrakcyjniejsze jest zło. Atrakcyjność zła wynika z wyobrażeń, a nie
z jego identyfikacji. Należy więc w programach nauczania wyznaczyć kierunek
prowadzący do kultury wyobrażeń. Nie należy zarazem budować wykształcenia w
oparciu wyłącznie o wyobrażenia i spostrzeżenia oraz obrazy, lecz dążyć do
uzyskiwania rozumień. Drogą do uzyskiwania rozumień jest właśnie wrażliwość na
przyczyny i skutki.
110
Taką wrażliwość budzi uczenie się gramatyki głównie języków klasycznych,
które trzeba z powrotem wprowadzać do programów szkolnych. Zostały one usunięte z
powodu kryterium bezpośredniej użyteczności. To prawda, że łacina i greka nie
przydają się bezpośrednio w produkcji. Gramatyka tych języków kształci jednak w
rozumieniu zasad, a to rozumienie zawsze działa na korzyść nawet produkcji rzeczy,
szczególnie w planowaniu efektów gospodarczych. Trzeba też dbać o przedmiot
rozumień. Tym przedmiotem muszą być realne byty, a nie wyobrażenia i obrazy.
Chodzi o to, aby z łatwego komponowania w świadomości obrazów i myśli przejść do
rozpoznawania wewnętrznych struktur bytów i rzeczy. Jest to sposób uczenia się relacji
ze wszystkim, co nas otacza, a głównie z tym. co realnie istnieje, a nie tylko z tym, co
konstruujemy posługując się zdolnością twórczości. Tę zdolność należy ćwiczyć w
tworzeniu tego, co zgodne z zasadami bytowania, a nie tylko z dowolnym kojarzeniem
obrazów i pojęć. Wierność realnym bytom jednostkowym stawia na drugim miejscu
problem zakresów grup, nawet wspólnot. Nie należy więc zaczynać kształcenia od
usprawniania w myśleniu zakresami, grupami, wspólnotami. Na drugie miejsce w
nauczaniu powinno zatem przesunąć się nauczanie matematyki i logiki, jako nauki o
zakresach. Są to bowiem tylko języki, przez które nabywa się przyzwyczajeń do
przeprowadzania operacji myślowych na dużych zespołach kojarzonego ze sobą i
łączonego materiału. Zauważmy od razu, że uczenie się logiki nie uczy logiczności
myślenia. Logiczność myślenia jest bowiem tylko obrazem logiczności bytów. Tej
logiczności uczymy się w kontakcie z bytami poprzez filozofię bytu. Ta filozofia
identyfikuje też przypadłości i cechy tego, co realne. Matematyka dotyczy cech. Do
opanowania matematyki przygotowuje także filozofia bytu w dziale analizy
przypadłości. Należy więc kolejno uczyć filozofii bytu, teologii prawd wiary, języka
ojczystego, by uzyskiwać kulturę wyobrażeń; trzeba zarazem nauczać historii kultury ze
względu na wierność prawdzie i dobru. Na wartości uwrażliwia każda historia, gdyż
stosowane w niej porównanie uczy odróżniania prawdy od fałszu i dobra od zła.
Wartość rozpoznaje się dzięki temu porównaniu.
Prawidłowe programy kształcenia są w programach politycznych przejawem
troski o człowieka. Służą więc utrwalaniu się humanizmu. W tych programach muszą
znaleźć się zasady kierowania wychowaniem w taki sposób, by zapewniały one
111
sytuowanie się ludzi w relacjach osobowych, by więc większą wartość miały dla nas
osoby niż rzeczy.
W wychowaniu nie wystarczą jednak tylko poglądy. Potrzebni są również
wychowawcy, usprawnieni w mądrości i kierujący się życzliwością. Bezwzględną
życzliwość należy wiązać z roztropnością, gdyż szczerze chcemy usprawnić kogoś w
mądrości. Wychowawców obowiązuje nie tylko posiadanie sprawności moralnych, lecz
także wiedza o wychowaniu humanistycznym i o strukturze relacji stanowiących religię,
ponadto zawsze wierność prawdzie i dobru. Wykształcenie i wychowanie polegają
bowiem na wprowadzeniu innych w więź z prawdą i dobrem, a nie na sumie
wiadomości na ten temat.
. Poprzez wszystkie te działania tworzy się w człowieku jego kulturę wewnętrzną.
Ta osobista kultura pozwala na sytuowanie się ludzi w relacjach osobowych i na
tworzenie dzieł, mobilizujących nas do nabywania kultury osobistej i tworzenia kultury
zewnętrznej.
Sposobem chronienia relacji osobowych jest przestrzeganie przykazań. Chronią
one powiązania osób z osobami. Są przygotowywaniem do życia w małżeństwie,
rodzinie, we wspólnocie narodowej, także w państwie. Przestrzeganie przykazań uczy
bowiem kierowania się we wszystkim miłością, która przecież jest służeniem z czcią
osobom. Tak realizowana służba społeczna jest najwyższej miary obywatelskością i
właściwym spełnianiem roli jednostki w społeczeństwie i narodzie.
Przykazania pomagają w pomijaniu w kulturze tego, co złe i fałszywe, a także
niedoskonałe. Pełnią rolę sposobów realizowania programu politycznego,
wyznaczonego negatywną formułą stałej racji stanu. Odrzucenie przykazań, gdy w
wyniku tego ktoś popełnia przestępstwa, pośrednio ściga się przepisami prawa. Prawo
jednak, jako uprawnienia i obowiązki, nie wszystkich wewnętrznie mobilizuje.
Najmocniej mobilizuje miłość. Miłość jednak nie jest bezpośrednim skutkiem
zachowania przykazań. Przykazania tylko ją chronią, podczas gdy ona sama już wiąże
ludzi jako relacja osobowa. Wymaga więc osobnego kształcenia i wychowania.
Miłość jako relacja, budująca się na istnieniu w jego przejawie realności, wiąże
osoby od razu na najwyższym poziomie troski o dobro drugiej osoby. Tego poziomu
bronią przykazania. Jednak to, co w kulturze złe i fałszywe, osacza człowieka i obniża
112
poziom miłości. Ta miłość jako troska o dobro osób ma postać przyjaźni, a więc miłości
trwałej i wiernej, ma postać bezinteresowności, nazywanej caritas, i ma postać amor,
jako miłości wiązanej z cierpieniem, z ciągłą tęsknotą do bezpośredniej obecności
osoby kochanej.
Programy polityczne muszą zawierać zasady sprzyjające chronieniu ludzkich
przyjaźni i bezinteresowności, także chronieniu tych osób, które boleśnie, w postaci
kryzysu religijnego, przeżywają tęsknotę do Boga. Załamanie się tej tęsknoty
wprowadza w rozpacz, która przyjmuje postać ateizmu i załamania się miłości do ludzi.
Znaczna liczba osób zrozpaczonych i odrzucających miłość w powiązaniach z ludźmi
jest wysoce niekorzystna dla narodu i państwa. Także z tego względu programy
polityczne powinny chronić relacje osobowe, stanowiące zarówno humanizm, jak i
religię.
Ważnym sposobem chronienia humanizmu i religii są instytucje kulturalne:
towarzystwa, zjazdy, a głównie uniwersytety.
One przez swe wydziały wprowadzają tematy na forum towarzystw i zjazdów.
Zjazdy w dziedzinie humanistycznej dotyczą najczęściej tematu człowieka i wspólnot,
zjazdy w dziedzinie religii to dni skupienia i rekolekcje. Aktywność humanistyczna
uczy uzyskiwania i chronienia mądrości. Aktywność religijna ośmiela do podjęcia
wysiłku uzyskiwania mądrości. Mądrość i mądrość wyznaczają kulturę powszechną. Z
tej kultury wyłoni się poważna polityka powszechna.
Proponowanie, aby programy polityczne kierowały do chronienia mądrości i
mądrości, a tym samym do chronienia więzi z ludźmi i z Bogiem, może dziś jeszcze
szokować, gdyż obecnie ludzi kształtuje nowożytna i współczesna kultura, przeniknięta
wątkami ateizującymi i laicyzującymi. W kulturze powszechnej mądrość i mądrość są
zrozumiałymi i koniecznymi akcentami.
W jakimś sensie lękając się nastawień ateistycznych i laickich chcę podkreślić, że
programy polityczne powinny zawierać zasady, otwierające drogę do wskazań
chroniących mądrość i mądrość. Programy te nie są wprost wskazaniami, jak uzyskiwać
powszechną kulturę wewnętrzną w wersji humanistycznej i religijnej. W pełnej
wewnętrznej i zewnętrznej kulturze powszechnej zachęcanie do wiązania się miłością z
113
ludźmi i z Bogiem byłoby zupełnie na miejscu. Byłoby także zrozumiałe, że konieczną
zasadą polityki powinna być miłość.
114
11. NARÓD I DOBRO WSPÓLNE
Poszukiwanie formuły i struktury polityki katolickiej, w której odróżnia się rację
stanu od programu politycznego, doprowadziło do wniosku, że stała racja stanu obejmie
cele, zadania i wartości wyznaczone przez dobro wspólne narodu. Okazało się, że
inaczej realizuje się w programach politycznych rację stanu w odniesieniu do osób, a
inaczej w odniesieniu do wspólnot, mimo że są one zespołem osób. Filozoficzna analiza
bytowej struktury osób, tym samym osób jako wspólnoty, ujawniła konieczność
wiązania się osób relacjami osobowymi. Sposoby chronienia tych relacji określa
mądrość. Staje się ona dla wszystkich osób dobrem wspólnym jako właśnie zasadą
kierującą powstawaniem wspólnoty. Można powiedzieć, że dobro wspólne jest
najdoskonalszym zachowaniem się intelektu i woli człowieka w odniesieniu do innych
osób. Polityka katolicka przejmuje to dobro wspólne i czyni je w swej racji stanu celem
państwa.
W racjach stanu nie powinno się więc dowolnie określać dobra wspólnego, lecz
przejąć je ze wspólnot stanowiących naród. Uzyskuje się wtedy zgodność polityki z
intencjami i potrzebami narodu, wyrażającymi się w dobru wspólnym. Nie zawsze
jednak obserwujemy zgodność polityki z dobrem wspólnym osób stanowiących naród.
Nie zawsze też poszczególne wspólnoty bezkonfliktowo scalają się w jeden naród.
Należy więc rozważyć osobno strukturę wspólnot i strukturę narodu, by zorientować
się, że często z powodu kultury wewnętrznej osób i kultury zewnętrznej powstają także
różnice w rozumieniu dobra wspólnego.
Wspólnota
Wspólnota jest zespołem osób powiązanych relacjami zarówno realnymi, jak i
myślnymi. W spójnej wspólnocie relacje myślne powinny stanowić sposób chronienia
relacji osobowych, które zawsze są realne. Osoby zawsze są podmiotami relacji, tym
samym więc podmiotami wspólnot. Może się zdarzyć, że w danej wspólnocie zyskują
przewagę relacje myślne. Stanie się to powodem różnic między wspólnotami. Tych
różnic nigdy nie wprowadzają realne relacje osobowe.
115
Należy też zauważyć, że oprócz realnych relacji osobowych, takich jak miłość,
wiara i nadzieja, są także inne relacje realne: poznanie, które jest źródłem wiedzy jako
struktur czysto myślnych, oraz decyzje, które są przejęciem oddziałującego na nas
dobra. Relacja poznania dlatego jest realna, że polega na odbiorze oddziałujących na
intelekt możnościowy realnych pryncypiów istotowych bytu. Różnica między relacjami
osobowymi a innymi relacjami realnymi polega na różnych przedmiotach tych relacji.
Relacje osobowe są wywoływane przejawami w bycie jego istnienia, natomiast relacje
takie jak poznanie i decyzje są wywoływane zdolnością istoty do odbioru prawdy i
dobra.
Różnice między wspólnotami – dokładniej mówiąc – wynikają z tego, że często
mylimy relacje realne i osobowe z relacjami myślnymi. Zdarza się, że relacjom
myślnym, takim jak instytucje, przypisujemy pozycję bytów. Dzieje się to głównie
wtedy, gdy doznajemy uciążliwości podlegania instytucjom. Mylimy też często z
bytami teorie, ideologie, nawet decyzje. Gdy któraś z relacji myślnych zdominuje
wspólnotę, ta wspólnota zaczyna różnić się od innych. Staje się grupą społeczną,
ideologiczną, związkiem zawodowym, instytucją na przykład handlową. Wszystkie te
wspólnoty współstanowią naród. I może się wydawać, że suma spraw tych grup ma
tworzyć dobro wspólne. Jednak dobro wspólne musi być tym, co odpowiada całemu
narodowi, a więc wszystkim osobom razem.
W polskiej literaturze filozoficznej mówi się o dominowaniu trzech typów
wspólnot:
Wspólnota jest zespołem osób, podobnie wybierających dobro wspólne.
Wspólnota jest zespołem osób powiązanych dążeniem do realizowania swych
bytowych aspiracji, najpełniej wyrażających się w osiąganiu Boga.
Wspólnota jest zespołem osób w taki sposób, że własności transcendentalne osób
są dla każdej z nich uzewnętrzniającym się dobrem wspólnym.
W tych wspólnotach czynnikiem je konstytuującym jest podobne działanie,
związek z Bogiem, wzajemne przejmowanie takich własności osób jak jedność,
odrębność, realność, prawda, dobro, piękno. We wszystkich przypadkach czymś
konstytuującym wspólnotę są cechy jako przejawy istnienia lub istoty osób. Na mocy
tego wspólnoty nie są strukturami samodzielnymi. Bytowa samodzielność przysługuje
116
tylko osobom. Wspólnoty są strukturami niesamodzielnymi, przypadłościowymi, które
istnieją mocą osób wiążących się jakimiś cechami.
Wspólnota lub jedność wszystkich wspólnot współstanowiących naród nie jest
jeszcze tym dobrem wspólnym, którym polityka mogłaby służyć całemu narodowi.
Teorie dobra wspólnego
W wyróżnionych typach wspólnoty wskazano na dobro wspólne jako czynnik ją
konstytuujący. Za dobro wspólne uważano sposób odnoszenia się do podstawowych
celów wspólnoty, realizowanie więzi z Bogiem, przejmowanie wpływu przejawów
istnienia osoby.
W literaturze tematu dobra wspólnego zwycięża pogląd, że dobrem wspólnym,
które wszystkim odpowiada, jest rzeczywiście Bóg. Podkreślenie odniesień do Boga
stanowi obiektywne dobro wspólne. Subiektywnym dobrem wspólnym jest spełnianie
najgłębszych aspiracji osób. W kulturze katolickiej ta propozycja jest zrozumiała i może
być powszechnie akceptowana. Jednak w aktualnej kulturze, którą nazywamy
nowożytną i współczesną, wyróżniającą się tendencjami laickimi, propozycja uznania
Boga za dobro wspólne narodu może budzić zastrzeżenia.
Rozważa się więc propozycję, według której dobrem wspólnym są przymioty
istnienia osób, głównie uzyskiwana wewnętrzna jedność, ład i spokój, osiągane pod
wpływem życzliwie odnoszących się do nas osób. Mówi się także o skutkach wpływu
na nas oddziaływań wyznaczonych prawdą i dobrem. Wiąże się z tą propozycją pogląd,
że dobrem wspólnym jest podobny sposób odnoszenia się do dobra wspólnego, a więc
w ogóle do dobra.
Przypomnijmy, że realność, prawda, dobro udzielają się osobom poprzez relacje
osobowe, które są miłością, wiarą i nadzieją. Ze względu na to dobrem wspólnym są
raczej relacje osobowe, które pozwalają na doznawanie czyjejś miłości, zaufania i
pokładania w nas nadziei jako bezpośrednich skutków realności, prawdy i dobra osób.
Zabieganie o trwanie tych relacji jest realizowaniem dobra wspólnego, tego, co
odpowiada każdej osobie. Ponieważ relacje osobowe sprawiają realną współobecność
osób, głosi się pogląd, że obecność jest dobrem wspólnym osób. Zidentyfikowanie
dobra wspólnego jako obecności, to znaczy przebywania wśród osób w powiązaniach
117
przez miłość, wiarę i nadzieję, włącza w dobro wspólne humanizm i religię. Jak gdyby
ogarnia główne nurty kultury katolickiej. Gdyby jednak tak rozumiane dobro wspólne
przejęła polityka, zatarłaby się w niej granica między racją stanu, a programem
politycznym. Troską państwa stałyby się w mniejszym stopniu cele i zadania, a w
większym sposoby osiągania celów oraz wskazania jak je osiągać. Wydaje się więc, że
należy dalej poszukiwać dobra wspólnego sięgając do zasad trwania w relacjach
osobowych z ludźmi i z Bogiem.
Zasadą, wskazującą na działania chroniące relacje osobowe, jest mądrość.
Stanowi ją umiejętność spojrzenia na wszystko z pozycji prawdy i dobra w taki sposób,
że intelekt odczytuje skutki dobre, wywołane przez byt, oddziałujący na nas swą
prawdą, czyli udostępniający się intelektowi. Dzięki temu pojawia się rozumienie osób,
zrozumienie szans powiązania relacjami osobowymi i sytuowania się w odniesieniach
przez miłość, wiarę i nadzieję. Dobrem wspólnym jest więc zasada realizowania tych
wszystkich możliwości człowieka. Tą zasadą jest właśnie mądrość. Osiąganie skutków
relacji osobowych jest różne, jakby odmienne w każdym człowieku. Ta sama jednak
jest zasada tych realizacji i wszystkim osobom w jednakowym stopniu potrzebna.
Mądrość więc jako dobro wspólne musi pojawić się w stałej racji stanu zarówno
w odniesieniu do osób, jak i do wspólnot. Odpowiadając wszystkim osobom i
wspólnotom staje się tym samym właściwym dobrem wspólnym narodu.
Gdy przy pomocy programów politycznych osoby wybronią swe relacje do ludzi i
do Boga, wtedy dzięki religii pojawi się w nas także mądrość jako dar Ducha Świętego.
Ten dar doskonali miłość. Religijnie doskonalona miłość powiąże nas z Chrystusem, a
w Chrystusie nasze relacje osobowe kierowane do Boga, Duch Święty powiążę z
miłością, którą ogarnia nas Bóg. Dobrem wspólnym ludzi staje się Chrystus jako
„miejsce” spełniania się naszych więzi z Bogiem, których chronienie określa mądrość
naturalna i nadnaturalna, będąca darem Ducha Świętego.
Mądrość i Chrystus stają się dobrem wspólnym narodu, który dzięki temu sytuuje
się w wewnętrznej i zewnętrznej kulturze katolickiej, tworzonej zgodnie z
prawidłowym identyfikowaniem osób w ich bytowej strukturze, wyznaczającej przez
przejawy istnienia i istoty realne relacje osób z osobami. Można z kolei powiedzieć, co
już wcześniej stwierdziliśmy, że mądrość jest zasadą i źródłem kultury. Zgodność dobra
118
wspólnego z zasadami tworzenia kultury nadaje w efekcie jedność narodowi,
tworzącemu spójną wewnętrzną i zewnętrzną kulturę osób. Należy tu przypomnieć tezę,
że właśnie kultura swą strukturą jako układem ważności dziedzin wyznacza politykę w
jej racji stanu i programach politycznych. Przy takich zasadach jako dobru wspólnym i
racjach stanu kultura i polityka stają się zgodne z dobrem człowieka, odczytanym w
jego bytowej strukturze. Ta zgodność powoduje, że kultura i polityka służą
człowiekowi. Gdy realizuje się tę służbę w postawie czci wobec osób zarazem realizuje
się miłość, która jest troską o dobro osób. Dzięki temu kulturę i politykę kształtuje i
przenika miłość, na ogół pomijana wśród zasad kultury i polityki. Chroni ją zawsze
mądrość, a najwyższą i najgłębszą zawartość wyznacza jej Bóg przyczyna istnienia
wszystkich bytów. W Nim ostatecznie uzasadnia się nasz wysiłek chronienia relacji
miłości do ludzi.
Naród
Naród jest wspólnotą, którą stanowi odniesienie do dobra wspólnego tego samego
dla wszystkich osób. Jednym narodem mogą więc być osoby i wspólnoty, które poddają
się dominacji różnych relacji myślnych, uważanych za dobro wspólne grupy. Nie jest to
tylko dowolny wybór zadań lub celów szczegółowych, gdyż na przykład grupę szkolną
lub uniwersytet spaja właśnie wierność prawdzie. Ta wierność jest głównym zadaniem
uniwersytetu. Oprócz osób w jedności narodu uczestniczą małżeństwa, rodziny, rody,
grupy przyjaciół, grupy zawodowe, społeczne, związki lub stowarzyszenia polityczne,
ale wtedy tylko, gdy wszystkie osoby w tych różnych wspólnotach odnoszą się do osób
z innych wspólnot właśnie z miłością, wiarą i nadzieją, gdy więc wszystkie osoby ze
wszystkimi wiążą się relacjami osobowymi. Są w stanie tak odnosić się do siebie, gdy
motywuje je mądrość, wspólna zasada starań o dobro innych osób. Z najgłębszej więc
struktury człowieka wyłania się wszystkim odpowiadająca zasada, która skłania do
wiązania się osób relacjami osobowymi. Tą zasadą jest właśnie mądrość i to ona scala
naród jako jego dobro wspólne.
Dodaje się, że narodem są te osoby, które wiąże ponadto ten sam obszar
urodzenia lub zamieszkania, ten sam język lub przynajmniej język dominujący, oraz ta
sama kultura. Można zastanawiać się, czy są to elementy podobnie konstytuujące naród
119
jak dobro wspólne. Wszystkie jednak czynniki tworzące naród są przypadłościowe, a
więc drugorzędne wobec osób, które są podmiotem i wewnętrzną przyczyną narodu.
Nie można oddzielić od osób ich osobowych relacji. Te relacje, a ponadto inne relacje
realne i myślne, wiążą osoby w naród, gdy kieruje tymi relacjami umiejętność mądrości.
Ojczyzna
Niektórzy teoretycy uważają, że takie relacje jak więź z miejscem urodzenia,
zamieszkania, z językiem tego terenu, tworzoną tam kulturą, stanowi ojczyznę. Sama
nazwa ojczyzny wskazuje, że jest nią to wszystko, co dziedziczymy po ojcu, rodzicach,
rodzinie, rodzie, z czym powiązaliśmy się już w dzieciństwie, w czym rośliśmy, czym
kształtowaliśmy pierwsze rozumienia, z czym ponadto powiązaliśmy się emocjonalnie i
uczuciowo. Są to więc byty i ich rozumienia, zafascynowania nimi i wywołane uczucia.
Skutkiem tego wszystkiego jest wewnętrzna kultura człowieka i zarazem kultura
zewnętrzna. Wszystko to jest ojczyzną osób. Należy dodać, że w tej właśnie ojczyźnie
powiązaliśmy się relacjami osobowymi ze spotkanymi tam osobami. Tam
doznawaliśmy powiązań z nimi przez miłość, i podobnym powiązaniem
obdarowywaliśmy inne osoby. Doświadczenia tego czasu i przeżycie relacji osobowych
mogło stać się miarą oceny wszystkich innych naszych relacji osobowych. Relacje
osobowe sytuują nas w osobach jak w domu, we właściwym domu człowieka. To
pierwsze doznanie przebywania w osobach jak w uszczęśliwiającym nas domu mogło
stać się powodem poczucia pełnego właśnie zadomowienia się na tym oto obszarze i w
tym języku, którym przy pomocy kultury wyrażaliśmy miłość. Nazywamy to ojczyzną,
więzią z ojcem, pośrednio ze wszystkim, co budzi poczucie bezpieczeństwa, opieki, co
wyklucza samotność i zagrożenie, którego nie umiemy później pokonać czy
przezwyciężyć. Ojczyzna może więc oznaczać odniesienie do tego, co wprowadzało w
stan szczęścia. Do takiego stanu zawsze tęsknimy. Tęsknimy więc do ojczyzny, gdy w
niej nie przebywamy. Martwimy się o nią, gdy jest zagrożona, gdy więc zagrożone są
warunki naszego szczęścia. Szczęście realne wynika z zamieszkania w osobach.
Wszystkie osoby, stanowiące naród, są racją nadziei, że z tymi osobami powiąże nas
życzliwość i zaufanie, a więc miłość i wiara. Może z tego względu zwykle wiąże się
naród z ojczyzną. Nazywa się też ojczyznę domem narodu. Oznacza to, że w tych
120
warunkach i okolicznościach, w tym miejscu i czasie realizowała się nasza więź z
osobami przez miłość, wiarę i nadzieję.
Potwierdzeniem, że można w ten sposób rozumieć ojczyznę, jest fakt uznania
przez kogoś innych terenów i języka, innej kultury i osób za swą nową ojczyznę. Może
to znaczyć, że doznaliśmy tutaj pełniejszej miłości, że dopiero tutaj przeżyliśmy
szczęście. Narody, wśród których zamieszkaliśmy, zabiegają nawet o to, abyśmy uznali
ich kraj, język i kulturę przynajmniej za swą drugą ojczyznę, żebyśmy poczuli się u
siebie, we własnym domu.
Może ojczyzna jest zespołem relacji osobowych, otoczonych uczuciami, zawsze
pozytywnymi. Ponieważ uczucia są także relacjami, wywołanymi przez wyobrażenia,
których źródłem są zawsze doznania zmysłowe tak zwanego dobra fizycznego, to i w
tym przypadku liczyć się może oparte na wrażeniach zmysłowych wyobrażenie piękna,
miejsc zamieszkania, języka, zwierzania pierwszych zachwytów i kultury utrwalającej
to wszystko w usprawnieniach władz i dziełach zewnętrznych.
Ojczyzną więc jest zespół skutków relacji osobowych, gdy powiążemy z nimi
poczucie lub nadzieję szczęścia, łączącego się z wyobrażeniami, zawsze
wyzwalającymi pozytywne uczucia i doznanie realnego piękna. To jest właśnie
prawdziwe i dobre miejsce osób.
Wszystkie osoby, które podobnie wiążą się z sobą miłością, które doznają
podobnego szczęścia, pozytywnych uczuć i zachwycają się podobnie jak my pięknem
miejsca, języka, kultury i osób, nazywamy narodem. Z osobami stanowiącymi naród
wiąże nas ponadto mądrość pozwalająca rozpoznawać i stosować to wszystko, co chroni
właściwy, zawsze wywołujący tęsknotę dom człowieka.
121
12. PAŃSTWO I WŁADZA
Społeczeństwo jako struktura pośrednia między narodem i państwem
Podstawą wszystkich ustaleń, ważnych dla zrozumienia problemu wspólnot,
narodu i państwa, są wnioski filozoficznej analizy struktury osób jako realnych bytów.
Elementy strukturalne osób, takie jak istnienie i istota, która w człowieku jest duszą i
ciałem, przejawiają się na zewnątrz jako realność, prawda, dobro, zrozumienie,
decydowanie, fascynacje i uczucia. Na tych przejawach wspierają się relacje, których
nie można uniknąć. Można je jedynie pomijać, nie brać ich pod uwagę, nie chronić.
Relacje, wsparte na przejawach istnienia, takich jak realność, prawda, dobro, wiążą nas
z osobami niezależnie od naszego myślenia i naszych decyzji. Podobnie niezależnie od
nas powstają w nas rozumienia, nawet decyzje, gdy oddziała na nas dobro. Dodajmy, że
rozumienia są podstawą wiedzy, która z kolei wpływa na decyzje. W każdym razie
działania, które są myśleniem i decyzjami, mają na celu chronienie relacji osobowych.
Wokół tych relacji pojawiają się fascynacje i uczucia, które także mają strukturę relacji,
oplatających jak bluszcz relacje osobowe. Wspomagają je lub osłabiają. Wszystkie więc
relacje, i w różny sposób, wiążą nas z osobami.
Różnorodne relacje powodują, że osoby tworzą wspólnoty. Same relacje osobowe
najwyraźniej tworzą tę wspólnotę, którą jest nasze powiązanie z Bogiem. Ta wspólnota
jest religią. W innych wspólnotach dominują relacje osobowe, gdyż obok nich
występują inne relacje realne, a nawet relacje myślne. Nie zawsze pamiętamy o tym, że
wiążąc się z Bogiem także tworzymy wspólnotę. W związku z tym, gdy pomija się
religię, przez wspólnotę rozumiany jest zespół osób, powiązanych relacjami zarówno
realnymi, jak i myślnymi. W takich wspólnotach jak małżeństwo, rodzina, ród. grupa
przyjaciół relacje osobowe nawet dominują choć razem z nimi występują również
relacje myślne, które sprawiają, że daną wspólnotę odróżnia od innej na przykład
wspólne zainteresowanie nauką, problemy społeczne, zawodowe. Wszystkie te
wspólnoty razem wzięte stanowią naród, wtedy jednak, gdy osoby w tych wspólnotach
122
kierując się mądrością zabiegają o powiązania przez miłość, wiarę i nadzieję. A zatem
stopień występowania relacji myślnych wskazuje na charakter danej wspólnoty.
Ze względu na dominowanie w tych wszystkich wspólnotach relacji osobowych,
gdy ponadto wiąże te wspólnoty dobro wspólne, wyróżniamy naród. Ponieważ jednak
wspólnoty wnoszą różnorodne relacje myślne może się zdarzyć, że suma tych relacji
stanie się znacząca. Wspólnoty ze względu na przewagę relacji myślnych stają się
społecznościami, a naród jako suma tych wspólnot staje się społeczeństwem.
Społeczeństwo jest wspólnotą, która tworzy odniesienie do jakiegoś celu
szczegółowego lub do odpowiadającego wszystkim wspólnotom dobra wspólnego, i
zarazem jest zespołem relacji do hierarchizujących wspólnoty zespołów usprawnień.
Można powiedzieć, że społeczeństwo jest narodem, w którym .bierze się pod uwagę
uprawnienia, zawsze ujęte w przepisy o charakterze prawa. Prawo z kolei wyznacza
system kontrolowania i tym samym zarządzania narodem. Kontrolowanie i zarządzanie
są podstawą instytucjonalnych autorytetów. Należy zauważyć, że autorytet nie wynika
wyłącznie z instytucjonalnego uprawnienia do kontrolowania innych i zarządzania nimi.
Źródłem autorytetu jest relacja zaufania do osoby, z którą tym zaufaniem się wiążemy.
Zaufanie jest także podstawą szanowania instytucji. W związku z tym możemy
powiedzieć, że społeczeństwem jest także wspólnota, także naród, gdy dominuje w nich
zespół relacji myślnych, głównie ujęty w prawa system autorytetów, przejawiających
się w zarządzaniu. Krócej mówiąc, społeczeństwo to naród, który ujmujemy od strony
porządkującego go myślnie systemu przejawiających się w zarządzaniu autorytetów.
Wydobycie ze wspólnot i społeczeństwa lub uwyraźnienie relacji myślnych,
głównie w postaci instytucji określanych prawem i autorytetem, prowadzi do tematu
państwa.
Powtórzmy, że osoby i relacje osobowe tworzą takie wspólnoty jak rodzina i.
małżeństwo, ród, religia, naród. Ostrożniej można powiedzieć, że w tych wspólnotach
relacje osobowe dominują. W każdej z tych wspólnot pojawiają się w różnym stopniu
także inne relacje realne, a przede wszystkim relacje myślne.
Naród jest zespołem osób powiązanych relacjami osobowymi, które chronimy
działaniami intelektu i woli pod wpływem mądrości. Jest taką więc wspólnotą lub
zespołami wspólnot, które spaja dobro wspólne.
123
Społeczeństwo jest narodem, w którym sposoby chronienia relacji osobowych i
dobra wspólnego określa prawo, a kontroluje system zarządzeń i autorytetów o
charakterze instytucji.
Państwo jest dominującą instytucją, wyznaczoną prawem i autorytetami. Jest
instytucją porządkującą realizację dobra wspólnego, gdy przejmuje ład wewnętrznej
struktury bytowej osób, gdy więc nie jest strukturą dowolnie wybranych relacji
myślnych.
Państwo
Ze względu na cel państwa możemy powiedzieć, że jest ono potrzebnym
społeczeństwu, a tym samym narodowi, koordynatorem życia codziennego. Chodzi tu o
koordynację lub zharmonizowanie spraw i potrzeb życia codziennego z dobrem
wspólnym narodu. Sprawy wyraźnie dotyczą relacji myślnych, potrzeby określają
relacje realne. Dobro wspólne narodu stanowi zasadę koordynowania spraw i potrzeb
ludzkich. Sposobem wprowadzania harmonii jako ładu we wspólne życie codzienne jest
system zarządzania, bezpośrednio wyznaczany autorytetami instytucjonalnymi, a więc
swoiście bezosobowymi, mimo że zarządzenia formułują osoby, i że te osoby kierują
się prawem. Jako autorytety działają w imieniu prawa i instytucji, ostatecznie w imieniu
instytucji państwa. Szczegółowa realizacja spraw i potrzeb w imieniu państwa zależy od
polityki, która w stałej racji stanu określa cele i zadania państwa. Często wyrazem tych
celów i zadań jest ideologia, obejmująca światopogląd ludzi, strukturę społeczną
społeczeństwa i teorię misji dziejowej państwa, wiązanej z misją dziejową narodu.
Także często bezpośrednio celem i zadaniem państwa jest upowszechnienie określonej
teorii człowieka. Zdarza się też, że państwo określa się jako instytucję porządkującą
problemy lub nawet strukturę władzy i gospodarki. Takie zawężone cele i zadania
państwa proponował awerroizm i – jak wiemy – zdominował tą pozycją kulturę
nowożytną i współczesną.
Ze względu na swą strukturę państwo jest instytucją, a więc zespołem relacji my
sinych, w których dominuje racja stanu, wyznaczająca programy polityczne
upowszechniane systemami zarządzeń wyznaczanych prawem jako przedmiotem
autorytetu. W tym sensie mówimy o autorytecie instytucjonalnym. Inaczej mówiąc,
124
państwo jest swoistą wspólną świadomością osób opartą na przekonaniu, że sprawy i
potrzeby ludzi muszą być uporządkowane, gdyż pozwala to na realizowanie
sprawiedliwości. Często mówi się nawet, że państwo jest gwarantem sprawiedliwości
społecznej.
Państwo jako instytucja, jako więc uświadamiany sobie przez ludzi zespół relacji
myślnych, jest przykładem tego, że uporządkowane relacje myślne mogą służyć
osobom. To, co myślne, sama wiedza, konstruowane teorie i koncepcje są właśnie po to,
by chroniły relacje osobowe i osoby. Chronią jednak je tylko wtedy, gdy strukturom
myślnym w postaci instytucji nie przypiszemy pozycji większej niż pozycja osób i
narodu. Nie stanie się to jedynie wówczas, gdy wyborem relacji myślnych będzie
kierowała mądrość osób.
Dodajmy, że łatwiej jest określić państwo przy pomocy teorii prawa i teorii
władzy. Nie podejmując w tym miejscu tych tematów zauważamy tylko, że św. Tomasz
wiąże teorię państwa z dobrem osób. Uważa, że osoby ludzkie różnią się zdrowiem,
myśleniem, postępowaniem moralnym. Państwo ma tak harmonizować działania ludzi,
by zapobiegać skutkom nierówności w zdrowiu, myśleniu i postępowaniu. Chodzi o to,
aby każdy człowiek zrealizował swoje największe atuty, a więc zdrowie w dziedzinie
ciała, rozumność w dziedzinie intelektu, moralność w dziedzinie woli, aby więc
rozwijały się harmonijnie zgodnie ze swą bytową strukturą. Ta struktura bytowa
człowieka jest podstawą działań państwa, koordynujących sprawy i potrzeby ludzi.
J. Maritain ujmuje to w ten sposób, że zasadą działania państwa jest idea godności
osoby i braterskiej miłości bliźniego.
Kilka uwag o prawie
Rolę prawa w państwie i społeczeństwie, zarazem samo prawo, można w sposób
interesujący naszkicować tylko wtedy, gdy uzna się, że kulturę wyznaczają wszystkie
relacje osobowe, a więc zarówno humanizm, jak i religia. Wyraża się to w głoszonej tu
tezie, że źródłem kultury jest mądrość i prawda. Odnosi się to pośrednio do polityki i
państwa.
125
Takie ujęcie człowieka i wszystkich jego relacji, powodujących powstawanie
wspólnot, jest podstawą prawidłowego tworzenia kultury, którą przenika zarówno
humanizm, jak i religia. Jest zarazem bazą lub podstawą także prawa.
Prawo jest wobec tego ujętym przez intelekt wyrażonym w zaleceniach zespołem
wskazań, jak chronić człowieka i wspólnoty, gdy nie zna ktoś bytowej struktury osób i
ich relacji. Prawo zastępuje więc wiedzę filozoficzną o człowieku i o wszystkich jego
powiązaniach z osobami. Pełni w kulturze rolę podobną do roli przykazań. Jest
zrozumiałe, że prawo musi być wierne osobom i wspólnotom, gdyż pod tym warunkiem
pełni rolę chronienia osób i wspólnot.
Dominującą we wspólnotach relacją, wiążącą osoby we wspólnoty, jest relacja
miłości. Dzięki temu powstają i trwają wspólnoty, w których dominują relacje osobowe.
Zdarza się jednak, że przeważają we wspólnotach relacje myślne, które nie tyle tworzą
wspólnotę, ile wyrażają ją w kulturze. Wyrażona w kulturze wspólnota jest
społeczeństwem, a następnie państwem. W społeczeństwie i w państwie ważną rolę
pełni sprawiedliwość. Jest ona zresztą w tych wspólnotach faworyzowana. Dzieje się
tak dlatego, że nie pełni jeszcze swej właściwej roli i nie wywołuje swych skutków
relacja miłości, wyrażająca się zresztą w tej wspólnocie, która jest narodem, tylko w
postaci troski o dobro wspólne.
W związku z tymi ujęciami można powiedzieć, że prawo jest sposobem
zmniejszania nierówności między ludźmi i skłaniania ich przy pomocy sprawiedliwości
do pełniejszego wiązania się relacjami osobowymi. Stosowanie prawa powinno więc
owocować wiernością wartościom moralnym. Taki wniosek wynika z analizy roli prawa
w społeczeństwie i państwie. Może współczesna kultura nie pozwala nam na
przyjmowanie do wiadomości takiego wniosku.
Prawo, funkcjonujące w społeczeństwach i państwach, jawi się więc jako
rozpisane na szczegółowe zalecenia stosowanie sprawiedliwości, która kieruje uwagę na
człowieka i Boga i przygotowuje do pełnego kierowania się miłością.
Subtelny problem władzy
Historyk kultury nie może oprzeć się wrażeniu, że teoria władzy jest
przeniesieniem na powiązania międzyludzkie teorii podziału działania w świecie
126
dziewięciu chórów anielskich, wyróżnionych przez Pseudo-Dionizego Areopagitę i z
ogromną mocą zasugerowanych myśleniu Zachodu. Pseudo-Dionizy Areopagita
wbudował w kulturę Zachodu podział zadań aniołów, co z kolei spowodowało podział
zadań różnych szczebli władzy. Nie jest to nawet dziwne, jeżeli pamięta się, że
zagadnienie doświadczenia, ważne od czasów pozytywizmu, jest także wprowadzeniem
do nauk szczegółowych wypracowanej przez Pseudo-Dionizego Areopagitę teorii
doświadczenia mistycznego. W mistyce jest zrozumiałe, że bezpośrednie doświadczenie
Boga nie jest oddzielone żadną relacją, gdyż Bóg nie podmiotuje relacji z nami. Jeżeli
wiąże się z ludźmi, to po prostu w nich przebywa. Taki sposób powiązań nie zachodzi
między bytami, które nie są Bogiem. W doświadczeniu, akcentowanym przez
pozytywizm, mówi się o tej bezpośredniości naszego kontaktu z rzeczami. Tymczasem
wiążemy się z nimi zawsze przez oddzielającą nas od nich relację. Wiele więc teorii
ściśle teologicznych uzyskało w kulturze nowożytnej i współczesnej pozycję wyjaśnień,
nazwijmy to, laickich. Podobne zlaicyzowanie uzyskała teoria zadań aniołów w
zagadnieniu władzy i jej odmian w państwie.
Historyk kultury nie musi jednak rozpoczynać swej analizy władzy od tematu
aniołów. Może podjąć wątek historycznie zmieniających się koncepcji władzy.
Rozpocznijmy rozważania od tego akcentu, który dominuje w naszej kulturze od
czasów renesansu.
Zmieniające się koncepcje władzy
Gdy więc zaczęło maleć i w końcu zanikać nastawienie religijne, wypierane od
czasów renesansu programami ateizującymi, wciąż ponawianymi w kolejnych
stuleciach, ostała się i zwyciężyła teoria władzy absolutnej. Taką władzę przypisywano
wyłącznie Bogu. Teraz, gdy odrzucono prawdę o Bogu, absolutyzm władzy związano z
osobą władcy. Władca albo dziedziczył władzę absolutną, albo uzyskiwał ją na
podstawie elekcji, z woli więc wyborców, którzy jako naród przekazywali mu swoje
prawo decyzji. Nie zawsze określano, które decyzje wyborcy rezerwują dla siebie.
Władca podejmował więc decyzje we wszystkich sprawach swych poddanych. Były to
decyzje albo chroniące dobro obywateli, albo ich krzywdzące. W tym wypadku
absolutyzm władcy stawał się despotyzmem. W każdym razie władza była po prostu
127
utożsamiana z władcą, który albo chronił, albo niszczył dobro ludzi. Ten absolutyzm
władzy był niegdyś uzasadniany teorią świętości władzy, a nawet władcy; z czasem w
zlaicyzowanych wersjach stało się to przekonaniem o nietykalności władcy. Jeszcze
dzisiaj echem teorii świętości władzy i władcy jest prawo do nietykalności,
akceptowane w odniesieniu do osób rządzących z członkami parlamentów włącznie.
Zdarza się, że ta nietykalność jest przeszkodą, gdy należałoby ukarać osoby sprawujące
władzę w czasie ich kadencji. Nigdy jednak nie kwestionujemy absolutyzmu w
decyzjach na przykład służb wywiadowczych, i godzimy się, gdy w oglądanych filmach
agent wywiadu zabija swego przeciwnika bez sądu i wystarczającego uzasadnienia. To
wszystko wskazuje na fakt, że mimo różnych modyfikacji trwa nadal społeczne
przekonanie o absolutyzmie władzy.
W obszarze teorii władzy absolutnej zaczyna pojawiać się z czasem pojęcie
władzy niezależnej. Rozumiano tę władzę w ten sposób, że oddzielano ją od osób.
Znaczyło to, że wiązano władzę z urzędami i instytucjami. Dane urzędy obejmowali
zmieniający się ludzie, zawsze jednak, gdy piastowali ten urząd podejmowali decyzje
absolutne w ramach jego zakresu i kompetencji. Zakres i kompetencje urzędu wyrażały
symbole w postaci herbów, znaków, sztandarów, a nie urzędujące osoby. Symbolika
taka nawiązuje zresztą do odwiecznych zwyczajów. Symbole wskazywały, że w danym
miejscu przebywa władca. Często i dzisiaj funkcjonuje takie posługiwanie się
symbolami. Obserwujemy jednak także oznaczanie przez symbole samej władzy.
Znamy choćby z historii Francji pogląd, że miejscem władzy była korona królewska, a
nie sam władca. Także ta teoria władzy niezależnej, samej w sobie, oddzielanej od osób,
trwa do dzisiaj.
Pojawiająca się jednak niesprawiedliwość skłaniała, przez stanowienie praw, do
bliższego określania zakresu i kompetencji władzy. Najpierw było tak, że sam władca
ustanawiał prawa, które go zabezpieczały na pełnionym urzędzie, a zarazem określały
stopień troski o dobro obywateli. Bywało również i tak, że zwiększano uprawnienia
ludzi na niekorzyść uprawnień władcy, lub bywało odwrotnie. Dziś obserwujemy
sytuacje, w których władca jako król lub prezydent pełni rolę symbolu. Zdarza się
jednak, że dysponuje dużymi uprawnieniami. Na ogół jednak powierza się dziś
pierwszy urząd i władzę prezydentom niż królom. Anglicy na przykład sądzą, że urząd
128
króla w ich państwie świadczy o przywiązaniu do tradycji i sprowadza się do
łagodzenia napięć politycznych (ważną funkcję pełni tu wątek poetycki, nawet
baśniowy, wyrażający się w ceremoniale królewskim).
Pojawiła się świadomość, że każda władza ogranicza wolność człowieka.
Poszczególni ludzie nie zawsze mogli przeciwstawić się władzy, a często
przeciwstawiali się jej niesłusznie. Zaczęła budzić się z kolei świadomość wolności
narodów, słuszna wtedy, gdy naród podlegał przemocy innych narodów lub państw.
Zaczęto bronić niepodległości narodów i ich prawa do własnej władzy i
samostanowienia. Tych walk o niepodległość krajów notujemy więcej w okresie
nowożytnym i współczesnym niż w dawnych wiekach. Oznacza to, że kwestionowano
władców narzucających siebie narodom. Usuwano więc ich siłą. Zaczęto wiązać władzę
z wolnością w tym sensie, że władca musi być w sposób wolny wybrany przez
obywateli, albo też w tym, że nie może w niczym krępować wolności osób i swobód
obywatelskich. Niezależnie od słuszności dążeń ludzi do wolności zaczął umacniać się
nawyk stosowania siły w sporach społecznych i politycznych.
Jesteśmy aktualnie w okresie, w którym często używa się siły w tego rodzaju
sporach. Siła pełni tu rolę władzy. Oznacza to, że moc lub prawo rozstrzygania
przypisuje się sile politycznej, a więc decyzji ponad intelektem i sprawiedliwością.
Często uzyskuje się nawet taki stan, że intelekt ludzki, kształtowany ideologiami,
uznaje pierwszeństwo woli i jej siły przed prawidłowym zidentyfikowaniem
poznawczym osób, spraw, potrzeb, bytowej struktury osób. Taki stan wskazuje zarazem
na to, że zasadą określania, czym coś jest, kim jest człowiek – jest zespół celów
stawianych człowiekowi, a nie jego bytowa struktura. Myślenie celami odsuwa od
filozofii bytu i stawia na wysokim miejscu w kulturze tezy aksjologiczne, a w
konsekwencji samą aksjologię. Podobnie – wyjaśnianie wszystkiego celami stawia na
pierwszym miejscu w kulturze politykę, a poniżej niej filozofię identyfikującą
człowieka. Owszem, polityka w swej stałej racji stanu obejmuje cele i zadania państwa.
Nie wynika jednak z tego, że ma zajmować pierwsze miejsce w kulturze. Chroni jednak
jej pozycji filozofia współczesna w postaci heideggeryzmu, hermeneutyki,
egzystencjalizmu. Cel bowiem jest tu uczenie wkomponowany w teorie tworzenia
sensów, a ma swe źródło w myśli Jana Dunsa Szkota i wszystkich odmianach
129
neoplatonizmu, w których hipostaza wyższa jest celem hipostazy niższej. Dodajmy, że
na tym hierarchizmie wspiera się podział władzy i urzędów, że temat celów odsuwa
potrzebę identyfikacji bytów i dopuszcza pierwszeństwo decyzji przed myśleniem, a
tym samym siły przed sprawiedliwością i miłością, które powinny przenikać politykę i
wyznaczać decyzje władzy.
Historycznie rozwijająca się koncepcja władzy, głównie od czasów renesansu,
uzyskała postać siły jako wtórnie absolutyzmu władzy, z którego już nikt się nie
tłumaczy, gdyż nie można niczego wyjaśnić podjętym decyzjom, a więc sile
utożsamionej z władzą.
We współczesnej teorii władzy, którą dzieli się na ustawodawczą, wykonawczą i
sądowniczą. Zwróćmy uwagę choćby na niektóre działania. Na pierwszym miejscu
znajduje się władca, któremu przysługuje stanowienie praw, jeżeli nie pełni tej roli
parlament. Parlament ewentualnie rozważa trafność zarządzeń władcy, lub odwrotnie –
władca ocenia i zatwierdza uchwały parlamentu. Na niższych szczeblach władzy,
przypuśćmy w ministerstwach, analizuje się i poznaje treści uchwalonych praw i
zarządzeń. Zarządzenia kieruje się do niższych instancji i poleca ich wykonanie. Są
instancje lub instytucje, które pomagają w wykonaniu zadań, na przykład w jakiejś
reorganizacji działań, w budownictwie. W naszych warunkach ta pomoc polega na
wspomaganiu finansowym, na odpowiednich systemach kontroli. Realizuje się więc
ochrona celów, swoiste poradnictwo choćby w dziedzinie prawa, zarazem osłanianie
najsłabszych, chorych, nie pracujących rencistów. Są instytucje chroniące dobro osób.
Osłania się też i wspomaga grupy społeczne, gospodarcze, kulturalne, polityczne, różne
wspólnoty, współstanowiące naród lub państwo. Wspomaga się także inicjatywy
poszczególnych osób, pomysły racjonalizatorskie, odkrycia naukowe, wszystko, co
dany człowiek wnosi w społeczeństwo dla dobra ludzi. Udziela się pomocy każdemu
człowiekowi gdy jej potrzebuje, pomocy lekarskiej, socjalnej, gospodarczej, kształci się
i wychowuje dzieci, ułatwia życie poszczególnym osobom.
Czymś zrozumiałym i naturalnym jest takie zorganizowanie społeczeństwa i jego
funkcjonowanie. Akceptujemy to, zgadzamy się z tym, doskonalimy je działając na
poszczególnych szczeblach władzy lub w instytucjach społecznych, kulturalnych lub
gospodarczych. Władza jest ojcowskim i braterskim odnoszeniem się władców do
130
poddanych, a więc odnoszeniem się osób do osób, wynikającym z motywu dobroci i
miłości.
Określenie władzy z pozycji jej struktury
Władza w swej istocie, strukturze, jest odnoszeniem się w sposób ojcowski
władcy do poddanych. Jest relacją, wspartą na rozumieniach i mądrości, o charakterze
zalecania działań ułatwiających odnoszenie się osób do osób z dobrocią i miłością. Tak
rozumiana relacja, władza, stanowi przedmiot badań etyki, gdy liczy się z tezami
filozofii człowieka i filozofii bytu. Odkrywamy ją badając relację ojcostwa. Związanie
władzy z ojcostwem zapewnia dobrą identyfikację władzy.
131
13. RÓŻNORODNE USTROJE PAŃSTWA
Przez ustrój państwa można rozumieć nazywany rządzeniem, dominujący sposób
realizowania celów narodu, określonych w stałej racji stanu, ponadto zapisanych w
konstytucji, która symbolizuje wyrażoną wolę narodu jako społeczeństwa. Ustrój ma
wobec tego źródło w decyzji osób. Jest swoistą konstrukcją myślową, uporządkowanym
układem relacji myślnych, które mają wspomagać osiąganie dobra wspólnego,
wyrażonego w celach narodu. Ustrój, ukonstytuowany przez myśl osób i wspólnot,
wsparty na powszechnej zgodzie, sytuuje się w dziedzinie etyki. Wyniesiony na pozycję
zasady rządzenia, wynosi też wysoko samą etykę. Jest słuszne, aby rządząc i realizując
ustrój przestrzegano etyki.
Wynika jednak z tego trudna relacja ustroju do prawa i do teorii człowieka. Prawo
jest planem skierowywania wszystkich działań ludzkich do celu. Cele nie mogą być
dowolne. W teorii prawa często wiąże się prawo z samą bytową strukturą natury bytów
i z Bogiem jako Stwórcą natury. Prawo jest bezpośrednio szerszym kontekstem ustroju i
powinno być brane pod uwagę przez tych, którzy konstruują ustrój i z kolei go dla
siebie wybierają. Jeżeli tak jest, to ustrój nie może znajdować się w konflikcie z naturą
osób. Wymaga więc wcześniejszej identyfikacji bytowej struktury człowieka. Ta
identyfikacja czyni prawo zespołem zaleceń wiernych osobom i wspólnotom. Ustrój
może być dowolny, taki, jaki ustalą i zdecydują społeczeństwa. Aby jednak był zgodny
z prawem, a więc praworządny, musi być także zgodny z bytową strukturą osób, z
relacjami osobowymi, z realnymi sprawami i potrzebami ludzi, wierny więc
humanizmowi i religii.
Ustrój jako pierwszy wyraz struktury państwa, zdecydowany w obszarze etyki,
rozpisany na różne szczeble władzy i instytucji, wymaga nieustannego sprawdzania
wierności etyce, do której zresztą należy także prawo. Prawa ustanawiają parlamenty i
władcy, także niższe instytucje zarządzające w odniesieniu do spraw bardziej
szczegółowych. Wydaje się wobec tego, że sądy sprawdzają, czy ustrój jest realizowany
zgodnie z etyką. Sądy jedynie przywołują do porządku tych, którzy nie przestrzegają
prawa, pośrednio zarazem tych, którzy nie przestrzegają przykazań, gdy wymierzają
132
karę za zabójstwo, kradzież, oszczerstwo i inne wykroczenia naruszające ład społeczny,
a tym samym dobro osób. Nie ma zwyczaju, aby sądy określały i sprawdzały wierność
ustroju zasadom etyki. W naszych czasach coraz częściej taką rolę określania i
sprawdzania tej wierności pełni sam naród. Wyraża jednak swoją ocenę dość
gwałtownie przez podejmowanie strajków, a nawet rewolucji. Być może skłania do tego
przenikająca kulturę nowożytną i współczesną sugestia zawarta w dokumentach
rewolucji francuskiej. W nich bowiem zagwarantowano prawo społeczeństwa do
rewolucji. Wydaje się, że to prawo przysługuje mądrości, która stanowi źródło
normalnie ukształtowanej kultury. Mądrość jest jednak sprawnością osób. Nie
wszystkie osoby w państwie posiadają tę sprawność w równym stopniu. Może więc w
każdym państwie potrzebna jest grupa osób usprawnionych w mądrości i może
potrzebne jest utworzenie z tych osób, i wyłącznie z nich, jakiejś najwyższej izby
kontroli zgodności ustroju z etyką, a przede wszystkim z bytowym wyposażeniem ludzi,
wciąż wychowywanych do mądrości, pośrednio więc do wierności prawdzie i dobru.
Wiąże się to wszystko z problemem pozycji etyki w państwie. Etyka określa tylko
zasady wyboru działań człowieka. Nie identyfikuje tych działań jako relacji i nie
identyfikuje człowieka jako osoby. Musi więc ją wyprzedzać zgodna z bytami filozofia
człowieka i filozofia bytu. Nie wystarczy filozofia celów, a głównie te filozofie
dominują we współczesnej kulturze. Stanowią one odmiany aksjologii, utożsamianych z
filozofią bytu. Cel bowiem nie rozstrzyga o tym, że jakiś byt jest człowiekiem.
Rozstrzyga o tym wewnętrzna struktura bytowa człowieka, stanowiące go istnienie, i
istota, która jest duszą i ciałem. Tak ukonstytuowany człowiek, już więc istniejąc,
wybiera i realizuje cele. Nasuwa się takie rozwiązanie, że filozofowie i teologowie
mogliby ustalać zgodność etyki, tym samym prawa i ustrojów, z bytową strukturą osób,
a więc ludzi i Boga. Takich filozofów i teologów trzeba by jednak najpierw
wykształcić. Brakuje filozofów bytu, a bez tej filozofii antropologie filozoficzne są
nieprecyzyjne lub dowolne i podobną właśnie nieprecyzyjność i dowolność
wprowadzają do etyki. Wynika z tego najpierw problem doniosłej roli uniwersytetu w
strukturze państwa i kultury.
Związek między etyką, prawem, teorią człowieka, społeczeństwa, narodu, władzy
i szczebli jej stosowania, mądrości i władcy, wyznacza różnorodność ustrojów. Ze
133
względu jednak na podkreślenie lub wyakcentowanie problemu władzy albo problemu
celów, zwykle ujętych w rację stanu – teraz jednak często przebudowanych w ideologie
jako racje stanu poszerzone o uzasadnienia – wszystkie ustroje można podzielić na dwie
grupy: ustroje oparte na teorii władzy i ustroje oparte na ideologiach.
Ustroje wyznaczone teorią władzy
Przypomnijmy, że władza w swej strukturze i w najtrafniejszym jej rozumieniu
jest odnoszeniem się władcy do poddanych w sposób ojcowski. To ujęcie kieruje uwagę
na rządzenie i na osobę władcy. Rządzenie polega na doprowadzaniu wszystkich do
właściwego celu. Rządzi władca, a więc on wiedzie obywateli do właściwego celu osób
i do celu narodu, zarazem poszczególnych wspólnot. Ich celem jest dobro wspólne.
Praktycznie nie daje się oddzielić władzy i rządzenia od władcy. Ustroje, oparte na
teorii władzy, ostatecznie kształtują się ze względu na pogląd co do tego, kto pełni
władzę. Odpowiedzi mogą być dwie: rządzi jedna osoba lub rządzą wszystkie osoby
stanowiące naród. Jedna osoba nie realizuje swych obowiązków bez pomocy
wybranych przez siebie zastępców. Naród, podobnie – musi wskazać na
reprezentujących go przedstawicieli. Zdarza się, że zastępcy lub przedstawiciele
przejmują władzę, co wyznacza trzeci podmiot władzy obok jednej osoby władcy i
wszystkich pełniących władzę. Teoretycy i historycy ustrojów wymieniają więc trzy
odmiany ustrojów: monarchiczny, arystokratyczny i republikański, nazywany niekiedy
ustrojem demokratycznym, gdy celem rządzących stawało się dobro ludu.
Monarchia
Monarchia jest ustrojem, w którym pełną i całą władzę posiada władca. Jest on
wtedy prawodawcą, sędzią i wykonawcą władzy. Powinien kierować wszystkie osoby
do właściwych im celów i zarazem do wspólnego dobra wszystkich poddanych. Pełni
swe obowiązki dobrze lub źle. Gdy jego rządy ocenia się negatywnie i gdy rzeczywiście
nie chroni dobra wszystkich, przekształca ustrój monarchiczny w tyranie. Gdy broni
swej władzy mimo złych rządów, często powołuje się na boskie pochodzenie swej
władzy. Stosuje ewentualnie zabieg ogłoszenia się bogiem, głównie dla uzasadnienia
134
nieomylności swych decyzji. Nie zawsze jednak władca zasługuje na złą ocenę. Historia
ustrojów ukazuje nam władców, którzy rządzili w sposób zadowalający poddanych.
Osiągali to powołując szlachetnych i roztropnych zastępców, którzy albo uczciwie
realizowali polecenia władcy, albo wnosili zarazem roztropne uzupełnienia.
Odmianą monarchii jest ustrój teokratyczny. Pojawiał się on w historii obok
ustrojów ściśle monarchicznych, to znaczy dokładniej takich, w których władca
stanowił ostateczny podmiot władzy, uzasadniany albo swą boskością, albo
pochodzeniem swej władzy od bogów lub Boga w sensie chrześcijańskim. Ustrój
teokratyczny polega na tym, że podmiotem władzy jest Bóg, ujmowany na sposób
monoteistyczny, a przedstawicielem Boga, często wprost zastępcą, jest władca. W takim
ustroju niezadowolenie ludzi jest kierowane do Boga. Daje to władcy pozycję osoby
chronionej. Należy jednak z czcią odnosić się do tych teokracji, w których zastępcą lub
przedstawicielem Boga był Mojżesz, Dawid, Salomon. Salomon już wprowadził własne
propozycje, czego Bóg nie akceptował, na przykład zgody Salomona na pogańskie kulty
swych żon.
Może się niekiedy wydawać, że christianitas, budowana przez Karola Wielkiego,
a z kolei przez Ottonów, jest ustrojem, a nawet państwem teokratycznym. Znowu więc
powiedzmy, że mimo wielu podobieństw nie jest to teokracja. Karol Wielki nie
kierował państwem w imieniu Boga. Był przekonany, że jego władza pochodzi od
Boga. Jedynie odpowiadał na ten dar, wprowadzając do programu politycznego
zalecenie kierowania ludzi do Boga przez odpowiednie wykształcenie i wychowanie.
W naszych czasach monarchie są raczej ustrojem parlamentarnym, w którym
monarcha jest głównie symbolem władzy i państwa. Można rozważać i decydować, w
jakich dziedzinach władca mógłby podejmować inicjatywy i decyzje. Sądzi się
niekiedy, że mógłby być instytucją chroniącą religię, gdyby uznano, że władza pochodzi
od Boga. Monarcha bywa często podstawą ciągłości władzy, co zapewnia państwu
pokój i stabilność przy zmianie ekip rządzących.
Jeżeli monarchia jest ustrojem, w którym pełną i całą władzę posiada władca, to
niekiedy powstaje zagadnienie, może bardziej teoretyczne, tożsamości monarchii i
władcy. Powstaje na pewno w sensie psychologicznym: Ludwik XIV wyraził ten
problem w zdaniu, że „państwo to ja”. Przy utożsamieniu państwa i władcy monarcha
135
może stać się złym władcą i przerodzić się w tyrana. Osobowość władcy, zresztą
każdego polityka, jest oddzielnym zagadnieniem i uzyska w książce osobne omówienie.
Byli jednak władcy, których osobowość uwyraźniała zakres władzy i monarchię.
W literaturze politycznej za wybitnego monarchę uważa się Karola V, króla
Francji z XIV wieku. Przypisuje się Karolowi V dwie cechy: mądrość i pobożność.
Możemy dodać, że te cechy korespondują z wyróżnionymi tu źródłami kultury
powszechnej. Te źródła lub normy kultury to mądrość i prawda.
Ustrój arystokratyczny
Ustrojem przeciwstawnym do monarchii, w której władzę pełni jedna osoba, jest
ustrój republikański, w którym władzę pełni cały naród. Jednak w literaturze
politologicznej umieszcza się po monarchii ustrój arystokratyczny. Wynika to z ujęcia
zakresowego: jeden władca, grupa rządząca, cały naród.
Wiemy, że monarcha zleca zadania powołanym przez siebie zastępcom, a naród
sprawuje władzę przez swych przedstawicieli. Zdarza się jednak, że zastępcy i
przedstawiciele usamodzielniają się w osobną grupę rządzącą. Ustrój ściśle
arystokratyczny powstaje wtedy, gdy władzę obejmują osoby roztropne i mądre. Zdarza
się jednak także, że rządzą państwem obywatele najzamożniejsi. Wtedy nazywamy ich
rządy oligarchią. W obydwu przypadkach grupa rządząca charakteryzuje się
stosowaniem prawa. Dodajmy, że monarcha kieruje państwem przy pomocy edyktów, a
republika stosuje plebiscyty.
Ustrój arystokratyczny budzi na ogół sympatię ze względu na kierującą nim
roztropność i mądrość. Jest nadzieją osiągania tego, co szlachetne i słuszne. Obiecuje
kierowanie się uczciwością, co wywołuje w państwie poczucie bezpieczeństwa i
pokoju, rodzi troskę o kulturę i dobra duchowe. W wielu wypadkach ustrój
arystokratyczny wszystko to realizował. Podobnie ustrój oligarchiczny, w którym
akcentuje się zamożność, budzi także powszechną sympatię, szczególnie po okresie
biedy i kryzysów gospodarczych. Jest nadzieją, że zabezpieczenia ekonomiczne
pozwolą zająć się kulturą, wykształceniem, sztuką, która wprowadza w ciekawy świat
przeżyć artystycznych. Powstają wtedy dzieła architektury, rozwija się teatr, jest czas na
136
rozwijanie nastawień kontemplacyjnych, potrzebnych filozofii i religii. Tak się na ogół
sądzi.
Ustrój arystokratyczny, jeżeli rzeczywiście wspiera się na roztropności i mądrości,
na przestrzeganiu prawa, budzi zaufanie obywateli. Wyznacza go bowiem obdarzona
zaufaniem grupa specjalistów. Gdy działają oni uczciwie, kraj rozkwita. Powstają dobra
kulturalne i dobra ekonomiczne. Uwyraźnia się poczucie wolności. W tym ustroju
szczególnej troski wymaga właśnie koncepcja wolności. Jeżeli rozwinie się pogląd, że
wolność jest wyłącznie niezależnością od czegokolwiek, nastąpią ciągłe zmiany
gabinetów. Powoduje to usunięcie z tego ustroju roztropności. Wolność jest zawsze
poczuciem autorstwa działań, kierowanych jednak nie do wszystkiego, co podsunie nam
marzenie, lecz do tego, co jest niezmiennie prawdziwe i dobre, ukazane przez intelekt
naszej woli podejmującej decyzję. Jest więc wolność wiernością prawdzie i dobru. Ze
względu na to zawsze opowiemy się po stronie osób, a na drugim miejscu po stronie
rzeczy. Dzięki temu umacnia się w kulturze humanizm i religia. Wydaje się, że
sprzymierzeńcem ustroju arystokratycznego, może bardziej niż monarchicznego, jest
właśnie humanizm i religia. Podobnie w ustroju oligarchicznym: dopóki trwa
roztropność i realizuje się wolność jako wierność prawdzie i dobru, dopóty
akcentowanie zamożności, a więc gromadzenia kapitału, nie wyklucza humanizmu i
religii, pierwszeństwa osób przed rzeczami.
Gdy błędna koncepcja wolności osłabi roztropność osób pełniących władzę w
ustroju arystokratycznym lub oligarchicznym, powstają zafałszowane ustroje
arystokratyczne i oligarchiczne w tym sensie, że przedmiotem troski władz staje się
szczegółowe dobro wspólnoty, którą może być partia polityczna lub jakakolwiek inna
grupa osób. Przedmiotem troski stają się sprawy jednej grupy społecznej. Dobro całego
narodu przestaje być racją stanu i źródłem programu politycznego. Powoduje to
powstawanie grup opozycyjnych, kwestionujących propozycje grupy rządzącej. Często
prowadzi to do walki o przewagę i władzę. Powoduje konflikty polityczne. Arystokracja
lub oligarchia przestają być wówczas ustrojem realizowanym przez zastępców
monarchy lub przedstawicieli narodu, naturalną grupą, wyróżniającą się cechą
roztropności i mądrości, wierną prawu, a stają się wyłącznie instytucjami, którym
przypisuje się cechy osób.
137
Nie używa się dziś nazwy „ustrój arystokratyczny” lub „oligarchiczny”. Mówi się
częściej o rządach specjalistów lub osób zamożnych. Często te dwie grupy łączą się w
jedną, i wtedy zachodzi równowaga między uzyskiwanymi dobrami kultury i dobrami
ekonomicznymi. Gdy jednak w tej grupie przeważy pragnienie gromadzenia kapitału, a
zdarza się to dość często, możemy wtedy sądzić, że zwycięża określona ideologia. Z jej
powodu tworzy się ustrój kapitalistyczny, który nie ma już nic wspólnego z celami
rządu specjalistów lub osób zamożnych. Powstaje nowy ustrój, właśnie kapitalistyczny,
który należy już do innej grupy ustrojów, do ustrojów wyznaczonych ideologiami.
Należy dodać, że w historii ustrojów ustrój arystokratyczny uzyskiwał pozytywne
opinie, wtedy jednak, gdy jego celem było dobro wszystkich obywateli, a realizowała
ten cel grupa osób szlachetnych i uczciwych, roztropnych i mądrych, wiernych prawu.
Nazywało się ten ustrój okresem rządów sprawowanych przez najlepszych obywateli.
Republika i rzeczpospolita
Republika jest ustrojem, w którym władzę posiada cały naród. Mówi się też, że
naród bezpośrednio rządzi państwem. Wiele państw przyjęło nazwę republiki, głównie
po obaleniu monarchii lub rządów arystokracji. Znaczyło to dosłownie przejęcie władzy
przez cały naród. Rządy całego narodu miały w historii najczęściej dwie odmiany: albo
przyznawano obywatelom różne urzędy, albo sprawowali władzę kierownicy różnych
grup zawodowych, dawniej nazwanych cechami. Przyznawanie obywatelom różnych
urzędów powodowało, że na przykład w okresie rewolucji francuskiej obywatelem
państwa stawał się tylko ktoś, kto pełnił jakiś urząd. Powodowało to, że niektórzy
ludzie nie byli obywatelami danego państwa. Rządzenie poprzez kierowników grup
zawodowych lub cechów, wiązane z propozycjami Arystotelesa, było tylko
poszerzonym ustrojem arystokratycznym. Trudności, które wynikały z obu sposobów
realizowania rządów narodu, dawały się jednak usunąć. Wszyscy obywatele mieli
poczucie, że są podmiotami władzy i że sami troszczą się o swój los, a więc że troszczą
się najlepiej. To poczucie chroniło republikę przed zakłóceniami i konfliktami. Wiązało
się z tym przekonanie, że państwo jest rzeczą wspólną wszystkich obywateli. Wszyscy
czuli się odpowiedzialni za swoje państwo, chronili je i organizowali według swych
najlepszych pomysłów.
138
Z tej pięknej tradycji odpowiedzialności za własne państwo, chronienia go i
organizowania, wyłoniło się mobilizujące wszystkich obywateli przekonanie, które w
Polsce wyraziło się w nazwie Rzeczpospolita. Nazwa ta obejmuje nie tylko poczucie
odpowiedzialności, obowiązek ochrony i prawo do organizowania społeczeństwa, lecz
także wszystkie szlachetne intencje, wymaganie uczciwości i rozsądku, wierność prawu
i potrzebę mądrości, wszystkie ważne i najlepsze elementy, jakie w budowę
Rzeczypospolitej wnoszą i chcą wnosić jej obywatele. Tak budowana rzeczpospolita
staje się ojczyzną wszystkich Polaków, domem zbudowanym własnymi rękami,
miejscem przeżyć i uczuć, chętnie podejmowanej pracy, tym, czym można się szczycić.
Nazwanie Polski Rzeczpospolitą budzi wzruszenie i mobilizuje do pełnej troski o
wszystko, co Polskę stanowi.
Rzeczpospolita wyraża i stanowi ten ustrój, w którym obywatele mają poczucie,
że biorą udział w rządzeniu, że decydują o własnych sprawach i sprawiedliwie dzielą się
wspólnym dobrem, że je powiększają zarówno w zakresie kultury wewnętrznej i
zewnętrznej, w której liczy się pozycja osoby i sprawiedliwie udostępniane jej dobra
ekonomiczne. Sprawiedliwość i kierowanie się prawem stają się ambicją obywateli.
Tymi zasadami kierowana troska o osoby wprowadza i wzmacnia humanizm, tworzy
warunki realizowania religii. Rzeczpospolita staje się ustrojem, w którym pojawiają się
drogi do uzyskiwania mądrości i prawdy. Staje się zespołem warunków zbudowania
kultury powszechnej. Rzeczpospolita otwiera więc ku wszystkiemu, co najlepsze w
człowieku, ku najlepszym relacjom. Staje się służeniem ze czcią osobom. Jest miejscem
pojawienia się, realizowania i dominowania miłości. Miłością bowiem jest służenie z
czcią osobom. Rzeczpospolita rzeczywiście umożliwia realizowanie wszystkich tych
szans.
Rzeczpospolita jest ustrojem i zarazem państwem. W tym ustroju i państwie
uwyraźnia się naród. Obywatele uważają, że ich państwo jest ich wspólną rzeczą,
właśnie Rzecząpospolitą, której ustrój sami tworzą i wzajemnie poprzez niego rządzą
swymi wspólnymi sprawami. Zmniejsza to pozycję różnorodnych instytucji w tym
sensie, że żadna instytucja, nawet rząd, nie może sytuować się ponad państwem,
ustrojem i narodem. Właśnie naród, państwo i ustrój utożsamiają się z Rzecząpospolitą.
139
W tej sytuacji nabierają dużej rangi symbole Rzeczypospolitej. Wyrażają one,
podobnie jak w monarchii, pełną niezawisłość, niepodległość i suwerenność. Właściwie
one reprezentują państwo.
Zgodnie z wielowiekową tradycją każdą niezawisłość, niepodległość i
suwerenność wyraża korona. Nosili ją, choć inaczej nazywali, faraonowie Egiptu,
władcy Persji, królowie i arcykapłani Izraela, cesarze i królowie państw europejskich.
Korona wyrażała pozycję i potęgę państwa, a nie zalety władcy. Także dziś korona,
przede wszystkim ta zamknięta u góry, wyraża suwerenność państwa, niezawisłość
władzy, niepodległość, gdy przywraca się koronę po okresie zależności jakiejkolwiek,
nawet ideologicznej. Korona zwieńczona krzyżem wskazuje, że naród ceni i tworzy
kulturę katolicką, że tej kulturze zawdzięcza swoje myślenie, wierne prawdzie, swoją
wolę posługiwania się własnymi decyzjami, wiernymi dobru, że wszystkie osoby,
stanowiące naród kierują się ku temu, co najlepsze zgodnie z prawem, rozsądkiem i
mądrością. Korona więc nie oznacza sympatii lub tendencji monarchistycznych.
Oznacza coś więcej: pozycję narodu i państwa, zarazem ustrój, który jest sposobem
sprawowania władzy przez sam naród.
Dodajmy, że barwy narodowe w postaci flagi państwowej i sztandarów wyrażają
raczej historię narodu i zarazem program nawet polityczny. Kolor biały w białoczerwonej
fladze Polski zawsze oznacza propozycję pokoju, zgody i neutralności. Jest
zaproszeniem do porozumień i współpracy. Obiecuje wykluczenie podstępu i kłamstwa.
Zapowiada kierowanie się prawdą i dobrem. Kolor czerwony w tej biało-czerwonej
fladze informuje o doznanym cierpieniu, lecz zarazem o gotowości do przebaczenia.
Wyraża też pragnienie powiązania się relacjami osobowymi, przyjaźnią, a nawet
miłością. Swoiście upomina się o miłość w polityce. W nowożytnej i współczesnej
kulturze jest to propozycja szokująca. Jednak kolor czerwony jest jej symbolem. Jest to
propozycja przekazywana w milczeniu. W taki jednak sposób przemawiają do nas
barwy, także barwy narodowe.
Ustroje oparte na ideologiach
Przypomnijmy najpierw, że współcześnie przez ideologię rozumie się wybraną
przez osobę lub wspólnoty, głównie przez wspólnotę rządzącą, jakąś odmianę
140
światopoglądu oraz dwie, dodane do światopoglądu, cechy: propozycję naprawy świata
i rolę rządzącej grupy społecznej, a przez nią narodu i państwa, w naprawie i dziejach
świata. Ideologia wnosi więc do światopoglądu element moralizatorski i
mesjanistyczny. Obydwa te elementy opierają się na arbitralnym pomyśle ideologów,
zawsze podejmujących tendencje reformatorskie. Te tendencje wyznaczyły stosowane
dziś często ustroje. Trzeba od razu dodać, że w tych ustrojach nie zawsze chodzi o
dobro wszystkich obywateli, określane przy pomocy filozoficznej analizy bytowej
struktury osób. Nie chodzi o ich mądrość, która jest podstawą kultury, wiernej
humanizmowi i relacjom z Bogiem. W ideologiach chodzi o realizowanie celu tej
wspólnoty, która dominuje w narodzie i państwie.
Wymienia się trzy ustroje oparte na ideologii: socjalizm, kapitalizm i demokrację.
Socjalizm
Socjalizm ma aktualnie wiele odmian. Zawsze polega na absolutyzowaniu
społeczeństwa. Wyklucza lub przynajmniej umniejsza dobro osób, a tym samym
ważność relacji osobowych. Uzasadnia swój program ateizmem i materializmem.
Można by powiedzieć, że jest jednym ze skutków nowożytnej i współczesnej kultury, w
której utrwalił się laicyzm, a wraz z nią usytuowała się na pierwszym miejscu w
kulturze polityka jako podstawowa dziedzina norm, głównie etycznych. Socjalizm
zarazem utożsamia się z polityką. Staje się jedyną propozycją realizowania życia.
Stanowi także program kulturalny i gospodarczy. Przyznaje społeczeństwu prawo do
władzy. Społeczeństwo wyróżnia się jednak przewagą relacji myślnych,
skomponowanych w instytucje i urzędy. Pierwszeństwo myśli przed osobami powoduje,
że socjalizm jest postacią idealizmu i z tego względu z konieczności wspiera się na
ideologii, która jest kompozycją dowolnych teorii. Dodajmy, że przez idealizm rozumie
się tu przeciwieństwo realizmu, oparcie się na tezach konstruowanych, pomijających
wierność prawdzie i dobru realnych bytów.
141
Kapitalizm
Kapitalizm ma także dziś wiele odmian. Polega na jawnej lub ukrytej tezie, że
absolutem jest dochód. Można by powiedzieć, że tym absolutem jest idea dochodu. Jako
idea sprzyja nawet społecznej mobilizacji do starań o zamożność, co pomaga w
rozwijaniu kultury. W tej formie budzi mniej zastrzeżeń. W swej głównej tezie stanowi
jednak wykluczenie lub umniejszenie pierwszeństwa relacji osobowych. Akcentuje
ważność rzeczy. Ma źródło w laicyzmie nowożytnej i współczesnej kultury.
Kapitalizm i socjalizm sytuują się na tej samej pozycji teorii skonstruowanych
przez myślenie oderwanych od realności bytów. Są teoriami, a więc mogą podejmować
dialog. Podlegają tym samym zastrzeżeniom i powodują te same zagrożenia: osłabiają
wrażliwość na dobro osób, pomijają właściwe osobom ich relacje osobowe, przesuwają
na dalsze miejsca lub pomijają humanizm i religię, forsują tezę o niezależnych od
naszego myślenia i bezwzględnych prawach społecznych i ekonomicznych.
Obserwujemy tu utożsamianie myślenia z bytowaniem. Prawo bowiem jest
intelektualnym ujęciem powtarzania się zjawisk.
Obydwa te skonstruowane z pojęć propozycje ustroju przypominają wcześniejsze
ustroje. Kapitalizm organizuje się na sposób oligarchii jako ustroju wyznaczonego
teorią władzy. Socjalizm przypomina ustrój arystokratyczny, także wyznaczony teorią
władzy. Może zdominowanie tych ustrojów przez ideologie spowodowało, że ustrój
arystokratyczny przekształcił się w socjalizm, a oligarchia w kapitalizm. Socjalizm
bowiem i kapitalizm przejawiają tendencje reformatorskie i z tego względu budują się
na ideologiach. Socjalizm chce bowiem zmienić dotychczasowe struktury społeczne.
Kapitalizm chce wyprowadzić ludzi z biedy do zamożności. Są w tych programach
ustrojami atrakcyjnymi. Zapominają jedynie o tym, że każda propozycja przemian musi
być zgodna zarówno z bytowym wyposażeniem osób, jak i z ich wolnością.
Dodajmy, że dość powszechna jest ta odmiana kapitalizmu, którą można nazwać
liberalizmem.
Liberalizm powstaje wtedy, gdy do właściwej kapitalizmowi idei dochodu
dołączy się teoria wolności jako absolutnej niezależności od czegokolwiek, na przykład
od obowiązku troski o dobro osób, od kierowania się rozsądkiem, od norm moralnych,
142
od przestrzegania przykazań, od więzi z Bogiem, od zabiegania o miłość, prawdę i
dobro. Wydaje się, że liberalizm jest w mniejszym stopniu ustrojem politycznym, a w
większym gospodarczym, choć zdarza się utożsamienie ustroju gospodarczego z
ustrojem politycznym. Liberalizm jako ustrój gospodarczy z powodu realizowanej teorii
wolności zmienia moralność. Dopuszcza spryt jako zasadę działań, zarazem
skuteczność, co wskazuje na pierwszeństwo celu przed prawdą. Zachęca do stosowania
lichwy, to znaczy do żądania cen bezzasadnie przekraczających wartość sprzedawanych
rzeczy. Zachęca też do skąpstwa, które jest wyłącznie gromadzeniem rzeczy, a głównie
pieniędzy nie wprowadzanych w obieg i przez to zubożających powszechną zamożność
społeczeństwa. Kwestionując skąpstwo św. Augustyn zwraca uwagę, że jedynym jego
osiągnięciem jest patrzenie na zgromadzone złoto. Jest to żenujący i śmieszny efekt
skąpstwa.
Liberalizm jest podobny do gnozy lub przypomina jej budowę. Gnoza polega na
tym, że w liniowo ujmowanej rzeczywistości pierwszy odcinek tej linii jest
nieokreślony. Z tej nieokreśloności wyłaniają się byty jednostkowe. Nabywają z czasem
realności, przez którą rozumie się zależność od warunków czasowych, historycznych,
geograficznych. Liberalizm jest podobny do gnozy w tym, że na pierwszym miejscu
stawia wolność niczym nie określaną, jako właśnie absolutną niezależność, swoistą
nieokreśloność zachowań. Zarazem stawia na pierwszym miejscu nieokreśloną sytuację
społeczną i gospodarczą. Człowiek, kierujący się liberalizmem, powoduje swymi
propozycjami ekonomicznymi wyłanianie się z nieokreślonej sytuacji gospodarczej
układu między podażą i popytem, a więc swoistego ładu, w wyniku którego przejmuje
osiągnięcia pracy innych ludzi. W tym układzie człowiek kierujący się liberalizmem
uzyskuje pozycję absolutu decydującego o sytuacji gospodarczej jako jedynej i
pierwszej dziedzinie życia i kultury. Tymczasem według filozofii bytu istnieje najpierw
Bóg jako przyczyna pierwsza i bezpośrednia wszystkich bytów stworzonych,
stanowiących zawsze określoną i jednostkową strukturę. Nie ma nieokreślonej
rzeczywistości. Byty nie podlegają liniowemu pochodzeniu. Dotyczy ich układ
przyczyn istotowych, sprawiający do końca to, czym są.
Ponieważ wspomnieliśmy, że liberalizm broni się tezą o chronieniu ludzi przed
tendencjami totalitarnymi, podajmy więc określenie totalitaryzmu. Totalitaryzm lub
143
totalizm polega na utożsamieniu osób z państwem. Liberalizm natomiast pojawia się
wtedy, gdy jednostki ludzkie utożsamia się ze społeczeństwem w jego warstwie relacji
myślnych. W liberalizmie przecież nie odróżnia się osób i ich zróżnicowanych potrzeb.
W odniesieniu do wszystkich osób stosuje się zabieg przejęcia wszystkich dochodów.
Idea dochodu ma więc podstawy w oderwanej od życia ideologii.
Demokracja
Demokracja przypomina ustrój republikański, gdyż w tym ustroju dominowały
rządy ludu. Gdy w celach tych rządów pojawiło się dobro ludu, republika przekształcała
się w ustrój demokratyczny. Demokracja jako troska o dobro wszystkich obywateli
zaczęła być stosowana nawet w państwach, w których władzę sprawował monarcha lub
zespół o charakterze arystokratycznym lub oligarchicznym. Dziś o demokracji mówi się
także w ustrojach socjalistycznych i kapitalistycznych. W tych ustrojach demokracja ma
często wiele cech liberalizmu. Wynika z tego przynajmniej tyle, że demokracja nie jest
propozycją jednoznaczną. Szukając jej cech rozważmy trzy rozumienia demokracji.
Według słownika Larusse’a z roku 1938 demokracja jest sposobem rządzenia, w
którym rolę władcy pełni lud lub naród. Zauważmy więc, że Larusse określa
demokrację przy pomocy pojęcia rządzenia i pojęcia ludu.
Według J. Maritaina demokracja polega na postawie szanowania osoby ludzkiej
we wszystkich jednostkach ludzkich tworzących naród. Ze względu na to demokracja
wyraża się w chronieniu godności osoby ludzkiej, jej powołania do życia duchowego,
oraz zobowiązuje do braterskiej miłości, którą osoby powinny się obdarowywać.
Demokracja więc jest sposobem osiągania życia wspólnego przez przestrzeganie
godności osób, ich powołania i miłości. W tym życiu wspólnym zachodzi podział
funkcji i zadań, wyznaczonych przez dziedziczenie, zamożność, pracę. Zauważmy tu,
że J. Maritain określa demokrację przy pomocy pojęcia osoby, jednostki, ludu jako
swoistej wspólnoty, godności, powołania, miłości, funkcji i zadań poszczególnych osób
we wspólnym życiu narodu.
W moim rozumieniu demokracja jest ustrojem wynikającym z mądrości i
uczciwości osób, które z racji mądrości kierują się prawdą i dobrem, a z racji
uczciwości stosują sprawiedliwość i prawo. Tak rozumiana demokracja jako ustrój
144
wymaga państwa, które jest Rzecząpospolitą, respektującą relacje osobowe wiążące
ludzi w naród, scalony ponadto troską o dobro wspólne wszystkich osób. Tym dobrem
wspólnym jest mądrość i prawda jako zarazem źródła lub zasady normalnie tworzącej
się kultury, wiernej więc humanizmowi i religii. Demokracja jest w tym wypadku bliska
tolerancji, w której otacza się czcią osoby, lecz nie akceptuje się fałszu i zła, choć znosi
się je z powodu szacunku dla osób. Ze względu na tak rozumianą tolerancję demokracja
nie przekształca się w liberalizm, w którym utożsamia się fałsz z prawdą, a zło z
dobrem, ponadto dopuszcza się i stosuje na przykład błędną teorię wolności,
utożsamienie człowieka z jego poglądami i przewagę rzeczy nad osobami. W
demokracji właśnie nie można odstąpić od prawdy, ani naruszyć dobra osób. Zauważmy
podobnie, że demokrację w moim rozumieniu określa się bliżej przy pomocy pojęcia
mądrości i uczciwości.
Porównując podane tu trzy określenia demokracji i szukając jej cech wspólnych
należałoby bliżej rozważyć treść pojęć wyjaśniających demokrację. Wszystkie te
pojęcia, a przynajmniej ich większość, były już w tej książce analizowane.
Podkreślmy wobec tego, że nie jest obojętne, jakimi pojęciami charakteryzuje się
demokrację. Ze wszystkich jej bliższych określeń wynika, że wyznacza ją zespół
poglądów różnorodnych i na różne tematy, poglądów dowolnie zestawianych, a więc
konstytuujących się w strukturę właściwą ideologii. Światopogląd i ideologia stanowią
przez nas wybrany zespół twierdzeń, wśród których niektóre dominują. Dominujące
twierdzenia wyznaczają odmianę lub typ światopoglądu i ideologii. Chodzi o to, aby
twierdzenia, dominujące w ideologu, były starannie uzasadnione w dziedzinie, z której
są wzięte.
Jestem przekonany, że propozycja kierowania się mądrością i uczciwością osób,
budowanie narodu przy pomocy relacji osobowych, domaganie się więzi osobowych z
ludźmi i z Bogiem, jest roztropną propozycją rozumienia i tworzenia demokracji. Może
ona jako ustrój dobrze organizować państwo, które jest wspólnym dobrem całego
narodu, ich wspólną rzeczą, wspólną sprawą, Rzecząpospolitą.
Dodajmy, że używając słowa naród zawężam państwo do jednej grupy etnicznej.
Owszem, są takie państwa i są takie ambicje, by grupa etniczna posiadała osobne
państwo. Gdy jednak państwo jest Rzecząpospolitą, wyrażającą się w symbolu korony
145
królewskiej, poszerza się jego zasięg. Jest wtedy Rzecząpospolitą wszystkich
narodowości, które chcą w tym państwie widzieć swoją ojczyznę. Korona bowiem
oznacza ochronę wszystkich osób, korzystających z suwerenności Rzeczypospolitej, jej
propozycji pokoju, kierowania się prawdą i dobrem, mądrością i miłością. Tak
rozumiana demokracja w państwie o charakterze Rzeczypospolitej dystansuje się wobec
ideologii i staje się sposobem trwania w pełnej kulturze ludzkiej, godnej osób.
146
14. RODZINA I PARAFIA
Przypomnijmy najpierw, że osoba jest najdoskonalszą strukturą bytową.
Konstytuuje ją najdoskonalsze pryncypium, którym jest istnienie, aktualizujące w
osobie intelektualność, wyrażającą się w mądrości, gdy osoba jest wierna prawdzie i
dobru. Realność osoby, prawda i dobro są podstawami najszlachetniejszych powiązań,
które są miłością, wiarą i nadzieją. Dzięki tym relacjom tworzą się naturalne wspólnoty,
takie jak rodzina, naród. Kościół. Nie ma tych wspólnot bez osób. Te wspólnoty są
zarazem przenikane relacjami myślnymi. Gdy relacje myślne dominują lub są przez nas
akcentowane, wspólnoty stają się społecznościami, a naród społeczeństwem. Wzięcie
pod uwagę w narodzie samych relacji myślnych, swoiste wyodrębnienie ich w
społeczeństwie, jest drogą do utworzenia państwa. Państwo wyraża społeczeństwo jako
instytucja, której cechą jest system autorytetów, scalających i porządkujących sprawy
narodu. Państwo jest więc, jako instytucja naczelna, swoistym sposobem lub
narzędziem koordynowania działań ludzkich z dobrem wspólnym narodu. Państwo
jednak nie określa dobra wspólnego, nie wprowadza szczegółowych spraw i potrzeb w
obszar wspólnot, jedynie przy pomocy prawa wspomaga osoby i wspólnoty w dążeniu
do właściwych im celów. Jest instytucją, która służy. Jest z tego względu instytucją
potrzebną i niezastąpioną. Może z tego względu ludzie walczą o swoje państwo, o jego
niezawisłość, niepodległość i suwerenność. Niełatwo zresztą ustalić, czy te cechy
przysługują przede wszystkim osobom, rodzinom, narodowi. Kościołowi, czy państwu
lub także państwu. W każdym razie, jeżeli państwo jest instytucją, a więc myślną
kompozycją, to czymś bardziej podstawowym niż państwo, i czymś pierwszym, są
wspólnoty naturalne, przede wszystkim ta wspólnota, która jest rodziną, gdyż w niej
rodzą się osoby. Rodzina więc zasługuje na dokładniejsze omówienie.
Rodzina
Rodzina w tym, co ją stanowi, jest zespołem osób, powiązanych relacjami
osobowymi, gdy zarazem wiążą rodzinę relacje rodzicielstwa i odniesień dzieci do
rodziców. Rodzicielstwo wskazuje na to, że w utworzeniu się rodziny wcześniejsza od
147
niej samej jest relacja małżeństwa lub tylko macierzyństwa i ojcostwa, gdy rodzice nie
są powiązani małżeństwem. Małżeństwo i rodzicielstwo jako macierzyństwo i ojcostwo
wyjaśniają genezę rodziny. W samym swym trwaniu rodzina jest zespołem relacji
osobowych, wiążących osoby stanowiące rodzinę, która powstaje dzięki rodzicielstwu
jako zespół osób. Osoby więc przede wszystkim wtedy stanowią rodzinę, gdy wiążą się
miłością, wiarą i nadzieją. Akcentując osoby i relacje osobowe, wiążące osoby, gdy są
to osoby powiązane rodzicielstwem, ujmujemy rodzinę w jej trwaniu, w tym, czym jest
jako wspólnota, która trwa w sposób nierozdzielny.
Rodzina, ze względu na swe pochodzenie, wymaga rodzicielstwa
gwarantowanego małżeństwem. Małżeństwo nie zabezpiecza trwania osób w relacjach
osobowych, zabezpiecza jednak dzieciom stałą obecność ojca i matki, a obecność jest
trwaniem relacji osobowych. Rodzina wobec tego wymaga obecności rodziców i dzieci.
Rodziną jest jednak także matka i dziecko nawet wtedy, gdy rodzicielstwo nie było
realizowane w małżeństwie. Z tego względu odróżniamy rodzinę w jej trwaniu od
rodziny w jej genezie.
Rodzina ujęta w jej granicach, pośrednio w jej trwaniu, nie ogranicza się do
rodziców i dzieci. Do rodziny należą także rodzice rodziców, bracia i siostry rodziców
dziecka. Te pokrewieństwa nazywamy dziadkami, wujami, ciotkami. Ujęcie liniowe
tych związków zmniejsza stopień pokrewieństwa, nie likwiduje jednak rodziny,
nazywanej rodem, gdy można jeszcze wskazać na tę parę małżeńską, z której wywodzą
się wszystkie osoby rodu.
Powtórzmy i podkreślmy wyraźnie, że rodzina ze względu na trwanie tej
wspólnoty i na to, co ją stanowi, jest powiązaniem osób relacjami miłości, wiary i
nadziei. Rodzina ze względu na jej pochodzenie lub na zapoczątkowanie obejmuje
oprócz relacji osobowych także relacje rodzicielstwa lub małżeństwa. Rodzina ze
względu na jej granice lub kres i zasięg, jest zespołem osób powiązanych relacjami
osobowymi, lecz wywodzących się z tego małżeństwa, które w liniowym wyjaśnianiu
pokrewieństwa można zidentyfikować i zapamiętać. Do rodziny, ujętej w jej granicach,
należą także osoby nie pochodzące z małżeńskiego powiązania rodziców rodu, a
mianowicie synowe lub zięciowie, nawet osoby adoptowane.
148
Możemy powiedzieć, że inną linię stanowienia rodziny wyznacza małżeństwo i
rodzicielstwo, a inną wiązanie się osób relacjami osobowymi. Gdy nie chroni się relacji
osobowych, rozpada się rodzina, a nawet małżeństwo. Pozostaje rodzina w linii właśnie
rodzicielstwa. Nie ma jej w linii trwania relacji osobowych. Nie ma wtedy rodziny jako
wspólnoty relacjami osobowymi i oddziałującej miłością, wiarą i nadzieją. Do narodu
wchodzi rodzina oddziałująca właśnie relacjami osobowymi. Bez tych relacji
osobowych wchodzą w skład narodu jednostkowe osoby tylko spokrewnione. To
spokrewnienie aktualnie spojonej nie wywołuje we wspólnocie narodu tych skutków,
bardzo potrzebnych, które są przede wszystkim miłością. Narodowi więc potrzebne są
rodziny w tym, co je stanowi, jako zespół osób, wśród których trwa powiązanie przede
wszystkim przez miłość.
Dodajmy, że linię rodzicielstwa powinno zapoczątkować małżeństwo. Czyni ono
osoby, które wiąże, także rodziną. Samo w sobie małżeństwo, w tym więc, co je
stanowi, jest wspólnotą, w której mężczyzna i kobieta ujawniają wobec świadków, że
podejmują decyzję odnoszenia się do siebie relacjami osobowymi i zrodzenia nowych
osób. Zobowiązują się więc do stanowienia wspólnoty, w której nowe osoby nie tylko
się rodzą, lecz także będą rosły w zespole relacji miłości, wiary i nadziei. To
zobowiązanie wymaga świadków dlatego, aby przez nich inne wspólnoty zostały
poinformowane o ukonstytuowaniu się nowej rodziny w linii właśnie rodzicielstwa. Ta
linia, lub aspekt, wprowadza w społeczeństwo przyznające małżeństwu właściwe mu
uprawnienia do świadczeń ze strony społeczeństwa. Zmienia to sytuację osób,
stanowiących małżeństwo, zmienia coś w społeczeństwie. O tych zmianach
małżonkowie informują także wspólnotę religijną, nie tylko społeczeństwo, a gdy są
katolikami, chcą w Kościele, który współstanowią, uzyskać sakramentalną pomoc
Chrystusa. Małżonkowie są teraz razem w Kościele i chcą wprowadzić w więź z
Chrystusem także swoje dzieci.
Rodzina i małżeństwo nie są więc wyłącznie instytucją i nie stanowi ich układ
autorytetów, który tworzy instytucję. Autorytet jest zasadą rozstrzygania spraw. W
małżeństwie i rodzinie rozstrzyganie spraw jest wtórne. Pierwsze są relacje osobowe.
Autorytet wspiera się tylko na zaufaniu, a więc na relacji wiary. Tymczasem rodzinę i
małżeństwo stanowią wszystkie relacje osobowe, wiążące osoby, powiązane
149
rodzicielstwem. Ze względu na powiązanie rodzicielstwem i dla podkreślenia roli
małżeństwa w rodzinie przypisuje się rodzicom pozycję autorytetu. Wyolbrzymia się
przez to instytucjonalny charakter rodziny. Tymczasem rola ojca i matki w rodzinie jest
bogatsza niż przewodzenie autorytetem nowej wspólnocie.
Ojciec w swym odniesieniu do matki i dzieci uwyraźnia w rodzinie relację
miłości, wiary i nadziei. Równocześnie chroni realność, a tym samym istnienie i życie
osób stanowiących rodzinę. Chroni ponadto prawdę i dobro, gdyż przecież na realności,
prawdzie i dobru wspierają się relacje osobowe. Wszystkie te relacje stanowią
wzajemną obecność osób. Ojciec jest znakiem tej obecności, a tym samym znakiem
trwania rodziny. Relacje osobowe wymagają chronienia ich działaniami intelektu i woli.
Ojciec więc ukazuje te działania chroniące przez swą wierność prawdzie i dobru. Jego
rola polega na stałym kierowaniu się mądrością, na jej manifestowaniu, czym
mobilizuje dzieci do starań o mądrość. Kierując się mądrością, uczy trwania w miłości,
wierze i nadziei. Zaniedbanie tej roli powoduje rozchodzenie się małżeństw, rozbicie
rodziny. Wynikiem tego są dzieci porzucone, często zbuntowane, zawsze dotknięte
chorobą sierocą. Skutkiem jest też sprzeniewierzenie się uroczyście podjętemu
zobowiązaniu, że będzie trwało małżeństwo i rodzina.
Matka w rodzinie tworzy środowisko, w którym nie tylko poczyna się nowe życie,
lecz w którym również w sposób swoisty trwają relacje osobowe uwyraźnione przez
ojca. I jest, jakby można powiedzieć, zwornikiem relacji osobowych, czymś więcej niż
znakiem, który przysługuje ojcu.
Matka wprost chroni relacje osobowe, nie tyle wskazując na właściwe działania
intelektu i woli, ile otaczając dobrocią wszystkie osoby. Dobroć mobilizuje. Matka
ponadto wiąże z dobrocią potrzebną dzieciom czułość, która jest postacią wybaczenia i
bezsłowną informacją o trwaniu miłości. Jest stałym zapewnieniem, że ważne jest
istnienie osób, że relacje osobowe powodują ponadto szczęście człowieka.
W rodzinie, w której trwają zarazem odniesienia przez miłość do Chrystusa,
poszerza się świat osób o relacje osobowe ze wszystkimi osobami, z ludźmi więc i z
Bogiem. Szczęście człowieka nabywa wymiaru gwarantowanej przez Boga nieustannej
teraźniejszości, wiecznego trwania miłości. To wieczne trwanie miłości zapewnia nam
naszą więź z Chrystusem, dzięki której stajemy się Kościołem. Właśnie Kościół będzie
150
trwał wiecznie, a zarazem z nim my wszyscy stanowiący Kościół przez powiązanie z
Chrystusem miłością i razem z Chrystusem ukryci w Bogu. To piękne wyrażenie św.
Pawła o naszym ukryciu z Chrystusem w Bogu wskazuje na głębokie powiązanie
człowieka z wszystkimi Osobami Trójcy Świętej. Każda osoba w rodzinie jest przez
chrzest i miłość powiązana z Chrystusem. Każda osoba współstanowi Kościół. Można
powiedzieć w języku pedagogiki, że rodzina należy do Kościoła, że wszystkie w niej
osoby współ-stanowią Kościół. Byłoby jednak nieprecyzyjne stwierdzenie, że ta
wspólnota, która jest rodziną, jest Kościołem. Nie może stanowić tak zwanego Kościoła
domowego. Kościół bowiem zawsze jest powszechny i buduje go sprawowanie
Eucharystii. W rodzinie jako rodzinie nie dokonuje się przeistoczenia chleba i wina.
Rodzina musi uczestniczyć we wszystkich sakramentach, których udziela jej Kościół
parafialny. Wymaga więc to bliższego omówienia parafii.
Parafia
Parafia jest Kościołem powszechnym, którym jesteśmy stanowiąc wspólnotę osób
powiązanych miłością do Chrystusa i zebranych wokół Eucharystii, sprawowanej na
ołtarzu naszego budynku sakralnego i przez proboszcza z mandatu biskupa, naszego
bezpośredniego nauczyciela wiary, gdy pozostaje on w jedności z papieżem jako opoką
Kościoła. Kościół więc jest zawsze i wszędzie całym Kościołem powszechnym.
Kościoły tak zwane lokalne są tylko informacją, że w tym miejscu i czasie spełnia się na
ołtarzu Ofiara Eucharystyczna, sprawowana przez kapłana, posłanego do nas przez
biskupa, a w jego decyzji przez papieża. W Kościele powszechnym sprawuje się
wszystkie sakramenty. Nie dzieje się to w rodzinie jako rodzinie. Rodzina nie jest więc
Kościołem. Kościół współstanowią osoby, które są rodziną. Niektórych sakramentów,
jak małżeństwo i chrzest, udzielają sobie osoby stanowiące rodzinę. Buduje to życie
katolickie rodziny. Rodzina wciąż pozostaje wspólnotą naturalną osób powiązanych
relacjami osobowymi. Nie przekształca się we wspólnotę nadprzyrodzoną. Do tej
wspólnoty nadprzyrodzonej należy jedynie w tym sensie, że każda osoba w rodzinie
współstanowi Kościół. Może to wyjaśnić przykład rodziny tworzonej przez osoby
nieochrzczone. Jeżeli któraś z tych osób przyjmie sakrament chrztu, współstanowi
Kościół. Inne osoby w tej rodzinie, nieochrzczone, nie należą do Kościoła. Kościół nie
151
składa się ze wspólnot, nawet naturalnych, lecz z osób, odnoszących się z miłością do
Chrystusa, z którym kontaktują się realnie przez sakramenty udzielane w Kościele
powszechnym. Takim Kościołem jest właśnie parafia jako zespół osób gromadzących
się przy sprawującym Eucharystię kapłanie, skierowanym do tej grupy przez biskupa
pozostającego w jedności z papieżem.
Należy tu wyjaśnić, że Kościół ma strukturę przede wszystkim osobową. Jego
opoką nie jest instytucja i urząd, lecz realna osoba Piotra w swym aktualnym następcy,
który zastępuje na ziemi Chrystusa. Głową Kościoła jest sam Chrystus. Duszą Kościoła
jest Duch Święty, posłany do nas przez Ojca i Syna, aby stawała się i doskonaliła nasza
więź z Chrystusem, w którym spotykamy Boga.
Osobowa struktura Kościoła nie oznacza tu tylko naturalnej wspólnoty osób.
Oznacza przede wszystkim swoisty organizm nadprzyrodzony, który jest Ciałem
Mistycznym Chrystusa. Oznacza to, że stanowimy nie tyle zespół przyjaciół Chrystusa,
ile raczej jakby jedną osobę o różnych funkcjach i posługach. Takie rozumienie
Kościoła czyni czymś bardziej czytelnym to, że Chrystus jest Głową, a Duch Święty
jednoczącą nas wszystkich Duszą Kościoła. Wszyscy zarazem wraz z Chrystusem
jesteśmy właśnie ukryci w Bogu, który to wszystko obmyślił i spełnia udzielając się
nam jako Trójca Osób Boskich.
W każdym więc z nas na mocy tego, że współstanowimy Kościół, przebywa
Trójca Święta. Bóg Ojciec ogarnia nas miłością, gdy ukochamy Chrystusa. Duch
Święty wnosi w nasze relacje z Bogiem cnoty nadprzyrodzone, które są naszym
sposobem odnoszenia się do Boga. Wnosi też swoje dary, które są danymi nam do
dyspozycji sposobami odbierania tego, czym Bóg nas obdarowuje. Aby to wszystko się
wypełniało, Chrystus sakramentalny staje się w nas bezpośrednim powodem
realizowania się naszych nadprzyrodzonych więzi z Bogiem. Skutek nadprzyrodzonej w
nas obecności Boga nazywamy łaską. Jest ona możnością lub zdolnością posłuszeństwa
Bogu, czyli podejmowania i spełniania życzeń Bożych. Jest dzięki temu powodem, z
którego wyłaniają się lub rodzą nadprzyrodzone cnoty i dary. Chrystus, uobecniający
się w nas przez sakramenty, staje się powodem rozwoju w nas łaski, dzięki czemu Duch
Święty uświęca nas przez cnoty i dary, których owoce stanowią nasze dojrzałe życie
religijne.
152
Gdy Chrystus w nas przebywa, uczestniczymy w Jego funkcji kapłańskiej,
prorockiej i królewskiej. Głęboko powiązani z Chrystusem stanowimy królestwo
kapłanów w kapłaństwie wspólnym. Polega ono na tym, że jesteśmy przez chrzest i
Eucharystię przygotowani do tego, by rodziły się w nas owoce darów Ducha Świętego i
byśmy wszystko ofiarowali Bogu. Dodajmy, że niektórych z nas Duch Święty powołuje
do kapłaństwa służebnego, nazywanego też kapłaństwem hierarchicznym. Chodzi o to,
abyśmy nieomylnie wiedzieli, że ten chleb i to wino zostały przeistoczone w Ciało i
Krew Chrystusa, że grzechy naprawdę zostały odpuszczone, gdyż dokonał tego
człowiek mocą Chrystusa dzięki udzielonemu mu sakramentowi kapłaństwa.
Uczestniczymy też w funkcji prorockiej Chrystusa, co oznacza, że mamy świadczyć o
Chrystusie w swoim środowisku i głosić prawdy Ewangelii. Nasz udział w funkcji
królewskiej Chrystusa polega na powodowaniu, aby w nas i w coraz większej liczbie
osób pogłębiała się miłość do Boga, co jest zarazem głoszeniem i zwiększaniem chwały
Bożej.
Tak różnorodne skutki i funkcje stanowią nasz udział w Kościele. Nie udziela
nam tego wszystkiego rodzina. Udziela nam tego Kościół powszechny, realizujący się
w naszej parafii. Rodzina musi w tym Kościele uczestniczyć.
Ze swej strony jako osoby, niezależnie od stanowienia przez nas rodziny,
wnosimy w Kościół naszą miłość do Chrystusa, wciąż pogłębianą przez cnoty
nadprzyrodzone i dary Ducha Świętego. Poziomem tej miłości głosimy chwałę Bożą, co
praktycznie oznacza, że Bóg jest najgodniejszy miłości, że ją chroni i utrwala na
wieczność, byśmy mogli już zawsze obdarowywać nią wszystkie osoby, a więc Boga i
ludzi. Nasze odnoszenie się z miłością do ludzi jest zarazem miarą naszej miłości do
Boga. Tę miarę określa sam Bóg wzywając nas, byśmy reagowali na potrzeby
głodnych, spragnionych, ubogich, uwięzionych, bezdomnych, podróżujących,
smutnych, byśmy byli miłosierni, sprawiedliwi, cisi, oddziałujący pokojem, opłakujący
grzechy, skierowani przez miłość do Boga, gdyż przede wszystkim na tym polega
czystość serca.
Sobór Watykański II precyzuje sposoby realizowania tych zadań w Kościele.
Mamy więc poznawać Objawienie i modlić się o mądrość. Mamy zarazem poznawać
naturę stworzeń. Dzięki tej wiedzy o Objawieniu i o stworzeniach mamy naprawiać
153
struktury społeczne, by sprzyjały uzyskiwaniu cnót i chroniły przed grzechem. Mamy
ponadto odróżniać uprawnienia człowieka od uprawnień chrześcijanina, i tym, co
chrześcijańskie, regulować prawa ludzkie. Sobór wobec tego poleca nam uzyskiwanie
wiedzy teologicznej o życzeniach Bożych i wiedzy filozoficznej o naturze bytów.
Zaleca troskę o intelekt, który na poziomie mądrości prawidłowo motywuje wolę do
decyzji. Mamy usprawniać swój intelekt przez uczenie się i modlitwę. Dzięki temu
przygotowaniu będziemy mogli skutecznie służyć swojej parafii, czyli pełnić właściwe
sobie posługi duchowe, jak określa je papież Paweł VI. Te posługi wyznacza każdemu z
nas zespół znaków czasu oraz uzdolnienia duszy i ciała. Te znaki czasu i uzdolnienia
mogą wyznaczyć komuś z nas służenie innym tylko wiedzą lub tylko miłością, służenie
troską o organizowanie nauczania lub stowarzyszeń religijnych, o architektoniczną i
artystyczną stronę naszego ołtarza i budynku kościelnego, o dostojeństwo liturgii.
Udział w liturgii jest zresztą zaszczytnym obowiązkiem nas wszystkich. Dzięki liturgii
bowiem spotykamy się z Chrystusem, utajonym w Eucharystii. W rodzinie możemy
sprawować tylko liturgię słowa.
Natrafiamy tu na inne jeszcze określenie parafii. Parafia jest tą wspólnotą osób,
która otacza miłością i czcią Chrystusa, realnie przebywającego na ołtarzu w postaci
chleba i wina. Jest to więc wspólnota osób zgromadzonych przy Chrystusie, którego
obecność w postaciach eucharystycznych zawdzięczamy naszemu proboszczowi,
biskupowi i papieżowi, wyróżnionym przez Ducha Świętego sakramentem kapłaństwa
w kapłaństwie służebnym.
Osoby i rodziny, powiązane w parafię, poszerzają dzięki temu swój zespół
naturalnych powiązań o relacje nadprzyrodzone, które wprowadzają w Kościół
powszechny. Pozwala to na pełnienie w rodzinie i w innych wspólnotach, także we
wspólnocie narodu, doniosłej roli świadka miłości Boga do człowieka. Kościół
powszechny realnie ułatwia przez sakramenty pogłębianie naszej miłości do Boskich
Osób Trójcy Świętej i do każdego człowieka.
154
15. UNIWERSYTET I NAUKI POLITYCZNE
Odróżniamy wspólnoty naturalne, w których osoby są powiązane relacjami
osobowymi, od wspólnot, w których relacje myślne dominują nad relacjami
osobowymi. Do wspólnot naturalnych należy rodzina, naród. Do wspólnot, w których
dominują relacje myślne, należy społeczność, społeczeństwo, państwo. W naszych
rozważaniach pojawiają się dwie nowe wspólnoty, a mianowicie uniwersytet i załoga
jako wspólnota pracownicza. Uniwersytet z kolei jest wspólnotą naturalną i zarazem
instytucją. Jest więc najbardziej podobny do narodu, gdyż relacje myślne funkcjonują w
nim na drugim miejscu, po relacjach osobowych. Załogą są osoby które wykonują pracę
w jednym przedsiębiorstwie lub instytucji.
Żadna z tych wspólnot nie utożsamia się z inną wspólnotą. Wszystkie wspólnoty
tworzą się z osób i zachodzących między nimi relacji. Relacje osobowe lub myślne są
podstawą zarówno podobieństwa jak i różnic. Wyraźnych podstaw odrębności wspólnot
należy szukać w ich genezie. Rodzina ma źródło w relacji rodzicielstwa jako
macierzyństwa i ojcostwa, oraz w relacji małżeństwa. Naród jest wspólnotą osób, które
spaja odczytane w osobach dobro wspólne. Tym dobrem wspólnym ostatecznie jest
mądrość i prawda jako źródła kultury wewnętrznej i zewnętrznej, właściwej osobom.
Społeczeństwo ma źródło w przewadze relacji osobowych, wprowadzonych do narodu
przez myślenie dla uporządkowania działań wiernych dobru wspólnemu. Państwo jest
wyłącznie instytucją i ma źródło w pomysłowości człowieka, który chce przez ustroje i
prawa osiągać cele narodu. Państwo jako instytucja służy celom wszystkich osób nawet
tych, które współstanowią np. załogę, nie ogarnia jednak załogi, nie rozstrzyga jej
spraw. Chroniąc osoby w ich sprawach pośrednio chroni, lub powinno chronić, załogę
przedsiębiorstwa. Zawsze tylko chronić, nie rozstrzygać. Załoga winna sama realizować
materialne dobro osób. W obrębie państwa znajduje się uniwersytet, który swą warstwą
instytucjonalną wiąże się z mocą państwa, a warstwą osobową wspiera na potrzebach
intelektu i woli osób. Na uniwersytecie przez wyznaczającą go wierność prawdzie
intelekt ludzki znajduje właściwe sposoby usprawniania się w wiedzy i mądrości, które
155
uczą działań chroniących relacje osobowe. Na uniwersytecie więc powinni kształcić się
i wychowywać także politycy. Tam też powinny być uprawiane nauki polityczne.
Nauki polityczne
Mówiąc o naukach politycznych mamy na myśli to, czego polityk ma się nauczyć
i jakie ma uzyskać usprawnienia.
Nauki polityczne, to więc, w jaki sposób i korzystając z jakich źródeł należy
kształcić polityka, by nabył usprawnień i wiedzy potrzebnej dyplomatom, zależą od
teorii polityki. Przez politykę rozumiemy na ogół zespół celów i zadań państwa
wynikających z dobra narodów. Ponieważ dobro narodów jest dobrem osób,
stanowiących naród, cele i zadania państwa powinny być podobne, to znaczy zawsze
zgodne z dobrem osób. Różnice, właściwe polityce różnych państw, mogą wynikać z
programów politycznych, warunkowanych tradycją i kulturą narodów, osobowością
stanowiących naród osób i z historii danego państwa. Polityk, którego nauki polityczne
mają przygotować do wykonywania jego zadań, pełni w państwie na różnych
szczeblach władzy rolę autorytetu, koordynującego działania realizujące program
sposobów chronienia dobra narodów w danym państwie.
Należy dodać, że ustalenie zespołu nauk politycznych zależy nie tylko od
koncepcji polityki, lecz także od rozumienia państwa, dobra narodu i autorytetu.
Przypomnijmy krótko, że państwo jest instytucją, która systemem prawa
koordynuje układy autorytetów, by zharmonizować potrzeby i sprawy życia
codziennego osób wartościami ułatwiającymi realizowanie dobra wspólnego narodu.
Dobrem wspólnym, najmniej dyskusyjnym, jest wspomaganie osób w
uzyskiwaniu mądrości. Są więc tym dobrem osoby, które dzięki mądrości będą
kierowały się w życiu codziennym dobrem i prawdą, z kolei uczciwością, wspomaganą
prawem i sprawiedliwością. Uczciwość wymaga powiązań osobowych z Bogiem, gdyż
tylko Bóg może przebywać w istocie osoby i przez swą obecność w nas motywować do
działań zawsze wiernych prawdzie i dobru. Sprawiedliwość i prawo chronią nas tylko
zewnętrznie. Najtrwalej motywuje nas miłość, a tylko ta relacja wprowadza Boga do
wnętrza osób. Ze względu na miłość do Boga chcemy być uczciwi, wierni prawdzie i
dobru.
156
Autorytet to tyle co powód akceptowania rozstrzygnięć i zgody na ich stosowanie.
Jest więc wywoływaniem posłuszeństwa w osobach, które odnoszą się z zaufaniem do
osoby rozstrzygającej sprawy. Źródłem więc autorytetu jest relacja zaufania ze strony
osób, które przyjmują rozstrzygnięcia, i zarazem życzliwie odnosząc się do podmiotu
autorytetu są posłuszne jego propozycji. Trzeba tu odróżnić autorytet od podmiotu
autorytetu. Autorytet jest zawsze potrzebny i nigdy nikt z niego nie rezygnuje. Zmienia
się tylko podmiot autorytetu, gdy osoba, której ufamy, okaże się niewierna prawdzie i
dobru, głównie prawdzie. Podmiot autorytetu, który posłużył się kłamstwem, traci swój
autorytet. Tracą autorytet rodzice, przywódcy, nauczyciele. Autorytet zyskują inne
osoby, nawet instytucje, często środki masowej informacji. Autorytet trwa tak długo,
jak długo trwa zaufanie do osoby, której wierzymy. To zaufanie jest właśnie postacią
wiary. Podlega tym samym kryzysom, jakim podlega wiara.
Biorąc pod uwagę koncepcję polityki, państwa, dobra narodów, autorytetu,
władzy, by rozważając je dojść do koncepcji nauk politycznych, musimy postawić
następujące pytanie: na podstawie czego przyjmuje się daną politykę, dlaczego
akceptujemy daną strukturę państwa, gdzie ustalamy dobro wspólne, w oparciu o co
akceptujemy autorytet? Zawarte w tych pytaniach „dlaczego” kieruje nas właśnie do
tematu nauk politycznych. Wydaje się, że aktualnie politycy, by zorientować się w
problematyce państwa, studiują historię, teorię zarządzania, teorię spraw i potrzeb
ludzkich w oparciu o psychologię, socjologię, nawet statystykę czy różne racje stanu.
Aby zorientować się w zagadnieniu dobra wspólnego, studiują nauki polityczne i różne
teorie socjologiczne. Aby z kolei poznać problematykę autorytetu jako sposobu
sprawowania władzy, studiują prawo. Ze względu na temat polityki studiują
światopoglądy, ponadto techniki administracyjnej strony spotkań i rozmów
politycznych.
Wszystkie te przedmioty dostarczają wiedzy szczegółowej, nie uczą jednak zasad
rozstrzygania szczegółowych sytuacji i problemów. Wykształcenie polityków należy
więc oprzeć na innych naukach.
Temat państwa wymaga starannego studium filozofii rzeczywistości, a w niej
przede wszystkim filozofii człowieka i filozofii relacji, gdyż państwo jest sposobem
kierowania ludźmi i chronienia ich relacji, wynikających z bytowej struktury człowieka.
157
Wśród tych relacji jedne odnoszą ludzi do ludzi, inne wiążą ludzi z Bogiem. Potrzebna
jest wiedza, którą stanowi nie tylko filozofia człowieka, lecz także filozofia Boga. Inne
nauki są tylko pomocnicze. Temat dobra wspólnego wymaga studiowania filozofii bytu,
gdyż w tej filozofii rozpoznaje się strukturę relacji. Zarazem potrzebne jest studium
filozofii człowieka z szerszym uwzględnieniem tematu sprawności, wyjaśniających
uzyskiwanie mądrości. Należy też orientować się, że mądrość jako dobro wspólne
prowadzi do tematu osoby, a temat osoby do tematu Boga, gdyż oprócz mądrości
dobrem wspólnym stają się często osoby i także Bóg, spełniający najgłębsze aspiracje
człowieka. Nie powinno pomijać się tematu struktury narodu, którego nie wyjaśnia
socjologia, statystyka i geografia. Temat autorytetu wiąże się z zagadnieniem relacji
osobowych. Wymaga też starannego studium etyki, aby poznać warunki wierności
prawdzie i dobru. Temat polityki wymaga znajomości głównie historii kultury, gdyż
kultura jest źródłem pozycji polityki wśród innych dziedzin życia. Wspiera się też w
swej racji stanu i w programach politycznych na starannym odróżnianiu samego
człowieka od jego celów, co często dziś się utożsamia.
Aktualny zestaw przedmiotów, kształcących polityków, wyraźnie różni się od
proponowanych tu nauk, które powinni oni studiować. Na korzyść tego proponowanego
zestawu świadczą uzyskiwane skutki kształcenia.
Polityk, który pozna filozofię bytu, filozofię człowieka, filozofię i teologię Boga,
filozofię osoby i relacji osobowych, teorię mądrości jako zasady wyboru działań,
chroniących relacje osobowe, i jako zasady tworzenia kultury, zgodnej z
rzeczywistością, pozna teorię i praktykę usprawniania swego myślenia, zgodnego z
prawdą, i działania, zgodnego z dobrem. To usprawnienie pozwoli mu na nabycie
umiejętności kierowania się mądrością naturalną, potrzebną mu do koordynowania
programów politycznych, realizowania celów chroniących dobro narodów. Dzięki tym
usprawnieniom będzie umiał skutecznie służyć dobru osób: dobru osób ludzkich przez
chronienie humanizmu, oraz relacjom ludzi do Boga przez chronienie religii.
Koordynując programy polityczne, polityk, gdy zawsze pozostaje wierny prawdzie i
dobru, zarazem broni przed tym, co w kulturze jest fałszem i złem. Polityk,
zorientowany w dziejach kultury, powinien także wiedzieć, że należy wyciszać w
kulturze tendencje ateizujące, gnostyckie i przywracać przestrzeganie przykazań. Jest to
158
ważne w chronieniu relacji osobowych i osób, którym przecież polityka i polityk mają
służyć.
Polityk należy do grupy osób rządzących. Na wszystkich szczeblach władzy
potrzebne jest nabywanie sprawności intelektualnych i wolitywnych, a wśród nich
mądrości, którą zaleca się wszystkim osobom.
Jeżeli przez politykę rozumie się także łączenie dobra, którym są cnoty i sztuki, to
polityk bezpośrednio wpływa na tworzenie się kultury jako zgodności dzieł
wewnętrznych z dziełami zewnętrznymi. Miałby w tym miejscu rację Cyceron, który
uważał, że polityk jest mądrym mówcą. Mądrość jest właśnie dziełem wewnętrznym,
sprawnością intelektu. Przemówienie jest dziełem zewnętrznym. Mądrość jest cnotą.
Mowa jest sztuką.
Polityk jest osobą, którą, jak wszystkie osoby, obowiązuje uzyskanie sprawności
mądrości, i który został powołany do pełnienia zadań w strukturach państwa. Pozostaje
zarazem w różnych wspólnotach naturalnych, takich jak rodzina, Kościół, i zawsze we
wspólnocie narodu. Do jego zadań przygotowuje go uniwersytet, gdyż w tej wspólnocie
poznaje się proponowane tu nauki polityczne. Uniwersytet kształcąc specjalistę kształci
zarazem i wychowuje człowieka.
Uniwersytet
Powtórzmy, że uniwersytet jest tą wspólnotą, w której w swoistej równowadze
pozostają relacje osobowe i relacje myślne. Relacje osobowe wiążą uniwersytet z
osobami, relacje myślne wiążą go z instytucją państwa. Uniwersytet jest więc
jednocześnie wspólnotą i instytucją. Wspólnota osób nauczających i nauczanych jest
wtedy wspólnotą uniwersytecką, gdy wszystkie osoby scala wyłączna, bezwzględna i
konsekwentna służba prawdzie. Instytucja w postaci administracji jest wtedy instytucją
uniwersytecką, gdy wspomaga profesorów i studentów w ich służbie i wierności
prawdzie.
Szkoła wyższa, która nie wyznacza prawdzie pierwszego miejsca, nie jest
uniwersytetem, nawet gdy tak się nazywa.
Zwróćmy uwagę na różnice między szkołą wyższą i uniwersytetem.
159
Szkoła wyższa charakteryzuje się tym, że jej program ma wywołać usprawnienia
teoretyczne i praktyczne, pozwalające na poznanie i twórcze uprawianie wybranej
dziedziny, owocujące wewnętrznymi i zewnętrznymi dziełami człowieka. Zauważmy,
że takie określenie szkoły wyższej jest zgodne z rozumieniem kultury jako życia
duchowego człowieka i wyrażających to życie wewnętrzne dzieł zewnętrznych. Szkoła
wyższa przygotowuje do wytwarzania dzieł wewnętrznych, takich jak sprawność, i dzieł
zewnętrznych, takich jak dzieła sztuki, techniki, nauki, zawsze zgodnie z rozumieniem
zależności między tworzywem i celem dzieła oraz proporcjonalnie do odkrywczości i
przewidywania twórcy. Tak rozumiana szkoła wyższa stawia na pierwszym miejscu
raczej dzieła niż osoby, mimo że dba się w niej także o dzieła wewnętrzne, bardziej
dotyczące człowieka niż dzieła zewnętrzne.
Uniwersytet uczy usprawnienia, a więc pogłębienia rozumień w takim stopniu, by
owocowały samodzielnym identyfikowaniem rzeczywistości w stanowiących ją
pryncypiach, zarazem identyfikowania zgodności wewnętrznych i zewnętrznych dzieł z
bytową strukturą wszystkiego, co realne, ponadto by owocowały proporcjonalnymi do
tego rozumienia decyzjami. Uczy więc sytuowania się człowieka w wierności prawdzie
i dobru tego, co realnie istnieje. A zatem uniwersytet zawsze musi być uczelnią
humanistyczną, gdyż wierność prawdzie, dobru i istnieniu sytuuje w humanizmie.
Uniwersytet nie określa dowolnie prawdy, dobra i istnienia, lecz rozpoznaje je jako
przejawy istnienia realnych bytów jednostkowych. Gdy przedmiotem rozpoznania są
osoby, dowiadujemy się, że ich istota ujawnia intelekt i wolę, które aktywizuje prawda i
dobro bytów. Uniwersytet musi więc podejmować studia w zakresie filozofii bytu i
filozofii człowieka. Ta filozofia identyfikuje wewnętrzne pryncypia bytów i osób.
Pryncypia pełnią rolę przyczyn, gdy ich skutkiem jest bytowa struktura jednostek
ukonstytuowanych z istnienia i istoty. Przyczyną istnienia jest zawsze Samoistne
Istnienie, które zarazem jest osobą i Bogiem. Na uniwersytecie musi znaleźć się
studium filozofii i teologii Boga. Te nauki pozwalają zrozumieć kulturę odpowiadającą
naturalnym potrzebom człowieka, które spełniają się w relacjach osobowych i w
mądrości, kierującej działaniami intelektu i woli, chroniącymi relacje osobowe.
Do spotkania z prawdą prowadzi studentów uniwersytetu profesor w taki sposób,
że wprowadza ich w swoje żywe myślenie naukowe, gdyż prawda znajduje się nie w
160
dziełach wytworzonych przez ludzi, lecz w realnych bytach, które, gdy są osobami,
stanowią kres osobowej relacji wiary. Wiara jako zaufanie czyni profesora autorytetem,
który nie zawiedzie, gdy pozostanie bezwzględnie wierny prawdzie, zarazem naturze
uniwersytetu. Profesor, który inne cele postawi ponad prawdę, moralnie przestaje być
profesorem uniwersytetu, nawet gdy przyznają mu to odpowiednie dyplomy. Wierność
prawdzie i dobru owocując mądrością przemienia nastawienia i tym samym
wychowuje. Powoduje bowiem pomijanie działań, które nie chronią prawdy i dobra,
relacji osobowych, samych osób, a wśród nich Boga. Tak realizowane nauczanie
uniwersyteckie jest zarazem wychowywaniem. I tylko na uniwersytecie nauczanie
utożsamia się z wychowaniem. W innych szkołach wyższych trzeba osobno realizować
nauczanie i wychowanie.
Ponieważ nauczanie uniwersyteckie polega na wierności prawdzie, jest ono
relacją osobową. Tę relację musi wspomagać nie tylko relacja zaufania, lecz także
przyjaźń jako odmiana szczerej życzliwości, łączącej profesora ze studentem. Bez tej
życzliwości bylibyśmy osamotnieni w trudzie wierności prawdzie i dobru. Ten trud
wymaga wspomagania się w drodze do prawdy, gdyż trzeba ją nie tylko odczytać w
bytach, lecz także żyć nią na co dzień. To życie na co dzień polega na ciągłym
poprawianiu myślenia, dostosowywaniu do niego decyzji i działań, podciąganiu do
poziomu prawdy. Scala się w tym wszystkim dydaktyczna i pedagogiczna działalność
uniwersytetu. Znaczy to właśnie, że nauczanie uniwersyteckie nie wymaga osobnych
zabiegów wychowawczych, gdy słuchacz wrasta w prawdę. Odkrywamy tu nową cechę
uniwersytetu, która jest zarazem cechą profesorów i studentów, a mianowicie
przemieniający i wychowujący wpływ wierności prawdzie. Gdy profesorowie i studenci
nie odnoszą się do prawdy jako najgłębszej potrzeby intelektu i gdy ta prawda ich nie
wychowuje, uniwersytet przestaje być uniwersytetem, co oznacza, że profesorowie i
studenci nie stanowią uniwersytetu jako wspólnoty powiązanej relacjami osobowymi.
Przestają być uniwersytetem w sensie moralnym, nawet gdy instytucjonalnie posiadają
katedry i indeksy. Wynika także z tego, że uniwersytet jest instytucją, która może dalej
trwać w więzi z państwem, mimo że nie jest już uniwersytetem jako wspólnotą osób
spajaną przez wierność prawdzie, przemieniającą postępowanie w kierunku wierności
dobru.
161
Z samej natury uniwersytetu wynikają uprawiane w nim nauki. Są to te nauki,
które kształcą także polityków. Uprawiane na uniwersytecie zarazem ich wychowują. A
zatem właśnie tam polityk powinien poznawać potrzebne mu nauki. Trzeba tu
zauważyć, że na uniwersytecie nie akcentuje się pozycji nauk, lecz bardziej pozycję
osób. Chroni to przed erudycjonizmem i usprawnia w rozumieniach, których
warunkiem jest realizm. Równocześnie na pierwszym miejscu nie jest nauczanie, lecz
nauczające osoby i uczący się słuchacz. Powoduje to, że przejęty poznawaniem
przemieniającej go prawdy nauczający musi na serio żyć swym poszukiwaniem i
badaniem jej. Swym zaangażowaniem i przejęciem musi obudzić zaufanie słuchacza.
Obudzi je, gdy ukaże trafność swych ujęć, gdy prawdę, organizującą jego życie
duchowe, tak przedstawi, że słuchacz z zaufaniem zacznie uczestniczyć w życiu
duchowym nauczającego, aby tam tę prawdę spotkać, przejąć ją i uczynić zasadą
swojego życia duchowego. Wynikiem takiego nauczania i kształcenia uniwersyteckiego
jest ukształtowana osobowość i usprawniona rozumność. Dzięki temu absolwent
studiowanych na uniwersytecie nauk politycznych umie żyć tym, co ludzkie, to znaczy
prawdą, dobrem, życzliwością, zaufaniem, przyjaźnią. Umie na tych faktach budować
kulturę, która będzie wyrażała miarę i godność człowieka.
Dodajmy już tylko, że na uniwersytecie przy pomocy uprawianych tam dyscyplin
rozpoznaje się dobro wspólne narodu, właśnie mądrość, osoby, Boga. Bez tego
rozpoznania, opartego na starannej analizie bytowej struktury osób i wiążących je
relacji, dobro wspólne muszą wyznaczać ideologie, co czyni to dobro propozycją
dowolną. Nie zawsze zaakceptuje ją naród. Jest to niekorzystne dla polityki. Działania
polityków przestają być skuteczne. Tymczasem polityka i państwo zasługują na to, aby
były uznaną przez naród i cenioną służbą publiczną.
162
16. MORALNOŚĆ I POLITYKA
Propozycja wykształcenia i wychowania polityków na uniwersytecie pozwala
przypuszczać, że ich działania publiczne zawsze będą zgodne z prawdą i dobrem osób.
Będą więc moralne. Moralność bowiem polega na zgodności działań z prawdą i dobrem
osób. Będą to zarazem działania odpowiedzialne. Dodajmy wobec tego, że
odpowiedzialność jest udziałem w prawdzie i dobru osób. Nie jest zewnętrzną oceną
działań ludzkich i wzięciem na siebie skutków działań dobrych lub złych. Nie jest to
także służenie wartościami, których dowolnie ktoś oczekuje. Nie jest to ponadto
skuteczne wypełnienie zadań. Skuteczność bowiem jest realizowaniem celów, które
wyznaczają środki, pozwalające na osiąganie celów. Cele jednak nie mogą być nigdy
ponad prawdą i dobrem. Polityk realizując cele jako treść racji stanu nie może nigdy
naruszyć ich zależności od przejawiającego się w osobach ich istnienia. Występowałby
wtedy przeciw istnieniu osób. Polityka i politycy wierniejsi celom niż istnieniu w jego
przejawach prawdy i dobra, działaliby przeciw narodowi, który mają chronić. Czyniliby
też czymś wrogim narodowi samą instytucję państwa. Polityka, realizowana przez
polityków, jest służbą, zawsze wierną dobru wspólnemu narodu.
Powyższe uwagi dotyczą takich związków między moralnością i polityką, że
polityka jest wewnętrznie moralna jako zespół działań zgodnych z prawdą i dobrem
osób, wszystkich osób, nie tylko więc ludzi, lecz także Boga, który jest osobą.
Zagadnienie związku między moralnością i polityką w tym sensie, że do działań
politycznych odnosimy kryteria moralności i sprawdzamy, czy działania polityczne są
moralne, ma źródło w pozycji polityki w nowożytnej i współczesnej kulturze. Jest to
pozycja dziedziny pierwszej i najwyższej. Z racji tej pozycji polityka staje się źródłem
norm dowolnie ustalanych, bez liczenia się z wyprzedzającą działania realnością osób,
głównie Boga. Wiemy, że spowodowały to tendencje ateistyczne i rezygnacja z
realizmu na rzecz idealizmu jako wyakcentowanie pierwszeństwa myśli przed
realnością. Ponieważ polityka stała się dziedziną normującą odniesienia
międzyosobowe, nie oparte jednak na wierności działań prawdzie i dobru osób,
pojawiły się działania polityczne, których zgodność z kryteriami moralności budzi
163
zastrzeżenia. Podstawą zastrzeżeń są skutki wywołane przez takie ustroje polityczne,
jak socjalizm i kapitalizm wraz z liberalizmem, który przenika także ustroje
demokratyczne. Budzi opór stawianie wyżej rzeczy niż osób. Polityka broni tak zwanej
moralności swych działań powołaniem się na przestrzeganie prawa. Prawo jednak nie
może być wrogie człowiekowi i z tego względu moralność nie utożsamia się z prawem.
Zlaicyzowana kultura i polityka tłumaczą swoje działania tylko prawem stanowionym
przez władcę lub powołane przez niego organa władzy. Człowieka może chronić to
prawo stanowione, które jest zgodne z prawem natury, wyznaczonej przez bytową
strukturę osób. Tego prawa natury nie przyjmuje do wiadomości zlaicyzowana polityka
i kultura.
Należy wrócić do poglądu, że polityka w swej racji stanu obejmuje cele państwa,
wyznaczone przez realne dobro wspólne narodu. Program polityczny ma być zespołem
wskazań, jak realizować cele państwa chroniącego dobro narodów. Pytanie o moralność
polityki jest więc pytaniem, czy stanowi ona służenie dobru osób. Jest to również
pytanie, czy politykę wyznacza miłość, gdyż służenie dobru osób jest właśnie miłością
jako zresztą relacją osobową, a relacje osobowe i powiązane tymi relacjami osoby
stanowią naród. Pytanie o moralność polityki, odniesione do polityków, jest pytaniem o
ich myślenie zgodne z prawdą i o decyzje zgodne z dobrem. Jest to zarazem pytanie o
sposób tworzenia i charakter kultury, o to, czy umacnia się w niej humanizm i religia.
Konfrontowanie moralności z polityką prowadzi do postawienia też kolejnego pytania:
czy polityka jest zespołem działań, wyznaczanych mądrością naturalną polityków jako
zasadą odnoszenia się do wszystkiego z pozycji prawdy i dobra? Można też dodać, że
konfrontowanie moralności z polityką jest sprawdzaniem struktury państwa i jego
ustroju. Stawia państwu pytanie, czy jest ono instytucją, która systemem praw i
zarządzania wiąże układy autorytetów, by harmonizować potrzeby i sprawy życia
codziennego w celu realizowania dobra wspólnego.
Zaskakuje i dziwi, że trzeba zadawać takie pytania polityce, a tym samym
kulturze współczesnej. Stawiając te pytania upominamy się o respektowanie potrzeb
osób i wiążących je relacji, o wierność temu, kim są osoby w swej bytowej zawartości.
Wprost zawstydza taka polityka, która jest budowana poza realizmem przez dowolne
164
myślenie jako kojarzenie w teorie samych pojęć jako znaczeń, nie odnoszących się do
rzeczywistych osób.
Aby uchylić pytania, stawiane polityce, trzeba zbudować inną kulturę, wierną
osobom kulturę katolicką. Trzeba inaczej kształcić i wychowywać ludzi. Wymaga to
zbudowania pedagogiki, opartej na filozofii człowieka, i wyzwolić pedagogikę z jej
zależności od psychologii i ideologii. Trzeba zrealizować uniwersyteckie kształcenie i
wychowanie polityków.
Wychowanie moralne jako prawidłowe odniesienie do osób
Zauważmy najpierw, że filozofia człowieka informuje nas o relacjach osobowych,
wiążących ludzi jako osoby z innymi osobami ludzkimi i zarazem ludzi z osobą Boga.
Wychowanie moralne człowieka musi więc polegać na realizowaniu odniesień zarówno
do ludzi, jak i do Boga. Buduje się wtedy w człowieku zgodna z rzeczywistością
osobista kultura wewnętrzna.
Wychowanie jest skutkiem działań, które dotyczą sposobów i zarazem są
sposobami uzyskiwania wewnętrznych usprawnień intelektu i woli. Usprawnione
czynności intelektu i podobne czynności woli chronią relacje osobowe. Te relacje
osobowe zawsze dotyczą ludzi i Boga. We współczesnej pedagogice, poddanej jak cała
kultura orientacji laickiej, pomija się zalecanie czynności chroniących relacje osobowe
człowieka do Boga. Mówi się tylko o czynnościach chroniących relacje człowieka do
człowieka. Owszem, pedagogika jako teoria czynności usprawniających i chroniących
może osobno rozważać chronienie relacji do ludzi lub do Boga. W samym jednak
wychowaniu trzeba stosować czynności tak usprawniające intelekt i wolę, by człowiek
w równym stopniu chronił relacje zarówno do ludzi, jak i do Boga. I znowu zauważmy,
że czym innym jest chronienie relacji osobowych, wiążących nas z ludźmi, i czym
innym chronienie relacji, wiążących nas z Bogiem. Człowiek jednak, zgodnie ze swym
wyposażeniem bytowym i relacjami, wiążących go ze wszystkimi osobami, nie można
pominąć odniesień do Boga. Wychowanie go jest bowiem wtedy niepełne. Możemy to
wyjaśnić na przykładzie samej koncepcji pedagogiki.
Najpierw pedagogika ogólna – jest ona teorią zasad wyboru czynności
usprawniających intelekt aż do poziomu mądrości, a wolę aż do poziomu prawości jako
165
trafnego wyboru dobra i trwania przy tym dobru. Jest zarazem teorią zasad wyboru
czynności, które kształcą i wychowują nasze władze zmysłowe oraz uczucia.
Pedagogika szczegółowa jest teorią zasad wyboru tych czynności, które chronią
nas przed skutkami wpływu tego, co w kulturze złe i fałszywe.
Zauważmy przy okazji, że takie rozumienie pedagogiki ogólnej i szczegółowej
jest bliskie w formule pozytywnej i negatywnej stałej racji stanu. Stała racja stanu
dotyczy dobra wspólnego, którym jest mądrość osób, stanowiących naród. Dotyczy też
chronienia człowieka przed tym, co w kulturze jest złe i fałszywe. Wszystko to jest
ważne ze względu na tworzenie kultury katolickiej, w której liczą się odniesienia
człowieka do osób, nazywane relacjami osobowymi, wiążącymi nas więc i z ludźmi, i z
Bogiem.
Wychowania moralnego nie można oderwać od wykształcenia. Wykształcenie jest
usprawnieniem intelektu w trafnym rozpoznaniu prawdy i dobra. Wychowanie polega
na stosowaniu czynności powodujących wiązanie się z tym, co prawdziwe i dobre.
Wynika z tych określeń, że w wymienionych zagadnieniach liczy się wyraźne
odróżnienie pedagogiki od filozofii człowieka i od etyki. To odróżnienie, dzięki
któremu nie mieszamy przedmiotu tych nauk, pomaga w skutecznym wychowaniu
człowieka. Powtórzmy więc, że pedagogika jest teorią zasad wyboru czynności,
chroniących relacje osobowe. Pedagogika więc wskazuje, jakimi czynnościami chroni
się te więzi. Pedagogika jednak nie odkrywa relacji osobowych. Odkrywa je, to znaczy
rozpoznaje, filozofia człowieka. Etyka wskazuje na zasady rozpoznawania działań,
owszem, także chroniących relacje osobowe. Jednak tylko informuje, że muszą to być
działania powodujące skutki dobre, a tym samym właśnie chroniące. Pedagogika
określa szczegółowe czynności zarówno uzyskiwania usprawnień intelektu i woli, jak i
szczegółowe czynności, dzięki którym rzeczywiście ochroni się relacje osobowe.
Chronienie tych relacji, wiążących nas z ludźmi i z Bogiem, wymaga właśnie
czynności, które ustalamy w konsultacji z antropologią filozoficzną i etyką. Dzięki tej
konsultacji człowiek jawi się nam jako swoisty organizm. W organizmie wskazujemy
na istnienie i istotę jako duszę i ciało człowieka oraz na przejawy istnienia w człowieku
i przejawy istoty nazywane intelektem i wolą. Wskazujemy również w tym organizmie
166
przyrodzonym na różnorodne relacje, wspierające się w nas na przejawach istnienia i
istoty.
Podstawy nawiązywania relacji osobowych
Podstawą przyrodzoną nawiązywania relacji osobowych jest w człowieku słowo
serca. Stanowi ono w intelekcie możnościowym człowieka powód, który w tym
intelekcie pojawia się pod wpływem odebrania oddziaływań na nas istotowych tworzyw
bytu wraz z przejawami jego istnienia. Intelekt możnościowy jest bierny. Może więc
wyłącznie odbierać to, co na niego oddziałuje. W wyniku tego pojawia się w nim skutek
tych oddziaływań, właśnie słowo serca, które skłania nas do zareagowania wyłącznie
relacjami istnieniowymi, a gdy oddziałuje człowiek – relacjami osobowymi. Odnosząc
się tymi relacjami do oddziałujących na nas bytów, ze zdumieniem stwierdzamy, że są
w tym bycie tworzywa istotowe i że one istnieją. To zdumienie powoduje, że do
stwierdzonego istnienia odnosimy się w sposób kontemplacyjny. Kontemplacja jest w
tym wypadku zarazem podziwem i poznaniem. Ten podziw powoduje, że pojawia się w
nas odnoszenie się ze czcią do poznanego istnienia. Postawa czci nadaje temu
odniesieniu charakter religijny. Traktujemy odkryte w bycie istnienie tak, jak traktuje
się Boga. Dzięki późniejszym analizom odróżniamy istnienie bezpośrednio
oddziałujących na nas bytów od przyczyny ich istnienia, która jest Istnieniem
Samoistnym i zarazem osobą, realnym Bogiem.
To zrodzenie się w nas zareagowań religijnych otwiera nas na relacje osobowe z
Bogiem. Musimy tu odróżnić to, że Bóg jest stwórcą naszego istnienia, od tego, że
możemy powiązać się z Nim relacjami osobowymi, w które Bóg wnosi swoje
nadprzyrodzone życie, czyli przyczynowane nie przez nas, lecz przez Niego.
Zasady czynności wychowywania
Przyrodzone zasady czynności wychowywania to usprawnienia intelektu i woli,
które wyznaczają sposób chronienia relacji osobowych, łączących z ludźmi i z Bogiem.
Ponieważ relacje osobowe opierają się na realności, prawdzie i dobru, sposoby
chronienia tych relacji muszą objąć także realność, prawdę i dobro. Chodzi o
167
pominięcie tego, co niszczy miłość, wiarę, nadzieję, realność, prawdę i dobro.
Wszystkimi sposobami chronienia kieruje miłość, która ze swej natury jest troską o
pełne dobro akceptowanych osób. Nie dopuszcza do nadmiernej troski o własne dobro.
Samą jednak miłość trzeba także chronić.
Chronienie miłości na jej poziomie troski o dobro osób wymaga pokonania
przeszkód, z których pierwsza to konsumpcyjny model życia, wyrażający się w
gromadzeniu rzeczy, a druga to dominowanie w nas zmysłowych władz poznawczych,
nie poddanych kontroli intelektu. Najgroźniejsza jest vis cogitativa jako władza łączenia
wrażeń zmysłowych z pożądaniem zmysłowym, co powoduje, że wszystko kierujemy
do siebie. W tej sytuacji pierwszą czynnością wychowawczą jest realizowanie
sposobów usprawnienia intelektu w poznawaniu prawdy, a woli w wierności dobru.
Prawda i dobro wyzwolą w nas mądrość, która będzie otwierała na osoby, co ułatwi
dystansowanie się wobec rzeczy. Sposobem bezpośrednio powodującym taki skutek jest
kontaktowanie intelektu i woli z pryncypiami konstytuującymi osobę i zarazem
pomijanie konsumpcyjnych modeli życia, dominacji vis cogitativa oraz błędnych teorii
w kulturze.
Z punktu widzenia pedagogiki ogólnej przyrodzone zasady czynności
wychowawczych są następujące: mądrość jako kierowanie się prawdą i dobrem, wiara
jako wkład intelektu w wychowanie ze względu na prawdę, cierpliwość jako wkład woli
w wychowanie ze względu na wierność dobru.
Z punktu widzenia pedagogiki szczegółowej przyrodzone zasady czynności
wychowawczych są z kolei następujące: pokora jako zgoda intelektu na przyjmowanie
prawdy, umartwienie jako zgoda woli na wybór tego, co dobre, i na pomijanie tego, co
błędne i złe, czego odrzucenie w naszej kulturze często sprawia cierpienie.
Z pokorą wiąże się posłuszeństwo osobom mądrym i kochającym, budzącym
nasze zaufanie. Z umartwieniem wiąże się postawa kierowania się raczej do osób niż do
rzeczy, wartości czy ideologii, co tradycyjnie nazywa się umiejętnością ubóstwa.
Rozważając to trzeba powiedzieć, że główną zasadą wszystkich czynności
wychowawczych są osoby. One bowiem uczą mądrości i miłości. Jest to ważne w
wychowaniu humanistycznym, a przede wszystkim w wychowaniu religijnym. Religia
168
jest powiązaniem z Osobami Trójcy Świętej, a nie z wartościami religijnymi czy
ideologią katolicką.
Podkreślmy wobec tego, że wychowanie moralne polega na stosowaniu czynności
sprawiających wiązanie się osób z osobami przez miłość, wiarę i nadzieję, wsparte na
realności, prawdzie i dobru osób. Dotyczy to wiązania się ludzi z ludźmi i ludzi z
Bogiem. Te czynności podejmują obie osoby wiążące się relacjami osobowymi. Gdy
podejmują je ludzie, te czynności są podobne. Gdy relacjami osobowymi wiążą się
ludzie z Bogiem, inne są czynności ludzi i inne czynności Boga.
Czynności wychowawcze
Czynności wychowawcze, podejmowane przez człowieka, by pogłębiała się jego
więź z Bogiem, to uczenie się filozofii człowieka i filozofii Boga. Są to czynności,
których skutkiem jest oczyszczenie czynne.
Czynności wychowawcze, podejmowane przez Boga, to wywołanie w nas
czynności, powodujące w nas oczyszczenie bierne, którego chcemy i które z czasem
rozumiemy. Skutki oczyszczenia biernego jako powodowanego w nas przez Boga nie są
natychmiastowe mimo naszej zgody na Jego działanie w nas. Przeszkadza w ich
osiągnięciu brak cnót naturalnych w woli i intelekcie, brak wiedzy o czynnym i biernym
oczyszczeniu, w wyniku czego bronimy swej wersji życia religijnego, uboższej niż
realizowana przez Boga Jego wersja naszych z Nim powiązań. Ten opór wywołuje
kryzys życia religijnego, nazywany ciemną nocą miłości. Gdy nie przezwyciężymy
kryzysu, grozi nam porzucenie wiary i praktyczny ateizm. Gdy przezwyciężymy kryzys,
utrwalą się relacje osobowe z Bogiem.
Podkreślmy już tylko, że wychowanie moralne sytuuje osoby wśród osób, dzięki
czemu właściwą pozycję uzyskuje mądrość i miłość. Na dalsze miejsce zostają
przesunięte rzeczy, wartości, ideologie. W wyniku takiego wychowania i zarazem
usprawnienia intelektu i woli zostaje prawidłowo zbudowana kultura człowieka
wewnętrzna i zewnętrzna, a w niej polityka. Staje się wewnętrznie moralna.
169
Równowaga między religią i polityką w obszarze moralności
Usiłujemy tu wykazać, że polityka powinna być wewnętrznie moralna. Staje się
moralna, gdy w swej racji stanu i programach politycznych zawiera zasady służenia
osobom. Służy osobom wskazując na dobro wspólne narodu, którym jest mądrość i
relacje osobowe, a wśród nich głównie miłość, najsilniej wiążąca osoby. Wiążąc osoby,
wprowadza do narodu także osobę Boga.
Polityka wewnętrznie moralna nie jest zarazem moralnością. Różnią się jako
osobne dziedziny przedmiotem wyznaczającym ich strukturę. Polityka chroni osoby ze
względu na dobro wspólne narodu. Moralność chroni osoby ze względu na ich
prawidłowe wiązanie się relacjami osobowymi.
Religia jest również zespołem realnych relacji osobowych, wiążących ludzi z
Bogiem. Wymaga wychowania moralnego jako stosowania sposobów uzyskania
prawidłowych odniesień ludzi do Boga. Nie jest jednak tożsama z moralnością.
Moralność bowiem jest zgodnością wszystkich ludzkich działań z prawdą i dobrem
osób. Religia nie jest zgodnością działań, lecz sumą relacji osobowych człowieka z
Bogiem, i staje się przedmiotem ujęć zarówno teologicznych, jak i filozoficznych,
ponadto ascetycznych, które wymagają zachowań moralnych.
Polityka to działania ludzi organizujące ochronę dobra wspólnego narodu. Zgodne
z naturą państwa działania osób polegają na uczestniczeniu w instytucjach społecznych
i politycznych jako szczeblach władzy, określonej ustrojem państwa. Struktura narodu i
struktura państwa są tak różne, że raczej nieporozumieniem jest przeciwstawienie
narodu państwu. Jest to bowiem przeciwstawienie osób, stanowiących naród,
instytucjom ukonstytuowanym z pojęć i przez ludzkie myślenie. Państwo jest swoistym
sposobem, a nawet narzędziem służenia osobom w ich naturalnych wspólnotach.
Narzędzie nie może być krzywdzące i wrogie. Jeżeli jest takie, trzeba je wymienić.
Może w tej właśnie dysharmonii między narzędziami i używającymi je ludźmi znajduje
się źródło konfliktów społecznych i politycznych. Państwo, jako sposób wykonywania
projektów narodu, nie może wydawać poleceń narodowi. Jest zresztą strukturą myślną.
Polecenia wobec tego wydają politycy, a ich obowiązują zawsze działania zgodne z
prawdą i dobrem osób, gdy przez relacje osobowe ludzie stanowią naród. Taka
170
kolejność zależności między narodem, i państwem, gdy państwo jest narzędziem
działań osób współstanowiących naród i państwo, wyklucza konflikt między państwem
i narodem. Powtórzmy, że nieporozumieniem jest przeciwstawianie państwa narodowi,
gdyż nieporozumieniem jest tworzenie narzędzi wrogich osobom.
Usuwa te nieporozumienia właśnie równowaga między religią i polityką w
obszarze moralności jako działań zawsze zgodnych z dobrem i prawdą, przejawiającymi
istnienie osób.
171
17. PROBLEM JEDNOŚCI EUROPY
Żadnych ustaleń lub programów nie można oderwać od dobra osób. Dotyczy to
także problemu jedności Europy. Ustalenia i programy, zgodne z prawdą i dobrem osób,
stają się wewnętrznie moralne. Nie można więc także programu uzyskiwania jedności
Europy tworzyć i realizować poza moralnością. Jeden zresztą z projektów jedności
Europy jest propozycją moralnej jedności Europy.
Stwierdźmy, że można już wyodrębnić trzy propozycje jedności Europy
wskazując na podstawy jedności. Proponuje się więc dla Europy jedność gospodarczą,
jedność moralną oraz jedność opartą na chrześcijaństwie.
Jedność gospodarcza
Stwierdza się, że już żaden kraj nie może stać się gospodarczo samodzielny.
Poziom i przedmioty produkcji wymaga surowców lub technologii, których trzeba
szukać w innych krajach. Potrzebny jest zarazem szerszy rynek niż obszar własnego
kraju. Wszystko to skłania do współpracy gospodarczej o zasięgu międzynarodowym,
przede wszystkim jednak o zasięgu europejskim, gdyż skłaniają do tego koszty
transportu. Realizowanie w ramach Europy współpracy gospodarczej wymaga wielu
porozumień, umów, stosowania przepisów prawa, a przede wszystkim rozliczeń
finansowych. Także w rozliczeniach finansowych stosuje się umowy, kontrolowane
prawem.
Zauważmy tu, że prawo jest tylko zewnętrznym sposobem sprawdzania, czy
dotrzymuje się umów i dokonuje rozliczeń zgodnych z umową. Moc prawa jest oparta
na przewidzianych sankcjach. Prawo więc jest swoistym sposobem osiągania celów
przy pomocy siły. Nie skłania do uczciwości. Wywołuje w osobie, przestrzegającej
prawa, pewnego rodzaju lęk. Uczciwość wewnętrzna ma inne źródła. Wspiera się na
wierności dobru osób. Ma źródło w moralności człowieka. Problem gospodarczej
jedności Europy zależy więc od poziomu moralności osób, od ich wewnętrznej
uczciwości.
172
Wychowanie moralne ma źródło w dobrze odczytanej bytowej strukturze
człowieka. Ta struktura jako istnienie i istota, która jest duszą i ciałem, wyznacza
relacje wsparte na przejawach istnienia i na podmiotowanych przez istotę władzach
duchowych i zmysłowych, właściwych ludziom. Wszystkie nawiązywane przez ludzi
relacje są zarówno osobowe, gdy wyznacza je istnienie, i są poznawcze oraz decyzyjne.
Poznanie jest odniesieniem intelektu do prawdy. Decyzje są odniesieniem woli do
dobra. Działania intelektu i woli są sposobami chronienia relacji osobowych. Wierność
prawdzie i dobru w dziedzinie poznania i decyzji prowadzi do usprawnienia, które
nazywamy mądrością. Mądrość skłania, by dystansować się wobec rzeczy, a nie czynić
ich pierwszym przedmiotem dążeń; by przed rzeczami usytuować osoby i relacje
osobowe oraz chronić je i dobro osób nawet przy pomocy rzeczy. Wierność osobom i
relacjom osobowym ma w naszej woli postać uczciwości. Po prostu chcę być wierny
dobru osób. Realizując uczciwość człowiek uczciwy wspomaga się sprawiedliwością i
prawem. Stosuje sprawiedliwość i przestrzega prawa nie z powodu lęku, lecz na mocy
decyzji wyznaczanej przez wewnętrzną prawość woli. Niekiedy tę wewnętrzną prawość
woli nazywa się sumieniem.
Właśnie sumienie każe kierować się we wszystkim prawdą i dobrem osób.
Miarą sumienia jest usprawniona w człowieku wierność prawdzie ze strony
intelektu i wierność dobru ze strony woli, temu dobru, o którym intelekt informuje
wolę. Kierowanie się prawdą i dobrem prowadzi do mądrości. Mądrość zaleca nam
trwanie w relacjach osobowych ze wszystkimi osobami, z ludźmi i z Bogiem.
Można wyprowadzić taki wniosek, że bez kierowania się uczciwością nie można
uzyskać sukcesów gospodarczych, a tym samym gospodarczej jedności Europy.
Wynika stąd również, że autorytet intelektu nie zawsze wystarczy dla kierowania się
dobrem osób. Wola bowiem, która podejmuje decyzje, może być pociągnięta zmysłową
fascynacją rzeczy i sprzeniewierzyć się informacji intelektu. Nie wybronią nas nawet
ludzie, których kochamy, gdyż są zawsze na zewnątrz nas. Naszej uczciwości strzeże
osoba kochana, lecz przebywająca wewnątrz nas, właśnie Bóg, który dzięki miłości
znajduje się w samej istocie człowieka. Nie jest elementem strukturalnym tej istoty. Jest
w niej na sposób osobowy.
173
Okazuje się, że problemu gospodarczej jedności Europy nie można oderwać od
moralności i religii.
Jedność moralna i kulturalna lub jedność humanistyczna
Drogą do moralnej jedności Europy jest wychowanie moralne. To wychowanie
pozwala przede wszystkim na uzyskanie wewnętrznego usprawnienia intelektu i woli,
które przez wierność prawdzie i dobru daje w wyniku osobistą kulturę moralną. Ta
kultura osobista jest podstawą kultury zewnętrznej wyrażającej się w dziełach. W
moralnej jedności Europy chodzi bardziej o skutki kultury wewnętrznej, właśnie o
dzieła jako kulturę zewnętrzną.
Nie ulega wątpliwości, że nowożytna i współczesna kultura jest przede wszystkim
laicka. Znaczy to, że poprzez ateizację i materialistyczną interpretację świata skłoniono
intelekt i wolę ludzi do zaniedbania relacji osobowych, co osłabiło lub wyniszczyło
humanizm i religię, głównie w zakresie dzieł zewnętrznych, takich jak teoria polityki,
państwa, władzy, prawa, wytworów techniki. Naprawienie tego, to znaczy tworzenie
dzieł chroniących osoby, ich relacje osobowe i mądrość, kierującą działaniami intelektu
i woli dla dobra osób, wymaga przede wszystkim przywrócenia w kształceniu takich
dyscyplin, jak metafizyka bytu, filozofia człowieka i osoby. Chodzi więc o
wprowadzenie nauk wycofanych z kultury oraz o poprawienie teorii błędnych,
fałszujących wewnętrzną zawartość bytową osób. Konieczność dokonania poprawek nie
wyraża sprzeciwu wobec twórców tych teorii, lecz jest domaganiem się kompetencji
twórców, właściwego ich wykształcenia, gdyż niewiedza nie może być podstawą
kultury zewnętrznej.
Zwróćmy uwagę na dominujące w kulturze filozoficznej i teologicznej zakłócenia
w dziedzinie ujęcia człowieka i ujęcia Boga.
a) Historyka filozofii zaskakuje fakt, że dominuje dziś wynikająca z poglądów
Platona awerroistyczna koncepcja człowieka, głoszona przez Kanta, Hegla, Husserla,
Heideggera, Rahnera, Borosa, ukryta w teorii państwa i prawa, upowszechniana nawet
przez współczesną wersję katolickiej eschatologii.
Przypomnijmy, że Awerroes sformułował swoją koncepcję człowieka w XII
wieku. Do naszych czasów, przez Padwę, doszła ona w wersji Sigera z Brabancji z XIII
174
wieku. Kwestionował tę koncepcję już św. Bonawentura jako heretycką, a św. Tomasz
wykazywał jej filozoficzne błędy.
Siger z Brabancji uważa, że człowiek jest zwierzęciem, w którym ludzkie są tylko
jego działania świadome i wolne. Są one ludzkie dlatego, że z wyobrażeniami
człowieka-zwierzęcia łączą się działania wspólnej duszy ludzkości. Gdy ten wpływ
ustaje z chwilą śmierci człowieka, pozostaje i trwa dalej tylko dusza powszechna.
K. Rahner i L. Boros, wspierając się na Heideggerze, twierdzą, że człowieka
stanowi dusza i ciało. Ciało jest częścią materialnego kosmosu. Dusza jest formą
materialnego ciała. Z chwilą śmierci człowieka ciało rozprasza się w materii kosmosu, a
dusza, na zawsze skierowana do materialnego ciała, staje się teraz formą całej materii
kosmosu. Zarazem w chwili śmierci ostatecznie spełniają się świadome i wolne
działania człowieka. Konstytuują się one w sumę działań i przechodzą „w życie po
życiu” kierując się na mocy swej decyzji albo do Boga, albo w wieczność poza Boga.
Według tej koncepcji człowiekiem są tylko świadome i wolne działania. Dusza i ciało
nie dostępują zbawienia. Stają się bowiem współelementami kosmosu.
Kant w tej awerroistycznej tradycji podkreśla, że człowiek jest raczej tylko
pojęciem, kategorią scalającą wrażenia już ukonstytuowane w spostrzeżeniach przez
przestrzeń i czas. Hegel forsuje wprost teorię człowieka jako ducha obiektywnego,
stanowiącego ponad myślą i przyrodą wyższą warstwę kosmosu. Husserl głosi, że
stanowi człowieka jedynie świadomość. Egzystencjalizm utożsamił z człowiekiem
głównie wolność. Ujęcie Heideggera przekształca w koncepcję człowieka Rahner i
Boros.
Według św. Tomasza, człowieka, jak każdy byt, współstanowi urealniający go akt
istnienia, który aktualizuje i wiąże z sobą duszę i ciało jako istotę człowieka. Istnienie i
istota są pełnym bytowym ukonstytuowaniem człowieka, uzupełnianym przejawami
istnienia i cechami istoty jako przypadłościami. Przypadłości istoty, takie jak intelekt i
wola, są podstawowymi relacjami poznania i decyzji. Przejawy aktu istnienia – realność,
prawda, dobro – wyzwalają relację miłości, wiary i nadziei. W tych relacjach człowiek
ujawnia, że jest osobą. Poznanie i decyzje oraz ich wytwory, głównie jako dzieła
stanowiące kulturę zewnętrzną, są po to, by chroniły relacje osobowe oraz same osoby.
Ponieważ istnienie urealnia i wiąże się najpierw z niematerialną możnością, stanowiącą
175
duszę, dusza ludzka nie ginie z chwilą utraty ciała. Przechodzi w wieczność, ciesząc się
skutkami miłości, wiary i nadziei, już w tym życiu łączącymi nas z ludźmi i z Bogiem.
Spełnia się w ten sposób właśnie nadzieja, która jest potrzebą trwania w miłości i w
wierze, łączącymi nas z Bogiem i ze wszystkimi osobami.
b) Historyka filozofii zaskakuje także fakt, że wciąż dominują idealistyczne
koncepcje Boga, konstruowane przez myślenie posługujące się utworzonymi pojęciami,
bez liczenia się z realnie istniejącymi i otaczającymi nas bytami oraz z ich strukturą
bytową, wymagającą źródła w zewnętrznych wobec tej struktury przyczynach jej
istnienia i istoty. Przyczyną istnienia jest Istnienie Samoistne, urealniające cały byt,
którego istotę kształtują zewnętrzne przyczyny celowe. Bez wskazania na te zewnętrzne
przyczyny, wszystkie byty stają się absurdalnie samoistne, samotworzące się i
absolutne, a przecież są zależne od otaczającego je świata.
Dominują więc poglądy, że Bóg jest samomyślącą się myślą (Arystoteles), myślą
stwarzającą (Eriugena, Awicenna, Henryk z Gandawy), pojęciem i zarazem bytem o
nieskończonej mocy (Jan Duns Szkot), powszechnym intelektem ludzkości i zrazem jej
wspólną duszą (Siger z Brabancji), wyłącznie pojęciem lub ideą (Kant), trwałością
kosmosu (Spinoza, także Eriugena), najwyższym punktem wszechświata (Chalcydiusz),
wiecznym trwaniem myśli (Augustyn), samą nieskończonością (Anzelm, Kartezjusz),
samą materią (Dawid z Dinant), wszechobecnym byciem (K. Rahner), zasadą
wywołującą ewolucję świata od stanu rozproszenia do stanu skupienia (Teilhard de
Chardin), niepoznawalnym milczeniem (Pseudo-Dionizy Areopagita).
Te koncepcje Boga są formułowane na miarę niedokładnej lub świadomie mylącej
analizy bytu.
Według św. Tomasza podstawową zasadą, wewnętrznie zapoczątkowującą byt
bezpośrednio przez nas poznawany, jest współtworzący ten byt jego akt istnienia,
urealniający i aktualizujący istotę, powiązany z nią jako akt i możność i od tej istoty
zależny w trwaniu. Jako zależny, ten akt istnienia jest wobec tego pochodny. Stwarza go
dla każdego bytu Samoistny Akt Istnienia, niezależny od przyczyn, niczym nie
uwarunkowany, niepochopny, pierwszy. Na mocy swej wyjątkowości, jako przyczyna
sprawcza, gdy swą wolą stwarza istnienia bytów, jest zarazem osobą. Samoistne
Istnienie jako osoba jest Bogiem. Jego atrybutami są przejawy istnienia, które stanowi
176
Boga jako byt. Te przejawy istnienia są podstawą odkrywanych przez filozofię relacji
osobowych, wiążących człowieka z Bogiem. Tak ujęte relacje osobowe, a więc w ich
warstwie istnieniowej, stanowią religię naturalną.
c) Przekształcona przez wierność prawdzie kultura, lub na nowo zbudowana,
będzie służyła osobom, a nie kulturze jako dziełom i rzeczom, które stawia się ponad
człowiekiem. Wyznaczane kulturą, a więc kompozycjami myśli polityka, zarazem
państwo i ustroje będą służyły osobom, a nie instytucjom. Podobnie Europa ma służyć
ludziom, a nie ludzie Europie. Spowoduje to wychowanie moralne woli i prawidłowe
wykształcenie intelektu, równocześnie wsparta na wierności prawdzie i dobru naturalna
mądrość osób.
Tworząc kulturę i Europę wierną osobom, musimy chronić także religię. Prowadzi
to do problemu jedności opartej na chrześcijaństwie.
Jedność oparta na religii i humanizmie
Odwrócenie się od Boga absolutyzuje politykę, która najczęściej przy pomocy
ideologii staje się jedynym sposobem i celem wychowania ludzi i tworzenia kultury.
Przestają być cenione relacje osobowe, gubi się odrębność osób i poczucie własnej
natury. Osiągana przez politykę i ideologię swoista jedność myśli i decyzji raczej
przekształca ludzi w bezosobowe maszyny, które z czasem nie tylko nie rozumieją
siebie, lecz także nie rozumieją polityki i państwa. Wszystko staje się wyłącznie
państwem, które musi przegrać jako instytucja, gdyż wszystkie instytucje tworzą
myślący ludzie. Godną człowieka osobowość jako jego kulturę wewnętrzną tworzy
kontakt z osobami. Ten kontakt musi być motywowany miłością do Boga, gdyż bez
obecności w nas realnego i kochającego Boga w istocie naszej osoby nie można
uratować nawet uczciwości. Nie można też wybronić relacji osobowych ludzi z ludźmi.
Samo sumienie jako sąd intelektu o prawdzie i dobru nie wystarczy. Po prostu nie
wystarczy intelekt i wola, aby kochać ludzi. Potrzebny jest Bóg w nas.
177
ZAKOŃCZENIE
Religia i humanizm sytuują nas w realnych odniesieniach do osób. Chroni te
odniesienia zespół działań intelektu i woli, wyznaczanych mądrością. Cała działalność
chronienia tworzy w nas kulturę wewnętrzną oraz wyrażającą w dziełach nasze życie
moralne kulturę zewnętrzną. Wychowanie moralne reguluje nasze odniesienia do osób i
do rzeczy w taki sposób, że stawiamy osoby przed rzeczami. Wychowanie moralne w
odniesieniu do rzeczy wyposaża nas w uczciwość, dzięki której zgodnie ze
sprawiedliwością i prawem wiążemy rzeczy z osobami. Uczciwość wobec rzeczy
stanowi niezastąpioną zasadę efektywności gospodarczej. Dzięki uczciwości w
operowaniu rzeczami, a szerzej to ujmując -w gospodarce, staje się realna gospodarcza
jedność Europy. Ponieważ uczciwość wymaga chronienia dzięki miłości relacji
osobowych do ludzi i do Boga, staje się z kolei realna jedność moralna Europy. Polega
ona na bezwzględnym przestrzeganiu humanizmu, a więc na działaniach zgodnych z
prawdą i dobrem osób. Ta właśnie wierność prawdzie i dobru osób jest moralnością.
Prawda i dobro są powodem tworzenia przez intelekt i wolę takich dzieł i relacji
myślnych, że tworzy się moralna kultura zewnętrzna, wierna więc całej rzeczywistości
realnej. Kultura zewnętrzna, głęboko moralna, jest z kolei podstawą moralnej jedności
Europy. Wyrazi się ona w tym, że w tej kulturze będzie się chroniło filozofię realnych
bytów, a w niej głównie filozofię człowieka i filozofię Boga. Ze względu na wierność
prawdzie przestaną być brane poważnie tendencje ateizujące i materialistyczne, które
proponują ujmowanie rzeczywistości wbrew prawdzie, a ze względu na motywy
ideologiczne, sprzyjające wymyślonym celom i wartościom, w sumie więc
propozycjom dowolnym. Wyrażająca się w moralnej kulturze zewnętrznej jedność
moralna Europy będzie sprzyjała sytuowaniu się człowieka w odniesieniach do osób, do
realnych ludzi i do realnego Boga.
Więzi człowieka z Bogiem, zgodne z bytową strukturą osób, spowodują, że
człowiek otworzy się bardziej na przyrodzoną obecność w nas Boga. Doprowadzi to do
dojrzałości religijnej i uczyni całkiem realną jedność Europy opartą na religii naturalnej,
to znaczy taką jedność, w której zasadą lub źródłem, podobnie jak w kulturze, jest
178
mądrość osób i prawda. Ta jedność jest ważna i konieczna, gdyż przez relacje osobowe
wprowadzi nas we właściwy dom człowieka, którym są osoby. Jeżeli więc osoby są
domem człowieka, to tym domem może stać się Unia Europejska
Dopowiedzmy tu, że nie wystarczy humanistyczna jedność Europy i że jest ona
trudna do osiągnięcia. Wymaga trwania relacji osobowych ze wszystkimi ludźmi, a
prościej mówiąc – zaprzyjaźnienia się wszystkich ludzi. Nie jest to łatwe do osiągnięcia.
Aby uzyskać dominowanie mądrości i prawdy w Europie, co tworzyłoby jej jedność,
potrzebne jest zastosowanie wielu poprawek w kulturze, gdyż kultura zewnętrzna
stanowi zespół sposobów chronienia relacji osobowych z ludźmi i z Bogiem poprzez
wykształcenie i wychowanie. Może więc wystarczyłoby stonowanie w kulturze
tendencji ateizujących i materialistycznych. Może wystarczyłoby wytłumaczenie
wszystkim Europejczykom, że wspólnota europejska nie sytuuje się w ideologiach i
ustrojach państw, w strukturach władzy i w polityce, lecz w osobach poprzez relacje
osobowe. Wzajemne zamieszkanie osób w osobach powoduje, że tworzy się wierniejsze
osobom i ich dobru państwa i ustroje, struktury władzy i politykę. Może ponadto
wystarczyłoby nauczenie ludzi właściwej koncepcji człowieka i koncepcji Boga w
wersji filozoficznej, zarazem koncepcji wspólnot naturalnych, takich jak rodzina i
naród.
Propozycja jedności Europy, uzyskiwana przez zamieszkanie w właściwym domu
człowieka wymaga przekształcenia nowożytnej i współczesnej kultury, głęboko
zlaicyzowanej i utrudniającej więzi osobowe z ludźmi i z Bogiem. Być może kultura ta
wymaga zastąpienia jej przez zbudowaną od nowa kulturę powszechną, to znaczy
zawsze wierną osobom w ich prawdzie i dobru, głęboko więc moralną, zawsze
chroniącą relacje osobowe z ludźmi i z Bogiem.
Z ujęć tych wynika, że w zagmatwanych sprawach świata współczesnego można
znaleźć stałe zasady zachowań uczciwych, zarazem godnych ludzi, ponadto zasady
kontaktu z tym, co prawdziwe i dobre. Są to dwie stałe zasady, na których można się
oprzeć, gdy nie wiemy, jak postąpić. Te dwie stałe zasady to mądrość i prawda.
Zauważmy już tylko, że gdy mądrość i prawda kształtują nasze życie codzienne
jako trwanie w relacjach osobowych, w wierności prawdzie i dobru, nabywamy
179

 

http://www.katedra.uksw.edu.pl/gogacz/ksiazki/madrosc_buduje_panstwo.pdf

Real Masters of the ISIS Exposed

22449960_10212691817984066_2586629111794763193_nBy GPD on October 14, 2017

By Sajjad Shaukat for Veterans Today

If we take cognizance of related-developments in the world, especially in South Asia and the Middle East, we can note that the Islamic State group (Also known as Daesh, ISIS and ISIL), including its linked terror organizations and similar other outfits are being supported by the US, India and Israel who are the real masters of this militant group. Some European countries like the Great Britain are also following America in this respect.

Well-entrenched in Afghanistan and some Gulf states, these countries’ intelligence agencies such as CIA, RAW, Mossad and MI6 are assisting various terror outfits, including Al-Qaeda and particularly ISIL in order to obtain the secret interests of the US-led countries against Pakistan, Syria, Iraq China, Russia, Iran, Turkey, Somalia, Yemen etc. and even Afghanistan which are being destabilized by various forms of terrorism-related assaults which have continued in one way or the other.

US-led double game or secret strategy which is being followed by India, Israel and some Western countries in the modern era is part of the scheme.

In this regard, a news item was published by all the leading dailies of Pakistan on October 8, 2017 regarding the statement of Afghanistan’s Former Afghan President Hamid Karzai who, while dismissing criticism of Moscow’s ties with the Taliban and echoing Russian claims of American support to the ISIS terrorists, told Voice of America (VOC) that the United States has links with terrorist ‘Islamic State’, also known as Daesh…Daesh a tool of US…After it [the US] dropped the [mother of all] bomb on Afghanistan, it did not eliminate Daesh…the terrorist group has been supplied weapons by the United States forces…The US Army helicopters and army bases are being used to provide assistance to ISIS terrorists…I do not differentiate at all between Daesh and America…Reports of American assistance to the terrorists are coming from all over the country.” (It also includes Karzai’s revelations to VOC of April 20, 2017 and Newsweek’s report of the same day).

It is notable that in his speech on August 21, 2017, while announcing the US new strategy regarding Afghanistan as part of the policy in South Asia, American President Donald Trump, particularly, singled out Pakistan for criticism. Using tough words against the US ally Pakistan, Trump revived the old blame game of his predecessors George W. Bush and Barrack Obama in relation to the cross-border terrorism in Afghanistan by saying Washington could “no longer be silent about Pakistan’s safe havens for terrorist organizations”, and threatened to target the terrorists’ sanctuaries in Afghanistan and Pakistan.

As regards Pakistan’s regional rival India, Donald Trump added, “We appreciate India’s important contributions to stability in Afghanistan…We want them to help us more with Afghanistan.”

In light of the US new strategy, American Defense Secretary Jim Mattis stated on August 31, this year that he had signed deployment orders for some of the “American reinforcements that are to be sent to Afghanistan.” Mattis did not indicate the number of forces. But, he previously pointed out that the Pentagon will send nearly 4,000 additional troops.

Meanwhile, by ignoring Islamabad, Defence Secretary James Mattis paid a visit to India and Afghanistan. On September 26, 2017, he met Indian Defence Minister Nirmala Sitharaman and held talks with her in the South Block. Later, Mattis and Sitharaman addressed a joint media conference where Mattis said that the focus was on enhancing the defence relations between the two countries, with the US viewing India as a regional stabilizer in an apparent reference to China—indicating the former having disputes with its maritime neighbours in the South China Sea.

Before the trip of James Mattis to India, Indian newspaper, Hindustan Times wrote on September 21, 2017, “Tehreek-e-Taliban Pakistan (TTP) is an active card for India in Pakistan and Afghanistan. The US attempts to sell an almost-obsolete aircraft such as the F-16 and the need for India to balance the power of China in Asia is likely to dominate the conversation with Secretary Mattis…Islamabad has insisted that India’s role in Afghanistan…complained about the Indian support for the TTP…The RAW-TTP link was publicly revealed in April this year by its former commander, Ehsanullah Ehsan [Who was arrested in Pakistan]. Severing relations with TTP will mean India surrendering an active card in Pakistan and a role in Afghanistan as TTP additionally provides access to certain Afghan Taliban factions. This, together with the Abdul Ghani regime’s desire for India’s presence and the tested friendship with Abdul Rashid Dostum and his Tajik-dominated ‘Northern Alliance’, ensures that no solution for peace in Afghanistan can be cobbled together without India’s help.”

During the visit of Secretary of Defense James Mattis to Afghanistan on September 27, 2017, suspected militants unsuccessfully tried to target him in a massive rocket attack at Kabul’s Hamid Karzai International Airport, where Mattis, along with NATO Secretary General Jens Stoltenberg, had landed for an unannounced visit to meet with Afghan officials. Both the Taliban and ISIL claimed responsibility for the strike. The aim of accepting joint responsibility was to hide the double game of America.

As a matter fact, apart from New Delhi, puppet regime of Afghanistan is also acting upon the double game of America in connection with Kabul and Islamabad. It could be judged from the latest meeting of Pakistan’s Army Chief General Qamar Javed Bajwa who along with the Director General of ISI Lieutenant General Naveed Mukhtar visited Kabul on October 1, this year and talked to Afghan President Ashraf Ghani. During his one day trip, he also met high officials of Afghanistan.

Afghan Ambassador to Pakistan, Dr Omar Zakhilwal termed the meeting between the two leaders as constructive, positive and encouraging. Afghanistan’s Presidential office in a statement said, “General Bajwa and Ghani discussed various important issues including security in the region, bilateral relationships, peace and stability, anti-terror efforts, business and transit relationships, and mid-term and long-term relationships between Afghanistan and Pakistan.” Ghani marked the meeting as “a new season of relationships between Afghanistan and Pakistan” and said, “Good opportunities of cooperation are being provided and both countries should get the most out of the current situation.”

According to a statement of Islamabad, “The Pakistan delegation said…Islamabad is ready to cooperate with Afghanistan in counterterrorism efforts which is a joint threat” and added that “they support the Afghan-owned and Afghan-led peace process.”

While, Pakistan’s Armed Forces have successfully broken the backbone of the foreign-backed terrorists by the military operations Zarb-e-Azb and Radd-ul-Fasaad which have also been extended to other parts of the country, including Balochistan province and Karachi. Army and ISI have broken the network of these terrorist groups by capturing several militants, while thwarting a number of terror attempts. These operations are obtaining their objectives effectively and rapidly. Peace has been restored in various regions of Pakistan, including Karachi and Balochistan.

But, recent blasts in Balochistan and other regions of the country show that the US-led India, Afghanistan and Israel have again started acts of sabotage to destabilize Pakistan and to damage the China-Pakistan Economic Corridor (CPEC).

However, in the recent past, new wave of terrorism in Pakistan, killed several innocent people, while various terrorist outfits, particularly the ISIL and the affiliated faction of the TTP, the Tehreek-e-Taliban Pakistan Jamaat-ur-Ahrar (TTP-JA also known as JuA) claimed responsibility for these brutal acts. TTP based in Afghanistan has its connections with ISIL and other terrorist organizations and affiliated terror groups, including Baloch separatist elements, and all these outfits are promoting the anti-Pakistan agenda of the US-led foreign entities. As part of the double game, CIA, RAW, Mossad and Afghan intelligence agency, National Directorate of Security (NDS) which are in collaboration, are using these terror outfits in weakening Pakistan and especially Balochistan in order to fulfill the covert strategic aims of the US-led India and Israel against Pakistan, China, Russia and Iran.

These secret agencies are especially assisting the TTP which is hiding in Nuristan and Kunar provinces of Afghanistan. Reportedly, Mullah Fazlullah led TTP is behind several terror activities inside Pakistan, as the latter has also become center of the Great Game due to the ideal location of Balochistan.

Besides, Washington, New Delhi and Tel Aviv and some European powers have, also, been weakening Pakistan, because it is the only nuclear country in the Islamic world. They want to shift Afghan war to Pakistan.

Nevertheless, in reaction to the false allegations of the President Trump, Pakistan’s civil and military leadership, including almost all the heads of political and opposition parties have severely criticized the US new Afghan strategy, as its major aims are to divert the attention of the US-led NATO countries from their failures in Afghanistan by making Pakistan a scapegoat and to pacify their public about the 16 years prolonged war in Afghanistan.

Meanwhile, on October 2, this year, about the repeated US demands of do more in the war on terror, Pakistan’s Foreign Minister Khawaja Muhammad Asif said “If the US administration exerts more pressure on us, friend countries including China, Russia, Iran and Turkey will stand by our side…Pakistan would refuse to accept, if the US foreign and defence secretaries are coming to dictate us…Now we will do what is in the best interest of our country.”

Expressing concern over presence of Daesh in Afghanistan, the foreign minister pointed out that the United States should investigate the terrorist group’s activities in that country.

During his a three-day tour to America, on October 4, 2017, Khawaja Asif described as “hollow allegations”, the comments by senior US officials and lawmakers that questioned Islamabad’s resolve in fighting militancy. Asif made it clear that Pakistan wants cordial relations with US on equality basis.

While speaking at the United States Institute of Peace, Foreign Minister Khawaja Asif said on October 5, 2017, that trust deficit exists between the relations of Pakistan and the US.

Addressing the media after the meeting Pakistan’s Foreign Minister Khawaja Asif, US Secretary of State Rex Tillerson remarked, “Not just Afghanistan, but it is the importance of Pakistan and Pakistan’s long-term stability as well…We want Pakistan’s government to be stable, peaceful….many of the same issues they are struggling inside Pakistan are our issues. However, this statement of Tillerson is also part of the double game, as sometimes, American top officials praise Pakistan’s armed forces for the successes achieved against terrorism and sometimes, they blame Islamabad for cross-border terrorism in Afghanistan.

Widening of the gulf between Pakistan-US ties could be judged from the interview of Pakistan’s Prime Minister Shahid Khaqan Abbasi to the Arab News, which was published on October 9, 2017. He said, “The days of Pakistan’s dependence on the US to meet its military requirements have ended…We have major US weapons systems in our military, but we’ve also diversified [our arsenal]. We have Chinese and European systems. Recently, for the first time we inducted Russian attack helicopters…US’ newly devised policy to include India for peace building in Afghanistan will be detrimental for the region.”

Regarding the so-called do more demand of America, addressing the participants on the event of commemorating the Defence Day, Army Chief Gen. Qamar Javed stated on September 6, 2017, “Pakistan has done enough in the war on terror and now it is time for the world to do more…Pakistan has made numerous sacrifices fighting terrorism but today the country is being accused of not doing enough to eradicate the menace.”

Referring to Afghanistan, he remarked, “Pakistan has tried to support its neighbouring country beyond its means…But we cannot fight the Afghan war in Pakistan…The international powers should not hold us responsible for their shortcomings.”

Without naming the US-led intelligence agencies, Gen. Bajwa reminded the nation and the world that “Pakistan is aware of all the conspiracies against the country and CPEC and its soldiers are ready to sacrifice their lives for the people of Balochistan like people of Balochistan did for Pakistan…they are closely observing those who want to stir unrest in the province.”

It is mentionable that on October 3, 2017, US Defence Secretary James Mattis told the Lawmakers, “The United States has reiterated its support for India’s opposition to China’s One Belt, One Road (OBOR) initiative…the China-Pakistan Economic Corridor (CPEC) a part of which traverses Pakistan-Kashmir.”

America’s support for India’s opposition to the Chinese project was first reflected in the joint statement, issued by the two countries after Prime Minister Narendra Modi’s meeting with President Donald Trump in June, this year.

Pakistan strongly dismissed the statement from the American defence chief that the multibillion-dollar road and rail network CPEC which is part of China’s ‘One Belt, One Road’ initiative, passes through a disputed territory, urging the international community to focus on blatant human rights violations and ‘heinous crimes’ committed by Indian occupation forces in the Indian Occupied Kashmir (IOK), and reminded the US that Washington had also participated in an OBOR summit.”

Earlier, a statement from the Chinese foreign ministry also dismissed Mattis’ statement, saying that the OBOR initiative was backed by the United Nations and that CPEC was an economic cooperation initiative.

Noting rift in the Pakistan-US ties, Washington sent a high-level delegation to Islamabad led by Lisa Curtis, deputy assistant to the president and National Security Council senior director for South Asia, including American high officials who held talks with Foreign Secretary Tehmina Janjua and Chief of the Army Gen. Qamar Javed Bajwa to repair the relations.

Alice Wells was scheduled to visit Pakistan on August 28, 2017 to follow up on President Trump’s policy review of the region, but Pakistan had refused to receive her delegation in what was widely seen as a snub to the US at a time when the relations between the two countries were hitting a new low.

On October 12, this year, the two sides reviewed the state of play in the relationship in wake of the US strategy on Afghanistan and South Asia and agreed to continue discussions on all matters of mutual interest. American delegation emphasized the importance of reinvigorating the bilateral relationship in order to achieve the common objectives of peace and stability in Afghanistan and the region.

As regards the Middle East, as part of the dual strategy, America and its Western partners have been waging a war against the ISIS. But, CIA and Mossad openly assist this terrorist group and its linked terror outfits in accordance with the covert aims of their countries.

In this respect, Russian TV channel, Russia Today (RT) reported on September 24, 2017 “The Russian Ministry of Defense has released aerial images which they say show US Army special forces equipment north of the town of Deir er-Zor, where ISIS militants are deployed. US Army special units provide free passage for the Syrian Democratic Forces (SDF) through the battle formations of Islamic State (ISIS/ISIL) terrorists…Despite that the US strongholds being located in the ISIS areas, no screening patrol has been organized at them…This could mean that the US military staff feel absolutely safe in the area which is held by the terrorists…All of the images were taken from September 8 to 12. The photos show several Cougar infantry mobility vehicles and Hummer armored vehicles of the US Army Special Forces, according to the Russian MoD data…In this case, securing IS assistance for an unopposed advance of US backed SDF forces could enable the SDF, widely seen as a US proxy, to seize strategically important (and oil rich) territory in Deir ez-Zor that otherwise would soon be retaken by the rapidly advancing Syrian Army. If so, this once again will raise questions as to what the true purpose of US forces– purportedly in Syria to fight IS–actually is. Earlier in September, Russian Defense Ministry spokesman Major General Igor Konashenkov accused the SDF of collusion with ISIS terrorists. SDF militants work to the same objectives as IS terrorists.”

According to Global Research Canada (Centre for Research on Globalization), “In other words, ISIS, al-Nusra, and so-called SDF forces are virtually the same thing–US recruited, armed, funded and directed cutthroat killers, waging naked aggression against Syria and its people…The Pentagon’s so-called Operation Inherent Resolve so far is silent on Russia’s damning evidence…Separately, Syrian Foreign Minister Walid al-Moualem accused Washington of working with its terrorist assets in Syria, including al-Nusra, to undermine Astana peace talks…Russia’s Defense Ministry…saying its intelligence revealed US forces together with al-Nusra terrorists tried halting the successful advance of government forces east of Deir Ezzor…Russian airpower smashed their offensive. Sergey Lavrov condemned the US-led coalition for refusing to combat al-Nusra, calling it absolutely unacceptable…According to Russia’s Defense Ministry, nearly 90% of Syrian territory held by ISIS is now liberated. Moscow will respond appropriately to any US efforts to impede the campaign to free Syria entirely from control by terrorists.”

And President Barack Obama who had stated during his first election that he would rectify the blunders, committed by his predecessor in the name of war on terror—continued the same in their worst form to secure the illegitimate interests of Israel. Obama-led Administration went on with various techniques of ruthless terror and extrajudicial killings of the innocent persons through illegitimate drone attacks—assisting undemocratic forces, toppling the elected government in Egypt, and like Iraq, creation of more collapsed states such as Libya, Yemen and Syria which opened the doors for Al-Qaeda and ISIS.

If the double game of President Bush franchised Al-Qaeda on global level, President Obama’s dual policy franchised both Al-Qaeda and ISIS as part of the anti-Muslim campaign and left no stone unturned in advancing the agenda of the Zionists, Israeli lobbies and the neoconservatives in the pretext of global war on terror. Secretly, Obama authorized CIA to create ISIS. His perennial covert support to the Israeli atrocities on the Palestinians, silence over the supply (Smuggling) of oil by ISIS to some European countries whose governments have also not taken action against those companies which were exporting oil from the ISIS-controlled regions of Iraq, including CIA-assisted Al-Qaeda (Al-Nusra Front) and ISIS militants to topple the Syrian President Bashar al-Assad’s regime might be cited as instance. Thus, the Middle East was deliberately thrown in worst form of terrorism and civil wars.

It is of particular attention that RT and Veterans Today have shown proof of deliberate smuggling of oil by ISIS to some European countries and supply of weapons by the US-led entities to the ISIS militants and medical treatment of the ISIL terrorists in the Israeli hospitals.

It is mentionable since September 2015, unexpected developments such as Russian successful airstrikes on ISIS targets in the northern Syria and Israeli-occupied Golan Heights, its coalition with Iran, Iraq, Syria and Lebanon-based Hezbollah in support of Syrian President Assad, US Defense Department’s announcement to abandon the goal of training the Syrian rebels, retreat of the CIA-supported rebels and mercenaries after their failure to topple the Assad government, proving links of Al-Qaeda (Al-Nusra Front) and ISIS with America and Israeli—demoralization of the ISIS terrorists and the rebels who are on flee—after the Russia-led coalition reoccupied several territories in Iraq and Syria clearly proved supremacy of military power of Moscow over the US and Western powers (NATO) which were fighting useless war to secure the illegitimate interests of Israel. Thus, Putin also exposed the sinister designs of the US-led West.

It is also of particular attention that the ISIS has conducted terrorism-related assaults in Syria, Iran, Iraq, Turkey, Pakistan, Bangladesh, Afghanistan and Indonesia and elsewhere in the World. But, it has not targeted Israel. In this connection, British newspaper, Independent wrote on April 25, 2017, “Former Defense Minister of Israel Moshe Ya’alon stated Isis-affiliated fighters apologized after launching an attack on Israeli soldiers last November.”

It is noteworthy that the pro-American rulers of Arab countries and those of some other Islamic countries are trying to protect their kingdoms, Sheikhdoms and governments by giving priorities to the Israeli global dominance at the cost of their own peoples by acting upon the American-led policy of divide and rule—on the ethnic and sectarian basis. Creation of the NATO-like alliance by the US-backed Saudi Arabia, which only includes the Sunni-countries against Iran and Yemen, might be noted as example.

Nonetheless, since 2015, several false flag terror attacks in Europe and the US, were, in fact, arranged by Mossad in connivance with some CIA operatives and ISIS terrorists to increase anti-Muslim phenomena in the West—now, more resentment is found against the US-led West, and even the moderate Muslims are likely to join the militants. Another aim, especially of Mossad is to radicalize the Muslims against the Western Christians and the latter against the former.

It is what Washington and Tel Aviv want. However, this could result into revolts against these Muslim rulers or civil wars. And President Trump who has manipulated these terror assaults continues his anti-Muslim policies to advance the agenda of Tel Aviv and Zionist Jews including that of the fundamentalist party BJP-led by Indian Prime Minister Modi.

Notably, under the title, “Tentacles of terror: destruction of so-called caliphate won’t diminish IS threat”, David wrote in The Sydney Morning Herald on August 4, 2017, “It is a reminder that even as the so-called caliphate is broken up across Syria and Iraq, two years of acting as a quasi-nation has given IS capabilities, experience, ambition and influence that will roll on–in one form or another–for years…Then there was an Islamic State era in which the remnants of al-Qaeda splinter groups–too extreme ironically for the parent organisation that had murdered thousands of people–seeded a group that opportunistically filled the vacuum left by the Syrian civil war and then did a smash-and-grab on a weak, sectarian Iraq. It focussed its efforts on building its caliphate but, after the…punitive attacks on the West…Whatever form IS takes next, it will include battle-trained, experienced and desensitised jihadists who are well-networked…IS’ loss of territory wouldn’t necessarily stop them from inspiring attacks from abroad or guiding them remotely…Not only have southern Philippines groups pledged allegiance to IS, but IS leader Abu Bakr al-Baghdadi has returned the nod, giving the groups a significant brand and imprimatur. In the fight for the city of Marawi, locals are using tactics straight from the IS playbook…IS money is pouring into the area…New terrorism laws and the debate that has accompanied them had created a sense that Muslims were being targeted and marginalized.”

In this context, the Daily Mail Online reported on February 22, 2015, “The terrifying rise of ISIS…tentacles now reach from Algeria to Afghanistan…ISIS began as Al-Qaeda in Iraq in 2004 and militants had just 1,000 soldiers, but it has grown to more than 30,000…Reach of ISIS now spans Middle East and northern Africa, with only the Mediterranean sea separating from Europe…Terrorist groups around the world now pledging allegiance to Islamic State as groups seize destabilised countries…Experts say ISIS’ control in Libya could create potential ‘disaster scenario’ and coalition airstrikes are fueling the militants’ manipulative propaganda ISIS has 31,500 loyal fighters according to CIA, but estimates place this far higher at around 200,000 militants.”

An online report of Pakistan disclosed, “There is no official confirmation of the presence of ISIS in Pakistan; however the top world intelligence agencies like RAW, CIA and MI6 are supporting ISIS in Afghanistan which has its impact on Pakistan too. We also understand that Afghanistan, India and USA would endeavour to snoop into Balochistan in order to sabotage CPEC for which an ingress would be needed by ISIS into Pakistan. The trend of ISIS targeting young people is a global phenomenon that is likely to persist…about 5000 westerners have traveled to Iraq and Syria (many via Turkey) to join ISIS. Of these, more than 500 have come from US, at least 1000 from UK and more than 3500 from France and rest of Europe (according to estimates from authorities in these countries). What has ISIS actually done on ground, destroyed Iraq, Libya and Syria, badly damaging unity of Islamic World. Whom are they serving and for what purpose; has ISIS ever launched an attack against Israel; their real masters? Pakistan has successfully flushed out the terrorism from its soil and there is no footprint of ISIS physically. The organization has centered itself in Afghanistan’s Northern Region, bordering with Pakistan. Pakistan has taken serious steps to strengthen the security and management of the Pak Afghan border. ISIS is using a different strategy i.e. targeting the educated youth of Pakistan through internet.”

It worth-mentioning that Lieutenant-Colonel Ralph Peters (R) who served as the Deputy Chief of Staff for Intelligence, within the US Defence Department, with numerous essays on strategy for military journals is the architect of infamous 2006—New Middle East map and is an advocator for the disintegration of Muslim states on sectarian and religious lines. His map shows a number of Islamic countries including Pakistan as truncated. While writing in the June 2006 issue of The Armed Forces Journal of the US, he had suggested Washington about the creation of a “Greater Balochistan” which would integrate the Baloch areas of Pakistan with those of Iran—and the Frontier Province (Khyber Pakhtoonkhwa) should be incorporated into Afghanistan—fragmentation of Iraq, Syria and Yemen.

Undoubtedly, we can conclude that the US, India and Israel are the real masters of the ISIS, who are using its terrorists and those of the similar militant outfits as strategic assets in South Asia and the Middle East.

Sajjad Shaukat writes on international affairs and is author of the book: US vs Islamic Militants, Invisible Balance of Power: Dangerous Shift in International Relations

Email: sajjad_logic_pak@hotmail.com

kol

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/obama-wspiera-isis-kwota-500-milionow-dolarow-2014-07

 

https://www.veteranstoday.com/2017/10/14/real-masters-of-the-isis-exposed/

 

 

OSTRZEŻENIE Tomasz Koziej

5
OSTRZEŻENIE
WSTĘP
Książka, którą oddaję do rąk Czytelników
przeznaczona jest przede wszystkim dla rdzennych
Polaków, którzy pomimo tak tragicznej sytuacji w
naszym kraju, gdzie naród polski jest okradany i z
zimną krwią wydzierana jest jego własność, gdzie
gospodarka celowo jest niszczona i z dnia na dzień w
coraz większym stopniu za bezcen odsprzedawana
obcym (a tak naprawdę tym z („wybranego
narodu”), gdzie nasza kultura narodowa jest
wyszydzana, wypaczana i na siłę wprowadzane są
wątki z obcej nam nieznanej kultury żydowskiej, gdzie
nasza wiara katolicka jest zohydzana i celowo
judeizowana, i gdzie, już wydawałoby się, że nie
istnieje żaden autorytet, który dałby nadzieję do
dalszej walki o suwerenną Polskę, nie stracili jeszcze
nadziei, że prawdziwa Polska wciąż istnieje.
Chciałbym, żeby Czytelnicy przeczytali tę książkę od
początku do końca bardzo dokładnie, ponieważ jest to
warunek peł-nego zrozumienia zawartych w niej myśli,
uszeregowanych tak by w końcowym efekcie
uwidocznić pełny obraz dziejowej konspiracji żydomasońskiej
przeciwko Bogu, naturze i wszystkim
narodom nieżydowskim; by miał jasny i ukształtowany
pogląd na te wszystkie zachodzące w szybkim tempie na
naszych oczach wydarzenia, co powoduje
zdezorientowanie nawet wśród najbar-dziej
świadomych i utratę poczucia zagrożenia kryjącego się
za działalnością „możnych tego świata”.
____________________
PRZEDMOWA
Książka ta jest zbiorem faktów historycznych z
zachodzących wydarzeń światowych, a w
szczególności dotyczących Polski, które miały miejsce
na przestrzeni stuleci aż do czasów obecnych, jak
również komentarzy i artykułów prasowych
ukazujących się w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie,
w prasie polonijnej oraz w jęz. angielskim, a
dotyczących prowadzonej od wieków konspiracji żydomasońskiej
wobec ludzkości. Treść przedstawiona jest
chronologicznie w formie skryptów.
Bardzo niewielki procent ludzi w skali światowej
wiedziało o tej konspiracji, czy też wyczuwało, że taka
konspiracja istnieje. Ogromna ich większość nie
wiedziała o niej. Ludzie do tej pory nie orientowali się,
o co toczyła, i nadal toczy się gra na tym świecie.
Wojny, rewolucje, powstania, tworzenie różnego
rodzaju organizacji, stowarzyszeń, religii, systemów,
partii − rzekomo zwalczających się − miało na celu
podporządkowanie sobie, przez Żydów, innych nacji
tzw. pogan i ich zniewolenie. Oraz zaprowadzenie tzw.
„nowego porządku światowego”.
Przykładem może być ostatnie 50 lat, gdzie żydomasoneria
stworzyła dwa rzekomo zwalczające się
systemy. Kapitalizm zachodni i komunizm wschodni
(Wschód-Zachód), wprowadzając tym samym zupełne
zamieszanie w orientacji politycznej wśród
społeczeństw − pozorując „zimną wojnę”. Była to
wielka reżyseria żydo-masoneri − „politycznego
teatru” XX wieku. Wszystko jest utrzymywane w
tajemnicy przed narodami na tym świecie.
Historia jakiej się uczyliśmy i uczymy się nadal, jest
po prostu sztucznym tworem, kompletnie
odbiegającym od rzeczywistości. Celowo wypaczona, z
której usunięte zostało wszystko to, co skierowałoby
podejrzenia o jakąkolwiek konspirację prowadzoną
przez naród żydowski wobec innych narodów.
Fałszowana, w zależności od sytuacji w danym czasie i
wykorzystywana w celu manipulowania nami oraz
użycia nas, dla realizacji swoich dalekosiężnych celów.
Środki masowego przekazu są używane do
kształtowania opini i poglądów jakie są im wy-godne w
danej chwili i pomocne do realizacji „nowego
porządku światowego!” Pomocnym narzędziem w ich
rękach jest fakt, że opanowali niemalże wszystkie
dziedziny życia − massmedia, fi-nanse, szkolnictwo,
kulturę i sztukę, etc.
Wywołana wojna z Irakiem w 1991 r., była skutkiem
faktu, że prezydent Saddam Hussein zdemaskował
spisek żydowsko-masoński przeciwko nie-Żydom.
Było to dużym zaskoczeniem dla samych Żydów,
dlatego w kołach syjonistyczno-masońskich zapadła
decyzja o wywołaniu wojny w tym kraju. Liczyli, że
poprzez wojnę i całkowitą blokadę tego kraju zniszczą
S. Husseina i jego naród.
To zapoczątkowało między innymi proces wzrostu
świadomości wśród innych nacji oraz wzrost
zrozumienia powagi sytuacji światowej. Do tej pory
większość z ludzi skupiała swoją uwagę na
ewentualnym zagrożeniu danego narodu. Istniała
świadomość wroga narodowego ale nie istniało pojęcie
wroga światowego.
6
6
W książce tej jest często poruszany temat masonerii
jako organizacji o najdłuższym stażu, za którą
żydostwo ukrywając się siało spustoszenie wśród
narodów tego świata. Zapewne niewielki procent
czytelników jest zorientowanych w tym temacie.
Masoneria, w języku angielskim zwana
„freemasonery”, czyli „wolnomularstwo”. Obecna
propaganda żydowska na całym świecie podaje różne
daty jej powstania − XIV, XV, XVI, XVII wieku − jest
to niezgodne z prawdą. Żydzi celowo wprowadzają
ludzi w błąd, żeby nikt nie domyślił się od kiedy ta
organizacja istnieje, od czego powstała i do czego
zmierza.
Scharakteryzuję jej zalążki i cele. Z różnych
książek i archiwalnych dokumentów wynika
niezbicie że wolnomularstwo powstało jeszcze
przed narodzeniem Chrystusa. Celem jego jest
zdominowanie, przez Żydów, innych nacji −
„gojów” − na całym świecie i podporządkowanie
ich sobie. Jest to ścisła realizacja żydowskiego
programu, który zawarty jest w Talmudzie.
W Talmudzie czytamy: „nie-Żydzi to bydło tylko w
ludzkiej postaci. Są stworzeni przez Boga na usługi
Żydom. Są gojami. Naród żydowski to naród
królewski, do którego należy cały świat i jego
bogactwa na nim”.
Zalążki wolnomularstwa datują się (jak głosi
legenda) od czasów Króla Salomona. Główny architekt
budowli tej świątyni, (a była to pierwsza świątynia
masońska) Hiram Abbif, ówczesny Król Tyru i były
mistrz, po ukończeniu jej budowy, jako pierwszy
ujawnił Salomonowi tajne hasło masońskie, nazwę tej
organizacji. Oto wypowiedziane przez niego słowa
„Mach Hach Bone”, co po angielsku znaczy „Grand
Masonic World”. Hasłem tym posługują się do dnia
dzisiejszego.
Czy tak było naprawdę?
Ze Starego Testamentu wynika że Żydzi od czasów
rzekomej ucieczki z niewoli egipskiej mieli coś w
rodzaju swojej organizacji, która później po klęsce
Judei w Babilonii (niewola babilońska) przybrała
konkretną nazwę „Sanhedryn”. Był to i nadal jest
mózg żydostwa, w skład którego wchodzi 71 rabinów,
którzy są zakonspirowani i zarządzają z ukrycia. Nawet
sami Żydzi nie wiedzą których, natomiast wiernie
wykonują ich polecenia.
Żydzi skupieni w swoich stowarzyszeniach czy
organizacjach podlegając sanhedrynowi byli
wykonawcami jego poleceń i służyli jako narzędzie do
eksterminacji narodów nieży-dowskich. To
prawdopodobnie były pierwsze zalążki późniejszej
masonerii.
Wszystko wskazuje na to, że korzenie masonerii
biorą się z żydostwa. Główne założenia masonerii
opierają się na żydowskiej księdze „kabały”.
Po ukrzyżowaniu Chrystusa, który ujawnił ludzkości
całą prawdę o żydach i ich szatańskim spisku przeciw
innym narodom, Żydzi postanowili zmienić swój
kierunek działania i tą tajną organizację skierować do
walki z chrześcijaństwem. Żydzi w stosunku do innych
narodów, które przyjęły chrześcijaństwo, byli
procentowo niewielką siłą. Bali się walczyć jawnie i
przeszli do podziemia. Nałożyli sobie rygor przestrzegania
jeszcze większej tajności w działaniu tej organizacji
już o profilu masońskim.
Dopiero w XVI wieku, gdy ich populacja powiększyła
się zaczęli stanowić poważną siłę. Loże masońskie
zaczęły działać jaw-nie, szczególnie w Europie
Zachodniej w takich krajach jak Anglia, Francja,
Niemcy, Włochy i Hiszpania. (Oczywiście nie
ujawniając swoich celów do jakich dążą). Oficjalnie
masoni głoszą wolność, tolerancję, pokój, itd.
Wszystko jest jednym wielkim „kłamstwem”. Kto zna
dobrze Żydów i lichwę żydowską, wie że żaden z nich
nigdy nie powie prawdy, żyje on z kłamstwa, podstępu
i ludzkiej krzywdy. Są to ludzie, którzy mają w sobie
coś z diabła. Oto słowa Chrystusa − Ew. Św. Jana 8,44
− który powiedział do Żydów: −„wy z ojca diabła
jesteście i pożądania ojca waszego czynić chcecie”.
Tak, wygląda − przedstawiona w wielkim skrócie
− początkowa historia masonerii. Szczegółowy
program i jej działalność przedstawione są w
dalszej części książki.
Przestrzegam czytelników przed straszliwą
konspiracją żydowską z „Sanhedrynem” na czele.
W książce, spotkacie się z różnymi określeniami
jak „Nieznani Naczelnicy”, „Mędrcy Syjonu”,
„Nieznani Przywódcy” − jest to nic innego jak
„Sanhedryn”.
Nie mniej niebezpieczna jest, niżej stojąca od
Sanhedrynu masoneria z jej odrębnymi lożami czy
kastami. Wymienię najważniejsze z nich: „Rada
7
7
33 stopnia wtajemniczenia”, jest to najwyższa
hierarchia w masonerii. Podlegają tej radzie
organizacje masońskie jak: Klub „Bilderberg”,
„Illuminati”, „Różokrzy-żowcy” (dawniej
„Prieure de Sion”), „Rotary Klub”, i wiele
innych. Zakony: „Zakon Rycerzy Maltańskich”,
„Zakon Templariuszy”, „Za-kon Obrońców Św.
Grobu”, i wiele innych.
Następnie organizacje: „ONZ”, „NATO”,
„Międzynarodowy Fundusz Walutowy”, „Bank
Światowy”, „EWG”, „Światowa Organizacja
Zdrowia”, „Czerwony Krzyż”, „Trójstronna
Komisja” (Trilateral Commission) i wiele innych
mniej znaczących − są to organizacje stworzone i
kontrolowane przez żydo-masonerię.
Nazwy określające grupy jak: „Globaliści”,
„Kapitaliści”, „Komuniści”, „Syjoniści”,
„Liberałowie” (bardzo niebezpieczna grupa
ludzi), „Naturyści” itd.
Za wyżej wymienionymi nazwami, kryją się
konspiratorzy żydowskiego spisku. Trzeba się ich
wystrzegać i być świadomym zagrożenia, jakie
niesie ich działalność.
Tomasz Koziej
________________
ŻYDZI I ICH KONSPIRACYJNE PLANY
Podbój świata
Ostatnimi czasy coraz więcej i częściej mówi się o
planach i dążeniach żydowskich. Zmierzają one do
podboju całego świata i podporządkowania
wszystkich narodów władzy narodu żydowskiego.
Równocześnie czynione są próby zaprzeczenia
temu, próby mało przekonywujące, niepoważne.
Jak więc jest w istocie..?
Otóż stwierdzić należy z naciskiem, że plany
podboju całego świata przez Żydów i
podporządkowanie ich władzy wszystkich
narodów świata nie są żadną nowością. Znane są
już one nie od dziś, nie od wczoraj, ani nawet od
stu, czy dwustu lat, ale od lat tysięcy. A pierwsze
wskazówki i dowody istnienia i nurtowania wśród
żydostwa znajdują się w żydowskich księgach
świętych.
Rzecz zrozumiała, że cytaty, wzięte z ksiąg
Mojżesza i innych żydowskich ksiąg świętych,
miały pewne znaczenie i moc obowiązującą wobec
Żydów dopóty, dopóki nie sprzeniewierzyli się oni
Bożemu posłannictwu, kiedy nie tylko odrzucili
naukę Jezusa, jako zapowiedzianego im Mesjasza,
ale nawet okrutnie go zamordowali. Wówczas
wielkie przyrzeczenia i zapowiedzi Boskie,
zawarte w księgach Mojżesza i innych, straciły
swoje znaczenie i swoją obowiązującą moc.
Dlatego też dalsze powoływanie się na nie jest
karygodnym z ich strony nadużyciem, za które też
Bóg spuszcza na nich od czasu do czasu srogie
kary, jakich prawie od dwóch tysięcy lat,
społeczeństwa narodów nieżydowskich są
świadkami.
Zauważyć należy, że Jezus Chrystus, jako
Mesjasz, spełnił wszystko, co przepowiedzieli
Prorocy. Żydzi nie uznali w Nim wysłannika
Bożego, i nie uznają Go do dziś. Wierzą uparcie,
że zapowiedziany im Mesjasz będzie potężnym
królem, mającym za zadanie zaprowadzić na
całym świecie królestwo mesjańskie, będące
właściwie królestwem żydowskim. W królestwie tym
Żydzi, jako „naród wybrany”, będą warstwą panującą
a reszta narodów ma być ich niewolnikami.
Jezus Chrystus nie ziszczał tych ściśle
materialistycznych nadziei i oczekiwań żydowskich.
Nie był wojownikiem i potężnym władcą ziemskim.
Dlatego został przez Żydów odtrącony, i
zamordowany. − Za co? − Za to, że głosił hasło:
„Miłujcie nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie
tym, którzy was nienawidzą i módlcie się za
prześladujących i oczerniających was”.
Tak wzniosłe hasło nauki Chrystusowej było
czymś niepojętym dla Żydów, narodu na wskroś
zmaterializowanego i dyszącego straszliwą
zemstą do innych narodów. Nie dość na tym. Było
ono także kamieniem obrazy dla Żydów,
oczekujących Me-sjasza, jako pogromcy narodów
nieżydowskich, mściciela krzywd rzeczywistych i
urojonych, odnowiciela królestwa Izraelskiego i
budowniczego nowego potężnego państwa
żydowskiego na całym świecie. O tak
pojmowanym Mesjaszu, Żydzi mówią bardzo
wiele w całym szeregu różnych, pseudoproroczych
8
8
pism.
Najciekawsze i najbardziej charakterystyczne we
wszystkim − z tych pism − jest to, że prawie
jednogłośnie przedstawiają one czasy przyjścia
Mesjasza, jako epokę powszechnych walk,
zaburzeń, wojen i przewrotów rewolucyjnych, a
samego Mesjasza, jako mściciela i pogromcę
narodów nieżydowskich oraz twórcę
wszechświatowego państwa żydowskiego, w
którym Ży-dzi będą narodem panującym nad
pozostałymi. Równocześnie Żydzi sądzą, że na
nadejście czasów mesjańskich nie powinni
cierpliwie wyczekiwać z założonymi rękoma, lecz
przeciwnie, powinni dążyć wszelkimi siłami do
przyśpieszenia ich nadejścia. W tym też celu Żydzi
już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
wywołali cały szereg wojen i zamieszek w
państwie rzymskim, które miały po pierwsze:
osłabić i zniweczyć państwo rzymskie, co zresztą
w końcu V wieku osiągneli; po drugie: zniszczyć
chrześcijaństwo, jako twór znienawidzonego i
zamordowanego przez nich Jezusa Chrystusa,
czego jednak nie udało się im przeprowadzić, gdyż
chrystianizm szczęśliwie zniósł i przezwyciężył
wszelkie z ich strony prześladowania i zadawane
mu rany, by wreszcie w wiekach średnich ku
niesłychanej wściekłości Żydów, dojść do
wspaniałego rozkwitu. Wówczas to kościół
wprowadził, do życia społecznego wiernych,
zazdrości godną harmonię i jednocześnie
doskonalił ich duchowo w myśl zasad i wskazań
nauki Chrystusowej.
Wspaniały rozkwit chrześcijaństwa oraz powstanie i
rozwój całego szeregu nowych państw w świecie,
opartych o kulturę i cywilizację chrześcijańską, w
najwyższym stopniu niepokoiło żydostwo, które w tym
czasie, po klęskach, jakie nań spadały wraz z upadkiem
państwa rzymskiego, leczyło zadane mu rany,
równocześnie przebudowując się wewnętrznie, według
zasad i wskazań Talmudu, który też swoimi
niezliczonymi nakazami i zakazami, niczym żelaznymi
obręczami, ściskał i zamykał coraz bardziej
wyznawców, czyniąc je społeczeństwem niesłychanie
zwartym i posłusznym woli i rozkazom jego „nieznanych
naczelników”.
Wobec takiego stanu rzeczy należało zmienić metody
dzia-łania i przystosować się do nowych warunków,
skierowując ży-dostwo na nowe tory rozwoju. Na
rozkaz „nieznanych naczelników” narodu żydowskiego,
dzieła tego podjęli się: Mojżesz Maj-monides i
współcześni mu kabaliści. Na czym polegała ich praca?
Na ponownym nawiązaniu ścisłej łączności pomiędzy
żydostwem , a światem chrześcijańskim, łączności, która
wsku-tek ogarnięcia Żydów przez Talmud, została w
średniowieczu zerwana i pozbawiła przez to samo
Żydów bezpośredniego wpły-wu na ogół państw
chrześcijańskich, tworząc jednocześnie wśród nich dla
Żydów faktyczne ghetto już na długi czas przed jego
prawnym powstaniem.
Podczas gdy Majmonides dziełami swymi oddziaływał
głównie na inteligencję żydowską, kabaliści
pracowali nad żydowskimi masami. Pod wpływem
ich wspólnego, pozornie niez-godnego z sobą wysiłku,
pękły wreszcie niepotrzebne już orga-nizacyjne okowy
Talmudu. Społeczność żydowska już wówczas była tak
wytresowana, że bez żadnych trudności,
dostosowywała się posłusznie do wskazówek i poleceń
swoich „niezna-nych naczelników”.
Odtąd też rozpoczyna się nowy okres
przygotowawczy Żydów do przyśpieszenia
nadejścia czasów mesjańskich, okres w którym
kolejno mamy reformację, ten wytwór ducha i
mózgu żydowskiego. Spowodowała ona rozłam w
dotychczas jednolitym chrześcijaństwie
zachodnim i wstrząsnęła potężnie jego
podwalinami. Szereg poreformacyjnych ruchów
rewolucyjnych, opartych o podłoża sekciarskie i
wojny religijne, w których inspirowaniu i
kierownictwie udział Żydów, został już niezbicie
dowiedziony.
W pierwszych latach poreformacyjnych {mniej więcej
pomię-dzy 1517-1540} Żydzi do tego stopnia wierzyli
w swoje zwycięstwo nad Kościołem katolickim, że
nawet publicznie określali już czas, w którym „Izrael
zostanie wywyższony i zapanuje nad światem”.
Jednocześnie zapowiadali nadejście Mesjasza raz na
rok 1529 , innym razem na rok 1530, 1531, 1533,
1534, przy czym dodawali, że nastąpi to nie później jak
do roku 1540, mia-nowicie jeszcze przed upływem
5300 r. według kalendarza żydowskiego.
Jednak te żydowskie nadzieje i rachuby zawiodły na
całej linii. Zamiast bowiem Mesjasza, pojawiły się
antysemickie pisma Marcina Lutra, który wreszcie
przejrzał, do czego go Żydzi użyli i używać nadal
zamierzali. Gwałtownie przeciwko nim wystąpił.
Wystąpienie Lutra przeciwko Żydom musiało na nich
podziałać jak grom z jasnego nieba, tym więcej, że
9
9
było ono niesłychanie gwałtowne:
Oto co Marcin Luter pisał w owym czasie:
«Nigdy nie było pod słońcem narodu krwi
żądniejszego i mściwszego, niż ci, którym się
zdaje, że są narodem przez Boga wybranym,
aby obowiązani byli i musieli mordować
pogan.
Największą rzeczą, jakiej spodziewają się
od swego Mesjasza, jest to, że powinien swym
mieczem wymordować i zatracić cały świat.
Żyd, to jest serce żydowskie, jest drewnianokamienno-diabelsko-stalowo
twarde, niczym
niewzruszalne… gdy przyjdzie Mesjasz, to on
ma zabrać całemu światu złoto i srebro i
pomiędzy nich rozdzielić…” „Pod ich boźnice
i szkoły należy podkładać ogień, a kto może,
niech dorzuca do niego smoły i siarki. Kto
dorzuciłby do tego piekielnego ognia,
uczyniłby dobrze. A czego nie chwyci się
ogień, potrzeba posypać grubo ziemią, ażeby
żaden człowiek nigdy nie zobaczył kamyka lub
żużla z tego. Tak samo potrzeba połamać i
zniszczyć ich domy, a ich samych jak
cyganów pozamykać pod dachem lub w
chlewie, aby wiedzieli, że nie są panami
świata. Potrzeba Żydom odebrać urzędową
opiekę i zamknąć przed nimi drogi, bo nic na
wsi nie mają do szukania. Potrzeba im
zakazać wszelkiej lichwy i odebrać im wszelki
majątek, klejnoty, złoto i srebro, bo wszystko,
co posiadają ukradli swoim rozbojem
lichwiarskim, bo w inny sposób żyć nie
umieją… Bogacą się naszym potem i naszą
krwawicą, my stajemy się coraz biedniejsi
wskutek ich wyzysku. Wysysają nas jak
pijawki, jak zmora leżą nam na piersiach te
próżniacze szelmy i leniwce; te brzuchacze
piją i żrą i dobre czasy spędzają w naszym
domu, za to wszystko bluźnią jeszcze Panu
Je-zusowi, kościołom, i nam wszystkim grożą
i życzą śmierci i wszelkiego nieszczęścia.»
Rzecz zrozumiała, że następstwa wystąpienia
Marcina Lutra przeciwko Żydom były dla nich
opłakane: nastały znowu czasy strasznych
pogromów.
Zaznaczyć należy tutaj, że niemal cały wiek
XVI i pierwsza połowa wieku XVII były okresem
niezliczonych prób żydow-skich wywołania w
Europie powszechnej zawieruchy, która miała w
zakończeniu oddać władzę nad narodami
europejskimi w ich ręce. Czasy te są także
okresem pojawienia się wśród Żydów całego
szeregu fałszywych „mesjaszów”, którzy na
polecenie „nieznanych naczelników” podniecali
ciemne masy żydowskie i zachęcali je do
ponoszenia coraz to nowszych ofiar na rzecz
maniackich planów podboju całego świata przez
„naród wybrany”.
Ale te wszystkie wysiłki się nie udały: żydostwo
znowu spotkał sromotny zawód. Mimo to nie
zrezygnowało ono ze swoich tajemnych planów.
Po krótkim zaleczeniu otrzymanych ran
przystąpiło do ponownej reorganizacji
wewnętrznej, mającej na celu przygotowanie się
do świeżej akcji. I znowu mamy przygotowania na
dwa fronty: na zachodzie, głównie inteligencji
żydow-skiej wykreśla nowe drogi postępowania i
penetrowania w głąb społeczeństw rdzennych −
Mojżesz Mendelssohn; na wschodzie zaś
przygotowuje i tresuje ciemne, fanatyczne masy
żydowskie do wydatnego poparcia wysiłków
„nieznanych przełożonych” − Izrael z
Międzyborza, a po jego śmierci Dob Beer z
Międzyrzecza, organizując je w związki
chassydzkie, które nawiązują tra-dycją do
dawnych historycznych związków chassydzkich,
znanych w czasach rzymskich ze swej
rewolucyjnej działalności.
Jednocześnie „nieznani przełożeni” światowego
żydostwa do-chodzą do wniosku, że bez oparcia
się o jakoweś „terytorium”, które by na stałe było w
niepodzielnym władaniu Żydów, nie uda im się
opanować pod swoją władzę narodów
europejskich. A że wówczas najwięcej Żydów było
już skupionych na ziemiach polskich i że
wszystkie czynniki społeczne były na ich usługi,
oraz że Polacy ze wszystkich narodów
europejskich najłagodniej traktowali ich, przeto
„nieznani naczelnicy” przeznaczyli ówczesną
Polskę na ziemię obiecaną dla Żydów w Europie i
polecili Jakubowi Frankowi założyć na jej
terytorium coś w rodzaju niepodległego państwa
żydowskiego, na wzór dawnych zakonów
rycerskich. Zresztą nie było wówczas
podatniejszego terenu w świecie na założenie
królestwa żydowskiego nad Polskę, której
szlachta, „czego wam właśnie trzeba, − mówił
Frank do Żydów − jest dobra, jej królowie dla was
zaś byli zawsze jeszcze lepsi, niż ona. Gdy
wypędzonych z ziem zachodnich przodków
naszych przyjęła szlachta polska na swoją ziemię,
wnet poznali w tej ziemi nową, obiecaną”.
Udała się nowa akcja żydowska na zachodzie
Europy, głównie we Francji, gdzie Żydzi w imię
rzekomej wolności, równości i braterstwa
10
10
wszystkich ludzi, rozpalili pochodnię rewolucji,
która jednak nie spełniła także w całej pełni ich
rachub, bo poprzestała tylko na Francji, resztę
Europy pozostawiając we względnym spokoju.
Przynisła jedynie ona od razu Żydom wielkie
korzyści najpierw we Francji w postaci
równouprawnienia oraz utorowała ścieżki dla
nadania im równouprawnienia w całej Europie.
Tym samym przyczyniła się niesłychanie do
wzrostu ich potęgi i znaczenia w świecie w ciągu
XIX i XX wieku.
Ten wzrost znaczenia i potęgi Żydów w świecie
przypomniał im marzenia mesjańskie, t. j. od
tysięcy lat snute skrycie plany opanowania pod
swoją władzę całego świata. I znowu Żydzi w
ciągu XIX wieku rozpoczęli zręcznie siać
niepokoje między narodami rdzennymi i pobudzać
je do co raz to nowych wojen, które przyniosły
żydostwu olbrzymie korzyści, wzmacniając
wydatnie zarówno gospodarczo, politycznie i
kulturalnie. Dzięki właśnie tej powszechnej
niezgodzie narodów-gospodarzy, Żydzi umacniali
w ich krajach swoje stanowisko, zdobyli
równouprawnienie, ba, nawet przywileje, i chwycili
w swoje ręce rządy nad światem. Kapitał
zrabowany podstępnie narodom rdzennym dał im
do tego siłę. Opanowawszy następnie przy
pomocy wolnomularstwa ruch nacjonalistyczny
XIX stulecia i zakaziwszy go materialistycznym,
handlarsko-przemysłowym światopoglądem i
kabalistyczną filozofią, Żydzi uczynili europejską
myśl nacjonalistyczną narzędziem własnych
celów.
Dla żydowskich celów bowiem wywołano w
Europie w 1848 roku ruchy „wolnościowe”,
rewolucje oraz wojny: austriacko-pruską w 1866 r.
i francusko-pruską w 1870 r. dla żydowskich
handlarzy diamentów prowadzili Anglicy wojnę z
Boerami; dla handlarzy opium, głównie Żydów,
zbombardowano bezbronne miasta chińskie; dla
wzmocnienia pozycji Żydów w Rosji, celem
łatwiejszego przygotowania przez nich późniejszej
rewolucji bolszewickiej, pchnięto Rosję w 1904
roku do wojny z Japonią, a w dziesięć lat potem −
dla umocnienia pozycji Żydów w całym świecie i
przygotowania gruntu już pod jawne ich
panowanie nad narodami nieżydowskimi,
sprowokowano wojnę wszechświatową, która co
prawda, nie spełniła wszystkich marzeń Izraela:
następstwami swymi nie wszędzie zmu-siła
narody rdzenne do oddania władzy w ręce
żydowskie lub ich pachołków, przyniosła jednak
olbrzymie korzyści finansjerze żydowskiej. Wojnę
bowiem wygrała nie koalicja
francusko−angielsko−włosko−amerykańska, tylko
żydowscy kapitaliści.
Dla ścisłości zauważyć należy, że do drugiej
połowy XIX wieku, mianowicie do czasu, dopóki
żydostwo nie wzmogło się potężnie na siłach i nie
doszło niemal wszędzie do wielkich wpływów i
wielkiego znaczenia, jego przywódcy w sposób
bardzo oględny i niewyraźny mówili o planach i
dążnościach Żydów do opanowania całego świata
pod swoją władzę. W roku 1859 zostało to już
wypowiedziane jasno i wyraźnie na cmentarzu w
Pradze przy mogile wielkiego mędrca
syjońskiego, ra-bina Symeona-ben-Juhudy,
wobec zgromadzonych tam z całego świata
najbardziej wpływowych rabinów i mędrców
syjońskich, kierujących losami żydostwa, przez
znakomitego mędrca syjońskiego rabina
Reichhorna. Reichhorn powiedział wówczas, co
następuje:
«Bracia! Nasi Ojcowie zawarli związek,
wymagający od wszystkich wbrańców
pokolenia Izraelskiego, aby się zbierali
przynaj-mniej raz w każdym stuleciu przy
mogile wielkiego mistrza Kalady,
błogosławionego Rabbi Symeona-benJehuda,
którego nauka nadaje wybranym
potęge na ziemi i władzę nad wszystkimi
rodzajami Izraelskiego potomstwa.
Tysiące lat już ciągnie się walka narodu
Izraela o wszechwładzę, która była obiecaną
Abrahamowi, a która wydartą mu została
przez Krzyż.
Nasi uczeni przez całe setki lat z
niezrażającą ich niczym wytrwałością,
prowadzą święty bój; lud nasz stopniowo
podnosi się z upadku. Potęga jego wzmaga
się i rozszerza. Do nas należy ten bóg ziemski,
którego z taką niechęcią i smutkiem ulał nam
Aaron na puszczy… ów złoty cielec, któremu
się teraz wszyscy kłaniają i którego wszyscy
ubóstwiają.
Gdy raz więc złoto ziemskie stanie się
wyłącznie naszą własno-ścią, władza przejdzie
w nasze ręce, a wtedy spełni się owa obietnica
zapowiedziana Abrahamowi… Złoto! To pełnia
władzy na ziemi; ona jest siłą, rozkoszą i
wynagrodzeniem; tym wszystkim, czego się
człowiek lęka, a czego pragnie! Oto jest
tajemnica Kabały, oto najgłębsza nauka o
duchu, który rządzi światem, oto jest cała
przyszłość.
Osiemnaście wieków należały do wrogów
11
11
naszych, lecz następne będą już należały do
nas!
Po dziesiąty już raz schodzą się na tym
cmentarzu ci, którzy w czasie tysiącletniej
walki ludu Izraela z Krzyżem, w każdej nowej
generacji wtajemniczeni bywają w ten związek
skryty, mający na celu naradzanie się nad
sposobami, dającymi możność korzystania z
błędów wrogów naszych. Każdym razem nowy
Sanhedryn zapowiedział coraz gwałtowniejszą
walkę z tymiż wrogami, ale w żadnym stuleciu
nie przyszliśmy do takiej potęgi, do tak
świetnego powodzenia, jak w obecnych
czasach.
Możemy więc słusznie pochlebiać sobie, że
to, do czego dążymy, jest już bardzo bliskim,
a przyszłość nasza jest zapewniona… Minęły
bowiem na szczęście owe czarne i smutne
chwile, w jakich Żydzi byli tak strasznie
prześladowani. Postęp cywilizacji w narodach
chrześcijańskich jest dla nas najlepszą tarczą
obronną i nie przeszkadza w niczym naszym
dążeniom.
Rozpatrzmy się tylko i rozbierzmy uważnie
środki materialne, jakimi pokolenie żydowskie
władać może, i tak: w Paryżu, Londynie,
Wiedniu, Hamburgu, Neapolu, Rzymie,
Amsterdamie, u wszystkich Rotszyldów i w
wielu innych większych miastach, a zatem w
całej Europie, Żydzi są posiadaczami kilku
miliardów franków, a przy tym w każdej
mniejszej miejscowości są także Żydzi, którzy
trzymają w swym ręku całkowity obrót monety
krążącej, a ożywiającej przemysł, handel i
rolnictwo tejże miejscowości oraz przyległej
okolicy.
Dzisiaj panujący królowie i książęta są
zadłużeni po uszy na utrzymanie ogromnych
armii wojska. Giełda reguluje te długi; jeżeli
więc zapanujemy na giełdzie, zbliżymy się
znacznie do władzy w państwie. Potrzeba
zatem ułatwić pożyczki dla rządów, abyśmy
coraz bardziej i więcej trzymali je w naszych
rękach. Za kapitały, dawane przez nas, trzeba
o ile możności, brać w zastaw koleje żelazne,
administrację podatków, lasy, fabryki i
wszelkie nieruchomości.
Ziemiowładztwo pozostanie zawsze
żelaznym, długowiecznym majątkiem każdego
kraju. Stąd wypada, iż potrzeba o ile możności
nabywać posiadłości ziemskie, a im bardziej
potrafimy wpłynąć na podział większych
majątków, tym łatwiej dostają się one do
naszych rąk.
Pod pretekstem ulg dla klas ubogich,
potrzeba cały ciężar podatków rządowych i
gminnych zwalić na posiadaczy ziemi, a skoro
tylko będziemy jej właścicielami, cała praca
robotników chrześcijańskich dostarczy nam
dochodów nadzwyczaj korzystnych.
Praca jest niewolniczą sługą spekulacji,
eksploatacja zaś jej i z tego pochodzące
wpływy, są sługami rozumu… a któż może
zaprzeczyć Żydom, że nie posiadają rozumu,
przebiegłości i chytrości?
Lud nasz jest ambitny, chciwy, skłonny do
niepohamowanej pychy i miłujący rozkosze.
Gdzie światło, tam cień; nie bez racji nasz Bóg
nadał swemu wybranemu ludowi żywotność
węża, chytrość lisa, sokoli rzut oka, pamięć
psa, pracowitość mrówki, stowarzyszanie się i
solidarność − dobra. Byliśmy w niewoli
babilońskiej, a staliśmy się potęgą. Świątynia
nasza upadła, a tysiące innych świątyń
podźwignęliśmy. Tysiąc osiemset lat byliśmy
w niewoli, a dzisiaj przerośliśmy czołem nad
wszystkie te ludy, które nami pogardziły.
Powiadają, że mnóstwo Żydów przystępuje
do chrztu. To wcale nie szkodzi. Ochrzczeni
posłużą nam właśnie i będą dla nas
stopniami, po jakich wejdziemy na drogi
nowoodkryte, obecnie jeszcze nam nieznane;
albowiem neofici trzymają się zawsze nas i
mimo chrztu ich ciała, duch i umysł zostają
prawie zawsze żydowskimi.
Nadejdzie czas, − za sto lat najpóźniej − że
nie Żydzi będą przechodzili na wiarę
chrześcijańską, lecz w skutku połączeń
fizycznych, chrześcijanie będą się starali
zostać Żydami, ale wówczas Izrael z pogardą
ich odepchnie.
Naturalnym dla Żydów wrogiem jest
Kościół chrześcijański, powinniśmy zatem ze
wszystkich sił naszych wszczepiać weń
wolnomyślność, sceptycyzm, niewiarę,
schizmę, a podniecać wszelkie kłótnie i swary
między rozmaitymi sektami chrześcijańskimi.
W logicznym porządku rzeczy, zacznijmy od
księży, głośmy przeciwko nim otwartą wojnę,
otaczając ich podejrzeniami i drwinkami,
śledząc pilnie i wyjawiając skandal
prywatnego ich życia.
Powinniśmy się starać pozyskać wpływ na
młodzież. Pretekst postępu cywilizacji,
pociąga za sobą równouprawnienie
wszystkich religii, a zatem wystarczy
12
12
najzupełniej do wykreślenia nauki religii z
programu chrześcijańskich szkół. Żydzi zaś
potrafią utrzymać katedry nauczycielskie we
wszystkich tychże chrześcijańskich szkołach i
zakładach wychowania. Wypłynie stąd, że
religijne wykształcenie pozostać musi w
zakresie domowego wychowania, a ponieważ
na to nie starczy dosyć czasu w największej
części rodzin chrześcijańskich, rzecz
naturalna, że duch religijny stopniowo upadać
będzie, aż do zupełnego zatracenia.
Wywłaszczenie Kościoła z posiadłości
ziemskich sprawi to, iż w krótkim bardzo
czasie posiadłości te, jako należące do
rządów, przejdą w nasze ręce za pożyczki,
jakich tymże rządom czynić nie przestaniemy,
a wszystkie te okoliczności wyjdą na naszą
korzyść i potęgę, do której dążymy.
Wszelki handel połączony ze spekulacją i
wypływającymi z nich korzyściami, nie
powinien wychodzić z rąk naszych, boć to
przecież − że tak powiem − jest wrodzonym
prawem Żydów. Najpierw powinniśmy
zawładnąć handlem spirytusu, masła, ziarna i
wełny, a wtedy będziemy posiadali w naszych
rękach rolnictwo i całe gospodarstwo
wiejskie. My potrafimy dostarczyć zawsze
ziarna dla wszystkich, lecz jeżeliby powstały
jakieś nieukontentowania między ludem, −
wypływające z drożyzny i z niej pochodzącej
nędzy − z łatwością możemy zwalić winę na
rządy i wzniecić jakieś zamieszanie, bo każda
rewolucja, każde wstrząśnienie, przysparza
nam kapitału i zbliża do wytknięcia tego celu.
Wszelkie posady rządowe muszą nam być
dostępnymi, a skoro tylko je otrzymamy,
przebiegłość i pochlebstwa żydowskich
faktorów z rozmaitych klas i postaci
dopomogą nam dojść tam, gdzie są
prawdziwe wpływy i prawdziwa potęga.
Rozumie się, że mowa jest o takich posadach
tylko, które przynoszą ze sobą zaszczyty,
władzę, przywileje i z tego wszystkiego
wypływające zyski, albowiem te posady,
których udziałem jest wiedza i praca, a mierne
wynagrodzenie, mogą zostawać przy
chrześcijanach. Prawnictwo jest dla nas
bardzo ważną rzeczą. Adwokatura to wielki
krok naprzód, bo fach ten, prowadzący do
najwyższych szczebli godności, najwięcej
idzie w parze z chytrością i krętactwem, jakie
są w nas od dzieciństwa wpajane i uważane za
zalety, a które tak potężnie mogą dopomóc
nam wznieść się do władzy i do wywierania
wpływu na stosunki naszych naturalnych, a
śmiertelnych nieprzyjaciół… chrześcijan.
I czemuż nie mogliby być ministrami
oświaty publicznej, kiedy tyle razy byli już
ministrami skarbu?… − Żydzi muszą również
stanąć wszędzie jako prawodawcy, aby znieść
prawa Goimów {niewiernych grzeszników},
wymierzone przeciw dzieciom Izraela. My zaś
z naszej strony, zostańmy wiernymi na wieki
prawom, przekazanym nam przez ojców
naszych, to jest: przechowaniu w sercach
naszych nieprzebłagalnej nienawiści dla
wrogów i nieprzyjaciół Izraela…
Zresztą już nie potrzebujemy praw dla
obrony naszej, bo takowe z tzw. postępem
cywilizacji zostały prawie wszędzie w Europie
już nam nadane. W obecnej więc chwili
powinniśmy się starać o nabycie takich
jeszcze praw, które wyłącznie mogą być
korzystnymi dla naszego ludu, jak na
przykład: łagodne prawo o bankructwie,
uchwalone w celu humanitarnym, stałoby się
w naszym ręku bogatszą kopalnią złota,
aniżeli niegdyś owe nieprzebrane kopalnie
Kalifornii.
Żydzi powinni stanąć na czele wszystkich
towarzystw spekulacyjnych, nie narażając się
jednakże na żadne niebezpieczeństwo, które
by mogło powstać z nadużycia praw
krajowych, jakie przez swą przebiegłość
powinni zręcznie omijać, i dlatego powinni się
oddawać takim tylko naukom, które idą w
parze z chytrością i przebiegłością im
wrodzonymi, a które z tego powodu są dla
nich łatwiejszymi. Najporęczniejszym jest dla
Żydów kierować się na doktorów prawa i
medycyny, kompozytorów muzyki, autorów w
roz-maitych przedmiotach ekonomicznych, a
to z przyczyny, że wszystkie te powołania i
zajęcia nierozłączne są ze spekulacją. Co do
sztuk pięknych nasi wynajdą rozmaite
sposoby na dobre przyjęcie debiutanta i
chociażby ten był zwykłą marnością, potrafią
otoczyć go pewnym kadzidłem pochlebstw i
zachęty.
W naukach znowu medycyna i ekonomia
polityczna należą do naszego plemienia.
Doktór medycyny dopuszczalnym bywa do
najskrytszych tajemnic rodzinnych… w jego
rękach jest życie naszych wrogów. O
doktorach prawa, już wspomnianym było… W
ekonomi zaś politycznej bardzo łatwo jest
13
13
zamącić głowę i wykazać, że białe jest
czarnym, a czarne białym.
Powinniśmy popierać starania chrześcijan
o zastąpieniu aktu ślubnego, odbywanego w
kościele, prostym kontraktem przed
urzędnikiem cywilnym, bo wówczas ujrzeć
będzie można żony i ich córy zdążające do
naszego obozu, gdzie złoto przyciągać je
będzie.
Jeżeli złoto jest pierwszą potęgą tego
świata, to niezawodnie drugą jest prasa, lecz
cóż ona może znaczyć bez współudziału
pierwszej? Wszystkie zatem wyżej
przytoczone zasady, rady i myśli wówczas
dopiero się zrealizują, gdy prasa będzie nam
podwładną. Nasi więc powinni i muszą objąć
kierownictwo prasy codziennej w każdym
kraju. Jesteśmy chytrzy, zręczni i władamy
groszem, potrzeba zatem za pomocą wielkich
dzienników politycznych kształcić i kierować
opinię publiczną, według naszych wyłącznie
interesów; krytykować dzieła i scenę i
uzyskać wpływy na publiczność, czyli na
proletariat.
Takimi drogami postępując krok za
krokiem, odeprzemy chrześcijan od
wszelkiego wpływu i podyktujemy światu to
wszystko, w co ma wierzyć, co szanować,
czym pogardzać i co przeklinać. Powtórzmy
żałobny płacz Izraela i skargę na ucisk, który
tak długo nas dławił!… Wtedy pojedyńczo
występować będą nasi nieprzyjaciele,
atakując dążności nasze; lecz masy głupie i
ciemne będą po naszej stronie.
My zaś, dzierżąc prasę w naszych dłoniach,
będziemy mogli zmienić prawość w
nieprawość; bezcześć podnieść do
prawdziwej czci, będziemy mogli wstrząsnąć
nietykalną dotąd instytucją rodziny i rozbić jej
członków na oddzielne cząstki… będziemy
mogli wykorzenić to wszystko, w co
dotychczas wrogowie nasi wierzyli…
będziemy mogli zrujnować kredyt, podburzyć
drażniące namiętności, wydać wszystkiemu i
wszystkim wojnę otwartą, narzucić sławę lub
pogrążyć w otchłań bezcześci kogo i co tylko
chcemy…!
Wszystko to, niechaj wyrytym zostanie w
pamięci każdego Izraelity…!!!
Potęga nasza rozwinie się w olbrzymie
drzewo, którego konarami będą: szczęście,
bogactwo, potęga i rozkosz używania.
Każdy więc Izraelita powinien nieść pomoc
drugim. Skoro tylko jeden kroczy naprzód,
niechaj ciągnie i innych za sobą, a jeżeli mu
się noga poślizgnie, niechaj wszyscy biegną
mu na pomoc. Jeżeli który z naszych jest
pociągnięty przez sąd chrześcijański za
przekroczenia praw kraju w jakim
zamieszkuje, inni Żydzi powinni mu
dopomagać, lecz tylko w takim razie, jeżeli
obwiniony postępował zgodnie z prawami,
jakimi się rządził lud izraelski.
Lud nasz jest zachowawczym,
konserwatywnym, pielęgnującym i
ochraniającym obrządki religijne i ustawy od
początkowych źródeł ich pochodzenia. Silnie
on stoi przy prastarym; lecz w interesie
naszym trzeba się starać przyjąć udział, a
nawet przyjąć kierownictwo w reformach,
które stoją na porządku dziennym, to jest:
polepszeniu bytu materialnego klas
roboczych i ubogich. Powinniśmy więc
przyjąć udział w tym ruchu, ale tylko pozornie;
bo w rzeczy samej starania nasze powinny
dążyć do skierowania całego prądu tychże
reform, czyli podziału pracy − na drogę
polityczną.
Masy same przez się głupie i ślepe dają się
zawsze powodować i prowadzić krzykaczom −
a któż lepiej i głośniej od Żyda hałasować i
blagą omamiać potrafi?… Dlatego też nasi
wiodą rej w prasie i na trybunach we
wszystkich chrześcijańskich narodach.
Im więcej gromad i zebrań, tym więcej
powodów do niezadowolenia, a lenistwa do
pracy, z czego koniecznie musi nastąpić
zubożenie ładu i poddanie go tym, którzy
władają groszem, czyli dźwignią do
pomnożenia proletariatu. Wszelki ruch,
mający na celu zmianę, wzbogaca nas,
rujnując drobne majątki, które muszą brnąć w
długi.
Kruchość podstawy podnosi nasze wpływy
i naszą potęgę i dlatego popierać wypada
wszelkie niezadowolenia, wypływające stąd
wstrząśnienia, bo te przysparzają nam
bogactw i przyśpieszają chwile dojścia do
naszego jedynego celu… to jest do
panowania na ziemi.»
Tak mówił mędrzec żydowski, rabin Reichhorn.
Mowa jego odsłania nam już całą duszę
żydowską i kreśli cały program narodu
żydowskiego, dlatego też zasługuje ona na
poznanie, jako najlepsze studium psychologi tego
14
14
narodu.
Ale na zjeździe praskim nie tylko został
wyraźnie sprecyzowany plan podboju świata
przez Żydów, ale także postanowiono powołać do
życia jawną organizację żydowską, która by zajęła
się praktycznym wcielaniem go w życie i która by
równocześnie opiekowała się Żydami na całym
świecie, udzielając im potrzebnych rad, pomocy i
wskazówek, jak mają postępować. Tak więc
powstał w Paryżu w 1860 roku, a więc w rok po
zjeździe praskim, Wszechświatowy Związek
Żydowski {Allian-ce Israelite Universelle},
założony przez Adolfa Cremieux’ego.
Że „Wszechświatowemu Związkowi
żydowskiemu” „nieznani przełożeni” poruczyli
zadanie praktycznego wcielania w życie programu
podboju świata przez Żydów, świadczy o tym
najlepiej manifest, jaki Adolf Cremieux ogłosił przy
założeniu tegoż „Związku”. W manifeście tym
czytamy:
«Wszyscy Żydzi za jednego i każdy za
wszystkich; nauka żydowska powinna
zapanować na całym świecie; największy nasz
wróg, chrześcijaństwo − rozkłada się, trafione
w głowę ; naszą narodowością jest religia
ojców naszych i nie uznajemy innej, nasza
sprawa jest wielka i święta, jej pomyślne
zakończenie jest zapewnione, sieć pajęcza,
którą Izrael zarzucił na całą kulę świata,
powiększa się i rozszerza z dniem każdym, a
proroctwo naszych ksiąg świętych nareszcie
się spełnia, bliski jest czas, w którym
Jeruzalem stanie się domem modlitwy
wszystkich narodów i ludów, tam flaga
jedynego boga żydowskiego powiewać
będzie, i zatknięta zostanie na najdalszych
krańcach świata, umiejmy wykorzystać
nadarzające się sposobności, nasza potęga
jest ogromna, uczmy się używać jej ku chwale
zwycięstwa naszej sprawy. Czego mamy się
obawiać? Niedalekim jest dzień, w którym
wszystkie bogactwa, wszystkie skarby ziemi
będą w rękach dzieci Izraela.»
Na zebraniach zaś Związku Cremieux głosił:
«Musi powstać nowe państwo mesjańskie,
nowe Jeruzalem musi wznieść się w miejsce
cesarzy i papieży.»
Powyższe tłumacząc na język prostszy,
bardziej zrozumiały, wyrazić należy następująco:
«Nadszedł już czas na rozpoczęcie
bezwzględnego niszczenia wszystkich
dotychczasowych odrębnych państw i
królestw, na zniesienie wszystkich religii, ma
się rozumieć za wyjątkiem talmudowej
(żydowskiej), i na ustanowienie na całym
świecie jednego państwa żydowskiego, w
którym naród żydowski będzie żywiołem
panującym i w którym będzie obowiązywała
tylko jedna, jedyna religia, mianowicie
żydowska.»
Ale przytoczony powyżej tekst mowy mędrca
syjońskiego Reichhorna, odsłaniający ostateczny
cel dążeń narodu żydow-skiego, dość jednak
ogólnie mówi o sposobach, za pomocą któ-rych
cel ten (podbój świata przez Żydów) ma być
osiągnięty. Te jednak zostały już wypowiedziane
dokładnie w pięć lat po tym, mianowicie w 1864
roku, przez innego mędrca syjońskiego,
niejakiego Maurice (Mośka) Joly’ego, rzekomo
Francuza, a w istocie marrana (Żyda
hiszpańskiego), którego przodkowie kie-dyś
ochrzcili się dla interesu lub z konieczności
życiowych, spokrewnionego z wielu domami
szlachty francuskiej różnego autoramentu
(pokroju) i pochodzenia, nie wyłączając żydowskiego.

Joly, podobnie jak i jego przyjaciel Adolf
Cremieux, mason najwyższych stopni, mimo
chrześcijaństwa, które wyznawał pozornie, a więc
oszukańczo, był Żydem z krwi, kości i wiary. On to
właśnie w 1864 roku napisał głośną swego czasu
książ-kę, pt. „Dialogues aux Enfers entre
Macchiavel et Montesquieu ou la poltique de
Macchiavel aux XIX sieele par un
contemporaine” (Rozmowy Makiawela i
Monteskiusza w piekle, albo polityka makiawelska
w XIX wieku, przez współczesnego), skierowaną
rzekomo przeciwko rządom Napoleona III we
Francji, z którymi jako czynny polityk był w
zatargu, a w istocie będąc technicznym doradcą
uzurpatorów żydowskich, wskazującym im środ-ki
i sposoby, za pomocą których można będzie
osiągnąć i utrzy-mać władzę w swym ręku nad
narodami rdzennymi nawet wbrew ich woli.
Sztuczka, mistyfikacja (oszustwo) Żyda Mośka
Joly’ego udała się znakomicie. Francuzi w książce
jego widzieli najwyż-szego gatunku polityczny
pamflet (utwór złośliwy) całym swym ostrzem
skierowany przeciwko rządom Napoleona III i za
to samo uważał ją także rząd cesarski, a
tymczaseem Żydzi śmieli się w kułak, że im tak
15
15
łatwo udało się wywieść w pole głupich „gojów” i
jawnie pouczać swych współwyznawców o tym, w
jaki sposób i jakimi środkami, „nieznani
naczelnicy” Izraela, zamierzają osiągnąć i
utrzymać władzę „narodu wybranego” nad całym
światem. Nie dość na tym. Doszło nawet do tego,
że wielu Francuzów, jak i cudzoziemców uważało
i uważa jeszcze do dziś dnia Maurice (Mośka)
Joly’ego za wielkiego patriotę francuskiego,
kochającego gorąco (tak!) swój kraj − (jaki? czy
Pale-stynę?), który na próżno, z narażeniem się
cesarzowi, − siedział nawet w więzieniu za swoją
prawdomówność (??) i akcję polityczną! (co za
wzruszające bohaterstwo!) Ostrzegał naród
francuski przed rządami Napoleona III, które
prowadziły Francję do nieuchronnej klęski, co też
nastąpiło w 1870 roku. Tak mó-wił w 1927 roku w
Paryżu na jednym ze swoich wykładów Jean
Izoulet, profesor College de France, o rzekomych
zasługach dla Francji Maurice (Mośka) Joly’ego.
Ale piewca „patriotycznych czynów” Joly’ego
zapomniał widocznie przez „roztargnienie” dodać,
że zarówno Maurice Joly, jak i Adolf Cremieux,
Rotszyld francuski, słynny baron Hirsch, Józef
Reinach, Victor Saint-Paul, Hippolyte Rodrigues,
Jules Oppert (Blowitz) i inni Żydzi przygotowywali
Francji za czasów Napoleona III zgubę, pchając ją
z jednej strony do wojny z Prusakami, wojny, do
prowadzenia której nie była zupełnie
przygotowana, z drugiej zaś strony dokładnie
informując Prusaków o zasobach skarbu
francuskiego, o stanie kraju i jego obrony, o
nastrojach ludności itp. sprawach.
Wprawdzie niesłychanie ciekawe materiały
dowodowe, świad-czące niezbicie o tych
haniebnych czynach Żydów francuskich i
niefrancuskich, których cała masa pętała się
wówczas po Francji, za sprawą Adolfa
Cremieux’ego w dziwny sposób znik-nęły z
francuskiego ministerium spraw zagranicznych,
niemniej jednak o tym wszystkim wiadomym jest
dość dobrze prawdziwym patriotom francuskim.
Ale wracam do tematu.
Zarówno mowa rabina Reichhorna, jak i
„Rozmowy Makiawela z Monteskiuszem w piele”
Joly’ego były jeszcze niedoskonałym żydowskim
programem podboju świata. Ten został należycie
odtworzony i wypracowany, po prostu z
drobiazgową ścisłością dopiero w tzw.
„Protokołach Mędrców Syjonu”, które duchowo,
ideologicznie i stylistycznie łączą się ściśle z
mową rabina Reichhorna i „Rozmowami” Joly’ego,
jako że wypływają z jednego i tego samego źródła
i środowiska, mianowicie − ży-dowskiego. Są więc
bezsprzecznym tworem ducha i mózgu żydowskiego,
czego w żaden sposób zaprzeczyć
nikt nie jest w stanie choć podjęto takie próby.
„Wykłady Mędrca Syjonu” zawierają najnowszy
plan, jaki nam jest znany, podboju świata przez
Żydów.
Mówię „najnowszy plan dlatego”, że zdaniem
moim już od niepamiętnych czasów istnieje wśród
Żydów olbrzymi, gigantyczny wprost, rzekłbym,
maniacki plan podboju całego świata przez „naród
wybrany”. Plan ten, który można by nazwać
olbrzymim, przewrotnym spiskiem Żydów,
wymierzonym przeciwko wszystkim narodom
świata, prawdopodobnie zrodził się już w głowach
pierwszych naczelników plemienia izraelskiego… Z
biegiem czasu zmieniano go stale i
przystosowywano do wymogów chwili życia
bieżącego, czyniąc go tym samym zawszę
praktycznym, zawsze aktualnym. Nawet całe
dotychczasowe dzieje żydostwa są niczym innym,
jak tylko łańcuchem całego szeregu wypadków z
góry opracowanych i przewidzianych w tym planie
przez nieznanych nam, tajemniczych naczelników
żydostwa, którzy też są jego właściwym mózgiem
i władcą.
„Nieznani naczelnicy” nie są nawet znani
samym Żydom, którzy wiedzą tylko to, że tacy
istnieją i że ich nakazom i rozkazom należy być
bezwzględnie posłusznym. Z pośród kogo oni się
rekrutują, kto ich wybiera, czy mianuje
kierownikami i władcami życia zbiorowego
wszystkich Żydów − to jest tajemnicą, którą
dotychczas na próżno starano się zgłębić i
poznać. Wiadomo tylko, że władza i potęga tych
„nieznanych naczelników” − Żydów − jest
nieograniczona; że przed nimi korzyli się nawet
najpotężniejsi królowie żydowscy, jakimi byli
bezsprzecz-nie Dawid i Salomon; że dzisiaj
słuchają ich poleceń i rozkazów także
najwpływowsi i najpotężniejsi finansiści żydowscy,
trzęsący życiem ekonomicznym całego świata.
Przypuszczać tylko można, że są to członkowie
jakiejś tajnej sekty, czy, jak kto woli związku,
założonego z najwybitniejszych i
najwartościowszych głów żydowskich, które też
od niepamiętnych czasów wykreślają drogi życia
„narodu wybranego”.
Wprawdzie nie zawsze wszystko działo się i
dzieje w myśl planów i zamierzeń tych tajnych
kierowników żydostwa, bo narody rdzenne
niejednokrotnie potargały już i w niwecz obróciły
misternie snute plany i projekty żydowskie,
niemniej jednak jest faktem, że nie jedną
kombinację Żydzi zrealizowali w pełnych stu
16
16
procentach. Weźmy dla przykładu żydowską
diasporę. Czym ona jest w istocie? Środkiem
wiodącym Żydów do celu, wymarzonego i
wytkniętego już przed tysiącami lat, a mianowicie
− do opanowania przez Żydów całego świata i
podporządkowania wszystkich narodów władzy i
mocy „narodu wybranego”.
Gdzie należy szukać początków diaspory
żydowskiej, odpowiedzieć trudno. Skłonny jestem
postawić tezę, że właściwie już wędrówka
Abrahama i jego następców ma w sobie wiele
cech późniejszego rozproszenia żydowskiego. Bo
czemże wła-ściwie żyją Żydzi w diasporze?
Pasożytnictwem. Jaką zaś rolę spełniają wśród
narodów rdzennych? Destrukcyjną, niszczącą
szybko ich zdrowe organizmy życia zbiorowego i
indywidualnego. Taką zresztą rolę odgrywali już
kiedyś, przed tysiącami lat. Brak miejsca nie
pozwala mi o tym mówić szerzej. A są to rzeczy
niesłychanie ciekawe i ważne. Ich znajomość
znakomicie ułatwia nam zrozumienie i poznanie
duszy wspóczesnego Ży-da, która bez wielkich
zmian pozostała taką, jaką była kiedyś przed
tysiącami lat.
Za pierwszą historyczną diasporę żydowską,
będącą umyślnym wdarciem się żydostwa do
wnętrza obcego sobie społe-czeństwa dla celów
pasożytniczych i rozkładczych jego zdrowego
organizmu, uważam tzw. „niewolę egipską”. Od
kiedy i jak długo ona trwała określić trudno.
Uczeni co do czasu jej trwa-nia nie są z sobą
zgodni. Faktem jest jednak ustalonym ponad
wszelką wątpliwość, że Żydzi przez kilka wieków
przebywali w Egipcie i że odegrali w jego dziejach
rolę zagadkową, według wszelkich
prawdopodobieństw, niesłychanie szkodliwą dla
pań-stwa i narodu egipskiego.
Wiemy, że z Egiptu Żydzi udali się ponownie
do Palestyny, którą przed kilku wiekami
dobrowolnie opuścili. Udali się głów-nie dlatego, że
widzieli w ponownym jej zamieszkaniu − niezły
interes dla siebie. − Właśnie w tym czasie doszła
ponownie do wielkiego rozkwitu i znaczenia
Mezopotamia. A że to samo działo się i w Egipcie,
przeto Palestyna, jako ziemia, położona pomiędzy
tymi dwoma ogniskami ówczesnej cywilizacji, mianowicie
pomiędzy Egiptem i Mezopotamią,
posiadała wielką wartość, jako kraj tranzytowy,
staje się po prostu krainą zło-tem płynącą, bo
wzmożony ruch handlowo-tranzytowy pomiędzy
Egiptem a Mezopotamią i innymi państwami i
innymi krajami Azji przynosił jej mieszkańcom
olbrzymie zyski i znaczenie na zewnątrz.
Wszystko to zostało dobrze ocenione przez
Żydów, mających wszędzie, jak za naszych
czasów, swoich lu-dzi, którzy donosili im o
wszystkim, co się gdziekolwiek działo.
Pozostawiwszy więc część swoich ziomków dla
kontynuowa-nia dalszego rozkładu państwa
egipskiego, drogą siania w nim fermentu i
eksploatowania jego bogactw, Żydzi pod wodzą
genialnego prawodawcy swego i reformatora
Mojżesza, emigrują z Egiptu i po wielu latach, w
czasie których zdobywali i wyrzynali kolejne
miasta. A po wyczerpaniu się zapasów
mordowano następne. (Ks. Mojżeszowe prawo),
wchodzą do Palestyny. Palestynę zamieszkiwali
wówczas Kananejczycy, których Żydzi w
większości wycięli, a resztę zamienili na
niewolników, pracują-cych na ich korzyść.
Izraelici biblijni byli ludźmi o niesłychanie
dzikich obyczajach i niskiej kulturze zarówno
duchowej, jak i materialnej. A ponieważ
Kananeńczycy posiadali dość wysoką kulturę,
przeto Żydzi przyswoili ją sobie wraz z ich
obyczajami, legendami i opowieściami, które
później sztucznym węzłem powiązali z dziejami
swoich przodków. W jakim celu to uczynili,
domyślić się łatwo, skoro zważy się, że wszystko
to zostało powiązane i ujęte w jednolitą całość
dopiero po ześrodkowaniu kultu religijnego Żydów
w Jerozolimie, tj. po roku 621 przed Chrystusem,
a więc w czasie, kiedy już cele i dążenia żydostwa
zostały wyraźnie sformułowane, kiedy już
„wybraństwo” Żydów i myśl zupełnego
opanowania pod swoją władzę całego świata i
uczynienia zeń rzekomo królestwa Bożego na
ziemi, dostatecznie przeniknęły do szerokich mas
narodu żydowskiego i stały się ich kanonem i
niezłomną wiarą, że to kiedyś nastąpić musi. Tym
planom i dążeniom żydowskim, w których
spełnienie od niepamiętnych czasów wierzą z
sekciarskim uporem z pokolenia na pokolenie
wszyscy Żydzi, zarówno zasymilowani, jak i
postępowi ateiści, zarówno liberalni, jak i
ortodoksyjni chassydzi, trzeba było dać pewne
uzasadnienie, pewną dekorację, które by
motywowały je. I do tego właśnie służą różne
opowieści i legendy, zaczerpnięte z zamierzchłych
dziejów dawnych narodów, zręcznie przy tym
powiązane w jedną całość i przystosowane do
historii Izraela.
W przeprowadzeniu swoich planów jak też i w
utrzymaniu w karbach posłuszeństwa mas
żydowskich „nieznani naczelnicy” Izraela, oprócz
tajemnych sekt i związków, istniejących juź wśród
Żydów w czasie ich pobytu w Egipcie, posługiwali
się tzw. sędziami, jednostkami wybitnymi, później
17
17
prorokami, ludźmi wychowanymi w specjalnych
szkołach prorockich. Prorocy speł-niali przeważnie
rozkazy „nieznanych naczelników” głosząc i
przygotowując wypadki, które, według tajnych
planów, wydarzyć się powinny. Wprawdzie były
wśród proroków jednostki naprawdę od Boga
natchnione, ale takich było mało i przeważnie
prześladowano je, ogół bowiem proroków, a było
ich bardzo wielu, ulegał zawsze „nieznanym
naczelnikom” i speł-niał ich rozkazy. Mówi o tym
nawet bardzo ostrożny i powścią-gliwy w słowach
historyk żydowski Graetz. Pisze on w swej
„Historii Żydów”, że prorok Jezajasz, wiedząc, iż
państwo judzkie nie sprosta walce z Assyrią, do
której parli „nieznani naczelnicy”, chciał się ich
planom przeciwstawić, „chciał przeciw temu
podnieść swój potężny głos, lecz nie było mu
wolno. Naczelnicy rządu zamknęli prorokowi
usta!” (H. Graetz. Historia Żydów, tom 1, str.170).
Na ogół biorąc, opór proroków przeciwko
dążeniom „nieznanych naczelników” Izraela,
którym we wszystkim ulegali wszyscy królowie
żydowscy, był rzadki. Wszyscy prawie im wysługiwali
się. Jako przykład podaję fakt
przygotowania tzw. „niewoli babilońskiej” przez
proroka Ezechiela, za którego sprawą Żydzi
zawiązali spisek w Jerozolimie przeciwko królowi
Nebukaduczarowi, za co zostali potem przez
niego uprowadzeni do Babilonu. W Babilonie
Jezajasz II przepowiada upadek państwa
nowobabilońskiego, któremu zgubę już gotują
„nieznani naczelnicy” Izraela w porozumieniu z
Persami.
Po zdobyciu Babilonu przez Persów nie
wszyscy Żydzi wracają do Palestyny. Wraca ich
niewielka garstka. Reszta na rozkaz „nieznanych
naczelników” pozostaje w rosnącej w coraz
większą potęgę Persji, w celu siania w niej
zamętu i eksploato-wania jej bogactw oraz
przygotowania z kolei upadku tego państwa.
Ponieważ wówczas masy żydowskie zaczęły
powoli wyłamywać się z pod władzy „nieznanych
naczelników” i zachodziła obawa, aby „święte
nasienie” nie wynarodowiło się wśród obcych
społeczeństw, rodzi się więc w Babilonie pomysł
ogrodzenia Zakonu, pomysł, którego realizacja
oddzieliła duchowym murem Żydów od innych
narodów. Na rozkaz „niezna-nych naczelników”
ogrodzenie to przeprowadzili wśród Żydów
Ezdrasz i Nehemiasz.
Po powrocie Żydów do Palestyny z „niewoli
babilońskiej” proroków wśród nich już nie
spotykamy. Okazali się przeżytkiem. Zastąpiono
więc ich „znawcami” Zakonu (Soferim). Oni też
tworzyli najwyższą radę, składającą się z 71
członków, nazywającą się później Synhedrionem,
która na zewnątrz kierowała życiem religijnoduchowym
żydostwa.
Wkrótce potem przychodzi najazd na Azję
Aleksandra Macedońskiego, najazd, na którego
przyjęcie Żydzi są już przygotowani, któremu
drogi sami zresztą wykreślali i przygotowywali i
który miał zapoczątkować w ich dziejach nowy
okres, mianowicie okres żydowskiej ekspansji w
głąb państw i narodów, tworzących olbrzymie
imperium macedońskie, okres ży-dowskiej
diaspory, zakrojonej już na skalę całego
ówczesnego świata cywilizowanego.
Od tego też czasu widzimy, jak Żydzi niczym
ohydne, natrę-tne i wstrętne karaluchy, rozchodzą
się do wszystkich państw śródziemnomorskich,
dążąc wyraźnie do rozkładu moralnego ich
społeczeństw i do osiągnięcia w nich potężnych
wpływów, a nawet władzy…
Tak więc zaczęła się na wielką skalę zakrojona
diaspora ży-dowska, diaspora, połączona z
niesłychanie męczeńskimi scenami i prawdziwą
tragedią mas żydowskich, którym kazano dla
maniackiego celu − dążności do opanowania
całego świata pod władzę Żydów − składać
tysiące, ofiar ze swoich najlepszych synów, ojców,
braci, sióstr i matek. Bo jeśli jakieś państwa czy
narody nie chciały dobrowolnie zgodzić się na
swobodną penetrację Żydów do ich wnętrza,
wówczas drogą krwa-wych wojen, buntów i
prowakacji zmuszano ich do tego. Przecież tylko
dzięki prowakacji Palestyna stała się za
Pompeniusza autonomiczną prowincją rzymską, a
tysiące Żydów, jako niewolników, uprowadzono do
Rzymu, w którym Żydzi, osie-dliwszy się, szybko
osiągneli wielki wpływ na losy państwa rzymskiego.
Uwidoczniło się to już za czasów Cezara, który w
ambitnych dążeniach swych opierał się na
Żydach, atakujących już wówczas coraz wyraźniej
państwo rzymskie od wewnątrz.
Ponieważ istnienie Palestyny, jako
autonomicznej prowincji rzymskiej utrudniało
Żydom penetrację w głąb innych prowin-cji
cesarstwa rzymskiego, przeto znowu drogą
prowokacji Żydzi osiągneli to, że Palestynę
pozbawiono autonomi i uczyniono ją zwykłą
prowincją rzymską. To ostatnie ogromnie ułatwiło
Żydom rozlanie się po całym imperium rzymskim i
dążenie do owładnięcia jego rządami drogą
wpływów gospodarczych, politycznych i
kulturalnych. Jednocześnie Żydzi od wewnątrz
rozkładają moralnie państwo rzymskie i osłabiają
jego siłę i spoistość drogą nieustannych spisków i
18
18
buntów; od zewnątrz zaś podburzają przeciwko
niemu sąsiednie narody, głównie Partów, wśród
których posiadali wielkie wpływy, a z którymi
Rzym był też w ustawicznej wojnie.
Nie koniec na tym. Na polecenie „nieznanych
naczelników” rewolucjoniści żydowscy, tzw. zeloci,
rozpoczynają w tym czasie głosić wszędzie coraz
gwałtowniej hasła mesjańskie wśród Żydów.
Wywołuje to nienawiść religijną, antysemityzm
oraz bunty Żydów przeciwko Rzymowi. Dochodzi
do zburzenia Jerozolimy, co zresztą leżało w
programie „nieznanych naczelników”, którzy w ten
sposób chcieli w masach żydowskich wzbu-dzić
bezgraniczną nienawiść do Rzymu i chęć zemsty
za zniszczenie świątyni. I cel ten osiągnęli. Odtąd
też zguba państwa rzymskiego stała się już
nieunikniona, bo rozproszone po ca-łym imperium
rzymskim masy żydowskie dyszą nienawiścią do
Rzymu i pracują nad jego upadkiem. One też
organizują potem szereg krwawych powstań w
Egipcie, w Cyrenaju, na Cyprze i w Palestynie,
podczas których krwiożerczość żydowska objawiła
się w sposób niesłychany: Żydzi pili kipiącą krew
mordowanych przez siebie Greków i Rzymian lub
żywcem darli z nich skórę.
Powstania te i bunty potężnie wstrząsnęły
imperium rzymskim. A że osłabiano je
równocześnie przez paraliżowanie jego życia
gospodarczego i politycznego, przez rozstrajanie
obyczajów obywateli i przez osadzenie na tronie
cesarskim zjudeizowanych lub judeizujących
cesarzy, nic dziwnego, że Rzym upadł.
Wprawdzie Rzym mogło uratować jeszcze od
upadku chrześcijaństwo, ale Żydzi intrygami
swymi udaremnili wcześniejsze uznanie religii
chrześcijańskiej za religię panującą, państwo-wą.
A tylko tą drogą można było imperium uratować.
Gdy zaś to nastąpiło i zanosiło się na uzdrowienie
państwa, wówczas ukazał się w chrześcijaństwie
arianizm, dziecko mózgu judejskiego, który
ostatecznie udaremnił możność ocalenia Rzymu.
Tak więc, osłabiony duchowo i organizacyjnie
Rzym uległ naporowi barbarzyństwa, a jego
spuściznę i cywilizację uratowało od całkowitej
zagłady tylko chrześcijaństwo, przeciwko któremu
też natychmiast obróciła się cała nienawiść
żydostwa. A było i jest za co nienawidzieć.
Chrześcijaństwo bowiem, głosząc także
mesjanizm i królestwo Boże, ale nie z tego świata,
odebrało Żydom wszystkich pozelitów
(zwolenników Żydów po-śród pogan),
wynoszących miliony, którzy byli całkowicie posłuszni
Żydom i służyli ich celom politycznym.
Chrześcijaństwo więc zniweczyło wówczas plany
opanowania pod władzę „narodu wybranego”
całego świata, co już Żydom wydawało się wtedy
być rzeczą pewną.
Odtąd rozpoczyna się nieubłagana walka
Żydów z chrześcijaństwem i narodami
chrześcijańskimi, walka, która w ciągu ostatnich
15 wieków toczy się ze zmiennym szczęściem.
Przyniosła ona wprawdzie Żydom wiele strat i
klęsk, ale przyniosła także wiele zdobyczy i
triumfów. Powiem nawet, że poniesione straty i
klęski nie tylko są powetowane przez zdobycze i
triumfy Żydów, ale nawet rokują im pewne
zwycięstwo, o ile wszystkie narody nie wystąpią
zgodnie do mądrej, konsekwentnej i nieubłagalnej
walki z nimi.
Jak ta walka jest konieczna i dlaczego ją
należy podjąć jak najwcześniej mówią o tym
najlepiej „Wykłady Mędrców Syjonu”, które z
niesłychanym wprost realizmem, odkrywają nam
plany, cele i dążenia żydowskie oraz pouczają, co
nas czeka w przyszłości, gdy władza nad nami
dostanie się w ręce mściwego, krwiożerczego
Izraela. Czytajmy więc „Wykłady Mędrców
Syjonu” i zastanawiajmy się głęboko nad ich
treścią!!!
„Protokoły Mędrców Syjonu” – Bolesław
Rudzki – 1937 r.
___________________
ZBRODNICZE PLEMIĘ
Motto.
«…Kapitalizm, masoneria i bolszewizm
zmierzają zgodnie do przemiany ludzi w
zorganizowane zwierzęta, używające jak
najszerzej życia, dla których jedyną absolutną
„prawdą” jest byt doczesny…»
Ks Northumberland.
«Koniec wielkiego kapitalizmu europejskiego
jest nieunikniony. I nie wiem, czy warto nad jego
losami płakać. Miał on wielkie zasługi w dziedzinie
materialnej, stworzył w Europie okres
największego dobrobytu, jaki świat widział.
Jednocześnie jednak podkopał te podstawy
moralne, na których opiera się cywilizacja
europejska: rozkłada obyczaje, niszczy rodzinę,
wypłukuje z dusz ludzkich wszelkie wyższe,
szlachetniejsze porywy, osłabia instynkty wiążące
jednostkę z całością społeczną, na miejsce
trwałych więzów naturalnych, usiłuje wytworzyć
sztuczne, nie mające żadnej wartości, wreszcie
niszczy w duszach zdolności do silnej wiary w
19
19
cokolwiek, prócz wiary w pieniądz i użycie…»
Roman Dmowski.
«Gdyby nienawiść i wstręt okazywał Żydom
jeden tylko naród, byłoby to zrozumiałe. Jednakże
Żydzi na tę nienawiść narażeni byli zawsze i od
wszystkich narodów, wśród których żyli. Ponieważ
wrogowie Żydów należeli do najróżniejszych
narodów, narody te żyły w krajach bardzo od
siebie odległych, wyznawały religie inne, miały
inną kulturę i inne prawa, przeto przyczyny
antysemityzmu tkwią w Żydach, a nie w narodach,
wśród których żyją…»
Baruch Lazaire „La antisemitisme”.
W tym sformułowaniu Barucha Lazaire tkwi
głęboka myśl. „Przyzwyczajeni byliśmy do
bezkrytycznego przyjmowania sądów obiegowych,
potocznych o znaczeniu słowa „antysemityzm”.
Nad utrwaleniem tej opini pracuje wytrwale
światowa lewica żydowska, powtarzają ją do
znudzenia historycy żydowscy, przyjmują ją
bezkrytycznie czytelnicy podręczników, książek,
opracowań, gazet. „Tymczasem interpretacja,
wyjaśniająca tę kategorię jako nienawiść do rasy
żydowskiej jest błędna”. Antysemityzm jest
pojęciem takim, jak antykomunizm.
Być antykomunistą nie oznacza wcale, że
nienawidzi się każdego człowieka, który tkwi
formalnie w strukturze komunistycznej. Jest to
tylko wyraz postawy wobec pewnej idei, wrogiej
człowieczeństwu, wolności i godności człowieka.
Tak samo antysemityzm nie jest stosunkiem
otoczenia do każdego bez wyjątku Żyda, ale do
idei, których ten Żyd jest nośnikiem. Szczególnie
Polacy mogą poszczycić się tym, że w
Rzeczypospolitej nigdy nie było nienawiści
rasowej, a dowodem tego może być cała nasza
historia (zresztą Żydzi nie są wcale rasą − vide:
Moryc Iudt „Żydzi jako rasa fizyczna” 1902 r.).
Celem tej pracy jest odkłamanie stosunków
polsko-żydow-skich i pokazanie roli, jaką odegrali
Żydzi w przełomowych chwilach naszych dziejów.
Panuje wśród nas stereotyp Berka Joselewicza
czy Jankiela z „Pana Tadeusza”, tymczasem
rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Dawna przedrozbiorowa Rzeczpospolita była z
dzisiejszego punktu widzenia państwem
wyjątkowym w Europie. Brak jaskrawego
feudalizmu na ziemiach polskich, silne poczucie
na-rodowe już od XIII − XIV wieku olbrzymie
przywileje obywateli − przede wszystko słynne
„neminem captivabimus nisi iure victum” z
1430 r. − rękojmia osobistej wolności, 1573 r. Konfederacja
Warszawska, potwierdzająca całkowitą i
faktyczną wolność religijną wszystkich obywateli
wówczas, gdy w Europie szalały wojny religijne,
wreszcie zasada unijna, całkowicie polski wytwór
ustrojowy, prawdziwie chrześcijański, zakładający
łączenie na zasadzie dobrowolności i autonomi, a
nie wchłaniania i redukcji, to są elementy różniące
całkowicie kul-turę polską od innych cywilizacji
chrześcijańskiej.
Bardzo ważną cechą była duma z posiadanej
wolności i skłonność do dzielenia się nią z
każdym, kto pragnął być poddanym polskiego
króla. Nic więc dziwnego, że gwałtowny wzrost
terytorialny odbywał się drogą pokojowych, a nie
wojennych podbojów, a wojen napastniczych nie
prowadziliśmy. Mowę polską przyjmowali
stopniowo wszyscy ludzie wolni, zamieszkujący
Rzeczpospolitą − od Litwinów i Rusinów, aż po
Ormian i Tatarów − a w miastach szybko
postępowała polonizacja napływowych Niemców.
Stopniowo mowa i kultura polska przekraczały
granice polityczne do tego stopnia, że język polski
stał się językiem urzędowym kancelarii chana
krymskiego, a na dworze moskiewskim w XVII w.
kultura polska była tym, czym francuska dla
Europy XVIII wieku. Ba, jeszcze na początku XIX
w. − Odessa − która nigdy nie była miastem
polskim, mó-wiła po polsku.
Nic więc dziwnego, że do polski i polskości
lgnęły kraje przy-ległe. Unie z Litwą, Mazowszem,
Prusami Królewskimi, Inflantami, Kurlandię − były
wynikiem nie tylko obaw przed pruskim czy
moskiewskim podbojem, lecz przede wszystkim
dążeniem do zachowania i rozszerzania swobód,
samorządu i zapewnienia tolerancji, a właściwie
wolności religijnej.
Była jeszcze jedna rzecz, o której często dziś
zapominamy, czy zgoła nie wiemy nic − nasz
stosunek do Żydów. Stanowili oni w
Rzeczypospolitej znaczny liczebnie i ekonomicznie
żywioł, całkowicie odrębny obyczajowo, religijnie i
politycznie. Ich na-pływ do Polski rozpoczął się już
od XIII wieku, po licznych pogromach na
zachodzie i wypędzeniu ich z Francji, Anglii,
Hiszpani, Portugalii czy Niemiec. Podczas gdy w
Europie ponad sto razy spalono uroczyście
Talmud, my kierowaliśmy się dosłowną miłością
bliźniego. Ciągneli więc masowo do Polski, gdzie
uzyskali odrębność prawną, podatkową i
sądowniczą. Szybko też narodziło się pojęcie w
szerszej opini europejskiej, a także wśród Żydów,
że Polska to „asilium judeorum” − czyli azyl dla
Ży-dów.
I nie było w tym żadnej przesady. Pierwszy akt
20
20
prawny, ustalający ich byt, to „Statuta
Judeorum” z 1264 roku, wydany przez księcia
kaliskiego, Bolesława Pobożnego. Przywilej ten
pozwalał ściągać Żydom lichwę, choć
chrześcijanom było to za-kazane (jako
ciekawostkę warto podać 31-wszy punkt
przywileju:
«Według ustaw papieskich imieniem Ojca
naszego świętego srogo rozkazujemy, aby na
potym żadni żydowie, którzy są w państwie
naszem, nie byli winowani, żeby używać mieli
krwi ludzkiej, gdyż według rozkazania zakonu
od wszelkiej krwi wstrzymywają się wszyscy
żydowie. Ale jeżeli który Żyd o zabicie którego
dziecięcia chrześcijańskiego będzie obwinion,
ma być pokonan trzema chrześcijany i trzema
Żydy ; a gdy będzie pokonan, tedy tylko ma
być karan winą, która zwykła naśladować za
takim uczynkiem dopuszczonym…).»
„Statuta Iudeorum” rozszerzony został przez
Kazimierza Wielkiego w 1334 roku na całe
państwo, a następnie potwierdzał go każdy
kolejny władca, ostatni raz w 1765 roku Stanisław
August.
Od XVI wieku działał na ziemiach
Rzeczypospolitej tzw. Con-gressus Iudaicus
(sejm żydowski), oraz sejmiki ziemskie, tzw.
waady. W ich kompetencji leżała całość
problematyki wewnętrznej społeczności żydowskiej
− administracja, oświata, podatki, zagadnienia
gospodarcze i religijne oraz sądownictwo.
Dopuszczano Żydów do wysokich godności,
często nawet bez formalnego przejścia na wiarę
chrześcijańską (np. w XVI wieku Salomon
Ezofowicz był podskarbim litewskim, a jego brat
Michał − podskarbim koronnym). W 1534 roku
wydrukowano w Polsce pierwszą rzecz w języku
jidysz.
Konstytucja z roku 1567 głosiła „Żydzi zaś
obojga płci, nawróceni do wiary chrześcijańskiej,
otrzymują przywileje szlacheckie wraz z ich
potomstwem”.
Wydawało się więc, że ten bezpaństwowy,
wszędzie prześladowany naród znalazł wreszcie
miejsce, gdzie będzie się mógł normalnie
rozwijać. Stworzono mu w tym celu wszelkie
możli-we warunki, a nawet wyróżniono go (punkt
10-ty „Statuta Indeorum” mówił, że «Jeżeli
chrześcijanin Żyda zabije, słusznym sądem
niech będzie karan i wszystkie dobra jego
ruchome i nieruchome w naszą moc niech
przepadną» − tymczasem majątek Ży-da
mordercy nie ulegał konfiskacie!)
Ludność żydowska w Polsce nie asymilowała
się jednak, przeciwnie, dzięki uzyskanym
przywilejom, szczelnie odgrodziła się od
społeczności polskiej i zamknęła się zgodnie z
przepisami Talmudu w swej szerokiej autonomi.
Wprawdzie brak asymilacji i odgradzanie się
Żydów od „gojów” (pogan) nie był naganny, ale
zawierał na przyszłość niebezpieczeństwo
odśrodkowych działań.
Mimo rozszerzania przywilejów i autonomi
narastała stopniowo w Rzeczypospolitej
powszechna niechęć do przybyszów, którzy
tymczasem całkowicie zadomowili się i ściągali
masowo swoich ziomków.
Niechęć ta nie była irracjonalna, wewnętrzna,
gdyż nie dopuszczono by do stworzenia „państwa
w państwie” − państwa żydowskiego w państwie
polskim. Powstawała ona w trakcie poznawania
przybyszów, ich etyki, religii, uczynków, kultu pieniądza
i zdobywania go za wszelką cenę, ale
przede wszystkim spowodowana była stosunkiem
Żydów do chrystianizmu.
Talmud:
„Szukać u Żyda poczucia prawa i uczciwości
znaczy to samo, co szukać dziewictwa u starej
…nierządnicy”
Manawi al-Maulid.
Czym jest właściwie Talmud? Graetz w „Historii
Żydów” Warszawa 1929 r. (t.v. str.27) mówi
wprost: „Talmud stał się wyłącznym autorytetem
w łonie żydostwa i wyparł niemal Biblię z
świadomości narodu”. W „Wielkiej Literaturze
Powszechnej” Warszawa 1930 r. (T.I. str. 331)
inny Żyd mówi: „Talmud jest właściwie kodeksem
kanonicznym, karnym i cywilnym, zbiorem ustaw
dotyczących życia obrzędowego, rodzinnego i
osobistego”.
Jest to definicja kapitalna, bowiem według słów
rabinów, w Talmudzie „na każdy moment życia
jest przepis”.
Oto niektóre z tych „przepisów”:
«Najlepszego z gojów zabij» (Soferim XV &
10).
«Jeżeli goj zabił goja lub Żyda, to odpowiada,
a jeżeli Żyd zabił goja, to nie odpowiada»
(Tosefta, Aboda Zara VIII, 5).
«Majętności gojów są jako pustynia, kto je
pierwszy zajął, pierwszy ma do nich prawo»
(Baba Batra 546).
«Jeżeli nieŻyd, któremu Żyd był dłużny, umarł,
a spadkobiercy jego o tym długu nie wiedzą, Żyd
21
21
płacić nie potrzebuje» (Choszen Hamiszpat &
283 art. 1).
«Można powiedzieć, wszelki ślub, który
uczynię, niechaj będzie unieważniony, lecz
powinien on pamiętać podczas ślubu» (Miszna,
Nedarim III, 1).
Modlitwa Szefot:
„Wylej twoją zawziętość na gojów, którzy cię nie
znają, na królestwa, które imienia twego nie
używają, oni bowiem połknęli Jakuba i spustoszyli
jego siedzibę. Wylej na nich twoją złość, a żar
twojego gniewu niech ich dosięgnie. Prześladuj
ich swoim gniewem i wyniszcz ich pod niebem
Bożym”.
Dla pobożnych Żydów Talmud jest księgą
świętą i „uczył Żydów życzliwości i uczynności dla
narodów współzamieszkałych” jak twierdzi
Samson R. Hirsch. Talmud według Hirscha jest
je-dynym źródłem, z którego żydostwo wypłynęło,
jest gruntem, na którym żydostwo istnieje i jest
duszą żywiącą, która żydostwo kształtuje i
utrzymuje.
Zastanawia nas fakt, dlaczego Talmud nie jest
dostępny dla szerokich rzesz czytelników,
dlaczego nie jest tłumaczony, roz-powszechniany,
oceniany − tak jak to się dzieje z Biblią…
Odpowiedź znajduje się prawdopodobnie w
samym Talmudzie, „Traktacie Sanhendryn”
(59a): „goj studiujący zakon winien jest śmierci”!
Do dziś aktualne są słowa świętego Justyna (II
wiek po Chry-stusie). „Zamiast żałować
zabójstwa, popełnionego na Chrystu-sie,
nienawidzicie nas, którzy przez Niego wierzymy w
Boga, Oj-ca wszystkich stworzeń, zabijacie nas, o
ile macie tylko sposobność, ciągle przeklinacie
Chrystusa i Jego wyznawców, pod-czas gdy my
modlimy się za was i za wszystkich ludzi”. („Cialogus
cum Tryphone Iudaeo”, roz. 133).
Żydzi w dawnej Polsce:
Nie znaczy to, że chrześcijanie w Polsce nie mieli
rozeznania co do natury żydowskiej. Punkt 24-ty,
„Statuta Iudeorum” mówił: „Chcemy, aby żaden w
domu żydowskim nie stawał”. Kazimierz Wielki,
obok wydawanych przywilejów ostrzegał
jednocześnie ludność chrześcijańską (1343 rok),
że są oni „prawdzi-wymi nieprzyjaciółmi naszej
wiary chrześcijańskiej” i dalej, że „cel żydowskiej
przewrotności do tego zmierza, aby dobra i majętności
chrześcijan zawsze uszczuplać i
wydrzeć”. „Nie chcemy, aby ktokolwiek był w
domu Żyda gościem”.
Władysław Jagiełło w Statucie Krakowskim z
roku 1420, mó-wi o nich następująco: „Przewrotna
perfidia żydowska zawsze była i jest przeciwna i
wroga dla chrześcijan i nie tylko co do wiary i co
do ciała, ale także najsilniej zmierza do
rozdrapywania posiadłości i przywłaszczenia
majętności”.
W roku 1423, nawet zakazał, „aby Żydzi
pieniędzy chrześcijanom nie pożyczali na kartę i
prowizję pod przepadkiem”. Dalej poszedł
Zygmunt I w roku 1538, mówiąc „Postanawiamy,
aby nienaruszenie zachowywano, że Żydzi nie
powinni być i nie mogą być wyznaczeni na
jakiekolwiek cła, uważamy to za niegodne i
przeciwne prawu Bożemu, aby tego rodzaju ludzie
mogli wśród chrześcijan używać jakichkolwiek
zaszczytów lub sprawować urzędy”.
Zygmunt I w 1527 roku, na prośbę mieszczan
warszawskich wypędził Żydów z przyszłej stolicy
Polski, co zostało utrzymane w mocy aż do
rozbiorów. Ale wypędzono ich nie tylko z
Warszawy. W roku 1407 z Krakowa, w 1547 z
Rawy, za zabójstwo dziecka, a następnie z
Pułtuska. W roku 1572 Zygmunt II August skazał
Żydów na karę 100.000 zł za fałszowanie monety
bitej m. in. z kradzionych sreber kościelnych. W
roku 1566 wygnani zostali z Urzędowa, w roku
1578 z Kościana, w roku 1600 z Bochni za
świętokradztwo, a także z Sącza, Biecza i Ujścia.
W roku 1610 wygnano ich za zabicie dziecka ze
Staszowa.
W szybkim tempie narastała więc kwestia
żydowska. Seba-stian Klonowicz (1551-1602)
sędzia w Lublinie do spraw żydo-wskich w swym
dziele „Victoria Deorum” (cyt. za T. Jeske-Choińskim
„Historia Żydów w Polsce” 1919 r. str.
119) mówi o nich następująco:
„Żyd lichwą ciąży wielkim miastom, dziwnemi
siły dobija się podług zysku. Przedaje wszystko:
handluje wodą, handluje powietrzem, handluje
pokojem, frymarczy przedajnym prawem. A
wszędzie, gdzie się z handlem wciśnie, przymili
się panującym, aby zarzucić sieci zwykłego sobie
obłowu. Szarpią go i obdzierają urzędnicy, ale on
ich nawzajem, bo nikt, celnik nawet, nie ustrzeże
się jego fortelów − tak wszystkich nawet nagle
może oślepić złoto. Otóż to Abrahama podobno
jedyne potomstwo, naśladujące święte i
sprawiedliwe obyczaje przodków”.
Żyd stając do zawodu z chrześcijańskimi
kupcami, których obowiązywała tak ściśle
wówczas przestrzegana etyka, byli w stanie
przetrzymać wszelką konkurencję i wyjść z niej
22
22
zwycięsko.
Trafnie ocenił to W. Sombart („Żydzi i życie
gospodarcze” Wa-wa. 1913 r. str. 240):
(Gdy w Europie przyjmował się powoli zwyczaj
pożyczania pieniędzy na procent, inne było
położenie pobożnego chrześcijanina i pobożnego
Żyda). „Kiedy pobożny chrześcijanin, trapiony na
łożu śmierci wyrzutami sumienia, żałuje, że
zajmował się lichwą” i przed zgonem jeszcze
gotów jest wyzbyć się swego majątku, jako
zdobytego w nieuczciwy sposób i ciążącego na
jego duszy; „pobożny Żyd pod koniec swego życia
przygląda się z uśmiechem pełnym skrzyniom i
kufrom, gdzie leżą cekiny, wyłudzone od ubogich
chrześcijan lub mahometan. Widok ten raduje
pobożne serce, bo każdy grosz procentu był
prawie ofiarą, składaną Bogu”.
Chrześcijanin chcąc bogacić się, tak jak Żyd,
musi iść na przekór swej etyce, ale Żyd zbiera
lichwę „w imię Boże”. Im pobożniejszy Żyd, im
lepiej znał swe pisma religijne (Talmud), tym
więcej czerpał podniety dla zysków z nauk swej
wiary. Szybko opanowywali handel krajowy i
uważali, że nikt nie ma takiego prawa, jak oni
zajmowania się nim. Miasta stawały się jedynym
rynkiem zbytu przemysłu rolnego, a Żydzi stali się
jedynymi pośrednikami pomiędzy miastem a
szlachtą, reprezentującą polską wieś i rolnictwo.
Ponieważ byli właściwie jedynymi odbiorcami
towarów wiejskich, pozostawali w bezustannej
styczności z dworem, i stawali się z czasem
powiernikami szlachty, gdyż ta oddawała im
pacht, czy też inne zajęcia. Powstało stąd
sarkastyczne wyrażenie, że „szlachcic bez Żyda
obejść się nie może”.
Głos w sprawie żydowskiej zabierali papieże.
Oto fragmenty Bulli Piusa V z 26. II. 1567
roku. „Hebraeorum Gens”:
«Naród żydowski, natchniony Boskiemi
słowami, uczestniczący w niebieskich
tajemnicach, później wskutek swojej
niewierności wzgardzony i zaniedbany,
zasłużył na odrzucenie (…)
Lecz pobożność chrześcijańska, litując się
nad tem fatalnem jego położeniem pozwoliła
mu dosyć w ludzki sposób przebywać u
siebie, aby patrząc na niego, pamięć męki
Pańskiej u wiernych przewijała się częściej
przed oczyma, a zarazem, aby przykładami,
nauką, upomnieniami, zachęcić raczej do
wymiany zdań i zbawienia, które ma nastąpić
dla resztek Izraela, jak przepowiedzieli
Prorocy, od czego oddalałby się ten naród
coraz więcej, gdyby wyrzucony został z
siedzib chrześcijańskich, do tych narodów,
które nie znają Chrystusa.
Niegodziwość jednak tego narodu
uzbrojona najgorszymi wszelkiego rodzaju
sposobami do tego doszła, iż zagraża
wspólnemu naszemu dobru. Sile jednak tak
wielkiej choroby należy zapobiec szybkim
środkiem zaradczym.
Albowiem jeśli dopuścimy tak liczne
rodzaje lichwy, przez którą Żydzi wszędzie
niszczyli majątki biednych chrześcijan,
uważamy, że dostatecznie jasną jest rzeczą, iż
oni przechowują złodziei, bandytów i są ich
wspólnikami, starają się przez nich rzeczy
pochwycone i skradzione, nie tylko świeckie,
ale i do służby Bożej służące, aby nie były
rozeznane, na jakiś czas ukryć, albo przenieść
na inne miejsce albo wogóle przerobić.
Bardzo wielu również Żydów pod pozorem
załatwiania różnych interesów, chodząc do
domów uczciwych kobiet, sprowadza liczne
do domów nierządu; co zaś ze wszystkiego
najzgubniejszym jest, to że oddani
przepowiadaniom rzeczy przyszłych, czarom,
magicznym zabobonom i oszustwom,
naprowadzają do szatańskiego kuglarstwa
bardzo wielu nieostrożnych i słabych, którzy
wierzą w przepowiadanie rzeczy przyszłych,
wyjawianie kradzieży, skarbów, i rzeczy
ukrytych, że nadto można poznać wiele
rzeczy, których badanie nawet niedozwolone
jest wielu śmiertelnikom.
Wreszcie poznaliśmy dostatecznie i
zbadali, jak nienawistnie odnosi się ten
przewrotny rodzaj do Imienia Chrystusa, jak
jest nieprzyjaznym dla wszystkich, którzy
zaliczają się do tego imienia, jakimi wreszcie
podstępami czychają na ich życie (…)»
Bulla Klemensa VIII z 3. IV. 1593 r.
(fragmenty), „Cum Haebreorum Malitia”:
«Kiedy złość żydowska wymyśla od dnia
do dnia nowe zdrady i jawnie ogłasza w
zgubnych dziełach, bezbożnych książkach,
zupełnie potępionych, napisanych zaś już to
w starożytności, już też świeżo. My za
przykładem poprzedników naszych (…)
potępiających bezbożny Talmud i pokrewne
dzieła, zakazujemy na wieki, aby Żydzi w
żaden sposób nie odważyli się, nie próbowali
czytać, mieć, albo przechowywać, kupować
lub sprzedawać albo rozszerzać jakiejkolwiek
23
23
książki i kodeksy bezbożnego Talmudu często
potępianego i zabronionego przez naszych
poprzedników, tak samo komentarze, traktaty,
dzieła i pisma czy to w języku hebrajskim, czy
w jakim innym dotąd napisane czy
tłumaczone, wydane, drukowane (…)
zawierające ubocznie czy wprost herezje (…)
lub też obelgi i bezbożnictwo i bluźnierstwa
przeciw Bogu (…) i przeciw wiernym
Chrystusowym (…) w których to książkach
podane są bezwstydne i rozpustne
opowiadania (…)»
Tymczasem Żydzi wzrastali ekonomicznie i
liczebnie, a wszelkie próby prawnego ograniczenia
ich metod zdobywania majątku upadały.
Przyczyną tego stanu rzeczy było stanowisko
Sejmów i Sejmików ziemsko-szlacheckich, które
w tych sprawach były dziwne, egoistyczne i
interes prywatny (swych związków z Żydami)
stawiały ponad dobro publiczne, ponad dobro
skrępowanego mieszczanina polskiego czy
wyzyskiwanego chłopa. Ale przecież nic nie dzieje
się samo przez się. Otóż kapitalnym źródłem do
studiowania wpływu Żydów na stosunki polityczne
w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej może być
artykuł Izzaka Lewina pt. „Udział Żydów w
wyborach sejmowych w dawnej Polsce” −
opublikowany w „Miesięczniku Żydowskim”, Wawa
1932 r., styczeń, strony 46-65. „…niepodobna
mówić o stosunkach polsko-żydowskich w dawnej
Rzeczypospolitej, a pominąć sztadlanów.
(Sztadlan − urzędnik d/s przekupstwa, wybierany
przez kahał raz na kilka lat). Doszło bowiem do
tego, że rozpowszechniło się w Polsce
mniemanie: „Kto o Żydach dobrze mówi, jest już
przekupiony; kto na nich wygaduje − chce nim
dopiero zostać. Pierwszych i drugich było sporo. A
wskutek tego wydatki nieustannie rosły”.
„…Na wybór posłów poniekąd i pośrednio na
obrady sejmu wpływali niekiedy − Żydzi (…) W
dobie saskiej, kiedy zresztą na kilkadziesiąt
zwołanych sejmów doszło do skutku zaledwie 5,
postronne te wpływy wzięły już całkiem górę. Co
więcej nawet bezpośrednio brali udział w
obradach sejmowych ludzie wcale do tego
nieuprawnieni (…) W takich warunkach nie wyda
się już dziwne liberum veto, wstrzymywanie
activitatis i inne zwyczaje, które wyryły swe
piętno na dawnym sejmie polskim. Czyż więc przy
tym procederze trudno było zainteresowanym
osobom postronnym znaleźć sobie odpowiedni
wpływ?
Podobnie łatwo można było wpłynąć i na wybór
posłów, dając im zobowiązujące instrukcje, do
których spełnienia zobowiązywali się posłowie pod
przysięgą.
Wiedzieli o tym dobrze Żydzi polscy, że
instrukcje poselskie ważyły mocno na sali obrad
sejmowych (…) Wiedzieli dalej, że każdy poseł
może odegrać ważną rolę i że należy wytężyć siły,
aby na sejm pojechali deputaci, dobrze wobec
Żydów usposobieni. Wszczynali tedy energiczne
starania w tym kierunku i brali w ten sposób
czynny udział w wyborach sejmowych”. W czym
się te starania objawiały było dotychczas
tajemnicą kilku, niewyczerpanych zresztą zapisek
w starych pinaksach {protokołach} hebrajskich
(…)
„Droga to zresztą była jedyna, która wiodła do
celu. Jeżeli chciało się istotnie przychylnie
usposobić dla jakiejś sprawy posłów czy innych
dygnitarzy w dawnej Polsce, to najbardziej i
najniezawodniej można to było uskutecznić −
podarunkami. Ten argument przemawiał do
przekonania, był więc stale w użyciu i wykazywał
tendencje do ciągłego wzrostu na wadze i
pojemności”.
Dalej pisze Lewin o sztadlanach, że „byli oni
pomostem, przez który przedostawały się
dezyderaty żydowskie na zewnątrz: z drugiej zaś
strony komunikowali Żydom, co ich ze strony
włodarzy państwa czeka. Oni byli tymi, którzy w
imieniu Żydów nawiązywali kontakt z
najrozmaitszymi czynnikami polskimi. Sztadlanem
był, krótko mówiąc, każdy, kto występował na
zewnątrz w imieniu Żydów. Jasne jest, że na
sejmikach szlacheckich bronili interesów
żydowskich − sztadlani”.
Na potwierdzenie tych wywodów Lewin
przytacza kilka pinaksów − protokołów
hebrajskich z XVII w.
Uchwała delegatów kahałów: brzeskiego,
grodzkiego i pińskiego z 1623 r. Brześć
Litewski.
„Odnośnie do wszystkich trzech gmin
naczelnych, winni są przełożeni tychże gmin,
powinni stać na straży podczas zbierania się
sejmików przed sejmem, dowiadywać się i
uważać, żeby (…) nie ustanowiły czego nowego,
co by nam było bolesnym kolcem. Wydatki, jakie
powstaną, zapłaci każda gmina z jej okręgiem
(…) A jeżeli się okaże, że jakaś gmina nie stała
na straży i nie stanowiła swych sztadlanów na
sejmikach, zostanie ona ukarana grzywną stu
czerwonych złotych…”
24
24
Pinaks z 1628 r.
„Na trzy albo na cztery tygodnie przed
sejmikiem powinni przełożeni krajowi w każdej
wielkiej rezydencji rozsyłać pisemne wezwania, do
przybywających w pobliżu zebrania się sejmiku
mężów, by czuwali, ażeby broń Boże nie
postanowiono czegoś nowego i by zaradzili,
czemu się jeszcze da zaradzić, Posłom zaś do
sejmu, którzy zostaną wybrani, należy złożyć
podarunki i prosić ich, aby nam byli na sejmie
przychylni”.
Pinaks gm. poznańskiej z 1646 r. − w
sprawie obniżki podatków, płaconych przez
Żydów.
„Wszyscy sztadlani, zarówno z gminy naszej,
jak i z okręgu, czynili heroiczne wysiłki, by tę
rzecz unicestwić. I Pan Bóg im dopomógł, że
starania ich zostały uwieńczone z pomyślnym
skutkiem. Ale ich dobrodziejstwo nie jest
kompletne: postanowili (na sejmie), aby ściągnąć
podymne − 45 kwot podymnego − i nie pomogły
żadne skarby, by unicestwić podymne”.
Natomiast zjazd gmin żydowskich w Chomsku
w roku 1691 uchwalił, że wśród delegatów na
Sejm powinni znajdować się przynajmniej dwaj,
którzy by potrafili stanąć w pałacu króla i
dygnitarzy, pozostali zaś mają być mądrzy,
roztropni i światli.
Musimy prz tym pamiętać, że wiek XVII − to
okres nieustannych wojen obronnych,
prowadzonych przez Rzeczypospolitą ze
Szwedami, Moskwą, Turcją, Tatarami,
Siedmiogrodem, Kozakami. Gdy wydatki stale
rosły, skarb świecił pustką, kraj w czasie Potopu
został zruinowany. I właśnie w tym czasie Żydzi
potrafili osiągnąć obniżanie podatków − i tak
niezbyt wysokich. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że
jednocześnie szlachta potrafiła cały ciężar
podatkowy przerzucić na chłopów i polskie
mieszczaństwo − które prawa głosu w sejmie nie
miało – to jawi nam się podstawowa przyczyna
upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej. Szlachta,
zainteresowana w powiększaniu majątków drogą
handlu, w którym pośrednikami byli Żydzi,
wyniszcza-jący tego samego szlachcica lichwą.
Przekupna szlachta, nie potrafiła zdobyć się na
reformę ustroju państwa, ani polityczną, ani
ekonomiczną. Przecież to w 1652 r. po raz
pierwszy w Sejmie zagrzmiało złowrogie „liberum
veto”, choć dopuszczone było już 150 lat
przedtem. Gdzie wkradła się korupcja, upadały
stosunki publiczne.
W 1658 roku na Sejmie próbowano zająć się
sprawą Żydów za ich masowe sprzyjanie
Szwedom w czasie Potopu. {W 1656 r. Stefan
Czarniecki za otwartą zdradę kazał ich wyciąć w
San-domierzu}. Sejm ten zdołał jedynie wypędzić
za zdradę arian polskich, ale próby wypędzenia
Żydów nie dały wyniku. Zadziałali sztadlani…
Uczciwa opinia publiczna była właściwie
bezbronna, mogła swe obawy wyrażać jedynie −
słowem.
Ks. Stefan Żuchowski w swej pracy „Proces
kryminalny” (…) o niewinne dziecię (…) okrutnie od
Żydów zamordowane (1713 r.) pisał:
„Ledwie nie z całej Europy rugowani do nas
jako do raju przyszli, bo to już w przysłowie
poszło: Polska jest czyścem dla księży,
piekłem dla wieśniaków, rajem dla Żydów. Ale
te jaszczurki czas by i Polakom z zanadrza
wyrzucić…”
O. Gaudenty Pikulski „Złość żydowska” Lwów
1758 r.
„… Jeśli według zdania cudzoziemca Polska
jest piekłem wieśniaków − to Żydzi ze stroju i
funkcji swojej, jak czarni diabli w tym piekle na
arandach i karczmach dopiekają ubogich
wieśniaków… (str. 457).
Jedyną właściwie siłą która wówczas
dostrzegała w całej pełni niebezpieczeństwo
żydowskie, i brała lud chrześcijański pod swą
moralną opiekę, był Kościół katolicki.
Uchwały Synodów i Listy pasterskie (które
podaje w swej pracy ks. dr Morawski „Stanowisko
Kościoła wobec niebezpieczeństwa żydowskiego
w dawnej Polsce”) są w swej wymowie
wstrząsające.
Synod prowincjonalny w Piotrkowie −
Episkopatu Polski w 1542 r.
− … W memoriale do Zygmunta Starego
zwracał się z prośbą, „aby pomnąć na wielkie
szkody i straty, jakie dzieją się Kościołowi i
chrześcijańskiej ludności w całym państwie
polskim z powodu przyjmowania na jego
terytorium tak wielkiej liczby przewrotnych i
bezbożnych Żydów, wypędzonych z są-siednich i
innych krajów, zamknął całkowicie dostęp i
napływ Żydów do Polski, zmniejszył i ograniczył
25
25
ich liczbę w całym państwie”.
Synod warszawski w 1561 r.
− … Prosił Zygmunta Augusta „by Żydów nie
naznaczano na urzędy publiczne, kierownicze i do
poboru cła, jak się to dzieje, niestety, w wielu
miejscowościach Polski”.
Synod chełmski w 1604 r.
„Obrzydliwa przewrotność Żydów zarówno w
diecezji chełmskiej, jak i całej Rzeczypospolitej
doszła już do tego zuchwalstwa i bezczelności, że
Żydzi górują nad chrześcijanami nie tylko
wszelkiego rodzaju handlem, ale nadto panują
nad ludem chrześcijańskim, nad nim się coraz
bardziej srożą i znęcają, zajmując podstępnie w
posiadanie czy to w dzierżawę majątki i dobra
ziemskie. Wobec takiej przewrotności żydowskiej
wszyscy wierni katolicy, pomni na
odpowiedzialność przed Bogiem na sądzie,
powinni zerwać wszelkie stosunki z Żydami, nie
popierać ich wcale i ze wszystkich sił powściągać
ich niegodziwość”.
Synod poznański w 1642 r.
„Nie można już dalej tolerować wzmagającego
się z dniem każdym zuchwalstwa Żydów, którzy
nie tylko przez zajmowanie się handlem i
rzemiosłem pozbawiają chrześcijan środków do
życia ale nadto okazują się najbardziej
nienawistnymi wrogami religii chrześcijańskiej,
gdyż z pogardy dla praw kościelnych poniżają
niedzielę i święta katolickie, wykonując w te dni
zakazane prace i handel”.
Synod płocki w 1643 r.
„Słuszną jest rzeczą i zgodną ze świętymi
kanonami, ażeby chrześcijanie całkowicie zerwali
z Żydami”.
Synod wileński w 1685 r.
„Żydzi z pogardy i nienawiści do religii
chrześcijańskiej sze-rzą wszędzie zepsucie,
bezbożność, i zgorszenie wśród chrześcijan”.
„… Niewiasty chrześcijańskie, będące (…)
karmicielkami dzieci żydowskich, uwodzone są
przez Żydów, za umówioną cenę pieniężną do
strasznych zbrodni, do pijaństwa i rozpusty, i o
zgrozo, do wydawania im własnych dzieci,
zabijanych następnie okrutnie przez Żydów dla
celów rytualnych, jak to już niejednokrotnie w
poprzednich czasach zdarzało się,o czem poucza
historia”.
Synod poznański w 1720 r.
„Przewrotny naród żydowski, prastarą
nienawiścią do Zbawiciela Naszego i zawsze
najwięcej wrogo usposobiony do chrześcijaństwa, im
bardziej krępowany jest prawem kanonicznym i
prawem cywilnym, tym więcej rości sobie urojenia,
że mu wszystko wolno, opierając się na protekcjach,
pogardza wszystkim i nie pozostawia niczego
nienaruszonym. Nie tylko niesprawiedliwą lichwą
doprowadza ludność do zubożenia, lecz okrada
chytrze skarb państwa na cłach wszelkiego rodzaju,
miesza się do sprzedaży kosztowności, do handlu
mięsem i artykułami spożywczymi, napojami
alkoholowymi, do arend i dzierżawienia browarów,
gorzelni gospod i zajazdów, karczem a nawet
niekiedy i do posiadłości ziemskich. Utrudniają
katolikom sposób do życia i przywłaszczają sobie
nad nimi władzę…
„… Żydzi, ten wróg największy, cieszą się wielką
protekcją możnych…”
Synod przemyski w 1723 r.
„Żydzi ten gad jadowity, ci wygnańcy
palestyńscy, którzy już zalali całą Ruś i szerzą się
z krzywdy i wyzysku chrześcijan, pełni pychy,
nienawiści i chytrości, stawiają sobie za główny
cel swej przewrotnej działalności: podstęp zbrodnie
i wszelkiego rodzaju występki, bluźnierstwa,
zniewagi i wyszydzanie Tajemnic Wiary naszej św.
Jakże nad wyraz bolesną jest rzeczą, iż wielu
spośród polskich magnatów i szlachty popiera
Żydów, dając im łatwiejszy do siebie dostęp,
aniżeli katolikom, łudząc się nadzieją przy-szłych
zysków i pożyczek pieniężnych od Żydów, a nie
bacząc na to, że pieniądze w tak nieuczciwy
sposób nabyte, prędko utracą i ściągną na siebie i
na swoje potomstwo karę Bożą i utratę
błogosławieństwa Bożego”.
Synod płocki w 1733 r.
„Przewrotne żydostwo, ten naród nienawistny
Bogu, szerzy-ciel i roznosiciel wszelkiego
zepsucia i rozkładu moralnego, herezji (…)
zalewa z niebywałą szybkością całą Polskę (…)
wzrastają na siłach i korzenie swoje coraz głębiej
zapuszczają z uszczerbkiem wielkim i szkodą dla
chrześcijan i katolików, wśród których żyją,
panoszą się i rozpościerają”.
Synod chełmiński w 1745 r.
„Naród żydowski, przewrotny i nienawistny
Bogu (…) jest zepsutego umysłu i zatwardziałego
26
26
serca, a całem jego dążeniem jest, by majątki i
wszelkie dobra chrześcijan rujnować, niszczyć,
uszczuplać i niweczyć”.
Synod kijowski w 1762 r.
„Należy ubolewać nad bezczelnością i
zuchwalstwem Żydów, którzy, korzystając z
protekcji możnych panów, liczących na zyski,
szerzą się po całej Polsce, dopuszczają się
bezkarnie różnych występków, oszustwa, zdrad,
krzywd i wszelkiego rodzaju nienawiści i
naigrywania się z chrześcijan, lichwy, zabobonów,
czarów, świętokradztwa, bluźnierstw przeciwko
Panu Bogu i wierze chrześcijańskiej, naruszenia
świąt katolickich i praw tak kościelnych jak i
państwowych”.
Synod lwowski w 1762 r.
„Naród żydowski pod protekcją możnych
rozszerza się i wszelkich wysiłków używa,
zmierzając do ruiny i zniszczenia chrześcijan”.
List pasterski Biskupa łuckiego, Szymona
Rupniewskiego z 1722 r.
„Współżycie Żydów z chrześcijanami mogłoby
jeszcze być znośniejsze, gdyby Żydzi (…)
zachowywali przynajmniej prawa kościelne i
państwowe, obowiązujące w kraju, w którym
przebywają. Ale oni praw tych nie przestrzegają,
przeciwnie, nawet mają je w największej
pogardzie i wbrew nim postępują.
Żydzi w Polsce już się pozbyli prawie zupełnie
piętna niewolniczego narodu i występują jako
wolni i panujący w naszym kraju, w którym założyli
sobie jakoby nowy raj, nową ziemię obiecaną,
zamiast tamtej pierwszej, którą za karę niegdyś
utracili.
Nie dosyć na tem, że Żydzi w Polsce swoje
obrządki i nabożeństwa publiczne odprawiają i
wszelką sobie wolność przyznawają, ale i nad
chrześcijanami ośmielają się rozciągać swo-je
zwierzchnictwo i władzę, a również odbierają im
środki zarobkowania i sposób do życia i
utrzymania, zajmują się handlem, kupiectwem,
rzemiosłem i wszelkiego rodzaju przemy-słem.
Skutki tego nad wyraz opłakane już dziś są
widoczne, bo oto Żydzi swoją zapobiegliwością,
chytrością, podstępem i przebiegłością bogacą
się, korzystają z wszelkich przywilejów wolności i
opieki, a tymczasem chrześcijanie, prawdziwi
czciciele i wyznawcy Boga, wystawieni są na
wygnanie i pośmiewisko ze strony tychże Żydów,
a pozbawieni opieki i pomocy niszczeją i ubożeją
coraz bardziej.
I należy ubolewać nie tyle nad tą niesfornością
i samowolą Żydów w Polsce, ile raczej nad
ślepotą Katolików Polskich, którzy okazują Żydom
swoją przychylność i biorą ich pod własną
protekcję”.
List pasterski Biskupa żmudzkiego,
Jozafata Michała Karpa z 1737 r.
„Nie ma na świecie drugiego narodu, któryby
tak był przewrotnym i zabobonnym, tak wrogim i
nienawistnym wierze chrześcijańskiej, jak naród
żydowski, którego głównym i jedynym dążeniem
jest zawsze to, by podstępnie przez kradzieże,
oszukaństwa i truciznę wyniszczali i rozpraszali
wszelkie dobra, majątki, bogactwa chrześcijan. I
jakże bolesnem, a jednocześnie poniżającym jest
to, że w Polsce jest wielu takich, którzy Żydów
popierają, pozwalają im na wszystko,
wydzierżawiają im cła publiczne, karczmy itp., a
nawet dobra ziemskie, poddając jednocześnie
pod ich władzę ludność chrześcijańską…”
Doszło wreszcie do tego, że głos w obronie
chrześcijan w Polsce zabrał Ojciec Święty,
Benedykt XIV.
Bulla Ojca Św. Benedykta XIV do Prymasa,
Arcybiskupów i Biskupów Królestwa
Polskiego w kwestii żydowskiej w Polsce roku
1751 dnia 14 czerwca.
§ 1.) Zawsze Wiara Chrześcijańska przeciwko
niewiernym Żydom nie naruszona została, lub
okoliczność czasów na to pozwoliła, ażeby w
miastach i miasteczkach tego królestwa jak
Chrześcijanie tak i Żydzi razem mieszkali. Te
wszystkie dowody jasno pokazują, jak wielką
chwałę Naród Polski zasłużył sobie stąd, że św.
Wiarę od Przodków swoich przed tylu wiekami
przyjętą nienaruszoną starał się zachować.
§ 2.) Na żadną z tych spraw, któreśmy
dotychczas wyrazili, nie możemy narzekać, prócz
niniejszej, na którą słusznie uskarżać się musimy,
tak dalece, że nam z płaczem zawołać należy nad
Polskę: zmieniony jest najlepszy twój kolor.
Zaiste, dowiedzieliśmy się (…) że tak wielka
liczba Żydów rozmnożyła się w Polsce, iż niektóre
miejscowości, miasta i miasteczka (…) są teraz
zruinowane i wielką liczbą Żydów napełnione tak
dalece, że w nich mało co znajduje się
Chrześcijan. Nadto, wszystkie z jakimkolwiek
zyskiem kupiectwa i handle, jak trunków a nawet i
wina Żydom w tem Królestwie są dozwolone;
tymże o publiczne dochody starannie zlecona.
27
27
Arendy, karczmy, pola i wsie w dzierżawę
powierzone, przez co nad chrześcijańskimi
wieśniakami mając zwierzchność, nie tylko
nieludzką władzą i rozkazem przymuszają ich do
pracy, podróży i pańszczyzny, ale też im co
gorsza i kary naznaczają, a częstokroć i rózgami
karzą. Zaczem idzie, że nieszczęśliwi wieśniacy,
pod władzę Żyda zostając, jako poddani Pana
słuchać go muszą. Chociaż zaś Żydzi sami
poddanych karać nie mogą, ale ta rzecz do
administratora chrześcijanina należy, ten jednak
musi Żyda arendarza słuchać, a z bojaźni przed
nim, ażeby administracji nie utracił, tyrańskie
rozkazy wypełniać.
§ 3.) Oprócz zaś publicznych dochodów
karczem, pola i arendy (…) Żydzi trzymają z
krzywdą chrześcijan, z czego tyle i tak wielkie
następstwa wynikają w stosunku do chrześcijan,
że większą jeszcze szkodę i zgubę aniżeli wyżej
wymienione sprowadzić mogą.
To się nam najgorszą rzeczą wydaje, że w
domach niektórych panów Żydzi są komisarzami i
w jednym domu z chrześcijanami mieszkają, nad
nimi mając władzę (…) Ponieważ zaś Żydzi po
większej części kupiectwem się zajmują, gdy
handlem znaczną sumę pieniędzy nazbierają, z
wielką lichwą i wyniszczeniem pożyczają ubogim
chrześcijanom. Chociaż zaś i oni od chrześcijan
biorą na procent znaczne pieniądze do kahałów i
synagogi swojej, każdy jednak osądzić może, że
dlatego to czy-nią, ażeby odebrawszy od
chrześcijan znaczne pieniądze, nie tylko przez
zarobek na handlu i różnych towarach oddać
mogli procent i sami dla siebie oprócz tego jaki
pożytek uzyskać, ale też i dlatego, ażeby przez ten
czas ilu wierzycieli mają, tyle swoich synagog mieli
protektorów i obrońców.
§ 7.) Od Duchownych ludzi, jako słuszną i
sprawiedliwą jest rzeczą, najpierwej zaczynając,
którzy przez przykładne ży-cie innym powinni
drogę zbawienną pokazać i przykładem in-nym
przyświecać. Tak się bowiem w miłosierdziu
Boskim spodziewamy, że dobry przykład
Duchownych ludzi, błądzących laików na prostą
drogę naprowadzi. Co łatwiej i bezpieczniej
rozkazać innym będziecie mogli, jeżeli ani
Waszych dóbr, ani uprawnień Żydom nie
powierzycie, żadnej sprawy w pożyczaniu albo
dawaniu pieniędzy z nimi mieć nie będziecie,
jednym słowem (…) od wszelakich stosunków z
nimi wolnymi będziecie.
§ 9.) To wam zaś niezawodnie obiecujemy, że
gdy tego potrzeba wymagać będzie skutecznie tę
sprawę wypełniać chcemy razem z tymi
Duchownymi, którzy do Waszej zwierzchności
należą, za których powagą i wraz złączoną mocą,
może przyjść do tego, że ze Szlachetnego
Królestwa Polskiego ta zakała i hańba usunięta
zostanie (…)
W chwili, gdy zrozumienie sprawy żydowskiej
zaczęło głębiej przenikać do szerokiego ogółu,
zjawiły się na widowni dwie rzeczy, które
przeszkadzały społeczeństwu w rozwinięciu
starań o odżydzenie i unarodowienie handlu i
placówek zajmowanych wyłącznie przez Żydów.
Do pierwszej z tych rzeczy należał ruch
frankistów, który wywołał w społeczeństwie
polskim złudzenie w możliwą chrystianizację
Żydów. Tolerowano więc wiele dowiedzionych
nadużyć, aby nie drażnić i nie odpychać od siebie
żywiołu żydowskiego. Na drugą rzecz złożyły się
przyczyny natury politycznej. Za Sasów (których
elokcje były zresztą przez Żydów finansowane)
stan polityczny Rzeczypospolitej był opłakany.
Sejmy były zrywane, sąsiednie mocarstwa,
chciwe na ziemie polskie, wtrącały się ciągle do
spraw we-wnętrznych kraju, krępując wszelkie
szlachetniejsze poczyna nia i nie dopuszczając do
odrodzenia się narodu.
O ile jednak stan polityczny Polski w XVIII w.
jest na ogół lepiej znany, to ruch frankistów dla
wielu ludzi jest najwyżej hasłem, pod które nie
potrafią dopasować ani faktów, ani dat nawet.
Zajmijmy się więc bliżej tym zagadnieniem.
Ruch Frankistów
5. XII. 1755 roku przybył do Polski z Turcji
chacham Frenk Jakoff Jossyf, przywódca
religijnego odłamu Żydów, wywodzą-cego się z
sekty tzw. Donmah, która w II połowie XVII w.
przyjęła islam. Frenk, zwany w Polsce Jakubem
Lejbą Frankiem Dobruckim, przygotowywał się
wraz ze swymi wyznawcami do przyjęcia chrztu
(ciekawą jest rzeczą, że nie przeszkadzali mu w
tym miejscowi rabini, nie został obrzucony tzw.
„wielkim Cheremeh”, czyli klątwą).
Pierwsze chrzty rozpoczęły się w 1759 r., a
podczas chrztu samego Franka był obecny król
August III.
Natomiast, ogółem według regestrów
prezydenta Witthofa, przyjęło chrzest 24 tys.
frankistów, z których większość otrzymała
szlachectwo i polskie nazwiska (zresztą sztuczne:
28
28
np. Do-browolscy − bo z dobrej woli, Jakubowscy
− bo od Jakuba, Ma-jewscy − bo w maju itp.). Ale
już wkrótce bo w lipcu 1760 roku Frank został
aresztowany za poligamię, tajemne obrzędy
donmahów itp. i osadzony w twierdzy w
Częstochowie. Uwięzienie nie uniemożliwiało mu
kontaktów z wyznawcami (obecnie już pozornymi
chrześcijanami), był przez nich odwiedzany,
wydawał instrukcje, polecenia, słowem prowadził
szeroką akcję religijno-polityczną. Uwolniły go
dopiero rosyjskie wojska gen. Bibikowa, po
pierwszym rozbiorze Polski, w styczniu 1773 roku,
a sam Frank udał się do Brna Morawskiego.
Tymczasem jego wyznawcy, pozornie
zasymilowani, przyjęci do herbów, wrastali w
społeczeństwo polskie, opanowując głównie
wolne zawody i wchodząc w tworzącą się
wówczas inteligencję. Kierowali się oczywiście
wskazówkami, które zostawił im Frank w postaci
„Biblii bałamutnej”, napisanej w czasie jego
pobytu w Częstochowie.
Już pierwsza odezwa Franka do wyznawców, z
1755 r. jest wiele mówiąca (cyt. za A.
Krzyżanowskim „Dawna Polska” Wa-wa 1844 r.
str. 51-53).
«…Nie tylko przez taką ludność, ale także
przez niesłychane swobody i rozkosze ludu
żydowskiego w Polsce, ja bym ten kraj nazwał
prędzej żydowskim, niż polskim, judzką nie
polską ziemią, bo te miliony mieszczan i
chłopów dla Żydów jedynie żyją, na nich w
pocie czoła pracują i sam Bóg po Palestynie
Polskę musiał dla Żydów na nową ziemię
obiecaną, a Kraków na nową Jerozolimę
przeznaczyć”.
„… szlachta polska, czego wam właśnie
potrzeba, jest dobra i głupia. Jej królowie nie
byli nigdy od niej mędrsi, dla was zaś byli
zawsze jeszcze lepsi niż ona…»
Co zaś mówi Frank, syn rabina w „Biblii
bałamutnej” − (fra-gmenty cytuje A.Kraushar w
pracy pt. „Frank i Frankiści polscy” Kraków
1895 r.):
«Potrzeba przede wszystkim przedostać się
do społeczeństwa obcego, choćby
obwarowanego jako forteca i wtedy dopiero
można je pokonać.»
/T. II str. 332 /
«… do rzeczy, do której my staramy się
przyjść, bez chrztu, w którym jesteśmy,
przystąpić nie można.»
/T. I str. 428 /
«powiadam wam, kto się nie pomiesza z
narodami, daremna praca jego.»
/T. I str. 425 /
«musimy krążyć ze słodkimi słowy i
oszukaństwem, póki wszystko nie przyjdzie
do rąk naszych.»
/T. II str. 80 /
W tych wypowiedziach zawarty jest wystarczająco
jasno nakreślony cel pozornego chrztu i metody
postępowania, nie wymagające komentarza…
Żydzi w Polsce Porozbiorowej
Tymczasem Rzeczpospolita konała. Po ostatnim
rozbiorze ta część Polski, która dostała się w
posiadanie Rosji, skazana była na największe
zażydzenie, bowiem od pierwszych chwil Austria i
Prusy starały się na wszelki sposób pozbyć
ludności żydowskiej z zaborów, które im przypadły.
Popierały otwarcie emigrację Żydów na wschód.
Maria Teresa, cesarzowa austriacka, siłą
gromadziła uboższych Żydów z Galicji na granicy
Królestwa Polskiego i wprost przepychała ich do
Polski. Tych samych środków chwyciła się i
Rosja, pozbywając się większości Żydów z
rdzennych ziem rosyjskich. Znana jest linia
demarkacyjna osiedlenia Żydów, wykreślona
przez hrabiego Ignatiewa, pokrywająca się mniej
więcej ze wschodnią granicą Polski z 1772 roku.
Od począdku XIX wieku społeczeństwo polskie
uwierzyło w asymilację. Przebaczono Żydom ich
odrębność, obłudę i wrogość w stosunku do
Polski. Tłumaczono sobie, że Żydzi rozpoczynają
nowy okres życia, wydobywają się z
przestarzałego konserwatyzmu, więc trudno
wymagać, aby od razu wyzbyli się swoich
przeróżnych wad i nałogów nabytych drogą
atowizmu. Wyobrażano sobie, że przeistoczenie
duszy żydowskiej wymaga życia kilku pokoleń. W
nadziei, że taka przemiana nastąpi, czekano
cierpliwie lepszej przyszłości, która może uczynić
z Żydów wiernych obywateli polskich.
Taką wielką próbą stało się powstanie
listopadowe, które było nadzieją odrodzenia się
29
29
Polski i odzyskania niepodległości. Niestety, Żydzi
okazali się konsekwentnie antypolskimi. Jak podaje
Otto Spazier w „Historii powstania Narodu
Polskiego w r. 1830 i 1831” (T. I str. 305) po
powstaniu listopadowym „car Mikołaj hojnie łaską
swoją wszystkich Żydów obsypywał, szczególnie
Żydów w Królestwie, którzy mu się nie mało na
szkodę powstańców przysłużyli”.
Skutkiem olbrzymiej klęski, prócz poległych, była
emigracja 50 tys. najbardziej wartościowych
obywateli, władze carskie skonfiskowały w
Królestwie ponad 400.000 morgów ziemi, na
Litwie, Ukrainie, Podolu i Wołyniu ponad 3,2 mln.
morgów, znacznie osłabiając i tak już
nadszarpnięty żywioł polski. Z ziem litewskich i
ruskich wysiedlono ponad 54 tys. drobnej
szlachty. W samej Warszawie zginęło około 35
tys. ludzi, w ca-łym powstaniu straty ludnościowe
wyniosły 326.000 ludzi.
Miejsce rodzimej, polskiej inteligencji zaczynało
być dostępne dla frankistów.
Wraz z Wiosną Ludów 1848 r. Polacy znowu
podjęli walkę o wolność, tym razem głównie w
Poznańskiem. I tym razem Żydzi odegrali
niechlubną rolę. Zacytujemy, co o tych
wydarzeniach mówili współcześni (Pisma Józefa
Suppińskiego, wyd. III Wa-wa 1848 r. T. I str.
320):
„W roku 1848, gdy chodziło o dojście, jaka
narodowość przeważała w Poznaniu, Żydzi (…)
zapisali się wszyscy jako Niemcy. Ta ich podłość
przeważyła na stronę narodowości niemieckiej.
Po odniesionym triumfie poniewierali Polaków na
ulicach, rzucali na nich kamieniami, pluli im w
oczy itd. Przy wszystkich narodowych sprawach
Żydzi występują jako wrogowie kraju, ile razy
strona przeciwna mocniejsza się wydaje.
Cymbalista Pana Tadeusza jest meteorem w
Polsce lub tylko poezją… Niemcy, przybywający
do naszego kraju (mówię tu o Galicji) przyswajają
sobie nasz język, silą się by nim mówić przez
grzeczność dla osób z któremi rozmawiają − Żydzi
niemieccy wydają się wczoraj przybyłem
plemieniem, a przybyłem by wyssać krew i zatruć
organizm społeczny”.
(Tom V str. 242) „… Żydzi przeszli Prusaków w
zawziętości ścigania żywiołu polskiego.
Powstańcy polscy, schwytani przez władze
tamtejsze, doznawali od nich wszelkiego poniżenia;
prowadzonych przez ulice obrzucali kamieniami,
opluwali, bili laskami po rękach w tyle
skrępowanych itp.
Żydzi galicyjscy po roku 1848 stali na zewnątrz
życia politycznego, a w życiu społecznem
poślednie tylko zajmowali miejsce.
Z pierwszym dniem ruchu Polacy powitali
braćmi jednej matki, wezwali do uczestnictwa tych
samych praw, ale i tych samych trudów a Żydzi
przyjęli pierwsze, do drugiego natomiast nie
poczuli obowiązku, a nie poczuli go dlatego
właśnie, że tamto przyszło gotowe. Oni stanęli po
stronie, gdzie jest siła”.
Można do tego dodać to, co zaleca Talmud
Babiloński: „przyłączaj się do tego, któremu się
szczęście uśmiecha”.
O powstaniu w 1848 r. w Poznańskiem mówi
także historyk Wacław Sobieski („Dzieje Polski”
T. II Wa − wa 1924 str. 117): „… Żydzi ławą
stanęli po stronie Niemców”, „…wśród represji rej
wodzili Żydzi. Generał niemiecki H. Brand pisze:
wychodzili nieraz Żydzi milami naprzeciw wojsku
pruskiemu, i podżegali je to przeciwko temu, to
przeciwko owemu. Mogę dać stanowcze
zapewnienie, że gdyby nie oni, sprawa byłaby tu
załatwiona bez owego znamienia zemsty,
okrucieństwa, które nam Polacy z zupełnem
prawem, chociaż niejednokrotnie z przesadą
zarzucają”.
Żywioł żydowski ciągle się wzmacniał, zarówno
ekonomicznie, jak i liczebnie, zasiedlając głównie
miasta i miasteczka. W końcu XVI w. było ich w
Polsce około 100.000 (3,5% ludności), w 1667 r.
ok. 200.000, a po I rozbiorze (w 1793 r. tuż przed
II rozbiorem) już 900.000, czyli 10,2% ludności!
Nic więc dziwnego; że wyzysk ekonomiczny
narastał, szczególnie przy poparciu Żydów dla
władz okupacyjnych w poszczególnych
rozbiorach.
„Przegląd rzeczy polskich” − wrzesień 1858
r., wydawany w Paryżu pisał: „wzbogaceni Żydzi
warszawscy, nieprzyjaźni narodowości polskiej, a
jej wrogom przychylni, jak pijawki wysysają z
krajowców mienie”. Natomiast „Gazeta
Warszawska”, tak-że z 1858 r. w numerach z 1.
13. IX. i 14. VIII., pisała co następuje:
„Wskutek skupienia wszelkiego rodzaju
wytężeń spekulacyjnych, przyszło dziś do tego, że
Żydzi owładnęli cały handel w kraju i spekulacjami
swemi niezawodnie przemysł wewnętrz-ny
podkopują. Nie byłoby końca, gdybyśmy zgubny
wpływ ich na stosunki przemysłowe i handlowe
wszechstronnie wykazywać chcieli. Dość
powiedzieć, że ludzie ci, nie poczuwający się do
obowiązków jakichś przynajmniej względem
społeczeństwa, które zawsze dla nich jest celem,
wyzyskują tylko kraj i jego mieszkańców do
najwyższego możliwie stopnia nie troszcząc się
30
30
wcale o dobrobyt jego. Kto się pragnie naocznie o
tem przekonać, niech przejdzie kolejno uczonych i
nauczonych Żydów naszych, a nie znajdzie ni
jednego prawie, któryby się troszczył naprawdę o
wzrost i udoskonalenie rolnictwa i przemysłu, o o-
światę mieszkańców lub o książki i pisma polskie,
choć każdy oświeceńszy z nich niemieckie
skupuje…” „nikt, kto sam z bliska i naocznie się
nie przypatrzył, nie zdoła sobie wyobrazić nawet,
jak dalece materialny byt i moralność podupada,
gdzie Żyd jest dzierżawcą. A jednak nie odstrasza
to wielu pomiędzy Panów naszych od
wypuszczenia Żydom dóbr w dzierżawę”.
(14. VIII) „Synowie Izraela sieczą, jak dawniej
tak i obecnie, po wszystkich niemal karczmach
miejskich, żywią siebie i bardzo liczne zwykle
potomstwo z wyszynku wódki i drobnego
kramarstwa, opłacając się podwójnie Jaśnie Panu
włości za prawo wyłącznego wyszynkowania
napojów upajających, a rządowi podatkiem
dochodowym, musi naturalnie Żyd karczmarz
całego dowcipu, pomysłu i przebiegłości używać,
aby nie tylko wszelkim opłatom podołać, ale i
wyjść na swoje. Jedynym to środkiem rozpijania
ludu wiejskiego i nikt nad życie nie potrafi go
używać, jak tylko Żyd. Dlatego też uwiecznia się
pijaństwo po wsiach (…) W najmniejszej wiosce
kilka karczem, gdzie usłużny Żyd umie zawsze
wywabiać ostatni grosz na śmierdzącą wódkę z
kieszeni włościan miejscowych lub
przyjeżdżających (…) W ślad za pijaństwem idzie
ogromna demoralizacja, wzrastająca codziennie i
to w taki sposób, że najobojętniejszy na losy kraju
zatrwożyć się musi. Obok pijaństwa rujnuje lud
lichwa, którą każdy karczmarz się bawi, i nie sto,
ale dwieście blisko od stu pobiera procentów (…)
Straszniejsze są jeszcze skutki wpływu
żydowskiego na moralność ludu, między których
rozliczne zagęszczają się niecnoty i występki,
których w swojej ciemnocie i naiwności za takie
nawet nie poczytują. W ogólności Żydzi, którzy
dziś wielką bardzo są plagą kraju, mimo całej
przebiegłości swojej, mimo zręczności i giętkości
umysłowej, tworzą teraz jak i przed laty masę
ciemną i przesądną (…) Sądzą dziś jeszcze w
zarozumiałości swojej, że są owym wybranym
narodem Jehowy, któremu kiedyś ostatecznie
oddane będzie (rzekomo) panowanie nad
światem”.
Podczas gdy Polacy tracili majątki w
powstaniach, bądź na pracę konspiracyjną, gdy
byli zsyłani na Sybir, na wieczną tułaczkę, ginęli
wreszcie z bronią w ręku lub rozstrzeliwani −
Żydzi natomiast w Polsce robili to, co nazywa się
dzisiaj w podręcznikach ekonomi akumulacją i
koncentracją kapitału. Na miejsca, opróżnione
przez polską inteligencję wchodzili wychrzczeni
Żydzi, skupowali majątki ziemskie, wielu z nich
otrzymywało je od władz carskich za „zasługi”. A
były to przecież majątki polskie, brutalnie
skonfiskowane za opór stawiany mocarstwom
rozbiorowym.
Jednocześnie, zgodnie ze swą naturą,
oddziaływalii paraliżująco na walkę samoobronną
Polaków, przez donosy i zdrady, a z drugiej strony
podburzali do rewolucji. Nie zapomnieli przecież
wskazówek swego duchowego przywódcy,
chachama Frenka: „Musi być krwi przelewanie na
świecie i podczas tego zamieszania odbierzemy
zgubę naszą, za którą się teraz uganiamy.
Podobnież, gdy woda mętna, wtenczas dobrze
ryby łowić. Tak też, gdy się świat krwią zaleje,
będziemy mogli złowić rzecz, która do nas
należy…” (A. Kraushar. „Frank i Frankiści polscy”
T. I str. 80).
Rozpoczęły się przygotowania do wybuchu,
najbardziej tragicznego dla nas zrywu w XIX
wieku. Leopold Kronenberg, który według M.
Berga („Zapiski o powstaniu polskim 1863 i 1864
r.” T. I str. 80) był „wodzem i kierownikiem całego
ruchu żydowskiego w kraju”, założył przy pomocy
innych neofitów: Ludwika Wołowskiego, Leona
Kaplińskiego, Z. Chęcińskiego, B.
Szymanowskiego i wielu innych „Gazetę Polską”,
nieoficjalny organ „Białych”. Ale sekretarz
Kronenberga, neofita Karol Majewski był
łącznikiem między „Białymi” i „Czerwonymi” i
wypracował sobie także duże wpływy wśród
studentów. Podsuwał on zręczne pomysły swym
rozmówcom, „aby coś się działo”. (cyt. za ZLS −
Przyborowski) w „Historii dwóch lat 1861-1862”
(T. III str. 482) przytacza jeden z nich: „niech na
Białorusi lub gdziekolwiek bądź chłopi zarżną z
pięciu szlachciców, a wtedy kwestia ta sama się
rozwiąże”. Inni Żydzi − Jurgens i (frankista)
Zwierzchow-ski przygotowywali grunt, twierdząc,
że naród polski „chcąc dosłużyć się ojczyzny,
wypławić się naprzód musi w krwi własnej
potokach”. (cyt. ZLS − Przyborowski) „Historia…”
T. I str. 189. Gdy już wszystko wrzało, „Czerwoni”
przygotowywali powstanie, Jurgens i Kronenberg
(który wyłożył na ten cel milion złotych rubli)
uspokajali „Białych”, że powstania nie będzie.
Na zebraniu przywódców „Białych”, które
odbyło się zresztą w mieszkaniu Kronenberga,
sam gospodarz zgłosił wniosek, aby w ręce
margrabiego Wielopolskiego wydać wszystkich
sław-nych działaczy „Czerwonych”, dążących do
31
31
walki zbrojnej przeciwko Rosji. Wniosek upadł, ale
doniósł o tym „Czerwonym” sekretarz
Kronenberga, neofita Majewski. Żydzi osiągnęli w
tym momeńcie zamierzony cel − rozbicia w
ostatniej chwili społeczeństwa. „Gdy woda mętna,
wtenczas dobrze ryby łowić” − uczył Frank.
„Czerwoni” działali. Na zjeździe komisarzy
wojewódzkich w Skierniewicach uchwalono
natychmiast rozpocząć powstanie. Głównym
inspiratorem był frankista Józef Piotrowski,
pochodzący z rodziny „tych Żydów, którzy wraz z
Frankiem dla osiągnięcia równouprawnienia
przyjęli powierzchownie tylko chrystianizm i
zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując
zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj żydowski”
(M. Berg „Pamiętniki o polskich spiskach i
powstaniach 1831 − 1862” T. I str. 184).
Jednocześnie neofita Grzegorz Peretz powiadomił
rząd rosyjski o przewidywanym terminie wybuchu.
Na czoło kierowników wysunęli się frankiści i
neofici: Karol Majewski, Józef Piotrowski, a także
Żydzi niechrzczeni. Powstanie oczywiście nie
udało się, a propaganda o szybkiej pomocy Anglii
i Francji była tylko zasłoną dymną, w celu
większego wysiłku i wypławienia „w krwi własnej
potokach”. Do dziś lansuje się legendę, że Żydzi
polscy w powstaniu styczniowym okazali się
lojalnymi obywatelami polskimi. Teza ta nie ma
nic wspólnego z prawdą. Ostatni bohaterski
dyktator Powstania, Romuald Traugut (toczy się
obecnie jego proces beatyfikacyjny) zdradzony
został 10. IV. 1864 roku władzom carskim przez
Żyda Artura Goldmana, pracującego w
skarbowości powstańczej. Żyd Tugendbold
(sekretarz płk. Łapińskiego) zdradził Moskalom
szlaki przerzutowe broni i amunicji zakupywanej w
Anglii przez Rząd Narodowy. Bertold Herman,
szpieg rosyjski, Żyd z Krakowa został
zasztyletowany w Warszawie w Hotelu
Europejskim, gdyż zdemaskowano go jako tego,
który miał wydać cały Rząd Narodowy. Tragiczna
jest rola żandarmerii powstańczej, licznie
obsadzonej przez neofitów − przez jej działalność
po raz pierwszy na zieme polskie wkroczył
terroryzm… Później neofici szpiegowali emigrację
we Francji.
Skutki Powstania Styczniowego były potworne
− do 1866 r. zesłano do Rosji i na Syberię
250.000 ludzi, skonfiskowano resztę tych
majątków, które przetrwały Powstanie
Listopadowe. Polacy, szczególnie na Ukrainie,
Podolu i Wołyniu utracili własność ziemską i
zdeklasowali się. I znów powstało wolne miejsce,
które można było nasycić neofitami.
Kronenberg, który był tak hojny i pełen
inicjatywy, uciekł za granicę, ale … wrócił po roku,
odznaczony został przez władze carskie orderem
św. Włodzimierza i otrzymał dziedziczne
szlachectwo. „Dobrze” się zasłużył. Tymczasem
praca nad zdobyciem Polski nie ustała, przecież
Frank nazwał ją „judzką ziemią”.
Jak ta praca wyglądała, uzmysłowić nam może
„Okólnik kierowników politycznych kół żydowskich
XI.1898 r. do Żydów polskich” (cyt. za L. Viel’em
„Le Juif secretaire” str. 173).
„Bracia i współwyznawcy! Trzeba, aby kraj
został naszem królestwem (…) Starajcie się
potrochu usunąć Polaków ze wszystkich
ważniejszych stanowisk i skupić w waszych
rękach wszystkie nici władzy społecznej.
Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać
się waszą własnością, związek izraelski dostarczy
wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto
na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje
się lepiej, niż przypuścić było można. Dla
doprowadzenia do skutku planu wyrwania
stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi
wielcy i bogatsi zapisali się na znaczne sumy. Da
baron Hirsz, dadzą Rotszyldzi, Bleichroderowie i
Mendelschonowie i inni dadzą (…)”
„Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich
usiłowań, ażeby doprowadzić do skutku to, co
zamierzamy (…)”.
Działania ich były wielostronne. Oprócz
powiększania własności, przenikania do
inteligencji, zakładanych wówczas partii
politycznych i organizacji społecznych, prowadzili
jednocześnie akcję wynaradawiania, potężniejszą
nawet niż sami rozbiorcy.
Oddajmy głos im samym.
Jaffe na wiecu w Poznaniu w 1901 roku
powiedział (cyt. za Biesiadą Literacką, 1901 z 21.
III. str. 259):
„Zwracam uwagę na stanowisko, jakie my
Żydzi zajmujemy na pruskim wschodzie (…) Kiedy
ten kraj przyłączono do Prus, wtedy to ojcowie
nasi przyjęli na swe barki wielką część
kulturalnego dzieła. Jeżeli miasta poznańskie
stały się głównie warowniami niemczyzny, to
właśnie ojcowie nasi spełnili w tym kierunku
dobrą, a może najlepszą część pracy. Tysiącami
polonizowali się chrześcijańscy Niemcy, lecz
żaden Żyd tego nie zrobił i nie zerwał owego
związku z niemiecką ideą”.
„… Stoimy też na szmacie ziemi, którą
pomogliśmy zniemczyć, a na to dziś głównie
kładziemy nacisk…”
Rabin Bloch, poseł w parlamencie austriackim
32
32
mówił o podobnej akcji w zaborze austriackim
(1890):
„Nawet w Polsce, gdzieśmy zostali przyjęci
gościnnie, gdzie królowie i książęta świadczyli
nam łaski i dobrodziejstwa, nie przestaliśmy
wiernie trzymać się niemieckiej mowy. Byliśmy
męczennikami języka Niemców, sprowadziliśmy
na siebie odrazę i niedowierzanie narodów…”
Wolf Żabotyński w Broszurze „Polaki i Jewreje”
Odessa 1921 r. podobnie:
„Żydzi w wielu miastach, gdzie nie ma rdzennej
rosyjskiej ludności, są jedynymi przedstawicielami
rosyjskiej kutury, tj. ściśle mówiąc, wszyscy bez
wyjątku kraj rusyfikują”.
Nic dodać nic ująć. Jest to ocena wstrząsająca,
a wystawili ją sobie sami Żydzi w przekonaniu, że
Polska już się nie odrodzi.
Tymczasem handel żydowski wykazywał już
cechy monopolu, Polacy byli w absolutnej
mniejszości w przemyśle, rzemiośle, i wolnych
zawodach. Ludność żydowska zwiększała się
szybciej, niż polska, powstawało więc pytanie,
kiedy się zrówna ilość Żydów z liczbą Polaków, a
kiedy ich prześcignie.! W 1905 r. wybuchła w
Rosji rewolucja, która objęła swym zasięgiem
również ziemie polskie. Powszechne stało się
dążenie do uzyskania przez Kongresówkę
autonomi. Jednocześnie i Żydzi wysunęli
roszczenia, aby utworzyć prowincję pod nazwą
Judeopolonia, nadając im rozgłos na naradach u
rabina Jcchoka Goldberga w Landwarowie pod
Wilnem w 1905 r.
Rewolucja 1905-1906 upadła. Jej rezultatem
na ziemiach polskich, jak podaje S.Didier („Rola
neofitów w dziejach Polski” str.121) była ruina
własności polskiej:
„Komitet statystyczny miasta Warszawy
wykazał, że wypadki w 1905 r. zburzyły i
zniszczyły w Królestwie około 2,000 mniejszych
zakładów przemysłowych, należących do
Polaków. Cofnięty został o dziesiątki lat wstecz
swojski, dopiero kiełkujący przemysł. Lud roboczy
zubożał. Wielcy kapitaliści żydowscy drwili zaś
sobie z tej „pseudo-antykapitalistycznej rewolucji”.
Ale był to bardzo korzystny grunt pod
przygotowanie Judeopoloni. W 1911 r. poeta i
pisarz Antoni Lange (ojciec znanego ekonomisty
Oskara Lange, Żyd) wydał pracę pod tytułem „O
sprzecznościach sprawy żydowskiej” w której
dowodził, że powinno nastąpić wzajemne
zasymilowanie obu żywiołów − polskiego i
żydowskiego. W ten sposób naród polski stanie
się narodem półsemickim, co przyczynić się miało
do stworzenia nowej rasy, nowego człowieka i
nowego Boga«. Żydzi zaczęli powszechnie żądać
przyznania ich językom (jidysz i hebrajskiemu)
oficjalnego statusu − jako językom urzędowym.
Co to miało oznaczać, nie jest żadną tajemnicą −
otóż kandydaci na wszystkie funkcje publiczne,
urzędy i wszelkiego rodzaju stanowiska, musieliby
posługiwać się biegle w mowie i piśmie wszystkimi
trzema językami (Żydów było wówczas w
Kongresówce 14,64%), co praktycznie potrafili
jedynie Żydzi, a więc oni zostaliby legalnie
warstwą rządzącą, a Polacy zepchnięci zostaliby
w ten sposób do roli „bydła roboczego”.
Tę grę przejrzeli wówczas nawet najwięksi
ówcześni przyjaciele Żydów, przeistaczając się w
ich gorliwych przeciwników − Aleksander
Świętochowski i Andrzej Niemojewski. Wówczas
w 1912 r. Roman Dmowski (wielki patriota Polski)
rzuca słynne hasło „bojkotu ekonomicznego”
Żydów, a jego stronnictwo, Narodowa
Demokracja nawołuje „kupuj u swego”, co zyskało
im wieczny przydomek «antysemitów». Do walki
samoobronnej przystąpił cały naród, czując
śmiertelne zagrożenie. Echo tej sprawy wróciło
już w czasie I wojny światowej, gdy Dmowski
rozmawiał w Ameryce z przedstawicielami
światowego żydostwa − Brandeisem i Frankfurtem
− na temat przyszłości Polski. Żydzi tłumaczyli
Dmowskiemu, że zamiast bojkotu ekonomicznego
woleliby… pogrom ludności żydowskiej! Rozumieli
bowiem dobrze, że bojkot podrywał ich pozycję
ekonomiczną, a pogrom mógł być wykorzystany
jako pretekst do światowego lamentu nad
uciskiem Żydów i mógł przczynić się do ich
znacznego umocnienia się. Oczywiście polski
ruch narodowy był antyżydowski, ale nie był
wytworem rasistowskich urojeń, walka
ekonomiczna z Żydami była po prostu
nieuchronną polityczną koniecznoścą, ale nigdy
nie zeszła na pozycję eksterminacyjne czy
ludobójcze.
Próby budowy Judeopolonii
Tymczasem rozpoczęła się I wojna światowa,
wymarzona przez Mickiewicza wojna narodów,
która miała przynieść Polsce niepodległość. Nie
ustały jednocześnie plany żydowskie utworzenia
Judeopolonii. Karol Kautsky, słynny żydowski
ekonomista − marksista wydał na początku wojny
w Berlinie pracę „Rasse und Judentum” (Rasa i
żydostwo), w której oficjalnie zaproponował
utworzenie niedużej Judeopoloni pod opieką
Niemiec. W tym samym czasie Rotterdamie 80
rabinów wystąpiło z odezwą, w której twierdzli:
33
33
„Niemcy są prawdziwą twierdzą judaizmu.
Jeżeli będą one rozbite i zruinowane pod
względem ekonomicznym, w takim razie żydostwo
międzynarodowe straci to, co zdobyło w ciągu
całego stulecia”. (cyt. za: Feliks Koneczny
„Cywilizacja żydowska” Londyn str. 354).
Żydzi z całą mocą poparli państwa centralne,
przede wszystkim Niemcy, natomiast Polacy
opowiedzieli się po stronie państw alianckich
{Entanty} rozumiejąc, że podstawowym
warunkiem odzyskania niepodległości jest rozbicie
potęgi Niemiec. Z tego powodu sprzeciwili się
stanowczo dążeniom Polski do odzyskania
wolności, początkowo była to akcja
propagandowa w światowej prasie żydowskiej i
przez Żydów kontrolowanej, później konkretna
akcja polityczna (na Konferencji Pokojowej w
Wersalu w 1919 r.).
22. XI. 1915 r. „Jewrejskaja Ziźń” nr. 21 pisała:
„… Nie możemy sobie wyobrazić większego
nieszczęścia dla Żydów i całej Europy nad
niekontrolowaną przez nikogo gospodarką
Polaków gdziekolwiek w czasie najbliższym.
Uznajemy zasadę samodzielności narodów.
Wszelako niepodległość Polski byłaby jaskrawym
naruszeniem tej idei…”
„Lecte Najer” z VI.1918 wychodząca w Wilnie:
„… Gdyby była mowa o zmianie granic, to
moglibyśmy się zgodzić na rozmaite rozwiązanie,
byle nie polskie. Gdyby wystąpiła tendencja
oddania Wilna Polsce, wówczas musielibyśmy
zmobilizować całe żydostwo do obrony naszej
Jerozolimy…”
Nawet wówczas, gdy Żydzi zdecydowanie,
jawnie i solidarnie walczyli przeciwko
odbudowaniu Polski, Polacy występowali
pojednawczo, spokojnie, prosząco…
Przykładem tego stanowiska może być np.
artykuł − A. Chołoniewskiego w „Głosie Narodu”
(nr. 227-8 ,XII 1918 r.)
„… tym sposobem fakt, żeśmy w ciągu stuleci
pogodzili się z Żydami humanitarnie, że nie
paliliśmy ich na stosach i nie wypędzaliśmy ich,
jak to czyniły inne narody, a co umożliwiło im
liczniejsze osiedlanie się w naszym kraju, ten fakt
miałby się teraz przeciwko nam zwrócić…”
Sprawa żydowska w Polsce była też rozumiana
poza nią, choć rzadko ukazywały się takie artykuły,
jak np. ten („Victoire” marzec 1919) podpisany
przez Gustawa Herve: … syjoniści w Paryżu
upominają się dla Żydów polskich o to żeby
Polacy uznali ich za narodowość odrębną i żeby
Żydzi w tym charakterze utworzyli coś w rodzaju
państwa w państwie, państwa żydowskiego w
państwie polskim, państwa żydowskiego ze swoim
językiem żargonowym, nauką w żargonie,
państwem przemawiającym w imieniu dwu
milionów Żydów, mieszkających wśród 25
milionów Polaków. Niechże Żydzi pozwolą
Francuzowi − namiętnemu filosemicie −
przestrzec ich, że nie ma w Europie ani jednego
narodu i ani we Francji, ani w Anglii, ani w
Niemczech, któryby przyjął to, czego oni żądają
od Polski…”
Tak, chodziło o budowę Judeopolonii, której
kierownictwo skupione byłoby w rękach Żydów. A
znane było przecież stanowisko Żydów względem
Polski i Polaków w czasie wojny. Znane było
również ich stanowisko wobec Niemców. Adam
Cho-łoniewski tak je scharakteryzowal („Głos
Narodu” nr 227-8, XII 1918 r.) „… pobyt
niemieckich hord w Polsce stał się jednem
nieustannem pasmem gwałtów i zniszczenia.
Zburzono i zrównano z ziemią fabryki. Z dymem
puszczano kościoły, dwory i pałace. Spalono
tysiące siół. Rabowano i kradziono. Nimieccy
oficerowie, jak pospolici złodzieje, kobietom
polskim zdzierali z palców pierścionki. Szerzono
mord i pożogę. Wieszano i rozstrzeliwano.
Dziesiątki tysięcy Polaków szły do straszliwych
obozów koncentracyjnych, gdzie wśród
nieopisanych cierpień nie zabrakło wybitnych
polityków i pisarzy. Z rąk niemieckich nie
ucierpiała nic tylko jedna kategoria mieszkańców
Polski: Żydzi. To byli „swoi”, którzy z radością
wybiegali przeciwko zwycięzcy i tysiącem cennych
usług umieli uczynić się potrzebnymi (…) Znacząc
drogę swego pochodu lasem szubienic, na
których zawisły tysiące Polaków, dotarła armia
austroniemiecka w lipcu 1915 r. do Lwowa. W
ulice miasta wjechał triumfalnie Fryderyk
Habsburg. Wielotysięcznym szpalerem głów i
olbrzymim pod niebo bijącem „hosanna” witało
żydostwo Lwowa zasypując kwiatami automobil, w
którym przybywał wróg i kat Polski…”
Tymczasem w grudniu 1918 r. rozpoczął się
Kongres Wersalski, który miał zadecydować
ostatecznie o politycznej przyszłości ziem
polskich, Roman Dmowski tak scharakteryzował
panującą na nim atmosferę: „kahał zapanował na
konferencji”.
Jednocześnie Żydzi rozpoczęli fantastyczną
kampanię prasową przeciwko Polsce. Oskarżali
nas o najbardziej potworne zbrodnie, o masowe
pogromy ludności żydowskiej, o rzezie ko-biet i
dzieci, organizowali w Europie wiece i
demonstracje w obronie rzekomo uciskanych
Żydów, nie cofając się przed najbardziej
34
34
niedorzecznymi zarzutami. Wszystko to było
patrzebne, aby wywrzeć nacisk na wyniki
Konferencji Wersalskiej i ujarzmić Polskę
politycznie.
Aby oddać atmosferę tamtych wydarzeń,
wystarczy przytoczyć ówczesne publikacje
prasowe. W „Gazecie Niedzielnej” nr. 39 z 1919
roku ukazała się korespondencja J. A. Danielaka
z Trenton (USA): „… Co się tyczy Żydów, to
wszyscy byli za Niemcami, a nawet teraz, kiedy
Polska na Kongresie Pokojowym potrzebowała
sympatii innych narodów, a zwłaszcza sym-patii
naszego amerykańskiego narodu, to Żydzi
wytężyli wszy-stkie swoje siły w Ameryce, aby
Niemcom dopomóc a Polsce zaszkodzić. Nosili w
pochodach tablice z napisami, że Polska Żydom
się należy, a nie Polakom, bo Polacy nie umieją
sie rządzić, źe w Polsce jest anarchia i są wielkie
pogromy niewinnych Żydów, że Polacy morduja
nielitościwie, rabują ich sklepy, bezczeszczą ich
żony i córki, zabijają dzieci i starców, że Polacy
więcej się na nich zbrodni w Polsce dopuścili,
aniżeli Niemcy w czasie tej wielkiej wojny na
wszystkich ludach przez siebie podbitych.
Po takich pochodach zbierali się w wielkich
salach na wiece, na które każdy mógł iść. A co się
tyczy Amerykanów, to bardzo ich nawet
zapraszali, aby wysłuchali ich rabinów i innych
mówców, którzy potępiali Polaków − zbrodniarzy.
Mieli na takich wiecach wynajęte Żydówki −
płaczki, które w czasie głoszonych mów
wybuchały wielkim płaczem nad pomordowanymi
przez gojów Żydami, tak, że i niektórzy naiwni
Amerykanie z rozczulenia często się popłakali. A
w końcu wieców uchwalali rezolucje, potępiające
Polaków i takową posyłali do rządu
amerykańskiego i na Konferencję Pokojową, aby
w najważniejszej chwili dla narodu polskiego
zaszkodzić mu w odebraniu polskich ziem,
zrabowanych w dawniejszych czasach przez
Niemców…”
Jeszcze lepiej scharakteryzowała to „Zgoda”
wychodząca w Chicago, z dnia 7. VIII. 1919 r.
„… Nawet piekło nie mogłoby się zdobyć na
bardziej zaciętego, nienawistnego i bardziej
nieubłaganego wroga, jakim jest Żyd dla Polski…”
W Wersalu jednak, dzięki konsekwentnej,
logicznej i patriotycznej polityce prowadzonej przez
Romana Dmowskiego i Igna-cego Paderewskiego,
delegatów z ramienia Polski, nie doszło do
utworzenia Judeopoloni. Ale narzucono Polsce
tzw. „traktat” o mniejszościach, przyznający
Żydom specjalne prawa i możliwość ingerencji
państw zachodnich w sprawy wewnętrzne
naszego kraju. Był to traktat jednostronny, nie
obowiązujący ani w USA, ani we Francji, ani w W.
Brytani, ani w Niemczech. Nie można było jego
mocą objąć ludności polskiej, zamieszkałej w
Niemczech, chociaż to też była mniejszość. Po
latach, żargonowa gazeta żydowska „Hajnt” z 23.
XI. 1928 r. nr. 274 wydawana przez ojca
późniejszego kata Polski Jakuba Bermana)
oceniła ten fakt następująco:
„… Otóż w tej właśnie sprawie Żydom wypadło,
ma się rozumieć, tylko instyktownie, zupełnie
nieświadomie, uczynić „kawał” żydowski (…)
„Kawałów żydowskich” było na świecie bardzo,
bardzo dużo, poczynając od „Dziesięciu”
przykazań naszego nauczyciela Mojżesza, a
kończąc kawałami czasów naszych.
„… Myśmy − jak mam to rzec? −
podpowiedzieli światu interpretację, która była
bardziej odpowiednia do naszych potrzeb. Myśmy
wnieśli różnicę między „narodem” a „państwem”,
prawie żeśmy niejako te dwa pojęcia sobie
przeciwstawili…”
Zupełnie inaczej oceniła to niezależna prasa
francuska. „La Libre Parole” z dn. 31. VII. 1919 r.
tak skomentowała narzucony Polsce traktat o
mniejszościach: „… Władza tajemna rzą-dząca
Ligą Narodów, nie zwróciwszy uwagi gapiów i nie
wzruszywszy nicponiów, narzuciła Polsce ciężkie
brzemię pomocy dla szczęścia i bezpieczeństwa
3,000,000 mil. pasożytów, toczących jej organizm
wyczerpany (…) popierając nad Wisłą separatyzm
i nacjonalizm żydowski, kierownicy z Londynu i
Nowego Jorku tak właśnie postępują, aby
zabezpieczyć swe kraje od napływu żydostwa
(…)”
W dalszym ciągu trwały oskarżenia przeciwko
Polsce w prasie żydowskiej. „L’Humanite”,
wówczas organ masonerii (dziś dziennik
Francuskiej Partii Komunistycznej), w dniu 6. IX.
1919 roku zamieścił „apel do ludzkości” w którym
między innymi czytamy:
„… Okropne wydarzenia w Pińsku, Lidzie i
Wilnie dodały do roczników tragicznych historii
żydowskiej jeszcze jedną stronicę pełną łez i
krwi…”
Tego było już za dużo. W „Gazecie
Warszawskiej” nr. 284 z 17. X. 1919 roku
wydrukowana została odpowiedź Władysława
Reymonta, której „L’Humanite” na swych łamach
umieścić nie chciało:
„Żydzi wytoczyli kampanię prasową przeciwko
H. Gibsonowi, posłowi Stanów Zjednoczonych w
Polsce, oskarżając go jako antysemitę za to, że
podpisał razem z płk. Walterem C. Bailey’em,
naczelnikiem amerykańskiej misji Czerwonego
Krzyża w Polsce, oraz z dr. Borysem Bogenem,
35
35
tłumaczem, raport adresowany z Wilna do rządu
Stanów Zjednoczonych, zawierający następujące
ustępy:
1.) „Dnia 5 maja nie było w Wilnie
rozruchów antysemickich, wbrew
wiadomościom, pochodzącym z Kowna, w
niedzielę Wielkanocną, gdy wojsko polskie
wkroczyło do miasta, poległa pewna ilość
Żydów, bądź to podczas walk ulicznych, bądź
też wskutek tego, że wielu żołnierzy padło od
strzałów, które były dane z domów
zamieszkanych wyłącznie przez Żydów”.
3.) „Od czasu zajęcia miasta przez Polaków
nic się tu nie wydarzyło nigdy takiego, coby
bodaj z daleka mogło się wydawać
pogromem, ani nawet nic takiego, coby było
podobne do mordu popeł-nionego z
premedytacją…”
O tych samych wydarzeniach w Wilnie pisał J.
Piłsudski do Ignacego Paderewskiego wiosną
1919 roku (cyt. za: Leon Wasilewski „Józef
Piłsudski, jakim go znałem” str. 182):
„Gdym na drugi dzień świąt przyjechał do
Wilna, przez parę dni widziałem całe miasto
płaczące ze wzruszenia i radości (…). Znacznie
gorzej było z Żydami, którzy przy panowaniu −
bolszewickiem byli warstwą rządzącą. Z wielkim
trudem wstrzymywałem pogrom, który wisiał w
powietrzu, z powodu tego, że ludność cywilna
żydowska strzelała z okien i dachów i rzucała z
tamtąd granaty ręczne”.
Antypolska kampania w prasie kontrolowanej
przez Żydów wywołała w końcu ostre wystąpienie
samych Polaków. Oto „List otwarty do narodów
koalicji w sprawie polskiej”, wydrukowany przez
wszystkie pisma polskie w dniu 28 IX 1919 roku:
„W sprawie rzekomych w polsce »pogromów«
ograniczymy się do sprostowania dwu faktów
najgłośniejszych:
1.) Po oswobodzeniu Wilna gruchnęła po
prasie niemieckiej wiadomość, że w Wilnie 5
maja wojska polskie urządziły pogrom,
którego ofiarą padło 2,000 tys. Żydów. Faktem
jest stwierdzonym w „New York Herald”
(wydanie paryskie) przez amerykańskiego
korespondenta, który był w dniu tym w Wilnie,
że ani wówczas, ani w ogóle nie było w Wilnie
wcale pogromu (…) Takich fikcji
pogromowych stworzono cały szereg…
2.) W osławionym »pogromie lwowskim«,
który Żydzi przedstawili światu jako potworną
masakrę bezbronnych tłumów (przemil-czając
jednocześnie masowe naprawdę rzezie Żydów
na Ukrainie), faktycznie Żydzi byli uzbrojeni i
strzelali do wojska polskiego (…)
Faktem jest, że Żydzi w ciągu wieków
prześladowani i wypędzani z różnych państw
Europy, znajdowali jedynie niemal bezpieczne
schronienie w Polsce. Czy słuszną tedy jest
rzeczą, by ci, co przez swoją nietolerancję Żydów
się wyzbyli, dziś rozciągali swoją kontrolę nad
stopniem tolerancji tych, co im dali u siebie
przytułek? (…)
List podpisali prawie wszyscy rektorzy
uniwersytetów polskich, redaktorzy pism, oraz
liczni politycy i działacze społeczni.
„Zbrodnicze Plemię” − Autor, Jan Polak.
Wrocław − Warszawa.
___________________
POCZĄTKI OSIEDLANIA SIĘ ŻYDÓW W
POLSCE
Handlarze niewolników
W okresie, gdy rządzili w Polsce Sasi,
dokonała się w życiu wewnętrznym Polski
przemiana, współcześnie nie zauważona, ale
która na dalsze życie Polski wywarła niemały
wpływ, mianowicie ugruntowanie się roli Żydów.
Żydzi obecni byli w Polsce mniej więcej od
początku jej dzie-jów. Zdaje się, że zjawiali się −
jako handlarze niewolników − już w Polsce
pogańskiej, Mieszko Stary w XII wieku używał
Żydów jako pracowników w mennicy i wydawał
pieniądze (brak-teaty) z napisami w hebrajskim
alfabecie. Od rozmaitych władców Polski lub
polskich dzielnic (a także i Litwy), otrzymywali
Żydzi w różnych czasach przywileje, dzięki którym
mogli się w Polsce (i na Litwie) osiedlać i
zdobywać sobie pozycję gospodarczą, czasem
nawet znaczną. Okolicznością, która ułatwiła
wyrośnięcie w Polsce dużej społeczności
żydowskiej, był polski duch tolerancji: pozwalano
w Polsce Żydom się osiedlać nie tylko z powodów
gospodarczych, ale także i dlatego, że chciano ich
uratować przed prześladowaniami w innych
krajach. Tak jak wyznawcom rozmaitych sekt
protestanckich, tak i Żydom udzielano w Polsce
gościny, bo chciano im przyjść z pomocą jako
ludziom cierpiącym prześladowanie. Przybywali oni
do Pol-ski w wielkich masach zwłaszcza w wieku
XVI i XVII. Stopniowo, na okres kilku stuleci,
Polska stała się głównym skupieniem żydowskim
w świecie i miejscem przetrwania żydowskiej
kultury. Zastąpiła w tym Hiszpanię, która w
średniowieczu aż po wiek XV tę rolę spełniała, ale
36
36
skąd w roku 1492 Żydzi zostali wygnani. O ile
Hiszpania wydała takie żydowskie postacie jak
filozof Majmonides (1135-1204), o tyle na ziemi
polskiej narodził się i rozrósł, prócz zjawienia się
szeregu wybitnych przywódców talmudycznych,
taki prąd religijny i filozoficzny jak chasydyzm
(jego nowoczesnym przedstawicielem jest
lwowianin Marcin Buber, profesor uniwersytetów
berlińskiego i jerozolimskiego). Także i syjonizm,
choć zrodzony nie w Polsce, miał w niej później
główną podstawę ludnościową i wydał liczną
grupę przywódców, w Polsce urodzonych, takich
jak np. Chaim Weizman, długoletni prezes
światowej organizacji syjonistycznej i pierwszy
prezydent republiki izraelskiej, urodzony w Motolu
pod Pińskiem.
Główna masa Żydów przybyła do Polski z
Niemiec. Żydzi w Polsce w średniowieczu
posługiwali się językiem polskim. Ale później,
Żydzi niemieccy przywieźli do Polski mowę swoją,
tak zwany „jidysz” (dawniej nazywany w Polsce
„żargonem”), będący dialektem niemieckim,
pisanym hebrajskimi literami. Był to język nie tylko
potoczny, ale i literacki Żydów w Polsce do mniej
więcej połowy XX wieku, a w niektórych krajach,
np. w skupieniach żydowskich w Stanach
Zjednoczonych, używany jest po dziś dzień.
W osiemnastym wieku, a zwłaszcza w czasach
saskich, Żydzi stali się w Polsce ogromną potęgą,
zwłaszcza gospodarczą, lecz także i polityczną.
Polscy historycy jakoś nie zainteresowali się
historią Żydów w Polsce; żaden z wybitniejszych,
polskich badaczy historycznych nie badał
archiwów instytucji żydowskich w Polsce (w
języku hebrajskim i „jidysz”), mimo że z
pewnością zawierały one wiele wiadomości,
dotyczących stosunków w Polsce, np. popierania
lub zwalczania interwencją żydowską, często przy
pomocy łapówek, takich czy innych decyzji
państwowych polskich. Dzisiaj archiwa te po
większej części już nie istnieją: Jeśli coś o ich
treści wiemy − to głównie dzięki dociekaniom
historyków żydowskich, którzy je badali. Należą
do nich zwłaszcza H.Graetz („Geschichte der
Juden”) i Dubnow („History of the Jews in Russia
and Poland”).
Żydzi stali się w Polsce wielką potęgą
gospodarczą. Wynikło to stąd, że w dużym
stopniu zajęli miejsce mieszczan. Polityka
szlachecka, także i magnacka, od dawna
ograniczała uprawnienia gospodarcze mieszczan,
utrudniając operacje handlowe mieszczańskie, a
zwłaszcza prowadzony przez mieszczan handel
zagraniczny. Miasta polskie już od dłuższego czasu
staczały się ku gospodarczej ruinie. W mniejszych
miastach mieszkańcy po prostu schłopieli: w
coraz większym stopniu zaczynali żyć z rolnictwa,
z uprawiania przylegającej do miasta ziemi.
(Oczywiście, żyli także i z rzemiosła, ale rzemiosła
małej, nie przemysłowej skali.) W większych
miastach zakazy sprawiały, że nie mogły tam
wyrosnąć większe fortuny handlowe. Natomiast
szlachta korzystała z przywileju sprowadzania
towarów zagranicznych na własne potrzeby bez
cła. Ale sama prowadzić handlu nie mogła i nie
umiała. Posługiwała się, jako swoimi agentami,
Żydami. A Żydzi tymi ograniczeniami co
mieszczanie nie byli objęci. „Każdy szlachcic ma
swojego Żyda” − mówił zwrot przysłowiowy:
„Domami magnackimi rządzą Żydzi” − cytuje
Konopczyński opinię Fyderyka Wielkiego o
Polsce:
Pisałem przed laty, że w omawianych tu
czasach wytworzyła się w Polsce „swoista
symbioza szlachecko-żydowska, w której stroną,
mającą prawa formalne była szlachta, lecz stroną
inspirującą sposób korzystania z tych praw byli
Żydzi”.
Stopniowo zaczęły wyrastać wielkie majątki
żydowskie, dzięki poparciu szlacheckiemu, a
zwłaszcza magnackiemu. Żydzi stali się w Polsce
wielką potęgą gospodarczą, zajmując to miejsce,
jakie w innych krajach zajmowali mieszczanie.
Zdobyli sobie w Polsce wielkie przywileje.
Posiadali w Polsce rozległy samorząd. Składał się
on z kahałów (gmin żydowskich) oraz z
organizacji ogólnokrajowej w postaci „sejmu
żydowskiego”, czyli „waadu”, osobnego w Koronie
i osobnego w Litwie, który załatwiał sprawy
wspólne całej społeczności żydowskiej, a więc
kultu religijnego, dobroczynności, oświaty, spraw
gospodarczych (np. prawa o procentach i prawa o
upadłościach), sporów między kahałami, oraz miał
władzę sądową, a także reprezentował ogół
Żydów wobec państwa polskiego. Żydzi sądzeni
byli w sprawach cywilnych i karnych przez sądy
żydowskie (chyba, że chodziło o spór Żyda z
Polakiem). Podatków − zwanych pogłównym i
podymnym − nie wpłacali wprost do urzędów
polskich: naznaczane one były ryczałtowo na całą
ludność żydowską w Polsce, a uiszczał je wobec
władz polskich waad, który rozkładał je między
ludność żydowską i kontrolował ich pobór przez
kahały. Dawało to waadowi i w ogóle
samorządowi żydowskiemu wielką niezależność −
i uniemożliwiało ingerencję władz polskich w
wewnętrzne sprawy żydowskie.
Szczególną funkcją kahałów i waadu było
37
37
udzielanie przez nie tak zwanej „chazaki”. Polacy
o chazace nie wiedzieli. Był to monopol
eksploatowania poszczególnych Polaków, lub
polskich instytucji (np. klasztorów), udzielany
(sprzedawany) przez samorząd żydowski
poszczególnym Żydom. Jeśli chazaka na takiego
a takiego Polaka udzielona była przez kahał, lub
waad określonemu Żydowi, żaden inny Żyd nie
miał prawa handlowania i prowadzenia interesów
z tym Polakiem; dany Żyd np. oferował temu
Polakowi szczególnie niską cenę za jego wytwory
(zboże, bydło itd.), ale żaden inny Żyd nie miał
prawa zaproponować mu ceny wyższej lub nawet
takiej samej.
Przy kahałach znajdowali się specjalni
urzędnicy, tak zwani „sztadlanowie”, których
zadaniem było utrzymywanie stosunków z
polskimi dygnitarzami, a także sejmikami i
sejmami i załatwianie interesów społeczności
żydowskiej, zwykle przy pomocy „podarunków”, to
znaczy łapówek.
Mieszczanie nie mieli takiej jak Żydzi
organizacji ogólnokrajowej; stanu
zorganizowanego, obejmującego cały kraj, po
pro-stu nie tworzyli. Pruski badacz polskich spraw
wewnętrznych, który jako młody człowiek pisał o
tych sprawach na podstawie danych pruskich
(później jako marszałek w wojsku pruskim, był
zwycięzcą w wojnie Prus z Francją w latach 1870-
71), Helmuth von Moltke, napisał w roku 1832, że
w przedrozbiorowej Polsce „Żydzi stanowili obok
szlachty najbardziej powa-żany i najbardziej
pływowy stan w kraju”. Sam H. Graetz − żydowski
historyk − napisał, że samorząd żydowski
w Polsce stanowił „państwo w państwie”.
Potęga samorządu żydowskiego w Polsce
przyczyniła się w wysokim stopniu do
zdezorganizowania polskiego aparatu
państwowego, a więc do osłabienia Polski w
przededniu rozbiorów. Żydzi w Polsce nie tylko
dbali o interesy bezpośrednie swojej społeczności,
ale także usiłowali osiągnąć daleko idące cele
polityczne. Na przykład „dwaj Żydzi nadworni” −
Augusta Mocnego − Lehman i Meyer, w roku
1721 zakręcili się między Dreznem i Berlinem,
obwożąc augustowski plan rozbioru Polski; już
była na to zgoda saska, zgoda pruska, podobno
też i cesarzowa Karolowa (…austriacka) maczała
w tym ręce. Oparł się znów sam jeden protektor
Rzeczypospolitej, Piotr Wielki, gło-sząc, że cały
plan przeciwny jest Bogu, sumieniu i uczciwości.
Poczem zaraz (…) odsłonił car intrygę
niemiecko−żydowską Polakom. (Władysław
Konopczyński „Fryderyk Wielki a Polska”).
− „Czyż dziwna, że po takich doświadczeniach
nie tylko zdrajcy magnaci, ale i setki przeciętnie
uczciwej, a ciemnej jak noc szlachty uznały w
carze opiekuna wolności i całości Polski, skoro ów
mógł nas zdusić i ograbić, a nie uczynił tego sam i
przeniewierczego króla od tego powstrzymał”.
Konopczyński pisze dalej, że w przededniu swojej
elekcji w 1697 roku, August Mocny „zadłużył się u
nadwornego Żyda Bernarda Lehmanna, a później
był już od niego uzależniony”.
Żydzi odegrali ogromną rolę w operacji
finansowej króla pruskiego Fryderyka II
(Wielkiego) fałszowania polskich pieniędzy.
Fryderyk Wielki wszedł w zdobytej przez siebie na
pewien czas Saksonii w posiadanie stempli
mennicy królewskiej polskiej, „gdzie August III i
Bruhl fabrykowali od kilku lat nielegalnie i niezbyt
rzetelnie − polskie tynfy, szóstki i trojaki”
(Konopczyński). Przy pomocy tych stempli król
Fryderyk zaczął wyrabiać polskie monety,
wyglądające jak prawdziwe, lecz zawierające
zmniejszoną ilość szlachetnego kruszcu. Te
fałszywe monety przemycał potem do Polski,
wymieniając na prawdziwe. Jak bezprzykładnym
to było bezprawiem i pogwałceniem przyjętej
powszechnie etyki postępowania
międzynarodowego, możemy zrozumieć
wyobrażając sobie, jakby to było, gdyby dzisiaj np.
Niemcy, lub Anglia lub Francja zaczęły
fabrykować w swoich zakładach drukarskich i
rzucać na rynek międzynarodowy, fałszywe
amerykańskie dolary. Konopczyński pisze o tym
procederze:
„W lipcu (1753) roku zawarto kontrakty z
Żydami Efraimem i Francklem o prowadzenie
mennic we Wrocławiu, Aurich i Kliwii, w kwietniu
1755 roku umowy z Mojżeszem i Abrahamem
Francklami w sprawie dostawy srebra do
mennic, po czym wkrótce zaczęto bić w Królewcu
i Wrocławiu tynfy siódmej próby, wartości ledwo
pół − pięta trojaka, gorsze od saskich i
brandeburskich o 33 procent. W październiku
tegoż roku kontrakt z paru dalszymi spółkami
żydowskimi pod firmą Moses Gumpertz et
consortes, Moses Isaac und Daniel Itzig.
Nazwiska firmantów mówią jasno, jaki to gatunek
ludzi miał ściągać kruszce z zagranicy, a
rozmieszczenie mennic wskazuje kierunki
eksportu. Ze strony rządu pruskiego firmował
umowy nikt mniejszy, jak (…) Jan Filip Graumann,
naczelny dyrektor mennic państwowych. (…) W
krytycznym wrześniu 1757 roku Fryderyk
zdecydował się bić pieniądz dla zagranicy poniżej
50 procent nominalnej ceny. Później, do roku 1760
38
38
wybijano z grzywny srebra zamiast normalnych 12
− 13 talarów − 19, 20, 31, 33, na koniec 40
talarów.
Zarazę ekonomiczną szeroko roznosili po
Polsce ajenci (żydowscy) których głównym zresztą
zadaniem było ściągnięcie dobrej, starej monety
do Prus (…) Pod patronatem Reimera w Gdańsku
operowali królewsko − pruscy Schutzjuden
(Żydzi pod ochroną) Aleksander Moses i Moses
Pinkus Schlesinger. (…) Ten nordycko-semicki
polip o niezliczonych główkach i mackach
dostarczył skarbowi Fryderyka 20 milionów
talarów, tyle samo, ile wpłacił sprzymierzeniec Pitt
Starszy − a ile wyssano z Polski, jak zrujnowano
wszystkie warstwy ludności (boć zarabiali i
przedsiębiorcy, i pośrednicy, i różni miłośnicy
fałszer-stwa), o tym w przybliżeniu tylko napisał w
Pamiętnikach ostatni król polski: że strata
społeczna wyniosła 200.000.000 złotych (25
milionów talarów)” (Konopczyński). Była to na owe
czasy suma olbrzymia. Dodać należy, że świat
ówczesny wiedział o machinacji fałszerskiej
Fryderyka Wielkiego, choć jej nie pochwalał.
Znajomość tego faktu stwierdziła także i
cesarzowa rosyjska, Katarzyna, mówiąc do
Diderota, który wspomniał z odrazą o Fryderyku
jako fałszerzu pieniędzy: „Ach, i ja dostałam sporo
tych falsyfikatów”.
Konopczyński oblicza na innym miejscu, że
Polska straciła na operacjach fałszerskich
Fryderyka Wielkiego, bezpośrednio i pośrednio,
wcześniej i później 200.000.000 milionów złotych
polskich. „Za takie pieniądze − dodaje − można
było utrzymać przez dwa lata sześćdziesiąt
tysięcy doborowego wojska, i podyktować taki lub
inny pokój Europie”.
Tak więc operacje fałszerskie przeprowadził
Fryderyk Wielki i rząd pruski. Ale uczestniczyła w
tych operacjach społeczność żydowska w Polsce,
zajmując się rozprowadzaniem fałszywej monety
po Polsce.
Potęga żydowska w Polsce pod rządami
saskimi stała się tak wielka, że wzbudziło to
zaniepokojenie także i poza Polską. Papież
Benedykt XIV wydał w dniu 14 czerwca 1751
roku, czyli na 12 lat przed śmiercią króla Augusta
III Sasa, a na 21 lat przed pierwszym rozbiorem
Polski, encyklikę, zwaną od pierwszych słów „A
quo primum”, zwróconą do „Prymasa, arcybiskupów
i biskupów Królestwa Polskiego”, wzywającą
ich do przedsięwzięcia kroków, zmierzających do
zmniejszenia ucisku ubogich Polaków przez
bogatych Żydów, oraz położenia tamy
nienaturalnie wielkiemu wpływowi politycznemu
Żydów na życie polskiego państwa.
Później, w okresie zaborów, Żydzi w Polsce
byli narzędziem państw zaborczych, używanym
przez nie dla przeciwstawienia się polskości.
Szczególnie w większych miastach skupiona została
pod rządami zaborczymi tak liczna masa
żydowskiej ludności, że polskość tych miast
zaczęła się znajdować pod znakiem zapytania.
W Warszawie, stolicy Polski, w roku 1781, a
więc jeszcze w Polsce niepodległej, Żydzi
stanowili 4 i pół procent ludności. Ale w roku
1810, po 12 latach rządów pruskich i tylko 3
latach wznowionej polskiej wolności (w Księstwie
Warszawskim było ich już w Warszawie 14
procent. Pod rządami rosyjskimi, w latach 1859,
1882 i 1897, czyli po 28, 51 i 66 latach rządów
rosyjskich, ludność żydowska w Warszawie
wynosiła 24,3 proc., 33,4 proc. i 33 proc. Nawet w
roku 1931, po 13 latach niepodległości Polski,
spis ludności wykazał 30 proc. Żydów, czyli blisko
jedną trzecią ogółu ludności. W drugim co do
wielkości polskim mieście, Łodzi, było 5,7 proc.
Żydów w roku 1793, w przedrozbiorowej Polsce
niepodległej, ale pod rządami rosyjskimi w roku
1856, 1897 i 1910 − 12,2, 31,8 i 40,7 procent.
Nawet w Polsce odrodzonej, w roku 1931, Łódź
miała ich wciąż jeszcze 35 proc. Miasta takie jak
Białystok i Pińsk miały w chwili odzyskania przez
Polskę niepodległości żydowską większość. W
Wilnie, wedle rosyjskiego spisu ludności z roku
1897, Żydzi stanowili 45 proc. Obok nich było
wtedy w Wilnie 54,6 proc. chrześcijan, w
przytłaczającej większości katolików − Polaków.
Wedle spisu z roku 1931 miasto Wilno miało 28
proc. Żydów, 66 proc. Polaków (65 proc.
katolików), 0,81 proc. Litwinów, oraz 4 proc.
Rosjan, Białorusinów i innych).
W ostatnich przed upadkiem rosyjskiego
caratu wyborach w roku 1912 do dumy
(rosyjskiego parlamentu) w Warszawie i w Łodzi,
dwóch największych polskich miastach, wybrani
zostali głosami żydowskimi, wespół z niewielką
ilością głosów polskich, posłowie, którzy nie
należeli w Dumie do Koła Polskiego, ale do
stronnictw rosyjskich.
W Warszawie obrany został polski komunista
Jagiełło, który w Dumie należał do rosyjskiego
połączonego stronnictwa bolszewików i
minszewików. W łodzi obrany został żydowski
liberał, Żyd o języku ojczystym jidysz, dr Bomasz,
który w Dumie należał do rosyjskiego liberalnego
stronnictwa „kadetów” {kon-stytucyjnych
demokratów}. Tym właśnie sposobem wybory te
zademonstrowały, że Warszawa i Łódź nie są już
39
39
politycznie miastami polskimi, lecz są organiczną
częścią imperium rosyjskiego.
To polska Żydówka, działaczka SocjalDemokracji
Królestwa Polskiego i Litwy, Róża
Luksemburg (później działaczka rewolucyjna w
Niemczech, zamordowana w roku 1919 przez
bojówkę nacjonalistyczną niemiecką) wystąpiła z
programem, że Polski niepodległej ma w ogóle
nie być i że Polacy powinni się zlać z Rosjanami
oraz Niemcami.
Duży odłam Żydów polskich sprzeciwiał się
odbudowaniu niepodległej Polski w latach 1918 − 19.
Gwałtowną akcję prze-ciwpolską prowadziły
żydowskie grupy nacisku w czasie rokowań
wersalskich. Autorem tak zwanej „linii Curzona”,
która miała odciąć od Polski − i ostatecznie odcięła −
Lwów i Wilno, był polski Żyd Ludwik BernsteinNamierowski,
znany w Anglii jako Louis Namier, syn
żydowsko-ziemiańskiej rodziny w Polsce, w czasie
wojny doradca rządu brytyjskiego w sprawach
wschodnio-europejskich, a nienawistny wróg Polski.
„Tysiąc Lat Historii Polskiego Narodu” −
Jędrzej Giertych. Londyn 1986 r.
____________________
W OBRONIE MOJEGO KRAJU
Przedstawiam kilka najbardziej istotnych
cytatów z książki pt. „In Defence of my
Country” (autor Jędrzej Giertych 1981 r.), a
dotyczące sprawy żydowskiej.
List pasterski Arcybiskupa Andrzeja
Szeptyckiego, Metropolity Halickiego, Arcybiskupa
Lwowskiego, który został ogło-szony na Ukrainie
w 1940 roku i dotyczył ogromnego zagro-żenia dla
całej Europy, ze strony polskiego żydostwa.
Arcybiskup pisze w tym dokumencie, „że
semici z Polski są najbardziej niebezpieczni, i
w odróżnieniu od Żydów z innych krajów
Europejskich, powinni być w pierwszej
kolejności unicestwieni”.
Należy też nadmienić (jak pisze J. Giertych),
że Arcybiskup był zwolennikiem Adolfa Hitlera; w
grudniu 1941 roku wystosował do niego coś w
rodzaju „memorandum”. Oto cytat:
«Jego ekselencja Adolf Hitler, ma całkowitą
rację, dążąc do ustanowienia Nowego
Porządku w Europie: stworzenia normalnego
bytu dla wszystkich Europejczyków po
wyeliminowaniu ciągle konspirującej masy
żydowskiej.»
* * *
Jędrzej Giertych ujawnia, że oficjalnie w
środkach masowego przekazu podawano, że w
okresie międzywojennym, to znaczy do wybuchu
II wojny, kraj nasz zamieszkiwało około 3,500,000
Żydów. Natomiast prawdziwe dane cyfrowe nigdy
nie były znane. Większość miast bowiem; a do
tych zaliczamy między innymi: Łódź, Warszawa,
Białystok, Lwów, Lublin, Zamość, Wilno, miały 50%
populacji, narodowości żydowskiej. Należy z tego
wnioskować, że cała populacja żydowska była
znacznie wyższa od oficjalnie podawanej.
* * *
Liga Narodów − Organizacją żydowską!
Autor twierdzi również że powstała w okresie
międzywojennym „Liga Narodów” była na wskroś
organizacją żydowską. A oficjalna wersja głosiła,
że jej głównym zadaniem było niedopuszczenie
do kolejnego konfliktu zbrojnego, zrobienia
wszyst-kiego, co jest możliwe w celu zachowania
stabilizacji i pokoju w Europie…
Natomiast Hitlerowskie Niemcy, nie należały do
tej organizacji, gdyż Adolf Hitler uważał, że ta
organizacja ma cele inne, jak głosi oficjalnie, że
jest to żydowski międzynarodowy „gang”,
podszywający się pod różne nacje.
* * *
Kazimierz Kowalski i antysemicki Ruch
Narodowy.
Do wielkich orędowników ruchu narodowego w
okresie międzywojennym, należał Roman
Dmowski, stał on na czele Polskiego Stronnictwa
Narodowego. Bardzo znanym i aktywnym
działaczem był również Kazimierz Kowalski. W
sierpniu 1939 r. ukazała się broszurka pióra tegoż
właśnie narodowca, nosząca tytuł „Naród w
walce”, Autor ujawnia w niej cele i zamiary
żydowskiej konspiracji. Demaskuje oblicza ludzi,
podszywają-cych się pod polskich patriotów.
Stwierdza jasno, że Polską rzą-dzi żydomasoneria,
do której należą czołowi
przedstawiciele rządu z Rydzem-Śmigłym i
ministrem spraw zagranicznych Jó-zefem
Beckiem na czele.
Okazuje się, że tzw. >>Bereza Kartuzka<<, to
było miejsce, gdzie więziono, a w wielu
przypadkach likwidowano prawdziwych patriotów i
narodowców. Kazimierz Kowalski podaje jako
przykład wspaniałego Polaka W.Korfantego.
− W 1922 r. polski parlament proponuje
Piłsudskiemu, utworzenie rządu z Wojciechem
40
40
Korfantym jako premierem. Piłsudski
kategorycznie odmawia i tworzy rząd z ludzi
zupełnie narodowi nieznanych. Typuje swoich
zaufanych żydo-masonów. W. Korfanty
protestuje, organizuje wiece próbuje ostrzec
społeczeństwo. W 1930 r. zostaje więc
aresztowany, torturowany i przebywa w więzieniu
do 1934 r. Po wyjściu skazany na „banicję”,
opuszcza kraj. Wraca ponownie w kwietniu 1939
r. już za rządów Rydza-Śmigłego. Natychmiast
niemal zostaje ponownie aresztowany, osadzony
w Berezie i po 83 dniach pobytu na skutek
podania specjalnego rodzaju trucizny umiera.
* * *
Giertych ujawnia również dokument Adolfa
Hitlera, instruujący swoją armię, co do
postępowania jej wobec ludności polskiej.
Obecnie panuje ogólne stwierdzenie
rozpowszechniane przez propagandę, że Hitler
wszczynając wojnę, pragnął wyeliminować
wszystkie inne rasy, a z „germańskiej” uczynić coś
w rodzaju „nadludzi”, czyli rasy nadrzędnej. Co
jest nieprawdą. Taka wersja jest tworzona i
nagłaśniana w większości przez żydowskich
pisarzy…, którzy w perfidny sposób, dowolnie
przeinaczają fakty.
W 1939 r. 25 listopada Adolf Hitler wydaje
oficjalny dokument, a dotyczący sposobu
postępowania wobec ludności Polski; do
„wszystkich wyższych dowódców wojskowych w
swojej armii”. Dokument nosi nazwę: «Sposób
postępowania wobec populacji na byłych
polskich terytoriach, z punktu widzenia
każdego». Wyraźnie jest w nim zaznaczone, że
najbardziej wartościowi są przedstawiciele
warstwy robotniczej oraz chłopskiej. Naukowcy,
księża czyli tzw. inteligencja to w 80%-tach ukryci
Żydzi i powinno się ich wyeliminować. Za przykład
takiej eksterminacji autor podaje, wyaresztowanie
profesorów Uniwersytetu Jagielońskiego w
Krakowie i ich likwidacji.
Kiedy czytamy zestaw nazwisk tych
prominentów nauki, okazuje się że większość z
nich to ludzie pochodzenia semickiego. Należy
więc wyciągnąć jednoznaczny wniosek i
stwierdzić, że opanowanie Europy, czy też
świata przez Adolfa Hitlera, miało na celu
uwolnienie ludzkości od żydowskiej
dominacji.
Był to jeden z przykładów odwracania lub
zatajania faktów przez propagandę żydowską.
Autor przytacza następny przykład, odwracania
faktów historycznych przez tą samą propagandę.
Pod koniec wojny Hitlera z Aliantami, kiedy
Alianci organizowali masowe naloty, aby złamać
naród niemiecki − Giertych pisze, że Roosevelt
(Rosenfeld) wydał odpowiednie polecenia
stwierdzające, że należy unicestwić nację
germańską. Wtedy to zastosowano taktykę
nalotów dywanowych na bezbronną ludność
cywilną. Przypomnijmy tylko niektóre fakty.
Podczas nalotu alianckiego na Drezno we
wrześniu 1944 r. zginęlo 200,000 tys.
mieszkańców, podczas nalotu na Wiesbaden
około 82,000 tys. na Wrocław w końcowej fazie
wojny, zgi-nęło około 40,000 tys. (przypominam:
że miasto to przed II wojną należało do Niemiec i
dopiero układ w Poczdamie, przyznał je z
powrotem Polsce).
* * *
Osobny rozdział dotyczy wpływów żydowskich,
w różnych wojnach, począwszy od okresu
średniowiecza.
W 1290 r. w Anglii dokonano wielu pogromów
semickiej rasy. Byli oni tam bezlitośnie tępieni, a
w konsekwencji niewielka ich liczba została
specjalnym dekretem, wydalona z tego kraju.
Podobnie było w Niemczech czy w Szwajcarii
gdzie w XIV w. odbywały się masowe czystki tej
rasy. W 1648 r. szczególnie brutalnie eliminowano
Żydów na Ukrainie. Szwadrony kozackie
oczyszczały wioska, po wiosce, dokonując
licznych masakr, na tym „narodzie wybranym”. Ci
Żydzi, którzy szczególnie krzywdzili miejscową
ludność, byli paleni na stosach, bądź krzyżowani,
jako oprawcy, którzy w ten sam sposób postąpili z
Jezusem.
Podobne sceny miały miejsce w XVII w. w
ówczesnej Litwie. Traktowano ich jako największą
zarazę i tępiono bezlitościwie. Natomiast w Polsce
żydostwo, cieszyło się ogromnymi przywilejami i
miało całkowitą swobodę działania.
Tak więc, gdy w wielu krajach europejskich,
Żydzi byli dyskryminowani i prześladowani, w
Polsce przyjmowano ich z otwartymi ramionami.
Nie wolno również pominąć faktu, a mianowicie:
przyjęcia około 600,000 tys. Żydów z Rosji w
latach 1919-21. za rządów J. Piłsudskiego. Po
przewrocie majowym w 1926 r. wszyscy oni
otrzymali polskie obywatelstwo.
Kościół katolicki, odegrał też swoją odpowiednią
rolę, a mianowicie podczas II wojny światowej
wielu Żydów, znajdowało schronienie na
plebaniach, gdzie zamieniano im metryki
urodzenia i dawano polsko brzmiące nazwiska. J.
Giertych pisze: że w Otwocku, Płudach czy w
41
41
Warszawie w pośpiechu przerabiano tysiące
metryk, wydając inne dokumenty.
Dochodzimy do końca II wojny światowej i
okresu tzw. „Pol-ski Ludowej”. Kim byli w
rzeczywistości władcy tego kraju, rze-komo
oddani przedstawiciele klasy robotniczej. A oto
jedni z nich: Jakub Berman, od 1947 r. zastępca
premiera, tzw. (szara eminencja). Urodzony w
Warszawie w rodzinie żydowskiej. Jego ojciec był
wydawcą znanej (ze szczególnego atakowania
innych nacji) syjonistycznej gazety „Haint”. Brat
Adolf, urodzony w 1906 roku, przywódca
żydowskich bojówek. Później wyemigrował do
Izraela, został członkiem parlamentu tego kra-ju.
Do kolekcji dochodzi następny, Roman
Zambrowski urodzony w 1909 r. w Warszawie,
syn rabina. W okresie krwawych rządów
bierutowskich, piastował on funkcję marszałka
Sejmu. Hilary Minc urodzony w 1905 r. w
Warszawie, syn bogatego handlowca
żydowskiego. Studiował prawo i ekonomię. Od
1945 r. szef departamentu planowania.
Kolejni Żydzi:
1) Eugeniusz Szyr − urodzony w 1915 r.
wicepremier od 1947 r.
2) Artur Starewicz − sekretarz Komitetu
Centralnego Partii.
3) Zygmunt Modzelewski − urodzony w 1900 r.
minister spraw zagranicznych, w latach 1947-51,
członek Rady Państwa.
4) Stanisław Skrzeszewski − urodzony w 1901
r. minister edukacji, ambasador w Paryżu i w
latach 1951-56 minister spraw zagranicznych.
5) Marian Naszkowski − zastępca ministra
spraw zagranicznych.
6) Juliusz Katz-Suchy i Henryk Birecki −
delegaci do ONZ.
7) Stefan Staszewski (Schaff) − urodzony w
1913 r. czołowy propagandzista partyjny.
8) Jerzy Borejsza − urodzony w 1905 r.
czołowy dziennikarz i propagandzista
komunistycznej prasy.
Najwięksi jednak żydowscy zbrodniarze i
oprawcy, znajdowali się w służbie
bezpieczeństwa. Do nich zaliczany: pułk. Józef
Różański, puł. Józef Światło który później „zbiegł”
na zachód, a obecnie mieszka w USA. Dalej,
pułk. Anatol Feigin i generał Mietkowski. Nie tylko
szefowie poszczególnych departamentów byli
semickiego pochodzenia, ale praktycznie 90%
całej kadry UB to Żydzi.
Tysiące prawdziwych Polaków, patriotów,
zostało w bestialski sposób zlikwidowanych przez
tych semickich oprawców.
„IN DEFENCE OF MY COUNTRY” − Jędrzej
Giertych, Lon-dyn 1981 r.
___________________
PLEWY I PERŁY
Afera Lady Parnes
W pierwszym zeszycie monumentalnego, a raczej
„momentalnie” monumentalnego wydawnictwa:
„Żydzi w Polsce Odrodzonej” (redakcja: dr
Schiper, dr Tartakower, radca Hafftka)
znajdujemy na samym wstępie występ prezesa dr
Ozjasza Thona. Ponieważ dzieło poświęcone jest
„społecznej, gospodarczej, kulturalnej i oświatowej
działalności Żydów w Polsce” i „drukowane na
pięknym bezdrzewnym papierze”, a zapowiada się
jako „standard work” żydostwa polskiego, to poseł
dr O. Thon kończy swoje przedsłowie takim
akordem:
«Żydzi polscy już nieraz nadawali ton w
żydostwie światowym. Była chwila, kiedy
genjusz narodu żydowskiego doszedł właśnie
do pełni rozkwitu w dziedzinie swej
specyficznej nauki w Polsce. Mam wrażenie,
że rozwój wypadków idzie teraz w tym
kierunku, że w Polsce powstanie jeden z
głównych duchowych ośrodków ducha
żydowskiego.»
Może to nie powiedziane ze zniewalającą
skromnością, ale duży procent prawdy w tym
jednak jest. Trzeba atoli bardzo uważać na zespół
tych, którzy wedle rabbe Thona ton mają nadawać
w żydostwie świata. Niektórzy bowiem
prawdopodobnie najbardziej stanowczo do tego
nadawania tonu się nie nadają, przynajmniej
obecnie, to jest w teraźniejszej teraźniejszości.
Może będą nadawali się w przyszłości, w tej
przyszłości fantastycznej, o której dr Gerszon
Lewin mówi, że „gdy narody przekują miecze na
lemiesze, będzie mieszkał wilk z baranem, a
lampart z koźlęciem będzie leżał, w te oto
błogosławione czasy zniesione będą wszelkie
święta z wyjątkiem Hamana, święta zwyciężenia,
gdy nowych Hamanów wtedy nawet nie
zabraknie”… Otóż i Hamanów mogłoby w tej
utopijnej, idyllicznej, szczęsnej przyszłości nawet
42
42
zabraknąć (wbrew wróżbie dr G. Lewina), gdyby
właśnie nie ci liczni Lewinowie i synowie z
pokolenia Lewi, którzy w zbyt dużym procencie
tak moralnością, jak i mentalnością swoją właśnie
nie nadają się do nadawania w żydostwie świata
tego tonu, o którym mówi rabbi Thon.
Teraz świeżutko o dwóch takich Lewinach było
dużo detali w prasie zagranicznej, swojskiej.
Jeden to ten doktor (praw?), Izaak Lewin, zbiegły
bankier berliński, który klientów ocyganił na 5
milionów marek, poczem zbiegł do …Rio de
Janeiro, a potem wypłynął jako profesor ekonomii
pod nazwiskiem Norman na katedrze
uniwersyteckiej w Cambridge pod Bostonem;
przedtem oczywiście sfałszował dokumenty i
dyplomy i to… katolickiego uniwersytetu we
Fryburgu. Dzielny Lewi został aresztowany
podczas wykładu o… sytuacji gospodarczej w pań-
stwach południowej Ameryki.
Dość dużo znowu gadania i pisaniny bywało
ostatnio o innym Lewinie, naszym swojskim,
rodzimym Mojżeszu, pochodzącym z Mińska. Ten
znowuż zrobił majątek szybko, poczem zajął się
organizowaniem grupy sanatorów, którzy mieli
sanować interesy „pana Pless”, jak pisują Żydki
w „Poranniaku”.
Stanowczo nie nadawał się do „nadawania
tonu” w Gdańsku obywatel Aron Noiman, który
wraz z Mendlą Merin zdołał, jak dotychczas
ustalono, sześć dziewcząt z Piotrkowskiego wywieźć
do lupanarów w Buenos Aires, za co świeżo
aresztowan. Jeszcze mniej młody p. Chaskiel
Lindenbaum, który rodzonej rodzicielce swojej
Rywce Lindenbaum, zwanej seniorką stręczycielek,
pomagał w procederze zbierania żywego
towaru ludzkiego do salonów przy ulicach Piwnej i
Wołyńskiej. Oczywiście tego Lindenbauma nie
należy mieszać z innym Lindenbaumem, który
zwiał „nagłą śmiercią”, zostawiając moc wierzycieli,
przedtem pracował kilka lat w branży filmowej, a
był do tego stopnia członkiem żydowskiej loży
wolnomularskiej „Bnai Brith”, że ta loża objęła na
siebie misję mediatorską z wierzycielami…
Nie nadawałaby się do nadawania tonu w
Europie − duża banda, dla której zboczony malarz
Czarnecki fałszował artystycznie ligitymacje, a to
obligacje premiowej pożyczki budowlanej, losy
loterii państwowej itp., a których to falsyfikatów
kolportażem zajmowali się pp. Abram Leipzygier,
Leiba Rabinowicz, Szlama Chumek, Spajzman,
Mordka Rapp i ich familje, obecnie wszyscy za
kratą. Z fałszywą legitymacją radcy ministerialnego
M. Librowicza aresztowano znów
sleepingowego międzynarodowego działacza p.
Rosenbauma.
Również dalej nie nadaje się do nadawania
tonu w Europie duża organizacja szmuglerów
niemieckich haftów i koronek z Drezna i Bremy z
panami Szmulem Pryncem (sic), Prendkiem,
Blochem, i Kottem na czele, którą sąd okręgowy w
Kaliszu ska-zał nie w pełnym komplecie na dwa
lata kryminału, poczem sąd apelacyjny na razie
uniewinnił, aż do wznowienia dalszych
szmuglerskich poczynań i wyczynów.
Czyż dalej nadają się do nadawania tonu
żydostwu światowemu panowie Henoch Stajn et
Comp., oraz bracia Silberman, właściciele firm
Soplica (sic), i „Polonia”, i Polonez (sic) przy ul.
Senatorskiej, którzy jako rzetelny Vermouth
Cinzano z Turynu sprzedawali przez długie czasy
jakieś świństwo z jabłek i cukru, podrabiając
etykiety?…
Z dziennikarskiego świata znów nie nadawałby
się na nadawanie tonu w Europie „kolega”
Cederbaum z Wilna, który „nawiązywał” stosunki
z młodemi dziewczynami, dawał im dobrze płatne
posady w Gdańsku, aresztowany został jako
pozostający w kontakcie z handlarzami żywym
towarem w Gdańsku. Nie bardzo to się tak znowu
spisał „kolega” Machonbaum, pseudo-nim
Machon (dlaczego nie MacMahon?), założyciel
pierwszej mocarstwowej szkoły reporterów w
„Palais Wertheim” (Aleje Ujazdowskie), w której
wedle nakreślonego planu 700 kandydatów,
płacąc rocznie 700 złotych miało po 700 dniach z
gotowymi dyplomami zająć wszystkie 700 miejsc
wolnych w prasie, zarabiając 700 złotych, gdyby
nie fatalna interwencja władz, które położyły
ciężką dłoń na ramieniu lekkiego p.
Machonbauma!
Jak widzimy z tego krótkiego przeglądu
jednego tygodnia styczniowego w Polsce roku
1932, wszyscy ci współobywatele to byli ludzie,
którzy zbyt przejęli się talmudyczną wspominaną
wielokrotnie w dziele Nachalnika a maksymą
brzmiącą: „Gazet kusy muter”, co znaczy: grabić
gojim jest dozwolone. Natomiast całkiem
zlekceważyli sobie ci panowie rodacy „Zasady
Religijne” pana Kopelmana (nauczyciela szkół
handlowych w Warszawie), gdzie wyraźnie
przecież w komentarzu do 8 przykazania czytamy:
„Ósme przykazanie zakazuje nam
przywłaszczania sobie cudzej własności
jakimkolwiek bądź sposobem. Powinniśmy też
wstrzymywać się od oszustwa, podstępu,
łudzenia, kłamstwa, lichwy, fałszywej wagi i
miary”.
A więc jednak: wstrzymywać się!
43
43
Tymczasem nie zdołała się wstrzymać od
tego pewna dama polska, której nazwisko
zdradziła wiedeńska „Arbeiter-Zeitung” z 20
grudnia 1932 r., a o której cały artykuł p.t. „Habe
die Ehre”, nie wymieniając nazwiska (wyznania
rasy), dał w żydowskiej „Weltbuhne” berliński p.
Paul Elbogen, pisząc tylko stale: „die Frau des
polnischen Attaches”…
Lady Marjanna Parnes, jadąc z Wiednia do
Czechosłowacji szmuglowała na sobie: 198
szylingów austriackich, 2,800 franków
szwajcarskich, 680 dolarów, 700 guldenów
holenderskich, 14 dolarów kanadyjskich, 24
funtów angielskich etc. Lady Marjanna Parnes
starała się na stacji granicznej Gmund przy rewizji
przekupić urzędniczkę-gojkę sumą 1.000
szylingów austriackich. Lady Parnes została
aresztowana. Mąż Lady Parnes, długoletni szef
wydziału prasowego przy polskim poselstwie w
Wiedniu został wydalony ze służby.
Paul Elbogen poświęca cały artykuł cnocie i
hartowi urzędniczki proletarjuszki z urzędu
celnego w Gmund.
Mąż Lady Parnes, tempore belli, był
najzajadlejszym oszczercą narodowego obozu i
Komitetu w Szwajcarji. W nagrodę za to nędzny
skryba został podporą poselstwa przy Siehmanie
(„Szarotka”) i przy Baderze (kreacja Radziwiłłów).
Czy rabbi dr Ozjasz Thon obstaje nadal przy
swojej tezie o „nadawaniu tonu żydostwu
światowemu”?…
Moryce w… St. Moritz.
Miesiąc temu przyniosła prasa wiadomość, że
baron Leopold Popper w Wiedniu kupił zbroję
„polskiego króla Jagiełły” za 60,000 tys. dolarów i
umieścił ją w swoim zamku Unterberg, pod
Wiedniem.
Przyszły potem szczegóły przeoczone przez
naszą prasę. W wiedeńskim sądzie egzekucyjnym
odbyła się licytacja tej zbroi, pochodzącej z XVI
wieku, roboty słynnych płatnerzy norymberskich
Seitenhofa i Hopnera. Zbroję znaleziono na
jednym z zamków, czy dworów litewskich w roku
1928 i nabył ją wiedeński handlarz starożytności
Dornheim na spółkę z baronem Popperem
(mężem śpiewaczki Jeritzy). Rzeczoznawcy
wiedeńscy ocenili ją na 15,000 tys. szylingów
austriackich, amatorska suma do 30,000 tys.
szylingów. Między właścicielami zbroi doszło do
procesu cywilnego i do licytacji udziału
antykwarjusza Dornheima. Zbroję nabył na
wyłączną własność baron Popper za 28,750 tys.
szylingów. Wreszcie okazało się, że zbroja ta z
królem Jagiełłą nie ma nic wspólnego, ale może
być zbroją któregoś z królów polskich. W zamku
Poppera, Unterberg, uchodzić będzie oczywiście
za zbroję Wł. Jagiełły…
Są zatem jeszcze w erze kryzysu w Europie
bogacze! W dzisiejszych czasach dawać takie
sumy za objekt dla dekoracji zamku, na to sobie
żaden inny kolekcjonista prywatny, żaden Karol
Lanckoroński ani żadne muzeum polskie
pozwolićby nie mogło. A baron Popper może. A
ponieważ Poppery są z Galicji, więc na przekór
czy dla upokorzenia polskich „magnatów” (ma
gnaty) zbroja króla polskiego będzie ozdabiała
zamek Popperów w Unterberg. Pokazuje się więc,
że Poppery muszą jeszcze rozporządzać
olbrzymimi funduszami, jeżeli sobie na takie
arcyluksusy pozwalają w obecnych czasach.
A na co sobie pozwolić znów mogą ci dawni
właściciele Popperowskiej zbroi, panowie z
zamków i dworów litewskich?
O tem nas informuje nie żaden antagonista
Popperów i innych baronów, a właśnie wróg
wszelkiej aktywnej judofobji poseł Mackiewicz z
Wilna, jak wiadomo dość często zabawnie wymyślający
na Endecję:
„Że we dworach spędza się wieczory przy
kominkowym ogniu dla oszczędności nafty, to
nasuwa też romantyczne wspomnienia − czasów
wojennych − powieści Dickensa… lecz to, że w
tychże dworach, mięso pojawia się na stole tylko
wówczas, gdy który z domowych myśliwych ubije
zająca czy cietrzewia, gdyż wieprze, cielęta i
ptactwo muszą być sprzedane na opłacenie
podatków − to już zalatuje erą jaskiniową. − Ale i
tu nastanie wkrótce nowa faza, bo mało kto jest
jeszcze w stanie opłacać pozwolenie na broń i
inne, związane z tym dokumentem; więc
pozostaną dwie tylko ewentualności: albo
zastawiać na zwierzynę, za przykładem wiejskich
sąsiadów, sidła, albo żywić się korzonkami i
miodem leśnym, jako że szarańczy u nas nie
ma”…
Różnica zatem w standard of life jest wielka.
Tam, wiedeński baron kupuje sobie zbroję
muzealną z litewskiego dworu, a tu „wileńscy
panowie” znów z dworów po prostu nie mają na
naftę i żyją w ciemnościach. Oczywiście o jakimś
wyjeździe za-granicę nie może być mowy.
Dawniej sobie wyjeżdżano na Jasny Brzeg,
schorowani do Mentony, na Semmering, do
Chamonix, do Davos, do Saint-Moritz. Teraz
wszędzie w tych miejscowościach same
Poppery… i Moryce. Niby to i u nich
44
44
pauperyzacja, a jednak wszędzie Poppery. W
Zakopanem kilka tysięcy Popperów. W Krynicy
Poppery. Wspólna korespondentka „Naszego
Przeglądu” i „Polski Zbrojnej” (sic!) M. C. pisze z
Saint-Moritz list o tamtejszych Popperach,
Citroenach, Rotschildach. Przysyłają stamtąd
kilka numerów pisma „La Vogue” z kurlistami i w
istocie; same Poppery. Numer gazetki z Nicei;
same Poppery. No, więc tedy nie musi być taka
bryndza w narodzie semickim, skoro sobie mogą
pozwalać na szampana i ostrygi, na bobsleigi i na
hotele − pałace w Alpach, no i wogóle na pobyt w
„zimowych salonach Europy”.
Czyżby więc prawdą było, co w Starym
Testamencie czytamy o starych czasach: «Tedy
synowie Izraelscy uczynili według rozkazu
Mojżeszowego i wypożyczyli u Egipcjan
naczynia srebrnego i naczynia złotego i szat.
A Pan dał ludowi w oczach Egipcjanów, że im
pożyczyli; tedy złupili Egipt…?» Tedy ze
złupionego Egiptu i Egipcjan żyją sobie Moryce w
Saint-Moritz. Ale skar-żyć, to się skarżą i na nas
skarżą i lamentują przed całym światem bez
przestanku.
W żydowskim paszkwilu na Polskę, którym w
styczniu zasypali Amerykę, to jest w Emila
Lengyela: „Wrzący kocioł, Polska i jej mniejszości”
(„The Cauldron Bolls – Poland and its minorities”,
w 1933 r.) czyta się:
«W obecnych warunkach Żydzi w Polsce
prawie bezsilni, sytuacja zaś ich ledwie nie
beznadziejna. Różne komisje oficjalne niezbyt
gorliwe zdążają do znalezienia realnego
rozwiązania trudności żydowskich. Żydzi w
Polsce są zbyt zmęczeni, zbyt pogrążeni w
letargu i apatii, aby mogli cokolwiek uczynić.»
Że sytuacja jest ciężka szczególnie dla
żydostwa małomia-steczkowego, o tym czytamy i
w Romana Dmowskiego książce „Świat
powojenny i Polska”.
Poseł dr Rotenstreich na podstawie
ogłoszonego przez Główny Urząd Statystyczny
sprawozdania przedsiębiorstw handlo-wych w
Polsce wykazał, że w porównaniu z r. 1928
wykupiono w r. 1932 mniej o 121,000 świadectw
przemysłowych, czyli że tyluż kupców
zlikwidowało swe warsztaty pracy i przeszło na
luftmenszów lub nawet do lumpenproletarjatu.
Poseł Rotenstreich liczy, że razem z rodzinami
około 600 tys. zostało zdeklasowanych, razem z
rzemiosłem: milion 400 tys. „nie zarabia na
utrzymanie”, czyli „43% bezrobotnych”. Zapomina
tylko poseł Rotenstreich w swoim artykule
(„bolesne cyfry”), że wśród tych, co w r. 1932 nie
wykupili przemysłowych świadectw… może jednak
bądź co bądź jest… chrześcijan, kilku…
Bardzo racjonalnie wynajdują przyczyny
pauperyzacji żydowskiej dr Weitzman i poseł
Grunbaum w brakach rynków rosyjskich i
chińskich, przyczem dr. Weitzman wyraźnie
zaznacza, że:
„Nastąpiło to wskutek automatycznych
procesów, a bynajmniej nie na tle judofobii. Gdyby
bramy imigracyjne były otwar-te, ruszyłaby
stamtąd olbrzymia fala emigracji żydowskiej…”
Zaś poseł Grunbaum (15.1. „Haint”) wyraźnie
konstatuje:
„Musi się dojść do smutnego wniosku, duża
liczba Żydów w Polsce nie ma i nie będzie miała
możliwości istnienia. Przychodzimy przeto do
drugiego wniosku, żydowska emigracja z Polski
jest czynnikiem konstrukcyjnym w życiu polskich
Żydów”.
Bądź co bądź jednakże w walce z upiorem
pauperyzacji żydostwo polskie doznaje dużej
pomocy z wewnątrz i z zewnątrz. Nawet dr
Bernard Kahn, delegat z Ameryki w złożonym w
Nowym Jorku referacie zaznaczył, że:
„Rząd polski udziela pewnych kredytów
spółdzielniom żydowskim i asygnuje subwencje
na rzecz instytucji społecznych i w bardzo małej
mierze również na rzecz instytucji kulturalnych”.
Żydzi polscy rozbudowali ogromną sieć
banków spółdzielczych (458) i kas
bezprocentowych (174,000 członków) z rocznym
obrotem 132 milionów. Banki te korzystają z
kredytów amerykańskiego J.D.C, A.J.R. („American
Joint Reconstruction Foundation”) i „Jewisch
Colonisation Association”. Od rządu Bank
Związków Rzemieślniczych i Bank Ludowy
Żydowski (160,000 członków) otrzymały kredyty:
35 milionów złotych.
W okręgu Grodna, Brześcia i Pińska w ręce
żydowskie przeszło 25,000 hektarów ziemi.
Większej własności już jest w rękach żydowskich
163,000 hektarów. Własności miejskiej mają
Żydzi 12%. Uposażenie rabinów żydowskich
nietknięte. W radach nadzorczych na Górnym
Śląsku pp. dr. H. Askenazy, A. Falter, A.
Golklang, E. Landau etc. W Gdyni rządzą. I
jeszcze trafiają się czasem całkiem brylantowe
geszefty na kresach (skąd zbroja Jagiełły…), jak o
tem czytamy w „Słowie”:
«Skromny kupiec z Dubna, pan Szloma
Elbert miał kapitalnego nosa i skupował
chmiel całą parą. Płacąc po 4 zł. za pud nabył
15,000 tys. pudów. Obecnie cena doszła do
115 zł. za pud, jeśli Ameryka okaże się bardzo
45
45
spragniona dobrego piwa, to chmiel jeszcze
podrożeje. Mądrala Elbert, genjusz z Dubna,
zarobił już milion 665 tys. złotych.»
W intendenturze też są wyraźnie preferowani
tacy jak krociowy Stern… dostawca marmelady…
W sprawozdaniu danem przez dr. B. Kahna w
Nowym Jorku czytało się wyraźnie:
«Zaznaczyć należy, że fala ekscesów
antyżydowskich, jaka ostatnio przeszła przez
kraj, bezpośrednio nie wyrządziła większych
strat gospodarczych ludności żydowskiej.»
Nie jest więc tak źle, jak lamentują i skarżą na
nas przed światem.
Bądź co bądź 7,500 tys. „żydowskich
młodzieńców” z Polski może sobie pozwolić na
studjowanie na wyższych uczelniach
zagranicznych! 7,500 tys. przyszłej elity
rządzącej!
Bądź co bądź judancingi w stolicy pełne
Popperów, kawiarnie: Poppery, Derby wziął koń
ze stajni… Poppera… najpiękniejszy premjowany
samochód w stolicy… Apfelbaumów, zbroję
„Jagiełły” kupił Popper. W Saint-Moritz… król
sezonu: Moryc Popper…
„Plewy i Perły” − Adolf Nowaczyński,
Warszawa 1934
___________________
O PRZYCZYNACH SZKODLIWOŚCI ŻYDÓW A
TAKŻE O ŚRODKACH ZAPOBIEGANIA
„Przestroga” − Stanisława Staszica z roku
1790
Do przyczyn wielkich nieszczęść narodu
polskiego, należą bezprzecznie Żydzi. Niebaczni
przodkowie nasi nie zważali na postęp cywilizacji
Europy, ani użytkowali z doświadczeń innych
narodów.
Kiedy ludy europejskie wychodząc z
feudalizmu, ustalały u siebie dziedzictwo tronów,
oni wtedy dziedzictwo korony od niepamiętnych
czasów w Polsce ustanowione, wstrząsnęli i osłabili,
nie przestając tego istotnego punktu jedności
społeczeń-stwa dalej osłabiać i burzyć.
Kiedy w Europie gotowe wojska stawały się
jedyną obroną trwałości państwa, kiedy w
czasach Ludwika XIV, i Fryderyka II już nie
potężniał wzrost stałych wojsk, w Polsce wojsko z
ów-czesnych największe, najbitniejsze i laurami
zwycięstw okryte, zwinięto pod Augustem II. Kiedy
Żydów, jak zarazę niszczącą postęp cywilizacji
narodów, wypędzano z Hiszpani, z Francji, z
Niemiec i z innych krajów Europy, a pod karą
śmierci jako wy-jętych spod wszelkiego prawa, nie
wpuszczano do Moskwy, wte-dy Polacy otworzyli
im granice, dali przytułek i większą swobodę niż
rodowitym mieszczanom i rolnikom.
Dwa pierwsze błędy przywiodły nasz naród do
upadku i podziału. W tym nieszczęściu jeszcze
byśmy przez oświecenie, przez cywilizację mogli
wznieść się i ratować, lecz błąd trzeci – Żydzi byli
zarazą wewnątrz, zarazą ciągle polityczne ciało
osła-biającą i nędzniejącą. Chociażby nawet to
ciało nie było podzielone, chociażby po podziale
znowu zjednoczone zostało, przecież z tą
wewnętrzną skazą nigdy nie może nabrać
właściwych sobie sił, ani czerstwości, musi na
zawsze być tylko słabym i wynędzniałym. Żydzi
rozsypani po całej Polsce, wszędzie ze swym
duchem wyłączności, z naszym ludem
pomieszani, tylko zaplugawiają cały naród,
zaplugawiają cały kraj, a zmieniając go w kraj
żydowski, wystawiając w Europie na pośmiewisko
i wzgardę.
Żydzi w innych narodach Europy, którzy swoją
szkodliwością zmusili do gwałtownych przeciw
nim środków, nie zajmowali się tam szynkiem
wszystkich trunków. Zajmowali się częścią, tylko
kupczeniem wina. Jakaż już w tym samym różnica
w stosunkach szkodliwości tamtych do
szkodliwości Żydów naszych…! Inne trunki: wino,
piwo są łagodniejsze, są najmniej szkodliwe, nie
ułatwiają sposobów do oszukaństwa, do bezkarnego
użytkowania z oszukanych. Te trunki tylko w
wielkiej ilo-ści naruszają i burzą porządek w
organizacji ludzkiej; mieszają władze umysłowe.
W związku z tym, Żydzi u nas najmniej do takich
trunków się biorą, owszem są niesprzyjającymi
piwu, od którego użytkowania usilnie nasz lud
odmawiają i odwodzą; piwa zaś na szynk im
wstawiane, umyślnie psują trzymaniem ich w
nieczystości, aby od tego napoju lud się odrażał.
Przeciwnie gorzałka, w małej mierze czyni
niezwłoczne skutki na ciele i duszy człowieka;
obezwładnia pierwsze, a miesza działa-nie
drugiej. Gorzałczany alkohol uderza szczególnie
w nerwy i organizację umysłową, odbiera jej
władzę zastanawiania się, pamięci, rozwagi i całej
władzy nad naszym ciałem.
W takim stanie naszego rolnika, postawiwszy
samowładność szynkarza, otwiera włościanina
kieszeń żydowskiemu sumieniu, które oszukaństw
i krzywd człowieka obcego, człowieka przez niego
bałwochwalcą nazwanego, bynajmniej Żydowi nie
46
46
wyrzuca, ani tak niegodziwego czynu nie gani. W
takim stanie robi u nas Żyd z rolnikiem swoje
rachunki, czyni z nim umowy, zapisuje po
drzwiach i po ścianach tego nieszczęśliwego,
długów cyrografy, a tak obiera go z jego wszelkich
gospodarczych zapasów.
Druga, jeszcze większa, a gorzałkom
szczególnie właściwa, jest szkodliwość nadawania
używającym jej z przebraną miarą niezbędnego
do niej nałogu, który nie tylko dusi działalność
władz umysłowych, czy gwałtownie je burzy, albo
nagle usypia, a w końcu całe ciało obezwładnia;
ale ma jeszcze ten wyskok szczególną sobie
właściwą moc, wrażenia z czasem w
niepokonanej, ludzkiej organizacji,
najgwałtowniejszej żądzy łaknienia tego trunku,
żądzy bardziej natarczywej, aniżeli wrodzona żą-
dza potrzeb żywności; owszem, okazuje się z
doświadczenia, iż raz nabytej żądzy gorzałki
ustępuje wszelka inna potrzeba na-turalna, aż do
zniszczenia całego organizmu.
Taką to żądzą nawyku do gorzałki przyparty
nasz nieszczę-śliwy włościan, ostatni snopek z
pola, ostatnie ciele z obory wyprowadza; a
gospodyni ostatnią kurę, ostatnią garść mąki z
komory do Żydów wyciąga. Jakże rząd w kraju
rolniczym, rząd, którego głównym celem jest
polepszenie stanu włościan, może zostawić i
oddawać Żydom tak niebezpieczny trunek,
którego szynk w ręku niesumiennych ludzi ułatwia
tyle oszukaństwa sposobów i rozwija tylu
zatruwania skutków…? Myliłby się, kto powie, że
równie w ręku innych szynkarzy ten trunek
niebezpieczny i szkodliwy będzie dla włościan.
Doświadczenie w całej Polsce takiemu
twierdzeniu zaprzecza. Wszędzie okazało się, iż z
karczem, skoro Żydom zostały zabrane, znacznie
zmniejszyły się dochody; połowę mniej gorzałki
sprzedano.
Wszyscy już z przekonania wiemy, że
nadużycia w szynkowaniu tym trunkiem przez
Żydów, doprowadzone zostały w Polsce do
najwyższego stopnia; one są jedyną naszych
Żydów na-uką i przemysłem. Wszystkie środki do
dojścia w tym zamiarze, są przez nich używane;
namowy, podstępy, prośby, groźby, nawet miłości
własnej kieszeni, wreszcie wszelkie do tego
trunku złudzenia nie tylko ojców i matek, ale z
najmłodszych dzieci wieśniaczych.
W oskarżeniu ich o ten występek przeciw
krajowi składa świadectwa cała publiczność;
świadczą przeciw Żydom przesłane w roku 1814
ze wszystkich powiatów pisma, skoro do Polaków
doszła wiadomość o dobroczynnych zamiarach
cesarza. Świadkami tu, w tym zarzucie przeciw
Żydom, stają wszyscy Królestwa Polskiego
właściciele w podanych prośbach przez deputowanych.
Czy było kiedy jakieś nadużycie, z
tak udowodnioną, okazaną winą? Tu stają tysiące
świadków, świadków niepodejrzanych, którzy
wszyscy mówiąc prawdę, przeciwko wła-snemu
dobru swoje zeznania czynią; wszyscy bowiem
przez odebranie Żydom szynku wiedzą, że mniej
niż połowę „propinacyjnego” dochodu mieć będą.
Rząd za wszystko to złe, krajowi tak oczywiście
szkodliwe, tak uroczyście wypowiedziane,
zostawiając je dłużej, nie podej-mując przeciw
niemu środków skutecznych, stawałby się
odpowiedzialnym ojczyźnie i Bogu.Tak Żydzi
niweczą w polskich ludziach każdy najmniejszy,
rozpoczynający się zalążek przemysłu. Stąd
pochodzi, że sami często dziwimy się nad
odrętwiałą nieczułością polskiego ludu, który nie
zabiera się do przemysłu i do handlu. Tak
wszystkie obfitsze, pierwotne w towarzystwie
Żydzi opanowawszy żywioły przemysłu, nigdy z
zebranych z nich pożytków nie wypuszczają dla
tego towarzystwa w dalszym postępie
użytecznego owocu. Tak Żydzi całego
wewnętrznego ruchu stawszy się panami, tam go
w samym środku niszczą, gdzie z niego właśnie
miała się rozwijać najzamożniejsza i
najpiękniejsza część cywilizacji.
Zagarnąwszy w swoje ręce cały bieg pieniędzy
i innych też pieniądze, wystawiających papierów i
znaków, sami ich nie obracają, ani innym nie
pozwolą użyć na wzbogacenie, na budowanie
miast i wsi, na zaprowadzenie wielkich w kraju
fabryk i rękodzieł; na wystawienie w zamiarze
wzbogacenia i upiększenia kraju kosztownych
gmachów, na zakładanie rozmaitych,
pożytecznych instytucji, na tworzenie pracowitych
i rozwijających się towarzystw, na szukanie
nowych ku użytkowi ogólnemu wynalazków, na
podejmowanie wielkich przedsięwzięć w robotach
publicznych, dla wsparcia rządowych planów, dla
ułatwienia rządowych usiłowań w zakładaniu dróg
i kanałów, w ulepszaniu rzek, w budowaniu
statków do żeglugi, w udoskonaleniu rolnictwa
przez przemianę ziem nieużytych, w żyzne role.
Tych wszystkich owoców, które gdzie Żydów nie
ma, wydaje wśród siebie ta klasa, która obejmuje
szczątkowe źródła handlu i przemysłu, źródła
zaczynającego się krajowego bogactwa i
zamożności, tych wszystkich owoców naród,
gdzie wymienione źródła zostają w rękach Żydów,
47
47
naród nie okaże nigdy; zamożności, bogactwa,
swobody swoich wsi i miast nie ujrzy nigdy…! Z
Żydów nie wychodzi już nic dalej, tylko jeszcze
szynkarze, przekupnicy, przemytnicy, wekslarze,
bankierzy, maklerzy, lichwiarze, faktorzy, którzy
wielki łańcuch kontrabandystów utrzymując,
zakazane, albo na komorach nieopłacone obce
towary wprowadzając, krajowe fabryki i
rękodzielnie niszczą.
Ten nieszczęsny szereg żydowskiego
pasożytnictwa kończy się wreszcie, albo na
przeksztach, co już ma być z Żydów zarodem dla
kraju najlepszym, albo na bankrutach, którzy
zabrane z oszukaństwa majątki powierzają na
hazard, po rozproszonych po świecie synach pod
zmienionymi nazwiskami.
Już od kilku wieków ci przybysze wśród
naszego narodu gnieżdżą się, dzierżąc ciągle te
szczątkowe przemysłu i zysków żródła. Gdzie są
po nich w całym kraju najmniejsze ślady jakiegoś
zabytku, gmachów, zakładów, instytucji,
wynalazków?
Wszędzie na naszej ziemi rozciąga się za nimi
tylko nieczystość, ubóstwo, nędza, zgnilizna i
zaraza, coraz głębiej nasz nieszczęśliwy naród
niszcząca za to, że on jeden dla tych świata
wygnańców był ludzkim, był dobroczynnym.
My, przez szczególnie, powszechną w naszym
narodzie tolerancję szanujemy ich, ich względem
nas nietolerancję, ich obra-żające nas zwyczaje
nie dotykania się ich jadła, ich naczyń; a oni bez
wszelkiego wzajemnego względu wszystkich
używają sposobów wciskania się do naszych
miejsc religijnych, szczególnie przez nas
święconych. Już nawet Częstochowa, miejsce w
religii naszej, tak od całego ludu szanowane,
miejsce od tylu wieków jedynie w Królestwie
Polskim uświęcone, przez wszystkich królów
polskich, od wolności zamieszkania Żydów wyjęte,
od piętnastu lat już w Częstochowie 60 rodzin
żydowskich osiadło.
Warszawa, stolica królów polskich, od swego
założenia nigdy u siebie Żydów nie miała. Jeszcze
za czasów sejmu konstytucyjnego tu stałe
zamieszkanie wolne im nie było; lat dwadzieścia
ledwo mija, a już i ta stolica narodu polskiego,
więcej jak czwartą część w swojej ludności mieści
Żydów. Przeciw tak nadzwyczajnie rosnącej
ludności, Żydów w stosunku do Polaków, trzeba
środków szybkich, tęgich i stałych.
Obojętność, uległość, stałego postanowienia
niemącąca powolność złego nie wstrzyma, nie
poprawi, ani nawet nie zmierzy. Postęp złego jest
wielki, niebezpieczeństwo wielkie; przeciw niemu
trzeba środków wielkich.
Największa dla Żydów powolność i pewne do
nabycia obywatelstwa drogi, były im wskazane i
ułatwione w systemie zeszłych rządów Księstwa
Warszawskiego. Cóż z tego księstwo zyskało?
Oto stało się całego żydostwa stekiem. Cóż stąd
polskim miastom, cóż przybyło naszej
przemysłowej klasie? Większe przeszkody,
większe zniszczenie, a w kraju zlała się zewsząd
tłuszcza samych próżniaków, włóczęgów, nowych
szynkarzy, lichwiarzy, szpiegów, wekslarzy,
machlerów, faktorów, tych ostatnich, ludzi
najnikczemniejszych, których pośrednictwem
wszystkie cudzoziemców, zepsucia i wszystkich
nieprawych czynów, nieuczciwych sprzedaży
przechodziły do naszego dotąd najmniej
skażonego ludu; przechodziły do naszych, co
dotąd w kraju polskim jeszcze znanym nie było,
do naszych oficjalistów. Jakie mogą być środki do
wyratowania kraju od złego, które tak nagle wśród
nas wzrasta? Jakie sposoby do zapobiegania
niebezpieczeństwu, które z czasem całemu
narodowi zagraża?
Należy pogłębić i rozpoznać gruntownie w samym
rodzie żydowskim przyczyny tej jego szkodliwości.
Trzeba prosto w te przyczyny uderzyć, trzeba
je zniweczyć, albo tak obezwładnić, ażeby ginęły
lub bezwładnymi stawały się ich skutki. Wszystkie
złego przyczyny znajdują się w systematycznej
tego ludu od innych narodów wyłączności, w jego
stosunkach religijnych, moralnych, cywilnych,
politycznych, a wszystkich pozorem religii
okrytych. Wyłączność ich religii potępia nas jako
naród bałwochwalczy: nauka religii pod klątwą
zakazuje wszelkich z bałwochwalcami rodzinnych
i cywilnych związków, zabrania z narodem
bałwochwalskim małżeństw; wy-stępnym czyni
wspólne z nami używanie żywności. Dotknięcie
nawet przez nas naczyń używanych do potrzeb
żydowskich, jest oznaczone religijną klątwą.
Takich naczyń używanie jest religijnym
występkiem. Ta ich nauka religijna i moralna
zakazuje pod klątwą, Żydom ciągłą, użyteczną,
pracowitą służbę u osób bałwochwalczego
narodu; pozwala im z niego wszystkie zyski
ciągnąć, ale dla niego pracować, dla niego być
użytecz-nym − zabrania; pozwala po takich ludów
ziemi się rozchodzić, rozpościerać się i dla siebie
zabierać, ale klątwą miota na Żyda, który by
takiemu ludowi służył, albo się pracowitych,
48
48
rolniczych robót dla niego podejmował. Stąd
pochodzi, że lud żydowski już przez tyle wieków
pomieszał się z naszym ludem, rozpostarł się po
całym naszym narodzie i nie było jeszcze Ży-da,
który by ciągłą, pracowitą służbę w domu jakiego
gospodarza Polaka − bądź u rolnika, bądź u
rzemieślnika, albo ziemianina przyjął.
Przeciwnie, już krocie Polaków Żydom służy, dla
pożytku Żydów ciężkie prace w służbie ich
ponoszą, dla Żydów dzienną pańszczyznę, nocną
stróże odrabiają.
My przez oświecenie, przez tolerancję, przez
cywilizację już zmieniliśmy się względem Żydów
do tego stopnia, że obcując z nimi przez
dotkliwość nie ukazania im jakichś uprzedzeń
wzglę-dem religii, względem ich zabobonności,
nazywamy ich starozakonnymi synami Izraela,
ludem wyznania mojżeszowego; oni zaś zacięci w
fanatyzmie, w zasadach swojej nietolerancji i nienawiści
zaprzysiężonej przez Cherim, skrycie
przeciw ludom obcym wśród siebie ich
goszczącym, ciągle, jednostajnie nazywa-ją nas
bałwochwalcami w swoich księgach, w swoich
modlitwach. Uczą swoje dzieci w swoich szkołach,
że my nie wierzymy w Boga, że jesteśmy
narodem barbarzyńskim. W ogóle uczą swe dzieci
już od małego nienawiści do narodów
nieżydowskich, jak też że są narodem przez Boga
wybranem i narodem królewskim! Nasi ojcowie
zwali ich prostym słowem, „Żyd niewierny”, my
przez skutek naszego wieku cywilizacji
wystrzegamy się dla nie wyrządzania im
przykrości, nazwać ich prosto Żydami; a nasze
pospólstwo już ich nawet waćpanuje. Oni zaś, tak
jak ich najdawniejsi przodkowie zwali
Chananejczyków, tym samym słowem w swoich
pismach, w swoich religijnych naukach i księgach
nazywają nas „goj”, tj. poganin, bałwochwalca.
Jest to więc sekretna korporacja, tajemniczy
szatański zakon, jest to związek z wszystkimi
dotąd znanymi, i organizowany najdoskonalej,
przez to niebezpieczny; on jest w najistotniejszych
częściach, podkopuje narody i rządy, a razem z
własnego układu pokrywa się najwyższą wzgardą.
Tak zasłoniony, broni złego, spokojnie i skutecznie.
Ta przemyślanie ułożo-na względem siebie
powszechna pogarda, usuwa z niego całą uwagę
narodów i rządów, chociaż te, tak podejrzliwymi są
względem wszelkich innych korporacji, klubów,
zakonów czy innych organizacji. Przecież te
sekretne związki mają przynajmniej jakikolwiek w
części na widoku użytek narodowy. Przeciwnie,
związek żydowski dąży we wszystkim do
uszkodzenia i do niszczenia gościnnego narodu,
ma wszystkie niepodległej udzielności charaktery,
ma skryte rządy, udzielne obrady, publiczne
zjazdy, stanowi i rozkłada podatki, utrzymuje
swoją szczegóło-wą i najwyższą rachunkowość;
wszystkie swoje akta spisuje w nie zrozumiałym
języku; ma nadto najtęższą, teokratyzmem
uświęconą władzę wykonawczą i wyłączne
sądownictwo. Wszędzie postępowania jego są na
wszystko czujne, sprężyste; wszędzie jego
urządzenia tajemne i nieprzerwanie udaremniają
zamiary rządu krajowego i odejmować wszelkie
zyski narodom, bałwochwalcami zwanymi.
Owszem jedynie według swoich widoków z
każdym jego nie-przyjacielem i przyjacielem
równo się wiąże. Inne zakony, kluby, muszą
ostrożnie w tysiącach osób szukać i upatrywać,
ko-go by im się do związku zaciągnąć udało;
Żydzi im więcej dzieci mnożą, tym liczniejszych
mają zwolenników. Tamci z bojaźnią,
zaciągającemu się powierzają sekret, drżąc by nie
był zdrajcą; ci z pierwszym dzieci niemowląt
uczuciem związku sekret wpajają w ich serca, a z
pierwszym rozwijaniem się zmysłów, wdrażają go
w ich rozumu władzę. Tamci od związkowych
mają tylko na sekret dane słowo, albo uczynione
śluby, ci wzrosłych w fanatyzmie jeszcze ten sekret
zaklinają przez najstraszniejszy Cherim.
Taka korporacja, taki lud przez związek tajemny
wyłącznie stowarzyszony z tak zastraszającą
prędkością, ściągający do Królestwa Polskiego,
może łatwo dojść do szóstej i do czwartej części
ludności krajowej. W ten czas, on, nie oświecony,
cywilizować się nie chcący; fanatyzmem przeciw
bałwochwalcom ustawicznie elektryzowany, dla
swoich naczelnych pod imieniem starszyzny
chowając ślepe posłuszeństwo; ze swoimi
związkami w całym świecie prowadząc piśmiennie
porozumienia, a w swoim ręku całą krajową
gotowiznę mając, gdy za użyciem pod pozorem
filantropii sobie wśród mas coraz więcej
zwolenników namnoży, gdy praw politycznych
uzyska, gdy z dzisiejszej wzgardy otrząśnie się, a
więc już ukazującego się zuchwalstwa poczuje,
czy nie należałoby się w końcu lękać odnowienia
scen wyprawionych pod przewodnictwem
Adrejassa w Egipcie, albo pod sprawą
Barkogueba w Syrii? Oto główniejsze przyczyny w
Żydach, szkodzenia innym narodom. To
niebezpieczeństwo dla Polaków jest
najgroźniejsze, bo dla Polaków z samym czasem
naocznie i niezmiernie rośnie. Na tak uporczywą
przez tajemny związek, przez Cherim, w religii, w
49
49
moralności, we wszystkich stosunkach cywilnych i
politycznych zaprzysięgłą Żydów wyłączność, nie
ma innego sposobu, tylko użycie wzajemnej
przeciw nim wyłączności fizycznej. Albo wydalić z
kraju, czego użyły inne narody, a czego użyć już
teraz dla nas jest za późno, albo wyznaczyć im w
kraju po miastach dla ich mieszkania miejsca
całkiem wyłączne, od domów innych
mieszkańców kraju, oddzielne. Tego przykłady
zostawili nam nasi najdawniejsi przodkowie, które
później nierozważnie zaniedbali. Tak w jednym
obwodzie połączonych, łatwiej będzie doglądać.
Tak tylko ich napływ do nas, a to samego
ubóstwa, próżniaków, włóczęgów może być
wstrzymany. Tam oni żyć będą wyłącznie co do
miejsca, ale nie będą robić wyłącznego miasta.
Tam podzieleni na osobne gromady, nie mogliby
stanowić osobnego w narodzie narodu, ale razem
objęci pod ściślejszym dozorem mieliby jedynie
krajowe, narodowe prawa, mieliby tylko jeden
krajowy rząd.
Ponieważ Żydzi teraz rozbiegli się po całym
kraju, to mogą wciskać się do niego wszędzie i
szkodzić nam wszędzie razem. Bez łączenia się,
pomieszani z naszym ludem psują, niszczą go
wszędzie, przez to nie mogąc razem po całym
kraju, po wszystkich miejscach, po wszystkich
domach zapobiegać ich szkodliwości, trzeba ich
podzielić, trzeba tylko w pewne punkty zebrać.
Trudniej im będzie się do tych przedzierać, a
łatwiej rządowi mieć nad nimi czujniejszą
baczność w pewnych punktach; łatwiej mu zebrać
i urządzić skuteczniejsze środki obrony naszego
ludu przeciw tej ich szkodliwości w pewnych
miejscach, aniżeli po całym kraju. To są prawidła
zdrowego rozsądku i porządku.
Rząd mając Żydów podzielonych na pewne
punkty w kraju, a połączonych w oddzielnym
obwodzie po miastach, dopiero potrafi stawać się
dla nich prawdziwie i skutecznie opiekuńczym, a
razem nie przestawać dla własnego narodu być
zacho-wawczym. Tam będzie mógł przez bliższy
dozór skuteczniej szkodliwych przerabiać na
użytecznych; tam potrafi stopniowo ich
cywilizować, zamierzonymi drogami prowadzić do
tego w społeczności usposobienia, a którym
według prawa będzie mógł do towarzystwa z
pożytkiem ich dopuszczać.
W takim zamiarze potrzebnymi są następne
postanowienia:
1) Wszystkich Żydów ze wsi ściągnąć do
miast.
2) W miastach wyznaczyć im do mieszkania
miejsca oddzielne, opasane obwodem, który by
nie dozwalał stykania się ich mieszkań z domami
mieszkańców krajowych.
3) W każdym żydowskim rynku czyli obwodzie
należy podzielić ich na małe pewnej liczby
mieszkańców komisariatu, a zadaniem każdego
komisariatu jest, aby dać tam urzędników
Polaków.
4) Tam natychmiast ma być zrobiony ścisły
spis wszystkich Żydów i nadanie każdemu
stałego, rodzinnego nazwiska, którego już
zmieniać pod karą wywiezienia z kraju nie może; i
tylko tego nazwiska we wszystkich sprawach i
czynach używać. Każdy członek jego rodziny
powinien go stale używać, nigdy inaczej się nie
podpisywać tylko literami polskimi.
5) Z dniem ustąpienia ich ze wsi, a ściągnięcia
się do miast ustaje ich wolność szynkowania
trunków w kraju, w miastach zaś, tylko w samych
żydowskich obwodach pozwolenie tego szynku
trunków trwać może do dwóch lat. Po upływie
tego czasu, szynk wszelkich trunków w całym
kraju ma im być zabroniony.
6) Każdy Żyd od dziecka, lat 7 mający, już
rodzinnego nazwiska używający, powinien mieć
swoją kartę czyli bilet, zaświadczenie. Tylko taką
kartę mający, może w dzień wychodzić i wchodzić
do miasta mieszkańców krajowych.
7) W obwodzie zamieszkania Żydów, sami
rodacy urzędnikami być powinni, tylko same
władze administracyjne i sądowe krajowe, tam
znajdować się będą. Przeto wszelkie urzędy
żydowskie, pod jakimkolwiek imieniem bądź
starszych, bądź kahalnych pod karą występku
krajowego będą zakazanymi. Każ-dy Żyd
sprawujący jakąś w żydostwie administrację lub
sądo-wą władzę, wdający się w czynność
należącą do władz krajowych, administracyjnych,
policyjnych lub sądowniczych o jako występny
przeciw krajowi karany być powinien.
8) Szkolnicy i rabin, należą jedynie do
odprawiania nabożeństwa w boźnicach. Przy
urodzeniu, przy małżeństwach, rozwodach i
pogrzebach sprawują rabini tylko obrządki religijne.
Wszystkie zaś spory, sprawy, rozporządzenia,
umowy, należą jedynie do krajowych urzędników
cywilnych i sądowych. Rów-nież skrypta, zapisy,
transakcje, sukcesje, działy między dziećmi lub
krewnymi pod nieważnością, pod karą głównego
przestęp-stwa, tylko w urzędach robione być
mają.
9) Wszelkie przysięgi żydowskie na wezwanie
jakiejś władzy żydowskiej, czyli starszych
żydowskich, są zabronione, a Cherim pod
50
50
deportacją z kraju powinien być zakazany.
10) Bez pozwolenia krajowego rządu,
zaciąganie na kahały długów, sekretne
stanowienie podatków na gminy żydowskie,
tajemnie narzucane i pod klątwą wymuszane
pożyczki, składki z gminy lub z całego narodu
żydowskiego, winny być jako sposoby tajemnych
zmów i spisków przeciw krajowi, przeciw rządo-wi i
przeciw prawom ich się tyczącym, pod karą główną
zbrodni krajowej, zakazanymi. Zakaz ten ze
strony rządu wymaga wielkiej w wykonywaniu
surowości, gdyż tymi to środkami Żydzi albo
zaraz przy wszczęciu się, niszczą postanowienia
rządów ku ich cywilizacji przedsięwzięcia, albo
uzyskują czas, a za tym paraliżują działanie
egzekucji, w końcu sprowadzają postanowienie
całkowitego upadku. To im podaje wszędzie tak
szko-dliwy, tak niebezpieczny wpływ i ta
możność skażenia w naszych ludach, obyczajów i
moralności. To im ułatwia ten sposób w
podwładnych i w samych urzędnikach krajowych,
zagubienia, wstydu czynów nieuczciwych,
popełniania niewierności swoim obowiązkom,
nadawania im sprzedajności dusz nikczem-nych.
To Żydom nadaje te tysiące, te krocie, te miliony,
który-mi otwierają sobie drzwi nawet do
pierwszych powierników i doradców przy tronach.
Nie doświadczyła cała Polska, jak lud ten
zaciągnąwszy z narodu Polaków ogromne na
swoje kahały sumy, jak przewrotny potrafił los
dwóch pierwszych w Rzeczpospolitej stany
duchowieństwa i szlachty z losem swych
zadłużonych kahałów tak powiązać, iż wierzyciele
ich musieli na wszystkich sejmach tych kahałów,
jakby najistotniejszej Rzeczypospolitej części
stawać się obrońcami; należy więc jako główną
zbrodnię przeciw krajowi, gminom żydowskim
zakazać bez pozwolenia rządu zaciągać długi,
ustanawiać podatki, pożyczki i wszelkie składki.
11) Wszelkie w gminach żydowskich sekretne
schadzki, naradzania się i działania powinny
surowo być zakazanymi.
12) Archiwa ich uporządkować i urzędnikom
krajowym pod dozór oddać należy.
13) Rachunkowość ich, przez rząd ściśle
kontrolowaną być powinna, a wszystko w języku
polskim ma być pisane.
14) Żydów wychowanie i szkoły dla nich będą
tylko krajowe, publiczne. Szkół, szkółek
żydowskich mieć osobnych, pokąt-nych,
wychowań domowych wyłącznych nie ma im być
wolno. Wszystkie dzieci brać będą publiczną,
krajową edukację w krajowym języku, a ksiąg
przepisanych przez władzę nad edukację
przełożoną. Jeden tylko nauczyciel będzie z ich
wyznania do dawania im nauki religijnej, jaka jest
przepisana dla wszy-stkich innych wyznań.
15) Gdy już teraz Żydzi nie mają swego języka
narodowego, ale zepsuty, nikomu niezrozumiały
język niemiecki; gdy nie w Niemczech, ale w
Polsce schronienie i sposób życia znajdują i ten
kraj za ojczysty obierają, przez to w miejsce
języka niemieckiego mają przyjąć język polski. Ich
pisma, ich druki, ich tłumaczenia bądź moralne,
bądź religijne, aby równie cenzurze podlegać
mogły, jak wszystkie inne w Polsce drukowane
dzieła, mają odtąd być pisane i drukowane w
języku polskim.
16) Po odbytych szkołach narodowych,
młodzieniec żydow-ski chcący udać się na naukę
rzemiosła, rękodzielnictwa, ku-piectwa,
mechaniki, rachunkowości, miernictwa,
komunikacji wodnej i lądowej, uzyska od komisji
spraw wewnętrznych i policji, kartę zaświadczenia
do wyjścia z obwodu żydowskiego i udania się na
naukę oznaczonego przedmiotu.
17) Tylko Żyd mający zaświadczenie prawem
przepisane, po odbytej już nauce w fabryce, w
rękodzielni, w rzemiośle lub w posiadaniu innych
sztuk pod liczbą poprzedzającą wymienione,
uzyska kartę pozwolenia wchodzenia w związki
małżeńskie.
18) Żadnemu z chrześcijan, nie ma być wolno
w obwodzie żydowskim podejmować w domach
Żydów robót ciężkich słu-żebniczych, lecz sami
tylko Żydzi w obwodzie żydowskim Żydom służyć,
prace czy roboty ciężkie, służebnicze w domach
żydowskich i w obwodzie żydowskim będą
ponosić. Przeto mają się przyzwyczajać, wprawiać
do prac wyrobczych ciężkich, a w towarzystwach
ludzkich koniecznie potrzebnych; mają od szynku
oddaleni, znaleźć zaraz sposób życia w usłudze,
w pracy podejmowanej dla zgromadzenia
żydowskiego, a lud nasz dotąd im służący,
zamiast pracowania dla próżniaków ma powrócić
do prac rolniczych, do rzemiosł, do zastąpienia
tych, którzy na szynkarzy pójdą.
19) Każda osobistość żydowska nosząca już
stałe, rodzinne nazwisko i swoje własne imię,
przyzwyczajona do ciężkiej pracy, służebniczej,
gospodarskiej, rolniczej, rzemieślniczej, której
dowody już w służbie żydowskiej ciągle przez lat
dziesięć, okazała, może dostać kartę
zaświadczenia do wejścia w podobną służbę u
krajowego gospodarza.
20) Wszyscy Żydzi, kupiectwem się bawiący
winni utrzymywać porządne według przepisów w
języku polskim książki kupieckie. Żyd-kupiec,
51
51
noszący stałe imię i nazwisko rodzinne, który ma
w towarach rzeczywiście sto tysięcy funduszu i już
przez lat dziesięć w obwodzie żydowskim takie
kupiectwo uczci-wie prowadził, księgi porządne
utrzymywał, dzieci do szkół pu-blicznych,
krajowych posyłał, dla nich życia sposób wskazał i
inne przepisy kwalifikacji dopełnił, może od
komisji rządowej spraw wewnętrznych, odebrać
kartę zaświadczenia do wyprowadzenia się z
obwodu, do założenia swego kupiectwa wśród
mieszkańców krajowych, a po pięciu latach tam
doświadczenia, może być przez komisję podany
rządowi i do obywatelstwa, do nabycia domu lub
placu w mieście, celem założenia swojego handlu.
21) Każda osoba żydowska ze stałym
nazwiskiem rodzinnym, które dla pracy, uczenia
się w rzemiośle, w fabryce, w rękodzielni zechce
wyjść z obwodu i udać się na takową naukę,
powinna przez komisarza województwa wskazać
komisji rządowej spraw wewnętrznych tego
rzemieślnika, fabrykanta, rękodzielnika, u którego
chce się uczyć, a wtedy karta zaświadczenia
wydana mu będzie.
22) Żyd ze stałym nazwiskiem rodzinnym, który
już w obwodzie jaką użyteczną fabrykę,
rękodzielnię, rzemiosło warsztato-we założył i sam
osobiście pracuje i z czeladzią żydowską swo-ją
fabrykę obrabia, po pięciu latach próby w
obwodzie, może żądać od komisji rządowej karty
zaświadczenia do założenia takiej fabryki,
rękodzielni wśród mieszkańców krajowych, tam
obrabiać je przez Żydów. Po pięciu latach wśród
mieszkańców krajowych doświadczenia, gdy
wszystkich innych przepisów dopełnił, może żądać
przez komisję, od najwyższego rządu, nabycia
prawa obywatelskiego z wolnością nabywania
własności domów i placów w miastach, lub pewną
ilość mórg gruntu na czynsz lub na wieczną
dzierżawę po wsiach.
23) Każda osoba żydowska, która po
wypuszczeniu jej z obwodu żydowskiego przez 10
lat sprawowała się dobrze, wiernie, pracowicie w
obowiązkach służebniczych, w domu gospodarzy
narodowych, która lat 10 ciągle obrabia grunt
pańszczyźniany, może uzyskać kartę
zaświadczenia, nabycie placu i ogrodu w mieście,
albo na objęcie gruntu czynszowego po wsiach.
24) Do nabycia własności dóbr ziemskich tylko
jedynie taka osoba żydowska dopuszczona
zostanie, która już nabyła prawa obywatelskie.
Od sejmu konstytucyjnego, od czasu, w którym
naród polski więcej uwagi zwracać zaczął na
swoje niebezpieczeństwo ze strony Żydów − te
mylne, a przecież dosyć upowszechnione −
spostrzegać dają się myśli, iż najlepszy do
reformy Żydów jest sposób: obrócić ich przemysł
do rolnictwa, do ziemi. Myśli te nieuważnie,
bezwarunkowo użyte nie zreformują Żydów lecz
jeszcze dotąd jeden od ich szkodliwości ocalony
stan szlachty, stan ziemian poddadzą pod
wywłaszczenie i zniszczenie, przez Żydów. Nigdy
bezwarunkowo Żydów do wykupowania dóbr ziemiańskich
przypuszczać nie można! To
narażałoby naród na ostatnie niebezpieczeństwo.
W żydowskich rękach dotąd znajduje się w Polsce
cały przemysł, cały handel i obieg pieniędzy.
Nierozsądnie byłoby ziemię zrobić przedmiotem
ich przebiegu i żądzy: tego im w żadnym nie
dozwolono narodzie. Przy tylu błę-dach, przez
naszych przodków względem żydostwa
popełnionych, tylko niedopuszczenie ich do
nabywania dóbr ziemskich ocaliło stan szlachecki
i utrzymało go w całości przy ziemi. Któż nie wie z
niedawnej przeszłości, do jakiego stopnia
zuchwałości gwałtowność Żydów wzniosła się na
Podolu i na Ukra-inie, gdy z włościan żaden ojciec
nie mógł rozporządzić postanowieniem swoich
dzieci, żadna dziewka nie mogła pójść za mąż,
jeżeli Żyd nie dał pozwolenia, jeżeli Żydowi nie
opłaciła kunicy. Nasi przodkowie dopuścili Żydów
bezwarunkowo, w niektórych miastach do
nabywania placów. Wkrótce wszędzie oni
naszych zamożnych mieszczan rujnowali,
wszędzie wykupili ich place, ich własności
miejskie w rynkach, na głównych ulicach, a lud
nasz wypchnęli w zakąty i niedostępne
przedmieścia. To stanie się z właścicielami
ziemskimi, jak prędko do ich wykupienia
bezwarunkowo dopuścimy Żydów. Żydów wzywać
do nabywania własności ziemskich jest
najprostszym środkiem do przemiany ziemi
polskiej w ziemię judzką.
Duch naszego wskrzesiciela i prawodawcy
powołuje nas wszędzie do podejmowania
wszystkich natężeń, wszystkich usi-łowań, aby ten
odradzający się naród, z tej smutnej, z tej obra-
żającej postawy ubóstwa i nędzy wyprowadzić,
aby wznieść w nim przemysł, rolnictwo, rzemiosło,
rękodzieła, handel; aby rów-nająca udolność jego
męstwa, jego ziemi obfitości, powrócić mu
świetność i bogactwo.
Kto chce rzeczy, ten chce do jej osiągnięcia,
środków. Naszą więc powinnością, tych szukać, te
odkryć i użyć. Tych przy odradzaniu się,
zaniedbanie, albo złych, nieskutecznych, poda-nie
będą wyrzucać nam ze złorzeczeniem potomni.
Bo my staniemy się przyczyną ich poniżenia, ich
nędzy i wzgardy. Obrane środki pewne do
wyratowania narodu z tego, ze strony Ży-dów
52
52
niebezpieczeństwa niezawodne, złóżmy u tronu
najłaskawszego z królów z prośbą, aby te prawa, tę
opiekę, tę obronę, któ-rą względnie na
szkodliwość Żydów doznają pod jego berłem inni
poddani, aby tej opieki, tej obrony i my jego
uczestnikami zostali.
„Przestrogi dla Polski” − Stanisław Staszic,
1790 r.
___________________
NIEWOLNICTWO
Opoka, X 1994 r.
Broniąc się przed zarzutem odpowiedzialności
za handel niewolnikami z Afryki żydowska Liga
Antydefamacyjna dała ogłoszenie w „The New
York Times International” / 24, maj, 1994 r. /
rozkładające odpowiedzialność za ten proceder
na ludzi różnych ras i narodów {Białych, Arabów,
Murzynów, itd}. Przy okazji przyznano, że „Żydzi
raczej handlowali Słowianami w Europie
Średniowiecznej i wokół Morza Śródziemnego”.
Wyrazy „slav” i „slave” czy też „sclave”
oznaczają niewolnika czy też Słowianina, co w
krajach śródziemnomorskich było w pewnym
okresie równoznaczne dzięki działalności takich
han-dlarzy żydowskich jak odwiedzający Polan,
Ibrahimi ibn Jakub. Według Iwo Cypriana
Pogonowskiego („Jews in Poland, a documentary
history”, Hippocrene Books, N.Y. 1993 r.)
pierwsze osadnictwo żydowskie w Polsce
zorganizowane było by wymieniać produkty leśne,
konie, futra, miecze i „niewolników obojga płci
na towary luksusowe”. Jedna ze scen na
dwunastowiecznych drzwiach gnieźnieńskich
przedstawia uwalnianie nie-wolników
chrześcijańskich od żydowskich kupców przez
syna Bolesława Chrobrego, późniejszego króla
Mieszka II.
Miesięcznik „Opoka” − redagowany przez
Macieja Giertycha, październik-1994 r.
Kórnik/Poznań
________________________________________
__________________
* * * * * * *
* * *
MASONERIA Z PERSPEKTYWY
FRANCUSKIEJ
Mówić w Polsce o działalności masonów − to
narazić się na ośmieszenie albo zarzuty
fanatyzmu, zaściankowości, zacofania… Wszelkie
wypowiedzi na ten temat przyjmowane są w
laicko-lewicująco-liberalnych kręgach
inteligenckich oraz podporządkowanej im prasie
jako niepoważne i świadczące o niskim poziomie
umysłowym. Nawet gdy relacjonuje się wywiady,
jakich udzielają polskim środkom przekazu
goszczący u nas coraz częściej dostojnicy
zachodnich lóż masońskich.
Pożyteczne zatem będzie zasygnalizowanie
artykułu Jana Engelgarda w „Słowie − Dzienniku
Katolickim” (nr.193), omawiającego wydaną w
Warszawie książkę Arnauda de Lassusa pt. „Masoneria
− intrygująca tajemniczość”. W artykule
czytamy: „Praca ta zasługuje na szczególną
uwagę, gdyż jej zawartość została oparta
wyłącznie na źródłach masońskich. Autor zajmuje
się analizą ideologi masońskiej, metod jej
działania, strukturą organizacyjną − posługując
się przekazami wolontariuszy”.
Wiadomo, że ten międzynarodowy związek nie
występuje bezpośrednio jako siła polityczna, ale
stara się wpływać w sposób decydujący na
sprawy polityczne, kulturalne i duchowe,
kształtować świadomość społeczną oraz formy
życia codziennego. „Jakie stawia sobie cele?
Oficjalna propaganda masońska doby
współczesnej próbuje lansować tezę o wyłącznie
filantropijno − humanitarnym charakterze tej
organizacji. Zaprzecza się również tezie o
antykatolickim obliczu wolnomularstwa. Z
materiału źródłowego, przedstawionego przez
Arnauda de Lassusa, wyłania się jednak inny
obraz. Naczelnym celem masonerii jest
„odkatolicyzowanie świata”.
Jan Engelgard podaje też ważną informację:
„Według amerykańskiego jezuity H. Grubera, który
przeanalizował treść wielu pism masońskich,
podstawowe cele wolnomularstwa rysują się
następująco:
1) Zniszczyć całkowicie wpływ społeczny
Kościoła i religii w ogóle, już to przez otwarte
prześladowanie, już to poprzez tzw. rozdział
Kościoła od państwa.
2) Zlaicyzować i zsekularyzować całe życie
prywatne i publiczne, nade wszystko zaś
nauczanie powszechne.
3) Rozwijać systematycznie u dzieci w szkołach
wolność myśli i sumienia. Chronić je, jak tylko
możliwe, przed wszelkimi zgubnymi wpływami
Kościoła lub nawet przed wpływem ich własnych
rodziców (…)”.
„W walce o odkatolicyzowanie świata istotną
53
53
rolę odgrywa niszczenie tradycyjnej moralności.
Tygodnik „Le Point” z 11 wrze-śnia 1978 r. tak
ocenił rolę masonerii w tej kwestii: „Prace masońskie
znajdują się często w awangardzie idei.
Należy do nich dezorganizacja rodzin,
antykoncepcja, aborcja”.
Autor artykułu w „Słowie” podkreśla: „Właśnie
rodzina jest głównym celem ataku masonerii”.
„Rodzina − instytucja w zaniku” − triumfalnie
obwieściło w 1976 r. czasopismo „Huma-nisme”.
Działania te najpełniej wyjaśnił jeden z francuskich
masonów, Vindice: „Wprowadźcie demoralizację,
a nie będziecie mieć więcej katolików”.
Przytoczone powyżej wypowiedzi wolnomularzy
wskazują dobitnie, że współczesna masoneria nie
jest bynajmniej organizacją filantropijną,
krzewiącą ideę tolerancji. Jej wpływy używane są
do burzenia moralności chrześcijańskiej, do
lansowania „nowych” ideologii w rodzaju New
Age, do „rozmiękczania” Kościoła katolickiego”.
Na zakończenie trzeba koniecznie
przypomnieć, iż wszelkie posunięcia tak bardzo
aktywnego międzynarodowego sprzysię-żenia
mają charakter anonimowy, a nazwiska członków
każdej loży otoczone są ścisłą tajemnicą. To, co
od dwóch lat dzieje się w Polsce w dziedzinie
walki z Kościołem, etyką chrześcijańską i
moralnością społeczną, a przede wszystkim
działania środków przekazu warto skonfrontować
z powyższym programem walki o „wolność”.
Tygodnik Katolicki „Niedziela” – red. M. Ż.
czerwiec 1994 r.
___________________
MASONERIA W POLSCE
WSPÓŁCZESNEJ
Z przeszłości
Masoneria albo inaczej wolnomularstwo jest
pewnym stowarzyszeniem i jako takie posiada
swoją ideologię, w myśl której działa, oraz sobie
właściwe formy organizacyjne, w których pracuje.
Oczywiście ważniejszą od form organizacyjnych
jest ideologia, ona bowiem w pierwszym rzędzie
stanowi o istocie stowarzyszenia.
W ideologii masońskiej, która się stopniowo w
ciągu lat rozwijała, podlegając pewnym zmianom,
możemy z łatwością odnaleźć charakterystyczny
motyw, który był i jest jej głównym i podstawowym
składnikiem we wszystkich okresach istnienia
masonerii. Motywem tym jest ciągła walka z
„przeklętym Rzymem”, ze społeczeństwami i
narodami chrześcijańskimi i w ogóle z tym
wszystkim, co w oparciu o chrystianizm i z jego
ducha wyrosło i tym duchem żyje.
Jest rzeczą logiczną, początku tej walki tam
szukać, gdzie nauka chrystianizmu najpierw była
głoszona, a więc − wśród dawnego żydostwa.
O ile chcemy dobrze zrozumieć istotę
masonerii, musimy sięgnąć do czasów bardzo
odległych i zająć się aż sektą żydowską
faryzeuszów.
Była to pośród sekt żydowskich w Palestynie,
w okresie narodzenia Chrystusa, sekta
najbardziej zwarta. Ona to wyznawała ów
mesjanizm, który później stał się naczelną wiarą
spaczonego judaizmu − wiarą w przyjście
Mesjasza, który zapewni żydostwu ziemskie
panowanie nad całym światem. Również w łonie
tej sekty (która po upadku Jerozolimy opanowała
całe ży-dostwo) znajdujemy ową mesjańską
gwiazdę dawidową, która później będzie widoczna
na emblematach wielu jeszcze innych sekt i lóż
masońskich.
Wypełnianie tego spaczonego mesjanizmu
rozpoczęło żydostwo od judaizacji społeczeństw
chrześcijańskich, a judaizacja ta wyrażała się
przede wszystkim w ziejącej nienawiścią walce z
„przeklętym Rzymem”, w rozbijaniu jedności
Kościoła katolickiego, w tworzeniu sekt
chrześcijańskich, w skażaniu nauki Kościoła
Kabałą żydowską, w niszczeniu wreszcie państw i
na-rodów katolickich, przywiązanych do kultury
łacińskiej.
Pierwszy okres judaizacji − to penetracja
tajnego nauczania żydowskiego do
chrześcijaństwa, penetracja pierwiastków żydowskich
i niebezpieczne ich przemieszanie się
(synkretyzacja) z chrześcijańskimi. Dochodzi
wkrótce do tego, że niektóre symbole wiary
chrześcijańskiej spaczono i zniekształcono, a
opatrzone przydawkami z Kabały żydowskiej
pojawiają się one w nauce różnych ówczesnych
sekt chrześcijańskich.
Owa Kabała żydowska, ta skarbnica
mistycyzmu dzisiejszych cadyków, która stanowiła
część składową i istotną wszystkich nauk tych sekt,
była od zamierzchłych czasów zbiorem tajnych
nauk, kanonów i praw żydowskich,
dziedziczonych ustną tradycją i uznanych obok
prawa pisanego. Później ukształtowała się ona w
pewien system filozofii, przejęty do głębi duchem
mistycyzmu, właściwym psychice żydowskiej.
Te wierzenia kabalistyczne, które spisywano w
54
54
księgi tajem-ne, niedostępne laikom (a z których
najsłynniejszą jest „Sefer ha-Zohar” − „Księga
Światłości”), wywierają wpływ na liczne od-łamy
chrześcijaństwa. Powstaje wtenczas „gnoza”,
która jest połączeniem nauki chrześcijańskiej z
filozofią grecko-orientalną, wierzeniami Wschodu i
Kabałą żydowską.
«„Gnoza” ta, przeciwstawiając się Kościołowi
świętego Piotra, powoływała się chętnie na innego
apostoła, świętego Jana, jako na ulubionego
ucznia Chrystusowego, a zarazem twórcę
„Czwartej Ewangelii” i „Apokalipsy”. Ten moment
jest dla nas bardzo ważny, bo ten „joannityzm”
sekciarski przetrwa w sektach bardzo długo,
skoro zadomowi się między innymi i w lożach
masońskich. Już bowiem w tych wczesnych
lożach spoczywała „Czwarta Ewangelia”, jako
dzieło mistyczne, na sto-łach tychże lóż, cały zaś
szereg lóż później rozwiniętych nosił miano lóż
„joannickich” i odbywał niektóre uroczystości
swoje w dzień św. Jana…»
Inne etapy tej judaizacji − to przede wszystkim
epilogi wypraw krzyżowych, wyrażające się
między innymi w formacjach znanych zakonów
rycerskich, które niekiedy, niewątpliwie pod
wpływami kabalizującego Wschodu, przeobrażały
się w kolegia okultystyczne. Tutaj wspomnimy
choćby o najstarszym z nich, noszącym nazwę
Joannitów, którego siedziba Malta aż do końca
XVIII stulecia była widownią okultystycznych
wtajemniczeń; dalej − o słynnych Templariuszach,
fikcyjnych czy rzeczywistych antenatach
współczesnej masonerii, którzy bodaj pieczętowali
się nawet wczesno-masońskim godłem „Krzyża i
Róży”, a może, pierwsi, używali także
kabalistycznego symbolu, Ducha św. (Parakleta);
w końcu zaś, o Krzyżakach, których zakonna
symbolika i tradycja okultystyczna plącze się po
dziś dzień w rytuałach wolnomularskich.
Albigensi i Husyci byli dalszemi etapami tej
judaizacji. Albigensi mocno podlegali wpływom
żydowskim, Husyci stanowili już bezpośrednią
forpocztę tak zwanej Reformacji.
«Wielkie stowarzyszenie kabalistyczne, znane
w Europie pod nazwą masonerii, pojawia się
nagle na świecie w momencie, kiedy protest
przeciwko Kościołowi rozbił dopiero co jedność
chrześcijańską.»
Do okresu więc Reformacji odnośi początki
masonerii znany autor masoński Eliphas Levi,
masonerię zaś samą − co ważniejsze − nazywa
„wielkim stowarzyszeniem kabalistycznym”…
Wyznanie to − podkreślające judeo-genetyczne
początki masonerii − w ustach znanego masonaokultysty,
wtajemniczonego w skryte tradycje
swojej organizacji, jest wyznaniem cennym, ale
nieodosobnionym. Potwierdza je również znany i
ceniony autor masoński August Wolfstieg:
«Wiele w naszych masońskich systemach, a
zwłaszcza w na-szej symbolice wywodzi się
niewątpliwie z tej Kabały (żydow-skiej).»
To samo stwierdza również poważny pisarz
żydowski Bernard Lazare:
«Pewnym jest, że u samej kolebki masonerii
byli Żydzi, Żydzi-kabaliści: dowodzą tego niektóre
zachowane ryty masońskie.»
Ten czynnik judeo-genetyczny masonerii
podkreśla również wtajemniczony, Wielki Mistrz
pierwszej „Wielkiej Loży” polskiej i szef
warszawskiej „Kapituły Różanego i Złotego
Krzyża”, najwyższej władzy dogmatycznej
masonerii w Polsce, August Mo-szyński (Żyd).
Kiedy bowiem członek loży masońskiej „Karol pod
Trzema Hełmami” − pracującej w języku
niemieckim i mieszczącej się w domu gminy
ewangelickiej, w Warszawie przy ul. Królewskiej −
„brat” Salsinatus Magnus, a poza „Zakonem
wolnomularskim” król polski, sam Stanisław
August Poniatowski, zwrócił się do
Moszyńskiego (we wrześniu 1781 roku) z
zapytaniem, co to jest masoneria, do której
należy, Moszyński w memoriale swoim
odpowiedział:
«Wszystkie moje poszukiwania, tyczące się
filozofii hermetycznej oraz masonerii, przekonały
mnie, że egzystowała (w przeszłości) i egzystuje
może jeszcze wiedzą nieznaną uczonym
nowoczesnym, co ma za przedmiot działania
przyrodzone, które uchodzą za nadprzyrodzone,
nadto zaś tradycję przewrotów naszego globu, a
nareszcie znajomość mniej niedoskonałą, ani-żeli
ta, którą my posiadamy, Istoty Bożej. Rozmaite te
wiadomości wydają się pochodzić od Hindusów,
od których przeniosły się do Egiptu, gdzie kapłani
uczynili z nich przedmiot religji i wiedzy
kapłańskiej, w który wtajemniczano jedynie
przywódców narodu i kasty kapłańskiej. Stamtąd
Mojżesz, genjusz czynny i przedsiębiorczy,
zaczerpnął pierwsze swoje wiadomości i
zapomocą rzeczonej wiedzy dokonał cudów na
55
55
dworze Faraona,… Jest rzeczą prawdopodobną,
że Mojżesz i Aaron, (jako) dzierżyciele tej
wiedzy, posługiwali się nią do rządów nad hordą
żydowską i przekazali jej tradycje arcykapłanom
narodu (żydowskiego), którzy ze swojej strony
wtajemniczali w nią królów, przywiązanych do
zakonu, tak jak Dawid i Salomon. Twierdzi się
dalej, że te nauki znajdują się zawarte w księdze
chaldejskiej, nazwanej „Zoharem”, wszelako są
one tam odtworzone tak dalece zawile i pod
pokrywką tylu przypowieści i tylu słów, których
znać potrzeba wartość liczbową{w alfabecie
hebrajskim litery są zarazem liczbami}, jako też
źródłosłowy, że mało Żydów rozumie się (na tym
„Zaharze”). W tej liczbie wymienia się Falka
(Chaim Samuel Jakub Rafałowicz Falk (1710-
1782), zwany „Baal Szemem” czyli cudotwórcą) i
Franka (Jakub Ben Jehuda lub Frank
Dobrucki (1726-1791), żydowski Mesjasz, Chacham
(trzecia z kolei godność w Sanhedrynie)),
co znają się na tym dosyć, ażeby dokonywać
pewnych eksperymentów czysto fizykalnych,
które jednak wydają się nadprzyrodzonymi
ludziom, będącym ich świadkami, a prostą
szarlatanerią słyszącym o nich uczonym. Jest
wszakże rzeczą niemal pewną: albo, iż ten
„Zahar” nie zawiera całej wiedzy tajnej, albo też,
że jego interpretatorzy nie pojmują go w
zupełności, bez czego nie ograniczaliby się
(jedynie tylko) do zadziwiania ciekawych…
…Esseńczycy, jako potomkowie rodzin
kapłańskich żydowskich, przechowali również w
swoich pustelniach niektóre ślady wspomnianych
już nauk i udzielili znowu cząsteczek tychże
Krzyżowcom, a w szczególności Templariuszom,
którzy… przekazali je na koniec spadkobiercom
swoim, co pojawili się w tym ostatniem stuleciu
pod nazwą masonów… Jeżeli się zważy, że
skutkiem przewrotów dziejowych dzierżyciele tej
wiedzy tajnej rozproszyli się, każdy zaś z nich
wykształcić musiał po paru uczniów, nie wyda się
dziwne, iż ci ze swojej strony wytworzyli
stowarzyszenia, które wyposażyli w pewne
pierwociny rzeczonej wiedzy, pozostawiając im
pieczę o rozwinięcie tychże. Wasza Królewska
Mość rozumie, kogo mam tu na myśli…»
Wyprowadza więc Moszyński w memoriale
swoim genezę masonerii od − Mojżesza −
Dawida − Salomona, poprzez późniejszych
arcykapłanów i mędrców narodu żydowskiego, aż
do rabinów i cadyków-kabalistów własnego
stulecia: Falka i Franka. Wyznaje również w
formie nieco zatajonej − że jego zdaniem, a raczej
nie tylko jego, lecz według tradycji wolnomularzy,
podstawą ich organizacji tajnej jest wiedza tajna,
czerpana wprost z tej skarbnicy mistycznej, którą
dla lóż masońskich stanowiła księga żydowska
„Sefer ha-Zohar” − główny twór Kabały
żydowskiej, („Sefer ha-Zohar” „Księga światłości”
− w związku z tym „masońskie światło” − „dążenie
do światłości” − „oświecenie” itp). Wskazuje więc
tutaj Moszyński wyraźnie − razem zresztą z
wieloma innymi wtajemniczonymi głosami − że
istotnych źródeł masonerii szukać należy w
kabalistyce żydowskiej. Czemżesz jest ta Kabała
żydowska?
Salomon Majmon, filozof żydowski z XVIII
wieku, wtajemniczony w arkana Kabały członek
tajnego żydowskiego stowarzyszenia, znanego
pod nazwą „Stowarzyszenie pobożnych”, które
według słów jego, − miało cel mniej więcej taki,
jak zakon Illuminatów w Bawarii i posługiwało się
nader podobnymi środkami, podaje o Kabale
nieco szczegółów w swojej „Autobiogra-fii”.
«Kabbala − ażeby nieco obszerniej o tej
Boskiej wiedzy pomówić − jest w szerszem
znaczeniu tego wyrazu podaniem i oznacza nie
tylko wiedzę tajemniczą, którą nikt nie powinien
wykładać publicznie, ale jest zarazem metodą
wyprowadzenia nowych praw z przepisów,
znajdujących się w Piśmie Świętym; podaje
wreszcie pewne fundamentalne prawa, które
jakoby Mojżesz ustnie przekazał na górze Synaj.
W ściślejszem atoli znaczeniu Kabbala oznacza
po prostu przekazanie tajnych wiadomości.
Takowe dzieli się na Kabałę teoretyczną i
praktyczną. Pierwsza zawiera naukę o Bogu, o
Jego przymiotach, które wyrażać się dają za
pomocą różnorodnych imion, o powsta-waniu
świata przez stopniowe samoograniczanie się
Jego nieskończonej doskonałości, oraz o
stosunku wszystkich rzeczy do Jego najwyższej
Istoty. Druga jest nauką o tym, jak z pomocą
owych różnorodnych imion Boga, które wyrażają
odrębne siły i stosunki do zjawisk natury, − można
dowoli oddziaływać na te ostatnie. Owe święte
imiona rozważane są tu nie tylko, jako dowolne,
ale jako przyrodzone znaki, tak, iż wszy-stko, co
się z tymi znakami przedsiębierze, musi jakoby
wywierać wpływ na same przedstawiane przez nie
rzeczy.
Z początku była prawdopodobnie Kabała li
tylko psychologią, fizyką, moralnością, polityką itp.,
przyodzianą w szaty sym-bolów i hieroglifów w
bajkach i alegoriach, których ukryty sens
56
56
odkrywać mogli jeno ludzie odpowiednio
uzdolnieni to jest; przywódcy stowarzyszenia
tajnego. Ale stopniowo, może po wielu
różnorodnych rewolucjach, ów tajemniczy sens
został zatracony i znaki brać poczęto wzamian
oznaczonych przez nie pojęć. Ależ gdy łatwo
zauważono, iż owe znaki musiały przecie coś
oznaczać, dano wyobraźni na wolę wymyślać na
nowo ów sens tajemniczy, który zdawna zaginął.
Chwytano najbardziej odległe analogie pomiędzy
znakami i rzeczami, aż wreszcie Kabała urobiła się
na jakąś sztukę szalejącego rozumowania, albo na
systemat wiedzy, oparty na kaprysach. Jej wiele
obiecujący cel − użyczenie mocy dowolnego
oddziaływania na naturę, oraz wysoce napięty i
uroczysty ton, którym to zapowiada, oczywiście
oddziałać musiały na usposobienia marzycielskie,
na umysły, ścisłą wiedzą i gruntowną filozofią
nieoświecone.
Głównym dziełem, z którego studiować można
Kabałę, jest księga Zohar, która pisana jest w
języku syryjskim. Wszystkie inne pisma
kabalistyczne są jeno komentarzami lub wyciągami
z tamtych.»
«Pewien rabin francuski, imieniem Rabbi Mozes
de Lion (XIII wiek po Chr.), sporządził pono,
według Rabbiego Józefa Candia, Zohar i
podrzucił go narodowi żydowskiemu w
charakterze sta-rożytnej księgi, której autorem
jakoby miał być słynny talmudysta Rabbi Simon
Ben Jochaj (II wiek po Chr.). Księga owa, jak już
rzeczono wyżej, zawiera wykład pisma świętego
wedle zasad Kabały, a raczej mieści owe zasady
(Kabały) w formie wykładu pisma świętego i
równocześnie z niego je stwarza. Ma ona tedy,
jako „Janus”, oblicze podwójne i winna być
wyjaśnio-ną z dwu różnych stanowisk.
Z jednej strony stanowi ona systemat w
rodzaju tych, które omawiane są szeroko w
pismach kabalistycznych. Daje tedy pole
wyobraźni, która buja wedle upodobania, a w
końcu bynajmniej nie dochodzi do jaśniejszego
ujęcia rzeczy, które z początku były ciemne.
Pewne moralne i fizyczne prawdy wyłożo-ne są tu
obrazowo, ale i one wreszcie giną w labiryncie
hyperfizycznego oglądu. Ten rodzaj Kabały jest
umiłowanym zajęciem pisarzy kabalistycznych i
stanowi małe misterium wspomnianego
stowarzyszenia tajnego (tj. „Stowarzyszenia
pobożnych”, które „miało cel mniej więcej taki, jak
zakon Illuminatów w Bawarii i posługiwało się
nader podobnymi środkami”).
Z innego stanowiska natomiast mamy tu do
czynienia z treścią polityczną, która znana jest
tylko przywódcom stowarzysze-nia tajnego.
Wszelako i oni sami i ich czynności pozostają
zawsze w ukryciu; znani są tylko pomniejsi
kierownicy. Ci ostatni nie mogą zdradzić tajemnic
politycznych, albowiem sami ich nie znają. Pierwsi
nie zdradzą ich nigdy, bo to przeczyłoby ich
interesom. Tylko małe (po prostu literackie)
sekrety udzielane są ludowi i zalecane, jako
rzeczy wielkiej wagi. Większe (polityczne)
tajemnice nie są przedmiotem nauczania, lecz, o ile
zrozumiałe są same przez się, wprowadzane są w
czyn.»
Dużą, wprost nie do pokonania zaporę dla
chrześcijańskich badaczów masonerii stanowi
fakt, że nie są świadomi arkanów tej żydowskiej
Kabały. Przystępując bowiem do ustalania genezy
masonerii, napotykają oni jakoby tajemniczy mur,
którego przebić nie są w stanie. Albowiem nie
wystarczyłaby tu nawet dokładna znajomość
języka hebrajskiego, skoro uczeni w Kabale
twierdzą, że hebrajszczyzna ma podwójne
znaczenie i tak, jak litery hebrajskie jednoznaczne
są z liczbami, tak nieraz, czytając te zgłoski,
napisane alfabetem hebrajskim, doszukiwać się w
nich należy raczej kombinacji cyfrowych (jak na
przykład co do daty upadku papiestwa czy
przyjścia Mesjasza), niż sensu literalnego. Nie
mogąc więc dotrzeć do jądra sprawy, tj. do Kabały
żydowskiej, musi niewtajemniczony badacz
chrześcijański ograniczyć się do sądzenia drzewa
po jego owocach: musi osądzić, jakie były rezultaty
i wyniki działalności tajnych stowarzyszeń
masońskich. Pod tym względem, pomimo
tajności, jaką z reguły okrywa masoneria swoje
działania, ale dzięki wyjątkowej chełpliwości, jakiej
dała upust po sukcesach Wielkiej Wojny, można
stosunkowo dużo powiedzieć.
Nie należy jednak wiązać przede wszystkim i
wyłącznie powstania masonerii (wolnomularstwa)
z rzemieślniczemi cechami średniowiecznych
mularzy, którzy trudnili się budową katedr i innych
budowli ówczesnych − jak chcą utrzymywać
niektórzy masoni. Zwyczaje bowiem wczesnych
lóż masońskich we Florencji i Livornie (wiek XVI),
jak również niektóre ustępy z dzieł filozofa
Franciszka Bacona, wtajemniczonego − jak się
wydaje − „Różokrzyżowca” (wczesno-masońska
formacja), wyraźnie wskazują na to, że ci wcześni
„mularze”, jak i „wolnomularze” w ogóle pracowali
nie nad budową jakiejś chrześcijańskiej katedry,
ale wprost przeciwnie − nad odbudową
symboliczną świątyni Salomona.
Nie należy więc rozpoczynać historii masonerii
57
57
od fikcyjnej daty roku 1717 (rzekomej daty
założenia masonerii), ale sięgnąć śmiało wstecz,
przynajmniej do początku wieku XVI. Nie ulega
bowiem kwestji, że daty wstępne Reformacji
niemieckiej, daty, znamionujące fakt epokowy
rozerwania jedności Kościoła katolickiego,
stanowią właściwszy prolog do powstania
masonerii.
* * *
Faktem jest stwierdzonym, że kabalizacja
społeczeństw chrześcijańskich najgłębiej
zaznaczyła się w wieku XVI − wieku Reformacji.
Wtedy to w Hiszpani, w Niemczech, Włoszech, w
Polsce ludzie na wyższych stanowiskach zajmują
się okultyzmem, alchemią, astrologią − czy też
wprost Kabałą żydowską. We Włoszech działają
grupy humanistów, a związek między humanizmem
i współczesną masonerią został już dziś
przez naukę ustalony. Jest również faktem, że
wtedy właśnie, we Włoszech, w tych kołach
humanistycznych, których działalność uważają dziś
masoni za świadomą i zorganizowaną robotę
pewnego zespołu, dochodzi do wybitnego
zainteresowania się Kabałą żydowską. Pico della
Mirandola i inni znani humaniści przeprowadzają
głę-bokie studia nad Kabałą. Reformację zaś
samą charakteryzuje silny rozkwit okultyzmu i
kabalistyki wokół Reuchlina, astrologii wokół Lutra
i najrozmaitszego okultyzmu wokół Kalwina. Wnuk
Reuchlina, słynny Melanchton należał do
klasycznie już sformowanego stowarzyszenia
tajnego. Reformator zaś Socyn, który tyle miał do
czynienia z Polską, po dziś dzień wielbiony jest
przez masonerię, jako jeden z jej praojców
duchowych.
Centrum owego kabalistycznego okultyzmu w
Europie do końca XV wieku była Salamanka, a od
końca XVI wieku − Kra-ków, który − być może −
jest nim do dnia dzisiejszego:
«Kraków jest miastem na wskroś żydowskim i
musi stać zawsze na straży wielkiej tradycji
żydostwa» − głosi publicznie odezwa żydowska,
rozlepiona na murach Krakowa w czerwcu 1935 r.
«… sam Bóg po Palestynie Polskę musiał dla
Żydów na nową ziemię obiecaną, a Kraków na
nową Jerozolimę przeznaczyć» − twierdzi
żydowski „Mesjasz” i Chacham, Jakub Frank.
* * *
Reformacja zamyka pierwszy etap judaizacji
Europy. Te wszystkie podminowania, jakie w
ciągu wieków były pod Kościół katolicki
podkładane, wybuchły w Reformacji.
* * *
Również na lata Reformacji spodziewali się
Żydzi − na mocy przepowiedni, wysnutych z
Kabały − przyjścia Mesjasza i rozwinęli w tym
czasie wzmożoną działalność polityczną.
* * *
W ciągu wieku XVI i następnych dochodzi do
tego, że w całej Europie pod hasłem wyzwolenia
się od doktryn kościelnych powstaje gęsta sieć
tajnych organizacji-lóż, hołdujących Kabale
żydowskiej, a więc w swej najgłębszej istocie,
zazębia-jących się o pierwiastki mistyczne
żydostwa.
Przejawia się to bardzo wcześnie w całej
symbolice i rytualistyce tych lóż. Jeżeli tutaj już
spotykamy tę gwiazdę pięcio − czy
sześcioramienną (bo tu zachodzi wariant), która
pojawiła się na powstańczych sztandarach Bar
Kochby (przywódcy jednego z powstań żydostwa
przeciwko „przeklętemu Rzymowi”), jeżeli
spotykamy ją także u Cagliostra, jeżeli w lożach i
nauce prekursora masonerii, Bacona z
Werulamu, znajdujemy symbol odbudowy
świątyni Salomona, jeżeli na sztandarach
Cromwella pojawia się „śpiący lew Syjonu” − to
wszystko to jest argumentem, który świadczy, że
hebrajska konstrukcja rytuału i symboliki
masońskiej nie może być tylko przypadkową
dekora-cją, ale jest zewnętrzną postacią ideologii i
nauki masońskiej, wynikającą najściślej z ducha
lożowego. A jeszcze jednym więcej dowodem jest
ten fakt, że symbolem tzw. „kamienia
filozoficznego”, który był celem mozolnych
poszukiwań dawnych lóż masońskich, była
żydowska sześcioramienna gwiazda dawido-wa −
symbol bardzo wiele mówiący.
* * *
Z chaosu walk religijnych w Niemczech
wykluwa się pasmo wojen i akcyj politycznych o
charakterze wybitnie już masońskim, jak rebelia
Cromwella w Anglii, jak najazd Karola Gustawa
(a bodaj i Karola XII) na Polskę, jak osadzenie −
równoczesne niemal − dynastii saskiej w Polsce,
a orano-hanowerskiej w Anglii, jak wreszcie −
przygotowanie rewolucji francuskiej.
Lata 1648-49, to pierwsze konkretne sukcesy
masonerii: pokój Westfalski, osłabiający
katolicyzm i sankcjonujący dokonaną
protestantyzację północnych Niemiec i całej
Skandynawii, oraz usunięcie sympatyzującej z
katolicyzmem dynastii Stuartów w Anglii na rzecz
judaizującego Cromwella, pozosta-jącego w
bardzo ścisłych związkach z rabinem-kabalistą,
Menasse ben Izraelem.
58
58
* * *
Również na rok 1648 Żydzi przygotowywali
wiele akcji politycznych, jako że w roku tym
spodziewali się znowu przyjścia Mesjasza. Byli
tego tak pewni, że w dość bezwzględny sposób
zaczęli poczynać sobie z ludnością nieżydowską:
«Przyczyniła się do tego nierozważnego
postępowania Żydów, puszczona wtedy wieść na
mocy kłamliwych wskazówek „Zoha-ru” o
mającym się zjawić w roku 1648 Mesjaszu, a ta
nadzieja rychłego zbawienia i osiągnięcia
najwyższej samoistności, pozbawiła Żydów
wszelkich względów, jakimi dotąd względem inowierców
się powodowali.»
* * *
W zakresie polityki zagranicznej Anglii za
Cromwella następuje, po raz pierwszy bodaj w
historii, jak najściślejsze już sprzężenie
dyplomatyczne państw i mocarstw, mających na
dalszym planie obalenie Rzymu, a na bliższym −
tronów katolickich. Cromwell, król szwedzki,
margrabia brandenburski, Rakoczy na Węgrzech,
czeski sekciarz Komeński (Comenius) − wszyscy
zaś członkowie tajnych organizacji wczesnomasońskich
− maszerują tu pod wspólnym
hasłem zniszczenia Rzymu, jego wiary i
organizacji. Z tym planem i z niebawem po nim
następującą intronizacją dynastji saskiej w Polsce
przechodzimy już do naszych spraw rodzimych.
* * *
Ostatnie prace dr K. Morawskiego, wykazują,
jakim torem szło opanowanie tronu polskiego
przez masonerię. Zaczęło się od najazdu Karola
Gustawa na Polskę w roku 1655, kiedy to na
przybocznej jego chorągwi, jawi się Duch św.
(Paraklet) − symbol w tym wypadku wybitnie
masoński, przystosowany do symboliki loży. Na
tej samej chorągwi dopatruje się dr K. Mo-rawski
słonecznika, który − jak wiadomo − był godłem
tajnym przynależności Karola Gustawa do
wczesno-masońskiej organi-zacji, „Zakonu
Palmowego”.
«(Rok zatem) 1655 − to pierwszy szturm
generalny na Polskę (wpływów masońskich),
przygotowany przez Żyda czeskiego
Komeńskiego, autora masońskiej księgi „Via
Lucis” a wyko-nany przez Szweda Karola
Gustawa i Prusaka Fryderyka Wilhelma,
członków tej samej, tajnej organizacji niemieckiej
„Zako-nu Palmowego”, jak również podejrzanego
o przynależność do wczesnego wolnomularstwa,
Węgra, inowiercy Rakoczego.»
Ta próba ogarnięcia Polski przez „brata”
Karola Gustawa − jak wiadomo − zawiodła.
„Bracia” nie dali jednak za wygraną i w końcu
wieku XVII widzimy czynnych przy robocie tych
sa-mych tuzów masońskich, którzy pracowali już
nad elekcją pol-ską po abdykacji Jana
Kazimierza. Widzimy przede wszystkim
Leibniza.
W związku z tym nazwiskiem i rolą, jaką
Leibniz odegrał dwukrotnie przy elekcjach
polskich (Michała Wiśniowieckiego i Augusta
II), wspomnieć należy już tutaj o jednym jeszcze
kon-sekwentnym usiłowaniu tajnych organizacji
masońskich, które niewątpliwie wynikało z ich
związku z żydostwem. I tak, już w
najwcześniejszych traktatach masońskich,
ziejących nienawiścią do Rzymu i papieża,
spotykamy równocześnie wzmiankę o czym
innym: spotykamy hasło „pognębienia
niewiernego Mahometa”. To zaś hasło tłumaczy
się łatwo, jeżeli uprzytomnimy sobie, pod czyjem
panowaniem znajdowała się wówczas (i aż do
Wielkiej Wojny) Palestyna. Albowiem − według
Talmudu − „Syn Dawida (Mesjasz) nie przyjdzie
wpierw, dopóki nie ustanie nawet najmniejsze
panowanie nad Izraelem”.
Zadaniem też ówczesnych lóż masońskich,
których jednym z najznakomitszych przedstawicieli
był właśnie Leibniz, było − w dużej mierze −
orientowanie mocarstw europejskich frontem
przeciwko Turcji. Tym się tłumaczy słynna
rozprawa Leibniza, przeznaczona dla króla
francuskiego Ludwika XIV, w której Leibniz radzi
królowi opanowanie Egiptu (jako drogi do
Palestyny). Tym też tłumaczą się nadzieje, jakie
wiązali „bracia” z obsadzeniem przez nich tronu
polskiego i ewentualnym wyzyskaniem go do
celów antytureckich.
* * *
Na przyszłego króla polski, kraju katolickiego,
został upatrzony, nie bez poparcia finansjery
żydowskiej (domy bankowe Wertheimera i
Lehmanna), protestant, sam „Dyrektor Kolegium
Ewangelickiego Rzeszy Niemieckiej” książę elektor
saski, Fryde-ryk August, późniejszy król polski,
August II. Książę saski, jak znowu wykazują
badania historyczne K. Morawskiego, zawczasu
już zapewne został przyjęty, jeżeli nie wprost do
masonerii, to w każdym razie do jej
okultystycznych odłamów i można po-wiedzieć, że
przez cały ciąg jego panowania znaczą się dosyć
59
59
wyraźnie ślady bądź przynależności, bądź też
skłonności jego do polityki i inspiracji lóż.
Najznamienniejszą w tym względzie jest jego
korespondencja z Berlina z końcowych lat
panowania, korespondencja oznaczona pieczęcią
Różokrzyżowców, umieszczoną na dokumentach,
które mają związek bezpośredni ze snu-tymi
wówczas przez Augusta planami rozbioru Polski –
do spółki z Berlinem. Rok zatem 1697 jest datą
pokojowego zalewu Polski przez wpływy
masońskie w osobie Sasa, Augusta II.
Masoneria a Żydostwo
Jako generalne zagadnienie masonerii wybija
się przede wszystkim kwestia jej stosunku do
żydostwa. Aby to zagadnienie było możliwe ze
wszystkich stron dokładnie oświetlone, podajemy
tutaj szereg faktów, głosów i oświadczeń na ten
temat z jednej strony Żydów, a z drugiej
masonów.
* * *
Żyd, nadrabin okręgowy w Berlinie, a
jednocześnie wtajemniczony mason, członek tzw.
„masonerii staropruskiej”, Izaak Salomon
Borchardt w swojej pracy o masonerii pt. „Das
Stu-dium der Freimaurerei” (Studium o
masonerii), nakładem wła-snym, Berlin, 1869
(5689), w rozdziale I „Historyczne roztrząsanie
masońskich rzeczy” stwierdza:
«Moje więcej niż 30-letnie studia w
wolnomularstwie i nad wolnomularstwem dały mi
możność dotrzeć do pierwotnej masonerii
starożytnych Hebrajczyków, którą patriarcha
Abraham założył za pomocą nowego słowa
mistrzowskiego „Adonai” i ukształtował jako
zakon, król zaś Salomon rozszerzył, a która
według obietnicy biblijnej musi przetrwać aż do
dnia sądnego.»
Ma tu zapewne na myśli rabin Borchardt −
ściślej mówiąc − ideologię masonerii, gdyż
ciągłości organizacyjnej w historii ma-sonerii aż od
czasów patriarchy Abrahama nauka o
stowarzyszeniach tajnych nie stwierdziła.
Wyraźnie już w ten sposób mówi inny Żyd i
mason, dr Gustaw Karpeles, członek czysto
żydowskiego zakonu masońskiego „Bnei Brith”:
«Idea wolnomularstwa wyszła… z naturalną
koniecznością z żydostwa; masoneria sprowadza
przecież początek swego za-konu aż do króla,
który widział największy rozkwit Izraela; ważna też
część jej ceremoniału odnosi się wyraźnie do
budowy świątyni Salomona, a frazeologia tego
ceremoniału częstokroć od tej budowy pochodzi».
* * *
Cytowany wyżej nadrabin i mason I. S.
Borchardt wyprowadza dalej w swojem studium,
że słowo „loża” pochodzi z hebraj-skiego:
«Bardzo dużo napisano o znaczeniu słowa
„loża”. Pochodzi ono od hebrajskiego słowa
„liszche” i znaczy„pokój przyległy”. „Dom Boży”
czyli świątynia króla Salomona miała oprócz trzech
istotnych części albo pomieszczeń specjalnie
dużo „pokojów przyległych” (lóż) do określonych
celów. Dlaczego zakon masoński wybrał nazwę
„loża”, a nie „świątynia” albo „Dom Boży”,
tłumaczy się w ten sposób: „Prawdziwa Świątynia”
albo „Dom Boży” może być tylko na górze
„Morija” (na której była zbudowana świątynia
Salomona), gdzie można sobie pomyśleć pion do
„Niebiańskiego Jeruzalem” czyli „Duchowego
Syjonu”, a więc do pałacu „Wielkiego
Budowniczego Wszechświata”. Dlatego wszystkie
miejsca, odległe od (góry) „Morija”, muszą
otrzymać − bo nie mogą inaczej − tylko nazwę
„pokoje przyległe (do świątyni Salomona)” −
loże.»
Z wyjaśnień tych rabina Borchardta poza
dokładnym wytłumaczeniem pochodzenia nazwy
„loża”, dowiadujemy się jeszcze ważnej rzeczy, a
mianowicie, że pałacem „Wielkiego
Budowniczego Wszechświata” − naczelnego
symbolu masońskiego − jest „Niebiańskie
Jeruzalem” czyli „Duchowy Syjon” i że pałac ten
znajduje się dokładnie nad górą „Morija”, na
której zbudowana była świątynia Salomona.
* * *
O fundamentalnym dokumencie masońskim, za
jaki jest uważana i uznawana przez wszystkich
masonów „Księga Ustaw” An-dersona, tak mówi
dr Ferdynand Katsch, mason wysokiego stop-nia,
w pracy swojej, pt. „Powstanie i prawdziwy cel
ostateczny masonerii”, na podstawie oryginalnych
źródeł… tylko dla braci masonów, Berlin, 1897 r:
«…autorowie Księgi Konstytucyjnej z roku
1723, głównego dokumentu i podstawowego
prawa masońskiego, sfałszowali prawdę
historyczną w najpełniejszej świadomości celów,
rzą-dzących Wielką Lożą.»
A zatem „Księga Konstytucyjna” została
sformułowana stosownie do potrzeb ówczesnej
60
60
masonerii, bez uwzględnienia prawdy historycznej.
Jednakże pomimo tego, już wkrótce − bo w
1738 roku − uznali „nieznani przełożeni”, że
pierwsza redakcja „Księgi Ustaw” wymaga
uzupełnień. Zdecydowano się na poważny krok −
na poprawkę podstawowych praw masońskich i
wydano „Księgę Ustaw” w nowej redakcji, już z
poprawkami.
Jest rzeczą ważną stwierdzić, co skłoniło
„nieznanych przełożonych” do tych zmian i jakie
poprawki tam wprowadzono. Mówi o tym wyraźnie
„Jewrejskaja Encikłopedja” („Żydowska
Encyklopedia”) w artykule, zatytułowanym
„Masoneria”. Czytamy tam:
«Należy sądzić, że wydanie w r. 1738 „Księgi
Ustaw” w nowej redakcji, powierzone temuż
Andersonowi, wywołane było pragnieniem
kierowników „Wielkiej Loży” położenia kresu
wątpliwościom, powstającym w kwestii
przyjmowania do masonerii Ży-dów albo
niechrześcijan w ogóle. Redakcja pierwszego
zasadniczego obowiązku zmieniona została w
nowym wydaniu w tym sensie, że „samo
powołanie obowiązuje mularza, jako istotnego
noachidę, być posłusznym prawom obyczajowym
(Noego)”… Po-lecając braciom wykonywanie
praw Noego, loża oczywiście nie przywiązywała
znaczenia do tego, że wymagane były one przez
etykę żydowską.»
Z tego jasno wynika, że mason „jako istotny
noachida”, pod-lega prawom, wymaganym przez
etykę żydowską. A wyraźnie stwierdza to
„Jewrejskaja Encikłopedja”. Dla lepszego zaś
uwydat-nienia istotnego znaczenia powyższych
poprawek należy jeszcze dodać, że mianem
„noachidy” określani są ludzie, których obowiązują
tzw. prawa Noego, a pierwsze i najważniejsze z
tych praw brzmi:
«Zwierzchności żydowskiej być posłusznym!»
W świetle tych faktów „Księga Ustaw”
Andersona − uznana przez masonów całego
świata − nabiera całkiem innego znaczenia. Nowa
bowiem jej redakcja z roku 1738 wyjaśnia bliżej i
ustala autorytatywnie to, co w poprzednim
wydaniu było zapewne niezbyt wyraźnie
powiedziane, a co dla „Nieznanych Przełożonych”
musiało być jednak kwestią bardzo ważną, skoro
zdecydowano się na wprowadzenie tych
poprawek do podstawowych praw masońskich. Ta
decyzja kierowników „Wielkiej Loży” wskazuje
nam dość wyraźnie owe ostateczne cele,
„rządzące, Wielką Lożą”, cele ostateczne
masonerii.
Loże masońskie twierdzą, że dzisiaj ustęp ten,
mówiący o „noachidyzmie”, został z „Księgi
Ustaw” wykreślony. Jeżeli nawet tak jest, to
należy traktować to jedynie jako manewr obronny,
gdyż ten „noachidyzm” był punktem, na którym
koncentrowały się ataki na masonerię, a który dla
masonerii był nie do obrony. Musiano więc w
końcu powiedzieć − nic innego nie mając na
swoją obronę − że tego punktu w najnowszych
wydaniach praw masońskich w ogóle nie ma, że
został już usunięty. Nie znaczy to jednak
bynajmniej − zważywszy na swo-istą etykę
masonerii − by przestał on obowiązywać. Chcąc
tutaj ściślej się wyrażać, należałoby powiedzieć,
że został on usunięty jedynie z przed oczu
niewtajemniczonej publiczności, albowiem:
«Wybijającym się rysem związku
wolnomularskiego jest to, że od dawien dawna
posługiwał się on dla systematycznego
wprowadzania w błąd zarówno
niewtajemniczonego ogółu, jak nawet tych
członków związku, przed którymi prawdziwe
zamiary związku miały pozostać ukryte,
systematycznymi fałszerstwami» − stwierdza
mason, dr Ferdynand Katsch, w pracy swojej
„Die Entstehung und der wahre Endzweck der
Freimaurerei” („Powstanie i prawdziwy cel
ostateczny masonerii”). „Na podstawie
orginalnych źródeł… tylko dla braci masonów”,
Berlin, 1897 r.
* * *
„Jewrejskaja Encikłopedja” − źródło, którego
nikt nie może nawet posądzać o antysemityzm lub
antymasońskie tendencje − pisze dalej o
masonerii:
«Żydzi niemieccy mieli w tym czasie (koniec
XVIII wieku) dostęp do zakonu „braci Azjatyckich”
albo „Rycerzy i braci Jana Ewangelisty z Azji w
Europie”, założyciel zakonu, a raczej jego
odnowiciel, baron Hans Henryk Eckert
współpracował z Żydem Hirszmanem (albo
Hirszfeldem?). Zakon wewnątrz miał
charakterystyczny układ. Wyższe kierownictwo
zakonu spoczy-wało w rękach Sanhedrynu, który
składał się z 72 członków, na czele którego stał
najwyższy wielki mistrz zakonu (Chacham albo
Hakem). Wiele godności było o nazwach
żydowskich; bra-cia przyjmowali żydowskie imiona
i pseudonimy; tak np. Książe Ferdynand
61
61
Brunszwicki był członkiem sanhedrynu pod
imieniem Isch Zaddik (sprawiedliwy człowiek), a
książe Karol Heski − Ben Oni Ben Mizam.
Działalność zakonu ożywiła się po wstąpieniu do
niego Żydów… Przy współdziałaniu Żydów bracia
azjatyccy gorliwie zajmowali się kabałą, która
oczywiście służyła w rękach Żydów, jako środek
osiągnięcia zbliżenia z chrześcijanami; przy
powszechnym przejęciu się mistyką, kabała
dawała Żydom możność przyciągnięcia do zakonu
innych lóż i razem z tym umocnienia własnej
pozycji w zakonie.»
„Zakon Braci Azjatyckich” rozpadł się,
zakładane są nowe loże. „Jewrejskaja
Encikłopedja” pisze:
«Loża Tolerancji była założona w Berlinie
około 1790 r. tj. w czasie, gdy skończyło się
istnienie zakonu azjatyckiego. Człon-kami loży
byli Żydzi, jak np. prof. Herz Itzig, którego imię
spotykamy w azjatyckim zakonie, bankier Lewi i
inni. Mistrzem katedry był Żyd. Założyciele loży
postawili sobie za zadanie „za pomocą masonerii
przybliżyć Żydów do chrześcijan, usunąć
odwieczne uprzedzenia…” Loża Tolerancji była
właściwie tajnym schroniskiem, gdzie Żydzi,
wymijając formalności, bez hałasu przedostawali
się do nowej religii, nie przyjmując jednakże
wszystkich jej dogmatów.»
Tu − może najwyraźniej − powiedzieli Żydzi,
czym dla nich była między innymi i jest
masoneria, jakie jest jej dla nich znaczenie.
„Wymijając formalności, bez hałasu przedostawali
się” pod osłonę „postępowych braci”,
zjudaizowanych przez Ka-bałę żydowską, do
społeczeństwa chrześcijańskiego, a masoneria
służyła im tylko za narzędzie do realizacji ich
celów.
To też Żydzi biorą gorliwie udział w
rozpowszechnianiu masonerii. „Jewrejskaja
Encikłopedja” pisze dalej:
«Jednym z założycieli loży pod Wschodzącą
Jutrzenką, założonej pod protektoratem
„Wielkiego Wschodu” Francji, był Żyd, kupiec
frankfurcki, S. Heisenheimer… Otwarcie loży
odbyło się w najbardziej uroczystych warunkach.
Na uroczystość otwarcia przybyły delegacje
różnych lóż francuskich i niemiec-kich. Mówcą loży
był Hildesheimer, prawdopodobnie frankfurcki
delegat do Sanhedrynu.»
Mistrzami i dozorcami loży byli Żydzi: Karol
Goldszmidt, S. Heisenheimer i J. Gerson.
«Tak w roku 1761 Żyd paryski Stefan Morin
otrzymał od „Rady Cesarzy Wschodu i Zachodu”
w Paryżu patent, mocą którego był mianowany
Delegatem i Wielkim Inspektorem dla Ameryki i
był upoważniony rozpowszechniać po drugiej
stronie oceanu do 25 stopnia, w masonerii, co też
wypełnił z powodzeniem… Niejaką rolę we
francuskiej masonerii odegrał w swoim czasie
znany mistyk, Martinez Paschalis, Żyd
portugalski. W roku 1806 we Francji powstał nowy
ryt „Ecossais ancien et accepte” („Ryt Szkocki
Dawny i Uznany”), założony przez pięciu Żydów.
W początku XIX wieku awinjoński kupiec, Żyd
Michel Bedarride założył i rozpowszechnił we
Francji przy pomocy swo-ich dwóch braci ryt
Misraim, istniejący do dzisiaj. Później Żydzi
francuscy zaczęli brać szeroki udział w masonerii;
Adolf Cremieux np. był od 1860 r. do śmierci
„Wielkim komandorem” w „Najwyższej Radzie”
Paryskiej.»
A więc: zakładają loże − Żydzi,
rozpowszechniają stopnie − Żydzi, tworzą nowe
ryty − Żydzi. Nie jest to dziwne, albowiem według
pisma żydowskiego „Verite Israelite” („Prawda
żydowska”), (tom V, rok 1861, na str. 74):
«Duch ten (masonerii) − to duch żydostwa w
jego wierzeniach podstawowych, to są jego idee,
to jest jego język, to jest prawie jego
organizacja… Nadzieja, co podtrzymuje i umacnia
masonerię − to ta sama nadzieja, co oświeca i
umacnia Izrael na bolesnej jego drodze,
pokazując mu na przyszłość triumf niezawodny.
Nadejście czasów masońskich, czyż znaczy co innego,
jak ustanowienie uroczyste i obwieszczenie
ostateczne zasad wieczystych braterstwa i
miłości, zjednoczenie wszystkich serc i wysiłków
w interesie każdego i wszystkich, ukoronowanie
wreszcie tego cudownego domu modlitwy
wszechnarodów, którego Jerozolima stanie się
ośrodkiem i symbolem triumfującym»
* * *
Z przytoczonych wyżej cytatów z „Verite
Israelite” wynika jeszcze, że nadejście czasów
masońskich skończy się odbudową świątyni
Salomona w Jerozolimie. Tą samą zaś odbudową
świą-tyni Salomona ma się również skończyć −
według wierzeń, opartych na Biblii i Talmudzie,
współczesnego żydostwa − nadejście żydowskich
czasów mesjańskich. A to nadejście − to
62
62
widoczne, absolutne i wyłączne już objęcie przez
Żydów, jako naród wybrany, władzy i panowania
nad całym światem.
* * *
Wszystko poprzednie potwierdza również znany
współczesny pisarz żydowski Bernard Lazare, w
słowach jednak bardziej ostrożnych i łagodnych,
lecz nie mniej przez to jasnych i wyraźnych:
«Pewnym jest, że u samej kolebki masonerii
byli Żydzi, Żydzi − kabaliści: dowodzą tego pewne
zachowane ryty (różnych lóż masońskich); jest
wielkie prawdopodobieństwo, że w latach
poprzedzających rewolucję francuską wstępowali
(Żydzi) w jesz-cze większej liczbie do zarządów
tych towarzystw (masońskich) i że sami takie
towarzystwa tajne zakładali. Żydzi byli w
otoczeniu Weishaupta (masona który był
pierwszym założycielem kasty „Illuminatów”), a
Martinez de Pasqualis, Żyd pochodzenia
portugalskiego, zorganizował liczne grupy
Illuminatów we Francji i zwerbował wielu adeptów,
których wtajemniczył w dogmat reintegracji. Loże
martynistów (to jest loże zorganizowane przez
Martineza de Pasqualis) były mistyczne,
podczas kiedy inne zakony masońskie były raczej
racjonalistyczne, co pozwala może na twierdzenie,
że (masońskie) stowarzyszenia tajne
reprezentowały obie strony ducha żydowskiego:
praktyczny racjonalizm i panteizm, ten panteizm,
który będąc metafizycznym odblaskiem wiary w
Boga jedynego, doprowadza czasami do teurgii
kabalistycznej. łatwo byłoby wykazać zgodność
tych dwu tendencji, (łatwo byłoby wykazać)
związek Cazotte’a, Cagliostra, Martineza,
Saint-Martina, hr. de Saint-Germain,
Eckarthausena z encyklopedystami i jakobinami i
sposób, w jaki mi-mo swego przeciwieństwa
doszli (oni wszyscy) do tego samego rezultatu, to
jest do osłabienia chrześcijaństwa. Posłużyłoby to −
podkreślmy to raz jeszcze − jedynie do
udowodnienia, że Żydzi mogli być dobrymi
agentami tajnych stowarzyszeń masońskich,
ponieważ doktryny tych tajnych stowarzyszeń
zgadzały się z ich własnymi doktrynami, nie zaś,
że byli ich inicjatorami.»
Stwierdza więc tutaj Bernard Lazare wyraźnie,
że doktryny tajnych stowarzyszeń masońskich
„reprezentowały obie strony ducha żydowskiego” i
„zgadzały się z doktrynami żydowskimi” czyli −
krótko mówiąc − były żydowskie. Stwierdza
również Lazare, że działalność wszystkich
stowarzyszeń masońskich, pomimo pewnych
między nimi różnic, doprowadziła do jednego i
tego samego rezultatu: do osłabienia
chrześcijaństwa.
* * *
Rozporządzamy również podobnymi faktami z
czasów ostat-nich.
Z powodu próby nieprzyjmowania Żydów do
klubu masońskiego „Metropolitan Mason
Country Club” w New York, nawet w tym
wypadku gdyby byli oni chociażby
„stuprocentowymi” masonami, żydowskie pismo
„Yewish Tribune” („Trybuna Żydow-ska”) z dnia
28 października 1927 roku, piętnując z
oburzeniem ten fakt, napisała karcąco:
«Masoneria jest oparta na żydostwie i jeżeli z
rytuału masońskiego usunąć naukę judaizmu, to
nie pozostanie nic.»
Posiadamy również ciekawą wiadomość z
terenu Kanady. „Yewish Guardian” („Opiekun
Żydowski”) z dnia 12 kwietnia 1922 roku w rubryce
„Nasze listy z Kanady” doniósł:
«Bardzo rzadkie nabożeństwo odbyło się w
niedzielę 26 mar-ca b.r. w synagodze reformistów
„Emanuel Temple” w Montrealu, gdy „Loża
Koryncka” w świątyni tej odprawiała swoją
religijną służbę. O ile sobie możemy przypomnieć,
jest to pierwszy wypadek w Kanadzie czy USA, że
nabożeństwo wolnomularskie odbyło się w
żydowskiej bóźnicy przy wspólnym udziale Żydów
i chrześcijan. Nabożeństwo zostało odprawione
pod kierunkiem poważnego brata, rabina M. J.
Merrita, który wygłosił natchnioną mowę o
wolnomularstwie: „Nie ma odpowiedniejszego
miejsca − powiedział mówca − któreby bardziej
nadawało się na odprawianie obrzędów
masońskich, jak to, ponieważ wolnomularstwo
jest nierozłącznie związane z historią tego ludu,
do którego ta świątynia należy. Wolnomularstwo
zrodzone jest z Izraela!»
W rosyjskim zaś dzienniku, nie tającym swych
sympatii do masonerii, „Siewodnia” („Dziś”)
znajdujemy fotografię Żydówki, a pod fotografią
taki podpis:
«Annie Kleinfeld, pierwsza w Anglii kobieta,
której ślub się odbędzie w świątyni masońskiej.»
A potem jeszcze dopisek informacyjny:
63
63
«Ślub odbędzie się dnia 24 czerwca w nowej
świątyni londyńskiej; ponieważ jednak Annie
Kleinfeld jest Żydówką, przeto ślubu udzielą
rabini: londyński Farber i rabin Cardifu − Jerewicz.»
Z zestawienia chociażby tylko tych dwóch
ostatnich faktów zdaje się jasno wynikać, „że
pomiędzy świątynią masońską, a bóżnicą
żydowską nie ma istotnych różnic”: i tu i tam
rabin jest na swoim miejscu.
* * *
W czasie podróży swojej „poprzez cztery
kontynenty” odwiedził p. dr H. Szoskies, Żyd z
Polski, również i lożę masońską w USA. A. P., a
odwiedziny te w książce swojej pt. „Powietrzem,
lą-dem i morzem poprzez cztery kontynenty” na
str. 141 i 142 tak opisał:
«Zebranie miało przebieg następujący:
zebranie loży odbywa się w świątyni „Pitien” na
50 ulicy. Podwoje sali są rozwarte na oścież, ale
gdy chcę przestąpić próg, odźwierny zatrzymuje
mnie. Tymczasem rzucam spojrzenie wewnątrz
sali i ogarnia mnie zdumienie. Wszystko
utrzymane jest w stylu egipskim, z barwnemi
lampkami pod sfinksami, wołami i kotami, a sala
jest pusta. W głębi stoi ołtarz, na którym
spoczywa chorągiew amerykańska, oraz kurtyna
synagogalna, wyhaftowana złotem. Po bokach
otwarta galeria o dwóch rzędach, przepełnionych
panami i damami. Naprzeciw mnie, przy ścianie −
podium, na którym siedzi prezydent loży i jego
zastępca.
Gdy służący melduje prezydentowi, że
przybyłem, ten się podnosi i przykłada rękę do
serca, potem wyciąga ją ku niebu i wreszcie
przykłada palec ręki do ust. Gdybym był
członkiem loży, to i ja musiałbym naśladować te
wszystkie ruchy i wtedy sam bym już wszedł na
salę. Ale ponieważ byłem tylko osobą
zaproszoną, to prezydent po daniu znaku zszedł z
podium, i podszedł do mnie, wziął mnie pod rękę i
doprowadził do ołtarza. Wszyscy powstali z
miejsc, gdy prezydent oświadczył:
− Bracia i siostry, przedstawiam wam naszego
gościa z Europy, który nie jest „bratem”, ale
wiernym Żydem. Witamy go tu!
I znowu uczyniono znak, który oznacza: w
sercu miłość, ręka ku niebu; palec do ust −
milczenie. Nie będąc „bratem”, przysięga mnie nie
obowiązuje, a jednak nie wymieniam nazwy tej
loży.
Stałem sprężony, jak żołnierz, trzymany pod
rękę przez prezydenta, i czułem się nieco głupio,
ale zachowałem powagę. Następnie odprawiono
nabożeństwo za członków, zmarłych podczas lata.
(Pozostałe po nich rodziny otrzymują od loży 10
tysięcy dolarów, tytułem ubezpieczenia).
Wszystkie świece pogaszono i zapalono tylko
reflektor nad ołtarze. Śpiewano cicho modlitwę po
angielsku.
Udzielono mi głosu, i muszę powiedzieć, że
atmosfera mistyczna wywołała silny wpływ na
mnie; moje pozdrowienie z Europy dostosowałem
do wytworzonego nastroju. Poseł stanowy ze
wszystkich lóż nowojorskich złożył sprawozdanie
o położeniu żydowskim na całym świecie.
Zadawano mi pytania. Cała dyskusja prowadzona
była po angielsku, ale wszyscy rozumieli po
żydowsku − zarówno mężczyźni, jak i kobiety.
Miałem prawdziwą rozkosz duchową, rozmawiając
podczas kolacji z tym towarzystwem, które
przeważnie słyszało mowę żydowską w domach
rodziców i zachowało całą miłość i pietyzm dla
języka macierzystego, starej ojczyzny i ducha
żydowskiego.»
Dr H. Szoskies jako „wierny Żyd” − jak z tego
widzimy − ma wstęp do loży masońskiej, chociaż
sam masonem nie jest. Z tego by może wynikało,
że niezbyt wiele różni masona od „wiernego
Żyda”.
W loży wśród wielu innych emblematów
dostrzegł dr Szoskies kurtynę synagogalną, którą
zapewne jako „wierny Żyd” niejednokrotnie widział
już w swojej miejscowej bóżnicy, nie mógł się
więc pomylić.
Po złożeniu sprawozdania, przez Posła
stanowego ze wszystkich lóż nowojorskich,
rozwinęła się na ten temat ożywiona dy-skusja w
języku angielskim, choć wszyscy rozumieli po
żydowsku. Oto obraz pracy loży masońskiej nad
„ogólnoludzkimi sprawami”.
* * *
W świetle tych wszystkich faktów, świadectw i
głosów samych Żydów określenie, jakie
słyszeliśmy w pewnych sferach, że:
«Masoneria jest to hodowla sztucznego
Żyda» − wydaje się całkowicie uzasadnione.
Całkowicie również uzasadnioną wydaje się
krótka i zwięzła definicja masonerii, podana przez
Żyda, rabina krajowego dr Izaaka M. Wise w
64
64
czasopiśmie żydowskim „Israelite of America”
(„Izraelita amerykański”) z dnia 3 sierpnia 1855
roku:
«Masoneria jest instytucją żydowską, której
historia, stopnie, godności, hasła i nauki są
żydowskie od początku do końca.»
* * *
Zwróćmy się teraz do głosów masońskich,
nieżydowskich. Wynurzenia są tu rzadsze i
ostrożniejsze, przeznaczone przeważnie dla
„braci” wyższych stopni, którzy są dostatecznie
już silnymi węzłami związani z organizacją i na
których atmosfera lożowa wywarła już odpowiedni
wpływ. Głosy te i wynurzenia są mniej dostępne
dla „braci” niższych stopni, a tymbardziej dla
nieczłonków organizacji, dla profanów.
Przede wszystkim należy zaznaczyć, że poza
wyraźnymi oświadczeniami na ten temat,
znajdujemy w wielu dziełach masońskich dużo
poszlak.
Dlaczego na przykład w tak
rozpowszechnionym podręczniku masońskim,
jakim jest „C. van Dalen’s − Kalender fur Freimaurer”
(„Kalendarz dla masonów”), który zawiera tylko
najniezbędniejsze dla każdego masona
wiadomości, znajdujemy już na samym początku
dokładny spis świąt żydowskich?…
Dlaczego na przykład w części historycznej
powyższego wydawnictwa, w spisie
najważniejszych dla masonów rocznic znaj-dujemy
datę śmierci Mojżesza Mendelssohna,
sztandarowej po-staci żydostwa, nazwanego przez
Żydów „Trzecim Mojżeszem”?…
Albo dlaczego na przykład w każdej dosłownie
encyklopedii masońskiej znajdujemy obszerne
artykuły o Kabale żydowskiej?…
Pytań takich możnaby stawiać więcej.
Przejdźmy jednak do oświadczeń konkretnych.
* * *
Jak z licznych fotografii, zamieszczanych w
masońskich i niemasońskich publikacjach wynika,
obrzędy swoje i różne prace w loży odbywają
masoni z nakrytymi głowami − podobnie jak Żydzi
w synagogach. Znaczenie tego tłumaczy nam
mason, Hermann Gloede:
«Ponieważ także nasze zwyczaje nawiązujemy
bezpośrednio do żydowskiego kapłaństwa, można
więc nasz zwyczaj nakrywania głowy wyjaśnić
jako znak, że mamy stanowić świętą kapłańską
gminę (żydowską).»
* * *
Tenże Hermann Gloede, mason wysoko
wtajemniczony, autor wielu podręczników dla
„braci”, w pracy zbiorowej, zatytułowa-nej
„Allgemeine Instruktionen.Lehrbuch fur die
Mitglieder der Grossen Landesloge der
Freimaurer von Deutschland I. Teil. Die
Johannisgrade. Neue Bearbeitung von Br.
Hermann Gloede”, („Ogólne instrukcje. Książka
do nauki dla członków Wielkiej Krajowej Loży
Masonów Niemiec. Część I. Stopnie
świętojańskie. Nowe opracowanie brata
Hermanna Gloede. Drukowane jako rękopis dla
braci masonów za pozwoleniem Wielkiego
Mistrza”), (tom I, część I, Berlin, 1901 r.) na str.
88 pisze:
«Jam jest Jehowa, Bóg wasz: okażcie się tedy
świętymi i bądźcie świętymi, bom Ja święty jest
(3. Mojż. 11, 44). To zaś, co przyrzeka adept nie
ma w rzeczywistości żadnej innej treści, chociaż
przyzwyczajeni jesteśmy oznaczać to innymi
słowami.»
W masońskim kalendarzu amerykańskim,
Daniel Sickels „The General Ahiman Rezon and
Freemason’s Guide” (New York, 1901 r.), na str.
71 jako cel masonerii podano:
«Masoni wznoszą budowlę, w której Bóg
Izraela ma na zawsze zamieszkać.»
Autor niemiecki, Fryderyk Hasselbacher
tłumaczy nam bliżej znaczenie słów „Ahiman
Rezon”, wziętych z tytułu powyż-szego
kalendarza. Po hebrajsku „Ahiman” znaczy −
bracia; „manach” − wybrany, powołany; „ratzon”
− prawo, zakon; więc „Ahi-man Rezon” znaczy
„bracia dla zakonu (Jehowy) wybrani”.
W ściśle tajnych, tylko dla „brata” − mistrza
przeznaczonych, „Erlauterungen zum Teppich des
III. Grades” der Grossen Landesloge der
Freimaurer von Deutschland” − w „Objaśnieniach
do dywanu trzeciego stopnia” Wielkiej Krajowej
Loży Masonów Niemiec, str. 6 czytamy:
«Wolnomularstwo przyjmuje jako założenie −
Jehowę.»
O tym zaś Jehowie − Bogu Żydów − czytamy
w poważnej pu-blikacji masońskiej, w
„Allgemeines Handbuch der Freimaurerei” −
„Powszechnym Podręczniku Masońskim”:
«Jehowa jest hebrajskim, nigdy przez
65
65
Izraelitów nie wypowiadanym imieniem Boga… W
różnych stopniach masońskich jest to pełne
znaczenia słowo używane częściowo jako słowo
rozpoznawcze, częściowo zaś jako hasło to jest,
słowo przepu-stkowe. Temu Jehowie budował
Salomon w Jerozolimie wspaniałą świątynię,
której plan znajduje się na dywanach
wszystkich lóż po to, ażeby wskazać, że
wymagana od masonów religijność opiera się
na Bo-gu Hebrajczyków, Jehowie.»
Potwierdza to również wyraźnie mason S. Mc
Gowan w czasopiśmie masońskim „Freemason”
(„Wolnomularz”) z 2 kwietnia 1930 roku:
«Masoneria opiera się na dawnej wierze
Izraela… Izrael zrodził piękno moralne, które jest
podstawą masonerii.»
Po tych oświadczeniach nie jest już chyba dla
nikogo niespodzianką, że − według masońskiego
pisma „Le Symbolisme” („Symbolizm”) z roku
1928, które pisze że:
«Pierwszym czynem (masonerii) będzie
gloryfikacja rasy żydow-skiej, która
przechowała nienaruszony boski depozyt
wiedzy (tajnej). Na niej więc oprą się, by
przekreślić granice…»
* * *
Nie brak − oczywiście − w tym chórze i polskich
głosów. Podamy tutaj wynurzenia na ten temat
jednego z wybitniejszych współczesnych masonów
polskich, Andrzeja Struga (pseudonim literacki
Tadeusza Gałeckiego), byłego „Wielkiego
Mistrza Wielkiej Narodowej Loży Polski” i
pierwszego „Wielkiego Komandora Najwyższej
Rady Polski”. O żydostwie, jego misji i znaczeniu −
nie tylko już dla masonerii, ale dla całej ludzkości
− mówił on:
«Wierzę, że nadejdzie czas, gdy cały świat bez
wyjątku spoglądać będzie z podziwem i uznaniem
na Palestynę, że nauczy się od niej wiele… i uzna
posłannictwo narodu żydowskiego w
odrodzeniu wszystkich narodów świata.»
* * *
Cytatów takich i im podobnych można by
znaleźć i więcej. Sądzimy jednak, że już te tylko,
któreśmy tutaj podali, dość jasno i dobitnie
stwierdzają, że masonerię z żydostwem łączą
całkiem wyraźne nici i że żydostwo jest tutaj
czynnikiem nadrzędnym, czynnikiem, który ją
wywołał i który, wciąż jeszcze, daje jej
natchnienie.
Rozwiane legendy
Masoneria, jako organizacja tajna, to taka,
która ukrywa ostateczny i prawdziwy cel swego
istnienia, chętnie fabrykuje dokoła siebie, swoich
zadań i działalności dużo legend. Czyni to przede
wszystkim ze względów taktycznych, dla lepszego
zamaskowania swych prawdziwych celów i dążeń
w myśl wskazania, które sformułował sławny „brat”
Voltaire w liście do swe-go masońskiego
przyjaciela Theriota:
«Trzeba kłamać jak diabeł, nie lękliwie,
nietylko od czasu do czasu, lecz bezczelnie i
bezustanku.»
* * *
Do legend o masonerii musimy przede
wszystkim zaliczyć rozpowszechnianie dzisiaj
szeroko, w dobie wzrostu i rozwoju poczucia
narodowego, mniemanie, jakoby masoneria była
organizacją narodową, służącą celom danego
narodu wiernie i z wielkim pożytkiem. Jest to
legenda, jakich o masonerii wiele:
«Nie ma żadnej masonerii narodowej, ani też
zorientowanej wyznaniowo, lecz jest tylko jedna,
czysta, niepodzielna. Kto co innego głosi, znajduje
się w zupełnym błędzie…» − wyraźnie prostuje
znane niemieckie pismo masońskie „Auf der
Warte” („Na warcie”) w swoim naczelnym artykule,
zatytułowanym „Ketzere-ien” („Kacerstwa”), w
numerze 5 z dnia 1 marca 1925 roku (str. 35).
Masonerię − organizację międzynarodową
ubiera się w szaty narodowe w specjalnym celu.
Wielki Mistrz Wielkiej Loży „Zur Sonne” („Pod
słońcem”) w Bayreuth, prof. Bluntschli napisał na
ten temat długi artykuł, zamieszczony w
masońskim piśmie „Freimaurerzeitung” („Gazeta
Masońska”) z 11 kwietnia i 2 maja 1874 roku, w
którym to artykule czytamy:
«Od dziesiątek lat jednoczą się loże i
przyjmują coraz bardziej formy narodowe,
pomimo, że zadanie ich jest międzynarodowe.
Dlaczego to? Co to ma za sens? − pytamy; jeżeli
bowiem masoneria nie ma wszak nic do czynienia
z ojczyzną, to po cóż ubierać ją w narodowe
formy? Byłoby to zbyteczne i obojętne. Lecz
zdrowym jądrem tego ruchu jest chęć większej
zwartości, aby w ten sposób osiągnąć lepsze
66
66
spożytkowanie siły związku mularskiego…
Międzynarodowe znaczenie masonerii nie
zostanie przez to osłabione, przeciwnie − jej siła
działania, jej skuteczność zostanie przez to
spotęgowana i podniesiona.»
Masoneria jest organizacją międzynarodową i
jedną na ca-łym świecie. Nie ma masonerii
polskiej, czy francuskiej, jest tylko masoneria w
Polsce, we Francji i tak dalej.
«Masoneria wszystkich krajów i części świata
tworzy jedną całość” − stwierdza autorytatywnie
znany mason, „brat” August Horneffer w książce
swojej „Der Bund der Freimaurer” („Związek
masonów”) na str. 144.
«Istnieje tylko jedno wolnomularstwo» − mówi
Stanisław zu Dohna-Schodien, „Wielki Krajowy
Mistrz Wielkiej Krajowej Loży Masonów Niemiec.»
Inny znów mason „brat” A. Preuss w swoim
„Studie uber das amerikanische Freimaurertum”
(„Studium o masonerii amerykańskiej”) pisze na
str. 302:
«Masoneria tworzy wszędzie zwartą całość.
Ale bynajmniej nie przez rytuał − ten jest tylko
przypadkową (?) wspólnością; także nie przez
jurysdykcję, która podobnie jest tylko
formalnością; i nie przez − opartą na
„zewnętrznościach” − wspólność swoich
członków, oni bowiem są utrzymywani w
nieświadomości nauk Sztuki (Królewskiej). Jest
ona zwarta w swoim prawdziwym duchu tajnej
nauki; jest ona zwarta w swoim dążeniu do
jednego celu i końca, jednolita w swoich naukach
i świetle, jednolita w swojej filozofii i w swoich
zakonach, tworzy zatem jedną rodzinę, jedno
ciało, jeden wspólny łańcuch braterski, jeden
jednolity zakon.»
* * *
Masoneria deklamuje również przy wszelkiej
sposobności szumne frazesy o „humanitarności”,
„ludzkości”, o „człowieczeństwie” itd. Pojęcia te
jednak mają w masonerii całkiem specjalne i
swoiste znaczenia, odmienne od powszechnie
przyjętych. Jak jest pojmowana przez „braci” tzw.
„humanitarność”, świadczyć może choćby ten
fakt, że według terminologii masońskiej,
powszechnie dziś przyjętej, lożami
„humanitarnymi” są nazywane tylko te loże
masońskie, które przyjmują bez najmniejszych
ograniczeń i liczą w swym składzie Żydów. Inne
loże są „niehumanitarne”. „Humanitarność” zatem
masońska sprowadza się do przyjmowania czy
nieprzyjmowania Żydów.
Ale mało tego. Określenia „loża humanitarna”
nie spotkaliśmy w żadnym urzędowym tytule
zwykłej loży masońskiej, chociażby nawet liczyła
ona wśród swoich członków i większą ilość
Żydów. Dopiero loże „Niezależnego Zakonu
Bnei Brith”, którego członkami są wyłącznie
tylko Żydzi, noszą urzędowo nazwę
„Stowarzyszenia humanitarne”. Loża zatem,
która nie chce − z tych czy innych względów −
przyjmować Żydów, jest „niehumanitarna”, ale
loża, złożona wyłącznie z Żydów, która
nieprzyjmuje nie-żydów, jest „humanitarna”.
(chociaż wszystkie dowody, jakie są wskazują
wyraźnie, że Żydzi należą do wszystkich lóż, z tą
różnicą, że w niektórych lożach, Żydzi nie
nazywają się Żydami, tylko przybierają nazwy
innych narodowości). Oto masońska
„humanitarność”.
A jak jest z tą „ludzkością” i
„człowieczeństwem”? Również dziwne − łączą się
one i mieszają z judaizmem i żydostwem. Dr rabin
Ozjasz Thon, członek masońskiego zakonu,
składającego się wyłącznie z Żydów, „Bnei
Brith”, w którym − od trzydziestu lat − według
słów własnych − zajmuje wcale znaczne miejsce,
o celach tego zakonu mówi:
«…te tysiące jednostek są zorganizowane jako
Żydzi (w lożach „Bnei Brith”) i dla interesów
najwyższego człowieczeństwa, mającego być
dokonanym w żydostwie i za pomocą tej
olbrzymiej twórczej siły, która nam (to jest Żydom)
od tysięcy lat jest przekazaną, a nawet na
istniejących, niezachwianych fundamentach starej
żydowskiej nauki i praktyki życiowej.»
„Najwyższe człowieczeństwo” − zostanie
dokonane w żydostwie.
Krócej i wyraźniej mówi znany polityk żydowski
i powieściopisarz żargonowy, Szalom Asz:
«Słowo Izrael ma głębokie znaczenie −
ludzkość, co jest identyczne z pojęciem −
człowiek.»
W świetle tych wszystkich definicji masońska
„humanitarna praca dla ludzkości” nabiera
całkiem swoistego znaczenia.
* * *
67
67
Inną legendę, nie mniej od rzeczywistości
daleką, jest rozpowszechnione w niektórych kołach
mniemanie, że masoneria − to stowarzyszenie
czysto filantropijne i dobroczynne, które polityką
wcale się nie zajmuje.
«Jeżeli loża kiedykolwiek spełni
dobroczynność, to dzieje się to nie z litości nad
potrzebującym, lecz jest to tylko uważane za cło
pasażerskie lub opłatę paszportową wobec świata
zewnętrznego» − pisze wyraźnie i bez ogródek
masońskie pismo „Die Bauhutte” („Loża”), Berlin,
1872 r. na str. 140.
«Firma dobroczynności służy masonom tylko do
ukrycia czegoś innego» − stwierdza również
miesięcznik masoński „Lato-mia” z lipca 1865
roku.
«Należy zaprzeczyć, jakoby loże masońskie
były stowarzyszeniami dobroczynnymi. Do
praktykowania dobroczynności nie potrzeba się
przecież zamykać, fartuszkiem i wstęgami
obwieszać…
Nie, my budujemy fundamenty nowego
porządku społecznego. Do tego nam potrzebna
tajemniczość − dla naszej zwartości.
Dobroczynność jest jedynie płaszczem
przykrywającym, który się odrzuca, skoro już nie
jest potrzebny. Przyrzeczenie przestrzegania
tajemnicy również nie miałoby żadnego
rozumnego sensu, gdyby chodziło tylko o
dobroczynność, straszliwe przysięgi masońskie
byłyby całkiem niepotrzebne.»
Oto słowa, wypowiedziane przez masonerię −
w przystępie szczerości, czy w poczuciu własnej
siły − zamieszczone w urzędowym piśmie
„Wielkiej Symbolicznej Loży Węgier” − „Kelet”
(„Wschód”) w numerze lipcowym z 1911 roku.
Stosunek zaś masonerii do polityki, poza
tysiącami innych, dziś już powszechnie znanych
faktów, ilustruje chociażby uchwała znanej
masońskiej formacji „Grand Orient de France”
(„Wielkiego Wschodu Francji”), opublikowana w
masońskim pi-śmie niemieckim „Auf der Warte”
(„Na warcie”) z dnia 1 maja 1925 roku (nr. 9, na
str. 69), gdzie w rubryce „Ausland” („Zagranica”)
pod „Frankreich” („Francja”) czytamy:
«Aby o tym nie zapomnieć!
Rada Zakonna Wielkiego Wschodu Francji
opublikowała przed zgórą rokiem następującą
uchwałę:
„Jest obowiązkiem światowej masonerii
udzielić Lidze Narodów nieograniczonego
poparcia”.»
A w innym numerze tego czasopisma (nr. 11,
rocznik IX, z dnia 1 czerwca 1925 roku, str. 81-82)
znajdujemy artykuł ma-sona, podpisującego się
literami A.G.F. W artykule tym czytamy:
«Francuscy masoni mieli w roku 1919 zamiar
powołać do życia międzynarodowy związek
masoński, popierający Ligę Narodów, któryby
nazywał się „Federation Maconnique
Internationale pour la Societe des Nations”
(„Międzynarodowa Federacja Masońska
(popierania) Ligi Narodów”).»
W proklamacji zaś tego związku czytamy:
«Liga Narodów musi być w świecie
ustanowiona, musi zgod-nie ze słowami Wilsona
stać się koniecznością życiową…
Przekonani jesteśmy, że we wszystkich
krajach, które dziś uczestniczyć mogą w Lidze
Narodów, a nawet i w tych, które później (do niej)
przystąpią, dokona się analogiczny ruch, że
wszędzie mężowie, świadomi swego obowiązku,
będą nasze dzieło kontynuować i dla niego
pracować, że związek mularski, którego projekt już
jest ustalony, powstanie i że dzieło nasze wyda
owoce tym większe, im będzie powszechniejsze.
Siły budzić, realizację ułatwiać, potrzebną
organizację popierać i względami otaczać, oto
zadanie mularstwa.»
Nie jest zatem rzeczą tylko przypadku, że
właśnie Genewę, gdzie urzęduje stały organ Ligi
Narodów − Sekretariat Generalny, obrała sobie
także za siedzibę międzynarodowa organizacja
masonerii światowej A. M. I. („Association
Maconnique In-ternationale” („Międzynarodowe
Zjednoczenie Masońskie”).
Cel bezpośredni działalności politycznej
masonerii na najbliższą przyszłość został jasno
sformułowany w biuletynie „Wielkiej Loży Francji”
(październik 1922 roku, na str. 236):
«Międzynarodowa rewolucja będzie
przyszłym dziełem masonerii…»
Loże czysto żydowskie
68
68
Żydostwo, poza udziałem i dużą rolą w
masonerii powszechnej, niejednokrotnie
organizowało swoje własne szeregi w oddzielne
formacje masońskie. Na przestrzeni dziejów
niejednokrotnie spotykaliśmy i spotykamy czysto
żydowską masonerię, w której udział nieżyda był i
jest nie do pomyślenia.
Wiadomo jest, że zwolennicy „Sabbataj Cwi”,
fałszywego Mesjasza żydowskiego, wyłonili z
siebie dwie gałęzie; chasydów, grupujących się
koło poszczególnych dworów cadykówcudotwórców
i frankistów. Chasydzi uchodzą za
najbardziej ciemnych, zacofanych, przesądnych i
fanatycznych przedstawicieli judaizmu. Frankiści
zaś, jako mechesi, przedstawiani są jako
krzewiciele najradykalniejszego postępu.
Ciekawym jest jednak, że oba te odcinki życia
żydowskiego w Polsce mają nie tylko ten sam
początek i wspólną genezę i są wyrazem
nastrojów mesjanistycznych Żydów z terenu
Polski, lecz posiadają również jednakowe zasady
wewnętrznej struktury organizacyjnej, wyrażające
się chociażby w niemal identycznym
ustosunkowaniu się do masonerii.
O stosunku chasydyzmu do wolnomularstwa
czytamy w „Au-tobiografii” Salomona Majmona,
członka tajnego stowarzyszenia „chasydów” albo
inaczej „pobożnych”:
«To też i co się tyczy opisanego wyżej tajnego
stowarzyszenia („chasydów” albo inaczej
„pobożnych”), przekonany jestem, że posiada
ono również mało związku z wolnomularstwem, co
z wszelkimi innymi stowarzyszeniami tajnymi.
Wszelako domniemania na ten temat są
dozwolone; chodzi tu o pewien sto-pień
prawdopodobieństwa.»
A kilka wierszy niżej, na tej samej stronie:
«Stowarzyszenie pobożnych miało cel mniej
więcej taki, jak zakon Illuminatów w Bawarii i
posługiwało się nader podobnymi środkami.»
O frankistach zaś czytamy na str. 206, pracy
Zygmunta Sulimy „Frank i frankiści” (Kraków,
1893 r.):
«O ile zrozumieć można, religia ta (tj. szerzona
przez Franka) nosiła nazwę Dat i dzieliła się na
trzy stopnie, podobne do tych, jakie mieli
Illuminaci XVIII wieku lub masoni bieżącego
stulecia.»
Naukę tych frankistów, historyk żydowski
Aleksander Krau-shar charakteryzuje w
następujących słowach:
«Zasady ich (tj. frankistów), pielęgnowane w
zaciszu odbywanych schadzek, nie miały nic
wspólnego z dogmatami kościelnymi; były one
przejawem jakichś mistycznych pragnień do
stworzenia sobie wiary (sui generis), ulepionej ze
strzępków wolnomularstwa, magii,
kabalistycznych zaklęć i okultyzmu… Ten podkład
mistyczny był tylko wyrazem ich pragnień do
osnucia całokształtu (swoich) wierzeń w formę
mesjanicznych przepowiedni, różnych nieco od
praktykowanych na szerszą skalę w lożach
frankmasonów ówczesnych, lecz zbiegających się
z nimi na punkcie − dążeń do uszczęśliwienia i
odrodzenia całej ludzkości.»
W czasach nowszych – w okresie narodzin
sjonizmu, powstał wśród Żydów tajny zakon „Bnei
Mosze” („Synowie Mojżesza”), któ-rego zadaniem
było podporządkowanie sjonizmu herzlowskie-go
politycznym celom światowego kierownictwa
Izraela, które usiłuje realizować spaczony
mesjanizm żydowski. O zakonie tym, który
również został zorganizowany − podobnie jak
poprzednie − na ziemiach polskich, czytamy
następujące informacje w „Judisches Lexikon” − w
„Leksykonie Żydowskim” (Berlin, tom I, na str.
818):
«Bene Mosze (Bnei Mosze)…
Tajna żydowsko-narodowa liga, założona w r.
1889 w Odes-sie przez Achad Haama, który też
ułożył (jej) program „Droga życia” (przedrukowany
w „Al paraszat derachim” IV, po niemiecku w „Die
Welt”, 1913 r.). Celem jej było przez kolonizację
Palestyny wychować naród żydowski do
fizycznego i duchowego odrodzenia. Liga chciała
zjednoczyć w sobie tylko wybranych i duchowo
wysoko stojących, którzy jak niegdyś Mojżesz,
uwa-żali oswobodzenie ludu i kraju Izraela za cel
swego życia. Ponieważ stawiała ona najwyższe
wymagania osobiste, była zorganizowana jako
związek tajny „Geheimbund” (Zakon). Przyjęcie
następowało tylko większością 2/3 głosów, jeżeli
duchowa i mo-ralna wartość kandydata była
zagwarantowana. Przyjęcie człon-ka do Ligi
poprzedzała skomplikowana ceremonia
(„kidduszim”); zobowiązanie składano przez
69
69
przysięgę na ustawę Ligi. „Bene Mosze” miała
tajne znaki rozpoznawcze i formuły powitania.
Pierwsze zebranie generalne odbyło się w
Warszawie w roku 1890, poczym siedziba
kierownictwa pozostała w Warszawie. W roku
1893 przeniesiono centralę do Jaffy.»
Żydostwo było nie tylko w dawnych czasach
organizowane w oddzielne formacje masońskie,
ale dzisiaj, może bardziej jesz-cze niż
kiedykolwiek, jest ono w podobny sposób
zorganizowane.
Encyklopedia masońska „Allgemeines
Handbuch der Freimaurerei” („Powszechny
Podręcznik Masoński”) Lipsk, 1900, tom I, na str.
516 w artykule „Judische Geheimbunk in
Nordamerika” („Żydowskie tajne związki w
Północnej Ameryce”) do tajnych związków zalicza
następujące żydowskie organizacje:
1) „B’nai B’rith”.
2) „Kesher Shel Barzel”, powstał krótko przed
rokiem 1874, zdaje się być w głównej swej
osnowie tajną kasą pomocy na wy-padek chorób i
śmierci. Wielki Mistrz nazywa się „Grand Saar”,
inni wielcy dygnitarze nazywają się „Grand
Sophar”, „Grand Nas-si”, „Grand Cohn”, itd.
3) („Bnei Abraham”) „Synowie Abrahama”.
4) („Bnei Benjamin”) „Synowie Benjamina”.
5) „Ahawath Israel” itd.
Informację powyższą kończy dające dużo do
myślenia itd…
Z tych wszystkich organizacji najwięcej dzisiaj
rozpowszech-niony jest zakon „Bnei Brith”
(„Synowie Przymierza”). Zakon ten jest masońskim
zakonem żydowskim, powstał w roku 1843 w
Ameryce, w Nowym Jorku i posiada w najniższych
swych szcze-blach trzy stopnie wtajemniczenia,
podobnie jak w każdym ry-cie masońskim. Cele
„Bnei Brith” zostały sformułowane przez źródło
masońskie − według ustaw Zakonu − w
następujących słowach:
«Postawił on sobie za zadanie związać
Izraelitów w sposób, umożliwiający najszybszy i
wszechstronny rozwój najwyższych interesów
judaizmu.»
Takie sformułowanie pozwala i umożliwia
bardzo szeroką jego interpretację w każdym
właściwie kierunku.
Bardziej już konkretnie formułuje cele „Bnei
Brith” jego czło-nek, rabin Ozjasz Thon w swoim
artykule, zatytułowanym „Nasz cel”, a
zamieszczonym w miesięczniku „B’nai B’rith”,
(organ „Związku Stowarzyszeń Humanitarnych
B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej”;
wychodzi co miesiąc w Krakowie), w nr. 1 z dnia 1
listopada 1928 roku, na str. 3, pisze:
«Nie było nigdy i nie ma do dnia dzisiejszego
„sakramen-talnej” formułki, która by w sposób
krótki, lapidarny pouczyła o tym, jakie
esencjonalne cele sobie stawia Bnei Brith. Jak
dotychczas − a mam nadzieję, tak: nadzieję, że i
na przyszłość Związek Bnei Brith nie będzie miał
programu w tym, rzekłbym wulgarnym znaczeniu,
w jakim układają sobie dźwięczne, a nieraz
ogromne programy różne przemijające partie.
Bnei Brith jako Związek ogólny nie ma wyraźnie
zakreślonego programu, a tym samym istnieje
możliwość nieograniczona dla każdego członka,
ażeby sobie doszukiwał w swojej duszy, w swoim
światopoglądzie, w swoich najgłębszych
wierzeniach te punkty, dla których by chciał
pracować w obrębie Bnei Brith.
Wiem, że ten brak sformułowanego programu,
poczytają nam sceptycy wśród nas i poza naszym
dużym kołem jako organiczną wadę, jako
niedomogę, która jakoby pomniejszała istotną
wartość i treść naszego Związku. A jednak nawet
ci sceptycy nie mogą nie uznać i nie przyznać, że
Związek Bnei Brith zajmuje w świecie żydowskim
niezmiernie poczesne stanowisko. Wszak należy
on do tych żydowskich organizacji, dla których się
ma i wewnątrz i zewnątrz żydostwa duży
szacunek. A jednak nawet ci sceptycy nie mogą
nie uznać i nie przyznać, że do ideałów Związku
Bnei Brith garną się aż na całej „ge ojkumene”,
na całej zamieszkałej ziemi. My, Żydzi, mamy
naszą swoistą geografię, trochę obszerną, bo
liczymy na rozmiary „zamieszkałej ziemi”! A tylko
od nas zależy, ażeby ideałom naszego Związku
zapewnić rozpowszechnienie. Toć takie zjawisko
musi mieć swoje immanentne uzasadnienie, które
leży w samej przyciągającej treści, jeżeli nie
programu, to ogólnego ideału, będącego
podstawą danego ugrupowania.
Otóż twierdzę, że tym ideałom, a zarazem
jedynym „celem”, tym celem, kat’egzochen, jest
skoncentrowane zorganizowanie tych Żydów,
którzy przez swoje wykształcenie i swoje
stanowisko społeczne mają i mogą mieć
predestynację do roli przewodników w żydostwie.
Mówię: „skondensowane” zorganizowanie, a
rozumiem to w ten sposób, że nasza zasada
70
70
organizacyjna nie dąży do wytworzenia samego
organizmu społecznego zdolnego do tego czy
innego zadania, ale dąży do wytworzenia rodziny,
która jednak ze znacznie większą intensywnością
i koncentracją załatwia swoje własne wewnętrzne
sprawy. Stąd się bierze u nas słowo: „braterstwo”.
Rzecz jasna, że można to słowo małym
szyderstwem pozbawić poważnej i świętej treści.
A jednak ta treść się po prostu narzuca, choćby
analogicznie do myśli zasadniczej, którą Emanuel
Kant uzasadnia swoją teorię o wolnej woli. On
powiada: Poczynaj tak, jakbyś miał wolną wolę;
żyj i działaj pod ideą wolnej woli. Tak samo
twierdzę odnośnie do naszego celu: Działajmy
pod ideą braterstwa.
A to nie jest tylko ideał osobisty tych tysięcy
jednostek, które są objęte organizacją Bnei Brith.
To ma znaczenie o wiele szersze. Przecież te
tysiące jednostek są zorganizowane jako Żydzi
(…) i dla interesów najwyższego człowieczeństwa,
mają-cego być dokonanym w żydostwie i za
pomocą tej olbrzymiej twórczej siły, która nam od
tysięcy lat jest przekazaną, a nawet na
istniejących, niezachwianych fundamentach starej
żydow-skiej nauki i praktyki życiowej.
A zatem: braterska organizacja, czyli złączona
rodzina w ży-dostwie i dla żydostwa.
To jest nasz „cel”, jedyny, immanentny. Z
niego rzecz jasna wypływają i wynikają inne cele,
bardzo i bardzo liczne, tak, jak z jednego motywu
wypływają tony i akordy. My mamy w pier-wszym
rzędzie spełnić to, co nam jest najbliższe:
wytworzyć bra-terski organizm przewodników
żydostwa, takich, dla których służba dla żydostwa
stanowić będzie treść i istotę ich życia.»
Z wynurzeń tych wybitnego członka Zakonu
wynika wyra-źnie, że „Zakon Bnei Brith” pragnie
przede wszystkim uzyskać decydujący i
niepodzielny wpływ i ująć w swe ręce polityczne
kierownictwo całego żydostwa na całej
„zamieszkałej ziemi” − według geografji rabina
Thona − i zorganizować w swoich lo-żach
„przewodników” żydostwa. O tym jednak, do
czego chce „Zakon Bnei Brith” poprowadzić swój
naród, którym ma ambicję kierować − rabin Thon
nie mówi. Uważa chyba, że żydow-skiego
mesjanizmu nie potrzeba tutaj nikomu
przypominać.
Bliższe szczegóły organizacyjne „Zakonu Bnei
Brith” znajdujemy w „Judisches Lexikon” − w
„Żydowskim Leksykonie” (tom III, na str. 1189):
Loże żydowskie
I. „Niezależny Zakon Bne Briss” („Synowie
Przymierza”) międzyterytorialny związek
żydowskich lóż (w skróceniu U. O. B. B.
(Unabhangiger Orden Bne Briss), w krajach
gdzie mówią językiem angielskim. I. O. B. B.
(Independent Order B’nai B’rith), tej ostatniej
pisowni używają także w Czechosłowacji, Austrii i
Pol-sce,( na Wschodzie piszą Bene Berith)…
II. Powstanie Zakonu. Zakon został założony
w Ameryce w roku 1843 (13 października).
Pierwsza loża powstała w Nowym Jorku p.n.
„New York-Loge”. Napływowi Żydzi nieniemieccy
− na pierwszem miejscu konstruktor maszyn
Henry Jones (Hei-nrich Jonas), urodzony w
1811 r. w Hamburgu, zmarł w roku 1866 w
Nowym Jorku − może być uważany za
założyciela. Loża zjednoczyła różnorodne i
wzajemnie zwalczające się różne elementy Żydów
napływowych, tworząc dla nich ramy, które wszystkim
odpowiadały. Jones nazwał pierwszą lożę
imieniem B’nai B’rith, tj. „Synowie Przymierza”…
Założyciele zakonu wyjaśnili później, że założenia
nowej organizacji nie wywołała bynajmniej
nietolerancja zakonów wolnomularskich…
III. Rozszerzenie się Zakonu. Cały Zakon
obejmuje obecnie (1929 rok) − w czterech
częściach świata − 15 terytoriów, zwanych
„Dystryktami” („Obwodami”). Jest on
reprezentowany w Europie, Ameryce, Azji i
Afryce. Australia nie jest jeszcze dotąd przezeń
objęta. Ogólna liczba członków wynosi okrągło
80.000, tys. liczba wszystkich lóż okrągło 600.
Poza granicami kraju nie wolno zostać członkiem
(loży) bez zgody najwyższej władzy „Dystryktu”
(„Wielkiej Loży”).
IV. Budowa organizacyjna. Poszczególne
części związku nazywają się lożami (Laube,
Hutte, Loge, Loggia, Legium), członko-wie ich
nazywają się nawzajem „braćmi”. W tych krajach,
gdzie nazwa „loża” budziła zastrzeżenie ze
stanowiska kościelnego, wybrano określenie
„Stowarzyszenie Humanitarne”, na przy-kład w
Austrii, Czechosłowacji i Polsce.»
„Zakon Bnei Brith” podzielony jest (jak już
wyżej wymieni-łem) na 15 „Dystryktów”. „Dystrykt”
13 tworzy Polska.
«XIII Dystrykt: Polska. „Dystrykt” obejmuje 10
lóż i około 900 członków (w r. 1929). Wśród lóż
znajdują się 4 dawne loże niemieckie. Ilość lóż
polskich przy 2.900.000 żydowskiej ludności jest
więc jeszcze bardzo mała. Loże starają się
wszelkimi siłami zainteresować Żydów pracą
71
71
społeczną. W ostatnim czasie (1929 rok) czynione
są starania, by utworzyć „Instytut Judaistyczny”,
który byłby ośrodkiem żydowskiego życia
duchowego. „Wielkim Prezydentem” jest obecnie
(1929 rok) dr Leon Ader w Krakowie.»
Spis lóż „Bnei Brith” w Polsce podaje
miesięcznik p.t. „B’nai B’rith”, organ „Związku
Stowarzyszeń Humanitarnych w Rzeczypospolitej
Polskiej”, wychodzący w Krakowie, nr. 1 z dnia 1
listopada 1928 r., na str. 19:
«Obecny stan liczebny Stowarzyszeń B’nai
B’rith w Polsce.
W dniu 9/1 1924 odbyło się pierwsze
posiedzenie Komitetu Generalnego i pierwsze
zebranie reprezentantów.
Do Związku Stowarzyszeń humanitarnych Bnai
Brith, Dystryktu XIII, przystąpiło 6 Stowarzyszeń,
a mianowicie:
1) Stowarzyszenie humanitarne B’nai B’rith
(dawniej „Austria”), które później otrzymało nazwę
„Esra”, w Bielsku,
liczące członków 90
2) „Solidarność” w
Krakowie, ”
170
3) „Leopolis” we
Lwowie, ”
246
4) Stow. „Amicitia”
Poznań
” 40
5) Stow. (im.) R. Koscha
Leszno ”
13
6) Stow. „Braterstwo”
Warszawa ”
62
________________________________________
__________________
Czyli razem 6 Stowarzyszeń o łącznej ilości
członków 621.
Następnie do Dystryktu XIII przystąpiły dalsze
Stowarzyszenia, a obecnie Związek polski liczy 11
Stowarzyszeń a mianowicie:
Nazwa Stowarzyszenia
Siedziba Data
założ. Ilość czł.
„Amicitia” Stow. hum. Bne B’rith
Poznań 1. XI.
1885 31
Stow. hum. „Esra” Bne B’rith
Bielsko 1. IX.
1889 95
Stow. hum. „Solidarność” B’ne B’rith
Kraków 7.
XII.1892 174
Stow. h. „Leopolis” Bne B’rith
Lwów 29. X. 1899
191
Stow. h. im. Rafała Koscha
Leszno 15. III.
1905 16
Stow. h. „Braterstwo” Bne B’rith
Wa-wa 27. VI. 1922
102
Stow. h. „Humanitas” Bne B’rith
Przemyśl 18. III. 1924
53
Stow. h. „Concordia” Bne B’rith
Katowice 17. VI. 1883
118
Stow. h. im. Michała Sachsa
Królewska Huta 14. VI. 1903
55
Stow. „Montefiore” Bne B’rith Łódź
26. IX. 1926
68
Stow. h. „Achduth” („Jedność”)
Stanisławów 14. II. 1928
32
________________________________________
__________________
Na str. 21 tegoż miesięcznika czytamy:
«Z życia stowarzyszeń B’nei B’rith w
Polsce. Okres ferialny jest czasem, w którym
zamiera działalność stowarzyszeń naszych. Mimo
to jednak członkowie stowarzyszeń, gdziekolwiek
się spotykają w większej liczbie, starają się
stworzyć ognisko, w którem omawia się sprawy
Bnei Brith. Tak też i w bieżącym roku, jak w
ubiegłym, członkowie stowarzyszeń Bnei Brith z
ca-łej Polski, przebywający w Krynicy, schodzili
się na wspólnych zebraniach, na których
wygłaszano odczyty. Zebrania te zapo-wiadają się
jako stała instytucja ferialna naszego Związku, podobnie
jak w Marienbadzie i Karlsbadzie zbierają
się rok rocz-nie w celach nawiązania bliższych
stosunków towarzyskich… członkowie
stowarzyszeń Bnei Brith z rozmaitych krajów.»
Tak więc w okresie letnim pracuje w Krynicy
72
72
specjalna, sezonowa loża „Bnei Brith”.
Żydostwo w Polsce usilnie stara się
powiększyć liczbę lóż „Bnei Brith”.
«Jednym z naszych najbliższych zadań jest
powiększenie ilości stowarzyszeń (lóż) Bnei Brith
w Polsce. W ubiegłym roku powstało
stowarzyszenie w Stanisławowie, a w najbliższych
mie-siącach powołane będzie do życia nowe
stowarzyszenie w Częstochowie.»
«Dalszym momentem dodatnim dotychczasowej
naszej dzia-łalności jest fakt, że zdołaliśmy za
pomocą nowo założonej „Ach-duth” („Jedności”)
w Stanisławowie wysunąć teren działalności
(„Zakonu Bnei Brith”) na krańce wschodnie
naszego (?) państwa i że coraz to nowe i coraz
szersze rzesze postępowego żydostwa polskiego
darzą nas zaufaniem i uznaniem. Świadczą o tym
starania poważnych sfer obywatelskich w
Częstochowie, Białymstoku i Równem,
zmierzające do zakładania Stowarzyszeń B’nai
B’rith w tych miejscowościach.»
«Przy tej sposobności zaznaczyć należy, że
powierzone nam zostały prace przygotowawcze
dla stworzenia organizacji B’nei B’rith w
Białymstoku i Wilnie.»
Tak więc w Białymstoku, Częstochowie,
Równem i Wilnie znajdowały się loże „Bnei Brith”
w roku 1928 w trakcie tworze-nia i organizacji.
Przypuszczać można, że większość z nich pra-cuje
już obecnie jako loże regularne.
Wszystkie loże masońskie, czysto żydowskie,
pracujące na ziemiach polskich, nie podlegają w
najmniejszym stopniu masońskim czynnikom
polskim. A ich centralna władza mieści się w
Cincinnati (USA).
Loże okultystyczne
Trzy grupy − poprzednio opisane − masońskich
lóż w Polsce są przez niektórych nazywane
masonerią polityczną. Celem ich jest praktyczna
działalność, przede wszystkim zaś działalność
polityczna. Jednakże obok tej masonerii spotykamy
jeszcze spe-cjalny jej odłam, tzw. masonerię
okultystyczną.
Masoneria okultystyczna uważa się za
prawdziwych i jedynych spadkobierców dawnych
„Różokrzyżowców” i ich nauk. Uprawia ona i
pielęgnuje w swych lożach „Sztukę Królewską”,
poświęcając się studiom nad naukami
hermetycznymi i okultystycznymi, przechowując i
przekazując innym świetlane nauki Hierofantów
Starożytności i ich następców, Kabalistów i
Doktorów Hermetycznych Średniowiecza. Uważa
ona, że obec-na masoneria polityczna jest
stowarzyszeniem, które nic nie wie o swojej
istocie i pierwotnym swoim celu i nie rozumie nawet
znaczenia używanych przez siebie symboli i
znaków. Uwa-ża się ona sama niejako za mózg
masonerii powszechnej.
Głównym − jak się wydaje − reprezentantem
tego odłamu jest obecnie „Ordre Martiniste”
(Zakon Martynistów). Wywodzi on powstanie
swoje od Martineza de Pasqually, Żyda
portugalskiego (1750 rok) i jego ucznia Louis
Claude de Saint-Martina. Jako ryt nowoczesny
w obecnej swojej formie rozpowszechnił się
Zakon dopiero od roku 1887. Do dużego jego
rozwoju w latach poprzedzających bezpośrednio
Wielką Wojnę, przyczynił się w znacznym stopniu
dr Gerard Encausse, znany pod pseudonimem
Papusa.
Na czele Zakonu stoi „Najwyższa Rada” z
siedzibą w Paryżu, której władza jest
nieograniczona i bezwzględna. Zagranicą
sprawuje władzę w ściśle określonym zakresie
nad powierzonym sobie okręgiem tzw. „Wielka
Rada”.
Martyniści w pracach swoich zajmują się
między innymi ta-kimi zagadnieniami, jak na
przykład:
«Kabała.»
«Magia i zastosowanie (hypnotyzm,
magnetyzm, modlitwy).»
«Hermetyzm; alchemia; astrologia;
archeometria.»
«Masoneria praktyczna: układ rytu; różne
zastosowania spo-łeczne.»
Tematy, jak widzimy, obszerne; od Kabały
żydowskiej aż do praktyki układania rytów
masońskich i ich zastosowania spo-łecznego.
Poświęcając się studiom nad Kabałą
żydowską, zmuszeni są Martyniści poznać jej
język, a −
«Językiem świętym kabalistów, na filozofii
których opierają się nauki Masonerii w ogólności,
a Martynizmu w szczególności, był język
Hebrajczyków.»
Martyniści uważają organizacje swoją za
wyższą od masonerii politycznej. Masonów
73
73
zwykłych, członków masonerii powszechnej,
dopuszczają oni do udziału w swoich pracach, ale
tylko za specjalnym pozwoleniem, w charakterze
gości i dopiero po uzyskaniu przez nich co
najmniej 18 stopnia („Różokrzy-żowca”) masonerii
powszechnej.
Loże Martynistów w Polsce zostały
zdekonspirowane w jesieni 1930 roku z powodu
uprawiania przez część członków sa-tanizmu.
Ujawnione wówczas zostały dwa ośrodki
martynizmu w Polsce: w Warszawie z dr
Czyńskim, wybitniejszym członkiem Zakonu na
czele, i w Katowicach.
Innych wiadomości o organizacji i liczebności
Zakonu tego w Polsce nie posiadamy.
Drugim zakonem masońskim, działającym w
Polsce i podobnym do „Zakonu Martynistów”, jest
odnowiony „Zakon Różo-krzyżowców”. Dość
obszerne informacje o jego najniższej komórce, o
tak zwanym „Międzynarodowym Stowarzyszeniu
Różo-krzyżowców” zostały ogłoszone w
„czasopiśmie wiedzy duchowej” − „Świat ducha”
(zeszyt 1, maj 1935 rok) przez Bronisława Kurka
z Bydgoszczy, nazwanego przedstawicielem
„Stowarzysze-nia Różokrzyżowców”:
«Stowarzyszenie Różokrzyżowców jest
międzynarodowym zje-dnoczeniem uczniów i
reprezentantów chrześcijańskiego okultyzmu i
chrześcijańskiej mistyki z siedzibą główną w
południo-wej Kalifornii, w Oceanside, pomiędzy
San Diego i Los Angeles.
Cel i pochodzenie. Stowarzyszenie
Różokrzyżowców jest nowoczesnym
reprezentantem sławnego mistycznego Zakonu,
za-łożonego w Europie w roku 1313 przez
wielkiego duchowego nauczyciela o symbolicznym
imieniu Christian Rosenkreuz, któ-rego
zadaniem było przygotować nową fazę religii
Chrystusowej, mającej stać się powszechnym
udziałem ludzkości w nadchodzącej Epoce
Wodnika, w miarę bowiem rozwoju świata i
człowieka, muszą się zmienić również religie, by
mogły odpowiedzieć potrzebom zmienionych
warunków duchowych.
Stowarzyszenie Różokrzyżowców założone
zostało w obecnej siedzibie w roku 1911 przez
znanego mistyka i okultystę Maxa Heindla,
którego starsi Bracia Zakonu R. K. obrali
pełnomo-cnym posłannikiem, który miał podać
Zachodowi prawdę życia i bytu, zachowaną przez
Różokrzyżowców od wieków. Przekonano się, że
świat dojrzał do przyjęcia tej doskonałej wiedzy
duchowej, jaką jest religijna filozofia
nadchodzącej epoki.»
Ekspozytury i organizacje zależne
Aby obraz masonerii w Polsce był kompletny,
należy podać jeszcze nieco wiadomości o
pomocniczych organizacjach masońskich. Do
takich zaliczane są między innymi:
1) „The Independent Order of Odd Fellows”
(w skróceniu I. O. O. F.) („Niezależny Zakon Odd
Fellows”).
2) „Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela”.
3) „International Rotary” („Międzynarodowe
Rotary”).
4) „Schlaraffia” („Szlarafja”).
* * *
Według „Allgemeines Handbuch der
Freimaurerei” („Międzynarodo-wego Podręcznika
Masońskiego”, (Lipsk, wydanie trzecie z 1900 roku,
tom II, str. 113), − «Odd Fellows jest nazwą,
utworzonego na wzór bractwa masońskiego,
powszechnego towarzystwa zapomogowego, jak to
jasno wynika z dewizy (towarzystwa): „Przy-jaźń-
Miłość-Prawda”.»
Zakon ten zorganizowany jest na zupełnie
analogicznych zasadach jak masoneria
powszechna. Jego najniższą komórką
organizacyjną jest również loża.
«Ale podczas gdy masoneria powszechna
główny swój cel widzi w wewnętrznym
uszlachetnianiu człowieka, a praktyczną
działalność uprawia dopiero na drugim miejscu, to
w Zakonie Odd Fellows jest odwrotnie.»
Dr August Weiss, „Ali-Hochmeister” der
„Gross-Loge (Odd Fellows) des Deutschen
Reiches” („Dawny Wysoki Mistrz Wielkiej Loży
(Odd Fellows) Rzeszy Niemieckiej”) cele zakonu
przedstawia w pracy swojej „Der Odd Fellows
Orden” („Zakon Odd Fellows”). (Gottingen,
wydanie V) str. 12 i 13 w sposób podobny, choć
nieco odmien-ny:
«Gdy zakon powstał, jego głównym celem była
pomoc materialna; jego zadaniem było chorych
odwiedzać, umarłych grze-bać, uciśnionym
pomagać, wdowy i sieroty wspierać itd. Jednak
stopniowo materialne cele zeszły na plan dalszy; z
celów ostatecznych stały się środkiem, ażeby
charakter ludzi uszlachetniać, złe skłonności
zwalczać, dobro czynić. Zakon miał być kołem
dobrych, wiernych obowiązkowi mężów, którzyby
74
74
w poczuciu wspólnych dążeń bratersko jeden
drugiemu podali rękę i we wszystkich
okolicznościach życia wiernie się wspomagali.»
Przeglądając spisy członków jednej z
największych organizacji „Odd Fellows”,
stwierdzić można, że członkowie „Odd Fel-lows”
rekrutują się przede wszystkim ze środowiska
kupców, drobnych przemysłowców, agentów
handlowych itp. – pod wzglę-dem fachowym, a w
przeważającym procencie, prawie że cał-kowicie,
z Żydów − pod względem narodowościowym.
Loże „Zakonu Odd Fellows” na ziemiach,
znajdujących się dzisiaj w granicach Państwa
Polskiego, a będących dawniej pod zaborem
pruskim, istnieją od dawna, gdyż już w roku 1899
pracowała na naszych ziemiach w pełnym
rozkwicie „Bezirks-Gross-Loge von Schlesien
und Posen” („Wielka Obwodowa Loża Śląska i
Poznania”), która była częścią składową „GrossLoge
des Deutschen Reiches”. Loże „Odd
Fellows” w Polsce Odrodzonej powstawały
automatycznie przez powrót tych ziem do Polski.
Obecny stan lóż „Odd Fellows” w Polsce
został ujawniony w „Odd Fellows − Adressbuch
fur das Jahr” 1932-33 na str. 578:
«Wielka Loża Rzeczypospolitej Polskiej, 7
lóż, 368 członków.
Wielki Sire; Wilhelm Warschauer, tajny radca
sanitarny, Ino-wrocław.
Wielki Sire; Ludwig Kantorowicz, radca
sanitarny, Poznań.
Wielki Sekretarz: A. Dittmann, Gniezno,
Chrobrego 33.
Wielki Sekretarz: Adolf Erdmann, Gniezno,
Łubieńskiego 1.
Bydgoszcz. Loża nr. 3 im. „Emanuela
Schweitzera”, ul. Libelta 9 a.
Gniezno. loża nr. 4 „Pokój”, Park Kościuszki
14.
Grudziądz . Loża nr. 6 „Dom na Wschodzie”
Wybickiego 40 a.
Inowrocław. Loża nr. 2 „Astrea”, Solankowa
61.
Łódź. Loża nr. 7 „Uniwersum”
Poznań. Loża nr. 1 „Kosmos”, Aleje
Marcinkowskiego 27.
Obóz (loża wyższych stopni) nr 1 „Polonia”.
Toruń. Loża nr. 5 „Kopernik” Chełmińska 21.
Warszawa. Kółko warszawskie (loża w trakcie
organizacji, która ostatnio przekształciła się na
lożę regularną pod nazwą Loża nr. 8 „Ogniwo” ul.
Poznańska 14. M. 7).
Członkami tych lóż są przede wszystkim i
głównie miejsco-wi Żydzi, następnie Niemcy,
nazwiska zaś polskie w spisach członków spotyka
się pojedyńczo i dosyć rzadko. Sądząc z nazwisk,
kierownikami zakonu „Odd Fellows” w Polsce są
z reguły Żydzi. „Wielkim Sire’m” („Mistrzem”) w
roku 1925 był na przykład E. Pulvermacher z
Poznania, (ul. Młyńska 9), nie-wątpliwie Żyd.
* * *
„Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela” jest
już dzisiaj całkowicie zdekonspirowaną
ekspozyturą masonerii i to zarów-no pod
względem ideologicznym, jak i co do składu
osobowego jej kierownictwa. Ideologia jej nie
różni się absolutnie niczem od ideologii czysto
masońskiej, niejednokrotnie również stwier-dzono,
że na jej czele stoją wybitni masoni. Nie brak
zresztą już dzisiaj oficjalnych wynurzeń na ten
temat.
Oficjalnie masońskie czasopismo „Alpina”,
wychodzące w Szwajcarii, wyraźnie pisze już w
numerze z dnia 31 marca 1931 roku:
«Liga Praw Człowieka − to na wielką skalę
zakrojone dzieło masonerii, któremu każdy winien
swą pomoc i sympatię. Dlatego też nie należy się
dziwić, widząc masonów na czele każdej
poszczególnej Ligi w różnych krajach. Jest rzeczą
niezmiernie ważną, byśmy popierali tą
organizację, stanowi ona bowiem łatwy teren dla
wszelkiej działalności wolnomularskiej.»
Potwierdził to − również oficjalnie − „Grand
Orient de France” („Wielki Wschód Francji”):
«Liga Obrony Praw Człowieka bywa nazywana
wolnomular-stwem zewnętrznym…»
«Liga Obrony Praw Człowieka pracuje nad
obroną idei republikańskiej. Winna ona wchłonąć
wszystkich wolnomularzy.»
„Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela”
istnieje i w Polsce. W związku z wojną włoskoabisyńską
(1935 r.) działalność „Ligi” w Polsce
przybrała na sile. Wyraziło się to przede wszystkim
w urządzaniu wieców i zgromadzeń
publicznych „prze-ciwko faszyzmowi” z „bratem”
Andrzejem Strugiem na czele.
* * *
W ostatnich czasach powstały w wielu
75
75
miastach Polski tzw. „Rotary Club’y”.
Prasa żydowska i masońska natarczywie i przy
każdej sposobności zaprzecza kategorycznie
jakoby „Rotary Club’y” łączy-ło cośkolwiek z
masonerią − podobnie, jak to było kilka lat temu z
„Ligą Obrony Praw Człowieka i Obywatela”.
Chcąc jednak źródłowo dowiedzieć się na
przykład o historii, czy organizacji „Rotary
Club’ów”, to dość obszerne i wyczerpujące
wiado-mości znajdziemy właśnie… w
międzynarodowych wydawnictwach masońskich.
„Internationales Freimaurerlexikon” E.
Lennhoffa i O. Poznera podaje następujące
informacje o „Rotary Club’ach” (na str. 1342 i
następnych):
«Rotary International… Pierwszy Rotary
Club został założony w Chicago w 1905 roku
przez adwokata Harrisa i kilku jego przyjaciół.
Zrazu jako „business circle” dla celów
wzajemnego po-pierania się i informowania w
sprawach zawodowych.
… Prawie we wszystkich dużych miastach
świata istnieją Ro-tary Club’y… Poszczególne
Club’y są zjednoczone w − przeważnie narodowe
− Okręgi („Districts”) pod kierunkiem tzw.
„Naczelni-ków”, które to „Okręgi” ze swojej strony
podlegają bardzo ostrej i w wielkim stylu
centralnej organizacji („Rotary International”) w
Chicago. Międzynarodowe konwenty ustalają
przepisy bezwarunkowo obowiązujące wszystkie
kluby i wszystkich człon-ków.»
«Zasady Rotary Club’u (postanowienie nr.
34). W swym za-łożeniu − Rotary jest pewnego
rodzaju filozofią życia praktycznego, która dąży
do pogodzenia dwóch sprzecznych skłonności
natury ludzkiej; chęci zadośćuczynienia swoim
pragnieniom oraz impulsu przysłużenia się
bliźniemu.
Ta filozofia „uczynności innym pod korzyść
własną” jest oparta na zasadzie, że „ten najwięcej
korzysta, kto najlepiej słu-ży”.
W zasadzie klub Rotariański jest grupą
wybitnych przedstawicieli handlu, przemysłu itp.
oraz zawodów wolnych, którzy bez specjalnej
przysięgi i dogmatów − każdy na swój sposób −
przyjmują filozofię rotariańską.»
«Rotary International − jest organizacją,
założoną celem:
1) Obrony, rozpowszechniania oraz
propagandy ideałów Ro-tariańskich na całym
świecie.
2) Zakładania, popierania i administrowania
klubami Rotariańskimi.
3) Studiowania w charakterze biura
centralnego zagadnień, które zasługują na uwagę
klubów.
Celem ułatwienia klubom orientacji i
rozwiązywania tych za-gadnień, biuro centralne
uzgadnia zwyczaje i działalność wszy-stkich
klubów z zasadami Rotary International.»
«Członkowie czynni: Rotary International jest
związkiem, utwo-rzonym przez zgrupowanie
wszystkich klubów Rotariańskich, które przyjęły
statut i regulamin wewnętrzny Rotary Club
International i jako takie wypełniają obowiązki,
nałożone przez sta-tut i regulamin wewnętrzny…
Do klubu mogą być jednak przyjęci
przedstawiciele kilku czasopism, wychodzących w
granicach terytorialnych klubu…
Osoby pełnoletnie, które oddały wyjątkowe
usługi ludzkości lub krajowi, zamieszkałe w
granicach terytorialnych klubu, mo-gą być wybrane
na członków honorowych Klubu.»
«Wybór członków Rotary Klub’u… Oto kilka
warunków (któ-rym kandydat musi odpowiadać),
które nie są jednak podane w porządku ich
znaczenia: kandydat winien zajmować
kierownicze stanowisko w zawodzie, który
reprezentuje… winien być przyjmowany w sferach
towarzyskich.»
«Dlaczego dzielimy członków według
klasyfikacji? Każdy z czterech założycieli
pierwszego klubu w Chicago miał inny za-wód i
Rotary Club zachował to w swej tradycji. W ten
sposób zasadniczo żaden Rotary Club nie ma w
swoim gronie dwóch osób, reprezentujących
jedną gałąź przemysłu lub handlu lub też ten sam
zawód. Inne związki mogą posiadać tysiące członków
w swoich spisach. − Rotary ma o wiele
mniejszą liczebność, która jednak wcale nie
dowodzi jego słabości.
Jak to było już powiedziane wyżej, Rotary dla
osiągnięcia swych zamierzeń musiał przyjąć
zupełnie określony sposób przyjmowania
członków. Rotary jest klubem
międzynarodowym, dążącym do swych celów bez
względu na różnice narodowościowe, polityczne
lub wyznaniowe.
Wprowadzając do klubu po jednym
przedstawicielu z każdej gałęzi pracy zawodowej,
zapewnia mu się proporcjonalną reprezentację
przemysłu i handlu danego miasta bez
uszczerbku dla kogokolwiek.
76
76
Rotary Club jest w ten sposób w posiadaniu
wszelkich wiadomości, dotyczących różnorodnych
przedsiębiorstw i zawodów w mieście, a to daje
możność wpływania na ich kierowników w myśl
zasad Rotary.
W ten sposób wytwarza się ścisły związek
pomiędzy człon-kami klubu i miejscowymi sferami
gospodarczymi, członkowie bowiem w charakterze
przedstawicieli różnorodnych przedsiębiorstw
dostarczają klubowi informacji, co do prowadzenia
swo-ich spraw i jednocześnie wynoszą z zebrań
klubu cenne dla sie-bie wskazówki i wiadomości.
Skoro tylko członek klubu przestaje
reprezentować daną kla-syfikację − musi się
podać do dymisji, przestaje bowiem być
łącznikiem między gałęzią przez niego
reprezentowaną a klubem.
Dzięki temu utrzymuje się łączność między
Klubem i wszel-kimi zawodami miasta, bez
obawy, by kiedykolwiek Klub miał trudności w
swej administracji ze względu na zbyt dużą
liczebność.
Rotary nie posiada członków biernych. Ze
względu na specjalny sposób przyjmowania
członków do klubu, a wybór na członka Rotary
jest uważany za zaszczyt.»
Z tego wszystkiego wynika, że „Rotary Club’y”
dążą przede wszystkim do uzyskania
decydującego i niepodzielnego wpły-wu na życie
gospodarcze tego terenu, na którym istnieją i
dzia-łają. Poszczególne jednak „Club’y”
podlegają bardzo ostrej i w wielkim stylu
międzynarodowej organizacji centralnej „Rotary
International” w Chicago, czyli − ściślej i
wyraźniej mówiąc − organizacja ta chce uzależnić
od siebie całe światowe i między-narodowe życie
gospodarcze przez gęstą sieć „Rotary Club’ów”.
Jest to cel, którego osiągnięcie może dać potężne
wpływy, a przy tym i duże bogactwo rzeczywistym
i istotnym kierownikom „Rotary”. Jednakże
pozatym „Rotary Club’y” spełniają jeszcze i inne
zadania, o których oficjalnie i publicznie w
broszurach programowych nie pisze się i nie
mówi, a które jednak sprawiły, że „Rotary Club’y”
są na każdym terenie popierane i forsowane
przez masonerię, a nie są nigdzie przez nią
zwalczane.
Słyszeliśmy o filozofii rotariańskiej i o ideologii
Rotary Club’-ów. Jest ona − jak z oficjalnych
wynurzeń wynika − wybitnie międzynarodowa, nie
rozróżnia wyznań i narodowości, nie wi-dzi między
niemi żadnych różnic, dąży do „światowego
braterstwa ludzi” (do tego również dąży
masoneria), a osoby zasłu-żone dla ludzkości
obdarza członkostwem honorowym. Każdy, choć
trochę obeznany z zagadnieniem masonerii −
pozna w tym typowo masońską frazeologię.
Poznajmy jednak bliżej tę rotariańską filozofię i
ideologię z ust założyciela „Rotary” i jego
członków.
«Nasz program wyklucza prawie zupełnie
wszelkie Credo, uwielbia aktywność, otwiera
podwoje nasze protestantom, ka-tolikom, Żydom,
chrześcijanom, buddystom. Celem naszym jest
popierać zgodę, dobrą wolę i pokój
wszechświatowy» − głosił Harris, założyciel
„Rotary”.
Inny rotarianin, Herman Dons, pisze w
„Independance Belge” z dnia 9 czerwca 1927
roku:
«Moralność rotariańska nie zna narodowości
ani religii i nie należy do żadnej partii. Jest
zadziwiająco i stoicko neutralna w najszerszym
tego słowa znaczeniu i w najbardziej
dobroczynnym znaczeniu.»
Zaś adwokat Rahaletti w swojej książce „II
Rotary” na str. 75 tak pisze:
«Rotary cieszy się kompletną i absolutną
autonomią jako program, jako myśl i jako czyn,
poza i ponad więzami wszystkimi, nie ma też
żadnych uprzedzeń religijnych, politycznych, bądź
innych. Tej autonomii naszej jesteśmy i
pozostaniemy za-zdrosnymi stróżami.»
Przypomnieć jeszcze tutaj należy czwartą z
zasad, które re-alizuje Rotary:
«Popieranie dobrej woli, międzynarodowego
porozumienia i pokoju przez światowe braterstwo
ludzi…»
W takiej to atmosferze − czysto masońskiej −
pracują człon-kowie „Rotary”, taką ideologię
szerzą Club’y. że jest to ideologia masońska,
zasady masońskie, stwierdza wyraźnie znane
pismo masońskie „Alpina”, wychodzące w
Szwajcarii, które, pi-sząc w numerze z dnia 30
kwietnia 1927 roku o wykładzie o „Rotary” w loży
masońskiej, zaznacza z zadowoleniem, że wśród
członków „Rotary Club’ów” jest dużo masonów,
dodając od sie-bie: − „co zresztą jest łatwo
77
77
zrozumiałe, biorąc pod uwagę zasady (Rotary
Club’ów)”.
O łączności „Rotary” z masonerią zaczynają już
mówić otwar-cie sami masoni.
„Wielka Loża Hiszpanii” ogłosiła 11 stycznia
1928 roku w swoim biuletynie następujący
komunikat:
«Rotary Club i Wielka Loża Stanów
Zjednoczonych Wenezueli.
Przedstawiciel masonerii regularnej z Caracas
(stolica Wenezueli) został specjalnie zaproszony
na zebranie Rotary w dniu 15 sierpnia ub. roku. P.
Reyes Zumeta był tam obecny jako
przedstawiciel „Wielkiej Loży Stanów
Zjednoczonych Wenezueli”.
P. Reyes Zumeta spotkał się ze strony
członków Rotary ze szczególnymi względami i był
specjalnie mile przyjęty przez Don Vincente
Dawila (przywódcę „Rotary Club”). Te względy
zostały bardzo silnie odczute przez „Wysoką Izbę
Symboliczną” Wenezueli, to jest przez najwyższą
władzę masonerii w tym kraju.
Rotary Club, wprowadzony ostatnio w
Wenezueli, zrealizował już dużą część swego
programu działalności społecznej; ale dopiero
niedawno masoneria regularna z Caracas
zaprosiła Dr Vincente Davila, który wygłosił
godny uwagi wykład publiczny. My, masoni,
mieliśmy zaszczyt usłyszeć z ust tego wybitnego
przywódcy Club’u, że jesteśmy starszymi braćmi
rotarian i otrzymaliśmy zapewnienie, że pomiędzy
lożami i Rotary istnieją podstawowe punkty
styczności.»
Jest to wyraźne przyznanie się do powiązań i
identycznych wspólnych celów masonerii z
Rotary Club, a masonów − nazywa „starszymi
braćmi rotarian”.
W masońskim wydawnictwie „Das Blaubuch
der Weltfreimaure-rei”, wydawanym od roku 1935
już oficjalnie przez masońską organizację
naukową „Quatuor Coronati Coetus Pragensis”
w Pra-dze czeskiej, znajdujemy artykuł masona J.
Reissa z Wiednia, zatytułowany „Die Epigoni”, w
którym autor omawia masońskie organizacje
pomocnicze, a między nimi i „Rotary
International”. W artykule tym czytamy:
«Masoneria również nie stanowi wyjątku z
reguły, że każdy ruch o historycznej doniosłości
znajduje swoich naśladowców. Tak więc powstała
z biegiem czasu pewna ilość związków,
podobnych do masonerii, które nie tylko dążą do
podobnych ce-lów (jak masoneria), lecz również
używają rytuału masońskiego, w ten lub ów
sposób przystosowanego do swoich celów.
Poświęcimy trochę uwagi znaczeniu tylko
poważnych i szeroko rozpowszechnionych
organizacji, jak „Zakon Odd Fellows”, „Eb-dar”
(tzw. Masoneria Biała), zakon „Le Droit Humain”
(„Prawo Ludzkie”, tzw. masoneria mieszana albo
kobieca) i „Rotary International”.»
Wydawnictwo zatem masońskie nazywa
„Rotary Club’y” epigonami masonerii i stwierdza
wyraźnie, że „Rotary” posiada nietylko podobne
cele jak masoneria, ale używa również
masońskiego rytuału, odpowiednio do swoich
zadań zredukowanego i przerobionego.
Działalność „Rotary Club’ów” świadczy również
o ich stosun-ku do masonerii. Nie znamy ani
jednego wypadku, aby „Rota-ry” wystąpiły na
przykład w obronie katolików, prześladowanych w
Rosji Sowieckiej, czy Meksyku, nie znamy również
ani jednego wypadku, aby „Rotary” wystąpiły
przeciw masonerii.
Pewnym również udokumentowaniem
zależności „Rotary” od masonerii jest wyraźny
zakaz, wydany przez wielu dostojników Kościoła
Katolickiego, zabraniający katolikom należenia do
„Rotary Club’ów”.
23 stycznia 1929 roku biskupi hiszpańscy z
arcybiskupem z Toledo na czele ostrzegli przed
„Rotary” katolików. Kardynał Segura, arcybiskup
Toledo, w liście pasterskim w imieniu ca-łego
episkopatu pisał:
«Niech wierni zatem wystrzegają się
wstępowania do takich stowarzyszeń.»
15 czerwca 1929 roku przyłączył się do tego
wezwania bez żadnych zastrzeżeń kardynał
Andrieu, ówczesny arcybiskup w Bordeaux we
Francji.
12 lipca 1930 roku biskupi holenderscy
zamieścili „Rotary” na liście tych stowarzyszeń,
do których katolicy nie powinni należeć:
«Uważamy sobie zatem za obowiązek
stwierdzić wyraźnie i bez zastrzeżeń, że
wstąpienie do stowarzyszenia „Rotary” katolikom
nie jest dozwolone.»
4 lutego 1929 roku „Święta Kongregacja
Konsystorialna” w Rzymie zapytana, czy
78
78
duchownym wolno należeć do „Rotary”, po
zbadaniu i rozważeniu sprawy odpowiedziała
negatywnie.
„Gazeta Polska” z dnia 18 kwietnia 1936 roku
w rubryce „Z kultury i sztuki”(sic!) podała
wiadomość o utworzeniu polskiego „District’u
(Okręgu) Rotary Club’ów” w Polsce. Przed
utworzeniem „District’u” − „Club’ami” w Polsce
(których było wówczas bardzo dużo) opiekował
się razem z „Club’ami” w Albanii, Bułgarii, Grecji i
Rumunii tzw. „Honorary Commissioner” (Honorowy
komisarz) którym był inż. M. B. Gerbel
(Wiedeń I, Liliengasse. Okręg polski otrzymał nr.
85. „Naczelnikiem” na rok 1936 / 37 został prof. dr
Jerzy Loth).
W „European Advisory Committee” − w
„Europejskim Komitecie Doradczym” członkiem z
ramienia „Rotary” w Polsce jest Piotr
Drzewiecki, zastępcą zaś jego dr inż. Emilian
Loth, Łódź.
Niektórzy badacze masonerii nazywają „Ligę
Obrony Praw Człowieka i Obywatela” narzędziem
masonerii łacińskiej, romańskiej („Grand Orient
de France”), a „Międzynarodowe Rotary” −
narzędziem masonerii anglosaskiej. Stąd też ma
pochodzić zasadnicza różnica w nastawieniu,
atmosferze i metodach działania tych dwóch
organizacji.
Obecnie można zauważyć specjalnie silne
forsowanie na wszystkich terenach „Rotary
Club’ów”, co − po powszechnym
zdekonspirowaniu „Ligi Obrony Praw Człowieka i
Obywatela” − nie wydaje się wcale dziwne.
Zakresy działania tych dwóch or-ganizacji są
różne i uzupłniają się nawzajem. Liga działa w warstwach
wyraźnie, a nawet bojowo ateistycznych i
bezbożnych, „Rotary” zaś wśród sfer religijnych −
na przykład katolickich, a co najwyżej religijnie
obojętnych.
* * *
Najmłodszą organizacją masońską, która
przeniknęła na zie-mie Polski z terenu Rzeszy
Niemieckiej − przed objęciem rzą-dów przez
Hitlera, w obawie przed represjami z jego strony,
któ-ry w bezwzględny sposób zwalczał masonerię
− jest tzw. „Szla-raffia”. (Według „Allgemeines
Handbuch der Freimaurerei” wydanie III z 1900
roku, tom II, na str. 318) −
«Schlaraffia (w języku niemieckim oznacza
„bajeczny kraj obżartuchów i próżniaków”) jest
nazwą stowarzyszenia, które − według odnośnych
ustaw − jest związkiem jednakowo myślą-cych
mężów. Ich celem jest pielęgnowanie humoru i
sztuki według określonych form i przy
przestrzeganiu pewnego ceremoniału. Główną
zasadą jest przyjaźń. Ma się tutaj doczynienia z
przeniesieniem statutów i rytów masońskich na
grunt czysto komercyjny. Wybitny członek
stowarzyszenia przyznaje nawet, że założycielami
związku mogli być masoni.»
Mamy tutaj doczynienia, jeżeli nie ze
szczątkami dawnych masońskich klubów pijackich
(„Bractwo wrogów wstrzemiężli-wości” i 25 innych
klubów), to być może z nawiązaniem do ich
tradycji.
Friedrich Hasselbacher ujawnia na terenie
Polski jedną lożę „Szlaraffi” w Bielsku pod nazwą
„Bilitia” i zalicza ją do masonerii niemieckiej.
* * *
Masoneria, istniejąca dzisiaj w Polsce, opiera
się w pracy swojej na innych jeszcze
przybudówkach i najrozmaitszych organizacjach
jawnych i półjawnych, poza organizacjami już dotąd
wymienionymi. Są one w różnym stopniu
uzależnione od masonerii.
Organizacje takie, pozostające pod wpływami
lub będące w związku z masonerią, a działające w
krajach katolickich, mogą być już dzisiaj dość
łatwo i pewnie wskazane. Bezpośrednim bowiem
celem masonerii w jej codziennej pracy − jak to
już niejednokrotnie mieliśmy możność wskazywać
− jest niszczenie i osłabianie państw i narodów
katolickich, narodów o cywilizacji
zachodnio−rzymskiej.
Dążąc do tego wytrwale i niestrudzenie, walczy
masoneria w Polsce z Kościołem katolickim −
walczy na każdym terenie, przy każdej
sposobności i każdym sposobem. Popiera więc z
jed-nej strony najrozmaitsze sekty, które rozbijają
jedność Kościo-ła, a z drugiej strony, ruchy
wolnomyślicielskie i bezbożnicze, wszystko, by
pognębić Kościół. Nie dość orientującemu się w
istocie masonerii, mogłoby się wydawać, że w
równoczesnym propagowaniu sekciarstwa i
bezbożnictwa tkwi pewna sprzeczność. Cel
jednakże ostateczny masonerii tę jej działalność
tłu-maczy aż nadto dobrze i bardzo logicznie.
Dążąc dalej do swoich celów, usiłuje
masoneria rozbić rodzinę polską, jako podstawę i
fundament Narodu i Państwa Polskiego, kraju
katolickiego. Propaguje więc śluby cywilne i
rozwody, propaguje świadome macierzyństwo i
79
79
regulację urodzin − wszystko, by wyniszczyć
naród polski.
Dążąc wreszcie do swoich celów, stara się
masoneria zniszczyć poczucie narodowe
Polaków, zwalcza ruchy narodowe, a propaguje
tzw. „powszechne braterstwo”. Chce, żeby Polak
żył „humanitarnymi hasłami dla dobra całej
ludzkości” i innymi „ogólnoludzkimi” frazesami −
wszystko, by zniszczyć polskość.
Z drugiej znowu strony, Żyd dla masonerii, to
nienaruszalne „tabu”. Szerzy ona bezbożnictwo i
ateizm, ale tylko wśród nie-żydów. Barbarzyństwa,
ciemnoty i strasznego wprost zabobonu dołów
żydostwa nie widzi. Rozbija ona naród polski i zwalcza
poczucie narodowe Polaków w Polsce, ale
spaczonego me-sjanizmu i do potwornych
rozmiarów rozrosłej, szalonej wprost megalomanii
narodowej żydostwa nie widzi. Nie chce urabiać
Żydów swymi „humanitarnymi” hasłami dla „dobra
całej ludzkości”.
Tę ostatnią cechę, charakterystyczną dla
wszystkich masoń-skich organizacji pomocniczych,
podkreśla również p. Zofia Mia-nowska w
numerze 147 tygodnika „Pion” (Warszawa, dn. 25
lip-ca 1936 roku), omawiając działalność organu
„Polskiego Zwią-zku Myśli Wolnej” −
najpoważniejszej obecnie u nas organiza-cji
„wolnomyślicielskiej” − „dziesięciodniowca”,
wychodzącego w Warszawie p.t. „Wolnomyśliciel
Polski”:
«Już pobieżne przepatrzenie łamów tegoż
pisma przekonuje, że przeważająca ilość
artykułów, uwag, wzmianek i notatek jest
wycelowana w stronę kleru i Kościoła katolickiego.
W tym kierunku idzie nieustający atak
„Wolnomyśliciela”, który nie przepuszcza
najmniejszej nawet okazji, aby dokuczyć,
ośmieszyć lub potępić znienawidzonego
przeciwnika. Ta zaciekłość przybiera często formy
śmieszne i prostackie…
Rzecz znamienna − „Wolnomyśliciel”,
ogłaszający przeważ-nie swą solidarność ze
zwalczającymi „przesądy religijne i nacjonalistyczne”
prądami radykalnomiędzynarodowymi,
potrafi w pewnym wypadku
odczuwać patriotyczne obawy o niezale-żność i
interes Polski − wtedy, mianowicie, gdy znowu
chodzi o Kościół katolicki. Pisze się wtedy: „Obce
potencje, których polityka w przeszłości była
zgubną dla państwa polskiego, które wyrządziły
Polsce wiele krzywd i szkód, mają możność wtrą-
cania się do spraw państwowych polskich w
bardzo szerokim zakresie”. Oczywiście z radością
cytuje się okrzyk Słowackiego („Beniowski”):
Polsko − twa zguba w Rzymie.
Do tej pory wydaje się, że sytuacja jest
zupełnie jasna: mamy do czynienia z
zapamiętałym wrogiem „zabobonu religijnego”,
wrogiem, który zgodnie z tezą: religia to opium dla
ludu, stara się wypierać przesądy religijne z mas,
ośmieszając kulty i ich przedstawicieli we wszelki
dostępny sobie sposób. Ale to wniosek za
pośpieszny. Nie może bowiem nie zadziwić
czytelnika fakt, potwierdzany każdym prawie
numerem „Wolnomyśli-ciela”: niezliczone napaści
i drwiny dotyczą dziwnym trafem jednego tylko
wyznania: katolickiego, demaskowanie chciwych
władzy i pieniędzy, obłudnych duchownych − tylko
księży katolickich; za to minimalne
zainteresowanie okazuje „Wolnomy-śliciel” dla
spraw innych wyznań − przede wszyskim zaś dla
religii mającej w Polsce trzy i pół miliona
wyznawców, − dla religii żydowskiej.
Czuły na postęp, higienę, humanitaryzm itd.
„Wolnomyśli-ciel” dziwnie mało okazuje się
wrażliwy na makabryczne stosunki, panujące w
tych dziedzinach w społeczeństwie żydow-skim, w
związku z obyczajami kultowymi. Nie uderza on
na alarm z powodu szkół religijnych żydowskich,
gdzie w smrodliwych, niedogrzanych izbach przez
wiele godzin dnia dokonuje się ogłupiania tysięcy
małych chłopców żydowskich scho-lastycznymi
subtelnościami Talmudu. Nie obrusza się na rolę
rabinów a zwłaszcza cudotwórców-cadyków,
którzy otaczani są wśród swoich kultem
bałwochwalczym, będącym nie do pomyślenia
wśród katolików. Nie troszczy się o dolę tysięcy
kobiet żydowskich, rzucanych skutkiem
potwornego prawa mał-żeńskiego na pastwę
nędzy i poniewierki przez pięcio i sześciokrotnie
żeniących się mężczyzn. Nie walczy uparcie, do
ostatniego tchu z przymusem okaleczania
męskich noworodków i to w sposób urągający
prymitywnym pojęciom o higienie. Dziś kiedy
rewelacyjna dla wielu ludzi ze społeczeństwa
polskiego, a oparta na sumiennej, bezstronnej
autopsji książka Wandy Me-lcer „Czarny Ląd”
odsłoniła niezmiennie istniejący obyczaj religijny
trzy i pół milionowej masy żydowskiej, żyjących
obok społeczeństwa polskiego, ukazała koszmar
ich narodzin, życia i śmierci − wprost niepodobna
zrozumieć, czemu „Wolnomyśli-ciel” nie
wypowiedział walki bezwzględnej tym plagom
egipskim, dręczącym tym razem naród wybrany
przez Jehowę.
Tak czujny na przesądy katolickie, takim
oburzeniem pło-nący na widok wyzysku ludności,
80
80
dokonywanego przez kler katolicki − wobec
sprawy żydowskiej ogłuchł, oślepł i oniemiał. Ani
sam nie podjął tematów, które pani Melcer
usiłowała oświe-tlić, ani nie skorzystał z okazji,
jaką nastręczyła jej książka, aby podeprzeć jej
akcję całymi wolnomyślicielskimi siłami.
Owa obojętność na sprawę żydowską jest tym
dziwniejsza, że redakcji dziesięciodniowca,
poświęconego sprawom społe-cznym, naukowym
i literackim, musi być obyczaj religijny ży-dowski o
wiele lepiej znany niż katolicki. Któż lepiej niż
panowie Litauer, Landau, Jabłoński, Wroński
może być wtajemniczo-ny we wszystkie bolączki,
wszelkie średniowieczyzny społeczeń-stwa
żydowskiego?
Czy nie jest więc dziwnym zjawisko, że
panowie ci całą siłę swego temperamentu, cały
bojowy furor judaicus obracają na zwalczanie
spraw i ludzi ze środowiska dalszego dla nich − i
mniej znanego i mniej dostępnego niż to, z którym
ich łączą więzy krwi i wychowania?
Dla ludzi niewtajemniczonych wydawałoby się
naturalniejszym układem stosunków, gdyby każdy
Samson gromił swoich Filistynów, nie wyręczając
innego. Byłoby niezmiernie ciekawe, gdyby resort
spraw katolickich objęli w „Wolnomyślicielu”
autentyczni znawcy tych spraw, którzy wyszli ze
środowiska polskiego (o ile takowi w Związku
Myśli Wolnej w ogóle egzystują), panowie zaś
Litauer, Landau etc. odkomenderowani zostali
na odcinek frontu, gdzie są niezastąpieni. Na
razie panowie ci, zabierają czasami głos w
sprawie żydowskiej, ale dzieje się to albo w
związku z potępianiem antysemityzmu, albo z
własnymi projektami wprowadzenia przymusu
europeizacji stroju chasy-dzkiego przez rząd lub
umożliwienia swobodnej zupełnie zmia-ny imion i
nazwisk żydowskich na polskie. Trzeba przyznać,
że te kwestie nie są równoległe do występów
wolnomyślicielskich w sprawach katolicyzmu…
Stopniowo oblicze „Wolnomyśliciela” nabiera w
naszych oczach innego niż na początku
charakteru. Zaczynamy coraz staranniej
wczytywać się w słowa artykułów, poruszających
kwestie żydowskie. Zauważamy, że gdy już
koniecznie wypada zająć stanowisko wobec
jakiejś sprawy żydowskiej, owi wolno-myśliciele
szczególnego autoramentu czują się dziwnie
nieswojo i niepewnie i nie ma dla nich dość
grubych rękawiczek, przez które chcieliby dotknąć
przykrego miejsca. Tak było z kampanią o ubój
rytualny, kiedy pan Litauer ostrożnie zestawiał
cytaty z innych dzienników z „Robotnika”,
„Naszego Przeglądu”, z artykułu dr Knappe
Maszewskiej itd. a już gorliwie podkreślał, że
„wrzawa dookoła uboju jest imprezą
reakcyjną”(?), że jest rozgrywką antysemicką −
żydowską. Nie piorunował bynajmniej na rabinów
utrzymujących lud w ciemnocie i barbarzyństwie, a
już ani słówkiem nie podkreślił skandalicznego
posmaku finansowego całej sprawy. Przeciwnie,
podtrzymywał stanowisko czy-stego
humanitaryzmu, przy czym pośpiesznie rozciągał
swoje stanowisko negatywne na (…) ubój
zwierząt przez polowanie: „wolnomyśliciele żądają
zakazu polowania dla rozrywki” − i zakonkludował:
„Zostawmy to Goeringowi i jego
towarzyszom”. Okazało się, że polowania rasistów
sprawiają specjalną przykrość panu Litauerowi.
Zakończenie tej sprawy było kapitalne i
niepozostawiające żadnych wątpliwości co do
właściwego oblicza tego pisma i pisujących w nim
autorów. W kłopotliwej spra-wie uboju rytualnego
musiał ktoś obszerniej i wyraźniej zabrać głos. I
tak się stało: pojawił się w „Wolnomyślicielu”
obszerny artykuł, przekonywujący Żydów, że nie
powinni bronić sprawy uboju (dzieci chrześcijan),
a ukazał się… nie podpisany, opatrzony tylko
pseudonimem. Ton owego artykułu jest niesłychany,
jest to „odezwa do światłej”, szlachetnej,
wolnomyślicielskiej inteligencji żydowskiej (takich
epitetów inteligencja polska nigdy nie była
widocznie godna),aby zechciała odpowiedzieć,
dlaczego nie odezwała się w sprawie szechity.
Autor pyta w ten sposób: „Ośmielamy się zadać
sumieniom waszym i żołądkom, nie
rozróżniającym trefu i koszeru, pytanie, co kazało
wam milczeć, gdy rabini i będąca na ich usługach
− tak wzorowo postępowa, gdy chodzi o sprawy
obce, tak uparcie konserwatywna w obronie
wstecznictwa własnego narodu − prasa żydowska
wrzeszczała na rogach ulic… że prawodawcy
polscy zamierzają zagłodzić trzy i pół miliona
Żydów…” Poczem długo i cierpliwie tłumaczy im
niesłuszność powyższego zarzutu i pośpiesznie dodaje:
„Wiemy dobrze, że ten punkt widzenia
jeszcze nie trafia wam do przekonania. Ale wina
nie na nas leży. Tkwi ona w waszej niewiedzy,
którą mamy nadzieję rozproszyć przy odrobinie
dobrej woli i uwagi z waszej strony… raczcie nie
podejmować z nami sporu na temat
humanitarności przepisów talmudycznych o uboju
rytualnym… oceńcie nasz umiar i wyrozumiałość
naszą… zwracamy się do was przecie w imię
honoru mozaizmu, w imię możności rozwinięcia
idealistycznych pierwiastków religii
monoteistycznej…”
Czyż potrzebny jest do tego jakikolwiek
81
81
komentarz? Czy raczej każdemu bezstronnemu
czytelnikowi nie rzuca się sama w oczy ta różnica
tonu w stosunku do żydostwa i do katolicyzmu?
Pisze się z pokorą: raczcie, oceńcie, przemawia się
w imię honoru mozaizmu, który nie jest widocznie
przesądem, ogłu-piającym swych wyznawców…
Nie mamy żadnej wątpliwości, że tym razem
„Wolnomyśliciel” wypchnął na plac jakiegoś zniedołężniałego
wolnomyśliciela-ekskatolika, aby
zachować werwę panów Litauera, Landau etc.
na katolickie okazje.
Czy to ma być insynuacja? Nie, to jasne i
wyraźne stwierdzenie faktu, przemawiającego z
każdej stronicy „Wolnomyśli-ciela”: rzekomy
wolnomyśliciel polski jest po prostu człowie-kiem
innej nacji! Wzorowo postępowym, jeżeli chodzi o
sprawy obce, przeraźliwie konserwatywnym w
obronie własnego wstecz-nictwa, a ponadto
obłudnym i tchórzliwym ponad wszelkie wyobrażenie
przeciętnego uczciwego człowieka.»
Głos ten pani Zofii Mianowskiej jest
tymbardziej cenny, że „Pion” w żadnym wypadku
nie może być zaliczany do pism narodowych czy
katolickich.
Nie mniej również charakterystyczną cechą, z
poprzednią związaną, jest duży, a nieraz i
przeważający udział Żydów w tych wszystkich
organizacjach pomocniczych, szczególniej zaś na
stanowiskach kierowniczych.
„Gazeta Kościelna” (nr. 25 z 1925 roku), jako
pewne uzupeł-nienie i rozszerzenie tego, podaje
następujące zestawienie ha-seł i poczynań, które
− według jej zdania − noszą wyraźne pię-tno
ideologii masońskiej:
1) Popieranie akcji sekciarskiej.
2) Zakładanie placówek metodystów, YMCA i
„Chrześcijań-skiej Federacji Studentów”.
3) Cały ruch teozoficzno-ezoteryczny i
spirytystyczny.
4) Zwalczanie szkoły religijnej.
5) Dążenie do rozdziału Kościoła od państwa.
6) Propaganda na rzecz wprowadzenia
rozwodów i ślubów cywilnych.
7) Walka z łaciną. (Wyrugowanie łaciny i liturgii
katolickiej i zastąpienie jej przez współczesne
języki żywe, to jest zmieniają-ce się, to prowadzi w
krótkim czasie do skażenia i zniekształ-cenia
nauki Kościoła i przygotowuje grunt pod przyszłe
kacer-stwa i herezje).
8) Fałszowanie historii średniowiecza, dążenie
do zaciemnienia w świadomości powszechnej
wyjątkowego znaczenia tej epoki w dziejach
świata.
Organizacja zatem czy stowarzyszenie, które
ma takie ha-sła, programowe czy faktycznie, jawne
czy ukryte, jako cel swej działalności, albo
stworzone przez masonerię, albo o ile go masoneria
nie powoła bezpośrednio do życia, a co
najmniej przez nią popierane. Formalna strona
stosunku z masonerią nie jest tutaj rzeczą istotną.
Spokrewnionymi również z masonerią są
związki i organizacje, zajmujące się poza teozofią
i spirytyzmem również okultyzmem i astrologią, −
związki o podkładzie mniej lub więcej mistycznym.
Do czego bowiem służyły dawniej (i służą dziś).
Okultyzm, spirytyzm czy astrologia,
dowiedzieliśmy się już z „Jewrejskaja
Encikłopedja”. Dawną zaś Kabałę żydowską −
zbyt ordynarne narzędzie na dzisiaj − zastąpiła
teozofia, czy inna „postępowa nauka”.
Do tego rodzaju organizacji zalicza Katolicka
Agencja Prasowa, następujące sekty i związki,
istniejące w Warszawie:
«1) Polski Narodowy Kościół Katolicki. Jest
to odłam sekty, który pozostał wierny przywódcy i
twórcy sekty Hodurowi. Sekta ta wyrosła wśród
Poloni amerykańskiej, w Polsce działa od r. 1921.
Pierwszym reprezentantem Hudora w Polsce był
Bończak.
2) Starokatolicki Kościół Mariawitów.
Mariawici przyznają się do łączności z sektą
starokatolików (nie uznającą prymatu
papieskiego) od chwili, gdy przywódca mariawitów
Kowalski otrzymał sakrę biskupią z rąk biskupa
starokatolickiego w Utrechcie. W Warszawie
działa filia kozłowitów z Płocka.
3) Polski Narodowy Kościół Prawosławny.
Pierwotnie odłam Hodurowców, powstały po
secesji Andrzeja Huszny, który wraz z grupką
dawnych wyznawców Hodura przystąpił do
Cerkwi Prawosławnej.
4) Starokatolicki Kościół Rzeczypospolitej
Polskiej. Założony przez Farona, niegdyś
człowieka Hodura, później secesjonistę. Zarówno
przyznający się do łączności ze starokatolikami −
ma-riawici, jak i od paru lat w Łodzi istniejąca
sekta starokatolików, jednak nie utrzymują
łączności z ekshodurowcem Faronem i jego
„Kościołem”.
5) Kościół Metodystów. Amerykańska sekta
wyrosła na po-dłożu protestanckiego
racjonalizmu, propagująca „powszechne
chrześcijaństwo” bezdogmatyczne. Metodyści
wraz z podlegają-cą im ideową Imcą (YMCA)
82
82
działają u nas od roku 1920.
6) Polskie Stowarzyszenie Badaczy Pisma
Świętego. Sekta amerykańskiego pochodzenia,
działająca u nas od roku 1922, propaguje hasła
wywrotowe, zmierzające do obalenia istnieją-cego
porządku społecznego i państwowego. Należy do
tak zwanych sekt żydujących, to jest ulegających
wpływom religijnych koncepcji współczesnego
żydostwa. Wraz z Żydami oczekuje przyjścia
Mesjasza, odrzuca bóstwo Jezusa Chrystusa. Są
to tak zwani „Świadkowie Jehowy.
7-8) Stowarzyszenie Badaczy Pisma Św.
„Złoty wiek” i Stowarzyszenie Badaczy Pisma
Świętego „Epifania” stanowią filie głów-nej
organizacji sekciarskiej („Badaczy Pisma Św.”).
Badacze Pi-sma Św. należą do najaktywniejszych
sekt, działających na te-renie polskim.
9-10-11) Społeczność Adwentystów Dnia
Siódmego w Polsce, następnie Autonomiczny
Zbór Adwentystów Dnia Siódmego oraz
Reformowany Zbór Adwentystów Dnia
Siódmego stanowią odła-my amerykańskiej sekty
adwentystów. Sekta ta, dość liczna niegdyś w
Niemczech, działała u nas już za czasów zaboru
ro-syjskiego. Adwentyści głoszą powtórne
przyjście Chrystusa na świat i bliskie nadejście
Sądu Ostatecznego. Odcienia tej sekty, wyrosłej
na podłożu protestanckim, różnią się między sobą
w wyznaczaniu terminu końca świata. Terminy te
zawodzą cią-gle, jednakże adwentyści
niestrudzenie „ustalają” nowe.
12-13-14) Związek Słowiańskich Zborów
Ewangelicznych Chrze-ścijan w Polsce,
następnie Związek Słowiańskich Zborów
Baptystów w Polsce i Zbór Baptystów języka
niemieckiego − tworzyły do roku 1927 jedną
organizację religijną, która będąc rozsadzana od
wewnątrz tarciami narodowościowymi, polskoukra-ińsko-niemieckimi,
rozpadła się w końcu na
trzy samoiste od-łamy. Baptyści wywodzą się z
Niemiec. Podłoże sekty jest protestanckie. Wierzą
w konieczność powtórnego chrztu w wieku
dojrzałym. Na równi z Badaczami Pisma Św.
propagują skrajny pacyfizm i zwolennikom swym
zabraniają służby w wojsku z bronią w ręku.
15) Społeczność Darbistów. Przywódcą
sekty w Polsce jest Żyd Gitlin. Niegdyś sekta ta
działała w Rosji. Darbiści należą do sekt
żydujących, odrzucających Bóstwo Jezusa
Chrystusa.
16-17) Zrzeszenie Zwolenników Nauki
Pierwszych Chrześcijan oraz Zdecydowani
Chrześcijanie tworzą drobne grupki, oparte o
propagandę sekciarską niemiecko-amerykańską.
W tych to organizacjach grupują się również
nieliczni przed-stawiciele innych sekt, jak bracia
morawcy, hernhuci, gminy braterskie, irwingianie,
gminy nowoapostolskie i pierwochrześcijanie.
18) Łącznikiem pomiędzy wymienionymi
sektami a baptysta-mi jest Stowarzyszenie
Wzajemnej Pomocy Ewangelicznych
Chrześcijan.
19-20-21) Kościół anglikański w Polsce
reprezentują misje. Misja Mildmajska czyli
Barbikańska działa wśród Żydów. Misja
anglikańska jednoczy anglików, przebywających
w Polsce. Misja amerykańska gromadzi ludzi
amerykańskiego pochodzenia.
Propagandę teozoficzną uprawiają u nas
następujące organizacje:
22-23-24-25-26) Polskie Tow. Teozoficzne,
Polski Instytut Odrodzenia Moralnego
„Mazdaznan”, Liga Braterskiej Współpracy pod
kierownictwem adw. Rogowskiego,
Towarzystwo Antropozoficzne i Kościół
Liberalno-Katolicki.
Teozofia głosi, że każda religia zawiera tylko
cząstkę prawdy. Te cząstki jednoczą teozofowie w
jedną całość, będąca zda-niem ich prawdziwym
objawieniem.
Teozofia jest odłamem panteistycznego
światopoglądu, stoi na stanowisku reinkarnacji,
kończącej się rozpłynięciem się jednostki w
bezosobowym bóstwie. Teozofia, podobnie jak
masoneria, rozporządza stopniami
wtajemniczenia. Kościół Liberalno-Katolicki należy
do niższych stopni wtajemniczenia. Z
organizacjami teozoficznymi utrzymują
bezpośrednią łączność liczne koła i kółka
spirytystyczne, których czołową reprezentacją jest
Tow. Badań Metapsychicznych.
27) Przejście od ruchów sekciarskich i
teozoficznych do ruchów wolnomyślicielskich
tworzy Zbór Wolnoreligijny „Agape”, założony
przed paru laty przez prof. Lubeckiego. Lubecki
należał niegdyś wraz z grupą (złożoną przeważnie
z Żydów) do organizacji wolnomyślicielskich.
Kiedy organizacje te opowiedziały się za
programem bolszewickim, Lubecki ustąpił i zało-
żył własną organizację deistyczną,
bezdogmatyczną.
28) Propagandę bezbożniczą prowadzi u nas,
Polski Związek Myśli Wolnej. Łączność
pomiędzy tym związkiem, sektami a masonerią
utrzymują następujące placówki, pozostające w
ści-słej zależności od masonerii:
29-30-31-32-33) Stowarzyszenie Obrony
83
83
Wolności i Sumienia w Polsce, Polska Liga
Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Liga
Reformy Obyczajów, Polskie Stowarzyszenie
Etyczne (kier. Amelia Kurlandzka {Żydówka}),
Towarzystwo Odrodzenia Moral-nego im.
Abramowskiego (przewod. Sujkowska).»
Rzecz prosta, że front wszystkich
wymienionych organizacji, skierowany jest
przeciwko Kościołowi katolickiemu w pier-wszym
rzędzie.
Istnieją jeszcze pozatym sekty ściśle
zakonspirowane, jak np. Czciciele Lucyfera,
Baphometa, których praktyki połączone są z
orgiami rozpusty.
* * *
Ważniejszymi od lóż symbolicznych „Wielkiej
Loży Polski” są „warsztaty” wyższych stopni (od 4
do 33), które podlegają „Naj-wyższej Radzie
Polski”. Tutaj bowiem przede wszystkim − jak
można przypuszczać − są zorganizowani i tutaj
pracują wybitniejsi działacze i politycy masońscy.
Wielka Loża zaś jest tylko pewnego rodzaju
szkołą przygotowawczą, której jednym z zadań
jest wychowanie dobrych masonów.
Celem i ambicją działalności tych lóż jest
uzyskanie decydującego wpływu na rządy
polityczne w kraju i objęcie władzy politycznej w
państwie, a gdy to już nastąpiło − wcielanie w życie
i realizowanie ideałów masońskich,
wyzyskując posiadaną władzę.
Loże niemieckie w Polsce
Loże masońskie, których „Wielkie Loże-matki”
znajdują się w Niemczech, są o ile z danych
cyfrowych, ujawnionych przez źródła masońskie,
sądzić można − liczniejsze od lóż polskich. Loże
te pochodzą z końca XVIII i początku XIX wieku i
są pozostałością dawnej masonerii w Niemczech
jeszcze z okresu jej świetności. Stąd między
innymi pochodzi zapewne to rozprzestrzenienie
się ich wyłącznie na terenie zaboru pruskiego.
Mia-ły one w dawnych czasach dogodne warunki
do swego rozwoju na tym terenie, szczególniej ze
strony współczesnej im masonerii w Polsce.
Pewnym również uzasadnieniem i
wytłumaczeniem tej rozbudowy niemieckich lóż
masońskich na ziemiach polskich jest − być może
− jeszcze ten fakt, że według Margiolta („Le
Satanisme dans la haute maconnerie”
(„Satanizm w wysokiej masonerii”) organizacja
wyższej masonerii dzieli całą powierzchnię ku-li
ziemskiej na 77 „trójkątnych” prowincji, z których
46 prowincja, obejmująca prawie całe terytorium
dzisiejszej Polski, no-si nazwę prowincji
„berlińskiej”. Równocześnie zaś jako siedziba
„Zwierzchniego delegata do spraw propagandy”
dla tej pro-wincji wskazany jest Lipsk. „Wyższy
Zarząd Administracyjny” mieści się właśnie w
Berlinie.
Represje antymasońskie rządu A. Hitlera w
Niemczech nie pozostały bez wpływu na loże
niemieckie u nas. Znacznie ich ostatnio, jak się
wydaje, spadło i jak fakty wskazują, są one coraz
częściej zamykane i liczebnie maleją i słabną.
Stanowią one jednak dzisiaj dość gęstą jeszcze
sieć germanizacyjną naszych zachodnich
obszarów, grupując przede wszystkim i
organizując w swych szeregach mniejszość
niemiecką, nie pozwalając jej w ten sposób
wynarodowić się w Polsce. W pracy tej loże
niemieckie w Polsce mają długą już tradycję, gdyż
nad ich rozbudową pracował nie jeden, ale kilka
masońskich systemów organizacyjnych pruskich,
od 150 lat przeszło.
Jeżeli patrzymy z perspektywy historycznej, na
działalność masonerii i jej stosunek do Polski,
jako kraju o cywilizacji zachodnio-rzymskiej, to
nasuwa się nam jedno przypuszczenie. Jest
rzeczą całkiem prawdopodobną, że poza
wytrwałym i cią-głym niszczeniem narodu
polskiego w stałej codziennej działa-lności,
wykorzysta masoneria z pewnością pierwszą
nadarzają-cą się okazję, aby ostatecznie Polskę
powalić, czego już dawniej byliśmy świadkami i
dokonać jej nowego rozbioru. Mamy tu na myśli
przede wszystkim nasze ziemie zachodnie:
Pomorze, Poznańskie i Śląsk, ziemie rdzennie
polskie, posiadające najmniejszy ze wszystkich
dzielnic Polski procent mniejszości narodowych w
ogóle, a Żydów − skutkiem różnych przyczyn − w
szczególności. Oderwanie tych ziem na rzecz
Niemiec, nowy rozbiór Polski, być może leży, a w
każdym razie jest dużo danych, że leżał (przed
przewrotem hitlerowskim w Niemczech) w
planach wszechświatowej masonerii. Te dążenia
masonerii po-krywały się tutaj z dążeniami
protestanckich Prus, wydawało się więc, że tym
większe ma szanse masoneria osiągnięcia swe-go
celu. Rewolucja narodowa w Niemczech
wprowadziła pewne powikłania do tych planów.
Loże Bnei Brith
Trzecią grupę lóż masońskich w Polsce
84
84
stanowią loże czysto żydowskie „Niezależnego
Zakonu Bnei Brith”. Odznaczają się one w
porównaniu z lożami nieżydowskimi przede
wszystkim znacznym bogactwem i rozporządzają
ogromnymi sumami na różne cele. Miarę tego
daje nam chociażby taka wiadomość:
«Członkowie nasi (tj. loży „Braterstwo Bnei
Brith” w Warsza-wie) zobowiązali się wpłacać
(jako zasiłek dla Instytutu Nauk Judaistycznych” w
Warszawie) niemniej niż po 10.000 zł. rocz-nie w
ciągu trzech pierwszych lat istnienia tej instytucji.»
Taką więc sumę może przeznaczać corocznie
jedna tylko lo-ża „Bnei Brith” na jeden tylko cel.
Co do swojej liczebności grupa lóż „Bnei
Brith” jest co najmniej równa liczbie lóż polskich,
ze względu zaś na znaczenie swoje − jak nam się
wydaje − jest ona od nich daleko ważniej-sza.
Zakon ten bowiem zajmuje wybitnie
uprzywilejowane miej-sce wśród organizacji
masonerii światowej. Jest on według od-nośnych
ustaw „związkiem mężów żydowskich”, przy czym
sło-wo „żydowski” nie oznacza tutaj wyznania, lecz
przede wszyst-kim pochodzenie. Członkami
Zakonu Bnei Brith nie są wyłącznie Żydzi
wyznania mojżeszowego, ale również wyznawcy
innych religii, jak również bezwyznaniowcy, tzw.
asymilatorzy i inni, byle tylko byli pochodzenia
żydowskiego. Mason, członek masonerii
powszechnej, najbardziej zasłużony, nie może być
człon-kiem tego zakonu, o ile nie jest z
pochodzenia Żydem. Z drugiej znowu strony nie
ma żadnych, najmniejszych nawet przeszkód,
ażeby Żyd, członek „Zakonu Bnei Brith”, nie mógł
być jed-nocześnie członkiem jednej z lóż
masonerii powszechnej, spra-wować w niej
ważnych funkcji, zajmować wysokich i
kierowniczych stanowisk, czy urzędów. A zatem,
jaki z tego wniosek, „Zakon Bnei Brith” stanowi
ściśle zamkniętą, czysto żydowską komórkę,
wydzieloną i osobno zorganizowaną w łonie i
częścio-wo przynajmniej z pośród masonerii
powszechnej.
To też nic dziwnego, że z racji posiadania tak
uprzywilejowanego stanowiska, a następnie ze
względu na ogólne znacze-nie żydostwa dla
masonerii, „Zakon Bnei Brith” jest podejrzany o
odgrywanie specjalnej roli w masonerii. Rola ta
ma być rolą kierowniczą, czy to jawnie i
bezpośrednio pod własną firmą sprawowaną, czy
też pośrednio przez tajne opanowanie ośrod-ków
kierowniczych masonerii powszechnej, czy też
wreszcie innym sposobem, w każdym bądź razie
ma to być rola faktyczna.
Po zlikwidowaniu w r. 1920 krwawej rewolty
komunistycz-nej Żyda Beli Kuhna na Węgrzech,
wpadły w ręce rządu węgierskiego bogate archiwa
masońskie. Część dokumentów w nich
znalezionych, została ogłoszona przez Adoriana
Barclay’a w jego książce pod tytułem „Grzechy
masonerii” (nakładem „Egye-sult Kereszteny
Nemzeti Liga”, Budapeszt 1921). Dokumenty te
musiały być bardzo ważne i wymowne, skoro
prezydent Karol von Wolff w przedmowie do
tego wydawnictwa mógł wyraźnie i publicznie, w
pełni odpowiedzialności napisać (na str. VI):
«Nie można także wątpić o tym, że w
wypracowaniu planów wolnomularskich główną
rolę grają loże „B’nai B’rith”, które pracują
wyłącznie przy pomocy „braci” żydowskich.
Żyd zaś Creiznach z Frankfurtu, przeciwnik
Zakonu, oświad-czył już w roku 1897, że „Bnei
Brith” dąży do tego, ażeby, „pod sztandarem
Izraela nadszedł poranek zbratania ludów”,
ten poranek, do którego realizacji dąży cała
bez wyjątku masoneria.
* * *
Po scharakteryzowaniu poszczególnych grup
lóż masońskich w Polsce, należy spojrzeć na
masonerię w Polsce jako na pewną całość.
Przede wszystkim jest rzeczą dość wyraźnie
widoczną, że lo-że polskie stanowią tutaj znikomą
mniejszość − w porównaniu z pozostałymi
grupami lóż. Chociażby więc już z tego powodu,
masonerii, istniejącej i działającej dzisiaj w
Polsce, nie można nazwać w żadnym wypadku
masonerią polską. Możemy z całą ścisłością
twierdzić, że masoneria w Polsce jest
organizacją obcą.
Uderzy nas następnie znowu specjalne
uprzywilejowanie Ży-dów. „Wielka Loża Polski”
jest tzw. lożą humanitarną, to jest przyjmującą
bez żadnych ograniczeń i liczącą w swym składzie
Żydów (Żydów, w znaczeniu nie tylko
wyznaniowym). Świadczy o tym chociażby ten
fakt, że „Symbolische Grossloge von
Deutschland” („Wielka Symboliczna Loża
Niemiec”), loża humanitarna, uważała za
stosowne nawiązać bliższe stosunki z „Wiel-ką
Lożą Polski” i ustanowiła nawet przy niej swego
przedsta-wiciela, ujawnionego w roku 1933 przez
wydawnictwa masońskie. Loże niemieckie w
Polsce pracują pod zwierzchnictwem i dozorem
„Wielkich Lóż” niemieckich, tzw. staropruskich,
które obecnie przekształciły się w tzw. „Zakony
Chrześcijańskie”. O lożach wytworzono legendę,
że nie przyjmują one w żadnym wy-padku Żydów.
85
85
Jest to jednak tylko legenda, jakich o masonerii
znamy więcej. Biegły bowiem sądowy w procesie
berneńskim, Ulrich Fleischhauer, dla obalenia
tego mniemania przedstawił sądowi fotokopię
masońskiego dokumentu ze spisem członków
jednej z tych „Wielkich Lóż” w którym to spisie −
wbrew tej legendzie − znajdujemy liczne nazwiska
żydowskie. Jeżeli zatem loże-matki przyjmują
Żydów, to jest rzeczą jasną, że loże zwykłe, im
podległe, w tym względzie żadnych ograniczeń
stawiać nie mogą. Niezależny Zakon Bnei Brith
składa się tylko z Żydów, a loże okultystyczne,
oparte przecież na doktrynie Kabały, nie robią
żadnych trudności wstępującym Żydom.
Stanowisko więc Żydów w masonerii, działającej
dziś w Polsce, jest również wyjątkowo
uprzywilejowane. W określeniu zatem, iż
masoneria w Polsce jest żydowska, nie można
znaleźć nieścisłości, czy przesady.
Wpływy masonerii w Polsce
Na temat wpływów masonerii w Polsce można
mówić dzisiaj dużo. Ażeby jednak nie być
posądzonymi o przesadę, czy bezpodstawność
sądów, ograniczymy się tutaj do podania paru
faktów bez szerszych komentarzy, pozostawiając
czytelnikowi ocenę i wnioski.
* * *
«Musi się czuć masonerię wszędzie, nie
powinno się jej odkryć nigdzie» − zaleca konwent
(ogólne zebranie) „Grand Orient de France”
(„Wielkiego Wschodu Francji”) z 1922 roku.
«Wolnomularsto ma wpływ na wszystkie
stronnictwa polityczne» − twierdzi konwent
„Grand Orient de France” z 1901 roku itd.
„Prosto z Mostu” (nr. 36 z dnia 16 sierpnia
1936 roku) dość trafnie wyjaśnia takie, a nie inne
stanowisko „Kuriera Warszawskiego” wobec
powstania hiszpańskiego.
«Dziwny jest podział republikan w Hiszpanii:
jedni walczą po stronie Frontu Ludowego, drudzy
po stronie powstania. Dziwnie na szerokim
świecie, opowiadają się „ludzie umiarkowani” z
lewa i prawa − jedni życzą zwycięstwa Madrytowi,
inni Burgos. Dziwnie też bardzo, układa się
stosunek prasy polskiej, zwłaszcza na peryferiach
szeroko pojętego obozu narodowego do wojny w
Hiszpanii. Mniej więcej pokrywa się on ze
stosunkiem tych pism do wojny włoskoabisyńskiej.
Przypadek?
A może poprostu zapomnieliśmy, że istnieje
jeszcze na świecie instytucja, zwana
masonerią, która z dwojga złego wybrała
komunizm, a nie nacjonalizm i każe swoim
ludziom nawet w prasie „pra-wicowej” czy
„prorządowej” głosić chwałę − Largo
Caballero, „Lenin Hiszpanii”?»
Proces sądowy ks. T. Jajki
Dnia 7 marca 1935 roku odbył się proces
ks. Tadeusza Jajki. Spra-wozdanie z tego
procesu podajemy za „Polonią” katowicką (z
dnia 9. III. 1935 roku).
„W dniu 7 b. m. odbyła się przed sądem
Grodzkim w Niepołomicach jawna rozprawa
przeciwko ks. Tad. Jajce, obwinionemu o
występek z art. 127 i 170 k. k. Według aktu
oskarże-nia ks. T. Jajko dopuścił się występku z
przytoczonych arty-kułów przez to, że jako wikary
w Niegowicy, pow. Bocheńskiego, w czasie
kazania, wygłoszonego 25 listopada 1934 r.,
znieważył władzę, twierdząc, że w rządzie polskim
są masoni, a nadto publicznie rozpowszechniał
fałszywe wiadomości przez to swoje właśnie
twierdzenie, co mogło wywołać niepokój publiczny.”
Rozprawę prowadził sędzia Feil, ks. Jajkę
bronił adw. Sygierycz z Krakowa. Przesłuchiwany
ks. Jajko oświadczył, że do wi-ny się nie
poczuwa i wyjaśnił, że na kazaniu powiedział:
„W rządzie polskim są masoni, co jest
rzeczą jawną, a masoni to są ludzie, którzy
walczą z Kościołem katolickim”.
Na dowód prawdziwości przytoczonych słów,
obrońca oskar-żonego zawnioskował dowód:
1. z przesłuchania pana E. Dworzańczyka,
dyr. Dep. Min. Op. Społe… a zarazem
sekretarza Wielkiej Loży masońskiej w
Warszawie na okoliczność, że loża masońska
jest stowarzyszeniem jawnym, w Komisariacie
rządu Warszawy zarejestrowanym i że
członkami loży są Min. J. Beck, dyr. dep. Min.
Spr. Zagr. Schaetzel, szef sztabu gen.
Gąsiorowski;
2. z przesłuchania min. Becka i pułk.
Schaetzla na okoliczność, iż są członkami loży
masońskiej;
3. z przesłuchania Z. Kaczyńskiego, dyr.
Kat. Ag. Prasowej w Warszawie, na
okoliczność, że jest rzeczą notorycznie znaną,
86
86
w prasie polskiej i zagranicznej wielokrotnie
publikowaną, czemu nie zaprzeczano i co nie
ulegało konfiskacie, że min. Beck, Boerner,
Miedziński, Matuszewski, wojew. KostekBiernacki,
szef sztabu generalnego gen.
Gąsiorowski, inspektor armii gen. Rydz-
Śmigły, marsz. Sejmu Świtalski są członkami
loży masońskiej oraz, że głównym celem loży
jest walka z Kościołem katolickim, to też z
punktu widzenia przepisów religii katolickiej
kler ma obo-wiązek uświadamiać wiernych o
tym, mówić im o roli i celach masonerii.
4. z wydawnictwa oficjalnego francuskiej
loży masońskiej („L’Inter-nationale
Maconnique”), w którem na stronie 26, pod
tytułem „Pologne”, wśród polskich członków
loży masońskiej wy-mienieni są min. Beck i
wicemin. Schaetzel i wreszcie:
5. ze świadków Wł. Kucharskiego i Ant.
Kucharskiego z Krakuszowic oraz Romana
Węgrzyna, celem stwierdzenia, że przemówienie
ze względu na to, że poruszone były w nim
powszech-nie znane fakty, nie mogło budzić
niepokoju.
Zaznaczyć należy, że rozprawa odbywała się
przy audytorium, rekrutującym się przeważnie z
ludności, pochodzącej z parafii w Niegowicy. Po
otwarciu postępowania dowodowego, przesunął
się przez salę sądową korowód świadków, którzy
przeważnie nie pamiętali słów ks. Jajki.
Ostatnim świadkiem w postępowaniu
dowodowym był ks. Naworyta, drugi wikariusz z
Niegowicy, który słyszał, jak ks. Jajko twierdził, że
i u nas nie są stosunki, o ile chodzi o religię,
idealne i oświadczył, że również w rządzie
polskim są maso-ni, a masoni to ludzie, którzy
walczą z religią katolicką. Nie było mowy o tym,
że w Polsce depcze się religię katolicką, lub że u
nas dojdzie do tego, co w Hiszpanii i Meksyku, a
tylko wspomniał o pewnych niezgodnych z
zasadami religii dążeniach, jak dążenie do
ślubów cywilnych, propagowanie
świadomego macierzyństwa, rozwodów,
mówił o czasopismach, propagujących walkę
z Ko-ściołem.
Na pytanie obrońcy dr Sygierycza, czy wobec
przemówienia Ojca Św. do polskiej pielgrzymki
narodowej w dniu 4 paździer-nika 1929 roku,
wobec przemówienia ks. kard. Kakowskiego na
otwarciu I zjazdu polskich pisarzy katolickich z 17
stycznia 1932 roku i przemówienia ks. nuncjusza
arcybiskupa Marmaggiego, mógł oskarżony ks.
Jajko mówić o masonerii w Polsce i przestrzegać
przed nią, skoro tamte przemówienia nie były
skon-fiskowane, owszem były opublikowane
w całej prasie katolickiej. Świadek nie mógł
odpowiedzieć, gdyż sąd pytanie obrońcy
uchy-lił.
Sędzia zamknął postępowanie dowodowe,
pominąwszy dowody, zaofiarowane na
wstępie przez obrońcę dr. Sygierycza. Obrońca
w swym wywodzie końcowym przypomniał, że
Ojciec Św. w swym przemówieniu do pielgrzymki
z Polski w dniu 4 października 1929 roku zwrócił
specjalną uwagę na niebezpieczeństwo, grożące
ze strony masonerii i powiedział wyraźnie, że
szerzy ona przewrotne zasady i posiada zgubne
wpływy w Polsce. Ks. kard. Kakowski 17 stycznia
1932 roku na otwarciu zjazdu pisarzy katolickich,
wskazując na ich zadania, podniósł konieczność
walki z masonerią w Polsce. Dnia 11 stycznia 1935
roku ks. nuncjusz Marmaggi wyraźnie
oświadczył, że największym wrogiem Kościoła i
kultury Polski jest masoneria, z którą walka jest
obowiązkiem każdego katolika.
Jest faktem, że loże masońskie są szeroko w
Polsce rozsiane, są zalegalizowane jako związki
jawne, jeżeli zatem obywatel państwa, chociażby
nawet członek rządu, uważa za możliwe należenie
do takich związków, to stwierdzenie tego faktu nie
może stanowić obrazy i nie może być
podciągane pod pojęcie rozszerzania
fałszywych wiadomości.
Po wywodach obrońcy sędzia ogłosił wyrok, w
którym uznał oskarżonego ks. Jajkę winnym
występku z art. 127 i 170 kod. kar. i zasądził go
na łączną karę 6 tygodni aresztu z zawieszeniem
na 4 lata i 30 zł. grzywny. Obrońca oskarżonego
dr Sygierycz zapowiedział apelację.
Rozprawa apelacyjna odbyła się w końcu
kwietnia 1935 roku w sądzie okręgowym w
Krakowie. Sprawozdanie z tej rozprawy podajemy
za „Gazetą Warszawską” z dnia 28. kwietnia 1935
roku.:
„… Poza dowodami, zaofiarowanymi już sądowi
grodzkiemu, przedstawił (obrońca) szczegółowo
cele masonerii, a w szczególności walkę jej z
Kościołem katolickim. Obrońca, opierając się na
oficjalnych i nieoficjalnych publikacjach
masońskich, zacytował szereg haseł masońskich
w rodzaju:
„Nie ma ani Boga, ani duszy”,
„Należy oczyścić programy szkolne z
wszelkiej idei Boga”,
87
87
„Przede wszystkim winna być zniszczona
religia”,
„Bóg − oto nieprzyjaciel”,
„Niewiara − oto cel, do którego dążymy”.
Na podstawie tych dowodów stwierdził
obrońca: − ksiądz katolicki miał nie tylko
prawo, ale i obowiązek występować przeciwko
masonerii, ostrzegając wiernych przed jej
działalnością. Po-dawanie zaś nazwisk osób,
należących do masonerii, której
stowarzyszenia są w Polsce prawnie
zarejestrowane, nie jest ani rozpowszechnianiem
fałszywych wiadomości, ani
też obrazą władzy, jeżeli dotyczy np. członków
rządu.
Sensacją rozprawy było przemówienie
prokuratora D. Boryczki, który przyznał, że w
rządzie polskim są członkowie masonerii i
należenie do związków masońskich nie może być,
zda-niem prokuratora, uważane za obrazę.
Wobec tego prokurator cofnął oskarżenie o
występek z art. 127 kod. kar. W dalszym ciągu
prokurator twierdził, że wśród masonów są tacy,
którzy walczą z Kościołem i dążą do zniszczenia
religii, jak i tacy, któ-rzy do tego nie dążą, i że
wobec tego użycie porównania sto-sunków
polskich i meksykańskich było
rozpowszechnianiem nieprawdziwych wieści. W
końcu prokurator domagał się ukarania ks. Jajki
tylko za występek z art. 170 kod. kar…
W rezultacie prowadzący rozprawę sędzia
Machalski ogłosił wyrok, mocą którego uznał ks.
Jajkę winnym szerzenia wiadomości, mogących
wywołać niepokój, natomiast uwolnił go od
zarzutu obrazy członków rządu. Ks. Jajko
skazany został na 3 tygodnie aresztu i 30 zł.
grzywny. Wykonanie kary zawieszone zostało na
lat 3. Po ogłoszeniu wyroku mecenas Sygierycz
zapowiedział wniesienie kasacji.
Przebieg rozprawy, w szczególności zaś
przyznanie prokuratora, iż w rządzie polskim
znajdują się masoni wywołało w Krakowie
dużą sensację”.
* * *
Henry Coston w książce swojej „Les Francs
Macons Celebres” („Sławni masoni”), podaje w
rozdziale „Pologne” następujące na-zwiska jako
członków masonerii:
Pułk. Schaetzel, attache Ministerstwa Spr.
Zagranicznych.
Puł. Bociański, dowódca Szkoły wojskowej w
Ostrowiu.
Płk. Pieracki, były minister.
Płk. Beck, minister Spr. Zagr.
Gen. Gąsiorowski, szef Sztabu Generalnego.
Nazwiska powyższe − za Coston’em −
ogłosiła prasa polska, między innymi „Gazeta
Kościelna”, Lwów, z 11 listopada 1934 ro-ku i wiele
innych pism, i żadne z tych pism nie zostało
skonfiskowane, ani też nie otrzymało żadnego
sprostowania, czy za-przeczenia, chociażby
nieurzędowego.
* * *
„Revue Internationale des Societes
Secretes” w nr. 30 za rok 1927 opublikowała
pewną liczbę nazwisk polskich masonów.
Obecnie dorzucamy niektóre dalsze szczegóły.
Posterunki, czy to prezesa Rady ministrów, czy
to ministrów, bywały powierzane w tym rządzie
tymczasowym „bra-ciom” Janowi
Kucharzewskiemu, prof. MikułowskiemuPomor-skiemu,
Zygmuntowi Chmielewskiemu
oraz dr Chodźce, który jest wybitnym masonem.
Polityka była w tym czasie kierowana przez Żyda i
„brata” masońskiego, Szymona Askenazego.
W Rosji i w emigracji polskiej działało czterech
wybitnych „braci”: adwokat Alek. Lednicki, generał
w stanie spoczynku Al. Babiański, Alek.
Więckowski i prof. Baudouin de Courtenay.
Wielka Loża znajdowała się w Moskwie u
„brata” Lednickiego; parawan umieszczony
przed kominkiem, posiadał znaki i emblematy
masońskie. „Brat” Lednicki jest znanym
germanofilem i znanym z gorącej chęci do
współpracy z Niemcami, skierowanej przeciwko
Entencie. Polscy „bracia” masońscy zgrupowani
byli w Petersburgu dokoła „Dziennika
Piotrogrodzkiego”, su-bwencjonowanego przez
„brata” Lednickiego; dziennik ten sta-rał się siać
nienawiść do Francji; jego redaktorem był Jan
Dą-browski (w latach 1916 − 1918), obecnie
adwokat w Warsza-wie.
Akcja masońska jest obecnie kierowana w
Polsce przede wszystkim przeciwko Kościołowi
katolickiemu i przeciwko par-tiom, określającym
się jako narodowe i katolickie.
Główna komórka masońska znajduje się
obecnie (1932 r.) w ministerstwach spraw
zagranicznych i wojny. Niedawno uda-ło się
odsłonić komórki te z racji pewnego odczytu,
wygłoszo-nego przez radio, skierowanego
przeciwko zasadom małżeń-stwa katolickiego;
wykładowca starał się ukryć pod fałszywym
88
88
nazwiskiem. Był to szef jednego z ważnych
oddziałów ministerstwa spraw zagranicznych, p.
Jaśkiewicz (pseudonim Wroń-ski), mason
wysokiego stopnia. Późniejsza ankieta wykazała,
że łącznikami pomiędzy „Wielkim Wschodem” w
Paryżu (rue Cadet)a Polską są: Żyd Muhlstein,
radca ambasady polskiej w Paryżu i Żyd
Fruhling, dyrektor departamentu w centrali
ministerstwa spraw zagranicznych w Warszawie.
Przyjaźń, która łączy Żyda Muhlsteina, Filipa
Berthelota i Rothszyldów paryskich, godna jest
dużej uwagi.
W armii głównym działaczem masonerii
wojskowej jest generał Julian Stachiewicz,
członek „Wielkiego Wschodu”…, szef Biura
Historycznego Wojskowego; obok niego należą
do masonerii następujący wojskowi: pułk.
Schaetzel, obecnie (1932) szef wydziału
wschodniego ministerstwa spraw zagranicznych i
pułk. Bociański, obecnie (1932) dowódca szkoły
wojskowej w Ostrowiu.
Członkami „Loży Narodowej” są: pułk. Pieracki,
obecnie (1932) min. spraw wewnętrznych; pułk.
Prystor, obecnie (1932) prezes Rady Ministrów;
pułk. Sławek, poseł i prezes partii rządo-wej
BBWR; pułk. Boerner, minister poczt i telegrafów;
pułk. Mie-dziński, poseł; pułk. Matuszewski,
wiceminister skarbu; pułk. Maleszewski, szef
policji; pułk. Kostek-Biernacki, wojewoda nowogrodzki,
autor bluźnierczej książki, zatytułowanej
„Djabeł zwy-cięzca”.
Do loży „Szarotka” należą następujący
wojskowi: gen. Gąsio-rowski, szef sztabu
generalnego; gen. Młot-Fijałkowski; gen. DąbBiernacki;
gen. Rydz-Śmigły; major rezerwy
Świtalski, który jest obecnie (1932) marszałkiem
Sejmu polskiego.
* * *
Z przytoczonych już dotąd nazwisk wynika, że
Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz II Oddział
Sztabu Generalnego, do którego zadań należy
informacja i tajny wywiad, stanowią komórki, z
których wyszło wielu wybitnych działaczy i
polityków masońskich. Do tego rodzaju komórek
należy również zaliczyć stanowiska bibliotekarzy
ministerialnych i sejmowych.
* * *
Przypomnieć tutaj również należy, że w roku
1926, w roku zamachu majowego, (który to
zorganizowała masoneria) zosta-ła założona w
Łodzi masońska loża symboliczna pod nazwą „Gabriel
Narutowicz”, która to nazwa nie jest − jak
można przypu-szczać − nazwą tylko
przypadkową.
* * *
Bezwzględnie wrogie i agresywne stanowisko
obozu (tzw.) „sanacji moralnej”, czy też jego
najbardziej ruchliwego i krzykliwego odłamu,
identyfikującego się z czynnikami rządzącymi w
kraju, − w stosunku do Kościoła katolickiego, −
jest konie-cznością, wypływającą z wewnętrznego
ukształtowania się sił tego obozu, z ich jakości.
Gros tej grupy tworzy radykalna inteligencja
polsko-żydo-wska, przesiąknięta do rdzenia
ideologią masonerii.
Nie znaczy to − że obóz ten należy w całości
do masonerii, nie mniej faktem jest, iż ta właśnie
radykalna inteligencja, jest propagatorką haseł
masońskich, wykonawczynią woli lóż.
„Masonerja w Polsce Współczesnej” –
Bolesław Chełmiński – Warszawa − 1936 r.
___________________
POWINOWACTWA ŁĄCZĄCE ŻYDÓW I
MASONÓW
Powinowactwa łączące Żydów i masonów –
pisze Leon de Pon-cis − były wielokrotnie
wykazywane w pracach poświęconych studiom
nad masonerią, a prałat Jouin ukuł termin
„judeoma-soneria”, który przyjął się w języku
potocznym.
Dokonajmy przeglądu najważniejszych spośród
tych powinowactw.
W zakresie ideologii
Widzieliśmy, że masoński okultyzm wywodzi
się po większej części z Kabały. Jeśli idzie o
masoński racjonalizm, wiadomo, że znalazł on
wyraz w Deklaracji Praw Człowieka z r. 1789 bę-
dącej kodyfikacją ideologii rewolucyjnej. Czy są
odniesienia do judaizmu? Owszem, wyraził je tymi
słowy wielki rabin Francji, Jo Sitruk:
«Judaizm przenika cały świat współczesny,
zwłaszcza poprzez Rewolucję i Deklarację
Praw Człowieka.»
W zakresie symbolizmu i obrzędów
„Obrzędowość masońska zdradza swe
judaistyczne pochodzenie” − pisze kardynał Caro
Rodriguez i daje tego następu-jące przykłady:
89
89
„Znaki heraldyczne, w których znajdują się postacie
herubinów, opisanych w drugim widzeniu
Ezechiela: wół, człowiek, lew i orzeł; dwie kolumny
świątyni masońskiej będą-ce wspomnieniem
świątyni Salomona; odbudowa świątyni: wyrażenie,
które określa główny cel masonerii;
legendy i nauki wysnute w dużej części z Biblii i
prawie zawsze przemieszane z tradycją cechów
mularskich, a w szczególności legenda Hirama,
która odgrywa tak ważną rolę w obrzędowości
mas.; różne nazwy, jak imiona kolumn świątyni,
Boaz i Jakin, słowa rozpoznawcze i hasła, jak
Tubal-Kain, Szibolet, Makbenak, Żib-lem czy
Moabon, Nekum lub Nekam, Abibal itp.”. Kardynał
dodaje: „Znaczenie przypisywane liczbom, co jest
znamienną cechą Kabały, jest dodatkowym
świadectwem wpływu Kabały na masonerię”.
W zakresie organizacji
Przez siedemnaście wieków, które nastąpiły po
zburzeniu Jerozolimy i jej świątyni (w roku 70),
naród żydowski żył w rozsypce i wśród
prześladowań; musiał ukrywać swoje organa
kierownicze i dzięki temu w wysokim stopniu
opanował sztukę tajnych struktur władzy. Na
początku XVIII wieku, kiedy masoneria organizuje
się w swych obecnych strukturach, wykazuje tę
samą umiejętność, która robi wrażenie czegoś
zgodnego z jej naturą. Czy zapożyczyła od
narodu żydowskiego tę trudną technikę? Taką
tezę podtrzymuje, popierając ją silnymi
argumentami, były mason Copi-Albancelli w
swojej książce „Le dra-me maconniquela
conjuration juive contre le monde chretien”
(Dramat masoński − spisek żydowski przeciw
światu chrześcijańskiemu).
W zakresie celów
Ten sam ideał mesjanistyczny ziemskiego
szczęścia, to samo oczekiwanie nieosiągalnego
millenium ożywiają judaizm (tal-mudyczny) i
masonerię. Ta sama tendencja i tu i tu do
ubóstwienia ludzkości. Ta sama wrogość do
Kościoła katolickiego. Ta sama wola popierania aż
do ostatka reżimów rewolucyjnych.
Świadectwa autorów żydowskich
Wielu pisarzy żydowskich stwierdziło istnienie
tego powino-wactwa. Dodamy kilka świadectw do
przytoczonego już świadectwa rabina Eliasza
Benamozegha.
La Verite israelite („Prawda Izraelska”)
„Duch masonerii to duch judaizmu w jego
najbardziej fundamentalnych wierzeniach; to są
jego idee, to jest jego język, to jest niemal jego
organizacja (…).
Nadzieja, która podtrzymuje i umacnia
masonerię, to jest na-dzieja, która przyświeca
Izraelowi i utwierdza go na jego bolesnej drodze,
ukazując mu w przyszłości pewny triumf.
Nadejście czasów mesjańskich nie będzie
przecież czymś innym, niż uroczystym
potwierdzeniem i ostateczną proklamacją
wiecznych zasad braterstwa i miłości,
zjednoczenia się wszystkich serc i wszystkich
wysiłków w interesie każdego i wszystkich, nie
będzie czymś innym, niż ukoronowaniem tego
wspaniałego domu modlitwy wszystkich ludów,
którego ośrodkiem i trium-fującym symbolem
będzie Jerozolima”.
Rabin Isaak Wise
„Masoneria jest instytucją żydowską, której
dzieje, stopnie, urzędy, hasła, są żydowskie od
początku do końca”.
The Jewish Tribune
„Masoneria opiera się na judaizmie. Usuńcie z
rytuału masońskiego treść judaizmu, cóż z niego
zostanie?”
Disraeli
Powołując się na wydarzenia z 1848 roku, ów
brytyjski mąż stanu oświadczył w 1852 roku w
Izbie Gmin:
„Przyrodzona równość ludzi i zniesienie prawa
własności są proklamowane przez tajne związki,
które tworzą rządy tymczasowe; a ludzie rasy
żydowskiej znajdują się na czele każdego z tych
związków”.
„Wpływ Żydów można rozpoznać w niedawnym
wybuchu sił destrukcyjnych w Europie. Rozszerza
się rewolta przeciwko tradycji i arystokracji,
przeciwko religii i prawu własności (…)”.
Les Archives Israelites
„Jules Lemaitre zdaje się wierzyć, iż masoneria
jest pochodzenia żydowskiego; nie myli się. Jest
wiele rzeczy trudniejszych do udowodnienia”.
Bernard Lazare
Jakie więc były powiązania Żydów z tymi tajnymi
związkami? Nie jest to łatwe do wyświetlenia, gdyż
brak nam poważnych dokumentów. Jest jednak
90
90
pewne, iż znajdowali się Żydzi u sa-mej kolebki
masonerii, Żydzi kabaliści, jak tego dowodzą
pewne zachowane ryty. Bardzo możliwe, że w
latach poprzedza-jących Rewolucję Francuską
weszli w większej jeszcze liczbie do rad tego
stowarzyszenia i sami zakładali tajne związki. Byli
Żydzi wokół Weishaupta, a Martinez de Pasqualis,
Żyd portugalski, zorganizował liczne loże
illuminatów we Francji i zwerbował wielu adeptów,
których wtajemniczył w dogmat reinte-gracji. Loże
martynistów były mistyczne, podczas gdy inne
odła-my masonerii były raczej racjonalistyczne. Co
uzasadnia stwier-dzenie, że tajne związki
reprezentowały dwie strony żydowskie-go ducha:
praktyczny racjonalizm i panteizm, który jako
odbicie metafizyczne wiary w jednego Boga,
prowadzi niekiedy do kabalistycznego
czarnoksięstwa. Łatwo można wykazać zgodność
tych dwóch tendencji: sojusz Cazotte’a, Cagliostra,
Marti-neza, Saint-Martina, hrabiego de SaintGermain,
Eckartshausena z encyklopedystami i
jakobinami, oraz sposób, w jaki − pomimo ich
oporu − osiągnęli ten sam rezultat, to znaczy osłabienie
chrześcijaństwa. To raz jeszcze
dowodziłoby jedynie, iż Żydzi mogli być dobrymi
agentami tajnych związków, gdyż doktryny tych
związków zgadzały się z ich własnymi doktrynami,
lecz to nie znaczy, że byli ich inicjatorami.
Elie Faure
W swej książce „L’ame juive” (Dusza
żydowska), wydanej ku chwale i obronie Żydów,
Elie Faure tak scharakteryzował oddziaływanie
żydowskiego ducha na współczesne
społeczeństwo: „Od Majmonidesa do Charlie
Chaplina − ścieżka jest łatwa do wyśledzenia, z
tym, że krążenie ducha żydowskiego było, by tak
rzec, nieuchwytne i dopiero po jego przejściu
dawało się zauwa-żyć jego siłę rozkładową. Freud,
Einstein, Marcel Proust, Char-lie Chaplin otwarli w
nas, w każdym tego słowa znaczeniu, prze-dziwne
tunele, obalające mury klasycznej budowli grecko-
łaciń-skiej i katolickiej, w łonie której żarliwy
sceptycyzm żydowskiej duszy czatował, przez
szereg stuleci, na okazję, by nimi wstrzą-snąć od
podstaw… a zarazem oczekiwał, że w wyniku
samego zaprzeczenia ukształtuje się z wolna
nowa budowla, głęboko naznaczona inteligencją,
zaciekle zmierzającą do usunięcia na zawsze
nadprzyrodzoności z horyzontu człowieka”.
„Inteligencja, zaciekle zmierzająca do
usunięcia na zawsze nadprzy-rodzoności z
horyzontu człowieka” − ta formuła, wedle Elie
Faure, dobrze określa pewien rys ducha
żydowskiego, charakteryzuje ona również
ideologię masońską. Stąd też oczywistość
bliskiego między nimi pokrewieństwa.
Z przytoczonych tekstów zapamiętajmy
szczególnie:
− słowa Disraeli’ego, ukazujące nam trzy
główne czynniki władzy politycznej w świecie
współczesnym;
− słowa Bernarda Lazare: „Tajne związki
reprezentowały dwie strony ducha
żydowskiego: praktyczny racjonalizm i
panteizm, prowadzący niekiedy do
kabalistycznego czarnoksięstwa”.
Arnaud de Lassus
__________________
REWOLUCJA FRANCUSKA
Założenia ideowe roku 1789
Jakież były „zasady ówczesnego
społeczeństwa cywilnego”, do których czyni
aluzję Louis Blanc? W istocie rzeczy były to
przykazania Boże, czyli Dekalog. Jakież są
zasady masońskie „sprzeczne z zasadami
ówczesnego społeczeństwa”? Te, które później
nazwano zasadami roku 89.
„Zasady roku 89 − wyjaśnił wielki mistrz
Babaud Lariviere 1 sierpnia 1871 roku − były o
wiele wcześniej uznawane w wa-szych
świątyniach, zanim zostały proklamowane przez
Zgromadzenie Konstytuanty, i opierając się na jej
dziejach można stwierdzić że masoneria była
prawdziwą zwiastunką Rewolucji”.
Zasady roku 1789 zostały skodyfikowane, jak
wiadomo, w Deklaracji Praw Człowieka i
Obywatela, względem której masoni bardzo
słusznie roszczą sobie prawa rodzicielskie:
Kiedy runęła Bastylia, masoneria miała
najwyższy zaszczyt obdarzyć ludzkość kartą,
którą wypracowała prawdziwie z mi-łością (…). 25
sierpnia 1789 roku Konstytuanta, wśród człon-ków
której było przeszło 300 masonów, przyjęła zasady
roku 89 niemal dosłownie takie, jakie długo
przedtem opracowywano w lożach.
Przejście od Ancien Regime’u do ustroju
rewolucyjnego z 89 roku zostało więc dokonane
przez zastąpienie Dekalogu deklaracją praw
91
91
człowieka; aby uwydatnić tę podmianę,
ikonografia tamtych czasów przedstawia prawa
człowieka wyryte na dwóch tablicach podobnie, jak
przykazania Boże były wyryte na dwóch
kamiennych tablicach na górze Synaj.
Przygotowanie Wielkiej Rewolucji
Francuskiej
Masoneria przekazała rewolucji nie tylko swe
idee, lecz także swoje metody i swoich ludzi. Kiedy
historyk, mason Henri Mar-tin, zapewnia, że
masoneria była laboratorium rewolucji, słowo
„Laboratorium” należy rozumieć w szerszym
znaczeniu.
Zrozumiały jest entuzjazm masonów
wzbudzany tym wyczy-nem, entuzjazm, którego
przejawem jest następująca wypowiedź
Najwyższej Rady Wielkiego Wschodu:
To masoneria przygotowała naszą rewolucję,
największą ze wszystkich epopei ludowych, jakie
historia zapisała w swoich annałach, oraz to
masonerii należy się najwyższy zaszczyt
wyposażenia tego wiekopomnego wydarzenia w
dokument, w któ-rym wcielone zostały jej
podstawowe założenia.
Gdy wybucha rewolucja, masoneria staje się
niewidoczna
Od 1789 roku wszystkie siły napędowe we
Francji wpadają w ręce masonów. „Towarzystwo
Jakobinów, które było głów-nym sprawcą
rewolucji francuskiej, było, że tak powiem, tylko
zewnętrznym przejawem loży masońskiej. To,
czego dokonali jakobini w czasie nieśmiertelnych
pięciu lat, od 1789 do 1794 roku, możemy i
powinniśmy uczynić powtórnie, gdyby powróciło
zagrożenie…”.
W tychże samych latach masoneria stała się
niewidoczna. Oto, jak tłumaczy tę sprawę mason
Renaudeau:
„Aby dać wam przykład, czego może dokonać
masoneria, po-wołam się na rolę, jaką odegrała
podczas rewolucji 1789 roku. Zmiana zapatrywań,
jaka nastąpiła w mieszczaństwie XVIII wie-ku, była
dziełem masonerii; lecz kiedy wybuchła
rewolucja, skończyła się rola masonerii − jakby
przestała istnieć. Podczas całego burzliwego
okresu rewolucji jej istnienie było jakby fik-cyjne,
gdyż zawiesiła swe normalne prace. Nie
przeszkadza to jednak temu, iż wszyscy
rewolucjoniści oraz członkowie Konwentu
wywodzili się z masonerii. Gdzie pracowali? W
klubach. Nie znajdowali się już w lożach, bo w
lożach nie robi się rewolucji. W lożach
przygotowuje się umysły, a one działają gdzie
indziej”.
Wyjaśnienie, jakie podaje mason Renaudeau,
jest bez wąt-pienia niepełne. W gorącym okres
rewolucji usuwa się w cień intelektualna część
masonerii, ta, której zadaniem jest właśnie
przygotowywanie umysłów i urabianie opinii. Ale w
piramidzie tajnych związków, jaką stanowi
masoneria, z całą pewnością istnieją kręgi na
wyższym poziomie, przygotowane już nie do
urabiania umysłów, lecz do przewrotu i walki
zbrojnej; i te kręgi nie znajdowały się oczywiście w
stanie uśpienia w roku 1789!
Świadectwa dotyczące istnienia i roli wyższych
tajnych kręgów
Co to są wyższe tajne kręgi, i jaką spełniają
rolę w masonerii, wypowiada się Copin-Albancelli,
w swojej książce opubli-kowanej w 1905 r.
„Comment je suis entre dans la francmaconnerie
j’en suis sorti” („Jak wszedłem do masonerii i jak z
niej wyszedłem”), Copin-Albancelli opowiada o
zabiegach, których był przedmiotem w czasie, gdy
już myślał o wystąpieniu:
Jeden z najznakomitszych ludzi, nie ze świata
politycznego, ale ze świata masońskiego,
zaproponował mi spotkanie, żeby mi
zakomunikować rzeczy, jak mówił, najwyższej
wagi. Zaczął od tego, że zażądał zachowania
tajemnicy na temat rozmowy, którą ze mną
przeprowadzi. Potem powiedział:
„Może pan ocenić potęgę masonerii. A jednak
jest pan też w stanie uświadomić sobie, jak
mierne są elementy, które ją two-rzą. Jesteśmy
wszechmocni nie dlatego, że masoni są bardziej
inteligentni, zręczniejsi lub bardziej wykształceni,
niż najpospo-litsi profani, bo pan wie, że tak nie
jest, ale dlatego, że jesteśmy zorganizowani. Kraj
nie ma pojęcia o naszej organizacji i naszym celu.
Z tego wynika, że możemy działać, kiedy nikt się
tego nie spodziewa, a więc i nie przeciwstawia się
naszym dzia-łaniom. W tym tkwi tajemnica naszej
siły. Ale niech pan sobie wyobrazi, że na miejscu
zrzeszenia się dwudziestu pięciu tysię-cy zer
znajdzie się inne stowarzyszenie liczące tylko
tysiąc człon-ków, ale do którego nie
przyjmowanoby nigdy nowego członka bez
przebadania go i śledzenia przez całe lata, bez
wypróbowa-nia go w najróżnorodniejszych
okolicznościach, jak i trudnościach, by pokonując
92
92
je mógł wykazać miarę swojej inteligencji i swojej
woli. Niech pan sobie wyobrazi podobne
stowarzyszenie, z taką rekrutacją, że należą do
niego tylko wybrani, tacy, o których można
powiedzieć, iż wszyscy mają tylko jedną głowę,
jedno serce, jedno ramię. Co pomyślałby pan o
sile, jaką dys-ponowałoby podobne
stowarzyszenie?”
Odpowiedziałem naturalnie, że takie
stowarzyszenie byłoby panem świata. Wtedy,
powtórzywszy, że to, o czym mnie powiadomi,
powinno pozostać na zawsze między nami, mój
rozmówca powiedział: «A więc! takie
stowarzyszenie istnieje i jestem upoważniony, jeśli
pan tego pragnie, wprowadzić pana do niego.
Piccolo Tigre
(Loże są) składnicą, rodzajem stadniny,
ośrodkiem, przez któ-ry trzeba przejść, zanim się
przyjdzie do nas (wyższych tajnych kręgów) (…).
Poddając go odpowiedniemu szkoleniu, bierze się
w posiadanie wolę, rozum i wolność danego
człowieka. Rozpo-rządza się nim, wykorzystuje
go, bada się go. Odgaduje się je-go skłonności,
jego upodobania i dążenia; gdy jest już dojrzały
dla nas, kieruje się go do tajnego związku, do
którego masoneria może być tylko przedsionkiem
raczej źle oświetlonym.
Świadectwo o działaniu poprzez inspirację
W masonerii „polecenia są przekazywane na
ogół przez sugerowanie, a nie drogą nakazu, gdyż
zawsze istnieje ryzyko, że na podstawie nakazu
zostałoby odkryte i skompromitowane źródło
inspiracji” − wyjaśnił Leon de Poncins w tekście
wyżej cytowanym. Copin-Albancelli potwierdza to
na podstawie własnego do-świadczenia:
„Nigdy nie otrzymałem nakazu w czasie
sześciu lat spędzonych w tym stowarzyszeniu.
Nigdy go też nie wydałem. Nie wi-działem nigdy
żadnego masona wydającego ani otrzymującego
polecenia, z wyjątkiem pewnego przypadku, o
którym zaraz o-powiem. Oddziaływuje się przez
poddawanie sugestii. Stosuje się metodę, która
została sformułowana w następującym cyta-cie z
masońskiego czasopisma: „Oficjalne polecenie
pochodzące od masonerii dotyczy aborcji. Trzeba
zupełnie inaczej wykorzy-stywać osobiste wpływy,
starannie przesłonięte”. A więc żadnych rozkazów,
„żadnych oficjalnych rozstrzygnięć”. −
Sugerowanie; wpływy osobiste, starannie
przesłonięte, które działają pod ukrytą inspiracją
tajnej Władzy, często nieświadomie, ale stale i w
jednym kierunku dzięki mechanizmowi, który tu
opisaliśmy; i to podczas tylu miesięcy, tylu lat, tylu
okresów lat, ile potrzeba, aby został wytworzony
wymagany stan umysłów.
Koniecznie trzeba silnie to podkreślić, przede
wszystkim dla-tego, że ta metoda tłumaczy
możliwość funkcjonowania tajnej Władzy;
następnie dlatego, że jest to ogółowi nie znane i że
zna-jomość tego faktu jest jednak bardzo ważna,
jeśli się obmyśla metody walki z masonerią”.
„Masoneria czyżby papierowy tygrys” −
Arnaud de Las-sus − Wa-wa, 1994 rok.
___________________
DEKLARACJA PRAW CZłOWIEKA
Głębsze znaczenie Praw Człowieka
Nie potrzeba udowadniać, że przygotowanie i
tryumf Rewolucji Francuskiej były dziełem
wolnomularstwa skoro masoni sami się tym
chełpią. Stąd też Deklaracja Praw Człowieka jest
dziełem masonerii. Gdy padła Bastylia powiedział
Bonnet, mów-ca na zgromadzeniu Wielkiego
Wschodu w 1904 roku, „maso-neria miała
zaszczyt dać ludzkości kartę praw, którą z troską
wypracowała”. To nasz brat, de la Fayette,
pierwszy przedsta-wił „projekt deklaracji o
naturalnych prawach człowieka i oby-watela
żyjącego w społeczeństwie”, mającej być
pierwszym ar-tykułem konstytucji. 25 sierpnia
1789 r., zgromadzenie kon-stytucyjne, przyjęło
Deklarację Praw Człowieka prawie słowo w słowo
w zgodzie z formułą przyjęto w lożach. Biorąc pod
uwagę naturalizm wolnomularstwa Deklaracja ta
nie jest niczym innym jak tylko formalnym
odrzuceniem wierności Chrystusowi Królowi, życiu
nadprzyrodzonemu i udziałowi w Jego Mistycznym
Ciele. Tak więc państwo francuskie oficjalnie
oświadczyło, że nie posiada już żadnych
obowiązków wobec Boga poprzez Jezusa
Chrystusa i że nie uznaje już godności bycia
chrześcijanami przez swoich obywateli.
Rozpoczęło w ten sposób atak na organizację
społeczeństwa pod władzą Chrystusa Króla, co
trwa do dzisiaj.
To był tylko pierwszy krok. „Podległość
masonerii wobec Ży-dów” pisze ks. Joseph
Lmann, „wkrótce ujawniła się”. Jak?… «Gdy
zagadnienie emancypacji Żydów stanęło przed
93
93
Zgromadzeniem Konstytucyjnym (1789-1791)
posłowie, którzy podjęli się doprowadzić do jej
przegłosowania byli wszyscy wolnomula-rzami.
Mirabeau był masonem wyższego stopnia, bliskim
Weishaupta i jego wspólników i blisko powiązany
z Żydami Berlina. Gdy po dwuletnich wahaniach
Zgromadzenie Konstytucyjne na swym
przedostatnim posiedzeniu jeszcze nie było
zdecydowane, mason i jakobin A. Duport,
domagał się przegłosowania tej sprawy przy
pomocy pogróżek… Taka oto była pierwsza tajna
usługa masonerii wobec judaizmu. Po niej przyjdą
inne.»
Przy pomocy więc Rewolucji roku 1789
państwo francuskie nie tylko zadekretowało
niechęć wobec prawdziwego nadprzyrodzonego
Mesjasza i Jego programu ale dopuściło też do
peł-nego obywatelstwa przedstawicieli narodu
żydowskiego, w ten sposób pozwalając im by
swobodnie pracowali, wbrew nadprzy-rodzoności,
na rzecz dominacji ich narodu. Historia współczesna
od roku 1789 jest w istocie zapisem
przechodzenia państwa za państwem pod
ponadnarodową, wolnomularską dominację,
sprzeczną z porządkiem nadprzyrodzonym. Za nią
wy-łania się stopniowo jeszcze silniej
zorganizowana i równie sprzeczna z porządkiem
nadprzyrodzonym, ponadnarodowa do-minacja
narodu żydowskiego. Dlatego to epoka
porewolucyjna jest świadkiem wytrwałych ataków
na program Chrystusa Kró-la w poszczególnych
krajach.
Zaraz po każdej udanej rewolucji masońskiej,
zaczynając od pierwszej w roku 1789, a kończąc
na hiszpańskiej w roku 1931, świat dowiadywał
się, że dany kraj wchodził na drogę „postę-pu”,
wprowadzając „oświecone” reformy, takie jak
rozdział Kościoła od Państwa (czy też
równouprawnienie wszystkich wyznań), legalizacja
rozwodów, sekularyzacja szkół, restrykcje wo-bec
zakonów jak też ich wypędzenie, gloryfikacja
wolnomularstwa, nacjonalizacja własności i
nieograniczona swoboda prasy.
Proces eliminacji jedności międzynarodowej
opartej na Mistycznym Ciele Chrystusa i
zastępowanie go naturalistyczną do-minacją
narodu żydowskiego, wydaje się dziś być u progu
tryumfu.
Jeszcze w 1922 roku Zgromadzenie Wielkiej
Loży Francji uznało, że do jej zadań należy
„stworzenie europejskiego ducha…
ustanowienie Stanów Zjednoczonych Europy
lub raczej Federacji Świa-ta”. Po tej stronie
żelaznej kurtyny oraz w USA zachęca się na-rody
by zrezygnowały z narodowej suwerenności i
weszły na drogę federacji, w której ci co kontrolują
światową masonerię będą w posiadaniu ogromnej
władzy oraz w której nikt nie bę-dzie słuchał
autentycznego Nauczyciela prawa moralnego. Z
drugiej strony żelaznej kurtyny widzimy
kontynuację tego co zdefiniował pan Oudendyke,
duński ambasador w St. Petersburgu i co zostało
opublikowane w brytyjskim opracowaniu
rządowym (White Paper) z kwietnia 1919 roku:
„Jeżeli bolszewizm nie zostanie utrącony w
zarodku i to natychmiast, rozszerzy się od
kraju do kraju poprzez Europę i cały świat,
ponieważ jest on zorga-nizowany i sterowany
przez Żydów, którzy nie mają żadnej
narodowości i których celem jest zniszczenie
we własnym interesie istniejącego ładu”.
Hilaire Belloc, pisał 4 lutego 1937 roku w „G.
K’s Weekly”: „Każdy kto nie wie, że obecny
bolszewicki ruch rewolucyjny w Rosji jest
ruchem żydowskim, jest człowiekiem
oszukanym przez samocenzurę naszej fatalnej
prasy”. Kto dzisiaj dokładnie przygląda się
przywódcom Rosji i krajów satelickich takich jak
np. Polska i Węgry, dojdzie do tego samego
wniosku.
Masoneria w krajach protestanckich i
katolickich
Gdy raz się zrozumie bezład wynikający z
masońskiego na-turalizmu i jej walki z
nadprzyrodzonością nie trudno zrozumieć
różnorodność dróg postępowania odnośnie
różnych rzą-dów. „Mową i piórem”, pisze mason
Pike („The Inner Sanctuary”, IV, str. 547), „przy
pomocy wszystkich naszych jawnych i tajnych
wpły-wów, kiesą a jeżeli trzeba i mieczem,
wspierać będziemy postęp ludzkości i
pracować nad uwolnieniem ludzkiego umysłu
by dać swobodę ludzkiemu sumieniu (w
szczególności od papieskich uzurpacji) oraz
równe prawa wszystkim ludziom”.
Formacja ku „tolerancji” dawana w lożach ma
na celu nie tylko nadać bierny stan umysłu, który
każe jednakowo traktować religijną prawdę i fałsz,
z równą obojętnością; ale dąży również do tego
by wywołać stan aktywnej nienawiści wobec tego
co określa jako „nietolerancję” ze strony Kościoła
katolickiego, a mianowicie wobec domagania się
przez Kościół by przy-jąć boski plan ładu
powszechnego. Tak więc formacja w masońskiej
„tolerancji” jest w gruncie rzeczy formacją w
94
94
nienawiści wobec nienaruszalności i siły Kościoła
katolickiego stoją-cego na gruncie
nadprzyrodzonego życia i ładu w świecie. Oto
dlaczego anglosaska masoneria, pozornie tak
konserwatywna, nieustannie wspiera ruchy
lewicowe, przeciwne prawdziwemu porządkowi na
świecie.
Konsekwencją tego dwuznacznego
naturalistycznego uformowania się masonerii w
odniesieniu do państwa, w połącze-niu z
denuncjacją państwowej „tyranii” i „uzurpacji”,
odpowiadającej denuncjacji „przesądu” i
„nietolerancji” w stosunku do religii, będzie
skłonność ku kierunkom lewicowym. Państwa bę-
dą ogłaszane jako „tyranie” proporcjonalnie do
zakresu w ja-kim akceptować będą Chrystusowy
program ładu społecznego. W krajach katolickich
gwałtowne rewolucje zawsze skierowane będą
przeciwko porządkowi społecznemu opartemu na
respektowaniu Królestwa Chrystusowego.
Ponieważ kraje protestanc-kie odrzuciły
Chrystusowy program ładu nadejście w nich naturalizmu
to tylko kwestia czasu, nie jest
konieczne używać w stosunku do nich takich
określeń jak „tyrania” czy „despo-tyzm” stosowane
swobodnie przez masonerię wobec posiadło-ści
Burbonów czy Habsburgów.
Kraje protestanckie jednak nie będą
oszczędzone, ponieważ z tyłu za masonerią stoi
bardziej zwarta naturalityczna siła narodu
żydowskiego, z jego mesjańską misją
zdominowania wszystkich narodów. Wszelkie
ślady rządów prawdziwego, nad-przyrodzonego
Mesjasza muszą być usunięte. Wysoki dostojnik,
którego nazwiska Kardynał Pitro nie ujawnia,
powiedział mu w Wiedniu w r. 1889: „Kraje
katolickie muszą być zmiaż-dżone przez
protestanckie. Gdy ten cel zostanie osiągnięty, wystarczy
jedno pchnięcie by osiągnąć powalenie
protestantyzmu”. Masoni w Anglii i w USA
ustąpią naciskom przywódców żydowskich,
nawet wtedy gdy interesy Anglii i USA
ewidentnie na tym stracą. Jak podaje „The
Brooklyn Tablet” z 14 maja 1949 roku niekatolik,
Senator Owen Brewster ze stanu Maine,
przemawiając w Senacie USA na temat stosunku
do Hiszpanii, powiedział: „Hi-szpanii nie uznajemy
bo jest krajem katolickim… z ust do ust szeptana
jest prawda, że alternatywą dla komunizmu jest
katolicyzm. Wiemy, że prawda ta stale
powtarzana jest w kuluarach choć Senatorowie
niechętnie mówią o tym publicznie”.
Rozbiór Irlandii
Nie tu jest miejsce by roztrząsać masoński
plan wobec Irlandii. Już sześć ulsterskich
powiatów zostało odłączonych od reszty kraju i
ustanowiono państwo z rządem o przytłaczają-
cych wpływach masońskich (trzeba pamiętać, że
Orange Society jest organizacją paramasońską
szkoloną do antykatolickich wystąpień). Nie
wszystkie powiaty Ulsteru zostały włączone do
tego państwa aby przypadkiem katolicy nie
uzyskali przewagi w parlamencie. Katolicy
irlandczycy mają pretensje o podział ich kraju.
Tymczasem wywiera się na nich naciski by
ustąpili masonom jeszcze bardziej odchodząc od
programu Chrystuso-wego Królestwa przez
naruszenie jedności i nierozerwalności
małżeństwa. Ci, którzy mają rozeznanie, wiedzą,
że cel senatora H. Lehmana, który dąży do
likwidacji podziału Irlandii jest złowieszczy.
Opisany on jest w piśmie „Commonsense” z 15
listopada 1949 r. jako „bankier-syjonista
zaprzyjaźniony z Moskwą”. Gdyby bp. Dillon żył
dzisiaj powiedziałby katolickim Irlandczykom by:
„pamiętali o swoich obowiązkach wobec naszego
Boskiego Pana, Jezusa Chrystusa, który
podtrzymywał ich ojców przez wieki ucisku” (z
przepięknego prologu do irlandzkiej kon-stytucji), i
by dbali oto by przede wszystkim Jego zadowolić,
a nie syjonistów-komunistów czy masonów.
Antysemityzm
W obliczu zamętu jaki dominuje wśród
katolików odnośnie zagadnienia antysemityzmu,
trzeba i na ten temat powiedzieć parę słów przed
zamknięciem tego wstępu.
W doskonałej recenzji książki bp. Dillon „The
Kingship of Christ and Organised Naturalism”,
która ukazała się w jezuickim magazynie La Civit
Cattolica (Rzym) z marca 1947 r. recenzent
szcze-gólnie podkreślił rozróżnienie jakie
zawierają wszystkie Jego książki. Pisze on: „Autor
pragnie wyraźnie odróżnić nienawiść do narodu
żydowskiego, która jest antysemityzmem, od
opozycji wobec Żydów i ich masońskiego
naturalizmu. Ta opozycja ze strony katolików musi
być przede wszystkim pozytywna po-przez
uznanie, nie tylko indywidualne, ale i społecznie,
praw nadprzyrodzonego Królestwa Chrystusa i
Jego Kościoła, oraz poprzez dążenie polityczne
do tego by prawa te były uznane przez państwa,
też i w życiu publicznym. Dla tego koniecznego
przedsięwzięcia… aktywne i skuteczne
95
95
zjednoczenie katolików… jest absolutnie
potrzebne”.
Nie ma tu miejsca na obszerne cytowanie
papieskich doku-mentów by wykazać, że z jednej
strony papieże domagają się by katolicy
niezachwianie stali przy niezbywalnych prawach
Chrystusa Króla, co zawierają encykliki, a z
drugiej strony by zachowali swe umysły i serca
wolne od nienawiści wobec narodu żydowskiego.
Z jednej strony muszą walczyć o prawa Chry-stusa
Króla i nadprzyrodzony ład w organizowaniu
społeczeństw, co zawiera encyklika „Quas
Primas”, niedwuznacznie ogłaszają-ca, że
odrzucenie Jezusa Chrystusa, Prawdziwego
Mesjasza, przez Żydów, oraz nieustępliwe trwanie
tego narodu w opozycji wobec Niego, stanowi
podstawowe źródło bezładu i konfliktów na
świecie.
Dwa są powody, dla których wierni Bogu będą
zdradzani przez tych, którzy powinni być po
stronie Chrystusa Króla. Po pierwsze wielu
pisarzy katolickich mówiąc o papieskich
potępieniach antysemityzmu nie wyjaśnia
znaczenia tego słowa ani nawet nie odwołuje się
do dokumentów, które upominają się o prawa
naszego Boskiego Pana, Głowy Mistycznego
Ciała, Ka-płana i Króla. Tak więc wielu nie wie o
obowiązkach spoczywających na wszystkich
katolikach by opowiadać się zdecydowanie za
Królestwem Bożym w społeczeństwie, a
przeciwko ży-dowskiemu naturalizmowi. W
rezultacie wielu katolików tak zupełnie nie zna
doktryny katolickiej, że stawiają zarzut
antysemityzmowi wobec tych, którzy walczą o
prawa Chrystusa Kró-la, tym samym
wspomagając wrogów Pana Boga. Po drugie
wielu pisarzy katolickich bezkrytycznie powtarza
co przeczytali w naturalistycznych, zwróconych
przeciwko nadprzyrodzoności gazetach, nie
rozróżniając między antysemityzmem we wła-
ściwym katolickim sensie jak wyjaśniono powyżej,
a „antyse-mityzmem” jak pojmują go Żydzi. Dla
Żydów „antysemityzmem” jest wszystko co
sprzeciwia się naturalistycznej, mesjańskiej
dominacji ich narodu nad wszystkimi innymi.
Zupełnie więc logicznie przywódcy narodu
żydowskiego utrzymują, że upieranie się przy
prawach Chrystusa jest przejawem „antysemityzmu”.
Określenie „antysemityzm”, ze wszystkimi
jego bojowymi skojarzeniami w umysłach
niemyślących, jest rozszerzane by objąć nim
wszelki opór wobec dążeń narodu żydowskie-go
do naturalistycznych celów i wszelkie
demaskowanie metod, które stosują do osiągania
tych celów.
Papież Pius X powiedział 13. grudnia 1908 r. w
czasie beatyfikacji Joanny d’Arc: „W naszych
czasach, bardziej niż kiedykolwiek dotychczas,
największą siłą czyniących zło jest tchó-rzostwo i
słabość ludzi dobrych, a cały wigor rządów
szatana wynika ze słabości katolików. O gdybym
mógł zapytać Boskiego Zbawiciela, jak uczynił to w
duchu prorok Zachariasz: Czym że są rany na
twoich dłoniach? Odpowiedź byłaby bez wątpienia
następująca: Doznałem tych zranień w domu tych,
którzy mnie kochali. Zranili Mnie przyjaciele,
którzy nie zrobili nic by Mnie bronić, oraz ci, którzy
przy każdej okazji stają się wspólnikami moich
przeciwników. Ten wyrzut można skierować do
słabych i tchórzliwych katolików wszystkich
krajów.
Ks. Denis Fahey, C.S.Sp.
Święto Najświęt. Serca Pana Jezusa
16 czerwiec 1950 r.
Napoleon i masoneria
Muszę teraz skierować uwagę Państwa przez
parę chwil na przywódcę, którego wyłoniła
pierwsza Rewolucja Francuska i którego militarna
i dyplomatyczna sława jest ciągle żywa w pamięci,
wielu, obecnego pokolenia. Przywódcą tym
był Napoleon Bonaparte. W dniach swych
największych tryumfów nic go bar-dziej nie drażniło
niż przypominanie mu jego jakobińskiej przeszłości.
Chciał pozować na nowego Karola
Wielkiego, lub Rudolfa Habsburga. Chciał
uchodzić za przyjaciela religii, katolickiej religii w
szczególności. Uczynił coś niecoś w kierunku
przywrócenia Kościoła we Francji, ale było to tak
mało jak tylko mógł sobie na to pozwolić. To
zapewne uniemożliwiło bardziej całościową
reakcję na rzecz prawdziwych aspiracji religijnych
ludności. Dokonano tego z ociąganiem się,
oszczędnie i zazdro-śnie. A gdy się dokonało,
Napoleon robił wszystko co w jego mo-cy by
umniejszyć wynikające z tego korzyści. Wkrótce
stał się prześladowcą, bezdusznym, okrutnym,
niewdzięcznym prześla-dowcą Papieża i
przeciwnikiem najsłuszniejszych interesów re-ligii
we Francji jak również we wszystkich krajach,
które mia-ły nieszczęście znaleźć się pod jego
panowaniem.
Przyczyną tego wszystkiego jest to, że
Napoleon rozpoczął swoją karierę jako
wolnomularz, i z ducha pozostał wolnomularzem
do końca życia. Wiemy, że zawdzięczał swoje
96
96
pierwsze wyniesienie jakobinom oraz, że jego
pierwszym sponsorem był Robespierre. Jego
pierwsza kampania we Włoszech charakteryzowała
się największą brutalnością,
zaspakajającą masońską nienawiść wobec
Kościoła. Rozpędzał klasztory, niszczył kościo-ły,
katedry i sanktuaria, sprowadził Papieża do
wielkiego poniżenia. Jego słowa były odbiciem
jego czynów i jego serca. W jego listach dźwięczy
duch zaawansowanego wolnomularstwa. Pyszni
się w nich ranami jakie zadał Kościołowi
Chrystusowe-mu.
A jednak awanturnik ten z dużą zręcznością
potrafił uchodzić wśród wielu, szczególnie w
Irlandii, za dobrego katolika. Ponieważ był
wrogiem Anglii, lub raczej to Anglia, prowadzona
przez Pitta i Burke, uznała siebie za wroga
Rewolucji, której był wytworem i kontynuacją,
wielu politycznych przeciwników Anglii uznało
Bonapartego za bohatera. Nie sposób przeczyć
jego geniuszowi wojskowemu, ani w ogóle jego
wielkim zdolnościom. We wszystkim jednak co
czynił był tym czym go uczyniła masoneria. Był
złośliwy, samolubny, tyrański, okrutny. Nie liczył się
z krwią. Mógł tolerować i wykorzystywać Kościół
gdy to służyło jego polityce. Ale od początku do
końca swej kariery był zupełnie obojętny wobec
kondycji Kościoła i brakowało mu wiary w jego
doktrynę. Taką postawę wpoiły wczesne i na całe
życie wiążące związki z illuminizmem.
O. Deschamps pisze o nim: „Napoleon
Bonaparte był w rze-czywistości wysokiego stopnia
masonem, a okres jego rządów to czas
największego rozkwitu masonerii. W okresie
terroru Wiel-ki Wschód zawiesił działalność. Gdy
tylko Napoleon uchwycił władzę loże otwarły się
wszędzie.
Mówiłem, że rewolucyjni przywódcy Francji
wszyscy byli illu-minatami, a więc masonami
najgorszego typu, których ostatecz-nym celem
była destrukcja wszelkiej istniejącej religii i
wszelkiej formy rządu świeckiego po to by
wprowadzić ateistyczną, republikę społeczną,
która powinna rozprzestrzenić się na cały świat i
objąć całą ludzkość. Masoneria, jak widzieliśmy
zaprasza muzułmanów i Hindusów, Chińczyków i
buddystów, chrześcijan i Żydów. Pragnie pokonać
wszystkich by sprowadzić ich do jednego poziomu
ateizmu i komunizmu. Gdy więc jej Dyrektoriat,
pragnąc się pozbyć Napoleona, planował
wyprawę do Egiptu i Azji, mieli na uwadze
realizację części tego programu jak również
usunięcie groźnego rywala. Uniwersalna monarchia
jest w ich ujęciu najskuteczniejszą metodą
osiągnięcia uniwersalnej republiki. Gdy się ją
osiągnie, wówczas sztylet, który u-sunął Gustawa
III szwedzkiego czy gilotyna, która usunęła Ludwika
XVI francuskiego mogą być ponownie
użyte. Wezwie się Brutusa by usunął Cezara. Nie
są to ludzie, którzy by się zży-mali przed
przelewem krwi dla osiągnięcia swoich celów.
Napoleon, który jak informuje nas O.
Deschamps był człon-kiem loży Templariuszy,
ekstremalnie illuministycznej loży Lyonu, i dał
dowody swojej wierności masonerii we Włoszech,
był tym człowiekiem, który rozszerzył rządy
republikańskie w całej Azji. Pojawił się w Egipcie z
tą samą hipokryzją okazując szacu-nek koranowi,
Mahometowi i islamowi z jakim okazywał go póź-
niej Kościołowi katolickiemu gdy to mu było
wygodne. Jego mo-wa do ludności Egiptu jest
najlepszym tego dowodem. Z prawdziwie
masońską hipokryzją mówił on:
«Cadykowie, Szejkowie, Imani! Powiedzcie
ludowi, że jesteśmy przyjaciółmi islamu, że
szanujemy Allaha, Jego Proroka i Koran
bardziej niż Mamemlucy. Czy to nie my
zniszczyliśmy Papieża, który chciał wojny z
muzułmanami? Czy to nie my byliśmy poprzez
wieki przyjaciółmi Wielkiego Pana − niech Bóg
spełnia jego ży-czenia − oraz wrogiem jego
wrogów? Allah jest Bogiem, a Mahomet jest
Jego Prorokiem! Przede wszystkim nie
obawiajcie się o religię Proroka, którą
kocham!»
Skalkulowana hipokryzja widoczna jest z
przemówienia jakie wygłosił w tym czasie do
swoich własnych żołnierzy. To przemówienie
równocześnie ukazuje jaką wartość możemy
przypisy-wać jego oświadczeniom o przywiązaniu i
szacunku dla chrześ-cijaństwa. Oto tłumaczenie
tej wypowiedzi:
«Żołnierze! Ludzie, z którymi mamy teraz
żyć to mahometanie. Pierwszą dla nich
prawdą wiary jest to, że nie ma Boga prócz
Allaha i Mahomet jest Jego Prorokiem. Nie
sprzeciwiajcie się im. Traktujcie ich tak jak
traktowaliście Żydów i Włochów. Okazujcie
taki sam szacunek dla ich muezinów i
immamów jak okazywaliście dla rabinów i
biskupów. Okazujcie taką samą tolerancję dla
ceremonii wymaganych przez Koran i dla
meczetów jak okazywaliście dla klasztorów i
dla synagog, dla religii mojżeszowej i dla
religii Jezusa Chrystusa.»
97
97
Czytamy w korespondencji Napoleona I
opublikowanej na rozkaz Napoleona III (t.V, str.
185, 191, 241) co myślał o tej swojej proklamacji
aż do końca swojej kariery:
«W gruncie rzeczy, sytuacja mogła była
zmusić mnie do przyjęcia islamu”, oświadczył
(będąc więzionym) na skale Św. Heleny. „Czyż
myśl o Imperium Wschodu, a może nawet o
podporządko-waniu sobie całej Azji, nie
byłyby warte turbanu i pantalonów, bo
przecież do tego tylko by się to sprowadzało.
Utracilibyśmy tylko nasze szelki i kapelusze.
Twierdzę, że armia, posiadająca takie nastroje
jakie miała, niewątpliwie pogodziłaby się z
tym projektem i widziałaby w nim tylko powód
do śmiechu i do przyjemności. A tymczasem
widzicie konsekwencje. Zdobyłem Europę
jednym uderzeniem. Stara cywilizacja została
pokonana i kto wówczas myślał o przyszłości
naszej Francji i odbudowaniu świata? Kto by
się ważył podjąć tego zadania? Kto mógłby to
osiągnąć?»
Ani sukcesy ani klęski nie zmieniły Napoleona.
Był sceptykiem do samego końca. Powiedział −
będąc uwięzionym na ska-le Św. Heleny, skąd już
nigdy nie powrócił na wolność, tam też dokończył
swego żywota − do Las Cases:
«Wszystko swiadczy o istnieniu Boga − w
to nie należy wątpić − ale wszystkie nasze
religie to w sposób ewidentny dzieło ludzi.
Dlaczego te religie zagłuszają jedna drugą,
zwalczają się? Cze-mu tak było zawsze i
wszędzie? Bo ludzie są zawsze ludźmi.
Dlatego, bo zawsze kapłani wprowadzali
insynuacje, kłamstwa i fałsz.
Tym niemniej − kontynuował − od momentu
gdy zdobyłem wła-dzę starałem się przywrócić
religię. Używałem jej jako podstawy i jako
korzenia. W moich oczach była ona podporą
dobrej moralności, prawdziwych zasad i
dobrych obyczjów.
Daleki jestem od ateizmu. Ale nie mogę
wierzyć we wszystko czego mnie uczą wbrew
mojemu rozumowi, żądając fałszu i hipokryzji.
Mówienie o tym skąd się wziąłem, kim jestem,
dokąd idę to przekracza mój światopogląd. A
jednak to wszystko istnieje. Jestem jak zegar,
który istnieje i nie zna siebie.
Nie mieć wątpliwości! Wszakże mój
powątpiewający duch, jako cecha mojego
cesarzowania, dobrze służył ludziom. W
przeciwnym razie jakże mógłbym jednakowo
wspierać przeciwstawne sekty gdy-bym był
zdominowany przez jedną z nich? Jak
mógłbym zachować niezależność myślenia i
ruchów będąc pod wpływem spowiednika,
który by rządził mną strasząc piekłem.
Czyż nie mógłby być potęgą zły człowiek,
głupi człowiek, w roli spowiednika tych co
rządzą państwami?
Tak byłem przepojony tymi prawdami, że
pilnowałem się by działać we właściwy
sposób,by zadbać o to by mój syn, w miarę
jak to odemnie zależało, był wychowany na
tych samych zasadach religijnych co ja.»
Dwa miesiące później były Cesarz powiedział,
że od wieku lat 13 stracił wszelką wiarę religijną.
Thiers („Histoire du Consulatet de l’Empire”,
IV str. 14) twier-dzi, że gdy Napoleon zamierzał
ogłosić siebie cesarzem pragnął złożyć masonom
zapewnienie dotyczące swoich zasad i uczynił to
zabijając księcia d’Enghien. Powiedział: „Chcą
zniszczyć re-wolucję atakując ją w mojej osobie.
Będę jej bronił, ponieważ ja jestem Rewolucją. Ja,
i tylko ja. Tak mają to rozumieć od dnia
dzisiejszego, ponieważ wiedzą do czego jestem
zdolny”.
Mniej odważny jego krewniak, który jednak
wiele osiągnął, Napoleon III, w swoich − „Ides
Napoleoniennes” − pisze:
«Umierająca ale nie pokonana Rewolucja,
pozwoliła Napoleonowi osiągnąć to co było jej
celem. Mówiła mu: Oświeć narody. Osadź na
mocnych fundamentach główne rezultaty
naszych wysiłków. Rozszerz to co zostało
pogłębione. Bądź dla Europy tym czym
byliśmy dla Francji. Misję tą Napoleon
wypełniał do końca.»
Gdy Napoleon zdobył władzę, odbyło to się jak
wiemy głów-nie za sprawą illuminata i masona
Talleyranda. To on i jego przyjaciele spośród
illuminatów ściągnęli Napoleona z Egiptu i ułatwili
mu objęcie władzy. Wszyscy jego bracia byli
głęboko wtajemniczeni. Najwyższe kierownictwo
widziało, że pojawia się reakcja, która jeżeli nie
będzie stłumiona w zarodku doprowadzi do
powrotu prawowitych, a wygnanych przez
rewolucję, Bur-bonów i odebrania
rewolucjonistom zagarniętych przez nich dóbr.
Uznali więc (masoni) za mniejsze zło oddanie
98
98
najwyższej władzy w ręce Bonapartego, gdyż
dzięki jego zwycięstwom przy-bliżał się ich plan
zjednoczenia Europy. Tak więc wspierali jego
karierę, uważając równocześnie by ich
złowieszcze plany posu-wały się przy każdej
sposobności. Zapewnili sobie pierwsze miej-sca w
cesarstwie dla siebie. Robili co w ich mocy by
odciążyć sumienia od jakichkolwiek skrupułów.
Zapewnili fatalny priorytet sekularyzmu w
wykształceniu. Wprowadzili też rozdźwięk między
papieżem i cesarzem. Doprowadzili do drugiego
zaboru państw kościelnych. Spowodowali i
podtrzymywali do końca u-więźienie Piusa VII.
Stali na zapleczu wszelkich posunięć Napo-leona
jako cesarza przeciwko prawom Kościoła, wolności
i nie-zależności papieża, przeciwko dobru religii.
Głównym jednak błędem Napoleona było
wspieranie masonerii. Służyło to jego celom
wspaniale przez jakiś czas, to znaczy do czasu
póki służył bieżącym i długofalowym celom spisku
− a masoneria jest i zawsze będzie spiskiem.
Nawet jeżeli Cambaceres, Talleyrand, Fouche i
inni przywódcy illuminatów, którym zaufał i których
sowicie nagrodził, byli zadowoleni to jednak
pozostawała cała rzesza innych, których żadna
nagroda by nie usatysfakcjonowała, i którzy
przepojeni duchem sekty zawsze musieli
poszukiwać sposobów by posuwać zamiary
Weishaupta i jego wspólników. Grono to nigdy nie
zaprzestało akcji. Trzymali oni członków sekty we
swoim władaniu i absolutnym posłuszeństwie, nie
tylko pozwalając im, ale wręcz wspo-magając w
osiąganiu światowych zaszczytów. Dla nich jak i
dla najskromniejszych członków tajnych spotkań
zatruta „aqua top-hana” jak i nóż stały w
pogotowiu zapewniając pewną śmierć tym, którzy
by zachwiali się w posłuszeństwie wobec
zdeprawowanych fanatyków diabolicznej idei,
stojących jako wybrane grono u szczytu spisku, na
miejscu najwyższej infami i najwyż-szej tajnej
władzy. Ci ostatni byli rozsiani potajemnie wśród
szeregowych członków lóż, setki doświadczonych
spiskowców, dzierżących w swoich rękach
prawdziwą władzę wewnętrznej lub wyższej
masonerii, będących jej utajonymi mistrzami. Z
tego tajnego zaplecza masoneria bez przerwy
spiskowała w ce-sarstwie. Wspierała zwycięstwa
pogromcy Austerlitz i Jeny. Je-żeli można zaufać
Deschamps’sowi, który cytuje z najbardziej
wiarygodnych źródeł, uczynili oni więcej dla tych
zwycięstw niż sam wielki wódz na polu bitwy.
Dzięki ich zabiegom zasoby przeciwników
Napoleona nigdy nie znajdywały się pod ręką.
Zabiegi austriackich i innych generałów, z którymi
Napoleon walczył, były wykolejane. Zdrada była
powszechna w ich szeregach, a informacja
najistotniejsza dla ich planów donoszona była
francuskiemu dowódcy. Wówczas masoneria była
po jego stronie i tak jak teraz tajne możliwości
organizacji, potęga jej tajnych wpływów, była na
usługach celu, któremu służyła. Gdy jednak
masoneria miała powód obawiać się, że potęga
Napoleona stanie się dziedziczną, gdy jego sojusz
z domem cesarskim Austrii, a w szczególności
konsekwencja tego sojuszu, czyli na-stępca jego
tronu, stworzyła zagrożenie dla uniwersalnej republiki,
której życzono sobie po jego śmierci, gdy
wreszcie on sam zaczął okazywać niechęć wobec
masonerii i począł szukać sposobów by ograniczyć
propagandę jej diabolicznych planów, wów-czas
masoneria stała się jego wrogiem, i jego koniec
stał się bliskim. W jego rządzie zaczęły
dominować destruktywne narady. Jego
przeciwnicy zaczęli otrzymywać informację
dotyczą-ce jego posunięć, podczas gdy uprzednio
to on otrzymywał ich informacje. Członkowie sekty
namawiali go na ten zwariowany marsz na
Moskwę. Jego zasoby były paraliżowane. Jednym
sło-wem został sprzedany przez tajnych,
niewidocznych przeciwników w ręce wrogów. W
Niemczech Weishaupt i jego partia, nadal
trudniący się ciemną intrygą, po cichu
przygotowywali jego upadek. Jego generałowie
byli pokonywani jeden po drugim. Został
zdradzony, oszukany i w końcu doprowadzony do
klęski i ruiny. Tak więc otrzymał z dokładką
podziękowanie ojca kłamstwa, wcielonego w
masonerię, w illuminatów i spokrewnione sekty
ateistyczne. Wygnany na wyspę Elbę pozwolono
mu wrócić do Francji po to tylko by spotkał go los
wyrzutka i więźnia na skale Św. Heleny, gdzie
zmarł porzucony i prześladowany przez tajną
sektę, która użyła go, nadużyła i zdradziła. Jak
zobaczymy dalej, czyni to nadal, używając,
nadużywając i zdradzając każdego uzurpatora i
despotę, którego zwabi w swo-je szeregi.
Masoneria zdemaskowana – Bp. Jerzy F. Dillon
– 1994 rok.
__________________
ROZKWIT MASONERII W OKRESIE I
CESARSTWA
Trzecia Republika
Masoneria zreorganizowała się z
99
99
rozmachem w czasie Pierwszego Cesarstwa:
Przyjmuje się na ogół, że okresem
wspaniałego rozwoju masonerii była Trzecia
Republika. W rzeczywistości w żadnym mo-mencie
między 1870 a 1940 rokiem nie zaznała ona
takiego rozkwitu, jak pod rządami Pierwszego
Cesarstwa.
Napoleon I był masonem, był też jego ojciec,
również bracia, jego żona Józefina, prawie
wszyscy jego marszałkowie. Stał się on naturalnie
protektorem tego „zakonu” i dlatego w lożach nazywany
był „najznamienitszym bratem”. Wojskowe
loże Wielkiej Armii rozpropagowały masonerię w
wielu krajach Europy, gdzie powoływały do życia
loże miejscowe.
Józef Bonaparte był wtedy wielkim mistrzem
Wielkiego Wschodu Francji, a jednym z wyższych
jego funkcjonariuszy był Ludwik Bonaparte.
Hieronim Bonaparte był wielkim mistrzem
Wielkiego Wschodu Westfalli, Murat − wielkim
mistrzem Wiel-kiego Wschodu Neapolu,
Talleyrand, Fouche, Augereau, Kellerman byli
masonami.
Aktywna pod rządami Restauracji i Monarchi
Lipcowej maso-neria, mocno usadowiła się za
czasów Drugiej Republiki (człon-kowie rządu
tymczasowego w r. 1848 w większości byli
masonami) i utrzymała swoje pozycje pod
rządami Drugiego Cesarstwa, a to tymbardziej, że
Napoleon III należał do karbonariuszy.
Masoneria czyżby papierowy tygrys −
Arnaud de Lassus − Wa-wa − 1994 r.
___________________
MASONERIA (w opisie bp. J. S. Pelczara)
Esperanto
Masoneria stara się także wyzyskać dla swojej
propagandy międzynarodowy język „Esperanto”,
wynaleziony przez Żyda war-szawskiego dr
Zamenhofa. Na pierwszym kongresie
esperantystów, odbytym w r. 1905 w mieście
Boulogne, było obecnych 12 maso